Eksploatacja planetoid wkrótce?

26.04.12, 00:41
Brzmi jak fantastyka naukowa lub pieśń dalekiej przyszłości. Jednak w USA ujawniła się firma, która od 3 lat przymierza się do... eksploatacji planetoid. I ta firma znalazła już poważnych inwestorów, podpisała kontrakty z firmami i agencjami rządowymi (w tym NASA)!
24 kwietnia Planetary Resources, Inc. ogłosiła swe plany. Zamierza eksploatować planetoidy typu NEO (bliskie Ziemi) w celu 1) zdobycia wody w przestrzeni w celu wytwarzania wodoru i tlenu (stwarzając kosmiczne "stacje benzynowe") 2) eksploatacji złota i platynowców (zwłaszcza platyny). "Asteroid mining" ma być przedsięwzieciem komercyjnym!
Na początek opracowała trzy typy pojazdów - satelitów na niskiej orbicie wokółziemskiej do obserwacji NEO (start 2014), pojazdów przelatujących koło szczególnie blisko przelatujących NEO i wreszcie pojazdów do dalszych obiektów. Po tym etapie rozpoznawczym ma przyjść kolej na przechwycenia małych NEO i umieszczeniu ich na orbicie okołoksiężycowej lub w punktach Lagrange'a układu Ziemia - Księżyc. Przechwycenie takich kilkumetrowych obiektów (kilkaset ton) miałoby nastapić około roku 2025 (koszt - 2,6 mld USD - samego wprowadzenia na orbitę!).

Zastanawiałem sie nad kosztami i zyskami takiej operacji. 1 metr sześcienny platyny (21.46 ton) przy dzisiejszej cenie 1551 $ za uncję trojańską wart jest nieco ponad miliard dolarów. Wiadomo, że pewne planetoidy składają się w dużym stopniu z platynowców i złota. Wygląda to na coś raczej na granicy opłacalności. Reakcje na te oświadczenia - jak czytałem - są mieszane. Uwagę zwraca jednak pozyskanie wielu funduszy, rozmach - jak sie wydaje - przedsięwziecia i związki z NASA. Nawiasem mówiąc, jednym z kierunków załogowych lotów w ramach programu "Flexible Path" miałby być lot astronautów na NEO w roku 2025.

www.kosmonauta.net/index.php/Przyszlosc/Sektor-prywatny/2012-04-25-planetary.html
www.space.com/15395-asteroid-mining-planetary-resources.html
www.space.com/15387-asteroid-mining-planetary-resources-gallery.html
    • dawwwkins2 Nie wierzę 26.04.12, 10:51
      To na pewno jest poniżej granicy opłacalności. Bo zwykle wychodzą koszty ukryte.
      Ponadto - jest w tym pewien myk. Załóżmy, że górnictwo kosmiczne zaczyna istnieć naprawdę, a nie w dokumentach. Pojawiają się na rynku dodatkowe (w stosunku do dzisiejszych) ilości cennych surowców. Raczej spowoduje to spadek cen...

      Nie, nie wierzę. Mam to za prace studialne, które długo jeszcze nie wyjdą poza fazę - co najwyżej - eksperymentu. Ale dobre i to - któregoś dnia takie górnictwo nam się przyda. Ale nie na Ziemi, w to nie wierzę. Ono się przyda, aby zasilać w surowce osady w kosmosie, na innych planetach, etc.
      • pomruk Re: Nie wierzę 26.04.12, 11:56
        Ja też mam wątpliwości :) Ale mówiąc ściślej - prace studialne były już wcześniej wykonane przez NASA na potrzeby tej firmy i to one wskazały na koszt około 2 mld USD. Tymczasem firma twierdzi, że zdoła osiągnąć niższe koszta (już na wcześniejszych etapach) dzieki "masowości" produkowanych elementów i dzieki temu, że jest prywatna ;) - kłania się przykład SpaceX, który produkuje już tańsze rakiety, a Falcon Heavy ma rozłożyć konkurencję na łopatki.
        Możliwe, że koszta w rzeczywistości wzrosną tak, że przestanie to mieć sens - z wyjątkiem owych "stacji paliwowych", jeśli zdecydujemy się na podbój dalszej przestrzeni. Ale może? Już sam fakt, że rozważamy to jako coś na granicy opłacalności, ze pisze o tym The Wall Street Journal, jest fascynujący. 10 lat temu nie docenialismy zresztą roli firm prywatnych w komercjalizacji podboju Kosmosu, może nie doceniamy dziś ich możliwości technicznych za 20 lat? A koszt kg ładunku wyniesionego w Kosmos maleje (za sprawa tych właśnie firm), zaś koszt surowców rośnie... Może tego typu przedsięwziecie, jeśli nie uda się (technicznie i ekonomicznie) za 13 lat, powiedzie się za 33?
        • kornel-1 A czyje są planetoidy? 26.04.12, 12:06
          Kto pierwszy ten lepszy?

