Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można zrobić karierę naukową?

    • Gość: Arnold Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.chello.pl 18.02.04, 22:42
      Czy mozna? Pytanie zdecydowanie retoryczne. Ja wrocilem z Harvardu na ten padol
      lez bo wierzylem, ze warto. Dzis wiem, ze swiatem Polskiej nauki rzadzi stado
      tepych i organiczonych baranow popierajacych wzajem swoje ciemnie uklady. Nie
      ma tu juz miejsca na nauke poki wnukowie owych nie wymra. Habilitacja? Farsa!
      Tabuny mlodych pracuja na "dorobek" kolesiow, ktorzy od dawna nie wiedza czym
      jest prawdziwa nauka. Jesli jednak ktos sie uchowa w zakamarkach jednego czy
      drugiego labu/kliniki/zakladu/instytutu to sie go utraci predzej czy pozniej.
      To tylko kwestia czasu. Reasumujac, nauka w tym kraju jest taka, jaka jej
      elita: zywcem wyjeta z czasow Bieruta. Poki nie spali sie wszytskiego do golej
      ziemi i na nowo nie zasieje, nic na tej jalowej ziemi nie wyrosnie. Dlatego ja
      nauke zostawilem bez zalu, choc w przeswiadczeniu iz wybor to nie latwy. Ja nie
      mialem tyle sil, aby ginac za miliony. "Oni" tez powinni to wiedziec, a jesli
      nie, to uciekaj pokis zyw, Mlody Naukowcu! Masz tylko jedno zycie. Arnold, MD,
      PhD (czlonek 6 miedzynarodowych towarzystw i collegue [jedyny Polak!!!], 33
      lata)
      • Gość: Cywil Re: Co to jest habilitacja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 22:50
        Otóz jest to w istocie konieczność napisania ksiązki (trzeba zatem sformułować
        jakiś problem badawczy i go rozwiązać), mieć kilkanascie publikacji w
        renomowanych czasopismach, poddać to ocenie 3 recenzentów, przedstawić to
        wszystko na Radzie Wydziału i czekać na zatwierdzenie w CKKK.
        Na czym zatem polega problem z tą habilitacją. Co ona winna, ze stan nauki
        polskiej jest taki "tragiczny".
        • kot.behemot Re: Co to jest habilitacja 18.02.04, 22:57
          Gość portalu: Cywil napisał(a):

          > Otóz jest to w istocie konieczność napisania ksiązki (trzeba zatem
          sformułować
          > jakiś problem badawczy i go rozwiązać), mieć kilkanascie publikacji w
          > renomowanych czasopismach, poddać to ocenie 3 recenzentów, przedstawić to
          > wszystko na Radzie Wydziału i czekać na zatwierdzenie w CKKK.
          > Na czym zatem polega problem z tą habilitacją.

          Na przedstawianiu na Radzie Wydziału. Bo wtedy szanowna Rada Starców może sobie
          dopiero poużywać na kandydacie (w ząb nie rozumiejąc Jego badań, zresztą).
          Widziałem taki przypadek, słyszałem, że to norma (z doktoratami też bywa
          ciekawie - znam przypadki załatwiania porachunków z promotorem podczas głosowań
          nad otwarciem przewodu doktorskiego).
          • Gość: Cywil Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:10
            I znowu mity. Mysle, ze moja uczelnia nie odbiega od "średniej krajowej" -
            liczy 58 osób z tego przygniatajaca wiekszość członków oscyluje miedzy 40-50
            rokiem zycia. Może to i "staruchy" choć nie wyglądają, w każdym razie sa dobrze
            zakonserwowani. "Znęcanie" się nad habilitantem czy doktorantem to mity bez
            pokrycia. Jezeli sie zdażają to sporadycznie. Wystarczy zestawić liczbe
            doktoratów i habilitacji, które padły przed Radą w stosunku do ogólnej liczby
            bronionych. To pewnie mniej niż 5%.
            • Gość: Docent z USA Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.ne.client2.attbi.com 19.02.04, 01:23
              Zgadza sie. Mitologia stosowana. Dwa lata temu pojechalem do Polski i
              zrobilem habilitacje na jednym z wydzialow SGGW. "Kobyly" nie musialem pisac -
              zebralem 8 publikacji, dopisalem 40 stron streszczenia i caly proces przebiegl
              wrecz przyjemnie. Podejrzewam mocno, ze problemy tak czesto przytaczane
              dotycza kolegow majacych 5 publikacji w podrzednych polski pismach (ochoczo
              wydawanych przez kazdy instutut) i probujacych ubrac je w pryzwoicie
              wygladajaca prace. Zeby to uczynic pisza 200 lub trzysta stron i nazywaja to
              praca habilitacyjna. Przed kolokwium bylem straszony, ostrzegany i zalewany
              tysiacem rad od kolegow, bylych mentorow itd. Nie sluchalem - przygotowalem
              wyklad w amerykanskim stylu i dostalem 100% glosow. Wspominam caly proces z
              wielka przyjemnoscia. Tym bardziej, ze robilem to tylko dla siebie. Do
              Polski wracal nie bede. Glownym tego powodem nie sa jednak habilitacje, a brak
              odpowiedniego systemu konkursowego na stanowiska. W PAN-ie stanowiska sa w
              dalszym ciagu rozdawane przez dyrektorow, a sporadyczne konkursy sa po prostu
              farsa. Byc naukowcem w USA nie jest latwo. Bo nie jest nigdzie. Nalezy jednak
              oddac czesc systemowi konkursowemu USA. Jezeli oglasza sie konkurs, to jest on
              przeprowadzony powaznie i sluzy przyniesiemiu czegos NOWEGO!!! Polski system
              doprowadzil to tego, ze Rady boja sie nowego i dlatego poprawy nie bedzie.
              • Gość: jantsp Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.ibch.poznan.pl 19.02.04, 21:53
                rozbawilo mnie Twoje opowiadanie - czy dobrze zrozumialem - przyjechales z USA
                wszedles do SGGW i zlozyles w rektoracie papiery i ... bingo !!! A moze brakuje
                tam zdania ze byles przez kogos z uczelni pilotowany i ze wiedziano ze nie
                jestes konkurentem, bo habilitacja dla Coebie to ozdobnik, ... no i jak milo ze
                slawa z USA robi u nas habilitacje . Ja mam 15 prac w tym kilka w PNAS - moj
                szef powiedzial mi ze te z USA sie nie licza. Milego dnia
                • Gość: californian Re: Co to jest Rada Wydz. IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 00:09
                  Na habilitacje musi sie skladac ciag prac o okreslonej tematyce, ktorej jestes
                  pomyslodawca i realizatorem. Jezeli uzyskasz zaswiadczenie ze Stanow ze
                  wymysliles te tematyke i ja zrealizowales przy ich pomocy to nie powinno byc
                  problemu z otwarciem przewodu. Uzyskasz?
        • dr.krisk Problem z habilitacją. 18.02.04, 22:59
          To co piszesz ma sens, przy założeniu że nauka nie ma związku z
          tzw. "praktyką". To model w którym naukowcy piszą książki (które tylko oni
          czytają), organizują sobie konferencje (na które tylko oni jeżdżą), oraz
          publikują we własnych czasopismach. Publika ma ich podziwiać i dawac forsę.
          W modelu o którym piszesz, naukowiec oceniany jest nie za swoje rzeczywiste
          osiągnięcia, ale według widzimisię Rady Wydziału oraz recenzentów. No i CKK.
          To czy jego praca ma sens, czy nie, nie ma tutaj najmniejszego znaczenia.
          Dlatego też habilitacje powinny zniknąć, jako relikt zamierzchłych i zatęchłych
          czasów.
          KrisK
          • Gość: Cywil Re: Problem z habilitacją. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:25
            Jak napiszesz w swoje dziedzinie prace o takim poziomie jak ksiązki Szackiego,
            Sztompki, Paczkowskiego, Kersten to porozmawiamy. A niby kto ma oceniać wyniki
            badadań jak nie inni naukowcy. Przeciez chyba nie "Pan Bóg i Historia".
            • dr.krisk Mylisz się. 18.02.04, 23:36
              Gość portalu: Cywil napisał(a):

              >A niby kto ma oceniać wyniki
              > badadań jak nie inni naukowcy. Przeciez chyba nie "Pan Bóg i Historia".

              No właśnie... A nie wpadło ci do głowy, że weryfikacją pracy naukowej w
              niektórych dziedzinach (np. mojej) jest praktyka przemysłowa? Że to poprawność
              rozwiązania sama świadczy o jej twórcy? Inni naukowcy sa tutaj niepotrzebni.
              Dlatego też śmieszy mnie nasz zamknięty światek naukowy, którego wielkośc
              kończy się zaraz za progiem uczelni.
              KrisK
            • Gość: erter Re: Problem z habilitacją. IP: *.konst.silesianet.pl 26.02.04, 11:39
              sgf
        • Gość: ptz Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.slac.stanford.edu 18.02.04, 23:01
          W mojej dziedzinie (astronomia) habilitacja polega na zebraniu kilku publikacji,
          napisaniu krotkiego wstepu do nich (formalnie nie jest konieczny, ale przydatny
          dla recenzenta), wypelnieniu kilku formularzy (to jest najgorsze :), przejsciu
          przez kolokwium (odpowiedzi na pytania i wyklad) przed Rada Naukowa (i to tak
          naprawde jest najbardziej stresujace). Calosc nie wymaga duzego nakladu pracy i
          czasu, no bo zakladamy, ze kazdy ma jakis dorobek, skoro chce pojsc jeszcze
          wyzej, prawda ;) I juz. Wiec, w czym problem?

          ptz
          • Gość: Cezary Wojcik Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 18.02.04, 23:10
            Nawet jakby bylo tak rozowo we wszystkich dziedzinach tak jak to opisujesz to i
            tak pozostaje pytanie po co jest ta habilitacja? Co ona daje na forum
            miedzynarodowym? W Polsce jest obecnie rownoznaczna z dopuszczeniem do kasty
            wybrancow i daje liczne przywileje. Ale jakos wiekszosc swiata bez takiego
            tytulu sie obchodzi. Jakos nie dorobilismy sie noblisty z habilitacja. Mozna by
            zaoszczedzic troche czasu i pieniedzy przez jej zlikwidowanie. Pieczatki bylyby
            krotsze - mniejsze zuzycie gumy. Napisy na drzwiach gabinetow tez - mniejsze
            zuzycie mosiadzu. Na nagrobkach tez mniejsze napisy - no tu kamieniarze by sie
            denerwowali i byliby przeciwko zniesieniu habiliutacji twierdzac, ze chleb im
            sie odbiera.
            • Gość: Cywil Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:18
              "Wiekszość" swiata nie ma noblistów. "Produkuje" je kilka krajów na zmianę.
              Chyba nikt nie sadzi, ze po zniesieniu habilitacji noble sypną sie u nas jak z
              rekawa. Habilitacja jest niczym innym jak poddaną zaostrzonym kryteriom
              recenzyjnym ksiązka.
              • dr.krisk Święte księgi... 18.02.04, 23:29
                Gość portalu: Cywil napisał(a):

                >Habilitacja jest niczym innym jak poddaną zaostrzonym kryteriom
                > recenzyjnym ksiązka.

                Przez pewien czas byłem członkiem Uczelnianej Komisji Wydawniczej. Co pewien
                czas wysyłaliśmy na przemiał kolejny niesprzedany nakład monografii
                habilitacyjnych.
                Zresztą nie o to chodzi. Habilitacja jest kulą u nogi nauki polskiej (nie
                jedyną, rzecz jasna), bo powoduje że zamiast rozwiązywać rzeczywiste problemy
                piszemy książki. Ostatnio musiałem odmówić ludziom z przemysłu, którzy zgłosili
                się z problemem (pękające zbiorniki ciśnieniowe) - muszę robić habilitację....
                Jeżeli kogoś interesuje tylko zamknięty świat uczelni, to owszem - może mu sie
                spodobać taka gimnastyka habilitacyjna. Dla mnie jednak to absolutna strata
                czasu.
                KrisK
                • Gość: Cywil Re: Święte księgi... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.04, 23:37
                  Trzeba było nie odmawiać. Jezeli jest to istotny problem badawczy to go
                  rozwiazać dostać pieniadze i przy okazji zrobic habilitacje. Jezeli nie jest to
                  juz problem. Wiekszosc habilitacji to prace na zamowienie. Przeciez nikt ich
                  nie finansuje z własnych pieniedzy.
                  • dr.krisk Przepraszam, ale chyba nie wiesz co piszesz.. 18.02.04, 23:46
                    Gdyby to było takie proste jak piszesz, to nie byłoby dyskusji. Problem jest
                    tylko w tym, że dla CKK nie liczą się rozwiązania aplikacyjne. Próba
                    przedstawienia jako dorobku habilitacyjnego szeregu rozwiązanych problemów
                    technicznych (nawet przy zastosowaniu wyrafinowanego aparatu naukowego)
                    równoznaczna jest z samozagładą. Co innego własne rozważania na rózne tematy,
                    poparte licznymi publikacjami w rozmaitych egzotycznych czasopismach.
                    KrisK
                    • Gość: Starszy kotlowy Re: Przepraszam, ale chyba nie wiesz co piszesz.. IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 01:36
                      To ty synku jestes naukowcem, czy inzynierem? Naukowcy badaja nature a
                      inzynierowie obliczaja kotly. Nie chce juz mowic o tym, ze dobry naukowiec i
                      kociol obliczy jesli bedzie mial taki kaprys. Pisze tu oczywiscie o naukowcach
                      zachodnioeuropejskich starej daty a nie tych z amerykanskiej tasmy produkcyjnej
                      zwanej "graduate school".

                      No a moze wprowadzic nagrode Nobla za wyliczenie np. przekroju belek stropowych?
                      • dr.krisk Jestem pod wrażeniem.... 19.02.04, 09:52
                        Gość portalu: Starszy kotlowy napisał(a):

                        > To ty synku jestes naukowcem, czy inzynierem?
                        Niepotrzebne to "synku". Niby z jakiej racji traktujesz mnie protekcjonalnie?
                        Jestem i naukowcem i inżynierem. Może to dla ciebie nowina, ale jest to możliwe.

                        > Naukowcy badaja nature a inzynierowie obliczaja kotly.
                        Tak, tak. A propos kotłów - przejrzyj sobie dyrektywy polskiego Dozoru
                        Technicznego w zakresie obliczania właśnie kotłów: poziom wiedzy z XIX wieku.
                        To gdzie ci naukowcy od badania natury?


                        > Pisze tu oczywiscie o naukowcach zachodnioeuropejskich starej daty a nie tych
                        > z amerykanskiej tasmy produkcyjnej zwanej "graduate school".
                        Ho, ho ,ho - "Naukowcy zachodnioeuropejscy starej daty"..... Ciekawe tylko
                        dlaczego to Europa musi z wywieszonym jęzorem gonić osiągnięcia "amerykańskiej
                        taśmy produkcyjnej"?


                        > No a moze wprowadzic nagrode Nobla za wyliczenie np. przekroju belek >
                        stropowych ?

                        Jeżeli byłby to sposób genialny, uwzględniający nieliniowośc materiału oraz
                        geometryczną, propagację mikropęknięć, itp - jak najbardziej.

                        KrisK
                        • Gość: piotr drabik nobel za belki IP: *.bri.nrc.ca 19.02.04, 23:09
                          > > No a moze wprowadzic nagrode Nobla za wyliczenie np. przekroju belek >
                          > stropowych ?
                          >
                          > Jeżeli byłby to sposób genialny, uwzględniający nieliniowośc materiału oraz
                          > geometryczną, propagację mikropęknięć, itp - jak najbardziej.

                          nagroda nobla dla geniusza zawilych problemow belek stropowych? Panie szanowny
                          inzynierze-naukowcu, rozumiem, ze ow nobel mialby byc z fizyki, tak? fakt,
                          pasuje bardziej niz chemia, medycyna/fizjologia, ekonomia, nagroda literacka i
                          pokojowa. ale to chyba troche za malo. kiedy ostatnio zastanawial sie Pan czym
                          jest NAUKA?

                          piotr drabik
                          • dr.krisk Ho, ho, ho... 20.02.04, 00:08
                            .. a to mi się dostało! Jasne przecież, że my proste wąsate inżyniery nic nie
                            wiemy co to NAUKA! Przecież prawdziwy NAUKOWIEC zajmuje się sprawami
                            podstawowymi: ile aniołów zmieści się na główce szpilki, dlaczego jest tak jak
                            jest, a przecież mogłoby byc inaczej, itp. Belki stropowe? A fuj - nie przystoi!
                            Na poważnie - dużo wiesz o mechanice ciała stałego? Bo to właśnie są te belki
                            stropowe...
                            Na przyszłość zleź z naukowych koturnów. Mężczyźnie nie przystoi chodzić na
                            szpilkach.
                            KrisK
                            • Gość: piotr drabik Re: Ho, ho, ho... IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 00:59
                              > Na poważnie - dużo wiesz o mechanice ciała stałego? Bo to właśnie są te belki
                              > stropowe...

                              niestety: pudlo! akurat jestem fizykiem teoretykiem i 'co nieco' wiem o
                              mechanice ciala stalego.

                              nie mam nic przeciwko inzynierom, ani tym bardziej inzynierom-naukowcom, ale
                              nobel jest za nauke, dla Ciebie, inzynier - patenty i kasa.

                              slit drims,
                              piotr drabik
                              • dr.krisk Patenty i kasa.. 20.02.04, 10:05
                                Bardzo chętnie- zwłaszcza ta "kasa" brzmi nieźle.
                                Sądzę jednak że nie masz racji. Tzn. nie upieram się, aby rozszerzyć zakres
                                nagrody Nobla o nowe dziedziny: wystarcza mi Arafat z pokojową nagrodą Nobla...
                                W Polsce zauważam jednak niechęć środowisk naukowych do zajmowania się
                                problemami aplikacyjnymi. Dlatego też tacy słabi jesteśmy w dziedzinach hi-tech.
                                Dlatego polskimi przebojami eksportowymi są meble, proste urządzenia
                                mechaniczne itp.
                                Przez pewien czas byłem w Livermore w Kalifornii. Miałem możliwość zobaczyć jak
                                wyglądają i działają firmy zajmujące się m.in. oprogramowaniem do analizy
                                konstrukcji. Ilu zatrudniają matematyków, biomechaników itp. I raczej to oni
                                wyznaczają kierunki rozwoju nauki, a nie siermiężne polskie instytuty badawcze,
                                w ktorych uprawia się "czystą naukę".
                                NSF od pewnego czasu promuje nanotechnologie - to też dotyczy belek....
                                Pozdrawiam.
                                KrisK
                                • Gość: piotr drabik nagrody nobla a aplikacje IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 16:04
                                  warto uporzadkowac dyskusje odpowiadajac sobie na dwa pytania:

                                  (a) za co powinny byc przyznawane nagrody nobla, tj. z jakimi intencjami niejaki
                                  alfred n. je ufundowal, a za co faktycznie sa przyznawane?

                                  (b) gdzie lezy linia demarkacyjna miedzy badaniami podstawowymi a aplikacyjnymi?

                                  ad (a)
                                  alfred n., sam 'praktyk', wyraznie zyczyl sobie, aby nagrody jego imienia
                                  przyznawane byly "to those who, during the preceding year, shall have conferred
                                  the greatest benefit on mankind" (wyciag z angielskiego tlumaczenia Jego
                                  testamentu). pomijajac farse z nagrodami literackimi, pokojowymi i
                                  ekonomicznymi, a skupiajac sie na nagrodach naukowych (przepraszam ekonomow, ale
                                  ich dziedziny za nauke nie uwazam; co nie przeszkadza ponoc matematykom zgarniac
                                  nagrod nobla w tej wlasnie konkurencji) warto podkreslic, ze nagrody nobla, w
                                  zamysle autora, nie powinny byc ograniczone do badan podstawowych. wszak w
                                  pierwszym przyblizeniu wynalezienie zarowki daje 'benefit to mankind' wiekszy
                                  niz potezny nawet przelom w topologii rozniczkowej, astrochemii materii
                                  miedzygwiazdowej czy foldingu bialek (naturalnie w drugim przyblizeniu sprawa
                                  juz nie jest taka trywialna - patrz pkt (b)). tym niemniej mnie osobiscie smuci
                                  (by nie powiedziec dosadniej) praktyka przyznawania nobli za aplikacje (od czasu
                                  do czasu rzuca sie dla rownowagi cos np. z pulsarow czy czastek elementarnych) -
                                  jest to oczywisty efekt wielkiego szmalu w nauce. ten wielki szmal plynie w
                                  duzej mierze z industry i dlatego nauka wspolczesna wyglada tak a nie inaczej
                                  (wystarczy sobie przejrzec Nature czy Science, by zobaczyc ile tak jest
                                  aplikacji a jak malo basic research w sensie scislym). i dlatego np. w PAN jest
                                  Instytut Matematyczyczny, a w jego kanadyjskim (ponoc jednym z najlepszych na
                                  swiecie) odpowiedniku, zwanym National Research Council of Canada, takiego
                                  instytutu nie ma (co nie znaczy, ze nie pracuja w NRC matematycy), a jest to
                                  efekt poteznego sprzezenia w R&D miedzy academia a industry (tu, inzynier, bys
                                  sie czul jak w raju).

                                  ad (b)
                                  przeprowadzenie takiej linii demarkacyjnej nie jest, wbrew pozorom, trywialna
                                  sprawa. czy, na przyklad, badania nad fizyka prozni byly aplikacyjne? wrecz
                                  przeciwnie, wydawaly sie tak oderwane od rzeczywistosci, ze bardziej juz nie
                                  mozna (wszak obiektem badan bylo cos, gdzie nic nie ma (teraz juz wiemy, ze to
                                  nie taki proste)), az tu nagle wyskoczyl termos i lampa kineskopowa. lubie tez
                                  opowiesc o tym jak to dzielna NASA prowadzila podboj kosmosu dla dobra ludzkosci
                                  i nauki ziemskiej. i co miala do pokazania po latach intensywnego researchu?
                                  ano: patelnie teflonowa. a czy opracowywanie potencjalow bialek opisujacych ich
                                  konformacje jest badaniem podstawowym? ano niby jest, ale wszyscy czekaja na to,
                                  az dzieki tym narzedziom bedzie mozna przewidywac struktury bialek nie fatygujac
                                  doswiadczalnikow, co przelozy sie w efekcie na szybki postep w branzy rational
                                  drug design, a to juz czysta aplikacja. czy zatem badanie struktur bialek to
                                  aplikacja? a moze to zalezy od celu tych badan? a z innej beczki: wypowiadal sie
                                  na tym forum jeden z doktorantow Macieja Zylicza. stwierdzil, ze to, co robi
                                  Zylicz to nauka podstawowa i wytrwale to wykladal swojemu adwersarzowi. wedlug
                                  mnie natomiast nauka podstawowa to Zylicz zajmowal sie dawno temu na UG, kiedy
                                  badal heat shocki, a teraz Jego onkogeny to dla mnie czysta aplikacja i
                                  prostytucja (sorry). jestem zwolennikiem badan naukowych dla samych badan (mam
                                  gdzies aplikacje i misje popularyzowania wynikow badan i samej nauki wsrod
                                  spoleczenstwa). kiedys to nie bylaby szokujaca deklaracja, bo jeszcze 20-30 lat
                                  temu (nie mowiac juz o jednoznacznych deklaracjach einsteina w tej materii)
                                  ludzie nie wstydzili sie przyznawac do takich pogladow i uprawiac nauki dla niej
                                  samej, czyli niepowtarzalnego piekna obcowania z zagadka przyrody. teraz nawet
                                  'badania podstawowe' sa podpiete pod aplikacje a w grantach zapewne Zylicz
                                  tlumaczy, ze nie robi tego wylacznie z ciekawosci, tylko ze bedzie z tego
                                  zarabisty lek na nowotwor taki czy siaki, co przyczyni sie do powstania nowego,
                                  wspanialego swiata.

