kubaa123456
09.01.24, 13:40
Na wstępie powiem Dzień dobry.
Jestem 37 letnim facetem mam żonę nie mamy dzieci.
Moj romans rozpoczął się w typowy sposób czyli w pracy z koleżanką ( imię fikcyjne dla bezpieczeństwa) Ola. Tak więc Ola ma 32 lata męża i 2 dzieci z czego jedno ma tylko rok. Zaczelo się od sms jakiegoś niby przypadkowego spotkania w budynku, potem coraz śmielsze sms troche wspólnych wyjazdów w teren noi 1 pocałunek po którym oboje odlecieliśmy, następnie szukanie możliwości spotkań, spotkania w różnych miejscach rozmowy jak z przyjaciółka o wszystkim i oczywiście namiętność. Dosłowny szał euforii, w pracy zaczeli nas obgadywać, zostaliśmy wezwani do szefowej która powiedziała że mamy przestać spotykać się w tych samych pomieszczeniach i razem jeździć do klientów. Oczywiście dostosowaliśmy się, ale po pracy non stop kombinacje jak tu się spotkać, wspólne wyjazdy na weekend pod pretekstem szkoleń do momentu aż moja żona i jej mąż zaczęli podejrzewać że coś nie tak. W końcu ona ma awanturę w domu i się przyznaje że zdradza...
Ląduje u psychologa a jej facet wyprowadza się na jakiś miesiąc. Teraz przechodząc do sedna ona mówi mi że chce to ciągnąć dalej ale nie ma już siły i praktycznie ogranicza kontakty dosyć mocno, nie ma już tylu spotkań, sms itd. aż jakoś tak się dzieje że wygaszamy ten romans do 0. Teraz już tylko czasem napiszemy do siebie albo bardzo bardzo zadko się spotkamy ale tylko pogadać....
Szczerze mówiąc to zwyczajnie mi jest tęskno, brakuje tych spotkań i nie chodzi mi o sam sex zwyczajnie dobrze się dogadywaliśmy. A teraz pytanie do Was czy Ona mnie olała czy się wystraszyła, hmmm co Ona może myśleć. Proszę nie krytykować a dać mi jakieś rady, wiem że może i dobrze ze tak się stało ale chciałbym jakiejś rady szanownych Pań