          Kornel
          • pomruk Re: A czyje są planetoidy? 26.04.12, 12:23
            To reguluje "Moon Treaty"
            en.wikipedia.org/wiki/Moon_Treaty
            który "Bans all exploration and uses of celestial bodies without the approval or benefit of other states under the common heritage of mankind principle (article 11)." :)
            • pomruk Czyli niczyje :) 26.04.12, 12:28
              Czyli praktycznie niczyje, popatrzcie, ile państw ratyfikowało ten układ. USA, Rosja, Chiny - nie...
              • asteroida2 Re: Czyli niczyje :) 26.04.12, 14:51
                Rozumiem że są tu problemy kwestii militarnej, bo pojazd kosmiczny mogący holować planetoidy o masie kilkuset ton jest tak naprawdę bronią masowego rażenia: może planetoidę przyholować na taki kurs, żeby walnęła w wybrany punkt na powierzchni Ziemi.

                Ale może wystarczą tu jakieś porozumienia, umożliwiające dowolne wykorzystanie planetoid które w przypadku wejścia w atmosferę Ziemi spaliłyby się albo rozpadły przed dotarciem do powierzchni (np. do 20 ton) i zabraniające zabawy większymi?
                • pomruk Re: Czyli niczyje :) 26.04.12, 15:33
                  Rzeczywiście - manipulacje z planetoidami mogą być uważane za szczególny rodzaj broni kinetycznej... i nie zmienia tu niczego fakt, że zmiana orbity trwać ma latami (zastosowanie silnika jonowego). Tak, prawników - specjalistów od prawa kosmicznego czekają teraz ciekawe czasy. Kwestia praw do eksploatacji ciał niebieskich, kwestia praw do zmian ich orbit...
        • darr.darek Re: Nie wierzę 26.04.12, 12:55
          Firmy prywatne potrafią mocno zmniejszać koszty, ale są ograniczenia.
          20 ton metali szlachetnych to przede wszystkim problem wydobycia tego z substancji tworzącej asteroidę. Człowiek nie poleci tak daleko a same maszyny na pokładzie to zwykle stanowczo zbyt mało, by zrobić cokolwiek bardziej skomplikowanego. Jakiś analizator raportuje, że znalazł na samej powierzchni żyłę złota z zawartością aż 1% złota w gruncie i już jest problem, bo musiałyby lecieć całe fabryki (zautomatyzowane!), by z tak wysokiej zawartości złota poradzić sobie z wyłuskiwaniem tegoż.

          A pierwszy sukces z przywiezieniem ton złota spowodowałby panikę na rynku kruszców i spadek cen kilkukrotny. Nawet gdyby organizator zapewniał, że to tylko szczęśliwy traf, a w przyszłości nie da się więcej przywozić.

          Zresztą, o tym, że to jest bzdura do wywołania fermentu świadczy fragment o rzekomej opłacalności produkcji paliw z wody znajdowanej w odległym kosmosie. To jest nawet głupsze niż ten pomysł elektrowni słonecznej na orbicie, gdy wiemy, że taka elektrownia na Saharze nie jest rozważana poważnie.
          Te elektrownie słoneczne na Saharze byłyby nawet opłacalne i korzystne dla Europy, ale nie są rozważane z tak prozaicznych przyczyn, jak np. możliwość rozpiep..nia tejże przez bojówki lub poprzez zwykłe porozkradanie elementów. Tu pracownicy opłacani po 100 USD za miesiąc i nie jest to rozważane, a wysyłka elementów na orbitę za miliardy i naprawy za miliony od paru ruchów ręki astronauty i ... rzekomo jest rozważane. Dla ekscytowania naiwniaków.
          Podobnie z tym paliwem w kosmosie. Woda z jakiejś komety i ... już. Wystarczy stacja kosmiczna z panelami dajmy na to 20m2 i już mamy oszałamiającą wydajność 1.5 kg wodoru na dobę. To rocznie dla z 500 kg paliwa wodorowego. Hoho :)
          Nie licząc "drobnych" sytuacji ze sprężarkami, skraplaniem wodoru i tlenu, i całym osprzętem. Gdy coś się zepsuje, to zaprogramuje się PC-ta, by się podczołgał i naprawił skraplacz wodoru :)


          • pomruk Re: Nie wierzę 26.04.12, 13:40
            Sporo racji, ale zwrócę uwagę na kilka aspektów. Po pierwsze - nie jest prawdą, ze "człowiek nie poleci tak daleko" - w okolice Księżyca leciał już 40 lat temu, a o takich odległościach mówimy (orbita wokółksieżycowa, punkty Lagrange'a). Niezależnie od tego testowany właśnie pojazd Orion jest przystosowany do lotów na NEO również na orbicie wokółsłonecznej, do takich lotów mógłby również służyć Dragon (który już w maju poleci w wersji bezzałogowej na ISS). Tak więc akurat tego problemu nie ma. Inna rzecz, że racze nastawiają się chłopcy na automatykę.
            Nie sądze ze jest to tylko "bzdura dla wywołania fermentu" zważywszy na zaangżowane środki, ludzi którzy za tym stoją i 3-letnie prace przed ujawinieniem zamiarów. Co nie przesądza oczywiscie o realności, mówi jednak wiele o intencjach.
            Ze spadkiem cen - 100% racja. Mimo to te i inne metale są cenne również jako surowiec przemysłowy, a wielu metali po prostu w niedługim czasie zabraknie po prostu. Tak jak i wszedzie ustali sie nowa równowaga między podażą i popytem - pamiętajmy że zapotrzebowanie na rzadkie metale będzie jednak rosło, zaś koszta astrowydobycia, początkowo astronomiczne, będą spadać. Historia astronautyki uczy, ze dziedziny poczatkowo zupełnie nieoplacalne, stały sie po pewnym czasie polem zainteresowania komercji - choćby załogowe loty w Kosmos.
            Dlaczego panele mają sięgać 20 m2? Pojedynczy panel na ISS ma prawie 400 m2.
            • darr.darek Re: Nie wierzę 26.04.12, 13:59
              pomruk napisał:
              > Sporo racji, ale zwrócę uwagę na kilka aspektów. Po pierwsze - nie jest prawdą,
              > ze "człowiek nie poleci tak daleko" - w okolice Księżyca leciał już 40 lat temu

              I gdyby ci księżyco-nauci spotkali w czasie lotu lub przebywania na Księżycu wyrzut cząstek po "burzy słonecznej", to wróciliby najpewniej z jakąś mniej lub bardziej zaawansowaną chorobą popromienną. Najwyraźniej Bóg nad nimi czuwał.

              > wielu metali po prostu w niedługim czasie zabraknie

              Po to są kopane nowe kopalnie, by nie zabrakło.
              Na dnie oceanów jest sporo metali ciężkich i wystarczy tylko to "zassysać" z dna, a jednak technologia jest na tyle droga, że firmy wydobywcze wolą na razie kopać pod ziemią.
              Ktoś kiedyś zacznie brać to co jest na dnie oceanów. A są tam nie tylko metale ale i olbrzymie złoża klatratów metanowych, gdzie złoża metanu są większe niż konwencjonalne w pułapkach podziemnych.

              > Dlaczego panele mają sięgać 20 m2? Pojedynczy panel na ISS ma prawie 400 m2.

              Nie zmienia to faktu, że budowa statku za miliardy, po to by udało się mu wyprodukować paliwa z wody z komet z wydajnością nawet kilku-kilkunastu ton wodoru rocznie, z całym olbrzymim osprzętem, którego nie naprawiłyby automaty, że to jest czysta bzdura. Można rozszerzać bzdurę o aspekt np. całego skomplikowania i wręcz nieopłacalności tematu uzyskania wody z jakiegoś lecącego z prędkościami kosmicznymi ciała niebieskiego.
              Można jednak poprzestać, że to bzdura tak dużego kalibru, że nie ma sensu nawet nad nią dyskutować.

              • pomruk Re: Nie wierzę 26.04.12, 14:37
                darr.darek napisał: (podaję skróty, bo automat nie pozwala na dłuższe cytaty!!!