                                  serdecznie pozdrawiam,
                                  piotr drabik
                                  • Gość: Fafik Re: nagrody nobla a aplikacje IP: *.netcontrol.pl / *.netcontrol.pl 22.02.04, 00:24
                                    To wszystko, co piszesz, jest bardzo ładnie i OK, mam tylko jedno pytanie:
                                    skoro tak uwielbiasz badać przyrodę dla samego obcowania z nią, to co Ci tak
                                    zalezy na tej kasie z Nobla?
                                    • Gość: piotr drabik Re: nagrody nobla a aplikacje IP: *.bri.nrc.ca 23.02.04, 17:09
                                      nie czytasz uwaznie.

                                      gdyby mi zalezalo na kasie, to bym zostal prawnikiem lub felczerem. ewentualnie
                                      operatorem dzwigu.

                                      o noblu rowniez nie mysle - poza zasiegiem ze wzgledu na ograniczenia w
                                      architekturze procesora.

                                      piotr drabik
              • Gość: Prosty fakt Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 01:47
                Proponuje bardzo prosty (choc nieco czasochlonny) eksperyment, ktorego wynik
                znam z gory albowiem przedstawiony byl on niedawno na pewnej konferencji. Otoz
                potrudzcie sie panowie i znajdzcie zyciorysy ostatnich 50 noblistow w kazdej z
                nastepujacych dziedzin: fizyki, chemii i medycyny. Nastepnie zobaczcie, ilu
                wsrod nich bylo Amerykanow a ilu wsrod tych Amerykanow bylo emigrantow. Moze
                was oswieci, ze ci ludzie nie byli produktami tego cudownego systemu
                amerykanskiego - oni po prostu zostali podkupieni lub uciekli w latach 30tych z
                wiadomych powodow.

                Dotychczasowy sukces systemu amerykanskiego zasadza sie na morzu pieniedzy na
                sciaganie naukowcow z biedniejszych krajow. Niestety, cos ostatnio ten system
                zaczyna szwankowac. W roku 2001, 100 000 Chinczykow podeszlo do TOEFL-a, w
                2002 tylko 30 000, a w 2003 10 000. Cos sie psuje, nieprawdaz?
                • Gość: PiK Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.iopan.gda.pl 19.02.04, 10:26
                  To co piszesz, to tylko kolejny dowód, że młodym naukowcom (wykształconym w
                  Europie czy w Azjii) skuteczniej udaje się robić karierę naukową w USA niz we
                  własnym kraju. Czemu? To właśnie pytanie godne Nagrody Nobla...

                  A czemu mniej Chińczyków zdaje TOEFFL? Może ich własne uczelnie się ostatnio
                  poprawiły. Na amerykańskich (szczególnie w Kalifornii) jest ich istne
                  zatrzęsienie - szczególnie na studiach doktoranckich (graduate studies). I
                  bardzo dobrze.
                • Gość: jantps Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.ibch.poznan.pl 19.02.04, 21:55
                  ale to problem Amerykanow a nie nasz. I co to wspolnego z tytulem postu ?
            • Gość: ptz Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.slac.stanford.edu 18.02.04, 23:25
              Habilitacja jest sprawdzianem samodzielnosci naukowej. Doktorat pisze sie pod
              dyktando opiekuna i tylko na podstawie faktu, ze ktos ma dr nie mozna wyrokowac,
              czy nadaje sie do przyszlej, samodzielnej pracy naukowej. Habilitacja nie jest
              po to, zeby przynosic jakas konkretna korzysc na forum miedzynarodowym - jest to
              wewnetrzna regulacja i juz. Istneje nie tylko u nas, ale i w Niemczech, Francji
              i Rosji - o tych przynajmniej wiem. A jeszcze, co do korzysci zagranicznych. Po
              doktoracie byle "post-doctoral fellow", teraz "assistant professor" (lub
              associate - nigdy nie pamietam :) A to sie konkretnie przeklada na pieniadze..
              A co do "dopuszczenia do kasty.." : jak najbardziej: skoro jestes na tyle dobry,
              zeby byc samodzielnym prac. (czyli przeszedles hab.), to znaczy dolaczasz do
              grona tych, ktorzy podejmuja decyzje. I musisz siedziec na posiedzeniach Rady
              Naukowej :) Ja wcale o tym nie marzylem..

              ptz
              • Gość: zwykły doktor Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.76.classcom.pl 19.02.04, 13:17
                Pogląd jakoby doktorat pisało się pod dyktando opiekuna uważam za szokujący.
                Mój opiekun palcem nie kiwnął przy pisaniu pracy. Zechciał ją przeczytać i
                zechciał być moim promotorem.I to już było bardzo dużo. Habilitacja ma być
                sprawdzianem samodzielności naukowej - proszę wybaczyć ale to
                nieporozumienie.Habilitację, co do zasady robi się po to, aby nie zostać
                wyrotowanym z uczelni po ładnych kilku latach pracy na niej.
                • Gość: ptz Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.slac.stanford.edu 19.02.04, 18:10
                  > Pogląd jakoby doktorat pisało się pod dyktando opiekuna uważam za szokujący.
                  > Mój opiekun palcem nie kiwnął przy pisaniu pracy. Zechciał ją przeczytać i
                  > zechciał być moim promotorem.I

                  Jak kazde uogolnienie, tak i moje stwierdzenie nie stosuje sie w kazdym
                  przypadku- sa wyjatki. Bywa i tak, jak piszesz. Rzecz w tym, to promotor (na
                  ogol) wymysla tematyke doktoratu, podsuwa pomysly projektow, ktore potem wejda w
                  jego sklad, prawda? Oczywiscie, ze musi tu tez byc jakis - mniejszy czy wiekszy,
                  czasem b. duzy - wklad doktoranta.

                  > Habilitacja ma być
                  > sprawdzianem samodzielności naukowej - proszę wybaczyć ale to
                  > nieporozumienie.Habilitację, co do zasady robi się po to, aby nie zostać
                  > wyrotowanym z uczelni po ładnych kilku latach pracy na niej.

                  To, *po co* sie robi habilitacje, to jest osobna sprawa. Oczywiscie, ze
                  habilitacje robi sie po to, zeby moc zostac na uczelni czy w instytucie.
                  Przeciez, gdybym mogl zostac docentem (czyli miec kontrakt na czas nieokreslony)
                  bez habilitacji, to bym jej nie robil. Natomiast, zeby moc zostac docentem,
                  nalezy wykazac sie umiejetnoscia samodzielnej pracy. I sprawdzeniu tego sluzy
                  habilitacja. I tyle chcialem powiedziec.

                  Zycze dlugiej i owocnej kariery (mowie bez zlosliwosci)

                  ptz
          • Gość: PiK Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.iopan.gda.pl 19.02.04, 10:32
            Jeszcze jeden problem z habilitacją (nie poruszany tu jeszcze) to fakt, że nawet
            noblista amerykański (brytyjski, australijski itp.) nie może być w Polsce nie
            tylko promotorem, a nawet recenzentem doktoratu. Bo... nie ma habilitacji. To
            powoduje dodatkowe i niepotrzebne zamykanie sie naszej naukin w zaścianku.

            A zagraniczny noblista nie zrobi w Polsce habilitacji mając nawet 1000
            genialnych publikacji. Musiałby bowiem przyjechać na własny koszt i odbywać
            niepotrzebny cyrk zwany kolokwium i dodatkowo płacić za to kilka tysięcy złotych
            (normalnie opłacane przez macierzystą instytucję naukową, ale zagraniczny
            uniwersytet nie zapłaci za uzyskanie egzotycznego i niepojętego tytułu, który
            nawet nie ma angielskiej nazwy).

            • Gość: Gumis Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.ha.pwr.wroc.pl 19.02.04, 17:29
              Skad stwierdzenie ze brak habilitacji wyklucza bycie promotorem? Jest wielu
              profesorow bez habilitacji i maja doktorantow.
              • Gość: PiK Re: Nie rozumiem problemu z habilitacja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.04, 18:59
                > Skad stwierdzenie ze brak habilitacji wyklucza bycie promotorem? Jest wielu
                > profesorow bez habilitacji i maja doktorantow.

                Można być promoteorem lub recenzentem doktoratu jeśli się ma *tytuł* profesora
                lub habilitację. Uwaga: tytuł, nie stanowisko. Czyli tzw. profesurę belwederską.
                Żaden profesor z USA (i w ogóle świata z wyjątkiem kilku krajów, głównie
                niemieckojęzycznych) nie ma habilitacji, i żaden nie ma *tytułu* profesora, bo
                tam czegoś takiego po prostu nie ma. W prawie całym świecie doktorat to
                najwyższy tytuł naukowy - znów uwaga: nie mylić ze stanowiskiem naukowy.

                Właśnie dlatego amerykański noblista nie może u nas nawet recenzować doktoratu.
      • Gość: drabol Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.bri.nrc.ca 19.02.04, 21:51
        TAK, TAK, TAK!!! Zwiewajcie - im szybciej, tym lepiej. Polska nie ma elit
        (wyrzniete lub nawialy) a Polakom wcale nie zalezy na takowych.

        drabol (podpisujac sie w stylu 'arnolda': 3 fakultety, 2 doktoraty, 31 lat;
        wyjechalem i ZA NIC nie wroce).
    • Gość: BPP Znowu od rzeczy IP: *.dhcp.uno.edu 18.02.04, 22:55
      Sluchajac po raz kolejny dyskusji o sytuacji nauki w Polsce coraz trudniej mi
      uniknac wrazenia ze nastaly straszne czasy w ktorych ludzie z zanikiem
      zdolnosci myslenia zajmuja sie nauka.

      Oto w punktach uzasadnienie.

      1. Krzyk z habilitacja.

      Jezeli mozna uzyskac habilitacje poprzez przedstawienie swojego dorobku w
      postaci opublikowanych w czasopismach naukowych artykulow, to w czym problem.
      Jednynie o co tu mozna walczyc to to aby to wydzial okreslal regulamin
      habilitacji, bo tylko wtedy moze byc odpowiednio uwzgledniona specyfika danej
      dyscypliny. I w tym procesie habilitacyjnym nalezy uwzgledniac nie tylko
      osiagniecia naukowe ale tez w odpowiednich proporcjach, znowu wlasciwych dla
      danej dziedziny, osiagniecia dydaktyczne i organizacyjnie. Uniwersytet to
      bowiem zlozona maszyna i nie da sie sprowadzic tylko do uprawiania nauki.

      Obawiam sie bardzo ze ten caly krzyk wynika z niecalkiem szlachetnych pobudek.
      Moim zdaniem idzie tu o to ze prywatne szkoly ktore dobrze placa za zlecone
      wyklady musza wyrabiac „norme” ludzi po habilitacji i habilitacja jest tu
      biletem wstepu na ten lukratywny rynek. W tej sprawie ministerstwo i rzad juz
      od prawie pietnastu lat po prostu „rznie glupa”. Wykladanie w innej uczelni
      tego co sie wypracowalo w swojej jest tu w USA explicite zabronione. Ta wiedza
      jest po prostu wlasnoscia uczelni i taka dzialalnosc jest niczym innym niz
      kradziez cementu z budowy.

      2. Mlodosc idzie.

      Propozycje typu „wywalic starych aby dac miejsce mlodym” sa z gatunku numerow
      ktore mozna wyciac tylko raz w zyciu. Jezeli sie to zrobi teraz to za pare lat
      nikt rozsadny nauka sie nie bedzie zajmowal jezeli nie bedzie widzial zadnej
      zawodowej i zyciowej stabilizacji. Perspektywa, ze w wieku 35 lat strata pracy
      jest na 50% bo akurat przyszla kolejna fala „stawiania na mlodziez” spowoduje
      odplyw uzdolnionych ludzi do innych dziedzin. Sledzac biografie wielkich
      naukowcow widac ze jedynie kilku i to w wyjatkowych dziedzinach takich jak
      matematyka czy fizyka teoretyczna i to w wyjatkowym okresie na poczatku XX
      wieku, dokonywali wielkich odkryc w mlodosci, wiekszosc i to zdecydowana to
      niestety ludzie w przynajmniej srednim wieku lub po prostu starcy. Proponuje
      wizyte w bibliotece zamiast czerpania wiedzy na ten temat z kolorowych
      wydawnictw kobiecych.

      Prawda jest natomiast to, ze uczelnie trzeba wietrzyc, ale w ten sposob aby
      ulatwiac przechodzenie z jednej do drugiej, tak swierzym doktorom jak i na
      wyzszych szczeblach. Niestety nie widze aby jakas uczelnia w Polsce chciala
      sama z siebie zatrudnic kogos od razu na stanowisko profesora i mowila o tym
      publicznie a nie pomiedzy „krolikiem i jego znajomymi”.

      3. Mity o zachodzie.

      Mitem jest to ze na zachodzie (choc ograniczona mam obserwacje do USA) ktos po
      uzyskaniu habilitacji (tenure) rzuca sie w wir pracy naukowej. Efekt osiadania
      na laurach tez jest tu widoczny. Wielu jest takich co sie po prostu wypala, ale
      nie ma co tragizowac bo zaden system nie dziala ze 100% efektywnoscia, zajmuja
      sie oni czesto swietnie dydaktyka czy sprawami administracyjnymi i tez chleba
      podatnikowi nie kradna.

      Mitem jest to ze kazdy swierzo upieczony doktor w USA przebiera w ofertach
      pracy. Wrecz przeciwnie, zdobycie posady tak na uczelni jak i w przemysle (w
      osrodkach badawczych) to jest walka. Tez nie zawsze uczciwa. Lepiej sie nie
      bujac ze tu ktos rozsciele czerwony dywan dla naukowcow z Polski, a czemu nie z
      Argentyny? Tak wiec szantaz ze wszyscy wyjada jest zwyczajnie bez pokrycia.
      Polecam w tej sprawie lekture np. wiodacego czasopisma „The Chronicle of Higher
      Education”.

      4. Mit o pieniadzach.

      Problem z uprawianiem nauki jest w mysleniu a nie w pieniadzach. Do pewnego
      stopnia myslenie mozna zastapic pieniadzem. Ale jak sie nie ma co sie lubi to
      sie lubi co sie ma. Jest wiele i to bardzo wiele dziedzin ktore moglyby kwitnac
      w Polsce na swiatowym poziomie i to przy calej mizerii finansowej - brak jest
      przede wszystkim rozumu. Sam jestem w stanie niejedna taka dziedzine
      zorganizowac ale niestety dla mnie miejsca tam nigdy nie bylo i widzac
      dzisiejsza organizacje nauki w Polsce nie zanosi sie na zmiane.

      B.P. Pozniak
      University of New Orleans




      • Gość: baba w nauce Re: Znowu od rzeczy IP: 217.153.99.* 18.02.04, 23:25
        I tu sie absolutnie z Panem zgadzam, wystarczy pobyc w Stanach trochę dłużej niż
        2-3 lata, przyjrzeć się kolegom szukającym długo pracy, aby opisywane tu bajki o
        luksusie w amerykańskiej nauce odłożyć do lamusa.
        Czy można u nas pracować w nauce, tak - pod warunkiem, że się naprawdę wierzy w
        to co się robi, że nauka ma w sobie element przygody, że odczuwa się satysfakcję
        z każdego udanego eksperymentu, że się pracuje bez względu na przeszkody
        stawiane przez innych (nie zawsze starszych...), itd., itd.
        A więc do pracy Panowie, habilitacja do przeżycia (a nawet można nauczyć się
        wielu nowych rzeczy),narzekania i oczekiwania na odejście starych nic się nie
        zdadzą, lepiej chyba zrobić sobie z nich sojuszników (a wiem, że można. Troche
        pozytywnego myślenia, a nie tylko typowo polskiego pesymizmu, i to w dodatku
        tzw. młodych przedstawicieli nauki!
        Matka - Polaka, której udało się dzięki własnej ciężkiej pracy
        wie ja
      • Gość: Kuba1943 Re: Znowu od rzeczy IP: *.acn.pl 19.02.04, 00:15
        Przepracowalem 35 lat w instytucie PAN-owskim i w tym roku odchodze na
        emeryture z zachowaniem mozliwosci pracy na czesci etatu. Ten dlugi staz pracy
        upowaznia mnie, jak sadze, do zabrania glosu. Bywalem tez na krotszych i
        dluzszych stazach zagranicznych i na Zachodzie i w roznych osrodkach
        badawczych w krajach "obozu socjalistycznego".
        Z wieloma watkami dyskusji nie sposob sie nie zgodzic.
        Podobnie jak autor wypowiedzi "Znowu od rzeczy" uwazam, ze nie nalezy
        bezkrytycznie wyobrazac sobie, ze za granica organizacja badan naukowych jest
        idealna oraz sciezki kariery dla mlodych, zdolnych ludzi sa uslane rozami.
        Z moich doswiadczen wynika, ze oprocz wlasnej inwencji, zdolnosci i
        pracowitosci jednym z decydujacych czynnikow powodzenia w pracy naukowej w
        obecnych czasach ( i dawniej zreszta tez) jest praca pod kierunkiem prawdziwego
        MISTRZA - szefa, ktory potrafi wskazac wlasciwie cele badan i zorganizowac wla
        prace, potrafi nie tlumic inicjatywy mlodszych oraz potrafi mobilizowac i
        nauczyc mlodych metodyki pracy naukowej,stworzyc zgrany zespol i jednoczesnie
        umiejetnie wymagajac rzetelnego wysilku. Ale aby byc takim szefem - trzeba
        umiec poswiecic troche czasu i zaangazowania innym, a nie tylko myslec o
        wlasnej karierze - czesto kosztem pracy "poddanych wasali".
        Takiej pozadanej, szlachetnej postawie naszych szefow napewno nie sprzyja
        specyfika organizacyjna i finansowa badan naukowych w naszym kraju. I dlatego
        coraz rzadziej mozna spotkac u nas osoby, ktore z oddaniem i wlasciwa postawa
        etyczno-zawodowa kieruja zespolami sobie powierzonymi.
        Dlatego nie mozna sie dziwic buntowi mlodszego pokolenia.
        Bo czyz nie jest przykrym paradoksem, ze np. w jednym ze znanych mi instytutow
        PAN dyrektor tej placowki pozostaje na tym stanowisku 33 lata i dopiero
        osiagniecie przez niego wieku 70 lat stwarza szanse na zmiane ??
        Byl moze i dobrym menedzerem na poczatku swej dyrektorskiej kariery, pozniej
        zaniedbal wlasne badania naukowe i "przyklejony" do swego stolka trwal i trwal
        na stanowisku, otoczony chorem pochlebcow, ktorzy rozszyfrowali dawno jego
        metody dzialania, slabe i mocne strony i woleli popierac "znane" od
        niepewnego "nieznanego".
        Albo: dlaczego w zespole badawczym ( nauki scisle, prace doswiadczalne)na 2
        profesorów, 2 docentow, 2 doktorow, 4 doktorantow przypada j e d n a
        laborantka, ktora sila rzeczy pracuje zgodnie z niepisana, acz ustalona od lat
        hierarchia -glownie dla bezposredniego przelozonego, czasem dla 2 innych osob.
        Reszta musi robic wszystkie prace doswiadczalno-pomiarowe osobiscie...
        Zatem kiepska organizacja badan i brak prawdziwych autorytetow pograza poziom
        naszej nauki dodatkowo...
        Zycze mlodszym kolegom, aby nie ustawali ze swoimi inicjatywami zmian i to nie
        tylko tych ustawowych ale takze by zmienili oczekiwania.
        Nim Polka stanie sie nowoczesnym krajem, zdolnym przeznaczac wiecej srodkow na
        badania naukowe uplynie jeszcze duzo wody w Wisle. Zatem decydujac sie na prace
        naukowa w kraju, z gory trzeba zdobyc sie na wyrzeczenia. Jednak mentalna
        radosc z uprawiania badan naukowych napewno potrafi przekonac najwiekszych
        zapalencow, ze mimo wszystko warto....
      • Gość: jacek Re: Znowu od rzeczy IP: *.netinfo3.net.ubc.ca 19.02.04, 01:52
        Dokladnie, nikt mi nie wmowi, ze w Polsce jest trudniej zrobic habilitacje, niz
        w USA dostac pozycje profesora na dobrej uczelni...

        Pozdrawiam

        Jacek
      • dyplomata Re: Znowu od rzeczy -Caly czas od rzeczy 19.02.04, 20:56
        Gość portalu: BPP napisał(a):

        > Oto w punktach uzasadnienie.
        > 1. Krzyk z habilitacja.
        > Jezeli mozna uzyskac habilitacje poprzez przedstawienie swojego dorobku w
        > postaci opublikowanych w czasopismach naukowych artykulow, to w czym problem.
        > Jednynie o co tu mozna walczyc to to aby to wydzial okreslal regulamin
        > habilitacji, bo tylko wtedy moze byc odpowiednio uwzgledniona specyfika danej
        > dyscypliny. I w tym procesie habilitacyjnym nalezy uwzgledniac nie tylko
        > osiagniecia naukowe ale tez w odpowiednich proporcjach, znowu wlasciwych dla
        > danej dziedziny, osiagniecia dydaktyczne i organizacyjnie. Uniwersytet to
        > bowiem zlozona maszyna i nie da sie sprowadzic tylko do uprawiania nauki.
        > Obawiam sie bardzo ze ten caly krzyk wynika z niecalkiem szlachetnych
        >pobudek.

        No jasne ze nie. Tu dzialaja Wieczorkowcy korytowcy, chodzi o dorwanie sie
        do koryta w grajdole przy okazji chcialoby sie zeby podatnik znaczaco
        zwiekszyl kase.

        > Moim zdaniem idzie tu o to ze prywatne szkoly ktore dobrze placa za zlecone
        > wyklady musza wyrabiac „norme” ludzi po habilitacji i habilitacja jest tu
        > biletem wstepu na ten lukratywny rynek. W tej sprawie ministerstwo i rzad juz
        > od prawie pietnastu lat po prostu „rznie glupa”. Wykladanie w innej
        > uczelni tego co sie wypracowalo w swojej jest tu w USA explicite zabronione.
        > Ta wiedza jest po prostu wlasnoscia uczelni i taka dzialalnosc jest niczym
        > innym niz kradziez cementu z budowy.

        Haha dobrze im przywaliles, oczywista prawda. Tylko ze ci co Czaruja na tym
        forum chwalac jak to jest super w Ameryce pomijaja calkowicie sprawe kasy:
        tak jakby w konstytucji USA bylo prawo do bezplatnego wyzszego wyksztalcenia
        hehe.

        > Propozycje typu „wywalic starych aby dac miejsce mlodym” sa z gatunku numerow
        > ktore mozna wyciac tylko raz w zyciu. Jezeli sie to zrobi teraz to za pare
        >lat nikt rozsadny nauka sie nie bedzie zajmowal jezeli nie bedzie widzial
        >zadnej zawodowej i zyciowej stabilizacji. Perspektywa, ze w wieku 35 lat
        >strata pracy jest na 50% bo akurat przyszla kolejna fala „stawiania na
        >mlodziez”
        > spowoduje
        > odplyw uzdolnionych ludzi do innych dziedzin. Sledzac biografie wielkich
        > naukowcow widac ze jedynie kilku i to w wyjatkowych dziedzinach takich jak
        > matematyka czy fizyka teoretyczna i to w wyjatkowym okresie na poczatku XX
        > wieku, dokonywali wielkich odkryc w mlodosci, wiekszosc i to zdecydowana to
        > niestety ludzie w przynajmniej srednim wieku lub po prostu starcy. Proponuje
        > wizyte w bibliotece zamiast czerpania wiedzy na ten temat z kolorowych
        > wydawnictw kobiecych.

        Dobre hehe. Tylko ze 'rewolucyjne' hasla w stylu Wieczorkowskim "zniesc
        habilitacje" maja na celu co innego: dostanie sie podkopem do obecnego grajdola
        zeby sie wygodnie wygrzewac na koszt podatnika. Ci panowie tesknia za tym
        zeby w grajdole na dodatek byly amerykanskie place haha.

        > Prawda jest natomiast to, ze uczelnie trzeba wietrzyc, ale w ten sposob aby
        > ulatwiac przechodzenie z jednej do drugiej, tak swierzym doktorom jak i na
        > wyzszych szczeblach. Niestety nie widze aby jakas uczelnia w Polsce chciala
        > sama z siebie zatrudnic kogos od razu na stanowisko profesora i mowila o tym
        > publicznie a nie pomiedzy „krolikiem i jego znajomymi”.

