Gość: Arnold Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.chello.pl 18.02.04, 22:42 Czy mozna? Pytanie zdecydowanie retoryczne. Ja wrocilem z Harvardu na ten padol lez bo wierzylem, ze warto. Dzis wiem, ze swiatem Polskiej nauki rzadzi stado tepych i organiczonych baranow popierajacych wzajem swoje ciemnie uklady. Nie ma tu juz miejsca na nauke poki wnukowie owych nie wymra. Habilitacja? Farsa! Tabuny mlodych pracuja na "dorobek" kolesiow, ktorzy od dawna nie wiedza czym jest prawdziwa nauka. Jesli jednak ktos sie uchowa w zakamarkach jednego czy drugiego labu/kliniki/zakladu/instytutu to sie go utraci predzej czy pozniej. To tylko kwestia czasu. Reasumujac, nauka w tym kraju jest taka, jaka jej elita: zywcem wyjeta z czasow Bieruta. Poki nie spali sie wszytskiego do golej ziemi i na nowo nie zasieje, nic na tej jalowej ziemi nie wyrosnie. Dlatego ja nauke zostawilem bez zalu, choc w przeswiadczeniu iz wybor to nie latwy. Ja nie mialem tyle sil, aby ginac za miliony. "Oni" tez powinni to wiedziec, a jesli nie, to uciekaj pokis zyw, Mlody Naukowcu! Masz tylko jedno zycie. Arnold, MD, PhD (czlonek 6 miedzynarodowych towarzystw i collegue [jedyny Polak!!!], 33 lata) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cywil Re: Co to jest habilitacja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 22:50 Otóz jest to w istocie konieczność napisania ksiązki (trzeba zatem sformułować jakiś problem badawczy i go rozwiązać), mieć kilkanascie publikacji w renomowanych czasopismach, poddać to ocenie 3 recenzentów, przedstawić to wszystko na Radzie Wydziału i czekać na zatwierdzenie w CKKK. Na czym zatem polega problem z tą habilitacją. Co ona winna, ze stan nauki polskiej jest taki "tragiczny". Odpowiedz Link Zgłoś
kot.behemot Re: Co to jest habilitacja 18.02.04, 22:57 Gość portalu: Cywil napisał(a): > Otóz jest to w istocie konieczność napisania ksiązki (trzeba zatem sformułować > jakiś problem badawczy i go rozwiązać), mieć kilkanascie publikacji w > renomowanych czasopismach, poddać to ocenie 3 recenzentów, przedstawić to > wszystko na Radzie Wydziału i czekać na zatwierdzenie w CKKK. > Na czym zatem polega problem z tą habilitacją. Na przedstawianiu na Radzie Wydziału. Bo wtedy szanowna Rada Starców może sobie dopiero poużywać na kandydacie (w ząb nie rozumiejąc Jego badań, zresztą). Widziałem taki przypadek, słyszałem, że to norma (z doktoratami też bywa ciekawie - znam przypadki załatwiania porachunków z promotorem podczas głosowań nad otwarciem przewodu doktorskiego). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cywil Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:10 I znowu mity. Mysle, ze moja uczelnia nie odbiega od "średniej krajowej" - liczy 58 osób z tego przygniatajaca wiekszość członków oscyluje miedzy 40-50 rokiem zycia. Może to i "staruchy" choć nie wyglądają, w każdym razie sa dobrze zakonserwowani. "Znęcanie" się nad habilitantem czy doktorantem to mity bez pokrycia. Jezeli sie zdażają to sporadycznie. Wystarczy zestawić liczbe doktoratów i habilitacji, które padły przed Radą w stosunku do ogólnej liczby bronionych. To pewnie mniej niż 5%. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Docent z USA Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.ne.client2.attbi.com 19.02.04, 01:23 Zgadza sie. Mitologia stosowana. Dwa lata temu pojechalem do Polski i zrobilem habilitacje na jednym z wydzialow SGGW. "Kobyly" nie musialem pisac - zebralem 8 publikacji, dopisalem 40 stron streszczenia i caly proces przebiegl wrecz przyjemnie. Podejrzewam mocno, ze problemy tak czesto przytaczane dotycza kolegow majacych 5 publikacji w podrzednych polski pismach (ochoczo wydawanych przez kazdy instutut) i probujacych ubrac je w pryzwoicie wygladajaca prace. Zeby to uczynic pisza 200 lub trzysta stron i nazywaja to praca habilitacyjna. Przed kolokwium bylem straszony, ostrzegany i zalewany tysiacem rad od kolegow, bylych mentorow itd. Nie sluchalem - przygotowalem wyklad w amerykanskim stylu i dostalem 100% glosow. Wspominam caly proces z wielka przyjemnoscia. Tym bardziej, ze robilem to tylko dla siebie. Do Polski wracal nie bede. Glownym tego powodem nie sa jednak habilitacje, a brak odpowiedniego systemu konkursowego na stanowiska. W PAN-ie stanowiska sa w dalszym ciagu rozdawane przez dyrektorow, a sporadyczne konkursy sa po prostu farsa. Byc naukowcem w USA nie jest latwo. Bo nie jest nigdzie. Nalezy jednak oddac czesc systemowi konkursowemu USA. Jezeli oglasza sie konkurs, to jest on przeprowadzony powaznie i sluzy przyniesiemiu czegos NOWEGO!!! Polski system doprowadzil to tego, ze Rady boja sie nowego i dlatego poprawy nie bedzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jantsp Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.ibch.poznan.pl 19.02.04, 21:53 rozbawilo mnie Twoje opowiadanie - czy dobrze zrozumialem - przyjechales z USA wszedles do SGGW i zlozyles w rektoracie papiery i ... bingo !!! A moze brakuje tam zdania ze byles przez kogos z uczelni pilotowany i ze wiedziano ze nie jestes konkurentem, bo habilitacja dla Coebie to ozdobnik, ... no i jak milo ze slawa z USA robi u nas habilitacje . Ja mam 15 prac w tym kilka w PNAS - moj szef powiedzial mi ze te z USA sie nie licza. Milego dnia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: californian Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 00:09 Na habilitacje musi sie skladac ciag prac o okreslonej tematyce, ktorej jestes pomyslodawca i realizatorem. Jezeli uzyskasz zaswiadczenie ze Stanow ze wymysliles te tematyke i ja zrealizowales przy ich pomocy to nie powinno byc problemu z otwarciem przewodu. Uzyskasz? Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Problem z habilitacją. 18.02.04, 22:59 To co piszesz ma sens, przy założeniu że nauka nie ma związku z tzw. "praktyką". To model w którym naukowcy piszą książki (które tylko oni czytają), organizują sobie konferencje (na które tylko oni jeżdżą), oraz publikują we własnych czasopismach. Publika ma ich podziwiać i dawac forsę. W modelu o którym piszesz, naukowiec oceniany jest nie za swoje rzeczywiste osiągnięcia, ale według widzimisię Rady Wydziału oraz recenzentów. No i CKK. To czy jego praca ma sens, czy nie, nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. Dlatego też habilitacje powinny zniknąć, jako relikt zamierzchłych i zatęchłych czasów. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cywil Re: Problem z habilitacją. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:25 Jak napiszesz w swoje dziedzinie prace o takim poziomie jak ksiązki Szackiego, Sztompki, Paczkowskiego, Kersten to porozmawiamy. A niby kto ma oceniać wyniki badadań jak nie inni naukowcy. Przeciez chyba nie "Pan Bóg i Historia". Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Mylisz się. 18.02.04, 23:36 Gość portalu: Cywil napisał(a): >A niby kto ma oceniać wyniki > badadań jak nie inni naukowcy. Przeciez chyba nie "Pan Bóg i Historia". No właśnie... A nie wpadło ci do głowy, że weryfikacją pracy naukowej w niektórych dziedzinach (np. mojej) jest praktyka przemysłowa? Że to poprawność rozwiązania sama świadczy o jej twórcy? Inni naukowcy sa tutaj niepotrzebni. Dlatego też śmieszy mnie nasz zamknięty światek naukowy, którego wielkośc kończy się zaraz za progiem uczelni. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: erter Re: Problem z habilitacją. IP: *.konst.silesianet.pl 26.02.04, 11:39 sgf Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ptz Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.slac.stanford.edu 18.02.04, 23:01 W mojej dziedzinie (astronomia) habilitacja polega na zebraniu kilku publikacji, napisaniu krotkiego wstepu do nich (formalnie nie jest konieczny, ale przydatny dla recenzenta), wypelnieniu kilku formularzy (to jest najgorsze :), przejsciu przez kolokwium (odpowiedzi na pytania i wyklad) przed Rada Naukowa (i to tak naprawde jest najbardziej stresujace). Calosc nie wymaga duzego nakladu pracy i czasu, no bo zakladamy, ze kazdy ma jakis dorobek, skoro chce pojsc jeszcze wyzej, prawda ;) I juz. Wiec, w czym problem? ptz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 18.02.04, 23:10 Nawet jakby bylo tak rozowo we wszystkich dziedzinach tak jak to opisujesz to i tak pozostaje pytanie po co jest ta habilitacja? Co ona daje na forum miedzynarodowym? W Polsce jest obecnie rownoznaczna z dopuszczeniem do kasty wybrancow i daje liczne przywileje. Ale jakos wiekszosc swiata bez takiego tytulu sie obchodzi. Jakos nie dorobilismy sie noblisty z habilitacja. Mozna by zaoszczedzic troche czasu i pieniedzy przez jej zlikwidowanie. Pieczatki bylyby krotsze - mniejsze zuzycie gumy. Napisy na drzwiach gabinetow tez - mniejsze zuzycie mosiadzu. Na nagrobkach tez mniejsze napisy - no tu kamieniarze by sie denerwowali i byliby przeciwko zniesieniu habiliutacji twierdzac, ze chleb im sie odbiera. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cywil Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:18 "Wiekszość" swiata nie ma noblistów. "Produkuje" je kilka krajów na zmianę. Chyba nikt nie sadzi, ze po zniesieniu habilitacji noble sypną sie u nas jak z rekawa. Habilitacja jest niczym innym jak poddaną zaostrzonym kryteriom recenzyjnym ksiązka. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Święte księgi... 18.02.04, 23:29 Gość portalu: Cywil napisał(a): >Habilitacja jest niczym innym jak poddaną zaostrzonym kryteriom > recenzyjnym ksiązka. Przez pewien czas byłem członkiem Uczelnianej Komisji Wydawniczej. Co pewien czas wysyłaliśmy na przemiał kolejny niesprzedany nakład monografii habilitacyjnych. Zresztą nie o to chodzi. Habilitacja jest kulą u nogi nauki polskiej (nie jedyną, rzecz jasna), bo powoduje że zamiast rozwiązywać rzeczywiste problemy piszemy książki. Ostatnio musiałem odmówić ludziom z przemysłu, którzy zgłosili się z problemem (pękające zbiorniki ciśnieniowe) - muszę robić habilitację.... Jeżeli kogoś interesuje tylko zamknięty świat uczelni, to owszem - może mu sie spodobać taka gimnastyka habilitacyjna. Dla mnie jednak to absolutna strata czasu. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cywil Re: Święte księgi... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:37 Trzeba było nie odmawiać. Jezeli jest to istotny problem badawczy to go rozwiazać dostać pieniadze i przy okazji zrobic habilitacje. Jezeli nie jest to juz problem. Wiekszosc habilitacji to prace na zamowienie. Przeciez nikt ich nie finansuje z własnych pieniedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Przepraszam, ale chyba nie wiesz co piszesz.. 18.02.04, 23:46 Gdyby to było takie proste jak piszesz, to nie byłoby dyskusji. Problem jest tylko w tym, że dla CKK nie liczą się rozwiązania aplikacyjne. Próba przedstawienia jako dorobku habilitacyjnego szeregu rozwiązanych problemów technicznych (nawet przy zastosowaniu wyrafinowanego aparatu naukowego) równoznaczna jest z samozagładą. Co innego własne rozważania na rózne tematy, poparte licznymi publikacjami w rozmaitych egzotycznych czasopismach. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Starszy kotlowy Re: Przepraszam, ale chyba nie wiesz co piszesz.. IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 01:36 To ty synku jestes naukowcem, czy inzynierem? Naukowcy badaja nature a inzynierowie obliczaja kotly. Nie chce juz mowic o tym, ze dobry naukowiec i kociol obliczy jesli bedzie mial taki kaprys. Pisze tu oczywiscie o naukowcach zachodnioeuropejskich starej daty a nie tych z amerykanskiej tasmy produkcyjnej zwanej "graduate school". No a moze wprowadzic nagrode Nobla za wyliczenie np. przekroju belek stropowych? Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Jestem pod wrażeniem.... 19.02.04, 09:52 Gość portalu: Starszy kotlowy napisał(a): > To ty synku jestes naukowcem, czy inzynierem? Niepotrzebne to "synku". Niby z jakiej racji traktujesz mnie protekcjonalnie? Jestem i naukowcem i inżynierem. Może to dla ciebie nowina, ale jest to możliwe. > Naukowcy badaja nature a inzynierowie obliczaja kotly. Tak, tak. A propos kotłów - przejrzyj sobie dyrektywy polskiego Dozoru Technicznego w zakresie obliczania właśnie kotłów: poziom wiedzy z XIX wieku. To gdzie ci naukowcy od badania natury? > Pisze tu oczywiscie o naukowcach zachodnioeuropejskich starej daty a nie tych > z amerykanskiej tasmy produkcyjnej zwanej "graduate school". Ho, ho ,ho - "Naukowcy zachodnioeuropejscy starej daty"..... Ciekawe tylko dlaczego to Europa musi z wywieszonym jęzorem gonić osiągnięcia "amerykańskiej taśmy produkcyjnej"? > No a moze wprowadzic nagrode Nobla za wyliczenie np. przekroju belek > stropowych ? Jeżeli byłby to sposób genialny, uwzględniający nieliniowośc materiału oraz geometryczną, propagację mikropęknięć, itp - jak najbardziej. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr drabik nobel za belki IP: *.bri.nrc.ca 19.02.04, 23:09 > > No a moze wprowadzic nagrode Nobla za wyliczenie np. przekroju belek > > stropowych ? > > Jeżeli byłby to sposób genialny, uwzględniający nieliniowośc materiału oraz > geometryczną, propagację mikropęknięć, itp - jak najbardziej. nagroda nobla dla geniusza zawilych problemow belek stropowych? Panie szanowny inzynierze-naukowcu, rozumiem, ze ow nobel mialby byc z fizyki, tak? fakt, pasuje bardziej niz chemia, medycyna/fizjologia, ekonomia, nagroda literacka i pokojowa. ale to chyba troche za malo. kiedy ostatnio zastanawial sie Pan czym jest NAUKA? piotr drabik Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Ho, ho, ho... 20.02.04, 00:08 .. a to mi się dostało! Jasne przecież, że my proste wąsate inżyniery nic nie wiemy co to NAUKA! Przecież prawdziwy NAUKOWIEC zajmuje się sprawami podstawowymi: ile aniołów zmieści się na główce szpilki, dlaczego jest tak jak jest, a przecież mogłoby byc inaczej, itp. Belki stropowe? A fuj - nie przystoi! Na poważnie - dużo wiesz o mechanice ciała stałego? Bo to właśnie są te belki stropowe... Na przyszłość zleź z naukowych koturnów. Mężczyźnie nie przystoi chodzić na szpilkach. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr drabik Re: Ho, ho, ho... IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 00:59 > Na poważnie - dużo wiesz o mechanice ciała stałego? Bo to właśnie są te belki > stropowe... niestety: pudlo! akurat jestem fizykiem teoretykiem i 'co nieco' wiem o mechanice ciala stalego. nie mam nic przeciwko inzynierom, ani tym bardziej inzynierom-naukowcom, ale nobel jest za nauke, dla Ciebie, inzynier - patenty i kasa. slit drims, piotr drabik Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Patenty i kasa.. 20.02.04, 10:05 Bardzo chętnie- zwłaszcza ta "kasa" brzmi nieźle. Sądzę jednak że nie masz racji. Tzn. nie upieram się, aby rozszerzyć zakres nagrody Nobla o nowe dziedziny: wystarcza mi Arafat z pokojową nagrodą Nobla... W Polsce zauważam jednak niechęć środowisk naukowych do zajmowania się problemami aplikacyjnymi. Dlatego też tacy słabi jesteśmy w dziedzinach hi-tech. Dlatego polskimi przebojami eksportowymi są meble, proste urządzenia mechaniczne itp. Przez pewien czas byłem w Livermore w Kalifornii. Miałem możliwość zobaczyć jak wyglądają i działają firmy zajmujące się m.in. oprogramowaniem do analizy konstrukcji. Ilu zatrudniają matematyków, biomechaników itp. I raczej to oni wyznaczają kierunki rozwoju nauki, a nie siermiężne polskie instytuty badawcze, w ktorych uprawia się "czystą naukę". NSF od pewnego czasu promuje nanotechnologie - to też dotyczy belek.... Pozdrawiam. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr drabik nagrody nobla a aplikacje IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 16:04 warto uporzadkowac dyskusje odpowiadajac sobie na dwa pytania: (a) za co powinny byc przyznawane nagrody nobla, tj. z jakimi intencjami niejaki alfred n. je ufundowal, a za co faktycznie sa przyznawane? (b) gdzie lezy linia demarkacyjna miedzy badaniami podstawowymi a aplikacyjnymi? ad (a) alfred n., sam 'praktyk', wyraznie zyczyl sobie, aby nagrody jego imienia przyznawane byly "to those who, during the preceding year, shall have conferred the greatest benefit on mankind" (wyciag z angielskiego tlumaczenia Jego testamentu). pomijajac farse z nagrodami literackimi, pokojowymi i ekonomicznymi, a skupiajac sie na nagrodach naukowych (przepraszam ekonomow, ale ich dziedziny za nauke nie uwazam; co nie przeszkadza ponoc matematykom zgarniac nagrod nobla w tej wlasnie konkurencji) warto podkreslic, ze nagrody nobla, w zamysle autora, nie powinny byc ograniczone do badan podstawowych. wszak w pierwszym przyblizeniu wynalezienie zarowki daje 'benefit to mankind' wiekszy niz potezny nawet przelom w topologii rozniczkowej, astrochemii materii miedzygwiazdowej czy foldingu bialek (naturalnie w drugim przyblizeniu sprawa juz nie jest taka trywialna - patrz pkt (b)). tym niemniej mnie osobiscie smuci (by nie powiedziec dosadniej) praktyka przyznawania nobli za aplikacje (od czasu do czasu rzuca sie dla rownowagi cos np. z pulsarow czy czastek elementarnych) - jest to oczywisty efekt wielkiego szmalu w nauce. ten wielki szmal plynie w duzej mierze z industry i dlatego nauka wspolczesna wyglada tak a nie inaczej (wystarczy sobie przejrzec Nature czy Science, by zobaczyc ile tak jest aplikacji a jak malo basic research w sensie scislym). i dlatego np. w PAN jest Instytut Matematyczyczny, a w jego kanadyjskim (ponoc jednym z najlepszych na swiecie) odpowiedniku, zwanym National Research Council of Canada, takiego instytutu nie ma (co nie znaczy, ze nie pracuja w NRC matematycy), a jest to efekt poteznego sprzezenia w R&D miedzy academia a industry (tu, inzynier, bys sie czul jak w raju). ad (b) przeprowadzenie takiej linii demarkacyjnej nie jest, wbrew pozorom, trywialna sprawa. czy, na przyklad, badania nad fizyka prozni byly aplikacyjne? wrecz przeciwnie, wydawaly sie tak oderwane od rzeczywistosci, ze bardziej juz nie mozna (wszak obiektem badan bylo cos, gdzie nic nie ma (teraz juz wiemy, ze to nie taki proste)), az tu nagle wyskoczyl termos i lampa kineskopowa. lubie tez opowiesc o tym jak to dzielna NASA prowadzila podboj kosmosu dla dobra ludzkosci i nauki ziemskiej. i co miala do pokazania po latach intensywnego researchu? ano: patelnie teflonowa. a czy opracowywanie potencjalow bialek opisujacych ich konformacje jest badaniem podstawowym? ano niby jest, ale wszyscy czekaja na to, az dzieki tym narzedziom bedzie mozna przewidywac struktury bialek nie fatygujac doswiadczalnikow, co przelozy sie w efekcie na szybki postep w branzy rational drug design, a to juz czysta aplikacja. czy zatem badanie struktur bialek to aplikacja? a moze to zalezy od celu tych badan? a z innej beczki: wypowiadal sie na tym forum jeden z doktorantow Macieja Zylicza. stwierdzil, ze to, co robi Zylicz to nauka podstawowa i wytrwale to wykladal swojemu adwersarzowi. wedlug mnie natomiast nauka podstawowa to Zylicz zajmowal sie dawno temu na UG, kiedy badal heat shocki, a teraz Jego onkogeny to dla mnie czysta aplikacja i prostytucja (sorry). jestem zwolennikiem badan naukowych dla samych badan (mam gdzies aplikacje i misje popularyzowania wynikow badan i samej nauki wsrod spoleczenstwa). kiedys to nie bylaby szokujaca deklaracja, bo jeszcze 20-30 lat temu (nie mowiac juz o jednoznacznych deklaracjach einsteina w tej materii) ludzie nie wstydzili sie przyznawac do takich pogladow i uprawiac nauki dla niej samej, czyli niepowtarzalnego piekna obcowania z zagadka przyrody. teraz nawet 'badania podstawowe' sa podpiete pod aplikacje a w grantach zapewne Zylicz tlumaczy, ze nie robi tego wylacznie z ciekawosci, tylko ze bedzie z tego zarabisty lek na nowotwor taki czy siaki, co przyczyni sie do powstania nowego, wspanialego swiata. serdecznie pozdrawiam, piotr drabik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fafik Re: nagrody nobla a aplikacje IP: *.netcontrol.pl / *.netcontrol.pl 22.02.04, 00:24 To wszystko, co piszesz, jest bardzo ładnie i OK, mam tylko jedno pytanie: skoro tak uwielbiasz badać przyrodę dla samego obcowania z nią, to co Ci tak zalezy na tej kasie z Nobla? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr drabik Re: nagrody nobla a aplikacje IP: *.bri.nrc.ca 23.02.04, 17:09 nie czytasz uwaznie. gdyby mi zalezalo na kasie, to bym zostal prawnikiem lub felczerem. ewentualnie operatorem dzwigu. o noblu rowniez nie mysle - poza zasiegiem ze wzgledu na ograniczenia w architekturze procesora. piotr drabik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Prosty fakt Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 01:47 Proponuje bardzo prosty (choc nieco czasochlonny) eksperyment, ktorego wynik znam z gory albowiem przedstawiony byl on niedawno na pewnej konferencji. Otoz potrudzcie sie panowie i znajdzcie zyciorysy ostatnich 50 noblistow w kazdej z nastepujacych dziedzin: fizyki, chemii i medycyny. Nastepnie zobaczcie, ilu wsrod nich bylo Amerykanow a ilu wsrod tych Amerykanow bylo emigrantow. Moze was oswieci, ze ci ludzie nie byli produktami tego cudownego systemu amerykanskiego - oni po prostu zostali podkupieni lub uciekli w latach 30tych z wiadomych powodow. Dotychczasowy sukces systemu amerykanskiego zasadza sie na morzu pieniedzy na sciaganie naukowcow z biedniejszych krajow. Niestety, cos ostatnio ten system zaczyna szwankowac. W roku 2001, 100 000 Chinczykow podeszlo do TOEFL-a, w 2002 tylko 30 000, a w 2003 10 000. Cos sie psuje, nieprawdaz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PiK Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.iopan.gda.pl 19.02.04, 10:26 To co piszesz, to tylko kolejny dowód, że młodym naukowcom (wykształconym w Europie czy w Azjii) skuteczniej udaje się robić karierę naukową w USA niz we własnym kraju. Czemu? To właśnie pytanie godne Nagrody Nobla... A czemu mniej Chińczyków zdaje TOEFFL? Może ich własne uczelnie się ostatnio poprawiły. Na amerykańskich (szczególnie w Kalifornii) jest ich istne zatrzęsienie - szczególnie na studiach doktoranckich (graduate studies). I bardzo dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jantps Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.ibch.poznan.pl 19.02.04, 21:55 ale to problem Amerykanow a nie nasz. I co to wspolnego z tytulem postu ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ptz Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.slac.stanford.edu 18.02.04, 23:25 Habilitacja jest sprawdzianem samodzielnosci naukowej. Doktorat pisze sie pod dyktando opiekuna i tylko na podstawie faktu, ze ktos ma dr nie mozna wyrokowac, czy nadaje sie do przyszlej, samodzielnej pracy naukowej. Habilitacja nie jest po to, zeby przynosic jakas konkretna korzysc na forum miedzynarodowym - jest to wewnetrzna regulacja i juz. Istneje nie tylko u nas, ale i w Niemczech, Francji i Rosji - o tych przynajmniej wiem. A jeszcze, co do korzysci zagranicznych. Po doktoracie byle "post-doctoral fellow", teraz "assistant professor" (lub associate - nigdy nie pamietam :) A to sie konkretnie przeklada na pieniadze.. A co do "dopuszczenia do kasty.." : jak najbardziej: skoro jestes na tyle dobry, zeby byc samodzielnym prac. (czyli przeszedles hab.), to znaczy dolaczasz do grona tych, ktorzy podejmuja decyzje. I musisz siedziec na posiedzeniach Rady Naukowej :) Ja wcale o tym nie marzylem.. ptz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwykły doktor Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.76.classcom.pl 19.02.04, 13:17 Pogląd jakoby doktorat pisało się pod dyktando opiekuna uważam za szokujący. Mój opiekun palcem nie kiwnął przy pisaniu pracy. Zechciał ją przeczytać i zechciał być moim promotorem.I to już było bardzo dużo. Habilitacja ma być sprawdzianem samodzielności naukowej - proszę wybaczyć ale to nieporozumienie.Habilitację, co do zasady robi się po to, aby nie zostać wyrotowanym z uczelni po ładnych kilku latach pracy na niej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ptz Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.slac.stanford.edu 19.02.04, 18:10 > Pogląd jakoby doktorat pisało się pod dyktando opiekuna uważam za szokujący. > Mój opiekun palcem nie kiwnął przy pisaniu pracy. Zechciał ją przeczytać i > zechciał być moim promotorem.I Jak kazde uogolnienie, tak i moje stwierdzenie nie stosuje sie w kazdym przypadku- sa wyjatki. Bywa i tak, jak piszesz. Rzecz w tym, to promotor (na ogol) wymysla tematyke doktoratu, podsuwa pomysly projektow, ktore potem wejda w jego sklad, prawda? Oczywiscie, ze musi tu tez byc jakis - mniejszy czy wiekszy, czasem b. duzy - wklad doktoranta. > Habilitacja ma być > sprawdzianem samodzielności naukowej - proszę wybaczyć ale to > nieporozumienie.Habilitację, co do zasady robi się po to, aby nie zostać > wyrotowanym z uczelni po ładnych kilku latach pracy na niej. To, *po co* sie robi habilitacje, to jest osobna sprawa. Oczywiscie, ze habilitacje robi sie po to, zeby moc zostac na uczelni czy w instytucie. Przeciez, gdybym mogl zostac docentem (czyli miec kontrakt na czas nieokreslony) bez habilitacji, to bym jej nie robil. Natomiast, zeby moc zostac docentem, nalezy wykazac sie umiejetnoscia samodzielnej pracy. I sprawdzeniu tego sluzy habilitacja. I tyle chcialem powiedziec. Zycze dlugiej i owocnej kariery (mowie bez zlosliwosci) ptz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PiK Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.iopan.gda.pl 19.02.04, 10:32 Jeszcze jeden problem z habilitacją (nie poruszany tu jeszcze) to fakt, że nawet noblista amerykański (brytyjski, australijski itp.) nie może być w Polsce nie tylko promotorem, a nawet recenzentem doktoratu. Bo... nie ma habilitacji. To powoduje dodatkowe i niepotrzebne zamykanie sie naszej naukin w zaścianku. A zagraniczny noblista nie zrobi w Polsce habilitacji mając nawet 1000 genialnych publikacji. Musiałby bowiem przyjechać na własny koszt i odbywać niepotrzebny cyrk zwany kolokwium i dodatkowo płacić za to kilka tysięcy złotych (normalnie opłacane przez macierzystą instytucję naukową, ale zagraniczny uniwersytet nie zapłaci za uzyskanie egzotycznego i niepojętego tytułu, który nawet nie ma angielskiej nazwy). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gumis Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.ha.pwr.wroc.pl 19.02.04, 17:29 Skad stwierdzenie ze brak habilitacji wyklucza bycie promotorem? Jest wielu profesorow bez habilitacji i maja doktorantow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PiK Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.04, 18:59 > Skad stwierdzenie ze brak habilitacji wyklucza bycie promotorem? Jest wielu > profesorow bez habilitacji i maja doktorantow. Można być promoteorem lub recenzentem doktoratu jeśli się ma *tytuł* profesora lub habilitację. Uwaga: tytuł, nie stanowisko. Czyli tzw. profesurę belwederską. Żaden profesor z USA (i w ogóle świata z wyjątkiem kilku krajów, głównie niemieckojęzycznych) nie ma habilitacji, i żaden nie ma *tytułu* profesora, bo tam czegoś takiego po prostu nie ma. W prawie całym świecie doktorat to najwyższy tytuł naukowy - znów uwaga: nie mylić ze stanowiskiem naukowy. Właśnie dlatego amerykański noblista nie może u nas nawet recenzować doktoratu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: drabol Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.bri.nrc.ca 19.02.04, 21:51 TAK, TAK, TAK!!! Zwiewajcie - im szybciej, tym lepiej. Polska nie ma elit (wyrzniete lub nawialy) a Polakom wcale nie zalezy na takowych. drabol (podpisujac sie w stylu 'arnolda': 3 fakultety, 2 doktoraty, 31 lat; wyjechalem i ZA NIC nie wroce). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BPP Znowu od rzeczy IP: *.dhcp.uno.edu 18.02.04, 22:55 Sluchajac po raz kolejny dyskusji o sytuacji nauki w Polsce coraz trudniej mi uniknac wrazenia ze nastaly straszne czasy w ktorych ludzie z zanikiem zdolnosci myslenia zajmuja sie nauka. Oto w punktach uzasadnienie. 1. Krzyk z habilitacja. Jezeli mozna uzyskac habilitacje poprzez przedstawienie swojego dorobku w postaci opublikowanych w czasopismach naukowych artykulow, to w czym problem. Jednynie o co tu mozna walczyc to to aby to wydzial okreslal regulamin habilitacji, bo tylko wtedy moze byc odpowiednio uwzgledniona specyfika danej dyscypliny. I w tym procesie habilitacyjnym nalezy uwzgledniac nie tylko osiagniecia naukowe ale tez w odpowiednich proporcjach, znowu wlasciwych dla danej dziedziny, osiagniecia dydaktyczne i organizacyjnie. Uniwersytet to bowiem zlozona maszyna i nie da sie sprowadzic tylko do uprawiania nauki. Obawiam sie bardzo ze ten caly krzyk wynika z niecalkiem szlachetnych pobudek. Moim zdaniem idzie tu o to ze prywatne szkoly ktore dobrze placa za zlecone wyklady musza wyrabiac „norme” ludzi po habilitacji i habilitacja jest tu biletem wstepu na ten lukratywny rynek. W tej sprawie ministerstwo i rzad juz od prawie pietnastu lat po prostu „rznie glupa”. Wykladanie w innej uczelni tego co sie wypracowalo w swojej jest tu w USA explicite zabronione. Ta wiedza jest po prostu wlasnoscia uczelni i taka dzialalnosc jest niczym innym niz kradziez cementu z budowy. 2. Mlodosc idzie. Propozycje typu „wywalic starych aby dac miejsce mlodym” sa z gatunku numerow ktore mozna wyciac tylko raz w zyciu. Jezeli sie to zrobi teraz to za pare lat nikt rozsadny nauka sie nie bedzie zajmowal jezeli nie bedzie widzial zadnej zawodowej i zyciowej stabilizacji. Perspektywa, ze w wieku 35 lat strata pracy jest na 50% bo akurat przyszla kolejna fala „stawiania na mlodziez” spowoduje odplyw uzdolnionych ludzi do innych dziedzin. Sledzac biografie wielkich naukowcow widac ze jedynie kilku i to w wyjatkowych dziedzinach takich jak matematyka czy fizyka teoretyczna i to w wyjatkowym okresie na poczatku XX wieku, dokonywali wielkich odkryc w mlodosci, wiekszosc i to zdecydowana to niestety ludzie w przynajmniej srednim wieku lub po prostu starcy. Proponuje wizyte w bibliotece zamiast czerpania wiedzy na ten temat z kolorowych wydawnictw kobiecych. Prawda jest natomiast to, ze uczelnie trzeba wietrzyc, ale w ten sposob aby ulatwiac przechodzenie z jednej do drugiej, tak swierzym doktorom jak i na wyzszych szczeblach. Niestety nie widze aby jakas uczelnia w Polsce chciala sama z siebie zatrudnic kogos od razu na stanowisko profesora i mowila o tym publicznie a nie pomiedzy „krolikiem i jego znajomymi”. 3. Mity o zachodzie. Mitem jest to ze na zachodzie (choc ograniczona mam obserwacje do USA) ktos po uzyskaniu habilitacji (tenure) rzuca sie w wir pracy naukowej. Efekt osiadania na laurach tez jest tu widoczny. Wielu jest takich co sie po prostu wypala, ale nie ma co tragizowac bo zaden system nie dziala ze 100% efektywnoscia, zajmuja sie oni czesto swietnie dydaktyka czy sprawami administracyjnymi i tez chleba podatnikowi nie kradna. Mitem jest to ze kazdy swierzo upieczony doktor w USA przebiera w ofertach pracy. Wrecz przeciwnie, zdobycie posady tak na uczelni jak i w przemysle (w osrodkach badawczych) to jest walka. Tez nie zawsze uczciwa. Lepiej sie nie bujac ze tu ktos rozsciele czerwony dywan dla naukowcow z Polski, a czemu nie z Argentyny? Tak wiec szantaz ze wszyscy wyjada jest zwyczajnie bez pokrycia. Polecam w tej sprawie lekture np. wiodacego czasopisma „The Chronicle of Higher Education”. 4. Mit o pieniadzach. Problem z uprawianiem nauki jest w mysleniu a nie w pieniadzach. Do pewnego stopnia myslenie mozna zastapic pieniadzem. Ale jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma. Jest wiele i to bardzo wiele dziedzin ktore moglyby kwitnac w Polsce na swiatowym poziomie i to przy calej mizerii finansowej - brak jest przede wszystkim rozumu. Sam jestem w stanie niejedna taka dziedzine zorganizowac ale niestety dla mnie miejsca tam nigdy nie bylo i widzac dzisiejsza organizacje nauki w Polsce nie zanosi sie na zmiane. B.P. Pozniak University of New Orleans Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba w nauce Re: Znowu od rzeczy IP: 217.153.99.* 18.02.04, 23:25 I tu sie absolutnie z Panem zgadzam, wystarczy pobyc w Stanach trochę dłużej niż 2-3 lata, przyjrzeć się kolegom szukającym długo pracy, aby opisywane tu bajki o luksusie w amerykańskiej nauce odłożyć do lamusa. Czy można u nas pracować w nauce, tak - pod warunkiem, że się naprawdę wierzy w to co się robi, że nauka ma w sobie element przygody, że odczuwa się satysfakcję z każdego udanego eksperymentu, że się pracuje bez względu na przeszkody stawiane przez innych (nie zawsze starszych...), itd., itd. A więc do pracy Panowie, habilitacja do przeżycia (a nawet można nauczyć się wielu nowych rzeczy),narzekania i oczekiwania na odejście starych nic się nie zdadzą, lepiej chyba zrobić sobie z nich sojuszników (a wiem, że można. Troche pozytywnego myślenia, a nie tylko typowo polskiego pesymizmu, i to w dodatku tzw. młodych przedstawicieli nauki! Matka - Polaka, której udało się dzięki własnej ciężkiej pracy wie ja Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kuba1943 Re: Znowu od rzeczy IP: *.acn.pl 19.02.04, 00:15 Przepracowalem 35 lat w instytucie PAN-owskim i w tym roku odchodze na emeryture z zachowaniem mozliwosci pracy na czesci etatu. Ten dlugi staz pracy upowaznia mnie, jak sadze, do zabrania glosu. Bywalem tez na krotszych i dluzszych stazach zagranicznych i na Zachodzie i w roznych osrodkach badawczych w krajach "obozu socjalistycznego". Z wieloma watkami dyskusji nie sposob sie nie zgodzic. Podobnie jak autor wypowiedzi "Znowu od rzeczy" uwazam, ze nie nalezy bezkrytycznie wyobrazac sobie, ze za granica organizacja badan naukowych jest idealna oraz sciezki kariery dla mlodych, zdolnych ludzi sa uslane rozami. Z moich doswiadczen wynika, ze oprocz wlasnej inwencji, zdolnosci i pracowitosci jednym z decydujacych czynnikow powodzenia w pracy naukowej w obecnych czasach ( i dawniej zreszta tez) jest praca pod kierunkiem prawdziwego MISTRZA - szefa, ktory potrafi wskazac wlasciwie cele badan i zorganizowac wla prace, potrafi nie tlumic inicjatywy mlodszych oraz potrafi mobilizowac i nauczyc mlodych metodyki pracy naukowej,stworzyc zgrany zespol i jednoczesnie umiejetnie wymagajac rzetelnego wysilku. Ale aby byc takim szefem - trzeba umiec poswiecic troche czasu i zaangazowania innym, a nie tylko myslec o wlasnej karierze - czesto kosztem pracy "poddanych wasali". Takiej pozadanej, szlachetnej postawie naszych szefow napewno nie sprzyja specyfika organizacyjna i finansowa badan naukowych w naszym kraju. I dlatego coraz rzadziej mozna spotkac u nas osoby, ktore z oddaniem i wlasciwa postawa etyczno-zawodowa kieruja zespolami sobie powierzonymi. Dlatego nie mozna sie dziwic buntowi mlodszego pokolenia. Bo czyz nie jest przykrym paradoksem, ze np. w jednym ze znanych mi instytutow PAN dyrektor tej placowki pozostaje na tym stanowisku 33 lata i dopiero osiagniecie przez niego wieku 70 lat stwarza szanse na zmiane ?? Byl moze i dobrym menedzerem na poczatku swej dyrektorskiej kariery, pozniej zaniedbal wlasne badania naukowe i "przyklejony" do swego stolka trwal i trwal na stanowisku, otoczony chorem pochlebcow, ktorzy rozszyfrowali dawno jego metody dzialania, slabe i mocne strony i woleli popierac "znane" od niepewnego "nieznanego". Albo: dlaczego w zespole badawczym ( nauki scisle, prace doswiadczalne)na 2 profesorów, 2 docentow, 2 doktorow, 4 doktorantow przypada j e d n a laborantka, ktora sila rzeczy pracuje zgodnie z niepisana, acz ustalona od lat hierarchia -glownie dla bezposredniego przelozonego, czasem dla 2 innych osob. Reszta musi robic wszystkie prace doswiadczalno-pomiarowe osobiscie... Zatem kiepska organizacja badan i brak prawdziwych autorytetow pograza poziom naszej nauki dodatkowo... Zycze mlodszym kolegom, aby nie ustawali ze swoimi inicjatywami zmian i to nie tylko tych ustawowych ale takze by zmienili oczekiwania. Nim Polka stanie sie nowoczesnym krajem, zdolnym przeznaczac wiecej srodkow na badania naukowe uplynie jeszcze duzo wody w Wisle. Zatem decydujac sie na prace naukowa w kraju, z gory trzeba zdobyc sie na wyrzeczenia. Jednak mentalna radosc z uprawiania badan naukowych napewno potrafi przekonac najwiekszych zapalencow, ze mimo wszystko warto.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Znowu od rzeczy IP: *.netinfo3.net.ubc.ca 19.02.04, 01:52 Dokladnie, nikt mi nie wmowi, ze w Polsce jest trudniej zrobic habilitacje, niz w USA dostac pozycje profesora na dobrej uczelni... Pozdrawiam Jacek Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Re: Znowu od rzeczy -Caly czas od rzeczy 19.02.04, 20:56 Gość portalu: BPP napisał(a): > Oto w punktach uzasadnienie. > 1. Krzyk z habilitacja. > Jezeli mozna uzyskac habilitacje poprzez przedstawienie swojego dorobku w > postaci opublikowanych w czasopismach naukowych artykulow, to w czym problem. > Jednynie o co tu mozna walczyc to to aby to wydzial okreslal regulamin > habilitacji, bo tylko wtedy moze byc odpowiednio uwzgledniona specyfika danej > dyscypliny. I w tym procesie habilitacyjnym nalezy uwzgledniac nie tylko > osiagniecia naukowe ale tez w odpowiednich proporcjach, znowu wlasciwych dla > danej dziedziny, osiagniecia dydaktyczne i organizacyjnie. Uniwersytet to > bowiem zlozona maszyna i nie da sie sprowadzic tylko do uprawiania nauki. > Obawiam sie bardzo ze ten caly krzyk wynika z niecalkiem szlachetnych >pobudek. No jasne ze nie. Tu dzialaja Wieczorkowcy korytowcy, chodzi o dorwanie sie do koryta w grajdole przy okazji chcialoby sie zeby podatnik znaczaco zwiekszyl kase. > Moim zdaniem idzie tu o to ze prywatne szkoly ktore dobrze placa za zlecone > wyklady musza wyrabiac „norme” ludzi po habilitacji i habilitacja jest tu > biletem wstepu na ten lukratywny rynek. W tej sprawie ministerstwo i rzad juz > od prawie pietnastu lat po prostu „rznie glupa”. Wykladanie w innej > uczelni tego co sie wypracowalo w swojej jest tu w USA explicite zabronione. > Ta wiedza jest po prostu wlasnoscia uczelni i taka dzialalnosc jest niczym > innym niz kradziez cementu z budowy. Haha dobrze im przywaliles, oczywista prawda. Tylko ze ci co Czaruja na tym forum chwalac jak to jest super w Ameryce pomijaja calkowicie sprawe kasy: tak jakby w konstytucji USA bylo prawo do bezplatnego wyzszego wyksztalcenia hehe. > Propozycje typu „wywalic starych aby dac miejsce mlodym” sa z gatunku numerow > ktore mozna wyciac tylko raz w zyciu. Jezeli sie to zrobi teraz to za pare >lat nikt rozsadny nauka sie nie bedzie zajmowal jezeli nie bedzie widzial >zadnej zawodowej i zyciowej stabilizacji. Perspektywa, ze w wieku 35 lat >strata pracy jest na 50% bo akurat przyszla kolejna fala „stawiania na >mlodziez” > spowoduje > odplyw uzdolnionych ludzi do innych dziedzin. Sledzac biografie wielkich > naukowcow widac ze jedynie kilku i to w wyjatkowych dziedzinach takich jak > matematyka czy fizyka teoretyczna i to w wyjatkowym okresie na poczatku XX > wieku, dokonywali wielkich odkryc w mlodosci, wiekszosc i to zdecydowana to > niestety ludzie w przynajmniej srednim wieku lub po prostu starcy. Proponuje > wizyte w bibliotece zamiast czerpania wiedzy na ten temat z kolorowych > wydawnictw kobiecych. Dobre hehe. Tylko ze 'rewolucyjne' hasla w stylu Wieczorkowskim "zniesc habilitacje" maja na celu co innego: dostanie sie podkopem do obecnego grajdola zeby sie wygodnie wygrzewac na koszt podatnika. Ci panowie tesknia za tym zeby w grajdole na dodatek byly amerykanskie place haha. > Prawda jest natomiast to, ze uczelnie trzeba wietrzyc, ale w ten sposob aby > ulatwiac przechodzenie z jednej do drugiej, tak swierzym doktorom jak i na > wyzszych szczeblach. Niestety nie widze aby jakas uczelnia w Polsce chciala > sama z siebie zatrudnic kogos od razu na stanowisko profesora i mowila o tym > publicznie a nie pomiedzy „krolikiem i jego znajomymi”. No jasne ze nie bo to jest kompletny grajdol co wynika przede wszystkim z braku struktury rynkowej i jakiegokolwiek elitaryzmu. > Mitem jest to ze na zachodzie (choc ograniczona mam obserwacje do USA) ktos >po uzyskaniu habilitacji (tenure) rzuca sie w