Musze się gdzieś wygadać...Wiem, że powinnam się raczej cieszyć niż zadręczać, ale jednak jest mi źle

Dziś zakończyłam znajomość z facetem, z którym mogło być tak pięknie. On nie umie się zaangażować emocjonalnie i otwarcie mi o tym powiedział. A ja nie chcę chodzić do łóżka z kimś, kto nawet nie jest mną zauroczony tylko czuje jedynie pożądanie. W zasadzie powinnam być szczęśliwa, że tak się to potoczyło, bo obydwoje mamy rodziny. Ale mnie czegoś brak...Brak mi szaleństwa, dreszczyku emocji, tej iskry...
Czy dla faceta to zawsze tylko pożądanie? Czy którejś z Was udało się rozkochać mężczyznę, który nie zamierza rezygnować z rodziny? Może ja wymagam zbyt wiele...W zasadzie był ze mną szczery i powinnam być zadowolona, że mnie nie zwodzi...A przez tą jego szczerość jeszcze bardziej mnie pociąga...Nienormalna jestem w ogóle chyba