        No jasne ze nie bo to jest kompletny grajdol co wynika przede wszystkim
        z braku struktury rynkowej i jakiegokolwiek elitaryzmu.


        > Mitem jest to ze na zachodzie (choc ograniczona mam obserwacje do USA) ktos
        >po uzyskaniu habilitacji (tenure) rzuca sie w wir pracy naukowej. Efekt
        >osiadania na laurach tez jest tu widoczny. Wielu jest takich co sie po prostu
        >wypala, ale nie ma co tragizowac bo zaden system nie dziala ze 100%
        >efektywnoscia, zajmuja sie oni czesto swietnie dydaktyka czy sprawami
        >administracyjnymi i tez chleba podatnikowi nie kradna.

        No wlasnie. Tenure jest przyneta o ktora ludzie walcza.

        > Mitem jest to ze kazdy swierzo upieczony doktor w USA przebiera w ofertach
        > pracy. Wrecz przeciwnie, zdobycie posady tak na uczelni jak i w przemysle (w
        > osrodkach badawczych) to jest walka. Tez nie zawsze uczciwa. Lepiej sie nie
        > bujac ze tu ktos rozsciele czerwony dywan dla naukowcow z Polski, a czemu nie
        > z Argentyny? Tak wiec szantaz ze wszyscy wyjada jest zwyczajnie bez pokrycia.
        > Polecam w tej sprawie lekture np. wiodacego czasopisma „The Chronicle of
        > Higher Education”.

        To jest taki smieszny straszak w grajdole. Przeciez jest ewidentne ze w
        normalnym systemie ktos nie majacy dluzszego pobytu za granica bylby w
        ogonie konkurencji. Ludzie musza wyjezdzac a z drugiej strony w normalnym
        systemie rynkowo-elitarnym znajdzie sie troche atrakcyjnych ofert na miejscu.

        > Problem z uprawianiem nauki jest w mysleniu a nie w pieniadzach. Do pewnego
        > stopnia myslenie mozna zastapic pieniadzem. Ale jak sie nie ma co sie lubi to
        > sie lubi co sie ma. Jest wiele i to bardzo wiele dziedzin ktore moglyby
        >kwitnac
        > w Polsce na swiatowym poziomie i to przy calej mizerii finansowej - brak jest
        > przede wszystkim rozumu. Sam jestem w stanie niejedna taka dziedzine
        > zorganizowac ale niestety dla mnie miejsca tam nigdy nie bylo i widzac
        > dzisiejsza organizacje nauki w Polsce nie zanosi sie na zmiane.

        Jednak sie mylisz. Mozna powiedziec ze do uprawiania topologii algebraicznej
        czy kosmologii prenatalanej nie potrzeba pieniedzy. Mimo wszystko musi byc
        jednak rynek czyli absolutne zroznicowanie placowek i posiadanej kasy.
        W Polsce byloby miejsce na dwie uczelnie elitarne, kilka dobrych i
        reszta takich sobie. To umozliwiloby koncentracje mozgow, konkurencje o
        pozycje i znikniecie struktury urzedniczej w postaci tytulow i stopni

        > B.P. Pozniak
        > University of New Orleans

        No masz realistyczne spojrzenie a tu jak mowia o nauce w Ameryce to ponizej
        MIT, Harvardu i Stanforda nie schodza bo im sie to wlasnie majaczy w Polsce,
        nie jakies tam New Orleans, to fajne na jazz hehe.
    • Gość: abc Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 23:30
      Odpowiedz: mozna.
    • Gość: piotrek Oczywiscie ze mozna IP: *.mrb.temple.edu 18.02.04, 23:48
      Oczywiscie ze mozna. Jesli sie trafi do dobrego labu a predzej czy pozniej
      mozna trafic. Ja pracuje w miejscu z ktorego szef pozwala wyjezdzac do miejsc w
      swiecie ktore postdocom odpowiadaja. Wymaga jednego przyzwoitych jak na nasze
      krajowe warunki artykulow (Impact factor 2,0 to pewne minimum).
      A jaka krytycy polskiej nauki kariere chcialiby robic w USA np? Jestem tu
      drugi raz. 45 000 $ rocznie kiedy wreszcie zdobeda najgorsza pozycje faculty?
      To jest kariera?
      To mechanik wiecej w Stanach zarabia. Polka ktora sprzata w czyims domu zarabia
      12-15$/ godzine. Tu nie ma 13 pensji i funduszu socjalnego. Sam widzialem dwoch
      relatywnie mlodych (35 lat) zdolnych ludzi jednego z Indii drugiego z Polski
      ktorzy sie nie utrzymali. Nie dostali kolejnych grantow NIH i wypadli.
      Amerykanskie laby naukowe zaczynaja pracowac dla firm farmaceutycznych
      oceniajac tysiace probek dziennie zamiast robic nauke po to zeby szef przebil
      sie przez 50000$ rocznie.
      Polakowi ktory przyjezdza tu bez rodziny wydaje sie ze to duzo. Nie wie tylko
      ze za szkola srednia dziecka bedzie musial zaplacic kilkanascie tysiecy rocznie
      i ze na emeryture musi odlozyc sam bo za social security (300$/msc) nie wyzyje
      potem.
      Nauka stanowi problem wiekszy na calym swiecie. Zaczyna sie jej stawiac
      wymaganie utylitarnosci i to jak najszybciej.
      W moim labie w Polsce sa pieniadze i miejsc na pomysly i ludzie ktorzy je
      umieja realizowac. Wrocilem do niego raz i wroce znowu.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Cezary Wojcik ciezko w USA IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 00:47
        To co napisal Piotrek to sweta prawda. Praca w nauce w USA to bynajmniej nie sa
        kokosy, o wiele lepiej jest przejsc np. do przemyslu po otrzymaniu doktoratu.
        Ale mozna sie usadowic w klasie sredniej. Doktoranci np. dostaja okolo 20 tys
        rocznej pensji, postdokowie (postdocy?) 25-35 tys., najmlodsi "Faculty" 40-55
        tys., Assistant professor 55-70 tys., Associate professor 70-80-tys.,
        professor - 80-110 tys USD, za funkcje szefa zakaldu, dziekana itp. pensja w
        gore, noblisci na mojej uczelni zarabiaja okolo 300 tys USD rocznie. System
        amerykanski wymaga ciezkiej pracy i bywa okrutny czy wrecz nieludzki ale
        dlatego jest efektywny i przynosi rezultaty! W jego okrucienstwie wzgledem
        jednostek kryje sie sukces systemu jako calosci.
        • Gość: Tez zza oceanu Re: ciezko w USA IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 01:09
          Drogi kolego ... poprawnie przedstawiasz wysokosci zarobkow ale zapomniales o
          paru szczegolach:

          1. Na wiekszosci uczelni tzw. administratorzy (dziekani i wzwyz) zarabiaja
          wiecej od noblistow. Znam wiele uczelni i wiem, iz jest na porzadku dziennym,
          ze rektor nie ma doktoratu albo dziekan przeszedl przez studia grajac w
          football. Oczywiscie maja oni odpowiednie koneksje polityczne, odpowiednie
          pochodzenie etc. albowiem sa MIANOWANI przez politykow a nie wybierani przez
          naukowcow, ktorzy sa tu zwyklymi wyrobnikami.
          2. Na stanowisko profesora (nawet to najnizsze) jest zwykle 50-150 kandydatow.
          Bez doktoratu z jednej z najlepszych uczelni w USA nie ma sie praktycznie szans
          na dostanie takowego.
          3. Nie licza sie tu publikacje ani inne "tradycyjne" osiagniecia naukowe.
          Liczy sie kasa i tylko kasa a konkretnie ile pieniedzy sciagnelo sie na badania
          naukowe - z tych pieniedzy uniwersytet sciaga podatek w wysokosci 30-50%.
          4. No i nie zapomnijmy o kompresji i inwersji zarobkow. To prawda, ze nowo
          przyjety pracownik dostaje zarobki w wysokosci sredniej krajowej. Potem sa
          podwyzki 1-2%, ktore z trudem gonia inflacje. Efekt: profesor po 30 latach
          pracy czesto zarabia mniej niz nowo przyjety assistant profesor. Efekt
          pochodny: czesto po dostaniu dozywotniego zatrudnienia ("tenure"), pracownicy
          klada na to wszystko przyslowiawa "lage".

          Popracujesz, pozyjesz i sam zobaczysz :-). Znam wielu takich entuzjastow ...
          minely trzy, cztery lata ... wypalili sie i klna na korupcje, dyskryminacje i
          to samo kumoterstwo co im tak bylo zbrzydlo w PR(L)-u.
        • Gość: doktorant Re: ciezko w USA IP: 150.254.111.* 19.02.04, 13:25
          Czy są to kwoty tzw. na rękę, czy jeszcze trzeba odciągnąć od nich
          różnorakie podatki???
          Bo jeżeli na rękę, t nie jest tak źle.
          • Gość: Podatki Re: ciezko w USA IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 16:09
            Na reke? Buhahahahaha!

            Od tego odlicz sbie podatek federalny (20% powiedzmy choc w rzeczywistosci
            wiekszy), ZUS (7.5%) i w wiekszosci stanow podatek stanowy (1-10%). No i
            jeszcze podatek katastralny ($1000 - $10000 na rok jezeli masz wlasny dom lub
            mieszkanie). Musisz miec samochod wiec odlicz tez ubezpieczenie obowiazkowe
            ($500-$1500 na rok).

            Teraz dodajmy do tego wysokie ceny uslug i robocizny (np. kolega zaplacil $9000
            za 35 m2 paneli podlogowych z polozeniem) i okazuje sie, ze to przebicie nie
            jest az takie wielkie, prawda?

            No jeszcze jeden przyklad: ostatnio podano, ze koszt wychowania dziecka do 18
            roku zycia (bez jakiegogolwiek czesnego, a wiec szkoly publiczne czyli
            tragiczne) to $250,000.
    • Gość: gosc Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.anu.edu.au 19.02.04, 00:08
      Ciekawy przyklad "przyspieszania" zmian w polskiej nauce mozna znalezc na
      internetowej stronie grupy mlodych naukowcow z Poznania.

      www.bioinfo.pl/news17.html
      Ciekawe czy po ostatnich publikacjach grupy w Cell i Science sytuacja ulegnie
      zmianie?
      • Gość: pstrong Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.02.04, 00:27
        W tej grupie młodych naukowców jest niejaki L. Rychlewski.
        A gdzie stary Rychlewski? A tutaj:

        Department of Quantum Chemistry
        Name in Polish: Zakład Chemii Kwantowej
        Address: ul. Grunwaldzka 6; 60-780 Poznań
        Head Prof. Jacek Rychlewski

        No i co, daleko pada jabłko od jabłoni?
        Junior teraz się pewnie wyżywa pod czujnym okiem papy
        (to chyba tata?). Mniemam, że ścieżka kariery już przygotowana.

        To samo mamy wśród lekarzy, prawników i w innych środowiskach.
        Klasa panująca reprodukuje się znakomicie.
        • Gość: Kompromitacja Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.acns.fsu.edu 19.02.04, 03:08
          Prof. Rychlewski nie odpowie ci na ten glupawy e-mail bo juz od prawie roku nie
          zyje.

          Chlopcze, widze, ze jeszcze nie zrozumiales is informacja to nie to samo co
          wiedza. Wyszedles na buraka a moze burak z ciebie wyszedl.
          • Gość: pstrong Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.02.04, 20:19
            Hm... A na oficjalnych stronach www wciąż figuruje
            jako kierownik wydziału bądź zakładu:

            main.amu.edu.pl/~guide/chemistry/structure.htm
            Myślę, że to też jest dobrym przykładem sprawności
            działania polskich uczelni.
            • Gość: mp Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.uit.no / *.uit.no 20.02.04, 19:33
              A nawet gdyby zyl, to co? Inna dziedzina (gdzie bioinformatyka, a gdzie chemia
              kwantowa, a jeszcze tak teoretyczna jak uprawial J. Rychlewski), inna
              instytucja... Co w tym dziwnego, ze syn naukowca tez sie nauka zajmuje?
              Normalka. Twoim zdaniem, dzieciom profesorow nalezy zabronic robienia
              doktoratow, czy jak? Nie rozumiem.
      • Gość: Minio Re: Prof. Zylicz hipokryta? IP: *.rockefeller.edu 19.02.04, 00:54
        Nie znam realiów obecnego KBNu. Czy ktoś może mi powiedzieć dlaczego grupa
        bionformatyczna wysyłała/musiała wysłać grant do sekcji w której nikt z członków z
        bionformatyką nie ma nic wspólnego? (jeden biolog molekularny)
    • Gość: B.T., Zabrze Dla tych co mówią, że na "naukę" nie ma pieniędzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 00:13
      Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć

      Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na
      badania naukowe w Polsce:

      1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z
      tego na badania 2 mld

      3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania

      4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld

      5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber,
      0,5 mld.

      7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki Polskiej, różnie ok. 0,2 mld

      Razem na działalność badawczą: 12,7 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak
      się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w
      innych mądrzejszych krajach.

      Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN-
      u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi
      się w normalnych krajach to ten procent wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB.

      Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w
      pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy
      na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!!

      Z poważaniem, halo GUS!, obudź się!!!

      Bogdan Thomalla, Zabrze
      • Gość: Jacek Re: Dla tych co mówią, że na "naukę" nie ma pieni IP: *.netinfo3.net.ubc.ca 19.02.04, 01:54
        > Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania

        Gratuluje poczucia humoru. Prosze zapytac sie jakiegokolwiek rektora panstwowej
        uczelni czy oplaty studentow za studia pokrywaja chociazby koszty ich
        ksztalcenia.

        J
    • Gość: pstrong Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.02.04, 00:16
      Znam kilka przypadków, w których na recenzje pracy
      habilitacyjnej czekano rok, a nawet trochę dłużej.
      A ustawowy termin napisania recenzji przez recenzenta?
      3 miesiące.
      A ile czasu mija od obrony habilitacji do zatwierdzenia
      hab. przez centralną komisję? Mniej więcej rok.
      A jaki jest ustawowy termin? 3 miesiące.

      Kochani, nie ma się co łudzić, że gerontokracja
      będzie podcinać gałąź, na której siedzi.
      Przecież im już lepiej nie może być.
      Czy się stoi, czy się leży, pieniądze lecą.
      Żadnej nauki robić po hab. nie trzeba.
      Można pogonić kilku młodych, co to będą orali
      na starca. A ty bracie po habilitacji ruszaj
      w politykę, wykładaj na kilku uczelniach,
      prowadź byznesy. No jednym słowem, żyła złota.
      I żadnej, absolutnie żadnej odpowiedzialności. Za nic.
      No, powiedzcie. Czy mogą być lepiej? Nigdy
      nie będą mieli lepiej. Dlatego będą bronić tego
      systemu jak niepodległości. Do ostatniego guzika.

      A jak się przyjmuje na nowy etat?
      Kiedy pojawia się "właściwy" kandydat z właściwym poparciem,
      to mu się stwarza etat. Półgębkiem ogłasza się konkurs, który
      oczywiście wygrywa, kto ma wygrać. To przecież żadna tajemnica.
      Wszyscy na co dzień to słyszą. Przecież nikt się z tym nie kryje.

      A ile jest instytutów w Polsce, w których pracują całe klany
      rodzinne? Mnóstwo. Ta klasa już się powiela w kolejnych pokoleniach.
      Tu się nie ma co łudzić, że będzie lepiej. Lepiej już było.
      Tu po prostu wszystko trzeba zaorać i tworzyć od zera.
      Kto to miałby organizować od zera? Trzeba by chyba importować
      setki i tysiące naukowców z USA. Bo tutejsi, jeśli im pozwolić
      organizować od nowa, po prostu odtworzą obecny system.

      A egzaminy na studia? Bardzo często to farsa.
      Zwłaszcza na medycynie, prawie, ale i na wielu innych
      kierunkach. Jak jesteś swój, to cię wezmą.
      A jak nie jesteś swój, to zapłacisz komu trzeba i też cię wezmą.
      • Gość: Zombi Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.cee.uiuc.edu 19.02.04, 01:46
        Na recenzje rozprawy doktorskiej czekalem ok 7 miesiecy. Recenzenci robia co im
        sie podoba, chociaz czasami sami nie wiedza o czym czytaja i pozniej trzeba im
        tlumaczyc. Ale pojawia sie problem, ich duma zostaje urazona a tego
        konsekwencje moga byc tylko jedne :-) W moim przypadku recenzent zajal sie
        szukaniem bledow stylistyczny i jezykowych, bo nie mogl znalezc merytorycznych.
        W jednym przypadku napisal iz blad pojawia sie gdyz odwolalem sie do swojej
        publikacji, ktora de facto byla w renomowanym miedzynarodowym journalu. Nie
        moglem tego zrozumiec, teraz tez tego nie rozumie.
        Co do tego ze doktorant wykonuje niesamodzielnie prace to pragne zanegowac. Moj
        promotor nawet raz nie przeczytal rozprawy i wykonalem ja calkowicie sam. Ale
        juz w gestii publikacji to jego nazwisko bylo pierwsze.
        To tyle opinii sflustrowanego bylego doktoranta.
        Mam nadzieje ze w Polsce cos sie zmieni, bo nie bede mial dokad wracac.
        Pozdrowienia z USA.
    • Gość: depressed Widzę że wszędzie w Polsce jest ten sam syf IP: *.chello.pl 19.02.04, 00:28
      Czytam te listy i dochodzę do wniosku, że niezależnie od tego kto i skąd
      pisze, dostrzega u siebie te same patologie. U mnie też jest tak jak napisał
      Marek że mały "procent ktory glosuje na radzie wydzialu cokolwiek rozumie nad
      czym glosuje". I potwierdził to potem kot.behemot: "Na przedstawianiu na Radzie
      Wydziału. Bo wtedy szanowna Rada Starców może sobie dopiero poużywać na
      kandydacie (w ząb nie rozumiejąc Jego badań, zresztą). Widziałem taki
      przypadek, słyszałem, że to norma (z doktoratami też bywa ciekawie - znam
      przypadki załatwiania porachunków z promotorem podczas głosowań nad otwarciem
      przewodu doktorskiego)."
      A u mnie faceta uwalono, bo podczas show był zbyt pewny siebie. Bo domyślnie
      POWINIEN RADZIE STARCÓW WŁAZIĆ W DUPĘ !!!
      A on był taki dumny ze swoich dokonań. Miał świetne recenzje i publikacje, ale
      podczas show nie wykazał należytej uniżoności tym sukinsynom (którzy w
      większości nic nie rozumieli, ale jakie to ma znaczenie, liczy się "ogólne
      wrażenie" jak w programie "Idol" lub "Big Brother").
      A Zagrodzka pisze, że jest wspaniale tylko my o tym nie wiemy: "Wystarczy
      zgromadzić swoje dokonania i publikacje, poczekać na ich ocenę i jeśli dobrze
      wypadnie, dostać tytuł, nie przerywając aktualnych badań. Tylko trzeba te
      osiągnięcia mieć!"
      To niestety szanowna Pani Redaktor niewiele wie i rozumie. A kto będzie oceniał
      ten dorobek? Przecież Ci sami z Rady Wydziału, którzy źle się czują jak ktoś im
      nie wlezie w dupę! To po cholerę iść tą drogą? Musi być show i upokorzenie
      kota. To fala, tylko że nie w wojsku lub zawodówkach.

      • Gość: B.T., Zabrze Oj, przepraszam Pani Zagrodzka przedstawia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 00:42
        Oj, przepraszam Pani Zagrodzka dokonuje pewnego przeglądu wypowiedzi na temat
        tzw. "nauki polskiej". Myślę, że zrobiła to dobrze, jak na artykuł w gazecie.
        Opisała i wyliczyła różne poglądy, i te z czasopism i jak się domyślam, i te z
        dyskusji na różnych forach dyskusyjnych Gazety, Onetu, WP i może jeszcze
        innych.

        Myślę, że taki zbiorczy artykuł jest bardzo potrzebny i gotowy do
        zainteresowania się przez polityków. Bowiem politycy trzymają klucz; jakie
        stworzyć prawa aby działalność naukowo-badawczo-rozwojowa (N-B-R) w Polsce
        wogóle istniała i dawała korzyści dla naszej gospodarki, kultury, prawa,
        ekonomii itp.

        Pozdrawiam Panią Redaktor i czytelników

        dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
    • remigiuszk Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 19.02.04, 00:32
      Czy można zrobic w Polsce doktorat eksternistycznie, bez zatrudnienia w instytucie lub/i studiow doktoranckich?
      Samodzielnie majac promotora.
      • Gość: AMal Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 212.122.205.* 19.02.04, 10:41
        Oczywiście, ustawa nie stawia pod tym względem żadnych wymagań. Należy jednak
        pamiętać o kosztach. Ostatnio koszt przewodu to około 7000 zł (3600 zł
        promotor, 2x 1200 zł recenzenci + różnego rodzaju koszty administracyjne), ale
        uczelnia może pokryć koszty przewodu "z własnych funduszy". (Ostatnio niestety
        coraz rzadsze). Jeżeli jednak promotor zrezygnowałby z honorarium, koszt spada
        o połowę.
    • Gość: agaj Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: 128.163.110.* 19.02.04, 01:34
      Moje przyslowiowe 3 grosze jak ktos to jeszcze przeczyta:

      1. Sukces naukowy USA opiera sie o soft money. Jezeli ktos nie wie o co chodzi
      to przykro mi - za duzo pisania by to wyjasnic. Ale problem sie sprowadza do
      faktu, ze olbrzymia wiekszosc osob pracujacych w nauce w USA ma bardzo kruche
      warunki zatrudnienia i moga byc zwolnieni praktycznie z dnia na dzien. Takie
      warunki pracy chyba by nie przeszly w Europie, a szczegolnie w Polsce.

      2. Kolejne zrodla sukcesu nukowego USA to naklady na nauke i odplyw kadr do
      przymyslu (np. firmy farmaceutyczne). Mechanizmy te dzialaja w Europie Zach,
      ale nie w Polsce - przemysl farmaceutyczny to praktycznie wylacznie sprzedaz
      lekow zagranicznych.

      3. W ostanich kilku latach zatrudnilem w swoim labie 3 postdoc'ow z Polski -
      jeden byl w miare dobry, pozostali - duzo ponizej sredniej, ale z olbrzymimi
      pretensjami i jeszcze wiekszym ego. Polacy w biologii molekularnej sa
      nieszkoleni i przepasc sie poglebia. Za kilka lat (gora 3-5 lat) nie bedzie
      juz o czym mowic; nauki biologiczne w duzej czesci zatrzymaly sie na poziomie
      lat 70-80-tych. Polacy przegrywaja na calej lini z mlodymi naukowcami z innych
      krajow. Moi byli postodocy z Polski byli tez nastawieni rasistowsko i nie
      mogli przelknac, ze tzw. "zoltki" i "czarni" sa od nich lepsi.

      4. No i habilitacja; ktos mnie namowil by sie starac na mojej bylem uczelnii.
      Najpierw chcialem napisac po angielsku - uczelnia sie nie zgodzila - mialo byc
      po polsku - dlatego im podziekowalem i zrezygnowalem. Potem chcialem ja
      napisac w oparciu o publikacje (wstep po polsku, reszta to opublikowane
      artykuly). Moje publikacje maja oczywiscie wspolautorow (nawet jak ja jestem 1-
      szym autorem). Dlatego kazano mi zebrac listy od wspolpracownikow ze
      stwierdzeniem, ze to ja pracowalem, a oni tak praktycznie to nic nie zrobili.
      Poniewaz szanuje i ich i siebie, nigdy o takie listy nie poprosil. I tak
      skonczyly sie moje starania o habilitacje w Polsce.
      • Gość: jacek Re: Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: *.netinfo3.net.ubc.ca 19.02.04, 01:56
        Jednego tylko nie rozumiem. Nie mam pojecia po co Ci polska habilitacja skoro
        pracujesz za granica?

        Co do problemu ze wspolautorami. Pomysl, gdyby nie ten wymog, ile osob w Polsce
        podczepiloby sie pod publikacje innych osob, przy ktorych mieli maly wklad
        tworczy.

        J.
        • Gość: agaj Re: Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: 128.163.110.* 19.02.04, 02:18
          Jesli chodzi o habilitacje w Polsce to namawiano mnie by prowadzic wyklady
          dla "zagranicznych" studentow. Moja byla uczelnia ma dosc aktywny program
          uczenia medycyny dla studentow w USA. Poza tym chciano bym recenzowal prace
          doktorantow.

          Zdaje sobie sprawe z problemu wspolautorow w pracach naukowych. Ale w
          dziedzinach biologiczny nie ma praktycznie prac w ktorym jedna osoba jest
          autorem (moze jakas praca pogladowa).

          Przyznaje, chcialem zrobic habilitacje malym nakladem sil (ale przy duzym
          dorobku). Nie wyszlo, nie narzekam (masz racje - nie jest mi ona potrzebna) i
          tylko opisuje, ze wymog habilitacji jednak JEST przeszkoda dla osob takich jak
          ja.
          • Gość: agaj sprostowanie IP: 128.163.110.* 19.02.04, 02:24
            Mialo byc, ze moja byla uczelnia zajmuje sie uczeniem medycyny studentow z USA
            (a nie w USA) i szukali bardziej kwalifikowanych (czy moze prestizowych)
            wykladowcow (visiting professors).
          • Gość: jacek Re: Jezeli ktos to jeszcze przeczyta IP: *.netinfo2.net.ubc.ca 19.02.04, 04:49
            Fakt - dla Ciebie jest ona klopotem. Jest to tez poniekad cena za roznice w
            systemie polskim i amerykanskim. Ja sie tylko zastanawiam (a odpowiedzi nie
            znam - brak mi doswiadczenia), czy zmieniajac nasz system, nie byloby bledem
            wzorowanie sie na amerykanskim. Takiego rozmachu raczej nie osiagniemy, moze
            lepiej przyjrzec sie panstwom Europy Zachodniej. Moze lepiej sie przyjrzec,
            dlaczego wplacamy wiecej do naukowej kasy UE, niz z niej dostajemy w grantach
            (paradoksalnie, Polska ze swoim skromnym budzetem na badania, wspiera badania
            krajow UE) itd.

            Sprowadzanie wszystkich problemow polskiej nauki do problemu habilitacji jest
            strasznym uproszczeniem, ale o tym pisali juz wczesniej inni, bardziej
            kompetentni uczestniczy dyskusji,

            Pozdrawiam,
            Jacek
          • Gość: srac na was szkoda mi was dupki! IP: *.client.comcast.net 19.02.04, 06:06
            Ja jestem robotnikiem i nie mam waszy debilnych dylematow. Po jaka cholere wam
            doktoraty, habilitacje? czy bedziecie wiecej zarabiac? czy tez chcecie prezyc
            wlasne dupy na korytarzach ze jestescie tacy "uczeni". Z waszych pierdol wynika
            ze zalezy wam na tytulach. Jestescie pojebani.
            • Gość: Cezary Wojcik Re: szkoda mi was dupki! IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.02.04, 06:47
              Vox populi vox Dei?
              W kazdym razie informuje kolege robotnika,ze mi akurat chodzi o zniesienie
              tytulow.
              • Gość: Cezary Wojcik Re: szkoda mi was dupki! IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.02.04, 06:48
                Aha i jeszcze dodam, ze akurat doktoraty sie przydaja: w USA kazdy rok studiow
                wiecej przeklada sie na iles tam tysiecy dolarow rocznie wiecej zarobkow.
                • Gość: Wyjasnienie Moment. Do robotnika trzeba prostym językiem: IP: *.client.comcast.net 19.02.04, 18:30
                  Pożytki z posiadania tytułu są takie:
                  1. Wszystkie lepsze laski lecą na tytuł i związany z nim szmal, a wam zostają
                  te z krzywymi nogami, popsutymi zębami i tłuste jak paczka smalcu.
                  2. Jak się ma tytuł, to się rąk nie brudzi, a od nurkowania w szambie ma się
                  takich, co to im się w młodości nie chciało nosić teczki (i teraz muszą nosić
                  woreczki).
                  Ciao.
            • Gość: Marek Re: szkoda mi was dupki! IP: *.dyn.optonline.net 19.02.04, 10:36
              Tak masz racje, tym ludziom chodzi tylko o tytuly. Nauke to
              maja w czterech literach. Twoje stwierdzenie jest wiecej warte
              niz 100 polskich habilitacji, ale oni tego nigdy nie zrozumieja.
              Nie ta zdolnosc i inteligencja.
      • Gość: californian z ta habilitacja to zle zrozumiales IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 00:34
        Nalezalo od wspolautorow zebrac podpisy, ze koncepcja pracy byla twoja a oni
        pomagali w jej realizacji. Jesli byles PI w grancie, to nawet ich podpisy nie
        byly konieczne.
    • Gość: zenobiusz Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.ny325.east.verizon.net 19.02.04, 03:30
      Co robi SGH na twojej liscie?
      W Polsce jest jeden (!) ekonomista, ktory ma jakiekolwiek publikacje w liczacych
      sie pismach (Jacek Osiewalski z Krakowa). Na SGH nie uprawia sie zadnej nauki.
    • Gość: W. Holsztynski Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.ca-sanfranc0.sa.earthlink.net 19.02.04, 05:02
      "Walka" itp z istniejacym systemem i o samozastapienie sie tego systemu przez
      swoja lepsza wersje jest samosprzecznoscia. Nalezy stworzyc nowe organizmy
      naukowe, ktorych zaistnienie i sukces odstawi istniejace na boczny tor. Tylko
      mala czesc funduszy na nauke (moze 25%?) powinna pochodzic z podatkow, a i to
      nie centralnie od rzadu, lecz od ministerstw zainteresowanych w nauce, jak
      wojsko, energetyka, ruch drogowy, telefonia, ... Rzad centralnie moze
      przeznaczyc pewne fundusze na granty, ktore bylyby oceniane przez rowiesnikow.
      Takie NSF letnie granty, oceniane przez rowiesnikow czyli kolegow (anonimowo, z
      innego osrodka), dzialaja (dzialaly?) bardzo dobrze w Stanach.

      Przede wszystkim uczelnie i instytuty powinny byc prywatne(!!!), niezalezne od
      nikogo, od zadnych "wyzszych biurokracji". Utrzymywalyby sie z grantow (z
      udzialu w projektach naukowych, technologicznych, ...), z dotacji i z oplat
      studenckich. Moglyby nawet pomagac sobie operacjami komercjalnymi typu sala
      kinowa, teatr, koncerty muzyczne, zawody sportowe(!), ...

      W kazdym razie nalezy myslec konstruktywnie, tworczo, strukturalnie. Warto
      przestudiowac historie polskiej nauki po Pierwszej Wojnie Swiatowej. Natomiast
      niewiele soku dla mlodych wycisnie sie chocby najokrutniejszym zgniataniem jaj
      podemerytow--odejda na emeryture lub na Pola Elizejskie, a soku wystarczy tylko
      dla nastepnych podemerytow.
      • Gość: Logik Samoteoria IP: *.chello.pl 19.02.04, 08:16
        Gość portalu: W. Holsztynski napisał(a):

        > "Walka" itp z istniejacym systemem i o samozastapienie sie tego systemu przez
        > swoja lepsza wersje jest samosprzecznoscia.

        Z tego wynika, że komuna w Polsce nie upadła i że SLD nie istnieje.
    • Gość: Cudzoziemiec z Pol Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.proxy.aol.com 19.02.04, 05:56
      O wszystkim sie pamieta
    • Gość: tez z za morza Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.proxy.aol.com 19.02.04, 05:58
      kariere naukowa mozna zrobic wszedzie i zawsze pod dwoma warunkami: 1. glowa
      bedzie pelna i to mysli o nauce, a nie o karierze 2.Pracowac, pracowac,
      pracowac...
    • Gość: Cezary Wojcik jeszcze raz ja IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.02.04, 06:34
      Jeszcze raz ja - mysle, ze pytanie w tytule jest zle postawione - no bo co
      rozumiemy pdo pojeciem "kariere naukowa"? Dostanie profesury i zostanie
      rektorem? To mozna. Mysle, ze pytanie powinno brzmiec - czy w Polsce mozna
      robic nauke na swiatowym poziomie. Zgadzam sie, ze mozna, ale jest duzo
      trudniej niz w innych miejscach na swiecie, ktore uwazaja nauke za jeden z
      priorytetow rozwoju kraju. Latwiej jest robic nauke w Polsce w dziedzinach
      wymagajacych mniejszych nakladow, trudniej w dziedzinach wymagajacych wiekszych
      nakladow, takich jak np. moja. Ale mozna, tylko ze duza czesc czasu traci sie
      na "walke z oporem materii",czasu ktora mozna by uzyc na rozwiazanie problemu
      naukowego. Opor materii to przede wszystkim biurokracja, zly sytem zarzadzania
      nauka no i kiepskie srodki finansowe. Z punktu widzenia pracownika, to system
      nauki w Polsce jest swietny bo zapewnia pracownikom nauki jako
      pracownikom "budzetowki" liczne przywileje socjalne i dozywotnie zatrudnienie
      bez wymagania duzej produktywnosci, choc pensje sa na mizernym poziomie. Ale
      mozna zawsze roznymi metodami dorobic lub pracoweac na wielu etatach. Tak jak
      wielu przedmowcow o tym na forum pisalo, system amerykasnki jest dla ludzi
      okrutny, jak ktos jest za slaby i za malo zdolny to go zniszczy, choc dobrych i
      pracowitych nagradza, ale tak naprawde nigdy nie pozwala spoczac na laurach.
      Polecam np. lekture przewodnika dla poczatkujacych samodzielnych pracownikow
      naukowych w USA pt. "At the helm" - jest to krotki kurs teorii zarzadzania
      laboratorium i praca naukowa ktory bylby pewno zrozumialy dla polskich
      biznesmenow ale malo kto by go zrozumial w polskiej nauce. Amerykanskie
      laboratorium uniwersyteckie to male przedsiebiorstwo funkcjonujace na wolnym
      rynku. Z punktu widzenia spoleczenstwa jednak system amerykanski jest duzo
      lepszy od polskiego bo maksymalizuje zyski. Podatnik placi pieniadze, ktore
      potem sa przeznaczane na nauke i chce widziec efekty. Nie rozumiem, dlaczego my
      naukowcy mamy byc wyjatkiem i miec zapewniony blogi spokoj socjalny podczas gdy
      pracownicy firm prywatnych nie znaja dnia ani godziny w ktorej moga byc
      zwolnieni z pracy. Koniec z blogim socjalizmem!
      • Gość: Marek Re: moj maly glos IP: *.proxy.aol.com 19.02.04, 07:18
        Od pieciu lat pracuje w laboratrium Hughesa w Malibu , Ca,lecz nie jako
        naukowiec , jestem w administracji a dokladnie nadzoruje w jakies czesci strony
        biznesu, finanse itp , naukowcow jest okolo 80 -90 nztytulami doktorskimi,
        czesc z nich wyklada na UCLA, USC i Caltech, nie zostali na uczelni gdyz
        laboratrium lepiej placi i maja wolnosc bez hierahi itp zawisci , kazdy
        otrzymuje srednio 3-4 patenty rocznie. spora grupa okolo 45-50% to naukowcy z
        innych krajow, wiekszosc z Chin Korei,czesto byli profesorami wizytujacymi i
        zostali w Stanach, jest rowniez nasz rodak naukowiec od architektury
        komputerowej, z racji swojej pracy mam caly czas wglad do budzetu i stawek
        naukowych profesorskich i doktorskich z czolowych uczelni , i nie sa one takie
        zle , graduate student jako asssytent prof ma stawke 25/godz, profesor
        prowadzacy badannia w fizyce stosowanej np , zarabie 120-140 rocznie na UCLA
        czy Caltech. Badania nasze finasuje Boeing GM i Raytheon, jednak coraz mniej
        jest pieniedzy na badania teoretyczne tzw wild cards
      • Gość: depressed Otóż to! IP: *.chello.pl 19.02.04, 09:08
        Gość portalu: Cezary Wojcik napisał(a):

        > Jeszcze raz ja - mysle, ze pytanie w tytule jest zle postawione - no bo co
        > rozumiemy pdo pojeciem "kariere naukowa"? Dostanie profesury i zostanie
        > rektorem? To mozna. Mysle, ze pytanie powinno brzmiec - czy w Polsce mozna
        > robic nauke na swiatowym poziomie.

        Jeśli jeszcze do tego się doda, że "Gazeta Wyborcza" nie chciała opublikować
        Pana artykułu, który bez problemów ukazał się w "Nature", będziemy mieli dość
        dobry obraz kompetencji i preferencji tej gazety.
      • Gość: B.T., Zabrze Cezary nareszcie mądrze gadasz!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 09:42
        Amerykanskie
        > laboratorium uniwersyteckie to male przedsiębiorstwo funkcjonujace na wolnym
        > rynku.

        Cezary, to mi się bardzo podoba co teraz napisałeś. I gdybyś tak pisał od
        początku to byłbyś chwalony przez miliony Polaków. Dlaczego? Ano dlatego, że z
        tej tzw. polskiej nauki i tych ogromnych nakładów na nią coś by dla nich
        wynikało.

        Napisz o tym jakiś większy artykuł, może też w Nature.

        Moim marzeniem jest aby w Polsce powstało przynajmniej 5 tysięcy takich
        prywatnych ośrodków jak mój i to nie korzystających z pieniędzy podatników.
        Jedynie co potrzebowalibyśmy to bezzwrotne pożyczki na zakup aparatury.
        Moglibyśmy współpracując ze sobę robić wielkie dzieła na miare epoki.

        Z poważaniem
        dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze

        PS. Już nie pisz o tych durnych stopniach naukowych, dla większości Polaków te
        stopnie i tytuły przed tymi nazwiskami to pusty śmiech.
        • Gość: Logik Nie chce pomocy tylko daj pieniądze i to dużo IP: *.chello.pl 19.02.04, 09:56
          Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

          > Moim marzeniem jest aby w Polsce powstało przynajmniej 5 tysięcy takich
          > prywatnych ośrodków jak mój i to nie korzystających z pieniędzy podatników.
          > Jedynie co potrzebowalibyśmy to bezzwrotne pożyczki na zakup aparatury.

          Czy tutaj nie ma sprzeczności? To kto by miał zapłacić za tą aparaturę?
          • Gość: brze Re: Nie chce pomocy tylko daj pieniądze i to dużo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 10:31
            Mówiąc prosto zamiast ryby korzystniej jest dać wędkę.

            A zczegółowiej to tak. Nie finansować prac badawczych tylko potrzeby
            aparaturowe. Dostaję pozyczkę, kupuję potrzbną mi do badań aparaturę spłacam
            pozyczkę dając dowód zakupu tej aparatury. Mając aparaturę wykonuję prace
            badawcze i sprzedaję wyniki badań, to co trzeba opatentować - patentuje, to co
            opublikować publikuję to co sprzedać sprzedaje. Pokazuję co zrobiłem: ile
            zarobiłem, co opatentowałem, za ile sprzedałem wyników badań wykorzystując tę
            aparaturę i składam wniosek na następna pożyczkę na aparaturę itd.

            Kto dostał pozyczkę na aparaturę i nic na niej nie zrobił - "w buraki". Nie
            nadaje się do niczego.

            Jaka jest sytuacja obecnie. Profesor dostaje powiedzmy 100 tysięcy złotych,
            robi jakąś robotę, nie ma na czym, więc kombinuje, potem to wszystko gdzieś tam
            publikuje, nikomu ta publikacja nie jest potrzebna bo to przecież lipa i 100
            tysięcy złotych stracone.

            Jasne!!!

            Jeżeli nie, proszę o następne pytania i dyskusję.
      • dr.krisk Popieram! 19.02.04, 10:02
        Tak to wyglada. Mnie nie interesują rozmaite tytuły przed nazwiskiem (jakoś tak
        mam, że nie), ale chcialbym rozwiązywac ciekawe problemy, ktorych w mojej
        dziedzinie jest mnóstwo. Żeby jednak miec jaką taką pozycję na uczelni, musze
        zrobić habilitację, ktora jest dla mnie jak kula u nogi. To ustalanie
        recenzentów, niekończące się poprawki, dyskusje nad każdym sformułowaniem...
        Czuję się jak badacz Talmudu, a nie jak naukowiec.
        Niektorych to rajcuje - w moim otoczeniu wielu jest takich. Spokojna praca,
        całkowite odcięcie od świata zewnętrznego, ograniczenie swych zainteresowań do
        życia wewnątrz uczelni. Antyszambrowanie po profesorskich gabinetach.
        Doskonale czułem się w USA - było nerwowo, ale cos się działo.
        KrisK
    • Gość: Ralfi Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: 192.11.224.* 19.02.04, 09:47
      W Polsce nie można zrobic juz kariery naukowej, poniewaz Panstwo
      przeznacza na naukę 0,34 % PKB. Nie oszukujmy sie, ze prywatne uczelnie sa
      rozwiazaniem naszych problemow. Mamy tylko prywatne uczelnie w dziedzinach :
      politologia, biznes, socjologia, ekonomia itp. Czy ktos powołał moze instytut
      technologiczny taki jak MIT albo uczelnie medyczna ? Nie bo to sa tak ogromne
      pieniadze, ze nie ma mozliwosci sfinansowania tego z prywnatnej kieszeni.
      Zbudowanie osrodka kompetencji akademickiej w pewnej wybranej dziedzinie to
      min. 10-15 lat zakladajac ze ma sie zdolnych i chetnych ludzi i trzeba im
      zaplacic tyle aby
      nie padli z glodu i nie mieszkali na ulicy. Na razie wyglada tak, ze rozkladamy
      cala Polska nauke na lopatki a dodajac do tego nepotyzm, kumoterstwo i
      calkowicie wypaczony system finansowania tego co jeszcze zostalo mozemy miec
      pewnosc, ze
      juz niedlugo Polska nie bedzie mogla byc nawet montownia samochodow bo do tego
      tez potrzeba paru zdolnych inzynierow.
      • Gość: B.T., Zabrze Zobacz ile to w Polsce idzię na tę "naukę" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 10:40
        Nie jak mówisz 0,34 % z PKB a 2,2 % gotówki z budżetu. Jest tylko kilka takich
        hojnych krajów na Świecie dających tak dużo z budżetu: Polska, Meksyk, Łotwa,
        Rosja, Mołdowa. Tam gdzie jest wielkie lobby profesorskie, jak u nas. Zobacz w
        rządzie sejmie, sami profesorowie.

        A szczegóły niżej!
        Policzmy...skoro GUS nie potrafi policzyć

        Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na
        badania naukowe w Polsce:

        1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld 2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z
        tego na badania 2 mld

        3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania

        4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld

        5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber,
        0,5 mld.

        7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki Polskiej, różnie ok. 0,2 mld

        Razem na działalność badawczą: 12,7 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak
        się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w
        innych mądrzejszych krajach.

        Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi szanowni profesorowie uczelni i PAN-
        u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników swych prac badawczych tak jak to robi
        się w normalnych krajach to ten procent wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB.

        Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w
        pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy
        na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!!

        Z poważaniem, halo GUS!, obudź się!!!

        Bogdan Thomalla, Zabrze
        • Gość: AMal Re: Zobacz ile to w Polsce idzię na tę "naukę" IP: 212.122.205.* 19.02.04, 10:56
          Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

          > Nie jak mówisz 0,34 % z PKB a 2,2 % gotówki z budżetu...

          Znowu te same wyliczenia, bez pokrycia w rzeczywistości...
          Nie dyskutuję z samymi kwotami, wierzę, że p. Thomalla sprawdził je. Należy
          jednak pamiętać, że dotacje ministerialne pokrywają obecnie ok. 52-62% budżetu
          uczelni! W mojej uczelni (AB) jest to ok. 54%, a sytuacja jest jeszcze gorsza,
          jeżeli rozważać tylko fundusz płac. Jak już słusznie zauważył jeden z
          dyskutantów, pisanie
          > 3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania
          to łagodnie pisząc, księżycowe bajanie...
          Pozdrowienia,
          • Gość: B.T., Zabrze Re: Zobacz ile to w Polsce idzię na tę "naukę" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 11:22
            No wiesz, pieniędzy nigdy nie jest za dużo. Tylko, że pieniądze trzeba powielać
            a nie konsumować.
            Nie ważne co z tą ogromna forsą robią, jedno jest pewne idą one na
            tzw. "nauke". I nie można argumentować, że w Polsce jest mało pieniędzy na
            działalność N-B-R (naukowo-badawczo-rozwojową) a w innych krajach jest więcej.
            Tam też tak liczą jak ja.

            Dodamj jeszcze, że pokaźna suma idzię na działalnośc N-B-R w
            przedsiębiorstwach, a nie jest liczona przez GUS. Ja też wydaje pieniądze na
            tzw. naukę tylko nie jest to rejestrowane. Pieniądze wydawane w
            przedsiębiorstwach dają ogromne rezultaty w porównaniu z nakładami, patrz
            spawozdanie GUS-u z wykonanych badan nad innowacjami.
            I, gdyby nie działalność badawcza w przedsiębiorstwach to dawno poszlibyśmy z
            torbami. To właśnie przedsiębiorstwa, dzieki prowadzonym tam badaniom,
            utrzymują tych stale kłócacych się o tytuły stpnie i stanowiska, pożal się
            boże, "naukowców publikacyjnych".
      • dyplomata Kasa do grajdola? 19.02.04, 11:19
        Gość portalu: Ralfi napisał(a):

        > W Polsce nie można zrobic juz kariery naukowej, poniewaz Panstwo
        > przeznacza na naukę 0,34 % PKB. Nie oszukujmy sie, ze prywatne uczelnie sa
        > rozwiazaniem naszych problemow. Mamy tylko prywatne uczelnie w dziedzinach :
        > politologia, biznes, socjologia, ekonomia itp. Czy ktos powołał moze instytut
        > technologiczny taki jak MIT albo uczelnie medyczna ? Nie bo to sa tak ogromne
        > pieniadze, ze nie ma mozliwosci sfinansowania tego z prywnatnej kieszeni.

        Haha, chcialbys zeby do obecnego grajdola wrzucono wiecej kasy bo to by bylo
        milutkie?

        Kto mowi ze maja byc tylko prywatne pieniadze? Pieniadze publiczne owszem
        ale nie topione w grajdole.

        Tu chodzi o zmiane przeplywu kasy. Jestes zapatrzony w MIT ale nie chcesz
        widziec ze MIT to smietanka smietanki i walczy tez o kase ze zrodel
        publicznych. Tyle ze nie ma panstwowych etatow.

        Nie ma co robic sciemy: jesli chce sie brac za przyklad model amerykanski
        to musi byc to model rynkowo-elitarny. Mozna pokusic sie o jego zarys:

        - likwidacja bezplatnego ksztalcenia

        - uczelnie same ustalaja oplaty, dziala prawo popytu i podazy

        - fundusze publiczne sa glownie rozdzielane na ludzi a nie na etaty

        - za panstwowe pieniadze zaoszczedzone na oplatach plus na redystrybucji
        funduszy budowa od podstaw dwoch uczelni elitarnych, taki MIT i Stanford
        zeby mogly ze soba konkurowac. Uczelnie te przynajmniej bylyby mocno
        nakierowane na badania stosowane (sorry, zadnego badania czarnych dziur
        czy zycia seksualnego Buszmenow) zeby miec kasy z zewnatrz.

        - pieniadze na nauke w formie grantow przydzielanych na podstawie
        ewaluacji przez grona miedzynarodowe

        - likwidacja wszelkiego nadzoru biurokratycznego nad nauka (habilitacji,
        profesorow itd) zostaje tylko spoleczna komisja akredytacyjna. Tak jak
        w USA kazdy moze zalozyc uniwersytet nieakredytowany i przysylac doktoraty
        poczta za niewielka oplata.