wir pracy naukowej. Efekt >osiadania na laurach tez jest tu widoczny. Wielu jest takich co sie po prostu >wypala, ale nie ma co tragizowac bo zaden system nie dziala ze 100% >efektywnoscia, zajmuja sie oni czesto swietnie dydaktyka czy sprawami >administracyjnymi i tez chleba podatnikowi nie kradna. No wlasnie. Tenure jest przyneta o ktora ludzie walcza. > Mitem jest to ze kazdy swierzo upieczony doktor w USA przebiera w ofertach > pracy. Wrecz przeciwnie, zdobycie posady tak na uczelni jak i w przemysle (w > osrodkach badawczych) to jest walka. Tez nie zawsze uczciwa. Lepiej sie nie > bujac ze tu ktos rozsciele czerwony dywan dla naukowcow z Polski, a czemu nie > z Argentyny? Tak wiec szantaz ze wszyscy wyjada jest zwyczajnie bez pokrycia. > Polecam w tej sprawie lekture np. wiodacego czasopisma „The Chronicle of > Higher Education”. To jest taki smieszny straszak w grajdole. Przeciez jest ewidentne ze w normalnym systemie ktos nie majacy dluzszego pobytu za granica bylby w ogonie konkurencji. Ludzie musza wyjezdzac a z drugiej strony w normalnym systemie rynkowo-elitarnym znajdzie sie troche atrakcyjnych ofert na miejscu. > Problem z uprawianiem nauki jest w mysleniu a nie w pieniadzach. Do pewnego > stopnia myslenie mozna zastapic pieniadzem. Ale jak sie nie ma co sie lubi to > sie lubi co sie ma. Jest wiele i to bardzo wiele dziedzin ktore moglyby >kwitnac > w Polsce na swiatowym poziomie i to przy calej mizerii finansowej - brak jest > przede wszystkim rozumu. Sam jestem w stanie niejedna taka dziedzine > zorganizowac ale niestety dla mnie miejsca tam nigdy nie bylo i widzac > dzisiejsza organizacje nauki w Polsce nie zanosi sie na zmiane. Jednak sie mylisz. Mozna powiedziec ze do uprawiania topologii algebraicznej czy kosmologii prenatalanej nie potrzeba pieniedzy. Mimo wszystko musi byc jednak rynek czyli absolutne zroznicowanie placowek i posiadanej kasy. W Polsce byloby miejsce na dwie uczelnie elitarne, kilka dobrych i reszta takich sobie. To umozliwiloby koncentracje mozgow, konkurencje o pozycje i znikniecie struktury urzedniczej w postaci tytulow i stopni > B.P. Pozniak > University of New Orleans No masz realistyczne spojrzenie a tu jak mowia o nauce w Ameryce to ponizej MIT, Harvardu i Stanforda nie schodza bo im sie to wlasnie majaczy w Polsce, nie jakies tam New Orleans, to fajne na jazz hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 23:30 Odpowiedz: mozna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotrek Oczywiscie ze mozna IP: *.mrb.temple.edu 18.02.04, 23:48 Oczywiscie ze mozna. Jesli sie trafi do dobrego labu a predzej czy pozniej mozna trafic. Ja pracuje w miejscu z ktorego szef pozwala wyjezdzac do miejsc w swiecie ktore postdocom odpowiadaja. Wymaga jednego przyzwoitych jak na nasze krajowe warunki artykulow (Impact factor 2,0 to pewne minimum). A jaka krytycy polskiej nauki kariere chcialiby robic w USA np? Jestem tu drugi raz. 45 000 $ rocznie kiedy wreszcie zdobeda najgorsza pozycje faculty? To jest kariera? To mechanik wiecej w Stanach zarabia. Polka ktora sprzata w czyims domu zarabia 12-15$/ godzine. Tu nie ma 13 pensji i funduszu socjalnego. Sam widzialem dwoch relatywnie mlodych (35 lat) zdolnych ludzi jednego z Indii drugiego z Polski ktorzy sie nie utrzymali. Nie dostali kolejnych grantow NIH i wypadli. Amerykanskie laby naukowe zaczynaja pracowac dla firm farmaceutycznych oceniajac tysiace probek dziennie zamiast robic nauke po to zeby szef przebil sie przez 50000$ rocznie. Polakowi ktory przyjezdza tu bez rodziny wydaje sie ze to duzo. Nie wie tylko ze za szkola srednia dziecka bedzie musial zaplacic kilkanascie tysiecy rocznie i ze na emeryture musi odlozyc sam bo za social security (300$/msc) nie wyzyje potem. Nauka stanowi problem wiekszy na calym swiecie. Zaczyna sie jej stawiac wymaganie utylitarnosci i to jak najszybciej. W moim labie w Polsce sa pieniadze i miejsc na pomysly i ludzie ktorzy je umieja realizowac. Wrocilem do niego raz i wroce znowu. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik ciezko w USA IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 00:47 To co napisal Piotrek to sweta prawda. Praca w nauce w USA to bynajmniej nie sa kokosy, o wiele lepiej jest przejsc np. do przemyslu po otrzymaniu doktoratu. Ale mozna sie usadowic w klasie sredniej. Doktoranci np. dostaja okolo 20 tys rocznej pensji, postdokowie (postdocy?) 25-35 tys., najmlodsi "Faculty" 40-55 tys., Assistant professor 55-70 tys., Associate professor 70-80-tys., professor - 80-110 tys USD, za funkcje szefa zakaldu, dziekana itp. pensja w gore, noblisci na mojej uczelni zarabiaja okolo 300 tys USD rocznie. System amerykanski wymaga ciezkiej pracy i bywa okrutny czy wrecz nieludzki ale dlatego jest efektywny i przynosi rezultaty! W jego okrucienstwie wzgledem jednostek kryje sie sukces systemu jako calosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tez zza oceanu Re: ciezko w USA IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 01:09 Drogi kolego ... poprawnie przedstawiasz wysokosci zarobkow ale zapomniales o paru szczegolach: 1. Na wiekszosci uczelni tzw. administratorzy (dziekani i wzwyz) zarabiaja wiecej od noblistow. Znam wiele uczelni i wiem, iz jest na porzadku dziennym, ze rektor nie ma doktoratu albo dziekan przeszedl przez studia grajac w football. Oczywiscie maja oni odpowiednie koneksje polityczne, odpowiednie pochodzenie etc. albowiem sa MIANOWANI przez politykow a nie wybierani przez naukowcow, ktorzy sa tu zwyklymi wyrobnikami. 2. Na stanowisko profesora (nawet to najnizsze) jest zwykle 50-150 kandydatow. Bez doktoratu z jednej z najlepszych uczelni w USA nie ma sie praktycznie szans na dostanie takowego. 3. Nie licza sie tu publikacje ani inne "tradycyjne" osiagniecia naukowe. Liczy sie kasa i tylko kasa a konkretnie ile pieniedzy sciagnelo sie na badania naukowe - z tych pieniedzy uniwersytet sciaga podatek w wysokosci 30-50%. 4. No i nie zapomnijmy o kompresji i inwersji zarobkow. To prawda, ze nowo przyjety pracownik dostaje zarobki w wysokosci sredniej krajowej. Potem sa podwyzki 1-2%, ktore z trudem gonia inflacje. Efekt: profesor po 30 latach pracy czesto zarabia mniej niz nowo przyjety assistant profesor. Efekt pochodny: czesto po dostaniu dozywotniego zatrudnienia ("tenure"), pracownicy klada na to wszystko przyslowiawa "lage". Popracujesz, pozyjesz i sam zobaczysz :-). Znam wielu takich entuzjastow ... minely trzy, cztery lata ... wypalili sie i klna na korupcje, dyskryminacje i to samo kumoterstwo co im tak bylo zbrzydlo w PR(L)-u. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorant Re: ciezko w USA IP: 150.254.111.* 19.02.04, 13:25 Czy są to kwoty tzw. na rękę, czy jeszcze trzeba odciągnąć od nich różnorakie podatki??? Bo jeżeli na rękę, t nie jest tak źle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Podatki Re: ciezko w USA IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 16:09 Na reke? Buhahahahaha! Od tego odlicz sbie podatek federalny (20% powiedzmy choc w rzeczywistosci wiekszy), ZUS (7.5%) i w wiekszosci stanow podatek stanowy (1-10%). No i jeszcze podatek katastralny ($1000 - $10000 na rok jezeli masz wlasny dom lub mieszkanie). Musisz miec samochod wiec odlicz tez ubezpieczenie obowiazkowe ($500-$1500 na rok). Teraz dodajmy do tego wysokie ceny uslug i robocizny (np. kolega zaplacil $9000 za 35 m2 paneli podlogowych z polozeniem) i okazuje sie, ze to przebicie nie jest az takie wielkie, prawda? No jeszcze jeden przyklad: ostatnio podano, ze koszt wychowania dziecka do 18 roku zycia (bez jakiegogolwiek czesnego, a wiec szkoly publiczne czyli tragiczne) to $250,000. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.anu.edu.au 19.02.04, 00:08 Ciekawy przyklad "przyspieszania" zmian w polskiej nauce mozna znalezc na internetowej stronie grupy mlodych naukowcow z Poznania. www.bioinfo.pl/news17.html Ciekawe czy po ostatnich publikacjach grupy w Cell i Science sytuacja ulegnie zmianie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pstrong Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.02.04, 00:27 W tej grupie młodych naukowców jest niejaki L. Rychlewski. A gdzie stary Rychlewski? A tutaj: Department of Quantum Chemistry Name in Polish: Zakład Chemii Kwantowej Address: ul. Grunwaldzka 6; 60-780 Poznań Head Prof. Jacek Rychlewski No i co, daleko pada jabłko od jabłoni? Junior teraz się pewnie wyżywa pod czujnym okiem papy (to chyba tata?). Mniemam, że ścieżka kariery już przygotowana. To samo mamy wśród lekarzy, prawników i w innych środowiskach. Klasa panująca reprodukuje się znakomicie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kompromitacja Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 03:08 Prof. Rychlewski nie odpowie ci na ten glupawy e-mail bo juz od prawie roku nie zyje. Chlopcze, widze, ze jeszcze nie zrozumiales is informacja to nie to samo co wiedza. Wyszedles na buraka a moze burak z ciebie wyszedl. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pstrong Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.02.04, 20:19 Hm... A na oficjalnych stronach www wciąż figuruje jako kierownik wydziału bądź zakładu: main.amu.edu.pl/~guide/chemistry/structure.htm Myślę, że to też jest dobrym przykładem sprawności działania polskich uczelni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mp Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.uit.no / *.uit.no 20.02.04, 19:33 A nawet gdyby zyl, to co? Inna dziedzina (gdzie bioinformatyka, a gdzie chemia kwantowa, a jeszcze tak teoretyczna jak uprawial J. Rychlewski), inna instytucja... Co w tym dziwnego, ze syn naukowca tez sie nauka zajmuje? Normalka. Twoim zdaniem, dzieciom profesorow nalezy zabronic robienia doktoratow, czy jak? Nie rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Minio Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.rockefeller.edu 19.02.04, 00:54 Nie znam realiów obecnego KBNu. Czy ktoś może mi powiedzieć dlaczego grupa bionformatyczna wysyłała/musiała wysłać grant do sekcji w której nikt z członków z bionformatyką nie ma nic wspólnego? (jeden biolog molekularny) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Dla tych co mówią, że na "naukę" nie ma pieniędzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 00:13 Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na badania naukowe w Polsce: 1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania 4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld 5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld. 7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki Polskiej, różnie ok. 0,2 mld Razem na działalność badawczą: 12,7 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w innych mądrzejszych krajach. Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN- u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi się w normalnych krajach to ten procent wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB. Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!! Z poważaniem, halo GUS!, obudź się!!! Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek Re: Dla tych co mówią, że na "naukę" nie ma pieni IP: *.netinfo3.net.ubc.ca 19.02.04, 01:54 > Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania Gratuluje poczucia humoru. Prosze zapytac sie jakiegokolwiek rektora panstwowej uczelni czy oplaty studentow za studia pokrywaja chociazby koszty ich ksztalcenia. J Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pstrong Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.02.04, 00:16 Znam kilka przypadków, w których na recenzje pracy habilitacyjnej czekano rok, a nawet trochę dłużej. A ustawowy termin napisania recenzji przez recenzenta? 3 miesiące. A ile czasu mija od obrony habilitacji do zatwierdzenia hab. przez centralną komisję? Mniej więcej rok. A jaki jest ustawowy termin? 3 miesiące. Kochani, nie ma się co łudzić, że gerontokracja będzie podcinać gałąź, na której siedzi. Przecież im już lepiej nie może być. Czy się stoi, czy się leży, pieniądze lecą. Żadnej nauki robić po hab. nie trzeba. Można pogonić kilku młodych, co to będą orali na starca. A ty bracie po habilitacji ruszaj w politykę, wykładaj na kilku uczelniach, prowadź byznesy. No jednym słowem, żyła złota. I żadnej, absolutnie żadnej odpowiedzialności. Za nic. No, powiedzcie. Czy mogą być lepiej? Nigdy nie będą mieli lepiej. Dlatego będą bronić tego systemu jak niepodległości. Do ostatniego guzika. A jak się przyjmuje na nowy etat? Kiedy pojawia się "właściwy" kandydat z właściwym poparciem, to mu się stwarza etat. Półgębkiem ogłasza się konkurs, który oczywiście wygrywa, kto ma wygrać. To przecież żadna tajemnica. Wszyscy na co dzień to słyszą. Przecież nikt się z tym nie kryje. A ile jest instytutów w Polsce, w których pracują całe klany rodzinne? Mnóstwo. Ta klasa już się powiela w kolejnych pokoleniach. Tu się nie ma co łudzić, że będzie lepiej. Lepiej już było. Tu po prostu wszystko trzeba zaorać i tworzyć od zera. Kto to miałby organizować od zera? Trzeba by chyba importować setki i tysiące naukowców z USA. Bo tutejsi, jeśli im pozwolić organizować od nowa, po prostu odtworzą obecny system. A egzaminy na studia? Bardzo często to farsa. Zwłaszcza na medycynie, prawie, ale i na wielu innych kierunkach. Jak jesteś swój, to cię wezmą. A jak nie jesteś swój, to zapłacisz komu trzeba i też cię wezmą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zombi Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.cee.uiuc.edu 19.02.04, 01:46 Na recenzje rozprawy doktorskiej czekalem ok 7 miesiecy. Recenzenci robia co im sie podoba, chociaz czasami sami nie wiedza o czym czytaja i pozniej trzeba im tlumaczyc. Ale pojawia sie problem, ich duma zostaje urazona a tego konsekwencje moga byc tylko jedne :-) W moim przypadku recenzent zajal sie szukaniem bledow stylistyczny i jezykowych, bo nie mogl znalezc merytorycznych. W jednym przypadku napisal iz blad pojawia sie gdyz odwolalem sie do swojej publikacji, ktora de facto byla w renomowanym miedzynarodowym journalu. Nie moglem tego zrozumiec, teraz tez tego nie rozumie. Co do tego ze doktorant wykonuje niesamodzielnie prace to pragne zanegowac. Moj promotor nawet raz nie przeczytal rozprawy i wykonalem ja calkowicie sam. Ale juz w gestii publikacji to jego nazwisko bylo pierwsze. To tyle opinii sflustrowanego bylego doktoranta. Mam nadzieje ze w Polsce cos sie zmieni, bo nie bede mial dokad wracac. Pozdrowienia z USA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: depressed Widzę że wszędzie w Polsce jest ten sam syf IP: *.chello.pl 19.02.04, 00:28 Czytam te listy i dochodzę do wniosku, że niezależnie od tego kto i skąd pisze, dostrzega u siebie te same patologie. U mnie też jest tak jak napisał Marek że mały "procent ktory glosuje na radzie wydzialu cokolwiek rozumie nad czym glosuje". I potwierdził to potem kot.behemot: "Na przedstawianiu na Radzie Wydziału. Bo wtedy szanowna Rada Starców może sobie dopiero poużywać na kandydacie (w ząb nie rozumiejąc Jego badań, zresztą). Widziałem taki przypadek, słyszałem, że to norma (z doktoratami też bywa ciekawie - znam przypadki załatwiania porachunków z promotorem podczas głosowań nad otwarciem przewodu doktorskiego)." A u mnie faceta uwalono, bo podczas show był zbyt pewny siebie. Bo domyślnie POWINIEN RADZIE STARCÓW WŁAZIĆ W DUPĘ !!! A on był taki dumny ze swoich dokonań. Miał świetne recenzje i publikacje, ale podczas show nie wykazał należytej uniżoności tym sukinsynom (którzy w większości nic nie rozumieli, ale jakie to ma znaczenie, liczy się "ogólne wrażenie" jak w programie "Idol" lub "Big Brother"). A Zagrodzka pisze, że jest wspaniale tylko my o tym nie wiemy: "Wystarczy zgromadzić swoje dokonania i publikacje, poczekać na ich ocenę i jeśli dobrze wypadnie, dostać tytuł, nie przerywając aktualnych badań. Tylko trzeba te osiągnięcia mieć!" To niestety szanowna Pani Redaktor niewiele wie i rozumie. A kto będzie oceniał ten dorobek? Przecież Ci sami z Rady Wydziału, którzy źle się czują jak ktoś im nie wlezie w dupę! To po cholerę iść tą drogą? Musi być show i upokorzenie kota. To fala, tylko że nie w wojsku lub zawodówkach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Oj, przepraszam Pani Zagrodzka przedstawia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 00:42 Oj, przepraszam Pani Zagrodzka dokonuje pewnego przeglądu wypowiedzi na temat tzw. "nauki polskiej". Myślę, że zrobiła to dobrze, jak na artykuł w gazecie. Opisała i wyliczyła różne poglądy, i te z czasopism i jak się domyślam, i te z dyskusji na różnych forach dyskusyjnych Gazety, Onetu, WP i może jeszcze innych. Myślę, że taki zbiorczy artykuł jest bardzo potrzebny i gotowy do zainteresowania się przez polityków. Bowiem politycy trzymają klucz; jakie stworzyć prawa aby działalność naukowo-badawczo-rozwojowa (N-B-R) w Polsce wogóle istniała i dawała korzyści dla naszej gospodarki, kultury, prawa, ekonomii itp. Pozdrawiam Panią Redaktor i czytelników dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
