Gość: Delir
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
30.07.02, 02:28
Wygląda na to,że tym razem się Ziemi upiecze, co ?!!!
Zastanawiające jest jednak, jak fachowcy liczą te daty, skoro zaledwie po
kilku dniach od pierwszej wiadomości oddalają niebezpieczeństwo o
kilkadziesiąt lat.
Co są warte te wszystkie obliczenia?
Przyznaję, że uśmiałem się słysząc w mediach, że technologia, którą
moglibiśmy przeciwstawić pędzącej masie jest osiągalna za 30 lat, czyli
kilkanaście po pierwszej wyznaczonej dacie katastrofy.
Podejście naukowców do tego tematu jest karygodne, a ich wiedza funta kłaków
nie warta, jeśli dopuszczają do przecieków w tym stylu.
Tak jak w polityce, gospodarce i firmach role wiodące odgrywają gówniarze,
tak i w nauce, okazuje się, nie może ludzkość liczyć na chociaż szczątki
odpowiedzialności za cokolwiek.
Z lektury wypowiedzi widzać, że te złe wieści przestraszyły nieco ludzi,
nawet jeśli trochę się ze sprawy wyśmiewali.
Co mnie jeszcze bardziej przeraża, że wszyscy w sumie poddają się, piszą o
modlitwie lub życiu na pełny gaz, biadają ile to ludzi zginie.
BZDURY - nikt nie zginie. Ja znam bardzo prostą metodę zniszczenia każdego
obiektu zagrażającego ziemi. Jest tak prosty, że podpisać się pod nim może
małe dziecko. Nie potrzeba technologii z gwiezdnych wojen Regana (lasery
skupiające światło na orbicie z wybuchów jądrowych na ziemi) ani parasola
Busha.
Niemożliwym jest aby spece z NASA o niej nie wiedziały.
I niech niedouczeni dziennikarze przestaną wprowadzać psychozę.
Mamy wakacje, zwykle pisano o UFO, teraz po 11 września, wymyślono coś nowego.
Śpijcie spokojnie, to wszystko lipa co o tych asteroidach wypisują.
Bardziej są niebezpieczni ludzie uzbrojeni w nierejestrowany uran z
radzieckich atomówek niż dowolna asteroida.