        Efekt: po 10 latach kazdy po tytule pisze skad go dostal. Habilitcja zdycha
        smiercia naturalna. Na kazde wolne stanowisko jest tlum kandydatow. Najlepsze
        uczelnie przebieraja w studentach, reszta to badziewie. Uczelnie elitarne
        sa w czolowce europejskiej. Czyli Ameryka w Polsce!
    • Gość: Monika Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.physik.uni-bielefeld.de 19.02.04, 10:17
      W Polsce oczywiscie mozna `'zrobic kariere naukowa' nie ma ona nic wspolnego z wynikami badan
      i poziomem prowadzonych badan . Kariera glownie zalezy od ukladow jak sie posiada na uczelni.
      polskie uczelnie ciagle rzedza sie prawami komunistycznymi, od paru lat program nauczania
      wymaga reformy ale nikomu tak naprawde na tym nie zalezy, poniewaz wiekszosc stracilaby prace.
      Naszych studentow gnebi sie, tlamsi a nie ksztalci. zniecheca sie ich poprzez wkuwanie tomow
      bezuzytecznej wiedzy czego jestem sama przykladem,konczac politechnike Gdanska
      musiala wkuwac nocami rzeczy ktore teraz tak naprawde do niczego mi sie nie przdaja
      Ja jednak mam to szczescie pracowac za granica,gdzei niestety wszystkiego musialam sie uczyc od poczatku.
      • Gość: czytelnik likwidacja habilitacji - argumenty IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 10:35
        Z Rozmowy z prof. Januszem Lipkowskim wiceprezesem PAN
        Foreum Akademickie 1/2004
        =======W jakim sensie habilitacje powodują rozproszenie badań?
        – Są dwa zasadnicze powody, które równocześnie są argumentami za likwidacją
        habilitacji. Po pierwsze, przeciwdziała ona, a co najmniej nie sprzyja, pracy
        zespołowej, gdyż ma przedstawić dorobek indywidualny. Po drugie, człowiek po
        doktoracie, który jest w okresie maksymalnej aktywności twórczej, zamiast
        ukierunkować swoje możliwości na odkrycia, działalność twórczą, ryzykowne
        wyzwania musi, niestety, podjąć badania, które szybko i pewnie doprowadzą go do
        habilitacji – te, wbrew założeniom, rzadko są naprawdę twórcze i wnoszą coś
        nowego do nauki. Mam świadomość, że mój pogląd na tę sprawę należy do
        mniejszości, nie jest też wyrazem oficjalnego stanowiska PAN w tej sprawie.
        ============
        • dyplomata Styl Wieczorkowy 19.02.04, 10:55
          Gość portalu: czytelnik napisał(a):

          > Z Rozmowy z prof. Januszem Lipkowskim wiceprezesem PAN
          > Foreum Akademickie 1/2004
          > =======W jakim sensie habilitacje powodują rozproszenie badań?
          > – Są dwa zasadnicze powody, które równocześnie są argumentami za likwidac
          > ją
          > habilitacji. Po pierwsze, przeciwdziała ona, a co najmniej nie sprzyja, pracy
          > zespołowej, gdyż ma przedstawić dorobek indywidualny. Po drugie, człowiek po
          > doktoracie, który jest w okresie maksymalnej aktywności twórczej, zamiast
          > ukierunkować swoje możliwości na odkrycia, działalność twórczą, ryzykowne
          > wyzwania musi, niestety, podjąć badania, które szybko i pewnie doprowadzą go

          Tak, zniesc habilitacje, podwyzszyc pensje w PAN 4x i niech sobie robia
          ryzykowne badania w dozywotnich zespolach.

          A tu nalezaloby sie najpierw zapytac jaki sens ma istnienie PAN czyli
          grajdolu w grajdole.

          W systemie rynkowo-elitarnym na utrzymywanie PAN nie byloby kasy z malym
          wyjatkiem. Po prostu nauka musi byc zwiazana z ksztalceniem. A ten wyjatek
          to byc moze jakies instytuty technologiczne moglyby sie utrzymac ale co
          najmniej 50% kasy dla nich musialoby przychodzic z przemyslu.

          • Gość: PiK Po co PAN? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.04, 19:10
            W instytutach PAN-owskich robi się w Polsce większość podstawowej nauki, bo na
            uczelniach, mając po 5 etatów na głowę nikt nie ma tak na prawdę na to czasu :-(

            Zresztą wszędzie na świecie cos podobnego jest: National Laboratories w USA,
            Forschunzentrums w Niemczech, CNRS we Francji. Możliwe, że instytutów PANowskich
            jest za dużo (jest to nawet nader prawdopodobne), ale te najlepsze z nich to
            "tnące ostrze" polskiej nauki.
            • dyplomata PAN zamknac i czesc 19.02.04, 21:03
              Gość portalu: PiK napisał(a):

              > W instytutach PAN-owskich robi się w Polsce większość podstawowej nauki, bo na
              > uczelniach, mając po 5 etatów na głowę nikt nie ma tak na prawdę na to
              >czasu :-(

              A w PANie maja czas?

              > Zresztą wszędzie na świecie cos podobnego jest: National Laboratories w USA,
              > Forschunzentrums w Niemczech, CNRS we Francji. Możliwe, że instytutów
              > PANowskich jest za dużo (jest to nawet nader prawdopodobne), ale te najlepsze
              > z nich to "tnące ostrze" polskiej nauki.

              Spokojnie: one zajmuja sie badaniami stosowanymi, technologia, lub
              czyms co ma potencjal militarny, lub zaspokaja mocarstwowe ambicje
              panstwa (kosmos). Czesc kasy zdobywaja same.

              W Polsce PAN mozna by spokojnie zamknac wcielajac placowki do uczelni.
              • Gość: P. Pragacz Re: PAN zamknac i czesc - oto przyklad glupoty! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 02:48
                Jest to malostkowy, krotkowzroczny i idiotyczny (przepraszam za tak ostre
                wyrazenie) punkt widzenia. Np Instytuty Astronomii, Fizyki i Matematyki PAN
                uprawiaja nauke na najwyzszym swiatowym poziomie. Obecnie ich rola polega na
                tym ze obok (coraz mniejszej stalej kadry ktora musi byc scisla czolowka
                swiatowa), oferuja one kilkuletnie konktrakty dla tych pracownikow uczelni,
                ktorzy chca poswiecic sie badaniom, bedac wolnymi od obowiazkaow dydaktycznych).
                Rowniez, w coraz wiekszym stopniu instytuty te sa odwiedzane (na okresy
                dochodzace do kilku lat) przez "visiting professors" z zagranicy
                reprezentujacych najwyzszy poziom naukowy. Tego typu instytucje posiadaja takie
                kraje o wieloletniej tradycji naukowej jak Francja : CNRS, i Niemcy: siec
                Instytutow Maxa Plancka. Rowniez w Francji pewien debilny minister probowal
                przed kilku laty zniszczyc CNRS - skonczyl bardzo zle. Ja przepracowalem 4 lata
                w Instytucie Maxa-Plancka w Bonn (wsrod absolutnej swiatowej czolowki
                matematycznej), i obecnie wszczepiam pozytywy stylu dzialania tej instytucji w
                Instytucie Matematyki PAN, gdzie pracuje.

                Nie bede sie dalej rozwodzil: to co Pan proponuje to "mongolizacja" polskiej
                nauki (przy calej mojej sympatii do tego egzotycznego kraju). Uwazam ze
                40-milionowy narod, majacy w swojej tradycji Kopernika, Sklodowska-Curie,
                Banacha, Polska szkole matematyczna i Wolszczana, ma prawo i obowiazek
                pielegnowania sieci placowek naukowych zajmujacych sie badaniami typu "pure
                research" szczegolnie w dziedzinie nauk podstawowych.

                Latwo jest cos zniszczyc, trudniej to potem odbudowac. Instytuty PAN
                nalezy stopniowo modyfikowac by coraz lepiej sluzyly spolecznosci naukowej
                (takze tej z roznych uczelni), ale nie niszczyc - szanowny Panie!

                A jezeli teraz Pan mi zarzuci ze nauki podstawowe sa "diabla warte", to odpowiem
                Panu, ze doswiadczenie pokazuje, ze tylko tam gdzie sa silne nauki podstawowe
                (pozornie oderwane od rzeczywistosci), moga sie owocnie rozwijac nauki stosowane
                (jest to prawidlowosc na pozor dziwna, a jednak prawdziwa, potwierdzona
                impirycznie).

                Dlatego niech Pan (i Panu podobni) nie ruszaja z krucjata przeciw instytutom
                PAN, bo wyrzadzi to niepowetowana krzywde Polskiej Nauce, bez ktorej nie moze
                istniec zdrowe spoleczenstwo.

                Z powazaniem,

                Piotr Pragacz,
                Profesor IMPAN
    • Gość: Redaktorka Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 19.02.04, 11:10
      Od bardzo wielu lat jestem redaktorką tekstów wydawanych w uniwersyteckim
      wydawnictwie i chyba jedyną osobą, która bardzo dokładnie teksty te czyta.
      Któregoś dnia opiszę moja przygodę z nauką. Nauka, a raczej pseudonauka polska
      marnotrawi ogromne pieniądze wydając rzeczy niepotrzebne, bylejakie, juz kiedyś
      publikowane. W pracach tych - habilitacjach, zbiorówkach itd. - powtarzają się
      nawet te same słowa, nie mówiąc już o całych artykułach czy zwykłych
      plagiatach. Po tylu latach nie potrafię juz reagować na ewidentne
      nieuczciwości, które bez obawy nazwać mogę zwykłą kpiną ze zwyczajnej
      przyzwoitości, jakie dzieją się każdego dnia, i za które tzw. uczeni polscy
      dostają kolejne tytuły i kolejne, niekiedy bardzo wysokie nagrody - przy
      aplauzie niezorientowanej publiczności spoza środowiska.
    • Gość: Andrew Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.bfg.pl 19.02.04, 11:18
      Ciekawe, jak można mówić, że na SGH nie ma układów. Są i to straszna.
    • andrew_top Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? 19.02.04, 11:22
      Na SGH nie ma układów? Nie wytrzymam.
    • Gość: Greybeard Nic nowego pod słońcem IP: *.pie.warszawa.sint.pl 19.02.04, 11:25
      Co pokolenie naukowe odbywa sie w Polsce IDENTYCZNA dyskusja jak ta w której
      uczestniczymy. W moich młodych latach (środkowy Gomółka) była to inspirowana
      niecnymi politycznymi celami "dyskusja" o feudałach i wasalach, za Gierka
      mieliśmy ogromna debatę na temat ksiażki prof. Mazura "Historia naturalna
      polskiego naukowca" itd itd., poprzez póżniejszy "bunt sfrustrowanych
      adiunktów" do dzisiejszych internetowych argumentacji. Wszystkie te dyskusje są
      w zasadzie nieodróżnialne, argumentacje i żale zawsze były i sa jednakowe,
      niezależnie od ustroju politycznego czy systemu adminstacyjnego. Moim moim
      zdaniem wynika to nieodmiennie z niespodziewanego niedostaku wiedzy młodych na
      temat systemu działania nauki (NAUKI a nie ADMINISTRACJI naukowej) i z bardzo
      wąskiej perspektywy w której rozpatrują oni zwykle otaczającą przestrzeń.
      Patrząc na te dyskusje identyfikuję tylko jedną istotną różnicę, a mianowice
      dostrzegalny wzrost poziomu frustracji młodego pokolenia naukowców. Moge to
      skomentowac obserwacją, że im jest lepiej w nauce tym młodzi staja sie bardziej
      sfrustrowani. A teraz w nauce w Polsce (niestety nie w całej) jest
      nieprawdopodobnie lepiej niz dzieści lat temu,a wbrew poglądom większości
      uczestnikom dyskusji szans jest też nieprawdopodobni więcej. Nasuwa sie wiec
      podejrzenie, ze ów wzrost frustracji "młodych pracowników nauki" nie jest
      zwiazany tylko z samą nauka, ala wynika z ogólniejszych zjawisk obserwowanych
      powszechnie w innych grupach czy subkulturach społecznych polskich
      postpeerelowskich blokowisk i peegeerów? Jeżeli tak, to biada nam wszystkim:
      gdyż 'widze ciemność!" - wiadomo od lat, że człowiek sfrustrowany uprawiac
      nauki nie jest w stanie. Może oświecił by mnie w tym względzie jakiś socjolog?
      • Gość: abc Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.chello.pl 19.02.04, 11:56
        O to właśnie chodzi, że nic się nie zmienia. Bo Pan chyba jako jedyny uważa, że
        jest tak wspaniale. Akurat młodym naukowcom za PRL-u do końcowego Gierka było
        finansowo lepiej - np. dostawało się mieszkanie za ukończenie studiów z
        wyróżnieniem i stypendia doktoranckie były dużo wyższe. A jeszcze jak się
        wyjechało za granicę i wróciło z zaoszczędzonymi dolarami...

        • Gość: greybeard Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.pie.warszawa.sint.pl 19.02.04, 12:26
          Ciesz sie Kolego, ze wtedy jeszcze Cie nie było na świecie. Bardzo Ci tego
          zazdroszczę, nie dlatego, ze juz jestem emerytem (nie zgożkniałym) tylko, że
          zostało Ci oszczędzone ponure doświadczenie tego czasu i jego
          wszechogaarniająca tandeta i pozorność.
          • Gość: abc Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.chello.pl 19.02.04, 12:45
            Ale organizacja nauki i stosunki panujące wzorowane na ZSRR (takie jak teraz
            zresztą) były super - prawda?
            • Gość: B.T., Zabrze Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 13:18
              Muszę zaprotestować! Wspaniałym osiągnieciem było w czasach PRL-u stworzenie w
              latach 1952 do 1954 całej siatki instytutów branżowych. W niedługim czasie
              niedoświadczeni najpierw naukowcy konkurowali z najlepszymi na Świecie. I ty
              Siwobrody się bardzo mylisz w ocenie tych czsów.
              Następne dobre posunięcie to pomysł Gierka był stworzenia w przedsiębiorstwach
              produkcyjnych OBR-ów, gdzieś w latach 1971 - 72'. Tu też zanotowano początkowo
              duży postęp. Niestety rok 1980 pozbawił kontroli nad tymi ośrodkami i
              instytutami. Osrodki zaczęły się usamodzielniać, dochodziło do konfliktów z
              przedsiębiorstwami macierzystymi itd. Chociaż niektóre przetrwały i działają
              nadal skutecznie.
              Uczelnie tymczasem dostawały ogromne pieniądze z przedsiebiorstw i instytucji
              na tzw. prace zlecone. Ponieważ był to specjalny fundusz, który trzeba było
              wydać, taki to był system w planowej gospodarce, pieniądze na prace zlecone na
              uczelniach traktowano jako drugą pensje nie prowdząc żadnych badań, albo tylko
              imitując jakies tam działanie i wysyłanie nikomu niepotrzebnych papierw
              z "wynikami badań". Wówczas to nastąpiło całkowite rozpasienie pracowników
              uczelni wyższych, i sądze że ta łapczywość obecna na pieniadze pochodzi z
              tamtych czasów.

              Pozdrawiam
              Bogdan Thomalla, omchem, Zabrze
            • Gość: B.T., Zabrze Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 13:19
              Muszę zaprotestować! Wspaniałym osiągnieciem było w czasach PRL-u stworzenie w
              latach 1952 do 1954 całej siatki instytutów branżowych. W niedługim czasie
              niedoświadczeni najpierw naukowcy konkurowali z najlepszymi na Świecie. I ty
              Siwobrody się bardzo mylisz w ocenie tych czsów.
              Następne dobre posunięcie to pomysł Gierka był stworzenia w przedsiębiorstwach
              produkcyjnych OBR-ów, gdzieś w latach 1971 - 72'. Tu też zanotowano początkowo
              duży postęp. Niestety rok 1980 pozbawił kontroli nad tymi ośrodkami i
              instytutami. Osrodki zaczęły się usamodzielniać, dochodziło do konfliktów z
              przedsiębiorstwami macierzystymi itd. Chociaż niektóre przetrwały i działają
              nadal skutecznie.
              Uczelnie tymczasem dostawały ogromne pieniądze z przedsiebiorstw i instytucji
              na tzw. prace zlecone. Ponieważ był to specjalny fundusz, który trzeba było
              wydać, taki to był system w planowej gospodarce, pieniądze na prace zlecone na
              uczelniach traktowano jako drugą pensje nie prowdząc żadnych badań, albo tylko
              imitując jakies tam działanie i wysyłanie nikomu niepotrzebnych papierw
              z "wynikami badań". Wówczas to nastąpiło całkowite rozpasienie pracowników
              uczelni wyższych, i sądze że ta łapczywość obecna na pieniadze pochodzi z
              tamtych czasów.

              Pozdrawiam
              Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
            • Gość: greybeard Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.pie.warszawa.sint.pl 19.02.04, 15:13
              Drogi Kolego, dlaczego nie przeczytałes dokładnie tego co napisałem o czasach
              peerelu i imputujesz mi poglądy, których nigdy nie głosiłem (co więcej, za
              wyrażanie publicznie moich własnych przecine poglądy wyrażane publicznie
              dostałem swojego wiele razy czasu solidnie po d.. i wcale sie z tego powodu
              nie użalam.? To, ze miałem nieprzyjemnośc życia w tamtych czasach nie znaczy
              przeciez tego co napisałeś? To nie ja, ale Ty przeciez chwalisz doskonałośc
              gierkowskiego systemu, który dawał podobno doktorantom mieszkania i wysokie
              stypendia. Ja ani mieszkania, ani stypendium, ani talonu na samochód nie
              otrzymałem, podobnie i jak żaden z moich kolegów. To co w tej dyskusji
              nazywacie "karierą naukwa" zawdzięczam tez nie łasce partii ale swojej pracy i
              uznaniu międzynarodowemu. Pozdrowienia
              • Gość: abc Umięjętności manipulacyjne siwobrodych dyplomatów IP: *.chello.pl 20.02.04, 00:48
                > To nie ja, ale Ty przeciez chwalisz doskonałośc
                > gierkowskiego systemu,

                Akurat to ja napisałem, że system nauki w Polsce jest taki jak za Stalina,
                komentując Pana list, w którym Pan napisał że w zasadzie nic nowego się nie
                dzieje, są takie same dyskusje jak kiedyś, ale na pewno młodym jest o wiele
                lepiej, sądząc po poziomie frustracji ("im jest lepiej w nauce tym młodzi staja
                sie bardziej sfrustrowani"). Czyli najbardziej sfrustrowani są młodzi naukowcy
                w USA, dokąd lecą jak ćmy do świecy. Chyba to są jacyś idioci i to w skali
                globalnej? Prawda jest inna. Jest Pan typowym polskim profesorem
                przyzwyczajonym do tego, że może powiedzieć wszystko, nawet bzdurę, a i tak
                będzie wysłuchany z powagą. Na co dzień pewnie się Panu kłaniam i okazuję
                podziw, choć myślę swoje (tak jak i inni), ale tutaj nie muszę.
                Przykład z mieszkaniami od komuny pokazywał, że ten system jest nie dużo
                lepszy, niż kiedyś, lecz przeciwnie - pod pewnymi względami właśnie gorszy. Ja
                znam kilka osób, które dostały mieszkania za ukończenie studiów z wyróżnieniem
                i nie wstydzą się teraz do tego przyznać. Nikt nie chce powrotu socjalu, ale
                stypendia doktoranckie są żałosne, a profesura jest zadowolona, bo ona
                pieniądze ma. Innych nie dostrzega.

                System nauki w Polsce jest zatem taki jak za Stalina i komuny, oparty na
                negatywnej selekcji i służalczości, podobny do tego, który obowiązuje w krajach
                byłego WNP, na Kubie i w KRLD, a nie w świecie cywilizowanym. Te zmiany jakie
                wprowadzono po 1989 roku i jakie proponuje grupa profesorów od Kwaśniewskiego
                to tylko pudrowanie trupa. Nie dotykają one w ogóle źródeł patologii w nauce.
                Za to w systemie studiów zmiany są rewolucyjne. Jak się dowiedzieliśmy niedawno
                z ust prof. Woźnickiego, wyprzedziliśmy pod tym względem wszystkie kraje Unii i
                Europejskiej. Szkoda że nie dodał, że jeśli chodzi o stopnie naukowe wolimy
                pozostać przy systemie stalinowskim.
                Nauka po dzisiejszej decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aplikacji
                adwokackich jest ostatnim reliktem systemu komunistycznego w Polsce.
                Sorry, ale nikt mi nie wmówi, że właściwy system jest w Rosji, na Białorusi,
                Kubie itd. a na Zachodzie zdecydowanie gorszy.
                I że nasz system który wyprodukował profesorów Jaskiernię i Łapińskiego jest
                dobry. Docenci marcowi byli chytrzy i się szybko shabilitowali, więc zmiany
                które przeprowadzono po 1989 roku ich nie dotknęły. Teraz też powiedzą, że nic
                nie zawdzięczają partii tylko własnemu talentowi i pracy. Nie spotkałem nikogo
                kto by powiedział inaczej.

                Muszę już kończyć, bo jutro rano znowu się zobaczymy, Ukochany Przywódco. Jak
                się nie wyśpię, będę sie opóźniał z przytakiwaniem albo nie ukłonię się
                wystarczająco nisko.
        • Gość: JAP Re: Przez takich ludzi nic się nie zmienia IP: *.81.113.221.ap.yournet.ne.jp 19.02.04, 15:57
          Nie przypominam sobie przywilejow dla mlodych naukowcow za czasow poznego
          Gierka, chyba ze byli to krzykliwi popaprancy z legitymacja w kieszeni, np.
          niedoszly habilitant Uniwersytetu Jagielonskiego, nazwiska nie musze wymieniac.
          Dzis wszyscy polscy naukowcy maja jeden najwaznieszy dar, wolnosc i trzeba z
          niej umiejetnie korzystac. Osobiscie moge powiedziec, ze wtedy dostapilem
          zaszczytu otrzymujac roczne stypendium prestizowej fundacji amerykanskiej na
          prowadzenie badan z farmakologii nowotworow. Stypendium od reki mi przedluzono,
          ale strona polska prosila o powrot zgodnie z terminem aby bylo tak ladnie,
          obiecujac szybki powrot do kontynuowania badan w USA. No coz, poszedlem po paru
          miesiacach znowu z gotowymi dokumentami aby dostac paszport do wsteplowania
          wizy amerykanskiej i wtedy okazalo sie jak uprzywilejowani byli mlodzi naukowcy.
          Uszluszalem jedynie stwierdzenie, jak ja sobie moge pozwalac na takie wyjazdy.
          I tak prawo cioty Zioty zadzialalo, paszportu nie bylo, wyjazdu tez, pozostal
          jedynie smrod, czlowiek musial sie tlumaczyc przed swymi kolegami z USA. Takie
          to byly czasy uprzywilejowania mlodych naukowcow. Nawet za srodkowego Jaruzela
          tez mialem podobna przygode, z tym ze juz bylem czlowiekiem bardzo
          zdeterminowanym.


    • Gość: p53 Glosuje na NIE choc pracuje w opisanym Instytucie. IP: *.iimcb.gov.pl 19.02.04, 11:27
      Jestem doktorantem Miedzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i
      Komorkowej, i podopiecznym prof. Zylicza. Mimo tego w sadzie na temat
      pozostania w Polsce zaglosowalem na NIE. Ja sam pozostalem, bo sklonily mnie do
      tego sprawy osobiste i niebywale szczescie trafienia na kogos takiego jak
      Maciej Zylicz. Gdyby nie te argumenty nie zatanawialbym sie przez minute.
      Bylem, pracowalem w nauce w Europie Zachodniej, w prowincjonalnej placowce. I
      wiem jedno - pozom podejscia ludzi do pewnych kwestii jak opieka naukowa nad
      doktorantem, dazenie do dobrych publikacji, nienaciaganie wynikow, kultura
      podejscia do problemow naukowych byly na pozomie najlepszych warszawskich
      placowek biologii molekularnej jak IIMCB, IBD itp. A bylo to miejsce
      gdzie 'dziabel mowi dobranoc'... Oczywiscie pieniadze byly tam na poziomie
      europejskim, czyli w ogolnym rozrachunku musze powiedziec ze ten mini-osrodek
      przewyzszal nasze najlepsze 'centra doskonalosci'. I cholera mnie w zwiazku z
      tym bierze!
      • Gość: B.T., Zabrze Profesor Żylicz czy tylko bierze czy coś daje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 12:16
        Fajnie, żeś się zgłosił w dyskusji i jesteś koło profesora Żylicza. Ciekawym
        czy taki znany profesor, często zabierający głos w sprawie tzw. "nauki
        polskiej" czy też kierowany przez Niego zespół doszedł do jakichś wyników
        badań, które mogłyby być przedmiotem sprzedaży w Polsce i za granicą?
        Chodzi mi o to czy tacy profesorowie jak profesor Żylicz tylko biorą czy też
        coś dokładają do budżetu państwa.

