Dodaj do ulubionych

"Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z "N...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 17:16
Nie rozumiem dlaczego cytowany fragment wypowiedzi profesora mialby sie
klocic z opinia "Nature" - mamy potencjał, młodych wyedukowanych ludzi, co
nas obchodza dziadki-profesorowie
Obserwuj wątek
    • Gość: XxX to prawda IP: *.lubartow.sdi.tpnet.pl 21.01.04, 17:24
      Starsi naukowcy, ktorzy prawdopodobnieo dawno zapomnieli czym sie dokladnie
      zajmuja nie dopuszczaja tych mlodszych z talentem i energia do pracy. tak
      samo jest kiedy ktos chce sie dostac do pracy na uczelni, tylko ci, ktorzy
      maja tam znajomych badz rodzine maja szanse, inni odpadaja w przedbiegach bo
      sa z poza "grona"...
      • Gość: pacyfista bis Re:niestety ale to jest prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 11:37
        starzy prfesorowie tworza w okol siebie male grona wiernych i oddanch
        studentow, ktorym w podziece umozliwia sie dalsza prce na uczelni. Natomiast
        ten kto nie wlazi w tylek nie ma na to szans.
        • Gość: Oldboy Re:niestety ale to jest prawda IP: *.proxy.aol.com 24.01.04, 08:05
          Ta stara prawda nie dotyczy tylko Polski. Old Boy Clubs probuja kontrolowac
          naule, a nie tylko studentow, i to na calym swiecie. Kontroluja granty i
          pieniadze, wykorzystuja pomysly innych, dopisuja sie do publikacji, ktorych
          nawet nie czytali i........swiat sie kreci jak krecil.
          I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMINU ETYKI.
          Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic cieple
          stoleczki w nieslawie.
          • Gość: JZ z klubem starszych panow mozna skonczyc IP: 146.21.1.* 24.01.04, 14:55
            Gość portalu: Oldboy napisał(a):
            > Ta stara prawda nie dotyczy tylko Polski. Old Boy Clubs probuja kontrolowac
            > naule, a nie tylko studentow, i to na calym swiecie. Kontroluja granty i
            > pieniadze, wykorzystuja pomysly innych, dopisuja sie do publikacji, ktorych
            > nawet nie czytali i........swiat sie kreci jak krecil.
            Jesli chodzi ci o to ze zwyczajowo dopisuje sie do publikacji szefa instutucji
            na zachodzie to nie masz racji. Zwyczaj ten pojawiai sie tylko wtedy jesli ten
            szef finansuje i wie o programie pod ktorym sie podpisuje. Udzial w publikacji
            dostaje za prace administracyjna nad zapewnieniem funduszy na wykonanie badan.
            W odroznieniu od Polski gdzie tego typu opisywanie jest za to ze "ZEZWOLIL" lub
            zeby nie zniszczyl pracownika. Uczywiscie jest to kwestia skali, ale w systemie
            amerykanskim jesli szef pracowni przestanie byc skuteczny w pozyskiwaniu
            grantow to odchodzi i jest zastapowany przez nowego ktory mam byc w tym lepszy.
            Takiego mechanizmu nie ma w przydzialowo-centralnie sterowanej nauce polskiej.
            Armia profesorow i habilitowanych jest praktycznie niewyrzucalna z pracy.
            Wspomniane old-boys clubs maja sie dobrze bo tych ludzi lacza wspolne interesy
            i spore zdolnoaci. W polsce dodatkowo chroni ich USTAWA. Rozbijanie mafii w
            jakiekolwiek postaci jest trudne, ale jest jeszcze trudniejsze gdy wprost
            chroni ja prawo. TO MOZNA ZMIENIC!



            > I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMINU ETYKI.
            > Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic cieple
            > stoleczki w nieslawie.
            Wielcy tego sieata na zachodzi sa wielcy bo mimo wieku przcuja, walcza o
            granty prowadza aktywna polityke wewnatrz i poza instytutowa. Sa dobrzy. Nie
            jest to kwestia etyki lecz skutecznosci ktora jest poddawana weryfikacji dzien
            po dniu, miesiac po miesiacu... ALE NIE w POLSZCZE. Tutaj po habilitacji
            praktycznie a po profesurze formalnie ma sie zapewnione ciepla posade na
            zawsze. cieple stoleczki sa juz ich.

            DLATEGO gwarancje cieplych stoleczkow dawane przez zdobyte niejednokrotnie
            kumotersko tytuly naukowe nalezy usunac. Nalezy uprosci system tytulow
            naukowych i praw przyslugujacych z ich posiadania na wsor anglosaski. tak aby
            profesorzy i habilitowani zostali zmuszeni do do DALSZEJ pracy. Tej chwalebnej
            czesci tego srodowiska ktora pracuje to nie powinno zaszkodzic, a o reszte nie
            dbam. To nie jest decyzja przynalezna srodowisku naukowemu lecz decyzja
            polityczna. Wzorce anglosaskie sa, ich przyjecie umozliwi latwiejsza wymiane
            kadry naukowej z zagranica, ktora obecnie nie dost ze ejst blokowana nizszymi
            dochodami ale rowniez wymaganiem dodatkowych stopni naukowych.


            JZ


            • Gość: abc Żeby oni wykazali chociaż trochę umiaru IP: *.chello.pl 24.01.04, 16:13
              I nie ciemiężyli innych coraz bardziej. Ale ich bezczelność i bezkarność
              narasta. Już nie liczą się z nikim i niczym. I pozostają poza wszelką kontrolą.
              Władze państwa mają coraz bardziej w d.. - przecież "nauka jest autonomiczna i
              samorządna". I tylko sami sobie przydzielają pieniądze, recenzują nawzajem
              prace (czy formalnie tajnie czy jawnie, wszystko i tak z góry ugadane) swoje i
              swoich podopiecznych i promują tych którzy im się podlizują, przeważnie
              miernoty bez charakteru, albo ich kopie. A że cięzkie pieniądze idą w błoto i
              liczba ważnych publikacji coraz bardziej nas kompromituje, to ich wcale nie
              obchodzi, ani nie martwi.
              • Gość: JZ dyskusja wciaz trwa - 27 kwietnia IP: 146.21.1.* 27.04.04, 11:40
                Ta dyskusja wciaz trwa niemalze 1000 listow dolaczcie!
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&s=7


                Linki do poprzednich dyskusji na ten sam temat
                .
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=8070491
                i bodajze najdluzsza, z tematem propozycji reformy polskiej nauki i OFA

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11392402
                milego czytania!

                JZ


            • Gość: Oldboy Re: z klubem starszych panow mozna skonczyc IP: *.proxy.aol.com 24.01.04, 18:15
              Gość portalu: JZ napisał(a):

              > Gość portalu: Oldboy napisał(a):
              > > Ta stara prawda nie dotyczy tylko Polski. Old Boy Clubs probuja kontrolowa
              > c
              > > naule, a nie tylko studentow, i to na calym swiecie. Kontroluja granty i
              > > pieniadze, wykorzystuja pomysly innych, dopisuja sie do publikacji, ktoryc
              > h
              > > nawet nie czytali i........swiat sie kreci jak krecil.
              > Jesli chodzi ci o to ze zwyczajowo dopisuje sie do publikacji szefa instutucji
              >
              > na zachodzie to nie masz racji. Zwyczaj ten pojawiai sie tylko wtedy jesli
              ten
              > szef finansuje i wie o programie pod ktorym sie podpisuje.

              A czy szef bedac szefem moze nie wiedziec o programach prac prowadzonych w JEGO
              instytucji??? Albo jest szefem albo nie.

              > Udzial w publikacji dostaje za prace administracyjna nad zapewnieniem
              funduszy na wykonanie badan.

              I tu mijamy sie w pogladach. Publikacja zawiera "intelectual property" i zeby
              byc autorem powinno sie miec CZYNNY INTELEKTUALNY WKLAD do prezentowanego
              dorobku naukowego. Np. byc pomyslodawca tematu. Bierne administrowanie i
              krecnie sie kolo kasy to obowiazki sluzbowe za ktore szef jest oplacany a nie
              INTELEKTUALNY WKLAD.


              > W odroznieniu od Polski gdzie tego typu opisywanie jest za to ze "ZEZWOLIL"
              > lub zeby nie zniszczyl pracownika. Uczywiscie jest to kwestia skali, ale w
              > systemie amerykanskim jesli szef pracowni przestanie byc skuteczny w
              > pozyskiwaniu
              > grantow to odchodzi i jest zastapowany przez nowego ktory mam byc w tym
              > lepszy.

              I to jest wlasnie problem systemu amerykanskiego. "Slave labour camps" na
              uniwersytetach, gdzie czesto niewykfalifikowani naukowo, ale za to obrotni w
              zdobywaniu grantow "profesorowie" (professor jest tam stanowiskiem naukowym a
              nie tytulem) siedza na kierowniczych stolkach i zarzadzaja tlumem taniej sily
              roboczej z Azji i bylego ZSRR (a kiedys takze z Polski i innych krajow Europy
              Wshodniej). Czesty ich wklad do publikacji to korekty jezyka angielskiego w
              publikacjach. A wszyscy klaniaja sie im w pas, bo........maja kase. A jak sie
              ma kase i paru dobrych "postdocow", to samemu tez wyglada sie dobrze i madrze.


              > Takiego mechanizmu nie ma w przydzialowo-centralnie sterowanej nauce polskiej.

              Niestety masz racje. Nikt nie pcha sie na postdoca do Polski, bo za malo placa.

              > Armia profesorow i habilitowanych jest praktycznie niewyrzucalna z pracy.

              A czy wiesz co to jest np. "tenure" w Kanadzie. Sprobuj tam wypiepszyc
              professora nieroba ze stolka.

              > Wspomniane old-boys clubs maja sie dobrze bo tych ludzi lacza wspolne
              interesy
              > i spore zdolnoaci. W polsce dodatkowo chroni ich USTAWA. Rozbijanie mafii w
              > jakiekolwiek postaci jest trudne, ale jest jeszcze trudniejsze gdy wprost
              > chroni ja prawo. TO MOZNA ZMIENIC!

              Nie tak latwo ruszyc miedzynarodowa powiazana ze soba MAFIE.

              > > I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMINU ETY
              > KI.
              > > Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic cieple
              >
              > > stoleczki w nieslawie.
              > Wielcy tego sieata na zachodzi sa wielcy bo mimo wieku przcuja, walcza o
              > granty prowadza aktywna polityke wewnatrz i poza instytutowa.

              A czy w Polsce nie prowadza oni czasami nawer BARDZO aktywnej 'polityki"
              wewnatrz i pozainstytutowej?? A te wojny podjazdowe w stosunku do konkurenji na
              innej uczelni a czesto nawet w tym samym gmachu...A te "friendly" recenzje....

              Sa dobrzy. Nie
              > jest to kwestia etyki lecz skutecznosci ktora jest poddawana weryfikacji
              dzien
              > po dniu, miesiac po miesiacu...

              Widze, ze nie masz pojecia o ETYCE ZAWODOWEJ, a szkoda.


              ALE NIE w POLSZCZE. Tutaj po habilitacji
              > praktycznie a po profesurze formalnie ma sie zapewnione ciepla posade na
              > zawsze. cieple stoleczki sa juz ich.


              > DLATEGO gwarancje cieplych stoleczkow dawane przez zdobyte niejednokrotnie
              > kumotersko tytuly naukowe nalezy usunac. Nalezy uprosci system tytulow
              > naukowych i praw przyslugujacych z ich posiadania na wsor anglosaski. tak aby
              > profesorzy i habilitowani zostali zmuszeni do do DALSZEJ pracy. Tej
              chwalebnej
              > czesci tego srodowiska ktora pracuje to nie powinno zaszkodzic, a o reszte
              nie
              > dbam. To nie jest decyzja przynalezna srodowisku naukowemu lecz decyzja
              > polityczna. Wzorce anglosaskie sa, ich przyjecie umozliwi latwiejsza wymiane
              > kadry naukowej z zagranica, ktora obecnie nie dost ze ejst blokowana nizszymi
              > dochodami ale rowniez wymaganiem dodatkowych stopni naukowych.

              Wzory wzorami, a i na Zachodzie ten system nie dziala, jak powinien. Ten sam
              prblem ze znajomymi i prosiaczka i znajomymi znajomych prosiaczka, jak ktos juz
              pare lat temu opisal w ksiazce dla dziatek.
              A o ETYCE ZAWODOWEJ nigdzie ani slowa.......


              Pozdrawiam
              • Gość: JZ Etyka zawodowa? IP: 146.21.1.* 24.01.04, 21:02
                Gość portalu: Oldboy napisał(a):
                > Wzory wzorami, a i na Zachodzie ten system nie dziala, jak powinien. Ten sam
                > prblem ze znajomymi i prosiaczka i znajomymi znajomych prosiaczka, jak ktos
                > pare lat temu opisal w ksiazce dla dziatek.
                > A o ETYCE ZAWODOWEJ nigdzie ani slowa.......
                Ja jestem pragmatykiem, nie wierze w Etyki i Zasady, takie pisane przez
                wielkie litery. PAsteur ukradl pomysl swojemu wspolpracownikowi a potem go
                zniszczyl, Einstain jest slawny mimo ze tak naprawde wlasciwie dopisal tylko
                stala do rownan opracowanych przez Lorentza i z czym sie wcale jakos specjalnie
                nie chwalil. Ale dzieki nim mamy szczepionki i teorie wzglednosci. Podobnie jak
                dzieki tym symbolom, dzieki poganiaczom niewolnikow jak ich nazywasz dobrzy
                naukowcy moga pracowac nad tym co lubia za rozsadne pieniadze. wlasnosc
                intelektualna poganiaczy i ich prawo polega na tym ze wiedzieli kogo do jakiego
                projektu zatrudnic i dac pieniedze. Moze w idealnym swiecie mogloby byc lepiej
                ale w tym nieidealnym jest znacznie leiej niz w Polsce gdzie tytul zapewnia
                synekure na cale zycie. NO o ile sie nie wychylisz...

                Zgadzam sie ze tenure professorship czy established chair i wiele podobnych na
                zachodzie moze byc niezwalnialny. Ale zauwaz ze nie jest to pozycje panstwowa
                lecz pozycje oferowane przez uniwersytety na ich lub sponsorow prywatnych
                koszt, na zasadzie wyjatku nie zas jako naturalny i obowiazkowy etap kariery
                naukowej i to na koszt budzetu panstwa. Zreszta jak sam zauwazasz potrafia byz
                z nimi problemy - dokladnie z takiego samego powodu na ktory ja wskazuje.
                Posada besterminowa jest synekura i pozbawia podstawowego bodzca do pracy jakim
                jest jej utrata lub utrata znaczenia. POzbawienie lub zredukowanie tych
                tytularnych praw w polsce uwolni czesc finansow i zmusi jakby nie bylo
                inteligentnych ludzi do ponownego wysilku. Jest to rozwiazanie polityczne,
                praktycznie bez kosztow.


                > I tu mijamy sie w pogladach. Publikacja zawiera "intelectual property" i zeby
                > byc autorem powinno sie miec CZYNNY INTELEKTUALNY WKLAD do prezentowanego
                > dorobku naukowego. Np. byc pomyslodawca tematu. Bierne administrowanie i
                > krecnie sie kolo kasy to obowiazki sluzbowe za ktore szef jest oplacany a nie
                > INTELEKTUALNY WKLAD.
                > I to jest wlasnie problem systemu amerykanskiego. "Slave labour camps" na
                > uniwersytetach, gdzie czesto niewykfalifikowani naukowo, ale za to obrotni w
                > zdobywaniu grantow "profesorowie" (professor jest tam stanowiskiem naukowym a
                Jeszcze troche na ten temat, wiekszosc tych szefow, nie zajmuje sie niczym co
                mozna nazwac "biernym" administrowaniem. Nie sa i nie moga
                byc "niewykwalifikowani" - Czytaja literature, wiedza co jest nowe, potrafia
                doradzic i dopytac sie wlasnych postdocow czy doktorantow co w trawie piszczy.
                A potem potrafia tak sie obrocic wsrod sponsorow zeby im wytlumaczyc ze na to
                trzeba wydac milion dolarow. Potrzebna jest na to szeroka (zawsze trzeba wybrac
                szerokosc lub glebokosc) wiedza z taj dziedziny w ktorej pracuja. A ze po 12
                godzinach pracy czasem nie starczy czasu zeby przeczytac artykul doktoranta, no
                coz pojdzie bez czytania. Ale sponsor ktory wydal milion dolarow widzi ze osoba
                ktora dotala pieniedze wydala te pieniadze slusznie.
                Czym to sie rozni od sytuacji w polsce? Ano tym ze rzadko widuje sie polskich
                profesorow pracujacych po 12 godzin, PRZYNAJMNIEJ W JEDNYM MIEJSCU. Widuje sie
                ich za to w skladzie rad kilku uczelni w tym samym czasie, ze nie wspomne w ilu
                spolkach sa jednoczesnie prezesami lub doradcami. CZyzby byli nadludzmi? czy
                tez tylko robia nauke pozorow, zaslonieni bezpiecznie swymi przywilejami i
                tytulami?



                > Niestety masz racje. Nikt nie pcha sie na postdoca do Polski, bo za malo
                placa.
                Nie tylko pieniadze!. Pieniadze wymieniaja sie na zachodzie na swobode (np.
                mozna wybrac wysoka place w firmie za sporo pieniedzy ale robic od 9-17 i
                dokladnie to co palcem pokaze szef, w przciwienstwe do znacznie mniejszej placy
                an uczelni lae poza drobnymi obowiazkami wykladow, mozesz pracowac nad czym
                chcesz i kiedy chcesz, bylebys publikowal). W POlsce nie ma pieniedzy, Ale nie
                ma tez swobody bo wszyscy sie gryza o tytuly i uprawnienia z tych tytulow
                wynikajace.

                > Nie tak latwo ruszyc miedzynarodowa powiazana ze soba MAFIE.
                TAk! mafii!, ale mozna zaczac walczyc z mafia tak jak z Alcapone, podatkami.
                Zacznijmy pytac ile kto publikuje i gdzie. sczegolnie po habilitacji! Odbierzmy
                mafii oslone ustawami. To sa rozwiazania systemowe, a nie budzetowe. Moze
                paru "mlodych gniewnych" wroci z zagranicy.... A nie tylko "starych
                przedemerytalnych". Zreszta ci ostatni tez sa dobrzy, ale pod warunkiem ze da
                sie im pracowac i ze jeszcze im sie cos chce.


                > > > I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMIN
                > U ETY
                > > KI.
                > > > Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic c
                > ieple
                > >
                > > > stoleczki w nieslawie.
                > > Wielcy tego sieata na zachodzi sa wielcy bo mimo wieku przcuja, walcza o
                > > granty prowadza aktywna polityke wewnatrz i poza instytutowa.
                >
                > A czy w Polsce nie prowadza oni czasami nawer BARDZO aktywnej 'polityki"
                > wewnatrz i pozainstytutowej?? A te wojny podjazdowe w stosunku do konkurenji
                Owszem, tyle tylko ze tytuly habilitacji i profesur polskich izoluja ten
                zatechly siwatek od reszty swiata. Polska uczelnia nawet po przyjeciu
                odpowiednika Einstaina (nawet jesliby mogla zaplacic i dac mu warunki pracy)
                nie bedzie mogla nadawac tytulow magistra lub doktora matematyki. bedzie
                musiala zatrudnic bodajze 5 habilitowanych matematykow.


                Jeszcze raz powtorze, uproszczenie sytemu poprzez zarzucenie niekompatybilnych
                z reszta swiata tytulow nic nie kosztuje (prawie nic zeby sie nie oklamywac). A
                moze przyczynic sie do przewietrzenia zatechlej atmosfery w polskiej nauce. Ani
                porfesorowaci ani habilitowaci czlonkowie PAN ANI KBN tego tematu nie podniosa.
                Wylacznie politycy moga sie o te dodatkowe przywileje zapytac i w ramach
                oszczednosci budzetowych poprosci profesorow aby zgodzili sie sobie sami
                zapewnic utrzymanie.
                Niech KBN wylacznie dofinansowywuje tych ktorzy maja niezalezne finansowanie
                np z UE. Tak jak programy europejskie. Jesli ktos dostanie grant spoza Polski
                lub z przemyslu niech AUTOMATYCZNIE doloza 25%, 50 czy nawet 100% finansow - z
                wolna reka na wykorzystanie. Oszczedzi sie na biurokracji, komisjach, platnych
                recenzjach. Placmy wylacznie za sukces tych ktorzy potrafia konkurowac na
                miedzynarodowym poziomie nauki a nie za zasciankowe polskie tytuly!


                > Widze, ze nie masz pojecia o ETYCE ZAWODOWEJ, a szkoda.
                Nie, chyba nie mam... przynajmniej nie w tym sensie co polska kadra naukowa. A
                u ciebie lepiej? W zamian zapytam czy ty masz pojecie to REALIZM? Czy bujajac w
                chmurach pamietasz jeszcze w ktorym kierunku jest ziemia? ;-)


                > Pozdrawiam
                Takze

                JZ
    • Gość: Draq Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.medizin.uni-leipzig.de 21.01.04, 17:26
      Bo sie nie kloci. Ale potencjal, to my mamy taki sobie. Raczej skromny. Ale, ze
      nie mamy kasy na badania tutaj, a i system opisany przez Wojcika dziala
      koszmarnie (choc on ma zapewne najgorsze z mozliwych doswiadczen w polskiej
      nauce - kontakt ze swiatem medycyny), to mase dobrze edukowanych Polakow
      wyjezdza i "slawi polska nauke". Spojrz ilu obecnie zdolnych, swiezych
      doktorantow znajdzie zadrudnienie na uczelniach...
      • Gość: aga Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.biol.uni.wroc.pl 22.01.04, 11:23
        czesd draq, he, he. c u in leipzig
    • Gość: Minio Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.rockefeller.edu 21.01.04, 17:46
      Ja też nie rozumiem, wygląda, że ten arykuł ma stawiać list dra Wójcika w
      negatywnym świetle, bo ośmielił się skrytykować establishment i propagandę sukcesu.

      Niestety, tezy dra Wójcika są jak najbardziej prawdziwe, myślę też, że
      stanowisko jest podzielane przez większość polskich naukowców pracujących za
      granicą. Polska ma ogromny potencjał intelektualny, który od dziesięcioleci (a
      może i stuleci) ulatnia się za granice, gdyż nie ma w Polsce warunków do
      uprawiania nauki. I nie chodzi wbrew pozorom o pieniądze. System jaki panuje w
      Polskiej nauce jest w stanie przejeść każdą sumę pieniędzy, nie produkując nic
      wartościowego (pieniądze idą na marmury, komputery do grania w pasjansa,
      wycieczki na drogie konferencje w egzotycznych krajach itp.). Koszt
      wyprodukowania w Polsce opublikowanej pracy naukowej jest prawdopodobnie 3-5
      razy wyższy niż w USA, jeśli to przeliczyć na impact factor to pewnie z 15 razy
      wyższy (to wszystko przy ok. 4-krotnie niższych zarobkach doktorantów) Jest tak
      dlatego, że system ten jest zupełnie niekompetytywny (granty dostaje się po
      znajomości, nie ma otwartego rynku płac), a większość kadry naukowej nie ma
      chęci/wiary/motywacji aby zrobić coś z sensem. (Znajomy profesor z zagranicznego
      uniwersytetu, gdy odwiedzał polskie uczelnie był zdumiony: a) że wszyscy
      profesorowie wydawali się być w głębokiej depresji, b) nikt (ludzie teoretycznie
      z jego dziedziny) nie chciał z nim rozmawiać na tematy naukowe (bali się?,
      wstydzili się?, nie wiedzieli co powiezieć?)). Są oczywiście wyjątki, ale te
      można policzyć na palcach jednej ręki.

      Wejście do unii może spowodować drenaż mózgów na niespotykaną dotąd skalę, jeśli
      nie wprowadzi się głebokiej reformy nauki. Reforma nauki (a także systemu
      gospodarczego na bardziej liberalny) miała by skutek taki, że fachowcy z
      zagranicy powróciliby z zagranicy, inicjując boom gospodarczy (wariant
      Irlandzki). Obawiam się, że jednak się tego nie doczekam.
      • Gość: Minio Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.rockefeller.edu 21.01.04, 18:05
        Zabawna jest też w powyższym arykule interpretecja, że zdanie: >>kraje Europy
        Wschodniej, które mają "niewykorzystany ludzki potencjał", "są dobrze
        wyedukowane, szczególnie w zakresie nauk ścisłych i matematyki". <<
        to :>> artykuł bardzo pozytywnie oceniający << i >>laurk[a]

        Artykuł miał wymowę pozytwną, gdyż zachód aż zaciera ręce na nasz talent:
        >>I Unia Europejska - zdaniem pisma - powinna "eksploatować ten talent", jeśli
        chce być "konkurencyjna globalnie w zakresie nauk, technologii i innowacji".<<

        Warto też zwrócić uwagę, że list dra Wójcika nie był jedyną odpowiedzią na ten
        arykuł. Podobny w treści list autorstwa dra Juraja Gregana jest opublikowany
        zaraz obok listu dra Wójcika. Dr Gregan pisze m.in.:
        >>What is missing is the competitive atmosphere found in top-class research
        centres. Foreign scientists are very rare in eastern European countries, which
        make no significant effort to attract experienced scientists from abroad —
        unlike emerging economies in Asia<<

        Nature publikowało w przeszłości arykuły krytyczne odnośnie skostnienia nauki w
        Polsce, rozumiem,że autor GW czytał tylko zapomniał wspomnieć.


        • m-p Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z 22.01.04, 11:44
          Nie wiem, czy masz rację odnośnie drenażu przez EU. Nie sądzę, aby drenowali
          Niemcy i Francuzi. Nauka w Niemczech i Francji też jest chora, cierpi na XIX-
          wieczny feudalizm.
    • Gość: hakon666 Zadna nowosc IP: 5.2.* / 213.46.162.* 21.01.04, 18:28
      wszyscy ktorzy mieli okazje sie zetknac z systemem szkolnictwa wyzszego w
      polsce wiedza ze panuje tam system przypominajacy uklady typu mistrz -
      czeladnik. zadna to nowosc. polska nauka czeznie i to w rynsztoku. dobrym
      komentarzem jest "legenda ludowa" kazika na zywo. polecam.
      • Gość: Józef Wieczorek Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.01.04, 19:41

        Polska jest potęgą habilitacyjną ale mizerią naukową i tak może pozostać na
        wiele lat. Wielu profesorów protestuje przeciwko uproszczeniu awansu naukowego
        na wzór amerykański strasząc konsekwencjami uproszczonych, a politycznie
        uwarunkowanych awansów po 1968 r. (docenci marcowi). Zapominają jednak, że
        odpolitycznienie nauki widoczne w projekcie NSZZ Solidarność wyklucza takie
        awanse. Natomiast politycznie uwarunkowane awanse miały miejsce i po roku
        1989 r., a zdarzają się także obecnie i miałyby przyjazny klimat w
        uzależnionym od polityki prezydenckim projekcie ustawy. W efekcie to
        przeciwnicy szybszego usamodzielniania się pracowników nauki są zwolennikami
        zależności awansów od czynników politycznych.
        Praktyka wskazuje, ze wymóg habilitacji wcale nie zahamował miernotom drogi do
        awansów. Profesorowie habilitowani mają trudności z wykrywaniem plagiatów, z
        formowaniem nowej kadry naukowej, prowadzeniem dydaktyki na wysokim poziomie a
        zwykli doktorzy nie mieli z taką działalnością większych problemów, poza
        problem nienawiści ze strony 'profesorów'. Jakoś dziwnie wielu 'uczonych
        inaczej ' robi tzw. habilitacje nie w czasie zatrudnienia na uczelniach, lecz
        dopiero w okresie zajmowania stanowisk ministerialnych czy pokrewnych. Ciekawe,
        że dopiero po przejściu do kariery politycznej znaleźli czas na prace naukową A
        może prawda jest inna ?
        Mierni naukowo, ale dobrze umocowani politycznie i towarzysko, nie mają
        problemów z habilitacjami. Mamy wielu profesorów po habilitacjach w Akademiach
        Nauk Społecznych (przy KC PZPR), mamy profesorów po habilitacjach w Moskwie,
        Mińsku, Kijowie, w NRD bo tam jest ( lub był) system z naszym kompatybilny.
        Absolwenci i doktorzy Harvardu czy innych renomowanych uczelni mają natomiast
        problemy nie tylko z awansem, ale w ogóle z zatrudnieniem w polskim systemie
        nauki i edukacji. Podobnie jest z niezależnymi naukowcami rodzimego chowu.
        Przegrywają ustawione konkursy na obsadzanie etatów uczelnianych. Jeśli
        przetarg gospodarczy jest ustawiony to istnieje szansa, że opozycja polityczna
        taki przetarg zakwestionuje a media opiszą a niekiedy powołane zostaną
        odpowiednie komisje śledcze. Czy ktoś czytał o ustawionych konkursach na
        uczelniach? O ustawionych konkursach na wygrywanie projektów badawczych -
        grantów KBN ? A to jest standard w tradycji nauki polskiej. Chyba dlatego media
        o tym nie piszą i wszyscy uważają, że tak winno być.
        Projekt nowej ustawy prezydenckiej nie podejmuje tego tematu.

        Więcej w ostatniej Gazecie Polskiej z 21 stycznia 2004 – STARY SYSTEM W NOWYCH
        SZATACH

        Możliwy kontakt dla poważnych dyskusji i wymiany poglądów jwieczorek@ans.pl
        • Gość: jantsp Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: *.ibch.poznan.pl 21.01.04, 20:47
          potwierdzam slusznosc analizy i oceny , ale o czym dyskutowac ? jak ktos sie
          interesuje nauka to nie robi rewolucji tylko wyjezdza gdzie liczy sie takie
          zainteresowanie a jak interesuje sie "administracja nauki" i akademickimi
          splendorami to mu polski system pasuje. Moze w Polsce lepsza nauka nie jest
          potrzebna ? jpodkowinski@yahoo.com
        • Gość: JZ Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: 146.21.1.* 21.01.04, 21:10
          Z brakiem sensu habilitowania doktoratow mocno sie zgadzam. POdobnie zreszta
          jak z profesurami belwederskimi. Jest to wymog szkodliwy, odizolowywujacy slaba
          polska nauke od swiatowej i to wylacznie na nasz koszt (habilitowany moze sie
          eksportowac a nie habilitowany raczej nie powroci - nawet z niemiec czy szwecji
          ktore tez habilituja - bo trzeba sie bawic w nostryfikacje). Podobnie
          profesorzy. Profesor z doktoratem na uczelni amerykanskiej nawet zarzadzajacy
          wielomilionowymi grantami w polsce moglby liczyc co najwyzej na pozycje
          adiunkta i nikt by z nim nawet w KBN nie chcial rozmawiac. (dyskusja raczej
          akademicka, nie sadze aby taki powrot mial sie wkrotce wydarzyc)

          W wiekszosci powtorze za moim przedmowca, ale moze troche inaczej:
          Szkodliwosc habilitacji polega na
          • Gość: coto Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: *.konst.silesianet.pl 23.02.04, 21:08
            Przede wszystkim trzeba zlikwidowac przyczyne zla, tj. CK.
      • Gość: jantsp Re: Zadna nowosc IP: *.ibch.poznan.pl 21.01.04, 20:40
        mistrz ?? czy "mistrz" ?
    • Gość: jantsp Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.ibch.poznan.pl 21.01.04, 20:36
      rzadza, dziela etety i fundusze, potrafisz "pracowac" bez finasowania badan i
      bez pensji ??
    • Gość: pak Glos rozsadku IP: *.dip0.t-ipconnect.de 21.01.04, 21:11
      Ci, ktorzy na uczelni nie pracowali, nie maja nawet pojecia jak to wyglada od
      srodka.
      A wspomniany profesor ma po prostu racje.
    • Gość: facet z branży Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: 194.146.248.* 21.01.04, 22:41
      nie ma pojęcia o czym pisze. W czym niby przeszkadza habilitacja i
      profesura tytularna?
      Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych
      czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację.
      Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał, przyczyny
      są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej.
      Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju.

      System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański, a realizacja
      zależy od wielu czynników. Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony dostęp
      do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy.
      Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN,
      ale to już jej taki urok, a wpływ tej instytucji nie jest aż tak duży.
      Przypominam "znawcom", że przy nauce Sejm się sporo namajstrował w ciągu
      ostatnich lat. Konieczność robienia habilitacji została wprowadzona dlatego, aby
      wyelminować osoby, które po doktoracie pracę na uczelniach ograniczyły do
      kilku godzin ćwiczeń ze studentami.
      Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz:
      dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże
      seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady.
      Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z
      zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów - zatem
      ktoś ich musiał dobrze przygotować.

      Oczywiście są pewne błedy w organizacji nauki. W szczególności słaby przepływ
      młodej kadry między uczelniami, a powody niestety są prozaiczne - zamiana
      mieszkania itp.



      • Gość: abc Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.chello.pl 21.01.04, 23:13
        Gość portalu: facet z branży napisał(a):

        > nie ma pojęcia o czym pisze. W czym niby przeszkadza habilitacja i
        > profesura tytularna?
        > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych
        > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację.

        Na przykład w tym przeszkadza, że habilitowani biorą na kopy doktorantów i nie
        zajmują się nimi (przez to spada poziom doktoratów, ale zawsze znajdzie się
        kolega, który to pozytywnie zrecenzuje), a "tylko" doktorów nikt nie wspiera.
        Wychowują oni studentów, męczą się i oddają w kiepskie ręce.
        Poza tym habilitowani od siebie nic nie wymagają, są świętymi krowami, a
        utrudniają i szkodzą ile mogą niehabilitowanym. Oczywiście tym, którzy coś sobą
        reprezentują, co jest mierzone jakimiś osiągnięciami. Najbardziej
        rozpowszechniony mobbing stosowany przez habilitowanych polega na wymuszaniu
        dopisywania ich, lub wskazanych przez nich osób, do publikacji do powstania
        których w ogóle się nie przyczynili.

        > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał,
        przyczyny
        >
        > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej.