remigiuszk Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 19.02.04, 00:32 Czy można zrobic w Polsce doktorat eksternistycznie, bez zatrudnienia w instytucie lub/i studiow doktoranckich? Samodzielnie majac promotora. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AMal Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 212.122.205.* 19.02.04, 10:41 Oczywiście, ustawa nie stawia pod tym względem żadnych wymagań. Należy jednak pamiętać o kosztach. Ostatnio koszt przewodu to około 7000 zł (3600 zł promotor, 2x 1200 zł recenzenci + różnego rodzaju koszty administracyjne), ale uczelnia może pokryć koszty przewodu "z własnych funduszy". (Ostatnio niestety coraz rzadsze). Jeżeli jednak promotor zrezygnowałby z honorarium, koszt spada o połowę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agaj Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: 128.163.110.* 19.02.04, 01:34 Moje przyslowiowe 3 grosze jak ktos to jeszcze przeczyta: 1. Sukces naukowy USA opiera sie o soft money. Jezeli ktos nie wie o co chodzi to przykro mi - za duzo pisania by to wyjasnic. Ale problem sie sprowadza do faktu, ze olbrzymia wiekszosc osob pracujacych w nauce w USA ma bardzo kruche warunki zatrudnienia i moga byc zwolnieni praktycznie z dnia na dzien. Takie warunki pracy chyba by nie przeszly w Europie, a szczegolnie w Polsce. 2. Kolejne zrodla sukcesu nukowego USA to naklady na nauke i odplyw kadr do przymyslu (np. firmy farmaceutyczne). Mechanizmy te dzialaja w Europie Zach, ale nie w Polsce - przemysl farmaceutyczny to praktycznie wylacznie sprzedaz lekow zagranicznych. 3. W ostanich kilku latach zatrudnilem w swoim labie 3 postdoc'ow z Polski - jeden byl w miare dobry, pozostali - duzo ponizej sredniej, ale z olbrzymimi pretensjami i jeszcze wiekszym ego. Polacy w biologii molekularnej sa nieszkoleni i przepasc sie poglebia. Za kilka lat (gora 3-5 lat) nie bedzie juz o czym mowic; nauki biologiczne w duzej czesci zatrzymaly sie na poziomie lat 70-80-tych. Polacy przegrywaja na calej lini z mlodymi naukowcami z innych krajow. Moi byli postodocy z Polski byli tez nastawieni rasistowsko i nie mogli przelknac, ze tzw. "zoltki" i "czarni" sa od nich lepsi. 4. No i habilitacja; ktos mnie namowil by sie starac na mojej bylem uczelnii. Najpierw chcialem napisac po angielsku - uczelnia sie nie zgodzila - mialo byc po polsku - dlatego im podziekowalem i zrezygnowalem. Potem chcialem ja napisac w oparciu o publikacje (wstep po polsku, reszta to opublikowane artykuly). Moje publikacje maja oczywiscie wspolautorow (nawet jak ja jestem 1- szym autorem). Dlatego kazano mi zebrac listy od wspolpracownikow ze stwierdzeniem, ze to ja pracowalem, a oni tak praktycznie to nic nie zrobili. Poniewaz szanuje i ich i siebie, nigdy o takie listy nie poprosil. I tak skonczyly sie moje starania o habilitacje w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: *.netinfo3.net.ubc.ca 19.02.04, 01:56 Jednego tylko nie rozumiem. Nie mam pojecia po co Ci polska habilitacja skoro pracujesz za granica? Co do problemu ze wspolautorami. Pomysl, gdyby nie ten wymog, ile osob w Polsce podczepiloby sie pod publikacje innych osob, przy ktorych mieli maly wklad tworczy. J. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agaj Re: Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: 128.163.110.* 19.02.04, 02:18 Jesli chodzi o habilitacje w Polsce to namawiano mnie by prowadzic wyklady dla "zagranicznych" studentow. Moja byla uczelnia ma dosc aktywny program uczenia medycyny dla studentow w USA. Poza tym chciano bym recenzowal prace doktorantow. Zdaje sobie sprawe z problemu wspolautorow w pracach naukowych. Ale w dziedzinach biologiczny nie ma praktycznie prac w ktorym jedna osoba jest autorem (moze jakas praca pogladowa). Przyznaje, chcialem zrobic habilitacje malym nakladem sil (ale przy duzym dorobku). Nie wyszlo, nie narzekam (masz racje - nie jest mi ona potrzebna) i tylko opisuje, ze wymog habilitacji jednak JEST przeszkoda dla osob takich jak ja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agaj sprostowanie IP: 128.163.110.* 19.02.04, 02:24 Mialo byc, ze moja byla uczelnia zajmuje sie uczeniem medycyny studentow z USA (a nie w USA) i szukali bardziej kwalifikowanych (czy moze prestizowych) wykladowcow (visiting professors). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: *.netinfo2.net.ubc.ca 19.02.04, 04:49 Fakt - dla Ciebie jest ona klopotem. Jest to tez poniekad cena za roznice w systemie polskim i amerykanskim. Ja sie tylko zastanawiam (a odpowiedzi nie znam - brak mi doswiadczenia), czy zmieniajac nasz system, nie byloby bledem wzorowanie sie na amerykanskim. Takiego rozmachu raczej nie osiagniemy, moze lepiej przyjrzec sie panstwom Europy Zachodniej. Moze lepiej sie przyjrzec, dlaczego wplacamy wiecej do naukowej kasy UE, niz z niej dostajemy w grantach (paradoksalnie, Polska ze swoim skromnym budzetem na badania, wspiera badania krajow UE) itd. Sprowadzanie wszystkich problemow polskiej nauki do problemu habilitacji jest strasznym uproszczeniem, ale o tym pisali juz wczesniej inni, bardziej kompetentni uczestniczy dyskusji, Pozdrawiam, Jacek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: srac na was szkoda mi was dupki! IP: *.client.comcast.net 19.02.04, 06:06 Ja jestem robotnikiem i nie mam waszy debilnych dylematow. Po jaka cholere wam doktoraty, habilitacje? czy bedziecie wiecej zarabiac? czy tez chcecie prezyc wlasne dupy na korytarzach ze jestescie tacy "uczeni". Z waszych pierdol wynika ze zalezy wam na tytulach. Jestescie pojebani. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik Re: szkoda mi was dupki! IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.02.04, 06:47 Vox populi vox Dei? W kazdym razie informuje kolege robotnika,ze mi akurat chodzi o zniesienie tytulow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik Re: szkoda mi was dupki! IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.02.04, 06:48 Aha i jeszcze dodam, ze akurat doktoraty sie przydaja: w USA kazdy rok studiow wiecej przeklada sie na iles tam tysiecy dolarow rocznie wiecej zarobkow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wyjasnienie Moment. Do robotnika trzeba prostym językiem: IP: *.client.comcast.net 19.02.04, 18:30 Pożytki z posiadania tytułu są takie: 1. Wszystkie lepsze laski lecą na tytuł i związany z nim szmal, a wam zostają te z krzywymi nogami, popsutymi zębami i tłuste jak paczka smalcu. 2. Jak się ma tytuł, to się rąk nie brudzi, a od nurkowania w szambie ma się takich, co to im się w młodości nie chciało nosić teczki (i teraz muszą nosić woreczki). Ciao. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Re: szkoda mi was dupki! IP: *.dyn.optonline.net 19.02.04, 10:36 Tak masz racje, tym ludziom chodzi tylko o tytuly. Nauke to maja w czterech literach. Twoje stwierdzenie jest wiecej warte niz 100 polskich habilitacji, ale oni tego nigdy nie zrozumieja. Nie ta zdolnosc i inteligencja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: californian z ta habilitacja to zle zrozumiales IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 00:34 Nalezalo od wspolautorow zebrac podpisy, ze koncepcja pracy byla twoja a oni pomagali w jej realizacji. Jesli byles PI w grancie, to nawet ich podpisy nie byly konieczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zenobiusz Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.ny325.east.verizon.net 19.02.04, 03:30 Co robi SGH na twojej liscie? W Polsce jest jeden (!) ekonomista, ktory ma jakiekolwiek publikacje w liczacych sie pismach (Jacek Osiewalski z Krakowa). Na SGH nie uprawia sie zadnej nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: W. Holsztynski Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.ca-sanfranc0.sa.earthlink.net 19.02.04, 05:02 "Walka" itp z istniejacym systemem i o samozastapienie sie tego systemu przez swoja lepsza wersje jest samosprzecznoscia. Nalezy stworzyc nowe organizmy naukowe, ktorych zaistnienie i sukces odstawi istniejace na boczny tor. Tylko mala czesc funduszy na nauke (moze 25%?) powinna pochodzic z podatkow, a i to nie centralnie od rzadu, lecz od ministerstw zainteresowanych w nauce, jak wojsko, energetyka, ruch drogowy, telefonia, ... Rzad centralnie moze przeznaczyc pewne fundusze na granty, ktore bylyby oceniane przez rowiesnikow. Takie NSF letnie granty, oceniane przez rowiesnikow czyli kolegow (anonimowo, z innego osrodka), dzialaja (dzialaly?) bardzo dobrze w Stanach. Przede wszystkim uczelnie i instytuty powinny byc prywatne(!!!), niezalezne od nikogo, od zadnych "wyzszych biurokracji". Utrzymywalyby sie z grantow (z udzialu w projektach naukowych, technologicznych, ...), z dotacji i z oplat studenckich. Moglyby nawet pomagac sobie operacjami komercjalnymi typu sala kinowa, teatr, koncerty muzyczne, zawody sportowe(!), ... W kazdym razie nalezy myslec konstruktywnie, tworczo, strukturalnie. Warto przestudiowac historie polskiej nauki po Pierwszej Wojnie Swiatowej. Natomiast niewiele soku dla mlodych wycisnie sie chocby najokrutniejszym zgniataniem jaj podemerytow--odejda na emeryture lub na Pola Elizejskie, a soku wystarczy tylko dla nastepnych podemerytow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Logik Samoteoria IP: *.chello.pl 19.02.04, 08:16 Gość portalu: W. Holsztynski napisał(a): > "Walka" itp z istniejacym systemem i o samozastapienie sie tego systemu przez > swoja lepsza wersje jest samosprzecznoscia. Z tego wynika, że komuna w Polsce nie upadła i że SLD nie istnieje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cudzoziemiec z Pol Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.proxy.aol.com 19.02.04, 05:56 O wszystkim sie pamieta Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tez z za morza Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.proxy.aol.com 19.02.04, 05:58 kariere naukowa mozna zrobic wszedzie i zawsze pod dwoma warunkami: 1. glowa bedzie pelna i to mysli o nauce, a nie o karierze 2.Pracowac, pracowac, pracowac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik jeszcze raz ja IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.02.04, 06:34 Jeszcze raz ja - mysle, ze pytanie w tytule jest zle postawione - no bo co rozumiemy pdo pojeciem "kariere naukowa"? Dostanie profesury i zostanie rektorem? To mozna. Mysle, ze pytanie powinno brzmiec - czy w Polsce mozna robic nauke na swiatowym poziomie. Zgadzam sie, ze mozna, ale jest duzo trudniej niz w innych miejscach na swiecie, ktore uwazaja nauke za jeden z priorytetow rozwoju kraju. Latwiej jest robic nauke w Polsce w dziedzinach wymagajacych mniejszych nakladow, trudniej w dziedzinach wymagajacych wiekszych nakladow, takich jak np. moja. Ale mozna, tylko ze duza czesc czasu traci sie na "walke z oporem materii",czasu ktora mozna by uzyc na rozwiazanie problemu naukowego. Opor materii to przede wszystkim biurokracja, zly sytem zarzadzania nauka no i kiepskie srodki finansowe. Z punktu widzenia pracownika, to system nauki w Polsce jest swietny bo zapewnia pracownikom nauki jako pracownikom "budzetowki" liczne przywileje socjalne i dozywotnie zatrudnienie bez wymagania duzej produktywnosci, choc pensje sa na mizernym poziomie. Ale mozna zawsze roznymi metodami dorobic lub pracoweac na wielu etatach. Tak jak wielu przedmowcow o tym na forum pisalo, system amerykasnki jest dla ludzi okrutny, jak ktos jest za slaby i za malo zdolny to go zniszczy, choc dobrych i pracowitych nagradza, ale tak naprawde nigdy nie pozwala spoczac na laurach. Polecam np. lekture przewodnika dla poczatkujacych samodzielnych pracownikow naukowych w USA pt. "At the helm" - jest to krotki kurs teorii zarzadzania laboratorium i praca naukowa ktory bylby pewno zrozumialy dla polskich biznesmenow ale malo kto by go zrozumial w polskiej nauce. Amerykanskie laboratorium uniwersyteckie to male przedsiebiorstwo funkcjonujace na wolnym rynku. Z punktu widzenia spoleczenstwa jednak system amerykanski jest duzo lepszy od polskiego bo maksymalizuje zyski. Podatnik placi pieniadze, ktore potem sa przeznaczane na nauke i chce widziec efekty. Nie rozumiem, dlaczego my naukowcy mamy byc wyjatkiem i miec zapewniony blogi spokoj socjalny podczas gdy pracownicy firm prywatnych nie znaja dnia ani godziny w ktorej moga byc zwolnieni z pracy. Koniec z blogim socjalizmem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Re: moj maly glos IP: *.proxy.aol.com 19.02.04, 07:18 Od pieciu lat pracuje w laboratrium Hughesa w Malibu , Ca,lecz nie jako naukowiec , jestem w administracji a dokladnie nadzoruje w jakies czesci strony biznesu, finanse itp , naukowcow jest okolo 80 -90 nztytulami doktorskimi, czesc z nich wyklada na UCLA, USC i Caltech, nie zostali na uczelni gdyz laboratrium lepiej placi i maja wolnosc bez hierahi itp zawisci , kazdy otrzymuje srednio 3-4 patenty rocznie. spora grupa okolo 45-50% to naukowcy z innych krajow, wiekszosc z Chin Korei,czesto byli profesorami wizytujacymi i zostali w Stanach, jest rowniez nasz rodak naukowiec od architektury komputerowej, z racji swojej pracy mam caly czas wglad do budzetu i stawek naukowych profesorskich i doktorskich z czolowych uczelni , i nie sa one takie zle , graduate student jako asssytent prof ma stawke 25/godz, profesor prowadzacy badannia w fizyce stosowanej np , zarabie 120-140 rocznie na UCLA czy Caltech. Badania nasze finasuje Boeing GM i Raytheon, jednak coraz mniej jest pieniedzy na badania teoretyczne tzw wild cards Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: depressed Otóż to! IP: *.chello.pl 19.02.04, 09:08 Gość portalu: Cezary Wojcik napisał(a): > Jeszcze raz ja - mysle, ze pytanie w tytule jest zle postawione - no bo co > rozumiemy pdo pojeciem "kariere naukowa"? Dostanie profesury i zostanie > rektorem? To mozna. Mysle, ze pytanie powinno brzmiec - czy w Polsce mozna > robic nauke na swiatowym poziomie. Jeśli jeszcze do tego się doda, że "Gazeta Wyborcza" nie chciała opublikować Pana artykułu, który bez problemów ukazał się w "Nature", będziemy mieli dość dobry obraz kompetencji i preferencji tej gazety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Cezary nareszcie mądrze gadasz!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 09:42 Amerykanskie > laboratorium uniwersyteckie to male przedsiębiorstwo funkcjonujace na wolnym > rynku. Cezary, to mi się bardzo podoba co teraz napisałeś. I gdybyś tak pisał od początku to byłbyś chwalony przez miliony Polaków. Dlaczego? Ano dlatego, że z tej tzw. polskiej nauki i tych ogromnych nakładów na nią coś by dla nich wynikało. Napisz o tym jakiś większy artykuł, może też w Nature. Moim marzeniem jest aby w Polsce powstało przynajmniej 5 tysięcy takich prywatnych ośrodków jak mój i to nie korzystających z pieniędzy podatników. Jedynie co potrzebowalibyśmy to bezzwrotne pożyczki na zakup aparatury. Moglibyśmy współpracując ze sobę robić wielkie dzieła na miare epoki. Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze PS. Już nie pisz o tych durnych stopniach naukowych, dla większości Polaków te stopnie i tytuły przed tymi nazwiskami to pusty śmiech. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Logik Nie chce pomocy tylko daj pieniądze i to dużo IP: *.chello.pl 19.02.04, 09:56 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > Moim marzeniem jest aby w Polsce powstało przynajmniej 5 tysięcy takich > prywatnych ośrodków jak mój i to nie korzystających z pieniędzy podatników. > Jedynie co potrzebowalibyśmy to bezzwrotne pożyczki na zakup aparatury. Czy tutaj nie ma sprzeczności? To kto by miał zapłacić za tą aparaturę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: brze Re: Nie chce pomocy tylko daj pieniądze i to dużo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 10:31 Mówiąc prosto zamiast ryby korzystniej jest dać wędkę. A zczegółowiej to tak. Nie finansować prac badawczych tylko potrzeby aparaturowe. Dostaję pozyczkę, kupuję potrzbną mi do badań aparaturę spłacam pozyczkę dając dowód zakupu tej aparatury. Mając aparaturę wykonuję prace badawcze i sprzedaję wyniki badań, to co trzeba opatentować - patentuje, to co opublikować publikuję to co sprzedać sprzedaje. Pokazuję co zrobiłem: ile zarobiłem, co opatentowałem, za ile sprzedałem wyników badań wykorzystując tę aparaturę i składam wniosek na następna pożyczkę na aparaturę itd. Kto dostał pozyczkę na aparaturę i nic na niej nie zrobił - "w buraki". Nie nadaje się do niczego. Jaka jest sytuacja obecnie. Profesor dostaje powiedzmy 100 tysięcy złotych, robi jakąś robotę, nie ma na czym, więc kombinuje, potem to wszystko gdzieś tam publikuje, nikomu ta publikacja nie jest potrzebna bo to przecież lipa i 100 tysięcy złotych stracone. Jasne!!! Jeżeli nie, proszę o następne pytania i dyskusję. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Popieram! 19.02.04, 10:02 Tak to wyglada. Mnie nie interesują rozmaite tytuły przed nazwiskiem (jakoś tak mam, że nie), ale chcialbym rozwiązywac ciekawe problemy, ktorych w mojej dziedzinie jest mnóstwo. Żeby jednak miec jaką taką pozycję na uczelni, musze zrobić habilitację, ktora jest dla mnie jak kula u nogi. To ustalanie recenzentów, niekończące się poprawki, dyskusje nad każdym sformułowaniem... Czuję się jak badacz Talmudu, a nie jak naukowiec. Niektorych to rajcuje - w moim otoczeniu wielu jest takich. Spokojna praca, całkowite odcięcie od świata zewnętrznego, ograniczenie swych zainteresowań do życia wewnątrz uczelni. Antyszambrowanie po profesorskich gabinetach. Doskonale czułem się w USA - było nerwowo, ale cos się działo. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralfi Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 192.11.224.* 19.02.04, 09:47 W Polsce nie można zrobic juz kariery naukowej, poniewaz Panstwo przeznacza na naukę 0,34 % PKB. Nie oszukujmy sie, ze prywatne uczelnie sa rozwiazaniem naszych problemow. Mamy tylko prywatne uczelnie w dziedzinach : politologia, biznes, socjologia, ekonomia itp. Czy ktos powołał moze instytut technologiczny taki jak MIT albo uczelnie medyczna ? Nie bo to sa tak ogromne pieniadze, ze nie ma mozliwosci sfinansowania tego z prywnatnej kieszeni. Zbudowanie osrodka kompetencji akademickiej w pewnej wybranej dziedzinie to min. 10-15 lat zakladajac ze ma sie zdolnych i chetnych ludzi i trzeba im zaplacic tyle aby nie padli z glodu i nie mieszkali na ulicy. Na razie wyglada tak, ze rozkladamy cala Polska nauke na lopatki a dodajac do tego nepotyzm, kumoterstwo i calkowicie wypaczony system finansowania tego co jeszcze zostalo mozemy miec pewnosc, ze juz niedlugo Polska nie bedzie mogla byc nawet montownia samochodow bo do tego tez potrzeba paru zdolnych inzynierow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Zobacz ile to w Polsce idzię na tę "naukę" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 10:40 Nie jak mówisz 0,34 % z PKB a 2,2 % gotówki z budżetu. Jest tylko kilka takich hojnych krajów na Świecie dających tak dużo z budżetu: Polska, Meksyk, Łotwa, Rosja, Mołdowa. Tam gdzie jest wielkie lobby profesorskie, jak u nas. Zobacz w rządzie sejmie, sami profesorowie. A szczegóły niżej! Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na badania naukowe w Polsce: 1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania 4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld 5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld. 7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki Polskiej, różnie ok. 0,2 mld Razem na działalność badawczą: 12,7 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w innych mądrzejszych krajach. Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN- u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi się w normalnych krajach to ten procent wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB. Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!! Z poważaniem, halo GUS!, obudź się!!! Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AMal Re: Zobacz ile to w Polsce idzię na tę "naukę" IP: 212.122.205.* 19.02.04, 10:56 Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a): > Nie jak mówisz 0,34 % z PKB a 2,2 % gotówki z budżetu... Znowu te same wyliczenia, bez pokrycia w rzeczywistości... Nie dyskutuję z samymi kwotami, wierzę, że p. Thomalla sprawdził je. Należy jednak pamiętać, że dotacje ministerialne pokrywają obecnie ok. 52-62% budżetu uczelni! W mojej uczelni (AB) jest to ok. 54%, a sytuacja jest jeszcze gorsza, jeżeli rozważać tylko fundusz płac. Jak już słusznie zauważył jeden z dyskutantów, pisanie > 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania to łagodnie pisząc, księżycowe bajanie... Pozdrowienia, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Zobacz ile to w Polsce idzię na tę "naukę" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 11:22 No wiesz, pieniędzy nigdy nie jest za dużo. Tylko, że pieniądze trzeba powielać a nie konsumować. Nie ważne co z tą ogromna forsą robią, jedno jest pewne idą one na tzw. "nauke". I nie można argumentować, że w Polsce jest mało pieniędzy na działalność N-B-R (naukowo-badawczo-rozwojową) a w innych krajach jest więcej. Tam też tak liczą jak ja. Dodamj jeszcze, że pokaźna suma idzię na działalnośc N-B-R w przedsiębiorstwach, a nie jest liczona przez GUS. Ja też wydaje pieniądze na tzw. naukę tylko nie jest to rejestrowane. Pieniądze wydawane w przedsiębiorstwach dają ogromne rezultaty w porównaniu z nakładami, patrz spawozdanie GUS-u z wykonanych badan nad innowacjami. I, gdyby nie działalność badawcza w przedsiębiorstwach to dawno poszlibyśmy z torbami. To właśnie przedsiębiorstwa, dzieki prowadzonym tam badaniom, utrzymują tych stale kłócacych się o tytuły stpnie i stanowiska, pożal się boże, "naukowców publikacyjnych". Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Kasa do grajdola? 19.02.04, 11:19 Gość portalu: Ralfi napisał(a): > W Polsce nie można zrobic juz kariery naukowej, poniewaz Panstwo > przeznacza na naukę 0,34 % PKB. Nie oszukujmy sie, ze prywatne uczelnie sa > rozwiazaniem naszych problemow. Mamy tylko prywatne uczelnie w dziedzinach : > politologia, biznes, socjologia, ekonomia itp. Czy ktos powołał moze instytut > technologiczny taki jak MIT albo uczelnie medyczna ? Nie bo to sa tak ogromne > pieniadze, ze nie ma mozliwosci sfinansowania tego z prywnatnej kieszeni. Haha, chcialbys zeby do obecnego grajdola wrzucono wiecej kasy bo to by bylo milutkie? Kto mowi ze maja byc tylko prywatne pieniadze? Pieniadze publiczne owszem ale nie topione w grajdole. Tu chodzi o zmiane przeplywu kasy. Jestes zapatrzony w MIT ale nie chcesz widziec ze MIT to smietanka smietanki i walczy tez o kase ze zrodel publicznych. Tyle ze nie ma panstwowych etatow. Nie ma co robic sciemy: jesli chce sie brac za przyklad model amerykanski to musi byc to model rynkowo-elitarny. Mozna pokusic sie o jego zarys: - likwidacja bezplatnego ksztalcenia - uczelnie same ustalaja oplaty, dziala prawo popytu i podazy - fundusze publiczne sa glownie rozdzielane na ludzi a nie na etaty - za panstwowe pieniadze zaoszczedzone na oplatach plus na redystrybucji funduszy budowa od podstaw dwoch uczelni elitarnych, taki MIT i Stanford zeby mogly ze soba konkurowac. Uczelnie te przynajmniej bylyby mocno nakierowane na badania stosowane (sorry, zadnego badania czarnych dziur czy zycia seksualnego Buszmenow) zeby miec kasy z zewnatrz. - pieniadze na nauke w formie grantow przydzielanych na podstawie ewaluacji przez grona miedzynarodowe - likwidacja wszelkiego nadzoru biurokratycznego nad nauka (habilitacji, profesorow itd) zostaje tylko spoleczna komisja akredytacyjna. Tak jak w USA kazdy moze zalozyc uniwersytet nieakredytowany i przysylac doktoraty poczta za niewielka oplata. Efekt: po 10 latach kazdy po tytule pisze skad go dostal. Habilitcja zdycha smiercia naturalna. Na kazde wolne stanowisko jest tlum kandydatow. Najlepsze uczelnie przebieraja w studentach, reszta to badziewie. Uczelnie elitarne sa w czolowce europejskiej. Czyli Ameryka w Polsce! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.physik.uni-bielefeld.de 19.02.04, 10:17 W Polsce oczywiscie mozna `'zrobic kariere naukowa' nie ma ona nic wspolnego z wynikami badan i poziomem prowadzonych badan . Kariera glownie zalezy od ukladow jak sie posiada na uczelni. polskie uczelnie ciagle rzedza sie prawami komunistycznymi, od paru lat program nauczania wymaga reformy ale nikomu tak naprawde na tym nie zalezy, poniewaz wiekszosc stracilaby prace. Naszych studentow gnebi sie, tlamsi a nie ksztalci. zniecheca sie ich poprzez wkuwanie tomow bezuzytecznej wiedzy czego jestem sama przykladem,konczac politechnike Gdanska musiala wkuwac nocami rzeczy ktore teraz tak naprawde do niczego mi sie nie przdaja Ja jednak mam to szczescie pracowac za granica,gdzei niestety wszystkiego musialam sie uczyc od poczatku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik likwidacja habilitacji - argumenty IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 10:35 Z Rozmowy z prof. Januszem Lipkowskim wiceprezesem PAN Foreum Akademickie 1/2004 =======W jakim sensie habilitacje powodują rozproszenie badań? – Są dwa zasadnicze powody, które równocześnie są argumentami za likwidacją habilitacji. Po pierwsze, przeciwdziała ona, a co najmniej nie sprzyja, pracy zespołowej, gdyż ma przedstawić dorobek indywidualny. Po drugie, człowiek po doktoracie, który jest w okresie maksymalnej aktywności twórczej, zamiast ukierunkować swoje możliwości na odkrycia, działalność twórczą, ryzykowne wyzwania musi, niestety, podjąć badania, które szybko i pewnie doprowadzą go do habilitacji – te, wbrew założeniom, rzadko są naprawdę twórcze i wnoszą coś nowego do nauki. Mam świadomość, że mój pogląd na tę sprawę należy do mniejszości, nie jest też wyrazem oficjalnego stanowiska PAN w tej sprawie. ============ Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Styl Wieczorkowy 19.02.04, 10:55 Gość portalu: czytelnik napisał(a): > Z Rozmowy z prof. Januszem Lipkowskim wiceprezesem PAN > Foreum Akademickie 1/2004 > =======W jakim sensie habilitacje powodują rozproszenie badań? > – Są dwa zasadnicze powody, które równocześnie są argumentami za likwidac > ją > habilitacji. Po pierwsze, przeciwdziała ona, a co najmniej nie sprzyja, pracy > zespołowej, gdyż ma przedstawić dorobek indywidualny. Po drugie, człowiek po > doktoracie, który jest w okresie maksymalnej aktywności twórczej, zamiast > ukierunkować swoje możliwości na odkrycia, działalność twórczą, ryzykowne > wyzwania musi, niestety, podjąć badania, które szybko i pewnie doprowadzą go Tak, zniesc habilitacje, podwyzszyc pensje w PAN 4x i niech sobie robia ryzykowne badania w dozywotnich zespolach. A tu nalezaloby sie najpierw zapytac jaki sens ma istnienie PAN czyli grajdolu w grajdole. W systemie rynkowo-elitarnym na utrzymywanie PAN nie byloby kasy z malym wyjatkiem. Po prostu nauka musi byc zwiazana z ksztalceniem. A ten wyjatek to byc moze jakies instytuty technologiczne moglyby sie utrzymac ale co najmniej 50% kasy dla nich musialoby przychodzic z przemyslu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PiK Po co PAN? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.04, 19:10 W instytutach PAN-owskich robi się w Polsce większość podstawowej nauki, bo na uczelniach, mając po 5 etatów na głowę nikt nie ma tak na prawdę na to czasu :-( Zresztą wszędzie na świecie cos podobnego jest: National Laboratories w USA, Forschunzentrums w Niemczech, CNRS we Francji. Możliwe, że instytutów PANowskich jest za dużo (jest to nawet nader prawdopodobne), ale te najlepsze z nich to "tnące ostrze" polskiej nauki. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata PAN zamknac i czesc 19.02.04, 21:03 Gość portalu: PiK napisał(a): > W instytutach PAN-owskich robi się w Polsce większość podstawowej nauki, bo na > uczelniach, mając po 5 etatów na głowę nikt nie ma tak na prawdę na to >czasu :-( A w PANie maja czas? > Zresztą wszędzie na świecie cos podobnego jest: National Laboratories w USA, > Forschunzentrums w Niemczech, CNRS we Francji. Możliwe, że instytutów > PANowskich jest za dużo (jest to nawet nader prawdopodobne), ale te najlepsze > z nich to "tnące ostrze" polskiej nauki. Spokojnie: one zajmuja sie badaniami stosowanymi, technologia, lub czyms co ma potencjal militarny, lub zaspokaja mocarstwowe ambicje panstwa (kosmos). Czesc kasy zdobywaja same. W Polsce PAN mozna by spokojnie zamknac wcielajac placowki do uczelni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: P. Pragacz Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad glupoty! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 02:48 Jest to malostkowy, krotkowzroczny i idiotyczny (przepraszam za tak ostre wyrazenie) punkt widzenia. Np Instytuty Astronomii, Fizyki i Matematyki PAN uprawiaja nauke na najwyzszym swiatowym poziomie. Obecnie ich rola polega na tym ze obok (coraz mniejszej stalej kadry ktora musi byc scisla czolowka swiatowa), oferuja one kilkuletnie konktrakty dla tych pracownikow uczelni, ktorzy chca poswiecic sie badaniom, bedac wolnymi od obowiazkaow dydaktycznych). Rowniez, w coraz wiekszym stopniu instytuty te sa odwiedzane (na okresy dochodzace do kilku lat) przez "visiting professors" z zagranicy reprezentujacych najwyzszy poziom naukowy. Tego typu instytucje posiadaja takie kraje o wieloletniej tradycji naukowej jak Francja : CNRS, i Niemcy: siec Instytutow Maxa Plancka. Rowniez w Francji pewien debilny minister probowal przed kilku laty zniszczyc CNRS - skonczyl bardzo zle. Ja przepracowalem 4 lata w Instytucie Maxa-Plancka w Bonn (wsrod absolutnej swiatowej czolowki matematycznej), i obecnie wszczepiam pozytywy stylu dzialania tej instytucji w Instytucie Matematyki PAN, gdzie pracuje. Nie bede sie dalej rozwodzil: to co Pan proponuje to "mongolizacja" polskiej nauki (przy calej mojej sympatii do tego egzotycznego kraju). Uwazam ze 40-milionowy narod, majacy w swojej tradycji Kopernika, Sklodowska-Curie, Banacha, Polska szkole matematyczna i Wolszczana, ma prawo i obowiazek pielegnowania sieci placowek naukowych zajmujacych sie badaniami typu "pure research" szczegolnie w dziedzinie nauk podstawowych. Latwo jest cos zniszczyc, trudniej to potem odbudowac. Instytuty PAN nalezy stopniowo modyfikowac by coraz lepiej sluzyly spolecznosci naukowej (takze tej z roznych uczelni), ale nie niszczyc - szanowny Panie! A jezeli teraz Pan mi zarzuci ze nauki podstawowe sa "diabla warte", to odpowiem Panu, ze doswiadczenie pokazuje, ze tylko tam gdzie sa silne nauki podstawowe (pozornie oderwane od rzeczywistosci), moga sie owocnie rozwijac nauki stosowane (jest to prawidlowosc na pozor dziwna, a jednak prawdziwa, potwierdzona impirycznie). Dlatego niech Pan (i Panu podobni) nie ruszaja z krucjata przeciw instytutom PAN, bo wyrzadzi to niepowetowana krzywde Polskiej Nauce, bez ktorej nie moze istniec zdrowe spoleczenstwo. Z powazaniem, Piotr Pragacz, Profesor IMPAN Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Redaktorka Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 19.02.04, 11:10 Od bardzo wielu lat jestem redaktorką tekstów wydawanych w uniwersyteckim wydawnictwie i chyba jedyną osobą, która bardzo dokładnie teksty te czyta. Któregoś dnia opiszę moja przygodę z nauką. Nauka, a raczej pseudonauka polska marnotrawi ogromne pieniądze wydając rzeczy niepotrzebne, bylejakie, juz kiedyś publikowane. W pracach tych - habilitacjach, zbiorówkach itd. - powtarzają się nawet te same słowa, nie mówiąc już o całych artykułach czy zwykłych plagiatach. Po tylu latach nie potrafię juz reagować na ewidentne nieuczciwości, które bez obawy nazwać mogę zwykłą kpiną ze zwyczajnej przyzwoitości, jakie dzieją się każdego dnia, i za które tzw. uczeni polscy dostają kolejne tytuły i kolejne, niekiedy bardzo wysokie nagrody - przy aplauzie niezorientowanej publiczności spoza środowiska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrew Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.bfg.pl 19.02.04, 11:18 Ciekawe, jak można mówić, że na SGH nie ma układów. Są i to straszna. Odpowiedz Link Zgłoś
andrew_top Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 19.02.04, 11:22 Na SGH nie ma układów? Nie wytrzymam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Greybeard Nic nowego pod słońcem IP: *.pie.warszawa.sint.pl 19.02.04, 11:25 Co pokolenie naukowe odbywa sie w Polsce IDENTYCZNA dyskusja jak ta w której uczestniczymy. W moich młodych latach (środkowy Gomółka) była to inspirowana niecnymi politycznymi celami "dyskusja" o feudałach i wasalach, za Gierka mieliśmy ogromna debatę na temat ksiażki prof. Mazura "Historia naturalna polskiego naukowca" itd itd., poprzez póżniejszy "bunt sfrustrowanych adiunktów" do dzisiejszych internetowych argumentacji. Wszystkie te dyskusje są w zasadzie nieodróżnialne, argumentacje i żale zawsze były i sa jednakowe, niezależnie od ustroju politycznego czy systemu adminstacyjnego. Moim moim zdaniem wynika to nieodmiennie z niespodziewanego niedostaku wiedzy młodych na temat systemu działania nauki (NAUKI a nie ADMINISTRACJI naukowej) i z bardzo wąskiej perspektywy w której rozpatrują oni zwykle otaczającą przestrzeń. Patrząc na te dyskusje identyfikuję tylko jedną istotną różnicę, a mianowice dostrzegalny wzrost poziomu frustracji młodego pokolenia naukowców. Moge to skomentowac obserwacją, że im jest lepiej w nauce tym młodzi staja sie bardziej sfrustrowani. A teraz w nauce w Polsce (niestety nie w całej) jest nieprawdopodobnie lepiej niz dzieści lat temu,a wbrew poglądom większości uczestnikom dyskusji szans jest też nieprawdopodobni więcej. Nasuwa sie wiec podejrzenie, ze ów wzrost frustracji "młodych pracowników nauki" nie jest zwiazany tylko z samą nauka, ala wynika z ogólniejszych zjawisk obserwowanych powszechnie w innych grupach czy subkulturach społecznych polskich postpeerelowskich blokowisk i peegeerów? Jeżeli tak, to biada nam wszystkim: gdyż 'widze ciemność!" - wiadomo od lat, że człowiek sfrustrowany uprawiac nauki nie jest w stanie. Może oświecił by mnie w tym względzie jakiś socjolog? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.chello.pl 19.02.04, 11:56 O to właśnie chodzi, że nic się nie zmienia. Bo Pan chyba jako jedyny uważa, że jest tak wspaniale. Akurat młodym naukowcom za PRL-u do końcowego Gierka było finansowo lepiej - np. dostawało się mieszkanie za ukończenie studiów z wyróżnieniem i stypendia doktoranckie były dużo wyższe. A jeszcze jak się wyjechało za granicę i wróciło z zaoszczędzonymi dolarami... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greybeard Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.pie.warszawa.sint.pl 19.02.04, 12:26 Ciesz sie Kolego, ze wtedy jeszcze Cie nie było na świecie. Bardzo Ci tego zazdroszczę, nie dlatego, ze juz jestem emerytem (nie zgożkniałym) tylko, że zostało Ci oszczędzone ponure doświadczenie tego czasu i jego wszechogaarniająca tandeta i pozorność. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.chello.pl 19.02.04, 12:45 Ale organizacja nauki i stosunki panujące wzorowane na ZSRR (takie jak teraz zresztą) były super - prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 13:18 Muszę zaprotestować! Wspaniałym osiągnieciem było w czasach PRL-u stworzenie w latach 1952 do 1954 całej siatki instytutów branżowych. W niedługim czasie niedoświadczeni najpierw naukowcy konkurowali z najlepszymi na Świecie. I ty Siwobrody się bardzo mylisz w ocenie tych czsów. Następne dobre posunięcie to pomysł Gierka był stworzenia w przedsiębiorstwach produkcyjnych OBR-ów, gdzieś w latach 1971 - 72'. Tu też zanotowano początkowo duży postęp. Niestety rok 1980 pozbawił kontroli nad tymi ośrodkami i instytutami. Osrodki zaczęły się usamodzielniać, dochodziło do konfliktów z przedsiębiorstwami macierzystymi itd. Chociaż niektóre przetrwały i działają nadal skutecznie. Uczelnie tymczasem dostawały ogromne pieniądze z przedsiebiorstw i instytucji na tzw. prace zlecone. Ponieważ był to specjalny fundusz, który trzeba było wydać, taki to był system w planowej gospodarce, pieniądze na prace zlecone na uczelniach traktowano jako drugą pensje nie prowdząc żadnych badań, albo tylko imitując jakies tam działanie i wysyłanie nikomu niepotrzebnych papierw z "wynikami badań". Wówczas to nastąpiło całkowite rozpasienie pracowników uczelni wyższych, i sądze że ta łapczywość obecna na pieniadze pochodzi z tamtych czasów. Pozdrawiam Bogdan Thomalla, omchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 13:19 Muszę zaprotestować! Wspaniałym osiągnieciem było w czasach PRL-u stworzenie w latach 1952 do 1954 całej siatki instytutów branżowych. W niedługim czasie niedoświadczeni najpierw naukowcy konkurowali z najlepszymi na Świecie. I ty Siwobrody się bardzo mylisz w ocenie tych czsów. Następne dobre posunięcie to pomysł Gierka był stworzenia w przedsiębiorstwach produkcyjnych OBR-ów, gdzieś w latach 1971 - 72'. Tu też zanotowano początkowo duży postęp. Niestety rok 1980 pozbawił kontroli nad tymi ośrodkami i instytutami. Osrodki zaczęły się usamodzielniać, dochodziło do konfliktów z przedsiębiorstwami macierzystymi itd. Chociaż niektóre przetrwały i działają nadal skutecznie. Uczelnie tymczasem dostawały ogromne pieniądze z przedsiebiorstw i instytucji na tzw. prace zlecone. Ponieważ był to specjalny fundusz, który trzeba było wydać, taki to był system w planowej gospodarce, pieniądze na prace zlecone na uczelniach traktowano jako drugą pensje nie prowdząc żadnych badań, albo tylko imitując jakies tam działanie i wysyłanie nikomu niepotrzebnych papierw z "wynikami badań". Wówczas to nastąpiło całkowite rozpasienie pracowników uczelni wyższych, i sądze że ta łapczywość obecna na pieniadze pochodzi z tamtych czasów. Pozdrawiam Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greybeard Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.pie.warszawa.sint.pl 19.02.04, 15:13 Drogi Kolego, dlaczego nie przeczytałes dokładnie tego co napisałem o czasach peerelu i imputujesz mi poglądy, których nigdy nie głosiłem (co więcej, za wyrażanie publicznie moich własnych przecine poglądy wyrażane publicznie dostałem swojego wiele razy czasu solidnie po d.. i wcale sie z tego powodu nie użalam.? To, ze miałem nieprzyjemnośc życia w tamtych czasach nie znaczy przeciez tego co napisałeś? To nie ja, ale Ty przeciez chwalisz doskonałośc gierkowskiego systemu, który dawał podobno doktorantom mieszkania i wysokie stypendia. Ja ani mieszkania, ani stypendium, ani talonu na samochód nie otrzymałem, podobnie i jak żaden z moich kolegów. To co w tej dyskusji nazywacie "karierą naukwa" zawdzięczam tez nie łasce partii ale swojej pracy i uznaniu międzynarodowemu. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: abc Umięjętności manipulacyjne siwobrodych dyplomatów IP: *.chello.pl 20.02.04, 00:48 > To nie ja, ale Ty przeciez chwalisz doskonałośc > gierkowskiego systemu, Akurat to ja napisałem, że system nauki w Polsce jest taki jak za Stalina, komentując Pana list, w którym Pan napisał że w zasadzie nic nowego się nie dzieje, są takie same dyskusje jak kiedyś, ale na pewno młodym jest o wiele lepiej, sądząc po poziomie frustracji ("im jest lepiej w nauce tym młodzi staja sie bardziej sfrustrowani"). Czyli najbardziej sfrustrowani są młodzi naukowcy w USA, dokąd lecą jak ćmy do świecy. Chyba to są jacyś idioci i to w skali globalnej? Prawda jest inna. Jest Pan typowym polskim profesorem przyzwyczajonym do tego, że może powiedzieć wszystko, nawet bzdurę, a i tak będzie wysłuchany z powagą. Na co dzień pewnie się Panu kłaniam i okazuję podziw, choć myślę swoje (tak jak i inni), ale tutaj nie muszę. Przykład z mieszkaniami od komuny pokazywał, że ten system jest nie dużo lepszy, niż kiedyś, lecz przeciwnie - pod pewnymi względami właśnie gorszy. Ja znam kilka osób, które dostały mieszkania za ukończenie studiów z wyróżnieniem i nie wstydzą się teraz do tego przyznać. Nikt nie chce powrotu socjalu, ale stypendia doktoranckie są żałosne, a profesura jest zadowolona, bo ona pieniądze ma. Innych nie dostrzega. System nauki w Polsce jest zatem taki jak za Stalina i komuny, oparty na negatywnej selekcji i służalczości, podobny do tego, który obowiązuje w krajach byłego WNP, na Kubie i w KRLD, a nie w świecie cywilizowanym. Te zmiany jakie wprowadzono po 1989 roku i jakie proponuje grupa profesorów od Kwaśniewskiego to tylko pudrowanie trupa. Nie dotykają one w ogóle źródeł patologii w nauce. Za to w systemie studiów zmiany są rewolucyjne. Jak się dowiedzieliśmy niedawno z ust prof. Woźnickiego, wyprzedziliśmy pod tym względem wszystkie kraje Unii i Europejskiej. Szkoda że nie dodał, że jeśli chodzi o stopnie naukowe wolimy pozostać przy systemie stalinowskim. Nauka po dzisiejszej decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aplikacji adwokackich jest ostatnim reliktem systemu komunistycznego w Polsce. Sorry, ale nikt mi nie wmówi, że właściwy system jest w Rosji, na Białorusi, Kubie itd. a na Zachodzie zdecydowanie gorszy. I że nasz system który wyprodukował profesorów Jaskiernię i Łapińskiego jest dobry. Docenci marcowi byli chytrzy i się szybko shabilitowali, więc zmiany które przeprowadzono po 1989 roku ich nie dotknęły. Teraz też powiedzą, że nic nie zawdzięczają partii tylko własnemu talentowi i pracy. Nie spotkałem nikogo kto by powiedział inaczej. Muszę już kończyć, bo jutro rano znowu się zobaczymy, Ukochany Przywódco. Jak się nie wyśpię, będę sie opóźniał z przytakiwaniem albo nie ukłonię się wystarczająco nisko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JAP Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.81.113.221.ap.yournet.ne.jp 19.02.04, 15:57 Nie przypominam sobie przywilejow dla mlodych naukowcow za czasow poznego Gierka, chyba ze byli to krzykliwi popaprancy z legitymacja w kieszeni, np. niedoszly habilitant Uniwersytetu Jagielonskiego, nazwiska nie musze wymieniac. Dzis wszyscy polscy naukowcy maja jeden najwaznieszy dar, wolnosc i trzeba z niej umiejetnie korzystac. Osobiscie moge powiedziec, ze wtedy dostapilem zaszczytu otrzymujac roczne stypendium prestizowej fundacji amerykanskiej na prowadzenie badan z farmakologii nowotworow. Stypendium od reki mi przedluzono, ale strona polska prosila o powrot zgodnie z terminem aby bylo tak ladnie, obiecujac szybki powrot do kontynuowania badan w USA. No coz, poszedlem po paru miesiacach znowu z gotowymi dokumentami aby dostac paszport do wsteplowania wizy amerykanskiej i wtedy okazalo sie jak uprzywilejowani byli mlodzi naukowcy. Uszluszalem jedynie stwierdzenie, jak ja sobie moge pozwalac na takie wyjazdy. I tak prawo cioty Zioty zadzialalo, paszportu nie bylo, wyjazdu tez, pozostal jedynie smrod, czlowiek musial sie tlumaczyc przed swymi kolegami z USA. Takie to byly czasy uprzywilejowania mlodych naukowcow. Nawet za srodkowego Jaruzela tez mialem podobna przygode, z tym ze juz bylem czlowiekiem bardzo zdeterminowanym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p53 Glosuje na NIE choc pracuje w opisanym Instytucie. IP: *.iimcb.gov.pl 19.02.04, 11:27 Jestem doktorantem Miedzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komorkowej, i podopiecznym prof. Zylicza. Mimo tego w sadzie na temat pozostania w Polsce zaglosowalem na NIE. Ja sam pozostalem, bo sklonily mnie do tego sprawy osobiste i niebywale szczescie trafienia na kogos takiego jak Maciej Zylicz. Gdyby nie te argumenty nie zatanawialbym sie przez minute. Bylem, pracowalem w nauce w Europie Zachodniej, w prowincjonalnej placowce. I wiem jedno - pozom podejscia ludzi do pewnych kwestii jak opieka naukowa nad doktorantem, dazenie do dobrych publikacji, nienaciaganie wynikow, kultura podejscia do problemow naukowych byly na pozomie najlepszych warszawskich placowek biologii molekularnej jak IIMCB, IBD itp. A bylo to miejsce gdzie 'dziabel mowi dobranoc'... Oczywiscie pieniadze byly tam na poziomie europejskim, czyli w ogolnym rozrachunku musze powiedziec ze ten mini-osrodek przewyzszal nasze najlepsze 'centra doskonalosci'. I cholera mnie w zwiazku z tym bierze! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Profesor Żylicz czy tylko bierze czy coś daje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 12:16 Fajnie, żeś się zgłosił w dyskusji i jesteś koło profesora Żylicza. Ciekawym czy taki znany profesor, często zabierający głos w sprawie tzw. "nauki polskiej" czy też kierowany przez Niego zespół doszedł do jakichś wyników badań, które mogłyby być przedmiotem sprzedaży w Polsce i za granicą? Chodzi mi o to czy tacy profesorowie jak profesor Żylicz tylko biorą czy też coś dokładają do budżetu państwa. Nie pisz mi czasem o publikacjach, to oczywiste. Wychodzi mi, że tylko z budżetu poprzez KBN otrzymał On sam na badania ponad milion złotych od 1997 do 2002 roku. Z pewnościa jeszcze korzysta z pieniędzy swego Instytutu. Pozdrawiam Profesora i forumowiczów Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p53 Profesor Żylicz daje wystarczajaco IP: *.iimcb.gov.pl 19.02.04, 15:29 Jesli chodzi o prof. Zylicza najpierw podkresle, ze bede pisal za siebie a nie za niego. Jestem jego doktorantem, ale w wielu sprawach mam inne poglady. JA SAM widze sprawe tak: naukowcy zajmujacy sie badaniami podstawowymi, jak prof. Zylicz w moim mniemaniu zarowno w Polsce jak i za granica nie maja i nie powinni miec na celu besposredniego zarabiana pieniedzy i wplacania ich do budzetu pantwa. Ich celem (i z tego prof. Zylicz wywiazuje sie znakomicie, patrz publikacje) jest otrzymywanie wyikow o jak najwiekszym znaczeniu i wartosci NAUKOWEJ, a nie EKONOMICZNEJ. To jak takie najwyzszej klasy wyniki przekladaja sie na rozwoj pantwa - takze ekonomiczny - mozna zauwazyc na przykladzie chocby USA czy UK. Jest to droga bardzo pokretna, ale tez i raczej niezawodna: Z setsek uzyskiwanych przez lata wynikow, ktore moga sie wydac bezwartosciowe i pasozytujace na budzecie panstwa, jeden moze zaowocowac pozniejszym stwozeniem przez nawet inny polski zespol np. terapii antynowotworowej, ktora da milionowe zyski rodzimemu przemyslowi farmaceutycznemu. A profesor Zylicz jako jeden z niewielu ludzi w branzy polskiej biologii molekularnej wspial sie na taki poziom, ze daje szanse na opisany w poprzednim zdaniu obrot rzeczy. Tyle ze te szanse te nie sa podnoszone przez szezreg innych placowek, ani system ich finansowania (a o poprawe tego zdaje sie walczyc Maciej Zylicz). W Europie Zachodniej system selekcji grup, naukowcow czy funduszy opisane przez Jarka (pozdro ;) juz dawno przetrzebil placowki slabe i bezwartosciowe naukowo, a zatem nawet w na prowincji maja szanse powstac grupy na pozionie swiatowym. Tyle, ze tam malo kto jeszcze zadaje pytania w stylu B.T. swiadczace o niecalkowitym przynajmniej zrozumieniu celow badan naukowych i przeznaczania na nie pieniedzy... PS. Radze zastanowc sie nad taka zagadka: dlaczego do badan w mojej grupie doklada tysiace zlotych nie tylko budzet Polski, ale takze Unii Europejskiej. Czy oni tez nie widza pasozytow-naukowcow? Co tez oni z tego maja? Przeciez te grupy, do ktorych dokladaja na terenie calej Europy Wschodniej nie przynosza im tej forsy spowrotem z doliczonymi odsetkami za zwloke... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Czyli na razie bierze a nie daje, a szanse zerowe! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 18:14 Dzękuje za odpowiedź. Zrozumiałem, że ... w przyszłości wyniki badań profesora Żylicza dadzą efekt ekonomiczny. Fajnie!!! Cieszę się z tego, może dożyje tego wspaniałego czasu. Widzisz jednak, ja już znam tysiące takich profesorów, którzy od 40 lat, 30 lat, 20 lat, 10 lat tak samo gadają jak Ty i jak robi sławny pan profesor Żylicz. Znam także kilku profesorów, którzy prowadzą działalność N-B-R na plusie, czyli mniej biorą a więcej dają. Cechują się oni tym, że są cisi, nie dostaja nagród państwowych i nie biora udziału w dyskusji o potrzebie zwiększenia wydatków z budżetu na tzw. "naukę". Mówisz, że profesor Żylicz wspiął sie na wysoki poziom, z czego to wnioskujesz skoro nic jeszcze konkretnego nie zrobił, co mogłoby mieć zastosowanie. To skąd On wie, że zrobi? Mówisz badaniach podstawowych. Nie rozumiem jak ktoś co jeszcze niczego nie wprowadził do stosowania (Żylicz jest profesorem musi więc conajmniej kilkadziesiąt lat badać, i co?)może prowadzić badania jak nazywasz podstawowe, przecież nie wie o co chodzi w badaniach i co trzeba badać. Inaczej jest w przypadku jak ktoś coś wprowadził do stosowania, on wie jakie badania należy podjąć bo wykonywał je prawidłowo, właściwie wyciągał wnioski, ma wyniki prawdziwe, a nie naciągane i on jest zdolny do prowadzenia dalszych celowych badań, które w Polsce nazywa się podstawowymi. Widzisz B.T. nie dzieli badań na podstawowe czy niepodstawowe, czy też inne. BT dzieli badania na: potrzebne i niepotrzebne, na byle jakie i na dobre. Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misza Re: Czyli na razie bierze a nie daje, a szanse ze IP: 217.153.179.* 19.02.04, 20:37 > Mówisz, że profesor Żylicz wspiął sie na wysoki poziom, z czego to wnioskujesz > skoro nic jeszcze konkretnego nie zrobił, co mogłoby mieć zastosowanie. To skąd > > On wie, że zrobi? > > Mówisz badaniach podstawowych. Nie rozumiem jak ktoś co jeszcze niczego nie > wprowadził do stosowania (Żylicz jest profesorem musi więc conajmniej > kilkadziesiąt lat badać, i co?)może prowadzić badania jak nazywasz podstawowe, > przecież nie wie o co chodzi w badaniach i co trzeba badać. > Pytanie dotyczące zastosowania wynikow badan proponuje zadac zacnym jednostkom badawczo - rozwojowym, z ktorych ponad 100 podlega Ministerswu Gospodarki, a ich dzialanosc wg MG ma polegac na wdrazaniu rozwiazan innowacyjnych tudziez wspomaganiu wzrostu konkurencyjnosci polskich przedsiebiorstw... W wiekszosci przypadkow (na szczescie nie wszedzie!!!) slabo tam z osiagnieciami w tym kierunku. IBM nie musi sie wykazac wynikami na tym polu, bo nie w tym celu zostal utworzony i o co innego chodzi w dzialalnosci tej instytucji. Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze OBR-y pracują na profesorów ucz.w. i PANów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 21:02 Zmartwie Cię, otóż gdyby nie OBR-y i placówki badawcze przedsiębiorstw i instytucji to już nie byłoby żadnego postępu naukowo-technicznego w polskich przedsiębiorstwach. I to, że z budżetu corocznie wykrawa się 2,2 % gotówki na takie placówki jak ta prof. Żylicza to m.in. możesz zawdzięczać właśnie pozostałym OBR-om i laboratoriom badawczym przedsiębiorstw. Jak nie wierzysz to postudiuj sobie raport GUS-u o żródłach innowacji w przedsiębiorstwach i instytucjach. Jeżeli, jak twierdzisz, MIBMiK został powołany tylko do tego aby pracować za pieniądze podatników a wyniki pracy przekazywać do USA, to takim instytutem powinna zająć się Agencja Ochrony Państwa, czy jakoś to się tam obecnie nazywa. Pozdrawiam dr Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misza Re: OBR-y pracują na profesorów ucz.w. i PANów IP: 217.153.179.* 23.02.04, 11:43 Na jakiej podstawie Pan twierdzi, ze dzięki JBR-om z budzetu wykrawa sie gotówkę na dzialalnosc MIBMiK? Z informacji KBN (obecnie MNiI) publikowanych na stronie www.mnii.gov.pl/finauki98/99-20/, wynika, ze baaaaardzo duzo funduszy przeznacza sie na finansowanie JBR. Z budżetu państwa oczywiście. Nic mi nie wiadomo o przekazywaniu przez te instytucje funduszy prof. Żyliczowi. Sa JBRy, które moga pochwalić sie świetnymi wynikami (i merytorycznymi i finansowymi), ale są i takie które ledwo zipią, a osiągnięcia to głównie publikacje, akredytacje, habilitacje, czasem jakis grant KBN. A to chyba nie o to chodzi. Szczególnie,że w przeciwieństwie do MIBMiK, USA nie są zainteresowane zagarnięciem wypracowanych tam wyników. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze JBR-y to pomoc firmom płacącym podatki na PAN-y... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.04, 21:25 ... i uczelnie wyższe. Gdyby nie laboratoria firm( głównie) i JBR-y i to już by nic nie zostało z naszycej gospodarki i pieniędzy na finansowanie profesorów uczelni wyższych i PAN-ów. Publikacje, habilitacje, garanty to tylko osiagnięcie osobiste danego naukowca w pasożytowaniu na podatnkach. Naukowiec podobnie jak wszyscy inni powinni więcej dawać niż brać. Ludzie o których mówisz wszystko biorą a nic nie dają. Podatników polskich nie interesuje naukowa pomoc Stanom Zjednoczonym i uszczśliwianie nauki światowej publikacjami za nasze podatki. Z poważaniem dr Bogdan Thomalla Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p53 Nie dzielic a zdzielic IP: *.iimcb.gov.pl 20.02.04, 11:26 > Widzisz B.T. nie dzieli > badań na podstawowe czy niepodstawowe, czy też inne. Czas aby zaczal dzielic, bo inaczej ktos go kiedys z-dzieli mlotkiem uswiadomienia... >BT dzieli badania na: >potrzebne i niepotrzebne, na byle jakie i na dobre. Badania w celach wdrozeniowych moga byc tak samo niepotrzebne i byle jakie jak w celach pozawczych. Co do reszty odsylam do postow Jarka - a trzeba przyznac, chlopak ma cierpliwosc do wyjasniania rzeczy, ktore pan doktor BT powinien wiedziec juz od czasu studiow - bo w koncu korzystal z wiedzy zebranej przez ludzi pokroju prof. Zylicza. Chociaz - moze wolalby te wiedze skasowac i uznac za niebyla, bo nie zostala wdrozona??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Konsekwencje publikowanych wyników badań IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 18:58 1. Mnie już nikt nie może zdzielić niczym. Dzięki rzetelnie wykonywanym pracom badawczym mogłem się usamodzielnić i nie muszę kryć się pod różnymi kryptonimami i nie obawiam się zemsty szefa ani środowiska. Ale ja nie jestem ważny, mówimy przecież o karierach naukowych 2. Badania w celach wdrożeniowych niestety muszą być bardzo rzetelne, bo przy wdrożeniach prawda wychodzi na jaw, a w przypadku chemików to ho! ho! jeżeli badań nie wykona sie rzetelnie to można sobie i innym narobić wiele kłopotu. 3. "Badania" do celów publikacyjnych można wykonać tak, aby czytelnik nie zauważył sprzeczności wywodów z ogólnie znanymi prawami natury. Reszta ta mogą być same głupoty wyssane z palca, wyniki wziete z sufitu lub podłogi, ew. z innych publikacji. 4. Widzisz, Tzw. badania postawowe wymyślili ci cwaniacy, którzy nie potrafili odpowiedzieć na pytanie; a po co te badania? Argumentacja to bełkot w rodzaju: no, oczywiście ... za ileś tam lat... będą niezbędne... du, du, du, itd. Niestety od 1990 nikt już o to nie pyta, stąd : a. profesorowie górnicy opisują jak krążą elektrony w węglu b. profesorowie mechanicy opisują jak krążą elektrony w stali c. profesorowie medycy opisują jak krążą elektrony w kościach człowieka d. profesorowie chemicy opisują jak krążą elektrony w polimerach . 5. Przeglądałem życiory naukowy Żylicza, tylko publikacje, a gdzie dzieła. I tu w dyskusji nikt nie potrafił powiedzieć co to takiego Żylicz odkrył, albo do czego istotnego doszedł, że tyle hałasu wokół niecho i tak wielką forsą obdzielany jest z naszych podatków. Może Ty mi podpowiesz. 6. Jako technolog korzystam z różnej wiedzy i zapewniam Cię, że w publikacjch polskich uczelni i PAN-u nie tylko nie można doszukać sie czegoś godnego uwagi, a wprost przeciwnie pisze się rzeczy nieprawdopodobne, niesprawdzone, naciągane, najczęściej sklonowane z innych publikacji itp. I jeszcze Ci powiem, że dzięki mojemu doświadczeniu nie tracę czasu na ew. próby wykorzystania tych publikacji bo z góry wiem, że doszedłbym w ślepy zaułek. Ale znów o sobie; ale Ty też prosto do mnie kierowałeś uwagi Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr drabik Re: Konsekwencje publikowanych wyników badań IP: *.bri.nrc.ca 23.02.04, 18:31 Szanowny Panie, toz to jakis ciezki belkot (przepraszam za dosadny zwrot). > b. profesorowie mechanicy opisują jak krążą elektrony w stali mechanika nie ma nic wspolnego z 'krazeniem elektronow w stali'. moze myli Pan w swym zacietrzewieniu mechanike klasyczna z fizyka ciala stalego? > c. profesorowie medycy opisu> b. profesorowie mechanicy opisują jak krążą elektrony w stali z tego co wiem, profesorowie medycy nie opisuja 'jak kraza elektrony' w ciele czlowieka z tej prostej przyczyny, ze rzadko ktory z nich wie, co to w ogole jest elektron. > d. profesorowie chemicy opisują jak krążą elektrony w polimerach takie badania sa jak najbardziej potrzebne. badania teoretyczne na poziomie kwantowym poszerzaja nasza wiedze nt. enzymatycznych reakcji biochemicznych, molekularnych mechanizmow dzialania lekow, struktury biomolekul (bialka, kwasy nukleinowe), itd. rozumiem, ze chcialby szanowny Pan cofnac nasze metody badawcze do dobrych, starych czasow 'mlotka i lutownicy'? > Przeglądałem życiory naukowy Żylicza, tylko publikacje, a gdzie dzieła. I tu > w dyskusji nikt nie potrafił powiedzieć co to takiego Żylicz odkrył, albo do > czego istotnego doszedł, że tyle hałasu wokół niecho i tak wielką forsą albo nieumiejetnie Pan przegladal, albo nalezy Pan do tych, co nawet jak widza, to nie widza. ostatnia mozliwosc jest taka, ze jest Pan, prosze wybaczyc, calkowitych ignorantem w dyskutowanym temacie (co samo w sobie nie jest niczym zlym, tylko po co zabiera Pan glos w dyskusji?). tak sie sklada, ze badania Macieja Zylicza w istotnym stopniu przyczynily sie do poszerzenia naszej wiedzy nt. funkcjonowania bialek opiekunczych. kluczowym zjawiskiem determinujacym procesy zyciowe jest sprawna synteza bialek. bialko, aby funkcjonowalo prawidlowo, musi posiadac prawidlowa konformacje. tymczasem bialka opiekuncze sa m.in. odpowiedzialne za ulatwianie przyjmowania poprawnej konformacji przez inne bialka oraz pomagaja komorce pozbyc sie bialek o blednych konformacjach. mam nadzieje, ze teraz juz jest dla Pana bardziej jasne, jak szalenie istotnym problemem w biologii jest zrozumienie mechanizmow funcjonowania bialek opiekunczych, a tym samym moze Pan bardziej sensownie ocenic wklad badan Macieja Zylicza. piotr drabik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Aluzju nie panjał! Sprawocznikov nje czitał!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.04, 21:51 Mam wrażenie, że nie pojąłeś człowieku aluzji. Jejku!!! Mogę Ci wymienić tysiące podobnych czy większych osiągnięć w różnych dziedzinach. I co z tego????? O Żyliczu piszesz, że jakieś tam białka... Jeżeli chcesz koniecznie udowodnić, że Żylicz coś dobrego zrobił to powiedz krótko. Ile przez te swoje 40 lat pracy wziął forsy od podatników na badania a ile oddał podatnikom w postaci komercyjnych wynikach badań. Ew. ilu wyszkolił uczniów co coś dla podatników zrobili. Nie zapytam czegos takiego młodego adepta nauki nawet po 10 latach pracy w nauce, ale Żylicza trzeba tak zapytać bo zaangażował ogromne fundusze z budżetu, zatrudnił ludzi. I co Ci zatrudnieni też nic nie dadzą? Chyba też nie, bo skoro mistrz pasożytuje na podatnikach to uczniów tez nauczy pasożytnictwa.... Skoro wykonuje prace dla USA to niech stamtąd czerpie forsę. I co, mam eskalować Twoje słowa typu "bełkot", "ignorant" będące próbą obrażenia mnie i przesyłać je z powrotem? Jeżeli jesteś uczniem Żylicza czy pracujesz w Jego zespole to nie wróżę przyszłości temu zespołowi jeżeli u siebie w taki sposób dyskutujecie używając obelg a nie argumentów czy swego zdania. Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr drabik Re: Aluzju nie panjał! Sprawocznikov nje czitał! IP: *.bri.nrc.ca 23.02.04, 22:33 aluzje pojmuje, owszem. o ile sa ad rem. przepraszam, ale osoba, ktora nie ma pojecia o temacie dyskusji ('jakies tam bialka') i nie przeszkadza jej to w zabieraniu glosu na ten temat nazywana jest (z definicji) ignorantem. nic na to nie poradze. jak rowniez na to, ze twierdzenie jakoby podstawowym kryterium 'naukowosci' jest dochodzenie do wynikow na drodze wylacznie doswiadczalnej jest dosc absurdalne. moge naturalnie to nazwac 'ciezkim nonsensem' (o ile termin 'belkot' zbyt Pana zabolal). poza tym uzywam argumentow (to, ze one Panu nie odpowiadaja, nie oznacza, ze ich nie ma). co wiecej, poswiecilem (zeby nie powiedziec: zmarnowalem) troche czasu, aby wytlumaczyc Panu w prostych slowach to i owo. nota bene, uczniem Macieja Zylicza rowniez nie jestem. nie zajmuje sie doswiadczalna biologia molekularna. nie mieszam rowniez farb (Tomchem), tak jak Pan. poza tym, osmiele sie zauwazyc, ze uzywa Pan (naduzywa?) duze ilosci wykrzyknikow i pytajnikow. takie emocjonowanie sie na pewno nie sluzy merytorycznej dyskusji. zgadzam sie z Panem w jednej zasadniczej sprawie: w nauce cieple przechowalnie znajduja cale tabuny imitatorow, symulantow i drobnych oszustow naukowych. tym niemniej Panskich pogladow na temat nauk podstawowych nie sposob uznac za powazne. piotr drabik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: IIMCB IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 13:08 Witam, chcialbym dorzucic do dystkusji swoje 3 grosze. Otoz w moim przekonaniu pieniadze nie sa problemem, problemem jest marnotrawienie ich na ludzi, ktorzy nie wykorzystuja tych srodkow na dobre badania. Wydaje mi sie, ze gdyby calosc srodkow, ktore obecnie przeznacza sie na nauke, przeznaczyc tym osrodkom, ktore faktycznie prowadza badania na swiatowym poziomie, mialyby one mnostwo pieniedzy na dalsz rozwoj (mowie tu o naukach biologicznych, w ktorych pracuje). Kazdy kto studiowal biologie lub medycyne w Polsce, mial kontakt z roznymi 'laboratoriami', ktorych tematy i techniki badawcze nie zmienily sie od lat '60, a jesli w ogole sklada sie jakies granty o jakies pieniadze (ktore zagwarantuja minimalne przezycie na kolejny okres), to najwyzej do KBNu, bo Unia i Stany to za wysokie progi. Calkowity brak checi zrobienia czegokolwiek. Tym ludziom po prostu nie zalezy. Takie laboratoria powinny byc zlikwidowane, tacy ludzie nie powinni zabierac pieniedzy tym, ktorym zalezy. Podstawowym problemem polskiej nauki jest brak zasady konurencyjnosci w obsadzaniu stanowisc oraz - co z tego wynika - brak jasnych kryteriow oceny dokonan naukowych. Lista filadelfijska jest, jaka jest, system jest niedoskonaly, ale jedyny, ktory sie sprawdza (jak demokracja :) - a publikacje w swiatowych czasopismach o wysokim IF nie sa zadnym gwarantem mozliwosci dalszego wykonywania badan w Polsce. Jako mlody tzw. naukowiec, chcialbym po doktoracie miec mozliwosc wystartowania w konkursie na kierownika zespolu albo postdoka w wybranym przez siebie laboratorium w Polsce i oczekiwalbym, by moja aplikacja byla oceniana merytorycznie przez niezalezne (takze zagraniczne) gremium, biorac pod uwage przede wszystkim moj dorobek naukowy, ktory w mojej dziedzinie mierzy sie jakoscia opublikowanych prac doswiadczalnych w czasopismach z listy filadelfijskiej. Wygrana w takim konkursie (w przypadku szefa grupy) powinna dawac stanowisko na 5 lat, po ktorych caly zespol bylby merytorycznie oceniany przez niezalezne gremium (jak wyzej) i w przypadku oceny negatywnej oznaczalaby utrate stanowiska. Ocena pozytywna pozwalalaby kontynuowac prace przez dalsze 5 lat. O ile mi wiadomo, obecnie JEDYNA Polska placowka badawcza dajaca taka mozliwosc (opisane zasady to system stosowany w Stanach i Europie Zachodniej) to Miedzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komorki. Habilitacje i profesury nie maja tu znaczenia, liczy sie dorobek naukowy i praca nad poprawieniem poziomu wlasnych badan. IIMCB nie 'ciagnie' pieniedzy podatnikow - znaczna czesc jego budzetu stanowia projekty Unijne i Amerykanskie (popatrzcie sobie na strony IIMCB), w otrzymaniu ktorych (wiem to z wlasnego doswiadczenia) uklady maja nieduze znaczenie. Tylko takie warunki sprawia, ze ludzie, ktorym sie chce pracowac w nauce, beda mogli sie rozwijac u nas w kraju. Na cholere mi habilitacja i profesura, ja chcialbym tylko prowadzic swoje badania. Stosowanie takich kryteriow w nauce powinno zaowocowac tym, ze najlepsze placowki beda mialy pieniadze i beda mogly wybierac merytorycznie najlepszych kandydatow na doktoraty, postdoki i samodzielne stanowiska, a wszelkie tytuly naukowe oprocz doktora straca swoje znaczenie. pozdrawiam serdecznie jarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p53 Re: IIMCB IP: *.iimcb.gov.pl 19.02.04, 16:05 Jarek - masz racje oczywiscie. W swoim poscie piszac o pieniadzach uczynilem skrot myslowy, w ktorego zakres wchodzil takze sposob dystrybucji pieniedzy i oceny placowek na sposob 'europejski'. Poza tym chodzilo mi glownie o pieniadze na wynagrodzenia, bo w kilku miejscach w Polsce (patrz nasz wydzial biologii UW czy SGGW) pieniadze na sprzet o dobrym poziomie sie nawet zlanazly, tylko doktoranci pracuja 'za darmo'. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik Re: IIMCB IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 17:37 Niestety, od kilku lat IIMCB pozostaje w stadium embrionalnym - zgodnie ze stronami internetowymi IIMCB jest w nim chyba w tej chwili PIECIU P.I.-ow (chyba, ze strony nieuaktualnione). Caly establsihemnt jak moze to nie pozwala by szly pieniadze do IIMCB, a to jest wlasnie przyklad instutucji ktora powinna sie rozwijac. Aha, oczywiscie, ze pieniadze z grantow sa w duzej meirze zagraniczne, ale przeciez sa potrzebne pieniadze panstwowe na budynki, adminsitracje, drogie urzadzenai no i "start-up" dla nowych P.I.-ow. IIMCB powinien miec z 50 P.I.-ow, azeby osiagnac swoista "mase krytyczna" i zaczac naprawde liczyc sie na swiecie. pozdrawiam, Czarek Wojcik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: IIMCB IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 21:08 Kto to jest PI? Czy to inna nazwa na group leadera? Jesli tak, to w tej chwili jest ich w IIMCB osmioro (212.87.21.2/iimcb/default.php?func=research), a konkurs na 9 stanowisko jest w trakcie (w ktoryms z lutowych Nature bylo ogloszenie 212.87.21.2/iimcb/default.php?func=jobs). Establishement nie ma nic do finansowania IIMCB, bo Instytut funkcjonuje na zupelnie innych zasadach niz cala reszta i jest bezposrednio finansowany z budzetu panstwa. Nie podlega on ani KBNowi, ani PANowi, ani innym establishementom. Jedynym cialem opiniujacym i nadzorujacym IIMCB jest International Advisory Board. A co do wielkosci - to wielkosc o niczym nie swiadczy :) Znam laboratoria, w ktorych pracuje 30 osob (lacznie z sekretarka i technikami), a stanowia swiatowa czolowke w swoich dziedzinach. O ile mi wiadomo, IIMCB byl fundowany na 10 grup badawczych i na tyle ma pieniedzy i przestrzeni laboratoryjnej. Praktycznie IIMCB istnieje od 5 lat i IMHO osiagnal spory sukces. pozdrawiam jarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik Re: IIMCB IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 21:49 PI to principal investigator w USA czyli group leader w UK. Jezeli instytut ma miec docelowo 10 PIow to sadze, ze jak na Polske to za malo. 10 PI ow nazwac Instytutem to pewna megalomania. Zgadzam sie, ze male laboratoria osiagaja wielkie sukcesy ale bardzo duzo sie zyskuje na tym jak w jednym meijscu jest na przyklad 50 malych laboratoriow tworzacych jeden instytut: 1) moga ze soba intensywnie wspolpracowac, 2) trwa nieustanna burza mozgow 3) pokrywaja w zasadzie wszystkie obszary badan danej dziedziny 4) oplaca sie kupowac drogie urzadzenia do wspolnego uzytku ( mass spec, sekwenatory, confocal etc.) 5) caly czas odbywaja sie jakies seminaria i wyklady, przyjezdzaja goscie, wrze zycie naukowe pozdrawiam, Czarek Wojcik Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: IIMCB IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 22:23 Racja. Korzysci z wiekszej liczby ludzi wspolpracujacych ze soba nad roznymi projektami i wspolfinansujaca drogi sprzet jest ogromna. W Polsce szwankuje ta wspolpraca, delikatnie mowiac (co pewnie jest posrednim skutkiem takich a nie innych ukladow w nauce), ale wlasnie IIMCB i caly tzw. Kampus Ochota sa zaczatkiem czegos na ksztalt duzego osrodka nauk przyrodniczych, o teoretycznie ogromnym potencjale. Mowie teoretycznie, bo jestem raczej realista... To zajmie troche czasu. Take-home message jest taka, ze zeby zmieniac nauke w Polsce, trzeba isc droga IIMCB (czyli de facto droga na zachod :). Wtedy kiepscy ludzie sami wypadna z obiegu, tytuly nikogo nie beda obchodzic, a doktoranci przestana wyjezdzac za granice. Nie trzeba znosic profesury i habilitacji, nie trzeba dodatkowych pieniedzy. pozdrawiam, jarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cezary Wojcik Re: IIMCB IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 23:17 To jest dobra droga, stopniowej marginalizacji utytulowanych ludzi w uniwersytetach i PANie, ale azeby to zrobic musi powoli zmniejszac sie dla nich strumien pieniedzy panstwowych a zwiekszac sie na takie inwestycje jak Kampus Ochota. Niech dinozaury powoli wymieraja, choc chcialoby sie by to nastapilo szybko. Problem w tym by zapanowaly ssaki a nie zeby sie jakies nowe dinozaurzatka rodzily, na co sie niestety zanosi. Jakby jeszcze do tego dorzucic jakies zwolnienia podatkowe dla firm biotechnologicznych zwiazanych z danym osrodkiem, to bylby juz zaczyn czegos co moze zaczac przynosic spoleczne korzysci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: californian Re: IIMCB IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 07:42 Przede wszystkim chwala Ci za to cale zamieszanie. Jezeli chcesz wziac udzial w rzeczonym procesie marginalizacji to Twoim naturalnym sprzymierzencem jest prof. Zylicz nie zas dr Wieczorek. Rozdzieranie szat nic tu nie da a Twoje propozycje zlikwidowania tytulow naukowych, moze i sluszne, nie maja najmnieszych szans powodzenia, przynajmniej w najblizszej przyszlosci. Zreszta zrobiles habilitacje to wiesz, ze to male piwo dla ludzi, ktorzy cos robia. Jej uzyskanie tez niczego nie zmienia w Twojej sytuacji zawodowej. Sprawa tytulow i stopni jest dla kondycji nauki drugorzedna. Pierwszorzedna jest sprawa rozdzielania ograniczonych funduszy i tu sie moze Twoja habilitacja przydac. KBN potrzebuje takich recenzentow jak Ty. Zas ludzi takich jak Zylicz jest w Polsce niemalo, ale zmagaja sie oni z hordami, jak ich nazywasz dinozaurow. Te dinozaury stoczyly ciezka batalie podczas ostatnich wyborow do KBN i jesli mamy pozostac przy twojej przenosni to w komisji PO4, ktora wysmiewasz w zwiazku ze sprawa spolki Rychlewskiego, znalazly sie dwa ssaki (JW i MZ), jeden ptak (AT, za to z duzym dorobkiem) i trzy dinozaury. Zblizaja sie nastepne wybory i ja jestem dobrej mysli - los dinozaurow jest przesadzony. Ich wyginiecie z naszej perspektywy wydaje sie natychmiastowe, ale naprawde zajelo to troche czasu. Nawiasem mowiac, mylisz sie piszac ze spolka Rychlewskiego ma 61 publikacji. Jej pracownicy maja tyle zas spolka ma ich 6, z czego 5 z zeszlego roku. W momencie skladania wniosku do KBN bylo ich jeszcze mniej i dinos z PO4 mogli jeszcze raz wniosek odrzucic. Zylicz pewnie niewiele mogl tu zdzialac. Rychlewski to swietny naukowo i przebojowy facet wiec sobie poradzi. Mysle ze w przyszlym roku dopnie swego, jesli tylko zechce, bo przy tym finansowaniu jakie juz ma to i tak nie ma wielkiego znaczenia. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: IIMCB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 19:04 Cezary, po Twych tu kilku wejściach masz zapewnony godny etat w IIMCB, czyli MIBMiK. W Polsce jest ustawa o języku polskim, znasz li ją? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Jak to nie ciagnie z podatników! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 20:50 Policzyłem, że pomiędzy 2000 a 2006 tylko poprzez KBN z budżetu państwa na Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej idzie/poszło 2,05 miliona zł w gotówce. To, że IBMK dostaje z UE to też z naszego budżetu, a UE trochę dokłada. Nie możesz więc pisać, że nie ciągnie od podatników. Ale coś innego mnie interesuje. Gdzie IBMK przekazuje wyniki badań, bo jak ktoś tu powiedział nic nie sprzedaje. Jak to jest, podatnik płaci na IBMK a IBMK nic w zamian nie daje? I nie widać aby w przyszłości coś dawał. Pytam więc, a kto ma temu krajowi coś dawać, skoro okrzyknięty genialny IBMK pasożytuje na podatnikach i do tego jeszcze uważany jest za wzór do naśladowania. Czy tak ma wyglądać kariera naukowca? Czy wzorem kariery (jakim okrzykniety jest profesor Żylicz) jest instytut lub profesor pasożytujący na podatnikach? Z poważaniem dr Bogdan Thomalla, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Jak to nie ciagnie z podatników! IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 21:40 Prosze Pana, nie pisalem, ze nic nie ciagnie z podatnikow, tylko ze nie opiera sie wylacznie na publicznych pieniadzach. Jesli zas chodzi o dawanie, to _badania_podstawowe_ z definicji nie sa wykonywane po to, by ewentualne odkrycie znalazlo swoje zastosowanie praktyczne. Badania podstawowe, zwlaszcza w biologii molekularnej, to cos zupelnie innego niz nauki inzynieryjne czy komputerowe, gdzie zastosowanie odkryc jest na ogol oczywiste. Badania podstawowe w naukach przyrodniczych maja na celu _wyjasnienie_ i _opisanie_ rzeczywistosci, a nie napisanie patentu. Inna sprawa jest, ze stosunkowo czesto okazuje sie, ze informacje uzyskane dzieki badaniom podstawowym umozliwiaja stworzenie lepszych lekow, technik diagnostycznych itp. Ale w ogromnej wiekszosci przypadkow wartosc badan naukowych jest ogromna, poniewaz pomaga nam zrozumiec jak funkcjonuja organizmy zywe (w przypadku biologii). Jesli twierdzi Pan, ze to wyrzucanie pieniedzy w bloto i nie rozumie Pan istoty i wartosci badan podstawowych, to wydaje mi sie, ze nie zna sie Pan za bardzo za rodzaju pracy, ktora wykonuje Pan prof. Zylicz (zupelnie na marginesie dodam, ze akurat odkrycia w tematyce, ktora zajmuje sie prof. Zylicz moga przyczynic sie ogromnie do postepowania z nowotworami). pozdrawiam, jarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Ja nie mówię o patentach, o wdrożeniach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 22:21 ... ja mówię o wynikach badań. A, jak sie trafi dobra technologia czy wynalazek to też dobrze. Przecież można sprzedać: koncepcję, plan czegoś tam, rozpoznanie znów tam czegoś, jakiś projekt zakresu badań, uzyskać zlecenie od firm farmaceutycznych z całego Świata na przebadanie jakieś koncepcji, jakiś możliwości zastosowania czegoś, jakichs leków, nowych substancji chemicznych itp. Boże tyle możliwości!!!Podałbym Ci więcej możliwości zarobienia forsy ale rzeczywiście nie znam się na medycynie Skoroście tacy genialni, to drzwi nie powinny się zamykać od klientów z forsą z USA, Niemiec, Chin, Korei, Francji i jeszcze tam kilku przodujacych państw. Zreszta trudno tu mówić o państwach tylko o międzynarodowych wielkich koncernach. Przegladałem waszą stronę i jedno co się rzuca w oczy to rozdrobnienie. Co może zrobić zespół nawet 10-cio osobowy a są i mniejsze, rzeczywiście wykroić tylko jakąś publikacje pod stopień, więcej nic. A, gdybyście się specjalizowali w wąskim zakresie (posiadając TAaaaaaka aparature za forsę z KBN-u)to rzeczywiście moglibyście stać sie atrakcyjni dla koncernów. Przecież wiecznie nie będziecie na pasku podatników, musicie kiedyś tę forsę powielić i oddać. A forsy z KBN-u okropnie dużo, reszta forsy to tylko współpraca. Powiem Ci, jaka jest mniej więcej struktura zatrudnienia w dużych koncernach: 1/3 zatrudnionych to produkcja, druga 1/3 to menadżment i marketing i trzecia 1/3 to pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi. Policz teraz ilu ich jest jeżeli jakiś koncern zatrudnia powiedzmy 100 tysięcy osób na całym Świecie. Zobacz jak to robią wszystkie inne ośrodki badawcze w przodujących krajach. Pozdrawiam dr Bogdan Thomalla, Zabrze PS. zastanówcie sie nad koncentracja badań i nad specjalizacją. To co wam będzie potrzebne a nie macie, możecie współpracować z innymi ośrodkami. Zauważ, że coraz mniej pieniędzy trafia do budżetu i w końcu politycy zainteresują się co się dzieje właściwie z forsą dawaną na tzw. "naukę polską'. Ja juz kilka lat o to walczę i odnoszę małe sukcesy w uświadamianiu pewnych grup ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Ja nie mówię o patentach, o wdrożeniach IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 22:44 Po pierwsze, w badaniach podstawowych nie ma 'wdrozen', jest tylko stwierdzanie faktow. A jesli chodzi o wyniki badan, to niewielu naukowcow w Polsce moze sie rownac z osiagnieciami grupy prof. Zylicza. Zaden z tych wynikow nie ma zastosowania praktycznego, ale mowi nam ogromnie duzo o mechanizmach funkcjonowanie pewnej grupy bialek. Tyle. Jesli chodzi o sprzedawanie koncepcji, to granty z KBNu, FNP i Unii sa dowodem na to, ze swoje koncepcje umie sprzedac i ze sa chetni na ich kupienie. Po drugie, jesli chodzi o klientow z forsa to argumenty sa podobne jak wyzej. Zaden z tych wynikow nie przeklada sie na nic, w co warto by zainwestowac komercyjne pieniadze. Co absolutnie nie umniejsza ich wartosci. Polski przemysl mogacy wykorzystac badania w naukach przyrodniczych, nie istnieje (dlaczego - patrz koniec listu). Po trzecie, badania prof. Zylicza to JEST ogromna specjalizacja. Nie zdaje Pan sobie najwidoczniej sprawy, ze do scharakteryzowania jednego bialka, nad czym mozna spedzic cale zycie, potrzeba tego calego sprzetu, a nawet jeszcze wiecej. To specyfika dziedziny. Zeby badac, w ktorym miejscu komorki lokalizuje sie bialko, trzeba kupic mikroskop fluorescencyjny, ktory kosztuje 1,5 miliona zlotych, a nie jest to najdrozszy sprzet, ktory moge sobie wyobrazic. Wydaje mi sie rowniez, choc nie mam odpowiednich danych, ze np. w duzych koncernach farmaceutycznych struktura zatrudnienia jest nieco inna; zdecydowanie najwieksza czesc ich kadr stanowi R&D. Jest to tez najdrozsza czesc. Wprowadzenie nowego leku, od odkrycia do apteki kosztuje 2 mld $. To chyba 2,5 raza wiecej niz sie wydaja na cala nauke w Polsce. pozdrawiam jarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Jednak najwięcej forsy ciągniecie z KBN-u IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 00:42 Oczywiście, że w Polsce jest mało chętnych na wyniki waszych badań, ale teraz jest cały Świat jedną wioska i idźcie w ślady innych. Mówicie o sobie żeście niebywale zdolni na poziomie światowym pokażcie to. Widzisz jacy jesteście mali w stosunku do tych wielkich grup z działów R and D koncernów! Wiesz, ja już widziałem kilka tak dobrze zapowiadajacych się państwowych ośrodków badawczych. Kilka miałem okazję sprawdzić; o wynik lepiej nie pytać. Wiesz, ja już słyszałem od polskich "naukowców", że publikacja jest wdrożeniem wyników badań!!! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek Re: Jednak najwięcej forsy ciągniecie z KBN-u IP: *.acn.waw.pl 20.02.04, 01:55 Nigdzie nie mowilem, ani nie mowili tego ludzie tu piszacy z IIMCB, ani nie wyczytalem tego na stronach IIMCB, ze jestesmy niebywale zdolni na poziomie swiatowym... Pubilikacje grupy prof. Zylicza dowodza, ze jego badania sa na poziomie swiatowym i powie Ci to kazdy naukowiec w tej branzy, kto te publikacje przeczyta. Nie bardzo wiem o co Panu chodzi. Chce Pan wykazac, ze takie instytucje jak IIMCB czy laboratorium prof. Zylicza marnuje publiczne pieniadze bo zaden miedzynarodowy koncern nie kupuje ich wynikow badan ani nie opracowuje na ich podstawie nowych lekow? Juz mowilem, ze nie na tym te badanie polegaja. Pracownicy R&D koncernow farmaceutycznych przystepuja do badan _z_konkretnym_zamiarem_ np. "wyprodukowania substancji obnizajacej goraczke". Jesli jakis biolog z przyrodniczych nauk podstawowych ma cos na mysli przystepujac do badan oprocz dowiedzenia sie "jak to jest", to pewnie mysli jeszcze o dobrej publikacji na koniec tych badan, bo odkrywajac "jak to jest" spelnia on swoja badawcza pasje, a od publikacji zalezy jego los jako naukowca. pozdrawiam jarek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Ja nie mówię o patentach, o wdrożeniach IP: *.cs.ubc.ca 19.02.04, 23:12 OK, wspaniale, ze naukowcy pracujacy w naukach majacych zastosowanie praktyczne powinni zarabiac na siebie. Co z naukami teoretycznymi, tudziez niedochodowymi z definicji (matematyka teoretyczna itd). Ma sie rozumiec koszty funkcjonowania takiego naukowca sa symboliczne w porownaniu z utrzymaniem laboratorium, ale wciaz istnieja (zakup literatury czy wyjazd na konferencje). Nie mozna nauki sprowadzac tylko do szybko zwracajacej sie inwestycji, czesc zyskow z nauki nie jest mierzalna w ten sposob (lub przynajmniej nie bezposrednio). Faktem jest, ze sporo pieniedzy u nas sie marnuje np na wyjazdy pseudonaukowcow na pseudokonferencje, ale nikt mi nie wmowi, ze sie przelewa. Przepracowalem rok w Polsce jako asystent siedzac w pokoju z ponad 50-letnimi futrynami utkanymi papierem toaletowym aby kartek na biurku nie przewracalo i majac 20 godzin cwiczen i laboratoriow tygodniowo bo nie ma pieniedzy na wiecej asystentow. Po sprawdzeniu prac domowych, przygotowaniu nowych zajec itd nie bylo czasu na prace naukowa. Poza tym nie bylo ani jednego pracownia u ktorego moglbym robic doktorat, nie tylko dlatego, ze nie mieli oni habilitacji, rowniez dlatego ,ze nie zajmowali sie oni wogole praca naukowa. Stad nieco przeraza nie mnie propozycja zniesienia habilitacji i zrownania ludzi, ktorzy jednak robia jakies badania i ludzi, ktorzy jakos napisali doktorat, moze i bez ani jednej publikacji. Smiem twierdzic, ze procent "pasozytow" wsrod ludzi z habilitacja jest duzo nizszy niz niz procent "pasozytow" wsrod ludzi z tytulem magistra i doktoratu. Wracajac do finansow, w Kanadzie mam 12 godzin obowiazkow (albo dydaktycznych, wliczajac sprawdzanie prac domowych i przygotwanie do zajec, albo badan dla mojego promotora). Reszta czasu jest dla mnie. Pieniadze jakie za to dostaje umozliwiaja mi samodzielne utrzymanie na skromnym poziomie ale na pewno wyzszym niz dalaby mi pensja asystenta w Polsce. Pozdrawiam Jacek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Dlaczego taka bieda w Polsce! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 00:32 Po kolei: 1. Zapewniam Cie, że w badaniach poważnych (nie takich pod publikacje) przydają sie wszystkie specjalności, i matematycy, i fizycy teoretyczni, i plastycy i jeszcze wielu innych. Taka zespołowa praca w Polsce na uczelniach nie jest znana bo tam jest zasada "każdy sobie rzepke skrobie" i najchętniej swego kolegą z sąsiedniego wydziały utopili by w łyżce wody. Ale jak potrzeba przyciśnie, jak już nie będzie grosza z KBN-u to kto wie czy nie powstaną zespoły, aby w końcu czegoś wspólnie dokonać. Właśnie powszechny dostęp łatwego pieniądza do uczelni nie pozwala na razie na tworzenie takich zespołów. 2. Pewnie, że aby wykonać sprzedawalna prace badawcza trzeba zainwestować, popracować. Ale, żeby w Polsce na przestrzeni ostatnich 14 lat nic kompletnie ciekawego w badaniach na uczelniach i w PAN-ie nie zrobiono! Armia 70 tysięcy ludzi!!! Największe osiagniecia: niebieski laser to kompletna bujda, robot do serca, kolejna bujda, polianilina to następna bujda. 3. Teraz wiesz czemu w Polsce pracowałeś w takich warunkach, ano jest bieda nie działa podstawowy czynnik wzrostu gospodarczego jakim jest działalnośc naukowo- badawczo-rozwojowa (N-B-R). Wszystko kupujemy z zagranicy. I tylko dzięki obrotności włascicieli przedsiebiorstw nie majacych żadnego wsparcia ze strony jednostek N-B-R jeszcze to wszystko trzyma sie kupy. Ani technika, ani techologia, ani prawo, ani ekonomia nie jest wspierana przez działalnośc N-B-R. 4. obliczyłem, że na jednego pracownika naukowo-badawczego przypada ok. 12 tysiecy złotych na miesiąc pensji (odliczyłem składki na ZUS). I Ty powinieneś jakąś godną sumę dostać, ale rządzą inni. I inni biorą prawie wszystko a asystenci harują. Aby to zmienić to własnie ta dyskusja. 5. Sprawa stopni i tytułów to czysty śmiech i tak to jest traktowane poza uczelniami, bo gdziekolwiek zjawiał sie ktos z tytułem to pewnwe, że zawalił sprawę. Aby nastąpiła pozytywna selekcja musza obowiazywać inne niz dotychczas kryteria oceny wyników działalności N-B-R. Te obecne się nie sprawdziły. 6. Życzę Ci powodzenia w Kanadzie. Jak zdobędziesz dużą praktyke to wracaj i moim śladem załóż sobie własny ośrodek badawczy; będziesz miał swobodę w badaniach, bedziesz zajmował sie czym będziesz uważał, do tego wystarczającą forse za pracę. A jak stworzy sie w Polsce, powiedzmy 5 000 takich prywatnych ośrodków to nareszcie coś się ruszy. Nie będą nas polaków wytykać palcami i nazywać biedakami. Na zmiany obecnego stanu, tak długo jak będzie łatwa forsa z budżetu, nie można liczyć. Ale ta forsa już się kończy. Pozdrowienia Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze Odpowiedz Link Zgłoś
mkur Re: Dlaczego taka bieda w Polsce! 20.02.04, 03:50 Czesc, Dyskusja robi sie calkiem interujaca, choc moze troche offtopic, ale skoro ja tez pracuje w IIMCB, to moze dla uczciwosci zabiore glos ;-). Pan BT i Cezry Wojcik maja sporo racji. W Polsce,w tym na "Kampusie Ochota" nie ma najmniejszych szans na przekroczenie pewnej masy krytycznej aby praca "podstawowa" mogla zaczac przynosic wymierne korzysci ekonomiczne. Co najmniej polowa z 10 PI-ow w IIMCB robi bardzo dobra robote i gromadzi wokól siebie zdolnych i pracowitych ludzi (pozdrowienia dla p53 ;-), ale to nie moze byc niczym wiecej niz taka mala elita w okreslonym srodowisku. Stad do przemyslu, a zwlaszcza przemyslu farmaceutycznego w stylu Stanow dluga droga. To specyfika biotechnologii. I przyczyna pewnej przepasci pomiedzy cala Europa a Stanami - brak silnego przemyslu farmaceutycznego i biotechnologicznego daje skutek w braku feedbacku wymuszajacego konkurenyjnosc i pragmayzm. Z kolei zbyt silny pragmatyzm Amerykanow dal w latach 90 i dalej w penym stopniu daje takie kwiatki jak przypadek Celery, ale jednak jest motorem postepu. IIMCB moze sobie pobierac ten ulamek procenta budzetu i dzieki temu byc takim malym trybikiem w globalnym mechanizmie ;-). Ale (panie BT), jednym z nielicznych w Polsce. Pozdrowienia, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Dlaczego taka bieda w Polsce! IP: *.cs.ubc.ca 20.02.04, 05:02 Nie mozna oceniac, ze nic sie nie dzieje bo slychac tylko o niebieskim laserze (co nie znaczy ze uwazam, ze cos sie dzieje, tylko nie podoba mi sie ten sposob myslenia). Moj ojciec od 50 lat pracuje naukowo caly czas, przewaznie wiele godzin dziennie, ma wyniki ktore co pewien czas publikuje w renomowanych czasopismach i tyle, bo tak sie sklada, ze jest matematykiem zajmujacym sie na tyle abstrakcyjna matematyka, ze w inzynierii nie znajdzie ona bezposrednio zastosowania (przynajmniej obecnie). Pragne Cie jednak usopokoic, ze wlasciwie nigdy mu nie placono za jego prace naukowa, a tylko za prace dydaktyczna. Raz wystapil i dostal grant z KBN, ale jak sie okazalo, ze moze zan kupic komputer (ktory mu nie jest do niczego potrzebny), a nie moze ksiazek, to po wszelkich biurokracyjnych historiach jaki mial z tym grantem, juz nigdy o nic takiego nie wystapil. Ku zgrozie rewolucjonistow moge dodac, ze ma habilitacje (zrobil ja przed trzydziestka), dwie "kuriozalne" profesury belwederskie, i wstyd sie przyznac, jest czlonkiem-korespondentem PAN. Nie zauwazylem, zeby go wszystkie te tytuly podniecaly, ani zeby je sobie wstawial przed nazwiskiem itd. Rewolucjonisci nie musza stawiac kos na sztorc i pedzic usuwac mojego Tate-starca blokujacego posade, bo wlasnie przeszedl na emeryture i zwolnil miejsce jedynemu swojemu uczniowi jakiego sie dorobil w ciagu ostatnich 20 lat. Jedynemu, bo nikt inny z osob przewijajacych sie przez jego uczelnie nie byl zainteresowany tak naprawde praca naukowa i generalnie mojemu Tacie jest przykro, ze nie ma uczniow bo nie ma komu pooddawac do wykonczenia problemow jakie pojawiaja sie przy jego badaniach, a ktorymi nie ma czasu sie zajac. Tego rodzaju badnaia sa dobra okzja to stratu w samodzielna prace naukowa dla mlodego naukowca. Zeby tez uprzedzic podejrzenia o kastowosc, dodam ze nie zajmuje sie matematyka a informatyka i do Kanady dostalem sie "prywatnie", bez pomocy Taty, mojej uczelni, jakiegokolwiek stupendium z Polski itd. Cala ta dyskusja o stopniach itd nie zajmuje sie problemem upadku poziomu studiow wyzszych (ktory przeciez ma wplyw na poziom przyszlych naukowcow), dziwnymi priorytetami rzadu, ktory chce aby 30% spoleczenstwa mialo wyzsze wyksztalcenie, tylko nie brdzo chce dac pieniadze na ich ksztalcenie, albo wprowadzicodplatnosc za studia itd. Od samej zmiany w systemie stopni nic sie w nauce nie uzdrowi, a co najwyzej popsuje, bo wykorzystaja ja "pasozyty". Nie dyskutujemy tez o upadku przemyslu (niemiecka montownia samochodow nie potrzebuje naukowcow z Polski, wezmie ich sobie od siebie, z Niemiec), ktory pociaga za soba upadek nauk inzynieryjnych itd. Pozdrawiam Jacek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: racja Re: Dlaczego taka bieda w Polsce! IP: *.uit.no / *.uit.no 20.02.04, 11:17 jacek i jarek, dobrze mowicie. BT, z zespolami masz swoja slusznosc - w roznorodnych zespolach pracuje sie lepiej. Ale do tego nie trzeba koniecznie organizacji, trzeba woli naukowcow, zeby poszukali dobrych ludzi do wspolpracy - a czesto ich mozna znalezc za sciana. Ale z badaniami podstawowymi, przepraszam, gadasz bzdury. Wyjasnijmy sobie rzecz od podstaw, na przykladach. I, swoja droga, niedobrze sie w nauce (nie tylko polskiej) dzieje, ze do tego stopnia inteligentni ludzie z tej samej branzy nie moga sie dogadac. To jak my mamy rozmawiac z politykami? Kolezanka zajmuje sie modelowaniem lekow, i jej zespol (nie w Polsce, w swiecie) finansowany jest przez firme farmaceutyczna. Jak bedzie miala szczescie, za 10-15 lat moze bedzie mogla kupic cos, co teraz modeluje w komputerze, w aptece. Fajnie. Kolezanka ci sie pewnie podoba. Tylko ze metod, ktorymi ona sie posluguje, nie byloby bez pracy takich jak kolega, ktory pracuje na uniwersytecie i zajmuje sie teoria ukladow, ktore nie maja zadnego praktycznego zastosowania, ktorych moze nawet nie byc w naturze, a dla ktorych standartowe, opracowane juz metody zawodza. On swoich wynikow nie sprzeda i zadna firma mu badan nie sfinansuje, bo one zysku nie przyniosa. Dla niego jedynym 'wdrozeniem' sa publikacje, a jednym ze wskaznikow, co jego prace sa warte, sa cytowania jego prac przez ludzi, ktorzy moga znalezc faktyczne praktyczne zastosowanie. (Choc, prawie na pewno, jego wyniki wykorzysta A, i dopiero wyniki A wykorzysta B, do czegos, czego uzyje C w czyms o zastosowaniu w praktyce, lub lancuszek, co jeszcze bardziej prawdopodobne, lancuszek jeszcze dluzszy.) I co, kolezanka robi prawdziwa nauke, a kolega jest pasozytem? Kolega A zajmuje sie, w duzym zespole, synteza zwiazkow farmakologicznych, a do badania, co mu wyszlo, wykorzystuje spektroskopie NMR (Jadrowy Rezonans Magnetyczny). Ten ma scisly kontakt z przemyslem. Nad tym, zeby metode poprawic, pracuje, zupelnie gdzie indziej, kolega B, opracowujac nowe sekwencje impulsowe NMR (OK, ten moze swoje sekwencje tez sprzedac, pracowac dla firmy produkujacej spektrometry, mial propozycje - ale woli, zeby byly dostepne publicznie), w ramach przyjetej teorii zjawiska. A nad alternatywna teoria pracuje kolega C - OK, rzucmy nazwiskiem - prof. Szymanski z IChO PAN), ktoremu na 100% zadna firma badan nie sfinansuje, ktory ma problemy nawet z ich publikacja - bo jego prace jest w stanie docenic moze 5-10 ludzi na swiecie. Ale jednym z tych 5-10 jest R. R. Ernst (Nobel z chemii w 1991). Badania podstawowe marnuja pieniadze podatnikow? W takim razie wszyscy ci, ktorzy dokonali przelomow naukowych, od Kopernika i Galileusza poczawszy, byli pasozytami. Myslisz, ze jakas instytucja nastawiona na zysk sfinansowalaby badania Einsteina nad efektem fotoelektrycznym? Bohra nad widmem atomowego wodoru? Daj spokoj. Kogo to obchodzilo? I faktycznie, grosza by z tego nie mieli - chyba ze reklame. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Staszek Mazur Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.gfz-potsdam.de 19.02.04, 11:59 W polskiej nauce nie dzieje sie najlepiej, to banal. Jednak przyczyny sa daleko bardziej zlozone, niz to wynika z wielu wypowiedzi. Ameryka stanowi niedoscigly przyklad organizacji srodowiska naukowego, ale srodowisko to wyrasta/jest w interakcji ze spoleczenstwem, ktore od stuleci slynie z odpowiedzialnosci i umiejetnosci samoorganizacji. Chce powiedziec, ze w polskiej nauce minie jeszcze wiele lat zanim pojawi sie wiekszosc zdolna zrobic wlasciwy uzytek z amerykanskich doswiadczen/swobod. Zmieniac trzeba koniecznie, ale ze swiadomoscia nieuchronnosci pewnych rozwiazan "przejsciowych". Jesli np. krytykuje sie instytucje habilitacji i jednoczesnie uczciwosc komisji konkursowych, to czyz zniesienie habilitacji nie zostawi tym (nie?)uczciwym komisjom wiekszej swobody zlego wyboru? Pozdrawiam Staszek Mazur Potsdam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Józef Wieczorek USTAWA DO TRYBUNAŁU IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 12:07 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040219/prawo/prawo_a_1.html Trybunal Konstytucyjny uchylił przepisy z poprzedniej epoki Zasady naboru na aplikacje adwokacka i radcowska muszą być zmienione ----------------- Najwyższy czas aby zostały zmienione przepisy w nauce i edukacji. Zasady naboru na 'aplikację' profesorską winny być zmienione. Obecny prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym nadaje się tylko do Trybunału Konstytucyjnego i o to trzeba walczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata WIECZOREK NA DYWANIK FORUMOWY 19.02.04, 12:26 Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a): > Najwyższy czas aby zostały zmienione przepisy w nauce i edukacji. > Zasady naboru na 'aplikację' profesorską winny być zmienione. > Obecny prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym nadaje się tylko do > Trybunału Konstytucyjnego i o to trzeba walczyć. Haha, ale co w zamian? Zniesc habilitacje, dac wiecej kasy zeby wpuscic do grajdola wiecej rozrabiaczy? A aplikacje na prof. zmienic po te zeby dr Wieczorek mogl zostac prof. dr. niehab.? Refroma realna w odroznieniu od robienia i bicia brudnej piany musi polegac na wprowadzeniu modelu rynkowo-elitarnego w ktorym zadnych prezydenckich ustaw i odwolan do trybunalu nie bedzie potrzeba. Teraz zas jest najwazniejsze zeby nie dac sie nabrac na walke o nowe dojscia do grajdola tylko walczyc o jego rozwalenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B.T., Zabrze Re: WIECZOREK NA DYWANIK FORUMOWY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 12:42 Jak zrozumiałem Wieczorek miał duże osiągnięcia na swej uczelni, ale według ogólnej zasady najlepszych i najgorszych należy sie pozbywać. Wieczorek należał do tych najlepszych, więc miał jakieś problemy. Trzeba jednak oddać panu Wieczorkowi, że konsekwentnie zwraca uwagę na nieprawidłowości w tzw. "nauce polskiej" i chwała mu za to. Takich ludzi zabałaganiona Polska (w działalności N-B-R i nie tylko) potrzebuje. I ta niniejsza dyskusja w części jest też zasługą Pana Wieczorka. Nie jestem za likwidacją jakichś tam stopni (i tu nie zgadzam się z Panem Wieczorkiem); a wogóle ta dyskusja świadczy o patologicznej chorobie polskich naukowców, którzy to nie dyskutują o dziełach naukowych, o technologiach, o postępie, o wiedzy o organizacji działalności N-B-R tylko o stopniach i tytułach i jak się do nich najszybciej dochrapać. Beeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!! Więc bądzcie uprzejmi zmienić temat. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Józef Wieczorek TCHÓRZOSTWO CYWILNE- Antydyplomata IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 13:33 Niektórzy sa bardzo nprymitywni mysląc że innym może chodzić tylko o tytuły. Szczególnie tym ktorzy tych tytułow w ogóle nie używaja. Ale w 'nauce polskiej' chodzi tylko o tytuły więc 'dyplomaci' w tej 'nauce' brylują. Potrafia kopać innych zaslaniając się pseudonimami. Tchórzostwo cywilne to jedna z cech diagnostycznych uczonych 'nauki polskiej' tworzących grajdol 'dyplomatyczny' z którego sie niepredko wydostaniemy z powodu takich 'dyplomatów' Wyrazy wspólczucia! Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Haselka zdemaskowane 19.02.04, 21:18 Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a): > Niektórzy sa bardzo nprymitywni mysląc że innym może chodzić tylko o tytuły. > Szczególnie tym ktorzy tych tytułow w ogóle nie używaja. Ale w 'nauce > polskiej' chodzi tylko o tytuły więc 'dyplomaci' w tej 'nauce' brylują. > Potrafia kopać innych zaslaniając się pseudonimami. Tchórzostwo cywilne to > jedna z cech > diagnostycznych uczonych 'nauki polskiej' tworzących grajdol 'dyplomatyczny' > z którego sie niepredko wydostaniemy z powodu takich 'dyplomatów' > Wyrazy wspólczucia! Wiadomo ze zdemaskowanie prawdziwych intencji i manipulacji Wieczorkowcow wywola ich furie. Chodzi tu przeciez o chytruskowe o podkopanie sie do grajdola i zrobienie w nim zamachu stanu tak by mozna bylo zajac cieple pozycje i wygrzewac sie na koszt podatnika a jeszcze przy okazji wyszarpac wieksza kase. Rewolucyjne hasla w postaci zniesienia habilitacji maja na celu skupienie grupy uderzeniowej, swoistej Samoobrony w nauce bo kupie jest latwiej rozrabiac. Charakterystyczne jest calkowite pomijanie aspektow finansowych i rynkowych w reformie nauki. Po prostu struktura grajdola ma pozostac tylo ma byc dostep bez habilitacji. To jest reforma w wydaniu Jozefa Wieczorka. Oczywiscie prawdziwa reforma musi zaczac od podstaw czyli od kasy, ale model rynkowo-elitarny z USA wymaga oczywiscie walki, trudu i potu a tego pseduorewolucjonisci przeciez nie chca i dlatego na ten niewygodny temat milcza. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Stachu bez jaj 19.02.04, 12:39 Gość portalu: Staszek Mazur napisał(a): > W polskiej nauce nie dzieje sie najlepiej, to banal. Jednak przyczyny sa daleko > bardziej zlozone, niz to wynika z wielu wypowiedzi. Ameryka stanowi niedoscigly > przyklad organizacji srodowiska naukowego, ale srodowisko to wyrasta/jest w > interakcji ze spoleczenstwem, ktore od stuleci slynie z odpowiedzialnosci i > umiejetnosci samoorganizacji. Chce powiedziec, ze w polskiej nauce minie > jeszcze wiele lat zanim pojawi sie wiekszosc zdolna zrobic wlasciwy uzytek z > amerykanskich doswiadczen/swobod. Przede wszystkim nie gadajmy o Ameryce tylko o amerykanskim top 20. Model amerykanski to rat race doprowadzony do granic. Top 20 to smietanka smietanki. Ale Ameryka to kilka tysiecy uniwersytetow. Te spoza top 1000 to sa jakie? Porownywanie amerykanskiej elity do polskiej urawnilowki to bzdura na kosmiczna skale. Jesli chce sie miec w Polsce porzadna nauke to mozna to zrobic ale TYLKO w postaci elitarnej. Czyli dwie uczelnie elitarne, kilka lepszych a reszta to amerykanskie top > 1000. Do tego trzeba dodac system rynkowy, zrywajac przede wszystkim z paranoja bezplatnego ksztalcenia. > Zmieniac trzeba koniecznie, ale ze > swiadomoscia nieuchronnosci pewnych rozwiazan "przejsciowych". Jesli np. > krytykuje sie instytucje habilitacji i jednoczesnie uczciwosc komisji > konkursowych, to czyz zniesienie habilitacji nie zostawi tym (nie?)uczciwym > komisjom wiekszej swobody zlego wyboru? To sa wszystko symptomy grajdola i one sie nie zmienia dopoki grajdol bedzie urzedowal na panstwowych etatach. W modelu rynkowym, wszelkie komisje i wybory beda wiazaly sie z REPUTACJA na rynku a to z kolei bedzie sie odbijalo na poziomie kasy. Tak jest w Ameryce, nie? Pytania zasadnicze: Dlaczego chwalac amerykanska elite nie mowi sie o oplatach za studia i finansach? Moze byloby lepiej zaczac od tego wlasnie tematu? Bo jezeli sie o tym nie mowi to sa powazne podejrzenia ze chodzi o wyciaganie publicznej kasy do obecnego grajdola. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.cs.ubc.ca 19.02.04, 23:18 Swiete slowa. Pozostawiajac wieksza swobode owym komisjom tylko obnizymy poziom wiekszosci uczalni, tak jak sie stalo z poziomem studiow, gdy pozwolono uczelniom decudowac o programie nauczania i progach egzaminayjnych, bez zastanowienia sie czy aby wszystkie uczelnie juz do takiej samodzielnosci dojrzaly. Rewolucje robia wiecej szkody niz pozytku a wycofac sie z nich nie sposob. J. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inżynierek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.wp.mil.pl 19.02.04, 14:07 można zrobić wszędzie, również W Polsce, pytanie jest tylko co to jest za kariera. postawił bym inne pytanie czy jest wizja nauki w Polsce, co sie stało z dyscyplinami politechnicznymi w Polsce, brak spójnej polityki państwa zniweczył całkowicie myśl inżynierską, nie ma promocji polskiej myśli inżynierskiej nie ma co sprzedawać, co sie stało z poziomem nauczania matematyki i fizyki w ostatniej dekadzie, szkoda słów, można mnożyć tylko pytania,.... Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Dyscypliny politechniczne... 20.02.04, 00:25 Zgadzam się. Obserwuję absolutny upadek nauk technicznych - grozi nam wizja Polski pełnej ekonomistów, socjologów, psychologów, itp. (bez obrazy), w której dla wbicia gwoździa w ścianę wzywa się specjalistów z zagranicy. Przykre to i smutne. Nawet na tym forum to widać: według niektórych prostaczków nauka nie obejmuje dziedzin technicznych... Żle to widzę. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: drabol Re: Dyscypliny politechniczne... IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 17:33 faktycznie, zle to widzisz. i to podwojnie: (a) dziedziny techniczne sa, owszem, bardzo przydatne i niestety (lacze sie w smutku) padniete w Polsce (bez nich przemysl nie rozwija sie jak nalezy, a nauki podstawowe cierpia z braku finansowania). nie sa tylko dyscyplinami naukowymi. (b) wspomniane przez Ciebie socjologia i psychologia rozniez nie sa naukami, przynajmniej w sensie popperowskim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czesiek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 19.02.04, 14:13 Czy mozna zrobic kariere naukowa? Oczywiscie, jesli jestes lizusem i przez piec lat krecisz sie kolo profesora, to owszem. W innym wypadku nie masz szans. Studia doktoranckie sa dla ludzi ze srednia 5,0 albo dla lizusow - w ich przypadku srednia nie gra roli. Nastepuje weryfikacja negatywna. Wiele razy w czasie studiow zetknalem sie z doktorantami, ktorzy prowadzac zajecia nie potrafili przekazac wiedzy, czesto jej nie mieli i zachowywali sie jak muminy, bo nie umieli zlapac kontaktu ze studentami. Tacy ludzie, kompletnie nieprzygotowani do kontaktow z drugim czlowiekiem, a co dopiero z grupa, stanowia wiekszosc doktorantow i pozniej wiekszosc kadry naukowej. Druga sprawa jest, ze naukowcy z dziedzin humanistycznych (studiowalem filologie polska) zajmuja sie jakimis durnotami, nadinterpretuja, krecac sie w kolko wokol jakiejs waskiej dziedziny, ktora nie jest nikomu potrzebna. Wiem jak wygladaja takie konferencje naukowe - jeden czyta, reszta ziewa, pije kawe i nie slucha tego, ktory mowi. Jedynie prelegent prezy sie, nasladzajac sie swoim glosem i w jego mniemaniu odkrywczymi teoriami. A to tylko jeden belkot. Odpowiedz Link Zgłoś