        Nie pisz mi czasem o publikacjach, to oczywiste.

        Wychodzi mi, że tylko z budżetu poprzez KBN otrzymał On sam na badania ponad
        milion złotych od 1997 do 2002 roku. Z pewnościa jeszcze korzysta z pieniędzy
        swego Instytutu.

        Pozdrawiam Profesora i forumowiczów
        • Gość: p53 Profesor Żylicz daje wystarczajaco IP: *.iimcb.gov.pl 19.02.04, 15:29
          Jesli chodzi o prof. Zylicza najpierw podkresle, ze bede pisal za siebie a nie
          za niego. Jestem jego doktorantem, ale w wielu sprawach mam inne poglady.
          JA SAM widze sprawe tak: naukowcy zajmujacy sie badaniami podstawowymi, jak
          prof. Zylicz w moim mniemaniu zarowno w Polsce jak i za granica nie maja i nie
          powinni miec na celu besposredniego zarabiana pieniedzy i wplacania ich do
          budzetu pantwa. Ich celem (i z tego prof. Zylicz wywiazuje sie znakomicie,
          patrz publikacje) jest otrzymywanie wyikow o jak najwiekszym znaczeniu i
          wartosci NAUKOWEJ, a nie EKONOMICZNEJ. To jak takie najwyzszej klasy wyniki
          przekladaja sie na rozwoj pantwa - takze ekonomiczny - mozna zauwazyc na
          przykladzie chocby USA czy UK. Jest to droga bardzo pokretna, ale tez i raczej
          niezawodna: Z setsek uzyskiwanych przez lata wynikow, ktore moga sie wydac
          bezwartosciowe i pasozytujace na budzecie panstwa, jeden moze zaowocowac
          pozniejszym stwozeniem przez nawet inny polski zespol np. terapii
          antynowotworowej, ktora da milionowe zyski rodzimemu przemyslowi
          farmaceutycznemu. A profesor Zylicz jako jeden z niewielu ludzi w branzy
          polskiej biologii molekularnej wspial sie na taki poziom, ze daje szanse na
          opisany w poprzednim zdaniu obrot rzeczy. Tyle ze te szanse te nie sa
          podnoszone przez szezreg innych placowek, ani system ich finansowania (a o
          poprawe tego zdaje sie walczyc Maciej Zylicz).
          W Europie Zachodniej system selekcji grup, naukowcow czy funduszy opisane przez
          Jarka (pozdro ;) juz dawno przetrzebil placowki slabe i bezwartosciowe naukowo,
          a zatem nawet w na prowincji maja szanse powstac grupy na pozionie swiatowym.
          Tyle, ze tam malo kto jeszcze zadaje pytania w stylu B.T. swiadczace o
          niecalkowitym przynajmniej zrozumieniu celow badan naukowych i przeznaczania na
          nie pieniedzy...

          PS. Radze zastanowc sie nad taka zagadka: dlaczego do badan w mojej grupie
          doklada tysiace zlotych nie tylko budzet Polski, ale takze Unii Europejskiej.
          Czy oni tez nie widza pasozytow-naukowcow? Co tez oni z tego maja? Przeciez te
          grupy, do ktorych dokladaja na terenie calej Europy Wschodniej nie przynosza im
          tej forsy spowrotem z doliczonymi odsetkami za zwloke...
          • Gość: B.T., Zabrze Czyli na razie bierze a nie daje, a szanse zerowe! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 18:14
            Dzękuje za odpowiedź. Zrozumiałem, że ... w przyszłości wyniki badań profesora
            Żylicza dadzą efekt ekonomiczny. Fajnie!!! Cieszę się z tego, może dożyje tego
            wspaniałego czasu.

            Widzisz jednak, ja już znam tysiące takich profesorów, którzy od 40 lat, 30
            lat, 20 lat, 10 lat tak samo gadają jak Ty i jak robi sławny pan profesor
            Żylicz.

            Znam także kilku profesorów, którzy prowadzą działalność N-B-R na plusie, czyli
            mniej biorą a więcej dają. Cechują się oni tym, że są cisi, nie dostaja nagród
            państwowych i nie biora udziału w dyskusji o potrzebie zwiększenia wydatków z
            budżetu na tzw. "naukę".

            Mówisz, że profesor Żylicz wspiął sie na wysoki poziom, z czego to wnioskujesz
            skoro nic jeszcze konkretnego nie zrobił, co mogłoby mieć zastosowanie. To skąd
            On wie, że zrobi?

            Mówisz badaniach podstawowych. Nie rozumiem jak ktoś co jeszcze niczego nie
            wprowadził do stosowania (Żylicz jest profesorem musi więc conajmniej
            kilkadziesiąt lat badać, i co?)może prowadzić badania jak nazywasz podstawowe,
            przecież nie wie o co chodzi w badaniach i co trzeba badać.

            Inaczej jest w przypadku jak ktoś coś wprowadził do stosowania, on wie jakie
            badania należy podjąć bo wykonywał je prawidłowo, właściwie wyciągał wnioski,
            ma wyniki prawdziwe, a nie naciągane i on jest zdolny do prowadzenia dalszych
            celowych badań, które w Polsce nazywa się podstawowymi. Widzisz B.T. nie dzieli
            badań na podstawowe czy niepodstawowe, czy też inne. BT dzieli badania na:
            potrzebne i niepotrzebne, na byle jakie i na dobre.

            Z poważaniem
            dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
            • Gość: misza Re: Czyli na razie bierze a nie daje, a szanse ze IP: 217.153.179.* 19.02.04, 20:37
              > Mówisz, że profesor Żylicz wspiął sie na wysoki poziom, z czego to
              wnioskujesz
              > skoro nic jeszcze konkretnego nie zrobił, co mogłoby mieć zastosowanie. To
              skąd
              >
              > On wie, że zrobi?
              >
              > Mówisz badaniach podstawowych. Nie rozumiem jak ktoś co jeszcze niczego nie
              > wprowadził do stosowania (Żylicz jest profesorem musi więc conajmniej
              > kilkadziesiąt lat badać, i co?)może prowadzić badania jak nazywasz
              podstawowe,
              > przecież nie wie o co chodzi w badaniach i co trzeba badać.
              >

              Pytanie dotyczące zastosowania wynikow badan proponuje zadac zacnym jednostkom
              badawczo - rozwojowym, z ktorych ponad 100 podlega Ministerswu Gospodarki, a
              ich dzialanosc wg MG ma polegac na wdrazaniu rozwiazan innowacyjnych tudziez
              wspomaganiu wzrostu konkurencyjnosci polskich przedsiebiorstw... W wiekszosci
              przypadkow (na szczescie nie wszedzie!!!) slabo tam z osiagnieciami w tym
              kierunku. IBM nie musi sie wykazac wynikami na tym polu, bo nie w tym celu
              zostal utworzony i o co innego chodzi w dzialalnosci tej instytucji.
              Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania.
              • Gość: B.T., Zabrze OBR-y pracują na profesorów ucz.w. i PANów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 21:02
                Zmartwie Cię, otóż gdyby nie OBR-y i placówki badawcze przedsiębiorstw i
                instytucji to już nie byłoby żadnego postępu naukowo-technicznego w polskich
                przedsiębiorstwach. I to, że z budżetu corocznie wykrawa się 2,2 % gotówki na
                takie placówki jak ta prof. Żylicza to m.in. możesz zawdzięczać właśnie
                pozostałym OBR-om i laboratoriom badawczym przedsiębiorstw.

                Jak nie wierzysz to postudiuj sobie raport GUS-u o żródłach innowacji w
                przedsiębiorstwach i instytucjach.

                Jeżeli, jak twierdzisz, MIBMiK został powołany tylko do tego aby pracować za
                pieniądze podatników a wyniki pracy przekazywać do USA, to takim instytutem
                powinna zająć się Agencja Ochrony Państwa, czy jakoś to się tam obecnie nazywa.

                Pozdrawiam
                dr Bogdan Thomalla, Zabrze
                • Gość: misza Re: OBR-y pracują na profesorów ucz.w. i PANów IP: 217.153.179.* 23.02.04, 11:43
                  Na jakiej podstawie Pan twierdzi, ze dzięki JBR-om z budzetu wykrawa sie
                  gotówkę na dzialalnosc MIBMiK? Z informacji KBN (obecnie MNiI) publikowanych
                  na stronie www.mnii.gov.pl/finauki98/99-20/, wynika, ze baaaaardzo duzo
                  funduszy przeznacza sie na finansowanie JBR. Z budżetu państwa oczywiście. Nic
                  mi nie wiadomo o przekazywaniu przez te instytucje funduszy prof. Żyliczowi.
                  Sa JBRy, które moga pochwalić sie świetnymi wynikami (i merytorycznymi i
                  finansowymi), ale są i takie które ledwo zipią, a osiągnięcia to głównie
                  publikacje, akredytacje, habilitacje, czasem jakis grant KBN. A to chyba nie o
                  to chodzi. Szczególnie,że w przeciwieństwie do MIBMiK, USA nie są
                  zainteresowane zagarnięciem wypracowanych tam wyników. Pozdrawiam.
                  • Gość: B.T., Zabrze JBR-y to pomoc firmom płacącym podatki na PAN-y... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.04, 21:25
                    ... i uczelnie wyższe. Gdyby nie laboratoria firm( głównie) i JBR-y i to już
                    by nic nie zostało z naszycej gospodarki i pieniędzy na finansowanie profesorów
                    uczelni wyższych i PAN-ów.

                    Publikacje, habilitacje, garanty to tylko osiagnięcie osobiste danego naukowca
                    w pasożytowaniu na podatnkach.

                    Naukowiec podobnie jak wszyscy inni powinni więcej dawać niż brać. Ludzie o
                    których mówisz wszystko biorą a nic nie dają.

                    Podatników polskich nie interesuje naukowa pomoc Stanom Zjednoczonym i
                    uszczśliwianie nauki światowej publikacjami za nasze podatki.

                    Z poważaniem

                    dr Bogdan Thomalla
            • Gość: p53 Nie dzielic a zdzielic IP: *.iimcb.gov.pl 20.02.04, 11:26
              > Widzisz B.T. nie dzieli
              > badań na podstawowe czy niepodstawowe, czy też inne.
              Czas aby zaczal dzielic, bo inaczej ktos go kiedys z-dzieli mlotkiem
              uswiadomienia...

              >BT dzieli badania na:
              >potrzebne i niepotrzebne, na byle jakie i na dobre.
              Badania w celach wdrozeniowych moga byc tak samo niepotrzebne i byle jakie jak
              w celach pozawczych. Co do reszty odsylam do postow Jarka - a trzeba przyznac,
              chlopak ma cierpliwosc do wyjasniania rzeczy, ktore pan doktor BT powinien
              wiedziec juz od czasu studiow - bo w koncu korzystal z wiedzy zebranej przez
              ludzi pokroju prof. Zylicza. Chociaz - moze wolalby te wiedze skasowac i uznac
              za niebyla, bo nie zostala wdrozona???
              • Gość: B.T., Zabrze Konsekwencje publikowanych wyników badań IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 18:58
                1. Mnie już nikt nie może zdzielić niczym. Dzięki rzetelnie wykonywanym pracom
                badawczym mogłem się usamodzielnić i nie muszę kryć się pod różnymi
                kryptonimami i nie obawiam się zemsty szefa ani środowiska. Ale ja nie jestem
                ważny, mówimy przecież o karierach naukowych

                2. Badania w celach wdrożeniowych niestety muszą być bardzo rzetelne, bo przy
                wdrożeniach prawda wychodzi na jaw, a w przypadku chemików to ho! ho! jeżeli
                badań nie wykona sie rzetelnie to można sobie i innym narobić wiele kłopotu.

                3. "Badania" do celów publikacyjnych można wykonać tak, aby czytelnik nie
                zauważył sprzeczności wywodów z ogólnie znanymi prawami natury. Reszta ta mogą
                być same głupoty wyssane z palca, wyniki wziete z sufitu lub podłogi, ew. z
                innych publikacji.

                4. Widzisz, Tzw. badania postawowe wymyślili ci cwaniacy, którzy nie potrafili
                odpowiedzieć na pytanie; a po co te badania? Argumentacja to bełkot w rodzaju:
                no, oczywiście ... za ileś tam lat... będą niezbędne... du, du, du, itd.
                Niestety od 1990 nikt już o to nie pyta, stąd :
                a. profesorowie górnicy opisują jak krążą elektrony w węglu
                b. profesorowie mechanicy opisują jak krążą elektrony w stali
                c. profesorowie medycy opisują jak krążą elektrony w kościach człowieka
                d. profesorowie chemicy opisują jak krążą elektrony w polimerach
                .
                5. Przeglądałem życiory naukowy Żylicza, tylko publikacje, a gdzie dzieła. I tu
                w dyskusji nikt nie potrafił powiedzieć co to takiego Żylicz odkrył, albo do
                czego istotnego doszedł, że tyle hałasu wokół niecho i tak wielką forsą
                obdzielany jest z naszych podatków. Może Ty mi podpowiesz.

                6. Jako technolog korzystam z różnej wiedzy i zapewniam Cię, że w publikacjch
                polskich uczelni i PAN-u nie tylko nie można doszukać sie czegoś godnego uwagi,
                a wprost przeciwnie pisze się rzeczy nieprawdopodobne, niesprawdzone,
                naciągane, najczęściej sklonowane z innych publikacji itp. I jeszcze Ci powiem,
                że dzięki mojemu doświadczeniu nie tracę czasu na ew. próby wykorzystania tych
                publikacji bo z góry wiem, że doszedłbym w ślepy zaułek. Ale znów o sobie; ale
                Ty też prosto do mnie kierowałeś uwagi

                Pozdrawiam
                • Gość: piotr drabik Re: Konsekwencje publikowanych wyników badań IP: *.bri.nrc.ca 23.02.04, 18:31
                  Szanowny Panie,

                  toz to jakis ciezki belkot (przepraszam za dosadny zwrot).

                  > b. profesorowie mechanicy opisują jak krążą elektrony w stali

                  mechanika nie ma nic wspolnego z 'krazeniem elektronow w stali'. moze myli Pan w
                  swym zacietrzewieniu mechanike klasyczna z fizyka ciala stalego?


                  > c. profesorowie medycy opisu> b. profesorowie mechanicy opisują jak krążą
                  elektrony w stali

                  z tego co wiem, profesorowie medycy nie opisuja 'jak kraza elektrony' w ciele
                  czlowieka z tej prostej przyczyny, ze rzadko ktory z nich wie, co to w ogole
                  jest elektron.

                  > d. profesorowie chemicy opisują jak krążą elektrony w polimerach

                  takie badania sa jak najbardziej potrzebne. badania teoretyczne na poziomie
                  kwantowym poszerzaja nasza wiedze nt. enzymatycznych reakcji biochemicznych,
                  molekularnych mechanizmow dzialania lekow, struktury biomolekul (bialka, kwasy
                  nukleinowe), itd. rozumiem, ze chcialby szanowny Pan cofnac nasze metody
                  badawcze do dobrych, starych czasow 'mlotka i lutownicy'?

                  > Przeglądałem życiory naukowy Żylicza, tylko publikacje, a gdzie dzieła. I tu
                  > w dyskusji nikt nie potrafił powiedzieć co to takiego Żylicz odkrył, albo do
                  > czego istotnego doszedł, że tyle hałasu wokół niecho i tak wielką forsą

                  albo nieumiejetnie Pan przegladal, albo nalezy Pan do tych, co nawet jak widza,
                  to nie widza. ostatnia mozliwosc jest taka, ze jest Pan, prosze wybaczyc,
                  calkowitych ignorantem w dyskutowanym temacie (co samo w sobie nie jest niczym
                  zlym, tylko po co zabiera Pan glos w dyskusji?).

                  tak sie sklada, ze badania Macieja Zylicza w istotnym stopniu przyczynily sie do
                  poszerzenia naszej wiedzy nt. funkcjonowania bialek opiekunczych. kluczowym
                  zjawiskiem determinujacym procesy zyciowe jest sprawna synteza bialek. bialko,
                  aby funkcjonowalo prawidlowo, musi posiadac prawidlowa konformacje. tymczasem
                  bialka opiekuncze sa m.in. odpowiedzialne za ulatwianie przyjmowania poprawnej
                  konformacji przez inne bialka oraz pomagaja komorce pozbyc sie bialek o blednych
                  konformacjach. mam nadzieje, ze teraz juz jest dla Pana bardziej jasne, jak
                  szalenie istotnym problemem w biologii jest zrozumienie mechanizmow
                  funcjonowania bialek opiekunczych, a tym samym moze Pan bardziej sensownie
                  ocenic wklad badan Macieja Zylicza.

                  piotr drabik
                  • Gość: B.T., Zabrze Aluzju nie panjał! Sprawocznikov nje czitał!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.04, 21:51
                    Mam wrażenie, że nie pojąłeś człowieku aluzji. Jejku!!!

                    Mogę Ci wymienić tysiące podobnych czy większych osiągnięć w różnych
                    dziedzinach. I co z tego?????

                    O Żyliczu piszesz, że jakieś tam białka... Jeżeli chcesz koniecznie udowodnić,
                    że Żylicz coś dobrego zrobił to powiedz krótko. Ile przez te swoje 40 lat pracy
                    wziął forsy od podatników na badania a ile oddał podatnikom w postaci
                    komercyjnych wynikach badań. Ew. ilu wyszkolił uczniów co coś dla podatników
                    zrobili.

                    Nie zapytam czegos takiego młodego adepta nauki nawet po 10 latach pracy w
                    nauce, ale Żylicza trzeba tak zapytać bo zaangażował ogromne fundusze z
                    budżetu, zatrudnił ludzi. I co Ci zatrudnieni też nic nie dadzą? Chyba też nie,
                    bo skoro mistrz pasożytuje na podatnikach to uczniów tez nauczy
                    pasożytnictwa....

                    Skoro wykonuje prace dla USA to niech stamtąd czerpie forsę.

                    I co, mam eskalować Twoje słowa typu "bełkot", "ignorant" będące próbą
                    obrażenia mnie i przesyłać je z powrotem?

                    Jeżeli jesteś uczniem Żylicza czy pracujesz w Jego zespole to nie wróżę
                    przyszłości temu zespołowi jeżeli u siebie w taki sposób dyskutujecie używając
                    obelg a nie argumentów czy swego zdania.

                    Z poważaniem
                    dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
                    • Gość: piotr drabik Re: Aluzju nie panjał! Sprawocznikov nje czitał! IP: *.bri.nrc.ca 23.02.04, 22:33
                      aluzje pojmuje, owszem. o ile sa ad rem.

                      przepraszam, ale osoba, ktora nie ma pojecia o temacie dyskusji ('jakies tam
                      bialka') i nie przeszkadza jej to w zabieraniu glosu na ten temat nazywana jest
                      (z definicji) ignorantem. nic na to nie poradze. jak rowniez na to, ze
                      twierdzenie jakoby podstawowym kryterium 'naukowosci' jest dochodzenie do
                      wynikow na drodze wylacznie doswiadczalnej jest dosc absurdalne. moge naturalnie
                      to nazwac 'ciezkim nonsensem' (o ile termin 'belkot' zbyt Pana zabolal). poza
                      tym uzywam argumentow (to, ze one Panu nie odpowiadaja, nie oznacza, ze ich nie
                      ma). co wiecej, poswiecilem (zeby nie powiedziec: zmarnowalem) troche czasu, aby
                      wytlumaczyc Panu w prostych slowach to i owo.

                      nota bene, uczniem Macieja Zylicza rowniez nie jestem. nie zajmuje sie
                      doswiadczalna biologia molekularna. nie mieszam rowniez farb (Tomchem), tak jak Pan.

                      poza tym, osmiele sie zauwazyc, ze uzywa Pan (naduzywa?) duze ilosci
                      wykrzyknikow i pytajnikow. takie emocjonowanie sie na pewno nie sluzy
                      merytorycznej dyskusji.

                      zgadzam sie z Panem w jednej zasadniczej sprawie: w nauce cieple przechowalnie
                      znajduja cale tabuny imitatorow, symulantow i drobnych oszustow naukowych.

                      tym niemniej Panskich pogladow na temat nauk podstawowych nie sposob uznac za
                      powazne.

                      piotr drabik

      • Gość: jarek Re: IIMCB IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 13:08
        Witam,
        chcialbym dorzucic do dystkusji swoje 3 grosze. Otoz w moim przekonaniu
        pieniadze nie sa problemem, problemem jest marnotrawienie ich na ludzi, ktorzy
        nie wykorzystuja tych srodkow na dobre badania. Wydaje mi sie, ze gdyby calosc
        srodkow, ktore obecnie przeznacza sie na nauke, przeznaczyc tym osrodkom, ktore
        faktycznie prowadza badania na swiatowym poziomie, mialyby one mnostwo pieniedzy
        na dalsz rozwoj (mowie tu o naukach biologicznych, w ktorych pracuje). Kazdy kto
        studiowal biologie lub medycyne w Polsce, mial kontakt z roznymi
        'laboratoriami', ktorych tematy i techniki badawcze nie zmienily sie od lat '60,
        a jesli w ogole sklada sie jakies granty o jakies pieniadze (ktore zagwarantuja
        minimalne przezycie na kolejny okres), to najwyzej do KBNu, bo Unia i Stany to
        za wysokie progi. Calkowity brak checi zrobienia czegokolwiek. Tym ludziom po
        prostu nie zalezy. Takie laboratoria powinny byc zlikwidowane, tacy ludzie nie
        powinni zabierac pieniedzy tym, ktorym zalezy.

        Podstawowym problemem polskiej nauki jest brak zasady konurencyjnosci w
        obsadzaniu stanowisc oraz - co z tego wynika - brak jasnych kryteriow oceny
        dokonan naukowych. Lista filadelfijska jest, jaka jest, system jest
        niedoskonaly, ale jedyny, ktory sie sprawdza (jak demokracja :) - a publikacje w
        swiatowych czasopismach o wysokim IF nie sa zadnym gwarantem mozliwosci dalszego
        wykonywania badan w Polsce.

        Jako mlody tzw. naukowiec, chcialbym po doktoracie miec mozliwosc wystartowania
        w konkursie na kierownika zespolu albo postdoka w wybranym przez siebie
        laboratorium w Polsce i oczekiwalbym, by moja aplikacja byla oceniana
        merytorycznie przez niezalezne (takze zagraniczne) gremium, biorac pod uwage
        przede wszystkim moj dorobek naukowy, ktory w mojej dziedzinie mierzy sie
        jakoscia opublikowanych prac doswiadczalnych w czasopismach z listy
        filadelfijskiej. Wygrana w takim konkursie (w przypadku szefa grupy) powinna
        dawac stanowisko na 5 lat, po ktorych caly zespol bylby merytorycznie oceniany
        przez niezalezne gremium (jak wyzej) i w przypadku oceny negatywnej oznaczalaby
        utrate stanowiska. Ocena pozytywna pozwalalaby kontynuowac prace przez dalsze 5 lat.

        O ile mi wiadomo, obecnie JEDYNA Polska placowka badawcza dajaca taka mozliwosc
        (opisane zasady to system stosowany w Stanach i Europie Zachodniej) to
        Miedzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komorki. Habilitacje i profesury
        nie maja tu znaczenia, liczy sie dorobek naukowy i praca nad poprawieniem
        poziomu wlasnych badan. IIMCB nie 'ciagnie' pieniedzy podatnikow - znaczna czesc
        jego budzetu stanowia projekty Unijne i Amerykanskie (popatrzcie sobie na strony
        IIMCB), w otrzymaniu ktorych (wiem to z wlasnego doswiadczenia) uklady maja
        nieduze znaczenie.

        Tylko takie warunki sprawia, ze ludzie, ktorym sie chce pracowac w nauce, beda
        mogli sie rozwijac u nas w kraju. Na cholere mi habilitacja i profesura, ja
        chcialbym tylko prowadzic swoje badania.

        Stosowanie takich kryteriow w nauce powinno zaowocowac tym, ze najlepsze
        placowki beda mialy pieniadze i beda mogly wybierac merytorycznie najlepszych
        kandydatow na doktoraty, postdoki i samodzielne stanowiska, a wszelkie tytuly
        naukowe oprocz doktora straca swoje znaczenie.

        pozdrawiam serdecznie
        jarek
        • Gość: p53 Re: IIMCB IP: *.iimcb.gov.pl 19.02.04, 16:05
          Jarek - masz racje oczywiscie. W swoim poscie piszac o pieniadzach uczynilem
          skrot myslowy, w ktorego zakres wchodzil takze sposob dystrybucji pieniedzy i
          oceny placowek na sposob 'europejski'. Poza tym chodzilo mi glownie o pieniadze
          na wynagrodzenia, bo w kilku miejscach w Polsce (patrz nasz wydzial biologii UW
          czy SGGW) pieniadze na sprzet o dobrym poziomie sie nawet zlanazly, tylko
          doktoranci pracuja 'za darmo'.
          • Gość: Cezary Wojcik Re: IIMCB IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 17:37
            Niestety, od kilku lat IIMCB pozostaje w stadium embrionalnym - zgodnie ze
            stronami internetowymi IIMCB jest w nim chyba w tej chwili PIECIU P.I.-ow
            (chyba, ze strony nieuaktualnione). Caly establsihemnt jak moze to nie pozwala
            by szly pieniadze do IIMCB, a to jest wlasnie przyklad instutucji ktora powinna
            sie rozwijac. Aha, oczywiscie, ze pieniadze z grantow sa w duzej meirze
            zagraniczne, ale przeciez sa potrzebne pieniadze panstwowe na budynki,
            adminsitracje, drogie urzadzenai no i "start-up" dla nowych P.I.-ow. IIMCB
            powinien miec z 50 P.I.-ow, azeby osiagnac swoista "mase krytyczna" i zaczac
            naprawde liczyc sie na swiecie.
            pozdrawiam,
            Czarek Wojcik
            • Gość: jarek Re: IIMCB IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 21:08
              Kto to jest PI? Czy to inna nazwa na group leadera? Jesli tak, to w tej chwili
              jest ich w IIMCB osmioro (212.87.21.2/iimcb/default.php?func=research), a
              konkurs na 9 stanowisko jest w trakcie (w ktoryms z lutowych Nature bylo
              ogloszenie 212.87.21.2/iimcb/default.php?func=jobs).
              Establishement nie ma nic do finansowania IIMCB, bo Instytut funkcjonuje na
              zupelnie innych zasadach niz cala reszta i jest bezposrednio finansowany z
              budzetu panstwa. Nie podlega on ani KBNowi, ani PANowi, ani innym
              establishementom. Jedynym cialem opiniujacym i nadzorujacym IIMCB jest
              International Advisory Board.
              A co do wielkosci - to wielkosc o niczym nie swiadczy :) Znam laboratoria, w
              ktorych pracuje 30 osob (lacznie z sekretarka i technikami), a stanowia swiatowa
              czolowke w swoich dziedzinach. O ile mi wiadomo, IIMCB byl fundowany na 10 grup
              badawczych i na tyle ma pieniedzy i przestrzeni laboratoryjnej. Praktycznie
              IIMCB istnieje od 5 lat i IMHO osiagnal spory sukces.

              pozdrawiam
              jarek
              • Gość: Cezary Wojcik Re: IIMCB IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 21:49
                PI to principal investigator w USA czyli group leader w UK. Jezeli instytut ma
                miec docelowo 10 PIow to sadze, ze jak na Polske to za malo. 10 PI ow nazwac
                Instytutem to pewna megalomania. Zgadzam sie, ze male laboratoria osiagaja
                wielkie sukcesy ale bardzo duzo sie zyskuje na tym jak w jednym meijscu jest na
                przyklad 50 malych laboratoriow tworzacych jeden instytut: 1) moga ze soba
                intensywnie wspolpracowac, 2) trwa nieustanna burza mozgow 3) pokrywaja w
                zasadzie wszystkie obszary badan danej dziedziny 4) oplaca sie kupowac drogie
                urzadzenia do wspolnego uzytku ( mass spec, sekwenatory, confocal etc.) 5) caly
                czas odbywaja sie jakies seminaria i wyklady, przyjezdzaja goscie, wrze zycie
                naukowe
                pozdrawiam,
                Czarek Wojcik
                • Gość: jarek Re: IIMCB IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 22:23
                  Racja. Korzysci z wiekszej liczby ludzi wspolpracujacych ze soba nad roznymi
                  projektami i wspolfinansujaca drogi sprzet jest ogromna. W Polsce szwankuje ta
                  wspolpraca, delikatnie mowiac (co pewnie jest posrednim skutkiem takich a nie
                  innych ukladow w nauce), ale wlasnie IIMCB i caly tzw. Kampus Ochota sa
                  zaczatkiem czegos na ksztalt duzego osrodka nauk przyrodniczych, o teoretycznie
                  ogromnym potencjale.
                  Mowie teoretycznie, bo jestem raczej realista... To zajmie troche czasu.
                  Take-home message jest taka, ze zeby zmieniac nauke w Polsce, trzeba isc droga
                  IIMCB (czyli de facto droga na zachod :). Wtedy kiepscy ludzie sami wypadna z
                  obiegu, tytuly nikogo nie beda obchodzic, a doktoranci przestana wyjezdzac za
                  granice. Nie trzeba znosic profesury i habilitacji, nie trzeba dodatkowych
                  pieniedzy.

                  pozdrawiam,
                  jarek

                  • Gość: Cezary Wojcik Re: IIMCB IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 19.02.04, 23:17
                    To jest dobra droga, stopniowej marginalizacji utytulowanych ludzi w
                    uniwersytetach i PANie, ale azeby to zrobic musi powoli zmniejszac sie dla nich
                    strumien pieniedzy panstwowych a zwiekszac sie na takie inwestycje jak Kampus
                    Ochota. Niech dinozaury powoli wymieraja, choc chcialoby sie by to nastapilo
                    szybko. Problem w tym by zapanowaly ssaki a nie zeby sie jakies nowe
                    dinozaurzatka rodzily, na co sie niestety zanosi. Jakby jeszcze do tego
                    dorzucic jakies zwolnienia podatkowe dla firm biotechnologicznych zwiazanych z
                    danym osrodkiem, to bylby juz zaczyn czegos co moze zaczac przynosic spoleczne
                    korzysci.
                    • Gość: californian Re: IIMCB IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 20.02.04, 07:42
                      Przede wszystkim chwala Ci za to cale zamieszanie. Jezeli chcesz wziac udzial w
                      rzeczonym procesie marginalizacji to Twoim naturalnym sprzymierzencem jest prof.
                      Zylicz nie zas dr Wieczorek. Rozdzieranie szat nic tu nie da a Twoje propozycje
                      zlikwidowania tytulow naukowych, moze i sluszne, nie maja najmnieszych szans
                      powodzenia, przynajmniej w najblizszej przyszlosci. Zreszta zrobiles habilitacje
                      to wiesz, ze to male piwo dla ludzi, ktorzy cos robia. Jej uzyskanie tez niczego
                      nie zmienia w Twojej sytuacji zawodowej. Sprawa tytulow i stopni jest dla
                      kondycji nauki drugorzedna. Pierwszorzedna jest sprawa rozdzielania
                      ograniczonych funduszy i tu sie moze Twoja habilitacja przydac. KBN potrzebuje
                      takich recenzentow jak Ty. Zas ludzi takich jak Zylicz jest w Polsce niemalo,
                      ale zmagaja sie oni z hordami, jak ich nazywasz dinozaurow. Te dinozaury
                      stoczyly ciezka batalie podczas ostatnich wyborow do KBN i jesli mamy pozostac
                      przy twojej przenosni to w komisji PO4, ktora wysmiewasz w zwiazku ze sprawa
                      spolki Rychlewskiego, znalazly sie dwa ssaki (JW i MZ), jeden ptak (AT, za to z
                      duzym dorobkiem) i trzy dinozaury. Zblizaja sie nastepne wybory i ja jestem
                      dobrej mysli - los dinozaurow jest przesadzony. Ich wyginiecie z naszej
                      perspektywy wydaje sie natychmiastowe, ale naprawde zajelo to troche czasu.
                      Nawiasem mowiac, mylisz sie piszac ze spolka Rychlewskiego ma 61 publikacji. Jej
                      pracownicy maja tyle zas spolka ma ich 6, z czego 5 z zeszlego roku. W momencie
                      skladania wniosku do KBN bylo ich jeszcze mniej i dinos z PO4 mogli jeszcze raz
                      wniosek odrzucic. Zylicz pewnie niewiele mogl tu zdzialac. Rychlewski to swietny
                      naukowo i przebojowy facet wiec sobie poradzi. Mysle ze w przyszlym roku dopnie
                      swego, jesli tylko zechce, bo przy tym finansowaniu jakie juz ma to i tak nie ma
                      wielkiego znaczenia. Pozdrowienia
                    • Gość: B.T., Zabrze Re: IIMCB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 19:04
                      Cezary, po Twych tu kilku wejściach masz zapewnony godny etat w IIMCB, czyli
                      MIBMiK. W Polsce jest ustawa o języku polskim, znasz li ją?
        • Gość: B.T., Zabrze Jak to nie ciagnie z podatników! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 20:50
          Policzyłem, że pomiędzy 2000 a 2006 tylko poprzez KBN z budżetu państwa na
          Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej idzie/poszło 2,05 miliona zł w
          gotówce. To, że IBMK dostaje z UE to też z naszego budżetu, a UE trochę
          dokłada. Nie możesz więc pisać, że nie ciągnie od podatników.

          Ale coś innego mnie interesuje. Gdzie IBMK przekazuje wyniki badań, bo jak ktoś
          tu powiedział nic nie sprzedaje. Jak to jest, podatnik płaci na IBMK a IBMK
          nic w zamian nie daje? I nie widać aby w przyszłości coś dawał.

          Pytam więc, a kto ma temu krajowi coś dawać, skoro okrzyknięty genialny IBMK
          pasożytuje na podatnikach i do tego jeszcze uważany jest za wzór do
          naśladowania.

          Czy tak ma wyglądać kariera naukowca? Czy wzorem kariery (jakim okrzykniety
          jest profesor Żylicz) jest instytut lub profesor pasożytujący na podatnikach?

          Z poważaniem
          dr Bogdan Thomalla, Zabrze
          • Gość: jarek Re: Jak to nie ciagnie z podatników! IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 21:40
            Prosze Pana,
            nie pisalem, ze nic nie ciagnie z podatnikow, tylko ze nie opiera sie wylacznie
            na publicznych pieniadzach.
            Jesli zas chodzi o dawanie, to _badania_podstawowe_ z definicji nie sa
            wykonywane po to, by ewentualne odkrycie znalazlo swoje zastosowanie praktyczne.
            Badania podstawowe, zwlaszcza w biologii molekularnej, to cos zupelnie innego
            niz nauki inzynieryjne czy komputerowe, gdzie zastosowanie odkryc jest na ogol
            oczywiste.
            Badania podstawowe w naukach przyrodniczych maja na celu _wyjasnienie_ i
            _opisanie_ rzeczywistosci, a nie napisanie patentu. Inna sprawa jest, ze
            stosunkowo czesto okazuje sie, ze informacje uzyskane dzieki badaniom
            podstawowym umozliwiaja stworzenie lepszych lekow, technik diagnostycznych itp.
            Ale w ogromnej wiekszosci przypadkow wartosc badan naukowych jest ogromna,
            poniewaz pomaga nam zrozumiec jak funkcjonuja organizmy zywe (w przypadku
            biologii). Jesli twierdzi Pan, ze to wyrzucanie pieniedzy w bloto i nie rozumie
            Pan istoty i wartosci badan podstawowych, to wydaje mi sie, ze nie zna sie Pan
            za bardzo za rodzaju pracy, ktora wykonuje Pan prof. Zylicz (zupelnie na
            marginesie dodam, ze akurat odkrycia w tematyce, ktora zajmuje sie prof. Zylicz
            moga przyczynic sie ogromnie do postepowania z nowotworami).

            pozdrawiam,
            jarek
            • Gość: B.T., Zabrze Ja nie mówię o patentach, o wdrożeniach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 22:21
              ... ja mówię o wynikach badań. A, jak sie trafi dobra technologia czy wynalazek
              to też dobrze.

              Przecież można sprzedać: koncepcję, plan czegoś tam, rozpoznanie znów tam
              czegoś, jakiś projekt zakresu badań, uzyskać zlecenie od firm farmaceutycznych
              z całego Świata na przebadanie jakieś koncepcji, jakiś możliwości zastosowania
              czegoś, jakichs leków, nowych substancji chemicznych itp. Boże tyle
              możliwości!!!Podałbym Ci więcej możliwości zarobienia forsy ale rzeczywiście
              nie znam się na medycynie

              Skoroście tacy genialni, to drzwi nie powinny się zamykać od klientów z forsą z
              USA, Niemiec, Chin, Korei, Francji i jeszcze tam kilku przodujacych państw.
              Zreszta trudno tu mówić o państwach tylko o międzynarodowych wielkich
              koncernach.

              Przegladałem waszą stronę i jedno co się rzuca w oczy to rozdrobnienie. Co może
              zrobić zespół nawet 10-cio osobowy a są i mniejsze, rzeczywiście wykroić tylko
              jakąś publikacje pod stopień, więcej nic. A, gdybyście się specjalizowali w
              wąskim zakresie (posiadając TAaaaaaka aparature za forsę z KBN-u)to
              rzeczywiście moglibyście stać sie atrakcyjni dla koncernów. Przecież wiecznie
              nie będziecie na pasku podatników, musicie kiedyś tę forsę powielić i oddać.

              A forsy z KBN-u okropnie dużo, reszta forsy to tylko współpraca.

              Powiem Ci, jaka jest mniej więcej struktura zatrudnienia w dużych koncernach:
              1/3 zatrudnionych to produkcja, druga 1/3 to menadżment i marketing i trzecia
              1/3 to pracownicy naukowo-badawczo-rozwojowi. Policz teraz ilu ich jest jeżeli
              jakiś koncern zatrudnia powiedzmy 100 tysięcy osób na całym Świecie.

              Zobacz jak to robią wszystkie inne ośrodki badawcze w przodujących krajach.

              Pozdrawiam
              dr Bogdan Thomalla, Zabrze

              PS. zastanówcie sie nad koncentracja badań i nad specjalizacją. To co wam
              będzie potrzebne a nie macie, możecie współpracować z innymi ośrodkami. Zauważ,
              że coraz mniej pieniędzy trafia do budżetu i w końcu politycy zainteresują się
              co się dzieje właściwie z forsą dawaną na tzw. "naukę polską'. Ja juz kilka lat
              o to walczę i odnoszę małe sukcesy w uświadamianiu pewnych grup ludzi.
              • Gość: jarek Re: Ja nie mówię o patentach, o wdrożeniach IP: *.acn.waw.pl 19.02.04, 22:44
                Po pierwsze, w badaniach podstawowych nie ma 'wdrozen', jest tylko stwierdzanie
                faktow. A jesli chodzi o wyniki badan, to niewielu naukowcow w Polsce moze sie
                rownac z osiagnieciami grupy prof. Zylicza. Zaden z tych wynikow nie ma
                zastosowania praktycznego, ale mowi nam ogromnie duzo o mechanizmach
                funkcjonowanie pewnej grupy bialek. Tyle. Jesli chodzi o sprzedawanie koncepcji,
                to granty z KBNu, FNP i Unii sa dowodem na to, ze swoje koncepcje umie sprzedac
                i ze sa chetni na ich kupienie.
                Po drugie, jesli chodzi o klientow z forsa to argumenty sa podobne jak wyzej.
                Zaden z tych wynikow nie przeklada sie na nic, w co warto by zainwestowac
                komercyjne pieniadze. Co absolutnie nie umniejsza ich wartosci. Polski przemysl
                mogacy wykorzystac badania w naukach przyrodniczych, nie istnieje (dlaczego -
                patrz koniec listu).
                Po trzecie, badania prof. Zylicza to JEST ogromna specjalizacja. Nie zdaje Pan
                sobie najwidoczniej sprawy, ze do scharakteryzowania jednego bialka, nad czym
                mozna spedzic cale zycie, potrzeba tego calego sprzetu, a nawet jeszcze wiecej.
                To specyfika dziedziny. Zeby badac, w ktorym miejscu komorki lokalizuje sie
                bialko, trzeba kupic mikroskop fluorescencyjny, ktory kosztuje 1,5 miliona
                zlotych, a nie jest to najdrozszy sprzet, ktory moge sobie wyobrazic.

                Wydaje mi sie rowniez, choc nie mam odpowiednich danych, ze np. w duzych
                koncernach farmaceutycznych struktura zatrudnienia jest nieco inna; zdecydowanie
                najwieksza czesc ich kadr stanowi R&D. Jest to tez najdrozsza czesc.
                Wprowadzenie nowego leku, od odkrycia do apteki kosztuje 2 mld $. To chyba 2,5
                raza wiecej niz sie wydaja na cala nauke w Polsce.

                pozdrawiam
                jarek
                • Gość: B.T., Zabrze Jednak najwięcej forsy ciągniecie z KBN-u IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 00:42
                  Oczywiście, że w Polsce jest mało chętnych na wyniki waszych badań, ale teraz
                  jest cały Świat jedną wioska i idźcie w ślady innych. Mówicie o sobie żeście
                  niebywale zdolni na poziomie światowym pokażcie to.
                  Widzisz jacy jesteście mali w stosunku do tych wielkich grup z działów R and D
                  koncernów!
                  Wiesz, ja już widziałem kilka tak dobrze zapowiadajacych się państwowych
                  ośrodków badawczych. Kilka miałem okazję sprawdzić; o wynik lepiej nie pytać.

                  Wiesz, ja już słyszałem od polskich "naukowców", że publikacja jest wdrożeniem
                  wyników badań!!!
                  Pozdrawiam
                  • Gość: jarek Re: Jednak najwięcej forsy ciągniecie z KBN-u IP: *.acn.waw.pl 20.02.04, 01:55
                    Nigdzie nie mowilem, ani nie mowili tego ludzie tu piszacy z IIMCB, ani nie
                    wyczytalem tego na stronach IIMCB, ze jestesmy niebywale zdolni na poziomie
                    swiatowym...
                    Pubilikacje grupy prof. Zylicza dowodza, ze jego badania sa na poziomie
                    swiatowym i powie Ci to kazdy naukowiec w tej branzy, kto te publikacje przeczyta.
                    Nie bardzo wiem o co Panu chodzi. Chce Pan wykazac, ze takie instytucje jak
                    IIMCB czy laboratorium prof. Zylicza marnuje publiczne pieniadze bo zaden
                    miedzynarodowy koncern nie kupuje ich wynikow badan ani nie opracowuje na ich
                    podstawie nowych lekow? Juz mowilem, ze nie na tym te badanie polegaja.
                    Pracownicy R&D koncernow farmaceutycznych przystepuja do badan
                    _z_konkretnym_zamiarem_ np. "wyprodukowania substancji obnizajacej goraczke".
                    Jesli jakis biolog z przyrodniczych nauk podstawowych ma cos na mysli
                    przystepujac do badan oprocz dowiedzenia sie "jak to jest", to pewnie mysli
                    jeszcze o dobrej publikacji na koniec tych badan, bo odkrywajac "jak to jest"
                    spelnia on swoja badawcza pasje, a od publikacji zalezy jego los jako naukowca.

                    pozdrawiam
                    jarek
              • Gość: jacek Re: Ja nie mówię o patentach, o wdrożeniach IP: *.cs.ubc.ca 19.02.04, 23:12
                OK, wspaniale, ze naukowcy pracujacy w naukach majacych zastosowanie praktyczne
                powinni zarabiac na siebie. Co z naukami teoretycznymi, tudziez niedochodowymi z
                definicji (matematyka teoretyczna itd). Ma sie rozumiec koszty funkcjonowania
                takiego naukowca sa symboliczne w porownaniu z utrzymaniem laboratorium, ale
                wciaz istnieja (zakup literatury czy wyjazd na konferencje).

                Nie mozna nauki sprowadzac tylko do szybko zwracajacej sie inwestycji, czesc
                zyskow z nauki nie jest mierzalna w ten sposob (lub przynajmniej nie bezposrednio).

                Faktem jest, ze sporo pieniedzy u nas sie marnuje np na wyjazdy pseudonaukowcow
                na pseudokonferencje, ale nikt mi nie wmowi, ze sie przelewa. Przepracowalem rok
                w Polsce jako asystent siedzac w pokoju z ponad 50-letnimi futrynami utkanymi
                papierem toaletowym aby kartek na biurku nie przewracalo i majac 20 godzin
                cwiczen i laboratoriow tygodniowo bo nie ma pieniedzy na wiecej asystentow. Po
                sprawdzeniu prac domowych, przygotowaniu nowych zajec itd nie bylo czasu na
                prace naukowa. Poza tym nie bylo ani jednego pracownia u ktorego moglbym robic
                doktorat, nie tylko dlatego, ze nie mieli oni habilitacji, rowniez dlatego ,ze
                nie zajmowali sie oni wogole praca naukowa. Stad nieco przeraza nie mnie
                propozycja zniesienia habilitacji i zrownania ludzi, ktorzy jednak robia jakies
                badania i ludzi, ktorzy jakos napisali doktorat, moze i bez ani jednej
                publikacji. Smiem twierdzic, ze procent "pasozytow" wsrod ludzi z habilitacja
                jest duzo nizszy niz niz procent "pasozytow" wsrod ludzi z tytulem magistra i
                doktoratu.

                Wracajac do finansow, w Kanadzie mam 12 godzin obowiazkow (albo dydaktycznych,
                wliczajac sprawdzanie prac domowych i przygotwanie do zajec, albo badan dla
                mojego promotora). Reszta czasu jest dla mnie. Pieniadze jakie za to dostaje
                umozliwiaja mi samodzielne utrzymanie na skromnym poziomie ale na pewno wyzszym
                niz dalaby mi pensja asystenta w Polsce.

                Pozdrawiam
                Jacek
                • Gość: B.T., Zabrze Dlaczego taka bieda w Polsce! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 00:32
                  Po kolei:
                  1. Zapewniam Cie, że w badaniach poważnych (nie takich pod publikacje) przydają
                  sie wszystkie specjalności, i matematycy, i fizycy teoretyczni, i plastycy i
                  jeszcze wielu innych. Taka zespołowa praca w Polsce na uczelniach nie jest
                  znana bo tam jest zasada "każdy sobie rzepke skrobie" i najchętniej swego
                  kolegą z sąsiedniego wydziały utopili by w łyżce wody. Ale jak potrzeba
                  przyciśnie, jak już nie będzie grosza z KBN-u to kto wie czy nie powstaną
                  zespoły, aby w końcu czegoś wspólnie dokonać. Właśnie powszechny dostęp łatwego
                  pieniądza do uczelni nie pozwala na razie na tworzenie takich zespołów.

                  2. Pewnie, że aby wykonać sprzedawalna prace badawcza trzeba zainwestować,
                  popracować. Ale, żeby w Polsce na przestrzeni ostatnich 14 lat nic kompletnie
                  ciekawego w badaniach na uczelniach i w PAN-ie nie zrobiono! Armia 70 tysięcy
                  ludzi!!! Największe osiagniecia: niebieski laser to kompletna bujda, robot do
                  serca, kolejna bujda, polianilina to następna bujda.

                  3. Teraz wiesz czemu w Polsce pracowałeś w takich warunkach, ano jest bieda nie
                  działa podstawowy czynnik wzrostu gospodarczego jakim jest działalnośc naukowo-
                  badawczo-rozwojowa (N-B-R). Wszystko kupujemy z zagranicy. I tylko dzięki
                  obrotności włascicieli przedsiebiorstw nie majacych żadnego wsparcia ze strony
                  jednostek N-B-R jeszcze to wszystko trzyma sie kupy. Ani technika, ani
                  techologia, ani prawo, ani ekonomia nie jest wspierana przez działalnośc N-B-R.

                  4. obliczyłem, że na jednego pracownika naukowo-badawczego przypada ok. 12
                  tysiecy złotych na miesiąc pensji (odliczyłem składki na ZUS). I Ty powinieneś
                  jakąś godną sumę dostać, ale rządzą inni. I inni biorą prawie wszystko a
                  asystenci harują. Aby to zmienić to własnie ta dyskusja.

                  5. Sprawa stopni i tytułów to czysty śmiech i tak to jest traktowane poza
                  uczelniami, bo gdziekolwiek zjawiał sie ktos z tytułem to pewnwe, że zawalił
                  sprawę. Aby nastąpiła pozytywna selekcja musza obowiazywać inne niz dotychczas
                  kryteria oceny wyników działalności N-B-R. Te obecne się nie sprawdziły.

                  6. Życzę Ci powodzenia w Kanadzie. Jak zdobędziesz dużą praktyke to wracaj i
                  moim śladem załóż sobie własny ośrodek badawczy; będziesz miał swobodę w
                  badaniach, bedziesz zajmował sie czym będziesz uważał, do tego wystarczającą
                  forse za pracę. A jak stworzy sie w Polsce, powiedzmy 5 000 takich prywatnych
                  ośrodków to nareszcie coś się ruszy. Nie będą nas polaków wytykać palcami i
                  nazywać biedakami. Na zmiany obecnego stanu, tak długo jak będzie łatwa forsa z
                  budżetu, nie można liczyć. Ale ta forsa już się kończy.

                  Pozdrowienia
                  Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
                  • mkur Re: Dlaczego taka bieda w Polsce! 20.02.04, 03:50
                    Czesc,

                    Dyskusja robi sie calkiem interujaca, choc moze troche offtopic, ale skoro ja
                    tez pracuje w IIMCB, to moze dla uczciwosci zabiore glos ;-).

                    Pan BT i Cezry Wojcik maja sporo racji. W Polsce,w tym na "Kampusie Ochota" nie
                    ma najmniejszych szans na przekroczenie pewnej masy krytycznej aby praca
                    "podstawowa" mogla zaczac przynosic wymierne korzysci ekonomiczne.

                    Co najmniej polowa z 10 PI-ow w IIMCB robi bardzo dobra robote i gromadzi wokól
                    siebie zdolnych i pracowitych ludzi (pozdrowienia dla p53 ;-), ale to nie moze
                    byc niczym wiecej niz taka mala elita w okreslonym srodowisku. Stad do
                    przemyslu, a zwlaszcza przemyslu farmaceutycznego w stylu Stanow dluga droga.

                    To specyfika biotechnologii. I przyczyna pewnej przepasci pomiedzy cala Europa a
                    Stanami - brak silnego przemyslu farmaceutycznego i biotechnologicznego daje
                    skutek w braku feedbacku wymuszajacego konkurenyjnosc i pragmayzm. Z kolei zbyt
                    silny pragmatyzm Amerykanow dal w latach 90 i dalej w penym stopniu daje takie
                    kwiatki jak przypadek Celery, ale jednak jest motorem postepu.

                    IIMCB moze sobie pobierac ten ulamek procenta budzetu i dzieki temu byc takim
                    malym trybikiem w globalnym mechanizmie ;-). Ale (panie BT), jednym z
                    nielicznych w Polsce.

                    Pozdrowienia,
                  • Gość: jacek Re: Dlaczego taka bieda w Polsce! IP: *.cs.ubc.ca 20.02.04, 05:02
                    Nie mozna oceniac, ze nic sie nie dzieje bo slychac tylko o niebieskim laserze
                    (co nie znaczy ze uwazam, ze cos sie dzieje, tylko nie podoba mi sie ten sposob
                    myslenia). Moj ojciec od 50 lat pracuje naukowo caly czas, przewaznie wiele
                    godzin dziennie, ma wyniki ktore co pewien czas publikuje w renomowanych
                    czasopismach i tyle, bo tak sie sklada, ze jest matematykiem zajmujacym sie na
                    tyle abstrakcyjna matematyka, ze w inzynierii nie znajdzie ona bezposrednio
                    zastosowania (przynajmniej obecnie). Pragne Cie jednak usopokoic, ze wlasciwie
                    nigdy mu nie placono za jego prace naukowa, a tylko za prace dydaktyczna. Raz
                    wystapil i dostal grant z KBN, ale jak sie okazalo, ze moze zan kupic komputer
                    (ktory mu nie jest do niczego potrzebny), a nie moze ksiazek, to po wszelkich
                    biurokracyjnych historiach jaki mial z tym grantem, juz nigdy o nic takiego nie
                    wystapil.

                    Ku zgrozie rewolucjonistow moge dodac, ze ma habilitacje (zrobil ja przed
                    trzydziestka), dwie "kuriozalne" profesury belwederskie, i wstyd sie przyznac,
                    jest czlonkiem-korespondentem PAN. Nie zauwazylem, zeby go wszystkie te tytuly
                    podniecaly, ani zeby je sobie wstawial przed nazwiskiem itd. Rewolucjonisci nie
                    musza stawiac kos na sztorc i pedzic usuwac mojego Tate-starca blokujacego
                    posade, bo wlasnie przeszedl na emeryture i zwolnil miejsce jedynemu swojemu
                    uczniowi jakiego sie dorobil w ciagu ostatnich 20 lat. Jedynemu, bo nikt inny z
                    osob przewijajacych sie przez jego uczelnie nie byl zainteresowany tak naprawde
                    praca naukowa i generalnie mojemu Tacie jest przykro, ze nie ma uczniow bo nie
                    ma komu pooddawac do wykonczenia problemow jakie pojawiaja sie przy jego
                    badaniach, a ktorymi nie ma czasu sie zajac. Tego rodzaju badnaia sa dobra okzja
                    to stratu w samodzielna prace naukowa dla mlodego naukowca.

                    Zeby tez uprzedzic podejrzenia o kastowosc, dodam ze nie zajmuje sie matematyka
                    a informatyka i do Kanady dostalem sie "prywatnie", bez pomocy Taty, mojej
                    uczelni, jakiegokolwiek stupendium z Polski itd.

                    Cala ta dyskusja o stopniach itd nie zajmuje sie problemem upadku poziomu
                    studiow wyzszych (ktory przeciez ma wplyw na poziom przyszlych naukowcow),
                    dziwnymi priorytetami rzadu, ktory chce aby 30% spoleczenstwa mialo wyzsze
                    wyksztalcenie, tylko nie brdzo chce dac pieniadze na ich ksztalcenie, albo
                    wprowadzicodplatnosc za studia itd. Od samej zmiany w systemie stopni nic sie w
                    nauce nie uzdrowi, a co najwyzej popsuje, bo wykorzystaja ja "pasozyty". Nie
                    dyskutujemy tez o upadku przemyslu (niemiecka montownia samochodow nie
                    potrzebuje naukowcow z Polski, wezmie ich sobie od siebie, z Niemiec), ktory
                    pociaga za soba upadek nauk inzynieryjnych itd.

                    Pozdrawiam
                    Jacek
                    • Gość: racja Re: Dlaczego taka bieda w Polsce! IP: *.uit.no / *.uit.no 20.02.04, 11:17
                      jacek i jarek, dobrze mowicie.

                      BT, z zespolami masz swoja slusznosc - w roznorodnych zespolach pracuje sie
                      lepiej. Ale do tego nie trzeba koniecznie organizacji, trzeba woli naukowcow,
                      zeby poszukali dobrych ludzi do wspolpracy - a czesto ich mozna znalezc za
                      sciana. Ale z badaniami podstawowymi, przepraszam, gadasz bzdury.

                      Wyjasnijmy sobie rzecz od podstaw, na przykladach. I, swoja droga, niedobrze
                      sie w nauce (nie tylko polskiej) dzieje, ze do tego stopnia inteligentni ludzie
                      z tej samej branzy nie moga sie dogadac. To jak my mamy rozmawiac z politykami?

                      Kolezanka zajmuje sie modelowaniem lekow, i jej zespol (nie w Polsce, w
                      swiecie) finansowany jest przez firme farmaceutyczna. Jak bedzie miala
                      szczescie, za 10-15 lat moze bedzie mogla kupic cos, co teraz modeluje w
                      komputerze, w aptece. Fajnie. Kolezanka ci sie pewnie podoba. Tylko ze metod,
                      ktorymi ona sie posluguje, nie byloby bez pracy takich jak kolega, ktory
                      pracuje na uniwersytecie i zajmuje sie teoria ukladow, ktore nie maja zadnego
                      praktycznego zastosowania, ktorych moze nawet nie byc w naturze, a dla ktorych
                      standartowe, opracowane juz metody zawodza. On swoich wynikow nie sprzeda i
                      zadna firma mu badan nie sfinansuje, bo one zysku nie przyniosa. Dla niego
                      jedynym 'wdrozeniem' sa publikacje, a jednym ze wskaznikow, co jego prace sa
                      warte, sa cytowania jego prac przez ludzi, ktorzy moga znalezc faktyczne
                      praktyczne zastosowanie. (Choc, prawie na pewno, jego wyniki wykorzysta A, i
                      dopiero wyniki A wykorzysta B, do czegos, czego uzyje C w czyms o zastosowaniu
                      w praktyce, lub lancuszek, co jeszcze bardziej prawdopodobne, lancuszek jeszcze
                      dluzszy.) I co, kolezanka robi prawdziwa nauke, a kolega jest pasozytem?

                      Kolega A zajmuje sie, w duzym zespole, synteza zwiazkow farmakologicznych, a do
                      badania, co mu wyszlo, wykorzystuje spektroskopie NMR (Jadrowy Rezonans
                      Magnetyczny). Ten ma scisly kontakt z przemyslem. Nad tym, zeby metode
                      poprawic, pracuje, zupelnie gdzie indziej, kolega B, opracowujac nowe sekwencje
                      impulsowe NMR (OK, ten moze swoje sekwencje tez sprzedac, pracowac dla firmy
                      produkujacej spektrometry, mial propozycje - ale woli, zeby byly dostepne
                      publicznie), w ramach przyjetej teorii zjawiska. A nad alternatywna teoria
                      pracuje kolega C - OK, rzucmy nazwiskiem - prof. Szymanski z IChO PAN), ktoremu
                      na 100% zadna firma badan nie sfinansuje, ktory ma problemy nawet z ich
                      publikacja - bo jego prace jest w stanie docenic moze 5-10 ludzi na swiecie.
                      Ale jednym z tych 5-10 jest R. R. Ernst (Nobel z chemii w 1991).

                      Badania podstawowe marnuja pieniadze podatnikow? W takim razie wszyscy ci,
                      ktorzy dokonali przelomow naukowych, od Kopernika i Galileusza poczawszy, byli
                      pasozytami. Myslisz, ze jakas instytucja nastawiona na zysk sfinansowalaby
                      badania Einsteina nad efektem fotoelektrycznym? Bohra nad widmem atomowego
                      wodoru? Daj spokoj. Kogo to obchodzilo? I faktycznie, grosza by z tego nie
                      mieli - chyba ze reklame.
    • Gość: Staszek Mazur Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.gfz-potsdam.de 19.02.04, 11:59
      W polskiej nauce nie dzieje sie najlepiej, to banal. Jednak przyczyny sa daleko
      bardziej zlozone, niz to wynika z wielu wypowiedzi. Ameryka stanowi niedoscigly
      przyklad organizacji srodowiska naukowego, ale srodowisko to wyrasta/jest w
      interakcji ze spoleczenstwem, ktore od stuleci slynie z odpowiedzialnosci i
      umiejetnosci samoorganizacji. Chce powiedziec, ze w polskiej nauce minie
      jeszcze wiele lat zanim pojawi sie wiekszosc zdolna zrobic wlasciwy uzytek z
      amerykanskich doswiadczen/swobod. Zmieniac trzeba koniecznie, ale ze
      swiadomoscia nieuchronnosci pewnych rozwiazan "przejsciowych". Jesli np.
      krytykuje sie instytucje habilitacji i jednoczesnie uczciwosc komisji
      konkursowych, to czyz zniesienie habilitacji nie zostawi tym (nie?)uczciwym
      komisjom wiekszej swobody zlego wyboru?

      Pozdrawiam

      Staszek Mazur
      Potsdam
      • Gość: Józef Wieczorek USTAWA DO TRYBUNAŁU IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 12:07
        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040219/prawo/prawo_a_1.html
        Trybunal Konstytucyjny uchylił przepisy z poprzedniej epoki
        Zasady naboru na aplikacje adwokacka i radcowska muszą być zmienione
        -----------------

        Najwyższy czas aby zostały zmienione przepisy w nauce i edukacji.
        Zasady naboru na 'aplikację' profesorską winny być zmienione.
        Obecny prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym nadaje się tylko do
        Trybunału Konstytucyjnego i o to trzeba walczyć.
        • dyplomata WIECZOREK NA DYWANIK FORUMOWY 19.02.04, 12:26
          Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a):

          > Najwyższy czas aby zostały zmienione przepisy w nauce i edukacji.
          > Zasady naboru na 'aplikację' profesorską winny być zmienione.
          > Obecny prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym nadaje się tylko do
          > Trybunału Konstytucyjnego i o to trzeba walczyć.

          Haha, ale co w zamian? Zniesc habilitacje, dac wiecej kasy zeby wpuscic do
          grajdola wiecej rozrabiaczy? A aplikacje na prof. zmienic po te zeby dr
          Wieczorek mogl zostac prof. dr. niehab.?

          Refroma realna w odroznieniu od robienia i bicia brudnej piany musi polegac
          na wprowadzeniu modelu rynkowo-elitarnego w ktorym zadnych prezydenckich
          ustaw i odwolan do trybunalu nie bedzie potrzeba.

          Teraz zas jest najwazniejsze zeby nie dac sie nabrac na walke o nowe dojscia
          do grajdola tylko walczyc o jego rozwalenie.
          • Gość: B.T., Zabrze Re: WIECZOREK NA DYWANIK FORUMOWY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 12:42
            Jak zrozumiałem Wieczorek miał duże osiągnięcia na swej uczelni, ale według
            ogólnej zasady najlepszych i najgorszych należy sie pozbywać. Wieczorek należał
            do tych najlepszych, więc miał jakieś problemy.

            Trzeba jednak oddać panu Wieczorkowi, że konsekwentnie zwraca uwagę na
            nieprawidłowości w tzw. "nauce polskiej" i chwała mu za to. Takich ludzi
            zabałaganiona Polska (w działalności N-B-R i nie tylko) potrzebuje. I ta
            niniejsza dyskusja w części jest też zasługą Pana Wieczorka.

            Nie jestem za likwidacją jakichś tam stopni (i tu nie zgadzam się z Panem
            Wieczorkiem); a wogóle ta dyskusja świadczy o patologicznej chorobie polskich
            naukowców, którzy to nie dyskutują o dziełach naukowych, o technologiach, o
            postępie, o wiedzy o organizacji działalności N-B-R tylko o stopniach i
            tytułach i jak się do nich najszybciej dochrapać. Beeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!

            Więc bądzcie uprzejmi zmienić temat.

            Pozdrawiam
          • Gość: Józef Wieczorek TCHÓRZOSTWO CYWILNE- Antydyplomata IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.02.04, 13:33
            Niektórzy sa bardzo nprymitywni mysląc że innym może chodzić tylko o tytuły.
            Szczególnie tym ktorzy tych tytułow w ogóle nie używaja. Ale w 'nauce polskiej'
            chodzi tylko o tytuły więc 'dyplomaci' w tej 'nauce' brylują. Potrafia kopać
            innych zaslaniając się pseudonimami. Tchórzostwo cywilne to jedna z cech
            diagnostycznych uczonych 'nauki polskiej' tworzących grajdol 'dyplomatyczny' z
            którego sie niepredko wydostaniemy z powodu takich 'dyplomatów'
            Wyrazy wspólczucia!
            • dyplomata Haselka zdemaskowane 19.02.04, 21:18
              Gość portalu: Józef Wieczorek napisał(a):

              > Niektórzy sa bardzo nprymitywni mysląc że innym może chodzić tylko o tytuły.
              > Szczególnie tym ktorzy tych tytułow w ogóle nie używaja. Ale w 'nauce
              > polskiej' chodzi tylko o tytuły więc 'dyplomaci' w tej 'nauce' brylują.
              > Potrafia kopać innych zaslaniając się pseudonimami. Tchórzostwo cywilne to
              > jedna z cech
              > diagnostycznych uczonych 'nauki polskiej' tworzących grajdol 'dyplomatyczny'
              > z którego sie niepredko wydostaniemy z powodu takich 'dyplomatów'
              > Wyrazy wspólczucia!

              Wiadomo ze zdemaskowanie prawdziwych intencji i manipulacji Wieczorkowcow
              wywola ich furie.

              Chodzi tu przeciez o chytruskowe o podkopanie sie do grajdola i zrobienie w nim
              zamachu stanu tak by mozna bylo zajac cieple pozycje i wygrzewac sie na koszt
              podatnika a jeszcze przy okazji wyszarpac wieksza kase.

              Rewolucyjne hasla w postaci zniesienia habilitacji maja na celu skupienie
              grupy uderzeniowej, swoistej Samoobrony w nauce bo kupie jest latwiej rozrabiac.

              Charakterystyczne jest calkowite pomijanie aspektow finansowych i rynkowych
              w reformie nauki. Po prostu struktura grajdola ma pozostac tylo ma byc
              dostep bez habilitacji. To jest reforma w wydaniu Jozefa Wieczorka.

              Oczywiscie prawdziwa reforma musi zaczac od podstaw czyli od kasy, ale model
              rynkowo-elitarny z USA wymaga oczywiscie walki, trudu i potu a tego
              pseduorewolucjonisci przeciez nie chca i dlatego na ten niewygodny temat
              milcza.

      • dyplomata Stachu bez jaj 19.02.04, 12:39
        Gość portalu: Staszek Mazur napisał(a):

        > W polskiej nauce nie dzieje sie najlepiej, to banal. Jednak przyczyny sa
        daleko
        > bardziej zlozone, niz to wynika z wielu wypowiedzi. Ameryka stanowi
        niedoscigly
        > przyklad organizacji srodowiska naukowego, ale srodowisko to wyrasta/jest w
        > interakcji ze spoleczenstwem, ktore od stuleci slynie z odpowiedzialnosci i
        > umiejetnosci samoorganizacji. Chce powiedziec, ze w polskiej nauce minie
        > jeszcze wiele lat zanim pojawi sie wiekszosc zdolna zrobic wlasciwy uzytek z
        > amerykanskich doswiadczen/swobod.

        Przede wszystkim nie gadajmy o Ameryce tylko o amerykanskim top 20. Model
        amerykanski to rat race doprowadzony do granic. Top 20 to smietanka smietanki.
        Ale Ameryka to kilka tysiecy uniwersytetow. Te spoza top 1000 to sa jakie?

        Porownywanie amerykanskiej elity do polskiej urawnilowki to bzdura na kosmiczna
        skale.

        Jesli chce sie miec w Polsce porzadna nauke to mozna to zrobic ale TYLKO
        w postaci elitarnej. Czyli dwie uczelnie elitarne, kilka lepszych a reszta
        to amerykanskie top > 1000. Do tego trzeba dodac system rynkowy, zrywajac
        przede wszystkim z paranoja bezplatnego ksztalcenia.

        > Zmieniac trzeba koniecznie, ale ze
        > swiadomoscia nieuchronnosci pewnych rozwiazan "przejsciowych". Jesli np.
        > krytykuje sie instytucje habilitacji i jednoczesnie uczciwosc komisji
        > konkursowych, to czyz zniesienie habilitacji nie zostawi tym (nie?)uczciwym
        > komisjom wiekszej swobody zlego wyboru?

        To sa wszystko symptomy grajdola i one sie nie zmienia dopoki grajdol bedzie
        urzedowal na panstwowych etatach. W modelu rynkowym, wszelkie komisje i
        wybory beda wiazaly sie z REPUTACJA na rynku a to z kolei bedzie sie odbijalo
        na poziomie kasy. Tak jest w Ameryce, nie?


        Pytania zasadnicze:

        Dlaczego chwalac amerykanska elite nie mowi sie o oplatach za studia i
        finansach?

        Moze byloby lepiej zaczac od tego wlasnie tematu?

        Bo jezeli sie o tym nie mowi to sa powazne podejrzenia ze chodzi o wyciaganie
        publicznej kasy do obecnego grajdola.

      • Gość: jacek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.cs.ubc.ca 19.02.04, 23:18
        Swiete slowa. Pozostawiajac wieksza swobode owym komisjom tylko obnizymy poziom
        wiekszosci uczalni, tak jak sie stalo z poziomem studiow, gdy pozwolono
        uczelniom decudowac o programie nauczania i progach egzaminayjnych, bez
        zastanowienia sie czy aby wszystkie uczelnie juz do takiej samodzielnosci
        dojrzaly. Rewolucje robia wiecej szkody niz pozytku a wycofac sie z nich nie
        sposob.

        J.
    • Gość: inżynierek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.wp.mil.pl 19.02.04, 14:07
      można zrobić wszędzie, również W Polsce, pytanie jest tylko co to jest za
      kariera.
      postawił bym inne pytanie czy jest wizja nauki w Polsce,
      co sie stało z dyscyplinami politechnicznymi w Polsce,
      brak spójnej polityki państwa zniweczył całkowicie myśl inżynierską, nie ma
      promocji polskiej myśli inżynierskiej nie ma co sprzedawać,
      co sie stało z poziomem nauczania matematyki i fizyki w ostatniej dekadzie,
      szkoda słów, można mnożyć tylko pytania,....
      • dr.krisk Dyscypliny politechniczne... 20.02.04, 00:25
        Zgadzam się. Obserwuję absolutny upadek nauk technicznych - grozi nam wizja
        Polski pełnej ekonomistów, socjologów, psychologów, itp. (bez obrazy), w której
        dla wbicia gwoździa w ścianę wzywa się specjalistów z zagranicy. Przykre to i
        smutne. Nawet na tym forum to widać: według niektórych prostaczków nauka nie
        obejmuje dziedzin technicznych...
        Żle to widzę.
        KrisK
        • Gość: drabol Re: Dyscypliny politechniczne... IP: *.bri.nrc.ca 20.02.04, 17:33
          faktycznie, zle to widzisz.

          i to podwojnie:

          (a) dziedziny techniczne sa, owszem, bardzo przydatne i niestety (lacze sie w
          smutku) padniete w Polsce (bez nich przemysl nie rozwija sie jak nalezy, a nauki
          podstawowe cierpia z braku finansowania). nie sa tylko dyscyplinami naukowymi.

          (b) wspomniane przez Ciebie socjologia i psychologia rozniez nie sa naukami,
          przynajmniej w sensie popperowskim.
    • Gość: Czesiek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę naukową? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 19.02.04, 14:13
      Czy mozna zrobic kariere naukowa? Oczywiscie, jesli jestes lizusem i przez piec
      lat krecisz sie kolo profesora, to owszem. W innym wypadku nie masz szans.
      Studia doktoranckie sa dla ludzi ze srednia 5,0 albo dla lizusow - w ich
      przypadku srednia nie gra roli. Nastepuje weryfikacja negatywna. Wiele razy w
      czasie studiow zetknalem sie z doktorantami, ktorzy prowadzac zajecia nie
      potrafili przekazac wiedzy, czesto jej nie mieli i zachowywali sie jak muminy,
      bo nie umieli zlapac kontaktu ze studentami. Tacy ludzie, kompletnie
      nieprzygotowani do kontaktow z drugim czlowiekiem, a co dopiero z grupa,
      stanowia wiekszosc doktorantow i pozniej wiekszosc kadry naukowej. Druga sprawa
      jest, ze naukowcy z dziedzin humanistycznych (studiowalem filologie polska)
      zajmuja sie jakimis durnotami, nadinterpretuja, krecac sie w kolko wokol
      jakiejs waskiej dziedziny, ktora nie jest nikomu potrzebna. Wiem jak wygladaja
      takie konferencje naukowe - jeden czyta, reszta ziewa, pije kawe i nie slucha
      tego, ktory mowi. Jedynie prelegent prezy sie, nasladzajac sie swoim glosem i w
      jego mniemaniu odkrywczymi teoriami. A to tylko jeden belkot.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka