kazeta.pl55
08.11.13, 17:06
Chyba pod w/w tytułem pewna książka sprzed ca. 40 lat podsumowywała ostatnie 100 lat chirurgii światowej. Dzisiaj obserwujemy prawdziwą sztafetę lekarzy chirurgów pt. "Kto mnie pobije!?" W tych zawodach przeszczepy wiodą prym i tylko patrzeć jak pewnego pięknego poranka dowiemy się, że oto gdzieś tam dokonano w połowie udanego pierwszego przeszczepu głowy. To oczywiści jeszcze żart, ale kto wie czy za 50 lat ....?
W tym wątku mnie chodzi jednak nie o chirurgów lecz o ich pacjentów. Powszechnie wiadomo, że o sukcesie operacji decydują kwalifikacje i zdolności manualne lekarzy, nowoczesne wyposażenie sali operacyjnej, dobry materiał do przeszczepu, ale i ..... nastawienie samego pacjenta. Kiedy media trąbią o jakimś wyczynie chirurgicznym ( www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/pol-roku-po-przeszczepie-twarzy-dostalem-drugie-zycie-nie-oczekuje-niczego-wiecej,368871.html ) mało kiedy wspomną o tym, na ile sam pacjent przyczynił się do sukcesu chirurgów. Czy da się oszacować procentowo ile do danej operacji wnosi sam pacjent, przez dobrą współpracę z lekarzem, poprzez wolę walki z bólem i uciążliwościami, a w końcu ze szczególną wolą życia?
Jak myślicie, czy zaistniały operacje, gdzie większy udział ma sam pacjent niż chirurg, choć temu drugiemu przypada najczęściej splendor?