                >
                > I gdyby ci księżyco-nauci spotkali wy
                > rzut cząstek po "burzy słonecznej", to wróciliby najpewniej z jakąś mniej lub b
                > ardziej zaawansowaną chorobą popromienną.

                I co w zwiąku z tym? Czy planetoida nie zatrzymuje promieniowania (możemy zahamować jej rotację)? Albo czy nie można zbudować tarczy właśnie z tego, co się wydobyło? Zresztą osłoną mogą być już elementy konstrukcji statku wraz z np.zbiornikami paliwa, wody itd - co łącznie z zaprojektowaniem "bunkra" z ciężkimi ścianami w którym mogą się schronić astronauci podczas rozbłysków w dużym stopniu zmniejsza napromieniowanie. Tak właśnie ma wygladać ochrona wg kilku koncepcji lotu na Marsa.
                >
                > > wielu metali po prostu w niedługim czasie zabraknie
                >
                > Po to są kopane nowe kopalnie, by nie zabrakło.
                > Na dnie oceanów jest sporo metali ciężkich ia jednak technologia jest na tyle droga, że firmy wydobywcze wolą na razie k
                > opać pod ziemią.

                O, z pewnością. Traktujmy to jako dwie dostepne, równoległe drogi pozyskiwania metali (cały czas zakładam realnosć przedsiewziecia, nie upieram się przy niej). Nawiasem mówiąc, z dna oceanu najwięcej wydobędziemy manganu.


                > Nie zmienia to faktu, że budowa statku za miliardy, po to by udało się mu wypro
                > dukować paliwa z wody z komet z wydajnością nawet kilku-kilkunastu ton wodoru r
                > ocznie, z całym olbrzymim osprzętem, którego nie naprawiłyby automaty, że to je
                > st czysta bzdura. Można rozszerzać bzdurę o aspekt np. całego skomplikowania i
                > wręcz nieopłacalności tematu uzyskania wody z jakiegoś lecącego z prędkościami
                > kosmicznymi ciała niebieskiego.


                W tym sensie bzdurą staje się już wysłanie sondy Cassini na Saturna. Kosztowała miliardy, automaty by jej nie naprawiły. Skomplikowana. Nieopłacalna. Poleciała. Działa. A produkowanie niektórych substancji in situ i tak stanie się predzej czy później koniecznością właśnie ekonomiczną. A produkcja wodoru w ilości 10 ton oznacza wyprodukowanie utleniacza do niego w ilości 160 ton. Taka ilość może być kosztowna w transporcie.
                • pomruk Errata 26.04.12, 14:39
                  Oczywiście, na 10 ton wodoru tlenu otrzymamy 80 ton, sorry!
          • asteroida2 Re: Nie wierzę 26.04.12, 14:35
            > Człowiek nie poleci tak daleko a same maszyny na pokładzie to zwykle stanowczo
            > zbyt mało, by zrobić cokolwiek bardziej skomplikowanego.

            Sprowadzenie planetoidy na orbitę Ziemi to nie jest zadanie niewykonalne dla maszyn. A jak już będzie na orbicie, to człowiek może tam polecieć, albo chociaż zdalnie sterować maszynami przy minimalnych opóźnieniach.

            > Podobnie z tym paliwem w kosmosie. Woda z jakiejś komety i ... już.
            > Wystarczy stacja kosmiczna z panelami dajmy na to 20m2 i
            > już mamy oszałamiającą wydajność 1.5 kg wodoru na dobę.
            > To rocznie dla z 500 kg paliwa wodorowego. Hoho :)

            Zapomniałeś o uzyskanym tlenie, którego będzie 9 razy więcej (masowo), a który dziś też trzeba wynosić na orbitę.

            Aż postanowiłem to sobie policzyć. Na orbicie Ziemi masz napromieniowanie 1366 W/m2, czyli 12 MWh/m2 na rok. 20 m2 paneli słonecznych o efektywności 20% może w ciągu roku dać 48 MWh, czyli 172 GJ energii. Elektroliza jednego mola wody (18g) wymaga 237 kJ. Jeśli sprawność elektrolizy to 50%, to możesz przerobić 172 GJ * 50%* 18g / 237 kJ = 6,5 tony wody, uzyskując 700 kg wodoru i 5800 kg tlenu.

            Jeśli cała operację wykonałoby urządzenie ważące mniej niż 30 ton, to zwróciłoby się ono w ciągu pięciu lat - to znaczy bardziej opłacałoby się je wysłać, niż wynosić w kosmos 30 ton paliwa z powierzchni Ziemi.

            A jeśli, tak jak pisał Pomruk, wybudujesz bazę używającą 400m2 paneli, to możesz produkować 100 ton paliwa rocznie. To może umożliwić loty kosmiczne, które dzisiaj są po prostu niewykonalne ze względu na zbyt duże wymagania na ilość paliwa. Może też umożliwić bootstrapping całego przemysłu kosmicznego - bo jeden pojazd "sprowadzający planetoidy na orbitę" może być wykorzystywany wielokrotnie, korzystając z paliwa wyprodukowanego przez taką bazę.

            Masz dziwny zwyczaj rozważania tylko jednego scenariusza i odrzucania go jako nieopłacalnego, zupełnie nie próbując go ulepszyć. Jeśli dziś jesteśmy w stanie zrobić coś na granicy opłacalności, to za 10 lat możemy już robić to z dużym zyskiem.
            • darr.darek Re: Nie wierzę 26.04.12, 15:28
              asteroida2 napisał:
              > Sprowadzenie planetoidy na orbitę Ziemi to nie jest zadanie niewykonalne dla ma
              > szyn. A jak już będzie na orbicie, to człowiek może tam polecieć, albo chociaż
              > zdalnie sterować maszynami przy minimalnych opóźnieniach.

              Praktycznie możesz zapomnieć o sprowadzaniu na orbitę Ziemi ciał niebieskich. Przy dużych różnicach prędkości jakichś nieoczekiwanie pojawiających się asteroid, to można zapomnieć o transporcie. Przy asteroidach ze stabilnego i nie aż tak odległego pasa między Marsem a Jowiszem już można byłoby robić obliczenia i plany przez kilka lat. Te asteroidy o mniejszych rozmiarach, z tego pasa, na pewno nie zawierają wody, bo przez miliardy lat nic by jej tam nie utrzymało.
              Na początek, na chybił trafił pada decyzja o sprowadzeniu czegoś malutkiego o "średnicy" 100 m i wadze ok. 1 mln ton. Jeśli zawartość metali rzadkich byłaby na poziomie 0.1%, to już dałoby to 1000 ton metali po przetworzeniu. Gorzej, gdyby to były metale rzadkie w cenie nie wyższej niż 20.000 USD za tonę. Przychody finansowe na poziomie gorzej niż marnych. Jeszcze gorzej, gdyby po rozkopaniu całej asteroidy niczego wartościowego nie wydobyto.
              Nie chce mi się liczyć różnicy energii potencjalnych, ale wyhamowanie 1 mln ton o prędkość 1 km/s, to już są ilości energii i paliwa przewyższające jakiekolwiek możliwości techniczne z przyszłości najbliższych 100 lat i całkowicie przekreślające opłacalność sprowadzania czegokolwiek na orbitę Ziemi, czego wartość nie liczyłaby się tysiącach miliardów dolarów (odpowiednik wydajnej pracy dziesiątek milionów ludzi - nie istnieją tak wartościowe dobra surowcowe w skumulowanej formie, poza sztuczną sytuacją skumulowanych dziesiątek tysięcy ton złota o wartości umownej, podatnej na wahania dziesiątków, a skrajnie i setek i tysiące razy).
              Ten wyhamowany 1 mln ton to już potencjalna "bomba asteroidowa", gdyby dokładność umieszczenia na orbicie nawaliła i gdyby się toto zbliżyło od atmosefery Ziemi. Po upadku na miasto, niknie całej miast, tak jak od bomby wodorowej. Po upadku na ocean, mogłoby rozwalić wiele miast poprzez niespotykanej wielkości falę tsunami.

              > Jeśli cała operację wykonałoby urządzenie ważące mniej niż 30 ton, to zwróciłob
              > y się ono w ciągu pięciu lat - to znaczy bardziej opłacałoby się je wysłać, niż
              > wynosić w kosmos 30 ton paliwa z powierzchni Ziemi.

              Poziom skomplikowania procesów takiego przechwytywania wody w kosmosie, elektrolizy, sprężania, skraplania, przechowywania, to poziom negujący sensowność całego projektu już na starcie. Nie przeczę, że wg jakichś fantastycznych mozliwości za kilkaset lat, to może ... ho ho ho (o ile w międzyczasie nie zdarzy się kilka wojen nuklearnych).


              • asteroida2 Re: Nie wierzę 26.04.12, 16:20
                > Przy asteroidach ze stabilnego i nie aż tak odległego pasa między Marsem a
                > Jowiszem już można byłoby robić obliczenia i plany przez kilka lat. Te asteroidy o
                > mniejszych rozmiarach, z tego pasa, na pewno nie zawierają wody, bo przez
                > miliardy lat nic by jej tam nie utrzymało.

                A jednak zdarzają się takie, które zawierają:
                pl.wikipedia.org/wiki/Pas_planetoid#Komety_w_pasie_planetoid
                Planetoidy krążące dalej niż 2,7 j.a. od Słońca mogą zawierać wodę, bo nigdy nie ogrzały się na tyle, żeby lód na ich powierzchni wyparował.

                > Na początek, na chybił trafił pada decyzja o sprowadzeniu czegoś malutkiego o
                > "średnicy" 100 m i wadze ok. 1 mln ton. Jeśli zawartość metali rzadkich byłaby\
                > na poziomie 0.1%, to już dałoby to 1000 ton metali po przetworzeniu. Gorzej,
                > gdyby to były metale rzadkie w cenie nie wyższej niż 20.000 USD za tonę.

                Ale są też takie planetoidy, które zawierają 30% niklu.
                meteorites.wustl.edu/id/metal.htm
                Oczywiście nikt nie mówi o sprowadzaniu tu planetoidy o masie miliona ton. Na razie możemy myśleć o sprowadzeniu planetoidy o masie np. 100 ton. Sprzedanie cennych metali z takiej planetoidy na ziemi nie zwróci nam poniesionych kosztów. Ale jeśli wykorzystamy te metale do wyprodukowania na orbicie np. paliwa dla pojazdów kosmicznych, osłony przed promieniowaniem czy nawet elementów konstrukcyjnych kolejnych pojazdów, to możemy stopniowo zmniejszać koszty kolejnych misji. I kiedyś być może doprowadzić do tego, że sprowadzenie cennych metali na ziemię stanie się opłacalne.

                > Poziom skomplikowania procesów takiego przechwytywania wody w kosmosie,
                > elektrolizy, sprężania, skraplania, przechowywania, to poziom negujący sensowność
                > całego projektu już na starcie.

                Oczywiście nie masz racji. Poziom skomplikowania procesów oznacza tylko barierę kosztów które trzeba wyłożyć na ich dopracowanie. Kiedy technologia będzie już dopracowana, to dalsze nakłady będą już wielokrotnie niższe. Będziesz miał jakąś infrastrukturę na orbicie, która będzie wymagała oczywiście utrzymania i okresowych napraw, ale będzie mogła działać przez wiele lat.
    • kala.fior Re: Eksploatacja planetoid wkrótce? 26.04.12, 13:59
      a czy nie dało bysie jakoś przyholować, przyhamować i wylądować pomniejsze kamulce ?

      • pomruk Re: Eksploatacja planetoid wkrótce? 26.04.12, 14:42
        Stanowczo za duży wydatek energetyczny. Ale dałoby się - teoretycznie.
        • asteroida2 Re: Eksploatacja planetoid wkrótce? 26.04.12, 16:46
          Teoretycznie jest jeden sposób, który mógłby umożliwić przyholowanie tu całkiem dużej planetoidy przy niewielkim wydatku energetycznym. Ten sposób to kontrolowane zderzenie.

          W pasie planetoid jest około 25 milionów planetoid o średnicy ponad 100 m. Jeśli potrafilibyśmy dokładnie monitorować ich trajektorie, to moglibyśmy znaleźć dwie, które przy niewielkiej korekcie kursu zderzą się tak, żeby wytracić część swojego momentu pędu i spaść na niższą orbitę. Nowa orbita byłaby wydłużona, więc trzeba by doprowadzić do jeszcze jednego zderzenia w okolicach Ziemi - albo z jakąś planetoidą bliską Ziemi, albo z inną sprowadzoną z pasa planetoid w podobny sposób.

          To jest póki co SF, ale jedyną technologią której wymaga są lepsze komputery i obserwatoria niż te którymi obecnie dysponujemy. A w tej dziedzinie akurat postęp następuje dosyć szybko.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja