Gość: edekzfabrykikredek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 17:16 Nie rozumiem dlaczego cytowany fragment wypowiedzi profesora mialby sie klocic z opinia "Nature" - mamy potencjał, młodych wyedukowanych ludzi, co nas obchodza dziadki-profesorowie Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: XxX to prawda IP: *.lubartow.sdi.tpnet.pl 21.01.04, 17:24 Starsi naukowcy, ktorzy prawdopodobnieo dawno zapomnieli czym sie dokladnie zajmuja nie dopuszczaja tych mlodszych z talentem i energia do pracy. tak samo jest kiedy ktos chce sie dostac do pracy na uczelni, tylko ci, ktorzy maja tam znajomych badz rodzine maja szanse, inni odpadaja w przedbiegach bo sa z poza "grona"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pacyfista bis Re:niestety ale to jest prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 11:37 starzy prfesorowie tworza w okol siebie male grona wiernych i oddanch studentow, ktorym w podziece umozliwia sie dalsza prce na uczelni. Natomiast ten kto nie wlazi w tylek nie ma na to szans. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oldboy Re:niestety ale to jest prawda IP: *.proxy.aol.com 24.01.04, 08:05 Ta stara prawda nie dotyczy tylko Polski. Old Boy Clubs probuja kontrolowac naule, a nie tylko studentow, i to na calym swiecie. Kontroluja granty i pieniadze, wykorzystuja pomysly innych, dopisuja sie do publikacji, ktorych nawet nie czytali i........swiat sie kreci jak krecil. I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMINU ETYKI. Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic cieple stoleczki w nieslawie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ z klubem starszych panow mozna skonczyc IP: 146.21.1.* 24.01.04, 14:55 Gość portalu: Oldboy napisał(a): > Ta stara prawda nie dotyczy tylko Polski. Old Boy Clubs probuja kontrolowac > naule, a nie tylko studentow, i to na calym swiecie. Kontroluja granty i > pieniadze, wykorzystuja pomysly innych, dopisuja sie do publikacji, ktorych > nawet nie czytali i........swiat sie kreci jak krecil. Jesli chodzi ci o to ze zwyczajowo dopisuje sie do publikacji szefa instutucji na zachodzie to nie masz racji. Zwyczaj ten pojawiai sie tylko wtedy jesli ten szef finansuje i wie o programie pod ktorym sie podpisuje. Udzial w publikacji dostaje za prace administracyjna nad zapewnieniem funduszy na wykonanie badan. W odroznieniu od Polski gdzie tego typu opisywanie jest za to ze "ZEZWOLIL" lub zeby nie zniszczyl pracownika. Uczywiscie jest to kwestia skali, ale w systemie amerykanskim jesli szef pracowni przestanie byc skuteczny w pozyskiwaniu grantow to odchodzi i jest zastapowany przez nowego ktory mam byc w tym lepszy. Takiego mechanizmu nie ma w przydzialowo-centralnie sterowanej nauce polskiej. Armia profesorow i habilitowanych jest praktycznie niewyrzucalna z pracy. Wspomniane old-boys clubs maja sie dobrze bo tych ludzi lacza wspolne interesy i spore zdolnoaci. W polsce dodatkowo chroni ich USTAWA. Rozbijanie mafii w jakiekolwiek postaci jest trudne, ale jest jeszcze trudniejsze gdy wprost chroni ja prawo. TO MOZNA ZMIENIC! > I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMINU ETYKI. > Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic cieple > stoleczki w nieslawie. Wielcy tego sieata na zachodzi sa wielcy bo mimo wieku przcuja, walcza o granty prowadza aktywna polityke wewnatrz i poza instytutowa. Sa dobrzy. Nie jest to kwestia etyki lecz skutecznosci ktora jest poddawana weryfikacji dzien po dniu, miesiac po miesiacu... ALE NIE w POLSZCZE. Tutaj po habilitacji praktycznie a po profesurze formalnie ma sie zapewnione ciepla posade na zawsze. cieple stoleczki sa juz ich. DLATEGO gwarancje cieplych stoleczkow dawane przez zdobyte niejednokrotnie kumotersko tytuly naukowe nalezy usunac. Nalezy uprosci system tytulow naukowych i praw przyslugujacych z ich posiadania na wsor anglosaski. tak aby profesorzy i habilitowani zostali zmuszeni do do DALSZEJ pracy. Tej chwalebnej czesci tego srodowiska ktora pracuje to nie powinno zaszkodzic, a o reszte nie dbam. To nie jest decyzja przynalezna srodowisku naukowemu lecz decyzja polityczna. Wzorce anglosaskie sa, ich przyjecie umozliwi latwiejsza wymiane kadry naukowej z zagranica, ktora obecnie nie dost ze ejst blokowana nizszymi dochodami ale rowniez wymaganiem dodatkowych stopni naukowych. JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Żeby oni wykazali chociaż trochę umiaru IP: *.chello.pl 24.01.04, 16:13 I nie ciemiężyli innych coraz bardziej. Ale ich bezczelność i bezkarność narasta. Już nie liczą się z nikim i niczym. I pozostają poza wszelką kontrolą. Władze państwa mają coraz bardziej w d.. - przecież "nauka jest autonomiczna i samorządna". I tylko sami sobie przydzielają pieniądze, recenzują nawzajem prace (czy formalnie tajnie czy jawnie, wszystko i tak z góry ugadane) swoje i swoich podopiecznych i promują tych którzy im się podlizują, przeważnie miernoty bez charakteru, albo ich kopie. A że cięzkie pieniądze idą w błoto i liczba ważnych publikacji coraz bardziej nas kompromituje, to ich wcale nie obchodzi, ani nie martwi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ dyskusja wciaz trwa - 27 kwietnia IP: 146.21.1.* 27.04.04, 11:40 Ta dyskusja wciaz trwa niemalze 1000 listow dolaczcie! forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&s=7 Linki do poprzednich dyskusji na ten sam temat . forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=8070491 i bodajze najdluzsza, z tematem propozycji reformy polskiej nauki i OFA forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11392402 milego czytania! JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oldboy Re: z klubem starszych panow mozna skonczyc IP: *.proxy.aol.com 24.01.04, 18:15 Gość portalu: JZ napisał(a): > Gość portalu: Oldboy napisał(a): > > Ta stara prawda nie dotyczy tylko Polski. Old Boy Clubs probuja kontrolowa > c > > naule, a nie tylko studentow, i to na calym swiecie. Kontroluja granty i > > pieniadze, wykorzystuja pomysly innych, dopisuja sie do publikacji, ktoryc > h > > nawet nie czytali i........swiat sie kreci jak krecil. > Jesli chodzi ci o to ze zwyczajowo dopisuje sie do publikacji szefa instutucji > > na zachodzie to nie masz racji. Zwyczaj ten pojawiai sie tylko wtedy jesli ten > szef finansuje i wie o programie pod ktorym sie podpisuje. A czy szef bedac szefem moze nie wiedziec o programach prac prowadzonych w JEGO instytucji??? Albo jest szefem albo nie. > Udzial w publikacji dostaje za prace administracyjna nad zapewnieniem funduszy na wykonanie badan. I tu mijamy sie w pogladach. Publikacja zawiera "intelectual property" i zeby byc autorem powinno sie miec CZYNNY INTELEKTUALNY WKLAD do prezentowanego dorobku naukowego. Np. byc pomyslodawca tematu. Bierne administrowanie i krecnie sie kolo kasy to obowiazki sluzbowe za ktore szef jest oplacany a nie INTELEKTUALNY WKLAD. > W odroznieniu od Polski gdzie tego typu opisywanie jest za to ze "ZEZWOLIL" > lub zeby nie zniszczyl pracownika. Uczywiscie jest to kwestia skali, ale w > systemie amerykanskim jesli szef pracowni przestanie byc skuteczny w > pozyskiwaniu > grantow to odchodzi i jest zastapowany przez nowego ktory mam byc w tym > lepszy. I to jest wlasnie problem systemu amerykanskiego. "Slave labour camps" na uniwersytetach, gdzie czesto niewykfalifikowani naukowo, ale za to obrotni w zdobywaniu grantow "profesorowie" (professor jest tam stanowiskiem naukowym a nie tytulem) siedza na kierowniczych stolkach i zarzadzaja tlumem taniej sily roboczej z Azji i bylego ZSRR (a kiedys takze z Polski i innych krajow Europy Wshodniej). Czesty ich wklad do publikacji to korekty jezyka angielskiego w publikacjach. A wszyscy klaniaja sie im w pas, bo........maja kase. A jak sie ma kase i paru dobrych "postdocow", to samemu tez wyglada sie dobrze i madrze. > Takiego mechanizmu nie ma w przydzialowo-centralnie sterowanej nauce polskiej. Niestety masz racje. Nikt nie pcha sie na postdoca do Polski, bo za malo placa. > Armia profesorow i habilitowanych jest praktycznie niewyrzucalna z pracy. A czy wiesz co to jest np. "tenure" w Kanadzie. Sprobuj tam wypiepszyc professora nieroba ze stolka. > Wspomniane old-boys clubs maja sie dobrze bo tych ludzi lacza wspolne interesy > i spore zdolnoaci. W polsce dodatkowo chroni ich USTAWA. Rozbijanie mafii w > jakiekolwiek postaci jest trudne, ale jest jeszcze trudniejsze gdy wprost > chroni ja prawo. TO MOZNA ZMIENIC! Nie tak latwo ruszyc miedzynarodowa powiazana ze soba MAFIE. > > I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMINU ETY > KI. > > Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic cieple > > > stoleczki w nieslawie. > Wielcy tego sieata na zachodzi sa wielcy bo mimo wieku przcuja, walcza o > granty prowadza aktywna polityke wewnatrz i poza instytutowa. A czy w Polsce nie prowadza oni czasami nawer BARDZO aktywnej 'polityki" wewnatrz i pozainstytutowej?? A te wojny podjazdowe w stosunku do konkurenji na innej uczelni a czesto nawet w tym samym gmachu...A te "friendly" recenzje.... Sa dobrzy. Nie > jest to kwestia etyki lecz skutecznosci ktora jest poddawana weryfikacji dzien > po dniu, miesiac po miesiacu... Widze, ze nie masz pojecia o ETYCE ZAWODOWEJ, a szkoda. ALE NIE w POLSZCZE. Tutaj po habilitacji > praktycznie a po profesurze formalnie ma sie zapewnione ciepla posade na > zawsze. cieple stoleczki sa juz ich. > DLATEGO gwarancje cieplych stoleczkow dawane przez zdobyte niejednokrotnie > kumotersko tytuly naukowe nalezy usunac. Nalezy uprosci system tytulow > naukowych i praw przyslugujacych z ich posiadania na wsor anglosaski. tak aby > profesorzy i habilitowani zostali zmuszeni do do DALSZEJ pracy. Tej chwalebnej > czesci tego srodowiska ktora pracuje to nie powinno zaszkodzic, a o reszte nie > dbam. To nie jest decyzja przynalezna srodowisku naukowemu lecz decyzja > polityczna. Wzorce anglosaskie sa, ich przyjecie umozliwi latwiejsza wymiane > kadry naukowej z zagranica, ktora obecnie nie dost ze ejst blokowana nizszymi > dochodami ale rowniez wymaganiem dodatkowych stopni naukowych. Wzory wzorami, a i na Zachodzie ten system nie dziala, jak powinien. Ten sam prblem ze znajomymi i prosiaczka i znajomymi znajomych prosiaczka, jak ktos juz pare lat temu opisal w ksiazce dla dziatek. A o ETYCE ZAWODOWEJ nigdzie ani slowa....... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Etyka zawodowa? IP: 146.21.1.* 24.01.04, 21:02 Gość portalu: Oldboy napisał(a): > Wzory wzorami, a i na Zachodzie ten system nie dziala, jak powinien. Ten sam > prblem ze znajomymi i prosiaczka i znajomymi znajomych prosiaczka, jak ktos > pare lat temu opisal w ksiazce dla dziatek. > A o ETYCE ZAWODOWEJ nigdzie ani slowa....... Ja jestem pragmatykiem, nie wierze w Etyki i Zasady, takie pisane przez wielkie litery. PAsteur ukradl pomysl swojemu wspolpracownikowi a potem go zniszczyl, Einstain jest slawny mimo ze tak naprawde wlasciwie dopisal tylko stala do rownan opracowanych przez Lorentza i z czym sie wcale jakos specjalnie nie chwalil. Ale dzieki nim mamy szczepionki i teorie wzglednosci. Podobnie jak dzieki tym symbolom, dzieki poganiaczom niewolnikow jak ich nazywasz dobrzy naukowcy moga pracowac nad tym co lubia za rozsadne pieniadze. wlasnosc intelektualna poganiaczy i ich prawo polega na tym ze wiedzieli kogo do jakiego projektu zatrudnic i dac pieniedze. Moze w idealnym swiecie mogloby byc lepiej ale w tym nieidealnym jest znacznie leiej niz w Polsce gdzie tytul zapewnia synekure na cale zycie. NO o ile sie nie wychylisz... Zgadzam sie ze tenure professorship czy established chair i wiele podobnych na zachodzie moze byc niezwalnialny. Ale zauwaz ze nie jest to pozycje panstwowa lecz pozycje oferowane przez uniwersytety na ich lub sponsorow prywatnych koszt, na zasadzie wyjatku nie zas jako naturalny i obowiazkowy etap kariery naukowej i to na koszt budzetu panstwa. Zreszta jak sam zauwazasz potrafia byz z nimi problemy - dokladnie z takiego samego powodu na ktory ja wskazuje. Posada besterminowa jest synekura i pozbawia podstawowego bodzca do pracy jakim jest jej utrata lub utrata znaczenia. POzbawienie lub zredukowanie tych tytularnych praw w polsce uwolni czesc finansow i zmusi jakby nie bylo inteligentnych ludzi do ponownego wysilku. Jest to rozwiazanie polityczne, praktycznie bez kosztow. > I tu mijamy sie w pogladach. Publikacja zawiera "intelectual property" i zeby > byc autorem powinno sie miec CZYNNY INTELEKTUALNY WKLAD do prezentowanego > dorobku naukowego. Np. byc pomyslodawca tematu. Bierne administrowanie i > krecnie sie kolo kasy to obowiazki sluzbowe za ktore szef jest oplacany a nie > INTELEKTUALNY WKLAD. > I to jest wlasnie problem systemu amerykanskiego. "Slave labour camps" na > uniwersytetach, gdzie czesto niewykfalifikowani naukowo, ale za to obrotni w > zdobywaniu grantow "profesorowie" (professor jest tam stanowiskiem naukowym a Jeszcze troche na ten temat, wiekszosc tych szefow, nie zajmuje sie niczym co mozna nazwac "biernym" administrowaniem. Nie sa i nie moga byc "niewykwalifikowani" - Czytaja literature, wiedza co jest nowe, potrafia doradzic i dopytac sie wlasnych postdocow czy doktorantow co w trawie piszczy. A potem potrafia tak sie obrocic wsrod sponsorow zeby im wytlumaczyc ze na to trzeba wydac milion dolarow. Potrzebna jest na to szeroka (zawsze trzeba wybrac szerokosc lub glebokosc) wiedza z taj dziedziny w ktorej pracuja. A ze po 12 godzinach pracy czasem nie starczy czasu zeby przeczytac artykul doktoranta, no coz pojdzie bez czytania. Ale sponsor ktory wydal milion dolarow widzi ze osoba ktora dotala pieniedze wydala te pieniadze slusznie. Czym to sie rozni od sytuacji w polsce? Ano tym ze rzadko widuje sie polskich profesorow pracujacych po 12 godzin, PRZYNAJMNIEJ W JEDNYM MIEJSCU. Widuje sie ich za to w skladzie rad kilku uczelni w tym samym czasie, ze nie wspomne w ilu spolkach sa jednoczesnie prezesami lub doradcami. CZyzby byli nadludzmi? czy tez tylko robia nauke pozorow, zaslonieni bezpiecznie swymi przywilejami i tytulami? > Niestety masz racje. Nikt nie pcha sie na postdoca do Polski, bo za malo placa. Nie tylko pieniadze!. Pieniadze wymieniaja sie na zachodzie na swobode (np. mozna wybrac wysoka place w firmie za sporo pieniedzy ale robic od 9-17 i dokladnie to co palcem pokaze szef, w przciwienstwe do znacznie mniejszej placy an uczelni lae poza drobnymi obowiazkami wykladow, mozesz pracowac nad czym chcesz i kiedy chcesz, bylebys publikowal). W POlsce nie ma pieniedzy, Ale nie ma tez swobody bo wszyscy sie gryza o tytuly i uprawnienia z tych tytulow wynikajace. > Nie tak latwo ruszyc miedzynarodowa powiazana ze soba MAFIE. TAk! mafii!, ale mozna zaczac walczyc z mafia tak jak z Alcapone, podatkami. Zacznijmy pytac ile kto publikuje i gdzie. sczegolnie po habilitacji! Odbierzmy mafii oslone ustawami. To sa rozwiazania systemowe, a nie budzetowe. Moze paru "mlodych gniewnych" wroci z zagranicy.... A nie tylko "starych przedemerytalnych". Zreszta ci ostatni tez sa dobrzy, ale pod warunkiem ze da sie im pracowac i ze jeszcze im sie cos chce. > > > I to dlatego, ze swiatek akademicki nie stworzyl wlasciwego REGULAMIN > U ETY > > KI. > > > Nie stworzyl i nie stworzy, bo wielcy tego swiata musieliby opuscic c > ieple > > > > > stoleczki w nieslawie. > > Wielcy tego sieata na zachodzi sa wielcy bo mimo wieku przcuja, walcza o > > granty prowadza aktywna polityke wewnatrz i poza instytutowa. > > A czy w Polsce nie prowadza oni czasami nawer BARDZO aktywnej 'polityki" > wewnatrz i pozainstytutowej?? A te wojny podjazdowe w stosunku do konkurenji Owszem, tyle tylko ze tytuly habilitacji i profesur polskich izoluja ten zatechly siwatek od reszty swiata. Polska uczelnia nawet po przyjeciu odpowiednika Einstaina (nawet jesliby mogla zaplacic i dac mu warunki pracy) nie bedzie mogla nadawac tytulow magistra lub doktora matematyki. bedzie musiala zatrudnic bodajze 5 habilitowanych matematykow. Jeszcze raz powtorze, uproszczenie sytemu poprzez zarzucenie niekompatybilnych z reszta swiata tytulow nic nie kosztuje (prawie nic zeby sie nie oklamywac). A moze przyczynic sie do przewietrzenia zatechlej atmosfery w polskiej nauce. Ani porfesorowaci ani habilitowaci czlonkowie PAN ANI KBN tego tematu nie podniosa. Wylacznie politycy moga sie o te dodatkowe przywileje zapytac i w ramach oszczednosci budzetowych poprosci profesorow aby zgodzili sie sobie sami zapewnic utrzymanie. Niech KBN wylacznie dofinansowywuje tych ktorzy maja niezalezne finansowanie np z UE. Tak jak programy europejskie. Jesli ktos dostanie grant spoza Polski lub z przemyslu niech AUTOMATYCZNIE doloza 25%, 50 czy nawet 100% finansow - z wolna reka na wykorzystanie. Oszczedzi sie na biurokracji, komisjach, platnych recenzjach. Placmy wylacznie za sukces tych ktorzy potrafia konkurowac na miedzynarodowym poziomie nauki a nie za zasciankowe polskie tytuly! > Widze, ze nie masz pojecia o ETYCE ZAWODOWEJ, a szkoda. Nie, chyba nie mam... przynajmniej nie w tym sensie co polska kadra naukowa. A u ciebie lepiej? W zamian zapytam czy ty masz pojecie to REALIZM? Czy bujajac w chmurach pamietasz jeszcze w ktorym kierunku jest ziemia? ;-) > Pozdrawiam Takze JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Draq Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.medizin.uni-leipzig.de 21.01.04, 17:26 Bo sie nie kloci. Ale potencjal, to my mamy taki sobie. Raczej skromny. Ale, ze nie mamy kasy na badania tutaj, a i system opisany przez Wojcika dziala koszmarnie (choc on ma zapewne najgorsze z mozliwych doswiadczen w polskiej nauce - kontakt ze swiatem medycyny), to mase dobrze edukowanych Polakow wyjezdza i "slawi polska nauke". Spojrz ilu obecnie zdolnych, swiezych doktorantow znajdzie zadrudnienie na uczelniach... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aga Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.biol.uni.wroc.pl 22.01.04, 11:23 czesd draq, he, he. c u in leipzig Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Minio Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.rockefeller.edu 21.01.04, 17:46 Ja też nie rozumiem, wygląda, że ten arykuł ma stawiać list dra Wójcika w negatywnym świetle, bo ośmielił się skrytykować establishment i propagandę sukcesu. Niestety, tezy dra Wójcika są jak najbardziej prawdziwe, myślę też, że stanowisko jest podzielane przez większość polskich naukowców pracujących za granicą. Polska ma ogromny potencjał intelektualny, który od dziesięcioleci (a może i stuleci) ulatnia się za granice, gdyż nie ma w Polsce warunków do uprawiania nauki. I nie chodzi wbrew pozorom o pieniądze. System jaki panuje w Polskiej nauce jest w stanie przejeść każdą sumę pieniędzy, nie produkując nic wartościowego (pieniądze idą na marmury, komputery do grania w pasjansa, wycieczki na drogie konferencje w egzotycznych krajach itp.). Koszt wyprodukowania w Polsce opublikowanej pracy naukowej jest prawdopodobnie 3-5 razy wyższy niż w USA, jeśli to przeliczyć na impact factor to pewnie z 15 razy wyższy (to wszystko przy ok. 4-krotnie niższych zarobkach doktorantów) Jest tak dlatego, że system ten jest zupełnie niekompetytywny (granty dostaje się po znajomości, nie ma otwartego rynku płac), a większość kadry naukowej nie ma chęci/wiary/motywacji aby zrobić coś z sensem. (Znajomy profesor z zagranicznego uniwersytetu, gdy odwiedzał polskie uczelnie był zdumiony: a) że wszyscy profesorowie wydawali się być w głębokiej depresji, b) nikt (ludzie teoretycznie z jego dziedziny) nie chciał z nim rozmawiać na tematy naukowe (bali się?, wstydzili się?, nie wiedzieli co powiezieć?)). Są oczywiście wyjątki, ale te można policzyć na palcach jednej ręki. Wejście do unii może spowodować drenaż mózgów na niespotykaną dotąd skalę, jeśli nie wprowadzi się głebokiej reformy nauki. Reforma nauki (a także systemu gospodarczego na bardziej liberalny) miała by skutek taki, że fachowcy z zagranicy powróciliby z zagranicy, inicjując boom gospodarczy (wariant Irlandzki). Obawiam się, że jednak się tego nie doczekam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Minio Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.rockefeller.edu 21.01.04, 18:05 Zabawna jest też w powyższym arykule interpretecja, że zdanie: >>kraje Europy Wschodniej, które mają "niewykorzystany ludzki potencjał", "są dobrze wyedukowane, szczególnie w zakresie nauk ścisłych i matematyki". << to :>> artykuł bardzo pozytywnie oceniający << i >>laurk[a] Artykuł miał wymowę pozytwną, gdyż zachód aż zaciera ręce na nasz talent: >>I Unia Europejska - zdaniem pisma - powinna "eksploatować ten talent", jeśli chce być "konkurencyjna globalnie w zakresie nauk, technologii i innowacji".<< Warto też zwrócić uwagę, że list dra Wójcika nie był jedyną odpowiedzią na ten arykuł. Podobny w treści list autorstwa dra Juraja Gregana jest opublikowany zaraz obok listu dra Wójcika. Dr Gregan pisze m.in.: >>What is missing is the competitive atmosphere found in top-class research centres. Foreign scientists are very rare in eastern European countries, which make no significant effort to attract experienced scientists from abroad — unlike emerging economies in Asia<< Nature publikowało w przeszłości arykuły krytyczne odnośnie skostnienia nauki w Polsce, rozumiem,że autor GW czytał tylko zapomniał wspomnieć. Odpowiedz Link Zgłoś
m-p Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z 22.01.04, 11:44 Nie wiem, czy masz rację odnośnie drenażu przez EU. Nie sądzę, aby drenowali Niemcy i Francuzi. Nauka w Niemczech i Francji też jest chora, cierpi na XIX- wieczny feudalizm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hakon666 Zadna nowosc IP: 5.2.* / 213.46.162.* 21.01.04, 18:28 wszyscy ktorzy mieli okazje sie zetknac z systemem szkolnictwa wyzszego w polsce wiedza ze panuje tam system przypominajacy uklady typu mistrz - czeladnik. zadna to nowosc. polska nauka czeznie i to w rynsztoku. dobrym komentarzem jest "legenda ludowa" kazika na zywo. polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Józef Wieczorek Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.01.04, 19:41 Polska jest potęgą habilitacyjną ale mizerią naukową i tak może pozostać na wiele lat. Wielu profesorów protestuje przeciwko uproszczeniu awansu naukowego na wzór amerykański strasząc konsekwencjami uproszczonych, a politycznie uwarunkowanych awansów po 1968 r. (docenci marcowi). Zapominają jednak, że odpolitycznienie nauki widoczne w projekcie NSZZ Solidarność wyklucza takie awanse. Natomiast politycznie uwarunkowane awanse miały miejsce i po roku 1989 r., a zdarzają się także obecnie i miałyby przyjazny klimat w uzależnionym od polityki prezydenckim projekcie ustawy. W efekcie to przeciwnicy szybszego usamodzielniania się pracowników nauki są zwolennikami zależności awansów od czynników politycznych. Praktyka wskazuje, ze wymóg habilitacji wcale nie zahamował miernotom drogi do awansów. Profesorowie habilitowani mają trudności z wykrywaniem plagiatów, z formowaniem nowej kadry naukowej, prowadzeniem dydaktyki na wysokim poziomie a zwykli doktorzy nie mieli z taką działalnością większych problemów, poza problem nienawiści ze strony 'profesorów'. Jakoś dziwnie wielu 'uczonych inaczej ' robi tzw. habilitacje nie w czasie zatrudnienia na uczelniach, lecz dopiero w okresie zajmowania stanowisk ministerialnych czy pokrewnych. Ciekawe, że dopiero po przejściu do kariery politycznej znaleźli czas na prace naukową A może prawda jest inna ? Mierni naukowo, ale dobrze umocowani politycznie i towarzysko, nie mają problemów z habilitacjami. Mamy wielu profesorów po habilitacjach w Akademiach Nauk Społecznych (przy KC PZPR), mamy profesorów po habilitacjach w Moskwie, Mińsku, Kijowie, w NRD bo tam jest ( lub był) system z naszym kompatybilny. Absolwenci i doktorzy Harvardu czy innych renomowanych uczelni mają natomiast problemy nie tylko z awansem, ale w ogóle z zatrudnieniem w polskim systemie nauki i edukacji. Podobnie jest z niezależnymi naukowcami rodzimego chowu. Przegrywają ustawione konkursy na obsadzanie etatów uczelnianych. Jeśli przetarg gospodarczy jest ustawiony to istnieje szansa, że opozycja polityczna taki przetarg zakwestionuje a media opiszą a niekiedy powołane zostaną odpowiednie komisje śledcze. Czy ktoś czytał o ustawionych konkursach na uczelniach? O ustawionych konkursach na wygrywanie projektów badawczych - grantów KBN ? A to jest standard w tradycji nauki polskiej. Chyba dlatego media o tym nie piszą i wszyscy uważają, że tak winno być. Projekt nowej ustawy prezydenckiej nie podejmuje tego tematu. Więcej w ostatniej Gazecie Polskiej z 21 stycznia 2004 – STARY SYSTEM W NOWYCH SZATACH Możliwy kontakt dla poważnych dyskusji i wymiany poglądów jwieczorek@ans.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jantsp Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: *.ibch.poznan.pl 21.01.04, 20:47 potwierdzam slusznosc analizy i oceny , ale o czym dyskutowac ? jak ktos sie interesuje nauka to nie robi rewolucji tylko wyjezdza gdzie liczy sie takie zainteresowanie a jak interesuje sie "administracja nauki" i akademickimi splendorami to mu polski system pasuje. Moze w Polsce lepsza nauka nie jest potrzebna ? jpodkowinski@yahoo.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: 146.21.1.* 21.01.04, 21:10 Z brakiem sensu habilitowania doktoratow mocno sie zgadzam. POdobnie zreszta jak z profesurami belwederskimi. Jest to wymog szkodliwy, odizolowywujacy slaba polska nauke od swiatowej i to wylacznie na nasz koszt (habilitowany moze sie eksportowac a nie habilitowany raczej nie powroci - nawet z niemiec czy szwecji ktore tez habilituja - bo trzeba sie bawic w nostryfikacje). Podobnie profesorzy. Profesor z doktoratem na uczelni amerykanskiej nawet zarzadzajacy wielomilionowymi grantami w polsce moglby liczyc co najwyzej na pozycje adiunkta i nikt by z nim nawet w KBN nie chcial rozmawiac. (dyskusja raczej akademicka, nie sadze aby taki powrot mial sie wkrotce wydarzyc) W wiekszosci powtorze za moim przedmowca, ale moze troche inaczej: Szkodliwosc habilitacji polega na Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: coto Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa IP: *.konst.silesianet.pl 23.02.04, 21:08 Przede wszystkim trzeba zlikwidowac przyczyne zla, tj. CK. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jantsp Re: Zadna nowosc IP: *.ibch.poznan.pl 21.01.04, 20:40 mistrz ?? czy "mistrz" ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jantsp Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.ibch.poznan.pl 21.01.04, 20:36 rzadza, dziela etety i fundusze, potrafisz "pracowac" bez finasowania badan i bez pensji ?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pak Glos rozsadku IP: *.dip0.t-ipconnect.de 21.01.04, 21:11 Ci, ktorzy na uczelni nie pracowali, nie maja nawet pojecia jak to wyglada od srodka. A wspomniany profesor ma po prostu racje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet z branży Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: 194.146.248.* 21.01.04, 22:41 nie ma pojęcia o czym pisze. W czym niby przeszkadza habilitacja i profesura tytularna? Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację. Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał, przyczyny są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej. Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju. System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański, a realizacja zależy od wielu czynników. Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony dostęp do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy. Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN, ale to już jej taki urok, a wpływ tej instytucji nie jest aż tak duży. Przypominam "znawcom", że przy nauce Sejm się sporo namajstrował w ciągu ostatnich lat. Konieczność robienia habilitacji została wprowadzona dlatego, aby wyelminować osoby, które po doktoracie pracę na uczelniach ograniczyły do kilku godzin ćwiczeń ze studentami. Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz: dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady. Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów - zatem ktoś ich musiał dobrze przygotować. Oczywiście są pewne błedy w organizacji nauki. W szczególności słaby przepływ młodej kadry między uczelniami, a powody niestety są prozaiczne - zamiana mieszkania itp. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.chello.pl 21.01.04, 23:13 Gość portalu: facet z branży napisał(a): > nie ma pojęcia o czym pisze. W czym niby przeszkadza habilitacja i > profesura tytularna? > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację. Na przykład w tym przeszkadza, że habilitowani biorą na kopy doktorantów i nie zajmują się nimi (przez to spada poziom doktoratów, ale zawsze znajdzie się kolega, który to pozytywnie zrecenzuje), a "tylko" doktorów nikt nie wspiera. Wychowują oni studentów, męczą się i oddają w kiepskie ręce. Poza tym habilitowani od siebie nic nie wymagają, są świętymi krowami, a utrudniają i szkodzą ile mogą niehabilitowanym. Oczywiście tym, którzy coś sobą reprezentują, co jest mierzone jakimiś osiągnięciami. Najbardziej rozpowszechniony mobbing stosowany przez habilitowanych polega na wymuszaniu dopisywania ich, lub wskazanych przez nich osób, do publikacji do powstania których w ogóle się nie przyczynili. > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał, przyczyny > > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej. Znowu się nasila, a jak wejdziemy do Unii przewiduję wzrost lawinowy. > Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju. > Nie słyszałem o takich przypadkach. Proszę podać kto wrócił. > System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański, a realizacja > zależy od wielu czynników. Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony dostęp > do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy. Ale je przydzielają samodzielni według własnego widzimisię. Swoich się pcha, a tych, którzy wykazują jakąś niezależność, udupia. > Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN, > ale to już jej taki urok, Urok ??? Chyba dla lekarza geriatry. > Przypominam "znawcom", że przy nauce Sejm się sporo namajstrował w ciągu > ostatnich lat. Konieczność robienia habilitacji została wprowadzona dlatego, ab > y > wyelminować osoby, które po doktoracie pracę na uczelniach ograniczyły do > kilku godzin ćwiczeń ze studentami. Jest to po prostu kłamstwo. Jest ustawowe pensum - to niehabilitowani zajmują się najbardziej niewdzięczną częścią dydaktyki i nie mają zwolnień z racji funkcji albo zebrań. > Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz: > dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże > seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady. Nikt o zdrowych zmysłach z Zachodu nam niczego nie zazdrości. > Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z > zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów - zatem > > ktoś ich musiał dobrze przygotować. > Sami się przygotowali i uciekli spod skrzydeł swoich "opiekunów" i z tych cudownych szkół tak szybko jak tylko mogli. Dobrych szkół nie ma tam gdzie nie ma wspierania rozwoju kadry. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet z branży Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: 194.146.248.* 22.01.04, 00:18 Biedny adiunkcie. Odpowiadam na Twoje zarzuty bo brakuje rzetelnej dyskusji na ten temat. Po pierwsze napisz parę dobrych prac, zrób habilitację i możesz sobie brać jak piszesz na "kopy doktorantów". Wytłumacz mi dlaczego nie możesz zrobić habilitacji, a może jesteś po prostu kiepski? Po co Ci wsparcie doktorantów? W pewnych sprawach trzeba pomagać adiunktom. Wysyłać ich na staże, również zagraniczne, walczyć o to aby nie nakładano na nich obowiązków hamujących pracę naukową oraz starać się zapewniać im większe zarobki poprzez udział w własnych projektach badawczych. Jak osoba po studiach decyduje się na wybór przyszłego promotora faceta, który ma "kopę doktorantów", to nie powinna się dziwić, że się nim nie zajmuje. Ja napisałem pracę doktorską jak mój promotor był zagranicą i była naprawdę dobra. Rzeczywistość jest odwrotna niż to sugerujesz - przynajmniej w naukach ścisłych, których jestem reprezentantem. Jest taki dowcip: Dlaczego prace doktorskie są lepsze od habilitacyjnych? Bo piszą je ludzie po habilitacji. Otóż to. U nas nie ma dopisywania się do prac młodszych kolegów, a doktoraty są często fragmentem pracy naukowej promotora podarowanym przyszłemu doktorowi (ma to pewne znaczenie do awansu promotora oraz dobre doktoraty podnoszą prestiż promotora). Nie jestem upoważniony do podania nazwisk osób, które spędziły pięć i więcej lat na uczelniach amerykańskich i wróciły do kraju. To, że ty takich nie znasz, to wynik słabej orietacji w środowisku, lub słabej pozycji w Polsce nauki, którą reprezentujesz. Nie przypuszczam aby po wejściu do Unii nastąpił odpływ na stałe pracowników naukowych. Już teraz łatwo osobom młodszym niż 35 lat dostać roczne lub dłuższe staże w UE i mało kto z nich tam pozostaje. Co innego stałe stanowiska - uzyskuje się je w bardzo trudnych konkursach. Może się kolego mi nie uwierzysz, ale mamy również w Polsce Niemców i Anglików pracujących na naszych uczelniach (nie chodzi o lektorów). Inne zarzuty: Pierwszy raz słyszę aby z tytułu udziału w zebraniach komuś zmniejszano pensum. A kto ma przydzielać granty. Przecież skład KBN pochodzi z wyboru w którym również uczestniczą adiunkci! A może wyznaczyć do tego jakiegoś urzędnika? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.chello.pl 22.01.04, 00:59 Gość portalu: facet z branży napisał(a): > Biedny adiunkcie. Bogaty, zadowolony z siebie profesorze. > Po pierwsze napisz parę dobrych prac, zrób habilitację i możesz > sobie brać jak piszesz na "kopy doktorantów". > Wytłumacz mi dlaczego nie możesz zrobić habilitacji, a może jesteś po prostu > kiepski? Po co Ci wsparcie doktorantów? Ja nie myślę, tak jak Ty, o sobie, tylko o nauce w Polsce. > Po co Ci wsparcie doktorantów? A po to, po co jest w większości krajów wyżej cywilizowanych z USA na czele. Jeśli nie wiesz, to się zapytaj jakichś profesorów stamtąd, albo popatrz z kim mają publikacje i ile ich mają. I w jakim tempie nam uciekają. > W pewnych sprawach trzeba pomagać adiunktom. Wysyłać ich na staże, również > zagraniczne, walczyć o to aby nie nakładano na nich obowiązków > hamujących pracę A niektórym specjalnie się dodaje obowiązków, żeby nie mieli zbyt dobrych warunków. Są sposoby na to, żeby faktycznie hamować rozwój, werbalnie popierając. > Dlaczego prace doktorskie są lepsze od habilitacyjnych? > Bo piszą je ludzie po habilitacji. ... > Ja napisałem pracę doktorską jak mój promotor był zagranicą i była naprawdę > dobra. Cóż za wspaniałą logikę prezentuje nam przedstawiciel nauk ścisłych, wybitna osoba po habilitacji. > Nie jestem upoważniony do podania nazwisk osób, które spędziły pięć i więcej > lat na uczelniach amerykańskich i wróciły do kraju. Jeśli to są ludzie o dużym dorobku, to ich nazwiska są w obiegu publicznym. Nie zaszkodzi im podanie ich tutaj w pozytywnym kontekście. > To, że ty takich nie znasz, > to wynik słabej orietacji w środowisku, lub słabej pozycji w Polsce nauki, > którą reprezentujesz. Ja myślę że większość nauk w Polsce ma słabą pozycję. > Może się kolego mi nie uwierzysz, ale mamy również w Polsce > Niemców i Anglików pracujących na naszych uczelniach (nie chodzi o lektorów). To rewelacyjna wiadomość. Proszę podać gdzie - będę się chwalił za granicą. Ja wiem o dziesiątkach Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, itd. a nie o ludziach z Zachodu. > A kto ma przydzielać granty. Przecież skład KBN pochodzi z wyboru w którym > również uczestniczą adiunkci! Ale mogą głosować tylko na samodzielnych i pierwszy etap (zgłaszania kandytatów) jest imienny, więc jest to kpina a nie wybory. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet z branży Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: 194.146.248.* 22.01.04, 01:34 > To rewelacyjna wiadomość. Proszę podać gdzie - będę się chwalił za granicą. Ja > wiem o dziesiątkach Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, itd. a nie o ludziach z > Zachodu. Przykład Niemca: Dr. hab. Andreas Zastrow Instytut Matematyki Uniwersytet Gdanski ul. Wita Stwosza 57 PL-80-952 Gdansk Wystarczy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Minio Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.rockefeller.edu 22.01.04, 02:59 Jeśli Twoją branżą jest matematyka, to rozumiem Twój optymizm. Trudno o bardziej obiektywną dziedzinę, a finanse nie są duże więc korupcja dużo mniejsza. Niestety jest to mały wycinek polskiej rzeczywistości naukowej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.chello.pl 22.01.04, 09:29 Otóż to! Matematyk nie potrzebuje żadnego wyposażenia (nie rozmawiajmy o komputerach, sieci i literaturze), żeby prowadzić badania. Trudno jest mi sobie wyobrazić, żeby do nas przyjechał ktoś z dziedziny biologii, medycyny, fizyki, chemii, nauk technicznych. Poza tym nie mam wątpliwości że w statystyce imigranci z Zachodu będą zdominowani przez tych ze Wschodu i emigrantów. Ale to i tak jest dobra wiadomość z rana. Dziękuję "facetowi z branży". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BANG Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: 129.81.192.* 03.03.04, 03:29 Niestety, zdecydowana wiekszosc z tego co prezentuje tutaj "facet z branzy" to (celowo nie uzyje wyrazu klamstwa...) bajeczki i pobozne zyczenia. Oczywiscie, zawsze mozna bronic systemu, nawet jezeli jest to system chory i przestarzaly. A szczegolnie jezeli tkwi sie w nim po same uszy! p.S. Patologie systemu nauki w Polsce znam osobiscie bo spedzilem w nim lat kilkanascie (do czasu wyjazdu...). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: st. asystent Re: Same kłamstwa "faceta z branży" IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 15:05 Przeczytalem te.... krotka rozprawe miedzy profesorem i adiunktem i dochodze do wniosku, ze sposob argumentacji profesora dokladnie potwierdza tezy adiunkta. Szczegolnie ten upor przy swoim dokladnie charakteryzuje stan nauki w Polsce. W polskiej nauce nie jest wazne co sie mowi lecz KTO mowi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czarek Wojcik wazne kto mowi IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:22 Dodam jeszcze swoj przyklad: nigdy nie bylem poproszony w Polsce o recenzowanie jakiegokolwiek artykulu w czasopismach polskich, bo nie bylem prof. dr hab. tylko "zwyklym doktorem". W tym czasie dostawalem juz prosby o recenzje z czasopism zagranicznych (oczywiscie nie z "pierwszej ligi"). Bo tam oceniaja po publikacjach, a w Polsce po tytulach. Czarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Jak na zamówienie - polecam te wyniki sondażu IP: *.chello.pl 02.02.04, 22:33 Gość portalu: abc napisał(a): > Gość portalu: facet z branży napisał(a): > > > > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał, > przyczyny > > > > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej. > > Znowu się nasila, a jak wejdziemy do Unii przewiduję wzrost lawinowy. Tylko tytułem komentarza do tej dyskusji. Z ostatnich badań wynika, że blisko połowa studentów największych warszawskich uczelni chciałaby wyjechać na stałe za granicę. Podobno poza bogatą Warszawą chęć wyjazdu jest jeszcze większa. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,1896421.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Minio Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.rockefeller.edu 21.01.04, 23:42 > nie ma pojęcia o czym pisze. ROTFL 8) > W czym niby przeszkadza habilitacja i habilitacja moim zdaniem nie przeszkadza, aż tak bardzo, ale jest to proces zupełnie zbędny. > profesura tytularna? Gdyby nie wiązało się z nią przywiązanie do stołka, aby byłaby, że tak powiem "tytułem szlacheckim" to niech sobie będzie > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację. Można, ale nie w Polsce. Ludzi z Polski którzy opublikowali w ostatnich latach prace w znakomitych czasopismach można na palca obu rąk policzyć > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał, przyczyny żartujesz chyba. W tej chwili, to już nawet miejsc na doktoraty nie ma. > > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej. > Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju. Niby kto ? > > System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański, żartujesz sobie... > a realizacja > zależy od wielu czynników. np. od kumoterstwa. Faktem jest, że w Polsce masz bardzo nikłe szanse dostania grantu, jeśli nie jesteś kolesiem kogoś w komisji. Granty nie są oceniane merytorycznie, a Ci którzy to próbują robić wylatują z komisji. W Stanach granty są oceniane wyłacznie na podstawie merytorycznej. (nie tylko na podstawie jakości pomysłu, ale także na podstwie istniejących warunków do ich realizacji) > Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony dostęp > do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy. Czyli poprzez feudała ja zawsze, a feudał musi mieć znajomości. > Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN, Akurat niektóre instytuty PAN często są i tak lepsze naukowo i mają zdrowszą atmosferę akademicką niż uniwersytety. Nie wiem dlaczego tak jest. > ale to już jej taki urok, a wpływ tej instytucji nie jest aż tak duży. > Przypominam "znawcom", że przy nauce Sejm się sporo namajstrował w ciągu > ostatnich lat. Konieczność robienia habilitacji została wprowadzona dlatego, ab > y > wyelminować osoby, które po doktoracie pracę na uczelniach ograniczyły do > kilku godzin ćwiczeń ze studentami. Bo tutaj ktoś (sejm?/decydent?) miesza pracę naukową z dydatkyczną. Świetny dydaktyk/wykładowca nie zasługuje na habilatcję i ma mieć zamkniętą karierę na uczelni, choć potrafi wykształcić studentów lepiej niż gostek po habilitacji. Tylko wolny rynek pracy może o tym właściwie zdecydować a nie bzdurne rytuały. > Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz: > dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże ROTFLMAO!!! Większość profesorów z zachodu, których znam, pod odwiedzeniu polskich uczelni, lub po zaznajomieniu się na czym system polega była ciężko zdziwiona ("its sooo inefficient"). > seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady. Nie jesteś serio, prawda, cała ta wypowiedź to podpucha? Przynaj się > Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z > zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów - zatem Polemizowałbym. Myślę,że ten popyt pochodzi stąd, że wielu Amerykanów woli podjąć pracę bardziej finansowo intratna a akademia pozostaje finansowo atrakcyjna dla ludzi z trzeciego świata. > > ktoś ich musiał dobrze przygotować. > Nie przeczę, że otzrymałem dobrą edukację w Polsce. Mylisz edukację z nauką, dlatego nie wierzę,że jesteś "z branży". Twierdzę, tak jak inni, że sytem w nauce funkcjonuje bardzo źle > Oczywiście są pewne błedy w organizacji nauki. W szczególności słaby przepływ > młodej kadry między uczelniami, a powody niestety są prozaiczne - zamiana > mieszkania itp. Cieszę się, że masz tylko takie problemy. Życzę sukcesów "w branży" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet z branży Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: 194.146.248.* 22.01.04, 00:39 Małe sprostowanie - często te rzeczy są mylone. Polska Akademia Nauk - to zupelnie co innego niż instytuty naukowe PAN. Można być członkiem PAN, a nie pracować w instytucie PAN i na odwrót. W istocie członkowstwo w PAN jest właśnie "tytułem szlacheckim". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator2 Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 13:08 Gość portalu: Minio napisał(a): > > nie ma pojęcia o czym pisze. Właśnie! Zarzucasz dyskutantom, że nie znają sytuacji, a sam też piszesz rzeczy dziwne. Na przykład: > > profesura tytularna? > Gdyby nie wiązało się z nią przywiązanie do stołka, aby byłaby, że tak powiem > "tytułem szlacheckim" to niech sobie będzie Stabilizację, czyli, jak to nazywasz "przywiązanie do stołka" daje habilitacja. Tytuł profesora niczego w tej materii nie dodaje! Jest zaiste "tytułem szlacheckim" (nawiasem mówiąc w Statucie Uniwersytetu Warszawskiego założonym przez króla Aleksandra (będącego też carem Rosji), profesor zyskiwał automatycznie dla siebie tytuł szlachecki, a po 10 latach profesorowania, tytuł ten stawał się dziedziczny). W sensie technicznym, tytuł profesora umożliwia ubieganie się o stanowisko profesora zwyczajnego, niedostępne dla doktorów habilitowanych. Ale to znów - poza minimalnie wyższą od profesora nadzwyczajnego płacą - ma znaczenie raczej honorowe. Nie daje żadnych extra uprawnień. > > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych > > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację. > Można, ale nie w Polsce. Ludzi z Polski którzy opublikowali w ostatnich latach > prace w znakomitych czasopismach można na palca obu rąk policzyć Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np. Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego. Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej, często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach, następuje wykład habilitacyjny. Tak wygląda polska nauka w wielu enklawach. Ostatnio mieliśmy np. habilitację młodego człowieka, który po 100 latach od Skłodowskiej odkrył nowy typ radioaktywności - podwójny rozpad protonowy. Rozchwytywany przez wszystkie najlepsze ośrodki niemieckie i amerykańskie. Typowe liczby cytowań naszych trzydziestolatków to 800, 1000, 1200. Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru latach i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść. Być może jeden czy drugi z takich przegranych będzie rozczulał się, że w Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Minio Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.rockefeller.edu 22.01.04, 18:02 > Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako > taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac > opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np. > Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status > Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego. > Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od > wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej, > często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. Znaczy się pracują za granicą. Znam takie przypadki z mojej dziedziny też, potem szybko wracają za granicę. Jak już pisałem wcześniej, zgadzam się, że habilitacja to formalność. Ale zbędna. > W > atmosferze - najczęściej święta naukowego - :) > po błyskotliwych odpowiedziach, > następuje wykład habilitacyjny. > Tak wygląda polska nauka w wielu enklawach. Dobrze określiłeś - w enklawach. Może czas najwyższy już wyprowadzić naukę z tych enklaw. > Ostatnio mieliśmy np. habilitację młodego człowieka, który po 100 latach od > Skłodowskiej odkrył nowy typ radioaktywności - podwójny rozpad protonowy. Odkrył to w Polsce??? Bo mnie to pachnie Darmstadt??? > Rozchwytywany przez wszystkie najlepsze ośrodki niemieckie i amerykańskie. > Typowe liczby cytowań naszych trzydziestolatków to 800, 1000, 1200. > > Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru latach > i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść. Dlaczego się wypalają? Serio. Jeśli się zapowiadał znkomicie, to jest straszna strata, że odszedł z nauki, dlaczego? > > Być może jeden czy drugi z takich przegranych Widzisz, to Twoje nastawienie jest jednym z powodów, dlaczego zdolnym i wykształconym ludziom zza granicy jest ciężko wrócić do kraju. Bo to są "przegrani". Bo tam wszyscy za nich zrobili. > będzie rozczulał się, że w > Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został??? Czas pokaże, za młody na to jestem :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Normą niestety jest co innego IP: *.chello.pl 23.01.04, 11:16 Gość portalu: obserwator2 napisał(a): > Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako > taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac > opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np. > Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status > Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego. > Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od > wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej, > często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W > atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach, > następuje wykład habilitacyjny. To co napisałeś na początku brzmi jak bajka w większości polskich uczelni. Ale chociaż wiadomo jak bardzo wszystkich wyprzedzili fizycy na Uniwersytecie Warszawskim. Stosują po prostu podejście takie jak na Zachodzie. Mnie to wcale nie dziwi - wszk oni, a nie żadni inżynierowie czy informatycy, podłączali nas do Internetu. Błagam, zróbcie jeszcze raz coś dobrego - podłączcie nasz cały system naukowy do świata! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grr Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: 141.2.200.* 21.01.04, 23:55 > nie ma pojęcia o czym pisze. W czym niby przeszkadza habilitacja i > profesura tytularna? w polsce? w mysleniu. ulatwia za to i promuje zachowania w stylu 'dziel i rzadz', moj byly szef w polsce zwykl mawiac, ze mlody czlowiek powinien dostac w dupe, bo on tez dostal, dlatego powinien malo zarabiac i babrac sie w zgryzotach i nedzy, dziwil sie tez, ze 'ta dzisiejsza mlodziez tak strasznie leci na pieniadze' a przy okazji fundowal sobie z pieniedzy grantowych nowy (i zbedny!) sprzet komputerowy praktycznie do wlasnego uzytku czy przedluzal wizyty w usa w ramach konferencji, oczywisice wszystko za pieniadze podatnika... > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację. nie mozna, cena uprawiania dobrej nauki w nowoczesnych dziedzinach (takich jak np. biologia molekularna) jest bardzo wysoka. a w polsce pieniedzy na to nie ma. a nawet jakby byly to i tak nie bedzie mial ich kto rozsadnie spozytkowac. pamietam taka smieszna scenke, pisalismy (jeszcze w polsce) wspolny grant z niemcami, no i w pewnym momencie wszyscy sie zdziwili jak sie okazalo ze niemcy podali kwoty (w grancie) w euro a nie w zlotowkach, i to w odniesieniu do jednego tylko roku a nie trzech! oczywiscie cyfry wygladaly bardzo rozsadnie (z psychologicznego punktu widzenia) do czasu kiedy sie okazalo ze to wlasnie euro a nie zloty... inny przyklad, zamowienia na materialy tutaj wygladaja tak, ze po prostu wpisuje sie co potrzeba na liste i za pare dni to jest. w polsce kazdy pojedynczy zakup polegal na kilkugodzinnym posiedzeniu w gabinecie geronta i uzasadnianiu po co i na co... poza tym moj byly polski szef nie mial pojecia o uprawianiu nauki (teraz to widze) co w polaczeniu z totalnym brakiem zaufania do mlodych doktorow i kierowaniem sie zasada 'dziel i rzadz' tworzylo mieszanke nie do wytrzymania! > Odpływ młodych naukowców na stałe w ostatnich latach znacznie zmalał, przyczyny > są prozaiczne - nie jest to już taki biznes jak był dawniej. a tu sie bardzo mylisz, pracujac w niemczech na tym samym stanowisku zarabiam 4 razy tyle co w polsce przy podobnych kosztach zycia... (bez ekstrawagancji) a i odlozyc sie cosik da co bylo raczej nie do pomyslenia w polsce, tym bardziej jak szefowi cos odwalilo i obcial premie... > Co dziwniejsze wielu wraca z dobrych zachodnich uczelni do kraju. kto na przyklad? ja slyszlem o takich co chcieli wrocic i po paru rozmowach w polsce, wracali, ale z powortem do siebie. moze masz na mysli tych, ktorzy wracaja do pl po krotkich stypendiach posdoktoranckich ale to nie sa ludzie z wielkim dorobkiem, powracajacy aby tworzyc dobre zespoly i im szefowac w oderwaniu od starych prykow! > System grantowy został w Polsce wprowadzony na wzór amerykański, a realizacja > zależy od wielu czynników. Młodzi naukowcy mieli i mają nawet ułatwiony dostęp > do grantów - projekty promotorskie i dla młodych badaczy. tak, znam ten system dosyc dobrze. polega w gruncie rzeczy na dobrych ukladach i znajomosciach. polskie granty powinny byc recenzowane za granica, moze wowczas cos by sie zmienilo w 'systemie' > Oczywiście są ciała naukowe, w których średnia wieku jest wysoka np. PAN, > ale to już jej taki urok, a wpływ tej instytucji nie jest aż tak duży. hehehehe u mnie w panie bylo okolo 7 profesorow na emeryturze, pelniacych funkcje kierownikow zakladow i pobierajacych z tego tytulu dodatkowe wynagrodzenie (bodajze 7/8 etatu bo nie mogli calego)... jak wygladala sprawowana przez nich 'wladza' nie bede pisal, moze tylko tyle, ze byli to ludzie ktorzy czapkowali pierwszym sekretarzom i podobnych rzeczy wymagali od swoich 'poddanych' > Pojęcie tzw. szkoły naukowej i relacje typu uczeń-mistrz: > dobre "szkoły" to coś czego nam czesto zazdroszczą na zachodzie - duże > seminaria, skumulowana wiedza, łatwa możliwość uzyskania porady. > Warto też tu zauważyć, że popyt na uczelniach amerykańskich na naukowców z > zagranicy wynika z tego że są często lepsi od ich amerykańskich kolegów - > i tu mozesz sie znowu mylic, kiedys zapytalem takiego jednego bossa tutaj dlaczego lubi zatrudniac ludzi ze wschodu, otoz miedzy innymi dlatego ze maja duza motywacje, nie marudza tak jak ich 'zachodnie' odpowiedniki, siedza w labie do pozna itp. itd... czy pomyslales kiedys jaka wielka motywacje do pracy w labie musi miec chinczyk- emigrant w usa? kolosalnie duuuza! > Oczywiście są pewne błedy w organizacji nauki. W szczególności słaby przepływ > młodej kadry między uczelniami, a powody niestety są prozaiczne - zamiana > mieszkania itp. podstawowym problemem polskiej nauki wysokonakladowej jest brak pieniedzy i 'komuna mentalna' w glowach profesorow-gerontow. i nic tego nie zmieni. trzeba czekac az wymra... :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JAP Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.souyaku.taihoyakuhin.jp / 210.158.206.* 22.01.04, 04:42 Duzo jest w tym prawdy. Habilitacje mozna zrobic przy okazji, problem w tym, po co. Najwazniejszym jest dorobek naukowy w liczacych sie czasopismach, tego kryterium nikt nie chce przyjac, gdyz nie mozna by bylo robic prac habilitacyjnych w oparciu o "uklady", a te nie moga gwarantowac odpowiedniego poziomu. Warunkiem niezbednym do robienia dobrych prac jest odpowiednie finansowanie. Nie mozna zrobic pracy pracujac tylko 4 godzin dziennie. Dzis badania wymagaja co najmniej 12 godzin dziennie. Kogo na to stac? Pasjonate tylko, gdyz czlowiek majacy rodzine nie jest w stanie zaskarbic przychylnosc malzonki/a przynoszac do domu pieniadze starczajace do pierwszego. Czy doktorant bedzie otrzymac stopien magistra trzeba opublikowac conajmniej 1 prace w renomowanym czasopismnie niejaponskim plus doniesienia zjazdowe. Doktorant muszi miec conajmniej 3 publikacje. Przy takich wymogach, wszyscy pracuja od 9-10 rano do 11-12 w nocy, majac odpowiednie zabezpieczenie finansowe. Pozostaje jeszcze bardzo wazna kwestia czzsu na picie gorzaly, conajmniej raz w tygodniu trzeba sie dobrze napic aby dobrze szly badania. Moze w Polsce tez kiedys tak beda prowadzone badania, czego wszystkim zycze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorant Re: przeplyw pomiedzy uczelniami IP: *.botany.gu.se 22.01.04, 12:17 Slaby przeplyw miedzy uczelniami spowodowany problemem ze zmiana mieszkania? Bardzo ciekawe... Tym bardziej ze wielu z tych ludzi jakos nie ma problemu na zamiane na mieszkanie zagranica. Opisane wczesniej zjawisko zaczyna sie na samym poczatku. Kiedy chcialam zlozyc dokumenty na tak zwany "konkurs" o stypendium doktoranckie zostalam poinformowana, ze nie ma sensu bo i tak wiadomo kto je dostanie. Nie wiem czy tak jest wszedzie, ale to zwykle profesorzy dogaduja sie ktory z nich w danym roku bierze doktoranta. I potem proteguje-zazwyczaj swojego magistranta. Zupelnie nie liczy sie projekt, poziom reprezentowany przez konkretnego kandydata itp. Nikt z zewnatrz nie ma poprostu szans. A jesli juz to sa to wyjatki - w sytuacji kiedy profesor nie mial wczesniej magistranta z ktorym sie dogadal. Skutek: w pewnych przypadkach na doktoraty dostaja sie osoby niesamodzielne, czasem takze niedoksztalcone, za to umiejace schlebic profesorowi. Mimo to czlowiek zainteresowany i zdeterminowany do pozostania na uczelni powinien sobie znalezc miejsce - czego przykladem jest wielu moich znajomych. Niestety czesc tych dobrych znalazla je zagranica. Wiekszosc z nich chce wrocic (bo Polska to zawsze dom i ludzie ktorych sie rozumie). I wszyscy mamy (bo ja tez) nadzieje, ze cos sie zmieni. Bedzie sie liczylo co potrafimy, a nie jak ulorzylismy sobie stosunki z szefem. Grazyna Bochenek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: byly naukowiec Re: Niestety większość dyskutantów na tym forum IP: *.e1-3-1-0.ar1.FRA2.gblx.net 26.01.04, 11:37 Niestety punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Zgadzam sie ze wszystkimi, ktorzy popieraja zniesienie habilitacji i ''profesorow'' belwederskich. Nie ma logicznych podstaw ich istnienia. Ich istnienie nie wnosi nic pozytecznego!!!! Mam nawet wrazenie, ze otrzymanie habilitacji/''profesora'' belwederskiego prowadzi do ubezwlasnowolnienia umyslowego (a dodatkowo my czyli podatnicy za to placimy). Dla mnie zawsze ciekawa jest lektura osob otrzymujacych ten tytul. Np. prof akademii muzycznej (dobre co!!) lub szkoly teatralnej (jeszcze lepsze !!). Ci ludzie (chwala im za osiagniecia) powinni byc docenieni przez swoja uczelnie i TYLKO !!! Osiagnelem wszystko- nic nie musze juz robic. To jest ich motto. Powiesz, ze generalizuje ale znam kilku z nich i wszyscy spoczeli na laurach. Jedynym sprawiedliwym system oceny jest ilosc publikacji w czasopismach w ktorych impact factor jest odpowiednio wysoki. Jesli sa, to ok jesli nie ma to po prostu czlowiek musi odejsc. Tak jest w normalnym swiecie (moze poza Niemcami gdzie jest podobnie jak u nas). Co do grantow to ilosc publikcji w dobrych czasopismach powinna miec automatyczne przelozenie na grant. Sa jest grant, nie ma zostajemy bez kasy. Wtedy jest motywacja zeby cos robic. Ja mialem kiedys watpliwa przyjemnosc uczesticzyc w projekcie, ktorego wyniki zostaly opublikowane w slabym (nie boje sie tego slowa) polskim czasopismie. Co do ludzi, ktorzy wracaja to mysle, ze przesadzasz. Ja zrobilem doktorat w malym instytucie ale moge moge ci podac licze doktorow, ktorzy wyjehclai i wrocili. Na przestrzeni ostatnich 13 lat 7 doktorow wyjechalo i nie wrocil NIKT !!! Niestety jak wiekszosc osob zabierajacych glos na tym forum mam swiadomosc, ze proponowane zmiany nie wejda w zycie. Nie podcina sie galezi na, ktorej sie siedzi (bardzo wygodnie). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Ale trzeba o tym mowic IP: 146.21.1.* 26.01.04, 13:24 Gość portalu: byly naukowiec napisał(a): > Niestety jak wiekszosc osob zabierajacych glos na tym forum mam swiadomosc, ze > proponowane zmiany nie wejda w zycie. Nie podcina sie galezi na, ktorej sie > siedzi (bardzo wygodnie). Tu masz racje, ale im glosniej sie o tym mowi tym mniej wygodna ta galaz bedzie! Zreszta cale srodowisko nie jest zepsute, wierze ze ogromna czesc ludzi z tytulami ma zdrowy rozsadek i pod naciskiem opinii publicznej (czyli szarakow doktorow, magistrow a szczegolnie politykow) nie beda w stanie w oczy klamac ze jest dobrze jak jest zle. Ale dyskusja sie musi zaczac! Dlatego chwala autorowi artykulu do Nature za to ze sie odwazyl! JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: realistka Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.veranet.pl / *.veranet.pl 21.01.04, 23:24 To prawda co mowia o polskich studentach i profesurze - wiem z autopsji bo zwiedzilam troche swiata. Wiem na czym polega "nauczanie wyzsze" w innych krajach i jak ceni sie "polsich wykrztalconych". Jako studentka 4 roku !W POLSCE! twierdze iz nasze uczelnie to wielkie BAGNO !!! Zostaja ci ktorzy naprawde bardzo chca lub ci, ktorzych na to stac i nie maja co zrobic z czasem. BAGNO dla wytrwalych => Jak ci sie uda wyjsc to i tak cie tam ciagnie! Ciagle chce sie uczyc ... pragne ... a moze sie uda? a moze to juz przeszlosc? Potem placze po nocach, dlaczego? Bo niby co mam robic? Ale przyszlosc i tak nie pisze sie obiecujaco. Marzenia i ambicje zrzera biurokracja i system polityczny, checi zmieniaja sie w poszukiwania za pieniazkiem na chleb. Doktorat stal sie złudą- płaczą ci co pragneli upajac sie wiedzą (jak ja) Kiedys na pytanie; co mozesz robic po studiach odpowiadalam; siedziec na bezrobociu. Znudzila mi sie ta odpowiedz => zaczynalam w nia wierzyc :( a bardzo tego nie chce. Teraz zamiast ufac po prostu sie łudze ... bo wiem ze ani wykrztalcenie ani spryt ani noty ani znajomosci jezykowe ani doswiadczenia z innych krajow nie pomoga jezeli nie mam znajomosci albo pieniedzy... :( Tyle mlodych, wykrztalconych ludzi ucieka z Polski. I ja jestem "ZA". Mam dosyc widoku -> Paradox RP = wykrzyałcić i pozwolic odejsc, nie przepraszam, to nie pozwolenie ale nakaz emigracji !!! Ciagle jednak wierze w ... jutro - gdziekolwiek to bedzie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: www poczytajcie ! IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.01.04, 08:25 www.naukowcy.republika.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: starogwardzista [...] IP: 217.112.233.* 22.01.04, 15:45 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ksin Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: 80.50.5.* 22.01.04, 10:25 na zachodzie wiedza ze mlodzi ludzie po studiach technicznych sa lepsi od ich wiec zaczynaja sie naciski na "skostanialą profesurę"w celu obnizenia poziomu potem bedzie mozna dac granty na badania o dupie maryni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: *.chello.pl 22.01.04, 10:55 Gość portalu: ksin napisał(a): > na zachodzie wiedza ze mlodzi ludzie po studiach technicznych sa lepsi od ich mit Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 panstwowa nauka 22.01.04, 11:51 symptomy opisane w krytycznym tekscie nie sa polska czy wschodnioeuropejska specyfika ale dotycza wiekszosci krajow Europy gdzie po prostu dominuje panstwowa nauka i panstwowe uczelnie zasilane z budzetowki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chris Re: panstwowa nauka IP: *.if.uj.edu.pl 22.01.04, 12:35 Przykro mi, ale kiedy czytam, ze pierwszym warunkiem uzdrowienia nauki w Polsce jest zniesienie habilitacji i tytulu profesora, wiem, ze mam do czynienia z hochsztaplerem albo nieudacznikiem. Habilitowalem sie w wieku 31 lat, na profesora czekalem dodatkowe piec lat dzieki veto PZPR, a i tak uzyskalem tytul jako 45-latek. 45-50 lat to jest norma w mojej branzy. Od 20 lat mozna sie habilitowac na podstawie zbioru artykulow, a nie specjalnie pisanej pracy. Komu habilitacja "przeszkadza w pracy naukowej", widac nic nie publikuje. Prawdziwa plaga sa adiunkci, ktorzy nie uzyskali habilitacji, wiec poszli do polityki i zrobili "lewe" stopnie i tytuly, albo szkodza opluwajac cala nauke polska za swoje nieudacznictwo. System amerykanski bedzie dobry wtedy, kiedy za pensje adiunkta bedzie mozna utrzymac sie (z czynszem!) w dowolnym miescie i zacznie sie normalna konkurencja. Nepoci i oszusci sa wszedzie, ale przestanmy masochistycznie wmawiac w siebie, ze u nas to norma. W indeksach cytowan polscy fizycy, chemicy, astronomowie czy biolodzy naprawde nie maja sie czego wstydzic. Pozdrowienia dla wszystkich normalnych chris Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Draq Re: panstwowa nauka IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 12:50 Wlasnie KASA!!!!!!! Zaczac nalezy od tego - niezaleznie od tego, czy habilitacja bedzie, czy nie; niezaleznie od chorych ukladow (nie zawsze ale bardzo czesto) najwazniejsze sa pieniadze. I na badania i na pensje. Jezeli nasz biedny kraj wydaje na nauke 0.38% PKB (chyba), a skarzacy sie ostatnio na nedze francuzi maja ponad 2%, to o czym my mowimy.A... na calym swiecie (takze w USA) wiekszosc pieniedzy na badania (nie na skrajnie uzytkowe, jak np. produkcja nowej insuliny) pochodzi z budzetu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czarek Wojcik KASA wazna, ale jeszcze ZAMOWIENIA i POMIESZCZENIA IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:35 KAsa jest niewatpliwie wazna: gdyby zwiekszyc 10x naklady na nauke (z 0.2% PKB na 2% PKB jak w UE) i wpompowac to w obecny system, to niewatpliwie sytuacja by sie poprawila, zaczelibysmy wiecej publikowac a samopoczucie profesorow byloby doskonale, tylko ile pieniedzy byloby marnotrawione? A poza tym - pieniadze to nie wszystko, potrzebna jest totalna zmiana nastawienia biurokracji uczelnianej. Z wlasnego doswiadczenai w AM w W-wie wiem, ze np. dwa glowne problemy to POMIESZCZENIA i ZAMOWIENIA. POMIESZCZENIA: W USA ten kto ma duzo grantow i zatrudnia duzo pracownikow dostaje pomieszczenai na laboratoria i biura, podczas gdy PI bez grantow jest sciskany do swojego malego i ciasnego gabinetu (jezeli ma tenure, bo inaczej to go wywala). W Polsce nawet jak sie ma granty to nie dostanei sie pomieszczen w ktorych musza posiadywac Panie i Panowie popijajac kawe i jedzac ciastka. Mogliby sie obrazic na smierc gdyby sie ich sciasnilo i przeznaczylo ich pokoj na pracownie naukowa. ZAMOWIENIA: W badanaich biomedyczncyh co chwila potrzeba zamowic jakis nowy odczynnik czy drobny sprzet. Zakladajac, ze mam pieniadze z grantow, w AM w Warszawie taka procedura trwa 2-3 miesiace - nalezy sie przy tym strasznie napocic wypisujac rozne papiery z "Europejska Klasyfikacja Dzialalnosci i Produktow" na czele (produkt chorego umyslu z Brukseli) - w USA wstukuje co potrzeba w komputer i mam na drugi dzien. Nie wspomne, ze w okresie wokolswiatecznym w ogole nei mozna nic zamawiac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ KOMU to sluzy i DLACZEGO! IP: 146.21.1.* 23.01.04, 14:18 Zgadzam sie ze problem biurokracji i utrudnien administracyjnych jest cierniem w stopie kazdego badacza w Polsce. Wyzej wspominalem absurdy takie jak przydzielanie srodkow z ponad polrocznym opoznieniem i wymaganie sprawozdan z ich wykorzystanie miesiac pozniej. Ale DLACZEGO tak jest? Komu to sluzy i dlaczego to sie w ogole nie zmienia? KOMU? Aktualnie zatrudnionym. Dotyczy to zreszta ochronnej polityki panstwa wobec klasy pracujacej odziedziczonej po poprzednim systemie. W Nauce jest jeszcze grzej bo tytuly daja dodatkowe gwearancje nietykanosci. Profesura belwederska to juz jest szczyt "czy sie stoi czy sie lezy..." DLACZEGO SIE NIE ZMIENIA: Dlatego ze beneficjenci decyduja o zasadach. I to calkiem inteligentni beneficjenci. I to beneficjenci wybrani przez poprzednich beneficjentow tego samego systemu. A przeciez nawet najglupsi ludzie wiedza ze galezi na ktorej sie wygodnie seidzi nie nalezy podcinac. Szczegolnie jesli pod spodem klebi sie stado dorodnych wilkow. Jedyne co mozna zrobic w tej sytuacji to podciac te galaz. Utopijnych marzen o wieksze srodki nie ma co hodowac, szczegolnie ze jak mowi przedmowca zostalyby w duzej czesci zmarnowane. A zmarnowany grant i plamam na karierze w wieku 30 lat to nie to samo co w wieku 65 lat przy zapewnionym ustawowo prawie do posady panstwowej. Dlatego tez ten w wieku 30, 40, czy 50 lat bedzie staral sie bardziej anizeli habilitowany profesor w wieku 70 lat! Usunmy zbedne bariery, pozbawmy swiete krowy aureolek, stworzmy jawne zasady rozliczania wynikow i otworzmy system na konkurencje. Srodki przyplyna same! JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator2 Re: panstwowa nauka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 13:16 przenoszę tu swój post z innego miejsca, bo bardzo tu pasuje Gość portalu: Minio napisał(a): > > nie ma pojęcia o czym pisze. Właśnie! Zarzucasz dyskutantom, że nie znają sytuacji, a sam też piszesz rzeczy dziwne. Na przykład: > > profesura tytularna? > Gdyby nie wiązało się z nią przywiązanie do stołka, aby byłaby, że tak powiem > "tytułem szlacheckim" to niech sobie będzie Stabilizację, czyli, jak to nazywasz "przywiązanie do stołka" daje habilitacja. Tytuł profesora niczego w tej materii nie dodaje! Jest zaiste "tytułem szlacheckim" (nawiasem mówiąc w Statucie Uniwersytetu Warszawskiego założonym przez króla Aleksandra (będącego też carem Rosji), profesor zyskiwał automatycznie dla siebie tytuł szlachecki, a po 10 latach profesorowania, tytuł ten stawał się dziedziczny). W sensie technicznym, tytuł profesora umożliwia ubieganie się o stanowisko profesora zwyczajnego, niedostępne dla doktorów habilitowanych. Ale to znów - poza minimalnie wyższą od profesora nadzwyczajnego płacą - ma znaczenie raczej honorowe. Nie daje żadnych extra uprawnień. > > Czy nie można pisać dobrych prac naukowych i publikować ich w znakomitych > > czasopismach, a przy okazji zrobić habilitację. > Można, ale nie w Polsce. Ludzi z Polski którzy opublikowali w ostatnich latach > prace w znakomitych czasopismach można na palca obu rąk policzyć Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np. Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego. Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej, często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach, następuje wykład habilitacyjny. Tak wygląda polska nauka w wielu enklawach. Ostatnio mieliśmy np. habilitację młodego człowieka, który po 100 latach od Skłodowskiej odkrył nowy typ radioaktywności - podwójny rozpad protonowy. Rozchwytywany przez wszystkie najlepsze ośrodki niemieckie i amerykańskie. Typowe liczby cytowań naszych trzydziestolatków to 800, 1000, 1200. Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru latach i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść. Być może jeden czy drugi z takich przegranych będzie rozczulał się, że w Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Hadko sluchac o tych "wartosciach" habilitacji IP: 146.21.1.* 23.01.04, 16:17 Gość portalu: obserwator2 napisał(a): > Na moim wydziale przez ostatnie 15 lat tylko 2 osoby "pisały hablitację", jako > taką. Pozostali, chyba 30 w tym okresie, "spięli" jak to się mówi 5-7 prac > opublikowanych w czasopismach filadelfijskich o najwyższym rankingu (np. > Physical Review, Physical Review Letters, Nuclear Physics, Physica Status > Solidi, etc.) i napisali podanie o wszczęcie przewodu habilitacyjnego. > Te parę miesięcy potrzebne na powołanie komisji, recenzentów jakie upływa od > wniosku do kolokwium habilitacyjnego nijak ich nie angażuje. Pracują dalej, > często za granicą i powidomieni o kolokwium przyyjeżdżają na dwa dni. W > atmosferze - najczęściej święta naukowego - po błyskotliwych odpowiedziach, > następuje wykład habilitacyjny. ... po czym wyjezdza z powrotem za granice? AHA!!! "Nieczesto" pracuja za granica? JAk nieczesto, 80%, 90%??? Czyli "wasze" habilitacje sa robione faktycznie za granica a tylko REJESTROWANE na _przyjazdowych_ wykladzikach w ramach "swieta naukowego". Ha, Ha, Ha oto "wartosc", "polskich" habilitacji "polskich" naukowcow. Rozumiem ze Wasz instutut m sie dobrze za polskie pineiadze z polskiego budzetu (bez cudzyslowow tym razem!) zaplacone przez polskiego podatnika. No, no, no. Moje gratulacje! OTO PRAWDZIWA WARTOSC HABILITACJI - wyrzucic ten smiec do kosza. > Ale są i tacy, którzy zapowiadając się znakomicie, wypalają się po paru latach > i nie są w stanie habilitacji zrobić. Ci muszą odejść. Odejsc? Gdzie? Czy nie do USA? > Być może jeden czy drugi z takich przegranych będzie rozczulał się, że w > Ameryce to i bez habilitacji mógłby zostać profesorem. Ale czy by został??? Moze sie nie bedzie rozczulal, tylko zgrzytal zebami. Ale zosytanie profesorem w USA jest latwe - to wylacznie posada, tak samo jak ksiegowego. Niestety trzeba byc po prostu dobrym. A jak sie przestanie procowac to mozna ja stracic - ZUPELNIE INACZEJ niz w Polsce. JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: panstwowa nauka IP: 212.87.3.* 22.01.04, 13:20 Ale tez i nie mamy sie czym chwalic.... Wystarczy sprawdzic np w bazie danych Filadelfia (prace w naukach scislych). Dane dotyczaca prac opublikwanych od 1996: polskich (Poland jako afilajacja) 85 667, hiszpanskich 110 233, wloskich 124 738. Wymieniam tylko te kraje ktore maja podobna liczbe ludnosci. Z cytowaniami tych polskich prac jest jeszcze gorzej. W Polsce moze jest kilka dobrych osrodkow, ale 'srednia' kiedy popatrzy sie na statystyke nie wyglada dobrze. Nie ma sie co ludzic ze jest dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Draq Re: panstwowa nauka IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 13:42 He, to nie jest tak zle - i Hiszpania i Wlochy sa wieksze jak i jednak ze 2-3 razy bogatsze...I wiecej wydaja na nauke...Ale z cytowaniami jest juz gorzej, bo mase Polakow publikuje w naszych rodzimych "michalkach" o beznadziejnym IF (zapewne z poczucia Narodowego Obowiazku). Wszystko sprowadza sie w koncu do jednego: KASA!!! Skonczmy wreszcie z pieprzeniem o chorych ukladach itd., to jest sprawa drugoplanowa. Najpierw musi byc finansowanie. Duze. Jestesmy biednym i zacofanym krajem i zeby "nadgonic Swiat" musimy wydawac nie 2 czy 3% PKB na nauke ale 3 razy tyle (a wydajemy 0.4). Tylko, ktory rzad odwazy sie to powiedziec chodowcom krow, kopaczom wegla, czy kolejarzom...Zaden, jezeli nie zauwazy przed soba mozliwosci wielkich tarapatow. A jedyne co moga zrobic sensownego uczeni, to odmowic naboru na studia. Wszystkie studia. Kompletny strajk dydaktyczny. He, wlasnie w poczuciu "misji". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: poinformowany Re: panstwowa nauka IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.01.04, 14:00 Warto pamietać, że w niektorych instytutach istnieje ( lub do niedawna istniał) nakaz publikowania w instytutowych, makulaturowach pismach. Np. w instycie PAN zarządzanym przez tow Neya (mimo przekroczenia wieku emerytalnego). Sądzić trzeba nie biednych podwładnych lecz feudałów - członkow rzecz. PAN.PAU itp Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 fakty i mity 22.01.04, 13:46 zgadza sie Ewo, tylko ekwiwalentne porownania maja sens reszta to zestawianie gruszek z jablkami albo co gorsza duzego z niebieskim. 1. W wymiarze podrecznikowym dla dzieci i mlodziezy nie ma w Polsce roznic w relacji do Zachodu; wykladnikiem realizacji programu moga byc badania PISA - zajmujemy w nich pozycje podobna do naszego, nazwijmy to, ogolnego poziomu cywilizacyjnego tzn. w czwartej cwiartce krajow OECD. No comment. 2. W wymiarze uniwersyteckim porownania sa trudniejsze z uwagi na zdecydowanie mnijesze wspolczynniki scholaryzacji w Polsce; porownania ilosci doktoratow tzw. netto dla danej dziedziny (np. na wydzailach matematyki odrzuca sie doktoraty z pedagogiki matematycznej) per capita daja podobna range naszego kraju w OECD. Reszta to mity. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator2 Re: panstwowa nauka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 13:59 Gość portalu: ewa napisał(a): > Ale tez i nie mamy sie czym chwalic.... Wymienione przez Ciebie kraje MAJĄ większą od Polski liczbę ludności, np Włochy 57 298tys wobec 38 646 w Polsce. Daje to liczbę prac w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców 2.22 dla Polski i 1.60 dla Włoch. Ale "uni" są w Unii`od dawna, na bogatym zachodzie, nie gnębieni przez "komunę" nie "maltretowani przez ruskich" . A my mamy więcej!! Przestańcie towarzyszko pieprzyć. > Z cytowaniami tych polskich prac jest jeszcze gorzej. Jak może być "jeszcze gorzej" skoro z pracami jest lepiej. A jak to było w przeszłości? To Włochy dały nauce Leonarda, Galileusza, Avogadro, Voltę, Galvaniego, Marconiego,Fermiego że wymienię nazwiska spotykane w szkole średniej. A my porównawczo? To w ostatnim 60-leciu (a zwłaszcza przez pierwsze 45 lat) zostały położone podstawy do uprawiania nauk eksperymentalnych w Polsce. Ostatnio nie najlepiej się dzieje. Podobnie jak w wiekach XVII i XVIII demokracja szlachecka nie sprzyjała inwestowaniu w badania podstawowe (podróżnicy po Polsce z owego okresu dziwili się że jedyny praktycznie kierunek studiów to teologia dająca szanse na probostwa), tak teraz demokratyczny parlament inwestuje środki tam gdzie może liczyć na dużo wyborczych głosów. Nakłady na naukę są żenująco niskie. Młodzi ludzie rzeczywiście, jak chcą się poświęcić nauce, muszą wybrać - albo nauka i skromne życie codzienne(przynajmniej do czasu), albo posada w banku (fizycy są rozchwytywani) - i warunki materialne na miarę 21 wieku. Ale i na zachodzie (z zachowaniem odpowiednich proporcji) jest trochę podobnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ klamstwo, wieksze klamstwo, statystyka! IP: 146.21.1.* 23.01.04, 12:08 Przed porownywaniem wskaznikow polecam sie zastanowic nad nastepujacymi pytaniami (moje odpowiedzi podaje w nawiasach): Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieudacznik Re: panstwowa nauka IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.01.04, 15:11 Jasne jest ze jeśli ktos w wieku niewiele po 30-tce jest hab, pracuje naukowo w USA to jest nieudacznik i hochsztapler. Tu nie ma wątpliwości. Postulując zniesienie hab, ktorą zresztą ma, dowodzi ,że nie jest normalny. Biegli psychiatrzy by to wykazali ( Gazeta Polska 21.01.2004) Ale mam jedno pytanie, czy Chris będąc tak znakomitym udacznikiem i nie- hochsztaplerem a przy tym normalnym pracownikiem ( UJ ?) spełnił swoje elementarne obowiązki nauczyciela akademickiego - cz łonka koropracji nauczanych i nauczających poszukujących razem prawdy ( taką korporacją, przynajmniej z definicji, byla Alma Mater wszystkich uczelni polskich) ujawniał prawde o udacznikach: - członkach komisji UJ negatywnie oceniających adiunktow ze względu na negatywne oddziaływanie na młodziez, ( i ktorzy cykuty wypić nie chcieli) - profesorow, którzy na wlasne konto zapisują osiągnięcia (przepraszam brak) nieudanych adiunktow - profesorow piszących najnowszą historię UJ bez używania słów 'komunizm', ' stan wojenny' .... Nie watpie , że należąc do elity intelektualnej kraju i bezkompromisowo walczący o prawde Chris nie pozostał bierny, i oportunizmem swym nie wykluczyl się z tej rozwiązanej juz (ciekawe dlaczego ?) koroporacji (patrz nowy statut UJ) . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czarek Wójcik odpwiedz dla pana prof. dr hab. Chrisa IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:17 Drogi Panie Normalny Profesorze Chris, Nie uwazam siebie bynajmniej za zadnego "wybitnego uczonego", jedynie za ciezko pracujacego wyrobnika naukowego. Przyznam, ze w Nature to wolalbym miec swoj artykul badawczy duzo bardziej niz ten list, ktory napisalem w nadziei, ze moze on wreszcie cos zmieni w zatechlych strukturach polskiej nauki. Mam nadzieje, ze jeszcze kiedys uda mi sie jeszcze opublikowac w Nature cos naukowego. A propos tego, ze nazwal mnie Pan byl hochsztaplerem - no coz, na szczescie w Pubmedzie mozna sprawdzic czy nim jestem. Podobniez mozna sprawdzic czy jestem nieudacznikiem zagladajac chocby na strone www ktora podala redakcja GW. Co do habilitacji: moze Pan nie zauwazyl, ale ja tez jestem "hab." - a zrobilem to tylko 2 lata pozniej niz Pan. Rowniez ja nie pisalem wielkiej rozprawy tylko spialem moje publikacje i dodalem do tego duzy wstep. Ale nei znaczy to, ze nad taka ksiazeczka nei pracowalem. Jakby dodac caly czas spedzony na robieniu habilitacji to stracilem ze 3-4 tygodnie robocze, do tego nalezy dodac czas stracony przez recenzentow, promotora, administracje, rade wydzialu, CK it.itd. - PO CO? Czy nie wystarczylby sam fakt, ze mam te publikacje, ktore juz byly recenzowane przez fachowcow z dziedziny, zanim sie ukazaly drukiem? Otoz habilitacja w Polsce jest po to, by mogli je robic ludzie, ktorzy wlasnie nie maja publikacji w "peer-referowanych" czasopismach, ale ktorzy potem moga nosic sie z tytulami dumnie jak paw. Co do tego, ze wciaz mamy dobre cytowania z dziedzin ktore Pan byl wymienil. To tylko swiatczy o zdolnosci wielu naszych rodakow. Sa oni cenionymi na swiecie pracownikami naukowymi. Na dodatek, prosze zwrocic uwage, ze jestesmy potega w dziedzinach w ktorych praca polega przede wszystkim na mysleniu, natomiast poza dobrym komputerem lub jednorazowym zakupem drogiej aparatury nie potrzeba ciaglego zakupu nowego sprzetu i odczynnikow z zagranicy - np. w fizyce teoretycznej, matematyce, chemii, archeologii it. Bliskie mi badania biomedyczne wymagaja ciaglych zakupow odczynnikow - i tu sprawa sie rozbija nie ttylko o brak srodkow, lecz takze o hamujaca wszytko biurokracje. Na zakonczenie zapraszam Pana, panie Cris do odsloniecia przylbicy i podania swoich personaliow, z wyrazami szacunku, Cezary Wojcik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gl Re: panstwowa nauka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 16:42 > W indeksach cytowan polscy > fizycy, chemicy, astronomowie czy biolodzy naprawde nie maja sie czego > .wstydzic Chyba tylko ci, którzy nie w Polsce pracują... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bolek Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę - list z IP: 213.149.96.* 22.01.04, 14:05 Zawisc w nauce, zwalczanie konkurencji, hamowanie rozwoju mlodych bylo i pozostalo cecha naukowych karlow. a powiedzial to Ludwik Teichman Swiezo po studiach znalazlem sie w pracowni, ktora kierowal "wybitny naukowiec". Cale zycie pisal na maszynie. Namowile (nie bez jego oporow) go (przez szcunek dla tego osbnika pisze przez male g) na komputer. Prawie dwa miesiace uczylem go pisac w Wordzie. Efekt tego byl taki, ze dal mi przepisania prawie 2000 (dwa tysiace) maszynopisu swoich pierdol. Odmowile - wyrzucil mnie z pracowni. Nastepca wynajmowal skrybe, ktory przepisywal pierdoly kierownika (za pieniadze, ktore mu placil asystent nie profesor). Przykladow mozna by mnozyc na peczki. No coz biologia ma swoje prawa. Profesorem zostaje sie u nas w wieku matuzalemowskim. A czego ot takich wymagac. Jak nie przeszkadzaja to juz bardzo duzo. Ale .... co tam szkoda slow. Bolek Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 zgadza sie bolku 22.01.04, 15:02 te przyklady sa oczywiscie zabawne ale przez lzy z uwagi na ich tragiczna prawdziwosc; potwierdzam i dozucam jeszcze pare przykladow z autopsji: - gosciu na katedralnym stanowisku czujnie, brzuchem zamykajacy szuflade biurka przy ktorym siedzial, jak ktos wchodzil do gabinetu, a w szufladce rozlozona jakas pierwsza czytanka z niemieckiego typu "lernen mit uns" czy cos podobnego zeby zalapac cos z niemca (angielskiego zero) a zalapal tyle, ze dawal zlecenia na tlumaczenia jakis smiesznych artykulikow - inna szyszka zlecila wyslanie pisma do Lubljany "najlepiej po jugoslawiansku" - znajoma miala gotowy doktorat a szefowa powiedziala "pani jest jeszcze mloda i moze to jeszcze raz zrobic a mnie sie to przyda na publikacje profesorska" i tekst zaoptarzony innym nazwiskiem zostal opublikowany bez zmian - o komputerach dlugo by pisac, widzialem smieszne notatki w tajnych zeszycikach do obslugi tego sprzetu typu "nacisnij klawisz anykey", oczywiscie nic z tego naciskania i tak nie wychodzilo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czarek Wojcik Moj list do Nature... IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 15:44 Szanowni Forumowicze, Po pierwsze, dziekuje wszystkim ktorzy mnie poparli czy to na lamach Forum, czy to wysylajac do mnie prywatne e-maile. Po drugie, bardzo prosze nie nazywajcie mnie profesorem, bo to w kontekscie mojego listu brzmi jak wyzwisko - ja mam tylko stanowisko Assistant professor w USA co sie nijak ma do polskiej profesury. A po trzecie, nasuwa mi sie refleksja, ze w tej dyskusji o model nauki i szkolnictwa wyzszego w Polsce to ogolnie rzecz biorac chodzi o konflikt pomiedzy modelem liberlano-kapitalistycznym uprawiania nauki ktory ja promuje, a modelem konserwatywno-socjalistycznym, ktory w Polsce w tej chwili istnieje. Jest to konflikt pomiedzy wolna gospodarka rynkowa a gospadarka socjalistyczna z lub feudalna tylko, ze przeniesiony w plaszczyzne nauki. Z jednej strony wolnosc i konkurencja, z drugiej strony system nakazowo-rozdzielczy i hierarchiczna struktura. Napawa optymizmem fakt, ze koniec koncow wygrywa zawsze wolnosc, choc niekiedy zajmuje to zbyt duzo czasu, pozdrawiam serdecznie Czarek Wojcik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Draq Re: Moj list do Nature... IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 16:30 Ha, optymista... Tam gdzie nie ma pieniedy, tam nie wolnosci i demokracji. I to jest warunek konieczny. Potem mozemy mowic o zmianach. Kazda najwieksza nawet rewolucja typu "wyrzucmy wszystkich po czterdziestce i bez publikacji" nie zmieni wiele. Po chwili radosnej demokracji wrocimy do poprzedniego systemu. Bedziemy tylko mieli inne, nowe rody feudalne i "wielkich polskich uczonych" (jak i "matke polskich Uniwersytetow" itp wyglupy). Demokracja nic nie da jezeli rocznie bedzie 20 czy 30 grantow (wcale nie wielkich) na jedna sekcje KBN. To musi rodzic chore uklady. A polski system grantowy nie jest taki zly: w porownaniu do innych krajow mamy jasne i nieobszerne formularze (koszmar Unijny!!) oraz potencjalna ocene grantow przez recenzentow zagranicznych (to zreszta jest akurat meczace, bo trzeba pisac 2 wersje tego samego grantu: po Polski i Angielsku - chyba najwyzsy czas skonczyc z polskim...)Problem, ze i KBN nie ma za bardzo czym placic recenzentom z zagranicy, a i jak sa takie grosze w nauce, to lepiej dac zarobic te 500 PLN (chyba) komus tutaj...(a ze wybor pada na znajomych, to oczywiste acz trudne do pochwalania). Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czarek Wojcik Re: Moj list do Nature... IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 22.01.04, 16:49 Zgoda, tylko od czego zaczac - od zwiekszania ilosci pieniedzy czy od reformy systemu? Jezeli nei ma politycznej woli by bylo wiecej pieniedzy na nauke, to trzeba przynajmniej to co jest wykorzystac w normalny sposob. 20-40 grantow na sekcje KBNu to jest w sam raz dla dwoch-trzech uniwersytetow. Reszte nalezy zlikwidowac - wlasnie dlatego,ze nie ma na nie pieniedzy. Jezeli ktos jest przeciwny ich likwidacji, to prosze bardzo, zostawmy je, ale wtedy niech beda na nie peiniadze. W normalnej gospodarce, jak sie nie ma na cos pieniedzy to sie tego czlowiek pozbywa, bo go na to nie stac, bo to jest luksus. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Draq Re: Moj list do Nature... IP: *.medizin.uni-leipzig.de 22.01.04, 17:59 Koncepcja kilku universytetow jest oczywiscie pociagajaca...(dla tych, ktorzy wierza - maja ku temu przeslanki - ze sa dobrzy) ale oczywiscie calkowicie nierealizowalna. To tak jakby przestac wyplacac rolnikom emerytury rolnicze. Powazniej: wydaje sie, ze latwiej jest zmobilizowac (czyli zmusic) ludzi zarzadzajacych finansami do zwiekszania nakladow (szczegolnie jezeli sa na bardzo niskim poziomie-naklady oczywisci), niz drastycznie ograniczyc liczbe miejsc pracy w nauce (wcale tez nie sadze, ze mamy tak wielu badaczy - przynajmniej w naukach scislych i przyrodniczych). Jakakolwiek reforma zmieniajaca obecna strukture nauki ze wzgledow oczywistych musialaby zostac przeprowadzona za wiedza i zgoda obecnie dominujacej kadry profesorskiej (tytuly naukowe nie maja tu zreszta az tak duzego znaczenia). Gorzej, ta reforma zostalaby przeprowadzona ich rekoma. Niewyobrazam sobie, ze ONI usuneliby siebie. To ONI rozdawaliby karty...Ale powiedzmy, ze przyszedlby "Balcerowicz nauki" i zrobil jakis tam porzadek: mamy np. 5 uczelni finansowanych na prawie europejskim poziomie z zatrudnionymi niezlymi uczonymi i co? Brak konkurencji powoduje, ze za kilka lat poziom oplywajacych w zbytki badaczy zacznie sie drastycznie obnizac. A "w drugim pokoleniu" nie bedzie juz nawet kandydatow na przyzwoitym poziomie do pracy tamze (skoro ograniczamy liczbe uczonych, to takze i studentow - studiowac beda glownie znajomi krolika) Mowiac o zwiekszeniu finansowania nie chce drastycznego obnizenia konkurencyjnosci (choc ilosc grantow jest minimalna i powinno byc ich znacznie wiecej). Moze nalezaloby wrecz ograniczyc gorna kwote (z pewnoscia widziales granty na 600 tysiecy PLN dotyczace zbierania danych o polamanych rekach - przesadzam). Uwazam, ze grono "dopuszczonych do koryta" musi byc jak najwieksze - to podstawa kazdej dobrze funkcjonujacej demokracji. Latwiej jest tworzyc uklady feudalno-mafijne jezeli do podzialu jest malo. Piszesz, ze: "W normalnej gospodarce, jak sie nie ma na cos pieniedzy to sie tego czlowiek pozbywa, bo go na to nie stac, bo to jest luksus". Tak, problem jednak w tym, ze nauka (wiedza) nie jest wcale luksusem. Jest podstawa bytu cywilizacji. Troche patetycznie to zabrzmialo ale to prawda. Jest wazniejsza niz drogi czy telekomunikacja - choc one sa zaraz potem. Jezeli zniszczymy transport (Polska nie jest najszczesliwszym przykladem), to na nic sie zdadza swietnie funkcjonujace banki... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ co jest realizowalne a co marzeniem. IP: 146.21.1.* 23.01.04, 13:40 Gość portalu: Draq napisał(a): > Koncepcja kilku universytetow jest oczywiscie pociagajaca...(dla tych, ktorzy > wierza - maja ku temu przeslanki - ze sa dobrzy) ale oczywiscie calkowicie > nierealizowalna. MAm wrazenie, ze myslisz "centralnie sterowniczo", czyli ze rzad, KBN lub ktos inny wybierze te uniwersytety, im da a innym nie. Obawiam sie ze rzad ani nikt nie wie komu dac bo urzednicy nie sa specjalistami. W tym sensie system grantowy, tak oddolny jak i odgorny ma ogromna przewage nad rozdawnictwem. bo daje sie ludziom na konkretne programy badawcze. Ludzie zas powinni miec mozliwosc wyboru gdzie te pieniadze beda wydawac czyli ktora uczelnia na tym zyska. Moim zdaniem, jak najwiekszy udzial w rozdziale srodkow powinien miec ANONIMOWY, ponadnarodowy peer review. Zas jak najmniejszy fakt posiadania utytulowanych i ustosunkowanych w PAN czlonkow rady wydzialu. Poczatek tej drogi to dolaczenie do programow grantowych EC, ale to tylko finanse. Dodatkowa pomoca byloby takze uproszczenie sytemu tytulow naukowych. Powody podalem we wczesniejszym doniesieniu pt. • Re: Potęga habilitacyjna, ale mizeria naukowa - Gość: JZ 21.01.2004 21:10 > To tak jakby przestac wyplacac rolnikom emerytury rolnicze. Emerytury traca ciagle na wartosci, przez co zmusza sie ludzi do poszukiwania nowych srodkow na zycie. Jesli ktos jest za stary i nie potrafi to byc moze umrze wczesniej. Zycie jest okrutne! > Powazniej: wydaje sie, ze latwiej jest zmobilizowac (czyli zmusic) ludzi > zarzadzajacych finansami do zwiekszania nakladow (szczegolnie jezeli sa na > bardzo niskim poziomie-naklady oczywisci), niz drastycznie ograniczyc liczbe > miejsc pracy w nauce (wcale tez nie sadze, ze mamy tak wielu badaczy - > przynajmniej w naukach scislych i przyrodniczych). Jakakolwiek reforma OPOWIADASZ jak Samoobrona. POWIEDZ po prostu KOMU maja zabrac finanse zeby je dac nauce. pieniadze nie rosna na wierzbach! > zmieniajaca obecna strukture nauki ze wzgledow oczywistych musialaby zostac > przeprowadzona za wiedza i zgoda obecnie dominujacej kadry profesorskiej > (tytuly naukowe nie maja tu zreszta az tak duzego znaczenia). Gorzej, ta > reforma zostalaby przeprowadzona ich rekoma. Niewyobrazam sobie, ze ONI > usuneliby siebie. To ONI rozdawaliby karty...Ale powiedzmy, ze Chyba zartujesz! tytuly sa wymogiem ustawowym do nadawania innych tytulow, bez odpowiedniej liczby uhabilitowanych i uprofesorzonych uczelnie nie moga uczyc. Poza tym jest tez efekt nastawienia spolecznego, ktoremu rozbudowana drabina tytularna sprzyja. Dlatego drabine te mozna usunac, jest to rozwiazanie administracyjno polityczne a nie naukowe. Po prostu oznacza odebranie praw "tytularnych" i postawienie tych zasluzonych ludzi w kolejce po chleb. Jesli sa dobrzy i ciezko pracuja to nie powinno im to zaszkodzic. Jesli to tylko synekuralni emeryci naukowi to albo sie obudza i zaczna znow wyrywac sobie zyly albo uwolnia sie przez to i srodki i miejsca pracy dla tych ktorzy jeszcze chca i moga. > przyszedlby "Balcerowicz nauki" i zrobil jakis tam porzadek: mamy np. 5 uczelni > > finansowanych na prawie europejskim poziomie z zatrudnionymi niezlymi uczonymi > i co? Brak konkurencji powoduje, ze za kilka lat poziom oplywajacych w zbytki > badaczy zacznie sie drastycznie obnizac. A "w drugim pokoleniu" nie bedzie Widzisz, konkurencja jest obecnie co najmniej EUROPEJSKA ze nie powiem SWIATOWA. Nie boj sie jej braku! To zabezpieczenie tytulami i wymogami nostryfikacyjnymi jest sposobem zabezpieczenia sie przed konkurencja, ktora ma sie doskonale! juz > nawet kandydatow na przyzwoitym poziomie do pracy tamze (skoro ograniczamy > liczbe uczonych, to takze i studentow - studiowac beda glownie znajomi krolika) NIE! Nauka i nauczanie to rozne rzeczy. W moim przekonaniu sytem polski jest przewrocony na glowie bo najwieksze obowiazki nauczania spoczywaja na doktorantach i mlodych doktorach, zas profesorowie i habilitowani zajmuja sie nauka. Potem mozna sie dziwic ze na konferencjach krajowych 50% referujacych to profesorzy. Na konferencjach zachodnich mowia najczesciej doktoranci. profesorom przypada zaszczytny wyklad honorowy. A historia nauki, patrzac na Einstaina wskazuje ze tworczosc to tak na prawde do 30tki. POtem juz pod gorke! Nie zabieram prawa istnienia DOSWIADCZENIU. Ale nie czynmy doswiaczonych tyranami poprzez ich tytuly! > Mowiac o zwiekszeniu finansowania nie chce drastycznego obnizenia > konkurencyjnosci (choc ilosc grantow jest minimalna i powinno byc ich znacznie > wiecej). Moze nalezaloby wrecz ograniczyc gorna kwote (z pewnoscia widziales > granty na 600 tysiecy PLN dotyczace zbierania danych o polamanych rekach - > przesadzam). Uwazam, ze grono "dopuszczonych do koryta" musi byc jak > najwieksze - to podstawa kazdej dobrze funkcjonujacej demokracji. Znowu mowisz o rozwiazaniach sytemowych. Ty sie nie znasz na polamanych rekach, Ja tez. Moze 600 tys to malo! Otworz system i daj kolegom od polamnych rak "tajnie" sie wypowiedziec. I to tajnie, mam byc tajnie. Nie tak jak Centralna Komisja ktora jak sie recenzenci nie zgadzaja to ich wzywa wspolnie i osobiscie na "wyskie posiedzenia" po czym wszyscy juz wiedza ktory byl tajnym recenzentem nr 2 lub nr 3. > Latwiej jest > tworzyc uklady feudalno-mafijne jezeli do podzialu jest malo. Moze i latwiej, ale jeszcze latwiej jesli sytem prawny jest skomplikowany i malo przejrzysty. Z pieniedzmi trudno cokolwiek szybko zrobic, z tytularnoscia, jak najbardziej! > Piszesz, ze: "W normalnej gospodarce, jak sie nie ma na cos pieniedzy to > sie tego czlowiek pozbywa, bo go na to nie stac, bo to jest luksus". Tak, > problem jednak w tym, ze nauka (wiedza) nie jest wcale luksusem. Jest podstawa > bytu cywilizacji. Troche patetycznie to zabrzmialo ale to prawda. Jest > wazniejsza niz drogi czy telekomunikacja - choc one sa zaraz potem. Jezeli > zniszczymy transport (Polska nie jest najszczesliwszym przykladem), to na nic > sie zdadza swietnie funkcjonujace banki... Wyglaszasz banaly! Nie "troche" ale "zupelnie" patetyczne ;-). Oczywiscie ze caly kraj jest systemem naczyn polaczonych. Poki co polcy naukowcy staraja sie wszakze oignorowac fakt ze caly SWIAT jest system naczyn polaczonych. A laczace rurki zatykaja jak moga tytularnymi przywilejami. Habilitacja habilituje? Nauka dla nauki? Moim zdaniem, NIE TEDY DROGA! JZ Odpowiedz Link Zgłoś
kuku77 Re: Moj list do Nature... 22.01.04, 20:00 Chyba wiem kim jest "Chris" (inicjały to nazwa jednej z bardziej znanych stałych w matematyce, prawda?). Jest naprawde dobry w swojej dziedzinie i, na ile Go zdążyłem poznać, uczciwy. Niestety nie ma chyba dobrego rozeznania w tym co sie w szkolnictwie wyższym dzieje. Sa takie rzeczy, które poznać można tylko z autopsji lub poswiecając im odpowiednio dużo czasu. Obawiam się, że z miejsca, gdzie obraca się Cris wielu rzeczy nie widać lub widac yulko ich fasady. Z bólem serca, przyznać musze racje Panu Wójcikowi. Jest niestety znacznie gorzej niz napisał. Znane mi sa przykłady ludzi, którzy habilitację otrzymali mając ZEROWY (niem-Null, ang-zero) dorobek naukowy. Znam tez faceta, który otrzymał habilitację mając ok 4 prac opublikowanych w lokalnym, nawet bardzo lokalnym, czasopismie, który nigdy nie opublikował niczego nawet w czasopiśmie ogólnopolskim, a który jest dyrektorem ds. naukowych w instytucie kształcącym w porywach ok 5 tys. studentów. Nie twierdzę, że jest to reguła, ale na pewno nie jest regułą kariera Chrisa. Ja mam mieszane odczucia jesli chodzi o habilitację i ocene "wartosci" pracownika nauki. Mam swiadomośc faktu, że dobrych kryteriów POZYTYWNYCH nie ma. Sa oczywiście prace, o których natychmiast wiadomo, ze sa rewolucyjne, ale wiekszośc, to po prostu prace "poprawne", które popychaja nauke o tak niewiele, że trudno jest to dostrzec. Zdaje sie, ze w (szeroko rozumianej) reprezentowanej przez Chrisa dziedzinie ukazuje sie ok. 200 tys. prac rocznie. Pogratulować optymizmu każdemu, kto uczciwie powie, że czytał 50% prac ze swojej wąskiej specjalności. Znane sa tez koła cytowań wzajemnych i tacy, co pisza np. po 300 prac w roku. Jak dotąd nie widać jednak żadnego lepszego kryterium oceny niz to, bardzo ułomne, liczenie publikacji. Są jednak kryteria NEGATYWNE. I nie jest to "wypalanie się", które może mieć rózne przyczyny (np. mobbing), ale fakt, że delikwent NIC NIE ROBI. Znam przypadki, gdy "wywalono" faceta, który miał kilkakrotnie wiecej publikacji niż wydziałowa srednia, a zostawiono takich, którzy nigdy nic nie napisali i robią sobie publicznie z tych co pisali i całego systemu "jaja". Nie twierdzę, że jest to reguła, ale jest to napewno bliżej "sredniej" niż sytuacje znane broniącym instytucji habilitacji. Można zreszta łatwo sprawdzić, który z Panów ma rację; Centralna Komisja dysponuje przecież wykazami dorobku naukowego wszystkich doktorów habilitowanych. Można to upublicznić i sprawdzić ile jest jeden taki doktor habilitowany wart. Aby być uczciwym należałoby oczywiście mierzyć tą sama miarą np. Chrisa czy Pana Wójcika i panów, o których pisałem. Broniąc obecnej sytuacji broni sie równiez takich ludzi. Jesli juz zachować habilitacje, to może wpierw ją oczyścić, odebrac stopnie uzyskane w sposób "nietypowy". Wszak "szlachectwo zobowiazuje"!. Problem w tym czy da sie to zrobić. Jeśli nie, to może warto jednak dyskutować sens istnienia tego stopnia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tomasz podaj kto to taki... IP: *.Princeton.EDU 26.01.04, 17:18 Kuku... a moze wlasnie warto napisac kto to jest takim spryciarzem, ze bez dorobku dostal habilitacje? Ciekaw jestem jak sie udalo przeforsowac kandydature w centralnej komisji (tzw. domu starcow). Dlaczego nie wyciagnac takich spraw na wierzch? Dlaczego nie podac nazwisk przyszlych Profesorow Tytularnych ;) pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
kuku77 Re: podaj kto to taki... 27.01.04, 11:10 Ja tego nie zrobie. ale wiem jak mozna to zrobic. Moge wysłac te informacje do osób piszacych na tym Forum i dobrze mi (ze swych wypowiedzi) znanych. Podam nazwiska, adresy słuzbowe i adresy przełożonych (równiez maile). Taka osoba mogłaby podpisujac sie własnym nazwiskiem (ja sie tego dzis jeszcze oobawiam) napisac do wskazanych przeze mnie osób i ich przełozonych pismo (maila) z prosba o podanie dorobku przedkładanego do habilitacji. Po jakimś czasie, np dwóch tygodniach mozna by opublikować na tym forum informację, że nie dostało sie odpowiedzi i ponownie wysłać maila do zainteresowanych informujac ich o poscie na forum. Mogliby wtedy ujawnic na forum co napisali. Takie postepowanie było kiedys proponowane na stronie Polskiego Cyrku Naukowego i myslę, ze jest ono dobre. Ze znanych mi z wypowiedzi na tym i innych forach osób jest kilka podpisujących sie nazwiskiem i one własnie mogłyby to uczynic. Jest to absolutnie legalne, bo dorobek naukowy kazdego z nas jest jawny (chyba nawet jest w tej sprawie jakis wyrok NSA), natomiast nie jest to dla pracujących w uczelniach bezpieczne. Ot i cały problem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Oj, podkladasz sie z takimi twierdzeniami.. IP: 146.21.1.* 23.01.04, 16:55 Gość portalu: Draq napisał(a): > Ha, optymista... > Tam gdzie nie ma pieniedy, tam nie wolnosci i demokracji. I to jest warunek > konieczny. Ale nie "wystarczajacy"? Zreszta twoje twierdzenie jest bledne, wystarczy popatrzec na Arabie saudyjska gdzie ani wolnosci ani demokracji nie ma a pieniedzy cala kupa albo, zaleznie w ktora strone te relacje chcesz poprowadzic, na USA gdzie i jedno i drugie jest. Ale nadecie twojej wypowiedzi jest zdecydowanie habilitujace dla jej bezsensownosci. Tyle wlasnie wiem o celowosci habilitowania doktoratow. > Potem mozemy mowic o zmianach. Kazda najwieksza nawet rewolucja > typu "wyrzucmy wszystkich po czterdziestce i bez publikacji" nie zmieni wiele. PRZEKRECASZ! nie "wyrzucmy", tylko zniesmy dodatkowe wymogi niekompatybilne z reszta swiata (naert ta ktora tez habilituje, jak niemcy czy szwecja) i pozbawmy DODATKOWYCH, wylacznie tytularnych praw. Moze wtedy wlasnie zabiora sie do pracy. Wyrzucimy dopiero tych ktorzy sie do tej pracy nie beda mogli zabrac. Zreszta zapewne nagle spora czesc profesorow okaze sie chetna NARESZCIE pojsc na emeryture! > Po chwili radosnej demokracji wrocimy do poprzedniego systemu. Bedziemy tylko Moze i tak, ale przynajmniej czesciowa wymiana kadry nastapi. I o to chodzi. > mieli inne, nowe rody feudalne i "wielkich polskich uczonych" (jak i "matke > polskich Uniwersytetow" itp wyglupy). Demokracja nic nie da jezeli rocznie > bedzie 20 czy 30 grantow (wcale nie wielkich) na jedna sekcje KBN. To musi > rodzic chore uklady. A polski system grantowy nie jest taki zly: w porownaniu Czyli jest dobrze????? Jesli sie niedawno, lub w ogole habilitowales to Twoje odkrywcze stwierdzenia sa tylko i wylacznie dowodem zeby sobie z tym cyrkiem dac jak najszybciej spokoj! > do innych krajow mamy jasne i nieobszerne formularze (koszmar Unijny!!) oraz Tak, najlepiej zeby byly tylko czery rubryki na podpisy kolesiow! Wtedy dopiero zapracowana kadra polskiej nauki moglaby sie oddawac swym dzialniom statutowym. > potencjalna ocene grantow przez recenzentow zagranicznych (to zreszta jest > akurat meczace, bo trzeba pisac 2 wersje tego samego grantu: po Polski i No wiesz, praca w ogole meczy. za to ponoc nam placa. > Angielsku - chyba najwyzsy czas skonczyc z polskim...)Problem, ze i KBN nie ma > za bardzo czym placic recenzentom z zagranicy, a i jak sa takie grosze w nauce, Widzisz, naleznosci za recenzje jest juz typowy nawyk "habilitowanych". Na calym swiecie peer review jakos odbywa sie za darmo - i ludzie sie pchaja zeby zobaczyc co jest na tzw. "cutting edge of science" i sie powymadzac jak oni mogliby to zrobic jeszcze lepiej. A tu nagle w Polsce trzeba za to placic! Oczywiscie ze trzba, po co by sie habilitowalo. ZABRAC HABILITOWANYM TEN ZLOB! bedzie wiecej pienedzy na nauke! > to lepiej dac zarobic te 500 PLN (chyba) komus tutaj...(a ze wybor pada na > znajomych, to oczywiste acz trudne do pochwalania). Ach, jakiez to faktycznie "oczywiste". Ale "my" "oczywiscie" tego nie chwalimy. Po prostu takie ciezkie czasy nastaly.... oj, oj, oj! Wiesz co, powinienes sie chciaz zaczerwienic za wypisywanie takich rzeczy. > Powodzenia Ja Ci powodzenia nie bede zyczyl, bez urazy - tylko troche z odraza... JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jerzor Re: W tej wypowiedzi jest błąd logiczny... IP: *.chello.pl 23.02.04, 04:41 >> Tam gdzie nie ma pieniedy, tam nie wolnosci i demokracji. I to jest warunek >> konieczny. > Ale nie "wystarczajacy"? > Zreszta twoje twierdzenie jest bledne, wystarczy > popatrzec na Arabie saudyjska gdzie ani wolnosci ani demokracji nie ma a > pieniedzy cala kupa Ale to właśnie JZ popełnia błąd logicznego wnioskowania. Jeśli bowiem posługując się logiką formalną (dwuwartościową logiką Arystotelesa) chcemy zaprzeczyć zdanie ~p=>~q (z non p wynika non q) to trzeba to zrobić tak: ~(~p=>~q) <=> ~p ^ ~(~q) <=> ~p ^ q (non p i q). Zaprzeczeniem zdania: "Jeśli nie ma pieniędzy, to nie ma wolnosci i nie ma demokracji". Jest zdanie: "Nie ma pieniędzy i (a mimo to) jest wolność lub jest demokracja". A nie, jak pisze JZ: "Są pieniądze (w Arabii Saudyjskiej) i ani wolnosci nie ma ani demokracji nie ma". Czyli p ^ (~q). JZ pisze wprawdzie dokładnie tak: "Arabie saudyjska gdzie ani wolnosci ani demokracji nie ma a pieniedzy cala kupa." Ale sens jest ten. Nawet gdyby trzymać się reguł logiki trójwartościowej, w której oprócz prawdy i fałszu jest jescze trzecia wartość - neutrum, to też rozumowanie JZ nie jest prawidłowe. Popieram JZ w tym, że chce polepszać naukę, ale błędy logiczne prowadzą na manowce. Oby nie polepszyć na jeszcze gorsze, tak jak to skończyły niektóre inne reformy w ostatnich paru latach! Pozdrawiam bardzo uprzejmie i serdecznie, Jerzor www.geocities.com/jerzor/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ niestety tak. IP: 146.21.1.* 26.02.04, 22:37 Gość portalu: Jerzor napisał(a): > Ale to właśnie JZ popełnia błąd logicznego wnioskowania. I tu sie zgadzam. Moje stwierdzenie nie obalalo tezy. Co prawda zadanie od samego poczatku bylo postawine zle bo zdanie "Tam gdzie nie ma pieniedy, tam nie wolnosci i demokracji" jest samo w sobie implikacja, nie zas warunkim koniecznym poziomu nauki. Czyli w podanej notacji nalezaloby badac bardziej skomplikowana teze (~nauka) => (~p=>~q) Albo (nauka) => (~p=>~q) Ale nie o to mi chodzilo!!! faktem jest zas ze w pospiechu, czepiajac sie glownie naburmuszonego jezyka, zam sie jezykowo naburmuszylem, i co gorsze faktycznie popelnilem wstydliwa niescislosc. Teraz juz bez nadmiernego naburmuszenia wyjasniem ze poziom nauki, finanse i demokracja, w moim przekonaniu, nie sa powiazane relacjami logicznymi w scislym tego sensie. Wobec czego naduzywanie scislych terminow w stosunku do zle sformulowanych twierdzen kluje w oczy. Pozostaje mi miec nadzieje ze ci co zajma sie reforma polskiej nauki nie beda tego robic po godzinach, lub przynajmniej ze beda sie przyznawac do bledow :-) Rowniez serdecznie pozdrawiam i dziekuje za lekcje logiki! JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 23:03 Dla tych co narzekają na mało pieniędzy na badania naukowe w Polsce. Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na badania naukowe w Polsce: 1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania 4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld 5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld. Razem na działalność badawczą: 12,5 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,1 % jak się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w innych mądrzejszych krajach. Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN- u powini uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi się w normalnych krajch to ten procent wzrasta do: 2,6 % w stosunku do PKB. Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszwej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczajacego na działalnośc badawczą, czy na "naukę polską" jak nie wiedomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!! Z poważaniem, halo GUS, obudź się!!! Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: 212.87.3.* 23.01.04, 09:51 6 mld dochodu z 'oplat studenckich' w tym 4 mld na nauke ?!!!!!! Chetnie sie dowiem na ktorej prywatnej uczelni wiecej niz polowe budzetu przeznacza sie na badania naukowe? Badania naukowe finansuje sie na uczelniach z trzech zrodel Badania Statutowe, 'male' pieniadza przeznawane sa przez KBN zaleznie od wielkosci uczelni i wynikow. Wystarczja na bierzace utrzymanie grupy. 'wieksze pieniadze' zapewniaja granty KBN, sa to tzw. ' badawczych grantach indywidualne' szansa otrzymania w tym roku byla jak 1:4, ich przyznawanie jest naznaczone patologia, fikcyjne recenzje, uklady etc granty EU szanse ma co ok 10 aplikacja I to wlasciwie wszystko. Problemem jest ze te pieniadze sa 'rozproszone'. Dostajesz kilka grantow ale malych (laczyc tych pieniedzy czesto z powodow administracyjnych nie mozna). Sa to za duze pieniadze by grupa 'padla' ale za male by mogla sie naprawde rozwijac, brakuje pieniedzy na inwestycje aparature. Granty 'Polskie' sa male, zadnej apartury sie z nich nie kupi, a Europejskie moze i wieksze ale zwykle sa to 'training networks'. Te pieniadze sa marnowane, wydawane na 'wycieczki konferencyjne', na gosci. Podam tylko taki przyklad z Unijnych pieniedzy moge zatrudnic doktoranta ale tylko unijnego, place mu kilka razy wiecej niz sama zarabiam jako profesor tj 2,000 Eu miesiecznie, ale polskiego doktoranta nie moge zatrudnic z tych pieniedzy, bo takie sa Unijne przepisy. Bywaja jeszcze inne zrodla (np przemysl czy Fundacja na rzecz nauki ale to sa minimalne pieniadze). Jedynym zrodelem pieniedzy na aparature sa KBN-owskie grnaty inwestycyjne ale o te wystepuje uczelnia a nie zespol badawczy, a to tez nie jest dobre. Podsumowujac, nie dosc ze pieniadze sa male to jeszcze nieefektywnie wykorzystane. ewa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 10:27 Widzisz Ewo, we wszystkich krajach do których porównujemy się ze wskaźnikiem "nakładów na działalność badawczo-rozwojową" liczą się wszystkie pieniądze: te na zakup aparatury badawczej, te na materiały potrzebne do badań, te na inwestycje, te na pensje pracowników badawczych, te na programy kompowe, te na wyjazdy na konferencje itp. Bądźmy więc konsekwentni i liczmy tak jak wszyscy. Jak widzisz w Polsce tych pieniędzy "na naukę" jest ogrom. Oczywiście rozumiem, z drugiej strony, że pieniędzy zawsze na wszystko za mało bo taka jest właściwość pieniądza. Pozdrawiam dr Bogdan Thomalla. Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
cezrok przykład pomocy w uzyskiwaniu stopnia naukowego 23.01.04, 11:23 Poniższy przykład jest, mam nadzieje, nietypowy. Jest jednak całkowicie PRAWDZIWY, tzn to sie rzeczywiscie zdarzyło. przykład - ciekawostka Byłem pracownikiem bardzo popularnego wydziału jednej z uczelni państwowych. Do 2001 roku byłem cenionym pracownikiem (otrzymałem kilka nagród Rektora) i cieszyłem się uznaniem i zaufaniem przełożonych czego wyrazem było m.in. przyznawanie mi corocznie sporych kwot z tytułu tzw. „badań statutowych” , bo relatywnie dużo pisałem. W ostatnim kwartale 2000 roku poinformowano mnie o podawaniu przez jednego z podległych mi pracowników nieprawdy w oficjalnych dokumentach, które winienem był jako jego przełożony podpisywać. Poprosiłem o wyjaśnienia i odmówiłem podpisania sprawozdania do czasu ich uzyskania. W międzyczasie okazało się, że posiadane przeze mnie informacje są bardzo fragmentaryczne i że pracownik ten „ma na koncie” szereg innych, znacznie poważniejszych spraw. Było to m.in. „przeprowadz enie” – za zgodą Dziekana, ale bez mojej wiedzy – ponad 1900 godzin dydaktycznych i sprawowanie opieki nad ca 50 dyplomantami oraz dużej ilości godzin dydaktycznych i prowadzenie wielu prac dyplomowych w jednej z uczelni prywatnych gdzie miał drugi etat. W sumie dawało to nie mniej niż 2200 godzin (rzeczywiście „przepracowa nych”, nie obliczeniowych. Normalny etat to 210 godzin rocznie miał ich więc ponad 10.) i kilkadziesiąt prac licencjackich i magisterskich. Aby zrealizować wyliczone godziny musiałby pracować każdego dnia (wliczając niedziele i święta) po ok. 14 godzin dziennie, a nie policzyłem tu bardzo absorbującej pracy w jego prywatnej firmie, którą wtedy posiadał. O wszystkich tych sprawach dowiedziałem się w maju 2001 roku, bo jedną z ciekawostek organizacyjnych tego Wydziału jest możliwość przydzielenia pracownikowi zajęć bez informowania o tym jego przełożonego (tzw. ręczne sterowanie ma się jak widać dobrze). Z moich wyliczeń wypadało, że pan ten ponad 500 godzin ma przepracować w pozostałe do końca roku siedem lub osiem weekendów (ca 25 godzin dziennie). Sytuacja była dlatego jeszcze nieprzyjemna, że większość tych zajęć prowadzona miała być w ramach przedmiotu „techniki multimedialne̶ 1;, do którego nie byliśmy przygotowani ani sprzętowo (wymagające „mocnychR 21; komputerów zajęcia odbywały się w sali wyposażonej jedynie w tablicę i kredę) ani kadrowo (nie mieliśmy nikogo, kto miałby o takim przedmiocie pojęcie, a wspomniany pan to z wykształcenia inżynier, którego specjalności do dziś nie udało mi się jednoznacznie ustalić, mimo, iż byłem jego przełożonym.) Ostra, nieproporcjonalna do rangi sprawy, reakcja Dziekana Wydziału na moją propozycję częściowego choćby „wyprostowan ia” zauważonych nieprawidłowości stała się przyczyną szeregu wydarzeń, w wyniku których stwierdziłem wiele innych znacznie poważniejszych nieprawidłowości w funkcjonowaniu Wydziału i Uczelni i nagminnego łamania prawa (m.in. znaczne nadużycia finansowe, podawanie kontrolerom NIK informacji o nieistniejących studiach, czy świadome przyjmowanie niemożliwej do normalnego „obsłużenia& #8221; ilości studentów) przez władze Wydziału przy pełnej aprobacie władz Uczelni, którym te nieprawidłowości sygnalizowałem. Wszystkie podnoszone przeze mnie, a kontrolowane później przez kompetentne władze (m.in. NIK – mam kopię raportu pokontrolnego) zarzuty zostały potwierdzone. Ze strony władz Wydziału i Uczelni spotykało mnie wiele szykan, wymienianie wszystkich to materiał na sporą książkę. Chcę jednak wspomnieć o ciekawostce ilustrującej pewien, charakterystyczny sposób myślenia. W październiku 2002 roku zagarnięto bezprawnie, bez żadnego oficjalnego spisania, moje rzeczy prywatne (m.in. książki, sporządzone dużym nakładem pracy notatki i sprzęt elektroniczny) oraz kilka napisanych lub będących w trakcie pisania prac naukowych i dydaktycznych. Przypuszczam, ze celem było tu pozbawienie mnie niektórych materialnych dowodów popełnionych przestępstw (m.in. kopii rachunków, niektórych planów zajęć, zrobionych dużym nakładem pracy zestawień itp.) co się zresztą częściowo udało. Przy okazji zabrano tez moje rzeczy prywatne i materiały dydaktyczne (np. protokoły egzaminacyjne i prace studentów), co dało asumpt do oskarżenia mnie o odmowę wystawiania studentom ocen, bo „z sufitu” wpisywać ich nie chciałem. Władze Wydziału „wyjaśniają& #8221;, ze moje rzeczy mogę odebrać od prof. X, który je rzekomo ma, ale mimo moich próśb nie przedkładają spisu będących w ich posiadaniu przedmiotów ani nie wyznaczają żadnego terminu ich wydania, a wiele tych rzeczy zostało bez żadnego pokwitowania wydane osobom trzecim. Usiłowałem wielokrotnie uzyskać informacje o tym jakie moje rzeczy znajdują się w posiadaniu prof. X., ale nie uzyskałem od władz Wydziału ani Uczelni żadnej odpowiedzi. Wszystkie właściwe dla załatwienia tej sprawy instytucje wykonują przedziwne uniki nie odpowiadając na moje pisma lub pisząc np., że mogę moje rzeczy od prof. X. odebrać, mimo, że wiedzą, iż wielokrotnie bezskutecznie usiłowałem to zrobić (mam np. pokwitowane pismo z prośbą o ustalenie terminu wydania moich rzeczy, na które od ponad siedmiu miesięcy nikt nie odpowiedział). Podkreślam, ze nie domagałem się wydania rzeczy, które wykonałam w ramach stosunku pracy (np. rezultatów tzw. badań własnych czy statutowych), a moich rzeczy prywatnych. Zdaje się, że pozbawienie mnie dostępu do nich prawo nazywa „przestępstw em zaboru mienia”. Dowcip polega otóż na tym, że władze Wydziału i Uczelni uważają, że wszystko jest w porządku, bo są władzami właśnie. I nie jest to wcale udawane, bo z rozmaitych „przecieków& #8221; wiem, że naprawdę tak właśnie myślą motywując to faktem, ze przedmioty te znalazły się na terenie Uczelni. Nie mogłem ich tam nie przynieść, bo potrzebne mi były do pracy, a Uczelnia nie może mi ich dostarczyć (bo nie ma ich np. w bibliotece). Piszę o sprawach, które dotykają mnie osobiście, ale są małą cząstką znacznie większej, dotykającej np. ok. 1500 studentów afery, których świadomie oszukano obietnicą ukończenia studiów w zamykanej właśnie naszej filii. (Filia była nielegalna i wiadomo było, że nie ma szans na jej legalizację. Mimo to łudzono ich możliwościami otrzymania tam dyplomu). „Przekrętów& #8221; jest znacznie więcej (gdzie ich nie ma?), opisane wyżej to tylko ilustracja, ale nie to, ani nie moje sprawy, jest głównym problemem, o którym piszę. Tym co najbardziej Uczelni szkodzi i fatalnie rokuje na przyszłość jest styl zarządzania. Idzie głownie o tzw. ręczne sterowanie, tuszowanie ewidentnych nadużyć i ocenianie ludzi według przynależności do określonych „układówR 21;, co zdarza się oczywiście wszędzie, ale co w tym konkretnym przypadku umożliwiane jest m.in. utajnianiem informacji ogólnie w innych uczelniach dostępnych. (np. wykazu tzw. dorobku naukowego pracowników, czyli tego, co, będący przecież funkcjonariuszami publicznymi, pracownicy ci napisali). Umożliwia to np. specjaliście od teorii ruchu satelitów funkcjonowanie jako fachowcowi od zarządzania lub marketingu. W sumie jest to oszukiwanie studentów i podatników, którzy za to kształcenie płacą. Nie jestem orłem, tak się jednak składa, że w Wydziale gdzie pracowałem miałem zdecydowanie największy dorobek naukowy w mojej grupie i jeden z największych w całym Wydziale (byłem na pewno w pierwszej piątce na ok. 120 pracowników). Napisałem ponad 70 prac (bardzo różnej jakości, więc nie piszę, że dorobek jest duży), w tym kilka książek, a przeciętna wydziałowa jest w okolicach 10. Gdyby – chyba zgodnie z zaleceniami PKA – liczyć tylko prace opublikowane w pismach z wykazu punktów KBN, to byłoby jeszcze gorzej, bo ca 60% prac moic Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niezrównoważony z bariery awansu naukowego IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.01.04, 12:07 Romuald Kolman: "Poradnik dla doktorantów habilitantów", Oficyna Wydawnicza Ośrodka Postępu Organizacyjnego Sp. z o.o., Bydgoszcz 2000 s. 160 (a w rozdziale 8.4. JAKOŚĆ DOROBKU HABILITANTA zamieszczonym na ss. 158- 161) - czytam: Działalność społeczna - formy (partie polityczne, związki zawodowe, stowarzyszenia naukowe i branżowe - ile, jakie, gdzie, pełnione funkcje, kiedy?) i np. s. 178 Wymagania zwyczajowe; m.in. uroczysty ubiór habilitanta zrownoiważony stan psychiczny habilitanta Ciekawe ilu uczestników tego forum spelniło by te merytoryczne normy jakości i wymagania ? Odpowiedz Link Zgłoś
dinos88 Re: bariery awansu naukowego 28.01.04, 16:12 Gość portalu: niezrównoważony z napisał(a): > Romuald Kolman: "Poradnik dla doktorantów habilitantów", Oficyna Wydawnicza > Ośrodka Postępu Organizacyjnego Sp. z o.o., Bydgoszcz 2000 > s. 160 (a w rozdziale 8.4. JAKOŚĆ DOROBKU HABILITANTA zamieszczonym na ss. 158- > 161) - czytam: > Działalność społeczna > - formy (partie polityczne, związki zawodowe, stowarzyszenia naukowe i > branżowe - ile, jakie, gdzie, pełnione funkcje, kiedy?) > i np. > s. 178 Wymagania zwyczajowe; > m.in. > uroczysty ubiór habilitanta > zrownoiważony stan psychiczny habilitanta > > Ciekawe ilu uczestników tego forum spelniło by te merytoryczne normy jakości > i wymagania ? To jest godne upublicznienia na wszystkich forach, nie tylko naukowych. Bardzo dobra jest dyskusja na forum strony www.republika.pl/naukowcy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: 212.87.3.* 23.01.04, 13:26 Really??? W wiekszosci karajow moze sie i liczy wszsytkie pieniadze, ale wtedy np w US suma jaka daje budzet i oplaty z samego czesnego na Uczeniach, dotacje prywatne (np w MIT to nie mala suma) znacznie przekraczaja te wyliczone przez Pana 2%. Mizeria w Polskiej nauce ma wiele przyczyn. Pieniadze sa pewnie jednak glowna. No ale ja bynajmniej nie proponuje zwiekszenia nakladow budzetu na nauke, bo przy takim zarzadzaniu jaki dzis mamy w nauce zwiekszenie nakladow oznaczalo by jedno, tylko wiecej pieniedzy by zmarnowano. ewa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Pieniadze to nie wszystko IP: 146.21.1.* 23.01.04, 14:57 Nie jestem w stanie ocenic poprawnosci wyliczen "B.T., Zabrze" (na pewno sie nie zgodze z 60% czesnego przeznaczonym na badanaia) ale w samym twierdzeniu jest w tym sens. POlska ma budzet na badania, moze go zwiekszyc moze o 10% ALE NIE 10 RAZY!!! czy 10% czy 15% to nie przeniesie sie na publikacje. Dlaczego? dlatego ze ci ktorzy te srodki dostana ani publikacji ani nauki w ogole nie potrzebuja bo poprzez uprawnienia tytularne maja zapewnione swe prawa praktycznie do emerytury. Profesorowie jawnie, poprzez ustawe, zas habilitowani zwyczajowo poprzez statuty uczelni lub bezterminowe kontrakty na prace. Wynika to z faktu ze ktozby zabijal kury znoszace zlote jaja czyli zwalnial habilitowanych ktorych odpowiednia ilosc jest WYMAGANA ustawowo aby uczelnia mogla nadawac tytuly naukowe w okreslonej dziedzinie! Z pieniedzmi nie da sie praktycznie nic zrobic. no moze 10%, zazwyczaj w niezrealizowanych obietnicach rzadu. Z systemem mozna cos robic. Mozna probowac go UPROSCIC na wzorce anglosaskie (Ani niemieckich, ani hiszpanskich ani wloskich nie polecam - wczesniej ktos nas porownywal z tymi panstwami statystycznie, dlaczego nie z Anglia czy USA? skoro juz liczymy publikacje na pieniadze to mozna i na glowy!). Uproscic trzeba POLITYCZNIE bo srodowisko dozywotnich profesorow z PAN nie ma najmniejszego powodu aby w obecnym systemie cos reformowac. Nie ma kolaczy bez pracy.. i to pracy TU i TERAZ, a nie 30 lat temu przy zrobieniu habilitacji. Pieniadze przyplyna same jesli inwestujacy beda wiedzieli ze sa one przetwarzane na konkretne wyniki nauki poprzez jawne i _na biezaco_ rozliczanie naukowcow lub zespolow naukowych. To dotyczy nie tylko firm ale nawet politykow. JAk maja oni zwiekszac budzet na nauke skoro pieniadze sa tak reglamentowane ze wszyscy mlodzi i zdolni wedruja lancuszkiem za granice i nie ma sie nawet kim lub czym pochwalic. JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oldboy Re: Policzmy ile na tę "naukę polską" idzie forsy IP: *.proxy.aol.com 24.01.04, 08:20 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > Dla tych co narzekają na mało pieniędzy na badania naukowe w Polsce. > > Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć > > Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. > > Ile to idzie na badania naukowe w Polsce: > > 1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld > 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld > 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania > 4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld > 5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld > 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld. > Razem na działalność badawczą: 12,5 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,1 % jak > się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w > innych mądrzejszych krajach. NIE JEST WAZNE ILE SIE WYDAJE, ALE JAK SIE WYDAJE PIENIADZE. > Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN > - > u powini uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi się > > w normalnych krajch to ten procent wzrasta do: 2,6 % w stosunku do PKB. NIE ROZSMIESZAJ MNIE > Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszwej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w > pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczajacego na działalnośc badawczą, czy > na "naukę polską" jak nie wiedomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!! CZY DOKLADANIE DZIADKOM DO EMERYTUR NAZYWASZ "FINANSOWANIEM NAUKI"? > Z poważaniem, halo GUS, obudź się!!! > > Bogdan Thomalla, Zabrze > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zanobiusz lista jego publikacji jest krotka... IP: *.mol.uj.edu.pl 23.01.04, 16:19 na moim wydziale, "profesor" raczej by sie nie utrzymal... Ale trzeba uczciwie powiedziec, ze posrod kolegow pracujacych na Akad. Med. moglby byc uznany za gwiazde pierwszej wielkosci. Zreszta uklady opisywane przez "profesora" sa rzecza charakterystyczna wlasnie dla Akad. Med., na uniwersytetach - czasami sie zdarzaja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zaniepokojony GDZIE JEST CHRIS -PROF NORMALNY IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 23.01.04, 21:17 Gdzieś się podział profesor normalny - Chris. Dokopał autorowi, na listy nie odpowiada. Czy schował się ze wstydu pod ziemię ? czy zapomnial swojego nazwiska ? tak czynia tylko profesorowie normalni. Znalem takich na kopy na UJ i nie tylko na UJ. Proponowalem nawet utworzenia tam INSTYTUTU ODCHAMIANIA KADRY KIEROWNICZEJ ( naście lat temu), ale niestety ! i są tego skutki. Do nowej prezydenckiej ustawy tez tego nie wprowadzono i z tymn chamstwem będziemy dalej musieli żyć albo uciekać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nikt Re: lista jego publikacji jest krotka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 17:00 > na moim wydziale, "profesor" raczej by sie nie utrzymal.. eee... czy na pewno na mol.uj. nie ma takich "dobrych"?! a "dept.pl.phys.dev?" albo wasyl? ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Propozycja jak walczyć z chamstwem -BOJKOT JUŻ !!! IP: *.chello.pl 23.01.04, 22:46 Mamy w polskiej nauce demokrację sterowaną jak w Rosji za Putina, czyli system niedemokratyczny z demokratycznym sztafażem. Ostatnim tego przykładem są wybory do KBN. Są dwuetapowe, tylko że w pierwszym etapie zgłasza się kandydatów podpisując się na arkuszu imiennie. Czyli jeżeli ktoś spróbuje się wychylić i nie wpisać tego, kogo wskazuje szef, może mieć nieprzyjemności. TO GWAŁT na sumieniu !!! Ale jest na to sposób. W drugiej turze, w której mam nadzieję głosowanie będzie tajne, można skreślić tych, których się pod przymusem wpisało. Wymyśliłem jeszcze lepszy sposób: W OGÓLE NIE GŁOSOWAĆ. Umówmy się, że wyślemy te arkusze na adres jakiejś osoby zaangażowanej w sprawę (po stronie zmiany systemu), która się ujawniła, np. Pana Wieczorka (jeśli się oczywiście zgodzi) z dopiskiem np. PRECZ Z KBN, albo podając po prostu Pana Wieczorka jako naszego kandydata. Jak on to, tzn. nasze głosy, będzie miał w garści, będzie potraktowany dużo poważniej. Przynajmniej przez media, a to już coś. Jednocześnie trzeba uważnie nasłuchiwać, czy ktoś z tych, którzy mają bierne prawo wyborcze (tzn. z samodzielnych), odważy się skrytykować ten system który obowiązuje teraz. Przyzwoity człowiek nie powinien brać w ogóle udziału w tak niedemokratycznych wyborach! To nie jest powód do dumy, jeśli się wygrywa w rezultacie nacisków i manipulacji. Nie bójmy się - pod naporem Internetu władza zaczęła ustępować nawet w Chinach Ludowych! W Wyborczej był tytuł że Internet to piąta władza. A może Solidarność by mogła objąć patronat nad bojkotem? Chyba ona chce zmienić ten system. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miko [...] IP: *.holidays.mu / *.in-addr.btopenworld.com 24.01.04, 04:39 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Józef Wieczorek BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 24.01.04, 12:00 Odnośnie apelu o bojkot wyborow KBN ogłoszonego przez abc- zamieszczam treść pisma do KBN jaki wystosowalem 10 lat temu ogłaszając bojkot wyborów: Komisja Wyborcza KBN Niniejszym informuję o podjęciu decyzji bojkotu wyborów KBN, gdyż do tej pory nic mi nie wiadomo o istnieniu odpowiedniej ustawy zakazującej członkom zespołów KBN wygrywania konkursów na rozdział grantów. Uważam, że jest niemoralne aby rozdział grantów odbywał się głównie między członków zespołów i ich współpracowników. Ta sprawa winna być uregulowana ustawowo. Również sprawa niewykorzystywania środków przez KBN, w sytuacji konieczności pokrywania kosztów badań z własnego "kieszonkowego". Moja dezaprobata dla poczynań KBN nie jest odosobniona. Taki pogląd podziela wiele osób, które jak sądzę powstrzymują się od oficjalnego wyrażania swoich opinii, gdyż mogłyby podzielić mój los. Józef Wieczorek Kraków 4.03.1994 --------------- Pani Małgorzata Kozłowska - podsekretarz stanu w Komitecie Badań Naukowych, jeszcze w 2000 r. rozpowszechniała informacje, że ja wyborów w 1994 r. nie mogłem zbojkotować bo nie byłem wtedy pracownikiem naukowym. Otóż w tymże 1994 roku byłem pracownikiem PAN-u i wybory zbojkotowałem, o czym lojalnie Komisję Wyborczą poinformowałem. Dezinformacje Pani Minister dowodzą jedynie, że baza danych KBN o pracownikach naukowych jest wysoce niedoskonała. ------------------ Nalezy walczyć z patologiami w nauce ale np. dokonywanie rewolucji pod hasłem PRECZ z KBN nie jest zasadne. System grantowy jest konieczny i widzę jego potrzebę w ramach kompleksowych zmian systemu nauki w Polsce. Z moimi tekstami dotyczącymi KBN jak i innych patologii w nauce i edukacji mozna zapoznać się na stronach www.jwieczorek.ans.pl, www.geo-jwieczorek.ans.pl a także na www.naukowcy.republika.pl Nie chce tu zabierać miejsca na dlugie wywody. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.chello.pl 24.01.04, 12:53 Jeśli to jest bojkot ze strony pojedynczej osoby, można zawsze powiedzieć że to ekscentryk lub pieniacz. Jeśli bojkot ma charakter masowy - już nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jozef Wieczorek Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 24.01.04, 14:23 Ja nie jestem przeciwko bojkotowi wyborow do KBN w obecnej postaci bo nie jestem przeciwko sobie. Byłbym zadowolony oby jak najwięcej osob poszło w moje slady, wtedy można by wymusić zmiany w systemie. Co innego jednak bojkot wyborów a co innego precz- z KBN. Jesli powstanie na to miejsce NBK a system zostanie niezmieniony to będzie tak samo a może i gorzej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: 207.44.154.* 28.01.04, 23:56 Wybory he, he, he. Przyboczny dziekana przyniósł kwity i regulamin. Następnie wymamrotał nazwisko "uzgodnionego" kandydata. Nie chciał powiedzieć kto i jak uzgodnił. Kandydat jest żwawym profesorem koło 70ki. Ciekawe? to czytajcie dalej bo the best is yet to come. Karty do głosowania w zaklejonych kopertach składało się w sekretariacie. Sekretarka odhaczała kto przyniósł. Na najbliższej radzie dowiedzieliśmy się jak głosował wydział. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: *.chello.pl 29.01.04, 00:16 To jeszcze nie było tak źle - koperty mogły być zaklejone! Czy na pewno wszystkich, czy tylko po habilitacji? Bo ja bym tym prostym adiunktom nie dowierzał. Ponieważ moja propozycja zorganizowanego bojkotu nie została podchwycona, zastanawiam się co zrobić. Chciałbym maksymalnie zaszkodzić "uzgodnionemu". A może lepiej oddać głos nieważny, lub w ogóle nie wysłać koperty/wysłać z kawałkiem gazety, jeśli będą odhaczać w Sekretariacie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Re: BOJKOT WYBORÓW KBN IP: 207.44.154.* 29.01.04, 00:55 :To jeszcze nie było tak źle - koperty mogły być zaklejone! Koperty były zaklejone, jakby nie były to by nie było śmiesznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze To nie ani stara ani nowa gwardia tłamsi DNBR IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 23:29 To ani nie stara ani nie nowa gwardia tłamsi działalność naukowo-badawczo- rozwojową (DNBR) w Polsce, czy jak mówi się w Polsce "polską naukę". Tłamsi system kryteriów oceny wyników działalności DNBR (tzw. nauki polskiej). Jeżeli obowiązujące kryteria oceny DNBR były wytyczone przez nauczycieli akademickich i pracowników PAN-ów i to głównie fizyków teroetycznych tudzież chemika udającego praktyka to mamy typowo akademickie* kryteria. Kryteria akademickie* ale forsa na DNBR rzeczywista, z budżetu państwa i ze studentów. Nowa gwardia jeżeli dojdzie do władzy, a nie zmieni kryteriów to popełni te same błędy jakie popełnia stara gwardia bo przecież ludzie w kupie zachowiją się zawsze tak samo w takich samych warunkach (czyli przy stosowaniu takich samych kryteriów). Wyjście jest jedno. ustwić tak kryteria oceny wyników DNBR aby pozbyć się tych co nie tworzą dzieł tylko ich imitacje i to niezależnie czy pochodzą ze starej czy nowej gwardii. Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Zabrze */ akademicki, zgdnie z 3 znaczewniem podanym przez "Mały słownik języka polskiego", PWN, Wawa 1969 oznacza: "teoretyczny, oderwany od rzeczywistości". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ A konkrety? IP: 146.21.1.* 26.01.04, 10:50 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > To ani nie stara ani nie nowa gwardia tłamsi działalność naukowo-badawczo- > rozwojową (DNBR) w Polsce, czy jak mówi się w Polsce "polską naukę". A co to jest nowa gwardzie w polsce? Mowisz o mlodych doktorantach co jeszcze nie wyjechali lub tych paru "nieudanych" adiunktach ktorych zawalono dydaktyka tak ze nawet nie wiedza ze moga wyjechac lub nie maja czasu zorganizowac sobie tego? > Nowa gwardia jeżeli dojdzie do władzy, a nie zmieni kryteriów to popełni te > same błędy jakie popełnia stara gwardia bo przecież ludzie w kupie zachowiją > się zawsze tak samo w takich samych warunkach (czyli przy stosowaniu takich > samych kryteriów). O to wlasnie walcze, zeby kryteria i warunki sie zmienily. Nowi promowani przez starych na wzor i podobienstwo faktycznie niczego nie zmienia. W rybolowstwie wpuscza sie szczypaki do stawu z karpiami. Zjedza karpi niewiele ale zmusza wszystkie karpie zeby sie RUSZALY. Obecny system praw i tytulow naukowych jest doakonalym zabezpieczeniem przed jakimkolwiek szczupakiem. przez to polska nauka jest nieruchawa i lepsza nie bedzie! Ale, wracajac do analogii z karpiami, to wymaga zmiany systemu a nie dosypania do stawu wiecej zarcia. I co? myslisz ze karpie beda sie same prosily o szczupaka? A ze smierdza mulem to tylko kwestia przywyczajenia. > Wyjście jest jedno. ustwić tak kryteria oceny wyników DNBR aby pozbyć się tych > co nie tworzą dzieł tylko ich imitacje i to niezależnie czy pochodzą ze starej > czy nowej gwardii. Ano wlasnie, jesli chcesz nierozroznialnosci nowej od starej gwardii to wlasciwie po co sa te wszystkie tytuly i ich efekty uprawnieniowe? Ale najwazniejsze na koniec: JAK ustawic te kryteria? poprosze pare szczegolow od praktyka. JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Podaję konkrety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 23:45 1. Odnośnie starej i nowej gwardii. Tylu tu gniewnych (zaliczam ich do nowej gwardii w odniesieniu do tytułu artykułu) dyskutuje ale brak propozycji rozwiązań. Stąd moje twierdzenie, że gdyby nowi zastąpili starych to nic się nie zmieni o ile nie zmienią się kryteria oceny wyników prac naukowo-badawczych. Dlatego uważam, że powinno się poszukiwać ciekawych kryteriów oceny wyników prac N-B. 2. Odnośnie kryteriów oceny wyników porac naukowo-badawczych. Obecna ocena jakości prac to ilość publikacji, ilość cytowań, i tam jeszcze jakieś niewymierne oceny. Z tych niewymiernych ocen powstają stopnie i tytuły naukowe. Z tych tytułów wynika zarządzanie działalnością naukowo-badawczą (N- B) w Polsce i sposób rozdysponowywania środków finansowych na dalszą działalność N-B. Lepszą oceną jakości działalności N-B byłaby wartość wyników prac N-B za jakie zostały one sprzedane. Prosto, ta praca jest lepsza, za którą autor lub zespół autorów uzyskał(li) wiekszą sumę pieniędzy. Finansowanie działalności N-B mogłoby być na zasadzie; sprzedaliście wyniki prac za złotówke, KBN dokłada wam np. do tego dwie złotówki na dalsze prace. Dobrze byłoby wymagać określonej sprzedaży wyników prac N-B do uzyskania określonych stopni i stanowisk naukowych. 3. Stosując te "kapitalistyczne" kryteria mielibyśmy technologie, mielibyśmy dobre poszukiwane publikacje naukowe, a pracownicy naukowo-badawczy byliby cenieni i kupowani podobnie jak piłkarze. A i Nobel by się znalazł. 4. Inny ciekawy sposób to zamiast finansować prace badawcze (tematy) dawać chętnym pożyczki bezzwrotne na zakup aparatury badawczej takiej jaką sobie autorzy wymyślą. Kto potrafi wykorzystać te aparaturę zarabia pieniądze, a kto nie potrafi już więcej nie dostaje bezzwrotnej pożyczki. Ale by sie działo, co? Ja optuję za tym rozwiązaniem. Właśnie jedynie co mi brakje to forsy na tę drogą aparaturę, na normalną potrafię zarobić sprzedając wyniki swych badań. Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ dodaje swoje konkrety IP: 146.21.1.* 27.01.04, 10:29 Troche sie zgadzam, chcociaz nie wiem na jakiej podstawie ilosc publikacji i cytowan pakujesz do jednego worka z "niwymiernymi ocenami". Moze nie sa to najlepsze sposoby ale w naukach podstawoch nie da sie spezdac wynikow inczaej. Zgadzam sie ze metoda podana ma zastosowanie do nauk stosowanych. Ale takze i tutuaj rozumiem ze chcesz aby przyznawano pienieadze za pienieadze a nie za "poprzednia dzialanosc", usankcjonowana posiadaniem jakigostam tytulu. Jesli mowisz ze forum nie proponuje rozwiazan to chyba nie doczytales moich i nie tylko, sugestii zeby wywalic habilitacje. Moze nie ejst to lek na wszystko ale przynajmniej jeden z "niewymiernych" czynnikow rozdzialu strodkow odpadnie. Nie zgadzam sie na "sprzedawanie" zadnych stpni naukowych - Bez wzgledu na sposob ich otrzymania takie stopnie sa podstawa przechodzenia na emeryture naukowa. czyli podsumowywujac, jesli mowimy orozwiazaniach to 1) automatczna zlotowka KBN za zlotowke zewnetrznego grantu 2) uproszczenie sytemu stopni naukowych na wzor anglosaski 3) ... JZ PS. dyskusja zeszla z pierwszej strony iwec prwdopodobnie jest to ostatnie runda moich doniesien. iejmy nadzieje ze dyskusja wroci na widok publiczny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Stopnie naukowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 11:10 Wiesz, mnie te wszystkie stopnie śmieszą. Dlatego na ten temat nie wypowiadam się. Stopnie naukowe to wewnętrzna sprawa danej uczelni, ona sobie te stopnie przyznaje ona ustawia odpowiednio stanowiska prporcjonalnie czy też nie do tych stopni. Na zewnątrz uczelni stopnie nie mają żadnego znaczenia. Inaczej ujmując powinno sie mówić tak: Iksiński jest doktorem Uniwersytetu Niskowarszawskiego. Ygrekiński jest profesorem Uniwersytu Bliskowarszawskiego i to wszystko. Niestety, w Polsce łatwizna zdobywaniua pieniędzy na działalnośc N-B, łatwizna zdobywania stopni i łatwizna zdobywania wątpliwego "dowodu" osiagnięć badawczych jakim jest publikacja spowodowała straszną chorobę naukowców uczelni wyższych i PAN-ów nie do wyleczenia obecnie i w następnym pokoleniu(ach). Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Re: Stopnie naukowe IP: 146.21.1.* 27.01.04, 11:34 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > Wiesz, mnie te wszystkie stopnie śmieszą. I tu masz racje > Dlatego na ten temat nie wypowiadam I tu NIE masz racji, bo obecny system dziala przeciw Tobie. Pieniadzy ktore oni sobie sami na podstawie ich smiesznych stopni przydziela TY NIE DOSTANIESZ! Im dluzej sie nie bedziesz wypowiadal tym dluzej nic z tego budzetu NIC nie dostaniesz! > się. Stopnie naukowe to wewnętrzna sprawa danej uczelni, ona sobie te stopnie > przyznaje ona ustawia odpowiednio stanowiska prporcjonalnie czy też nie do tych > stopni. Na zewnątrz uczelni stopnie nie mają żadnego znaczenia. Tak POWINNO BYC. Ale tak nie jest, w POlsce stopnie naukowe sa stopniami PANSTWOWYMI. Powyzej doktora, sa niekompatybilne z wiekszoscia swiate! Sugeruje: wyrzucic, uproscic! > Inaczej ujmując powinno sie mówić tak: Iksiński jest doktorem Uniwersytetu > Niskowarszawskiego. Ygrekiński jest profesorem Uniwersytu Bliskowarszawskiego TAK, dziekuje ze sie zgadzasz. I uprawnienia z tych tytulow powinny sie konczyc jak Uniwersytet bliskowarszawski uzna ze Pan profesor przestal sie starac, i wtedy nowym profesorem zostanie byle doktor ktory bedzie sie staraj ajk choleta zeby dostac profesorska gaze i tytul. A teraz... EMERYTURKA! > Niestety, w Polsce łatwizna zdobywaniua pieniędzy na działalnośc N-B, łatwizna > zdobywania stopni i łatwizna zdobywania wątpliwego "dowodu" osiagnięć > badawczych jakim jest publikacja spowodowała straszną chorobę naukowców uczelni > wyższych i PAN-ów nie do wyleczenia obecnie i w następnym pokoleniu(ach). Bardzo to pesymistycznie to powiedziale. Ale jesli chcemy nawet miec za DWA pokolenia to zmiany trzeba zaczac teraz, TAM GDZIE JEST TO TANIE i moze byc SKUTECZNE! POzdrawiam. JZ PS. JAko przemyslowy OBR zapewne wiesz ze wiekszosc unwersytetow skladajacych podania na granty badawcze w UE bedzie cie po rekach calowac jako wspolpracownika z niezaleznymi funduszami. Zasada jest prosta, wkladasz przecietnie 25-33% dostajesz 2-3 razy tyle od nich dodatku. A jesli jeszcze jestes za granica, w regionie nowych krajow jak RP - Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Thomalla jak zwykle przegina pale 24.02.04, 09:36 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > Lepszą oceną jakości działalności N-B byłaby wartość wyników prac N-B za >jakie zostały one sprzedane. Prosto, ta praca jest lepsza, za którą autor lub >zespół autorów uzyskał(li) wiekszą sumę pieniędzy. Finansowanie działalności >N-B mogłoby być na zasadzie; sprzedaliście wyniki prac za złotówke, KBN >dokłada wam np. do tego dwie złotówki na dalsze prace. To dotyczy prac zwiazanych ze wspolpraca z przemyslem. Na swiecie znany i szeroko stosowana jest wspolpraca uczelni z przemyslem wspierana z funduszy publicznych. Polega ona na tym ze jezeli przemysl chce finansowac badania w placowce naukowej na kwote X to agencje publiczne daja kwote 2-3X. Ale, aby nie psuc rynku przez nielegalne dotacje, wymaga sie by badania byly 'precompetitive' i w konsorcjach z udzialem wiecej niz jednej firmy. Natomiast zadanie by wszyscy sprzedawali prace do przemyslu to pozycja ekstremalna. > Dobrze byłoby wymagać określonej sprzedaży wyników prac N-B do uzyskania > określonych stopni i stanowisk naukowych. Tu tez pachnie absurdem. Stopnie zalezne od sprzedazy - to smierdzi wypaczeniami na odleglosc. Natomiast do mianowania na stanowiska ocena przez autonomiczna placowke jak najbardziej powinna byc wielostronna, jedni sprzedaja, inni publikuja, jeszcze inni maja mase doktorantow. Idealem sa tacy co sa super we wszystkich przekrojach, ale takich jest malo. Pracodawca wybiera wiec co mu najbardziej pasuje i podnosi range jego firmy. > 3. Stosując te "kapitalistyczne" kryteria mielibyśmy technologie, mielibyśmy > dobre poszukiwane publikacje naukowe, a pracownicy naukowo-badawczy byliby > cenieni i kupowani podobnie jak piłkarze. A i Nobel by się znalazł. To jest opowiadanie bajek dla glupiutkich. Mozna rownie latwo stwierdzic ze nadmierna komercjalizacja jest szkodliwa dla nauki i na swiecie sa tego przyklady. Wiele takich spraw jest w USA na linii uczelnie-firmy farmaceutyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
mat_radnaja Re: Thomalla jak zwykle przegina pale 25.02.04, 18:16 Tyle piszecie o ocenach. A może by tak ktos ocenił to co jest? Ale nie globalnie, z góry i grupowo. Odpowiedzialność zbiorowa dobra jest w stosunkach miedzynarodowych, a i to nie zawsze. Może by tak ocenic POJEDYNCZYCH LUDZI? Zamiast narzekać na mafie zobaczyć kto jest kim. A może mafii wcale nie ma? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:11 1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu państwa 2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu państwa UZASADNIENIE 1. Pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi (NBR) pracujący ok. 20 lat już powinni mieć doświadczenie i tematykę do finansowego usamodzielnienia się i zdobywania funduszy na swą działalność NBR spoza budżetu państwa 2. Takie wiekowe ograniczenia uaktywnią młodych w i będących w średnim wieku pracowników NBR. Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Czarek czaruje reszta wtoruje 25.01.04, 20:49 Zeby sie nie czarowac trzeba przypomniec pare oczywistych rzeczy. Narzekanie na biurokracje, gerontokracje, habilitacje, mafijnosc to jedna strona medalu. Druga jest taka ze gdyby nagle zapanowaly anielskie uklady to niestety nauka w Polsce nie przeskoczylaby na poziom amerykanskiej Ivy League bo po prostu poziom rozwoju spolecznego i ekonomicznego jest nie taki. W ogole nawolywanie by zrobic nauke "na poziomie swiatowym" gdy nie ma normalnej wody do picia w kranach lub drog na poziomie srednio takim sobie pachnie jeszcze jedna mafijnoscia czyli lobby chcialoby wydrzec pieniadze podatnikow dla siebie. Kompletna reforma nauki w Polsce wymagalaby sporej prywatyzacji, czyli odplatnosci za studia, utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych stanowisk badawczych, oplacania ludzi z grantow. I przede wszystkim zwiazania duzej czesci nauki z postepem ekonomii czyli rozwojem technologii. Poniewaz kraj jest biedny nie ma mowy a jakimkolwiek zwiekszaniu srodkow na nauke - to sa mrzonki. Jezeli ktos mowi ze zagranica ma X razy wiecej kasy niz w Polsce to jest to oczywiste bo PKB jest tez X razy wiekszy. Jezeli ktos narzeka ze w Polsce nie moze robic swoich ulubionych badan z biologii molekukularnej to jest to oczywiste. Na badania kosztowne tego kraju albo nie stac albo najwyzej w 1-2 miejscach. Jak ktos ma ochote na badanie czarnych wlochatych dziur niech sobie znajdzie gdzies miejsce bo w tym kraju budowanie dla jego zachcianki duzego teleskopu to bylby wrecz kryminal. Wniosek z tego wszystkiego jest taki ze nalezy ludzi ktorzy maja ochote na robienie nauki na najwyzszym poziomie ZACHECAC do wyjazdu zagranice. Niech sobie podzialaja w warunkach najwyzszej konkurencji. Jezeli takich ludzi bedzie duzo to gdy zostanie dokonana pelna reforma bedzie mozna sposrod nich wybrac i zaprosic troche do uczelni elitarnych w Polsce na elitarnych warunkach. Model masowych wyjazdow po nauke sprawdzil sie na dluga mete w wielu krajach. Z Korei, Tajwanu, Indii, Singapuru, Hongkongu i Chin nie tylko ludzie teraz masowo wyjezdzaja, co nieco juz tez wraca w miare jak zaczynaja pojawiac sie atrakcyjne oferty. W ten sposob tworzy sie doplyw ludzi spoza ukladow. Tymczasem w Polsce przewaza biadolenie i roszczenia ze wszystko panstwo powinno dac na miejscu. Pachnie to proba naciagania biednych podatnikow. Tak samo gadanie o drenazu mozgow. Nie ma zadnego drenazu, jest problem z zagospodarowaniem nieprzebranej masy mozgowej. Zamiast biadolic i wyciagac lapy po kase podatnikow niech ludzie sprobuja powalczyc w swiatowej konkurencji. Nauka jest luksusem wiec niech na ten luksus zapracuja. Wyjdzie to wszystkim na dobre: podatnikom i kandydatom na swiatowych naukowcow. Praktycznie wiec zadanie reformy w posatci eliminacji habilitacji smierdzi jeszcze jedna demagogia. Tu chodzi o nieskonczenie wiecej: o to by kazdy tytul naukowy byl zaopatrzony w dodatek gdzie i pod czyim kierunkiem zdobyty. I po to by w uczelniach elitarnych bylo sporo dodatkow z szacownych swiatowych placowek z nazwiskami noblistow. No a to wymaga zorganizowania systemu zachet by mozliwie masowo ludzie ksztalcili sie zagranica. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Czarek czaruje reszta wtóruje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 23:20 Powiedz mi Dyplomato, jak to się działo w Polsce w latach 60' i 70', że były osiągnięcia. A od 90' roku jakby zapchało całkowicie. Biała plama, kompletnie nic. A, to czym się obecnie chwalą to blagowanie (niebieski laser, seryjne wynajdowanie planet, coś tam do serca, polianilina itd.). Wg badań GUS'u przeprowadzonych ok. 5 lat temu polegających na ankietyzacji przedsiębiorstw i instytucji w Polsce skąd czerpały wiedzę do wprowadzanych innowacji. I wiesz co? Tylko 5 % odpowiedzi podało, że z uczelni wyższych, PAN- u i instytutów resortowych. Resztę tj.90 % sami gdzieś czerpali z innych źródeł. Sami kombinowali. Gdyby tak dać forsę na badznia z KBN-u przedsiębiorstwom i instucjom zamiast profesorom uczelni i PAN-ów to mgłoby sie dość ciekawie dziać, jak myślisz? Pozdrawiam dr Bogdan Thomalla, właściciel prywatnego OBR-u. Bez forsy z budżetu państwa. Widzisz, że można tak. Gdyby było takich jak ja gdzieś ok 10 000. Ale by się działo!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.bchsia.telus.net 26.01.04, 05:20 Gratuluje, _________________________________ PS. A tak na marginesie, to co robisz w tym swoim OBR??? Masz jakas strone internetowa?? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 22:22 No wiesz, swą stronę zrobiłem jak tylko pojawiła się w Polsce mozliwość robienia stron w necie. Wówczas aby opublikować to trzeba było zarywać noce, najlepiej szło w godzinach 3 do 6 nad ranem ale nie we wszystkie dni (noce). Robiłem to nie dla reklamy bo takowej nie potrzebuję ale z ciekawości. Z poważaniem, Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.bchsia.telus.net 28.01.04, 02:09 Niewiele napisales o tym co robisz, nie podales nawet adresu swojej strony internetowej a szkoda. Lubie takich zapalencow. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Prywatne firmy badawcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 21:21 No Janku! Podpisałem się pełnym imieniem i nazwiskiem, wprowadź do gooogli i dowiesz się wszystkiego. Podaje Ci adres mojej strony tomchem.pl. Pozdrawiam, Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze. PS. Tomchem to nazwa mojego przedsięwzięcia. Co robię i zrobiłem i co polecam moim klientom zobaczysz klikając link "cennik usług". Jestem jedyny, który publicznie przedstawia cenni usług badawczych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Liberałowie nie lubią czytać IP: *.chello.pl 25.01.04, 23:57 dyplomata napisał: > Zeby sie nie czarowac trzeba przypomniec pare oczywistych rzeczy. ... > Poniewaz kraj jest biedny nie ma mowy a jakimkolwiek zwiekszaniu srodkow > na nauke - to sa mrzonki. Warto też przypomnieć taką oczywistą rzecz, że należy znać stosowną literaturę. Już inni ludzie zajmowali się tym problemem i znaleźli rozwiązanie. Proponuję by dyplomata najpierw przeczytał książkę: John Kenneth Galbraith, The Nature of Mass Poverty, Harvard University Press, 1979; wyd. pol. - Istota masowego ubóstwa, PWN, 1987. a potem zabierał głos. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Tak, Marksa i Lenina tez nie czytali! IP: 146.21.1.* 26.01.04, 09:20 Sugerowanej pozycji nie czytalem ale z szacunku dla czasu dyletantow dyskutantow (chociaz byc moze tez utytulowanych) warto byloby podac chociazby skrotowe wnioski tej lektory. W przeciwnym razie, sadzac po datach wypchne ja na polke razem ze skadinad oczywistymi i jedynie slusznymi pracami Lenina i Marksa... JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: Tak, Marksa i Lenina tez nie czytali! IP: *.chello.pl 26.01.04, 10:00 W skrócie wnioski tego wybitnego ekonomisty są zupełnie przeciwne do tego co radzi dyplomata. Galbraith twierdzi, że ten kto jest biedny musi bardzo dużo - ile się da - inwestować w rozwój intelektualny. To jest cienka książeczka - warto przeczytać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ dziekuje. IP: 146.21.1.* 26.01.04, 10:37 Gość portalu: abc napisał(a): > W skrócie wnioski tego wybitnego ekonomisty są zupełnie przeciwne do tego co > radzi dyplomata. Galbraith twierdzi, że ten kto jest biedny musi bardzo dużo - > ile się da - inwestować w rozwój intelektualny. Dziekuje, Zasadniczo sie zgadzam. Z tym wszakze zastrzezeniem zeby nie inwestowac w system zbankrutowany, klikowy nie rozliczalny. Tytul Twojego listu jest mylacy. Zdecydowanie "dyplomaty" do liberalow bym nie zaliczyl. Zdecydowanie konserwatysta. Ale o tym w mojej odpowiedzi pt. "to nie czarek czaruje" > To jest cienka książeczka - warto przeczytać. :-), och, tyle warto przeczytac... zanotuje, chciaz w cuda przestalem wierzyc dawno temu.... JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ To nie Czarek czaruje IP: 146.21.1.* 26.01.04, 10:27 dyplomata napisał: ) Narzekanie na biurokracje, gerontokracje, habilitacje, mafijnosc ) to jedna strona medalu. wymieniles pare pojec, wiec nie jest to jedna strona medalu lecz szereg cech ktore wspolnie stoja na przeszkodzie uzdrowienia i uatrakcyjnienia polskich uczelni jako miejsc wykonywania SWIATOWEJ nauki. Nie da sie walczyc ze wszystkicm, ale mozna probowac zaczac od zmian w pewnych mechanizmach ktore lacza te zjawiska. "every little helps" ) Druga jest taka ze gdyby nagle zapanowaly ) anielskie uklady to niestety nauka w Polsce nie przeskoczylaby na ) poziom amerykanskiej Przepraszam, ale wyglaszasz oczywistosci w celach demagogicznych. OCZYWISCIE ZE BY nie przeskoczyla. WSZYSTKO zajmuje czas. NIE JEST to powodem zeby rzucic recznik na ring. No chyba ze sie ma tytul polskiego profesora i chlebek z budzetu do konc zycia. Noooo wtedy gloszenie defetyzmu jest wrecz na reke! Zaraz potrem nalezy porownach dochody polskich i amerykanskich profesorow i onarzekac na zlodziei z SLD, "ktorym oczywiscie nic tez nie da sie zrobic". Polskie, ach jakze to polskie! ) Ivy League bo po prostu poziom rozwoju spolecznego ) i ekonomicznego jest nie taki. POlodniowa korea? tajwan? to milaly poziom? A od kogo kupujesz komputery i najnowoczesniejsze karty graficzne? ) W ogole nawolywanie by zrobic nauke ) "na poziomie swiatowym" gdy nie ma normalnej wody do picia w kranach lub ) drog na poziomie srednio takim sobie pachnie jeszcze jedna mafijnoscia ) czyli lobby chcialoby wydrzec pieniadze podatnikow dla siebie. Prawdziwy badacz antropolog pojedzie badac jakies zatechle plemiona w Amozonii i bedzie przez pol roku zywil sie zabami. Prawdziwy fizyk, ajk czyje ze to tuz, tuz, to siedzi po 16 godzin przy cyklotronie. Pradziwy naukowiec ma gleboko w.... smak wody! BYLEBY MIAL SZANSE. A zlej tanecznicy i rabek u spodnicy! ) Kompletna reforma nauki w Polsce wymagalaby O, o, o!!! ) sporej prywatyzacji, czyli odplatnosci za studia, w trakcie! ) utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych TAke sa, poki co praktycznie wylacznie panstwowe, ale to nie sa rzeczy ktore dzieja sie przez noc, szczegolnie w swiecie gdzie owe uczelnie musza najpierw zapewnic sobie chleb na zycie, ktory uczelnie panstwowe wyszarpuja jak swoj z budzetu. ) stanowisk badawczych, oplacania ludzi z grantow. I przede wszystkim Noooo, wlasnie wchodzimy do europy, od lat mamy dostep do programow grantowych UE. I co? I nic! A dlaczego? poczytaj sobie moje pozostale posty! W skrocie powiem ze jesli nie zaczniemy ulatwiac ludzim przyjezdzania do polskiego zascianka to Ani smak keilbasy ani wyjatkowa odpornosc na smrod gotowanej kapusty nikogo nie przyciagna. ) zwiazania duzej czesci nauki z postepem ekonomii czyli rozwojem technologii. ) Poniewaz kraj jest biedny nie ma mowy a jakimkolwiek zwiekszaniu srodkow ) na nauke - to sa mrzonki. K**wa M*c! Skoro mowisz ze reszta wtoruje to moze jednak powines byl przeczytac _JAK_ wtoruje!. CALY CZAS TRABIE ZE SRODKOW _NIE_ _MA_ i _NIE_ _BEDZIE_ WIEC TRZEBA PROBOWAC ROZWIAZAN KTORE NIC NIE KOSZTUJA! Napisze to teraz malymi literami: Poniewaz nie mam co liczyc aby w budzecie panstwa znalazly sie znacznie wieksze srodki nalezy probowac rozwiazan ktore niewiele kosztuja a moga spowodowac zaoszczedzenie srodkow oraz ulatwic wymiane osobowa miedzy polskimi i zagranicznymi osrodkami naukowymi. W szczegolnosci proponuje uproszczenie polskiego systemu tytulow naukowych a najbardzij ograniczenie zestawu budzetowych zobowiazan z nich wynikajacych - tak posrednich jak i bezposrednich. Czy teraz jasne? ) Jezeli ktos mowi ze zagranica ma X razy wiecej kasy niz w Polsce to jest to ) oczywiste bo PKB jest tez X razy wiekszy. Jezeli ktos narzeka ze w Polsce nie ) moze robic swoich ulubionych badan z biologii molekukularnej to jest to ) oczywiste. Na badania kosztowne tego kraju albo nie stac albo najwyzej w ) 1-2 miejscach. Jak ktos ma ochote na badanie czarnych wlochatych dziur ) niech sobie znajdzie gdzies miejsce bo w tym kraju budowanie dla jego ) zachcianki duzego teleskopu to bylby wrecz kryminal. Widzisz, w biologi molekularnej mozna sie zajmowac teoria, Oczywiscie mozna wspolpracowac z praktykami. Ale jesli "wspolpraca" polega na siedzeniu przez 10 lat za granica i przyjazd na 5 dni na wyklad habilitacyjny w Krakowie w ramach "swieta naukowego" jak ktos poprzednio sie nieopatrznie pochwalil... to ta nauka juz nie jest "polska". A dzielenie PKB po rowno dla gorszych i lepszych, wszystkich tytulowatych na podstawie tak wlasnie osiagnietych tytulow, to jest wlasnie to z czym walcze. ) Wniosek z tego wszystkiego jest taki ze nalezy ludzi ktorzy maja ochote na ) robienie nauki na najwyzszym poziomie ZACHECAC do wyjazdu zagranice. Niech GLUPIS! przepraszam. Ale nei da sie tgo okreslic inaczej. Oczywiecie masz racje w szczegolnych przypadkach wymionych powyzej. Ale wyglaszanie takich racji w ogolnym kontkscie jest glupota. CZy zaproponujesz jeszcze zeby ostani zgalsili swiatlo? Nie chcialbym abys zostal polskiem ministrem nauki. NA to stanowisko na pewno sie nie nadajesz! ) sobie podzialaja w warunkach najwyzszej konkurencji. Jezeli takich ludzi ) bedzie duzo to gdy zostanie dokonana pelna reforma bedzie mozna sposrod nich ) wybrac i zaprosic troche do uczelni elitarnych w Polsce na elitarnych ) warunkach. JAkich elitarnych warunkach? W obecmym systemi te elitarne warunki sa jedynie gewarancja naukowej emerytury! Co prawda malo tych pieniedzy ale za to pewne - TYPOWA EMERYTURA. Zabijajaca chec dalszej konkurencji i dzialania! A poza tym jesli juz taki ktos wroci na polskie stanowisko to nie wyrzuci starego profesora ktory mu podpisal i zalatwil podanie o haibilitacje, moze nawet i o profesure. No przeciez honor ma i TAKIEJ swini nie podlozy. NA tym, polega mafia!. TAK SIE TWORZA UKLADY I UKLADZIKI. JAK POCALUJESZ PIERSCIEN TAKIEGO OJCA CHRZESTNEGO RAZ TO POTEM CI TO PRZYPOMNA. Moj wniosek: NAlezy ograniczyc zakres ustaw ktore takie sytuacji stymuluja. ) Model masowych wyjazdow po nauke sprawdzil sie na dluga mete w wielu krajach. ) Z Korei, Tajwanu, Indii, Singapuru, Hongkongu i Chin nie tylko ludzie teraz ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach amerykanskich 80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi NA pewno wroca do chin, ha, ha, ha! ) masowo wyjezdzaja, co nieco juz tez wraca w miare jak zaczynaja pojawiac sie ) atrakcyjne oferty. W ten sposob tworzy sie doplyw ludzi spoza ukladow. Jakie _atrakcyjne_ oferty moga sie w Polsce pokazac dla ludzi nie upapranych w lokalne ukladziki? Pozycja adiunkta? ) Tymczasem w Polsce przewaza biadolenie i roszczenia ze wszystko panstwo powinno ) dac na miejscu. Pachnie to proba naciagania biednych podatnikow. Przepraszam ale tym mi pachnie dokladnie twoj list. POza narzekaniem i wymienieniem powodow dla ktorych w Polsce nic nie mozna (wybacz ale namowy wyjazdu za granice popartej pustoslowna propozycja lukratywnych powrotow w przyszlosci nie zalicze!). Zgodnie z twoim podejsciem do sprawy, budzetu nie nalezy zwiekszac, nadmiarowych kosztownych badaczy nalezy przymusem wyslac za granice i z zalozynymi rekami czekac az bedzie kolejny cud nad Wisla. Tym razem w krakoweie. No to jeszce tylko musimy glebko wierzyc ze matka boska z nami! HA, ha, ha! ) Tak samo gadanie o drenazu mozgow. Nie ma zadnego drenazu, jest problem z ) zagospodarowaniem nieprzebranej masy mozgowej. Zamiast biadolic i wyciagac Tylko w europie nie ma problemu z tym zagospodarowaniem... W Polsce szczegolnie. A dreanaz mozgow to oczywiscie wymysl komunistow. Ci komunisci opanowali prase wszystkich krajow europejskich, Zartuje? TAk! ale przyznasz ze nie ja zaczalem! ;-) ) lapy po kase podatnikow niech ludzie sprobuja powalczyc w swiatowej ) konkurencji. Nauka jest luksusem wiec Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Narosla na naukowej mozgownicy 26.01.04, 18:41 Gość portalu: JZ napisał(a): >> ) Ivy League bo po prostu poziom rozwoju spolecznego > ) i ekonomicznego jest nie taki. > POlodniowa korea? tajwan? to milaly poziom? A od kogo kupujesz komputery i > najnowoczesniejsze karty graficzne? No wiec te kraje zaczely rozwoj juz dawno temu - poprzez niezywkle silna konkurenycjnosc w nauce i masowe ksztalcenie zagranica. W tych krajach miejscowe tytuly sie nie licza, licza sie tytuly z Ivy. > Prawdziwy badacz antropolog pojedzie badac jakies zatechle plemiona w >Amozonii i bedzie przez pol roku zywil sie zabami. Prawdziwy fizyk, ajk czyje >ze to tuz, tuz, to siedzi po 16 godzin przy cyklotronie. Pradziwy naukowiec >ma gleboko w.... smak wody! BYLEBY MIAL SZANSE. A zlej tanecznicy i rabek u >spodnicy! Haha, to jest potwierdzenie paranoi. Badacz pewnie ze se pojedzie do Amazonii albo pocyka na cyklotronie. Ale niech nie wyciaga LAPY DO BIEDNEGO PODATNIKA, podatnik woli miec najpierw dobra wode i drogi a nie cyklotrony! > ) Kompletna reforma nauki w Polsce wymagalaby > O, o, o!!! > ) sporej prywatyzacji, czyli odplatnosci za studia, > w trakcie! > ) utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych > TAke sa, poki co praktycznie wylacznie panstwowe, ale to nie sa rzeczy Co??? Toz to jakis absurd i paranoja. Gdzie sa w Polsce uczelnie elitarne? > ) zwiazania duzej czesci nauki z postepem ekonomii czyli rozwojem technologii. > uproszczenie polskiego systemu tytulow naukowych a najbardzij ograniczenie > zestawu budzetowych zobowiazan z nich wynikajacych - tak posrednich jak i > bezposrednich. Czy teraz jasne? Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu bedzie ubiegac sie kupa chetnych. > Widzisz, w biologi molekularnej mozna sie zajmowac teoria, Oczywiscie mozna > wspolpracowac z praktykami. Ale jesli "wspolpraca" polega na siedzeniu przez ᡂ lat za granica i przyjazd na 5 dni na wyklad habilitacyjny w Krakowie w > ramach "swieta naukowego" jak ktos poprzednio sie nieopatrznie pochwalil... >to ta nauka juz nie jest "polska". A dzielenie PKB po rowno dla gorszych i > lepszych, wszystkich tytulowatych na podstawie tak wlasnie osiagnietych > tytulow, to jest wlasnie to z czym walcze. Polska czy nie, jak kots ma ochote na habilitacje niech to robi. > ) Wniosek z tego wszystkiego jest taki ze nalezy ludzi ktorzy maja ochote na > ) robienie nauki na najwyzszym poziomie ZACHECAC do wyjazdu zagranice. Niech > GLUPIS! przepraszam. Ale nei da sie tgo okreslic inaczej. Oczywiecie masz > racje w szczegolnych przypadkach wymionych powyzej. Ale wyglaszanie takich > racji w ogolnym kontkscie jest glupota. CZy zaproponujesz jeszcze zeby >ostani zgalsili swiatlo? Nie chcialbym abys zostal polskiem ministrem nauki. >NA to stanowisko na pewno sie nie nadajesz! Nie demagogizuj z tym gaszeniem swiatla. Ludzi jest mrowie. Natomiast jesli snia ci sie Koree czy Tajwany to musisz wiedziec ze liderami sa tam ludzie wyksztalceni nie we wlasnym grajdole ale zagranica. Jezeli sadzisz ze w polskim zasciankowatym grajdolku mozna wyksztalcic ludzi zdolnych do konkurencji na poziomie swiatowym to jest to absurd totalny. > profesure. No przeciez honor ma i TAKIEJ swini nie podlozy. NA tym, polega > mafia!. TAK SIE TWORZA UKLADY I UKLADZIKI. JAK POCALUJESZ PIERSCIEN TAKIEGO > OJCA CHRZESTNEGO RAZ TO POTEM CI TO PRZYPOMNA. > Moj wniosek: NAlezy ograniczyc zakres ustaw ktore takie sytuacji stymuluja. Tu chodzi o wlaczenie mechanizmu rynkowego na tyle na ile jest to mozliwe. A wiec odplatnosc ksztalcenia, zronicowanie osrodkow tak by wlaczyly o pozycje i studentow. Utworzenie paru uczelni elitarnych. A potem to habilitacje stana sie zupelnie niepotrzebne, nie? Jesli chodzi o posady profesorow to nie zapominaj ze teniurki sa wszedzie, to jest jedyna metoda zeby mozna bylo ludzi na dluga mete zatrzymac w nauce. > ) Model masowych wyjazdow po nauke sprawdzil sie na dluga mete w wielu >krajach. > ) Z Korei, Tajwanu, Indii, Singapuru, Hongkongu i Chin nie tylko ludzie teraz > ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach >amerykanskich 80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi NA >pewno wroca do chin, ha, ha, ha! Zalosny smiech. Poprzez otwarcie lokalnych grajdolow kraje te przebijaja sie do swiatowej czolowki. Ci najlepsi co nie wroca w grajdole by sie marnowali, a zreszta nie wiadomo czy nie wroca. Wielu juz teraz wraca. W ogole problem nie jest w tym: otwarcie na swiat powoduje przezwyciezenie skostnienia i wzrost konkurencyjnosci. > ) masowo wyjezdzaja co nieco juz tez wraca w miare jak zaczynaja pojawiac >sie ) atrakcyjne oferty. W ten sposob tworzy sie doplyw ludzi spoza ukladow. > Jakie _atrakcyjne_ oferty moga sie w Polsce pokazac dla ludzi nie >upapranych w lokalne ukladziki? Pozycja adiunkta? W obecnym ukladzie nic! Dlatego zniesienie habilitacji spowodowaloby jeszcze wieksza degrengolade. Trzeba urynkowic uklad a wtedy habilitacje beda niepotrzebne. > Przepraszam ale tym mi pachnie dokladnie twoj list. POza narzekaniem i > wymienieniem powodow dla ktorych w Polsce nic nie mozna (wybacz ale namowy > wyjazdu za granice popartej pustoslowna propozycja lukratywnych powrotow w > przyszlosci nie zalicze!). Zgodnie z twoim podejsciem do sprawy, budzetu nie > nalezy zwiekszac, nadmiarowych kosztownych badaczy nalezy przymusem wyslac >za granice i z zalozynymi rekami czekac az bedzie kolejny cud nad Wisla. Tym >razem w krakoweie. W twoim mysleniu wystarczy zniesc habilitacje i wyciagnac wiecej kasy od podatnikow i juz bedzie fajnie. Dopoki sie nie zrozumie ze na daleka mete postep bedzie mozliwy tylko jesli w koncu ludzie wyksztalceni zagranica beda mieli pelny dostep do nauki w Polsce grajdol bedzie sie dalej powielal. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Re: Narosla na naukowej mozgownicy IP: 146.21.1.* 26.01.04, 20:49 dyplomata napisał: > Gość portalu: JZ napisał(a): > > POlodniowa korea? tajwan? to milaly poziom? A od kogo kupujesz komputery > No wiec te kraje zaczely rozwoj juz dawno temu - poprzez niezywkle silna > konkurenycjnosc w nauce i masowe ksztalcenie zagranica. W tych krajach > miejscowe tytuly sie nie licza, licza sie tytuly z Ivy. No moze by wlasnie w tym kierunku popchnac polska nauke. wyksztalconych za granica jest niewielu, ale przynajmniej moga oni byc szczupakami w stawie. > podatnik woli miec najpierw dobra wode i drogi a nie cyklotrony! Tak i nie, po wojnie ludzie od ust odejmowali sobie a dawali na cegileki na odbudowe warszawy. A tak naprawde to mowimy nie o cyklotronie ale czasem o podstawowym komputerze... > > ) utworzenia kilku uczelni elitarnych, elitarnych > > TAke sa, poki co praktycznie wylacznie panstwowe, ale to nie sa rzeczy > Co??? Toz to jakis absurd i paranoja. Gdzie sa w Polsce uczelnie elitarne? Na kierunki dzienne UJ, UW czy Politechnik warszawskiej i wroclawskiej dostaja sie obecnie tylko najlepsi. Oczywiscie nie jest to elitarnosc w sensie Oksfordu ale w sensie Harwardu juz tak. Dokladnie tak samo jak Harvard vs uniwersytety stanowe. > Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy > ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac > gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu > bedzie ubiegac sie kupa chetnych. 1) przesadzasz nieco z tym "natychmiast", ale po czesci ten system tak dziala. 2) O TO WLASNIE CHODZI!!! NO OTO WLASNIE CHODZI! > Polska czy nie, jak ktos ma ochote na habilitacje niech to robi. Hmmm, ja paru habilitowanych tez znam - zaden nie przechodzil przez habilitacje na zasadzie "mania ochoty" lecz wszyscy "musieli". Wszyscy narzekali na bezsensownosc i stres. Ale po zrobieniu zadowoleni ze hej! Dziwne, no nie? > Nie demagogizuj z tym gaszeniem swiatla. Ludzi jest mrowie. Natomiast jesli Nie, wyksztalconych i zdolnych ludzi jest malo. W POlsce ich liczba zmniejsza sie w zastraszajacym tempie. > snia ci sie Koree czy Tajwany to musisz wiedziec ze liderami sa tam ludzie > wyksztalceni nie we wlasnym grajdole ale zagranica. No wlasnie, a w POlsce liderami tacy nie beda bo musza przejsc przez ukladziki, a jak przejda to sie orientuja ze to synekurka wiec i po co maja sie starac. > Jezeli sadzisz ze w polskim zasciankowatym grajdolku mozna wyksztalcic > ludzi zdolnych do konkurencji na poziomie swiatowym to jest to absurd Tutaj przeczysz podstawowym faktom jakim jest popularnosc polskich naukowcow za granica. Pod warunkiem ze mamy zachete i opieke po przekroczeniu Odry stajemy sie nagle jednymi z bardziej cenionych specjalistow, zreszta zbieraczy truskawek i sprataczek tez. Taka magiczna przemiana po przekroczeniu granicy. A ja sie pytam DLACZEGO! Biorac pod uwage koszty pobytu na obczyznie wychodzi ze nie tylko o pieniadze chodzi. > Tu chodzi o wlaczenie mechanizmu rynkowego na tyle na ile jest to mozliwe. > A wiec odplatnosc ksztalcenia, zronicowanie osrodkow tak by wlaczyly o pozycje > i studentow. Utworzenie paru uczelni elitarnych. A potem to habilitacje stana > sie zupelnie niepotrzebne, nie? Owszem, tyle tylko z epowzsze procesy sa bardzo dlugotrwale. Zreszta nie saze zeby wniosek o wynikajacym z tego zanikniecu potrzeby habilitowania i profesorzenia byl sluszny. vide Niemcy z elitarnym Heidelbergiem i habilitacje maja. Tylko ze pieniedze tez maja, wiec tak naprawde dla nich lepiej ze polscy doktorzy rodowitym profesorom Niemcom nie odbieraja chleba. A czy dla nas jest to lepsze to watpie. > Jesli chodzi o posady profesorow to nie zapominaj ze teniurki sa wszedzie, > to jest jedyna metoda zeby mozna bylo ludzi na dluga mete zatrzymac w nauce. Tylko ze niestety nauki w Polsce nie ma... Tenurki sa dla tych ktorych na zachodzie natychmist kupilby przemysl. A polsce przemyslu ani chetnych do kupowania nie ma, wiec nie wiem dlaczego mmay za taki zbytek placic. Zresza z tenurami tez maja i na zachodzie klopoty. > > ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach > >amerykanskich 80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi NA > >pewno wroca do chin, ha, ha, ha! > Zalosny smiech. Poprzez otwarcie lokalnych grajdolow kraje te przebijaja > sie do swiatowej czolowki. Ci najlepsi co nie wroca w grajdole by sie > marnowali, a zreszta nie wiadomo czy nie wroca. Wielu juz teraz wraca. > W ogole problem nie jest w tym: otwarcie na swiat powoduje przezwyciezenie > skostnienia i wzrost konkurencyjnosci. Do chin? Wielu wraca? Ja takich przypadkow nie znam. Znam przypadki ze troche mniej niz zdolne chinki wychodzily za maz zeby sie przed takowa koniecznoscia uchronic. Zreszta caly czas mowie o otwarciu lokalnego grajdolu jakim jest nauka polska, lokalnego w szczegolnosci z powodu zasciankowych tytulow naukowych. > > Jakie _atrakcyjne_ oferty moga sie w Polsce pokazac dla ludzi nie > >upapranych w lokalne ukladziki? Pozycja adiunkta? > W obecnym ukladzie nic! Dlatego zniesienie habilitacji spowodowaloby jeszcze > wieksza degrengolade. Trzeba urynkowic uklad a wtedy habilitacje beda > niepotrzebne. Czyli NIC! zadnej zachety dla powrotu. No to nareszcie sie zgadzmay. Powtarzasz ze habilitacje magicznie stana sie niepotrzebne. Nie wierze. A poza tym po co sa potrzebne teraz? Zeby doczekac emerytury? > W twoim mysleniu wystarczy zniesc habilitacje i wyciagnac wiecej kasy od > podatnikow i juz bedzie fajnie. Nie! 1) zniesc dodatkowe uprawnienia habilitowanych i porfesorow 2) nigdy ale to przenigdy nie sugerowalem zeby brac wiecej kasy z budzetu, wrecz przeciwnie sugerowalem ze ejst to niecelowe i raczej nie realizowalne. > Dopoki sie nie zrozumie ze na daleka mete postep bedzie mozliwy tylko jesli > w koncu ludzie wyksztalceni zagranica beda mieli pelny dostep do nauki w Polsce > grajdol bedzie sie dalej powielal. Rozumiem ze "nauka" to praca naukowa. i w tej sytucaji nie rozumiem dlaczego obstajesz przy habilitacjach, ktore takowy dostep hamuja (np poprzez brak zachety w postaci lepszych posad niz posada adiunkta, j/w). Grajdol zabezpieczony hermetycznymi struktorami tytularnymi bedzie sie dalej powielal. Ukroceneie tytulomanii nie jest lekiem na wszystko ale praktycznie nic nie kosztuje a moze przewietrzyc warunki panujace w polskiej nauce. JZ Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Podejrzane demagogie habilitacyjne 27.01.04, 09:17 Gość portalu: JZ napisał(a): ) ) W tych krajach miejscowe tytuly sie nie licza, licza sie tytuly z Ivy. ) No moze by wlasnie w tym kierunku popchnac polska nauke. wyksztalconych za ) granica jest niewielu, ale przynajmniej moga oni byc szczupakami w stawie. Chodzi tu o stworzenie rynku otwartego. Na takim rynku beda sie liczyly referencje ale nie (tylko) z krajowego grajdola. ) ) podatnik woli miec najpierw dobra wode i drogi a nie cyklotrony! ) Tak i nie, po wojnie ludzie od ust odejmowali sobie a dawali na cegileki na ) odbudowe warszawy. A tak naprawde to mowimy nie o cyklotronie ale czasem o ) podstawowym komputerze... Daj spokoj z ta mantra 'po wojnie'. Biedny podatnik ma prawo decydowac na co wydawac kase. Nauka to luksus. Cyklotrony stojace obok chat krytych strzecha to absurd i model radzianski. Tam z blachy ze spadajacych zbiornikow rakiet kosmicznych lecacych na stacje kosmiczne ludzie robia se dachy na ziemiankach bo to dobra nierdzewna blacha i spada darmowo z nieba choc trujaca. To ma byc model spoleczenstwa? ) ) Co??? Toz to jakis absurd i paranoja. Gdzie sa w Polsce uczelnie elitarne? ) Na kierunki dzienne UJ, UW czy Politechnik warszawskiej i wroclawskiej )dostaja sie obecnie tylko najlepsi. Oczywiscie nie jest to elitarnosc w )sensie Oksfordu ale w sensie Harwardu juz tak. Dokladnie tak samo jak Harvard )vs uniwersytety stanowe. Haha, elitarne musi byc w skali swiatowej a nie zasciankowej. Jakies tam uniwerki czy polibudy to sa elitarne w skali polskiego grajdola. Z punktu widzenia Harvardu sa to grajdolki. ) ) Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy ) ) ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac ) ) gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu ) ) bedzie ubiegac sie kupa chetnych. ) 1) przesadzasz nieco z tym "natychmiast", ale po czesci ten system tak ) dziala. Gdzie? ) 2) O TO WLASNIE CHODZI!!! NO OTO WLASNIE CHODZI! NO WLASNIE. Tylko czy to nastapi jak sie zniesie habilitacje??? ) ) Polska czy nie, jak ktos ma ochote na habilitacje niech to robi. ) Hmmm, ja paru habilitowanych tez znam - zaden nie przechodzil przez ) habilitacje na zasadzie "mania ochoty" lecz wszyscy "musieli". Wszyscy ) narzekali na bezsensownosc i stres. Ale po zrobieniu zadowoleni ze hej! ) Dziwne, no nie? Alez jest oczywiste ze habilitacja to absurd. Tylko zniesienie jej bez zmiany innych elementow systemu to bedzie jeszcze wiekszy kociol. Trzeba wiec doprowadzic do sytuacji w ktorej rynek naukowy bedzie kreowal zapotrzebowanie na ludzi a habilitacja bedzie bez znaczenia. ) ) Nie demagogizuj z tym gaszeniem swiatla. Ludzi jest mrowie. Natomiast jesl ) Nie, wyksztalconych i zdolnych ludzi jest malo. W POlsce ich liczba )zmniejsza sie w zastraszajacym tempie. ) ) snia ci sie Koree czy Tajwany to musisz wiedziec ze liderami sa tam ludzie ) ) wyksztalceni nie we wlasnym grajdole ale zagranica. ) No wlasnie, a w POlsce liderami tacy nie beda bo musza przejsc przez ) ukladziki, a jak przejda to sie orientuja ze to synekurka wiec i po co maja ) sie starac. No wiec chodzi o calosciowe wywrocenie systemu a nie jakies tam znoszenie habilitacji. ) ) Jezeli sadzisz ze w polskim zasciankowatym grajdolku mozna wyksztalcic ) ) ludzi zdolnych do konkurencji na poziomie swiatowym to jest to absurd ) Tutaj przeczysz podstawowym faktom jakim jest popularnosc polskich )naukowcow za granica. No i tu masz nieco pomylone pojecia. Owszem ludzi dzialajacych mozgami jest sporo bo mozgi sa przecietnie wszedzie takie same. Ale prawdziwych liderow i gigantow nie ma. Dlaczego? Bo to sa skutki ksztalcenia w polskim grajdolku. ) Owszem, tyle tylko z epowzsze procesy sa bardzo dlugotrwale. Zreszta nie )saze zeby wniosek o wynikajacym z tego zanikniecu potrzeby habilitowania i ) profesorzenia byl sluszny. vide Niemcy z elitarnym Heidelbergiem i )habilitacje ) maja. Tylko ze pieniedze tez maja, wiec tak naprawde dla nich lepiej ze )polscy ) doktorzy rodowitym profesorom Niemcom nie odbieraja chleba. A czy dla nas )jest to lepsze to watpie. Niemcy maja podobne problemy z ukladami i grajdolstwem jak Polska. I tez mysla o likwidacji habilitacji. Ale dopoki nie ma rynku naukowego jest to bzdura. ) ) Jesli chodzi o posady profesorow to nie zapominaj ze teniurki sa wszedzie, ) ) to jest jedyna metoda zeby mozna bylo ludzi na dluga mete zatrzymac w nauc ) e. ) Tylko ze niestety nauki w Polsce nie ma... Tenurki sa dla tych ktorych na ) zachodzie natychmist kupilby przemysl. A polsce przemyslu ani chetnych do ) kupowania nie ma, wiec nie wiem dlaczego mmay za taki zbytek placic. Zresza )z tenurami tez maja i na zachodzie klopoty. Zgadza sie. Wobec tego w sytuacji polskiej hasla typu 'zniesc habilitacje' sa tym bardziej podejrzane. Owszem zniesc ale wprowadzic mase nowych elementow systemowych. ) ) ) ECHe, w szczegolnosci w naukach technicznych, Na konferencjach ) ) )amerykanskich 80% uczestnikow ma skosne oczy.... Oczywisxcie najlepsi ) NA ) ) )pewno wroca do chin, ha, ha, ha! ) ) Zalosny smiech. Poprzez otwarcie lokalnych grajdolow kraje te przebijaja ) ) sie do swiatowej czolowki. Ci najlepsi co nie wroca w grajdole by sie ) ) marnowali, a zreszta nie wiadomo czy nie wroca. Wielu juz teraz wraca. ) ) W ogole problem nie jest w tym: otwarcie na swiat powoduje przezwyciezenie ) ) skostnienia i wzrost konkurencyjnosci. ) Do chin? Wielu wraca? Ja takich przypadkow nie znam. Znam przypadki ze ) troche mniej niz zdolne chinki wychodzily za maz zeby sie przed takowa ) koniecznoscia uchronic. Nie znasz sytuacji. Proces powrotow jest calkiem obfity na Tajwanie i w Korei a Indii i Chin si juz zaczal. )Zreszta caly czas mowie o otwarciu lokalnego grajdolu jakim jest ) nauka polska, lokalnego w szczegolnosci z powodu zasciankowych tytulow ) naukowych. I tu jest nieporozumienie: zasciankowy jest caly system a tytuly to niewielki przyszcz. Koncentrowanie sie na tytulach to albo patrzenie z pozycji mrowki albo podjerzanie demagogiczne haslo. ) Czyli NIC! zadnej zachety dla powrotu. No to nareszcie sie zgadzmay. ) Powtarzasz ze habilitacje magicznie stana sie niepotrzebne. Nie wierze. A )poza tym po co sa potrzebne teraz? Zeby doczekac emerytury? W obecnym systemie nie ma rynku naukowego, zastepuje go cos w rodzaju biurokratycznej kontroli i nadzoru. W postaci m.in. habilitacji i nadawania tytulow. Samo zniesienie habilitacji i tytulow bez rynku spowodowaloby dalsza degneracje. ) ) W twoim mysleniu wystarczy zniesc habilitacje i wyciagnac wiecej kasy od ) ) podatnikow i juz bedzie fajnie. ) Nie! 1) zniesc dodatkowe uprawnienia habilitowanych i porfesorow 2) nigdy )ale to przenigdy nie sugerowalem zeby brac wiecej kasy z budzetu, wrecz )przeciwnie sugerowalem ze ejst to niecelowe i raczej nie realizowalne. ) ) Dopoki sie nie zrozumie ze na daleka mete postep bedzie mozliwy tylko jesl ) i w koncu ludzie wyksztalceni zagranica beda mieli pelny dostep do nauki w ) Polsce grajdol bedzie sie dalej powielal. ) Rozumiem ze "nauka" to praca naukowa. i w tej sytucaji nie rozumiem )dlaczego obstajesz przy habilitacjach, ktore takowy dostep hamuja (np poprzez )brak zachety w postaci lepszych posad niz posada adiunkta, j/w). Grajdol ) zabezpieczony hermetycznymi struktorami tytularnymi bedzie sie dalej )powielal. Ukroceneie tytulomanii nie jest lekiem na wszystko ale praktycznie )nic nie kosztuje a moze przewietrzyc warunki panujace w polskiej nauce. Tu nie ma mowy o obstawaniu przy habilitacjach!!! Habilitacje i tytulomanie trzeba zlikwidowac ale przy jednoczesnej likwidacji calego grajdola. Jezeli grajdol by pozostal to mozna sobie latwo wyobrazic kompletna degenracje nauki bo zaczelaby przenikac zupelna holota i szumowiny. Postulowanie zniesienia habilitacji i tyt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ rozmowa ze sciana... IP: 146.21.1.* 27.01.04, 11:14 dyplomata napisał: ) Gość portalu: JZ napisał(a): ) ) granica jest niewielu, ale przynajmniej moga oni byc szczupakami w stawie. ) Chodzi tu o stworzenie rynku otwartego. Na takim rynku beda sie liczyly ) referencje ale nie (tylko) z krajowego grajdola. No wlasnie, zniesmy lokalno-grajdolowate habilitacje i profesury! ) Daj spokoj z ta mantra 'po wojnie'. Biedny podatnik ma prawo decydowac na ) co wydawac kase. Nauka to luksus. Cyklotrony stojace obok chat krytych ) strzecha to absurd i model radzianski. Tam z blachy ze spadajacych zbiornikow ) rakiet kosmicznych lecacych na stacje kosmiczne ludzie robia se dachy na ) ziemiankach bo to dobra nierdzewna blacha i spada darmowo z nieba choc ) trujaca. To ma byc model spoleczenstwa? A w USA to slumsow nie ma? CZy znasz jakies idealne modele spoleczenstwa? W utopii? ) Haha, elitarne musi byc w skali swiatowej a nie zasciankowej. Jakies tam ) uniwerki czy polibudy to sa elitarne w skali polskiego grajdola. Z punktu ) widzenia Harvardu sa to grajdolki. POziom absolwentow polskich studiow dziennych jest elitarny swiatowo. Zobacz jakie firmy organizuja festyny pracy i walcza o ich dusze. Mckinsey, Accentura, HP - to sa swiatowe firmy placace na swiatowym poziomie. ) ) ) Uproszczenie tytulow? Jak najbardziej! Tyle ze jako czesc takiej reformy ) ) ) ktora spowodowalaby ze 1. po tytule natychmiast trzeba bedzie wymieniac ) ) ) gdzie uzyskany i pod czyim kierunkiem 2. o stanowiska w drodze konkursu ) ) ) bedzie ubiegac sie kupa chetnych. ) ) 1) przesadzasz nieco z tym "natychmiast", ale po czesci ten system tak ) ) dziala. ) Gdzie? Wszedzie USA, Anglia, Niemcy, Szwecja, i wiele innych miejsc na konferencjach. Zawsze jest pytanie skad Pani jest, a zarzaz potem gdzie zrobiony doktorat i z kim. Ludzie sie znaja. Jesli dasz CV to poprosza o referencje - czyli nazwiska poprzednich szefow i wpolpracownickow. A gdzie ty byles w tym czasie? w polskim grajdolu z czapka naciagnieta na oczy i uszy? ) ) 2) O TO WLASNIE CHODZI!!! NO OTO WLASNIE CHODZI! ) NO WLASNIE. Tylko czy to nastapi jak sie zniesie habilitacje??? ALE PRZECIEZ to byl TWOJ WLASNY wniosek. wiec co sie teraz glupio pytasz! ) Alez jest oczywiste ze habilitacja to absurd. Tylko zniesienie jej bez ) zmiany innych elementow systemu to bedzie jeszcze wiekszy kociol. Dziekuje! za przyznanie racji co do sensu habilitacji. To teraz zauwaz ze ja nie mowie wylacznie o zniesieniu haobilitacji, mowie o ograniczeniu naleznosci tytularnych tak hailitacji jak i profesur. problem rozwiaze sie sam. Aczkolwiek bedzie to trwac dluzej.... A poza tym poza narzekaniem nic nie proponujesz, masz inne pomysly? czy tylko chcesz wiecej forsy? ) Trzeba wiec doprowadzic do sytuacji w ktorej rynek naukowy bedzie kreowal ) zapotrzebowanie na ludzi a habilitacja bedzie bez znaczenia. Jak? Obecnie uczelnie, nawet prywatne, MUSZA zatrudniac habilitowancy bo inaczej nie maja prawa wydawac tytulow z okreslonej dziedziny. ) No wiec chodzi o calosciowe wywrocenie systemu a nie jakies tam znoszenie ) habilitacji. HA, ha, ha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ zakonczenie i konluzja IP: 146.21.1.* 27.01.04, 11:18 Zacznimy od rzeczy prostych i tanich w realizacji. Taka rzecza jest uproszczenie sytemu polskich tytulow i wynikajacych z nich uprawnien na wzor anglosaski. Nauka nie jest RZEMIOSLEM zeby miec tytularne UPRAWNIENIA do nadawania tytulow. tak zamo jak elektryk ma UPRAWNIENIA do zalozenia teblicy rodzielczej. Nauka nie jest czyms na czym mozna nabywac uprawnen KOMBATANCKICH takich jakim jest nasza profesure. Skonczmy z tymi bzdurami! Nie ejst to rozwiazanie na wszystko ale przynajmniej przyczynek do normalnosci. JZ Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata kon z klapami na oczach 27.01.04, 19:29 Gość portalu: JZ napisał(a): > A w USA to slumsow nie ma? CZy znasz jakies idealne modele spoleczenstwa? W > utopii? No nie porownuj USA do radzianow. > POziom absolwentow polskich studiow dziennych jest elitarny swiatowo. >Zobacz jakie firmy organizuja festyny pracy i walcza o ich dusze. Mckinsey, >Accentura, HP - to sa swiatowe firmy placace na swiatowym poziomie. Ale mowimy o sytuacji na uczelniach a nie o studentach czy mozgach w ogole. W kazdej populacji jest ich statystycznie w miare. Zauwaz przy tym ze ludzie ksztalceni w polskim systemie sa pracobiorcami. Liderow i pracodawcow jest bardzo malo. > ) Gdzie? > Wszedzie USA, Anglia, Niemcy, Szwecja, i wiele innych miejsc na >konferencjach. Czy tym masz klapy na oczach??? Pewnie ze na swiecie ten system dziala wszedzie. Problem dlaczego nie dziala w Polsce? > Zawsze jest pytanie skad Pani jest, a zarzaz potem gdzie zrobiony doktorat i >z kim. Ludzie sie znaja. Jesli dasz CV to poprosza o referencje - czyli >nazwiska poprzednich szefow i wpolpracownickow. A gdzie ty byles w tym >czasie? w polskim grajdolu z czapka naciagnieta na oczy i uszy? Przeciez tu jest mowa o tym dlaczego takiego systemu kompletnie nie ma w Polsce? Dlaczego ludzie nie wlacza o posady w konkursach na ktore zglasza sie kupa chetnych? > ) Alez jest oczywiste ze habilitacja to absurd. Tylko zniesienie jej bez > ) zmiany innych elementow systemu to bedzie jeszcze wiekszy kociol. > Dziekuje! za przyznanie racji co do sensu habilitacji. To teraz zauwaz ze >ja nie mowie wylacznie o zniesieniu haobilitacji, mowie o ograniczeniu >naleznosci > tytularnych tak hailitacji jak i profesur. problem rozwiaze sie sam. To jest perfidna demagogia.... >Aczkolwiek bedzie to trwac dluzej.... A poza tym poza narzekaniem nic nie >proponujesz, masz inne pomysly? czy tylko chcesz wiecej forsy? Masz tu odpowiedz: > ) Trzeba wiec doprowadzic do sytuacji w ktorej rynek naukowy bedzie kreowal > ) zapotrzebowanie na ludzi a habilitacja bedzie bez znaczenia. > Jak? Obecnie uczelnie, nawet prywatne, MUSZA zatrudniac habilitowancy bo > inaczej nie maja prawa wydawac tytulow z okreslonej dziedziny. Jasne. Ale samo zniesienie habilitacji nie zmieni NIC, NIC!!! Wrecz przeciwnie doprowadzi do sytuacji w ktorej na uczelnie trafi kompletna szumowina. Wiec pierwszy krok to nie jest zniesienie habilitacji. Pierwszy krok to >wprowadzenie odplatnosci za studia i to w wymiarze ustalanym przez uczelnie. > ) Samo zniesienie habilitacji i tytulow bez rynku spowodowaloby dalsza > ) degneracje. > podaj mechanizm takowej degeneracji, podaj jak stworzyc ten rynek w naszym > ututulowanycm kraju? przestan opowiadac ogolniki, zacznij Przy braku mechanizmu rynkowego na uczelnie trafi holota. Przeciez posadki to fuchy, nie? Mechanizm rynkowy musi sie zaczac od odplatnosci za nauke. Nastepnie musza zostac utworzone uczelnie elitarne, kilka sztuk. Nastepnie musza zostac utworzone stanowiska profesorow badawczych finansowanych centralnie na okres kilku lat (kilkanascie osob na kraj), osob majacych osiganiecia na poziomie swiatowym. I tak dalej. Mechanizm rynkowy stwarza sie poprzez kreacje warunkow wysokiej konkurencji. I na koniec najwieksza rewelacja: najlepszym studentom i absolwentom utworzyc stypendia na studia w najlepszych uczelniach na swiecie. Tu rozlegnie sie krzyk: jak to przeciez wezma stypendia i nie wroca? Pewnie, ze na poczatku ludzie nie beda wracali ale jezeli system bedzie sie zmienial to niektorzy beda. Tak rozwijaly sie Japonia, Korea, Tajwan, teraz Chiny (apropos Chin, sprawdz Tsinghua University...) Odpowiedz Link Zgłoś
pawelekok1 Re: rozmowa ze sciana... 09.07.04, 22:06 Wybaczcie Panowie. Wasza dyskusja szczerze mnie ubawiła i pozwólcie, że się wtrące w tym właśnie miejscu, gdzie dajecie jej podsumowanie. Rozśmieszyło mnie to, że w sumie dyskutujecie o tym samym, na rzeczywistość w światku naszej nauki macie te same poglądy, a zacietrzewliście się straszliwie. Bo gdyby podsumować rzeczy "obiektywne" z tej dyskusji, w rozumieniu oceny jej stanu aktualnego, to zgadzacie się dokładnie (każdy z Was, jeśli nie potwierdza poglądom polemisty, to przynajmniej im nie zaprzecza, czyli się z nimi zgadza). Nawzajem oskarżacie sie o brak konstruktywnych propozycji, ale gdyby wycisnąć wodę, to okazuje się, że jeden chce uprościć system "tytułomanii" (wybaczcie profanowi, że nie przyszlo mi do głowy lepsze określenie, doskonale rozumiem, że w tym wypadku nie chodzi o rzecz zupełnie pustą, ale m.in. odebranie określonych przywilejów), a drugi temu nie zaprzecza, ale chce "zgasić światło" i wysłać wszystkich absolwentów za granicę, bo niczego pozytywnego nie da się zrobić w tym polskim grajdole (a przynajmniej uprawiać nauki na poziomie, czyli tworzyć rzeczy wnoszące do niej istotny wkład). Co ciekawe jego polemista w sumie też temu nie zaprzecza, tzn. temu, że u nas "na poziomie" naukę uprawiać co najmniej trudno. Panowie, może uzgodnicie consensus? Patrząc z boku trudno dojść o co sie tak zaciekle kłócicie. Jak się zresztą to czyta, to nie sposób obydwum przyznać racji, przynajmniej w znacznym zakresie. Podstawowy powód tego, że nauki na Nobla w dziedzinach wymagających ogromnych nakładów prędko u nas nie będzie, jest oczywisty. Nie stać nas na to. To, że szkoda co zdolniejszej młodzieży i najlepszym dla nich wyjściem będzie emigracja, jeśli tylko będą dalej się rozwijać w obranym przez siebie kierunku, a nie będą się u nas marnować, też jest oczywiste. I oczywiste jest też, że nawet największym "patriotom" z nich nieprędko stworzone będą w Polsce warunki, gdzie ich powrót miałby sens. Pomijam tu czysto ludzką kwestię godziwego wynagrodzenia. Odnośnie omawianych tu propozycji reform, konkretna wydaje się tylko jedna - innych nie było, jeśli pominiemy mało konkretne gdybanie - uproszczenie systemu "tytułomanii" (znowu to zastępcze określenie) i wynikające z tego bezpośrednie konsekwencje. Zgadzam się z nią i popieram przynajmniej z jednego względu, który jest moim zdaniem najważniejszy. Po prostu przewietrzy ona istniejące układy, a argumenty, że jest to groźba nowych przekrętów, są nieprzekonywujące. Owszem, groźba taka istnieje, ale jeśli tylko z tego powodu mielibyśmy konserwować to co dziś jest złe .... to wtedy najlepiej nic już nie robić, tylko położyć się i umrzeć. Oby tylko nie wyszło z tym tak jak z "reformą" służby zdrowia, gdzie dzięki "twórczemu" pomysłowi wprowadzenia Kas Chorych zabito ją przed narodzeniem. P.S. kwestię zmiany zasad podziału kasy czyli np. przydzielania grantów traktuję jako konsekwencje jednej reformy upraszczającej zasady zarówno awansów, tytułów itd., jak i ich oceny, oraz oceny zasad przydzielania grantów i dzielenia innymi nakładami. Jestem "profanem", w przeciwieństwie do, jeśli nie wszystkich, to zdecydowanej większości zabierających głos w tej dyskusji, nie jestam naukowcem, ani nawet naukawcem. Przygodę z "uprawianiem nauki" zakończyłem dawno temu na poziomie obrony dyplomu magisterskiego. Ale, wysnułem z niej (znaczy się tej dyskusji) taki wniosek, że skoro jest tak źle z uprawianiem nauki "badawczej", to może tym bardziej warto położyć nacisk na poprawę dydaktyki na naszych uczelniach? Poprawę i średniego i "wyższego" poziomu ich absolwentów. Nawet, gdybyśmy tymczasowo wzbogacali najlepszymi z nich inne kraje. Kolejny "temat rzeka", może warto go zainicjować jako kolejny wątek. Pozdrawiam Paweł Wybaczcie, że nie przedstawiam się nazwiskiem, ale "nic ono Państwu nie powie", a poza tym obawiam się trochę śmieszności. Anonimowo jednak łatwiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adiunkt Na układy nie ma rady IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 26.01.04, 14:31 Jednym z wątków gorąco dyskutowanym na forum jest rzekoma szkodliwość habilitacji. Otóż sądzę, że to mit, iż zniesienie hablilitacji przyczyni się do uzdrowienia sytuacji w Polskiej nauce. Wręcz przeciwnie. Nie ma co liczyć na jakieś inne zdrowe kryteria. Obawiam się, że gdyby zabrakło wymogu habilitacji pozostałaby tylko uznaniowość i układy towarzyskie. Znam przypadki ludzi, którzy nie mają na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję. Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony. Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic. Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować. Ludzie, którzy mają w nauce coś do powiedzenia nie powinni jej się obawiać. Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze właśnie amatorzy ciepłych posadek oraz związki zawodowe (tzw. dupochron). Ja, przynajmniej na razie, jestem za utrzymaniem habilitacji. Adiunkt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ Jak sie nie chce to rzeczywiscie nie ma rady IP: 146.21.1.* 26.01.04, 17:21 Gość portalu: Adiunkt napisał(a): > Otóż sądzę, że to mit, iż zniesienie hablilitacji > przyczyni się do uzdrowienia sytuacji w Polskiej nauce. > Wręcz przeciwnie. Nie ma co liczyć na jakieś > inne zdrowe kryteria. > Obawiam się, że gdyby zabrakło wymogu habilitacji > pozostałaby tylko uznaniowość i układy towarzyskie. Tylko uznaniowosc? A u indeksach cytowalnosci i publikowalnosci slyszales? A o tytulach i doswiadczeniu w lepszych i gorszych laboratoriach slyszales? A umiejetnosc pozyskania grantow to sie nie liczy w _konkretnych_ pieniadzach? A o _tajnym_ (nie myl z tym co odchodzi w CK lub KBN!) peer review tez nie slyszales? W takich warukach trudniej jest miec uklady towarzyskie. Nie jest to oczywiscie niemozliwe ale jest trudniejsze. A poza tym, masz jakies inne pomysly? chcialbys wiecej pieniedzy z budzetu no nie? Przeczytaj jesszcze raz ten watek uwaznie to dowiesz dlaczego wiecej pieniedzy nie bedzie i dlaczego by i tak nie pomogly! > Znam przypadki ludzi, którzy nie mają > na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja > pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję. > Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony. > Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic. > Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować. Ja temu nie przecze, natomiast problem polega na tym ze PO habilitacji, a sczegolne na profesurze belwederskiej mozna miec wszystko w d.... Czyli emerytura na koszt budzetu. Jesli to ma pomagac polskiej nauce to jestem totalnym idiota i mechanizmu takowego cudu w ogole nie rozumiem. Zlituj sie nade mna i wyjasnij w jaki sposob zasciankowo nadawane tytuly podnosza nasza konkurencyjnosc na swiecie! > Ludzie, którzy mają w nauce coś do powiedzenia > nie powinni jej się obawiać. Nie dyskutujemy nad tym czy habilitacja jest straszna, czy nie. Przechodzi przez nia sporo ludzi, wiec nie jest to rzecz nadludzka. Problem jest czy ma to sens i czy jest dobra dla polskiej nauki. Nie staraj sie przemycac miedzy wieszami ze ci co sa przeciw to sami debile ktorzy nie potrafia policzyc palcow u jednej reki. > Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze > właśnie amatorzy ciepłych posadek W calym tym watku dowodze raz po raz ze jest zupelnie przeciwnie. podaj mechanizmy ilustrujace twoje twierdzenie. > oraz związki zawodowe (tzw. dupochron). No jak "dupochron" to na pewno zle- A poza tym masz jakies konkretne argumenty? CZy jakby to SLD zaproponowalo zmiany to juz bys sie zgodzil? JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adiunkt Re: Jak sie nie chce to rzeczywiscie nie ma rady IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 27.01.04, 11:58 Drogi Kolego, Zbyt dużo emocji w Twojej polemice. Cały urok polega właśnie na tym, że ktoś może mieć inne zdanie i trzeba się z tym pogodzić. Ja osobiście nie wierzę w proste recepty i chciałem podzielić się moim sceptycyzmem. A teraz pozwolę sobie krótko skomentować Twoje uwagi: > Tylko uznaniowosc? A u indeksach cytowalnosci i publikowalnosci slyszales? > A o tytulach i doswiadczeniu w lepszych i gorszych laboratoriach slyszales? A > umiejetnosc pozyskania grantow to sie nie liczy w _konkretnych_ pieniadzach? > o _tajnym_ (nie myl z tym co odchodzi w CK lub KBN!) peer review tez nie > slyszales? W takich warukach trudniej jest miec uklady towarzyskie. Nie jest > oczywiscie niemozliwe ale jest trudniejsze. Muszę Cię rozczarować. Tak się składa, że nie tylko słyszałem ale i przez podane przez Ciebie mechanizmy przechodziłem. Nieodzownym warunkiem uzyskania habilitacji powinien być odpowiedni dorobek w recenzowanych wydawnictwach o zasięgu międzynarodowych. To, że ktoś jest dr hab. powinno być sygnałem, że taki dorobek za nim stoi. Oczywiście wiem, że w praktyce różnie z tym bywa. >> Znam przypadki ludzi, którzy nie mają >> na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja >> pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję. >> Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony. >> Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic. >> Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować > Ja temu nie przecze, natomiast problem polega na tym ze PO habilitacji, a > sczegolne na profesurze belwederskiej mozna miec wszystko w d.... Czyli > emerytura na koszt budzetu. Jesli to ma pomagac polskiej nauce to jestem > totalnym idiota i mechanizmu takowego cudu w ogole nie rozumiem. Zlituj sie > nade mna i wyjasnij w jaki sposob zasciankowo nadawane tytuly podnosza nasza > konkurencyjnosc na swiecie! Oby nie było jeszcze gorzej. Niektórzy mogliby zechcieć mieć wszystko w d... już po doktoracie. Osobiscie nie znam ludzi po habilitacji i profesurze, którzy mają wszystko w d... Nie sądzę też, aby nasza konkurencyjność po zniesieniu habilitacji znacząco się zmieniła. > Nie dyskutujemy nad tym czy habilitacja jest straszna, czy nie. Przechodzi > przez nia sporo ludzi, wiec nie jest to rzecz nadludzka. Problem jest czy ma > to sens i czy jest dobra dla polskiej nauki. Nie staraj sie przemycac miedzy > wieszami ze ci co sa przeciw to sami debile ktorzy nie potrafia policzyc > palcow. Nie twierdzę, że jedynymi przeciwnikami habilitacji są ludzie o słabych możliwościach. Na pewno jednak ci słabi są zwolennikami jej zniesienia. >> Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze >> właśnie amatorzy ciepłych posadek > W calym tym watku dowodze raz po raz ze jest zupelnie przeciwnie. podaj > mechanizmy ilustrujace twoje twierdzenie. Po prostu znam osoby o takim podejściu. Mogłoby się tak zdarzyć, że niektórzy mający układy siedzieliby do emerytury jako doktorzy, a innych niewygodnych można by się pozbyć. > oraz związki zawodowe (tzw. dupochron). > No jak "dupochron" to na pewno zle- A poza tym masz jakies konkretne > argumenty? CZy jakby to SLD zaproponowalo zmiany to juz bys sie zgodzil Znowu muszę Cię rozczarować. Nie jestem zwolennikiem SLD. Należę do osób, które nie są w żadnych układach. Uważam, że reforma nauki powinna wyjść ze środowiska naukowego. Związki zawodowe nie powinny się do tego mieszać. Częstym zjawiskiem jest ukrywanie się w komisjach zakładowych związków zawodowych takich osób, które nie wywiązują się na czas z napisania doktoratu lub habilitacji. Tacy na pewno cieszyliby się ze zniesienia habilitacji. Adiunkt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oldboy Re: Na układy nie ma rady IP: *.proxy.aol.com 26.01.04, 17:45 Gość portalu: Adiunkt napisał(a): > Jednym z wątków gorąco dyskutowanym > na forum jest rzekoma szkodliwość habilitacji. > Otóż sądzę, że to mit, iż zniesienie hablilitacji > przyczyni się do uzdrowienia sytuacji w Polskiej nauce. > Wręcz przeciwnie. Nie ma co liczyć na jakieś > inne zdrowe kryteria. > Obawiam się, że gdyby zabrakło wymogu habilitacji > pozostałaby tylko uznaniowość i układy towarzyskie. > Znam przypadki ludzi, którzy nie mają > na uczelniach dobrych układów, i którym habilitacja > pozwoliła uzyskać pewną niezależność i pozycję. > Trzeba pamiętać, że oprócz wad habilitacja ma także dobre strony. > Nie sądzę aby częste były przypadki, że dostaje się ją za nic. > Raczej trzeba się wcześniej trochę napracować. > Ludzie, którzy mają w nauce coś do powiedzenia > nie powinni jej się obawiać. > Przeciwnikiem habilitacji są w dużej mierze > właśnie amatorzy ciepłych posadek > oraz związki zawodowe (tzw. dupochron). > > Ja, przynajmniej na razie, > jestem za utrzymaniem habilitacji. > > Adiunkt Drogi Adiunkcie Otrzymanie zaszczytnej Habilitacji to jedno. Ale potem "hulaj dusza, piekla nie ma". Juz do samej emerytury mamy ciepla posadke i jezeli cos robimy za pieniazki to sa to prywatne i platne: recenzje, uczestnictwo w Radach Naukowych, zarzadach spolek, opinie techniczne, sadowe, a czasami prowadzenie wlasnej firmy..................itp, itd. W dodatku prace te sa czesto wykonywane przy nieodplatnym uzyciu uczelnianego czy instytutowego sprzetu. Wladze przymykaja na to oczy bo przeciez ten biedak ma taka marna pensje. Na czytanie literatury naukowej, kierowanie zespolem, podnoszenie swojej wiedzy i dbanie, zeby robili to inni w kierowanym przez Doc.(Prof.) HAB.........zespole brakuje juz czasu... I tu lezy tzw. "pies pogrzebany". Czy naprawa takiego stanu rzeczy wymaga specjalnych nakladow finansowych????? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adiunkt Re: Na układy nie ma rady IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 27.01.04, 14:16 Drogi Oldboyu niestety patologia, o ktorej tu piszesz ma niejednokrotnie miejsce. Czy jednak lekarstwem na to jest zniesienie habilitacji ? Myślę, że trzeba z tymi zjawiskami walczyć w inny sposób. Adiunkt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ A jakie to metody? IP: 146.21.1.* 27.01.04, 16:51 Gość portalu: Adiunkt napisał(a): > Drogi Oldboyu > niestety patologia, o ktorej tu piszesz ma niejednokrotnie miejsce. > Czy jednak lekarstwem na to jest zniesienie habilitacji ? > Myślę, że trzeba z tymi zjawiskami walczyć w inny sposób. Swietnie powiedziane! teraz tylko podaj jakis inny _realistyczny_ sposob? JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gil utopia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 17:13 A może by tak utopijnie: 1. Zlikwidowac wszystkie uczelnie i instytuty badawcze. 2. Podpsać umowy (jako państwo polskie) z porządnymi uniwersytetami w krajach cywilizowanych na kształcenie studentów - wyjdzie taniej, możnaby wynegocjować zniżki... 3. Wysłać tych w miarę rozgarniętych naukowców co jeszcze tu zostali, w tym i moją skromną osobę do dobrych labów i niech tam pracują na chwałę i ku pożytkowi kraju i narodu ;-) ... oczywiście tylko tych co się nadadzą i z tego potem rozliczyć, też wyjdzie taniej. Odpowiedz Link Zgłoś
pawelekok1 Re: utopia 09.07.04, 22:49 Gość portalu: gil napisał(a): > A może by tak utopijnie: > 1. Zlikwidowac wszystkie uczelnie i instytuty badawcze. > 2. Podpsać umowy (jako państwo polskie) z porządnymi uniwersytetami w krajach > cywilizowanych na kształcenie studentów - wyjdzie taniej, możnaby wynegocjować > zniżki... > 3. Wysłać tych w miarę rozgarniętych naukowców co jeszcze tu zostali, w tym i > moją skromną osobę do dobrych labów i niech tam pracują na chwałę i ku > pożytkowi kraju i narodu ;-) ... oczywiście tylko tych co się nadadzą i z tego > potem rozliczyć, też wyjdzie taniej. Hahaha, oczywiście odpowiedź ironiczna. Ale, odpowiedz mi ironizując, albo nie, dlaczego wszyscy tu sa tak przewrażliwieni w kwestii badań naukowych, jako jedynego celu i sensu usprawiedliwiającego pracę na wyższej uczelni? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oldboy Re: Na układy nie ma rady IP: *.proxy.aol.com 28.01.04, 04:38 Gość portalu: Adiunkt napisał(a): > Drogi Oldboyu > > niestety patologia, o ktorej tu piszesz ma niejednokrotnie miejsce. > Czy jednak lekarstwem na to jest zniesienie habilitacji ? > Myślę, że trzeba z tymi zjawiskami walczyć w inny sposób. > > Adiunkt Piszemy tu o uzdrowieniu NAUKI POLSKIEJ. O tym, ze stara gwardia nie pomaga, lecz wrecz przeszkadza w jej rozwoju? Dlatego zwracam uwage, zee te habilitacje i metody premiowania za osiagniecia Naukowe sa tutaj bez znaczenia. W pewnym stopniu bez znaczenia sa tez pieniadze. Jest istotnym, co kwiat naszej nauki robi w pracy. A niestety wiekrzosc tego kwiatu nauka jako taka sie nie zajmuje. Zamiast zajmowac sie ta nauka goni za szmalem. Lekarstwo: Wprowadzic kodeks etyki naukowca i wyeliminowac: 1.Wykonywanie platnych prac w godzinach sluzbowych. 2. Uzywanie sluzbowego sprzetu (wlaczajac komputery) do prac nie objetych obowiazkami sluzbowymi i osobno oplacanymi. Skonczyc tez z dosmiertnym obsadzaniem stanowisk i rozliczac za rzeczywiste osiagniecia naukowe. Za brak osiagniec usuwac ze stanowisk. Innymi slowy nalezy skonczyc z Prosiaczkiem, znajomymi Prosiaczka i znajomymi znajomych Prosiaczka. Tylko kto to ma zrobic?? "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem" Pozdrawiam i zycze sukcesu przy uzdrawianiu Nauki Polskiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adiunkt Etyka IP: *.prz.rzeszow.pl / *.prz.rzeszow.pl 28.01.04, 09:32 > Lekarstwo: Wprowadzic kodeks etyki naukowca Tak. Doskonalenie przepisów i ustaw jest ważne ale bez zasad etycznych zakorzenionych w ludzkich umysłach nie pomogą żadne regulacje prawne. To tak samo jakby wierzyć, że wolny rynek jest wystarczającym warunkiem dobrobytu kraju. Niestety nie. Bez etyki wszystko rozsypie się jak domek z kart. Wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się u nas w kraju. Na tym kończę swój udział w dyskusji i pozdrawiam uczestników forum. Adiunkt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ A kto bedzie pilnowal pilnujacych? IP: 146.21.1.* 28.01.04, 11:10 > > Lekarstwo: Wprowadzic kodeks etyki naukowca tak jest zrobcie jeszcze tylko zakaz chodzenia do ubikacji od 9-12. Ostatecznie etycznym jest wysrac sie w domu a nie zuzywac papier czas i wode w pracy. TYLKO KTO TYCH wszystkich bezsensow bedxzie pilnowal?? Profesorzy do zadan supernadzwyczjnych. Nowy tytulek, pensyjka i prawko do emryturki. GENIALNE! > Doskonalenie przepisów i ustaw jest ważne ale bez zasad etycznych > zakorzenionych w ludzkich umysłach nie pomogą żadne regulacje prawne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ DOCENCI! IP: 146.21.1.* 28.01.04, 11:25 TAk docenci, jakiez to proste! wystarczy tylko odkurzyc tytul docenta zeby pilnowali zasad etycznych, przepraszam: zasad "E"tycznych. Niechze oni pilnuja zeby nikt nie chodzil do ubikacji w godzinach pracy. Od razu bedzie lepiej. Trzeba poustawiac gowniarzy po katach. Dla starych profesorow bedzie mozna zrobic drobny wyjatek, ostatecznie sa starzy i moga miec chora prostate, zreszta powod w sytemie nakazowo nakazowym zawsze sie znajdzie, no nie? Ach! Juz widze ten zalew powracjacych emigrantow z zagranicy do nowego raju dla naukowcow, och, musze tylko jeszcze jedna setke strzelic, bede widzial jeszcze lepiej.... moze nawet podwojnie Ha, ha, ha !!!!!!!! HA, ha, ha !!!!! ... czy to ja oszalalem? chyba tak! JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM DOCENT MARCOWY, DOCENT LUTOWY IP: 207.44.154.* 29.01.04, 00:34 Co to to było docent marcowy wiemy (jak nie wiemy to sobie poczytajmy o 68r). A słyszeliście o docencie lutowym (kto pierwszy zgadnie skąd nazwa?). Wprowadzono nowy stopień kariery dla protegowanych geriatrii – tych co to ani hab. ani wyników, no nic. Tytuł, podwyżka, prestiż(?) lokalny. Za to habilitowanych (tych młodszych, nie swoich) do ziemi, O tytuł prof. (podwórkowego) mogą się starać dopiero po wypromowaniu doktora – czyli jak jesteś spoza układu 4 lata. PS. Szanowni dyskutanci, nie ciągnijcie flaka całej dyskusji na 15 ekranów. Synteza! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oldboy Re: DOCENT MARCOWY, DOCENT LUTOWY IP: *.proxy.aol.com 30.01.04, 04:20 Pewnie wiecie, ze za dobtych czasow pracownikow naukowych dzielono na "do centa" i do roboty. Czyzbi dzisiaj nie bylo "do centow" wsrod pracownikow nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Pieniądz rozwiąże dyskutowane tu sporne problemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 22:47 Może tak spróbować dać porządzić pieniądzom? Myślę, że dyskutowane tu problemy rozwiążą się same jeżeli damy porządzić pieniądzom, tak jak to rządzą one we wszystkich dziedzinach życia tylko nie w tzw. „nauce polskiej”: 1. Stopnie i stanowiska naukowe. Staną się bez większego znaczenia. Ważniejszy ten pracownik N-B, który za więcej sprzedał wyniki swych badań. Mogą sobie uczelnie dawać stopnie jakie chcą, może być tych stopnia jak w wojsku, nie dwa ale np. dziesięć. Uczelnie aby zarobić więcej forsy za sprzedaż wyników badań będą się starały zatrudniać nie tych co mają jakieś tam stopnie, ale tych co potrafią prowadzić takie badanie, których wyniki mogą sprzedać. 2. Publikacje naukowe. Po to aby sprzedawać wyniki badań, czy też pokazać się społeczności Świata, czego to się nie potrafi zrobić, pracownicy N-B i zespoły badawcze będą publikować swe prace. Będą to jednak publikacje wyników badań, a nie jak teraz wyników ściągniętych z sufitu lub podłogi. Pracownicy będą dbać o swą reputację. 3. Rozpoznawanie problemów badawczych. Podczas wykonywania prac doświadczalnych wychodzą różne ciekawe problemy, które są natchnieniem do podejmowania nowych zagadnień badawczych. Obecnie w tym pędzie ilościowym pisania publikacji mało kto wykonuje prace doświadczalne, bo zabierają dużo czasu, kosztują no i trzeba takie prace umieć wykonać. Stąd pracownicy N-B nie mają rozeznania potrzeb badawczych problemów do rozwiązania i znajdowania nowych rozwiązań naukowo-technicznych. 4. Pracownik N-B wykonujący użyteczne prace doświadczalne dla rynku światowego i krajowego ma swą cenę. Będzie więc poszukiwany przez pracodawców i ma szanse na wielkie zarobki. Obecnie takiego „publicystę” nikt nie potrzebuje, no bo i po co, nic nie zarobi dla przedsiębiorstwa, a kosztuje jego utrzymywanie. 5. Badania podstawowe. Nie wiem skąd obecni pracownicy N-B czerpią wiedzę i tematy badawcze do wykonywania tzw. badań podstawowych (jak je sami tak nazywają) skoro nie wykonują prac doświadczalnych, nie posiadają dostatecznej wiedzy i doświadczenia aby zabierać się za badania podstawowe. Badaniami podstawowymi zwykle zajmują się doświadczeni pracownicy N-B, którzy mają doświadczenie w pracach badawczych użytecznych. Mając to doświadczenie i rozpoznanie potrzeb badawczych mogą te prace wykonywać. Śmieszy mnie zespół badawczy, który przez wiele lat (np. nasze PAN-y i uczelnie wyższe) nic użytecznego nie zrobiły (nie wykonali pracy badawczej użytecznej takiej która ktoś zakupił i wdrożył do praktyki) i opowiada, że zajmuje się badaniami podstawowymi, które, kiedyś... du du du! 6. Podział na badania podstawowe i jakieś tam inne (np. stosowane). Ja dziele badania na: potrzebne i niepotrzebne (źle wykonane, naciągane, zerżnięte, z wymyślonymi wynikami badań, pod wymyśloną teoryjkę i inne). Jeszcze są takie pod serie publikacji. Myślę, że obecny podział na badania podstawowe i inne zniknie jak tylko działalnością NBR będzie rządził pieniądz. Będą więc prace za które ktoś zapłacił i te na półkę. 7. Nie potrzeba będzie jakiś komisji etyki, komisji mobingowej, komisji do stopniowania, komisji między uczelnianych i jeszcze tam wielu innych. Obowiązywałaby znana zasada: podaży i popytu i jak nic nie potrafisz to "w buraki". 8. Nauczyciele akademiccy uczyliby studentów potrzebnej im wiedzy do wykorzystania na rynku pracy, a nie jak teraz uczą (chyba – bo jedynie to robią), pisania publikacji. Nareszcie uczelnie produkowałyby absolwentów poszukiwanych w kraju i zagranicą, a nie jak to się dzieje obecnie – bezrobotnych i zmywających naczynia w barach w zachodnich krajach. 9. No i wreszcie pracownik N-B będzie, podobnie jak wszyscy ludzie w Polsce, zarabiał dla kraju a nie pasożytował na biednych podatnikach jak to się dzieje obecnie. Co Wy na to? Z poważaniem, dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Re: Pieniądz nic nie rozwiąże IP: 207.44.154.* 31.01.04, 00:45 Chyba słabo znasz nasze naukowe bagienko. Żeby prowadzić wartościowe badania potrzebujesz ludzi, sprzętu, pieniędzy. Wniosek o grant, nawet indywidualny musi podpisać i zaopiniować kierownik jednostki. Dziekan/dyrektor instytutu (zbliżający się do siedemdziesiątki) nie dopuści do uruchomienia żadnego przedsięwzięcia którego w pełni nie kontroluje. Ani się nie obejrzysz i stracisz laboratorium, zespół, możliwości rozwoju. Twoje miejsce w labo zajmie przydupas szefa. Laboratorium natychmiast straci pozycję, ale nikt nie odważy się tego zauważyć. Boss z przybocznym (plus paru zaprzyjaźnionych recenzentów) będzie wszem i wobec głosić własna chwałę. Skąd kasa na tę hucpę? Granty krajowe recenzuje się w zamkniętych towarzystwach wzajemnej adoracji. Nie ważnie co robisz, ważne kogo dopisałeś do grantu i kogo znasz. Granty Europejskie: w 6stym ramowym byle krajowy gniot nie przejdzie i miałbyś szansę, ale jak ci nestor zabrał labo, to z czym do ludzi? pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Qui bono, czyli o co chodzi IP: 207.44.154.* 31.01.04, 00:53 O co chodzi? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. Współczesny geront bierze dwie pensje i dodatki. Jak to się robi? 1.Geront odchodzi na emeryturę (100%) i 2.natychmiast składa podanie do Rady o przyjęcie do pracy. Teraz wszystko zależy od układów i stopnia zastraszenia ludzi. Jeżeli grunt dobrze przygotowany dostanie 100% pensji i kontakt na rok. Jak się z układu wychyli procenty lecą w dół. 3.Dalej metodą drobnych kroczków geriatria wybiera się wszędzie gdzie się da: na dziekana, do senatu, do rady, do komitetów. Są wszędzie, kontrolują wszystko. To bardzo ważne - umowa o zatrudnienie jest tylko na rok. Jak myślisz czego będzie pilnował boss/dziekan/dyrektor, którego ferajna musi co roku odnawiać zatrudnienie? Grantów europejskich? Czy rady naukowej/wydziału – żeby nie podskakiwała. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 21:49 Znam to, ciarki przechodzą jak się pomyśli ile to się energi i inicjatyw marnuje w Polsce. I nie ma perspektyw na zmiany. dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: 207.44.154.* 01.02.04, 15:04 Wszystkie przywileje i funkcje zostały przyznane raczej zgodnie z prawem, w końcu panowie starsi sami to prawo sobie pisali. Zgodnie z prawem, ale na jego granicy. Popatrzmy. 1.Nestorzy biorą dwa razy pieniądze z państwowej kasy – emeryturę i pensję, w cywilizowanej Europie to przestępstwo - w 65te urodziny bosa urządza się wielką fetę, ale "od jutra już Panu dziękujemy". Żadnych funkcji, stanowisk. W którym miejscu nasze prawo tak różni się od europejskiego, że możliwa jest ta niewątpliwie szkodliwa dla polskiej nauki sytuacja? 2.Emeryt zatrudniany jest na umowę roczną a kadencja dziekana/ dyrektora to zwykle ~4lata. Gdzie sens, gdzie logika? 3.Urzędnik państwowy może trafić do sądu jeżeli podejmie decyzję nieoptymalną, np. sprzeda grunt zbyt tanio. A dziekan, który nie sięga po europejską kasę, jest całkowicie bezpieczny. 4.Mobbing. Niby sytuacja oczywista i są paragrafy. Ale rzeczywistość jest taka, że zanim szefa ktoś ruszy za mobbing, prześladowany pracownik wyleci za potwarz. 5.Na pewno o czymś zapomniałem :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 23:09 Powiem więcej. System finansowania prac badawczych (jak mówią nauki), których wynikiwm (zgodnie z ustaleniami profesorów) ma być publikacja w czasopismie, najlepiej amerykańskim, jest prtzestępstwem dwojakiego rodzaju: 1. Za pieniądze podatnika przekazuje sie wyniki badań innym, i 2. Korzystanie z pieniędzy podatnika do robienia stopni naukowych (a tak wykorzystywane sa publikacje) też jest przestępstwem plegajacym na wykorzystywaniu pieniędzy z budżertu do własnych prywatnych celów. Studenci muszą płacić za własna nauke, a profesorowie nie płacą. Jak Ci się to podoba? Pozdrawiam PS. Oj, gdyby tak ogół społeczeństwa dowiedział się na czym polegają machlojki profesorów to by sie działo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.chello.pl 01.02.04, 23:35 > System finansowania prac badawczych (jak mówią nauki), których > wynikiwm (zgodnie z ustaleniami profesorów) ma być publikacja w czasopismie, > najlepiej amerykańskim, jest prtzestępstwem dwojakiego rodzaju: > 1. Za pieniądze podatnika przekazuje sie wyniki badań innym, Dziękujemy B.T że nam wreszcie otworzyłeś oczy! Z tego co napisałeś wynika, że na całym świecie większość naukowców to przestępcy. Najwięcej jest ich w Ameryce - na siłę wciskają swoje teorie i się prześcigają w publikowaniu wyników. Szkoda, że Kwaśniewski nie powiedział o tym Bushowi tydzień temu. Zrobiłby na Amerykanach jeszcze większe wrażenie niż mówiąc o zniesieniu wiz dla Polaków. Dobrze że nasza polska wieś spokojna. Większość naukowców, a przede wszystkim grupa samodzielnych trzymająca władzę, to uczciwi ludzie - w ogóle nic nie robią i nie publikują. Biorą pieniądze za tytuły, za to że cicho siedzą, i jeszcze za to, że udupiają potencjalnych przestępców, którym się marzą jakieś publikacje w pismach o zasięgu światowym. Wyniki naukowe należy trzymać w jak największej tajemnicy tak jak kiedyś zaleciło KGB. Na tym się opierała wieczna chwała i potęga ZSRR. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Takie jak powiadzsz KGB jest w każedym liczącym... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 01:45 Takie, jak powiadzsz KGB, jest w każdym liczącym się przedsięborstwie i to nie tylko w byłym ZSRR ale na całym Świecie. Ino spróbowałbyś coś opublikować bez pozwolenia pracodawcy. Widzisz są dwa obiegi publikacji, te wartościowe, których publikowanie ma określony cel i sens oraz te "plewy" (przeważająca ilość publikacji) takie właśnie jak z Polski i wszystkich krajów Świata do uzyskania stopnia naukowego albo stanowiska. Tak to już jest!!! Pozdrawiam B.T. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: 207.44.154.* 04.02.04, 01:16 Wyniki badań powinny być udostępniane, ale nie byle jak i byle komu. Każdy poważny projekt (np. grant europejski) zawiera rozdział opisujący IPR (Intellectual Property Rights) i wcale nie jest powszechnie przyjęte, że wszystko się publikuje. Zwłaszcza w kosztownych badaniach technologicznych. A wracając do złodziejstwa. Znam parę grantów KBN gdzie wyniki i prace opłacone z naszych podatków były konsumowane za granicą. Granty takie dotyczą urządzeń i technologii nowoczesnych ale już nie kwalifikujących się na świecie jako naukowe. Przykłady to np. mikroskopy AFM i STM, ekspozery elektronowiązkowe, niektóre technologie mikroelektroniki. Kilkaset tysięcy grantu, paru doktorantów i zespół pracuje na wynik jakiegoś University, zupełnie nie polskiego. A po naszej stronie organizator tego przedsięwzięcia, normalny złodziej, udaje wielkiego naukowca, bo go ktoś za granicą dopisał do publikacji z listy Filadelfijskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc FP5, FP6 to nie nauka IP: *.chello.pl 04.02.04, 08:02 Gość portalu: DNM napisał(a): > Wyniki badań powinny być udostępniane, ale nie byle jak i byle komu. Każdy > poważny projekt (np. grant europejski) zawiera rozdział opisujący IPR > (Intellectual Property Rights) i wcale nie jest powszechnie przyjęte, że > wszystko się publikuje. Zwłaszcza w kosztownych badaniach technologicznych. Granty europejskie (5FP, 6FP) nie są naukowe. To wielkie oszustwo i manipulacja, że KBN je tak przedstawia społeczeństwu, wydaje na polską składkę pieniądze z puli na naukę i podaje innym za wzór tych, którzy je mają. A profesorowie bez zastanowienia, jak barany, się na wszystko godzą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gulli Re: Qui bono, czyli o co chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 15:07 ɮ.natychmiast składa podanie do Rady o przyjęcie do pracy. > Teraz wszystko zależy od układów i stopnia zastraszenia ludzi. Jeżeli grunt > dobrze przygotowany dostanie 100% pensji i kontakt na rok. Z jednym uściśleniem! Nie na rok tylko na tyle ile brakuje do 70 roku życia (czyli nawet 5) a później dopiero na rok i kolejne, i jeszcze uczelnia szczęśliwa bo do akredytacji potrzebna jest kupa profesur. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Pieniądz nic nie rozwiąże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 21:46 Tak, zgadza się jest tak jak mówisz. Dopowiem jeszcze więcej. W Sejmie i w partiach politycznych jest tak dużo profesorów, że nawet silna partia nie potrafi przeforsować, żadnej reformy działalności N-B, szkolnictwa wyższego i PAN-u. Jesteśmy więc przegrani na kilka pokoleń do przodu. Cieszę sie z wejścia do UE bo może jakos... ale nie wiem jak. Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jerzor Re: Pieniądz rozwiąże ... IP: *.chello.pl 23.02.04, 20:39 > Stopnie i stanowiska naukowe. Staną się bez większego znaczenia. > Ważniejszy ten pracownik N-B, który za więcej sprzedał wyniki swych badań. > Mogą sobie uczelnie dawać stopnie jakie chcą, może być tych stopnia jak w > wojsku, nie dwa ale np. dziesięć. Uczelnie aby zarobić więcej forsy za > sprzedaż wyników badań będą się starały zatrudniać nie tych co mają jakieś > tam stopnie, ale tych co potrafią prowadzić takie badanie, których wyniki > mogą sprzedać. Bardzo mnie zainteresowały Twoje wypowiedzi na tym forum, z uwagi na to, że próbujesz realizować swoje przekonania w praktyce. Ja też uważam, że korzystanie z wyników badań przez krajowy przemysł jest bodaj czy nie ważniejsze od sprawy habilitacji, która teraz powoduje wśród dyskutantów (zwłaszcza u JZ) nadmierne emocje, niekiedy zakłócające tok logicznego wnioskowania. Zob. moją wypowiedx na tym forum (Oby nie polepszyć stanu nauki w Polsce na jeszcze gorsze): forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861&a=10939066 Ale jak jesteś taki szczery, to szczerze napisz, tu na forum, albo na mój adres e-mail: czy przemysł chemiczny interesuje się Twoją ofertą? Czy zleca Ci badania - te, za które ustaliłeś cennik? Jerzor chemie@wp.pl www.geocities.com/jerzor/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DNM Nie znosić habilitacji !!! IP: 207.44.154.* 29.01.04, 00:48 Próbowano ustawowo znieść habilitację w czasach Buzka. Grupa doktorów-kombatantów z pokolenia Krzaklewskiego (choć opcja polityczna nie ma tu nic do rzeczy) kombinowała jak się urządzić politycznie i życiowo. Wyszło im, że najlepiej trzymać etat na uczelni i dietę sejmową (albo jakiegoś pośledniejszego urzędu). Żeby uniknąć kłopotliwych pytań o rozwój dorobek itd. wykombinowali co następuje: habilitacje się zniesie, profesora załatwi kumpel z centrali. A profesora już nikt nie ruszy. Nie wyszło i dziś bidule muszą się męczyć na etatach wykładowców (zamiast rządzić nauką polską). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ I co? IP: 146.21.1.* 29.01.04, 07:55 Gość portalu: DNM napisał(a): > Próbowano ustawowo znieść habilitację w czasach Buzka. Grupa [...] > profesora już nikt nie ruszy. Nie wyszło i dziś bidule muszą się męczyć na > etatach wykładowców (zamiast rządzić nauką polską). Widzisz, prawicowo-liberalni nie rzadza teraz takze polityka, i widzisz jak jest. A ze takze nie rzadza TAKZE nauka to ZNOWU widac jak jest. Rzadza za to niezwalnialni 70-letni profesorzy i praktycznie-niezwalnialni 50-letni habilitowani. Czyli jest swietnie? Jesli jest "swietnie" to bedzie JESZCZE "lepiej". Po prostu dr hab. DNM habilitowales sie i bronisz swej wlasnej dupy, sam Ci sie nie dziwie. mechanizm zjawiska wytlumaczylem wczesniej. Nie od Ciebie oczekuje zmian, oczekuje ze politycy zapytaja sie jakie osiagniecia ma polska nauka a wszczegolnosci habilitowani jej czlonkowie i gdzie te wyniki zostaly zdobyte (za granica) w odroznieniu od tego co finansuje budzet (pensyjki, kawke i sekretarki). Politycy - zapytajcie sie! -- JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: Nie znosić habilitacji !!! IP: *.chello.pl 29.01.04, 08:16 Gość portalu: DNM napisał(a): > Próbowano ustawowo znieść habilitację w czasach Buzka. Grupa > doktorów-kombatantów z pokolenia Krzaklewskiego (choć opcja polityczna nie ma t > u > nic do rzeczy) kombinowała jak się urządzić politycznie i życiowo. Wyszło im, ż > e > najlepiej trzymać etat na uczelni To jest jakaś wymyślona bzdura. Niczego takiego nie było za rządów AWS. Tutaj zwolennikom zniesienia habilitacji nie chodzi o to, żeby automatycznie przenieść wszystkich adiunktów do grupy samodzielnych (bo to byłoby gorsze od tego co jest), tylko żeby "przewietrzyć" jedną grupę i drugą, pozbyć się tych którzy osiedli na laurach (jeśli je mieli) i uzależnić rozwój kariery od AUTENTYCZNYCH osiągnięć naukowych, a nie układów, czy lizusostwa (pod nazwą "kultury osobistej", czy "zrównoważenia psychicznego"). Nawet obecni habilitowani twierdzą, że ich rozprawy nie mają wielkiej wartości naukowej. To po cholerę one? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc + ocena jakości dydaktyki IP: *.chello.pl 29.01.04, 08:27 Gość portalu: abc napisał(a): > uzależnić rozwój kariery od > AUTENTYCZNYCH osiągnięć naukowych Jeszcze powinny być brane pod uwagę osiągnięcia dydaktyczne, np. liczba i jakość skryptów, książek, innych pomocy, oceny w ankietach studentów. Obecnie to nie ma żadnego znaczenia - im kto ma bardziej dydaktykę w dupie, mniej czasu jej poświęca, tym szybciej robi karierę - i jest to chore. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: glll Re: + ocena jakości dydaktyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 15:07 > jakość skryptów, książek, innych pomocy, oceny w ankietach studentów. Obecnie > to nie ma żadnego znaczenia - im kto ma bardziej dydaktykę w dupie, mniej czasu > > jej poświęca, tym szybciej robi karierę - i jest to chore A właśnie, że bywa też odwrotnie, nauka w dupiu ale dydaktyyykaaa!! o to jest misja prawdziwa!, i te nadgodziny płatne! A nauką niech się zajmą frajerzy nieurynkowieni... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: + ocena jakości dydaktyki IP: *.chello.pl 30.01.04, 00:07 Gość portalu: glll napisał(a): > A właśnie, że bywa też odwrotnie, nauka w dupiu ale dydaktyyykaaa!! o to jest > misja prawdziwa!, i te nadgodziny płatne! A nauką niech się zajmą frajerzy > nieurynkowieni... Uważam że ironia z poważnego stosunku do uczenia młodego pokolenia ("misja prawdziwa") jest nie na miejscu. Mi chodziło o osiągnięcia dydaktyczne. Odwalanie dydaktyki na masową skalę, żadnym osiągnięciem nie jest. Przeważnie, jeśli nie wsparte kompetencjami naukowymi i np. śledzeniem publikacji, wiąże się ze słabym poziomem - jest zwykłym chałturzeniem. I jest tak samo naganne jak poświęcanie minimum czasu studentom i przygotowaniu do zajęć. Odpowiedz Link Zgłoś
niehab01 Jak sie pomaga robić habilitację 30.01.04, 16:17 Krótki opis pomocy władz uczelni w zrobieniu pisaniu habilitacji znaleźć mozna pod adresem www.forumakad.pl/archiwum/2003/05/artykuly/14-za-tepienie_szkodnikow.htm na łamach Forum Akademickiego. Autor został już zwolniony, bo nie "wyrobił się" w czasie z habilitacją. Wnioskujacy to zwolnienie szef ma tzw. dorobek naukowy kilkakrotnie mniejszy od zwalnianego pracownika. Fajne, co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oldboy Re: Jak sie pomaga robić habilitację IP: *.proxy.aol.com 01.02.04, 03:02 A czy wiesz, dlaczego Autor nie wyrobil sie z habilitacja? Czyzby nadmiar tzw. "chaltur"?? Czyzby wczesniej dostal "do centa". Odpowiedz Link Zgłoś
niehab01 To nieporozumienie 01.02.04, 14:49 Wiem. Dlatego, że zabrali mu część pracy habilitacyjnej (razem z kopiami) i materiałami, a nie nie miał kopii w domu. Napisał to zresztą w tym artykule. Chałturzył tak jak inni, a publikował znacznie od innych wiecej.A "do-centa" nie dostał. To jest w ogóle nieporozumienie; żądasz jak rozumiem, aby chałturzyli tylko ci, co habilitacje juz mają. Ja myśle, że wymagania w pracy powinny być w jakims sensie równe. Najlepiej byłoby oczywiscie, aby nie było chałtur w ogóle. Ale one są i BĘDĄ. Iluzje są dobre do filmów Science Fiction, życie jakie jest każdy widzi. Nie zlikwidujesz chałtur, bo z trego żyja również państwowe uczelnie. A najlepszym sposobem na uzdowienie sytuacji jest stosowanie równych wymagań do wszystkich. Ci co chałturza, a nie powinni, bo sie nie wyrabiaja odpadna sami. Tu facet mimo chałtur był lepszy niz jego koledzy, a wyleciał z pracy za ujawnianie nieprawidłowości. Odpowiedz Link Zgłoś
nieklam01 To wszystko nieprawda! Gwardia pomaga! 02.02.04, 16:13 Co wy tu wypisujecie o jakims hamowaniu młodych i zdolnych. To bzdura. Najlepszy przykład to opis nastepującegpo przypadku. polecam goraco. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=10498198 Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Normalne grajdolstwo 03.02.04, 13:39 Normalka. Wyrywaja kase podatnikow na calego. Jedyna metoda zeby sie tego pozbyc to prywatyzacja. Odpowiedz Link Zgłoś
niehab01 Temat jednak wzbudził zainteresowanie 07.02.04, 21:30 jak rzadko który na tym forum. Coś w tym jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T. Zabrze Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:13 Jedyna szansa dla młodych, dajmy im tę szansę 1. Ograniczyć do 45 lat wiek wnioskodawców o granty finansowane z budżetu państwa 2. Ograniczyć do 50 lat opiniujących wnioski o granty finansowane z budżetu państwa UZASADNIENIE 1. Pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi (NBR) pracujący ok. 20 lat już powinni mieć doświadczenie i tematykę do finansowego usamodzielnienia się i zdobywania funduszy na swą działalność NBR spoza budżetu państwa 2. Takie wiekowe ograniczenia uaktywnią młodych w i będących w średnim wieku pracowników NBR. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BANG Re: "Stara gwardia" tłamsi polską naukę... IP: 129.81.192.* 03.03.04, 03:19 W sumie - w tym co napisal Dr. Wojcik jest bardzo duzo prawdy! p.s. A to, iz kraje Europy Wschodniej dysponuja dobrym potencjalem ludzkim to inna sprawa, a takze i to, iz ow potencjal bardzo czesto sie marnuje... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JZ kontynuacja dyskusji IP: 146.21.1.* 27.04.04, 11:30 Ta dyskusja wciaz trwa niemalze 1000 listow dolaczcie! forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&s=7 Linki do poprzednich dyskusji na ten sam temat forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=8070491 i bodajze najdluzsza, z tematem propozycji reformy polskiej nauki i OFA forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11392402 milego czytania! JZ Odpowiedz Link Zgłoś
rajchman Kontynuacja dyskusji... Stara gwardia w akcji 28.04.04, 09:10 Stara gwardia w akcji: 1. Na UJ pan dziekan sprzedaje habilitacje - juz od 5-6 tys. zl dla posiadaczy prawdziwych dyplomow doktorskich (dla reszty pewnie drozej)... 2. Na UMCS pan dziekam twierdzi, ze doktorat z Lema nie jest prawdziwym doktoratem (Lema uwaza pewnie za autora marnawych bajek dla dzieci)... 3. Stara gwardia nie uznaje dyplomow z czolowych panstwowych uniwersytetow w Australii, bo sa one po angielsku, jezyku dla nich w 100% nieznanym... :( I niech mi teraz ktos powie, ze stara gwardia nie jaet przeszkoda w rozwju nauki w Polsce... ljkel2@netscape.net Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: itakdalej UWAGA! COŚ WAŻNEGO ! IP: *.chello.pl 28.04.04, 12:06 rajchman napisała: > Stara gwardia w akcji: > 1. Na UJ pan dziekan sprzedaje habilitacje - juz od 5-6 tys. zl dla posiadaczy > prawdziwych dyplomow doktorskich (dla reszty pewnie drozej)... To bardzo ciekawe. Czy można prosić o więcej szczegółów? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Postulaty Otwartego Forum Akademickiego 30.04.04, 18:19 www.pfsl.pl/news.php?id=19 Dyskusja: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451 Odpowiedz Link Zgłoś