        Znowu się nasila, a jak wejdziemy do Unii przewiduję wzrost lawinowy.

        > Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju.
        >

        Nie słyszałem o takich przypadkach. Proszę podać kto wrócił.

        > System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański, a realizacja
        > zależy od wielu czynników. Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony
        dostęp
        > do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy.

        Ale je przydzielają samodzielni według własnego widzimisię. Swoich się pcha, a
        tych, którzy wykazują jakąś niezależność, udupia.

        > Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN,
        > ale to już jej taki urok,

        Urok ??? Chyba dla lekarza geriatry.

        > Przypominam "znawcom", że przy nauce Sejm się sporo namajstrował w ciągu
        > ostatnich lat. Konieczność robienia habilitacji została wprowadzona dlatego,
        ab
        > y
        > wyelminować osoby, które po doktoracie pracę na uczelniach ograniczyły do
        > kilku godzin ćwiczeń ze studentami.

        Jest to po prostu kłamstwo. Jest ustawowe pensum - to niehabilitowani zajmują
        się najbardziej niewdzięczną częścią dydaktyki i nie mają zwolnień z racji
        funkcji albo zebrań.

        > Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz:
        > dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże
        > seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady.

        Nikt o zdrowych zmysłach z Zachodu nam niczego nie zazdrości.

        > Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z
        > zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów -
        zatem
        >
        > ktoś ich musiał dobrze przygotować.
        >

        Sami się przygotowali i uciekli spod skrzydeł swoich "opiekunów" i z tych
        cudownych szkół tak szybko jak tylko mogli. Dobrych szkół nie ma tam gdzie nie
        ma wspierania rozwoju kadry.

        • Gość: facet z branży Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: 194.146.248.* 22.01.04, 00:18
          Biedny adiunkcie. Odpowiadam na Twoje zarzuty bo brakuje rzetelnej dyskusji na
          ten temat.
          Po pierwsze napisz parę dobrych prac, zrób habilitację i możesz
          sobie brać jak piszesz na "kopy doktorantów".
          Wytłumacz mi dlaczego nie możesz zrobić habilitacji, a może jesteś po prostu
          kiepski? Po co Ci wsparcie doktorantów?
          W pewnych sprawach trzeba pomagać adiunktom. Wysyłać ich na staże, również
          zagraniczne, walczyć o to aby nie nakładano na nich obowiązków hamujących pracę
          naukową oraz starać się zapewniać im większe zarobki poprzez udział w własnych
          projektach badawczych.

          Jak osoba po studiach decyduje się na wybór przyszłego promotora faceta, który
          ma "kopę doktorantów", to nie powinna się dziwić, że się nim nie zajmuje.
          Ja napisałem pracę doktorską jak mój promotor był zagranicą i była naprawdę
          dobra.
          Rzeczywistość jest odwrotna niż to sugerujesz - przynajmniej w naukach
          ścisłych, których jestem reprezentantem. Jest taki dowcip:

          Dlaczego prace doktorskie są lepsze od habilitacyjnych?
          Bo piszą je ludzie po habilitacji.

          Otóż to. U nas nie ma dopisywania się do prac młodszych kolegów, a doktoraty są
          często fragmentem pracy naukowej promotora podarowanym przyszłemu doktorowi
          (ma to pewne znaczenie do awansu promotora oraz dobre doktoraty podnoszą
          prestiż promotora).

          Nie jestem upoważniony do podania nazwisk osób, które spędziły pięć i więcej
          lat na uczelniach amerykańskich i wróciły do kraju. To, że ty takich nie znasz,
          to wynik słabej orietacji w środowisku, lub słabej pozycji w Polsce nauki,
          którą reprezentujesz. Nie przypuszczam aby po wejściu do Unii nastąpił odpływ
          na stałe pracowników naukowych. Już teraz łatwo osobom młodszym niż 35 lat
          dostać roczne lub dłuższe staże w UE i mało kto z nich tam pozostaje. Co innego
          stałe stanowiska - uzyskuje się je w bardzo trudnych konkursach.
          Może się kolego mi nie uwierzysz, ale mamy również w Polsce Niemców i Anglików
          pracujących na naszych uczelniach (nie chodzi o lektorów).

          Inne zarzuty:
          Pierwszy raz słyszę aby z tytułu udziału w zebraniach komuś zmniejszano pensum.
          A kto ma przydzielać granty. Przecież skład KBN pochodzi z wyboru w którym
          również uczestniczą adiunkci! A może wyznaczyć do tego jakiegoś urzędnika?
          • Gość: abc Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.chello.pl 22.01.04, 00:59
            Gość portalu: facet z branży napisał(a):

            > Biedny adiunkcie.

            Bogaty, zadowolony z siebie profesorze.

            > Po pierwsze napisz parę dobrych prac, zrób habilitację i możesz
            > sobie brać jak piszesz na "kopy doktorantów".
            > Wytłumacz mi dlaczego nie możesz zrobić habilitacji, a może jesteś po prostu
            > kiepski? Po co Ci wsparcie doktorantów?

            Ja nie myślę, tak jak Ty, o sobie, tylko o nauce w Polsce.

            > Po co Ci wsparcie doktorantów?

            A po to, po co jest w większości krajów wyżej cywilizowanych z USA na czele.
            Jeśli nie wiesz, to się zapytaj jakichś profesorów stamtąd, albo popatrz z kim
            mają publikacje i ile ich mają. I w jakim tempie nam uciekają.

            > W pewnych sprawach trzeba pomagać adiunktom. Wysyłać ich na staże, również
            > zagraniczne, walczyć o to aby nie nakładano na nich obowiązków
            > hamujących pracę

            A niektórym specjalnie się dodaje obowiązków, żeby nie mieli zbyt dobrych
            warunków. Są sposoby na to, żeby faktycznie hamować rozwój, werbalnie
            popierając.

            > Dlaczego prace doktorskie są lepsze od habilitacyjnych?
            > Bo piszą je ludzie po habilitacji.
            ...
            > Ja napisałem pracę doktorską jak mój promotor był zagranicą i była naprawdę
            > dobra.

            Cóż za wspaniałą logikę prezentuje nam przedstawiciel nauk ścisłych, wybitna
            osoba po habilitacji.

            > Nie jestem upoważniony do podania nazwisk osób, które spędziły pięć i więcej
            > lat na uczelniach amerykańskich i wróciły do kraju.

            Jeśli to są ludzie o dużym dorobku, to ich nazwiska są w obiegu publicznym. Nie
            zaszkodzi im podanie ich tutaj w pozytywnym kontekście.

            > To, że ty takich nie znasz,
            > to wynik słabej orietacji w środowisku, lub słabej pozycji w Polsce nauki,
            > którą reprezentujesz.

            Ja myślę że większość nauk w Polsce ma słabą pozycję.

            > Może się kolego mi nie uwierzysz, ale mamy również w Polsce
            > Niemców i Anglików pracujących na naszych uczelniach (nie chodzi o lektorów).

            To rewelacyjna wiadomość. Proszę podać gdzie - będę się chwalił za granicą. Ja
            wiem o dziesiątkach Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, itd. a nie o ludziach z
            Zachodu.

            > A kto ma przydzielać granty. Przecież skład KBN pochodzi z wyboru w którym
            > również uczestniczą adiunkci!

            Ale mogą głosować tylko na samodzielnych i pierwszy etap (zgłaszania
            kandytatów) jest imienny, więc jest to kpina a nie wybory.


            • Gość: facet z branży Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: 194.146.248.* 22.01.04, 01:34
              > To rewelacyjna wiadomość. Proszę podać gdzie - będę się chwalił za granicą.
              Ja
              > wiem o dziesiątkach Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, itd. a nie o ludziach z
              > Zachodu.

              Przykład Niemca:
              Dr. hab. Andreas Zastrow
              Instytut Matematyki
              Uniwersytet Gdanski
              ul. Wita Stwosza 57
              PL-80-952 Gdansk

              Wystarczy?
              • Gość: Minio Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.rockefeller.edu 22.01.04, 02:59
                Jeśli Twoją branżą jest matematyka, to rozumiem Twój optymizm. Trudno o bardziej
                obiektywną dziedzinę, a finanse nie są duże więc korupcja dużo mniejsza.
                Niestety jest to mały wycinek polskiej rzeczywistości naukowej.
                • Gość: abc Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.chello.pl 22.01.04, 09:29
                  Otóż to!
                  Matematyk nie potrzebuje żadnego wyposażenia (nie rozmawiajmy o komputerach,
                  sieci i literaturze), żeby prowadzić badania. Trudno jest mi sobie wyobrazić,
                  żeby do nas przyjechał ktoś z dziedziny biologii, medycyny, fizyki, chemii,
                  nauk technicznych. Poza tym nie mam wątpliwości że w statystyce imigranci z
                  Zachodu będą zdominowani przez tych ze Wschodu i emigrantów.

                  Ale to i tak jest dobra wiadomość z rana. Dziękuję "facetowi z branży".
            • Gość: BANG Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: 129.81.192.* 03.03.04, 03:29
              Niestety, zdecydowana wiekszosc z tego
              co prezentuje tutaj "facet z branzy"
              to (celowo nie uzyje wyrazu klamstwa...)
              bajeczki i pobozne zyczenia.
              Oczywiscie, zawsze mozna bronic systemu,
              nawet jezeli jest to system chory i
              przestarzaly. A szczegolnie jezeli
              tkwi sie w nim po same uszy!

              p.S. Patologie systemu nauki w Polsce znam
              osobiscie bo spedzilem w nim lat kilkanascie
              (do czasu wyjazdu...).
          • Gość: st. asystent Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 15:05
            Przeczytalem te.... krotka rozprawe miedzy profesorem i adiunktem i dochodze do
            wniosku, ze sposob argumentacji profesora dokladnie potwierdza tezy adiunkta.
            Szczegolnie ten upor przy swoim dokladnie charakteryzuje stan nauki w Polsce. W
            polskiej nauce nie jest wazne co sie mowi lecz KTO mowi.
            • Gość: Czarek Wojcik wazne kto mowi IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:22
              Dodam jeszcze swoj przyklad: nigdy nie bylem poproszony w Polsce o recenzowanie
              jakiegokolwiek artykulu w czasopismach polskich, bo nie bylem prof. dr hab.
              tylko "zwyklym doktorem". W tym czasie dostawalem juz prosby o recenzje z
              czasopism zagranicznych (oczywiscie nie z "pierwszej ligi"). Bo tam oceniaja po
              publikacjach, a w Polsce po tytulach.
              Czarek
        • Gość: abc Jak na zamówienie - polecam te wyniki sondażu IP: *.chello.pl 02.02.04, 22:33
          Gość portalu: abc napisał(a):

          > Gość portalu: facet z branży napisał(a):
          >
          >
          > > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał,
          > przyczyny
          > >
          > > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej.
          >
          > Znowu się nasila, a jak wejdziemy do Unii przewiduję wzrost lawinowy.

          Tylko tytułem komentarza do tej dyskusji. Z ostatnich badań wynika, że blisko
          połowa studentów największych warszawskich uczelni chciałaby wyjechać na stałe
          za granicę. Podobno poza bogatą Warszawą chęć wyjazdu jest jeszcze większa.

          serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,1896421.html
      • Gość: Minio Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.rockefeller.edu 21.01.04, 23:42
        > nie ma pojęcia o czym pisze.
        ROTFL 8)

        > W czym niby przeszkadza habilitacja i
        habilitacja moim zdaniem nie przeszkadza, aż tak bardzo, ale jest to proces
        zupełnie zbędny.

        > profesura tytularna?
        Gdyby nie wiązało się z nią przywiązanie do stołka, aby byłaby, że tak powiem
        "tytułem szlacheckim" to niech sobie będzie

        > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych
        > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację.
        Można, ale nie w Polsce. Ludzi z Polski którzy opublikowali w ostatnich latach
        prace w znakomitych czasopismach można na palca obu rąk policzyć

        > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał, przyczyny

        żartujesz chyba. W tej chwili, to już nawet miejsc na doktoraty nie ma.

        >
        > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej.
        > Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju.
        Niby kto ?

        >
        > System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański,
        żartujesz sobie...

        > a realizacja
        > zależy od wielu czynników.

        np. od kumoterstwa. Faktem jest, że w Polsce masz bardzo nikłe szanse dostania
        grantu, jeśli nie jesteś kolesiem kogoś w komisji. Granty nie są oceniane
        merytorycznie, a Ci którzy to próbują robić wylatują z komisji.

        W Stanach granty są oceniane wyłacznie na podstawie merytorycznej. (nie tylko na
        podstawie jakości pomysłu, ale także na podstwie istniejących warunków do ich
        realizacji)

        > Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony dostęp
        > do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy.

        Czyli poprzez feudała ja zawsze, a feudał musi mieć znajomości.

        > Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN,
        Akurat niektóre instytuty PAN często są i tak lepsze naukowo i mają zdrowszą
        atmosferę akademicką niż uniwersytety. Nie wiem dlaczego tak jest.

        > ale to już jej taki urok, a wpływ tej instytucji nie jest aż tak duży.
        > Przypominam "znawcom", że przy nauce Sejm się sporo namajstrował w ciągu
        > ostatnich lat. Konieczność robienia habilitacji została wprowadzona dlatego, ab
        > y
        > wyelminować osoby, które po doktoracie pracę na uczelniach ograniczyły do
        > kilku godzin ćwiczeń ze studentami.

        Bo tutaj ktoś (sejm?/decydent?) miesza pracę naukową z dydatkyczną. Świetny
        dydaktyk/wykładowca nie zasługuje na habilatcję i ma mieć zamkniętą karierę na
        uczelni, choć potrafi wykształcić studentów lepiej niż gostek po habilitacji.
        Tylko wolny rynek pracy może o tym właściwie zdecydować a nie bzdurne rytuały.

        > Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz:
        > dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże
        ROTFLMAO!!! Większość profesorów z zachodu, których znam, pod odwiedzeniu
        polskich uczelni, lub po zaznajomieniu się na czym system polega była ciężko
        zdziwiona ("its sooo inefficient").


        > seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady.
        Nie jesteś serio, prawda, cała ta wypowiedź to podpucha? Przynaj się

        > Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z
        > zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów - zatem

        Polemizowałbym. Myślę,że ten popyt pochodzi stąd, że wielu Amerykanów woli
        podjąć pracę bardziej finansowo intratna a akademia pozostaje finansowo
        atrakcyjna dla ludzi z trzeciego świata.
        >
        > ktoś ich musiał dobrze przygotować.
        >
        Nie przeczę, że otzrymałem dobrą edukację w Polsce. Mylisz edukację z nauką,
        dlatego nie wierzę,że jesteś "z branży". Twierdzę, tak jak inni, że sytem w
        nauce funkcjonuje bardzo źle

        > Oczywiście są pewne błedy w organizacji nauki. W szczególności słaby przepływ
        > młodej kadry między uczelniami, a powody niestety są prozaiczne - zamiana
        > mieszkania itp.

        Cieszę się, że masz tylko takie problemy. Życzę sukcesów "w branży"
        • Gość: facet z branży Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: 194.146.248.* 22.01.04, 00:39
          Małe sprostowanie - często te rzeczy są mylone.
          Polska Akademia Nauk - to zupelnie co innego niż instytuty naukowe PAN.
          Można być członkiem PAN, a nie pracować w instytucie PAN i na odwrót.
          W istocie członkowstwo w PAN jest właśnie "tytułem szlacheckim".
        • Gość: obserwator2 Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 13:08
          Gość portalu: Minio napisał(a):

          > > nie ma pojęcia o czym pisze.

          Właśnie! Zarzucasz dyskutantom, że nie znają sytuacji, a sam też piszesz
          rzeczy dziwne. Na przykład:
          > > profesura tytularna?
          > Gdyby nie wiązało się z nią przywiązanie do stołka, aby byłaby, że tak powiem
          > "tytułem szlacheckim" to niech sobie będzie

          Stabilizację, czyli, jak to nazywasz "przywiązanie do stołka" daje habilitacja.
          Tytuł profesora niczego w tej materii nie dodaje! Jest zaiste "tytułem
          szlacheckim" (nawiasem mówiąc w Statucie Uniwersytetu Warszawskiego założonym
          przez króla Aleksandra (będącego też carem Rosji), profesor zyskiwał
          automatycznie dla siebie tytuł szlachecki, a po 10 latach profesorowania,
          tytuł ten stawał się dziedziczny).
          W sensie technicznym, tytuł profesora umożliwia ubieganie się o stanowisko
          profesora zwyczajnego, niedostępne dla doktorów habilitowanych. Ale to znów -
          poza minimalnie wyższą od profesora nadzwyczajnego płacą - ma znaczenie
          raczej honorowe. Nie daje żadnych extra uprawnień.

          > > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych
          > > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację.
          > Można, ale nie w Polsce. Ludzi z Polski którzy opublikowali w ostatnich
          latach
          > prace w znakomitych czasopismach można na palca obu rąk policzyć

          Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako
          taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac
          opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np.
          Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status
          Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego.
          Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od
          wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej,
          często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W
          atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach,
          następuje wykład habilitacyjny.
          Tak wygląda polska nauka w wielu enklawach.
          Ostatnio mieliśmy np. habilitację młodego człowieka, który po 100 latach od
          Skłodowskiej odkrył nowy typ radioaktywności - podwójny rozpad protonowy.
          Rozchwytywany przez wszystkie najlepsze ośrodki niemieckie i amerykańskie.
          Typowe liczby cytowań naszych trzydziestolatków to 800, 1000, 1200.

          Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru latach
          i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść.

          Być może jeden czy drugi z takich przegranych będzie rozczulał się, że w
          Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został???
          • Gość: Minio Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.rockefeller.edu 22.01.04, 18:02

            > Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako
            > taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac
            > opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np.
            > Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status
            > Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego.
            > Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od
            > wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej,
            > często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni.

            Znaczy się pracują za granicą. Znam takie przypadki z mojej dziedziny też, potem
            szybko wracają za granicę. Jak już pisałem wcześniej, zgadzam się, że
            habilitacja to formalność. Ale zbędna.

            > W
            > atmosferze - najczęściej święta naukowego -

            :)

            > po błyskotliwych odpowiedziach,
            > następuje wykład habilitacyjny.
            > Tak wygląda polska nauka w wielu enklawach.

            Dobrze określiłeś - w enklawach. Może czas najwyższy już wyprowadzić naukę z
            tych enklaw.

            > Ostatnio mieliśmy np. habilitację młodego człowieka, który po 100 latach od
            > Skłodowskiej odkrył nowy typ radioaktywności - podwójny rozpad protonowy.

            Odkrył to w Polsce??? Bo mnie to pachnie Darmstadt???

            > Rozchwytywany przez wszystkie najlepsze ośrodki niemieckie i amerykańskie.
            > Typowe liczby cytowań naszych trzydziestolatków to 800, 1000, 1200.
            >
            > Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru latach
            > i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść.

            Dlaczego się wypalają? Serio. Jeśli się zapowiadał znkomicie, to jest straszna
            strata, że odszedł z nauki, dlaczego?
            >
            > Być może jeden czy drugi z takich przegranych

            Widzisz, to Twoje nastawienie jest jednym z powodów, dlaczego zdolnym i
            wykształconym ludziom zza granicy jest ciężko wrócić do kraju. Bo to są
            "przegrani". Bo tam wszyscy za nich zrobili.

            > będzie rozczulał się, że w
            > Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został???

            Czas pokaże, za młody na to jestem :)
          • Gość: abc Normą niestety jest co innego IP: *.chello.pl 23.01.04, 11:16
            Gość portalu: obserwator2 napisał(a):

            > Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację",
            jako
            > taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac
            > opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np.
            > Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status
            > Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego.
            > Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od
            > wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej,
            > często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W
            > atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach,
            > następuje wykład habilitacyjny.

            To co napisałeś na początku brzmi jak bajka w większości polskich uczelni. Ale
            chociaż wiadomo jak bardzo wszystkich wyprzedzili fizycy na Uniwersytecie
            Warszawskim. Stosują po prostu podejście takie jak na Zachodzie. Mnie to wcale
            nie dziwi - wszk oni, a nie żadni inżynierowie czy informatycy, podłączali nas
            do Internetu. Błagam, zróbcie jeszcze raz coś dobrego - podłączcie nasz cały
            system naukowy do świata!
      • Gość: grr Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: 141.2.200.* 21.01.04, 23:55
        > nie ma pojęcia o czym pisze. W czym niby przeszkadza habilitacja i
        > profesura tytularna?

        w polsce? w mysleniu. ulatwia za to i promuje zachowania w stylu 'dziel i
        rzadz', moj byly szef w polsce zwykl mawiac, ze mlody czlowiek powinien dostac
        w dupe, bo on tez dostal, dlatego powinien malo zarabiac i babrac sie w
        zgryzotach i nedzy, dziwil sie tez, ze 'ta dzisiejsza mlodziez tak strasznie
        leci na pieniadze' a przy okazji fundowal sobie z pieniedzy grantowych nowy (i
        zbedny!) sprzet komputerowy praktycznie do wlasnego uzytku czy przedluzal
        wizyty w usa w ramach konferencji, oczywisice wszystko za pieniadze podatnika...

        > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych
        > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację.

        nie mozna, cena uprawiania dobrej nauki w nowoczesnych dziedzinach (takich jak
        np. biologia molekularna) jest bardzo wysoka. a w polsce pieniedzy na to nie
        ma. a nawet jakby byly to i tak nie bedzie mial ich kto rozsadnie spozytkowac.
        pamietam taka smieszna scenke, pisalismy (jeszcze w polsce) wspolny grant z
        niemcami, no i w pewnym momencie wszyscy sie zdziwili jak sie okazalo ze niemcy
        podali kwoty (w grancie) w euro a nie w zlotowkach, i to w odniesieniu do
        jednego tylko roku a nie trzech! oczywiscie cyfry wygladaly bardzo rozsadnie (z
        psychologicznego punktu widzenia) do czasu kiedy sie okazalo ze to wlasnie euro
        a nie zloty...
        inny przyklad, zamowienia na materialy tutaj wygladaja tak, ze po prostu
        wpisuje sie co potrzeba na liste i za pare dni to jest. w polsce kazdy
        pojedynczy zakup polegal na kilkugodzinnym posiedzeniu w gabinecie geronta i
        uzasadnianiu po co i na co...
        poza tym moj byly polski szef nie mial pojecia o uprawianiu nauki (teraz to
        widze) co w polaczeniu z totalnym brakiem zaufania do mlodych doktorow i
        kierowaniem sie zasada 'dziel i rzadz' tworzylo mieszanke nie do wytrzymania!

        > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał,
        przyczyny
        > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej.

        a tu sie bardzo mylisz, pracujac w niemczech na tym samym stanowisku zarabiam 4
        razy tyle co w polsce przy podobnych kosztach zycia... (bez ekstrawagancji) a i
        odlozyc sie cosik da co bylo raczej nie do pomyslenia w polsce, tym bardziej
        jak szefowi cos odwalilo i obcial premie...

        > Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju.

        kto na przyklad? ja slyszlem o takich co chcieli wrocic i po paru rozmowach w
        polsce, wracali, ale z powortem do siebie. moze masz na mysli tych, ktorzy
        wracaja do pl po krotkich stypendiach posdoktoranckich ale to nie sa ludzie z
        wielkim dorobkiem, powracajacy aby tworzyc dobre zespoly i im szefowac w
        oderwaniu od starych prykow!

        > System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański, a realizacja
        > zależy od wielu czynników. Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony
        dostęp
        > do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy.

        tak, znam ten system dosyc dobrze. polega w gruncie rzeczy na dobrych ukladach
        i znajomosciach. polskie granty powinny byc recenzowane za granica, moze
        wowczas cos by sie zmienilo w 'systemie'

        > Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN,
        > ale to już jej taki urok, a wpływ tej instytucji nie jest aż tak duży.

        hehehehe
        u mnie w panie bylo okolo 7 profesorow na emeryturze, pelniacych funkcje
        kierownikow zakladow i pobierajacych z tego tytulu dodatkowe wynagrodzenie
        (bodajze 7/8 etatu bo nie mogli calego)... jak wygladala sprawowana przez
        nich 'wladza' nie bede pisal, moze tylko tyle, ze byli to ludzie ktorzy
        czapkowali pierwszym sekretarzom i podobnych rzeczy wymagali od
        swoich 'poddanych'

        > Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz:
        > dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże
        > seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady.
        > Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z
        > zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów - >

        i tu mozesz sie znowu mylic, kiedys zapytalem takiego jednego bossa tutaj
        dlaczego lubi zatrudniac ludzi ze wschodu, otoz miedzy innymi dlatego ze maja
        duza motywacje, nie marudza tak jak ich 'zachodnie' odpowiedniki, siedza w
        labie do pozna itp. itd...
        czy pomyslales kiedys jaka wielka motywacje do pracy w labie musi miec chinczyk-
        emigrant w usa? kolosalnie duuuza!

        > Oczywiście są pewne błedy w organizacji nauki. W szczególności słaby przepływ
        > młodej kadry między uczelniami, a powody niestety są prozaiczne - zamiana
        > mieszkania itp.

        podstawowym problemem polskiej nauki wysokonakladowej jest brak pieniedzy
        i 'komuna mentalna' w glowach profesorow-gerontow. i nic tego nie zmieni.
        trzeba czekac az wymra... :(
      • Gość: JAP Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.souyaku.taihoyakuhin.jp / 210.158.206.* 22.01.04, 04:42
        Duzo jest w tym prawdy. Habilitacje mozna zrobic przy okazji, problem w tym, po
        co. Najwazniejszym jest dorobek naukowy w liczacych sie czasopismach, tego
        kryterium nikt nie chce przyjac, gdyz nie mozna by bylo robic prac
        habilitacyjnych w oparciu o "uklady", a te nie moga gwarantowac odpowiedniego
        poziomu. Warunkiem niezbednym do robienia dobrych prac jest odpowiednie
        finansowanie. Nie mozna zrobic pracy pracujac tylko 4 godzin dziennie. Dzis
        badania wymagaja co najmniej 12 godzin dziennie. Kogo na to stac? Pasjonate
        tylko, gdyz czlowiek majacy rodzine nie jest w stanie zaskarbic przychylnosc
        malzonki/a przynoszac do domu pieniadze starczajace do pierwszego. Czy
        doktorant bedzie otrzymac stopien magistra trzeba opublikowac conajmniej 1
        prace w renomowanym czasopismnie niejaponskim plus doniesienia zjazdowe.
        Doktorant muszi miec conajmniej 3 publikacje. Przy takich wymogach, wszyscy
        pracuja od 9-10 rano do 11-12 w nocy, majac odpowiednie zabezpieczenie
        finansowe. Pozostaje jeszcze bardzo wazna kwestia czzsu na picie gorzaly,
        conajmniej raz w tygodniu trzeba sie dobrze napic aby dobrze szly badania.

        Moze w Polsce tez kiedys tak beda prowadzone badania, czego wszystkim zycze.
      • Gość: doktorant Re: przeplyw pomiedzy uczelniami IP: *.botany.gu.se 22.01.04, 12:17
        Slaby przeplyw miedzy uczelniami spowodowany problemem ze zmiana mieszkania?
        Bardzo ciekawe... Tym bardziej ze wielu z tych ludzi jakos nie ma problemu na
        zamiane na mieszkanie zagranica. Opisane wczesniej zjawisko zaczyna sie na
        samym poczatku. Kiedy chcialam zlozyc dokumenty na tak zwany "konkurs" o
        stypendium doktoranckie zostalam poinformowana, ze nie ma sensu bo i tak
        wiadomo kto je dostanie. Nie wiem czy tak jest wszedzie, ale to zwykle
        profesorzy dogaduja sie ktory z nich w danym roku bierze doktoranta. I potem
        proteguje-zazwyczaj swojego magistranta. Zupelnie nie liczy sie projekt, poziom
        reprezentowany przez konkretnego kandydata itp. Nikt z zewnatrz nie ma poprostu
        szans. A jesli juz to sa to wyjatki - w sytuacji kiedy profesor nie mial
        wczesniej magistranta z ktorym sie dogadal. Skutek: w pewnych przypadkach na
        doktoraty dostaja sie osoby niesamodzielne, czasem takze niedoksztalcone, za to
        umiejace schlebic profesorowi. Mimo to czlowiek zainteresowany i zdeterminowany
        do pozostania na uczelni powinien sobie znalezc miejsce - czego przykladem jest
        wielu moich znajomych. Niestety czesc tych dobrych znalazla je zagranica.
        Wiekszosc z nich chce wrocic (bo Polska to zawsze dom i ludzie ktorych sie
        rozumie). I wszyscy mamy (bo ja tez) nadzieje, ze cos sie zmieni. Bedzie sie
        liczylo co potrafimy, a nie jak ulorzylismy sobie stosunki z szefem.
        Grazyna Bochenek
      • Gość: byly naukowiec Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.e1-3-1-0.ar1.FRA2.gblx.net 26.01.04, 11:37
        Niestety punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Zgadzam sie ze wszystkimi,
        ktorzy popieraja zniesienie habilitacji i ''profesorow'' belwederskich. Nie ma
        logicznych podstaw ich istnienia. Ich istnienie nie wnosi nic pozytecznego!!!!
        Mam nawet wrazenie, ze otrzymanie habilitacji/''profesora'' belwederskiego
        prowadzi do ubezwlasnowolnienia umyslowego (a dodatkowo my czyli podatnicy za
        to placimy).
        Dla mnie zawsze ciekawa jest lektura osob otrzymujacych ten tytul. Np. prof
        akademii muzycznej (dobre co!!) lub szkoly teatralnej (jeszcze lepsze !!). Ci
        ludzie (chwala im za osiagniecia) powinni byc docenieni przez swoja uczelnie i
        TYLKO !!! Osiagnelem wszystko- nic nie musze juz robic. To jest ich motto.
        Powiesz, ze generalizuje ale znam kilku z nich i wszyscy spoczeli na laurach.
        Jedynym sprawiedliwym system oceny jest ilosc publikacji w czasopismach w
        ktorych impact factor jest odpowiednio wysoki. Jesli sa, to ok jesli nie ma to
        po prostu czlowiek musi odejsc. Tak jest w normalnym swiecie (moze poza
        Niemcami gdzie jest podobnie jak u nas).

        Co do grantow to ilosc publikcji w dobrych czasopismach powinna miec
        automatyczne przelozenie na grant. Sa jest grant, nie ma zostajemy bez kasy.
        Wtedy jest motywacja zeby cos robic. Ja mialem kiedys watpliwa przyjemnosc
        uczesticzyc w projekcie, ktorego wyniki zostaly opublikowane w slabym (nie boje
        sie tego slowa) polskim czasopismie.

        Co do ludzi, ktorzy wracaja to mysle, ze przesadzasz. Ja zrobilem doktorat w
        malym instytucie ale moge moge ci podac licze doktorow, ktorzy wyjehclai i
        wrocili. Na przestrzeni ostatnich 13 lat 7 doktorow wyjechalo i nie wrocil
        NIKT !!!

        Niestety jak wiekszosc osob zabierajacych glos na tym forum mam swiadomosc, ze
        proponowane zmiany nie wejda w zycie. Nie podcina sie galezi na, ktorej sie
        siedzi (bardzo wygodnie).
        • Gość: JZ Ale trzeba o tym mowic IP: 146.21.1.* 26.01.04, 13:24
          Gość portalu: byly naukowiec napisał(a):
          > Niestety jak wiekszosc osob zabierajacych glos na tym forum mam swiadomosc,
          ze
          > proponowane zmiany nie wejda w zycie. Nie podcina sie galezi na, ktorej sie
          > siedzi (bardzo wygodnie).
          Tu masz racje, ale im glosniej sie o tym mowi tym mniej wygodna ta galaz
          bedzie! Zreszta cale srodowisko nie jest zepsute, wierze ze ogromna czesc ludzi
          z tytulami ma zdrowy rozsadek i pod naciskiem opinii publicznej (czyli szarakow
          doktorow, magistrow a szczegolnie politykow) nie beda w stanie w oczy klamac ze
          jest dobrze jak jest zle.
          Ale dyskusja sie musi zaczac! Dlatego chwala autorowi artykulu do Nature za to
          ze sie odwazyl!

          JZ
    • Gość: realistka Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.veranet.pl / *.veranet.pl 21.01.04, 23:24
      To prawda co mowia o polskich studentach i profesurze - wiem z autopsji bo
      zwiedzilam troche swiata. Wiem na czym polega "nauczanie wyzsze" w innych
      krajach i jak ceni sie "polsich wykrztalconych".
      Jako studentka 4 roku !W POLSCE! twierdze iz nasze uczelnie to wielkie
      BAGNO !!! Zostaja ci ktorzy naprawde bardzo chca lub ci, ktorzych na to stac i
      nie maja co zrobic z czasem.
      BAGNO dla wytrwalych => Jak ci sie uda wyjsc to i tak cie tam ciagnie! Ciagle
      chce sie uczyc ... pragne ... a moze sie uda? a moze to juz przeszlosc? Potem
      placze po nocach, dlaczego?
      Bo niby co mam robic?
      Ale przyszlosc i tak nie pisze sie obiecujaco. Marzenia i ambicje zrzera
      biurokracja i system polityczny, checi zmieniaja sie w poszukiwania za
      pieniazkiem na chleb. Doktorat stal sie złudą- płaczą ci co pragneli upajac sie
      wiedzą (jak ja)
      Kiedys na pytanie; co mozesz robic po studiach odpowiadalam; siedziec na
      bezrobociu. Znudzila mi sie ta odpowiedz => zaczynalam w nia wierzyc :( a
      bardzo tego nie chce. Teraz zamiast ufac po prostu sie łudze ... bo wiem ze ani
      wykrztalcenie ani spryt ani noty ani znajomosci jezykowe ani doswiadczenia z
      innych krajow nie pomoga jezeli nie mam znajomosci albo pieniedzy... :(
      Tyle mlodych, wykrztalconych ludzi ucieka z Polski. I ja jestem "ZA". Mam dosyc
      widoku -> Paradox RP = wykrzyałcić i pozwolic odejsc, nie przepraszam, to nie
      pozwolenie ale nakaz emigracji !!!
      Ciagle jednak wierze w ... jutro - gdziekolwiek to bedzie
      • Gość: www poczytajcie ! IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.01.04, 08:25
        www.naukowcy.republika.pl
      • Gość: starogwardzista [...] IP: 217.112.233.* 22.01.04, 15:45
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: ksin Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: 80.50.5.* 22.01.04, 10:25
      na zachodzie wiedza ze mlodzi ludzie po studiach technicznych sa lepsi od ich
      wiec zaczynaja sie naciski na "skostanialą profesurę"w celu obnizenia poziomu

      potem bedzie mozna dac granty na badania o dupie maryni
      • Gość: abc Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.chello.pl 22.01.04, 10:55
        Gość portalu: ksin napisał(a):

        > na zachodzie wiedza ze mlodzi ludzie po studiach technicznych sa lepsi od ich

        mit
    • toja3003 panstwowa nauka 22.01.04, 11:51
      symptomy opisane w krytycznym tekscie
      nie sa polska czy wschodnioeuropejska
      specyfika ale dotycza wiekszosci
      krajow Europy gdzie po prostu
      dominuje panstwowa nauka
      i panstwowe uczelnie zasilane
      z budzetowki
      • Gość: chris Re: panstwowa nauka IP: *.if.uj.edu.pl 22.01.04, 12:35
        Przykro mi, ale kiedy czytam, ze pierwszym warunkiem uzdrowienia nauki w Polsce
        jest zniesienie habilitacji i tytulu profesora, wiem, ze mam do czynienia z
        hochsztaplerem albo nieudacznikiem. Habilitowalem sie w wieku 31 lat, na
        profesora czekalem dodatkowe piec lat dzieki veto PZPR, a i tak uzyskalem tytul
        jako 45-latek. 45-50 lat to jest norma w mojej branzy. Od 20 lat mozna sie
        habilitowac na podstawie zbioru artykulow, a nie specjalnie pisanej pracy. Komu
        habilitacja "przeszkadza w pracy naukowej", widac nic nie publikuje. Prawdziwa
        plaga sa adiunkci, ktorzy nie uzyskali habilitacji, wiec poszli do polityki i
        zrobili "lewe" stopnie i tytuly, albo szkodza opluwajac cala nauke polska za
        swoje nieudacznictwo. System amerykanski bedzie dobry wtedy, kiedy za pensje
        adiunkta bedzie mozna utrzymac sie (z czynszem!) w dowolnym miescie i zacznie
        sie normalna konkurencja. Nepoci i oszusci sa wszedzie, ale przestanmy
        masochistycznie wmawiac w siebie, ze u nas to norma. W indeksach cytowan polscy
        fizycy, chemicy, astronomowie czy biolodzy naprawde nie maja sie czego wstydzic.
        Pozdrowienia dla wszystkich normalnych
        chris
        • Gość: Draq Re: panstwowa nauka IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 12:50
          Wlasnie KASA!!!!!!!
          Zaczac nalezy od tego - niezaleznie od tego, czy habilitacja bedzie, czy nie;
          niezaleznie od chorych ukladow (nie zawsze ale bardzo czesto) najwazniejsze sa
          pieniadze. I na badania i na pensje. Jezeli nasz biedny kraj wydaje na nauke
          0.38% PKB (chyba), a skarzacy sie ostatnio na nedze francuzi maja ponad 2%, to
          o czym my mowimy.A... na calym swiecie (takze w USA) wiekszosc pieniedzy na
          badania (nie na skrajnie uzytkowe, jak np. produkcja nowej insuliny) pochodzi z
          budzetu.
          • Gość: Czarek Wojcik KASA wazna, ale jeszcze ZAMOWIENIA i POMIESZCZENIA IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:35
            KAsa jest niewatpliwie wazna: gdyby zwiekszyc 10x naklady na nauke (z 0.2% PKB
            na 2% PKB jak w UE) i wpompowac to w obecny system, to niewatpliwie sytuacja by
            sie poprawila, zaczelibysmy wiecej publikowac a samopoczucie profesorow byloby
            doskonale, tylko ile pieniedzy byloby marnotrawione? A poza tym - pieniadze to
            nie wszystko, potrzebna jest totalna zmiana nastawienia biurokracji
            uczelnianej. Z wlasnego doswiadczenai w AM w W-wie wiem, ze np. dwa glowne
            problemy to POMIESZCZENIA i ZAMOWIENIA.
            POMIESZCZENIA: W USA ten kto ma duzo grantow i zatrudnia duzo pracownikow
            dostaje pomieszczenai na laboratoria i biura, podczas gdy PI bez grantow jest
            sciskany do swojego malego i ciasnego gabinetu (jezeli ma tenure, bo inaczej to
            go wywala). W Polsce nawet jak sie ma granty to nie dostanei sie pomieszczen w
            ktorych musza posiadywac Panie i Panowie popijajac kawe i jedzac ciastka.
            Mogliby sie obrazic na smierc gdyby sie ich sciasnilo i przeznaczylo ich pokoj
            na pracownie naukowa.
            ZAMOWIENIA: W badanaich biomedyczncyh co chwila potrzeba zamowic jakis nowy
            odczynnik czy drobny sprzet. Zakladajac, ze mam pieniadze z grantow, w AM w
            Warszawie taka procedura trwa 2-3 miesiace - nalezy sie przy tym strasznie
            napocic wypisujac rozne papiery z "Europejska Klasyfikacja Dzialalnosci i
            Produktow" na czele (produkt chorego umyslu z Brukseli) - w USA wstukuje co
            potrzeba w komputer i mam na drugi dzien. Nie wspomne, ze w okresie
            wokolswiatecznym w ogole nei mozna nic zamawiac.
            • Gość: JZ KOMU to sluzy i DLACZEGO! IP: 146.21.1.* 23.01.04, 14:18
              Zgadzam sie ze problem biurokracji i utrudnien administracyjnych jest cierniem
              w stopie kazdego badacza w Polsce. Wyzej wspominalem absurdy takie jak
              przydzielanie srodkow z ponad polrocznym opoznieniem i wymaganie sprawozdan z
              ich wykorzystanie miesiac pozniej. Ale DLACZEGO tak jest? Komu to sluzy i
              dlaczego to sie w ogole nie zmienia?


              KOMU? Aktualnie zatrudnionym. Dotyczy to zreszta ochronnej polityki panstwa
              wobec klasy pracujacej odziedziczonej po poprzednim systemie. W Nauce jest
              jeszcze grzej bo tytuly daja dodatkowe gwearancje nietykanosci. Profesura
              belwederska to juz jest szczyt "czy sie stoi czy sie lezy..."



              DLACZEGO SIE NIE ZMIENIA: Dlatego ze beneficjenci decyduja o zasadach. I to
              calkiem inteligentni beneficjenci. I to beneficjenci wybrani przez poprzednich
              beneficjentow tego samego systemu. A przeciez nawet najglupsi ludzie wiedza ze
              galezi na ktorej sie wygodnie seidzi nie nalezy podcinac. Szczegolnie jesli pod
              spodem klebi sie stado dorodnych wilkow.


              Jedyne co mozna zrobic w tej sytuacji to podciac te galaz. Utopijnych marzen o
              wieksze srodki nie ma co hodowac, szczegolnie ze jak mowi przedmowca zostalyby
              w duzej czesci zmarnowane. A zmarnowany grant i plamam na karierze w wieku 30
              lat to nie to samo co w wieku 65 lat przy zapewnionym ustawowo prawie do posady
              panstwowej. Dlatego tez ten w wieku 30, 40, czy 50 lat bedzie staral sie
              bardziej anizeli habilitowany profesor w wieku 70 lat! Usunmy zbedne bariery,
              pozbawmy swiete krowy aureolek, stworzmy jawne zasady rozliczania wynikow i
              otworzmy system na konkurencje. Srodki przyplyna same!


              JZ

        • Gość: obserwator2 Re: panstwowa nauka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 13:16
          przenoszę tu swój post z innego miejsca, bo bardzo tu pasuje

          Gość portalu: Minio napisał(a):

          > > nie ma pojęcia o czym pisze.

          Właśnie! Zarzucasz dyskutantom, że nie znają sytuacji, a sam też piszesz
          rzeczy dziwne. Na przykład:
          > > profesura tytularna?
          > Gdyby nie wiązało się z nią przywiązanie do stołka, aby byłaby, że tak powiem
          > "tytułem szlacheckim" to niech sobie będzie

          Stabilizację, czyli, jak to nazywasz "przywiązanie do stołka" daje habilitacja.
          Tytuł profesora niczego w tej materii nie dodaje! Jest zaiste "tytułem
          szlacheckim" (nawiasem mówiąc w Statucie Uniwersytetu Warszawskiego założonym
          przez króla Aleksandra (będącego też carem Rosji), profesor zyskiwał
          automatycznie dla siebie tytuł szlachecki, a po 10 latach profesorowania,
          tytuł ten stawał się dziedziczny).
          W sensie technicznym, tytuł profesora umożliwia ubieganie się o stanowisko
          profesora zwyczajnego, niedostępne dla doktorów habilitowanych. Ale to znów -
          poza minimalnie wyższą od profesora nadzwyczajnego płacą - ma znaczenie
          raczej honorowe. Nie daje żadnych extra uprawnień.

          > > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych
          > > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację.
          > Można, ale nie w Polsce. Ludzi z Polski którzy opublikowali w ostatnich
          latach
          > prace w znakomitych czasopismach można na palca obu rąk policzyć

          Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako
          taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac
          opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np.
          Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status
          Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego.
          Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od
          wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej,
          często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W
          atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach,
          następuje wykład habilitacyjny.
          Tak wygląda polska nauka w wielu enklawach.
          Ostatnio mieliśmy np. habilitację młodego człowieka, który po 100 latach od
          Skłodowskiej odkrył nowy typ radioaktywności - podwójny rozpad protonowy.
          Rozchwytywany przez wszystkie najlepsze ośrodki niemieckie i amerykańskie.
          Typowe liczby cytowań naszych trzydziestolatków to 800, 1000, 1200.

          Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru latach
          i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść.

          Być może jeden czy drugi z takich przegranych będzie rozczulał się, że w
          Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został???
          • Gość: JZ Hadko sluchac o tych "wartosciach" habilitacji IP: 146.21.1.* 23.01.04, 16:17
            Gość portalu: obserwator2 napisał(a):
            > Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację",
            jako
            > taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac
            > opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np.
            > Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status
            > Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego.
            > Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od
            > wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej,
            > często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W
            > atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach,
            > następuje wykład habilitacyjny.
            ... po czym wyjezdza z powrotem za granice?
            AHA!!! "Nieczesto" pracuja za granica? JAk nieczesto, 80%, 90%???
            Czyli "wasze" habilitacje sa robione faktycznie za granica a tylko
            REJESTROWANE na _przyjazdowych_ wykladzikach w ramach "swieta naukowego". Ha,
            Ha, Ha oto "wartosc", "polskich" habilitacji "polskich" naukowcow. Rozumiem ze
            Wasz instutut m sie dobrze za polskie pineiadze z polskiego budzetu (bez
            cudzyslowow tym razem!) zaplacone przez polskiego podatnika. No, no, no. Moje
            gratulacje!
            OTO PRAWDZIWA WARTOSC HABILITACJI - wyrzucic ten smiec do kosza.

            > Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru
            latach
            > i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść.
            Odejsc? Gdzie? Czy nie do USA?

            > Być może jeden czy drugi z takich przegranych będzie rozczulał się, że w
            > Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został???
            Moze sie nie bedzie rozczulal, tylko zgrzytal zebami. Ale zosytanie profesorem
            w USA jest latwe - to wylacznie posada, tak samo jak ksiegowego. Niestety
            trzeba byc po prostu dobrym. A jak sie przestanie procowac to mozna ja stracic -
            ZUPELNIE INACZEJ niz w Polsce.


            JZ
        • Gość: ewa Re: panstwowa nauka IP: 212.87.3.* 22.01.04, 13:20
          Ale tez i nie mamy sie czym chwalic.... Wystarczy sprawdzic np w bazie danych
          Filadelfia (prace w naukach scislych). Dane dotyczaca prac opublikwanych od
          1996: polskich (Poland jako afilajacja) 85 667, hiszpanskich 110 233, wloskich
          124 738. Wymieniam tylko te kraje ktore maja podobna liczbe ludnosci. Z
          cytowaniami tych polskich prac jest jeszcze gorzej.
          W Polsce moze jest kilka dobrych osrodkow, ale 'srednia' kiedy popatrzy sie na
          statystyke nie wyglada dobrze. Nie ma sie co ludzic ze jest dobrze.
          • Gość: Draq Re: panstwowa nauka IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 13:42
            He, to nie jest tak zle - i Hiszpania i Wlochy sa wieksze jak i jednak ze 2-3
            razy bogatsze...I wiecej wydaja na nauke...Ale z cytowaniami jest juz gorzej,
            bo mase Polakow publikuje w naszych rodzimych "michalkach" o beznadziejnym IF
            (zapewne z poczucia Narodowego Obowiazku).
            Wszystko sprowadza sie w koncu do jednego: KASA!!!
            Skonczmy wreszcie z pieprzeniem o chorych ukladach itd., to jest sprawa
            drugoplanowa. Najpierw musi byc finansowanie. Duze. Jestesmy biednym i
            zacofanym krajem i zeby "nadgonic Swiat" musimy wydawac nie 2 czy 3% PKB na
            nauke ale 3 razy tyle (a wydajemy 0.4). Tylko, ktory rzad odwazy sie to
            powiedziec chodowcom krow, kopaczom wegla, czy kolejarzom...Zaden, jezeli nie
            zauwazy przed soba mozliwosci wielkich tarapatow. A jedyne co moga zrobic
            sensownego uczeni, to odmowic naboru na studia. Wszystkie studia. Kompletny
            strajk dydaktyczny. He, wlasnie w poczuciu "misji".
            • Gość: poinformowany Re: panstwowa nauka IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.01.04, 14:00
              Warto pamietać, że w niektorych instytutach istnieje ( lub do niedawna istniał)
              nakaz publikowania w instytutowych, makulaturowach pismach. Np. w instycie PAN
              zarządzanym przez tow Neya (mimo przekroczenia wieku emerytalnego). Sądzić
              trzeba nie biednych podwładnych lecz feudałów - członkow rzecz. PAN.PAU itp
          • toja3003 fakty i mity 22.01.04, 13:46
            zgadza sie Ewo,
            tylko ekwiwalentne porownania maja sens
            reszta to zestawianie gruszek z jablkami
            albo co gorsza duzego z niebieskim.

            1. W wymiarze podrecznikowym dla dzieci i
            mlodziezy nie ma w Polsce roznic
            w relacji do Zachodu; wykladnikiem
            realizacji programu moga byc badania PISA
            - zajmujemy w nich pozycje podobna do
            naszego, nazwijmy to, ogolnego poziomu
            cywilizacyjnego tzn. w czwartej cwiartce
            krajow OECD. No comment.

            2. W wymiarze uniwersyteckim porownania sa
            trudniejsze z uwagi na zdecydowanie
            mnijesze wspolczynniki scholaryzacji
            w Polsce; porownania ilosci doktoratow
            tzw. netto dla danej dziedziny
            (np. na wydzailach matematyki odrzuca sie doktoraty
            z pedagogiki matematycznej) per capita
            daja podobna range naszego kraju w OECD.

            Reszta to mity.
          • Gość: obserwator2 Re: panstwowa nauka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 13:59

            Gość portalu: ewa napisał(a):

            > Ale tez i nie mamy sie czym chwalic....

            Wymienione przez Ciebie kraje MAJĄ większą od Polski liczbę ludności, np
            Włochy 57 298tys wobec 38 646 w Polsce.

            Daje to liczbę prac w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców 2.22 dla Polski i
            1.60 dla Włoch.
            Ale "uni" są w Unii`od dawna, na bogatym zachodzie, nie gnębieni
            przez "komunę" nie "maltretowani przez ruskich" . A my mamy więcej!!

            Przestańcie towarzyszko pieprzyć.


            > Z cytowaniami tych polskich prac jest jeszcze gorzej.

            Jak może być "jeszcze gorzej" skoro z pracami jest lepiej.

            A jak to było w przeszłości? To Włochy dały nauce Leonarda, Galileusza,
            Avogadro, Voltę, Galvaniego, Marconiego,Fermiego
            że wymienię nazwiska spotykane w szkole średniej. A my porównawczo?
            To w ostatnim 60-leciu (a zwłaszcza przez pierwsze 45 lat) zostały położone
            podstawy do uprawiania nauk eksperymentalnych w Polsce.

            Ostatnio nie najlepiej się dzieje. Podobnie jak w wiekach XVII i XVIII
            demokracja szlachecka nie sprzyjała inwestowaniu w badania podstawowe
            (podróżnicy po Polsce z owego okresu dziwili się że jedyny praktycznie
            kierunek studiów to teologia dająca szanse na probostwa), tak teraz
            demokratyczny parlament inwestuje środki tam gdzie może liczyć na dużo
            wyborczych głosów. Nakłady na naukę są żenująco niskie. Młodzi ludzie
            rzeczywiście, jak chcą się poświęcić nauce, muszą wybrać - albo nauka i
            skromne życie codzienne(przynajmniej do czasu), albo posada w banku (fizycy są
            rozchwytywani) - i warunki materialne na miarę 21 wieku.
            Ale i na zachodzie (z zachowaniem odpowiednich proporcji) jest trochę
            podobnie.


            • Gość: JZ klamstwo, wieksze klamstwo, statystyka! IP: 146.21.1.* 23.01.04, 12:08
              Przed porownywaniem wskaznikow polecam sie zastanowic nad nastepujacymi
              pytaniami (moje odpowiedzi podaje w nawiasach):
        • Gość: nieudacznik Re: panstwowa nauka IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.01.04, 15:11
          Jasne jest ze jeśli ktos w wieku niewiele po 30-tce jest hab, pracuje naukowo
          w USA to jest nieudacznik i hochsztapler. Tu nie ma wątpliwości. Postulując
          zniesienie hab, ktorą zresztą ma, dowodzi ,że nie jest normalny. Biegli
          psychiatrzy by to wykazali ( Gazeta Polska 21.01.2004)

          Ale mam jedno pytanie, czy Chris będąc tak znakomitym udacznikiem i nie-
          hochsztaplerem a przy tym normalnym pracownikiem ( UJ ?) spełnił swoje
          elementarne obowiązki nauczyciela akademickiego - cz łonka koropracji
          nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy ( taką korporacją,
          przynajmniej z definicji, byla Alma Mater wszystkich uczelni polskich)
          ujawniał prawde o udacznikach:
          - członkach komisji UJ negatywnie oceniających adiunktow ze względu na
          negatywne oddziaływanie na młodziez, ( i ktorzy cykuty wypić nie chcieli)
          - profesorow, którzy na wlasne konto zapisują osiągnięcia (przepraszam brak)
          nieudanych adiunktow
          - profesorow piszących najnowszą historię UJ bez używania słów 'komunizm', '
          stan wojenny' ....

          Nie watpie , że należąc do elity intelektualnej kraju i bezkompromisowo
          walczący o prawde Chris nie pozostał bierny, i oportunizmem swym nie
          wykluczyl się z tej rozwiązanej juz (ciekawe dlaczego ?) koroporacji (patrz
          nowy statut UJ) .
        • Gość: Czarek Wójcik odpwiedz dla pana prof. dr hab. Chrisa IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:17
          Drogi Panie Normalny Profesorze Chris,
          Nie uwazam siebie bynajmniej za zadnego "wybitnego uczonego", jedynie za ciezko
          pracujacego wyrobnika naukowego. Przyznam, ze w Nature to wolalbym miec swoj
          artykul badawczy duzo bardziej niz ten list, ktory napisalem w nadziei, ze moze
          on wreszcie cos zmieni w zatechlych strukturach polskiej nauki. Mam nadzieje,
          ze jeszcze kiedys uda mi sie jeszcze opublikowac w Nature cos naukowego. A
          propos tego, ze nazwal mnie Pan byl hochsztaplerem - no coz, na szczescie w
          Pubmedzie mozna sprawdzic czy nim jestem. Podobniez mozna sprawdzic czy jestem
          nieudacznikiem zagladajac chocby na strone www ktora podala redakcja GW. Co do
          habilitacji: moze Pan nie zauwazyl, ale ja tez jestem "hab." - a zrobilem to
          tylko 2 lata pozniej niz Pan. Rowniez ja nie pisalem wielkiej rozprawy tylko
          spialem moje publikacje i dodalem do tego duzy wstep. Ale nei znaczy to, ze nad
          taka ksiazeczka nei pracowalem. Jakby dodac caly czas spedzony na robieniu
          habilitacji to stracilem ze 3-4 tygodnie robocze, do tego nalezy dodac czas
          stracony przez recenzentow, promotora, administracje, rade wydzialu, CK
          it.itd. - PO CO? Czy nie wystarczylby sam fakt, ze mam te publikacje, ktore juz
          byly recenzowane przez fachowcow z dziedziny, zanim sie ukazaly drukiem? Otoz
          habilitacja w Polsce jest po to, by mogli je robic ludzie, ktorzy wlasnie nie
          maja publikacji w "peer-referowanych" czasopismach, ale ktorzy potem moga nosic
          sie z tytulami dumnie jak paw.
          Co do tego, ze wciaz mamy dobre cytowania z dziedzin ktore Pan byl wymienil. To
          tylko swiatczy o zdolnosci wielu naszych rodakow. Sa oni cenionymi na swiecie
          pracownikami naukowymi. Na dodatek, prosze zwrocic uwage, ze jestesmy potega w
          dziedzinach w ktorych praca polega przede wszystkim na mysleniu, natomiast poza
          dobrym komputerem lub jednorazowym zakupem drogiej aparatury nie potrzeba
          ciaglego zakupu nowego sprzetu i odczynnikow z zagranicy - np. w fizyce
          teoretycznej, matematyce, chemii, archeologii it. Bliskie mi badania
          biomedyczne wymagaja ciaglych zakupow odczynnikow - i tu sprawa sie rozbija
          nie ttylko o brak srodkow, lecz takze o hamujaca wszytko biurokracje.
          Na zakonczenie zapraszam Pana, panie Cris do odsloniecia przylbicy i podania
          swoich personaliow,
          z wyrazami szacunku,
          Cezary Wojcik
        • Gość: gl Re: panstwowa nauka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 16:42
          > W indeksach cytowan polscy
          > fizycy, chemicy, astronomowie czy biolodzy naprawde nie maja sie czego
          > .wstydzic
          Chyba tylko ci, którzy nie w Polsce pracują...
    • Gość: Bolek Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: 213.149.96.* 22.01.04, 14:05
      Zawisc w nauce,
      zwalczanie konkurencji,
      hamowanie rozwoju mlodych bylo i pozostalo cecha naukowych karlow.
      a powiedzial to
      Ludwik Teichman

      Swiezo po studiach znalazlem sie w pracowni, ktora kierowal "wybitny
      naukowiec". Cale zycie pisal na maszynie. Namowile (nie bez jego oporow) go
      (przez szcunek dla tego osbnika pisze przez male g) na komputer. Prawie dwa
      miesiace uczylem go pisac w Wordzie. Efekt tego byl taki, ze dal mi przepisania
      prawie 2000 (dwa tysiace) maszynopisu swoich pierdol. Odmowile - wyrzucil mnie
      z pracowni.
      Nastepca wynajmowal skrybe, ktory przepisywal pierdoly kierownika (za
      pieniadze, ktore mu placil asystent nie profesor).
      Przykladow mozna by mnozyc na peczki.
      No coz biologia ma swoje prawa. Profesorem zostaje sie u nas w wieku
      matuzalemowskim. A czego ot takich wymagac. Jak nie przeszkadzaja to juz bardzo
      duzo. Ale .... co tam szkoda slow.
      Bolek
      • toja3003 zgadza sie bolku 22.01.04, 15:02
        te przyklady sa oczywiscie zabawne
        ale przez lzy z uwagi na ich tragiczna
        prawdziwosc; potwierdzam i dozucam jeszcze pare
        przykladow z autopsji:
        - gosciu na katedralnym stanowisku
        czujnie, brzuchem zamykajacy szuflade biurka przy ktorym siedzial,
        jak ktos wchodzil do gabinetu, a w szufladce
        rozlozona jakas pierwsza czytanka z niemieckiego
        typu "lernen mit uns" czy cos podobnego zeby
        zalapac cos z niemca (angielskiego zero)
        a zalapal tyle, ze dawal zlecenia na tlumaczenia
        jakis smiesznych artykulikow
        - inna szyszka zlecila wyslanie pisma do Lubljany
        "najlepiej po jugoslawiansku"
        - znajoma miala gotowy doktorat a szefowa
        powiedziala "pani jest jeszcze mloda
        i moze to jeszcze raz zrobic a mnie sie
        to przyda na publikacje profesorska"
        i tekst zaoptarzony innym nazwiskiem
        zostal opublikowany bez zmian
        - o komputerach dlugo by pisac,
        widzialem smieszne notatki w tajnych
        zeszycikach do obslugi tego sprzetu
        typu "nacisnij klawisz anykey",
        oczywiscie nic z tego naciskania i tak nie wychodzilo.
    • Gość: Czarek Wojcik Moj list do Nature... IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:44
      Szanowni Forumowicze,
      Po pierwsze, dziekuje wszystkim ktorzy mnie poparli czy to na lamach Forum, czy
      to wysylajac do mnie prywatne e-maile.
      Po drugie, bardzo prosze nie nazywajcie mnie profesorem, bo to w kontekscie
      mojego listu brzmi jak wyzwisko - ja mam tylko stanowisko Assistant professor w
      USA co sie nijak ma do polskiej profesury.
      A po trzecie, nasuwa mi sie refleksja, ze w tej dyskusji o model nauki i
      szkolnictwa wyzszego w Polsce to ogolnie rzecz biorac chodzi o konflikt
      pomiedzy modelem liberlano-kapitalistycznym uprawiania nauki ktory ja promuje,
      a modelem konserwatywno-socjalistycznym, ktory w Polsce w tej chwili istnieje.
      Jest to konflikt pomiedzy wolna gospodarka rynkowa a gospadarka socjalistyczna
      z lub feudalna tylko, ze przeniesiony w plaszczyzne nauki. Z jednej strony
      wolnosc i konkurencja, z drugiej strony system nakazowo-rozdzielczy i
      hierarchiczna struktura. Napawa optymizmem fakt, ze koniec koncow wygrywa
      zawsze wolnosc, choc niekiedy zajmuje to zbyt duzo czasu,
      pozdrawiam serdecznie
      Czarek Wojcik
      • Gość: Draq Re: Moj list do Nature... IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 16:30
        Ha, optymista...
        Tam gdzie nie ma pieniedy, tam nie wolnosci i demokracji. I to jest warunek
        konieczny. Potem mozemy mowic o zmianach. Kazda najwieksza nawet rewolucja
        typu "wyrzucmy wszystkich po czterdziestce i bez publikacji" nie zmieni wiele.
        Po chwili radosnej demokracji wrocimy do poprzedniego systemu. Bedziemy tylko
        mieli inne, nowe rody feudalne i "wielkich polskich uczonych" (jak i "matke
        polskich Uniwersytetow" itp wyglupy). Demokracja nic nie da jezeli rocznie
        bedzie 20 czy 30 grantow (wcale nie wielkich) na jedna sekcje KBN. To musi
        rodzic chore uklady. A polski system grantowy nie jest taki zly: w porownaniu
        do innych krajow mamy jasne i nieobszerne formularze (koszmar Unijny!!) oraz
        potencjalna ocene grantow przez recenzentow zagranicznych (to zreszta jest
        akurat meczace, bo trzeba pisac 2 wersje tego samego grantu: po Polski i
        Angielsku - chyba najwyzsy czas skonczyc z polskim...)Problem, ze i KBN nie ma
        za bardzo czym placic recenzentom z zagranicy, a i jak sa takie grosze w nauce,
        to lepiej dac zarobic te 500 PLN (chyba) komus tutaj...(a ze wybor pada na
        znajomych, to oczywiste acz trudne do pochwalania).
        Powodzenia
        • Gość: Czarek Wojcik Re: Moj list do Nature... IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 16:49
          Zgoda, tylko od czego zaczac - od zwiekszania ilosci pieniedzy czy od reformy
          systemu? Jezeli nei ma politycznej woli by bylo wiecej pieniedzy na nauke, to
          trzeba przynajmniej to co jest wykorzystac w normalny sposob. 20-40 grantow na
          sekcje KBNu to jest w sam raz dla dwoch-trzech uniwersytetow. Reszte nalezy
          zlikwidowac - wlasnie dlatego,ze nie ma na nie pieniedzy. Jezeli ktos jest
          przeciwny ich likwidacji, to prosze bardzo, zostawmy je, ale wtedy niech beda
          na nie peiniadze. W normalnej gospodarce, jak sie nie ma na cos pieniedzy to
          sie tego czlowiek pozbywa, bo go na to nie stac, bo to jest luksus.
          • Gość: Draq Re: Moj list do Nature... IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 17:59
            Koncepcja kilku universytetow jest oczywiscie pociagajaca...(dla tych, ktorzy
            wierza - maja ku temu przeslanki - ze sa dobrzy) ale oczywiscie calkowicie
            nierealizowalna. To tak jakby przestac wyplacac rolnikom emerytury rolnicze.
            Powazniej: wydaje sie, ze latwiej jest zmobilizowac (czyli zmusic) ludzi
            zarzadzajacych finansami do zwiekszania nakladow (szczegolnie jezeli sa na
            bardzo niskim poziomie-naklady oczywisci), niz drastycznie ograniczyc liczbe
            miejsc pracy w nauce (wcale tez nie sadze, ze mamy tak wielu badaczy -
            przynajmniej w naukach scislych i przyrodniczych). Jakakolwiek reforma
            zmieniajaca obecna strukture nauki ze wzgledow oczywistych musialaby zostac
            przeprowadzona za wiedza i zgoda obecnie dominujacej kadry profesorskiej
            (tytuly naukowe nie maja tu zreszta az tak duzego znaczenia). Gorzej, ta
            reforma zostalaby przeprowadzona ich rekoma. Niewyobrazam sobie, ze ONI
            usuneliby siebie. To ONI rozdawaliby karty...Ale powiedzmy, ze
            przyszedlby "Balcerowicz nauki" i zrobil jakis tam porzadek: mamy np. 5 uczelni
            finansowanych na prawie europejskim poziomie z zatrudnionymi niezlymi uczonymi
            i co? Brak konkurencji powoduje, ze za kilka lat poziom oplywajacych w zbytki
            badaczy zacznie sie drastycznie obnizac. A "w drugim pokoleniu" nie bedzie juz
            nawet kandydatow na przyzwoitym poziomie do pracy tamze (skoro ograniczamy
            liczbe uczonych, to takze i studentow - studiowac beda glownie znajomi krolika)
            Mowiac o zwiekszeniu finansowania nie chce drastycznego obnizenia
            konkurencyjnosci (choc ilosc grantow jest minimalna i powinno byc ich znacznie
            wiecej). Moze nalezaloby wrecz ograniczyc gorna kwote (z pewnoscia widziales
            granty na 600 tysiecy PLN dotyczace zbierania danych o polamanych rekach -
            przesadzam). Uwazam, ze grono "dopuszczonych do koryta" musi byc jak
            najwieksze - to podstawa kazdej dobrze funkcjonujacej demokracji. Latwiej jest
            tworzyc uklady feudalno-mafijne jezeli do podzialu jest malo.
            Piszesz, ze: "W normalnej gospodarce, jak sie nie ma na cos pieniedzy to
            sie tego czlowiek pozbywa, bo go na to nie stac, bo to jest luksus". Tak,
            problem jednak w tym, ze nauka (wiedza) nie jest wcale luksusem. Jest podstawa
            bytu cywilizacji. Troche patetycznie to zabrzmialo ale to prawda. Jest
            wazniejsza niz drogi czy telekomunikacja - choc one sa zaraz potem. Jezeli
            zniszczymy transport (Polska nie jest najszczesliwszym przykladem), to na nic
            sie zdadza swietnie funkcjonujace banki...
            • Gość: JZ co jest realizowalne a co marzeniem. IP: 146.21.1.* 23.01.04, 13:40
              Gość portalu: Draq napisał(a):
              > Koncepcja kilku universytetow jest oczywiscie pociagajaca...(dla tych, ktorzy
              > wierza - maja ku temu przeslanki - ze sa dobrzy) ale oczywiscie calkowicie
              > nierealizowalna.
              MAm wrazenie, ze myslisz "centralnie sterowniczo", czyli ze rzad, KBN lub ktos
              inny wybierze te uniwersytety, im da a innym nie. Obawiam sie ze rzad ani nikt
              nie wie komu dac bo urzednicy nie sa specjalistami. W tym sensie system
              grantowy, tak oddolny jak i odgorny ma ogromna przewage nad rozdawnictwem. bo
              daje sie ludziom na konkretne programy badawcze. Ludzie zas powinni miec
              mozliwosc wyboru gdzie te pieniadze beda wydawac czyli ktora uczelnia na tym
              zyska. Moim zdaniem, jak najwiekszy udzial w rozdziale srodkow powinien miec
              ANONIMOWY, ponadnarodowy peer review. Zas jak najmniejszy fakt posiadania
              utytulowanych i ustosunkowanych w PAN czlonkow rady wydzialu. Poczatek tej
              drogi to dolaczenie do programow grantowych EC, ale to tylko finanse. Dodatkowa
              pomoca byloby takze uproszczenie sytemu tytulow naukowych. Powody podalem we
              wczesniejszym doniesieniu pt. • Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa -
              Gość: JZ 21.01.2004 21:10



              > To tak jakby przestac wyplacac rolnikom emerytury rolnicze.
              Emerytury traca ciagle na wartosci, przez co zmusza sie ludzi do poszukiwania
              nowych srodkow na zycie. Jesli ktos jest za stary i nie potrafi to byc moze
              umrze wczesniej. Zycie jest okrutne!

              > Powazniej: wydaje sie, ze latwiej jest zmobilizowac (czyli zmusic) ludzi
              > zarzadzajacych finansami do zwiekszania nakladow (szczegolnie jezeli sa na
              > bardzo niskim poziomie-naklady oczywisci), niz drastycznie ograniczyc liczbe
              > miejsc pracy w nauce (wcale tez nie sadze, ze mamy tak wielu badaczy -
              > przynajmniej w naukach scislych i przyrodniczych). Jakakolwiek reforma
              OPOWIADASZ jak Samoobrona. POWIEDZ po prostu KOMU maja zabrac finanse zeby je
              dac nauce. pieniadze nie rosna na wierzbach!


              > zmieniajaca obecna strukture nauki ze wzgledow oczywistych musialaby zostac
              > przeprowadzona za wiedza i zgoda obecnie dominujacej kadry profesorskiej
              > (tytuly naukowe nie maja tu zreszta az tak duzego znaczenia). Gorzej, ta
              > reforma zostalaby przeprowadzona ich rekoma. Niewyobrazam sobie, ze ONI
              > usuneliby siebie. To ONI rozdawaliby karty...Ale powiedzmy, ze
              Chyba zartujesz! tytuly sa wymogiem ustawowym do nadawania innych tytulow, bez
              odpowiedniej liczby uhabilitowanych i uprofesorzonych uczelnie nie moga uczyc.
              Poza tym jest tez efekt nastawienia spolecznego, ktoremu rozbudowana drabina
              tytularna sprzyja. Dlatego drabine te mozna usunac, jest to rozwiazanie
              administracyjno polityczne a nie naukowe. Po prostu oznacza odebranie
              praw "tytularnych" i postawienie tych zasluzonych ludzi w kolejce po chleb.
              Jesli sa dobrzy i ciezko pracuja to nie powinno im to zaszkodzic. Jesli to
              tylko synekuralni emeryci naukowi to albo sie obudza i zaczna znow wyrywac
              sobie zyly albo uwolnia sie przez to i srodki i miejsca pracy dla tych ktorzy
              jeszcze chca i moga.


              > przyszedlby "Balcerowicz nauki" i zrobil jakis tam porzadek: mamy np. 5
              uczelni
              >
              > finansowanych na prawie europejskim poziomie z zatrudnionymi niezlymi
              uczonymi
              > i co? Brak konkurencji powoduje, ze za kilka lat poziom oplywajacych w zbytki
              > badaczy zacznie sie drastycznie obnizac. A "w drugim pokoleniu" nie bedzie
              Widzisz, konkurencja jest obecnie co najmniej EUROPEJSKA ze nie powiem
              SWIATOWA. Nie boj sie jej braku! To zabezpieczenie tytulami i wymogami
              nostryfikacyjnymi jest sposobem zabezpieczenia sie przed konkurencja, ktora ma
              sie doskonale!



              juz
              > nawet kandydatow na przyzwoitym poziomie do pracy tamze (skoro ograniczamy
              > liczbe uczonych, to takze i studentow - studiowac beda glownie znajomi
              krolika)
              NIE! Nauka i nauczanie to rozne rzeczy. W moim przekonaniu sytem polski jest
              przewrocony na glowie bo najwieksze obowiazki nauczania spoczywaja na
              doktorantach i mlodych doktorach, zas profesorowie i habilitowani zajmuja sie
              nauka. Potem mozna sie dziwic ze na konferencjach krajowych 50% referujacych to
              profesorzy. Na konferencjach zachodnich mowia najczesciej doktoranci.
              profesorom przypada zaszczytny wyklad honorowy. A historia nauki, patrzac na
              Einstaina wskazuje ze tworczosc to tak na prawde do 30tki. POtem juz pod gorke!
              Nie zabieram prawa istnienia DOSWIADCZENIU. Ale nie czynmy doswiaczonych
              tyranami poprzez ich tytuly!


              > Mowiac o zwiekszeniu finansowania nie chce drastycznego obnizenia
              > konkurencyjnosci (choc ilosc grantow jest minimalna i powinno byc ich
              znacznie
              > wiecej). Moze nalezaloby wrecz ograniczyc gorna kwote (z pewnoscia widziales
              > granty na 600 tysiecy PLN dotyczace zbierania danych o polamanych rekach -
              > przesadzam). Uwazam, ze grono "dopuszczonych do koryta" musi byc jak
              > najwieksze - to podstawa kazdej dobrze funkcjonujacej demokracji.
              Znowu mowisz o rozwiazaniach sytemowych. Ty sie nie znasz na polamanych
              rekach, Ja tez. Moze 600 tys to malo! Otworz system i daj kolegom od polamnych
              rak "tajnie" sie wypowiedziec. I to tajnie, mam byc tajnie. Nie tak jak
              Centralna Komisja ktora jak sie recenzenci nie zgadzaja to ich wzywa wspolnie i
              osobiscie na "wyskie posiedzenia" po czym wszyscy juz wiedza ktory byl tajnym
              recenzentem nr 2 lub nr 3.



              > Latwiej jest
              > tworzyc uklady feudalno-mafijne jezeli do podzialu jest malo.
              Moze i latwiej, ale jeszcze latwiej jesli sytem prawny jest skomplikowany i
              malo przejrzysty. Z pieniedzmi trudno cokolwiek szybko zrobic, z tytularnoscia,
              jak najbardziej!


              > Piszesz, ze: "W normalnej gospodarce, jak sie nie ma na cos pieniedzy to
              > sie tego czlowiek pozbywa, bo go na to nie stac, bo to jest luksus". Tak,
              > problem jednak w tym, ze nauka (wiedza) nie jest wcale luksusem. Jest
              podstawa
              > bytu cywilizacji. Troche patetycznie to zabrzmialo ale to prawda. Jest
              > wazniejsza niz drogi czy telekomunikacja - choc one sa zaraz potem. Jezeli
              > zniszczymy transport (Polska nie jest najszczesliwszym przykladem), to na nic
              > sie zdadza swietnie funkcjonujace banki...
              Wyglaszasz banaly! Nie "troche" ale "zupelnie" patetyczne ;-). Oczywiscie ze
              caly kraj jest systemem naczyn polaczonych. Poki co polcy naukowcy staraja sie
              wszakze oignorowac fakt ze caly SWIAT jest system naczyn polaczonych. A laczace
              rurki zatykaja jak moga tytularnymi przywilejami. Habilitacja habilituje? Nauka
              dla nauki? Moim zdaniem, NIE TEDY DROGA!


              JZ
          • kuku77 Re: Moj list do Nature... 22.01.04, 20:00
            Chyba wiem kim jest "Chris" (inicjały to nazwa jednej z bardziej znanych
            stałych w matematyce, prawda?). Jest naprawde dobry w swojej dziedzinie i, na
            ile Go zdążyłem poznać, uczciwy. Niestety nie ma chyba dobrego rozeznania w
            tym co sie w szkolnictwie wyższym dzieje. Sa takie rzeczy, które poznać można
            tylko z autopsji lub poswiecając im odpowiednio dużo czasu. Obawiam się, że z
            miejsca, gdzie obraca się Cris wielu rzeczy nie widać lub widac yulko ich
            fasady. Z bólem serca, przyznać musze racje Panu Wójcikowi. Jest niestety
            znacznie gorzej niz napisał. Znane mi sa przykłady ludzi, którzy habilitację
            otrzymali mając ZEROWY (niem-Null, ang-zero) dorobek naukowy. Znam tez faceta,
            który otrzymał habilitację mając ok 4 prac opublikowanych w lokalnym, nawet
            bardzo lokalnym, czasopismie, który nigdy nie opublikował niczego nawet w
            czasopiśmie ogólnopolskim, a który jest dyrektorem ds. naukowych w instytucie
            kształcącym w porywach ok 5 tys. studentów. Nie twierdzę, że jest to reguła,
            ale na pewno nie jest regułą kariera Chrisa. Ja mam mieszane odczucia jesli
            chodzi o habilitację i ocene "wartosci" pracownika nauki. Mam swiadomośc
            faktu, że dobrych kryteriów POZYTYWNYCH nie ma. Sa oczywiście prace, o których
            natychmiast wiadomo, ze sa rewolucyjne, ale wiekszośc, to po prostu
            prace "poprawne", które popychaja nauke o tak niewiele, że trudno jest to
            dostrzec. Zdaje sie, ze w (szeroko rozumianej) reprezentowanej przez Chrisa
            dziedzinie ukazuje sie ok. 200 tys. prac rocznie. Pogratulować optymizmu
            każdemu, kto uczciwie powie, że czytał 50% prac ze swojej wąskiej
            specjalności. Znane sa tez koła cytowań wzajemnych i tacy, co pisza np. po 300
            prac w roku. Jak dotąd nie widać jednak żadnego lepszego kryterium oceny niz
            to, bardzo ułomne, liczenie publikacji. Są jednak kryteria NEGATYWNE. I nie
            jest to "wypalanie się", które może mieć rózne przyczyny (np. mobbing), ale
            fakt, że delikwent NIC NIE ROBI. Znam przypadki, gdy "wywalono" faceta, który
            miał kilkakrotnie wiecej publikacji niż wydziałowa srednia, a zostawiono
            takich, którzy nigdy nic nie napisali i robią sobie publicznie z tych co
            pisali i całego systemu "jaja". Nie twierdzę, że jest to reguła, ale jest to
            napewno bliżej "sredniej" niż sytuacje znane broniącym instytucji habilitacji.
            Można zreszta łatwo sprawdzić, który z Panów ma rację; Centralna Komisja
            dysponuje przecież wykazami dorobku naukowego wszystkich doktorów
            habilitowanych. Można to upublicznić i sprawdzić ile jest jeden taki doktor
            habilitowany wart. Aby być uczciwym należałoby oczywiście mierzyć tą sama
            miarą np. Chrisa czy Pana Wójcika i panów, o których pisałem. Broniąc obecnej
            sytuacji broni sie równiez takich ludzi. Jesli juz zachować habilitacje, to
            może wpierw ją oczyścić, odebrac stopnie uzyskane w sposób "nietypowy".
            Wszak "szlachectwo zobowiazuje"!. Problem w tym czy da sie to zrobić. Jeśli
            nie, to może warto jednak dyskutować sens istnienia tego stopnia.
            • Gość: Tomasz podaj kto to taki... IP: *.Princeton.EDU 26.01.04, 17:18
              Kuku... a moze wlasnie warto napisac kto to jest takim spryciarzem, ze bez
              dorobku dostal habilitacje? Ciekaw jestem jak sie udalo przeforsowac
              kandydature w centralnej komisji (tzw. domu starcow).

              Dlaczego nie wyciagnac takich spraw na wierzch? Dlaczego nie podac nazwisk
              przyszlych Profesorow Tytularnych ;)

              pozdr.
              • kuku77 Re: podaj kto to taki... 27.01.04, 11:10
                Ja tego nie zrobie. ale wiem jak mozna to zrobic. Moge wysłac te informacje do
                osób piszacych na tym Forum i dobrze mi (ze swych wypowiedzi) znanych. Podam
                nazwiska, adresy słuzbowe i adresy przełożonych (równiez maile). Taka osoba
                mogłaby podpisujac sie własnym nazwiskiem (ja sie tego dzis jeszcze oobawiam)
                napisac do wskazanych przeze mnie osób i ich przełozonych pismo (maila) z
                prosba o podanie dorobku przedkładanego do habilitacji. Po jakimś czasie, np
                dwóch tygodniach mozna by opublikować na tym forum informację, że nie dostało
                sie odpowiedzi i ponownie wysłać maila do zainteresowanych informujac ich o
                poscie na forum. Mogliby wtedy ujawnic na forum co napisali. Takie
                postepowanie było kiedys proponowane na stronie Polskiego Cyrku Naukowego i
                myslę, ze jest ono dobre. Ze znanych mi z wypowiedzi na tym i innych forach
                osób jest kilka podpisujących sie nazwiskiem i one własnie mogłyby to uczynic.
                Jest to absolutnie legalne, bo dorobek naukowy kazdego z nas jest jawny (chyba
                nawet jest w tej sprawie jakis wyrok NSA), natomiast nie jest to dla
                pracujących w uczelniach bezpieczne. Ot i cały problem.
        • Gość: JZ Oj, podkladasz sie z takimi twierdzeniami.. IP: 146.21.1.* 23.01.04, 16:55
          Gość portalu: Draq napisał(a):
          > Ha, optymista...
          > Tam gdzie nie ma pieniedy, tam nie wolnosci i demokracji. I to jest warunek
          > konieczny.
          Ale nie "wystarczajacy"? Zreszta twoje twierdzenie jest bledne, wystarczy
          popatrzec na Arabie saudyjska gdzie ani wolnosci ani demokracji nie ma a
          pieniedzy cala kupa albo, zaleznie w ktora strone te relacje chcesz
          poprowadzic, na USA gdzie i jedno i drugie jest. Ale nadecie twojej wypowiedzi
          jest zdecydowanie habilitujace dla jej bezsensownosci. Tyle wlasnie wiem o
          celowosci habilitowania doktoratow.

          > Potem mozemy mowic o zmianach. Kazda najwieksza nawet rewolucja
          > typu "wyrzucmy wszystkich po czterdziestce i bez publikacji" nie zmieni
          wiele.
          PRZEKRECASZ! nie "wyrzucmy", tylko zniesmy dodatkowe wymogi niekompatybilne z
          reszta swiata (naert ta ktora tez habilituje, jak niemcy czy szwecja) i
          pozbawmy DODATKOWYCH, wylacznie tytularnych praw. Moze wtedy wlasnie zabiora
          sie do pracy. Wyrzucimy dopiero tych ktorzy sie do tej pracy nie beda mogli
          zabrac. Zreszta zapewne nagle spora czesc profesorow okaze sie chetna NARESZCIE
          pojsc na emeryture!


          > Po chwili radosnej demokracji wrocimy do poprzedniego systemu. Bedziemy tylko
          Moze i tak, ale przynajmniej czesciowa wymiana kadry nastapi. I o to chodzi.

          > mieli inne, nowe rody feudalne i "wielkich polskich uczonych" (jak i "matke
          > polskich Uniwersytetow" itp wyglupy). Demokracja nic nie da jezeli rocznie
          > bedzie 20 czy 30 grantow (wcale nie wielkich) na jedna sekcje KBN. To musi
          > rodzic chore uklady. A polski system grantowy nie jest taki zly: w porownaniu
          Czyli jest dobrze????? Jesli sie niedawno, lub w ogole habilitowales to Twoje
          odkrywcze stwierdzenia sa tylko i wylacznie dowodem zeby sobie z tym cyrkiem
          dac jak najszybciej spokoj!


          > do innych krajow mamy jasne i nieobszerne formularze (koszmar Unijny!!) oraz
          Tak, najlepiej zeby byly tylko czery rubryki na podpisy kolesiow! Wtedy
          dopiero zapracowana kadra polskiej nauki moglaby sie oddawac swym dzialniom
          statutowym.


          > potencjalna ocene grantow przez recenzentow zagranicznych (to zreszta jest
          > akurat meczace, bo trzeba pisac 2 wersje tego samego grantu: po Polski i
          No wiesz, praca w ogole meczy. za to ponoc nam placa.


          > Angielsku - chyba najwyzsy czas skonczyc z polskim...)Problem, ze i KBN nie
          ma
          > za bardzo czym placic recenzentom z zagranicy, a i jak sa takie grosze w
          nauce,
          Widzisz, naleznosci za recenzje jest juz typowy nawyk "habilitowanych". Na
          calym swiecie peer review jakos odbywa sie za darmo - i ludzie sie pchaja zeby
          zobaczyc co jest na tzw. "cutting edge of science" i sie powymadzac jak oni
          mogliby to zrobic jeszcze lepiej. A tu nagle w Polsce trzeba za to placic!
          Oczywiscie ze trzba, po co by sie habilitowalo. ZABRAC HABILITOWANYM TEN ZLOB!
          bedzie wiecej pienedzy na nauke!



          > to lepiej dac zarobic te 500 PLN (chyba) komus tutaj...(a ze wybor pada na
          > znajomych, to oczywiste acz trudne do pochwalania).
          Ach, jakiez to faktycznie "oczywiste". Ale "my" "oczywiscie" tego nie
          chwalimy. Po prostu takie ciezkie czasy nastaly.... oj, oj, oj!

          Wiesz co, powinienes sie chciaz zaczerwienic za wypisywanie takich rzeczy.

          > Powodzenia
          Ja Ci powodzenia nie bede zyczyl, bez urazy - tylko troche z odraza...

          JZ
          • Gość: Jerzor Re: W tej wypowiedzi jest błąd logiczny... IP: *.chello.pl 23.02.04, 04:41
            >> Tam gdzie nie ma pieniedy, tam nie wolnosci i demokracji. I to jest warunek
            >> konieczny.

            > Ale nie "wystarczajacy"?
            > Zreszta twoje twierdzenie jest bledne, wystarczy
            > popatrzec na Arabie saudyjska gdzie ani wolnosci ani demokracji nie ma a
            > pieniedzy cala kupa

            Ale to właśnie JZ popełnia błąd logicznego wnioskowania.

            Jeśli bowiem posługując się logiką formalną (dwuwartościową logiką
            Arystotelesa) chcemy zaprzeczyć zdanie ~p=>~q (z non p wynika non q)
            to trzeba to zrobić tak:

            ~(~p=>~q) <=> ~p ^ ~(~q) <=> ~p ^ q (non p i q).

            Zaprzeczeniem zdania:
            "Jeśli nie ma pieniędzy, to nie ma wolnosci i nie ma demokracji".

            Jest zdanie:

            "Nie ma pieniędzy i (a mimo to) jest wolność lub jest demokracja".

            A nie, jak pisze JZ:

            "Są pieniądze (w Arabii Saudyjskiej) i ani wolnosci nie ma ani demokracji nie
            ma". Czyli p ^ (~q).

            JZ pisze wprawdzie dokładnie tak:
            "Arabie saudyjska gdzie ani wolnosci ani demokracji nie ma a pieniedzy cala
            kupa." Ale sens jest ten.

            Nawet gdyby trzymać się reguł logiki trójwartościowej, w której oprócz prawdy i
            fałszu jest jescze trzecia wartość - neutrum, to też rozumowanie JZ nie jest
            prawidłowe.

            Popieram JZ w tym, że chce polepszać naukę, ale błędy logiczne prowadzą na
            manowce. Oby nie polepszyć na jeszcze gorsze, tak jak to skończyły niektóre
            inne reformy w ostatnich paru latach!

            Pozdrawiam bardzo uprzejmie i serdecznie,

            Jerzor
            www.geocities.com/jerzor/
            • Gość: JZ niestety tak. IP: 146.21.1.* 26.02.04, 22:37
              Gość portalu: Jerzor napisał(a):
              > Ale to właśnie JZ popełnia błąd logicznego wnioskowania.
              I tu sie zgadzam. Moje stwierdzenie nie obalalo tezy. Co prawda zadanie od
              samego poczatku bylo postawine zle bo zdanie "Tam gdzie nie ma pieniedy, tam
              nie wolnosci i demokracji" jest samo w sobie implikacja, nie zas warunkim
              koniecznym poziomu nauki. Czyli w podanej notacji nalezaloby badac bardziej
              skomplikowana teze (~nauka) => (~p=>~q) Albo (nauka) => (~p=>~q)

              Ale nie o to mi chodzilo!!! faktem jest zas ze w pospiechu, czepiajac sie
              glownie naburmuszonego jezyka, zam sie jezykowo naburmuszylem, i co gorsze
              faktycznie popelnilem wstydliwa niescislosc.

              Teraz juz bez nadmiernego naburmuszenia wyjasniem ze poziom nauki, finanse i
              demokracja, w moim przekonaniu, nie sa powiazane relacjami logicznymi w scislym
              tego sensie. Wobec czego naduzywanie scislych terminow w stosunku do zle
              sformulowanych twierdzen kluje w oczy.

              Pozostaje mi miec nadzieje ze ci co zajma sie reforma polskiej nauki nie beda
              tego robic po godzinach, lub przynajmniej ze beda sie przyznawac do bledow :-)

              Rowniez serdecznie pozdrawiam i dziekuje za lekcje logiki!
              JZ
    • Gość: B.T., Zabrze Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 23:03
      Dla tych co narzekają na mało pieniędzy na badania naukowe w Polsce.

      Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć

      Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie.

      Ile to idzie na badania naukowe w Polsce:

      1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld
      2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld
      3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania
      4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld
      5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld
      6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld.
      Razem na działalność badawczą: 12,5 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,1 % jak
      się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w
      innych mądrzejszych krajach.
      Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN-
      u powini uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi się
      w normalnych krajch to ten procent wzrasta do: 2,6 % w stosunku do PKB.

      Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszwej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w
      pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczajacego na działalnośc badawczą, czy
      na "naukę polską" jak nie wiedomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!!

      Z poważaniem, halo GUS, obudź się!!!

      Bogdan Thomalla, Zabrze

      • Gość: ewa Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: 212.87.3.* 23.01.04, 09:51
        6 mld dochodu z 'oplat studenckich' w tym 4 mld na nauke ?!!!!!!
        Chetnie sie dowiem na ktorej prywatnej uczelni wiecej niz polowe budzetu
        przeznacza sie na badania naukowe?

        Badania naukowe finansuje sie na uczelniach z trzech zrodel
        Badania Statutowe, 'male' pieniadza przeznawane sa przez KBN zaleznie od
        wielkosci uczelni i wynikow. Wystarczja na bierzace utrzymanie grupy.
        'wieksze pieniadze' zapewniaja granty KBN, sa to tzw. ' badawczych grantach
        indywidualne' szansa otrzymania w tym roku byla jak 1:4, ich przyznawanie jest
        naznaczone patologia, fikcyjne recenzje, uklady etc
        granty EU szanse ma co ok 10 aplikacja
        I to wlasciwie wszystko.
        Problemem jest ze te pieniadze sa 'rozproszone'. Dostajesz kilka grantow ale
        malych (laczyc tych pieniedzy czesto z powodow administracyjnych nie mozna). Sa
        to za duze pieniadze by grupa 'padla' ale za male by mogla sie naprawde
        rozwijac, brakuje pieniedzy na inwestycje aparature. Granty 'Polskie' sa male,
        zadnej apartury sie z nich nie kupi, a Europejskie moze i wieksze ale zwykle sa
        to 'training networks'. Te pieniadze sa marnowane, wydawane na 'wycieczki
        konferencyjne', na gosci. Podam tylko taki przyklad z Unijnych pieniedzy moge
        zatrudnic doktoranta ale tylko unijnego, place mu kilka razy wiecej niz sama
        zarabiam jako profesor tj 2,000 Eu miesiecznie, ale polskiego doktoranta nie
        moge zatrudnic z tych pieniedzy, bo takie sa Unijne przepisy.
        Bywaja jeszcze inne zrodla (np przemysl czy Fundacja na rzecz nauki ale to sa
        minimalne pieniadze).
        Jedynym zrodelem pieniedzy na aparature sa KBN-owskie grnaty inwestycyjne ale o
        te wystepuje uczelnia a nie zespol badawczy, a to tez nie jest dobre.
        Podsumowujac, nie dosc ze pieniadze sa male to jeszcze nieefektywnie wykorzystane.
        ewa
        • Gość: B.T., Zabrze Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 10:27
          Widzisz Ewo, we wszystkich krajach do których porównujemy się ze
          wskaźnikiem "nakładów na działalność badawczo-rozwojową" liczą się wszystkie
          pieniądze: te na zakup aparatury badawczej, te na materiały potrzebne do badań,
          te na inwestycje, te na pensje pracowników badawczych, te na programy kompowe,
          te na wyjazdy na konferencje itp. Bądźmy więc konsekwentni i liczmy tak jak
          wszyscy.

          Jak widzisz w Polsce tych pieniędzy "na naukę" jest ogrom.
          Oczywiście rozumiem, z drugiej strony, że pieniędzy zawsze na wszystko za mało
          bo taka jest właściwość pieniądza.

          Pozdrawiam

          dr Bogdan Thomalla. Zabrze
          • cezrok przykład pomocy w uzyskiwaniu stopnia naukowego 23.01.04, 11:23
            Poniższy przykład jest, mam nadzieje, nietypowy. Jest jednak całkowicie
            PRAWDZIWY, tzn to sie rzeczywiscie zdarzyło.


            przykład - ciekawostka

            Byłem pracownikiem bardzo popularnego wydziału jednej z uczelni państwowych.
            Do 2001 roku byłem cenionym pracownikiem (otrzymałem kilka nagród Rektora) i
            cieszyłem się uznaniem i zaufaniem przełożonych czego wyrazem było m.in.
            przyznawanie mi corocznie sporych kwot z tytułu tzw. „badań
            statutowych” , bo relatywnie dużo pisałem. W ostatnim kwartale 2000
            roku poinformowano mnie o podawaniu przez jednego z podległych mi pracowników
            nieprawdy w oficjalnych dokumentach, które winienem był jako jego przełożony
            podpisywać. Poprosiłem o wyjaśnienia i odmówiłem podpisania sprawozdania do
            czasu ich uzyskania. W międzyczasie okazało się, że posiadane przeze mnie
            informacje są bardzo fragmentaryczne i że pracownik ten „ma na
            koncie” szereg innych, znacznie poważniejszych spraw. Było to m.in.
            „przeprowadz enie” – za zgodą Dziekana, ale bez mojej
            wiedzy – ponad 1900 godzin dydaktycznych i sprawowanie opieki nad ca 50
            dyplomantami oraz dużej ilości godzin dydaktycznych i prowadzenie wielu prac
            dyplomowych w jednej z uczelni prywatnych gdzie miał drugi etat. W sumie
            dawało to nie mniej niż 2200 godzin (rzeczywiście „przepracowa
            nych”, nie obliczeniowych. Normalny etat to 210 godzin rocznie miał ich
            więc ponad 10.) i kilkadziesiąt prac licencjackich i magisterskich. Aby
            zrealizować wyliczone godziny musiałby pracować każdego dnia (wliczając
            niedziele i święta) po ok. 14 godzin dziennie, a nie policzyłem tu bardzo
            absorbującej pracy w jego prywatnej firmie, którą wtedy posiadał. O wszystkich
            tych sprawach dowiedziałem się w maju 2001 roku, bo jedną z ciekawostek
            organizacyjnych tego Wydziału jest możliwość przydzielenia pracownikowi zajęć
            bez informowania o tym jego przełożonego (tzw. ręczne sterowanie ma się jak
            widać dobrze). Z moich wyliczeń wypadało, że pan ten ponad 500 godzin ma
            przepracować w pozostałe do końca roku siedem lub osiem weekendów (ca 25
            godzin dziennie). Sytuacja była dlatego jeszcze nieprzyjemna, że większość
            tych zajęć prowadzona miała być w ramach przedmiotu „techniki
            multimedialne̶ 1;, do którego nie byliśmy przygotowani ani sprzętowo
            (wymagające „mocnychR 21; komputerów zajęcia odbywały się w sali
            wyposażonej jedynie w tablicę i kredę) ani kadrowo (nie mieliśmy nikogo, kto
            miałby o takim przedmiocie pojęcie, a wspomniany pan to z wykształcenia
            inżynier, którego specjalności do dziś nie udało mi się jednoznacznie ustalić,
            mimo, iż byłem jego przełożonym.) Ostra, nieproporcjonalna do rangi sprawy,
            reakcja Dziekana Wydziału na moją propozycję częściowego choćby
            „wyprostowan ia” zauważonych nieprawidłowości stała się przyczyną
            szeregu wydarzeń, w wyniku których stwierdziłem wiele innych znacznie
            poważniejszych nieprawidłowości w funkcjonowaniu Wydziału i Uczelni i
            nagminnego łamania prawa (m.in. znaczne nadużycia finansowe, podawanie
            kontrolerom NIK informacji o nieistniejących studiach, czy świadome
            przyjmowanie niemożliwej do normalnego „obsłużenia& #8221; ilości
            studentów) przez władze Wydziału przy pełnej aprobacie władz Uczelni, którym
            te nieprawidłowości sygnalizowałem. Wszystkie podnoszone przeze mnie, a
            kontrolowane później przez kompetentne władze (m.in. NIK – mam kopię
            raportu pokontrolnego) zarzuty zostały potwierdzone. Ze strony władz Wydziału
            i Uczelni spotykało mnie wiele szykan, wymienianie wszystkich to materiał na
            sporą książkę. Chcę jednak wspomnieć o ciekawostce ilustrującej pewien,
            charakterystyczny sposób myślenia. W październiku 2002 roku zagarnięto
            bezprawnie, bez żadnego oficjalnego spisania, moje rzeczy prywatne (m.in.
            książki, sporządzone dużym nakładem pracy notatki i sprzęt elektroniczny) oraz
            kilka napisanych lub będących w trakcie pisania prac naukowych i
            dydaktycznych. Przypuszczam, ze celem było tu pozbawienie mnie niektórych
            materialnych dowodów popełnionych przestępstw (m.in. kopii rachunków,
            niektórych planów zajęć, zrobionych dużym nakładem pracy zestawień itp.) co
            się zresztą częściowo udało. Przy okazji zabrano tez moje rzeczy prywatne i
            materiały dydaktyczne (np. protokoły egzaminacyjne i prace studentów), co dało
            asumpt do oskarżenia mnie o odmowę wystawiania studentom ocen, bo „z
            sufitu” wpisywać ich nie chciałem. Władze Wydziału „wyjaśniają&
            #8221;, ze moje rzeczy mogę odebrać od prof. X, który je rzekomo ma, ale mimo
            moich próśb nie przedkładają spisu będących w ich posiadaniu przedmiotów ani
            nie wyznaczają żadnego terminu ich wydania, a wiele tych rzeczy zostało bez
            żadnego pokwitowania wydane osobom trzecim. Usiłowałem wielokrotnie uzyskać
            informacje o tym jakie moje rzeczy znajdują się w posiadaniu prof. X., ale nie
            uzyskałem od władz Wydziału ani Uczelni żadnej odpowiedzi. Wszystkie właściwe
            dla załatwienia tej sprawy instytucje wykonują przedziwne uniki nie
            odpowiadając na moje pisma lub pisząc np., że mogę moje rzeczy od prof. X.
            odebrać, mimo, że wiedzą, iż wielokrotnie bezskutecznie usiłowałem to zrobić
            (mam np. pokwitowane pismo z prośbą o ustalenie terminu wydania moich rzeczy,
            na które od ponad siedmiu miesięcy nikt nie odpowiedział). Podkreślam, ze nie
            domagałem się wydania rzeczy, które wykonałam w ramach stosunku pracy (np.
            rezultatów tzw. badań własnych czy statutowych), a moich rzeczy prywatnych.
            Zdaje się, że pozbawienie mnie dostępu do nich prawo nazywa
            „przestępstw em zaboru mienia”. Dowcip polega otóż na tym, że
            władze Wydziału i Uczelni uważają, że wszystko jest w porządku, bo są władzami
            właśnie. I nie jest to wcale udawane, bo z rozmaitych „przecieków&
            #8221; wiem, że naprawdę tak właśnie myślą motywując to faktem, ze przedmioty
            te znalazły się na terenie Uczelni. Nie mogłem ich tam nie przynieść, bo
            potrzebne mi były do pracy, a Uczelnia nie może mi ich dostarczyć (bo nie ma
            ich np. w bibliotece).
            Piszę o sprawach, które dotykają mnie osobiście, ale są małą cząstką znacznie
            większej, dotykającej np. ok. 1500 studentów afery, których świadomie oszukano
            obietnicą ukończenia studiów w zamykanej właśnie naszej filii. (Filia była
            nielegalna i wiadomo było, że nie ma szans na jej legalizację. Mimo to łudzono
            ich możliwościami otrzymania tam dyplomu). „Przekrętów& #8221; jest
            znacznie więcej (gdzie ich nie ma?), opisane wyżej to tylko ilustracja, ale
            nie to, ani nie moje sprawy, jest głównym problemem, o którym piszę. Tym co
            najbardziej Uczelni szkodzi i fatalnie rokuje na przyszłość jest styl
            zarządzania. Idzie głownie o tzw. ręczne sterowanie, tuszowanie ewidentnych
            nadużyć i ocenianie ludzi według przynależności do określonych
            „układówR 21;, co zdarza się oczywiście wszędzie, ale co w tym
            konkretnym przypadku umożliwiane jest m.in. utajnianiem informacji ogólnie w
            innych uczelniach dostępnych. (np. wykazu tzw. dorobku naukowego pracowników,
            czyli tego, co, będący przecież funkcjonariuszami publicznymi, pracownicy ci
            napisali). Umożliwia to np. specjaliście od teorii ruchu satelitów
            funkcjonowanie jako fachowcowi od zarządzania lub marketingu. W sumie jest to
            oszukiwanie studentów i podatników, którzy za to kształcenie płacą.
            Nie jestem orłem, tak się jednak składa, że w Wydziale gdzie pracowałem miałem
            zdecydowanie największy dorobek naukowy w mojej grupie i jeden z największych
            w całym Wydziale (byłem na pewno w pierwszej piątce na ok. 120 pracowników).
            Napisałem ponad 70 prac (bardzo różnej jakości, więc nie piszę, że dorobek
            jest duży), w tym kilka książek, a przeciętna wydziałowa jest w okolicach 10.
            Gdyby – chyba zgodnie z zaleceniami PKA – liczyć tylko prace
            opublikowane w pismach z wykazu punktów KBN, to byłoby jeszcze gorzej, bo ca
            60% prac moic
            • Gość: niezrównoważony z bariery awansu naukowego IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.01.04, 12:07
              Romuald Kolman: "Poradnik dla doktorantów habilitantów", Oficyna Wydawnicza
              Ośrodka Postępu Organizacyjnego Sp. z o.o., Bydgoszcz 2000
              s. 160 (a w rozdziale 8.4. JAKOŚĆ DOROBKU HABILITANTA zamieszczonym na ss. 158-
              161) - czytam:
              Działalność społeczna
              - formy (partie polityczne, związki zawodowe, stowarzyszenia naukowe i
              branżowe - ile, jakie, gdzie, pełnione funkcje, kiedy?)
              i np.
              s. 178 Wymagania zwyczajowe;
              m.in.
              uroczysty ubiór habilitanta
              zrownoiważony stan psychiczny habilitanta

              Ciekawe ilu uczestników tego forum spelniło by te merytoryczne normy jakości
              i wymagania ?
              • dinos88 Re: bariery awansu naukowego 28.01.04, 16:12
                Gość portalu: niezrównoważony z napisał(a):

                > Romuald Kolman: "Poradnik dla doktorantów habilitantów", Oficyna Wydawnicza
                > Ośrodka Postępu Organizacyjnego Sp. z o.o., Bydgoszcz 2000
                > s. 160 (a w rozdziale 8.4. JAKOŚĆ DOROBKU HABILITANTA zamieszczonym na ss.
                158-
                > 161) - czytam:
                > Działalność społeczna
                > - formy (partie polityczne, związki zawodowe, stowarzyszenia naukowe i
                > branżowe - ile, jakie, gdzie, pełnione funkcje, kiedy?)
                > i np.
                > s. 178 Wymagania zwyczajowe;
                > m.in.
                > uroczysty ubiór habilitanta
                > zrownoiważony stan psychiczny habilitanta
                >
                > Ciekawe ilu uczestników tego forum spelniło by te merytoryczne normy
                jakości
                > i wymagania ?

                To jest godne upublicznienia na wszystkich forach, nie tylko naukowych. Bardzo
                dobra jest dyskusja na forum strony www.republika.pl/naukowcy.
          • Gość: ewa Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: 212.87.3.* 23.01.04, 13:26
            Really??? W wiekszosci karajow moze sie i liczy wszsytkie pieniadze, ale wtedy
            np w US suma jaka daje budzet i oplaty z samego czesnego na Uczeniach, dotacje
            prywatne (np w MIT to nie mala suma) znacznie przekraczaja te wyliczone przez
            Pana 2%.
            Mizeria w Polskiej nauce ma wiele przyczyn. Pieniadze sa pewnie jednak glowna.
            No ale ja bynajmniej nie proponuje zwiekszenia nakladow budzetu na nauke, bo
            przy takim zarzadzaniu jaki dzis mamy w nauce zwiekszenie nakladow oznaczalo by
            jedno, tylko wiecej pieniedzy by zmarnowano.
            ewa
            • Gość: JZ Pieniadze to nie wszystko IP: 146.21.1.* 23.01.04, 14:57
              Nie jestem w stanie ocenic poprawnosci wyliczen "B.T., Zabrze" (na pewno sie
              nie zgodze z 60% czesnego przeznaczonym na badanaia) ale w samym twierdzeniu
              jest w tym sens. POlska ma budzet na badania, moze go zwiekszyc moze o 10% ALE
              NIE 10 RAZY!!!

              czy 10% czy 15% to nie przeniesie sie na publikacje. Dlaczego? dlatego ze ci
              ktorzy te srodki dostana ani publikacji ani nauki w ogole nie potrzebuja bo
              poprzez uprawnienia tytularne maja zapewnione swe prawa praktycznie do
              emerytury. Profesorowie jawnie, poprzez ustawe, zas habilitowani zwyczajowo
              poprzez statuty uczelni lub bezterminowe kontrakty na prace. Wynika to z faktu
              ze ktozby zabijal kury znoszace zlote jaja czyli zwalnial habilitowanych
              ktorych odpowiednia ilosc jest WYMAGANA ustawowo aby uczelnia mogla nadawac
              tytuly naukowe w okreslonej dziedzinie!

              Z pieniedzmi nie da sie praktycznie nic zrobic. no moze 10%, zazwyczaj w
              niezrealizowanych obietnicach rzadu. Z systemem mozna cos robic. Mozna probowac
              go UPROSCIC na wzorce anglosaskie (Ani niemieckich, ani hiszpanskich ani
              wloskich nie polecam - wczesniej ktos nas porownywal z tymi panstwami
              statystycznie, dlaczego nie z Anglia czy USA? skoro juz liczymy publikacje na
              pieniadze to mozna i na glowy!).
              Uproscic trzeba POLITYCZNIE bo srodowisko dozywotnich profesorow z PAN nie ma
              najmniejszego powodu aby w obecnym systemie cos reformowac. Nie ma kolaczy bez
              pracy.. i to pracy TU i TERAZ, a nie 30 lat temu przy zrobieniu habilitacji.

              Pieniadze przyplyna same jesli inwestujacy beda wiedzieli ze sa one
              przetwarzane na konkretne wyniki nauki poprzez jawne i _na biezaco_ rozliczanie
              naukowcow lub zespolow naukowych. To dotyczy nie tylko firm ale nawet
              politykow. JAk maja oni zwiekszac budzet na nauke skoro pieniadze sa tak
              reglamentowane ze wszyscy mlodzi i zdolni wedruja lancuszkiem za granice i nie
              ma sie nawet kim lub czym pochwalic.

              JZ
      • Gość: Oldboy Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: *.proxy.aol.com 24.01.04, 08:20
        Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

        > Dla tych co narzekają na mało pieniędzy na badania naukowe w Polsce.
        >
        > Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć
        >
        > Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie.
        >
        > Ile to idzie na badania naukowe w Polsce:
        >
        > 1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld
        > 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld
        > 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania
        > 4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld
        > 5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld
        > 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld.
        > Razem na działalność badawczą: 12,5 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,1 % jak
        > się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w
        > innych mądrzejszych krajach.

        NIE JEST WAZNE ILE SIE WYDAJE, ALE JAK SIE WYDAJE PIENIADZE.

        > Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i
        PAN
        > -
        > u powini uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi
        się
        >
        > w normalnych krajch to ten procent wzrasta do: 2,6 % w stosunku do PKB.

        NIE ROZSMIESZAJ MNIE

        > Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszwej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w
        > pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczajacego na działalnośc badawczą, czy
        > na "naukę polską" jak nie wiedomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!!

        CZY DOKLADANIE DZIADKOM DO EMERYTUR NAZYWASZ "FINANSOWANIEM NAUKI"?

        > Z poważaniem, halo GUS, obudź się!!!
        >
        > Bogdan Thomalla, Zabrze
        >


    • Gość: zanobiusz lista jego publikacji jest krotka... IP: *.mol.uj.edu.pl 23.01.04, 16:19
      na moim wydziale, "profesor" raczej by sie nie utrzymal... Ale trzeba uczciwie
      powiedziec, ze posrod kolegow pracujacych na Akad. Med. moglby byc uznany za
      gwiazde pierwszej wielkosci. Zreszta uklady opisywane przez "profesora" sa
      rzecza charakterystyczna wlasnie dla Akad. Med., na uniwersytetach - czasami sie
      zdarzaja.
      • Gość: zaniepokojony GDZIE JEST CHRIS -PROF NORMALNY IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.01.04, 21:17
        Gdzieś się podział profesor normalny - Chris. Dokopał autorowi, na listy nie
        odpowiada. Czy schował się ze wstydu pod ziemię ? czy zapomnial swojego
        nazwiska ? tak czynia tylko profesorowie normalni. Znalem takich na kopy na UJ
        i nie tylko na UJ. Proponowalem nawet utworzenia tam INSTYTUTU ODCHAMIANIA
        KADRY KIEROWNICZEJ ( naście lat temu), ale niestety ! i są tego skutki. Do
        nowej prezydenckiej ustawy tez tego nie wprowadzono i z tymn chamstwem będziemy
        dalej musieli żyć albo uciekać
      • Gość: nikt Re: lista jego publikacji jest krotka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 17:00
        > na moim wydziale, "profesor" raczej by sie nie utrzymal..
        eee... czy na pewno na mol.uj. nie ma takich "dobrych"?!
        a "dept.pl.phys.dev?" albo wasyl? ;-)
    • Gość: abc Propozycja jak walczyć z chamstwem -BOJKOT JUŻ !!! IP: *.chello.pl 23.01.04, 22:46
      Mamy w polskiej nauce demokrację sterowaną jak w Rosji za Putina, czyli system
      niedemokratyczny z demokratycznym sztafażem. Ostatnim tego przykładem są wybory
      do KBN. Są dwuetapowe, tylko że w pierwszym etapie zgłasza się kandydatów
      podpisując się na arkuszu imiennie. Czyli jeżeli ktoś spróbuje się wychylić i
      nie wpisać tego, kogo wskazuje szef, może mieć nieprzyjemności. TO GWAŁT na
      sumieniu !!!
      Ale jest na to sposób. W drugiej turze, w której mam nadzieję głosowanie będzie
      tajne, można skreślić tych, których się pod przymusem wpisało. Wymyśliłem
      jeszcze lepszy sposób: W OGÓLE NIE GŁOSOWAĆ. Umówmy się, że wyślemy te arkusze
      na adres jakiejś osoby zaangażowanej w sprawę (po stronie zmiany systemu),
      która się ujawniła, np. Pana Wieczorka (jeśli się oczywiście zgodzi) z
      dopiskiem np. PRECZ Z KBN, albo podając po prostu Pana Wieczorka jako naszego
      kandydata. Jak on to, tzn. nasze głosy, będzie miał w garści, będzie
      potraktowany dużo poważniej. Przynajmniej przez media, a to już coś.
      Jednocześnie trzeba uważnie nasłuchiwać, czy ktoś z tych, którzy mają bierne
      prawo wyborcze (tzn. z samodzielnych), odważy się skrytykować ten system który
      obowiązuje teraz. Przyzwoity człowiek nie powinien brać w ogóle udziału w tak
      niedemokratycznych wyborach! To nie jest powód do dumy, jeśli się wygrywa w
      rezultacie nacisków i manipulacji.
      Nie bójmy się - pod naporem Internetu władza zaczęła ustępować nawet w Chinach
      Ludowych! W Wyborczej był tytuł że Internet to piąta władza.
      A może Solidarność by mogła objąć patronat nad bojkotem? Chyba ona chce zmienić
      ten system.
      • Gość: miko [...] IP: *.holidays.mu / *.in-addr.btopenworld.com 24.01.04, 04:39
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: Józef Wieczorek BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 24.01.04, 12:00

        Odnośnie apelu o bojkot wyborow KBN ogłoszonego przez abc- zamieszczam treść
        pisma do KBN jaki wystosowalem 10 lat temu ogłaszając bojkot wyborów:
        Komisja Wyborcza KBN  
        Niniejszym informuję o podjęciu decyzji bojkotu wyborów KBN, gdyż do tej pory
        nic mi nie wiadomo o istnieniu odpowiedniej ustawy zakazującej członkom
        zespołów KBN wygrywania konkursów na rozdział grantów. Uważam, że jest
        niemoralne aby rozdział grantów odbywał się głównie między członków zespołów i
        ich współpracowników. Ta sprawa winna być uregulowana ustawowo. Również sprawa
        niewykorzystywania środków przez KBN, w sytuacji konieczności pokrywania
        kosztów badań z własnego "kieszonkowego". Moja dezaprobata dla poczynań KBN nie
        jest odosobniona. Taki pogląd podziela wiele osób, które jak sądzę powstrzymują
        się od oficjalnego wyrażania swoich opinii, gdyż mogłyby podzielić mój
        los.  
        Józef Wieczorek  Kraków 4.03.1994
        ---------------
        Pani Małgorzata Kozłowska - podsekretarz stanu w Komitecie Badań Naukowych,
        jeszcze w 2000 r. rozpowszechniała informacje, że ja wyborów w 1994 r. nie
        mogłem zbojkotować bo nie byłem wtedy pracownikiem naukowym. Otóż w tymże 1994
        roku byłem pracownikiem PAN-u i wybory zbojkotowałem, o czym lojalnie Komisję
        Wyborczą poinformowałem. Dezinformacje Pani Minister dowodzą jedynie, że baza
        danych KBN o pracownikach naukowych jest wysoce niedoskonała.
        ------------------
        Nalezy walczyć z patologiami w nauce ale np. dokonywanie rewolucji pod hasłem
        PRECZ z KBN nie jest zasadne. System grantowy jest konieczny i widzę jego
        potrzebę w ramach kompleksowych zmian systemu nauki w Polsce. Z moimi tekstami
        dotyczącymi KBN jak i innych patologii w nauce i edukacji mozna zapoznać się na
        stronach www.jwieczorek.ans.pl, www.geo-jwieczorek.ans.pl a także na
        www.naukowcy.republika.pl
        Nie chce tu zabierać miejsca na dlugie wywody.
        • Gość: abc Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.chello.pl 24.01.04, 12:53
          Jeśli to jest bojkot ze strony pojedynczej osoby, można zawsze powiedzieć że to
          ekscentryk lub pieniacz. Jeśli bojkot ma charakter masowy - już nie.
          • Gość: Jozef Wieczorek Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 24.01.04, 14:23
            Ja nie jestem przeciwko bojkotowi wyborow do KBN w obecnej postaci bo nie
            jestem przeciwko sobie. Byłbym zadowolony oby jak najwięcej osob poszło w moje
            slady, wtedy można by wymusić zmiany w systemie. Co innego jednak bojkot
            wyborów a co innego precz- z KBN. Jesli powstanie na to miejsce NBK a system
            zostanie niezmieniony to będzie tak samo a może i gorzej.
        • Gość: DNM Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: 207.44.154.* 28.01.04, 23:56
          Wybory he, he, he. Przyboczny dziekana przyniósł kwity i regulamin. Następnie
          wymamrotał nazwisko "uzgodnionego" kandydata. Nie chciał powiedzieć kto i jak
          uzgodnił. Kandydat jest żwawym profesorem koło 70ki. Ciekawe? to czytajcie dalej
          bo the best is yet to come. Karty do głosowania w zaklejonych kopertach składało
          się w sekretariacie. Sekretarka odhaczała kto przyniósł. Na najbliższej radzie
          dowiedzieliśmy się jak głosował wydział.
          • Gość: abc Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.chello.pl 29.01.04, 00:16
            To jeszcze nie było tak źle - koperty mogły być zaklejone! Czy na pewno
            wszystkich, czy tylko po habilitacji? Bo ja bym tym prostym adiunktom nie
            dowierzał.
            Ponieważ moja propozycja zorganizowanego bojkotu nie została podchwycona,
            zastanawiam się co zrobić. Chciałbym maksymalnie zaszkodzić "uzgodnionemu". A
            może lepiej oddać głos nieważny, lub w ogóle nie wysłać koperty/wysłać z
            kawałkiem gazety, jeśli będą odhaczać w Sekretariacie?
            • Gość: DNM Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: 207.44.154.* 29.01.04, 00:55
              :To jeszcze nie było tak źle - koperty mogły być zaklejone!
              Koperty były zaklejone, jakby nie były to by nie było śmiesznie
    • Gość: B.T., Zabrze To nie ani stara ani nowa gwardia tłamsi DNBR IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 23:29
      To ani nie stara ani nie nowa gwardia tłamsi działalność naukowo-badawczo-
      rozwojową (DNBR) w Polsce, czy jak mówi się w Polsce "polską naukę".

      Tłamsi system kryteriów oceny wyników działalności DNBR (tzw. nauki polskiej).
      Jeżeli obowiązujące kryteria oceny DNBR były wytyczone przez nauczycieli
      akademickich i pracowników PAN-ów i to głównie fizyków teroetycznych tudzież
      chemika udającego praktyka to mamy typowo akademickie* kryteria. Kryteria
      akademickie* ale forsa na DNBR rzeczywista, z budżetu państwa i ze studentów.

      Nowa gwardia jeżeli dojdzie do władzy, a nie zmieni kryteriów to popełni te
      same błędy jakie popełnia stara gwardia bo przecież ludzie w kupie zachowiją
      się zawsze tak samo w takich samych warunkach (czyli przy stosowaniu takich
      samych kryteriów).

      Wyjście jest jedno. ustwić tak kryteria oceny wyników DNBR aby pozbyć się tych
      co nie tworzą dzieł tylko ich imitacje i to niezależnie czy pochodzą ze starej
      czy nowej gwardii.

      Z poważaniem

      dr Bogdan Thomalla, Zabrze


      */ akademicki, zgdnie z 3 znaczewniem podanym przez "Mały słownik języka
      polskiego", PWN, Wawa 1969 oznacza: "teoretyczny, oderwany od rzeczywistości".
      • Gość: JZ A konkrety? IP: 146.21.1.* 26.01.04, 10:50
        Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):
        > To ani nie stara ani nie nowa gwardia tłamsi działalność naukowo-badawczo-
        > rozwojową (DNBR) w Polsce, czy jak mówi się w Polsce "polską naukę".
        A co to jest nowa gwardzie w polsce? Mowisz o mlodych doktorantach co jeszcze
        nie wyjechali lub tych paru "nieudanych" adiunktach ktorych zawalono dydaktyka
        tak ze nawet nie wiedza ze moga wyjechac lub nie maja czasu zorganizowac sobie
        tego?

        > Nowa gwardia jeżeli dojdzie do władzy, a nie zmieni kryteriów to popełni te
        > same błędy jakie popełnia stara gwardia bo przecież ludzie w kupie zachowiją
        > się zawsze tak samo w takich samych warunkach (czyli przy stosowaniu takich
        > samych kryteriów).
        O to wlasnie walcze, zeby kryteria i warunki sie zmienily. Nowi promowani
        przez starych na wzor i podobienstwo faktycznie niczego nie zmienia. W
        rybolowstwie wpuscza sie szczypaki do stawu z karpiami. Zjedza karpi niewiele
        ale zmusza wszystkie karpie zeby sie RUSZALY. Obecny system praw i tytulow
        naukowych jest doakonalym zabezpieczeniem przed jakimkolwiek szczupakiem. przez
        to polska nauka jest nieruchawa i lepsza nie bedzie!

        Ale, wracajac do analogii z karpiami, to wymaga zmiany systemu a nie dosypania
        do stawu wiecej zarcia. I co? myslisz ze karpie beda sie same prosily o
        szczupaka? A ze smierdza mulem to tylko kwestia przywyczajenia.


        > Wyjście jest jedno. ustwić tak kryteria oceny wyników DNBR aby pozbyć się
        tych
        > co nie tworzą dzieł tylko ich imitacje i to niezależnie czy pochodzą ze
        starej
        > czy nowej gwardii.
        Ano wlasnie, jesli chcesz nierozroznialnosci nowej od starej gwardii to
        wlasciwie po co sa te wszystkie tytuly i ich efekty uprawnieniowe?
        Ale najwazniejsze na koniec: JAK ustawic te kryteria? poprosze pare szczegolow
        od praktyka.


        JZ
        • Gość: B.T., Zabrze Podaję konkrety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 23:45
          1. Odnośnie starej i nowej gwardii.

          Tylu tu gniewnych (zaliczam ich do nowej gwardii w odniesieniu do tytułu
          artykułu) dyskutuje ale brak propozycji rozwiązań. Stąd moje twierdzenie, że
          gdyby nowi zastąpili starych to nic się nie zmieni o ile nie zmienią się
          kryteria oceny wyników prac naukowo-badawczych. Dlatego uważam, że powinno się
          poszukiwać ciekawych kryteriów oceny wyników prac N-B.

          2. Odnośnie kryteriów oceny wyników porac naukowo-badawczych.

          Obecna ocena jakości prac to ilość publikacji, ilość cytowań, i tam jeszcze
          jakieś niewymierne oceny. Z tych niewymiernych ocen powstają stopnie i tytuły
          naukowe. Z tych tytułów wynika zarządzanie działalnością naukowo-badawczą (N-
          B) w Polsce i sposób rozdysponowywania środków finansowych na dalszą
          działalność N-B.

          Lepszą oceną jakości działalności N-B byłaby wartość wyników prac N-B za jakie
          zostały one sprzedane. Prosto, ta praca jest lepsza, za którą autor lub zespół
          autorów uzyskał(li) wiekszą sumę pieniędzy. Finansowanie działalności N-B
          mogłoby być na zasadzie; sprzedaliście wyniki prac za złotówke, KBN dokłada wam
          np. do tego dwie złotówki na dalsze prace.

          Dobrze byłoby wymagać określonej sprzedaży wyników prac N-B do uzyskania
          określonych stopni i stanowisk naukowych.

          3. Stosując te "kapitalistyczne" kryteria mielibyśmy technologie, mielibyśmy
          dobre poszukiwane publikacje naukowe, a pracownicy naukowo-badawczy byliby
          cenieni i kupowani podobnie jak piłkarze. A i Nobel by się znalazł.

          4. Inny ciekawy sposób to zamiast finansować prace badawcze (tematy) dawać
          chętnym pożyczki bezzwrotne na zakup aparatury badawczej takiej jaką sobie
          autorzy wymyślą. Kto potrafi wykorzystać te aparaturę zarabia pieniądze, a kto
          nie potrafi już więcej nie dostaje bezzwrotnej pożyczki. Ale by sie działo, co?
          Ja optuję za tym rozwiązaniem. Właśnie jedynie co mi brakje to forsy na tę
          drogą aparaturę, na normalną potrafię zarobić sprzedając wyniki swych badań.

          Z poważaniem
          dr Bogdan Thomalla, Zabrze
          • Gość: JZ dodaje swoje konkrety IP: 146.21.1.* 27.01.04, 10:29
            Troche sie zgadzam, chcociaz nie wiem na jakiej podstawie ilosc publikacji i
            cytowan pakujesz do jednego worka z "niwymiernymi ocenami". Moze nie sa to
            najlepsze sposoby ale w naukach podstawoch nie da sie spezdac wynikow inczaej.
            Zgadzam sie ze metoda podana ma zastosowanie do nauk stosowanych. Ale takze i
            tutuaj rozumiem ze chcesz aby przyznawano pienieadze za pienieadze a nie
            za "poprzednia dzialanosc", usankcjonowana posiadaniem jakigostam tytulu. Jesli
            mowisz ze forum nie proponuje rozwiazan to chyba nie doczytales moich i nie
            tylko, sugestii zeby wywalic habilitacje. Moze nie ejst to lek na wszystko ale
            przynajmniej jeden z "niewymiernych" czynnikow rozdzialu strodkow odpadnie.
            Nie zgadzam sie na "sprzedawanie" zadnych stpni naukowych - Bez wzgledu na
            sposob ich otrzymania takie stopnie sa podstawa przechodzenia na emeryture
            naukowa.


            czyli podsumowywujac, jesli mowimy orozwiazaniach to
            1) automatczna zlotowka KBN za zlotowke zewnetrznego grantu
            2) uproszczenie sytemu stopni naukowych na wzor anglosaski
            3) ...

            JZ

            PS. dyskusja zeszla z pierwszej strony iwec prwdopodobnie jest to ostatnie
            runda moich doniesien. iejmy nadzieje ze dyskusja wroci na widok publiczny.
            • Gość: B.T., Zabrze Stopnie naukowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 11:10
              Wiesz, mnie te wszystkie stopnie śmieszą. Dlatego na ten temat nie wypowiadam
              się. Stopnie naukowe to wewnętrzna sprawa danej uczelni, ona sobie te stopnie
              przyznaje ona ustawia odpowiednio stanowiska prporcjonalnie czy też nie do tych
              stopni. Na zewnątrz uczelni stopnie nie mają żadnego znaczenia.

              Inaczej ujmując powinno sie mówić tak: Iksiński jest doktorem Uniwersytetu
              Niskowarszawskiego. Ygrekiński jest profesorem Uniwersytu Bliskowarszawskiego i
              to wszystko.

              Niestety, w Polsce łatwizna zdobywaniua pieniędzy na działalnośc N-B, łatwizna
              zdobywania stopni i łatwizna zdobywania wątpliwego "dowodu" osiagnięć
              badawczych jakim jest publikacja spowodowała straszną chorobę naukowców uczelni
              wyższych i PAN-ów nie do wyleczenia obecnie i w następnym pokoleniu(ach).

              Z poważaniem
              dr Bogdan Thomalla, Zabrze
              • Gość: JZ Re: Stopnie naukowe IP: 146.21.1.* 27.01.04, 11:34
                Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):
                > Wiesz, mnie te wszystkie stopnie śmieszą.
                I tu masz racje


                > Dlatego na ten temat nie wypowiadam
                I tu NIE masz racji, bo obecny system dziala przeciw Tobie. Pieniadzy ktore
                oni sobie sami na podstawie ich smiesznych stopni przydziela TY NIE DOSTANIESZ!
                Im dluzej sie nie bedziesz wypowiadal tym dluzej nic z tego budzetu NIC nie
                dostaniesz!



                > się. Stopnie naukowe to wewnętrzna sprawa danej uczelni, ona sobie te stopnie
                > przyznaje ona ustawia odpowiednio stanowiska prporcjonalnie czy też nie do
                tych
                > stopni. Na zewnątrz uczelni stopnie nie mają żadnego znaczenia.
                Tak POWINNO BYC. Ale tak nie jest, w POlsce stopnie naukowe sa stopniami
                PANSTWOWYMI. Powyzej doktora, sa niekompatybilne z wiekszoscia swiate!
                Sugeruje: wyrzucic, uproscic!


                > Inaczej ujmując powinno sie mówić tak: Iksiński jest doktorem Uniwersytetu
                > Niskowarszawskiego. Ygrekiński jest profesorem Uniwersytu Bliskowarszawskiego
                TAK, dziekuje ze sie zgadzasz. I uprawnienia z tych tytulow powinny sie
                konczyc jak Uniwersytet bliskowarszawski uzna ze Pan profesor przestal sie
                starac, i wtedy nowym profesorem zostanie byle doktor ktory bedzie sie staraj
                ajk choleta zeby dostac profesorska gaze i tytul. A teraz... EMERYTURKA!


                > Niestety, w Polsce łatwizna zdobywaniua pieniędzy na działalnośc N-B,
                łatwizna
                > zdobywania stopni i łatwizna zdobywania wątpliwego "dowodu" osiagnięć
                > badawczych jakim jest publikacja spowodowała straszną chorobę naukowców
                uczelni
                > wyższych i PAN-ów nie do wyleczenia obecnie i w następnym pokoleniu(ach).
                Bardzo to pesymistycznie to powiedziale. Ale jesli chcemy nawet miec za DWA
                pokolenia to zmiany trzeba zaczac teraz, TAM GDZIE JEST TO TANIE i moze byc
                SKUTECZNE!


                POzdrawiam.

                JZ

                PS. JAko przemyslowy OBR zapewne wiesz ze wiekszosc unwersytetow skladajacych
                podania na granty badawcze w UE bedzie cie po rekach calowac jako
                wspolpracownika z niezaleznymi funduszami. Zasada jest prosta, wkladasz
                przecietnie 25-33% dostajesz 2-3 razy tyle od nich dodatku. A jesli jeszcze
                jestes za granica, w regionie nowych krajow jak RP -
          • dyplomata Thomalla jak zwykle przegina pale 24.02.04, 09:36
            Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

            > Lepszą oceną jakości działalności N-B byłaby wartość wyników prac N-B za
            >jakie zostały one sprzedane. Prosto, ta praca jest lepsza, za którą autor lub
            >zespół autorów uzyskał(li) wiekszą sumę pieniędzy. Finansowanie działalności
            >N-B mogłoby być na zasadzie; sprzedaliście wyniki prac za złotówke, KBN
            >dokłada wam np. do tego dwie złotówki na dalsze prace.

            To dotyczy prac zwiazanych ze wspolpraca z przemyslem. Na swiecie znany i
            szeroko stosowana jest wspolpraca uczelni z przemyslem wspierana z funduszy
            publicznych.

            Polega ona na tym ze jezeli przemysl chce finansowac badania w placowce
            naukowej na kwote X to agencje publiczne daja kwote 2-3X. Ale, aby nie
            psuc rynku przez nielegalne dotacje, wymaga sie by badania byly 'precompetitive'
            i w konsorcjach z udzialem wiecej niz jednej firmy.

            Natomiast zadanie by wszyscy sprzedawali prace do przemyslu to pozycja
            ekstremalna.

            > Dobrze byłoby wymagać określonej sprzedaży wyników prac N-B do uzyskania
            > określonych stopni i stanowisk naukowych.

            Tu tez pachnie absurdem. Stopnie zalezne od sprzedazy - to smierdzi wypaczeniami
            na odleglosc. Natomiast do mianowania na stanowiska ocena przez autonomiczna
            placowke jak najbardziej powinna byc wielostronna, jedni sprzedaja, inni
            publikuja, jeszcze inni maja mase doktorantow. Idealem sa tacy co sa super
            we wszystkich przekrojach, ale takich jest malo. Pracodawca wybiera wiec co
            mu najbardziej pasuje i podnosi range jego firmy.

            > 3. Stosując te "kapitalistyczne" kryteria mielibyśmy technologie, mielibyśmy
            > dobre poszukiwane publikacje naukowe, a pracownicy naukowo-badawczy byliby
            > cenieni i kupowani podobnie jak piłkarze. A i Nobel by się znalazł.

            To jest opowiadanie bajek dla glupiutkich.

            Mozna rownie latwo stwierdzic ze nadmierna komercjalizacja jest szkodliwa dla
            nauki i na swiecie sa tego przyklady. Wiele takich spraw jest w USA na linii
            uczelnie-firmy farmaceutyczne.
            • mat_radnaja Re: Thomalla jak zwykle przegina pale 25.02.04, 18:16
              Tyle piszecie o ocenach. A może by tak ktos ocenił to co jest? Ale nie
              globalnie, z góry i grupowo. Odpowiedzialność zbiorowa dobra jest w stosunkach
              miedzynarodowych, a i to nie zawsze. Może by tak ocenic POJEDYNCZYCH LUDZI?
              Zamiast narzekać na mafie zobaczyć kto jest kim. A może mafii wcale nie ma?
              • Gość: B.T., Zabrze Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:11
                1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu
                państwa

                2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu
                państwa

                UZASADNIENIE

                1. Pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi (NBR) pracujący ok. 20 lat już powinni
                mieć doświadczenie i tematykę do finansowego usamodzielnienia się i zdobywania
                funduszy na swą działalność NBR spoza budżetu państwa

                2. Takie wiekowe ograniczenia uaktywnią młodych w i będących w średnim wieku
                pracowników NBR.

                Z poważaniem

                dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
    • dyplomata Czarek czaruje reszta wtoruje 25.01.04, 20:49
      Zeby sie nie czarowac trzeba przypomniec pare oczywistych rzeczy.

      Narzekanie na biurokracje, gerontokracje, habilitacje, mafijnosc
      to jedna strona medalu. Druga jest taka ze gdyby nagle zapanowaly
      anielskie uklady to niestety nauka w Polsce nie przeskoczylaby na
      poziom amerykanskiej Ivy League bo po prostu poziom rozwoju spolecznego
      i ekonomicznego jest nie taki. W ogole nawolywanie by zrobic nauke
      "na poziomie swiatowym" gdy nie ma normalnej wody do picia w kranach lub
      drog na poziomie srednio takim sobie pachnie jeszcze jedna mafijnoscia
      czyli lobby chcialoby wydrzec pieniadze podatnikow dla siebie.

      Kompletna reforma nauki w Polsce wymagalaby sporej prywatyzacji, czyli
      odplatnosci za studia, utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych
      stanowisk badawczych, oplacania ludzi z grantow. I przede wszystkim
      zwiazania duzej czesci nauki z postepem ekonomii czyli rozwojem technologii.
      Poniewaz kraj jest biedny nie ma mowy a jakimkolwiek zwiekszaniu srodkow
      na nauke - to sa mrzonki.

      Jezeli ktos mowi ze zagranica ma X razy wiecej kasy niz w Polsce to jest to
      oczywiste bo PKB jest tez X razy wiekszy. Jezeli ktos narzeka ze w Polsce nie
      moze robic swoich ulubionych badan z biologii molekukularnej to jest to
      oczywiste. Na badania kosztowne tego kraju albo nie stac albo najwyzej w
      1-2 miejscach. Jak ktos ma ochote na badanie czarnych wlochatych dziur
      niech sobie znajdzie gdzies miejsce bo w tym kraju budowanie dla jego
      zachcianki duzego teleskopu to bylby wrecz kryminal.

      Wniosek z tego wszystkiego jest taki ze nalezy ludzi ktorzy maja ochote na
      robienie nauki na najwyzszym poziomie ZACHECAC do wyjazdu zagranice. Niech
      sobie podzialaja w warunkach najwyzszej konkurencji. Jezeli takich ludzi
      bedzie duzo to gdy zostanie dokonana pelna reforma bedzie mozna sposrod nich
      wybrac i zaprosic troche do uczelni elitarnych w Polsce na elitarnych
      warunkach.

      Model masowych wyjazdow po nauke sprawdzil sie na dluga mete w wielu krajach.
      Z Korei, Tajwanu, Indii, Singapuru, Hongkongu i Chin nie tylko ludzie teraz
      masowo wyjezdzaja, co nieco juz tez wraca w miare jak zaczynaja pojawiac sie
      atrakcyjne oferty. W ten sposob tworzy sie doplyw ludzi spoza ukladow.

      Tymczasem w Polsce przewaza biadolenie i roszczenia ze wszystko panstwo powinno
      dac na miejscu. Pachnie to proba naciagania biednych podatnikow.

      Tak samo gadanie o drenazu mozgow. Nie ma zadnego drenazu, jest problem z
      zagospodarowaniem nieprzebranej masy mozgowej. Zamiast biadolic i wyciagac
      lapy po kase podatnikow niech ludzie sprobuja powalczyc w swiatowej
      konkurencji. Nauka jest luksusem wiec niech na ten luksus zapracuja.
      Wyjdzie to wszystkim na dobre: podatnikom i kandydatom na swiatowych naukowcow.

      Praktycznie wiec zadanie reformy w posatci eliminacji habilitacji smierdzi
      jeszcze jedna demagogia. Tu chodzi o nieskonczenie wiecej: o to by kazdy
      tytul naukowy byl zaopatrzony w dodatek gdzie i pod czyim kierunkiem zdobyty.
      I po to by w uczelniach elitarnych bylo sporo dodatkow z szacownych swiatowych
      placowek z nazwiskami noblistow. No a to wymaga zorganizowania systemu zachet
      by mozliwie masowo ludzie ksztalcili sie zagranica.
      • Gość: B.T., Zabrze Re: Czarek czaruje reszta wtóruje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 23:20
        Powiedz mi Dyplomato, jak to się działo w Polsce w latach 60' i 70', że były
        osiągnięcia. A od 90' roku jakby zapchało całkowicie. Biała plama, kompletnie
        nic. A, to czym się obecnie chwalą to blagowanie (niebieski laser, seryjne
        wynajdowanie planet, coś tam do serca, polianilina itd.).

        Wg badań GUS'u przeprowadzonych ok. 5 lat temu polegających na ankietyzacji
        przedsiębiorstw i instytucji w Polsce skąd czerpały wiedzę do wprowadzanych
        innowacji. I wiesz co? Tylko 5 % odpowiedzi podało, że z uczelni wyższych, PAN-
        u i instytutów resortowych.

        Resztę tj.90 % sami gdzieś czerpali z innych źródeł. Sami kombinowali.

        Gdyby tak dać forsę na badznia z KBN-u przedsiębiorstwom i instucjom zamiast
        profesorom uczelni i PAN-ów to mgłoby sie dość ciekawie dziać, jak myślisz?

        Pozdrawiam
        dr Bogdan Thomalla, właściciel prywatnego OBR-u. Bez forsy z budżetu państwa.
        Widzisz, że można tak. Gdyby było takich jak ja gdzieś ok 10 000. Ale by się
        działo!!!
        • Gość: Janek Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.bchsia.telus.net 26.01.04, 05:20
          Gratuluje,

          _________________________________
          PS. A tak na marginesie, to co robisz w tym swoim OBR??? Masz jakas strone
          internetowa??
          Pozdrawiam
          • Gość: B.T., Zabrze Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 22:22
            No wiesz, swą stronę zrobiłem jak tylko pojawiła się w Polsce mozliwość
            robienia stron w necie. Wówczas aby opublikować to trzeba było zarywać noce,
            najlepiej szło w godzinach 3 do 6 nad ranem ale nie we wszystkie dni (noce).
            Robiłem to nie dla reklamy bo takowej nie potrzebuję ale z ciekawości.

            Z poważaniem, Bogdan Thomalla, Zabrze
            • Gość: Janek Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.bchsia.telus.net 28.01.04, 02:09
              Niewiele napisales o tym co robisz, nie podales nawet adresu swojej strony
              internetowej a szkoda. Lubie takich zapalencow.
              Pozdrawiam
              • Gość: B.T., Zabrze Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 21:21
                No Janku! Podpisałem się pełnym imieniem i nazwiskiem, wprowadź do gooogli i
                dowiesz się wszystkiego. Podaje Ci adres mojej strony tomchem.pl.

                Pozdrawiam, Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze.

                PS. Tomchem to nazwa mojego przedsięwzięcia. Co robię i zrobiłem i co polecam
                moim klientom zobaczysz klikając link "cennik usług". Jestem jedyny, który
                publicznie przedstawia cenni usług badawczych.
      • Gość: abc Liberałowie nie lubią czytać IP: *.chello.pl 25.01.04, 23:57
        dyplomata napisał:

        > Zeby sie nie czarowac trzeba przypomniec pare oczywistych rzeczy.
        ...
        > Poniewaz kraj jest biedny nie ma mowy a jakimkolwiek zwiekszaniu srodkow
        > na nauke - to sa mrzonki.

        Warto też przypomnieć taką oczywistą rzecz, że należy znać stosowną literaturę.
        Już inni ludzie zajmowali się tym problemem i znaleźli rozwiązanie.
        Proponuję by dyplomata najpierw przeczytał książkę:

        John Kenneth Galbraith, The Nature of Mass Poverty, Harvard University Press,
        1979; wyd. pol. - Istota masowego ubóstwa, PWN, 1987.

        a potem zabierał głos.
        • Gość: JZ Tak, Marksa i Lenina tez nie czytali! IP: 146.21.1.* 26.01.04, 09:20
          Sugerowanej pozycji nie czytalem ale z szacunku dla czasu dyletantow
          dyskutantow (chociaz byc moze tez utytulowanych) warto byloby podac chociazby
          skrotowe wnioski tej lektory. W przeciwnym razie, sadzac po datach wypchne ja
          na polke razem ze skadinad oczywistymi i jedynie slusznymi pracami Lenina i
          Marksa...

          JZ
          • Gość: abc Re: Tak, Marksa i Lenina tez nie czytali! IP: *.chello.pl 26.01.04, 10:00
            W skrócie wnioski tego wybitnego ekonomisty są zupełnie przeciwne do tego co
            radzi dyplomata. Galbraith twierdzi, że ten kto jest biedny musi bardzo dużo -
            ile się da - inwestować w rozwój intelektualny.
            To jest cienka książeczka - warto przeczytać.
            • Gość: JZ dziekuje. IP: 146.21.1.* 26.01.04, 10:37
              Gość portalu: abc napisał(a):
              > W skrócie wnioski tego wybitnego ekonomisty są zupełnie przeciwne do tego co
              > radzi dyplomata. Galbraith twierdzi, że ten kto jest biedny musi bardzo dużo -
              > ile się da - inwestować w rozwój intelektualny.
              Dziekuje, Zasadniczo sie zgadzam. Z tym wszakze zastrzezeniem zeby nie
              inwestowac w system zbankrutowany, klikowy nie rozliczalny.
              Tytul Twojego listu jest mylacy. Zdecydowanie "dyplomaty" do liberalow bym nie
              zaliczyl. Zdecydowanie konserwatysta. Ale o tym w mojej odpowiedzi pt. "to nie
              czarek czaruje"


              > To jest cienka książeczka - warto przeczytać.
              :-), och, tyle warto przeczytac... zanotuje, chciaz w cuda przestalem wierzyc
              dawno temu....


              JZ
      • Gość: JZ To nie Czarek czaruje IP: 146.21.1.* 26.01.04, 10:27
        dyplomata napisał:
        ) Narzekanie na biurokracje, gerontokracje, habilitacje, mafijnosc
        ) to jedna strona medalu.
        wymieniles pare pojec, wiec nie jest to jedna strona medalu lecz szereg cech
        ktore wspolnie stoja na przeszkodzie uzdrowienia i uatrakcyjnienia polskich
        uczelni jako miejsc wykonywania SWIATOWEJ nauki. Nie da sie walczyc ze
        wszystkicm, ale mozna probowac zaczac od zmian w pewnych mechanizmach ktore
        lacza te zjawiska. "every little helps"

        ) Druga jest taka ze gdyby nagle zapanowaly
        ) anielskie uklady to niestety nauka w Polsce nie przeskoczylaby na
        ) poziom amerykanskiej
        Przepraszam, ale wyglaszasz oczywistosci w celach demagogicznych. OCZYWISCIE
        ZE BY nie przeskoczyla. WSZYSTKO zajmuje czas. NIE JEST to powodem zeby rzucic
        recznik na ring. No chyba ze sie ma tytul polskiego profesora i chlebek z
        budzetu do konc zycia. Noooo wtedy gloszenie defetyzmu jest wrecz na reke!
        Zaraz potrem nalezy porownach dochody polskich i amerykanskich profesorow i
        onarzekac na zlodziei z SLD, "ktorym oczywiscie nic tez nie da sie zrobic".
        Polskie, ach jakze to polskie!


        ) Ivy League bo po prostu poziom rozwoju spolecznego
        ) i ekonomicznego jest nie taki.
        POlodniowa korea? tajwan? to milaly poziom? A od kogo kupujesz komputery i
        najnowoczesniejsze karty graficzne?


        ) W ogole nawolywanie by zrobic nauke
        ) "na poziomie swiatowym" gdy nie ma normalnej wody do picia w kranach lub
        ) drog na poziomie srednio takim sobie pachnie jeszcze jedna mafijnoscia
        ) czyli lobby chcialoby wydrzec pieniadze podatnikow dla siebie.
        Prawdziwy badacz antropolog pojedzie badac jakies zatechle plemiona w Amozonii
        i bedzie przez pol roku zywil sie zabami. Prawdziwy fizyk, ajk czyje ze to tuz,
        tuz, to siedzi po 16 godzin przy cyklotronie. Pradziwy naukowiec ma gleboko
        w.... smak wody! BYLEBY MIAL SZANSE. A zlej tanecznicy i rabek u spodnicy!



        ) Kompletna reforma nauki w Polsce wymagalaby
        O, o, o!!!

        ) sporej prywatyzacji, czyli odplatnosci za studia,
        w trakcie!

        ) utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych
        TAke sa, poki co praktycznie wylacznie panstwowe, ale to nie sa rzeczy ktore
        dzieja sie przez noc, szczegolnie w swiecie gdzie owe uczelnie musza najpierw
        zapewnic sobie chleb na zycie, ktory uczelnie panstwowe wyszarpuja jak swoj z
        budzetu.

        ) stanowisk badawczych, oplacania ludzi z grantow. I przede wszystkim
        Noooo, wlasnie wchodzimy do europy, od lat mamy dostep do programow grantowych
        UE. I co? I nic! A dlaczego? poczytaj sobie moje pozostale posty! W skrocie
        powiem ze jesli nie zaczniemy ulatwiac ludzim przyjezdzania do polskiego
        zascianka to Ani smak keilbasy ani wyjatkowa odpornosc na smrod gotowanej
        kapusty nikogo nie przyciagna.


        ) zwiazania duzej czesci nauki z postepem ekonomii czyli rozwojem technologii.
        ) Poniewaz kraj jest biedny nie ma mowy a jakimkolwiek zwiekszaniu srodkow
        ) na nauke - to sa mrzonki.
        K**wa M*c! Skoro mowisz ze reszta wtoruje to moze jednak powines byl
        przeczytac _JAK_ wtoruje!. CALY CZAS TRABIE ZE SRODKOW _NIE_ _MA_ i _NIE_
        _BEDZIE_ WIEC TRZEBA PROBOWAC ROZWIAZAN KTORE NIC NIE KOSZTUJA! Napisze to
        teraz malymi literami: Poniewaz nie mam co liczyc aby w budzecie panstwa
        znalazly sie znacznie wieksze srodki nalezy probowac rozwiazan ktore niewiele
        kosztuja a moga spowodowac zaoszczedzenie srodkow oraz ulatwic wymiane osobowa
        miedzy polskimi i zagranicznymi osrodkami naukowymi. W szczegolnosci proponuje
        uproszczenie polskiego systemu tytulow naukowych a najbardzij ograniczenie
        zestawu budzetowych zobowiazan z nich wynikajacych - tak posrednich jak i
        bezposrednich. Czy teraz jasne?

        ) Jezeli ktos mowi ze zagranica ma X razy wiecej kasy niz w Polsce to jest to
        ) oczywiste bo PKB jest tez X razy wiekszy. Jezeli ktos narzeka ze w Polsce nie
        ) moze robic swoich ulubionych badan z biologii molekukularnej to jest to
        ) oczywiste. Na badania kosztowne tego kraju albo nie stac albo najwyzej w
        ) 1-2 miejscach. Jak ktos ma ochote na badanie czarnych wlochatych dziur
        ) niech sobie znajdzie gdzies miejsce bo w tym kraju budowanie dla jego
        ) zachcianki duzego teleskopu to bylby wrecz kryminal.
        Widzisz, w biologi molekularnej mozna sie zajmowac teoria, Oczywiscie mozna
        wspolpracowac z praktykami. Ale jesli "wspolpraca" polega na siedzeniu przez 10
        lat za granica i przyjazd na 5 dni na wyklad habilitacyjny w Krakowie w
        ramach "swieta naukowego" jak ktos poprzednio sie nieopatrznie pochwalil... to
        ta nauka juz nie jest "polska". A dzielenie PKB po rowno dla gorszych i
        lepszych, wszystkich tytulowatych na podstawie tak wlasnie osiagnietych
        tytulow, to jest wlasnie to z czym walcze.

        ) Wniosek z tego wszystkiego jest taki ze nalezy ludzi ktorzy maja ochote na
        ) robienie nauki na najwyzszym poziomie ZACHECAC do wyjazdu zagranice. Niech
        GLUPIS! przepraszam. Ale nei da sie tgo okreslic inaczej. Oczywiecie masz
        racje w szczegolnych przypadkach wymionych powyzej. Ale wyglaszanie takich
        racji w ogolnym kontkscie jest glupota. CZy zaproponujesz jeszcze zeby ostani
        zgalsili swiatlo? Nie chcialbym abys zostal polskiem ministrem nauki. NA to
        stanowisko na pewno sie nie nadajesz!


        ) sobie podzialaja w warunkach najwyzszej konkurencji. Jezeli takich ludzi
        ) bedzie duzo to gdy zostanie dokonana pelna reforma bedzie mozna sposrod nich
        ) wybrac i zaprosic troche do uczelni elitarnych w Polsce na elitarnych
        ) warunkach.
        JAkich elitarnych warunkach? W obecmym systemi te elitarne warunki sa jedynie
        gewarancja naukowej emerytury! Co prawda malo tych pieniedzy ale za to pewne -
        TYPOWA EMERYTURA. Zabijajaca chec dalszej konkurencji i dzialania! A poza tym
        jesli juz taki ktos wroci na polskie stanowisko to nie wyrzuci starego
        profesora ktory mu podpisal i zalatwil podanie o haibilitacje, moze nawet i o
        profesure. No przeciez honor ma i TAKIEJ swini nie podlozy. NA tym, polega
        mafia!. TAK SIE TWORZA UKLADY I UKLADZIKI. JAK POCALUJESZ PIERSCIEN TAKIEGO
        OJCA CHRZESTNEGO RAZ TO POTEM CI TO PRZYPOMNA.
        Moj wniosek: NAlezy ograniczyc zakres ustaw ktore takie sytuacji stymuluja.


        ) Model masowych wyjazdow po nauke sprawdzil sie na dluga mete w wielu krajach.
        ) Z Korei, Tajwanu, Indii, Singapuru, Hongkongu i Chin nie tylko ludzie teraz
        ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach amerykanskich
        80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi NA pewno wroca do chin,
        ha, ha, ha!

        ) masowo wyjezdzaja, co nieco juz tez wraca w miare jak zaczynaja pojawiac sie
        ) atrakcyjne oferty. W ten sposob tworzy sie doplyw ludzi spoza ukladow.
        Jakie _atrakcyjne_ oferty moga sie w Polsce pokazac dla ludzi nie upapranych w
        lokalne ukladziki? Pozycja adiunkta?


        ) Tymczasem w Polsce przewaza biadolenie i roszczenia ze wszystko panstwo
        powinno
        ) dac na miejscu. Pachnie to proba naciagania biednych podatnikow.
        Przepraszam ale tym mi pachnie dokladnie twoj list. POza narzekaniem i
        wymienieniem powodow dla ktorych w Polsce nic nie mozna (wybacz ale namowy
        wyjazdu za granice popartej pustoslowna propozycja lukratywnych powrotow w
        przyszlosci nie zalicze!). Zgodnie z twoim podejsciem do sprawy, budzetu nie
        nalezy zwiekszac, nadmiarowych kosztownych badaczy nalezy przymusem wyslac za
        granice i z zalozynymi rekami czekac az bedzie kolejny cud nad Wisla. Tym razem
        w krakoweie. No to jeszce tylko musimy glebko wierzyc ze matka boska z nami!
        HA, ha, ha!



        ) Tak samo gadanie o drenazu mozgow. Nie ma zadnego drenazu, jest problem z
        ) zagospodarowaniem nieprzebranej masy mozgowej. Zamiast biadolic i wyciagac
        Tylko w europie nie ma problemu z tym zagospodarowaniem... W Polsce
        szczegolnie. A dreanaz mozgow to oczywiscie wymysl komunistow. Ci komunisci
        opanowali prase wszystkich krajow europejskich, Zartuje? TAk! ale przyznasz ze
        nie ja zaczalem! ;-)


        ) lapy po kase podatnikow niech ludzie sprobuja powalczyc w swiatowej
        ) konkurencji. Nauka jest luksusem wiec
        • dyplomata Narosla na naukowej mozgownicy 26.01.04, 18:41
          Gość portalu: JZ napisał(a):


          >> ) Ivy League bo po prostu poziom rozwoju spolecznego
          > ) i ekonomicznego jest nie taki.
          > POlodniowa korea? tajwan? to milaly poziom? A od kogo kupujesz komputery i
          > najnowoczesniejsze karty graficzne?

          No wiec te kraje zaczely rozwoj juz dawno temu - poprzez niezywkle silna
          konkurenycjnosc w nauce i masowe ksztalcenie zagranica. W tych krajach
          miejscowe tytuly sie nie licza, licza sie tytuly z Ivy.

          > Prawdziwy badacz antropolog pojedzie badac jakies zatechle plemiona w
          >Amozonii i bedzie przez pol roku zywil sie zabami. Prawdziwy fizyk, ajk czyje
          >ze to tuz, tuz, to siedzi po 16 godzin przy cyklotronie. Pradziwy naukowiec
          >ma gleboko w.... smak wody! BYLEBY MIAL SZANSE. A zlej tanecznicy i rabek u
          >spodnicy!

          Haha, to jest potwierdzenie paranoi. Badacz pewnie ze se pojedzie do Amazonii
          albo pocyka na cyklotronie. Ale niech nie wyciaga LAPY DO BIEDNEGO PODATNIKA,
          podatnik woli miec najpierw dobra wode i drogi a nie cyklotrony!

          > ) Kompletna reforma nauki w Polsce wymagalaby
          > O, o, o!!!
          > ) sporej prywatyzacji, czyli odplatnosci za studia,
          > w trakcie!
          > ) utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych
          > TAke sa, poki co praktycznie wylacznie panstwowe, ale to nie sa rzeczy

          Co??? Toz to jakis absurd i paranoja. Gdzie sa w Polsce uczelnie elitarne?

          > ) zwiazania duzej czesci nauki z postepem ekonomii czyli rozwojem
          technologii.
          > uproszczenie polskiego systemu tytulow naukowych a najbardzij ograniczenie
          > zestawu budzetowych zobowiazan z nich wynikajacych - tak posrednich jak i
          > bezposrednich. Czy teraz jasne?

          Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy
          ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac
          gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu
          bedzie ubiegac sie kupa chetnych.
          > Widzisz, w biologi molekularnej mozna sie zajmowac teoria, Oczywiscie mozna
          > wspolpracowac z praktykami. Ale jesli "wspolpraca" polega na siedzeniu przez
          ᡂ lat za granica i przyjazd na 5 dni na wyklad habilitacyjny w Krakowie w
          > ramach "swieta naukowego" jak ktos poprzednio sie nieopatrznie pochwalil...
          >to ta nauka juz nie jest "polska". A dzielenie PKB po rowno dla gorszych i
          > lepszych, wszystkich tytulowatych na podstawie tak wlasnie osiagnietych
          > tytulow, to jest wlasnie to z czym walcze.

          Polska czy nie, jak kots ma ochote na habilitacje niech to robi.
          > ) Wniosek z tego wszystkiego jest taki ze nalezy ludzi ktorzy maja ochote na
          > ) robienie nauki na najwyzszym poziomie ZACHECAC do wyjazdu zagranice. Niech
          > GLUPIS! przepraszam. Ale nei da sie tgo okreslic inaczej. Oczywiecie masz
          > racje w szczegolnych przypadkach wymionych powyzej. Ale wyglaszanie takich
          > racji w ogolnym kontkscie jest glupota. CZy zaproponujesz jeszcze zeby
          >ostani zgalsili swiatlo? Nie chcialbym abys zostal polskiem ministrem nauki.
          >NA to stanowisko na pewno sie nie nadajesz!

          Nie demagogizuj z tym gaszeniem swiatla. Ludzi jest mrowie. Natomiast jesli
          snia ci sie Koree czy Tajwany to musisz wiedziec ze liderami sa tam ludzie
          wyksztalceni nie we wlasnym grajdole ale zagranica.

          Jezeli sadzisz ze w polskim zasciankowatym grajdolku mozna wyksztalcic
          ludzi zdolnych do konkurencji na poziomie swiatowym to jest to absurd
          totalny.
          > profesure. No przeciez honor ma i TAKIEJ swini nie podlozy. NA tym, polega
          > mafia!. TAK SIE TWORZA UKLADY I UKLADZIKI. JAK POCALUJESZ PIERSCIEN TAKIEGO
          > OJCA CHRZESTNEGO RAZ TO POTEM CI TO PRZYPOMNA.
          > Moj wniosek: NAlezy ograniczyc zakres ustaw ktore takie sytuacji stymuluja.

          Tu chodzi o wlaczenie mechanizmu rynkowego na tyle na ile jest to mozliwe.
          A wiec odplatnosc ksztalcenia, zronicowanie osrodkow tak by wlaczyly o pozycje
          i studentow. Utworzenie paru uczelni elitarnych. A potem to habilitacje stana
          sie zupelnie niepotrzebne, nie?

          Jesli chodzi o posady profesorow to nie zapominaj ze teniurki sa wszedzie,
          to jest jedyna metoda zeby mozna bylo ludzi na dluga mete zatrzymac w nauce.

          > ) Model masowych wyjazdow po nauke sprawdzil sie na dluga mete w wielu
          >krajach.
          > ) Z Korei, Tajwanu, Indii, Singapuru, Hongkongu i Chin nie tylko ludzie teraz
          > ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach
          >amerykanskich 80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi NA
          >pewno wroca do chin, ha, ha, ha!

          Zalosny smiech. Poprzez otwarcie lokalnych grajdolow kraje te przebijaja
          sie do swiatowej czolowki. Ci najlepsi co nie wroca w grajdole by sie
          marnowali, a zreszta nie wiadomo czy nie wroca. Wielu juz teraz wraca.
          W ogole problem nie jest w tym: otwarcie na swiat powoduje przezwyciezenie
          skostnienia i wzrost konkurencyjnosci.

          > ) masowo wyjezdzaja co nieco juz tez wraca w miare jak zaczynaja pojawiac
          >sie ) atrakcyjne oferty. W ten sposob tworzy sie doplyw ludzi spoza ukladow.
          > Jakie _atrakcyjne_ oferty moga sie w Polsce pokazac dla ludzi nie
          >upapranych w lokalne ukladziki? Pozycja adiunkta?

          W obecnym ukladzie nic! Dlatego zniesienie habilitacji spowodowaloby jeszcze
          wieksza degrengolade. Trzeba urynkowic uklad a wtedy habilitacje beda
          niepotrzebne.

          > Przepraszam ale tym mi pachnie dokladnie twoj list. POza narzekaniem i
          > wymienieniem powodow dla ktorych w Polsce nic nie mozna (wybacz ale namowy
          > wyjazdu za granice popartej pustoslowna propozycja lukratywnych powrotow w
          > przyszlosci nie zalicze!). Zgodnie z twoim podejsciem do sprawy, budzetu nie
          > nalezy zwiekszac, nadmiarowych kosztownych badaczy nalezy przymusem wyslac
          >za granice i z zalozynymi rekami czekac az bedzie kolejny cud nad Wisla. Tym
          >razem w krakoweie.

          W twoim mysleniu wystarczy zniesc habilitacje i wyciagnac wiecej kasy od
          podatnikow i juz bedzie fajnie.

          Dopoki sie nie zrozumie ze na daleka mete postep bedzie mozliwy tylko jesli
          w koncu ludzie wyksztalceni zagranica beda mieli pelny dostep do nauki w Polsce
          grajdol bedzie sie dalej powielal.
          • Gość: JZ Re: Narosla na naukowej mozgownicy IP: 146.21.1.* 26.01.04, 20:49
            dyplomata napisał:
            > Gość portalu: JZ napisał(a):
            > > POlodniowa korea? tajwan? to milaly poziom? A od kogo kupujesz komputery
            > No wiec te kraje zaczely rozwoj juz dawno temu - poprzez niezywkle silna
            > konkurenycjnosc w nauce i masowe ksztalcenie zagranica. W tych krajach
            > miejscowe tytuly sie nie licza, licza sie tytuly z Ivy.
            No moze by wlasnie w tym kierunku popchnac polska nauke. wyksztalconych za
            granica jest niewielu, ale przynajmniej moga oni byc szczupakami w stawie.

            > podatnik woli miec najpierw dobra wode i drogi a nie cyklotrony!
            Tak i nie, po wojnie ludzie od ust odejmowali sobie a dawali na cegileki na
            odbudowe warszawy. A tak naprawde to mowimy nie o cyklotronie ale czasem o
            podstawowym komputerze...

            > > ) utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych
            > > TAke sa, poki co praktycznie wylacznie panstwowe, ale to nie sa rzeczy
            > Co??? Toz to jakis absurd i paranoja. Gdzie sa w Polsce uczelnie elitarne?
            Na kierunki dzienne UJ, UW czy Politechnik warszawskiej i wroclawskiej dostaja
            sie obecnie tylko najlepsi. Oczywiscie nie jest to elitarnosc w sensie Oksfordu
            ale w sensie Harwardu juz tak. Dokladnie tak samo jak Harvard vs uniwersytety
            stanowe.

            > Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy
            > ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac
            > gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu
            > bedzie ubiegac sie kupa chetnych.
            1) przesadzasz nieco z tym "natychmiast", ale po czesci ten system tak dziala.
            2) O TO WLASNIE CHODZI!!! NO OTO WLASNIE CHODZI!


            > Polska czy nie, jak ktos ma ochote na habilitacje niech to robi.
            Hmmm, ja paru habilitowanych tez znam - zaden nie przechodzil przez
            habilitacje na zasadzie "mania ochoty" lecz wszyscy "musieli". Wszyscy
            narzekali na bezsensownosc i stres. Ale po zrobieniu zadowoleni ze hej! Dziwne,
            no nie?

            > Nie demagogizuj z tym gaszeniem swiatla. Ludzi jest mrowie. Natomiast jesli
            Nie, wyksztalconych i zdolnych ludzi jest malo. W POlsce ich liczba zmniejsza
            sie w zastraszajacym tempie.

            > snia ci sie Koree czy Tajwany to musisz wiedziec ze liderami sa tam ludzie
            > wyksztalceni nie we wlasnym grajdole ale zagranica.
            No wlasnie, a w POlsce liderami tacy nie beda bo musza przejsc przez
            ukladziki, a jak przejda to sie orientuja ze to synekurka wiec i po co maja sie
            starac.

            > Jezeli sadzisz ze w polskim zasciankowatym grajdolku mozna wyksztalcic
            > ludzi zdolnych do konkurencji na poziomie swiatowym to jest to absurd
            Tutaj przeczysz podstawowym faktom jakim jest popularnosc polskich naukowcow
            za granica. Pod warunkiem ze mamy zachete i opieke po przekroczeniu Odry
            stajemy sie nagle jednymi z bardziej cenionych specjalistow, zreszta zbieraczy
            truskawek i sprataczek tez. Taka magiczna przemiana po przekroczeniu granicy. A
            ja sie pytam DLACZEGO! Biorac pod uwage koszty pobytu na obczyznie wychodzi ze
            nie tylko o pieniadze chodzi.

            > Tu chodzi o wlaczenie mechanizmu rynkowego na tyle na ile jest to mozliwe.
            > A wiec odplatnosc ksztalcenia, zronicowanie osrodkow tak by wlaczyly o pozycje
            > i studentow. Utworzenie paru uczelni elitarnych. A potem to habilitacje stana
            > sie zupelnie niepotrzebne, nie?
            Owszem, tyle tylko z epowzsze procesy sa bardzo dlugotrwale. Zreszta nie saze
            zeby wniosek o wynikajacym z tego zanikniecu potrzeby habilitowania i
            profesorzenia byl sluszny. vide Niemcy z elitarnym Heidelbergiem i habilitacje
            maja. Tylko ze pieniedze tez maja, wiec tak naprawde dla nich lepiej ze polscy
            doktorzy rodowitym profesorom Niemcom nie odbieraja chleba. A czy dla nas jest
            to lepsze to watpie.

            > Jesli chodzi o posady profesorow to nie zapominaj ze teniurki sa wszedzie,
            > to jest jedyna metoda zeby mozna bylo ludzi na dluga mete zatrzymac w nauce.
            Tylko ze niestety nauki w Polsce nie ma... Tenurki sa dla tych ktorych na
            zachodzie natychmist kupilby przemysl. A polsce przemyslu ani chetnych do
            kupowania nie ma, wiec nie wiem dlaczego mmay za taki zbytek placic. Zresza z
            tenurami tez maja i na zachodzie klopoty.

            > > ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach
            > >amerykanskich 80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi NA
            > >pewno wroca do chin, ha, ha, ha!
            > Zalosny smiech. Poprzez otwarcie lokalnych grajdolow kraje te przebijaja
            > sie do swiatowej czolowki. Ci najlepsi co nie wroca w grajdole by sie
            > marnowali, a zreszta nie wiadomo czy nie wroca. Wielu juz teraz wraca.
            > W ogole problem nie jest w tym: otwarcie na swiat powoduje przezwyciezenie
            > skostnienia i wzrost konkurencyjnosci.
            Do chin? Wielu wraca? Ja takich przypadkow nie znam. Znam przypadki ze troche
            mniej niz zdolne chinki wychodzily za maz zeby sie przed takowa koniecznoscia
            uchronic. Zreszta caly czas mowie o otwarciu lokalnego grajdolu jakim jest
            nauka polska, lokalnego w szczegolnosci z powodu zasciankowych tytulow
            naukowych.

            > > Jakie _atrakcyjne_ oferty moga sie w Polsce pokazac dla ludzi nie
            > >upapranych w lokalne ukladziki? Pozycja adiunkta?
            > W obecnym ukladzie nic! Dlatego zniesienie habilitacji spowodowaloby jeszcze
            > wieksza degrengolade. Trzeba urynkowic uklad a wtedy habilitacje beda
            > niepotrzebne.
            Czyli NIC! zadnej zachety dla powrotu. No to nareszcie sie zgadzmay.
            Powtarzasz ze habilitacje magicznie stana sie niepotrzebne. Nie wierze. A poza
            tym po co sa potrzebne teraz? Zeby doczekac emerytury?

            > W twoim mysleniu wystarczy zniesc habilitacje i wyciagnac wiecej kasy od
            > podatnikow i juz bedzie fajnie.
            Nie! 1) zniesc dodatkowe uprawnienia habilitowanych i porfesorow 2) nigdy ale
            to przenigdy nie sugerowalem zeby brac wiecej kasy z budzetu, wrecz przeciwnie
            sugerowalem ze ejst to niecelowe i raczej nie realizowalne.

            > Dopoki sie nie zrozumie ze na daleka mete postep bedzie mozliwy tylko jesli
            > w koncu ludzie wyksztalceni zagranica beda mieli pelny dostep do nauki w
            Polsce
            > grajdol bedzie sie dalej powielal.
            Rozumiem ze "nauka" to praca naukowa. i w tej sytucaji nie rozumiem dlaczego
            obstajesz przy habilitacjach, ktore takowy dostep hamuja (np poprzez brak
            zachety w postaci lepszych posad niz posada adiunkta, j/w). Grajdol
            zabezpieczony hermetycznymi struktorami tytularnymi bedzie sie dalej powielal.
            Ukroceneie tytulomanii nie jest lekiem na wszystko ale praktycznie nic nie
            kosztuje a moze przewietrzyc warunki panujace w polskiej nauce.

            JZ
            • dyplomata Podejrzane demagogie habilitacyjne 27.01.04, 09:17
              Gość portalu: JZ napisał(a):

              ) ) W tych krajach miejscowe tytuly sie nie licza, licza sie tytuly z Ivy.
              ) No moze by wlasnie w tym kierunku popchnac polska nauke. wyksztalconych za
              ) granica jest niewielu, ale przynajmniej moga oni byc szczupakami w stawie.

              Chodzi tu o stworzenie rynku otwartego. Na takim rynku beda sie liczyly
              referencje ale nie (tylko) z krajowego grajdola.

              ) ) podatnik woli miec najpierw dobra wode i drogi a nie cyklotrony!
              ) Tak i nie, po wojnie ludzie od ust odejmowali sobie a dawali na cegileki na
              ) odbudowe warszawy. A tak naprawde to mowimy nie o cyklotronie ale czasem o
              ) podstawowym komputerze...

              Daj spokoj z ta mantra 'po wojnie'. Biedny podatnik ma prawo decydowac na
              co wydawac kase. Nauka to luksus. Cyklotrony stojace obok chat krytych
              strzecha to absurd i model radzianski. Tam z blachy ze spadajacych zbiornikow
              rakiet kosmicznych lecacych na stacje kosmiczne ludzie robia se dachy na
              ziemiankach bo to dobra nierdzewna blacha i spada darmowo z nieba choc
              trujaca. To ma byc model spoleczenstwa?

              ) ) Co??? Toz to jakis absurd i paranoja. Gdzie sa w Polsce uczelnie elitarne?
              ) Na kierunki dzienne UJ, UW czy Politechnik warszawskiej i wroclawskiej
              )dostaja sie obecnie tylko najlepsi. Oczywiscie nie jest to elitarnosc w
              )sensie Oksfordu ale w sensie Harwardu juz tak. Dokladnie tak samo jak Harvard
              )vs uniwersytety stanowe.

              Haha, elitarne musi byc w skali swiatowej a nie zasciankowej. Jakies tam
              uniwerki czy polibudy to sa elitarne w skali polskiego grajdola. Z punktu
              widzenia Harvardu sa to grajdolki.

              ) ) Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy
              ) ) ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac
              ) ) gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu
              ) ) bedzie ubiegac sie kupa chetnych.
              ) 1) przesadzasz nieco z tym "natychmiast", ale po czesci ten system tak
              ) dziala.

              Gdzie?

              ) 2) O TO WLASNIE CHODZI!!! NO OTO WLASNIE CHODZI!

              NO WLASNIE. Tylko czy to nastapi jak sie zniesie habilitacje???

              ) ) Polska czy nie, jak ktos ma ochote na habilitacje niech to robi.
              ) Hmmm, ja paru habilitowanych tez znam - zaden nie przechodzil przez
              ) habilitacje na zasadzie "mania ochoty" lecz wszyscy "musieli". Wszyscy
              ) narzekali na bezsensownosc i stres. Ale po zrobieniu zadowoleni ze hej!
              ) Dziwne, no nie?

              Alez jest oczywiste ze habilitacja to absurd. Tylko zniesienie jej bez
              zmiany innych elementow systemu to bedzie jeszcze wiekszy kociol.

              Trzeba wiec doprowadzic do sytuacji w ktorej rynek naukowy bedzie kreowal
              zapotrzebowanie na ludzi a habilitacja bedzie bez znaczenia.

              ) ) Nie demagogizuj z tym gaszeniem swiatla. Ludzi jest mrowie. Natomiast jesl
              ) Nie, wyksztalconych i zdolnych ludzi jest malo. W POlsce ich liczba
              )zmniejsza sie w zastraszajacym tempie.
              ) ) snia ci sie Koree czy Tajwany to musisz wiedziec ze liderami sa tam ludzie
              ) ) wyksztalceni nie we wlasnym grajdole ale zagranica.
              ) No wlasnie, a w POlsce liderami tacy nie beda bo musza przejsc przez
              ) ukladziki, a jak przejda to sie orientuja ze to synekurka wiec i po co maja
              ) sie starac.

              No wiec chodzi o calosciowe wywrocenie systemu a nie jakies tam znoszenie
              habilitacji.

              ) ) Jezeli sadzisz ze w polskim zasciankowatym grajdolku mozna wyksztalcic
              ) ) ludzi zdolnych do konkurencji na poziomie swiatowym to jest to absurd
              ) Tutaj przeczysz podstawowym faktom jakim jest popularnosc polskich
              )naukowcow za granica.

              No i tu masz nieco pomylone pojecia. Owszem ludzi dzialajacych mozgami
              jest sporo bo mozgi sa przecietnie wszedzie takie same. Ale prawdziwych
              liderow i gigantow nie ma. Dlaczego? Bo to sa skutki ksztalcenia w polskim
              grajdolku.

              ) Owszem, tyle tylko z epowzsze procesy sa bardzo dlugotrwale. Zreszta nie
              )saze zeby wniosek o wynikajacym z tego zanikniecu potrzeby habilitowania i
              ) profesorzenia byl sluszny. vide Niemcy z elitarnym Heidelbergiem i
              )habilitacje
              ) maja. Tylko ze pieniedze tez maja, wiec tak naprawde dla nich lepiej ze
              )polscy
              ) doktorzy rodowitym profesorom Niemcom nie odbieraja chleba. A czy dla nas
              )jest to lepsze to watpie.

              Niemcy maja podobne problemy z ukladami i grajdolstwem jak Polska. I tez
              mysla o likwidacji habilitacji. Ale dopoki nie ma rynku naukowego jest
              to bzdura.

              ) ) Jesli chodzi o posady profesorow to nie zapominaj ze teniurki sa wszedzie,
              ) ) to jest jedyna metoda zeby mozna bylo ludzi na dluga mete zatrzymac w nauc
              ) e.
              ) Tylko ze niestety nauki w Polsce nie ma... Tenurki sa dla tych ktorych na
              ) zachodzie natychmist kupilby przemysl. A polsce przemyslu ani chetnych do
              ) kupowania nie ma, wiec nie wiem dlaczego mmay za taki zbytek placic. Zresza
              )z tenurami tez maja i na zachodzie klopoty.

              Zgadza sie. Wobec tego w sytuacji polskiej hasla typu 'zniesc habilitacje'
              sa tym bardziej podejrzane. Owszem zniesc ale wprowadzic mase nowych elementow
              systemowych.

              ) ) ) ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach
              ) ) )amerykanskich 80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi
              ) NA
              ) ) )pewno wroca do chin, ha, ha, ha!
              ) ) Zalosny smiech. Poprzez otwarcie lokalnych grajdolow kraje te przebijaja
              ) ) sie do swiatowej czolowki. Ci najlepsi co nie wroca w grajdole by sie
              ) ) marnowali, a zreszta nie wiadomo czy nie wroca. Wielu juz teraz wraca.
              ) ) W ogole problem nie jest w tym: otwarcie na swiat powoduje przezwyciezenie
              ) ) skostnienia i wzrost konkurencyjnosci.
              ) Do chin? Wielu wraca? Ja takich przypadkow nie znam. Znam przypadki ze
              ) troche mniej niz zdolne chinki wychodzily za maz zeby sie przed takowa
              ) koniecznoscia uchronic.

              Nie znasz sytuacji. Proces powrotow jest calkiem obfity na Tajwanie i w Korei
              a Indii i Chin si juz zaczal.

              )Zreszta caly czas mowie o otwarciu lokalnego grajdolu jakim jest
              ) nauka polska, lokalnego w szczegolnosci z powodu zasciankowych tytulow
              ) naukowych.

              I tu jest nieporozumienie: zasciankowy jest caly system a tytuly to niewielki
              przyszcz. Koncentrowanie sie na tytulach to albo patrzenie z pozycji mrowki
              albo podjerzanie demagogiczne haslo.

              ) Czyli NIC! zadnej zachety dla powrotu. No to nareszcie sie zgadzmay.
              ) Powtarzasz ze habilitacje magicznie stana sie niepotrzebne. Nie wierze. A
              )poza tym po co sa potrzebne teraz? Zeby doczekac emerytury?

              W obecnym systemie nie ma rynku naukowego, zastepuje go cos w rodzaju
              biurokratycznej kontroli i nadzoru. W postaci m.in. habilitacji i nadawania
              tytulow.

              Samo zniesienie habilitacji i tytulow bez rynku spowodowaloby dalsza
              degneracje.


              ) ) W twoim mysleniu wystarczy zniesc habilitacje i wyciagnac wiecej kasy od
              ) ) podatnikow i juz bedzie fajnie.
              ) Nie! 1) zniesc dodatkowe uprawnienia habilitowanych i porfesorow 2) nigdy
              )ale to przenigdy nie sugerowalem zeby brac wiecej kasy z budzetu, wrecz
              )przeciwnie sugerowalem ze ejst to niecelowe i raczej nie realizowalne.

              ) ) Dopoki sie nie zrozumie ze na daleka mete postep bedzie mozliwy tylko jesl
              ) i w koncu ludzie wyksztalceni zagranica beda mieli pelny dostep do nauki w
              ) Polsce grajdol bedzie sie dalej powielal.
              ) Rozumiem ze "nauka" to praca naukowa. i w tej sytucaji nie rozumiem
              )dlaczego obstajesz przy habilitacjach, ktore takowy dostep hamuja (np poprzez
              )brak zachety w postaci lepszych posad niz posada adiunkta, j/w). Grajdol
              ) zabezpieczony hermetycznymi struktorami tytularnymi bedzie sie dalej
              )powielal. Ukroceneie tytulomanii nie jest lekiem na wszystko ale praktycznie
              )nic nie kosztuje a moze przewietrzyc warunki panujace w polskiej nauce.

              Tu nie ma mowy o obstawaniu przy habilitacjach!!! Habilitacje i tytulomanie
              trzeba zlikwidowac ale przy jednoczesnej likwidacji calego grajdola. Jezeli
              grajdol by pozostal to mozna sobie latwo wyobrazic kompletna degenracje
              nauki bo zaczelaby przenikac zupelna holota i szumowiny.

              Postulowanie zniesienia habilitacji i tyt
              • Gość: JZ rozmowa ze sciana... IP: 146.21.1.* 27.01.04, 11:14
                dyplomata napisał:
                ) Gość portalu: JZ napisał(a):
                ) ) granica jest niewielu, ale przynajmniej moga oni byc szczupakami w stawie.
                ) Chodzi tu o stworzenie rynku otwartego. Na takim rynku beda sie liczyly
                ) referencje ale nie (tylko) z krajowego grajdola.
                No wlasnie, zniesmy lokalno-grajdolowate habilitacje i profesury!

                ) Daj spokoj z ta mantra 'po wojnie'. Biedny podatnik ma prawo decydowac na
                ) co wydawac kase. Nauka to luksus. Cyklotrony stojace obok chat krytych
                ) strzecha to absurd i model radzianski. Tam z blachy ze spadajacych zbiornikow
                ) rakiet kosmicznych lecacych na stacje kosmiczne ludzie robia se dachy na
                ) ziemiankach bo to dobra nierdzewna blacha i spada darmowo z nieba choc
                ) trujaca. To ma byc model spoleczenstwa?
                A w USA to slumsow nie ma? CZy znasz jakies idealne modele spoleczenstwa? W
                utopii?

                ) Haha, elitarne musi byc w skali swiatowej a nie zasciankowej. Jakies tam
                ) uniwerki czy polibudy to sa elitarne w skali polskiego grajdola. Z punktu
                ) widzenia Harvardu sa to grajdolki.
                POziom absolwentow polskich studiow dziennych jest elitarny swiatowo. Zobacz
                jakie firmy organizuja festyny pracy i walcza o ich dusze. Mckinsey, Accentura,
                HP - to sa swiatowe firmy placace na swiatowym poziomie.

                ) ) ) Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy
                ) ) ) ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac
                ) ) ) gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu
                ) ) ) bedzie ubiegac sie kupa chetnych.
                ) ) 1) przesadzasz nieco z tym "natychmiast", ale po czesci ten system tak
                ) ) dziala.
                ) Gdzie?
                Wszedzie USA, Anglia, Niemcy, Szwecja, i wiele innych miejsc na konferencjach.
                Zawsze jest pytanie skad Pani jest, a zarzaz potem gdzie zrobiony doktorat i z
                kim. Ludzie sie znaja. Jesli dasz CV to poprosza o referencje - czyli nazwiska
                poprzednich szefow i wpolpracownickow. A gdzie ty byles w tym czasie? w polskim
                grajdolu z czapka naciagnieta na oczy i uszy?

                ) ) 2) O TO WLASNIE CHODZI!!! NO OTO WLASNIE CHODZI!
                ) NO WLASNIE. Tylko czy to nastapi jak sie zniesie habilitacje???
                ALE PRZECIEZ to byl TWOJ WLASNY wniosek. wiec co sie teraz glupio pytasz!

                ) Alez jest oczywiste ze habilitacja to absurd. Tylko zniesienie jej bez
                ) zmiany innych elementow systemu to bedzie jeszcze wiekszy kociol.
                Dziekuje! za przyznanie racji co do sensu habilitacji. To teraz zauwaz ze ja
                nie mowie wylacznie o zniesieniu haobilitacji, mowie o ograniczeniu naleznosci
                tytularnych tak hailitacji jak i profesur. problem rozwiaze sie sam. Aczkolwiek
                bedzie to trwac dluzej.... A poza tym poza narzekaniem nic nie proponujesz,
                masz inne pomysly? czy tylko chcesz wiecej forsy?

                ) Trzeba wiec doprowadzic do sytuacji w ktorej rynek naukowy bedzie kreowal
                ) zapotrzebowanie na ludzi a habilitacja bedzie bez znaczenia.
                Jak? Obecnie uczelnie, nawet prywatne, MUSZA zatrudniac habilitowancy bo
                inaczej nie maja prawa wydawac tytulow z okreslonej dziedziny.

                ) No wiec chodzi o calosciowe wywrocenie systemu a nie jakies tam znoszenie
                ) habilitacji.
                HA, ha, ha
                • Gość: JZ zakonczenie i konluzja IP: 146.21.1.* 27.01.04, 11:18
                  Zacznimy od rzeczy prostych i tanich w realizacji. Taka rzecza jest
                  uproszczenie sytemu polskich tytulow i wynikajacych z nich uprawnien na wzor
                  anglosaski.

                  Nauka nie jest RZEMIOSLEM zeby miec tytularne UPRAWNIENIA do nadawania
                  tytulow. tak zamo jak elektryk ma UPRAWNIENIA do zalozenia teblicy rodzielczej.

                  Nauka nie jest czyms na czym mozna nabywac uprawnen KOMBATANCKICH takich jakim
                  jest nasza profesure.

                  Skonczmy z tymi bzdurami! Nie ejst to rozwiazanie na wszystko ale
                  przynajmniej przyczynek do normalnosci.

                  JZ
                • dyplomata kon z klapami na oczach 27.01.04, 19:29
                  Gość portalu: JZ napisał(a):

                  > A w USA to slumsow nie ma? CZy znasz jakies idealne modele spoleczenstwa? W
                  > utopii?

                  No nie porownuj USA do radzianow.

                  > POziom absolwentow polskich studiow dziennych jest elitarny swiatowo.
                  >Zobacz jakie firmy organizuja festyny pracy i walcza o ich dusze. Mckinsey,
                  >Accentura, HP - to sa swiatowe firmy placace na swiatowym poziomie.

                  Ale mowimy o sytuacji na uczelniach a nie o studentach czy mozgach w ogole.
                  W kazdej populacji jest ich statystycznie w miare.
                  Zauwaz przy tym ze ludzie ksztalceni w polskim systemie sa pracobiorcami.
                  Liderow i pracodawcow jest bardzo malo.

                  > ) Gdzie?
                  > Wszedzie USA, Anglia, Niemcy, Szwecja, i wiele innych miejsc na
                  >konferencjach.

                  Czy tym masz klapy na oczach??? Pewnie ze na swiecie ten system dziala
                  wszedzie. Problem dlaczego nie dziala w Polsce?

                  > Zawsze jest pytanie skad Pani jest, a zarzaz potem gdzie zrobiony doktorat i
                  >z kim. Ludzie sie znaja. Jesli dasz CV to poprosza o referencje - czyli
                  >nazwiska poprzednich szefow i wpolpracownickow. A gdzie ty byles w tym
                  >czasie? w polskim grajdolu z czapka naciagnieta na oczy i uszy?

                  Przeciez tu jest mowa o tym dlaczego takiego systemu kompletnie nie ma
                  w Polsce? Dlaczego ludzie nie wlacza o posady w konkursach na ktore
                  zglasza sie kupa chetnych?

                  > ) Alez jest oczywiste ze habilitacja to absurd. Tylko zniesienie jej bez
                  > ) zmiany innych elementow systemu to bedzie jeszcze wiekszy kociol.
                  > Dziekuje! za przyznanie racji co do sensu habilitacji. To teraz zauwaz ze
                  >ja nie mowie wylacznie o zniesieniu haobilitacji, mowie o ograniczeniu
                  >naleznosci
                  > tytularnych tak hailitacji jak i profesur. problem rozwiaze sie sam.

                  To jest perfidna demagogia....

                  >Aczkolwiek bedzie to trwac dluzej.... A poza tym poza narzekaniem nic nie
                  >proponujesz, masz inne pomysly? czy tylko chcesz wiecej forsy?

                  Masz tu odpowiedz:

                  > ) Trzeba wiec doprowadzic do sytuacji w ktorej rynek naukowy bedzie kreowal
                  > ) zapotrzebowanie na ludzi a habilitacja bedzie bez znaczenia.
                  > Jak? Obecnie uczelnie, nawet prywatne, MUSZA zatrudniac habilitowancy bo
                  > inaczej nie maja prawa wydawac tytulow z okreslonej dziedziny.

                  Jasne. Ale samo zniesienie habilitacji nie zmieni NIC, NIC!!! Wrecz przeciwnie
                  doprowadzi do sytuacji w ktorej na uczelnie trafi kompletna szumowina.

                  Wiec pierwszy krok to nie jest zniesienie habilitacji. Pierwszy krok to
                  >wprowadzenie odplatnosci za studia i to w wymiarze ustalanym przez uczelnie.

                  > ) Samo zniesienie habilitacji i tytulow bez rynku spowodowaloby dalsza
                  > ) degneracje.
                  > podaj mechanizm takowej degeneracji, podaj jak stworzyc ten rynek w naszym
                  > ututulowanycm kraju? przestan opowiadac ogolniki, zacznij

                  Przy braku mechanizmu rynkowego na uczelnie trafi holota. Przeciez posadki to
                  fuchy, nie?

                  Mechanizm rynkowy musi sie zaczac od odplatnosci za nauke. Nastepnie musza
                  zostac utworzone uczelnie elitarne, kilka sztuk. Nastepnie musza zostac
                  utworzone stanowiska profesorow badawczych finansowanych centralnie na okres
                  kilku lat (kilkanascie osob na kraj), osob majacych osiganiecia na poziomie
                  swiatowym. I tak dalej. Mechanizm rynkowy stwarza sie poprzez kreacje warunkow
                  wysokiej konkurencji.

                  I na koniec najwieksza rewelacja: najlepszym studentom i absolwentom utworzyc
                  stypendia na studia w najlepszych uczelniach na swiecie.

                  Tu rozlegnie sie krzyk: jak to przeciez wezma stypendia i nie wroca?
                  Pewnie, ze na poczatku ludzie nie beda wracali ale jezeli system bedzie sie
                  zmienial to niektorzy beda. Tak rozwijaly sie Japonia, Korea, Tajwan, teraz
                  Chiny (apropos Chin, sprawdz Tsinghua University...)
                • pawelekok1 Re: rozmowa ze sciana... 09.07.04, 22:06
                  Wybaczcie Panowie.

                  Wasza dyskusja szczerze mnie ubawiła i pozwólcie, że się wtrące w tym właśnie
                  miejscu, gdzie dajecie jej podsumowanie. Rozśmieszyło mnie to, że w sumie
                  dyskutujecie o tym samym, na rzeczywistość w światku naszej nauki macie te same
                  poglądy, a zacietrzewliście się straszliwie.
                  Bo gdyby podsumować rzeczy "obiektywne" z tej dyskusji, w rozumieniu oceny jej
                  stanu aktualnego, to zgadzacie się dokładnie (każdy z Was, jeśli nie potwierdza
                  poglądom polemisty, to przynajmniej im nie zaprzecza, czyli się z nimi zgadza).
                  Nawzajem oskarżacie sie o brak konstruktywnych propozycji, ale gdyby wycisnąć
                  wodę, to okazuje się, że jeden chce uprościć system "tytułomanii" (wybaczcie
                  profanowi, że nie przyszlo mi do głowy lepsze określenie, doskonale rozumiem,
                  że w tym wypadku nie chodzi o rzecz zupełnie pustą, ale m.in. odebranie
                  określonych przywilejów), a drugi temu nie zaprzecza, ale chce "zgasić światło"
                  i wysłać wszystkich absolwentów za granicę, bo niczego pozytywnego nie da się
                  zrobić w tym polskim grajdole (a przynajmniej uprawiać nauki na poziomie, czyli
                  tworzyć rzeczy wnoszące do niej istotny wkład). Co ciekawe jego polemista w
                  sumie też temu nie zaprzecza, tzn. temu, że u nas "na poziomie" naukę uprawiać
                  co najmniej trudno.

                  Panowie, może uzgodnicie consensus? Patrząc z boku trudno dojść o co sie tak
                  zaciekle kłócicie. Jak się zresztą to czyta, to nie sposób obydwum przyznać
                  racji, przynajmniej w znacznym zakresie.

                  Podstawowy powód tego, że nauki na Nobla w dziedzinach wymagających ogromnych
                  nakładów prędko u nas nie będzie, jest oczywisty. Nie stać nas na to. To, że
                  szkoda co zdolniejszej młodzieży i najlepszym dla nich wyjściem będzie
                  emigracja, jeśli tylko będą dalej się rozwijać w obranym przez siebie kierunku,
                  a nie będą się u nas marnować, też jest oczywiste. I oczywiste jest też, że
                  nawet największym "patriotom" z nich nieprędko stworzone będą w Polsce warunki,
                  gdzie ich powrót miałby sens. Pomijam tu czysto ludzką kwestię godziwego
                  wynagrodzenia.

                  Odnośnie omawianych tu propozycji reform, konkretna wydaje się tylko jedna -
                  innych nie było, jeśli pominiemy mało konkretne gdybanie - uproszczenie
                  systemu "tytułomanii" (znowu to zastępcze określenie) i wynikające z tego
                  bezpośrednie konsekwencje. Zgadzam się z nią i popieram przynajmniej z jednego
                  względu, który jest moim zdaniem najważniejszy. Po prostu przewietrzy ona
                  istniejące układy, a argumenty, że jest to groźba nowych przekrętów, są
                  nieprzekonywujące. Owszem, groźba taka istnieje, ale jeśli tylko z tego powodu
                  mielibyśmy konserwować to co dziś jest złe .... to wtedy najlepiej nic już nie
                  robić, tylko położyć się i umrzeć.
                  Oby tylko nie wyszło z tym tak jak z "reformą" służby zdrowia, gdzie
                  dzięki "twórczemu" pomysłowi wprowadzenia Kas Chorych zabito ją przed
                  narodzeniem.
                  P.S. kwestię zmiany zasad podziału kasy czyli np. przydzielania grantów
                  traktuję jako konsekwencje jednej reformy upraszczającej zasady zarówno
                  awansów, tytułów itd., jak i ich oceny, oraz oceny zasad przydzielania grantów
                  i dzielenia innymi nakładami.

                  Jestem "profanem", w przeciwieństwie do, jeśli nie wszystkich, to zdecydowanej
                  większości zabierających głos w tej dyskusji, nie jestam naukowcem, ani nawet
                  naukawcem. Przygodę z "uprawianiem nauki" zakończyłem dawno temu na poziomie
                  obrony dyplomu magisterskiego. Ale, wysnułem z niej (znaczy się tej dyskusji)
                  taki wniosek, że skoro jest tak źle z uprawianiem nauki "badawczej", to może
                  tym bardziej warto położyć nacisk na poprawę dydaktyki na naszych uczelniach?
                  Poprawę i średniego i "wyższego" poziomu ich absolwentów. Nawet, gdybyśmy
                  tymczasowo wzbogacali najlepszymi z nich inne kraje. Kolejny "temat rzeka",
                  może warto go zainicjować jako kolejny wątek.

                  Pozdrawiam
                  Paweł
                  Wybaczcie, że nie przedstawiam się nazwiskiem, ale "nic ono Państwu nie powie",
                  a poza tym obawiam się trochę śmieszności. Anonimowo jednak łatwiej.
    • Gość: Adiunkt Na układy nie ma rady IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 26.01.04, 14:31
      Jednym z wątków gorąco dyskutowanym
      na forum jest rzekoma szkodliwość habilitacji.
      Otóż sądzę, że to mit, iż zniesienie hablilitacji
      przyczyni się do uzdrowienia sytuacji w Polskiej nauce.
      Wręcz przeciwnie. Nie ma co liczyć na jakieś
      inne zdrowe kryteria.
      Obawiam się, że gdyby zabrakło wymogu habilitacji
      pozostałaby tylko uznaniowość i układy towarzyskie.
      Znam przypadki ludzi, którzy nie mają
      na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja
      pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję.
      Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony.
      Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic.
      Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować.
      Ludzie, którzy mają w nauce coś do powiedzenia
      nie powinni jej się obawiać.
      Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze
      właśnie amatorzy ciepłych posadek
      oraz związki zawodowe (tzw. dupochron).

      Ja, przynajmniej na razie,
      jestem za utrzymaniem habilitacji.

      Adiunkt
      • Gość: JZ Jak sie nie chce to rzeczywiscie nie ma rady IP: 146.21.1.* 26.01.04, 17:21
        Gość portalu: Adiunkt napisał(a):
        > Otóż sądzę, że to mit, iż zniesienie hablilitacji
        > przyczyni się do uzdrowienia sytuacji w Polskiej nauce.
        > Wręcz przeciwnie. Nie ma co liczyć na jakieś
        > inne zdrowe kryteria.
        > Obawiam się, że gdyby zabrakło wymogu habilitacji
        > pozostałaby tylko uznaniowość i układy towarzyskie.
        Tylko uznaniowosc? A u indeksach cytowalnosci i publikowalnosci slyszales? A o
        tytulach i doswiadczeniu w lepszych i gorszych laboratoriach slyszales? A
        umiejetnosc pozyskania grantow to sie nie liczy w _konkretnych_ pieniadzach? A
        o _tajnym_ (nie myl z tym co odchodzi w CK lub KBN!) peer review tez nie
        slyszales? W takich warukach trudniej jest miec uklady towarzyskie. Nie jest to
        oczywiscie niemozliwe ale jest trudniejsze.

        A poza tym, masz jakies inne pomysly? chcialbys wiecej pieniedzy z budzetu no
        nie? Przeczytaj jesszcze raz ten watek uwaznie to dowiesz dlaczego wiecej
        pieniedzy nie bedzie i dlaczego by i tak nie pomogly!


        > Znam przypadki ludzi, którzy nie mają
        > na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja
        > pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję.
        > Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony.
        > Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic.
        > Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować.
        Ja temu nie przecze, natomiast problem polega na tym ze PO habilitacji, a
        sczegolne na profesurze belwederskiej mozna miec wszystko w d.... Czyli
        emerytura na koszt budzetu. Jesli to ma pomagac polskiej nauce to jestem
        totalnym idiota i mechanizmu takowego cudu w ogole nie rozumiem. Zlituj sie
        nade mna i wyjasnij w jaki sposob zasciankowo nadawane tytuly podnosza nasza
        konkurencyjnosc na swiecie!


        > Ludzie, którzy mają w nauce coś do powiedzenia
        > nie powinni jej się obawiać.
        Nie dyskutujemy nad tym czy habilitacja jest straszna, czy nie. Przechodzi
        przez nia sporo ludzi, wiec nie jest to rzecz nadludzka. Problem jest czy ma to
        sens i czy jest dobra dla polskiej nauki. Nie staraj sie przemycac miedzy
        wieszami ze ci co sa przeciw to sami debile ktorzy nie potrafia policzyc palcow
        u jednej reki.

        > Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze
        > właśnie amatorzy ciepłych posadek
        W calym tym watku dowodze raz po raz ze jest zupelnie przeciwnie. podaj
        mechanizmy ilustrujace twoje twierdzenie.

        > oraz związki zawodowe (tzw. dupochron).
        No jak "dupochron" to na pewno zle- A poza tym masz jakies konkretne
        argumenty? CZy jakby to SLD zaproponowalo zmiany to juz bys sie zgodzil?


        JZ
        • Gość: Adiunkt Re: Jak sie nie chce to rzeczywiscie nie ma rady IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 27.01.04, 11:58
          Drogi Kolego,

          Zbyt dużo emocji w Twojej polemice.
          Cały urok polega właśnie na tym,
          że ktoś może mieć inne zdanie
          i trzeba się z tym pogodzić.
          Ja osobiście nie wierzę w proste recepty
          i chciałem podzielić się moim sceptycyzmem.

          A teraz pozwolę sobie krótko skomentować Twoje uwagi:

          > Tylko uznaniowosc? A u indeksach cytowalnosci i publikowalnosci slyszales?
          > A o tytulach i doswiadczeniu w lepszych i gorszych laboratoriach slyszales? A
          > umiejetnosc pozyskania grantow to sie nie liczy w _konkretnych_ pieniadzach?
          > o _tajnym_ (nie myl z tym co odchodzi w CK lub KBN!) peer review tez nie
          > slyszales? W takich warukach trudniej jest miec uklady towarzyskie. Nie jest
          > oczywiscie niemozliwe ale jest trudniejsze.

          Muszę Cię rozczarować.
          Tak się składa, że nie tylko słyszałem ale i przez podane przez
          Ciebie mechanizmy przechodziłem.
          Nieodzownym warunkiem uzyskania habilitacji powinien
          być odpowiedni dorobek w recenzowanych wydawnictwach
          o zasięgu międzynarodowych.
          To, że ktoś jest dr hab. powinno być sygnałem, że taki
          dorobek za nim stoi.
          Oczywiście wiem, że w praktyce różnie z tym bywa.


          >> Znam przypadki ludzi, którzy nie mają
          >> na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja
          >> pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję.
          >> Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony.
          >> Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic.
          >> Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować
          > Ja temu nie przecze, natomiast problem polega na tym ze PO habilitacji, a
          > sczegolne na profesurze belwederskiej mozna miec wszystko w d.... Czyli
          > emerytura na koszt budzetu. Jesli to ma pomagac polskiej nauce to jestem
          > totalnym idiota i mechanizmu takowego cudu w ogole nie rozumiem. Zlituj sie
          > nade mna i wyjasnij w jaki sposob zasciankowo nadawane tytuly podnosza nasza
          > konkurencyjnosc na swiecie!

          Oby nie było jeszcze gorzej. Niektórzy mogliby zechcieć
          mieć wszystko w d... już po doktoracie.
          Osobiscie nie znam ludzi po habilitacji i profesurze,
          którzy mają wszystko w d...
          Nie sądzę też, aby nasza konkurencyjność po zniesieniu habilitacji
          znacząco się zmieniła.


          > Nie dyskutujemy nad tym czy habilitacja jest straszna, czy nie. Przechodzi
          > przez nia sporo ludzi, wiec nie jest to rzecz nadludzka. Problem jest czy ma
          > to sens i czy jest dobra dla polskiej nauki. Nie staraj sie przemycac miedzy
          > wieszami ze ci co sa przeciw to sami debile ktorzy nie potrafia policzyc
          > palcow.

          Nie twierdzę, że jedynymi przeciwnikami habilitacji są
          ludzie o słabych możliwościach. Na pewno jednak ci słabi
          są zwolennikami jej zniesienia.


          >> Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze
          >> właśnie amatorzy ciepłych posadek
          > W calym tym watku dowodze raz po raz ze jest zupelnie przeciwnie. podaj
          > mechanizmy ilustrujace twoje twierdzenie.

          Po prostu znam osoby o takim podejściu.
          Mogłoby się tak zdarzyć, że niektórzy mający układy
          siedzieliby do emerytury jako doktorzy, a innych
          niewygodnych można by się pozbyć.


          > oraz związki zawodowe (tzw. dupochron).
          > No jak "dupochron" to na pewno zle- A poza tym masz jakies konkretne
          > argumenty? CZy jakby to SLD zaproponowalo zmiany to juz bys sie zgodzil

          Znowu muszę Cię rozczarować. Nie jestem zwolennikiem SLD.
          Należę do osób, które nie są w żadnych układach.
          Uważam, że reforma nauki powinna wyjść ze środowiska naukowego.
          Związki zawodowe nie powinny się do tego mieszać.
          Częstym zjawiskiem jest ukrywanie się w komisjach zakładowych
          związków zawodowych takich osób, które nie wywiązują się na czas z napisania
          doktoratu lub habilitacji. Tacy na pewno cieszyliby się ze zniesienia
          habilitacji.


          Adiunkt
      • Gość: Oldboy Re: Na układy nie ma rady IP: *.proxy.aol.com 26.01.04, 17:45
        Gość portalu: Adiunkt napisał(a):

        > Jednym z wątków gorąco dyskutowanym
        > na forum jest rzekoma szkodliwość habilitacji.
        > Otóż sądzę, że to mit, iż zniesienie hablilitacji
        > przyczyni się do uzdrowienia sytuacji w Polskiej nauce.
        > Wręcz przeciwnie. Nie ma co liczyć na jakieś
        > inne zdrowe kryteria.
        > Obawiam się, że gdyby zabrakło wymogu habilitacji
        > pozostałaby tylko uznaniowość i układy towarzyskie.
        > Znam przypadki ludzi, którzy nie mają
        > na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja
        > pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję.
        > Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony.
        > Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic.
        > Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować.
        > Ludzie, którzy mają w nauce coś do powiedzenia
        > nie powinni jej się obawiać.
        > Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze
        > właśnie amatorzy ciepłych posadek
        > oraz związki zawodowe (tzw. dupochron).
        >
        > Ja, przynajmniej na razie,
        > jestem za utrzymaniem habilitacji.
        >
        > Adiunkt

        Drogi Adiunkcie
        Otrzymanie zaszczytnej Habilitacji to jedno. Ale potem "hulaj dusza, piekla nie
        ma". Juz do samej emerytury mamy ciepla posadke i jezeli cos robimy za
        pieniazki to sa to prywatne i platne: recenzje, uczestnictwo w Radach
        Naukowych, zarzadach spolek, opinie techniczne, sadowe, a czasami prowadzenie
        wlasnej firmy..................itp, itd. W dodatku prace te sa czesto
        wykonywane przy nieodplatnym uzyciu uczelnianego czy instytutowego sprzetu.
        Wladze przymykaja na to oczy bo przeciez ten biedak ma taka marna pensje.
        Na czytanie literatury naukowej, kierowanie zespolem, podnoszenie swojej wiedzy
        i dbanie, zeby robili to inni w kierowanym przez Doc.(Prof.)
        HAB.........zespole brakuje juz czasu...
        I tu lezy tzw. "pies pogrzebany".
        Czy naprawa takiego stanu rzeczy wymaga specjalnych nakladow finansowych?????

        • Gość: Adiunkt Re: Na układy nie ma rady IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 27.01.04, 14:16
          Drogi Oldboyu

          niestety patologia, o ktorej tu piszesz ma niejednokrotnie miejsce.
          Czy jednak lekarstwem na to jest zniesienie habilitacji ?
          Myślę, że trzeba z tymi zjawiskami walczyć w inny sposób.

          Adiunkt
          • Gość: JZ A jakie to metody? IP: 146.21.1.* 27.01.04, 16:51
            Gość portalu: Adiunkt napisał(a):
            > Drogi Oldboyu
            > niestety patologia, o ktorej tu piszesz ma niejednokrotnie miejsce.
            > Czy jednak lekarstwem na to jest zniesienie habilitacji ?
            > Myślę, że trzeba z tymi zjawiskami walczyć w inny sposób.
            Swietnie powiedziane! teraz tylko podaj jakis inny _realistyczny_ sposob?

            JZ
            • Gość: gil utopia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 17:13
              A może by tak utopijnie:
              1. Zlikwidowac wszystkie uczelnie i instytuty badawcze.
              2. Podpsać umowy (jako państwo polskie) z porządnymi uniwersytetami w krajach
              cywilizowanych na kształcenie studentów - wyjdzie taniej, możnaby wynegocjować
              zniżki...
              3. Wysłać tych w miarę rozgarniętych naukowców co jeszcze tu zostali, w tym i
              moją skromną osobę do dobrych labów i niech tam pracują na chwałę i ku
              pożytkowi kraju i narodu ;-) ... oczywiście tylko tych co się nadadzą i z tego
              potem rozliczyć, też wyjdzie taniej.
              • pawelekok1 Re: utopia 09.07.04, 22:49
                Gość portalu: gil napisał(a):

                > A może by tak utopijnie:
                > 1. Zlikwidowac wszystkie uczelnie i instytuty badawcze.
                > 2. Podpsać umowy (jako państwo polskie) z porządnymi uniwersytetami w krajach
                > cywilizowanych na kształcenie studentów - wyjdzie taniej, możnaby
                wynegocjować
                > zniżki...
                > 3. Wysłać tych w miarę rozgarniętych naukowców co jeszcze tu zostali, w tym i
                > moją skromną osobę do dobrych labów i niech tam pracują na chwałę i ku
                > pożytkowi kraju i narodu ;-) ... oczywiście tylko tych co się nadadzą i z
                tego
                > potem rozliczyć, też wyjdzie taniej.

                Hahaha, oczywiście odpowiedź ironiczna.

                Ale, odpowiedz mi ironizując, albo nie, dlaczego wszyscy tu sa tak
                przewrażliwieni w kwestii badań naukowych, jako jedynego celu i sensu
                usprawiedliwiającego pracę na wyższej uczelni?
          • Gość: Oldboy Re: Na układy nie ma rady IP: *.proxy.aol.com 28.01.04, 04:38
            Gość portalu: Adiunkt napisał(a):

            > Drogi Oldboyu
            >
            > niestety patologia, o ktorej tu piszesz ma niejednokrotnie miejsce.
            > Czy jednak lekarstwem na to jest zniesienie habilitacji ?
            > Myślę, że trzeba z tymi zjawiskami walczyć w inny sposób.
            >
            > Adiunkt

            Piszemy tu o uzdrowieniu NAUKI POLSKIEJ. O tym, ze stara gwardia nie pomaga,
            lecz wrecz przeszkadza w jej rozwoju?

            Dlatego zwracam uwage, zee te habilitacje i metody premiowania za osiagniecia
            Naukowe sa tutaj bez znaczenia. W pewnym stopniu bez znaczenia sa tez
            pieniadze. Jest istotnym, co kwiat naszej nauki robi w pracy. A niestety
            wiekrzosc tego kwiatu nauka jako taka sie nie zajmuje. Zamiast zajmowac sie ta
            nauka goni za szmalem.
            Lekarstwo: Wprowadzic kodeks etyki naukowca i wyeliminowac:
            1.Wykonywanie platnych prac w godzinach sluzbowych.
            2. Uzywanie sluzbowego sprzetu (wlaczajac komputery) do prac nie objetych
            obowiazkami sluzbowymi i osobno oplacanymi.

            Skonczyc tez z dosmiertnym obsadzaniem stanowisk i rozliczac za rzeczywiste
            osiagniecia naukowe. Za brak osiagniec usuwac ze stanowisk.

            Innymi slowy nalezy skonczyc z Prosiaczkiem, znajomymi Prosiaczka i znajomymi
            znajomych Prosiaczka.
            Tylko kto to ma zrobic?? "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem"

            Pozdrawiam i zycze sukcesu przy uzdrawianiu Nauki Polskiej
            • Gość: Adiunkt Etyka IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 28.01.04, 09:32
              > Lekarstwo: Wprowadzic kodeks etyki naukowca

              Tak.

              Doskonalenie przepisów i ustaw jest ważne ale bez zasad etycznych
              zakorzenionych w ludzkich umysłach nie pomogą żadne regulacje prawne.
              To tak samo jakby wierzyć, że wolny rynek jest wystarczającym warunkiem
              dobrobytu kraju. Niestety nie.
              Bez etyki wszystko rozsypie się jak domek z kart.
              Wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się u nas w kraju.

              Na tym kończę swój udział w dyskusji
              i pozdrawiam uczestników forum.

              Adiunkt
              • Gość: JZ A kto bedzie pilnowal pilnujacych? IP: 146.21.1.* 28.01.04, 11:10
                > > Lekarstwo: Wprowadzic kodeks etyki naukowca
                tak jest zrobcie jeszcze tylko zakaz chodzenia do ubikacji od 9-12.
                Ostatecznie etycznym jest wysrac sie w domu a nie zuzywac papier czas i wode w
                pracy. TYLKO KTO TYCH wszystkich bezsensow bedxzie pilnowal?? Profesorzy do
                zadan supernadzwyczjnych. Nowy tytulek, pensyjka i prawko do emryturki.
                GENIALNE!


                > Doskonalenie przepisów i ustaw jest ważne ale bez zasad etycznych
                > zakorzenionych w ludzkich umysłach nie pomogą żadne regulacje prawne.
                • Gość: JZ DOCENCI! IP: 146.21.1.* 28.01.04, 11:25
                  TAk docenci, jakiez to proste!
                  wystarczy tylko odkurzyc tytul docenta zeby pilnowali zasad etycznych,
                  przepraszam: zasad "E"tycznych. Niechze oni pilnuja zeby nikt nie chodzil do
                  ubikacji w godzinach pracy. Od razu bedzie lepiej. Trzeba poustawiac gowniarzy
                  po katach. Dla starych profesorow bedzie mozna zrobic drobny wyjatek,
                  ostatecznie sa starzy i moga miec chora prostate, zreszta powod w sytemie
                  nakazowo nakazowym zawsze sie znajdzie, no nie?

                  Ach! Juz widze ten zalew powracjacych emigrantow z zagranicy do nowego raju
                  dla naukowcow, och, musze tylko jeszcze jedna setke strzelic, bede widzial
                  jeszcze lepiej.... moze nawet podwojnie

                  Ha, ha, ha !!!!!!!! HA, ha, ha !!!!!
                  ... czy to ja oszalalem? chyba tak!

                  JZ

                  • Gość: DNM DOCENT MARCOWY, DOCENT LUTOWY IP: 207.44.154.* 29.01.04, 00:34
                    Co to to było docent marcowy wiemy (jak nie wiemy to sobie poczytajmy o 68r). A
                    słyszeliście o docencie lutowym (kto pierwszy zgadnie skąd nazwa?). Wprowadzono
                    nowy stopień kariery dla protegowanych geriatrii – tych co to ani hab. ani
                    wyników, no nic. Tytuł, podwyżka, prestiż(?) lokalny. Za to habilitowanych (tych
                    młodszych, nie swoich) do ziemi, O tytuł prof. (podwórkowego) mogą się starać
                    dopiero po wypromowaniu doktora – czyli jak jesteś spoza układu 4 lata.

                    PS. Szanowni dyskutanci, nie ciągnijcie flaka całej dyskusji na 15 ekranów. Synteza!
                    • Gość: Oldboy Re: DOCENT MARCOWY, DOCENT LUTOWY IP: *.proxy.aol.com 30.01.04, 04:20
                      Pewnie wiecie, ze za dobtych czasow pracownikow naukowych dzielono
                      na "do centa" i do roboty. Czyzbi dzisiaj nie bylo "do centow" wsrod
                      pracownikow nauki.
    • Gość: B.T., Zabrze Pieniądz rozwiąże dyskutowane tu sporne problemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 22:47
      Może tak spróbować dać porządzić pieniądzom?

      Myślę, że dyskutowane tu problemy rozwiążą się same jeżeli damy porządzić
      pieniądzom, tak jak to rządzą one we wszystkich dziedzinach życia tylko nie w
      tzw. „nauce polskiej”:

      1. Stopnie i stanowiska naukowe. Staną się bez większego znaczenia.
      Ważniejszy ten pracownik N-B, który za więcej sprzedał wyniki swych badań. Mogą
      sobie uczelnie dawać stopnie jakie chcą, może być tych stopnia jak w wojsku,
      nie dwa ale np. dziesięć. Uczelnie aby zarobić więcej forsy za sprzedaż wyników
      badań będą się starały zatrudniać nie tych co mają jakieś tam stopnie, ale tych
      co potrafią prowadzić takie badanie, których wyniki mogą sprzedać.

      2. Publikacje naukowe. Po to aby sprzedawać wyniki badań, czy też pokazać
      się społeczności Świata, czego to się nie potrafi zrobić, pracownicy N-B i
      zespoły badawcze będą publikować swe prace. Będą to jednak publikacje wyników
      badań, a nie jak teraz wyników ściągniętych z sufitu lub podłogi. Pracownicy
      będą dbać o swą reputację.

      3. Rozpoznawanie problemów badawczych. Podczas wykonywania prac
      doświadczalnych wychodzą różne ciekawe problemy, które są natchnieniem do
      podejmowania nowych zagadnień badawczych. Obecnie w tym pędzie ilościowym
      pisania publikacji mało kto wykonuje prace doświadczalne, bo zabierają dużo
      czasu, kosztują no i trzeba takie prace umieć wykonać. Stąd pracownicy N-B nie
      mają rozeznania potrzeb badawczych problemów do rozwiązania i znajdowania
      nowych rozwiązań naukowo-technicznych.

      4. Pracownik N-B wykonujący użyteczne prace doświadczalne dla rynku
      światowego i krajowego ma swą cenę. Będzie więc poszukiwany przez pracodawców i
      ma szanse na wielkie zarobki. Obecnie takiego „publicystę” nikt nie potrzebuje,
      no bo i po co, nic nie zarobi dla przedsiębiorstwa, a kosztuje jego
      utrzymywanie.

      5. Badania podstawowe. Nie wiem skąd obecni pracownicy N-B czerpią wiedzę
      i tematy badawcze do wykonywania tzw. badań podstawowych (jak je sami tak
      nazywają) skoro nie wykonują prac doświadczalnych, nie posiadają dostatecznej
      wiedzy i doświadczenia aby zabierać się za badania podstawowe. Badaniami
      podstawowymi zwykle zajmują się doświadczeni pracownicy N-B, którzy mają
      doświadczenie w pracach badawczych użytecznych. Mając to doświadczenie i
      rozpoznanie potrzeb badawczych mogą te prace wykonywać. Śmieszy mnie zespół
      badawczy, który przez wiele lat (np. nasze PAN-y i uczelnie wyższe) nic
      użytecznego nie zrobiły (nie wykonali pracy badawczej użytecznej takiej która
      ktoś zakupił i wdrożył do praktyki) i opowiada, że zajmuje się badaniami
      podstawowymi, które, kiedyś... du du du!

      6. Podział na badania podstawowe i jakieś tam inne (np. stosowane). Ja
      dziele badania na: potrzebne i niepotrzebne (źle wykonane, naciągane,
      zerżnięte, z wymyślonymi wynikami badań, pod wymyśloną teoryjkę i inne).
      Jeszcze są takie pod serie publikacji. Myślę, że obecny podział na badania
      podstawowe i inne zniknie jak tylko działalnością NBR będzie rządził pieniądz.
      Będą więc prace za które ktoś zapłacił i te na półkę.

      7. Nie potrzeba będzie jakiś komisji etyki, komisji mobingowej, komisji do
      stopniowania, komisji między uczelnianych i jeszcze tam wielu innych.
      Obowiązywałaby znana zasada: podaży i popytu i jak nic nie potrafisz to "w
      buraki".

      8. Nauczyciele akademiccy uczyliby studentów potrzebnej im wiedzy do
      wykorzystania na rynku pracy, a nie jak teraz uczą (chyba – bo jedynie to
      robią), pisania publikacji. Nareszcie uczelnie produkowałyby absolwentów
      poszukiwanych w kraju i zagranicą, a nie jak to się dzieje obecnie –
      bezrobotnych i zmywających naczynia w barach w zachodnich krajach.

      9. No i wreszcie pracownik N-B będzie, podobnie jak wszyscy ludzie w
      Polsce, zarabiał dla kraju a nie pasożytował na biednych podatnikach jak to
      się dzieje obecnie.

      Co Wy na to?
      Z poważaniem, dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
      • Gość: DNM Re: Pieniądz nic nie rozwiąże IP: 207.44.154.* 31.01.04, 00:45
        Chyba słabo znasz nasze naukowe bagienko. Żeby prowadzić wartościowe badania
        potrzebujesz ludzi, sprzętu, pieniędzy.
        Wniosek o grant, nawet indywidualny musi podpisać i zaopiniować kierownik
        jednostki. Dziekan/dyrektor instytutu (zbliżający się do siedemdziesiątki) nie
        dopuści do uruchomienia żadnego przedsięwzięcia którego w pełni nie kontroluje.
        Ani się nie obejrzysz i stracisz laboratorium, zespół, możliwości rozwoju. Twoje
        miejsce w labo zajmie przydupas szefa. Laboratorium natychmiast straci pozycję,
        ale nikt nie odważy się tego zauważyć. Boss z przybocznym (plus paru
        zaprzyjaźnionych recenzentów) będzie wszem i wobec głosić własna chwałę.

        Skąd kasa na tę hucpę? Granty krajowe recenzuje się w zamkniętych towarzystwach
        wzajemnej adoracji. Nie ważnie co robisz, ważne kogo dopisałeś do grantu i kogo
        znasz. Granty Europejskie: w 6stym ramowym byle krajowy gniot nie przejdzie i
        miałbyś szansę, ale jak ci nestor zabrał labo, to z czym do ludzi?

        pzdr
        • Gość: DNM Qui bono, czyli o co chodzi IP: 207.44.154.* 31.01.04, 00:53
          O co chodzi?
          Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Współczesny geront bierze dwie
          pensje i dodatki. Jak to się robi?
          1.Geront odchodzi na emeryturę (100%) i
          2.natychmiast składa podanie do Rady o przyjęcie do pracy.
          Teraz wszystko zależy od układów i stopnia zastraszenia ludzi. Jeżeli grunt
          dobrze przygotowany dostanie 100% pensji i kontakt na rok. Jak się z układu
          wychyli procenty lecą w dół.
          3.Dalej metodą drobnych kroczków geriatria wybiera się wszędzie gdzie się da: na
          dziekana, do senatu, do rady, do komitetów. Są wszędzie, kontrolują wszystko. To
          bardzo ważne - umowa o zatrudnienie jest tylko na rok. Jak myślisz czego będzie
          pilnował boss/dziekan/dyrektor, którego ferajna musi co roku odnawiać
          zatrudnienie? Grantów europejskich? Czy rady naukowej/wydziału – żeby nie
          podskakiwała.
          • Gość: B.T., Zabrze Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 21:49
            Znam to, ciarki przechodzą jak się pomyśli ile to się energi i inicjatyw
            marnuje w Polsce. I nie ma perspektyw na zmiany.

            dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
            • Gość: DNM Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: 207.44.154.* 01.02.04, 15:04
              Wszystkie przywileje i funkcje zostały przyznane raczej zgodnie z prawem, w
              końcu panowie starsi sami to prawo sobie pisali. Zgodnie z prawem, ale na jego
              granicy. Popatrzmy.
              1.Nestorzy biorą dwa razy pieniądze z państwowej kasy – emeryturę i pensję, w
              cywilizowanej Europie to przestępstwo - w 65te urodziny bosa urządza się wielką
              fetę, ale "od jutra już Panu dziękujemy". Żadnych funkcji, stanowisk. W którym
              miejscu nasze prawo tak różni się od europejskiego, że możliwa jest ta
              niewątpliwie szkodliwa dla polskiej nauki sytuacja?
              2.Emeryt zatrudniany jest na umowę roczną a kadencja dziekana/ dyrektora to
              zwykle ~4lata. Gdzie sens, gdzie logika?
              3.Urzędnik państwowy może trafić do sądu jeżeli podejmie decyzję nieoptymalną,
              np. sprzeda grunt zbyt tanio. A dziekan, który nie sięga po europejską kasę,
              jest całkowicie bezpieczny.
              4.Mobbing. Niby sytuacja oczywista i są paragrafy. Ale rzeczywistość jest taka,
              że zanim szefa ktoś ruszy za mobbing, prześladowany pracownik wyleci za potwarz.
              5.Na pewno o czymś zapomniałem :(
              • Gość: B.T., Zabrze Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 23:09
                Powiem więcej. System finansowania prac badawczych (jak mówią nauki), których
                wynikiwm (zgodnie z ustaleniami profesorów) ma być publikacja w czasopismie,
                najlepiej amerykańskim, jest prtzestępstwem dwojakiego rodzaju:
                1. Za pieniądze podatnika przekazuje sie wyniki badań innym, i
                2. Korzystanie z pieniędzy podatnika do robienia stopni naukowych (a tak
                wykorzystywane sa publikacje) też jest przestępstwem plegajacym na
                wykorzystywaniu pieniędzy z budżertu do własnych prywatnych celów. Studenci
                muszą płacić za własna nauke, a profesorowie nie płacą.

                Jak Ci się to podoba?

                Pozdrawiam

                PS. Oj, gdyby tak ogół społeczeństwa dowiedział się na czym polegają machlojki
                profesorów to by sie działo.
                • Gość: abc Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.chello.pl 01.02.04, 23:35
                  > System finansowania prac badawczych (jak mówią nauki), których
                  > wynikiwm (zgodnie z ustaleniami profesorów) ma być publikacja w czasopismie,
                  > najlepiej amerykańskim, jest prtzestępstwem dwojakiego rodzaju:
                  > 1. Za pieniądze podatnika przekazuje sie wyniki badań innym,

                  Dziękujemy B.T że nam wreszcie otworzyłeś oczy!
                  Z tego co napisałeś wynika, że na całym świecie większość naukowców to
                  przestępcy. Najwięcej jest ich w Ameryce - na siłę wciskają swoje teorie i się
                  prześcigają w publikowaniu wyników. Szkoda, że Kwaśniewski nie powiedział o tym
                  Bushowi tydzień temu. Zrobiłby na Amerykanach jeszcze większe wrażenie niż
                  mówiąc o zniesieniu wiz dla Polaków.
                  Dobrze że nasza polska wieś spokojna. Większość naukowców, a przede wszystkim
                  grupa samodzielnych trzymająca władzę, to uczciwi ludzie - w ogóle nic nie
                  robią i nie publikują. Biorą pieniądze za tytuły, za to że cicho siedzą, i
                  jeszcze za to, że udupiają potencjalnych przestępców, którym się marzą jakieś
                  publikacje w pismach o zasięgu światowym.
                  Wyniki naukowe należy trzymać w jak największej tajemnicy tak jak kiedyś
                  zaleciło KGB. Na tym się opierała wieczna chwała i potęga ZSRR.
                  • Gość: B.T., Zabrze Takie jak powiadzsz KGB jest w każedym liczącym... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 01:45
                    Takie, jak powiadzsz KGB, jest w każdym liczącym się przedsięborstwie i to nie
                    tylko w byłym ZSRR ale na całym Świecie. Ino spróbowałbyś coś opublikować bez
                    pozwolenia pracodawcy.

                    Widzisz są dwa obiegi publikacji, te wartościowe, których publikowanie ma
                    określony cel i sens oraz te "plewy" (przeważająca ilość publikacji) takie
                    właśnie jak z Polski i wszystkich krajów Świata do uzyskania stopnia naukowego
                    albo stanowiska.

                    Tak to już jest!!!

                    Pozdrawiam

                    B.T.
                  • Gość: DNM Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: 207.44.154.* 04.02.04, 01:16
                    Wyniki badań powinny być udostępniane, ale nie byle jak i byle komu. Każdy
                    poważny projekt (np. grant europejski) zawiera rozdział opisujący IPR
                    (Intellectual Property Rights) i wcale nie jest powszechnie przyjęte, że
                    wszystko się publikuje. Zwłaszcza w kosztownych badaniach technologicznych.
                    A wracając do złodziejstwa. Znam parę grantów KBN gdzie wyniki i prace opłacone
                    z naszych podatków były konsumowane za granicą. Granty takie dotyczą urządzeń i
                    technologii nowoczesnych ale już nie kwalifikujących się na świecie jako
                    naukowe. Przykłady to np. mikroskopy AFM i STM, ekspozery elektronowiązkowe,
                    niektóre technologie mikroelektroniki. Kilkaset tysięcy grantu, paru doktorantów
                    i zespół pracuje na wynik jakiegoś University, zupełnie nie polskiego. A po
                    naszej stronie organizator tego przedsięwzięcia, normalny złodziej, udaje
                    wielkiego naukowca, bo go ktoś za granicą dopisał do publikacji z listy
                    Filadelfijskiej.
                    • Gość: abc FP5, FP6 to nie nauka IP: *.chello.pl 04.02.04, 08:02
                      Gość portalu: DNM napisał(a):

                      > Wyniki badań powinny być udostępniane, ale nie byle jak i byle komu. Każdy
                      > poważny projekt (np. grant europejski) zawiera rozdział opisujący IPR
                      > (Intellectual Property Rights) i wcale nie jest powszechnie przyjęte, że
                      > wszystko się publikuje. Zwłaszcza w kosztownych badaniach technologicznych.

                      Granty europejskie (5FP, 6FP) nie są naukowe. To wielkie oszustwo i
                      manipulacja, że KBN je tak przedstawia społeczeństwu, wydaje na polską składkę
                      pieniądze z puli na naukę i podaje innym za wzór tych, którzy je mają. A
                      profesorowie bez zastanowienia, jak barany, się na wszystko godzą.
          • Gość: gulli Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 15:07
            ɮ.natychmiast składa podanie do Rady o przyjęcie do pracy.
            > Teraz wszystko zależy od układów i stopnia zastraszenia ludzi. Jeżeli grunt
            > dobrze przygotowany dostanie 100% pensji i kontakt na rok.

            Z jednym uściśleniem! Nie na rok tylko na tyle ile brakuje do 70 roku życia
            (czyli nawet 5) a później dopiero na rok i kolejne, i jeszcze uczelnia
            szczęśliwa bo do akredytacji potrzebna jest kupa profesur.
        • Gość: B.T., Zabrze Re: Pieniądz nic nie rozwiąże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 21:46
          Tak, zgadza się jest tak jak mówisz. Dopowiem jeszcze więcej. W Sejmie i w
          partiach politycznych jest tak dużo profesorów, że nawet silna partia nie
          potrafi przeforsować, żadnej reformy działalności N-B, szkolnictwa wyższego i
          PAN-u. Jesteśmy więc przegrani na kilka pokoleń do przodu. Cieszę sie z wejścia
          do UE bo może jakos... ale nie wiem jak.

          Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
      • Gość: Jerzor Re: Pieniądz rozwiąże ... IP: *.chello.pl 23.02.04, 20:39
        > Stopnie i stanowiska naukowe. Staną się bez większego znaczenia.
        > Ważniejszy ten pracownik N-B, który za więcej sprzedał wyniki swych badań.
        > Mogą sobie uczelnie dawać stopnie jakie chcą, może być tych stopnia jak w
        > wojsku, nie dwa ale np. dziesięć. Uczelnie aby zarobić więcej forsy za
        > sprzedaż wyników badań będą się starały zatrudniać nie tych co mają jakieś
        > tam stopnie, ale tych co potrafią prowadzić takie badanie, których wyniki
        > mogą sprzedać.

        Bardzo mnie zainteresowały Twoje wypowiedzi na tym forum, z uwagi na to, że
        próbujesz realizować swoje przekonania w praktyce. Ja też uważam, że
        korzystanie z wyników badań przez krajowy przemysł jest bodaj czy nie
        ważniejsze od sprawy habilitacji, która teraz powoduje wśród dyskutantów
        (zwłaszcza u JZ) nadmierne emocje, niekiedy zakłócające tok logicznego
        wnioskowania. Zob. moją wypowiedx na tym forum (Oby nie polepszyć stanu nauki w
        Polsce na jeszcze gorsze):

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861&a=10939066
        Ale jak jesteś taki szczery, to szczerze napisz, tu na forum, albo na mój adres
        e-mail: czy przemysł chemiczny interesuje się Twoją ofertą? Czy zleca Ci
        badania - te, za które ustaliłeś cennik?

        Jerzor
        chemie@wp.pl
        www.geocities.com/jerzor/
    • Gość: DNM Nie znosić habilitacji !!! IP: 207.44.154.* 29.01.04, 00:48
      Próbowano ustawowo znieść habilitację w czasach Buzka. Grupa
      doktorów-kombatantów z pokolenia Krzaklewskiego (choć opcja polityczna nie ma tu
      nic do rzeczy) kombinowała jak się urządzić politycznie i życiowo. Wyszło im, że
      najlepiej trzymać etat na uczelni i dietę sejmową (albo jakiegoś pośledniejszego
      urzędu). Żeby uniknąć kłopotliwych pytań o rozwój dorobek itd. wykombinowali co
      następuje: habilitacje się zniesie, profesora załatwi kumpel z centrali. A
      profesora już nikt nie ruszy. Nie wyszło i dziś bidule muszą się męczyć na
      etatach wykładowców (zamiast rządzić nauką polską).
      • Gość: JZ I co? IP: 146.21.1.* 29.01.04, 07:55
        Gość portalu: DNM napisał(a):

        > Próbowano ustawowo znieść habilitację w czasach Buzka. Grupa
        [...]
        > profesora już nikt nie ruszy. Nie wyszło i dziś bidule muszą się męczyć na
        > etatach wykładowców (zamiast rządzić nauką polską).
        Widzisz, prawicowo-liberalni nie rzadza teraz takze polityka, i widzisz jak
        jest.
        A ze takze nie rzadza TAKZE nauka to ZNOWU widac jak jest. Rzadza za to
        niezwalnialni 70-letni profesorzy i praktycznie-niezwalnialni 50-letni
        habilitowani. Czyli jest swietnie? Jesli jest "swietnie" to bedzie
        JESZCZE "lepiej".

        Po prostu dr hab. DNM habilitowales sie i bronisz swej wlasnej dupy, sam Ci
        sie nie dziwie. mechanizm zjawiska wytlumaczylem wczesniej. Nie od Ciebie
        oczekuje zmian, oczekuje ze politycy zapytaja sie jakie osiagniecia ma polska
        nauka a wszczegolnosci habilitowani jej czlonkowie i gdzie te wyniki zostaly
        zdobyte (za granica) w odroznieniu od tego co finansuje budzet (pensyjki, kawke
        i sekretarki).

        Politycy - zapytajcie sie!
        --
        JZ
      • Gość: abc Re: Nie znosić habilitacji !!! IP: *.chello.pl 29.01.04, 08:16
        Gość portalu: DNM napisał(a):

        > Próbowano ustawowo znieść habilitację w czasach Buzka. Grupa
        > doktorów-kombatantów z pokolenia Krzaklewskiego (choć opcja polityczna nie ma
        t
        > u
        > nic do rzeczy) kombinowała jak się urządzić politycznie i życiowo. Wyszło im,
        ż
        > e
        > najlepiej trzymać etat na uczelni

        To jest jakaś wymyślona bzdura. Niczego takiego nie było za rządów AWS.
        Tutaj zwolennikom zniesienia habilitacji nie chodzi o to, żeby automatycznie
        przenieść wszystkich adiunktów do grupy samodzielnych (bo to byłoby gorsze od
        tego co jest), tylko żeby "przewietrzyć" jedną grupę i drugą, pozbyć się tych
        którzy osiedli na laurach (jeśli je mieli) i uzależnić rozwój kariery od
        AUTENTYCZNYCH osiągnięć naukowych, a nie układów, czy lizusostwa (pod
        nazwą "kultury osobistej", czy "zrównoważenia psychicznego"). Nawet obecni
        habilitowani twierdzą, że ich rozprawy nie mają wielkiej wartości naukowej. To
        po cholerę one?
        • Gość: abc + ocena jakości dydaktyki IP: *.chello.pl 29.01.04, 08:27
          Gość portalu: abc napisał(a):

          > uzależnić rozwój kariery od
          > AUTENTYCZNYCH osiągnięć naukowych

          Jeszcze powinny być brane pod uwagę osiągnięcia dydaktyczne, np. liczba i
          jakość skryptów, książek, innych pomocy, oceny w ankietach studentów. Obecnie
          to nie ma żadnego znaczenia - im kto ma bardziej dydaktykę w dupie, mniej czasu
          jej poświęca, tym szybciej robi karierę - i jest to chore.
          • Gość: glll Re: + ocena jakości dydaktyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 15:07
            > jakość skryptów, książek, innych pomocy, oceny w ankietach studentów. Obecnie
            > to nie ma żadnego znaczenia - im kto ma bardziej dydaktykę w dupie, mniej
            czasu
            >
            > jej poświęca, tym szybciej robi karierę - i jest to chore
            A właśnie, że bywa też odwrotnie, nauka w dupiu ale dydaktyyykaaa!! o to jest
            misja prawdziwa!, i te nadgodziny płatne! A nauką niech się zajmą frajerzy
            nieurynkowieni...
            • Gość: abc Re: + ocena jakości dydaktyki IP: *.chello.pl 30.01.04, 00:07
              Gość portalu: glll napisał(a):

              > A właśnie, że bywa też odwrotnie, nauka w dupiu ale dydaktyyykaaa!! o to jest
              > misja prawdziwa!, i te nadgodziny płatne! A nauką niech się zajmą frajerzy
              > nieurynkowieni...

              Uważam że ironia z poważnego stosunku do uczenia młodego pokolenia ("misja
              prawdziwa") jest nie na miejscu.
              Mi chodziło o osiągnięcia dydaktyczne. Odwalanie dydaktyki na masową skalę,
              żadnym osiągnięciem nie jest. Przeważnie, jeśli nie wsparte kompetencjami
              naukowymi i np. śledzeniem publikacji, wiąże się ze słabym poziomem - jest
              zwykłym chałturzeniem. I jest tak samo naganne jak poświęcanie minimum czasu
              studentom i przygotowaniu do zajęć.
              • niehab01 Jak sie pomaga robić habilitację 30.01.04, 16:17
                Krótki opis pomocy władz uczelni w zrobieniu pisaniu habilitacji znaleźć mozna
                pod adresem

                www.forumakad.pl/archiwum/2003/05/artykuly/14-za-tepienie_szkodnikow.htm
                na łamach Forum Akademickiego. Autor został już zwolniony, bo nie "wyrobił
                się" w czasie z habilitacją. Wnioskujacy to zwolnienie szef ma tzw. dorobek
                naukowy kilkakrotnie mniejszy od zwalnianego pracownika. Fajne, co?
                • Gość: Oldboy Re: Jak sie pomaga robić habilitację IP: *.proxy.aol.com 01.02.04, 03:02
                  A czy wiesz, dlaczego Autor nie wyrobil sie z habilitacja? Czyzby nadmiar
                  tzw. "chaltur"?? Czyzby wczesniej dostal "do centa".
                  • niehab01 To nieporozumienie 01.02.04, 14:49
                    Wiem. Dlatego, że zabrali mu część pracy habilitacyjnej (razem z kopiami) i
                    materiałami, a nie nie miał kopii w domu. Napisał to zresztą w tym artykule.
                    Chałturzył tak jak inni, a publikował znacznie od innych wiecej.A "do-centa"
                    nie dostał. To jest w ogóle nieporozumienie; żądasz jak rozumiem, aby
                    chałturzyli tylko ci, co habilitacje juz mają. Ja myśle, że wymagania w pracy
                    powinny być w jakims sensie równe. Najlepiej byłoby oczywiscie, aby nie było
                    chałtur w ogóle. Ale one są i BĘDĄ. Iluzje są dobre do filmów Science Fiction,
                    życie jakie jest każdy widzi. Nie zlikwidujesz chałtur, bo z trego żyja
                    również państwowe uczelnie. A najlepszym sposobem na uzdowienie sytuacji jest
                    stosowanie równych wymagań do wszystkich. Ci co chałturza, a nie powinni, bo
                    sie nie wyrabiaja odpadna sami. Tu facet mimo chałtur był lepszy niz jego
                    koledzy, a wyleciał z pracy za ujawnianie nieprawidłowości.
                    • nieklam01 To wszystko nieprawda! Gwardia pomaga! 02.02.04, 16:13
                      Co wy tu wypisujecie o jakims hamowaniu młodych i zdolnych. To bzdura.
                      Najlepszy przykład to opis nastepującegpo przypadku. polecam goraco.

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=10498198
                      • dyplomata Normalne grajdolstwo 03.02.04, 13:39

                        Normalka. Wyrywaja kase podatnikow na calego. Jedyna metoda
                        zeby sie tego pozbyc to prywatyzacja.
                        • niehab01 Temat jednak wzbudził zainteresowanie 07.02.04, 21:30
                          jak rzadko który na tym forum. Coś w tym jest.
    • Gość: B.T. Zabrze Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:13
      Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę

      1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu
      państwa
      2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu
      państwa

      UZASADNIENIE
      1. Pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi (NBR) pracujący ok. 20 lat już powinni
      mieć doświadczenie i tematykę do finansowego usamodzielnienia się i zdobywania
      funduszy na swą działalność NBR spoza budżetu państwa
      2. Takie wiekowe ograniczenia uaktywnią młodych w i będących w średnim wieku
      pracowników NBR.
    • Gość: BANG Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę... IP: 129.81.192.* 03.03.04, 03:19
      W sumie - w tym co napisal Dr. Wojcik jest bardzo
      duzo prawdy!
      p.s. A to, iz kraje Europy Wschodniej dysponuja
      dobrym potencjalem ludzkim to inna sprawa,
      a takze i to, iz ow potencjal bardzo
      czesto sie marnuje...
    • Gość: JZ kontynuacja dyskusji IP: 146.21.1.* 27.04.04, 11:30
      Ta dyskusja wciaz trwa niemalze 1000 listow dolaczcie!
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&s=7


      Linki do poprzednich dyskusji na ten sam temat

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=8070491
      i bodajze najdluzsza, z tematem propozycji reformy polskiej nauki i OFA

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11392402
      milego czytania!

      JZ
      • rajchman Kontynuacja dyskusji... Stara gwardia w akcji 28.04.04, 09:10
        Stara gwardia w akcji:
        1. Na UJ pan dziekan sprzedaje habilitacje - juz od 5-6 tys. zl dla posiadaczy
        prawdziwych dyplomow doktorskich (dla reszty pewnie drozej)...
        2. Na UMCS pan dziekam twierdzi, ze doktorat z Lema nie jest prawdziwym
        doktoratem (Lema uwaza pewnie za autora marnawych bajek dla dzieci)...
        3. Stara gwardia nie uznaje dyplomow z czolowych panstwowych uniwersytetow w
        Australii, bo sa one po angielsku, jezyku dla nich w 100% nieznanym... :(
        I niech mi teraz ktos powie, ze stara gwardia nie jaet przeszkoda w rozwju
        nauki w Polsce...
        ljkel2@netscape.net
        • Gość: itakdalej UWAGA! COŚ WAŻNEGO ! IP: *.chello.pl 28.04.04, 12:06
          rajchman napisała:

          > Stara gwardia w akcji:
          > 1. Na UJ pan dziekan sprzedaje habilitacje - juz od 5-6 tys. zl dla
          posiadaczy
          > prawdziwych dyplomow doktorskich (dla reszty pewnie drozej)...

          To bardzo ciekawe. Czy można prosić o więcej szczegółów?
    • khmara Postulaty Otwartego Forum Akademickiego 30.04.04, 18:19
      www.pfsl.pl/news.php?id=19
      Dyskusja:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka