Dodaj do ulubionych

Nauka a religia

27.09.05, 08:46
Przeczytałam wczoraj wypowiedż jednego z uczestników tego Forum , że nauka i
religia nie mają nic ze soba wspólnego.
Uważam ,że jest to nieprawda. Dlatego muszę sprostować tą nieprawdę, gdyż
fałsz czegokolwiek by nie dotyczył jest- czymś bardzo nienaukowym.
Moim zdaniem nauka i religia łączyły się w przeszłości i dziś łączą się ze
sobą nierozerwalnie.
Chociażby biorąc pod uwagę nauki społeczne takie jak: psychologia,
filozofia, socjologia, politologia, pedagogika i prawo. Wszystkie te
dynamicznie rozwijające się dziedziny wiedzy łączą się z Etyką, która jest
nauką o moralności.
Z kolei etyka ma swoje korzenie w Biblii , na świętych pismach hebrajskich
i greckich składających się na Biblię, opierają się trzy wielkie religie
monoteistyczne : Judaizm, Islam i Chrześcijaństwo.
Pozatym sama religia jest też przedmiotem badań naukowych : jest socjologia
religii, filozofia religii, psychologia religii.
W dekalogu danym Mojżeszowi przez Boga Jahwe- zawarte są fundamentalne zasady
moralne które mają charakter zasad uniwersalnych i ponadczasowych na których
bazowała , bazuje i będzie bazowac Etyka i Prawo wszechczasów a co za tym
idzie czerpać z niej będą i czerpią wszystkie nauki społeczne.
A taki pogląd jaki tu też na tym Forum przeczytałam , że tylko i wyłącznie
fizykę można nazwać nauką lub że nauka i religia nie mają nic wspólnego są
tak dziecinne, że gdyby je głoszono w przedszkolu to rozumiem ale tu nie tu
na forum Nauka.
Pozatym uważam osobiście, że nauka o moralności czyli etyka jest najważniejszą
dziedziną nauki, dlatego wprowadziłabym ten przedmiot już od pierwszej klasy
szkoły podstawowej a tu na Forum nauka tez powinien zająć pierwsze miejsce.
Czy mogą być lepsze zasady etyczne niż te, które dał Jezus w słynnym Kazaniu
na Górze (Ewangelia Mateusza 5 rozdział)?
Tak więc mam nadzieję, że nikt kto ceni prawdę , nie ma już wątpliwości o
związku nauki z religią.
Pozostali , którzy wolą fałsz ( niestety są tacy ludzie) i tak będą odporni
na każdy argument a więc nie ma sensu ich przekonywać.
Podrawiam wszystkich.






Obserwuj wątek
    • facet123 Re: Nauka a religia 27.09.05, 09:35
      Vaciu, dyskutowaliśmy już o tym i myślałem, że osiągnęliśmy konsensus. Dlatego
      teraz szybko i zwięźle omówię gdzie się mylisz:

      > Z kolei etyka ma swoje korzenie w Biblii , na świętych pismach hebrajskich
      > i greckich składających się na Biblię, opierają się trzy wielkie religie
      > monoteistyczne : Judaizm, Islam i Chrześcijaństwo.

      Otóż to nieprawda, że korzeniami etyki jest biblia. Korzenie etyki so o wiele
      starsze - sięgają okresu kiedy w pierwotnych wspólnotach ludzkich formował się
      rozum i świadomość. Wtedy ludzie zaczęli się zastanawiać jak powinni zachowywać
      się w stosunku do siebie nawzajem tak aby kazdy z nich był szczęśliwy i
      jednocześnie aby wspólnota przetrwała. Oczywiście były to bardzo prymitywne
      zaczątki etyki i prawdopodobnie z dzisiejszegu punktu widzenia były nie do
      przyjęcia. Jednak potem, w każdej powstającej cywilizacji panował jakiś pogląd
      na etykę i moralność.
      Czy naprawdę uważasz, że moralność świętych pism hebrajskich jest źródłem
      jedynej słusznej moralności? Czy wierzysz, że kultury daleko wschodnie (na
      które te wielkie religie monoteistyczne nie miały wpływu) są pozbawione
      moralności?
      Otóż nie. Moralność wynika tylko i wyłącznie z ludzkiego rozumu i ludzkiego
      pojmowania cierpienia, wrażliwości na krzywdę, pewnego rodzaju "gatuknowej
      empatii". Religie monoteistyczne w dużej części pokrywają się z taką definicją
      moralności i stąd sukces ich moralnego wzorca - wzorce moralności religii
      monoteistycznych są całkiem bliskie intuicyjnemu wyczuciu moralności każdego
      normalnego człowieka w kwestiach zasadniczych. Pokrywają się one w kwestiach
      takich jak poszanowanie godności i nietykalności osobistej (nie zabijaj),
      szacunek dla wypowiedzianego słowa (nie będziesz mówił fałszywego...) szacunek
      do rodziców, itd...
      Jednak w kilku kwestiach wzorce moralne religii monoteistycznych różnią się od
      tej idealnej intuicyjnej definicji moralności, jednak nie o tym tutaj
      dyskutujemy.

      > W dekalogu danym Mojżeszowi przez Boga Jahwe- zawarte są fundamentalne zasady
      > moralne które mają charakter zasad uniwersalnych i ponadczasowych na których
      > bazowała , bazuje i będzie bazowac Etyka i Prawo wszechczasów a co za tym
      > idzie czerpać z niej będą i czerpią wszystkie nauki społeczne.

      To co napisałaś to twoje głębokie przekoanie religijne. Ty w to wierzysz (i
      masz do tego prawo), ale nie możesz kazać wierzyć w to wszystkim innym. Nie
      możesz też uargumentować racjonalnie swojego stanowiska, bo oparte jest na
      dogmacie. Przecież tak samo wyznawca innej religii, innego proroka może
      twierdzić, że to jego wzorzec moralny jest dany od boga, ostateczny i
      ponadczasowy. Przyznaj więc że zasady morlane tych świętych pism są
      fundamentalne i ostateczne tylko dla tych którzy zdecydowali się dogmatycznie
      wierzyć w świętość i boskie pochodzenie tych pism. Natomiast racjonalnie i
      obiektywnie nie pa podstaw do twierdzenia, że są one ostateczne jedyne słuszne.

      > A taki pogląd jaki tu też na tym Forum przeczytałam , że tylko i wyłącznie
      > fizykę można nazwać nauką lub że nauka i religia nie mają nic wspólnego są
      > tak dziecinne, że gdyby je głoszono w przedszkolu to rozumiem ale tu nie tu
      > na forum Nauka.

      Proszę, cię, nie porównuj poglądów swoich oponentów do bajek dla dzieci w
      przedszkolu tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzasz - a już napewno nie rób
      tego w kwestiach tak otwartych jak filozofia.

      > Pozatym uważam osobiście, że nauka o moralności czyli etyka jest najważniejszą
      > dziedziną nauki, dlatego wprowadziłabym ten przedmiot już od pierwszej klasy

      Zgadzam się. Wpajanie uniwersalnych, a więc świeckich, zasad moralnych powinno
      mieć miejsce na lekcjach w szkole i powinno być obowiązkowe. Zanim się
      uniesiesz co do "świeckości" tych zasad, to odrazu mówię, że uważam, że świecka
      etyka w szkołach nie powinna być "ateistyczna". Powinna być świecka, a to
      znaczy, że powinna tłumaczyć dzieciom co można, a czego nie można odwołując się
      do ich wyczucia krzywdy ludzkiej i do zasad porządku społecznego BEZ
      wspominania o bogu (nie ma mowy o żadnej anty-teistycznej propagandzie.
      Porprostu nie wspominamy o bogu, bo o bogu się będzie mówieć na innej lekcji -
      religii)
      Dobrowolne uczęszczanie na katechezę byłoby dobrym uzupełnieniem tej nauki dla
      wierzących.

      > Czy mogą być lepsze zasady etyczne niż te, które dał Jezus w słynnym Kazaniu
      > na Górze (Ewangelia Mateusza 5 rozdział)?

      Nie znam ich dokładnie, ale myslę, że w 90% bym, się z tymi zasadmi zgodził,
      więc można je uznać za dobre. Jednak rozstrzyganie, że są to "obiektywnie
      jedyne i najlepsze" zasady tylko na podstawie tego, że zostały wygłoszone przez
      proroka mojej religii to nie jest argument racjonalny, ale aksjologiczny.

      > Tak więc mam nadzieję, że nikt kto ceni prawdę , nie ma już wątpliwości o
      > związku nauki z religią.

      Jeżeli chodzi ci o związek nauki z religią w sferze moralności (a rozumiem, że
      na tym skupia się ten wątek), to związek ten jest. Zarówno religia jak i nauka
      mogą być narzędziem do zdefiniowania moralności. Różnica jest taka, że religia
      definiuje moralność poprzez dogmat, natomiast nauka poprzez badanie zarówno
      jednostek jak i całych społeczeństw.
      Zwykle jest tak, że etyka religijna jest zgodna z etyką świecką w kwestii
      takich kluczowych szkodliwych czynów jak np. pobicie, zabójstwo, gwałt,
      kradzież. Natomiast niezgoda dotyczy czynów obiektynie nie szkodliwych, np.
      homoseksualizm (mam na mysli przypadek, gdy nikt nie cierpi), antykoncepcja
      (też nikt nie cierpi).
      Posumowując miedzy religią a nauką jest pewien związek, ale pewnie nie taki jak
      uważasz.

      > Pozostali , którzy wolą fałsz ( niestety są tacy ludzie) i tak będą odporni
      > na każdy argument a więc nie ma sensu ich przekonywać.

      Wolałbym abyć unikała taki sformułowań typu "a kto uważa inaczej jest tępy i
      nie ma co z nim gadać". Mam nadzieję, że ustosunkujesz się mimo wszystko do
      mojej wypowiedzi.

      Pozdrawiam również
      • arcykr Re: Nauka a religia 27.09.05, 09:59
        facet123 napisał:

        > Religie monoteistyczne w dużej części pokrywają się z taką definicją
        > moralności i stąd sukces ich moralnego wzorca - wzorce moralności religii
        > monoteistycznych są całkiem bliskie intuicyjnemu wyczuciu moralności każdego
        > normalnego człowieka w kwestiach zasadniczych. Pokrywają się one w kwestiach
        > takich jak poszanowanie godności i nietykalności osobistej (nie zabijaj),
        > szacunek dla wypowiedzianego słowa (nie będziesz mówił fałszywego...) szacunek
        > do rodziców, itd...
        Charakterystyczne, że nie napisałeś o szóstym przykazaniu. W tym punkcie są
        rozbieżności, o czym szerzej traktuje biblijna Księga Mądrości.

        > Zwykle jest tak, że etyka religijna jest zgodna z etyką świecką w kwestii
        > takich kluczowych szkodliwych czynów jak np. pobicie, zabójstwo, gwałt,
        > kradzież. Natomiast niezgoda dotyczy czynów obiektynie nie szkodliwych, np.
        > homoseksualizm (mam na mysli przypadek, gdy nikt nie cierpi), antykoncepcja
        > (też nikt nie cierpi).
        Ależ cierpi - w piekle.
        • facet123 Re: Nauka a religia 27.09.05, 10:17
          > Charakterystyczne, że nie napisałeś o szóstym przykazaniu. W tym punkcie są
          > rozbieżności, o czym szerzej traktuje biblijna Księga Mądrości.

          Rozbieżności są, ale w kwestiach zasadniczych jest zgoda

          > Ależ cierpi - w piekle.

          W piekło nie każdy musi wierzyć, bo nie można udowodnić jego istnienia.
          Natomiast w cierpienie w świecie doczesnym można udowodnić bardzo łatwo.
          Dlatego moralność czynów wpływających na wwntualnie ciepienie w piekle jest
          kwestią wiary, a tym samym wyboru. Natomiast moralność czynów przynoszących
          cierpienia doczesne jest sprawą bezdyskusyjną.
          • arcykr Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:13
            facet123 napisał:

            > > Charakterystyczne, że nie napisałeś o szóstym przykazaniu. W tym punkcie
            > są
            > > rozbieżności, o czym szerzej traktuje biblijna Księga Mądrości.>
            > Rozbieżności są, ale w kwestiach zasadniczych jest zgoda
            Nie ma zgody np. w kwestii antykoncepcji.
            >
            > > Ależ cierpi - w piekle.>
            > W piekło nie każdy musi wierzyć, bo nie można udowodnić jego istnienia.
            Gdyby piekła nie było, wiele zła uchodziłoby bezkarnie.
            • madcio Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:54
              > Gdyby piekła nie było, wiele zła uchodziłoby bezkarnie.
              I uchodzi bezkarnie, jak tak to ujmujesz. Stalin czy Hitler dawno temu odwalili
              kitę i już za nic nie odpowiedzą, gdyż nie istnieją. Jeśli zaś przez to
              sugerujesz, że sama wiara w piekło powstrzymuje ludzi od popełniania zła, to
              raczej to marnie skutkuje.
              • arcykr Re: Nauka a religia 29.09.05, 10:10
                madcio napisał:

                > > Gdyby piekła nie było, wiele zła uchodziłoby bezkarnie.
                > I uchodzi bezkarnie, jak tak to ujmujesz. Stalin czy Hitler dawno temu odwalili
                > kitę i już za nic nie odpowiedzą, gdyż nie istnieją.
                Czyli założenie o nieistnieniu piekła prowadzi do wniosku, że wiele zła uchodzi
                bezkarnie.

                Jeśli zaś przez to
                > sugerujesz, że sama wiara w piekło powstrzymuje ludzi od popełniania zła, to
                > raczej to marnie skutkuje.
                Nie wydaje mi się, żeby Hitler i Stalin wierzyli w piekło.
                • madcio Re: Nauka a religia 29.09.05, 11:27
                  > Czyli założenie o nieistnieniu piekła prowadzi do wniosku, że wiele zła
                  > uchodzi bezkarnie.
                  Ano uchodzi. Kto powiedział, że wszechświat jest sprawiedliwy?

                  > Nie wydaje mi się, żeby Hitler i Stalin wierzyli w piekło.
                  Stalin nie, ale Hitler akurat wierzący był. Oczywiście, siebie w piekle nie
                  umieszczał.

                  Dobrym dowodem zaś na słabość straszaka piekłem jest zwyczajna statystyka wyznań
                  ludzi siedzących w więzieniach - nie odbiega od średniej w populacji.
                  • arcykr Re: Nauka a religia 30.09.05, 10:54
                    madcio napisał:

                    > > Czyli założenie o nieistnieniu piekła prowadzi do wniosku, że wiele zła
                    > > uchodzi bezkarnie.
                    > Ano uchodzi. Kto powiedział, że wszechświat jest sprawiedliwy?
                    Lepiej zakładać, że jest.
                    >
                    > > Nie wydaje mi się, żeby Hitler i Stalin wierzyli w piekło.
                    > Stalin nie, ale Hitler akurat wierzący był.
                    A w co on wierzył?
                    • madcio Re: Nauka a religia 30.09.05, 12:55
                      W Boga. Nie to, żebym twierdził, że tego samego Boga, co ty.
                      • arcykr Re: Nauka a religia 01.10.05, 15:35
                        Na jakiej podstawie uważasz, że on wierzył w Boga?
                        • madcio Re: Nauka a religia 03.10.05, 13:05
                          > Na jakiej podstawie uważasz, że on wierzył w Boga?

                          Hitler według zapisków Goebbelsa był głęboko religijny, choć zdaje się raczej
                          anty-chrześcijański (choć tu akurat nic nie jest pewne). Mistycyzm, okultyzm,
                          kryptohistoria, zjawiska paranormalne, wiara w wydrążoną Ziemię... w Mein Kampf
                          oraz w jego przemowach są wielokrotne odwołania do Boga. Pozostaje pytanie, co z
                          tego było jego rzeczywista wiarą, a co polityczną przemową (tak jak w ustach
                          wielu dzisiejszych polityków) obliczoną na poparcie określonych grup ludzi.

                          Interesujące linki:
                          en.wikipedia.org/wiki/Hitler_and_the_church
                          en.wikipedia.org/wiki/Nazi_mysticism
                          www.straightdope.com/mailbag/mhitlerchristian.html
            • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 22:00
              > Gdyby piekła nie było, wiele zła uchodziłoby bezkarnie.
              Zauważmy, że to, czy np. Hitler smaży się w piekle nie pomniejsza w niczym
              skali krzywd ofiar nazizmu. A więc piekło nie znmiejsza niczyich cierpień, a
              jedynie dokłada cierpienia potępieńców (i to przewyższające to, co wyrządzili
              innym, bo wieczne i ostateczne). Perspektywa piekła zatem nie oznacza wizji
              lepszego świata, a jedynie zaspokaja (wirtualnie) potrzebę zemsty wobec tych
              znienawidzonych osób, którzy są poza naszym zasięgiem i nie możemy za swoje czy
              cdze krzywdy osobiście ich poddać powolnym i wyrafinowanym torturom (a tak
              będziemy mieli i satysfakcję i czyste ręce, bo zrobi to za nas Pan Bóg rękami
              diabła...
              I żeby było jasne: wiem, że w wyrafinowanej teologii diabły nie mają rąk, a
              piekło nie jest naprawdę zlokalizowane w podziemnych zbiornikach siarki, co
              subtelniejsi filozofowie i mistycy tłumaczą, że karą będzie poczucie odrzucenia
              przez Boga, a może w ogóle piekło jest puste, bo Bóg jest nieskończenie
              miłosierny itp. Ale mówię o piekle w wersji "classic", takiej jaka przemawiała
              i przemawia do "szerokich mas".
              Swoją drogą, polecam książki o tym, jak kształtowała się idea piekła i szatana
              na przestrzeni dziejów u różnych ludów, w tym w tradycji judeochrześcijańskiej -
              jeszcze np. Hiob czy Kohelet (rodz. 9) wierzyli w Szeol podobny do Hadesu,
              dokąd trafiają wszyscy zmarli (czyli nie było sądu po śmierci i piekła dla
              grzeszników, a nieba dla sprawiedliwych). Ten pomysł przyszedł z Egiptu (sąd
              Ozyrysa). Odtąd łatwiej było motywować do dobrych uczynków (perspektywa nagrody
              w zaświatach) i znosić krzywdy (winowajca poniesie karę w piekle). Nic
              dziwnego, że ten pomysł chwycił...
              A książki na ten temat to np.
              Georges Minois "Historia piekła" PIW 1996
              Alfonso M. di Nola "Diabeł" Universitas 1997
              Gerald Messadie "Diabeł: historia powszechna" Da Capo 1998
              • arcykr Re: Nauka a religia 29.09.05, 10:16
                Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                > > Gdyby piekła nie było, wiele zła uchodziłoby bezkarnie.
                > Zauważmy, że to, czy np. Hitler smaży się w piekle nie pomniejsza w niczym
                > skali krzywd ofiar nazizmu. A więc piekło nie znmiejsza niczyich cierpień,
                Pewnie, że nie pomniejsza.

                > cdze krzywdy osobiście ich poddać powolnym i wyrafinowanym torturom (a tak
                > będziemy mieli i satysfakcję i czyste ręce,
                Ja nie uważam, że mam brudne ręce w związku z czynami zbrodniarzy.

                > I żeby było jasne: wiem, że w wyrafinowanej teologii diabły nie mają rąk, a
                > piekło nie jest naprawdę zlokalizowane w podziemnych zbiornikach siarki, co
                > subtelniejsi filozofowie i mistycy tłumaczą, że karą będzie poczucie
                odrzucenia przez Boga,
                W piekle są zarówno "poena damni" jak i "poena sensus"
                www.newadvent.org/cathen/07207a.htm
                a może w ogóle piekło jest puste, bo Bóg jest nieskończenie miłosierny itp.
                Nieskończenie nie znaczy bezwarunkowo.

                > Swoją drogą, polecam książki o tym, jak kształtowała się idea piekła i szatana
                > na przestrzeni dziejów u różnych ludów, w tym w tradycji judeochrześcijańskiej
                > -
                > jeszcze np. Hiob czy Kohelet (rodz. 9) wierzyli w Szeol podobny do Hadesu,
                > dokąd trafiają wszyscy zmarli (czyli nie było sądu po śmierci i piekła dla
                > grzeszników, a nieba dla sprawiedliwych).
                Przecież wiem.
                • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 18:37
                  > Ja nie uważam, że mam brudne ręce w związku z czynami zbrodniarzy.
                  Nie w związku z czynami zbrodniarzy, tylko w związku z ich torturowaniem.
                  Gdybyśmy powiedzieli: "Zbrodniarz jest potworem, bo zamęczył kogoś"
                  (powodowanie czyjegoś cierpienia "brudzi ręce"), to potem męczenie zbrodniarza
                  przez całą wieczność (powodowanie nieproporcjonalnie większego cierpienia niż
                  jakikolwiek zbrodniarz jest w stanie zadać przez całe życie) stawiałoby oprawcę
                  w trochę niezręcznej moralnie sytuacji (nieskończona kara za skończoną winę).
                  Podobnie gdybyśmy go docześnie zlinczowali poddając uprzednio torturom, jak to
                  zwykle robił wymiar sprawiedliwości chrześcijańskiej Europy przed bezbożnymi
                  oświeceniowymi postulatami karania szybką śmiercią bez tortur i publicznego
                  poniżania (koszule i czapki hańby itp.), moglibyśmy mieć brudne ręce. Jeżeli
                  wolno zadawać cierpienie bezbronnemu człowiekowi (np. zakutemu w kajdany
                  więźniowi), jeśli tylko ma się po temu jakiś powód, to może zbrodniarz
                  (subiektywnie) też miał jakiś powód (np. Hitler działał w szczerym
                  przeświadczeniu obrony koniecznej przed żydo-bolszewicko-plutokratycznym
                  zagrożeniem dla swego narodu). Dlatego przerzucenie odpowiedzialności na diabły
                  (które i tak są złe), pozwala zachować czyste ręce (to nie ja kogoś torturuję
                  z zemsty, tylko ktoś inny). Oczywiście, pojawia się inny problem, dlaczego
                  diabły ochoczo realizują Boży plan jako personel więzienny i oprawcy - i to
                  karząc swoich sprzymierzeńców, a wrogów Boga. No ale diabły wszystko robią
                  przewrotnie, więc w zasadzie trudno się czepiać tej nielogiczności modelu.

                  > > Ten pomysł przyszedł z Egiptu (sąd Ozyrysa).
                  > Właśnie dlatego powstał tam ten "pomysł", że do istnienia piekła można dojść
                  umysłem nieoświeconym łaską wiary.
                  No właśnie, wiele rzeczy można sobie takim umysłem wykombinować - monoteizm
                  (Echnaton), określenie Boga jako "jestem, który jestem' (też Egipcjanie),
                  pomysł składania ofiar Bogu przez spalanie mięsa i innych darów (większość
                  religii Bliskiego Wschodu), urodzenie z dziewicy (Mitra), wskrzeszanie zmarłych
                  (hellenistyczni cudotwórcy), itp. Dopiero kiedy te same motywy znajdą się w
                  Biblii okazują się niesłychanie głębokie i świadczące o objawieniu tych
                  Prawd... (choćby były niepójne z innymi równie objawionymi koncepcjami).
                  Moim zdaniem to powinno dawać do myślenia (nie tylko o tym jak to
                  apologetycznie zaklajstrować)...
                  • arcykr Re: Nauka a religia 30.09.05, 11:05
                    Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                    > Gdybyśmy powiedzieli: "Zbrodniarz jest potworem, bo zamęczył kogoś"
                    > (powodowanie czyjegoś cierpienia "brudzi ręce"), to potem męczenie zbrodniarza
                    > przez całą wieczność (powodowanie nieproporcjonalnie większego cierpienia niż
                    > jakikolwiek zbrodniarz jest w stanie zadać przez całe życie)
                    Grzech to podważenie nieskończonego autorytetu Boga, dlatego kara za grzech
                    ciężki jest nieskończenie długa.

                    stawiałoby oprawcę
                    > w trochę niezręcznej moralnie sytuacji (nieskończona kara za skończoną winę).
                    Ogień piekielny jest wynikiem utraty Boga. Kiedy skończy się życie doczesne -
                    czas szansy dla grzesznika, to jest już za późno na nawrócenie i pojawia się ból
                    utraty mozliwości ogladania Boga.

                    > Dlatego przerzucenie odpowiedzialności na diabły>
                    > (które i tak są złe), pozwala zachować czyste ręce (to nie ja kogoś torturuję
                    > z zemsty, tylko ktoś inny). Oczywiście, pojawia się inny problem, dlaczego
                    > diabły ochoczo realizują Boży plan jako personel więzienny i oprawcy - i to
                    > karząc swoich sprzymierzeńców, a wrogów Boga.
                    Bóg nie miał planu stworzenia piekła. Piekło to stan wynikający z buntu
                    przeciwko Bogu.

                    > No ale diabły wszystko robią przewrotnie,
                    Celem złych duchów jest wynikające z zazdrości szkodzenie ludziom, na tym i na
                    tamtym świecie.
                    >
                    > No właśnie, wiele rzeczy można sobie takim umysłem wykombinować - monoteizm
                    > (Echnaton),
                    Dziękuję za przyznanie mi racji.

                    określenie Boga jako "jestem, który jestem' (też Egipcjanie),
                    ?

                    > Dopiero kiedy te same motywy znajdą się w
                    > Biblii okazują się niesłychanie głębokie i świadczące o objawieniu tych
                    > Prawd...
                    O objawieniu świadczy zmartwychwstanie.

                    > (choćby były niepójne z innymi równie objawionymi koncepcjami).
                    A które są niby niespójne?
                    • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 01:16
                      > Grzech to podważenie nieskończonego autorytetu Boga, dlatego kara za grzech
                      > ciężki jest nieskończenie długa.
                      Chyba, że się wykupi odpust zupełny?
                      Skądinąd, pomysł, że w grzechu nie jest ważne, to, że się kogoś skrzywdziło,
                      spowodowało cierpienie drugiego człowieka, lecz to, że się to zrobiło wbrew
                      autorytetowi, jest dość wątpliwy moralnie. Innymi słowy, ważniejsze jest samo
                      przekroczenie nakazu i urażenie autorytetu (co Wszechmocnemu Absolutowi
                      szkodzi, że w jakimś zakamarku jednej z galaktyk jedna z miliardów
                      inteligentnych małp naruszyła przepisy?) niż cierpienie bliźniego.
                      Swoją drogą takie ustawienie priorytetów otwiera drogę do zbrodnie w imię Boga.
                      Jeśli się powie, że ktoś (powiedzmy Jozue) ma dyspensę od Boga i ludności X nie
                      obejmują zakazy i nakazy moralne, to można z poczuciem dobrze spełnionego
                      obowiązku i wyrzynać... Bo złe nie jest mordowanie w ogóle, a tylko mordowanie
                      tych, których Bóg zakazuje mordować (i tylko z tego powodu, że On tego zakazał).

                      > Bóg nie miał planu stworzenia piekła. Piekło to stan wynikający z buntu
                      > przeciwko Bogu.
                      Czy to jest teza objawiona, czy Egipcjanie doszli do pomysłu piekła na chłopski
                      rozum?

                      > Celem złych duchów jest wynikające z zazdrości szkodzenie ludziom, na tym i na
                      > tamtym świecie.
                      Czego zazdroszczą? Śmiertelności? Cielesności? I skąd o tym wiadomo?

                      > określenie Boga jako "jestem, który jestem' (też Egipcjanie),
                      > ?
                      Można wrzucić "Nuk-Pu-Nuk" do Google'a...
                      Nie chciało mi się o tej porze szukać, ale trafiłem na linki o innych egipskich
                      zbieżnościach (inspiracjach?) biblijnych (nie jest to moja ddziałka, więc nie
                      podejmuję się zaręczyć stopnia ich wiarygodności):
                      www.religioustolerance.org/chr_jcpa5.htm
                      www.mystae.com/restricted/streams/thera/egypt.html
                      www.egypt-tehuti.org/articles/egypt-bible-similarities.html
                      > O objawieniu świadczy zmartwychwstanie
                      Do ok. 30 r. n.e. nie było żadnych przesłanek, by uważać Biblię za objawioną?
                      Swoją drogą "świadectwo" spisane po latach ma średnią moc dowodową w zderzeniu
                      z ogółem innych faktów, które każą spoglądać na Biblię jako na wytwór ludzki.
                      > > (choćby były niepójne z innymi równie objawionymi koncepcjami).
                      > A które są niby niespójne?
                      Raz Ponadczasowy i niezmienny Bóg chce ofiar takich jak wszycy pogańscy bogowie
                      (i w kilku księgach dyktuje szczegółowe reguły, jak i ile czego chce dostawać),
                      potem mu się odwidziało, raz zakazuje zabijania, potem każe zabijać nawet
                      kobiety i dzieci, potem znowu mówi, żeby miłować nieprzyjaciół. Raz jest
                      antropomoorficzny i się co chwila gniewa i spuszcza kataklizmy, raz jest
                      bezgranicznie miłosierny i nie skrzywdziłby nawet wróbelka, raz najważniejsze
                      jest ścisłe przestrzeganie niezliczonych nakazów Prawa, raz tylko przykazanie
                      miłości, itp. (jż nie mówię a rozmaitych sprzecznościach, typu - do jakich
                      ludzi przystał Kain, albo skąd się wzięli po potopie całe ludy pogańskie, do
                      których przystali pasażerowie Arki i ich dzieci. Są całe książki o
                      sprzecznościach w Biblii.
                      • arcykr Re: Nauka a religia 01.10.05, 15:48
                        Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                        > > Grzech to podważenie nieskończonego autorytetu Boga, dlatego kara za grze
                        > ch
                        > > ciężki jest nieskończenie długa.
                        > Chyba, że się wykupi odpust zupełny?
                        Nie. Odpust dotyczy tylko grzechów zgładzonych już co do winy.

                        > Innymi słowy, ważniejsze jest samo
                        > przekroczenie nakazu i urażenie autorytetu (co Wszechmocnemu Absolutowi
                        > szkodzi, że w jakimś zakamarku jednej z galaktyk jedna z miliardów
                        > inteligentnych małp naruszyła przepisy?)
                        Nic nie szkodzi, tylko obraża.

                        > Swoją drogą takie ustawienie priorytetów otwiera drogę do zbrodnie w imię Boga.
                        Dlaczego?
                        >
                        > Jeśli się powie, że ktoś (powiedzmy Jozue) ma dyspensę od Boga i ludności X
                        nie obejmują zakazy i nakazy moralne, to można z poczuciem dobrze spełnionego
                        > obowiązku i wyrzynać... Bo złe nie jest mordowanie w ogóle, a tylko mordowanie
                        > tych, których Bóg zakazuje mordować
                        Bóg zakazał mordowania kogokolwiek. Co innego zabijanier w czasie walki zbrojen
                        i kara śmierci.

                        > > Bóg nie miał planu stworzenia piekła. Piekło to stan wynikający z buntu
                        > > przeciwko Bogu.
                        > Czy to jest teza objawiona, czy Egipcjanie doszli do pomysłu piekła na
                        chłopski rozum?
                        Jedno i drugie.
                        >
                        > > Celem złych duchów jest wynikające z zazdrości szkodzenie ludziom, na tym
                        > i na
                        > > tamtym świecie.
                        > Czego zazdroszczą?
                        Zazdrościli przyjaźni z Bogiem.

                        I skąd o tym wiadomo?
                        Z Księgi Mądrości: "A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają
                        jej ci, którzy do niego należą."
                        > > O objawieniu świadczy zmartwychwstanie
                        > Do ok. 30 r. n.e. nie było żadnych przesłanek, by uważać Biblię za objawioną?
                        Dla chrześcijan liczy się Biblia jako całość, razem z Nowym Testamentem, który
                        spiasana później.

                        > Swoją drogą "świadectwo" spisane po latach ma średnią moc dowodową
                        Fundamenten chrześcijaństwa nie jest wiara w Biblię, ale związek z Panem
                        Jezusem, który obiecał, że Duch Święty wszystko przypomni.

                        > potem mu się odwidziało,
                        Nie odwidziało się. Po prostu zburzona została świątynia jerozolimska.

                        raz zakazuje zabijania,
                        Spotkałem się z informacją, że hebrajski czasownik użyty w sformułowaniu piątego
                        przykazania nie obejmuje zabijania na wojnie.

                        Raz jest antropomoorficzny
                        Jest postrzegany antropomorficznie.

                        raz jest
                        > bezgranicznie miłosierny i nie skrzywdziłby nawet wróbelka, raz najważniejsze
                        > jest ścisłe przestrzeganie niezliczonych nakazów Prawa,
                        Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy i jednocześnie miłosierny. Taka jest Jego
                        prosta natura.

                        raz tylko przykazanie miłości,
                        Kto kocha bliźniego, nie czyni nic złego.

                        itp. (jż nie mówię a rozmaitych sprzecznościach, typu - do jakich
                        > ludzi przystał Kain, albo skąd się wzięli po potopie całe ludy pogańskie, do
                        > których przystali pasażerowie Arki i ich dzieci. Są całe książki o
                        > sprzecznościach w Biblii.
                        Trzeba uwzględniać rodzaj literacki.
                        • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 18:49
                          > Odpust dotyczy tylko grzechów zgładzonych już co do winy.
                          A zatem, gdyby Hitler w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy przeżył nagle olśnienie
                          (jak później wielu nazistów) i zrozumiał, że błądził, po czym szczerze się
                          wyspowiadał u nuncjusza papieskiego - który, zważywszy na postawę Watykanu
                          wobec III Rzeszy raczej nie odmówiłby mu rozgrzeszenia in articulo mortis -
                          jego grzechy zostałyby zgładzone co do winy?
                          I wtedy całą ideę piekła jako wyrównania krzywd choćby na tamtym świecie diabli
                          biorą (nie mogłem się oprzeć grze słów...).

                          > > co Wszechmocnemu Absolutowi szkodzi, że w jakimś zakamarku jednej
                          > > z galaktyk jedna z miliardów inteligentnych małp naruszyła przepisy?)
                          > Nic nie szkodzi, tylko obraża.
                          Taki duży, wszechmiłosierny Bóg, a tak łatwo się obraża (i to o błahostki w
                          kosmicznej skali - że np. jałówka - i tak do spalenia - miała plamę na sierści,
                          albo coś takiego)?

                          > Bóg zakazał mordowania kogokolwiek. Co innego zabijanier w czasie walki
                          > zbrojen i kara śmierci.

                          Z tą walką zbrojną Jezus był ambiwalentny, bo Piotra skarcił nawet za zranienie
                          sługi arcykapłana.
                          Ale Jahwe się nie patyczkował. Nie chce mi się po raz n-ty szukać wytycznych w
                          sprawie prowadzenia wojen - i to zaczepnych. Wolno i trzeba zdobywać cudze
                          miasta, i wyrzynać w pień ludność - także nieuzbrojone kobiety i dzieci.
                          > > > Bóg nie miał planu stworzenia piekła. Piekło to stan wynikający
                          > > > z buntu przeciwko Bogu.
                          A gdyby szatan się nie zbuntował to nie byłoby piekła? I nie byłoby
                          sprawiedliwości dla zbrodniarzy? A może nie byłoby grzechu i śmierci, i do tej
                          pory można by pogadać z Adamem i Ewą, jak to wąż ich na próżno podpuszczał?
                          Co ja mówię, przecież wtedy by ich nie podpuszczał. Czyli żyliby sobie sami
                          nieśmiertelni fizycznie starcy i ich potomstwo (trochę by się zaczęło robić
                          ciasno)...
                          Ale przecież Bóg zna przyszłość i wiedział, że się nie uda. To po co zaczynał?

                          > > Czy to jest teza objawiona, czy Egipcjanie doszli do pomysłu piekła na
                          > chłopski rozum?
                          > Jedno i drugie.
                          Hmm, ciekawe. Wydawało mi się, że prawdy objawione są niemożliwe do
                          wydedukowania (dlatego je trzeba objawiać). Jak można było dojść do tego, jakie
                          konflikty/bunty się toczyły w najwyższych sferach przed stworzeniem świata (czy
                          też bunt aniołów nastąpił już po roku 4000 p.n.e.?)

                          > > Czego zazdroszczą?
                          > Zazdrościli przyjaźni z Bogiem.
                          Po potopie itp. chciałoby się powiedzieć, "Zachowaj mnie od przyjaciół, z
                          nieprzyjaciółmi sobie sam poradzę"... :-)

                          > > Do ok. 30 r. n.e. nie było żadnych przesłanek, by uważać Biblię za
                          > objawioną?
                          > Dla chrześcijan liczy się Biblia jako całość, razem z Nowym Testamentem, który
                          > spiasana później.
                          To nie jest odpowiedź na pytanie o status objawienia przed Chrystusem.

                          > Fundamenten chrześcijaństwa nie jest wiara w Biblię,
                          Super. Powiedz to innym chrześcijanom. (I po co wtedy tyle hałasu o obronę
                          historyczności księgi Rodzaju?)

                          > związek z Panem Jezusem, który obiecał, że Duch Święty wszystko przypomni.
                          A to, że nie będą to fałszywe wspomnienia (jak u wielu subiektywnych świadków
                          przestępstw czy w eksperymentach psychologów) gwarantuje spisana w ten sposób
                          relacja o wydarzeniach sprzed półtora pokolenia?

                          > Nie odwidziało się. Po prostu zburzona została świątynia jerozolimska.
                          Czyli całe Prawo Pięcioksięgu było ważne tylko dopóki istniał konktetny
                          budynek? Na pustyni Żydzi też nie mieli marmurowej świątyni, a Prawo
                          obowiązywało. A Jezus zapowiedział, że nie zmieni się w nim nawet jota, dopóki
                          ziemia i niebo nie przeminą (a nie konkretny zabytek budownictwa sakralnego).

                          > Spotkałem się z informacją, że hebrajski czasownik użyty w sformułowaniu
                          > piątego przykazania nie obejmuje zabijania na wojnie.
                          Także kobiet i dzieci? A miłość nieprzyjaciół obowiązuje tylko kiedy z nimi nie
                          mamy na pieńku?

                          > Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy i jednocześnie miłosierny. Taka jest Jego
                          > prosta natura.
                          Wewnętrznie sprzeczna. Sprawiedliwość i miłosierdzie (zwłaszcza nieskończone)
                          prowadzą do sprzecznych wytycznych (skazać - ułaskawić).

                          > Kto kocha bliźniego, nie czyni nic złego.
                          Chyba, że dla jego własnego dobra (spalę heretyka, bo go kocham, i lepiej, żeby
                          pocierpiał tu w izbie tortur, a potem na stosie, niż miałby się smażyć w
                          piekle)?

                          > Trzeba uwzględniać rodzaj literacki.
                          Trzeba. I sprzeczności dotyczą fragmentów pisanych jako relacje historyczne czy
                          nakazy moralne, a nie alegorii czy poezji miłosnej.
                          • arcykr Re: Nauka a religia 02.10.05, 11:24
                            Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                            > > Odpust dotyczy tylko grzechów zgładzonych już co do winy.
                            > A zatem, gdyby Hitler w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy przeżył nagle olśnienie
                            > (jak później wielu nazistów) i zrozumiał, że błądził, po czym szczerze się
                            > wyspowiadał u nuncjusza papieskiego - który, zważywszy na postawę Watykanu
                            > wobec III Rzeszy raczej nie odmówiłby mu rozgrzeszenia in articulo mortis -
                            > jego grzechy zostałyby zgładzone co do winy?
                            Nie musiałby się spowiadać. Wystarczy żal doskonały.

                            > I wtedy całą ideę piekła jako wyrównania krzywd
                            Sprawiedliwość Boga to nie to samo, co wyrównanie krzywd. A zwrócenie się do
                            miłosierdzia Bożego jest dobrym czynem, który wyrównuje wszystkie grzechy, bo
                            miłosierdzie jest najważniejszym przymiotem Boga i na krzyżu odniosło zwycięstwo
                            nad sprawiedliwością.
                            >
                            > Taki duży, wszechmiłosierny Bóg, a tak łatwo się obraża
                            B og jest nieskończenie święty i sprawiedliwy.
                            >
                            > Z tą walką zbrojną Jezus był ambiwalentny, bo Piotra skarcił nawet za
                            zranienie sługi arcykapłana.
                            Kontekst pokazuje, że chodziło o umożliwienie ukrzyżowania.

                            > Ale Jahwe się nie patyczkował. Nie chce mi się po raz n-ty szukać wytycznych w
                            > sprawie prowadzenia wojen - i to zaczepnych. Wolno i trzeba zdobywać cudze
                            > miasta, i wyrzynać w pień ludność - także nieuzbrojone kobiety i dzieci.
                            www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_14.htm
                            Czyli żyliby sobie sami
                            > nieśmiertelni fizycznie starcy i ich potomstwo (trochę by się zaczęło robić
                            > ciasno)...
                            Po pewnym czasie ludzie nie umierając trafialiby do nieba.

                            > Ale przecież Bóg zna przyszłość i wiedział, że się nie uda. To po co zaczynał?
                            >
                            > > Jedno i drugie.
                            > Hmm, ciekawe. Wydawało mi się, że prawdy objawione są niemożliwe do
                            > wydedukowania (dlatego je trzeba objawiać).
                            Zależy które.

                            Jak można było dojść do tego, jakie
                            >
                            > konflikty/bunty się toczyły w najwyższych sferach przed stworzeniem świata
                            A co na ten temat sądzili Egipcjanie?
                            (czy
                            >
                            > też bunt aniołów nastąpił już po roku 4000 p.n.e.?)
                            Przecież ja nie opowiadam się za dosłownym interpretowaniem Starego Testamentu.
                            >
                            > > > Czego zazdroszczą?
                            > > Zazdrościli przyjaźni z Bogiem.
                            > Po potopie itp. chciałoby się powiedzieć, "Zachowaj mnie od przyjaciół, z
                            > nieprzyjaciółmi sobie sam poradzę"... :-)
                            Potop był skierowany przeciwko nieprzyjaciołom Boga.
                            >
                            > > Fundamenten chrześcijaństwa nie jest wiara w Biblię,
                            > Super. Powiedz to innym chrześcijanom.
                            W wielu źródłach katolickich jest wyraźnie napisane, że fundamentem wiary jest
                            Chrystus - Słowo Ojca.
                            "Celem wiary jest Jezus Chrystus. Być chrześcijaninem znaczy szukać bliskości z
                            Chrystusem, który żyje, otwierać się na Jego światło i moc. Być zaś
                            chrześcijaninem-katolikiem znaczy szukać Chrystusa w Kościele, który, jak
                            zakochana małżonka, wprowadza nas w głębię nauki swojego Oblubieńca i Mistrza,
                            umożliwia nam dotarcie do Jego potężnej miłości, a nawet bezpośrednie
                            uczestnictwo w Jego Najświętszej ofierze i karmienie się Jego Ciałem. Żyjący
                            Chrystus jako towarzysz i Pan mojego codziennnego życia jest ostateczną
                            odpowiedzią na różne pytania religijne, jakie przed nami stają."
                            www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_00.htm
                            A co do innych chrześcijan, to np. Świadkowie Jehowy nie są uznawani za
                            chrześcijan przez Światową Radę Ekumeniczną, bo nie wierzą w Trójcę Świętą i
                            boskość Chrystusa.

                            > A to, że nie będą to fałszywe wspomnienia (jak u wielu subiektywnych świadków
                            > przestępstw czy w eksperymentach psychologów) gwarantuje spisana w ten sposób
                            > relacja o wydarzeniach sprzed półtora pokolenia?
                            Gdyby były fałszywe, ofiara Pana Jezusa byłaby daremna. Jeżeli Bóg miał moc
                            wskrzesić Jezusa, to ma także moc nie dopuscić do pobładzenia w wierze Kościoła.
                            >
                            > > Nie odwidziało się. Po prostu zburzona została świątynia jerozolimska.
                            > Czyli całe Prawo Pięcioksięgu było ważne tylko dopóki istniał konktetny
                            > budynek? Na pustyni Żydzi też nie mieli marmurowej świątyni, a Prawo
                            > obowiązywało.
                            Nie jestem odpowiedzialny za to, że Zydzi nie składają już ofiar.


                            > > Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy i jednocześnie miłosierny. Taka jest
                            > Jego
                            > > prosta natura.
                            > Wewnętrznie sprzeczna. Sprawiedliwość i miłosierdzie (zwłaszcza nieskończone)
                            > prowadzą do sprzecznych wytycznych (skazać - ułaskawić).
                            Wcale nie. Nawet potepieni dostąpia miłosierdzia przez to, ze ich meki będa
                            nieco zmniejszone. A zbawienie przez miłosierdzie będzie jednoczesnie
                            sprawiedliwe, bo zwrócenie sie o miłosierdzie do Boga jest uwielbieniem Jego
                            najważniejszego przymiotu i jako takie zasługuje na nagrodę.
                            >
                            > > Kto kocha bliźniego, nie czyni nic złego.
                            > Chyba, że dla jego własnego dobra
                            Nie.
                            >
                            > > Trzeba uwzględniać rodzaj literacki.
                            > Trzeba. I sprzeczności dotyczą fragmentów pisanych jako relacje historyczne
                            Przekazy historyczne są pod wpływem watków legendarnych.

                            czy nakazy moralne
                            Gdzie są sprzecznośc w nakazach moralnych?
                            • Gość: Karol Sbath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 12:19
                              > > A zatem, gdyby Hitler w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy przeżył nagle olśni
                              > > enie i zrozumiał, że błądził, jego grzechy zostałyby zgładzone co do winy?
                              > Nie musiałby się spowiadać. Wystarczy żal doskonały.
                              Przypomnę, że broniłeś istnienia piekła argumentem:
                              > Gdyby piekła nie było, wiele zła uchodziłoby bezkarnie.
                              Teraz mówisz, że największy zbrodniarz bez trudu się może wywinąć od kary,
                              żałując w obliczu śmierci. Czyli ukarani na wieczność zostaną tylko ci, co
                              popełnili grzechy nawet kalibru takiego jak nieprzestrzeganie przepisów uboju
                              rytualnego, kiedy jeszcze Bogu zależało na miłym zapachu pieczystego (a potem
                              spadła im cegła na głowę, zanim zdążyli pożałować, albo nieochrzczone dzieci
                              itp.?

                              > > Taki duży, wszechmiłosierny Bóg, a tak łatwo się obraża
                              > Bog jest nieskończenie święty i sprawiedliwy.
                              Jak ten slogan ma się do wcześniejszych przykładów niespójności doktryny piekła
                              zarówno z nieskończoną sprawiedliwością (patrz wyżej), jak i nieskończonym
                              miłosierdziem, a także porywczymi postępkami Jahwe ze ST? Np.
                              > Potop był skierowany przeciwko nieprzyjaciołom Boga.
                              Który to Bóg naucza, że nieprzyjaciół należy miłować. Sam daje dobry przykład
                              praktycznej realizacji miłości nieprzyjaciół? (a potem żałuje?). Woją drogą,
                              potopienie wszystkich istot na ziemi z niewinnymi dziećmi włącznie jest
                              nieskończenie sprawiedliwe?

                              > Przecież ja nie opowiadam się za dosłownym interpretowaniem Starego
                              Testamentu.
                              > Przekazy historyczne są pod wpływem watków legendarnych.
                              > Potop był skierowany przeciwko nieprzyjaciołom Boga.
                              Czyli np. Potop był historyczny czy legendarny?

                              > > Z tą walką zbrojną Jezus był ambiwalentny, bo Piotra skarcił nawet za
                              > zranienie sługi arcykapłana.
                              > Kontekst pokazuje, że chodziło o umożliwienie ukrzyżowania.
                              Chciał popełnić samobójstwo cudzymi rękami? To chyba grzech chcieć dać się
                              zabić?

                              > > Wydawało mi się, że prawdy objawione są niemożliwe do
                              > > wydedukowania (dlatego je trzeba objawiać).
                              > Zależy które.
                              Przykłady jednych i drugich?

                              > > Czyli całe Prawo Pięcioksięgu było ważne tylko dopóki istniał konktetny
                              > > budynek? Na pustyni Żydzi też nie mieli marmurowej świątyni, a Prawo
                              > > obowiązywało.
                              > Nie jestem odpowiedzialny za to, że Zydzi nie składają już ofiar.
                              Przecież nic takiego nie sugerowałem. Po prostu teraz ani chrześcijanie ani
                              Żydzi (których trwanie było ostatno na Forum przywoływane jako namaclny dowód
                              prawdziwości Przymierza) nie składają ofiar i jest OK. A między Mojżeszem a
                              zburzeniem świątyni było absolutnie niezbędne dostarczanie stałego strumienia
                              ofiar Panu ("na pokarm i miłą woń dla Mnie"). Teraz nie jest głodny, ani nie
                              lubi swądu spalenizny? Pytam o tę niekonskekwencję nakazów kultu (w zderzeniu z
                              tezą o niezmienności Boga), a nie sugeruję, że to przez Ciebie żydzi nie
                              składają ofiar od tysięcy lat.

                              > > > Kto kocha bliźniego, nie czyni nic złego.
                              > > Chyba, że dla jego własnego dobra
                              > Nie.
                              Czyli zabijanie grzesznych bliźnich - np. heretyków czy Kananejczyków - jest
                              złe (nie ma sankcji, że to dla wyższego dobra muszą teraz umrzeć - najlepiej
                              okrutną śmiercią)?

                              > Gdzie są sprzecznośc w nakazach moralnych?
                              Patrz wyżej...
                              • arcykr Re: Nauka a religia 04.10.05, 09:18
                                > Przypomnę, że broniłeś istnienia piekła argumentem:
                                > > Gdyby piekła nie było, wiele zła uchodziłoby bezkarnie.
                                > Teraz mówisz, że największy zbrodniarz bez trudu się może wywinąć od kary,
                                > żałując w obliczu śmierci.
                                Karę poniósł Jezus na krzyżu.

                                albo nieochrzczone dzieci itp.?
                                Nieochrzczone dzieci nie pójdą do piekła.

                                > > > Taki duży, wszechmiłosierny Bóg, a tak łatwo się obraża
                                > > Bog jest nieskończenie święty i sprawiedliwy.
                                > Jak ten slogan
                                To nie jest slogan. Dwie "pfrzeciwnie skierowane" nieskończoności to symbol
                                nieoznaczony, czyli nie wiadomo ile. Dlatego nieodgadnione są wyroki Boże.

                                > Który to Bóg naucza, że nieprzyjaciół należy miłować.
                                "Pan biczuje, kogo miłuje."

                                > Woją drogą,
                                > potopienie wszystkich istot na ziemi z niewinnymi dziećmi włącznie jest
                                > nieskończenie sprawiedliwe?
                                Dla niewinnych dzieci to nie była kara, lecz dobrodzxiejstwo obronienia przed
                                przyszłymi grzechami.

                                > Czyli np. Potop był historyczny czy legendarny?
                                Nie było potopu ogólnoświatowego.

                                > Chciał popełnić samobójstwo cudzymi rękami?
                                To nie było samobójstwo lecz dobrowolne ofiarowanie.

                                > > > Wydawało mi się, że prawdy objawione są niemożliwe do
                                > > > wydedukowania (dlatego je trzeba objawiać).
                                > > Zależy które.
                                > Przykłady jednych i drugich?
                                Istnienie Boga - mozliwe do odkrycia rozumem nieoświeconym wiarą. Trójca Świeta
                                - niemozliwa do odkrycia rozumem nieoświeconym wiarą.

                                > Po prostu teraz ani chrześcijanie ani
                                > Żydzi (których trwanie było ostatno na Forum przywoływane jako namaclny dowód
                                > prawdziwości Przymierza) nie składają ofiar i jest OK.
                                Niekoniecznie jest OK.

                                > Czyli zabijanie grzesznych bliźnich - np. heretyków czy Kananejczyków - jest
                                > złe (nie ma sankcji, że to dla wyższego dobra muszą teraz umrzeć - najlepiej
                                > okrutną śmiercią)?
                                Jest złe.
                            • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 22:05
                              > Po pewnym czasie ludzie nie umierając trafialiby do nieba.
                              Możesz to rozwinąć? a) skąd ta informacja (cytat)? b) jak by to fizycznie miało
                              wyglądać? Trafialiby cieleśnie? To niebo byłoby jakimś fizycznym miejscem w
                              przestrzeni? Ludzie nosiliby tam skafandry (przynajmniej po drodze), czy byłaby
                              to jakaś inna planeta?
                              > > A to, że nie będą to fałszywe wspomnienia (jak u wielu subiektywnych
                              > > świadków przestępstw czy w eksperymentach psychologów) gwarantuje spisana
                              > > w ten sposób relacja o wydarzeniach sprzed półtora pokolenia?
                              > Gdyby były fałszywe, ofiara Pana Jezusa byłaby daremna. Jeżeli Bóg miał moc
                              > wskrzesić Jezusa, to ma także moc nie dopuscić do pobładzenia w wierze
                              > Kościoła.
                              I odwrotnie. Jeśli Kościół mógł pobłądzić w wierze (a to się zdarzało wielu
                              jego odgałęzieniom, a i Twój jedynie słuszny Kościół też ma niejedno na
                              sumieniu), to ofiara Jezusa mogła być daremna (nie mówiąc o tym, że znaczna
                              część opowieści o Jezusie, ze zmartwychwstawniem włącznie, może być późniejszą
                              konfabulacją.
                              To, że obiektywnie świadkowie mają zawodną pamięć, a im bardziej wchodza w grę
                              emocje, tym bardziej fałszywe są wspomnienia i relacje nawet - wydawałoby się -
                              najlepiej poinformowanych osób, choćby przez sugestię opartą na zasłyszanych
                              informacjach zlewających się z własnymi obserwacjami - ostatnio potwierdziły
                              doniesienia o masowych morderstwach i strzelaniu do helikopterów ratowniczych w
                              Nowym Orleanie, powtarzane przez miejscowe władze, policję itp., a ostatnio
                              zdementowane. Skoro w hali sportowej w obecności 50 tysięcy ludzi miano
                              zamordować 200 osób (nie licząc gwałtów itp.), i tak zeznawali ewakuowani tuż
                              po opuszczeniu miejsca zdarzeń, a także policja, a potem się okazało, że
                              żadnych zwłok nie było, to dlaczego mamy zakładać, że w sprawie innych
                              brakujących Zwłok, których zniknięcia nikt nie widział, opowieści krążące po
                              kilkudziesięciu latach są prawdziwe? Ytym bardziej, że zmartwychwstanie i
                              wniebowstąpienie sa jawnie sprzeczne z prawami fizycznego świata (od których
                              nie ma wyjątków), choć w czasach hellenistycznych, z dominacją myślenia
                              magicznego mogły uchodzić za efektowny przykład wyższości cudów Jezusa/Jahwe
                              nad konkurencyjnymi cudotwórcami (hellenistycznych "wskrzesicieli" znano, a i o
                              lewitujących joginach czy wstępujących do nieba po linie fakirach pewnie też
                              docierały opowieści kupców).
                              To jest dowód z wishful thinking. Gdyby Jezus nie zmartwychstał, moja wiara
                              byłaby daremna. A ponieważ mój Kościół jest jedynym depozytariuszem Prawdy
                              przez duże P, zatem Jezus musiał zmartwychstać, bo inaczej cała moja religia
                              się sypie. A dowodem na to, że jest ona prawdziwa, jest to, że gwarantuje ją ta
                              sama moc, która wskrzesiła Jezusa. Błędne koło: doktryna mojej religii musi być
                              prawdziwa, bo inaczej nie byłaby prawdziwa. (A ja przecież chcę mieć gwarancję
                              wiecznego szczęścia, wiec religia, która mi to obiecuje musi być Prawdziwa).
                              • arcykr Re: Nauka a religia 04.10.05, 09:23
                                Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                                > > Po pewnym czasie ludzie nie umierając trafialiby do nieba.
                                > Możesz to rozwinąć? a) skąd ta informacja (cytat)?
                                Z lekcji religii w szkole podstawowej.

                                b) jak by to fizycznie miało wyglądać?
                                Nei wiem.

                                > Jeśli Kościół mógł pobłądzić w wierze
                                Nie mógł.

                                (a to się zdarzało wielu
                                > jego odgałęzieniom, a i Twój jedynie słuszny Kościół też ma niejedno na
                                > sumieniu),
                                To, że ma coś na sumieniu, nie znaczy, że pobłądził w wierze.

                                to ofiara Jezusa mogła być daremna
                                Chrześcijaństwo polega na tym, że się wierzy w sens ofiary Jezusa.
                                >
                                to dlaczego mamy zakładać, że w sprawie innych
                                > brakujących Zwłok, których zniknięcia nikt nie widział, opowieści krążące po
                                > kilkudziesięciu latach są prawdziwe?
                                Stąd, że oddawano odważnie za słusznośc tego życie.

                                Ytym bardziej, że zmartwychwstanie i
                                > wniebowstąpienie sa jawnie sprzeczne z prawami fizycznego świata (od których
                                > nie ma wyjątków),
                                Skąd pewność, że nie ma?
                        • Gość: kapitalizm Re: Nauka a religia IP: *.oc.oc.cox.net 03.10.05, 00:20
                          > Swoją drogą takie ustawienie priorytetów otwiera drogę do zbrodnie w imię
                          Boga.
                          Dlaczego?


                          ...chocby dlatego, ze kazda zbrodnia w imie Boga moze byc usprawiedliwiona jego
                          rozkazem,

                          np. ktos kto powie, ze: -"Bog mi kazal zabic mego jedynego syna i 14 zjadaczy
                          pizzy jako dowodu na sile mej wiary i posluszenstwa" - jest w swietle nauczan
                          biblijnych prawdziwym wierzacym - jemu naprawde Bog mogl to nakazac we snie,

                          udowodnij, ze nie.
                          • arcykr Re: Nauka a religia 04.10.05, 09:25
                            Gość portalu: kapitalizm napisał(a):

                            > np. ktos kto powie, ze: -"Bog mi kazal zabic mego jedynego syna i 14 zjadaczy
                            > pizzy jako dowodu na sile mej wiary i posluszenstwa" - jest w swietle nauczan
                            > biblijnych prawdziwym wierzacym - jemu naprawde Bog mogl to nakazac we snie,
                            > udowodnij, ze nie.
                            Patrz historia o ofiarowaniu Izaaka.
                            • kapitalizm Re: Nauka a religia 05.10.05, 19:42
                              arcykr napisał:

                              > Gość portalu: kapitalizm napisał(a):
                              >
                              > > np. ktos kto powie, ze: -"Bog mi kazal zabic mego jedynego syna i 14 zja
                              > daczy
                              > > pizzy jako dowodu na sile mej wiary i posluszenstwa" - jest w swietle nau
                              > czan
                              > > biblijnych prawdziwym wierzacym - jemu naprawde Bog mogl to nakazac we sn
                              > ie,
                              > > udowodnij, ze nie.
                              > Patrz historia o ofiarowaniu Izaaka.

                              ...dokladnie,

                              i niech ktos potem udowodni, ze to nie za sprawa Boga?

                              wszystko mozna Bogiem uzasadnic, kazde morderstwo.
                              • arcykr Re: Nauka a religia 06.10.05, 10:02
                                kapitalizm napisał:

                                > > Patrz historia o ofiarowaniu Izaaka.
                                > ...dokladnie,
                                Chodziło mi o to: "Augustyn zakłada jako aksjomat, że Bóg nigdy nie miał
                                upodobania w ofiarach z ludzi, zaś Jefte uczynił coś, czego Prawo Boże wyraźnie
                                zakazuje. To prawda, że zażądał kiedyś Bóg takiej ofiary od Abrahama, ale też
                                nie dopuścił do jej spełnienia. Zdaniem św. Augustyna, nieodpartym dowodem na
                                to, że ślubowanie Jeftego nie pochodziło od Boga, jest Boże milczenie. Gdyby to
                                Bóg natchnął go do tego ślubowania, z pewnością przeszkodziłby mu
                                • Gość: Marcinlet Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.05, 08:54
                                  arcykr napisał:

                                  > Chodziło mi o to: "Augustyn zakłada jako aksjomat, że Bóg nigdy nie miał
                                  > upodobania w ofiarach z ludzi, zaś Jefte uczynił coś, czego Prawo Boże
                                  wyraźnie
                                  > zakazuje. To prawda, że zażądał kiedyś Bóg takiej ofiary od Abrahama, ale też
                                  > nie dopuścił do jej spełnienia. Zdaniem św. Augustyna, nieodpartym dowodem na
                                  > to, że ślubowanie Jeftego nie pochodziło od Boga, jest Boże milczenie. Gdyby
                                  to
                                  > Bóg natchnął go do tego ślubowania, z pewnością przeszkodziłby mu
                                  • arcykr Re: Nauka a religia 07.10.05, 14:24
                                    Gość portalu: Marcinlet napisał(a):

                                    > Kim był św. Augustyn, że miał czelność wypowiadać się w imieniu Boga?
                                    Nie wiesz? Był biskupem.

                                    > Poza tym Bóg w przypadku córki Jeftego mógł zmienić zdanie.
                                    Bóg nie zmienia zdania.
                        • Gość: ZZtop Re: Nauka a religia IP: *.server.ntli.net 04.11.05, 22:50
                          > Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy i jednocześnie miłosierny. Taka jest Jego
                          > prosta natura.
                          Jakby był sprawiedliwy to by nie stosował odpowiedzialności zbiorowej !!!
                          • vacia Re: Nauka a religia 05.11.05, 08:16
                            Gość portalu: ZZtop napisał(a):

                            > > Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy i jednocześnie miłosierny. Taka jest
                            > Jego
                            > > prosta natura.
                            > Jakby był sprawiedliwy to by nie stosował odpowiedzialności zbiorowej !!!

                            Bóg nie stosuje odpowiedzialności zbiorowej. Co masz na myśli przypisując to
                            Bogu?
                            • Gość: ZZtop Nie lubię Boga :) - wolę miłość IP: *.server.ntli.net 05.11.05, 11:02

                              > Bóg nie stosuje odpowiedzialności zbiorowej. Co masz na myśli przypisując to
                              > Bogu?
                              Jeżeli Bóg niszczył całe miasto bo część ludzi była zła to jest to stosowanie
                              odpowiedzialności zbiorowej, co tylko potwierdza, że Bóg jest niesprawiedliwy
                              i głupi. To tak jakby w Twojej rodzinie trafił się ktoś zły, a ja bym zabił
                              jego, Ciebie, Twoich rodziców itd. Byłbym psychopatą - jest nim Bóg
                              przedstawiony w Bibli.
                              Jeżeli Ewa zgrzeszyła to czemu Bóg nie pokarał tylko jej a całą ludzkość i
                              m.in. kobiety rodzą teraz w bólach (zwierzęta zresztą też).
                              Daczego każdy rodzi się z grzechem? Zawiniła Ewa i Adam to wara od innych ludzi.
                              Jeżeli istnieje Bóg to na pewno nie jest on taki jak go przedstawiają religie.
                              a)Bóg może być wszechmogący i wszechwiedzący, ale niemiłosierny.
                              Widzi jaki syf się dzieje na Ziemi, może temu zaradzić, ale ma to gdzieś bo
                              albo go to nie obchodzi, albo go to bawi. Jeżeli przy Tobie 5 letnie dziecko
                              ciełoby żyletką niemowlaka w wózku i mogłabyś temu zaradzić w jednej sekundzie
                              a nie zrobiłabyś tego, tylko byś się przyglądała, to co mógłbym o Tobie sądzić?
                              b)Bóg może być wszechwiedzący, miłosierny, ale nie wszechmogący.
                              Widzi ten syf, żal mu ludzi, ale nie jest w stanie nic zrobić.
                              c)Bóg może być wszechmogący, miłosierny, ale nie wszechwiedzący.
                              Nie wie biedak co się tu dzieje, gdyby wiedział to by pomógł natychmiast bo
                              jest wszechmogący i miłosierny.
                              • Gość: ZZtop zapomniełem dodać IP: *.server.ntli.net 05.11.05, 11:14
                                zapomniałem jeszcze o plagach egipskich, które dotykały niewinnych ludzi a nie
                                samego Faraona.
                                • vacia Re: zapomniełem dodać 05.11.05, 14:44
                                  Gość portalu: ZZtop napisał(a):

                                  > zapomniałem jeszcze o plagach egipskich, które dotykały niewinnych ludzi a
                                  nie > samego Faraona.

                                  Faraona i cały jego dwór też dotykały te plagi, nawet zginął pierworodny syn
                                  faraona.
                                  Jeśli faraon mimo to nie chciał wypiuuścić Zydów to co by było gdyby te plagi
                                  nie dotknęły jego poddanych.
                                  Pozatym Bóg może wskrzesić tych ludzi.
                                  • Gość: ZZtop Re: zapomniełem dodać IP: *.server.ntli.net 05.11.05, 15:02
                                    vacia napisała:

                                    > Gość portalu: ZZtop napisał(a):
                                    >
                                    > > zapomniałem jeszcze o plagach egipskich, które dotykały niewinnych ludzi
                                    > a
                                    > nie > samego Faraona.
                                    >
                                    > Faraona i cały jego dwór też dotykały te plagi, nawet zginął pierworodny syn
                                    > faraona.
                                    Jeżeli już to jakiekolwiek nieszczęścia powinny dotyczyć tylko i wyłącznie
                                    winnych osób, karanie za występki Faraona wszystkich ludzi tam zamieszkałych
                                    jest niesprawiedliwą głupotą, czy Ty powinnaś być ukarana za czyny swojego
                                    prezydenta? Jeżeli Twój sąsiad zabije kogoś to czy całe osiedle łącznie z Tobą
                                    powinno dostać karę śmierci lub długoletnie więzienie? Odpowiedzialności
                                    zbiorowej większość światłych ludzi na tym świecie mówi NIE!

                                    > Jeśli faraon mimo to nie chciał wypiuuścić Zydów to co by było gdyby te plagi
                                    > nie dotknęły jego poddanych.
                                    Oczywiście boskie pochodzenie tych plag jest zwykłą bujdą ówczesnej ciemnoty
                                    nie rozumiejących zjawisk występujących na naszej planecie. Dokładne wydarzenia
                                    tamtego czasu są naukowo wyjaśnione w ostatnim wydaniu specjalnym Focusa.
                                    Załóżmy jednak, że to prawda - pytasz się co by było gdyby te plagi ni dotknęły
                                    jego poddanych, a co by miało być? Mógł Bóg unicestwić Faraona i wszystkich ,
                                    którzy by stawali na drodze do wolności Żydom, a nie stosować metody takie same
                                    jakie stosują terroryści - wymuszanie czegoś poprzez zabijanie niewinnych.

                                    > Pozatym Bóg może wskrzesić tych ludzi.
                                    No Bóg jest super, pewnie dlatego też nie wysłuchał modlitw ludzi proszących go
                                    o pomoc w obozach koncentracyjnych , bo przecież może wskrzesić ich.
                                    • vacia Re: zapomniełem dodać 05.11.05, 15:16
                                      Gość portalu: ZZtop napisał(a):

                                      > > No Bóg jest super, pewnie dlatego też nie wysłuchał modlitw ludzi
                                      proszących go> o pomoc w obozach koncentracyjnych , bo przecież może wskrzesić
                                      ich.

                                      To nie Bóg wymyślił obozy koncentracyjne ale ludzie. Ludzie ludziom zgotowali
                                      ten los jak napisała Nałkowska w "Medalionach".
                                      Tylko Bóg może teź połozyć kres takim obozom koncentracyjnym i zrobi to napewno.
                                      To co oglądasz na ekranie telewizora to w większości zło wymyslone przez ludzi
                                      i dla ludzi.
                                      Od Boga jest to co dobre.
                                      Od Boga jest dobra nowina o nowym dobrym świecie i ta wiadomość zawarta jest w
                                      czterech ewangeliach. Czytaj je a napewno sie nie zgorszysz.
                                      Jeszcze tego nowego świata nie ma ale będzie napewno.
                                      Na tym skup uwage a nie wyszukuj uchybień w Bogu, w Biblii pisze,że to Jezus
                                      jest obrazem niewidzialnego Boga,a mam nadzieję, że osoba Jezusa wywiera na
                                      Tobie dobre wrażenie?



                                      • Gość: ZZtop Re: zapomniełem dodać IP: *.server.ntli.net 05.11.05, 15:31

                                        >
                                        > > > No Bóg jest super, pewnie dlatego też nie wysłuchał modlitw ludzi
                                        > proszących go> o pomoc w obozach koncentracyjnych , bo przecież może wskrze
                                        > sić
                                        > ich.
                                        >
                                        > To nie Bóg wymyślił obozy koncentracyjne ale ludzie. Ludzie ludziom zgotowali
                                        > ten los jak napisała Nałkowska w "Medalionach".
                                        > Tylko Bóg może teź połozyć kres takim obozom koncentracyjnym i zrobi to
                                        napewno
                                        Szkoda, że tego nie uczynił. Gdyby był miłosierny to by nie mógł na to
                                        obojętnie patrzeć. Szkoda, że stworzył tak niedoskonałych ludzi, którzy
                                        potrafią czynić z drugimi to co czyniono w obozach. Kto ponosi koszty
                                        niedoskonałego stworzenia ludzi? - Ludzie a nie stworzyciel. Na samym początku
                                        Bóg powinien zmodyfikować swoje dzieło skoro było niedoskonałe. Obyło by się
                                        bez tych wszystkich cierpień.
                                        • vacia Re: zapomniełem dodać 06.11.05, 11:38
                                          Gość portalu: ZZtop napisał(a):

                                          > Szkoda, że tego nie uczynił. Gdyby był miłosierny to by nie mógł na to
                                          > obojętnie patrzeć.

                                          Skąd wiesz jak patrzał na to Bóg? Moze wcale nieobojetnie. Bóg płacze z
                                          płaczącymi a jego planów nie zna nikt. Nie sądzisz że Bóg jest lepszy od Ciebie
                                          i ode mnie i od wszystkich ludzi jacy żyli na Ziemii.
                                          Jezus, który oczyma swoimi widział zagładę Jerozolimy w 70 r n.e. płakał nad
                                          nią, żałował tych ludzi, którzy odrzucili go gdy przszedł do nich z czułą
                                          miłością i nie chcieli słuchać jego pokojowego orędzia, w dodatku skazali go
                                          na męczeńską śmierć, za co z wyroku Bożego w 70 r zginęli,gdyż Rzymianie to
                                          miasto i świątynię obrócili w gruzy.

                                          Szkoda, że stworzył tak niedoskonałych ludzi, którzy
                                          > potrafią czynić z drugimi to co czyniono w obozach. Kto ponosi koszty
                                          > niedoskonałego stworzenia ludzi? - Ludzie a nie stworzyciel. Na samym
                                          początku > Bóg powinien zmodyfikować swoje dzieło skoro było niedoskonałe.
                                          Obyło by się > bez tych wszystkich cierpień.

                                          Chwileczkę, protestuję, Bóg nas wspaniale stworzył, potencjalnie możemy czynić
                                          dobro, musimy tylko tego chcieć. Szatan nie jest w stanie nakłonić nas do
                                          grzechu jeśli się jemu sprzeciwimy.
                                          Mimo odziedziczonej skłonności do grzechu ludzie potrafią zachowywać się
                                          szlachetnie i altruistycznie.
                                          To kwestia wolnej woli człowieka. Kuszą nas różne niewłaściwe pragnienia i
                                          zdeprawowani ludzie ale możemy się im przeciwstawić i zwyciężyć.
                                          Nikt nie może zmusić człowieka do zła!
                                          Hiob bardzo cierpiał ale nie zgrzeszył.
                                          Niektórzy ludzie tworzyli obozy koncentracyjne a niektórzy zachowali wspaniałość
                                          mimo męczńskiej śmieci w obozach na przykład lekarz Janusz Korczak który
                                          poszedł dobrowolnie z dziećmi do komory gazowej chociaż mógł wybrać wolność i
                                          życie.
                                          Człowiek mimo odziedziczonej grzeszności jest wspaniałym dziełem Boga i może
                                          czynić dobro, być bohaterem i świętym jak tysiące ludzi.


                                          • Gość: ZZtop Re: zapomniełem dodać IP: *.server.ntli.net 06.11.05, 13:58
                                            > Gość portalu: ZZtop napisał(a):
                                            >
                                            > > Szkoda, że tego nie uczynił. Gdyby był miłosierny to by nie mógł na to
                                            > > obojętnie patrzeć.
                                            >
                                            > Skąd wiesz jak patrzał na to Bóg? Moze wcale nieobojetnie. Bóg płacze z
                                            > płaczącymi a jego planów nie zna nikt. Nie sądzisz że Bóg jest lepszy od
                                            Ciebie
                                            >
                                            > i ode mnie i od wszystkich ludzi jacy żyli na Ziemii.

                                            Nie sądzę - ja gdybym mógł pomóc każdemu cierpiącemu to natychmiast bym to
                                            zrobił.
                              • vacia Re: Kocham Boga bo wolę miłość 05.11.05, 14:40
                                Gość portalu: ZZtop napisał(a):
                                >
                                > > Jeżeli Bóg niszczył całe miasto bo część ludzi była zła to jest to
                                stosowanie > odpowiedzialności zbiorowej, co tylko potwierdza, że Bóg jest
                                niesprawiedliwy > i głupi.

                                Głupi to są czasami ludzie ale Bóg jest mądry.
                                Bóg zniszczył Sodomę i Gomorę ale najpierw wyprowadził z tego miasta prawego
                                Lota z rodziną.
                                Pozatym obiecał Abrahamowi, że ocali Sodomę i Gomorę jeśli będzie tam choć
                                dziesięciu prawych ludzi ale nie było tam 10 porządnych ludzi, zanim zniszczył
                                te miasta wysłał jeszcze na "inspekcję" aniołów aby sprawdzili jacy ludzie tam
                                mieszkają i okazało się że poza Lotem byli tam tylko ludzie niegodziwi od
                                najmniejszego do najstarszego.
                                Nie była więc to odpowiedzialność zbiorowa.

                                > Jeżeli Ewa zgrzeszyła to czemu Bóg nie pokarał tylko jej a całą ludzkość i
                                > m.in. kobiety rodzą teraz w bólach (zwierzęta zresztą też).

                                Jest różnica miedzy Ewą i Adamem a resztą ludzkości, pozostali ludzie mają
                                szansę na zmartwychwstanie i życie wieczne a Ewa i Adam już nie bo zginęli z
                                wyroku Bożego.
                                A ponosimy skutki grzechu Ewy i Adama bo jesteśmy jej dziećmi, oni byli przed
                                grzechem doskonali i nieśmiertelni , z chwila grzechu stracili nieśmiertelność
                                i doskonałość i materiał genetyczny jaki odziedziczyliśmy po nich był już
                                "wybrakowany", od urodzenia jesteśmy skłonni do grzechu.
                                Mamy jednak mozliwość prawego postępowania jeśli "szukamy " Boga i jego woli.


                                > > .
                                > Jeżeli istnieje Bóg to na pewno nie jest on taki jak go przedstawiają
                                religie.
                                > a)Bóg może być wszechmogący i wszechwiedzący, ale niemiłosierny.
                                > Widzi jaki syf się dzieje na Ziemi, może temu zaradzić, ale ma to gdzieś bo
                                > albo go to nie obchodzi, albo go to bawi.

                                Pisze w Biblii,że Bóg ubolewa nad zatwardziałymi grzesznikami ( Jezus płakał
                                nad Jerozolimą) i pragnie aby sie wszyscy do niego nawrócili dlatego ten świat
                                tak długo trwa ale wyznaczony koniec tego świata się przbliża bo Bóg nie będzie
                                bez końca tolerował cierpienia ludzi i połozy kres eszelkiemu grzechowi.
                                Tylko ludzie spełnhiający wolę Boga pozostaną przy życiu.


                                > b)Bóg może być wszechwiedzący, miłosierny, ale nie wszechmogący.
                                > Widzi ten syf, żal mu ludzi, ale nie jest w stanie nic zrobić.

                                To nie wchodzi w grę, Bóg panuje nad sytuacją, ma okreslony plan zbawienia o
                                którym pisze w Biblii, w odpowiednim tylko jemu znanym momencie zadziała z mocą.

                                > c)Bóg może być wszechmogący, miłosierny, ale nie wszechwiedzący.
                                > Nie wie biedak co się tu dzieje, gdyby wiedział to by pomógł natychmiast bo
                                > jest wszechmogący i miłosierny.

                                Też to nie wchodzi w grę, jeśli ludzie tak rozwinęli nauke a są tylko jego
                                dziełem to o ilez bardziej Bóg przewyższa nas swoją wiedzą, to jest dla nas
                                nie do pojecia.
                                Bóg zna nasze myśli i czyny, nic się przed nim nie ukryje.
                                Po prostu człowiek nie jest w stanie prześledzić myśli Boga.
                                • Gość: ZZtop Re: Kocham Boga bo wolę miłość IP: *.server.ntli.net 05.11.05, 15:23
                                  vacia napisała:

                                  > Gość portalu: ZZtop napisał(a):
                                  > >
                                  > > > Jeżeli Bóg niszczył całe miasto bo część ludzi była zła to jest to
                                  > stosowanie > odpowiedzialności zbiorowej, co tylko potwierdza, że Bóg jest
                                  >
                                  > niesprawiedliwy > i głupi.
                                  >
                                  > Głupi to są czasami ludzie ale Bóg jest mądry.
                                  > Bóg zniszczył Sodomę i Gomorę ale najpierw wyprowadził z tego miasta prawego
                                  > Lota z rodziną.

                                  A co z innymi prawymi ludźmi? Jest niemożliwością to co piszesz poniżej , że
                                  wszyscy oprócz rodziny Lota byli źli. Nie ma Bóg innych sposobów na pozbywanie
                                  się niegodziwych ludzi tylko tak niedoskonały sposób przy którym są niewinne
                                  ofiary.

                                  > Pozatym obiecał Abrahamowi, że ocali Sodomę i Gomorę jeśli będzie tam choć
                                  > dziesięciu prawych ludzi ale nie było tam 10 porządnych ludzi, zanim
                                  zniszczył
                                  > te miasta wysłał jeszcze na "inspekcję" aniołów aby sprawdzili jacy ludzie
                                  tam
                                  > mieszkają i okazało się że poza Lotem byli tam tylko ludzie niegodziwi od
                                  > najmniejszego do najstarszego.

                                  haha pewnie niemowlaki miały niegodziwość wyssaną z mlekiem matki i zasłużyły
                                  na śmierć

                                  > Nie była więc to odpowiedzialność zbiorowa.
                                  >
                                  > > Jeżeli Ewa zgrzeszyła to czemu Bóg nie pokarał tylko jej a całą ludzkość
                                  > i
                                  > > m.in. kobiety rodzą teraz w bólach (zwierzęta zresztą też).
                                  >
                                  > Jest różnica miedzy Ewą i Adamem a resztą ludzkości, pozostali ludzie mają
                                  > szansę na zmartwychwstanie i życie wieczne a Ewa i Adam już nie bo zginęli z
                                  > wyroku Bożego.
                                  > A ponosimy skutki grzechu Ewy i Adama bo jesteśmy jej dziećmi, oni byli przed
                                  > grzechem doskonali i nieśmiertelni , z chwila grzechu stracili
                                  nieśmiertelność
                                  > i doskonałość i materiał genetyczny jaki odziedziczyliśmy po nich był już
                                  > "wybrakowany", od urodzenia jesteśmy skłonni do grzechu.
                                  > Mamy jednak mozliwość prawego postępowania jeśli "szukamy " Boga i jego woli.
                                  >
                                  Po pierwsze skoro Bóg jest wszechwiedzący to wiedział, że Adam i Ewa zgrzeszą
                                  to po co ten cały cyrk z kuszeniem itd. Po drugie Adam i Ewa zgrzeszyli to ich
                                  powinien zniszczyć skoro mu się nie udali i stworzyć nowych ludzi. Jak mu się
                                  nie udało stworzyć doskonałych aniołów to zaraz po buncie jednego z nich
                                  powinien go zniszczyć i tyle. Raj mógłby trwać nadal.

                                  >
                                  > > > .
                                  > > Jeżeli istnieje Bóg to na pewno nie jest on taki jak go przedstawiają
                                  > religie.
                                  > > a)Bóg może być wszechmogący i wszechwiedzący, ale niemiłosierny.
                                  > > Widzi jaki syf się dzieje na Ziemi, może temu zaradzić, ale ma to gdzieś
                                  > bo
                                  > > albo go to nie obchodzi, albo go to bawi.
                                  >
                                  > Pisze w Biblii,że Bóg ubolewa nad zatwardziałymi grzesznikami ( Jezus płakał
                                  > nad Jerozolimą) i pragnie aby sie wszyscy do niego nawrócili dlatego ten
                                  świat
                                  > tak długo trwa ale wyznaczony koniec tego świata się przbliża bo Bóg nie
                                  będzie
                                  >
                                  > bez końca tolerował cierpienia ludzi i połozy kres eszelkiemu grzechowi.

                                  Toleruje cierpienie chociaż może mu zaradzić w jednej sekundzie, wyklucza to
                                  jego miłosierdzie. To tak jak Ciebie by ktoś np. bił a ja bym mógł w jednej
                                  sekundzie Cię uwolnić od tego oprawcy, mało tego Ty byś mnie błagała o pomoc a
                                  ja bym się przyglądał tylko i powiedział, że Cię kocham więc jeszcze trochę się
                                  popatrzę ale w końcu kiedyś Ci pomogę.

                                  > Tylko ludzie spełnhiający wolę Boga pozostaną przy życiu.
                                  >
                                  >
                                  > > b)Bóg może być wszechwiedzący, miłosierny, ale nie wszechmogący.
                                  > > Widzi ten syf, żal mu ludzi, ale nie jest w stanie nic zrobić.
                                  >
                                  > To nie wchodzi w grę, Bóg panuje nad sytuacją, ma okreslony plan zbawienia o
                                  > którym pisze w Biblii, w odpowiednim tylko jemu znanym momencie zadziała z
                                  mocą
                                  > .
                                  >
                                  > > c)Bóg może być wszechmogący, miłosierny, ale nie wszechwiedzący.
                                  > > Nie wie biedak co się tu dzieje, gdyby wiedział to by pomógł natychmiast
                                  > bo
                                  > > jest wszechmogący i miłosierny.
                                  Powtarzam, gyby Bógbył wszechwiedzący, miłosierny i wszechmogący w jednej
                                  osobie to by nie było tego syfu
                                  >
                                  > Też to nie wchodzi w grę, jeśli ludzie tak rozwinęli nauke a są tylko jego
                                  > dziełem to o ilez bardziej Bóg przewyższa nas swoją wiedzą, to jest dla nas
                                  > nie do pojecia.
                                  A możesz mi powiedzeć kiedy powstał Bóg Jahwę i kto go stworzył?
                                  • vacia Re: Kocham Boga bo wolę miłość 06.11.05, 11:59
                                    Dlaczego uważasz, że jest to niemożliwe , aby wszyscy oprócz Lota z rodziną
                                    byli źli?
                                    Pozatym jak śledzisz losy ludzkości Bóg niezmiernie rzadko interweniował na
                                    Ziemii, a te interwencje które były jak Potop i zniszczenie Sodomy i Gomory
                                    mają być dla nas ostrzeżeniem ku zyciu anie obiektem zgorszenia.
                                    Każdy kto sobie weźmie do serca to co zdarzyło się w historii i będzie starał
                                    się przestrzegac przykazać Bozych będzte żył i to wiecznie.
                                    Więc w bilansie ogólnym wiele ludzi opamiętało się rozpamiętując sprawiedliwe
                                    wyroki Boga na niegodziwych ludzi,którzy zyli przed nami.
                                    Bóg stworzył doskonałych ludzi, Adam i Ewa byli doskonali i wcale nie musieli
                                    oni zgrzeszyć! (Tak jak Ty też nie musisz grzeszyć chociaż jesteś już mniej
                                    doskonały niż oni). Bóg jednak miał plan awaryjny na wypadek ich grzechu i
                                    postanowił aby ludzie mimo wszystko zaludnili Ziemię i mieli szanse na życie
                                    wieczne w Raju co było pierwszym zamierzeniem Boga ale żyć będa tylko ludzie
                                    prawi, Bóg wybierze spośród miliardów ludzi tych którzy są godni życia
                                    wiecznego.
                                    Wszyscy wobec Boga jesteśmy równi i każdy może być godny życia bez końca tylko
                                    musi uwierzyć w Boga i się Bogu podporządkować.
                                    To dobre zamierzenie Boga: nowy świat w którym zamieszkają wyłącznie
                                    sprawiedliwi ludzie będzie wolny od cierpień.
                                    P.S.
                                    Nie wiem kiedy powstał Bóg Jahwe i kiedy :-)
                                    Przyjmujemy że Bóg był zawsze, że nie ma początku, że jest najwyższy, że jest
                                    Ojcem wszystkiego i jest wieczny.




                                    • Gość: ZZtop Re: Kocham Boga bo wolę miłość IP: *.server.ntli.net 06.11.05, 14:17
                                      > Bóg stworzył doskonałych ludzi, Adam i Ewa byli doskonali i wcale nie musieli
                                      > oni zgrzeszyć!
                                      jakby byli doskonali to nie mogliby zgrzeszyć. Doskonałość to doskonałość, tak
                                      jak system komputerowy gdyby był doskonały to nie mógłby się zawiesić a
                                      doskonały samochód ulec awarii.

                                      Bóg jednak miał plan awaryjny na wypadek ich grzechu i
                                      > postanowił aby ludzie mimo wszystko zaludnili Ziemię

                                      Jako wszechwiedzący wiedząc, że zgrzeszą mógł temu zapobiec przed ich
                                      stworzeniem i wodzeniem na pokuszenie. Plan awaryjny, o którym piszesz jest
                                      strasznie niedoskonały - idealny plan awaryjny to stworzyć nowych ludzi, którzy
                                      nie byliby w stanie ze względu na swoją doskonałość grzeszyć i czynić zła.

                                      > To dobre zamierzenie Boga: nowy świat w którym zamieszkają wyłącznie
                                      > sprawiedliwi ludzie będzie wolny od cierpień.

                                      Dlaczego od początku nie mógł takiego świata urzeczywistnić (nawet po nieudanej
                                      pierwszej parze), po co te miliardy cierpiących ludzi i zwierząt? Kiedy ma
                                      zamiar położyć kres temu syfowi? - za rok, za tysiąc lat czy za 5 miliardów
                                      lat? Tylko nie mów mi o znakach końca - bo były w historii większe trzęsienia
                                      ziemi niż obecnie, były większe wojny niż teraz i straszniejsze śmiercionośne
                                      choróbska, które zabijały masowo ludzi. Jak kiedyś palono chrześcijan czy
                                      rzucano na pożarcie lwom to mieli oni prawo myśleć, że to już zbliża się koniec
                                      świata, bo gorzej być już chyba nie może.

                                      > Nie wiem kiedy powstał Bóg Jahwe i kiedy :-)
                                      > Przyjmujemy że Bóg był zawsze, że nie ma początku, że jest najwyższy, że jest
                                      > Ojcem wszystkiego i jest wieczny.

                                      Skoro potraficie przyjąć i zaakceptować "fakt", że Bóg istniał zawsze i nie
                                      zastanawiacie się nad tym kto go stworzył i nauczył
                                      wszystkiego (no bo on zawsze był), to dlaczego nie zaakceptujecie faktu, że
                                      Wszechświat PO PROSTU JEST. Od zawsze i na zawsze. To wyjaśnienie jest DUŻO
                                      PROSTSZE. Nie wymaga tworzenia wyimaginowanych bytów. Czemu to co proste jest
                                      takie trudne?
                                  • korelli Re: Kocham Boga bo wolę miłość 06.11.05, 17:08
                                    Drogi ZZtopie, zawarłes w swym poście niemal wszystkie najpoważniejsze zarzuty
                                    wobec Boga, co swiadczy, iż wielokrotnie musiales sie mocować z tymi
                                    zagadnieniami. Szkoda, że w trakcie owego "sprzeczania sie z Bogiem", zawsze
                                    wybierałeś z przychodzacych do Cię mysli akurat tę, która Boga oskarżała i
                                    gnoiła. Przecież otrzymywałes równiez inne myśli, te pozytywne w stounku do
                                    Boga. Mogłes spróbować wybierac z tej drugiej puli, jak to czynię ja czy Vacia.
                                    A teraz poteoretyzujmy trochę, zakładając, że istnieje teoria zdejmujaca z Boga
                                    odpowiedzialność za wszelkie zło, tak iz nie moze być watpliwości, co do
                                    szlachetnosci wszystkich Jego zamiarów. Taka teoria byłaby równoznaczna z
                                    zupełnym zrozumieniem Boga przez człowieka. Czy mogłaby ona jednak Ciebie
                                    zadowolić? Obawiam sie, że nie bo Twoja determinacja w korzystaniu raczej z
                                    duchowych porad wrogich Bogu bytów, zamiast otwarcia się na Jego pomoc duchową,
                                    kazałaby Ci wowczas siegnac po najcięższe działo ateistów: zapytałbyś tak; że
                                    skoro Bóg istotnie był tak sprawiedliwy, dlaczego w ogóle stwarzał ten świat. I
                                    dalej miałbys wszystko Bogu za złe. Dlatego nie sposód sformułować absolutnej
                                    obrony Boga na użytek wszystkich, bo to kompletnie mijałoby sie z celem. Moze
                                    natomiast próbować przeprowadzic ją w sym sercu każdy człowiek przyjaźnie i
                                    lojalnie do Boga nastawiony. I jestem głeboko przekonany, że ją przeprowadzi.
                                    To tylko kwestia wytrwałości i determinacji. Jest nawet stosowny do tego cytat
                                    w ewangelii Jana, w rozdz.16, ale nie bedę Cie zmuszał do jego
                                    wyszukiwania.Pozdrawiam.
                                    • Gość: ZZtop Marian, Kazik i Zenek IP: *.server.ntli.net 06.11.05, 21:11
                                      Co sądzisz o bohaterach tych historyjek:
                                      Pan Marian ma 5 letnie dziecko. Pewnego razu na placu zabaw do tego dziecka
                                      podchodzi pan Wiesław i zaczyna to dziecko bić. Przerażone dziecko prosi
                                      swojego ojca o pomoc. Pan Marian ma 30 lat, 190cm wzrostu i jest trenerem Krav
                                      Magi, Wiesław to osiedlowy pijaczek, ma 65 lat, 170cm wzrostu i każdy 15 latek
                                      da mu radę. Marian się przygląda i nic nie robi chociaż w jednej sekundzie
                                      mógłby obezwładnić napastnika. Wiesław połamał już dziecku nos i wybił zęby.
                                      Marian nadal się przygląda......
                                      Co sądzisz o postawie Mariana i jego miłości do dziecka?

                                      Pan Kaziemierz jest ojcem 7 letniego Patryka. Pewnego razu Kazimierz założył
                                      się z Józkiem, że Patryk tak go kocha iż nawet jakby nie wiem co się działo, to
                                      nic złego na ojca nie powie ani nie zwątpi w ojcowską miłość. Kazimierz pobił
                                      chłopca. Kochasz mnie nadal synu? - zapytał. Tak kocham Cię ojcze i wierzę, że
                                      ty również mnie kochasz. Józek powiedział: za słabo go zbiłeś. Kazimierz pobił
                                      go mocniej. Patryk nadal nie złorzeczył przeciwko ojcu. Józek powiedział: dobra
                                      do trzech razy sztuka i jak nadal będzie cię kochał to wygrasz zakład.
                                      Kazimierz pobił go do nieprzytomności. Chłopiec po odzyskaniu przytomności
                                      oświadczył, że nadal kocha ojca i wierzy , że ojciec jego też. Po wygranym
                                      zakładzie Kazimierz wynagrodził chłopcu wszystkie cierpienia kupując mu
                                      komputer, rower i słodycze.
                                      Co sądzisz o Kazimierzu, jego mądrości, jego miłości do syna?

                                      Był sobie Zenek, miał dwoje dzieci. Dzieci były grzeczne i Zenek nie miał z
                                      nimi problemów. Kupił Zenek dzieciom komputer. Dał im 20 płyt CD. Możecie
                                      wszystkich używać oprócz tej czerwonej, bo jak jej użyjecie to biada wam.
                                      Zostawił specjalnie tą czerwoną na stole razem z innymi płytami i poszedł do
                                      pracy. Pod nieobecność Zenka przyszedł wujek dzieci i zaczął je namawiać, żeby
                                      zobaczyli co jest na tej czerwonej CD. Dzieci posłuchały się i uruchomiły
                                      czarwone CD. Po przyjściu z pracy Zenek sprawdził na kompie, że była
                                      uruchamiana ta płyta i wywalił dzieci z domu, macie sobie teraz radzić sami za
                                      karę, mogliście szczęśliwie dorastać w domu, uczyć się, bawić - teraz radźcie
                                      sobie sami w trudnych warunkach, jakoś kombinujcie jedzenie, które w domu
                                      mieliście zapewnione, poznajcie trud życia na ulicy. Ja już wam, a w
                                      przyszłości waszym dzieciom nic nie pomogę.
                                      Co sądzisz o zachowaniu Zenka?

                                      • korelli Re: Marian, Kazik i Zenek 07.11.05, 23:58
                                        Gość portalu: ZZtop napisał(a):

                                        > Co sądzisz o bohaterach tych historyjek:
                                        > Pan Marian ma 5 letnie dziecko. Pewnego razu na placu zabaw do tego dziecka
                                        > podchodzi pan Wiesław i zaczyna to dziecko bić. Przerażone dziecko prosi
                                        > swojego ojca o pomoc. Pan Marian ma 30 lat, 190cm wzrostu i jest trenerem
                                        Krav
                                        > Magi, Wiesław to osiedlowy pijaczek, ma 65 lat, 170cm wzrostu i każdy 15
                                        latek
                                        > da mu radę. Marian się przygląda i nic nie robi chociaż w jednej sekundzie
                                        > mógłby obezwładnić napastnika. Wiesław połamał już dziecku nos i wybił zęby.
                                        > Marian nadal się przygląda......
                                        > Co sądzisz o postawie Mariana i jego miłości do dziecka?
                                        >
                                        > Pan Kaziemierz jest ojcem 7 letniego Patryka. Pewnego razu Kazimierz założył
                                        > się z Józkiem, że Patryk tak go kocha iż nawet jakby nie wiem co się działo,
                                        to
                                        >
                                        > nic złego na ojca nie powie ani nie zwątpi w ojcowską miłość. Kazimierz pobił
                                        > chłopca. Kochasz mnie nadal synu? - zapytał. Tak kocham Cię ojcze i wierzę,
                                        że
                                        > ty również mnie kochasz. Józek powiedział: za słabo go zbiłeś. Kazimierz
                                        pobił
                                        > go mocniej. Patryk nadal nie złorzeczył przeciwko ojcu. Józek powiedział:
                                        dobra
                                        >
                                        > do trzech razy sztuka i jak nadal będzie cię kochał to wygrasz zakład.
                                        > Kazimierz pobił go do nieprzytomności. Chłopiec po odzyskaniu przytomności
                                        > oświadczył, że nadal kocha ojca i wierzy , że ojciec jego też. Po wygranym
                                        > zakładzie Kazimierz wynagrodził chłopcu wszystkie cierpienia kupując mu
                                        > komputer, rower i słodycze.
                                        > Co sądzisz o Kazimierzu, jego mądrości, jego miłości do syna?
                                        >
                                        > Był sobie Zenek, miał dwoje dzieci. Dzieci były grzeczne i Zenek nie miał z
                                        > nimi problemów. Kupił Zenek dzieciom komputer. Dał im 20 płyt CD. Możecie
                                        > wszystkich używać oprócz tej czerwonej, bo jak jej użyjecie to biada wam.
                                        > Zostawił specjalnie tą czerwoną na stole razem z innymi płytami i poszedł do
                                        > pracy. Pod nieobecność Zenka przyszedł wujek dzieci i zaczął je namawiać,
                                        żeby
                                        > zobaczyli co jest na tej czerwonej CD. Dzieci posłuchały się i uruchomiły
                                        > czarwone CD. Po przyjściu z pracy Zenek sprawdził na kompie, że była
                                        > uruchamiana ta płyta i wywalił dzieci z domu, macie sobie teraz radzić sami
                                        za
                                        > karę, mogliście szczęśliwie dorastać w domu, uczyć się, bawić - teraz radźcie
                                        > sobie sami w trudnych warunkach, jakoś kombinujcie jedzenie, które w domu
                                        > mieliście zapewnione, poznajcie trud życia na ulicy. Ja już wam, a w
                                        > przyszłości waszym dzieciom nic nie pomogę.
                                        > Co sądzisz o zachowaniu Zenka?
                                        Juz Cie zapytałem, czy chciałbyś znaleźć pełną odpowiedź na wszystkie tego
                                        rodzaju pytania, lecz Ty zamiast odpowiedzieć, zadałeś mi mi trzy nowe zagadki,
                                        ktore jak sądzisz musza sie wiazać wyłacznie z negatywna oceną moralną.
                                        Tymczasem wcale tak nie jest, o czym mogę Cie zapewnic. Aby jednak zweryfikowac
                                        moje stwierdzenie musiałbyś najpierw poznac pełne rozwiazanie problemu
                                        sprawiedliwości Boga. No wiec jak? Chcesz je poznać i zrozumiec Boga, czy nie?
                                        • Gość: ZZtop Re: Marian, Kazik i Zenek IP: *.server.ntli.net 08.11.05, 01:38
                                          > Juz Cie zapytałem, czy chciałbyś znaleźć pełną odpowiedź na wszystkie tego
                                          > rodzaju pytania, lecz Ty zamiast odpowiedzieć, zadałeś mi mi trzy nowe
                                          zagadki,
                                          >
                                          > ktore jak sądzisz musza sie wiazać wyłacznie z negatywna oceną moralną.
                                          > Tymczasem wcale tak nie jest, o czym mogę Cie zapewnic.

                                          Widzisz jakiś sens i coś pozytywnego w zachowaniu bohaterów moich historyjek?

                                          Aby jednak zweryfikowac
                                          >
                                          > moje stwierdzenie musiałbyś najpierw poznac pełne rozwiazanie problemu
                                          > sprawiedliwości Boga. No wiec jak? Chcesz je poznać i zrozumiec Boga, czy nie?

                                          Prostą prawdę, że Bóg nie może być jednocześnie wszechwiedzący, wszechmogący i
                                          miłosierny, ponieważ fakty temu zaprzeczają, nie potraficie przyjąć i na siłę
                                          odrzucacie. Nie możecie racjonalnie tej prawdzie zaprzeczyć to wymyślacie
                                          puste bzdury typu: nikt nie może do końca poznać tajemnicy boskiego planu. We
                                          wszystkim nawet tym na pozór złym Bóg ma swój cel , ale jesteśmy za głupi żeby
                                          to zrozumieć, itd itp. Patrzcie na fakty i rzeczywistość na świecie a nie swoje
                                          marzenia o Bogu, który musi być wszystko wszech... i jeszcze miłosierny.
                                          Wracając do historyjek o Marianie, Kaziku i Zenku jak ich usprawiedliwisz? Jak
                                          chcesz to używaj nic nie znaczących, niby mądrych i głębokich a tak naprawdę
                                          pustych, zawiłych filozofi jakimi bronicie Boga.
                                          • korelli Re: Rzeczywistość ma podwójne dno 08.11.05, 20:25
                                            Gość portalu: ZZtop napisał(a):
                                            > Widzisz jakiś sens i coś pozytywnego w zachowaniu bohaterów moich historyjek?
                                            Twoja i innych ateistów pewnośc siebie oraz osądzanie Boga biorą sie stad, ze
                                            niezmiernie mało wiecie o rzeczywistości, w której zyjecie. Nie tylko tej
                                            nadprzyrodzonej, której istnienie negujecie, ale tej materialnej. Jak mozna
                                            wierzyc doswiadczeniu fizycznemu, skoro sie nie rozszyfrowało, ani zjawiska
                                            elektromagnetyzmum ani grawitacji, ani sił spajajacych jadra atomowe?
                                            Traktujecie doswiadczenia wykorzystujace te zjawiska jako cos bezwzględnego,
                                            cos co rzekomo upowaznia was do wyciągania wniosków na temat całej
                                            rzeczywistości, a w gruncie nie dostarczają one danych obiektywnych, lecz takie
                                            jakie chcecie uzyskać, czyli naznaczonych waszym subiektywizmem. Mówię
                                            ogólnikami, gdyz wdając sie w szczegóły, musiałbym wprowadziś szereg pojęć z
                                            dziedziny teologii, których raczej nie akceptujesz. Niechże wiec pozostawanie
                                            tyle, co powiedziałem, czyli reasumujac, jesli sie zważy na niewiedzę naukowców
                                            dotyczącą samych podstaw funkcjonowania materialnej rzeczywistości, mozna
                                            smiało odrzucić doswiadczenie jako środek prawdziwego poznania tej
                                            rzeczywistości. Aby jasniejsze było moje stwioerdzenie na temat niewiedzy
                                            naukowców dodam tutaj, ze nie są oni w stanie dociec, dlaczego rózne stałe
                                            fizyczne, takie jak szybkość światła, stała przeciągania grawitacyjnego, czy
                                            stała oddziaływani elektromagnetycznego (Coulomba) sa właśnie takie, jakie
                                            wynikają z doświadczenia. Dowodem na zrozumienie rzeczywistosci przez naukę
                                            byłoby wyliczenie z jakichś ogólnych rozważań, ile każda z tych stałych powinna
                                            wynosic. Wówczas każdy sceptyk przyznałby, że naukowcy rozumieja zasady, na
                                            jakich zbudowana jest rzeczywistość fizyczna. Tymczasem oni są nieskończenie
                                            daleko od rozwikłania tych zagadek, będąc kompletnie zawikłani w teoriach
                                            kwantowych czy relatywistycznych.
                                            Inny aspekt tej niewiedzy to kompletna niemożność zapanowania nad takimi
                                            zjawiskami jak grawitacja czy elektromagnetyzm. Istnieja bardzo mądre teorie na
                                            ten temat, takie jak ogólna i szczgólna teoria wzgledności, kwantowa teoria
                                            pola itp. a my, jesli chcemy oderwac sie od ziemi, to musimy siegać do środków
                                            znanych od tysiącleci (rakieta, która była znana już w starozytnych Chinach,
                                            balon czy śmigło napędzane jakimś klasycznym silnikiem. Nic nie wskazuje
                                            na możliwosć zajscia jakiegoś przełomu w tej dziedzinie, więc nie pozostaje
                                            Wam nic innego, jak zagłebianie sie w dywagacje science fiction, gdzie wszysko
                                            to jest tak łatwe i możliwe, niestety tylko na papierze.
                                            A teraz nawiążę do tytułu tego postu. Wiecie dlaczego sprawy nauki wyglądaja
                                            tak marnie? Gdyż rzeczywistośc, w której żyjemy, ma niejako podwójne dno. Tak
                                            jakby ktoś znalzł walizkę pełną jakichs aparatów i po długim mozole
                                            rozszyfrował zasady działania niektórych z nich nie zdając sobie jednak sprawy,
                                            że walizka ta ma podwójne dno i dopiero głebiej znajduja sie mechaizmy
                                            wprawiajace to wszystko w ruch. Tak złozona, mój drogi, jest nasza
                                            rzezywistośc, a swiadomośc, że coś istnieje pod owym podwójnym dnem
                                            zarezerwowana jest jedynie dla ludzi lojalnych, nie zas wrogich wobec Boga. Z
                                            tym, że i oni też, dopóki sa obciażeni materialnym ciałem, nie mogą zrozumiec
                                            jak to działa. Moga jedynie podziwiac to działanie czytając w biblii opisy
                                            zdarzeń cudownych. Nie jest to jednak niczym cudownym dla Boga, który wprawił w
                                            ruch całą tę maszynerie świata, skoro jedynym prawem na tym świecie i poza nim
                                            jest Jego wola. To, co my nazywamy prawami fizyki, to jedynie ustanowione przez
                                            Niego ograniczenia mocy człowieka, tak aby nie był on w stanie zupełnie
                                            unicestwić ziemi, stworzonej jako tygiel, w którym ma sie wytopic kruszec jego
                                            wartości.

                                            > Aby jednak zweryfikowac
                                            > >
                                            > > moje stwierdzenie musiałbyś najpierw poznac pełne rozwiazanie problemu
                                            > > sprawiedliwości Boga. No wiec jak? Chcesz je poznać i zrozumiec Boga, czy
                                            > nie?
                                            >
                                            > Prostą prawdę, że Bóg nie może być jednocześnie wszechwiedzący, wszechmogący
                                            i
                                            > miłosierny, ponieważ fakty temu zaprzeczają, nie potraficie przyjąć i na
                                            siłę
                                            > odrzucacie. Nie możecie racjonalnie tej prawdzie zaprzeczyć to wymyślacie
                                            > puste bzdury typu: nikt nie może do końca poznać tajemnicy boskiego planu. We
                                            > wszystkim nawet tym na pozór złym Bóg ma swój cel , ale jesteśmy za głupi
                                            żeby
                                            >
                                            > to zrozumieć, itd itp. Patrzcie na fakty i rzeczywistość na świecie a nie
                                            swoje
                                            >
                                            > marzenia o Bogu, który musi być wszystko wszech... i jeszcze miłosierny.
                                            > Wracając do historyjek o Marianie, Kaziku i Zenku jak ich usprawiedliwisz?
                                            Jak
                                            > chcesz to używaj nic nie znaczących, niby mądrych i głębokich a tak naprawdę
                                            > pustych, zawiłych filozofi jakimi bronicie Boga.
                                            • korelli Re: Rzeczywistość ma podwójne dno 08.11.05, 20:37
                                              Gość portalu: ZZtop napisał(a):
                                              > Widzisz jakiś sens i coś pozytywnego w zachowaniu bohaterów moich historyjek?
                                              Przede wszystkim przepraszam, że nie skasowałem materiału niwykorzystanego w
                                              poprzednim poscie.
                                              Twoja i innych ateistów pewność siebie oraz osądzanie Boga biorą sie stad, ze
                                              niezmiernie mało wiecie o rzeczywistości, w której żyjecie. Nie tylko tej
                                              nadprzyrodzonej, której istnienie negujecie, ale tej materialnej. Jak można
                                              wierzyć doświadczeniu fizycznemu, skoro sie nie rozszyfrowało, ani zjawiska
                                              elektromagnetyzmu ani grawitacji, ani sił spajających jądra atomowe?
                                              Traktujecie doświadczenia wykorzystujące te zjawiska jako cos bezwzględnego,
                                              cos co rzekomo upoważnia was do wyciągania wniosków na temat całej
                                              rzeczywistości, a w gruncie nie dostarczają one danych obiektywnych, lecz takie
                                              jakie chcecie uzyskać, czyli naznaczonych waszym subiektywizmem. Mówię
                                              ogólnikami, gdyż wdając sie w szczegóły, musiałbym wprowadzić szereg pojęć z
                                              dziedziny teologii, których raczej nie akceptujesz. Niechże wiec pozostawanie
                                              tyle, co powiedziałem, czyli reasumując, jeśli sie zważy na niewiedzę naukowców
                                              dotyczącą samych podstaw funkcjonowania materialnej rzeczywistości, można
                                              śmiało odrzucić doświadczenie jako środek prawdziwego poznania tej
                                              rzeczywistości. Aby jaśniejsze było moje stwierdzenie na temat niewiedzy
                                              naukowców dodam tutaj, ze nie są oni w stanie dociec, dlaczego rożne stałe
                                              fizyczne, takie jak szybkość światła, stała przeciągania grawitacyjnego, czy
                                              stała oddziaływani elektromagnetycznego (Coulomba) sa właśnie takie, jakie
                                              wynikają z doświadczenia. Dowodem na zrozumienie rzeczywistości przez naukę
                                              byłoby wyliczenie z jakichś ogólnych rozważań, ile każda z tych stałych powinna
                                              wynosić. Wówczas każdy sceptyk przyznałby, że naukowcy rozumieją zasady, na
                                              jakich zbudowana jest rzeczywistość fizyczna. Tymczasem oni są nieskończenie
                                              daleko od rozwikłania tych zagadek, będąc kompletnie zawikłani w teoriach
                                              kwantowych czy relatywistycznych.
                                              Inny aspekt tej niewiedzy to kompletna niemożność zapanowania nad takimi
                                              zjawiskami jak grawitacja czy elektromagnetyzm. Istnieją bardzo mądre teorie na
                                              ten temat, takie jak ogólna i szczególna teoria względności, kwantowa teoria
                                              pola itp. a my, jeśli chcemy oderwać sie od ziemi, to musimy sięgać do środków
                                              znanych od tysiącleci (rakieta, która była znana już w starożytnych Chinach,
                                              balon czy śmigło napędzane jakimś klasycznym silnikiem. Nic nie wskazuje
                                              na możliwość zajścia jakiegoś przełomu w tej dziedzinie, więc nie pozostaje
                                              Wam nic innego, jak zagłębianie sie w dywagacje science fiction, gdzie wszystko
                                              to jest tak łatwe i możliwe, niestety tylko na papierze.
                                              A teraz nawiążę do tytułu tego postu. Wiecie dlaczego sprawy nauki wyglądają
                                              tak marnie? Gdyż rzeczywistość, w której żyjemy, ma niejako podwójne dno. Tak
                                              jakby ktoś znalazł walizkę pełną jakichś aparatów i po długim mozole
                                              rozszyfrował zasady działania niektórych z nich nie zdając sobie jednak sprawy,
                                              że walizka ta ma podwójne dno i dopiero głębiej znajdują sie mechanizmy
                                              wprawiające to wszystko w ruch. Tak złożona, mój drogi, jest nasza
                                              rzeczywistość, a świadomość, że coś istnieje pod owym podwójnym dnem
                                              zarezerwowana jest jedynie dla ludzi lojalnych, nie zaś wrogich wobec Boga. Z
                                              tym, że i oni też, dopóki sa obciążeni materialnym ciałem, nie mogą zrozumieć
                                              jak to działa. Mogą jedynie podziwiać to działanie czytając w biblii opisy
                                              zdarzeń cudownych. Nie jest to jednak niczym cudownym dla Boga, który wprawił w
                                              ruch całą tę maszynerie świata, skoro jedynym prawem na tym świecie i poza nim
                                              jest Jego wola. To, co my nazywamy prawami fizyki, to jedynie ustanowione przez
                                              Niego ograniczenia mocy człowieka, tak aby nie był on w stanie zupełnie
                                              unicestwić ziemi, stworzonej jako tygiel, w którym ma się wytopić kruszec jego
                                              wartości.
                                              • Gość: ZZtop Re: Rzeczywistość ma podwójne dno IP: *.server.ntli.net 08.11.05, 21:15
                                                > Twoja i innych ateistów pewność siebie.........
                                                Nie wiem na 100% czy Bóg istnieje czy nie - wiem na 100%, że nie istnieje Bóg
                                                wszechmogący, wszechwiedzący a zarazem miłosierny.
                                                Pozdrawiam
                                                ZZtop
                                                • korelli Re: Rzeczywistość ma podwójne dno 09.11.05, 11:49
                                                  Gość portalu: ZZtop napisał(a):

                                                  > > Twoja i innych ateistów pewność siebie.........
                                                  > Nie wiem na 100% czy Bóg istnieje czy nie - wiem na 100%, że nie istnieje Bóg
                                                  > wszechmogący, wszechwiedzący a zarazem miłosierny.
                                                  > Pozdrawiam
                                                  > ZZtop
                                                  Lubię poznawac miłych ateistów. Gdybysmy się kiedys spotkali, zapewne byłyby
                                                  lepsze warunki na przyjacielską rozmowę i zastanowienie sie, na jakim polu
                                                  mozliwa jest miedzy nami owocna współpraca. A tematy religijne na razie
                                                  odłożylibysmy na później.Pozdrawiam Cię.
              • arcykr Re: Nauka a religia 29.09.05, 10:18
                Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                > Ten pomysł przyszedł z Egiptu (sąd Ozyrysa).
                Właśnie dlatego powstał tam ten "pomysł", że do istnienia piekła można dojść
                umysłem nieoświeconym łaską wiary.
      • vacia Re: Nauka a religia 27.09.05, 11:23
        facet123 napisał:

        > Otóż to nieprawda, że korzeniami etyki jest biblia. Korzenie etyki so o wiele
        > starsze - sięgają okresu kiedy w pierwotnych wspólnotach ludzkich formował
        się > rozum i świadomość. Wtedy ludzie zaczęli się zastanawiać jak powinni
        zachowywać> się w stosunku do siebie nawzajem tak aby kazdy z nich był
        szczęśliwy i > jednocześnie aby wspólnota przetrwała. wzorce moralności
        religii
        > monoteistycznych są całkiem bliskie intuicyjnemu wyczuciu moralności każdego
        > normalnego człowieka w kwestiach zasadniczych. Pokrywają się one w kwestiach
        > takich jak poszanowanie godności i nietykalności osobistej (nie zabijaj),
        > szacunek dla wypowiedzianego słowa (nie będziesz mówił fałszywego...)
        szacunek > do rodziców, itd...
        > Jednak w kilku kwestiach wzorce moralne religii monoteistycznych różnią się
        od > tej idealnej intuicyjnej definicji moralności, jednak nie o tym tutaj
        > dyskutujemy.

        Zgadzam się z Tobą, że nie tylko Biblia stanowi źródło etyki, również i sami
        ludzie na zasadzie prób i błędów tworzyli i tworzą zasady moralne.
        Ale jak sam widzisz wokoło każdy człowiek ma innę wizje moralności.
        Ty piszesz, że od początku kiedy pierwszy człowiek pojawił się na Ziemi ( tak
        twierdzą genetycy-że mamy jednego wspólnego przodka) zaczęto tworzyć na własny
        użytek etykę.Zgadzam się z tym, ale coś nie za bardzo to się ludziom udaje skoro
        każdy z nas może się przekonać na własnej skórze, że moralność dla każdego
        oznacza coś innego.
        Obecnie wśród światłych i wykształconych ludzi istnieją takie rozbieżności
        jesli chodzi o poglądy na zasady moralne, że naprawdę ujednolicony system
        etyczny zawarty w Biblii jest niezbędny aby ludzie zachowywali się po ludzku.
        Co obecnie w XXI wieku mamy w praktyce za moralność? Mówię tu o praktyce a nie
        o teorii-brak szacunku dla rodziców, brak szacunku dla drugiego człowieka,
        słowa bez pokrycia,przestępczość, rozpad rodzin , przemoc w rodzinie, korupcje,
        szeroka fala zła obejmująca różne dziedziny życia społecznego.
        Z czego to się bierze?
        Z braku szacunku do zasad moralnych zawartych w Biblii, nawet u ludzi
        podających się za wierzących.

        >
        > > W dekalogu danym Mojżeszowi przez Boga Jahwe- zawarte są fundamentalne za
        > sady > > moralne które mają charakter zasad uniwersalnych i ponadczasowych na
        których > > bazowała , bazuje i będzie bazowac Etyka i Prawo wszechczasów a co
        za tym> > idzie czerpać z niej będą i czerpią wszystkie nauki społeczne.
        >
        > To co napisałaś to twoje głębokie przekoanie religijne. Ty w to wierzysz (i
        > masz do tego prawo), ale nie możesz kazać wierzyć w to wszystkim innym. ...
        Natomiast racjonalnie i ...> obiektywnie nie pa podstaw do twierdzenia, że są
        one ostateczne jedyne słuszne.

        Tu właśnie chodzi o to ,że nie jest to tylko moja opinię i nie chodzi też o
        dogmat ale z mojego osobistego doświadczenia przekonałam się , że zasady
        moralne z Biblii są najlepsze a ja jako człowiek jestem podobna też do innych
        ludzi, jeśli dla mnie jest to prawdą to prawdą jest to też dla innych ludzi.
        Te przykazania Boże są uniwersalne i jest to etyka ponadczasowa.

        >
        > > A taki pogląd jaki tu też na tym Forum przeczytałam , że tylko i wyłączni
        > e > > fizykę można nazwać nauką lub że nauka i religia nie mają nic wspólnego
        są tak dziecinne, że gdyby je głoszono w przedszkolu to rozumiem ale tu nie
        > tu> > na forum Nauka.
        >
        > Proszę, cię, nie porównuj poglądów swoich oponentów do bajek dla dzieci w
        > przedszkolu tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzasz - a już napewno nie rób
        > tego w kwestiach tak otwartych jak filozofia.

        Masz rację, przesadziłam. :-(
        >
        > > Pozatym uważam osobiście, że nauka o moralności czyli etyka jest najważni
        > ejszą> > dziedziną nauki, dlatego wprowadziłabym ten przedmiot już od
        pierwszej klasy
        >
        > Zgadzam się. Wpajanie uniwersalnych, a więc świeckich, zasad moralnych
        powinno > mieć miejsce na lekcjach w szkole i powinno być obowiązkowe. Zanim
        się uniesiesz co do "świeckości" tych zasad, to odrazu mówię, że uważam, że
        świecka> etyka w szkołach nie powinna być "ateistyczna". Powinna być świecka, a
        to znaczy, że powinna tłumaczyć dzieciom co można, a czego nie można odwołując
        się> do ich wyczucia krzywdy ludzkiej i do zasad porządku społecznego BEZ
        > wspominania o bogu (nie ma mowy o żadnej anty-teistycznej propagandzie.
        > Porprostu nie wspominamy o bogu, bo o bogu się będzie mówieć na innej lekcji
        > religii)
        > Dobrowolne uczęszczanie na katechezę byłoby dobrym uzupełnieniem tej nauki
        dla > wierzących.

        Jesli ludzie przestrzegaliby zasad Świeckiej etyki to już mielibyśmy prawie raj
        na Ziemii ,problemem jest aby te zasady etyczne wprowadzić w życie i to jest
        bardzo trudne. Nawet dla ludzi wierzących jest to bardzo trudne chociaż niby
        wiedzą ze za każdy uczynek i za każde słowo odpowiedzą przed Bogiem ( co z tego
        że wiedzą skoro o tym zapominają) a co dopiero dla ludzi niewierzących dla
        których liczy się tylko teraźniejszość a nie wieczność.

        >
        > > Pozostali , którzy wolą fałsz ( niestety są tacy ludzie) i tak będą odpor
        > ni na każdy argument a więc nie ma sensu ich przekonywać.
        >
        > Wolałbym abyć unikała taki sformułowań typu "a kto uważa inaczej jest tępy i
        > nie ma co z nim gadać". Mam nadzieję, że ustosunkujesz się mimo wszystko do
        > mojej wypowiedzi.

        Jeśli chodzi o Ciebie to zauważyłam, że przyjmujesz pewne argumenty do
        wiadomości i jesteś dążysz do kultury wypowiedzi co jest podstawą każdego
        dialogu a szczególnie dialogu wierzącego z niewierzącym.


        • facet123 Re: Nauka a religia 27.09.05, 16:09
          > każdy z nas może się przekonać na własnej skórze, że moralność dla każdego
          > oznacza coś innego.
          > Obecnie wśród światłych i wykształconych ludzi istnieją takie rozbieżności
          > jesli chodzi o poglądy na zasady moralne, że naprawdę ujednolicony system
          > etyczny zawarty w Biblii jest niezbędny aby ludzie zachowywali się po ludzku.

          Dlaczego ten konieczny ujedolicony system ma pochodzić własnie z biblii, a nie
          z racjonanej zasady, że o niemoralności czynu świadczy to, czy krzaywdzi on
          innych i negatywnie wpływa na szczęście społeczeństwa? A jeżeli już upierasz
          się przy boskim pochodzeniu moralności, do dlaczego akurat biblia, a nie koran,
          święte księgi religii wschodnich, czy wierzenia indian?
          Piszesz, że nawet światli ludzie mają rozbieżne poglądy w sprawach moralności -
          otóż uważam, że każdy człowiek wolny od wszelkiej dogmatycznej indoktrynacji
          kierując się zasadmi świeckiego humanizmu dojdzie do bardzo podobnych wniosków
          o tym co jest moralne a co nie (a co jest na tyle dopuszczalne, że nie powinno
          się tego zabraniać ustawowo). Spory o których mówisz są zwykle prowadzone
          między świeckimi humanistami, a ludźmi głęboko wierzącymi, którym moralność
          biblijna była od dzieciństwa wpajana jako jedyna słuszna. Nie twierdzę, że
          ludzie ci nie są inteligentni i światli, twierdzę jednak, że tacy ludzie w
          kwestiach światopolądowych nie są zdolni do obiektywnych sądów i zawsze będą
          zaprzęgać swój intelekt do udowadniania tego w co wierzą, a nie tego co
          logiczne i racjonalne.
          Podam przykład: W czasach niewolnictwa arystokracja była od dzieciństwa uczona,
          że niewolnik jest człowiekiem niższego rzędu. Podważano posiadanie przez niego
          duszy. Dlatego okrutne lub poprostu niegodne traktowanie niewolnika nie było
          dla takiej osoby moralnie złe. Nie mówię, że każdy arystota był okrutny i
          głupi. Oni poptostu z powodu swojego wychowania nie byli zdolni do
          obiektywizmu. Tak samo do obiektywizmu nie są zdolni ludzie którym od dziecka
          wpaja się, że o tym co jest dobre lub złe decyduje księga, a nie rozum czy
          zdrowy rozsądek. Efekt jest taki, że ludzie ci święcie wierzą, że np. życie w
          związku cywilnym, bez ślubu kościelnego jest moralnie złe, mimo że nikogo nie
          krzywdzi, nikomu nie przynosi szkody.

          > Tu właśnie chodzi o to ,że nie jest to tylko moja opinię i nie chodzi też o
          > dogmat ale z mojego osobistego doświadczenia przekonałam się , że zasady
          > moralne z Biblii są najlepsze a ja jako człowiek jestem podobna też do innych
          > ludzi, jeśli dla mnie jest to prawdą to prawdą jest to też dla innych ludzi.
          > Te przykazania Boże są uniwersalne i jest to etyka ponadczasowa.

          To wyjątkowo egocentryczny pogląd - Tobie te zasady odpowiadają więc muszą być
          obiektywnie słuszne. Masz prawo do wyznawania tekich zasad, jednak z punktu
          widzenia państwa nadrzędne (i mające wpływ na ustawodastwo) powinny być tylko
          zasady wynikające ze świeckiego humanizmu (racjoinalizmu), natomiast osobistą
          ocenę moralną pewnych czynów (nie podlegających racjonalnej krytyce) każdy ma
          prawy wykonywać sam, ale i zachowywać ją dla siebie.
          • vacia Re: Nauka a religia 27.09.05, 19:02
            facet123 napisał:
            >> otóż uważam, że każdy człowiek wolny od wszelkiej dogmatycznej indoktrynacji
            > kierując się zasadmi świeckiego humanizmu dojdzie do bardzo podobnych
            wniosków o tym co jest moralne a co nie (a co jest na tyle dopuszczalne, że
            nie powinno > się tego zabraniać ustawowo).

            Nasze poglądy są potwierdzone lub obalane przez samo życie.
            Na przykład obłuda nie jest zabroniona ustawowo a krzywdzi drugiego człowieka.
            Lub rozpusta i cudzołóstwo też nie sa zabronione ustawowo a krzywdzą drugiego
            człowieka.
            Taki świecki humanista może do tego nie dojść że zdrada małżeńska jest czymś
            złeym i często nie dochodzi o czym donoszą codzienne gazety.
            Poczytałby Biblię i dowiedziałby się jakie to zło.


            Tak samo do obiektywizmu nie są zdolni ludzie którym od dziecka
            > wpaja się, że o tym co jest dobre lub złe decyduje księga, a nie rozum czy
            > zdrowy rozsądek.

            Ucząc moralności z Biblii ani my ani nasze dzieci nie rezygnujemy z rozumu,
            raczej nieźle trzeba wysilać szare komórki przy studiowaniu tej księgi i stale
            porównywać i konfrontowac ją z własnymi doświadczeniami i pozostałą wiedzą jaką
            dysponujemy.
            >
            > >
            • facet123 Re: Nauka a religia 28.09.05, 10:13
              > Na przykład obłuda nie jest zabroniona ustawowo a krzywdzi drugiego człowieka.
              > Lub rozpusta i cudzołóstwo też nie sa zabronione ustawowo a krzywdzą drugiego
              > człowieka.

              Nie jest zabroniona ustawowo, ale każdy racjonalista przyzna, że jest to
              zjawisko negatywne. Tak samo cudzołóstwo będzie przez świeckiego moraliste
              postrzegane jako negatywne (w rozumieniu go jako rozwiązłe życie seksualne bez
              stałego partnera i bez pogłębiania więzi z drugim człowiekiem), choćby z
              psychologicznego punktu widzenia, jednak nie można ustawowo regulować
              wszystkiego.

              Ustawowe regulacje wprowadziłem jako wątek poboczny, tak naprawdę to chodzi nam
              w dyskusji o moralnośc niezależną od regulacji prawnych. Np. zdrady małżeńskiej
              nie można karać prawnie, bo jest to sprawa prywatna. Jednak można ją potępiać z
              moralnego punktu widzenia.

              > Taki świecki humanista może do tego nie dojść że zdrada małżeńska jest czymś
              > złeym

              Bądźmy szczerzy - osoba dla której jedynym powodem dla którego zdrada małżeńska
              jest złem, jest to, że tak mówi biblia jest chyba upośledzona społecznie lub
              wzięła ślub nie z własnej woli. Dla normalnego człowieka (np. mnie) oczywiste
              jest, że zdrada to absolutne zawiedzenie zaufania kochającej mnie osoby - i
              dlatego wiem, że jest ona moralnie zła. To, że biblia to potwierdza nie ma tu
              nic do rzeczy.

              > i często nie dochodzi o czym donoszą codzienne gazety.

              Co masz na myśli? Gdzie jakiś świecki humanista stwierdził, że "zdrada jest
              dobra"?
              Chyba, że masz na myśli uczynki, ale robić coś to zupełnie co innego niż
              wiedzieć czy jest to dobre, czy złe.
              • facet123 Re: Nauka a religia 28.09.05, 10:17
                > Ucząc moralności z Biblii ani my ani nasze dzieci nie rezygnujemy z rozumu,
                > raczej nieźle trzeba wysilać szare komórki przy studiowaniu tej księgi i
                > stale porównywać i konfrontowac ją z własnymi doświadczeniami i pozostałą
                > wiedzą jaką dysponujemy.

                Ucząc samej moralności może nie, ale ucząc, że moralność pochodzi z biblii
                rezygnujemy z rozumu. Wysilać szare komórki trzeba tylko po to aby wynajdować
                jak najbardziej przekonujące "dowody" na to, że coś jest np. moralnie złe bo
                tak pisze biblia, a jest to sprzeczne z rozumem. Np. kościół bardzo wysila
                szare komórki aby umotywować jakoś soje stanowisko w sprawie antykoncepcji - a
                jest to właśnie rozumowanie w kierunku "udowodnić coś w co się wierzy", a
                nie "odkryć prawdę".

                • vacia Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:15
                  Myślę, że lektura Biblii nie jest wcale taka prosta, wymaga wysiłku umysłowego
                  jak matematyka.
                  Gdyby Biblia była prosta w odbiorze mielibyśmy dużo świętych.
                  Na przykład Jezus podał unaocznienie z sianiem ziarna na różną glebę, drogę
                  skałę... Tłum nie zrozumiał o co Jezusowi chodzi ale ci co naprawdę chcieli się
                  dowiedzieć podeszli do Jezusa i poprzez dodatkowe pytania dowiedzieli sie o co
                  chodzi.
                  Czyli Biblia wymaga silnej chęci, trzeba bardzo chcieć ją zrozumieć i zadawać
                  dodatkowe pytania ,ludzie leniwi umysłowo nigdy jej nie zrozumieją.
                  Życie jest zbyt skomplikowane abyśmy mieli w Biblii na tacy podane recepty
                  gotowego postępowania w określonych sytuacjach.
                  A poradzenie sobie pod względem moralnym bez Biblii wymaga umysłu geniusza...


                  Kościół katolicki zaleca kontrolę urodzin metodą naturalną a ona też jest dobra.
                  Pozatym moje wyznanie religijne zostawia sprawę antykoncepcji własnemu
                  sumieniu ale jesteśmy przeciwnikami aborcji.
                  • facet123 Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:26
                    > Pozatym moje wyznanie religijne zostawia sprawę antykoncepcji własnemu
                    > sumieniu

                    To mu się chwali. A dlaczego cała kwestia wiary nie może być zostawiona swojemu
                    sumieniu?
              • vacia Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:20
                facet123 napisał:

                > Co masz na myśli? Gdzie jakiś świecki humanista stwierdził, że "zdrada jest
                > dobra"?
                > Chyba, że masz na myśli uczynki, ale robić coś to zupełnie co innego niż
                > wiedzieć czy jest to dobre, czy złe.

                Miałam na myśli uczynki..
                No bo zobacz , człowiek wierzący myśli przyszłościowo, przed nim wieczność i ma
                silną motywację aby nie ulec pokusie, pozatym nie chce Bogu sprawić przykrości
                a człowiek który wprawdzie przyznaje że zdrada jest zła w obliczu pokusy czy
                okaże się silny????
                Ile jest corocznie małżeństw rozbitych przez zdrady?

                • facet123 Re: Nauka a religia 30.09.05, 16:47
                  > a człowiek który wprawdzie przyznaje że zdrada jest zła w obliczu pokusy czy
                  > okaże się silny????

                  To zależy od niego. Jak wiadomo wierzący błądzą równie często.

                  > Ile jest corocznie małżeństw rozbitych przez zdrady?

                  Pytanie brzmi: ile rozbitych małżeństw ma ślub kościelny. Nie znam badań w yej
                  materii, ale ze swojego otoczenia widzę, że małżeństwa kościelne rozpadają się
                  tak samo często jak cywilne.


              • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 21:34
                > > Taki świecki humanista może do tego nie dojść że zdrada małżeńska jest
                > > czymś złeym.
                Zdumiewające, jak pod wpływem indoktrynacji religijnej ("cała moralność
                pochodzi od Boga") można uwierzyć, że gdyby nie dziesięcioro przykazań ludzie
                nie mieliby żadnych zahamowań etycznych...
                Otóż nie tylko świeccy humaniści mają pojęcie, o tym, co może drugiego
                człowieka skrzywdzić, i czego robić się nie godzi (nawet ateiści zwykle
                zdradzają żony równie po kryjomu jak wierzący)... Nawet szympansice wiedzą, że
                zdrada jest "be", i wykonują "skoki w bok" tylko kiedy się upewnią, że partner
                (zwykle dominant grupy) ich nie widzi.
                To samo dotyczy obłudy. Małpy też potrafią udawać, że nie wiedzą, gdzie jest
                banan, żeby zmylić pobratymców.
                Jedna z teorii rozwoju świadomości mówi nawet, że motorem naszej ewolucji
                umysłowej (w tym świadomości) był wyścig zbrojeń w dziedzinie "inteligencji
                makiawelicznej" (modelowania cuchych umysłów, żeby skuteczniej nimi
                manipulować/bronić się przed manipulacją).
                Większość ssaków społecznych ma też mechanizmy zapobiegające zabijaniu
                pobratymców (rytualne gesty pddawania się), kradzieży (znakowanie terytorium),
                cudzołówstwu (o porównywalnej 80-procentowej skuteczności jak u ludzi), choć
                oczywiście nie mają skodyfikowanych tabu dotyczących dni wolnych, niewłaściwego
                kultu itp.
                Poczucie sprawiedliwości i normy moralne są znacznie starsze nie tylko od
                Biblii, ale nawet od gatunku ludzkiego.
      • Gość: kapitalizm Re: Nauka a religia IP: *.oc.oc.cox.net 27.09.05, 17:57
        ...moglbym sie podpisac pod twymi postami z wyjatkiem kilku malych niescislosci,

        piszesz:

        - Zanim się
        uniesiesz co do "świeckości" tych zasad, to odrazu mówię, że uważam, że świecka
        etyka w szkołach nie powinna być "ateistyczna". Powinna być świecka, a to
        znaczy, że powinna tłumaczyć dzieciom co można, a czego nie można odwołując się
        do ich wyczucia krzywdy ludzkiej i do zasad porządku społecznego BEZ
        wspominania o bogu (nie ma mowy o żadnej anty-teistycznej propagandzie.
        Porprostu nie wspominamy o bogu, bo o bogu się będzie mówieć na innej lekcji -
        religii)
        Dobrowolne uczęszczanie na katechezę byłoby dobrym uzupełnieniem tej nauki dla
        wierzących.

        ...chyba zle charakteryzujesz ateizm jako anty-teizm,

        otoz ateizm to nic innego jak nie teistyczny, nie wierzacy w Boga, nic wiecej -
        nic mniej,

        oraz:

        - Zarówno religia jak i nauka
        mogą być narzędziem do zdefiniowania moralności.

        ...religia nie moze byc narzedziem obiektywnego definiowania moralnosci, gdyz
        sama w sobie nie posiada obiektywnych atrybutow,

        ...sorry musze ta uwage cofnac...w nastepnym zdaniu wyjasniles...

        oraz:


        - Dlaczego ten konieczny ujedolicony system ma pochodzić własnie z biblii, a
        nie
        z racjonanej zasady, że o niemoralności czynu świadczy to, czy krzaywdzi on
        innych i negatywnie wpływa na szczęście społeczeństwa?


        ....co to jest "szczescie spoleczenstwa"?

        czy to nie szczescie jednostki o tym decyduje?

        nie mozna nazwac szczesciem spoleczenstwa, rozumianego jako zbioru jednostek,
        cos co jest krzywda czlowieka, chocby jednego,

        i:

        - Tak samo do obiektywizmu nie są zdolni ludzie którym od dziecka
        wpaja się, że o tym co jest dobre lub złe decyduje księga, a nie rozum czy
        zdrowy rozsądek.

        ...wypada mi sie tylko pod tym podpisac,

        Kapitalizm
        • facet123 Re: Nauka a religia 27.09.05, 20:22
          > ...chyba zle charakteryzujesz ateizm jako anty-teizm

          Masz rację, przyjąłem taką definicję, aby nie odstraszyć wierzących.

    • t0g "Lalka" Bolesława Prusa mi się przypomniała. 27.09.05, 10:40
      Pamiętacie, co mówił hrabia-Anglik?
    • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 11:03
      > Moim zdaniem nauka i religia łączyły się w przeszłości i dziś łączą się ze
      > sobą nierozerwalnie.
      > Chociażby biorąc pod uwagę nauki społeczne takie jak: psychologia,
      > filozofia, socjologia, politologia, pedagogika i prawo. Wszystkie te
      > dynamicznie rozwijające się dziedziny wiedzy łączą się z Etyką, która jest
      > nauką o moralności.
      a) Trzeba wyraźnie rozróżniać nauki matematyczno-przyrodnicze (science) od
      humanistyki. Te pierwsze mają swoją metodologię pozwalającą dość sprawnie
      rozstrzygać o trafności hipotez (przez odwołanie do empirii lub modeli
      matematycznych). Te drugie rzadko dają przewidywania ilościowe, a jedynie
      rozmaite ogólne poglądy na temat człowieka i jego działań. Tworzą więc
      równolegle funkcjonujące "szkoły" oparte na autorytetach, przez co są bardziej
      podobne do religii.
      b) Najbardziej naukowa w rozumieniu "science" jest psychologią - dzięki swym
      coraz silniejszym związkom z naukami empirycznymi (eksperymenty, statystyczna
      obróbka wyników, redukcjonistyczne wyjaśnienia schodzące do neurofizjologii i
      neuroanatomii, itp.) - i im bardziej się rozwija, tym więcej wyobrażeń o
      człowieku zakorzenionych głęboko w tradycjach religijnych okazuje się
      fałszywych (poczynając od dualizmu duszy i ciała). Natomiast zaczynają się
      coraz liczniej pojawiać wyjaśnienia ilościowe i jakościowe naszych zachowań
      odwołujące się do biologii ewolucyjnej (zainteresowanym polecam np. David
      M.Buss "PSYCHOLOGIA EWOLUCYJNA. Jak wytłumaczyć społeczne zachowania człowieka?
      Najnowsze koncepcje", Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001 albo
      www.proszynski.pl/asp/fiszka.asp?ksiazka_id=899

      > Pozatym sama religia jest też przedmiotem badań naukowych : jest socjologia
      > religii, filozofia religii, psychologia religii.
      Dorzuciłbym jeszcze biblistykę i religioznawstwo porównawcze.
      Wszystkie one krytycznie odnoszą się do Twoich założeń. Polecam np. książeczkę
      prof. Benjamina Tilghmana "Wprowadzenie w filozofię religii" PWN 1998. Autor,
      choć wyraźnie sympatyzuje z tradycją judeochrześcijańską, pokazuje, że myślenie
      religijne jest nienaukowe. Np. w kwestii Inteligentnego Projetktanta (czy też
      troskliwego Ogrodnika - s. 168 - książka powstała przed kampanią na rzecz ID)
      zauważa, że niewierzący i wierzący (w Ogrodnika) widząc taki sam zachwaszczony
      ogród mogą go różnie interpretować - jeden uzna, że ogrodnika nie ma, bo
      wszędzie plenią się chwasty, a drugi wypatrzy tu i ówdzie wciąż kwitnące
      kwiaty, i uzna to za świadectwo troski Ogrodnika. Jest to kwestia postawy -
      odczytywania świata pod kątem szukania potwierdzeń własnego nastawienia
      emocjonalnego. Dlatego wierzący będzie widział w świecie oznaki Bożego
      działania - ale, jak zauważa wspomniany autor na s. 167 - Ps. 19, 2 ("Niebiosa
      głoszą chwałę Bożą") nie mówi, że "Niebiosa są DOWODEM na istnienie Boga", ale
      że Psalmista czuje wobec Boga wdzięczność i zachwyca się jego dziełem. A więc
      nie da się naukowo pokazać istnienia Boga (dowody z celowości itp. mają swoje
      fundamentalne wady, omówione także w tej książeczce i sygnalizowane też na
      różnych wątkach tego Forum. Polecam zresztą cały rozdział 4. (Religia i nauka),
      ale jest też o religii i etyce, historyczności religii itp.
      O wiele grubsza jest "Psychologia religii" Davida M. Wulffa (WSiP 1999). Ale
      też polecam (pisana jest zresztą też z pozycji raczej umiarkowanie
      proreligijnych). Ciekawe są m.in. spostrzeżenia o psychologicznych korelacjach
      typów osobowości, poziomu wykształcenia, inteligencji itp. z nasileniem
      religijności. Z ciekawostek: Fundamentaliści religijni - powiedzmy
      chrześcijańscy - mają wobec wszystkich pozostałych wyznań dokładnie tak samo
      skrajnie negatywne antyreligijne przeświadczenia jak wojujący ateiści. Innymi
      słowy, np. wśród adeptów młodych sekt/Kościołów protestanckich poglądy na temat
      Papiestwa, Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej itp. są dokładnie tak
      agresywnie negatywne jak wśród skrajnie wojujących ateistów. Analogicznie,
      ultrakatolicy mają równie skrajnie wrogie nastawienie do myśli, że coś dobrego
      lub prawdziwego reprezentują doktryny Świadków Jehowy, albo muzułmanów, itp.
      Czyli wszyscy, którzy oburzają się, jak można nie wierzyć w ich objawione
      poglądy, sami co najmniej równie mocno i bez wahania nienawidzą cudzych
      objawionych poglądów... Gdyby nie teoria ewolucji (a ostatnio ekspanska
      islamu), rdykałom chrześcijańskim różnych wyznań trudno by się było znaleźć w
      jednym obozie (skądinąd antydarwinizm łączy ich nawet z fundamentalistami
      islamskimi, którzy ochoczo czerpią z chrześcijańskiej amerykańskiej literatury
      chrześcijańskiej, choć samych amerykańskich chrześcijan uważają za największych
      wrogów - obok Żydów oczywiście...).

      • vacia Re: Nauka a religia 27.09.05, 14:00
        Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

        > a) Trzeba wyraźnie rozróżniać nauki matematyczno-przyrodnicze (science) od
        > humanistyki. Te pierwsze mają swoją metodologię pozwalającą dość sprawnie
        > rozstrzygać o trafności hipotez (przez odwołanie do empirii lub modeli
        > matematycznych). Te drugie rzadko dają przewidywania ilościowe, a jedynie
        > rozmaite ogólne poglądy na temat człowieka i jego działań.

        Nie można mówić o wyższości nauk matematyczno-przyrodniczych nad naukami
        humanistycznymi tylko dlatego łatwiej tam potwierdzić hipotezę.
        Kim bylibyśmy bez nauk humanistycznych?
        Pozatym etyka, która ma dużo do powiedzenia w naukach humanistycznych ma
        również zastosowanie w naukach ścisłych ponieważ nauki ścisłe tworzą ludzie,
        którzy w swojej pracy naukowej powinni również przestrzegać wysokich mierników
        moralnych.
        Naukowiec ma za zadanie ustalać prawdę naukową, niezależnie od tego czy ta
        prawda pasuje do jego dorobku naukowego lub dorobku naukowego innych ludzi czy
        też obala jego z trudem wypracowane tezy.Powinien też przestrzegać moralności
        w kontaktach z innymi pracownikami naukowymi.
        Moralność przenika naukę w wielu jej aspekatch.
        Taka moralności wymaga odwagi Galileusza, który nawet za cenę męczeństwa
        śmiało wystąpił przeciw ówczesnej nauce i przeciw fałszywym naukom ówczesnego
        kościoła ale był na tyle mądry że nie wystąpił przeciwko Biblii.



        >> > Pozatym sama religia jest też przedmiotem badań naukowych : jest socjolog
        > ia > > religii, filozofia religii, psychologia religii.
        > Dorzuciłbym jeszcze biblistykę i religioznawstwo porównawcze.
        > Wszystkie one krytycznie odnoszą się do Twoich założeń.

        Krytycznie odnoszą się do związku nauki z religią ?, który to związek postuluję
        w tym wątku a przecież same one usiłują naukowo penetrować fenomen religii i
        samym swoim istnieniem potwierdzają związek nauki z religią.


        Polecam np. książeczkę .......

        Nie wiem skąd brać na lekturę czas? Wprawdzie deklarowałam się rozszerzać swoją
        wiedzę ale czasu jest coraz mniej?


        > Fundamentaliści religijni - powiedzmy
        > chrześcijańscy - mają wobec wszystkich pozostałych wyznań dokładnie tak samo
        > skrajnie negatywne antyreligijne przeświadczenia jak wojujący ateiści. Innymi
        > słowy, np. wśród adeptów młodych sekt/Kościołów protestanckich poglądy na
        temat> Papiestwa, Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej itp. są dokładnie tak
        > agresywnie negatywne jak wśród skrajnie wojujących ateistów. Analogicznie,
        > ultrakatolicy mają równie skrajnie wrogie nastawienie do myśli, że coś
        dobrego > lub prawdziwego reprezentują doktryny Świadków Jehowy, albo
        muzułmanów, itp.> Czyli wszyscy, którzy oburzają się, jak można nie wierzyć w
        ich objawione > poglądy, sami co najmniej równie mocno i bez wahania nienawidzą
        cudzych > objawionych poglądów

        Zgodzę się z Tobą ,że żałosny jest ten wrogi i agresywny stosunek różnych
        religii wobec siebie nawzajem i wobec niewierzących,( moim zdaniem problem ten
        dotyka nie ogól wyznawców ale poszczególne jednostki), wybiela to ateistów,
        którzy przecież nie podpierają się w swoich dyskusjach Biblią jako autorytetem
        a potrafią czasami przewyższyć kulturą wierzących.
        Dlatego człowieka nie poznajemy po przynależności do jakiejś grupy wyznaniowej
        ale po jego konkretnym zachowaniu i po jego wypowiedziach.
        Tak też naucza biblia , Jezus powiedział : " Ludzi jak drzewa poznajemy po
        owocach"
        Tak czy inaczej te przejawy niedoskonałości ludzkiej nie zmieniają faktu że
        moralność proponowana nam przez Ewangelie jest doskonale czysta i dobra do
        zastosowania.
        Jestem pewna że osobiście wolisz mieć do czynienia z ludźmi moralnymi niż
        niegodziwymi.
        • madcio Re: Nauka a religia 27.09.05, 14:20
          > kościoła ale był na tyle mądry że nie wystąpił przeciwko Biblii.
          Nie wystapił przeciw swojemu rozumieniu Biblii, problem w tym że większosc
          ówczesnych ludzi rozumiała tę Biblię inaczej niż on sam. Dziś się znów jeszcze
          inaczej rozumie Biblię, niż kiedyś. Raczej kiepski wyczyn jak na Słowo Boże.
          Myślałby kto, że On mógłby tak skonstruować i przesłać wiadomość, że nie byłoby
          żadnych wątpliwości ani pola do dowolnych intepretacji...

          Jeśli zaś chodzi o etykę, to mylisz z sobą dwie różne rzeczy: badania naukowe, a
          wykorzystanie badań naukowych. To drugie z całą pewnością należy do zagadnień
          etycznych, jednak nikt z powodu etyki nie powinien wachać sie przed pierwszym
          (choć są wyjątki, takie jak zakaz eksperymentów na ludziach).

          > Jestem pewna że osobiście wolisz mieć do czynienia z ludźmi moralnymi niż
          > niegodziwymi.
          Człowiek moralny według standardów chrześcijańskich (pomijając oczywiście samą
          wiarę jako kryterium moralności) może być ateistą. Więc żaden to argument.
          • vacia Re: Nauka a religia 27.09.05, 19:13
            madcio napisał:

            > > kościoła ale był na tyle mądry że nie wystąpił przeciwko Biblii.
            > Nie wystapił przeciw swojemu rozumieniu Biblii, problem w tym że większosc
            > ówczesnych ludzi rozumiała tę Biblię inaczej niż on sam. Dziś się znów jeszcze
            > inaczej rozumie Biblię, niż kiedyś.

            Jest jedna właściwa interpretacja Biblii wtedy i dzisiaj, problem jest tylko
            aby ją poznać, ale od czego mamy rozum?




            • madcio Re: Nauka a religia 28.09.05, 10:09
              > Jest jedna właściwa interpretacja Biblii wtedy i dzisiaj, problem jest tylko
              > aby ją poznać, ale od czego mamy rozum?

              Jeśli do teraz nie wiadomo do końca, jak intepretowac i jak rozumieć słowo Boże,
              oznacza to, że nie spełniło swego zadania. Kiepsko, oj kiepsko.
              • vacia Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:23
                madcio napisał:


                > Jeśli do teraz nie wiadomo do końca, jak intepretowac i jak rozumieć słowo
                Boże oznacza to, że nie spełniło swego zadania. Kiepsko, oj kiepsko.

                Prości ludzie sprzed 2 tysięcy lat zrozumieli z Biblii to co trzeba a dlaczego
                Ty miałbyś nie zrozumieć?
                Najważniejsze jest wprowadzenie tego w życie
                • madcio Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:59
                  > Prości ludzie sprzed 2 tysięcy lat zrozumieli z Biblii to co trzeba
                  Masz na myśli te poradniki eksterminacyjne, ofiarodajne oraz przypowieści,
                  dzięki którym Biblia powinna być dozwolona od lat 18?

                  > Najważniejsze jest wprowadzenie tego w życie
                  Tia... zwłaszcza, gdyby się na poważnie wzięło Boga starotestamenowego... ;>
        • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 16:37
          > Naukowiec ma za zadanie ustalać prawdę naukową, niezależnie od tego czy ta
          > prawda pasuje do jego dorobku naukowego lub dorobku naukowego innych ludzi czy
          > też obala jego z trudem wypracowane tezy.Powinien też przestrzegać moralności
          > w kontaktach z innymi pracownikami naukowymi.
          Oczywiście. Tyle, że te zasady (www.p.lodz.pl/pol/etyka/obyczaje.html)
          nie są dziś motywowane nakazami Jahwe.
          > > Dorzuciłbym jeszcze biblistykę i religioznawstwo porównawcze.
          > > Wszystkie one krytycznie odnoszą się do Twoich założeń.
          > Krytycznie odnoszą się do związku nauki z religią ?,
          Nie. Do założeń, że Biblia jest in extenso podyktowana przez Boga, że
          Pięcioksiąg spisał Mojżesz itp. - i co za tym idzie, że Biblia jest obiektywnie
          nieskażonym Słowem Bożym, mającym monopol na prawdę i zasady moralnego
          postępowania. Religioznawstwo (w odróżnieniu od apologetyki - którą Ty się
          czynnie zajmujesz, a która jest raczej sztuką niż nauką), też "ma za zadanie
          ustalać prawdę naukową, niezależnie od tego czy ta prawda pasuje do doktryny
          jego lub innych ludzi czy też obala jego z trudem wypracowane tezy", by
          sparafrazować Twoje zalecenia dla naukowców. I rzeczywiście coraz częściej
          obala tradycyjne tezy (np. w kwestii autorstwa, wieku i inspiracji
          poszczególnych ksiąg itp.).
          > Tak czy inaczej te przejawy niedoskonałości ludzkiej nie zmieniają faktu że
          > moralność proponowana nam przez Ewangelie jest doskonale czysta i dobra do
          > zastosowania.
          Nie zamierzam wdawać się w polemiki na ten temat (choć np. Dalaj Lama działa w
          myśl nakazów innej tradycji religijnej, a też trudno go uznać za osobę
          zdemoralizowaną). Darwin przez większość życia był agnostykiem, a zczasem
          zapewne ateistą, a też był porządnym człowiekiem, i wolałbym miec do czynienia
          z nim niż niejednym wojowników Chrystusa... Nie zmienia to jednak faktu, że ma
          się to nijak do kwestii "nauka a religia".

          A lektury polecam mimo braku czasu (ja też go mam zawsze za mało...) :-)
          • vacia Re: Nauka a religia 27.09.05, 19:24
            Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

            > > Naukowiec ma za zadanie ustalać prawdę naukową, niezależnie od tego czy t
            > a
            > > prawda pasuje do jego dorobku naukowego lub dorobku naukowego innych ludz
            > i czy
            > > też obala jego z trudem wypracowane tezy.Powinien też przestrzegać moraln
            > ości
            > > w kontaktach z innymi pracownikami naukowymi.
            > Oczywiście. Tyle, że te zasady (<a >
            > nie są dziś motywowane nakazami Jahwe.

            To widać, często są jakieś doniesienia o niemoralności wśród pracowników
            naukowych. Dziś też było doniesienie o korupcji jakiegos rektora.
            Chyba Karolu dostrzgasz upadek dobrych obyczajów wśród ludzi czy też masz
            jakieś wyjątkowe szczęście trafiać na samych porządnych.
            Gdyby ludzie częściej sięgali do Biblii byłoby mniej zła na świecie.
            Apologetyka może być jednośnie prawdą i to prawdą w najgłebszym sensie tego
            słowa.

            > > >
            • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 20:07
              > Tyle, że te zasady nie są dziś motywowane nakazami Jahwe.
              > To widać, często są jakieś doniesienia o niemoralności wśród pracowników
              > naukowych. Dziś też było doniesienie o korupcji jakiegos rektora.
              Akurat tak się składa, że ten rektor był ostentacyjnie wierzącym protegowanym
              Radia Maryja. Nie jest to najlepszy dowód na Twoją tezę, że pobożność koreluje
              z etycznym zachowaniem...
              • vacia Re: Nauka a religia 28.09.05, 08:09
                Gość portalu: Karol Sabath napisał(a): .
                > Akurat tak się składa, że ten rektor był ostentacyjnie wierzącym protegowanym
                > Radia Maryja. Nie jest to najlepszy dowód na Twoją tezę, że pobożność
                koreluje > z etycznym zachowaniem...

                Ktoś może się podawać za pobożnego ale być nim tylko na zewnątrz...
                Niewłaściwe zachowanie wierzących nie zmniejsza wartości Biblii, no
                bo pobożnym się jest nie tylko przez czytanie Biblii ale również przez
                wprowadzanie w życie zawartych tam wskazówek.

                • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 08:35
                  > Ktoś może się podawać za pobożnego ale być nim tylko na zewnątrz...
                  > Niewłaściwe zachowanie wierzących nie zmniejsza wartości Biblii, no
                  > bo pobożnym się jest nie tylko przez czytanie Biblii ale również przez
                  > wprowadzanie w życie zawartych tam wskazówek.
                  Święta prawda, ale nie o to chodzi. Po prostu zwróciłem uwagę, że Twój przykład
                  na zepsucie w "sciences" pod wpływem porzucenia uzasadniania zasad etycznych
                  nakazami Boga jest kompletnie chybiony pod każdym względem, bo ani rektor
                  Jarosz nie był naukowcem-przyrodnikiem, ani nie deklarował się jako ateista
                  wyzwolony spod nakazów Jahwe, a wręcz przeciwnie.
      • marcinlet Re: Nauka a religia 27.09.05, 15:42
        Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

        > a) Trzeba wyraźnie rozróżniać nauki matematyczno-przyrodnicze (science) od
        > humanistyki.
        Chyba "hard science", a nie samo science.

        Te pierwsze mają swoją metodologię pozwalającą dość sprawnie
        > rozstrzygać o trafności hipotez (przez odwołanie do empirii lub modeli
        > matematycznych). Te drugie rzadko dają przewidywania ilościowe, a jedynie
        > rozmaite ogólne poglądy na temat człowieka i jego działań. Tworzą więc
        > równolegle funkcjonujące "szkoły" oparte na autorytetach, przez co są
        bardziej
        > podobne do religii.
        Nauki humanistyczne też mają swe metodologie, jakie są takie są, lepszych
        wymyślić się nie da. To nie fizyka gdzie mogę zrobić eksperyment i gotowe.
        Pogląd, że n. humanistyczne tworzą "szkoły" oparte na autorytetach jest
        nietrafny. Różne szkoły i teorie są, ale opierają się na różnych podstawach.
        Socjolog badający społeczeństwo w ramach teorii konfliktu raczej nie opiera się
        ttylko na autorytecie Dahrendorfa czy Cosera, ale na innych podstawach. Może po
        prostu sam uważać, mając pewne racjonalne argumenty (a nie wg własnego
        widzimisię), że teoria konfliktu lepiej nadaje się do zrozumienia pewnych
        zjawisk społecznych niż np. teoria funkcjonalizmu. To nie jest tak, że każdy
        np. socjolog pisze co chce, a tylko jego sława decyduje, że może mieć rację.
        To, że jest wiele szkół, teorii, a nie tylko jedna może być zaletą, a nie wadą.
        Mamy możliwość spojrzenia na dane zjawisko z różnych punktów widzenia,
        porównania. A to po to, by nie spocząć na laurach.
        Jak badasz np. życie wilków to nie ma znaczenia kim jesteś, z jakiej kultury,
        miejsca, czasu. Naukowiec humanistyczny musi zaś liczyć się z tym, że bada
        obiekt badań swej nauki z własnej perspektywy, czasów w których żyje, może mieć
        jakieś nie zawsze zauważalne uprzedzenia. Ludzie badają ludzi. Psycholog bada
        psychikę innych ludzi przez pryzmat własnej psychiki. Socjolog sam nalezy do
        społeczeństwa. Dlatego powinien mieć możliwość konfrontacji swych badań z
        wynikami przedstawicieli innych teorii.

        > b) Najbardziej naukowa w rozumieniu "science" jest psychologią - dzięki swym
        > coraz silniejszym związkom z naukami empirycznymi (eksperymenty, statystyczna
        > obróbka wyników, redukcjonistyczne wyjaśnienia schodzące do neurofizjologii i
        > neuroanatomii, itp.) - i im bardziej się rozwija, tym więcej wyobrażeń o
        > człowieku zakorzenionych głęboko w tradycjach religijnych okazuje się
        > fałszywych (poczynając od dualizmu duszy i ciała).
        Zaraz, wymaganie od innych nauk by spełniały metodologię nauk przyrodniczych i
        ścisłych jest bezsensu. To różne sprawy. Równie dobrze można kazać fizykom
        kwantowym by wyjaśniali wszystko w ramach fizyki klasycznej. Redukcjonizm do
        niczego dobrego nie doprowadzi. Psychologia ma wyjaśniać w kategoriach
        psychologicznych, a nie biologicznych.
        Nauki społeczne i humanistyczne nie są wcale gorsze od przyrodniczych i
        ścisłych. One są po prostu inne.

        > > Pozatym sama religia jest też przedmiotem badań naukowych : jest socjolog
        > ia
        > > religii, filozofia religii, psychologia religii.
        > Dorzuciłbym jeszcze biblistykę i religioznawstwo porównawcze.
        > Wszystkie one krytycznie odnoszą się do Twoich założeń. Polecam np.
        książeczkę
        > prof. Benjamina Tilghmana "Wprowadzenie w filozofię religii" PWN 1998. Autor,
        > choć wyraźnie sympatyzuje z tradycją judeochrześcijańską, pokazuje, że
        myślenie
        >
        > religijne jest nienaukowe.
        Z tym się zgadzam.

        > O wiele grubsza jest "Psychologia religii" Davida M. Wulffa (WSiP 1999). Ale
        > też polecam (pisana jest zresztą też z pozycji raczej umiarkowanie
        > proreligijnych).
        Też polecam.
        • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 16:21
          > Nauki humanistyczne też mają swe metodologie, jakie są takie są, lepszych
          > wymyślić się nie da.
          > Nauki społeczne i humanistyczne nie są wcale gorsze od przyrodniczych i
          > ścisłych. One są po prostu inne.
          Ok. Żeby było jasne: zdaję sobie sprawę z obiektywnych uwarunkowań, dla których
          nauki humanistyczne (u Anglosasów "[liberal] arts", u nas kiedyś "sztuki
          wyzwolone" - przynajmniej trivium, a później nowożytne odrośle) mają swoją
          specyfikę. Nie chodzi mi o to, że etycy mają zmatematyzować ilościowo swoje
          zalecenia moralne, bo jak nie, to niech nie zajmują miejsca na uniwersytetach.
          Tylko, że dyskutujemy tu w kontekście konkretnego wątku "nauka i religia" (w
          domyśle: "czy istnieje konflikt między nauką a religią?" albo czy są
          kompletnie "z innej bajki"). Otóż główny konflikt istnieje nie między,
          powiedzmy judeochrześcijaństwem a etyką, ekonomią, politologią, teorią
          literatury czy muzykologią, lecz między religijnymi interpretacjami Biblii jako
          źródła i kryterium oceny wiedzy przyrodniczej a naukami przyrodniczymi
          (działającymi w duchu naturalizmu metodologicznego). Tak więc odwoływanie się
          do zachodzenia na siebie np. domen naukowej etyki i religijnych nauk moralnych
          jako argumentu na rzecz bezkolizyjności czy nakładania się religii i science
          jest grą na różnych znaczenia słowa nauka po polsku. To trochę jak "Nauki
          Chrystusa w Kazaniu na Górze" i "Nauki przyrodnicze na Uniwersytecie w Kazaniu
          (Rosja)" to zupełnie inne "nauki"... :-)
          Własnie dlatego, że różne nauki (arts & sciences) są "po prostu inne", nie
          można ze stosunku jednych do religii poprawnie wyciągać wniosków o drugich (a
          ku takiemu uogólnieniu zmierzał post Vaci inicjujący wątek). Chodzi mi też to,
          żeby pokazać, że im bardziej przyrodnicza/empiryczna jest nauka, tym dalej jej
          dziś od religi.
          • marcinlet Re: Nauka a religia 27.09.05, 17:11
            Jak najbardziej się zgadzam, że nie można mieszać religijnego myślenia do
            nauki. Nie można też utożsamiać etyki z religią.
            • vacia Re: Nauka a religia 27.09.05, 19:42
              marcinlet napisał:

              > Jak najbardziej się zgadzam, że nie można mieszać religijnego myślenia do
              > nauki.

              Jeśli naukowiec jest głeboko religijny a zajmuje się naukami humanistycznymi to
              czy jego religijność nie odbije sie na jego dorobku naukowym.
              Moim zdaniem odbije się i to wyraźnie.
              Przecież taki człowiek nie rozdwoi swojej jaźni na świecką w pracy i religijną
              po pracy bo procesy twórcze zachodza też w czasie wolnym.


              Nie można też utożsamiać etyki z religią.

              Etyka to nauka o moralności a moralności uczymy się w naszej religii ucząc sie
              przykazań Bożych.
              Pozatym niektóre przykazania Boże sa tożsame z zasadami etycznymi.
              Tak to nauka etyki utożsamia się z w niektórych fragmentach z Biblią a więc
              nauka i religia mają coś wspólnego.
              • Gość: Marcinlet Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 20:31
                vacia napisała:
                >
                > Jeśli naukowiec jest głeboko religijny a zajmuje się naukami humanistycznymi
                to
                > czy jego religijność nie odbije sie na jego dorobku naukowym.
                > Moim zdaniem odbije się i to wyraźnie.
                > Przecież taki człowiek nie rozdwoi swojej jaźni na świecką w pracy i
                religijną
                > po pracy bo procesy twórcze zachodza też w czasie wolnym.
                To może człowiek głęboko religijny nie powinien zajmować się nauką lub zdawać
                sobie sprawę, że może być konflikt i przeanalizować własną postawę. Powinien
                zostawić własne uprzedzenia zarówno pro jak i antyreligijne na zewnątrz w miarę
                możliwości.
                To tak samo jakbyś była sędzią i miała skazać własne dziecko. Matka swoje,
                prawnik swoje.
                Nie wspominam o takich sprawach, które są z zasady niemożliwe do
                przezwyciężenia, np. kultura w jakiej żyje badacz ma wpływ na jego podejście do
                nauki.
                >

                > Etyka to nauka o moralności a moralności uczymy się w naszej religii ucząc sie
                > przykazań Bożych.
                Nauka o moralności to nie to samo co uczenie się moralności. Z przykazań bożych
                nie wywnioskujesz o imperatywie kategorycznym Kanta czy utylitaryzmie. Nie
                dowiesz się też dlaczego właściwie istnieje moralność, czemu tzreba jej
                przestrzegać, czemu są różne jej rodzaje itd. Tym zajmuje się etyka.

                > Pozatym niektóre przykazania Boże sa tożsame z zasadami etycznymi.
                > Tak to nauka etyki utożsamia się z w niektórych fragmentach z Biblią a więc
                > nauka i religia mają coś wspólnego.
                Ale etyka to nie jest nauczanie jak trzeba postępować by być dobrym, to
                refleksja na temat moralności, jej źródeł, rodzajów (Dekalogu np., ale też
                innych) itd.

                Przy okazji, to że istnieje np. psychologia religii nie oznacza, że
                psychologowie są religijni bo zajmują się religią. Nie oznacza też, że nauka ma
                coś wspónego z religią, oprócz tego, że ją bada. Tak samo kryminolog sam nie
                staje się kryminalistą.


                • vacia Re: Nauka a religia 28.09.05, 08:34
                  Gość portalu: Marcinlet napisał(a):

                  > Nie wspominam o takich sprawach, które są z zasady niemożliwe do
                  > przezwyciężenia, np. kultura w jakiej żyje badacz ma wpływ na jego podejście
                  do> nauki.

                  Moim zdaniem religia jest elementem kultury w jakiej żyjemy a jak sam
                  stwierdziłeś kultura ma wpływ na badacza a więc i na naukę.


                  > Nauka o moralności to nie to samo co uczenie się moralności. Z przykazań
                  bożych> nie wywnioskujesz o imperatywie kategorycznym Kanta czy utylitaryzmie.
                  Nie > dowiesz się też dlaczego właściwie istnieje moralność, czemu tzreba jej
                  > przestrzegać, czemu są różne jej rodzaje itd. Tym zajmuje się etyka.

                  Ale etyka podaje ogół zasad i norm postępowania obowiązujących aktualnie w
                  społeczeństwie a są one ( bo muszą być) zbieżne z zasadami moralnymi zawartymi
                  w Biblii. Oczywiście wymagania moralne z Biblii są wyższe niz te które
                  wypracowuje Etyka.
                  Etyka nie jest tylko teorią sama dla siebie ale również znajduje zastosowanie
                  praktyczne tak jak psychologia nie jest nauką tylką badawcza ale jej wyniki
                  znajdują zastosowanie praktyczne.


                  Religia nie jest tylko obiektem badań dla nauk społecznych , jej podstawa w
                  przypadku Judeochrześcijaństwa jaką jest Biblia sama zawiera nauki o
                  charakterze społecznym bo niektóre wskazówki jakich udziela mają charakter
                  porad psychologicznych pomagających osiągnąć szczęście w małżeństwie,
                  pomagające resocjalizować więźniów,uczące trudnej sztuki współpracy między
                  ludźmi i rowiązywania konfliktów miedzyludzkich.Czyli psycholog dobrze zrobi
                  jak oprócz literatury fachowej poczyta Biblię ,to pomoże mu w dobrym
                  wykonywaniu zawodu.
                  Chyba więc widzisz związek miezy Nauką a Religią.





                  >>
              • facet123 Re: Nauka a religia 28.09.05, 10:00
                > Jeśli naukowiec jest głeboko religijny a zajmuje się naukami humanistycznymi
                > to czy jego religijność nie odbije sie na jego dorobku naukowym.

                Niestety może się tak zdarzyć. Piszę "niestety" bo świadeczy to o braku
                obiektywizmu. Naukowiec prowadząc badania powinien wyzbyć się wszelkich
                ukierunkowań na pewien rodzaj myślenia, bo tylko wtedy jego badania będą
                obiektywne i niezależne. Inaczej będzie on próbował odkryć nie to co prawdziwe,
                ale to w co wierzy.
                Podam przykład - artyści i humaniści wyznający komunizm - ich twórczość pod
                wpływem ich przekonań sprowadzała się tylko i wyłącznie do obrazowania "piękna
                i siły socjalistycznego społeczeństwa w którym robotnik wraz z chłopem i
                integigentem pracującym stanowi trzon zdrowego państwa" (albo inny propagandowy
                bełkot) - a więc przekonania tych twórców odbiły się na ich dorobku i to raczej
                negatywnie - spowodowały bezkrytyczne i jednostronne podejście do tematu (w
                dziełach takich nie ma miejsca na żadną krytykę, żadne złe strony)
                - jednak dobry naukowiec potrafi nie mieszać ze sobą swojej pracy z
                przekonaniami religijnymi. Powiedziałbym nawet że robi tak wiekszość naukowców
                w swojej pracy - i mogą to być jednocześnie ludzie wierzący. Jest to co prawde
                pewne dwójmyślenie, ale tylko takie podejście gwarantuje obektywizm.
                Poprostu kwestia wiary to sprawa prywatna której nie powinno się mieszać z
                zawodowym podejściem do swojej dziedziny.


    • dokowski Etaka ma korzenie w instynktach 27.09.05, 16:22
      vacia napisała:

      > Z kolei etyka ma swoje korzenie w Biblii

      To podstawowy błąd całego wywodu. Wiara w religijne pochodzenie etyki jest
      religijnym wyznaniem takim samym jak wiara w Boga, a wic nie ma nic wspólnego z
      nauką. Faktem naukowym zaś jest małpie pochodzenie naszej etyki. Etyka ludzka
      obecna jest wśród szynpansów i bonobosów, czysty altruizm jest instynktowny,
      najlepiej przeczytaj "O pochodzeniu cnoty".

      Poczytaj o społecznościach bonobo a zrozumiesz, że są one o wiele bardziej
      etyczne niż ludzkie. Ludzie z kolei są bardziej etyczni niż szympansy, ale
      niewiele
      • vacia Re: Etaka ma korzenie w instynktach 27.09.05, 19:30
        dokowski napisał:

        > Faktem naukowym zaś jest małpie pochodzenie naszej etyki.

        Moja etyka pochodzi z Biblii.
        Uważam że ludzka psychika jest bardziej złożona niż małpia i dlatego
        potrzebujemy innej etyki, bardziej złożonej bo decyzje jakie podejmujemy musza
        obejmowac więcej wariantów.
        To co nas łączy z małpami to wspólne upodobanie do konsumpcji bananów.
        Pozdrawiam Cię serdecznie.
        • Gość: Karol Sabath Re: Etaka ma korzenie w instynktach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 20:12
          > Moja etyka pochodzi z Biblii.
          > Uważam że ludzka psychika jest bardziej złożona niż małpia i dlatego
          > potrzebujemy innej etyki, bardziej złożonej.
          Na większą złożoność zgoda, ale to jest różnica ilościowa, a nie jakościowa
          (polecam choćby tinyurl.com/ck6lr albo "Przez dziurkę od klucza" Jane
          Goodall (albo inne omówienia etologii i psychologii naczelnych). przekonasz
          się, że poczucie zachowań właściwych i niewłaściwych, potajemne zdrady, wstyd i
          oszustwo - a więc przedmiot etyki - występują już u małp.
          • vacia Re: Etaka ma korzenie w instynktach 28.09.05, 08:39
            Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

            > >przekonasz > się, że poczucie zachowań właściwych i niewłaściwych, potajemne
            zdrady, wstyd i> oszustwo - a więc przedmiot etyki - występują już u małp.

            Zgadzam się z Tobą że istnieją podobieństwa ale zauważyłam, że oboje mamy
            bardzo złożoną psychike a więc proste analogie do małp w naszym przypadku nie
            rozwiązą naszych problemów.
            Człowiek jest bardzo zagadkową postacią.


        • dokowski Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródłach 28.09.05, 11:07
          vacia napisała:

          > Moja etyka pochodzi z Biblii.

          A skąd wziął ją autor Biblii? Z jakich starszych tekstów przepisał? A może
          nauczył się tych zasad od ojca (a ten od dziadka, pradziadka, ...) i tylko
          spisał je po raz pierwszy?

          To były pytania naukowe. A religia mówi, że zasady te spłynęły z Nieba sposobem
          nadprzyrodzonym prosto od Boga. Nie da się połączyć nauki i religii, to
          zupełnie obce sobie sposoby myślenia.
          • vacia Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła 28.09.05, 14:37
            dokowski napisał:

            > vacia napisała:
            >
            > > Moja etyka pochodzi z Biblii.
            >
            > A skąd wziął ją autor Biblii? Z jakich starszych tekstów przepisał? A może
            > nauczył się tych zasad od ojca (a ten od dziadka, pradziadka, ...) i tylko
            > spisał je po raz pierwszy?>
            > To były pytania naukowe.

            Nauka ustaliła, że my ludzie pochodzimy od jednego człowieka.
            Zgadza się to z Biblią.
            Bóg, gdy stworzył Adama i Ewę rozmawiał z nimi, przekazał im swoją wolę, ustalił
            prawo i ludzie przekazywali sobie ustnie z pokolenia na pokolenie wszystko co
            wiedzą. Nie było wtedy uniwersytetów i grubych ksiąg.
            Mimo grzechu pierwszej pary ludzkiej Bóg w dalszym ciągu nawiązywał kontakt z
            ludźmi, z wybranymi osobami :Kainem , Noem, Abrahamem, Lotem,Izaakiem,
            Jakubem, Mojżeszem i następnymi osobami...
            Dekalog, który otrzymał Mojżesz na Górze Horeb był wyryty na kamiennych
            tablicach osobiście przez Boga , wykształcony Mojżesz zapisał te i inne
            informacje dla nas , że byśmy mieli wskazówki jak postępowac i doznawali
            pocieszenia z pocieszającej wizji przyszłego Raju i mogli wyciągać wnioski z
            doświaidczeń poprzednich pokoleń zamiast uczyć się na własnych błędach.
            Bóg jest Duchem, cóż więc stoi na przeszkodzie aby podsuwał nam swoje
            myśli ,tym bardziej że przeciwnik Boga również duch też próbuje również
            podsuwać nam swoje propozycje.
            Czy nie roztrząsasz w swoim umyśle również wyborów między dobrem a złem?


            >
            >. Nie da się połączyć nauki i religii, to > zupełnie obce sobie sposoby
            myślenia.

            Myślenie jest jedno tak jak jeden mamy umysł.
            Pozatym nauka wszystkiego nie odkryła a z tego co zauważyłam to Bóg jest
            największym naukowcem wszechczasów i to co dla nas jest nadprzyrodzone to dla
            Boga po prostu jest wykorzystaniem nauki, nauki o której my nie mamy zielonego
            pojęcia.

            -
            Bóg jest Naukowcem, posługując sie wiedzą naukową stworzył Wszechświat.

            • stefan4 Ewa to Ewa, ale co z Adamem? 28.09.05, 15:30
              vacia:
              > Nauka ustaliła, że my ludzie pochodzimy od jednego człowieka.
              > Zgadza się to z Biblią.

              Dokładniej: badania naukowe bardzo uprawdopodniły, że wszyscy pochodzimy od
              jednej kobiety. O tym świadczą ludzkie geny mitochondrialne dziedziczone tylko
              po kądzieli.

              O ile wiem, nauka nie ustaliła nic podobnego w sprawie mężczyzn. Ale nawet,
              gdyby podobne badanie wykazało, że pochodzimy od jednego mężczyzny, to tym
              ustaleniom byłoby bardzo daleko do biblijnej sielanki. Ten pan i ta pani mogli
              się nie znać, mogło ich dzielić wiele pokoleń, obydwoje mogli mieć dzieci z
              wieloma partnerami.

              NIGDY w historii nie było takiego momentu, gdy ,,mitochondrialna Ewa'' była
              jedyną kobietą na świecie. Ani nawet jedyną rozmnażającą się kobietą. Żyła
              sobie w stadzie ludzkim, otoczona swoimi bliskimi i niczym się nie różniła od
              innych kobiet, które też rodziły dzieci. To tylko wydarzenia wiele wieków
              później (być może jakiś przypadek) zadecydowały o tym, że linie potomków innych
              kobiet wygasły.

              vacia:
              > z tego co zauważyłam to Bóg jest największym naukowcem wszechczasów

              No coś Ty. Naukowcem jest ktoś, kto aktywnie szuka prawdy stosując poprawną
              metodologię. Jeśli ktoś z góry wszystkie rozumy pozjadał i nie musi szukać, to
              żadnym naukowcem nie jest. Wymyśl inne słowo.

              vacia:
              > Bóg jest Naukowcem, posługując sie wiedzą naukową stworzył Wszechświat.

              Z pobieżnej lektury Twojej świętej księgi wykumałem, że raczej zrobił to w
              sposób nadprzyrodzony, za pomocą jakiejś abrakadabry; zresztą Biblia nie
              angażuje się w rozważanie sposobów. Rzekomo stworzył i już. Jak wpadłaś na to,
              że kiedykolwiek na przestrzeni swojego nieskończenie długiego istnienia Bóg
              posłużył się wiedzą NAUKOWĄ?

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • vacia Re: Ewa to Ewa, ale co z Adamem? 29.09.05, 08:12
                stefan4 napisał:

                > vacia:
                > > Nauka ustaliła, że my ludzie pochodzimy od jednego człowieka.
                > > Zgadza się to z Biblią.
                >
                > Dokładniej: badania naukowe bardzo uprawdopodniły, że wszyscy pochodzimy od
                > jednej kobiety. O tym świadczą ludzkie geny mitochondrialne dziedziczone
                tylko> po kądzieli.

                To co napisałeś, że pochodzimy od jednej kobiety zgadza się idealnie z Biblią.
                W Księdze Rodzaju 3:20 pisze :
                " Potem Adam nazwał swą żonę imieniem Ewa, gdyż miała stać się matką
                wszystkich żyjących."
                Jesli nauka odkrywa coś zgodnego z Biblią to niektórzy nie wierzą ale jeśli
                nauka zaprzeczy Biblii ci sami ludzie chętnie w to wierzą ,to jest nielogiczne
                tym bardziej, że potem się okazuje że teza naukowa okazała się fałszywa lub
                interpretacja Biblii była błędna i nie ma konfliktu miedzy nauką a Biblią.

                > NIGDY w historii nie było takiego momentu, gdy ,,mitochondrialna Ewa'' była
                > jedyną kobietą na świecie. Ani nawet jedyną rozmnażającą się kobietą.


                Skąd wiesz???? Weż pod uwagę ,że się mylisz. Taki wariant też jest
                prawdopodobny.




                > vacia:
                > > z tego co zauważyłam to Bóg jest największym naukowcem wszechczasów
                >
                > No coś Ty. Naukowcem jest ktoś, kto aktywnie szuka prawdy stosując poprawną
                > metodologię. Jeśli ktoś z góry wszystkie rozumy pozjadał i nie musi szukać,
                to> żadnym naukowcem nie jest. Wymyśl inne słowo.

                Bóg jest naukowcem, Biblia w wielu miejscach o tym donosi, między innymi
                w Księdze Przysłów w rozdziale 8 w wersecie od 22 pisze, że Bóg posługując się
                mądrością i wiedzą stworzył Ziemię, że Bóg aktywnie działa , jest też pełen
                energii,Naukowa praca kosztuje go też dużo wysiłku, tak że po akcie stworzania
                również odpoczywał ( pobłogosławił sabat jako odpoczynek), choć oczywiście nie
                męczy się tak jak my.
                Oczywiście jeśli porównamy naszych naukowców którzy tylko odkrywają to co Bóg
                wymyslił to oczywiście jest różnica między ludźmi naukowcami a Bogiem Naukowcem,
                bo Bóg musi stwarzać coś całkiem nowego a ludzie odkrywają tylko tok jego myśli
                co jest łatwiejsze , to jest wiek XXI i nasze rozumienie Boga musi być troche
                inne niż ludzi sprzed wieków, kiedy poziom nauki był bardzo niski.
                Kiedy uważnie będziesz czytał Biblie znajdziesz dużo wersetów potwierdzających
                fakt ,że Bóg jest największym Naukowcem wszechczasów i doprawda śmiezne jest że
                niektórzy ludzie nauki kwestionują jego istnienie a gdyby nie Bóg nie mieliby
                swojej pracy naukowej.
                Pozdrawiam Cię.

                >
                > vacia:
                > > Bóg jest Naukowcem, posługując sie wiedzą naukową stworzył Wszechświat.
                >
                > Z pobieżnej lektury Twojej świętej księgi wykumałem, że raczej zrobił to w
                > sposób nadprzyrodzony, za pomocą jakiejś abrakadabry; zresztą Biblia nie
                > angażuje się w rozważanie sposobów. Rzekomo stworzył i już. Jak wpadłaś na
                to
                > ,
                > że kiedykolwiek na przestrzeni swojego nieskończenie długiego istnienia Bóg
                > posłużył się wiedzą NAUKOWĄ?
                >
                > - Stefan
                >
                > www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                • Gość: Karol Sabath Re: Ewa to Ewa, ale co z Adamem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 09:32
                  > W Księdze Rodzaju 3:20 pisze :
                  > " Potem Adam nazwał swą żonę imieniem Ewa, gdyż miała stać się matką
                  > wszystkich żyjących."
                  > Jesli nauka odkrywa coś zgodnego z Biblią to niektórzy nie wierzą ale jeśli
                  > nauka zaprzeczy Biblii ci sami ludzie chętnie w to wierzą ,to jest nielogiczne

                  > > NIGDY w historii nie było takiego momentu, gdy ,,mitochondrialna Ewa''
                  > > była jedyną kobietą na świecie. Ani nawet jedyną rozmnażającą się kobietą.

                  > Skąd wiesz???? Weż pod uwagę ,że się mylisz. Taki wariant też jest
                  > prawdopodobny.

                  Pisałem już o mitochondrialnej Ewie (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                  f=32&w=29306597&wv.x=2&a=29529678) i zacytuję fragment:
                  Datowanie umownego punktu dywergencji linii mitochondrialnych na ok. 200
                  tys. lat nie wyznacza początku gatunku ludzkiego (a tylko czas, kiedy żyła
                  ostatnia kobieta, której linie mitochondrialne (w różnym stopniu zmutowane)
                  przetrwały do dziś. Nie znaczy to też, by była to jedyna kobieta - przodkini
                  ludzkości (w ostatnich milionach lat liczebność populacji hominidów nie spadała
                  poniżej 10 tys. osobników, co wynika z zachowanego zróżnicowania DNA jądowego);
                  mtDNA jej rówieśnic po prostu przepadło, kiedy w jakimś pokoleniu córki były
                  bezdzietne albo miały samych synów. To tylko kwestia statystycznych przypadków.

                  Może łatwiej Ci będzie uchwycić na czym polega to, że można wskazać wyjściowy
                  haplotyp dla wszystkich dzisiejszych mitochondriów, a zarazem nie było jedynej
                  prakobiety w danym pokoleniu, jeśli użyję analogii:

                  Na bezludnej wyspie lądują rozbitkowie ze statku. Zakładają społeczność i żyją
                  tam przez wiele pokoleń. Wśród rozbitków były kobiety i kilku marynarzy
                  noszących różne nazwiska. Dzieci dziedziczą nazwisko po ojcu (jak mitochondria
                  po matce). Z czasem jednak poszczególne nazwiska wypadają z populacji (w jakimś
                  pokoleniu były same córki o tym nazwisku (albo chłopcy nie zdążyli się ożenić i
                  mieć synów, bo zginęli z powodów losowych itp.). Wskutek takich zdarzeń
                  losowych z czasem zostanie tylko jedno nazwisko. Ale to nie znaczy, że
                  populację wyspy zapoczątkował jeden marynarz. Geny jego kolegów wciąż trwają
                  wśród wyspiarzy, choć nazwisko przepadło. To samo dotyczy linii
                  mitochondrialnych "Ewy" sprzed 200 tys. lat.
                  Są dwa dowody przeciw dosłownemu modelowi "Adama i Ewy" (pary założycielskiej
                  całej ludzkości):
                  1) analogiczne analizy jak dla mtDNA można przeprowadzić dla chromosomu Y,
                  który dziedziczy się jak nazwiska w naszym przykładzie z wyspą - tylko "po
                  mieczu", nie "po kądzieli". Co się okazuje? "Ygrekowy Adam" żył kiedy indziej
                  (85 tysięcy lat później) niż Ewa - zob.
                  www.absoluteastronomy.com/encyclopedia/y/y/y-chromosomal_adam.htm .
                  Szerzej: genealogy.about.com/library/authors/ucroderick1e.htm
                  2) w populacji ludzkiej występuje polimorfizm wielu alleli -np. grupy krwi AB0,
                  Rh, antygenów zgodności tkankowej itp. Nasze zróżicowanie takich genów ma
                  odpowiedniki u małp (te sameg grupy krwi AB) występują u szympansa, czynnik Rh
                  został po raz pierwszy zidentyfikowany u rezusa (Macaca rhesus), stąd nazwa,
                  itp. Zakres tej ocalałej zmienności świadczy, że nigdy po drodze między
                  przodkami hominidów a nami nie było pokolenia z tylko jedną parą ludzi (bo
                  wtedy bylibyśmy jednakowi).

                  > Bóg jest naukowcem, Biblia w wielu miejscach o tym donosi, między innymi
                  > w Księdze Przysłów w rozdziale 8 w wersecie od 22 pisze, że Bóg posługując się
                  > mądrością i wiedzą stworzył Ziemię, że Bóg aktywnie działa , jest też pełen
                  > energii,Naukowa praca kosztuje go też dużo wysiłku, tak że po akcie stworzania
                  > również odpoczywał
                  Vaciu, chyba żartujesz? Powyższy dowód "naukowości" pozwoliłby udowodnić, że
                  Bóg jest nie tylko garncarzem albo sztukmistrzem, ale wręcz np. koniem (też ma
                  dużo energii, aktywnie działa, a jak się napracuje, to musi odpocząć)...
            • dokowski To nie jest nauka, to się nazywa religia 28.09.05, 15:50
              vacia napisała:

              > Bóg, gdy stworzył Adama i Ewę rozmawiał z nimi, przekazał im swoją wolę,
              > ustalił prawo ...
              > Dekalog, który otrzymał Mojżesz na Górze Horeb był wyryty na kamiennych
              > tablicach osobiście przez Boga

              Naprawdę nie widzisz różnicy między nauką a taką mitologią?!

              > Czy nie roztrząsasz w swoim umyśle również wyborów między dobrem a złem?

              Nie. Ja instynktownie czuję, co jest dobre a co złe.

              > Bóg jest największym naukowcem wszechczasów

              Boga nie ma i nigdy nie było. To czysta fantazja.
              • vacia Re: To nie jest nauka, to się nazywa religia 29.09.05, 08:27
                dokowski napisał:

                > > Naprawdę nie widzisz różnicy między nauką a taką mitologią?!

                Czy nie zauważyłeś że nakład Biblii jest największy na świecie, że Biblia
                weszła do programów nauczania, że opierali sie i dalej opierają na niej
                intelektualiści.
                Czy nie zauważasz że świat bez Biblii to świat niemoralny ,pełen zła ..
                Te parady równości w Berlinie to oznaka Sodomy i Gomory.
                Do tego prowadzi odrzucanie Boga i czynienie siebie najwyższym autorytetem i
                najwyższym ustawodawcą.
                >
                > > Czy nie roztrząsasz w swoim umyśle również wyborów między dobrem a złem?
                >
                > Nie. Ja instynktownie czuję, co jest dobre a co złe.

                No chyba się czasem pomylisz w odróżnieniu dobra od zła, biada tym którzy przez
                to cierpią, najlepiej o Twojej dobroci orzekną Twoi donownicy.
                ( przepraszam Dokowski za te osobiste uwagi, to tylko dla potrzeb dyskusji ...
                sama nie jestem aniołkiem :-) )
                >
                > > Bóg jest największym naukowcem wszechczasów
                >
                > Boga nie ma i nigdy nie było. To czysta fantazja.
                Ale tu na Forum wykształceni ludzie twierdzą że nie można udowodnić
                nieistnienia Boga, przypuszczam że takie jest ustalenie współczesnej filozofii
                skoro do dziś Nauka filozofii zajmuje sie ustaleniem istnienia lub nieistnieia
                Boga jako najważniejszym zagadnieniem dla ludzkości a Ty kwitujesz to jako mit.
                Wydobądź trochę rzetelności naukowej w podejściu do tego zagadnienia.
                Pozdrawiam Cię serdecznie.
                >
                • madcio Re: To nie jest nauka, to się nazywa religia 29.09.05, 09:10
                  > Czy nie zauważyłeś że nakład Biblii jest największy na świecie,
                  Bo i liczba denominacji religijnych wywodzacych się z chrześcijaństwa jest
                  całkiem spora?

                  > że Biblia weszła do programów nauczania,
                  Chyba w kreacjonistycznych szkołach w USA. :)

                  > że opierali sie i dalej opierają na niej intelektualiści.
                  Wszyscy?

                  > Te parady równości w Berlinie to oznaka Sodomy i Gomory.
                  Kiedyś czytałem o interesującej intepretacji tej biblijnej przypowieści, z
                  której wynikało, że ci właśnie, którzy cytują tę przypowieść jako dowód przeciw
                  homoseksualistom, sami popełniają grzech potępiany w przypowieści. Grzech
                  nietolerancji, strachu przed obcymi i ogólnie ksenofobii. Ironia, czyż nie?

                  > Wydobądź trochę rzetelności naukowej w podejściu do tego zagadnienia.
                  Nauka nie zajmuje się Bogiem.
                  • Gość: Karol Sabath Re: To nie jest nauka, to się nazywa religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 09:35
                    > > Czy nie zauważyłeś że nakład Biblii jest największy na świecie,
                    A w świecie muzułmańskim - nakład Koranu...

                    > > że Biblia weszła do programów nauczania,
                    Iliada i Odyseja też. Czy to dowodzi istnienia Zeusa?
                • Gość: Karol Sabath Re: To nie jest nauka, to się nazywa religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 09:46
                  > Czy nie zauważasz że świat bez Biblii to świat niemoralny ,pełen zła ..
                  Już dyskutowaliśmy, że przedstawianie innowierców (a co gorsza bezbożników)
                  jako uosobienie zła i amoralności jest propagandowym mitem. Żydzi wymordowali
                  Kannanitów (bo ponoć składali ofiary z dzieci - niepotwierdzone przez
                  archeologiię), Niemcy z napisem "Gott mit Uns" wymordowali żydów, bo podobno
                  przerabiali dzieci na macę. Głęboko wierzący wyznawcy Allaha miłosiernego i
                  litościwego mordują tysiącami euroamerykańskich niewiernych, u których upadek
                  obyczajów doszedł do tego, że kobiety chodzą półnago po ulicy zamiast w
                  czadorze. Zawsze to nasza grupa (wybrana przez Boga i przesrzegająca jego praw)
                  jest uosobieniem cnót wszelakich, a reszta to szumowiny (jedyną szansą byłoby
                  dla nich nawrócić się na nasze wyznanie).
                  To że świat bez Biblii jest gorszy należy właśnie do takich wyobrażeń
                  budujących przepaść między Nami (dobrzy) a Nimi (z gruntu zepsuci). Ale ta
                  fikcja nie ma żadnego potwierdzenia w faktach - wręcz przeciwnie:
                  www.timesonline.co.uk/article/0,,2-1798944,00.html
                  moses.creighton.edu/JRS/2005/2005-11.html
                  Naprawdę, spróbuj nie powielać stereotypów swojej indoktrynacji. Naprawdę
                  myślisz, że w dzisiejszej zlaicyzowanej Skandynawii czy Czechach panuje wyższa
                  przestępczość niż panowała np. kilkaset lat temu, kiedy nikomu nie przychodziło
                  do głowy podważać Biblii.
                  • vacia Re: To nie jest nauka, to się nazywa religia 29.09.05, 10:01
                    Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                    >> Naprawdę, spróbuj nie powielać stereotypów swojej indoktrynacji. Naprawdę
                    > myślisz, że w dzisiejszej zlaicyzowanej Skandynawii czy Czechach panuje
                    wyższa > przestępczość niż panowała np. kilkaset lat temu, kiedy nikomu nie
                    przychodziło > do głowy podważać Biblii.

                    To mnie obraża gdy sugerujesz mi jakoby moje poglądy były efektem inoktrynacji.
                    Równie dobrze mogłabym nazwać też tak Twoje poglądy.
                    To są moje osobiste poglądy które wyrażam na Forum bo mam do tego prawo.
                    Przeprowadzano badania na temat wpływu religijności na danym terenie na
                    przestępczość i okazało się że przestępczość na obszarach gdzie ludzie
                    deklarowali się jako wierzący jest mniejsza.
                    Dla mnie to rzecz oczywista.
                    No ale nie dla Ciebie.
                    Jesli nazwiesz czarną ścianę białą nie stanie się przez to bielsza ale co ja na
                    to mogę poradzić?
                    Każdy człowiek sam decyduje czy interesuje go prawda czy kłamstwo.



                    • Gość: Karol Sabath Re: To nie jest nauka, to się nazywa religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 19:03
                      > To mnie obraża gdy sugerujesz mi jakoby moje poglądy były efektem
                      inoktrynacji.
                      Przykro mi, że czujesz się obrażona (choć mogę to zrozumieć). Natomiast mam
                      powody, by jednak tak sądzić. Nie chodzi nawet o to, że Twoja wspólnota jest
                      jednym z podręcznikowych przykładów grup profesjonalnie indoktrynujących
                      członków (bo trudno wyrokować o człowieku na podstawie powszechnej opinii o
                      jego organizacji). Chodzi mi o to, że w swoich postach na forum Nauka
                      posługujesz się argumentami, które bezkrytycznie powtarzają wpojone slogany -
                      mimo ich oczywistych logicznych i merytorycznych naiwności (że obecność w
                      Biblii w programie szkolnym jest dowodem prawdziwości religii - a oboecność
                      opowieści Homera o bogach z Olimpu - nie?, źe dowodem na tom, że Bóg posłużył
                      się metodą naukową stwarzając świat jest to, że się zmęczył, itp. Tak samo
                      mijają się z prawdą argumenty o rzekomym potwierdzeniu przez naukę pochodzenia
                      ludzi od jednej pary itp. Oto kolejny argument z tej półki:
                      > Przeprowadzano badania na temat wpływu religijności na danym terenie na
                      > przestępczość i okazało się że przestępczość na obszarach gdzie ludzie
                      > deklarowali się jako wierzący jest mniejsza.
                      > Dla mnie to rzecz oczywista.
                      > No ale nie dla Ciebie.
                      Zgadza się. Ja już podawałem namiar na aktualny artykuł, który wskazuje na coś
                      przeciwnego niż twierdzisz : moses.creighton.edu/JRS/pdf/2005-11.pdf
                      Wskaż namiary na "swój" artykuł (gdzie można będzie sprawdzić metodologię
                      pracy).
                • dokowski Nauczanie to inne pojęcie niż nauka 29.09.05, 13:18
                  vacia napisała:

                  > Biblia weszła do programów nauczania

                  Nie ma jej w programie nauczania fizyki na uniwersytetach.

                  Istnieją nauki, gdzie Biblia jest obiektem nauczania, np. historia czy
                  religioznawstwo, ale nie ma nauki, dla której Biblia byłaby podmiotem
                  nauczania, czyli źródłem wiedzy lub prawdy naukowej.

                  Biblia jest kanoniczną księgą religijną a nie dziełem naukowym, żadne żonglerki
                  słowne tego nie zmienią
                  • vacia Re: Nauczanie to inne pojęcie niż nauka 29.09.05, 15:14
                    Biblia jest w programie liceum ogólnokształcącego.
                    Biblia nie jest tylko przedmiotem nauczania ale również źródłem wiedzy dla
                  • vacia Re: Nauczanie to inne pojęcie niż nauka 29.09.05, 20:04
                    dopiero zauważyłam, że moja odpowiedź poszła niekompletna.
                    Ale to może lepiej. Dla mnie osobiście Biblia jest źródłem wiedzy ale na pewno
                    nie tylko dla mnie ale dla wielu,wielu ludzi.
                    Chociaż w nastepnym poście sugerujesz że nie potrzebujesz niczego aby odróznic
                    dobro od zła -ja potrzebuję.
                    Biblia jest dla mnie źródłem Praw Moralnych. Najlepszym podrecznikiem Etyki ale
                    etyki ponadczasowej , przewyższającej dorobek ludzkiej Etyki jako nauki o
                    moralności.
                    Gdyby ludzie przestrzegali tej boskiej etyki nie byłoby wojen.
                    Pozatym Biblia jest Żródłem historii starożytnej, zgodnie z prawdą opowiada
                    dzieje narodu Żydowskiego i narodów ościennych.Potwierdzają to liczne odkrycia
                    archeologów i róznoległe świeckie Źródła historyczne.
                    Znalezione Zwoje znad morza Martwego datowane chyba na 100 lat p.n.e.zwierające
                    fragmenty proroctwa Izajasza pokazują jak starannie była ona przepisywana skoro
                    treść jest zgodna z dzisiejszym tekstem tego proroctwa.
                    Pozatym widzisz w telewizji ortodoksyjnych Żydów modlących się pod tzw "ścianą
                    płaczu" czyli resztkami po murach okalających świątynię w Jerozolimie. ten
                    naród który tak zachowuje wiernie tradycje jest żywym potwierdzeniem
                    autentyczności Biblii.
                    Pozdrawiam.
                    • Gość: Karol Sabath Re: Nauczanie to inne pojęcie niż nauka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 21:27
                      > Dla mnie osobiście Biblia jest źródłem wiedzy ale na pewno
                      > nie tylko dla mnie ale dla wielu,wielu ludzi.
                      Zgadzam się, Twoje poglądy (lub podobne) mają wielu wyznawców.
                      > Gdyby ludzie przestrzegali tej boskiej etyki nie byłoby wojen.
                      To mnie trochę dziwi, bo nie dość że większość wojen w historii Europy była
                      toczona w Imię Boże, to w samej Biblii Bóg też nakazuje np. Jozuemu najechać
                      Kanaan i wymordować jego mieszkańców...
                      > Pozatym Biblia jest Żródłem historii starożytnej, zgodnie z prawdą opowiada
                      > dzieje narodu Żydowskiego i narodów ościennych.Potwierdzają to liczne
                      > odkrycia archeologów i róznoległe świeckie Źródła historyczne.
                      Znów się nie zgadzam. Historyczność Biblii jest coraz bardziej podważana przez
                      odkrycia naukowe. Nie chodzi już tylko o akcję Pięcioksięgu (bo Potop, egipskie
                      wyczyny Mojżesza itp. od dawna budziły podejrzenia), ale także imperium
                      Salomona i inne elementy historii Izraela bliższe kronikarzom okazują się mocno
                      podkoloryzowane...
                      sol.sci.uop.edu/~jfalward/Archaeology_and_the_Bible.htm
                      www.truthbeknown.com/bibleflunks.htm
                      www.skeptictank.org/hs/b-error1.htm
                      www.rense.com/general18/bible.htm
                      www.awitness.org/essays/archhist.html
                      www.racjonalista.pl/kk.php/d,22
                      • vacia Re: Nauczanie to inne pojęcie niż nauka 30.09.05, 08:28
                        Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                        .
                        > > Gdyby ludzie przestrzegali tej boskiej etyki nie byłoby wojen.
                        > To mnie trochę dziwi, bo nie dość że większość wojen w historii Europy była
                        > toczona w Imię Boże, to w samej Biblii Bóg też nakazuje np. Jozuemu najechać
                        > Kanaan i wymordować jego mieszkańców...

                        Poszesz tu na Forum jakbyś nie wiedział o psotaci Jezusa i o tym że zawarł on z
                        nami nowe przymierze i dał nam też nowe prawa.
                        Prawo miłości pogłębił mówiąc " Miłujcie się wzajemnie tak jak was umiłowałem"
                        Jezus umiłował ludzi bardziej niż siebie.
                        Pozatym rozszerzył zakres tej miłości na nieprzyjaciół : "Miłujcie
                        nieprzyjaciół waszychm módlcie się za nich i błogosławcie im"
                        Wprowadził to w praktykę gdy Piotr użył miecza i odciął ucho jednemu z ludzi
                        któzy aresztowali Jezusa , to Jezus uleczył tego człowieka i rzekł do swoich
                        naśladowców " Kto mieczem wojuje od miecz ginie"
                        Tak więc poprawna interpretacja tego tekstu nie nastręcza trudności
                        dla dziecka a co dopiero człowieka dorosłego a to że ludzie stosownie do
                        własnych pożądań łamali prawo Chrystusowe nie świadczy źle o religii ale o tych
                        grzesznych ludziach.
                        Jesli Ty dajesz swojemu dziecku dobre rady a ono je odrzuca to czy ty jesteś
                        temu winien>???
                        Gdyby ludzie naśladowali Chrystusa nie byłoby wojen!


                        > > Pozatym Biblia jest Żródłem historii starożytnej, zgodnie z prawdą opowia
                        > da
                        > > dzieje narodu Żydowskiego i narodów ościennych.Potwierdzają to liczne
                        > > odkrycia archeologów i róznoległe świeckie Źródła historyczne.
                        > Znów się nie zgadzam. Historyczność Biblii jest coraz bardziej podważana
                        przez > odkrycia naukowe.

                        Podważane to jest wszystko na świecie.
                        Tak czy inaczej nie możesz cakowicie przekreslić Biblii jako żródła
                        historycznej prawdy bo wtedy naruszasz prawdę. Órtodoksyjni żywi Żydzi są
                        potwierdzeniem prawdy historycznej o Biblii!
                        Czytasz dużo i czy zdajesz sobie sprawę , że wielu z tych autorów zasiewa w
                        Tobie ziarno nieprawdy i że jest to bardzo niebezpieczna indoktrynacja
                        bo jesteś tego całkowicie nieświadomy i nie możesz się bronić.
                        Jako osoba wychowywana w religii katolickiej coś jeszcze pamietasz o Jezusie?
                        Broń swoich poglądów w sposób nieskazitelnie czysty bo gdy wybiórczo stosujesz
                        argumenty to przez taką taktykę i populizm głoszonych poglądów sam dajesz
                        kreacjonistom " broń" do ręki
                        • dokowski Wątek jest o tym, czym różni się religia od nauki 30.09.05, 11:48
                          vacia napisała:

                          > Jezusa i o tym że zawarł on z
                          > nami nowe przymierze i dał nam też nowe prawa.
                          > Prawo miłości pogłębił mówiąc " Miłujcie się wzajemnie tak jak was umiłowałem"
                          > Jezus umiłował ludzi bardziej niż siebie.

                          Bardzo dobrze, że o tym piszesz, bo to doskonale obrazuje różnice między
                          treściami i formami religijnymi, a nauką.

                          > Tak czy inaczej nie możesz cakowicie przekreslić Biblii jako żródła
                          > historycznej prawdy

                          Nawet tabliczki sumeryjskie ze spisami towarów są źródłem historycznej prawdy,
                          nie wystarcza to do tego, aby uznać je za dzieła naukowe. Biblia jest dla
                          historyków obiektem badań, nie jest pracą naukową czy podręcznikiem do
                          historii - jest co najwyżej podręcznikiem do religii, a religia nie jest nauką.
                • dokowski Instynt dobra i zła się nie myli, jak ktoś zdrowy 29.09.05, 13:28
                  vacia napisała:

                  > instynktownie czuję, co jest dobre a co złe.
                  >
                  > No chyba się czasem pomylisz w odróżnieniu dobra od zła,
                  > biada tym którzy przez to cierpią

                  Biada tym, którzy muszą się na pamięć uczyć, co dobre a co złe, bo tak naprawdę
                  nigdy do końca nie zrozumieją, czym różni się dobro od zła. Mogą łatwo się
                  pomylić ludzie, którzy nie ufają swoim instynktom, swojej naturalnej ludzkiej
                  wrażliwości, ale kierują się wyuczonymi i wzajemnie sprzecznymi zasadami,
                  głoszonymi przez kapłanów i innych hipokrytów, którzy sami tych zasad nie
                  przestrzegają.

                  Religie są najgorszym źródłem wiedzy o tym, co dobre, a co złe - zaprzeczają
                  sobie nawzajem i ogłupiają ludzi, którzy przez religijne wychowanie tracą
                  rozeznanie i zaufanie do swoich instynktów moralnych. Właśnie ludzie religijni,
                  albo wychowani przez jakąś religię, popełniają błędy, przez które cierpią inni.
                  Człowiek, który ufa swojemu wrodzonemu sumieniu, wrodzonej wrażliwości, który
                  nie robi drugiemu, co jemu niemiłe, ten nie popełnia błędów, które krzywdziłyby
                  innych.
                  • vacia Re: Instynt dobra i zła się nie myli, jak ktoś zd 29.09.05, 20:22
                    dokowski napisał:

                    >> Człowiek, który ufa swojemu wrodzonemu sumieniu, wrodzonej wrażliwości,
                    który > nie robi drugiemu, co jemu niemiłe, ten nie popełnia błędów, które
                    krzywdziłyby innych.

                    Ładnie to ująłeś i jeśli to stosujesz to jestem pełna podziwu dla Ciebie.
                    Ale z całą treścią tego postu nie mogę się zgodzić.
                    Ludzie mają różną wiedzę o tym co dobre i złe. Ciągle toczą się publiczne
                    dyskusje na temat co jest etyczne a co nie.
                    Są przeciez coraz bardziej zawiłe sprawy do roztrzygnięcia i nawet
                    znawca Biblii może mieć duże kłopoty w wyborze słusznej drogi.
                    A ten kto jej nie zna ,to już wogóle ma trudny orzech do zgryzienia.
                    Na przykład udział w wojnie obronnej ,jest to trudny temat, bo z jednej
                    strony "ojczyzna" wzywa do obrony terytorium a z drugiej strony jest przykazanie
                    "Nie zabijaj". Wobec kogo być bardziej lojalnym ? wobec Ojczyzny czy Boga?
                    Ilu ludzi zginęło niepotrzebnie w II wojnie światowej?
                    Miliony ludzkich istnień zginęło wskutek nie przestrzegania Przykazania "Nie
                    zabijaj"
                    Każdy żołnierz i polityk miał sumienie i wrażliwość o którym piszesz
                    a jednak zabijali.
                    Na procesie Norymberskim oskarżeni twierdzili że wykonywali rozkazy
                    przełożonego.


                    • dokowski To już wyjaśniłem dlaczego 30.09.05, 11:57
                      vacia napisała:

                      > znawca Biblii może mieć duże kłopoty w wyborze słusznej drogi.

                      Biblia uczy złej, głupiej i wewnętrznie sprzecznej etyki, znawcy Bilbli muszą
                      mieć kłopoty z wyborem słusznej drogi.

                      > "ojczyzna" wzywa do obrony terytorium

                      To instynktowne działanie w obronie dobra, nie pozostawia żadnych moralnych
                      dylematów człowiekowi zdrowemu i etycznemu. Można i trzeba zabijać w obronie
                      koniecznej, np. gdy mordują nasze dzieci - takie zabijanie w obronie jest
                      czynem ewidentnie dobrym.

                      > a z drugiej strony jest przykazanie "Nie zabijaj"

                      Przykazanie jest idiotyczne w tym kontekście, to dodkonały przykład jak etyka
                      religijna ogłupia.
                    • dokowski Hitler był głęboko religijny, Stalin był klerykiem 30.09.05, 12:02
                      vacia napisała:

                      > Na procesie Norymberskim oskarżeni twierdzili że wykonywali rozkazy
                      > przełożonego.

                      Najwięksi zbrodniarze mieli dusze zatrute wychowaniem religijnym. Prawie
                      wszystkie wojny w historii były spowodowane przez religie i ludzi religijnych,
                      a kapłani wszystkich wyznań, także chrześcijańskich, zawsze modlili się i modlą
                      o to, żeby ich pociski pozabijały jak największą liczbe żołnierzy wroga.

                      Przykazanie "nie zabijaj" jest największą hipokryzją religijnych obłudników.
                      • vacia Re: Piszesz nieprawdę 30.09.05, 12:21
                        Czytałam co nieco o Stalinie i Hitlerze i widać wyraźnie że piszesz nieprawdę.
                        Dlaczego ją bardziej cenisz?
                        Papier wszystko zniesie ale dziwię się Tobie, raz piszesz, że nie zrobiłbyś
                        drugiemu człowiekowi przykrości, że masz jakiś wewnętrzny instynkt
                        rozróżniający dobro od zła ale rzucasz gromy na tysiące ludzi prawych
                        przestrzegających dekalogu...To strasznie nieludzkie.
                        Czy czujesz się odpowiedzialny za swoje słowa?
                        Zauważyłam że anonimowość pozbawia ludzi wszelkich hamulców...
                        Myślę, że wyczerpaliśmy całkowicie naszą dyskusję.
                        • dokowski Kłamiesz w żywe oczy 30.09.05, 16:49
                          vacia napisała:

                          > Czytałam co nieco o Stalinie i Hitlerze i widać wyraźnie że piszesz nieprawdę

                          Za mało czytałaś o ich dzieciństwie i młodości, a wtedy kształtuje się charakter

                          > rzucasz gromy na tysiące ludzi prawych przestrzegających dekalogu

                          A tu kłamiesz w żywe oczy. Nie rzucam żadnych gromów, pokazuję jedynie,
                          dlaczego ludzie przestrzegający dekalogu mają problemy z odróżnieniem dobra od
                          zła. A ty nie masz argumentów, więc uciekasz się do obrażania dyskutanta, czyli
                          postępujesz jak fanatyk.

                          > Czy czujesz się odpowiedzialny za swoje słowa?

                          Tak. Wiele już było na różnych forach GW dyskusji o wpływie religii na dobre
                          lub złe postępowanie jej wyznawców i kapłanów - we wszystkich tych dyskusjach
                          konsekwentnie prezentowałem ateistyczny pogląd, że religie są źródłem zła na
                          tym świecie, że ludzie religijni stoją moralnie niżej od ludzi niereligijnych.
                          Pokazywałem zawsze te elementy doktryny chrześcijańskiej, które uczą zła i
                          obłudy swoich wyznawców a pogardy i nienawiści dla pogan, niewiernych i
                          heretyków.
                          • vacia Re: nauka a religia 30.09.05, 20:08
                            dokowski napisał:

                            > vacia napisała:
                            >
                            > > Czytałam co nieco o Stalinie i Hitlerze i widać wyraźnie że piszesz niepr
                            > awdę
                            >
                            > Za mało czytałaś o ich dzieciństwie i młodości, a wtedy kształtuje się
                            charakter

                            Moim zdaniem charakter kształtuje sie całe życie, ludzie też zmieniają siebie
                            poprzez własną pracę nad sobą, zmieniają też swoje rózne poglądy w tym
                            religijne, na przykład mimo starannego wychowania religijnego porzucają
                            całkowicie wiarę albo wychowani w duchu ateistycznym nawracają sie w dojrzałym
                            wieku lub możliwe sa jeszcze inne warianty...
                            Raczej Hitler i Stalin mieli cechy psychopatii a to jest przypadłość z
                            dziedziny psychiatrii i złego, patologicznego środowiska rodzinnego.

                            >
                            > > rzucasz gromy na tysiące ludzi prawych przestrzegających dekalogu
                            >
                            > A tu kłamiesz w żywe oczy. Nie rzucam żadnych gromów, pokazuję jedynie,
                            > dlaczego ludzie przestrzegający dekalogu mają problemy z odróżnieniem dobra
                            od > zła. A ty nie masz argumentów, więc uciekasz się do obrażania dyskutanta,
                            czyli> postępujesz jak fanatyk.

                            Nie chciałam Ciebie obrazić, przepraszam jeśli Cię uraziłam( prawdę mówiąc to
                            ja poczułam się obrażona wczoraj i dzisiaj), argumenty mam ale co po nich jak
                            jesteś z góry nastawiony na Nie.
                            Mimo duzych antagonizmów jest coś co nas łączy , bo ja również nie znoszę
                            obłudy religijnej, afiszowanie się z religijnością połączone z niegodziwymi
                            uczynkami, nie znosze też wojen i zamieszek na tle religjnym bo jest to
                            żenujący objaw braku miłości bliźniego.
                            Ale ta rzeczywistość nie odebrała mi szacunku do Biblii , bo moim zdaniem wina
                            leży po stronie ludzi a nie Biblii.
                            >
                            > > Czy czujesz się odpowiedzialny za swoje słowa?
                            >
                            > Tak. Wiele już było na różnych forach GW dyskusji o wpływie religii na dobre
                            > lub złe postępowanie jej wyznawców i kapłanów - we wszystkich tych dyskusjach
                            > konsekwentnie prezentowałem ateistyczny pogląd, że religie są źródłem zła na
                            > tym świecie, że ludzie religijni stoją moralnie niżej od ludzi
                            niereligijnych.
                            > Pokazywałem zawsze te elementy doktryny chrześcijańskiej, które uczą zła i
                            > obłudy swoich wyznawców a pogardy i nienawiści dla pogan, niewiernych i
                            > heretyków.

                            Na Forum zajmuję się konsekwentnym propagowaniem Biblii i przesłania mądrości i
                            miłości jakie ona z sobą niesie. Mam po prostu diametralnie inne zdanie na
                            Biblię niż Ty ale jeszcze raz przypominam, że najbardziej na świecie nie znosze
                            obłudy religijnej a pozatym zauważyłam tez że Biblia wywiera wprawdzie
                            korzystny wpływ na ludzi ale niektórzy sa bardzo odporni na ten dobry wpływ i
                            to oddziaływanie musi być bardzo długie , trwać dziesiątki lat aby przyniosło
                            wymierne korzyści ( ale przynosi).

                            • Gość: Karol Sabath Re: nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 01:34
                              > > > Czytałam co nieco o Stalinie i Hitlerze i widać wyraźnie że piszesz
                              > > > nieprawdę
                              > > Za mało czytałaś o ich dzieciństwie i młodości, a wtedy kształtuje się
                              > > charakter
                              > Moim zdaniem charakter kształtuje sie całe życie,
                              > Raczej Hitler i Stalin mieli cechy psychopatii a to jest przypadłość z
                              > dziedziny psychiatrii i złego, patologicznego środowiska rodzinnego.
                              Hitler i Stalin zapewne byli socjopatami (to słowo jest właściwsze w ich
                              przypadku niż psychopaci - prywatnie np. Hitler był uprzejmy, lubił zwierzątka,
                              itp. i nie miał ostrych objawów psychiatrycznych. Podobnie Stalin nie miał
                              ewidentnych objawów choroby umysłowej - zresztą dlatego tak długo się
                              utrzymywał u władzy i odnosił takie sukcesy międzynarodowe, ogrywając polityków
                              całego świata.
                              Natomiast nie da się zaprzeczyć, że jego osobowość ukształtowało dzieciństwo i
                              młodość uwieńczone wyborem seminarium duchownego (skąd jednak został usunięty,
                              zanim zdobył święcenia).
                              Hitlera wychowali w klasztornej szkole benedyktyni, myślał nawet o zostaniu
                              księdzem. Jego antysemityzm był w dużym stopniu podsycany przez nastroje
                              szerzone w Niemczech zarówno przez spadkobierców Lutra, jak i przez katolików
                              (misteria pasyjne z silną nutą obwiniania żydów o Bogobójstwo, legendy o
                              profanowanu sakramentów itp.).
                              Nie da się więc zaprzeczyć, że istotnym elementem kształtowania ich osobowości
                              i poglądów (przynajmniej na wczesnym - ale decydującym - etapie) była
                              religijność. Oczywiście, patologie rodzinne przyczyniły się do spaczenia ich
                              charakteru, ale nawet ludzie bez ojców alkoholików czy złych ojczymów też
                              znajdowali w religii inspirację do nienawiści wobec innych (np. innowierców).
                            • dokowski Tego nie rozumiem 03.10.05, 11:56
                              vacia napisała:

                              > rzeczywistość nie odebrała mi szacunku do Biblii

                              Ja kiedyś, będąc już dorosłym, przeczytałem Biblię, a czytając ją coraz szerzej
                              otwierałem oczy ze zdumienia, że coś takiego może uchodzić za Księgę Świętą. Od
                              tej pory żyję w przekonaniu, że szanują Biblię tylko ci, którzy jej nie czytali
                              (oczywiście pomijam fanatyków i prostaczków, dla których np. sama grubość i
                              niezrozumiałość jest wystarczającym powodem do szacunku). Jednak wydaje się, że
                              człowiek zdolny do prowadzenia dyskusji na pewnym poziomie, nie może szczerze
                              twierdzić, że Biblię szanuje - zbyt wiele w niej zła, fałszu i głupoty. Z góry
                              przepraszam za przykrość, jaką mogą moje słowa wywołać, ale nie ona jest moim
                              celem. Pragnę tylko jakoś pokazać siłę mojego zdziwienia i tę irytację na
                              samego siebie, że nie potrafię zrozumieć niektórych ludzi. Jak to w ogóle jest
                              możliwe, że człowiek inteligenty i wykształcony, może być człowiekiem
                              religijnym?! Jak można poznać Biblię i poznać rzeczywistość, i potem mówić, że
                              wciąż się Biblie szanuje?
                              • vacia Re: Tego nie rozumiem 04.10.05, 07:39
                                dokowski napisał:

                                > Pragnę tylko jakoś pokazać siłę mojego zdziwienia i tę irytację na
                                > samego siebie, że nie potrafię zrozumieć niektórych ludzi. Jak to w ogóle
                                jest > możliwe, że człowiek inteligenty i wykształcony, może być człowiekiem
                                > religijnym?! Jak można poznać Biblię i poznać rzeczywistość, i potem mówić,
                                że > wciąż się Biblie szanuje?

                                Właściwie, aby na ten temat móc dyskutować, musiałbyś operować szczegółami i
                                konkretami z Biblii, co konkretnie jej zarzucasz?
                                Też dopiero jako osoba dorosła wzięłam do ręki Biblię, potem tylko żałowałam,
                                że tyle czasu poświęciłam na naukę świecką a nikt mnie nie zachęcił i nie
                                zaproponował Biblii do przeczytania a dekacja bez niej jest moim zdaniem
                                niekompletna .
                                Prawdę mówiąć dlatego wykorzystuję każdą okazję do rozmowy z ludźmi
                                niewierzącymi, bo budzą u mnie takie samo wielkie zdziwienie jak u Ciebie
                                wierzący. Chciałabym ich zrozumieć, jak moga żyć w świadomości doczesności.
                                Przecież tu na Ziemii panuje wielkie bezprawie, nowy sprawiedliwy świat jaki
                                obiecuje prawdomówny Bóg, pozwoli ponaprawiać krzywdy jaki doznało i doznaje
                                wielu ludzi, a wizja Świata bez Boga przekreśla taką możliwość i ta sprawa
                                nigdy nie zostałaby załatwiona a jak sam widzisz zmienia się scena tego świata,
                                zmieniają się ustroje, partie rządzące a ciągle występuje niesprawiedliwość.
                                To jest efekt władzy człowieka nad człowiekiem.
                                P.S.
                                W sensie światopoglądowym jesteśmy jak gdyby dwoma przeciwnymi biegunami, ale
                                przy odrobinie wysiłku możemy spokojnie rozmawiać :-)



                                >
                                • dokowski To samo obiecywali komuniści 05.10.05, 12:39
                                  vacia napisała:

                                  > konkretami z Biblii, co konkretnie jej zarzucasz?

                                  zachęcnie do ludobójstwa bałwochwalców

                                  pogarda (nakaz misjonarstwa) dla pogan

                                  teza że ludzie głupi i biedni są lepsi niż mądrzy i bogaci

                                  ... mógłbym setkami zarzutów zasypać takie forum, gdybym miał czas i ochotę

                                  > dekacja bez niej jest moim zdaniem niekompletna.

                                  Moim zdaniem też - ludzie powinni wiedzieć, skąd wzięło się tyle zła na tym
                                  świecie. Źródłem zła jest Biblia (dodam że Talmud i Koran to jeszcze
                                  paskudniejsze księgi zła, żebyś nie myślała, że jestem nieobiektywny - Talmud
                                  jest chyba najwstrętniejszą Świętą Księgą, jaką napisali źli ludzie)

                                  > Przecież tu na Ziemii panuje wielkie bezprawie

                                  z powodu religijnego wychowania

                                  > nowy sprawiedliwy świat jaki obiecuje prawdomówny Bóg

                                  A czy wiesz, że komunizm wymyślili jezuici i wprowdzili go w życie i ich
                                  komunistyczne państwa przetrwały o wiele dłużej niż ZSRR?

                                  Nowy sprawiedliwy świat to tylko propagandą.

                                  > wizja Świata bez Boga przekreśla taką możliwość

                                  Zwycięstwo Holendrów nad zjednoczonym wojskiem katolickiej Europy pod wodzą
                                  Filipa II było początkiem nowego, wolnego świata. Historia ostatnich 500 lat
                                  Europy pokazuje, że świat jest tym lepszy im mniej jest w nim Boga. Przed
                                  rewolucją w Holandii, Europą rządzili niepodzielnie zbrodniarze, cała Europa
                                  była we władaniu sił Zła. Właśnie w Holandii po raz pierwszy siły Dobra
                                  zwyciężyły siły Zła - ludzie wolni pokonali niewolników Watykanu. Tam w
                                  Holandii, a potem w Anglii narodził się Wolny Świat i o tej pory świat staje
                                  się coraz lepszy, coraz mniej jest w nim zbrodni, biedy i religii

                                  > To jest efekt władzy człowieka nad człowiekiem.

                                  Tę władzę po raz pierwszy odrzucili Holendrzy. Tu się zgadzamy, władza
                                  człowieka nad człowiekiem jest złem. Człowiek powinien być wolny i suwerenny.

                                  > P.S.
                                  > W sensie światopoglądowym jesteśmy jak gdyby dwoma przeciwnymi biegunami, ale
                                  > przy odrobinie wysiłku możemy spokojnie rozmawiać :-)
                                  >
                                  >
                                  >
                                  > >
                                  • vacia Re: Komuniści nie dotrzymali słowa ale Bóg uczyni 06.10.05, 07:41
                                    1. Bałwochwalstwo nie tylko obraża Boga ale wiąże się z niegodziwymi uczynkami
                                    wobec ludzi.
                                    Skoro człowiek ustanowił Sądy i więzienia aby osadzać tam ludzi nieprawych
                                    dalczego Bóg do którego wszystko należy nie miałby prawa głosu i prawa
                                    wydawania sprawiedliwych wyroków?

                                    2. Misjonarstwo jest oznaką miłości do ludzi nie znających Boga i to ogromnej
                                    miłości.Na całym świecie misjonarze zrobili i robią dużo dobrego.
                                    W Afryce na przykład aby umożliwić analfabetom czytanie Biblii misjonarze
                                    prowadzą kursy czytania i pisania dla dorosłych kobiet i mężczyzn.
                                    Czy zdajesz sobie sprawe jaka to radość posiąść taką umiejętność z której Ty od
                                    dawna korzystasz?

                                    3. Ludzie sa równi!
                                    Nie widzę powodu aby bogaci mieliby być uprzywilejowani z racji swojego
                                    bogactwa a biedni w pogardzie , to samo z rozumem ,bywają ludzie wykształceni i
                                    nierozumni ( nie wiem czemu ale tak jest) i bywają ludzie prości a szlachetni.
                                    Naprawdę jesteśmy równi, obdarzeni różnymi talentami a tylko moralnośc jest tym
                                    czym może się człowiek poszczycić.
                                    Zawsze podziwiam ludzi szlachetnych typu dr Janusz Korczak.


                                    4. Zło się bierze z bezbożności. Przy czym bezbożność obejmuje również ludzi
                                    bardzo relgijnych co sa wprawdzie gorliwi ale nie znają prawdziwego Boga i nie
                                    są posłuszni Chrystusowi w takich cechach jak współczucie , wrażliwość na
                                    potrzeby drugiego człowieka.
                                    No bo to jest fałszywa poboznośćn którą mieli Faryzeusze, którzy powoływali się
                                    na Boga ale z zasdrości naradzali się potajemnie jak zabić dobrego człowieka
                                    który leczył chorych i pomagał biednym ( Jezusa Chrystusa)

                                    5. Holandia to kraj w którym narkotyki sa wolnej sprzedaży i w której jest
                                    wiele rozpusty i zła.

                                    6.Człowiek panuje nad człowiekiem na jego szkodę ale nie wypływa z tego wniosek
                                    że człowiek ma być wolny bo wszędzie widzimy ile zła ludzie czynią jaco wolni,
                                    do czego ludziom nierozumnym służy wolność? -do robienia krzywdy sobie i innym,.
                                    Jedyny wniosek jaki można wysnuć z dziejów ludzkości to taki, że ludzie
                                    potrzebują władcy na wzór Chrystusa, a ponieważ Chrystus był żywym obrazem
                                    niewidzialnego Boga, można ten wniosek sformuowac, że ludzie teraz bardziej niż
                                    kiedykolwiek potrzebują rządów Boga. Nie przez pośredników ale bezpośrednich
                                    rządów a żeby to było możliwe, każdy powinien poznawać Boga i poznawac wolę
                                    Boga zawartą w Biblii i się tej woli podporządkować a na Ziemii zapanuje pokój.


                                    • dokowski Puste słowa, świadczące o zazdrości i pogardzie... 06.10.05, 09:59
                                      vacia napisała:

                                      > 1. Bałwochwalstwo nie tylko obraża Boga ale wiąże się z niegodziwymi
                                      > uczynkami wobec ludzi.

                                      ... wobec innych religii. Taka pogarda przez całą historię była źródłem
                                      nienawiści. Bóg zawistny jest Bogiem zła.

                                      > 2. Misjonarstwo jest oznaką miłości do ludzi nie znających Boga

                                      Dlatego ogniem i mieczem nawracano pogan i obracano ich w niewolników.

                                      > aby umożliwić analfabetom czytanie Biblii misjonarze
                                      > prowadzą kursy czytania i pisania dla dorosłych kobiet i mężczyzn

                                      Umiejętność czytania to dobra rzecz, ale czytanie Biblii uczy zła.

                                      > radość posiąść taką umiejętność z której Ty od dawna korzystasz?

                                      Nauczyciele reprezentują dobro, misjonarze reprezentują zło. Kiedy misjonrz
                                      jest nauczycielem, jest najbardziej niebezpieczny, bo może oszukać uczniów,
                                      przekupić ich i tym łatwiej sprowadzić na złą drogę.

                                      > 3. Ludzie sa równi!

                                      To nieprawda.

                                      > 4. Zło się bierze z bezbożności. Przy czym bezbożność obejmuje również ludzi
                                      > bardzo relgijnych co sa wprawdzie gorliwi ale nie znają prawdziwego Boga

                                      Zło bierze się z religii, co sam niemal napisałeś wprost, każdy religijny
                                      twierdzi, że jego religia jest lepsza
                                      • arcykr Re: Puste słowa, świadczące o zazdrości i pogardz 07.10.05, 14:27
                                        dokowski napisał:

                                        > Bóg zawistny jest Bogiem zła.
                                        Bóg nie jest zawistny tylko zazdrosny - z wielkiej miłości.
                                        >
                                        > Umiejętność czytania to dobra rzecz, ale czytanie Biblii uczy zła.
                                        Jakiego zła?
                                        • dokowski Wielkiego zła: nienawiści, ludobójstwa, pogardy... 07.10.05, 14:46
                                          arcykr napisał:

                                          > Jakiego zła?

                                          ... kłamstwa i obłudy - uczy jak nienawidzić i gardzić, ze słowem "miłość" na
                                          ustach
                        • facet123 Re: Piszesz nieprawdę 30.09.05, 17:04
                          Muszę tutaj powiedzieć, że vacia przesadza. Dokowski poprostu stwierdził, że
                          ktoś kto przestrzega uczciwie dekalogu i jest to cała jego moralność jest w
                          pewien sposób ograniczony. Tak ograniczona osoba może mieć problemy w
                          podejmowaniu moralnych decyzji, ponieważ wszystko czym dysponuje to spisane w
                          punktach wytyczne. Co więcej osoba taka zupełnie nie jest przygotowana do
                          samodzielnego myślenia i dostosowywania swoich wyborów do wrodzonego
                          intuicyjnego wyczucia moralności i wrażliwości na krzywdę innego człowieka.
                          Osoba slepo przestrzegająca morlanoścu wynikającej z dogmatycznej wiary
                          przedkłada nad zachowywanie się w sposób który niedopuszcza do krzywdy innych
                          ludzi zachowywanie się w sposób zgodny z przykazaniami.
                          A więc przestrzeganie pwenych nie podlegających dyskusji norm staje się dla
                          takiej osoby ważniejsze niż faktyczna wrażliwość na krzywdę.
                          • vacia Re: Piszesz nieprawdę 30.09.05, 20:22
                            facet123 napisał:
                            > .
                            > A więc przestrzeganie pwenych nie podlegających dyskusji norm staje się dla
                            > takiej osoby ważniejsze niż faktyczna wrażliwość na krzywdę.

                            To trzymanie się sztywne litery prawa bez względu na okoliczności
                            charakteryzowało fałszywą pobożność Faryzeuszy i Jezus to potępił.
                            Ewangelie uczą nas wrażliwości na potrzeby i cierpienia drugiego człowieka,
                            mamy byc elastyczni, ważniejsze jest współczucie niz jakiś sztywny przepis.
                            Na przykład Żydzi przestrzegali powstrzymywania się od pracy w Sabat, Jezus tez
                            był Zydem o przestrzegał Sabatu ale Jezus w pewnych sytuacjach pokazał że
                            ważniejsza rzecza jest ulżyć cierpieniu niż odpoczywanie i najwięcej uzdrawiał
                            włąsnie w Soboty. To bardzo gorszyło Faryzeuszy ale tym samym Jezus pokazał że
                            nie jest ważne sztywne przestrzeganie przepisów ale kierowanie sie w życiu
                            miłością, współczuciem i życzliwościa ( nawet jeśli narazi nas to na
                            nieoprzyjemności) że to jest najważniejsze.
                            Dlatego Twoje zarzuty odnośnie braku myślenia w dziedzinie moralnej u ludzi
                            wierzących, pasują do ludzi pobożnych na wzór Faryzeuszy ale nie do zwolenników
                            czystego Chrystianizmu.

                            • facet123 Re: Piszesz nieprawdę 02.10.05, 12:33
                              > To trzymanie się sztywne litery prawa bez względu na okoliczności
                              > charakteryzowało fałszywą pobożność Faryzeuszy i Jezus to potępił.

                              Ogólnie wszelkie obecne religie mające swoje źródło w nowym testamencie bardzo
                              mocno odchodzą od tego co Jezus "naprawdę miał na mysli". W przypadku kotalików
                              jest to wręcz absurdalne, jednak sprawa ta nie dotyczy tylko ich.
                              Dlatego co innego traktować Jezusa jako autorytet moralny, a co innego być
                              głęboko wierzącym człowiekiem i postepować wedle nauk kościoła (czy jakiegoś
                              przywódcy religijnego). Obecni przywódcy religijni (w tym kościelni) sami
                              dyktują co jest dobre, a co złe, narzucając własną, nie koniecznie poprawną,
                              interpretację biblii.
                              Ja np. uważam że postać Jezusa (niezależnie od tego czy przwdziwa) uosabia
                              dobry wzorzec moralny. Dlatego mimo że jestem niewierzący szanuję taką postawę.
                              Jako osoba niewierząca mogę obiektywnie stwierdzić, że niektóre biblijne wzorce
                              moralności są z racjonalnego punktu widzenia dobre, a inne (gł. z okrutnego
                              starego testamentu) są złe.
                              W pewnym sensie zgodziłaś się ze mną pisząc, że należy być elastycznym w
                              interpretacji świętych tekstów i budowaniu moralności na ich podstawie. Ja się
                              z tym zgadzam, ale posuwam się jeszcze dalej - twierdzę, że teksty te mogą być
                              conajwyżej pomocą w budowaniu moralności której głównym źródłem powinna być
                              wrażliwość, racjonalizm i dobre wychowanie.
                              Natomiast racjonalizm i elastyczność kończą się w chwili gdy stwierdzasz, że
                              dane święte pismo pochodzi od boga i tym samym nie podlega żadnej krytyce.

                              > Dlatego Twoje zarzuty odnośnie braku myślenia w dziedzinie moralnej u ludzi
                              > wierzących, pasują do ludzi pobożnych na wzór Faryzeuszy ale nie do
                              > zwolenników czystego Chrystianizmu.

                              Tak, ale nie ma czegoś takiego jak Czysty Chrystianizm. Dla mnie czytym
                              chrystianizmem byłoby czytanie biblii "na własną rękę" bez żadnych odgórnych
                              dogmatów danych przez kościół albo mój związek wyznaniowy. Nie ma czegoś
                              takiego, bo każdy związek wyznaniowy (nawet Świadkowie Jehowy) narzuca pewien
                              zbiór dogmatycznie przyjętych interpretacji których wierny musi się trzymać aby
                              mógł przynależeć do tego związku.

                              • vacia Re: Piszesz nieprawdę 02.10.05, 15:39
                                facet123 napisał:

                                > Ja np. uważam że postać Jezusa (niezależnie od tego czy przwdziwa) uosabia
                                > dobry wzorzec moralny. Dlatego mimo że jestem niewierzący szanuję taką
                                postawę.

                                Tu napisałeś pięknie, jak prawdziwie myśląca osoba, wolna od uprzedzeń ,które
                                są dużą barierą w myśleniu. Jezus jest prawdziwą postacią historyczną, gdyż
                                wzmianki o nim , spotykamy również u starożytnych kronikarzy, wprawdzie są
                                niewielkie ale są.
                                Myślę, że postać Jezusa właśnie takie odczucia powinna wywoływać, nauczał ludzi
                                uprzejmości, miłości, leczył ich z dolegliwości, poświęcał im bezinteresownie
                                swój wolny czas i uczył ich racjonalnego myślenia, ofiarował wszytko co miał
                                łącznie z życiem. Nazywają go niektórzy pokornym sługą Jahwe bo tak się
                                zachowywał a był jest Synem Bożym ( tak o sobie powiedział a biorąc pod uwage
                                jego umiłowanie moralności,prqawdomówności i jego dobre uczynki to nie kłamał).
                                >
                                > > W pewnym sensie zgodziłaś się ze mną pisząc, że należy być elastycznym w
                                > interpretacji świętych tekstów i budowaniu moralności na ich podstawie. Ja
                                się > z tym zgadzam, ale posuwam się jeszcze dalej - twierdzę, że teksty te
                                mogą być > conajwyżej pomocą w budowaniu moralności której głównym źródłem
                                powinna być > wrażliwość, racjonalizm i dobre wychowanie.

                                Nie ma konfliktu między wrażliwością, racjonalizmem i dobrym wychowaniem a
                                postepowaniem na wzór Jezusa.
                                Problemem jest tylko że jako ludzie różnimy się wrażliwością,racjonalizmem i
                                wychowaniem stąd właśnie wskazówki moralne z Biblii wyrównują te różnice
                                oczywiście o ile się według nich postępuje a nie tylko o nich mówi.


                                > Natomiast racjonalizm i elastyczność kończą się w chwili gdy stwierdzasz, że
                                > dane święte pismo pochodzi od boga i tym samym nie podlega żadnej krytyce.

                                Właściwie w ramach przykazań Bożych człowiek ma dużą wolność osobistą, bo Jezus
                                zalecił na przykład miłość a każdy wierzący okazuje ta miłość w różnym stopniu,
                                tak samo pomoc dla biednych, każdy pomaga jak chce i wspiera biednych w takim
                                zakresie innych w jakim chce.
                                Jest to element dialogu z Bogiem, Bóg daje nam ogólne wskazówki a to jak w
                                Twoim, konkretnych przypadku je zrealizujesz to już Twoja indywidualna sprawa.
                                Bo tu nie chodzi o przymus ale o radość dawania.

                                >
                                > > Tak, ale nie ma czegoś takiego jak Czysty Chrystianizm. Dla mnie czytym
                                > chrystianizmem byłoby czytanie biblii "na własną rękę" bez żadnych odgórnych
                                > dogmatów danych przez kościół albo mój związek wyznaniowy. Nie ma czegoś
                                > takiego, bo każdy związek wyznaniowy (nawet Świadkowie Jehowy) narzuca pewien
                                > zbiór dogmatycznie przyjętych interpretacji których wierny musi się trzymać
                                aby> mógł przynależeć do tego związku.

                                To prawda co piszesz. Czysty Chrystianizm to cel do którego dążymy.
                                (BO po prostu nie ma doskonałej religii jak nie ma doskonałych ludzi i nie ma
                                nieomylnych ludzi.)Rózne religie realizują go w różnym stopniu, dlatego
                                powinniśmy sami wybierać sobie religię a nie przyjmowac ją w spadku po
                                rodzicach.
                                Wsółczesny człowiek jest obecnie tak zajęty, że indywidualne czytanie Biblii
                                mogłoby łatwo nam nie wyjść ,jest tyle innych konkurencyjnych i atrakcyjnych
                                zajęć że wsparcie od grupy wyznaniowej jest bardzo ważne, człowiek to istota
                                społeczna i w kontakcie z innymi osiąga dopiero szczęście.

                                Właściwie ze swoim charakterem bardzo pasujesz do ludzi wierzących, jeśli
                                znajdziesz chwilę czasu zajrzyj do Ewangelii ( tam się nie zgorszysz) i a nuż
                                uwieszysz w Boga :-)
                                Wiara jest dla bardzo mądrych ludzi ( wbrew pozorom).


                                >
                                • Gość: Karol Sabath Re: Piszesz nieprawdę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 16:40
                                  > Jezus jest prawdziwą postacią historyczną, gdyż wzmianki o nim ,
                                  > spotykamy również u starożytnych kronikarzy, wprawdzie są niewielkie ale są.
                                  Konkretnie są dwie (u Tacyta i u Józefa Flawiusza). Obie uważane są powszechnie
                                  za późniejsze wstawki pobożnych przepisywaczy. Tacyt był Rzymianinem, a Józef
                                  Flawiusz Żydem - tymczasem ich wzmianki wyglądają na pisane przez chrześcijan.
                                  Tacyt zresztą używa słowa "chrześcijanie", którr nie było wtedy w obiegu, a
                                  Flawiusz rozpisuje się w tym jednym fragmencie o zmartwychwstaniu i cudach
                                  Jezusa i o tym, że wypełniły się proroctwa itp., po czym jak gdyby nigdy nic
                                  jest dalej żydem, i nigdzie indziej nie wyciąga wniosków z tych sensacyjne
                                  informacji (ani nigdzie indziej u niego, ani innych starożytnych autorów z
                                  czasów sprzed listów św. Pawła (który Jezusa za życia nie spotkał), nie ma ani
                                  słowa o Jezusie, który ponoć miał tłumy zwolenników, czynił cuda na oczach
                                  tysięcy (rozmnożenie chleba i ryb), zmartwychwstał itp. Dopiski te są zatem
                                  ewidentnymi fałszywkami post factum.
                                  Zobacz dyskusję: pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja:Jezus_Chrystus
                                  i artykuł: www.racjonalista.pl/kk.php/s,470

                                  > Wiara jest dla bardzo mądrych ludzi ( wbrew pozorom).
                                  Rzeczywiście - pozory bardzo silnie wskazują na inny rozkład IQ wśród gorliwych
                                  wyznawców...
                                  :-)

                                  PS. Nie znaczy to, że nauki Jezusa mogą być dla wielu ludzi autentyczną
                                  motywacją do dobrego postępowania... Si non e vero, e ben trovato...
                                  • vacia Re: Piszesz nieprawdę 02.10.05, 17:30
                                    Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                                    >> Konkretnie są dwie (u Tacyta i u Józefa Flawiusza). Obie uważane są
                                    powszechnie> za późniejsze wstawki pobożnych przepisywaczy. Tacyt był
                                    Rzymianinem, a Józef > Flawiusz Żydem - tymczasem ich wzmianki wyglądają na
                                    pisane przez chrześcijan.

                                    Kronikarz Korneliusz Tacyt jest poważanym kronikarzem rzymskim i może być
                                    traktowany w tej sprawie jak autorytet i nie pisz że powszechnie się uważa
                                    wzmiankę o Jezusie za dopisek Chrześcijan, podważyć można wszystko ( Niektórzy
                                    podważają istnienie obozów koncentracyjnych w Polsce w czasie II wojny
                                    światowej) , również Swetoniusz i Pliniusz Młodszy a także Historyk Żydowski
                                    Józef Flawiusz wspominają o Jezusie.
                                    To, że Flawiusz pozostał Żydem, wcale nie jest dziwne, biorąc pod uwagę Twoją
                                    odporność na wpływ Biblii .
                                    > . >
                                    > > Wiara jest dla bardzo mądrych ludzi ( wbrew pozorom).

                                    > Rzeczywiście - pozory bardzo silnie wskazują na inny rozkład IQ wśród
                                    gorliwych> wyznawców...> :-)

                                    Ten się bedzie śmiał kto się będzie śmiał ostatni.
                                    Mnie wprost zadziwia inteligencją i mądrość niektórych wierzących.
                                    >
                                    > PS. Nie znaczy to, że nauki Jezusa mogą być dla wielu ludzi autentyczną
                                    > motywacją do dobrego postępowania...

                                    No nareszcie jedno zdanie które akceptuję :-)
                                    Pozdr.
                                • facet123 Re: Piszesz nieprawdę 03.10.05, 09:55
                                  > Nie ma konfliktu między wrażliwością, racjonalizmem i dobrym wychowaniem a
                                  > postepowaniem na wzór Jezusa.

                                  Zgadzam się, że nie ma konflitku póki mówimy o postępowaniu za wzór Jezusa.
                                  Jednak związki wyznaniowe praktycznie zawsze wypaczają te nauki. Akcentują
                                  jedne wypowiedzi Jezusa, a puszczają mimo uszu inne. Do tego dodają niektóre
                                  fragmenty stworzone w całości przez ludzi. Mowię to na podstawie lektury
                                  niektórych fragmentów katechizmu kościoła katolickiego, ale to co tam
                                  nawypisywali zasługuje na osobny wątek. Domyślam się, że w innych religiach
                                  jest podobnie.
                                  Po za tym jest jedna sprawa której z nauk Jezusa zaakceptować nie mogę - chodzi
                                  o bezkrytyczną wiarę w boga i w jego miłość. "Błogosławieni ubodzy duchem" -
                                  tutaj też się nie zgadzam ze stwierdzeniem, że najczystsza moralnie jest osoba
                                  nie zdolna do głębszej refleksji i jedynie wypełniająca przykazania w
                                  które "uwierzyła" (przecież taka prosta osoba mogła "uwierzyć" w zupełnie inne,
                                  np. złe, nauki).
                                  Podsumowując, szanuję Jezusa jako człowieka na podstawie praktycznego dobra
                                  jakie czynił, ale nie uznaję go jako proroka, mesjasza czy syna bożego.

                                  > Właściwie w ramach przykazań Bożych człowiek ma dużą wolność osobistą, bo
                                  > Jezus zalecił na przykład miłość a każdy wierzący okazuje ta miłość w różnym
                                  > stopniu, tak samo pomoc dla biednych, każdy pomaga jak chce i wspiera
                                  > biednych w takim zakresie innych w jakim chce.
                                  > Jest to element dialogu z Bogiem, Bóg daje nam ogólne wskazówki a to jak w
                                  > Twoim, konkretnych przypadku je zrealizujesz to już Twoja indywidualna sprawa.
                                  > Bo tu nie chodzi o przymus ale o radość dawania.

                                  Piszesz o wolności osobistej. Ja faktycznie ją mam. Znam nauki chrześcijańskie
                                  i mogę wedle nich postępować lub nie. Jednak jak można mówić o wolności
                                  osobistej kogoś komu w młodości powiedziano, że:
                                  - antykoncepcja jest złem, nawet w małżeństwie
                                  - zapłodnienie poprzez inseminację lub invitro jest złem nawet jeśli w wyniku
                                  tego rodzi się dziecko dwojga małżonków
                                  - masturbacja jest złem (jest powszechnym zjawiskiem, u młodych ludzi zdrowym z
                                  medycznego punktu widzenia)
                                  - homoseksualistom należy się conajwyżej współczucie, a nie można akceptować
                                  tego co robią we własnym domu, za własną zgodą i nie przynosząc nikom u szkody
                                  - mógłbym wumieniać dalej.
                                  Osoba której wpojono te nauki jako obiektywne i nie podlegające dyskusji prawdy
                                  nie jest zdolna do własnej oceny. A przecież w tych kwestiach nauka ma swoje
                                  potwierdzalne stanowisko, więc są to conajwyżej zasady wiary, a nie absolutne
                                  prawdy.
                                  Wymienione punkty dotyczą katolicyzmu, ale podobnie jest z innymi wyznaniami
                                  jak np. islam.
                                  Piszesz, że bóg daje ogólne wskazówki, ale przywódcy religijni nie chcą
                                  ogólnych wskazówek. Oni chcą jasnych zasad więc sami je tworzą, aby
                                  podporządkować sobie wiernych. A we wdrażaniu tych zasad nie posługują się
                                  rozumem, ale dogmatem. Nie zachęcają do samodzielnego myślenia.


                                  > Właściwie ze swoim charakterem bardzo pasujesz do ludzi wierzących, jeśli
                                  > znajdziesz chwilę czasu zajrzyj do Ewangelii ( tam się nie zgorszysz) i a nuż
                                  > uwieszysz w Boga :-)

                                  Do ewangelii zaglądam, jednak traktuje je jako ksiegę historyczną i wykładnię
                                  starożytnego prawa, tradycji i wierzeń.
                                  Nigdy nie będę jej traktował bezkrytycznie jako słowa bezpośrednio od boga.

                                  > Wiara jest dla bardzo mądrych ludzi ( wbrew pozorom).

                                  Nie zgodzę się z tym, ale wynika z tego, że edukacja młodych ludzi nie powinna
                                  narzucać im wiary z góry. Powinno umozliwić się im wybór.
                                  • vacia Re: Piszesz nieprawdę 04.10.05, 08:24
                                    facet123 napisał:

                                    >> Jednak związki wyznaniowe praktycznie zawsze wypaczają te nauki. Akcentują
                                    > jedne wypowiedzi Jezusa, a puszczają mimo uszu inne. Do tego dodają niektóre
                                    > fragmenty stworzone w całości przez ludzi. Mowię to na podstawie lektury
                                    > niektórych fragmentów katechizmu kościoła katolickiego, ale to co tam
                                    > nawypisywali zasługuje na osobny wątek. Domyślam się, że w innych religiach
                                    > jest podobnie.

                                    Według Boga człowiek sam ponosi odpowiedzialność za swoje czyny( nie może
                                    zepchnąć odpowiedzialności za swoje czyny na swoją religię i duchownych ), więc
                                    rady duchownych mają charakter względny.
                                    Człowiek sam bada czy to co proponuja mu duchowni jest słuszne i czy Biblia
                                    jest jego zdaniem jest w tej konkretnej sprawie właściwie interpretowana i
                                    rostrzyga to we własnym sumieniu.
                                    Każdy ma rozum i powienien używać go do tak ważnego celu jakim jest
                                    podejmowanie decyzji.Człowiek musi samodzielnie myśleć bo skoro ma ponieść za
                                    swoje czyny odpowiedzialność to nie moze scedować myślenia na inną osobe.
                                    A jeśli to zrobi za to też odpowie jeśli wybrał złego doradcę.


                                    > Po za tym jest jedna sprawa której z nauk Jezusa zaakceptować nie mogę -
                                    chodzi> o bezkrytyczną wiarę w boga i w jego miłość.

                                    To przekonanie wynika z wiedzy o Bogu i wiary w niego a jak możesz
                                    zaakceptować pogląd o miłości Boga do nas jak nie badasz Biblii i nie wierzysz
                                    w istnienie Boga?
                                    Bóg udowodnił swoją miłóśc do nas poprzez czyny Jezusa ,który był jego
                                    osobistym przedstawicielem na Ziemii ( ambasadorem, rzecznikiem)a że Jezus był
                                    dobry sam potwierdziłeś.


                                    "Błogosławieni ubodzy duchem" -
                                    Termin ubodzy duchem nie oznacza ludzi bezmyślnym, gotowych aby nimi
                                    manipulować, ubogi duchem to człowiek myślący, rozumny, obecnie może się to
                                    odnosić do intelektualistów , to człowiek pod względem duchowym wykazujący
                                    ciekawość , mający niezaspokojone potrzeby duchowe, pytający się o głębszy sens
                                    życie na Ziemii, zadający pytania, dociekliwy ,chcący poznawać niewidzialnego
                                    Boga i podejmujący w tym kierunku konktrtne kroki.., poszukiwacz prawdy.


                                    >
                                    > - masturbacja jest złem (jest powszechnym zjawiskiem, u młodych ludzi zdrowym
                                    z> medycznego punktu widzenia)
                                    > - homoseksualistom należy się conajwyżej współczucie, a nie można akceptować
                                    > tego co robią we własnym domu, za własną zgodą i nie przynosząc nikom u szkody
                                    > - mógłbym wumieniać dalej.
                                    > Osoba której wpojono te nauki jako obiektywne i nie podlegające dyskusji
                                    prawdy> nie jest zdolna do własnej oceny. A przecież w tych kwestiach nauka ma
                                    swoje > potwierdzalne stanowisko, więc są to conajwyżej zasady wiary, a nie
                                    absolutne > prawdy.

                                    Naukowe podejście do zagadnienia masturbacji ciągle się zmienia.
                                    Czytałam w jakiejś publikacji , że masturbacja nie wpływa korzystnie na przszłe
                                    małżeńskie życie seksualne ludzi a pozatym nie wywiera abyt korzystnego wpływu
                                    na zdrowie psychiczne człowieka.
                                    Podobnie homoseksualizm nie jest naturalny i nie wpływa korzystnie na psychikę.
                                    Napewno nikt nie ma prawa potępiać za wymienione wyżej sprawy ale
                                    tolerancja nie oznacza propagowania takiego podejścia do życie seksualnego.
                                    Ja bym była za leczeniem homoseksualizmu i za odwracaniem uwagi młodzieży od
                                    seksu skoro są zbyt niedojrzali aby zakładac rodziny.
                                    Takie podejście też propaguje Biblia.



                                    >> > Wiara jest dla bardzo mądrych ludzi ( wbrew pozorom).
                                    >
                                    > Nie zgodzę się z tym, ale wynika z tego, że edukacja młodych ludzi nie
                                    powinna narzucać im wiary z góry. Powinno umozliwić się im wybór.

                                    Nikomu nie należy narzucać wiary, przymuszać do religii ani dziecka ani osoby
                                    dorosłej, tylko i wyłącznie proponować ale uważam że to jest obowiązek rodziców
                                    aby zaproponowali dzieciom poznawanie Boga bo jeśli tego nie zrobią pozbawią je
                                    czegoś najcenniejszego w życiu i za to poniosa bolecne skutki jako rodzice.
                                    Wiarai religia musi byc całkowicie dobrowolna, inaczej nie ma wartości.
                                    • facet123 Re: Piszesz nieprawdę 04.10.05, 09:17
                                      > Według Boga człowiek sam ponosi odpowiedzialność za swoje czyny( nie może
                                      > zepchnąć odpowiedzialności za swoje czyny na swoją religię i duchownych ),
                                      > więc rady duchownych mają charakter względny.

                                      Niestety - w katolicyźmie ostateczne słowo w kwestii moralnej oceny czynu ma
                                      zwykle duchowny. Nawet jeśli pozbawiony ścisłej hierarchii, związek wyznaniowy
                                      narzuca presję na osobę. I tym samym odbiera jej wolność wyboru, a
                                      odpowiedzialnośc przesuwa na całe zgromadzenie.

                                      > Człowiek sam bada czy to co proponuja mu duchowni jest słuszne i czy Biblia
                                      > jest jego zdaniem jest w tej konkretnej sprawie właściwie interpretowana i
                                      > rostrzyga to we własnym sumieniu.

                                      W 99% przypadków tak nie jest. W 99% przypadków osoba indoktyrynowana od
                                      dziecka w ogóle nie zastanowi się nad tym, czy coś co robi jest dobre, albo
                                      złe, dlatego że osoba ta już to "wie" - z wbijanych do głowy nauk kapłana.


                                      > "Błogosławieni ubodzy duchem" -
                                      > Termin ubodzy duchem nie oznacza ludzi bezmyślnym, gotowych aby nimi
                                      > manipulować, ubogi duchem to człowiek myślący, rozumny, obecnie może się to
                                      > odnosić do intelektualistów , to człowiek pod względem duchowym wykazujący
                                      > ciekawość , mający niezaspokojone potrzeby duchowe, pytający się o głębszy
                                      > sens życie na Ziemii, zadający pytania, dociekliwy ,chcący poznawać
                                      > niewidzialnego Boga i podejmujący w tym kierunku konktrtne kroki..,
                                      > poszukiwacz prawdy.

                                      Hm. W takim razie skąd przymiotnik "ubodzy"?

                                      > Ja bym była za leczeniem homoseksualizmu i za odwracaniem uwagi młodzieży od
                                      > seksu skoro są zbyt niedojrzali aby zakładac rodziny.
                                      > Takie podejście też propaguje Biblia.

                                      No więc nie chce mi się tu rozwodzić więc napisze tylko, że nie jest to
                                      podejście naukowe, ale ideologiczne. A w kwestiach publicznych państwo powinno
                                      działać logicznie i racjonalnie (zgodnie z wiedzą naukową), a nie ideologicznie
                                      (ideologicznie państwo działa np. w chinach, czy korei płn.).


                                      > czegoś najcenniejszego w życiu i za to poniosa bolecne skutki jako rodzice.
                                      > Wiarai religia musi byc całkowicie dobrowolna, inaczej nie ma wartości.

                                      Zgadzam sie. Pisząc, że nie należy narzucać młodzieży wiary w edukacji miałem
                                      nie chodziło mi o to aby zupełnie przemilczać kwestię boga i religii. Jak
                                      najbardziej powinna ona być elementem edukacji, ale powinna mieć miejsce
                                      podczas nauczania podstaw filozofii i powinna być przedstawiona jako jedna z
                                      alternatyw. Dodatkowo, uczenie filozofii 10-latka nie ma raczej sensu, więc
                                      temat ten powinien być poruszany dopiero gdy młodzież jest do tego gotowa czyli
                                      w gimnazjum lub liceum.
                                      Niestety, wszystkie związki wyznaniowe boją się utraty wiernych, a
                                      najpewniejszym sposobem na przywiązanie człowieka do wiary jest
                                      zindoktrynowanie go w wieku dziecięcym. Dlatego w obecnej rozmowie o religii w
                                      edukacji twoje stwierdzenie o dobrowolności wiary jest niby potwierdzane przez
                                      związki wyznaniowe, ale po cichu ignorowane. Kościół w ameryce chce nawet
                                      wprowadzić biblijny opis powstania świata jako alternatywę do naukowej teorii
                                      (absurd!).

                                      Ogólnie z twoich wypowiedzi widzę, że jesteś idealistką. Z wieloma twoimi
                                      stwierdzeniami zgadzam się, ale zwykle zgłaszam przy okazji "ale". "ale" to ma
                                      zwykle postać "ale ludzie i tak robią co innego". I własnie to "ale" jest
                                      problemem. Mam wrażenie, że dostrzegasz w religii tylko to co dobre, a to co
                                      złe postrzegasz jako marginalne wypaczenie. Jednak ja patrze na świat i
                                      stwierdzam, że to marginalne wypaczenie rozrosło się i wręcz zastąpiło religię.
                                      Proponowałaś mi lekturę ewangelii - ja tobie proponuję zastanowienie się nad
                                      dzisiejszym światem - jak wielkie zniewolenie umysłowe wywołuje religia. Obraz
                                      świata jaki ja proponuję, to nie jakaś anty-religijny reżim, ale świat w którym
                                      nie ma kościołów, księży, w którym każdy ma równy dostęp do wszelkich pism
                                      religijnych i o religii i może w wolnym czasie, w ramach własnego duchowego
                                      rozwoju, czytać je i dobrowolnie wdrażać w swoim życiu.
                                      Czy to taka straszna wizja?



                                      • vacia Re: Piszesz nieprawdę 05.10.05, 12:41
                                        facet123 napisał:

                                        > >>
                                        > > "Błogosławieni ubodzy duchem" -
                                        > > Termin ubodzy duchem nie oznacza ludzi bezmyślnym, gotowych aby nimi
                                        > > manipulować, ubogi duchem to człowiek myślący, rozumny, obecnie może się
                                        > to > > odnosić do intelektualistów , to człowiek pod względem duchowym
                                        wykazujący > > ciekawość , mający niezaspokojone potrzeby duchowe, pytający się
                                        o głębszy sens życie na Ziemii, zadający pytania, dociekliwy ,chcący poznawać
                                        > > niewidzialnego Boga i podejmujący w tym kierunku konktrtne kroki..,
                                        > > poszukiwacz prawdy.
                                        >
                                        > Hm. W takim razie skąd przymiotnik "ubodzy"?

                                        Ubogi duchowo nie uważa się za mądrego we własnych oczach, jest świadomy
                                        swoich potrzeb poznawczych, chętnie przyjmuje dobre rady przede wszystkim rady
                                        z Biblii, to otwarta postawa na wiedzę i mądrość.


                                        > Zgadzam sie. Pisząc, że nie należy narzucać młodzieży wiary w edukacji miałem
                                        > nie chodziło mi o to aby zupełnie przemilczać kwestię boga i religii. Jak
                                        > najbardziej powinna ona być elementem edukacji, ale powinna mieć miejsce
                                        > podczas nauczania podstaw filozofii i powinna być przedstawiona jako jedna z
                                        > alternatyw. Dodatkowo, uczenie filozofii 10-latka nie ma raczej sensu, więc
                                        > temat ten powinien być poruszany dopiero gdy młodzież jest do tego gotowa
                                        czyli w gimnazjum lub liceum.
                                        > Niestety, wszystkie związki wyznaniowe boją się utraty wiernych, a
                                        > najpewniejszym sposobem na przywiązanie człowieka do wiary jest
                                        > zindoktrynowanie go w wieku dziecięcym. Dlatego w obecnej rozmowie o religii
                                        w > edukacji twoje stwierdzenie o dobrowolności wiary jest niby potwierdzane
                                        przez > związki wyznaniowe, ale po cichu ignorowane. Kościół w ameryce chce
                                        nawet > wprowadzić biblijny opis powstania świata jako alternatywę do naukowej
                                        teorii > (absurd!).

                                        Z góry zakładasz że nie ma Boga i stąd ten pomysł aby dopiero w szkole średniej
                                        wprowadzić religioznawstwo.
                                        Ale zauważ,że rodzice mają prawo wychowywać małe dziecko w świadomości
                                        istnienia Boga.
                                        Zauważ,że psychila dziecka poddawana jest cały czas jakimś wpływom często
                                        bardzo złym, czym nasiąknięte sa bajki dla dzieci, pozatym dzieci oglądają
                                        filmy dla dorosłych pełne przemocy i niemoralności.
                                        Nawet reklamy bywają demoralizujące.
                                        Dlaczego mlody umysł ma być od zarania wystawiony na ten zły wpływ a ma się mu
                                        odmawiać chrześcijańskiego wychowania w duchu wysokich norm moralnych.
                                        Nie uda się wyizolować dziecka od złych wpływów bo ze złem spotyka się wszędzie
                                        już w przedszzkolu , potem szkole.
                                        >
                                        > Ogólnie z twoich wypowiedzi widzę, że jesteś idealistką. Z wieloma twoimi
                                        > stwierdzeniami zgadzam się, ale zwykle zgłaszam przy okazji "ale". "ale" to
                                        ma > zwykle postać "ale ludzie i tak robią co innego". I własnie to "ale" jest
                                        > problemem. Mam wrażenie, że dostrzegasz w religii tylko to co dobre, a to co
                                        > złe postrzegasz jako marginalne wypaczenie. Jednak ja patrze na świat i
                                        > stwierdzam, że to marginalne wypaczenie rozrosło się i wręcz zastąpiło
                                        religię.

                                        To prawda, że jestem idealistką, nie wyobrażam sobie abym mogła nią nie być :-)
                                        Jeśli moja religia( Świadkowie Jehowy) zaspokaja moje potrzeby jeśli chodzi o
                                        studiowanie Biblii, pielegnowanie pobożności i pomaga mi w pracy nad moją
                                        osobowością to uważam że spełnia swój główny cel.


                                        > Proponowałaś mi lekturę ewangelii - ja tobie proponuję zastanowienie się nad
                                        > dzisiejszym światem - jak wielkie zniewolenie umysłowe wywołuje religia.

                                        Tylko wydaje ci się że masz umysł wolny , wszystkie świeckie lektury zniewalają
                                        cię w sposób niezauważalny dla ciebie, czytasz przeważnie ateistów którzy
                                        utwierdzaja cię w wyborze twojej drogi życiowej a tobie się wydaje że to twój
                                        wolny wybór.
                                        Człowiek poddany jest stale silnym naciskom z zewnątrz, często nieświadomie
                                        jest manipulowany poprzez media, otoczenie. środowisko w pracy itp.

                                        Obraz
                                        > świata jaki ja proponuję, to nie jakaś anty-religijny reżim, ale świat w
                                        którym> nie ma kościołów, księży, w którym każdy ma równy dostęp do wszelkich
                                        pism > religijnych i o religii i może w wolnym czasie, w ramach własnego
                                        duchowego > rozwoju, czytać je i dobrowolnie wdrażać w swoim życiu.
                                        > Czy to taka straszna wizja?

                                        Indywidualna lektura Biblii w domu i czasopism religijnych to podstawa ale
                                        spotykanie się w grupach w celu wspólnego modlenia się to nieodłączna sprawa
                                        każdej społeczności.
                                        Spotykasz się towarzysko np w celu grania w brydża lub uprawiania sportu
                                        dlaczego więc ludzie nie mieliby się spotykać z uwagi na Boga?
                                        >
                                        >
                                        >
                                        • facet123 Re: Piszesz nieprawdę 05.10.05, 14:55
                                          > Ubogi duchowo nie uważa się za mądrego we własnych oczach, jest świadomy
                                          > swoich potrzeb poznawczych, chętnie przyjmuje dobre rady przede wszystkim
                                          > rady z Biblii, to otwarta postawa na wiedzę i mądrość.

                                          Ale skąd ten ubogi człowiek, skoro chętnie orzyjmuje wszelkie dobre rady, ma
                                          wiedzieć, że te rady z Biblii są lepsze? Skoro uważasz, że jest on otwarty na
                                          wszelkie rady i potrafi myśleć, to przecież może mu bardziej przypaść do
                                          gustu "rada" udzielona przez ateistę.


                                          > Z góry zakładasz że nie ma Boga i stąd ten pomysł aby dopiero w szkole
                                          > średniej wprowadzić religioznawstwo.
                                          > Ale zauważ,że rodzice mają prawo wychowywać małe dziecko w świadomości
                                          > istnienia Boga.

                                          Z góry zakładam tylko, że wiara powinna być wolnym wyborem. Rodzice mają prawo
                                          swoje dziecko religijnie uświadamiać wedle własnego uznania, jednak w szkolle
                                          edukacja powinna być od boga i religi niezależna.

                                          > Tylko wydaje ci się że masz umysł wolny , wszystkie świeckie lektury
                                          > zniewalają
                                          > cię w sposób niezauważalny dla ciebie, czytasz przeważnie ateistów którzy
                                          > utwierdzaja cię w wyborze twojej drogi życiowej a tobie się wydaje że to twój
                                          > wolny wybór.

                                          Czytam wiele publikacji naukowych i popularno naukowych i jakoś sie wierzę, że
                                          wszystkie one zostały napisane przez ateistów. Malo tego, wiem, że autorzy
                                          niektórych z nich to ludzie głęboko wierzący.
                                          Poprostu nawet osoba wierząca potrafi czasem zachjować wiarę jako swoją sprawę
                                          prywatną i nie mieszać jej do naukoej i merytorycznej rozprawy.

                                          > Spotykasz się towarzysko np w celu grania w brydża lub uprawiania sportu
                                          > dlaczego więc ludzie nie mieliby się spotykać z uwagi na Boga?

                                          Jest jedna różnica między tymi dwoma rodzajami spotkań - podczas spotkań z
                                          przyjaciółmi zgromadzenie i ustanawia co jest dla dobre, a co złe. Nie
                                          ustanawia jedynego słusznego sposobu postrzegania świata. Każdy może wyraziź
                                          swoją opinię i postępować według niej bez bycia oskarżonym o grzeszność i
                                          niemoralność.



                                          • vacia Re: Piszesz nieprawdę 06.10.05, 07:17
                                            facet123 napisał:

                                            > Ale skąd ten ubogi człowiek, skoro chętnie orzyjmuje wszelkie dobre rady, ma
                                            > wiedzieć, że te rady z Biblii są lepsze? Skoro uważasz, że jest on otwarty na
                                            > wszelkie rady i potrafi myśleć, to przecież może mu bardziej przypaść do
                                            > gustu "rada" udzielona przez ateistę.

                                            Każdy z nas ma własne sumienie, które pomaga nam odróżnić dobro od zła, kiedy
                                            wybierasz dobro to odczuwasz pragnienie rozszerzenia tego dobra a lektura
                                            Biblii ci w tym pomaga więc chetnie do niej sięgasz ale jeśli wybierasz zło to
                                            lektura Biblii uwiera Cie jak niewygodny but, Biblia pokazuje Ci twoją
                                            niegodziwość i ponury Twój koniec jako zapłate za takie uczynki, nic dziwnego
                                            że takie osoby jak mogą podważają wartość Biblii i wypierają prawdę o sobie ze
                                            swojej świadomości bo wiedza ile trudu musieliby włożyć aby pozbyć sie swoich
                                            złych przyzwyczajeń, grzechów , wolą dobre samopoczucie i kłamstwo.
                                            >
                                            >
                                            >> > Spotykasz się towarzysko np w celu grania w brydża lub uprawiania sportu
                                            > > dlaczego więc ludzie nie mieliby się spotykać z uwagi na Boga?
                                            >
                                            > Jest jedna różnica między tymi dwoma rodzajami spotkań - podczas spotkań z
                                            > przyjaciółmi zgromadzenie i ustanawia co jest dla dobre, a co złe. Nie
                                            > ustanawia jedynego słusznego sposobu postrzegania świata. Każdy może wyraziź
                                            > swoją opinię i postępować według niej bez bycia oskarżonym o grzeszność i
                                            > niemoralność.

                                            I to jest właśnie złe, lepiej aby to Bóg ustalał co jest dobre a nie człowiek.
                                            Wolę spotkanie poświęcone rozważaniu Biblii niż sprawom mniej ważnym.
                                            >
                                            >
                                            >
                                            • facet123 Re: Piszesz nieprawdę 06.10.05, 09:21
                                              > Każdy z nas ma własne sumienie, które pomaga nam odróżnić dobro od zła,

                                              To właśnie móje zdanie. Uważam, że to sumienie (wrażliwośc, emocjonalność,
                                              rozumność, poczucie odpowiedzialności) jest odpowiedzialne za moralność
                                              człowieka. Z taym stanowiskiem zgadzam się w pełni. Jednak przedtem pisałaś, że
                                              to biblia definiuje moralność, a z tym się nie zgodzę.
                                              Bibli w dużej części pokrywa się z naturalnym poczuciem dobra i zła tkwiącym w
                                              człowieku, ale to nie ona jest ostateczną definicją.

                                              > I to jest właśnie złe, lepiej aby to Bóg ustalał co jest dobre a nie człowiek.

                                              Jeżeli założymy że bóg jest wszechwiedzący, to faktycznie lepiej, jednak bóg
                                              sam nie przyjdzie i nie powie mi co jest dobre, a co złe. Zamiast tego jest
                                              mnóstwo ludzie twierdzących, że są jego reprezentantami i wykładających jakieś
                                              teoriw na temat moralności - trzeba mysleć samodzielnie aby nie dać się im
                                              zmanipulować.
                                              • vacia Re: Piszesz nieprawdę 07.10.05, 08:35
                                                facet123 napisał:

                                                > > Każdy z nas ma własne sumienie, które pomaga nam odróżnić dobro od zła,
                                                >
                                                > To właśnie móje zdanie. Uważam, że to sumienie (wrażliwośc, emocjonalność,
                                                > rozumność, poczucie odpowiedzialności) jest odpowiedzialne za moralność
                                                > człowieka. Z takim stanowiskiem zgadzam się w pełni. >

                                                Ale nasze sumienie jest nieraz uśpione, czynimy zło nie mając o tym pojęcia, że
                                                jest to zło.
                                                Warto więc szkolić swoje sumienie w oparciu o dobre wytyczne ale wielu ludzi
                                                jest zagubionych gdyż moralność jest bardzo różnie pojmowana, dlatego potrzebny
                                                jest jakiś uniwersalny zbiór zasad moralnych i takim dobrym żródłem są cztery
                                                Ewangelie.
                                                Są dobre na każdą okazję. Rady tam zawarte mają charakter uniwersalny, na
                                                przykład zasada przebaczania innym ludziom ich win pomaga w zachowaniu dobrych
                                                relacji z innymi. Okazji do przebaczania na razie nie brakuje.

                                                > Jeżeli założymy że bóg jest wszechwiedzący, to faktycznie lepiej, jednak bóg
                                                > sam nie przyjdzie i nie powie mi co jest dobre, a co złe.

                                                To mądrze napisałeś, spróbuj takie założenia robić.
                                                Bóg ci wprost nie powie co jest dobre a co złe ale napisał do Ciebie
                                                list ,takim listem jest Biblia, listem od kochającego Ojca.
                                                Gdybyś był bogiem to czy nie poleciłbyś swoim sługom , zaufanym ludziom
                                                zapisać dobrych wskazówek dla przyszłych pokoleń aby wiedzieli co jest dobre a
                                                co złe, aby poznali historię narodu izraleskiego i na podstawie błędów tego
                                                narodu, błędów nie tylko zbiorowości ale i poszczególnych jednostek wyciągnął
                                                wnioski dla siebie?
                                                Jesli ludzie swój dorobek naukowy przekazali następnym pololeniom w postaci
                                                słowa pisanego dlaczego Bóg nie miałby się posłużyć tym nośnikiem informacji?
                                                Pozatym Bóg jest duchem, jeśli przychodza ci do głowy różne myśli, przecież
                                                człowiek bez przerwy myśli, niektóre z tych myśli, mądre i dobre pochodza od
                                                Boga.Człowiek może się kontaktować z Bogiem poprzez modlitwę i to jest ogromne
                                                wsparcie dla człowieka.

                    • facet123 Re: Instynt dobra i zła się nie myli, jak ktoś zd 30.09.05, 16:56
                      vacia napisała:

                      > Ludzie mają różną wiedzę o tym co dobre i złe. Ciągle toczą się publiczne
                      > dyskusje na temat co jest etyczne a co nie.
                      > Są przeciez coraz bardziej zawiłe sprawy do roztrzygnięcia i nawet
                      > znawca Biblii może mieć duże kłopoty w wyborze słusznej drogi.

                      Otóź większosć dyskusji i kontrowersji na tematy moralności bierze się z tego,
                      że pewna grupa ludzi wierzących, stara się wbrew naturalnemu i intuicyjnemu
                      wyczuciu moralności, o którym pisał dokowski, forsować swoją wizję etyki jako
                      jedyną słuszną. Gdyby nie tego rodzaju ukierunkowane myslenie zgoda w sprawach
                      moralnych byłaby osiągana o wiele szybciej. Nie mówię, że nie byłoby żadnych
                      kwestii spornych, ale na pewno nie były by one tak zasadnicze jak obecne.

                      > Na przykład udział w wojnie obronnej ,jest to trudny temat, bo z jednej
                      > strony "ojczyzna" wzywa do obrony terytorium a z drugiej strony jest
                      > przykazanie "Nie zabijaj". Wobec kogo być bardziej lojalnym ?

                      A to właśnie przykład takiej trudnej kwestii spornej, która pozostanie sporna
                      niezależnie od przyjętej ideologii. Moralność boska tej spornej kwestii w żaden
                      sposób nie pomaga rozwiązać.
            • Gość: Karol Sabath Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 22:18
              > Nauka ustaliła, że my ludzie pochodzimy od jednego człowieka.
              > Zgadza się to z Biblią.
              Nauka ustaliła, że pochodzimy od wspólnego przodka z szympansami i po drodze
              nigdy liczebność populacji nie spadła do jednej pary (najwęższe gardło
              demograficzne to ok. 10 000 osobników - podczas ostatniego maksimum
              lodowcowego)
              > Dekalog, który otrzymał Mojżesz na Górze Horeb był wyryty na kamiennych
              > tablicach osobiście przez Boga (...) Bóg jest Duchem
              Bóg jest Duchem ryjącym w kamieniu? Vaciu, sama widzisz do czego prowadzi Twoje
              dosłowne, by nie rzec naiwne przyjmowanie Biblii za dosłowną relację...
              > Bóg jest Naukowcem, posługując sie wiedzą naukową stworzył Wszechświat.
              Już kiedyś o tym dyskutowaliśmy, ale ponieważ wróciłaś do tego sloganu,
              przypomnę: Bóg wg Biblii stworzył świat metodami magicznymi (zaklęciami: "Niech
              się stanie...", dmuchaniem w nos glinianej figurce człowieka, jaką ulepił
              (trochę taka lalka voodoo), a nie za pomocą metod i wiedzy naukowej). Ponieważ
              magia trochę wypadła z łask, a jako szczyt ludzkiego intelektu i możliwości
              zmieniania świata funkcjonuje nauka, więc takie zabiegi retoryczne mają dodać
              autorytetu Biblii i Jahwe. Ale po pierwsze są sprzeczne z tym, jak Stwórca
              został przedstawiony w Pięcioksięgu, a po drugie przypominają dodawanie na siłę
              etykietki naukowości "komputerowemu badaniu biopola", "naukowemu leczeniu
              bioenergoterapeutycznemu", czy "astrologii online" (stara magia w opakowaniu
              high-tech).
              • vacia Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła 29.09.05, 08:42
                drogi Karolu to że Bóg jest Duchem nie oznacza, że Duch nie moze się
                materializować.
                Biblia donosi o tym ,że aniołowie i Jezus się materializowali i spożywali
                posiłki, posługiwali się siłą fizyczną.
                Dlaczego uważasz to za niemożliwe? Dla Boga wszystko jest możliwe. Dla Ciebie
                nie.
                Gdyby Darwin zmartwychwstał i zobaczył na własne oczy do czego doszła Nauka w
                róznych dziedzinach to nazwał by to Cudem.
                Musiałbyś go długo przekonywać i tłumaczyć mu że komputery, telefony komórkowe,
                rakiety , satelity to nie są nadprzyrodzone Cuda.
                P.S.
                Kiedy rozmawiam z przeciwnikiem staram się nie wyśmiewać i nie wyszydzać jego
                poglądów aby mu nie sprawić przykrości ale zauważyłam ,że Ty jesteś dość śmiały
                w dyskusjach...w dodatku oczytany ( co dodatkowo zwiększa twoją sztuczną
                przewage) a przecież sam twiedzisz że nie można udowodnić nieistnienia Boga ,
                dzień skoro tak, to nie możesz wykluczyć jego istnienia ,więc na wszelki
                wypadek bądź jak najbardziej delikatny wobec wierzących i Biblii bo przecież
                nie wygrasz walki z Bogiem.
                Galileusz dążył do prawdy naukowej nie kwestionując Biblii ale tylko jej
                interpretację. Naśladuj go.
                Pozdrawiam Cię.


                • madcio Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła 29.09.05, 09:09
                  > w dodatku oczytany ( co dodatkowo zwiększa twoją sztuczną przewage)
                  Sztuczną?

                  To raczej ciemnota i zacofanie jest najlepszym sojusznikiem religii. Zresztą, w
                  ogóle każdej ideologii "dla mas".
                • Gość: Karol Sabath Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 10:01
                  > drogi Karolu to że Bóg jest Duchem nie oznacza, że Duch nie moze się
                  > materializować.
                  Droga Vaciu, - powiedzmy, że sie zmaterializował razem z zestawm "mały
                  kamieniarz" i wykuł osobiście Mojżeszowi kamienne tablice. Co się potem stało z
                  nim i z jego narzędziami? Zniknięcie 1 g materii = energia bomby atomowej w
                  Hiroszimie. Na forum Nauka taka cicha dematerializacja nie przejdzie jako
                  oczywisty argument na rzecz prawdziwości Biblii...
                  Poza tym, chociaż jakoś kamieniarskie rękodzieło Pana Boga nie przetrwało, ale
                  mamy np. stelę Hammurabiego. Tam też nakazy prawa spisano na kamiennych
                  tablicach, a u góry widać jak Bóg Szamasz osobiście mu dyktuje ich treść
                  (www.bible-history.com/archaeology/assyria/hammurabi-stele.html). Takie
                  kamienne tablice z przykazaniami danymi osobiście przez takiego czy innego boga
                  to był bliskowschodni standard. Tę stelę możesz dotknąć, a czy to jest dowód na
                  istnienie Szamasza?
                  To, że ktoś mówi, że dostał jakieś teksty od Boga nie znaczy, że to prawda.
                  Wierzysz w to, że niejaki Smith dostał od Anioła Moroni złote tablice do
                  przepisania? A to było całkiem niedawno, i Joseph Smith jest niewątpliwie
                  postacią historyczną (w przeciwieństwie do Mojżesza).

                  > komputery, telefony komórkowe, rakiety , satelity to nie są nadprzyrodzone
                  > Cuda.
                  Działanie żadnego z tych "cudów" nie narusza praw fizyki (a wręcz przeciwnie).
                  Nie mówimy o cudach w sensie subiektywnego postrzegania nieznanych wynalazków
                  jako ponadludzkie, a o zachowywaniu elementarnych praw przyrody.

                  PS. Przepraszam, że czasem walę prosto z mostu, ale powtarzana w kółko naiwna
                  apologetyka uprawiana na forum Nauka wyprowadza mnie trochę z równowagi (Jahwe
                  też był impulsywny, więc może by to zrozumiał...). :-)
                  • vacia Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła 29.09.05, 10:16
                    Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                    > > PS. Przepraszam, że czasem walę prosto z mostu, ale powtarzana w kółko
                    naiwna > apologetyka uprawiana na forum Nauka wyprowadza mnie trochę z
                    równowagi (Jahwe > też był impulsywny, więc może by to zrozumiał...). :-)

                    Bóg Cię rozumie na pewno ,ja trochę mniej :-) ale Ty taki mądry a nie możesz
                    udowodnić nieistnienia Boga czyli nie możesz go wykluczyć a to już nie są żarty
                    bo Bóg to poważna osobistość i skoro cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem
                    Nauki Filozofii na Uniwersytetach całego świata tym bardziej może ten temat
                    przewijać się przez Forum Nauka.
                    Niektórzy omijają takie wątki kiedy nie mają nic sensownego do powiedzenia,
                    lepsze to niż naśmiewanie się z Biblii.
                    Myślisz że ludzie pracujący naukowo w dziedzinie Bibilistyki są głupsi od
                    Ciebie?
                    Sprowadzasz Boga do ludzkich wymiarów a Bóg to nie człowiek.
                    Chyba zdajesz sobie sprawę z własnej niedoskonałości ????

                    • Gość: Karol Sabath Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 19:18
                      > Ty taki mądry a nie możesz udowodnić nieistnienia Boga czyli nie możesz go
                      > wykluczyć a to już nie są żarty
                      Nie można go wykluczyć, bo jest niefalsyfikowalną, a więc nienaukową hipotezą.
                      Tak samo nie można wykluczyć, że Mars jest z sera o formie substancjalnej
                      skały, by przywołać przykłady, które niedawno padały. Można zasadnie wykluczyć
                      wiele konkretnych interpretacji Biblii (w tym najbardziej literalne). Ale nie
                      można udowodnić że nie istnieje nieamterialny Duch poza światem i poza czasem
                      itp.

                      > bo Bóg to poważna osobistość i skoro cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem
                      > Nauki Filozofii na Uniwersytetach całego świata
                      To zainteresowanie dotyczy raczej Wydziałów Teologii. Świeccy filozofowie
                      znaleźli sobie ciekawsze tematy.

                      > Myślisz że ludzie pracujący naukowo w dziedzinie Bibilistyki są głupsi od
                      > Ciebie?
                      Nie. Znaczną część swoich argumentów czerpię właśnie z dorobku biblistyki. To
                      bardzo ciekawa dziedzina z pogranicza historii starożytnej, archeologii,
                      krytyki literackiej itp. Znajomość współczesnych poglądów biblistyki jest
                      bardzo ważna do rozważań nad Biblią. Wszystkim polecam.
                      I nie naśmiewam się z Biblii (nie jest śmieszniejsza niż współczesna jej
                      literatura ościennych ludów, a zawiera wiele naprawdę przenikliwych
                      spostrzeżeń). Żałuję, że spłonęła Biblioteka Aleksandryjska, gdzie takich pereł
                      myśli starożytnej było więcej (a tylko z niektórych zachowały się większe
                      fragmenty, często dzięki arabskim przekładom). Ale sama Biblia też jest
                      pouczającą lekturą. Śmieszą mnie co najwyżej próby dosłownego traktowania
                      tekstów biblijnych jako "dowodów" w kwestiach przyrodniczych (a nawet jako
                      źródło historyczne dotyczące Bliskiego Wschodu I tysiąclecia p.n.e. (z
                      kawałkiem), Biblia jest powiedzmy, stronnicza (ale inne ówczesne źródła też...).
                      • vacia Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła 29.09.05, 20:52
                        Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                        >. Ale sama Biblia też jest pouczającą lekturą.

                        To mnie pocieszyło. Bo lekceważące o Biblii opinie wywołują we mnie negatywne
                        emocje a zdecydowanie wolę emocje pozytywne :-)
                    • Gość: Karol Sabath Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 20:12
                      > Sprowadzasz Boga do ludzkich wymiarów a Bóg to nie człowiek.

                      To nie ja sprowadzam. To według autorów Biblii (i najwyraźniej według Ciebie
                      też) Bóg był antropomorficzny (przechadzał się, lepił z gliny, męczył się i
                      odpoczywał, gniewał się, potem żałował, lubował się w zapachach pieczonego
                      mięsa, osobiścieł rył w kamiennych tablicach, itp.).
                      > Chyba zdajesz sobie sprawę z własnej niedoskonałości ????
                      A jakże. Jako wytwór ewolucji - która nie jest wszechmocna ani wszechwiedząca -
                      muszę być niedoskonały. Trudno. Robię co mogę, żeby poszerzać swoją wiedzę o
                      świecie, ale z oczywistych powodów jest ona wielce niepełna. Staram się
                      postępować w zgodzie z sumieniem i najlepszym rozeznaniem, ale jestem tylko
                      człowiekiem. Nigdy i nigdzie nie rościłem sobie pretensji do doskonałości. (i
                      dlatego nie żądam traktowania moich wypowiedzi jako nieomylnych - co najwyżej
                      oczejuję merytorycznej polemiki).
                      Dyskutując z Tobą szanuję Cię jako osobę, i zakładam Twoje dobre intencje (a
                      rozbieżności między nami nie przypisuję Twojej złej woli ani głupocie, a
                      jedynie temu, że obracasz się w kręgu przefiltrowanych faktów i wpojonych idei.
                      Tak się składa, że taka indoktrynacja utrudnia akceptację pewnych faktów
                      naukowych, uruchamiając standardowe mechanizmy obronne psychiki. Napisano o tym
                      tomy (niektóre dotyczą konkretnie sposobów oddziaływania stosowanych przez
                      Twoich wspólwyznawców - i jeśli zechcesz, znajdziesz bez trudu w sieci sporo na
                      ten temat (nie podaję linków, bo nie mam zamiaru Cię konwertować; jak
                      zewchcesz, sama łatwo znajdziesz).
                      • vacia Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła 29.09.05, 21:12
                        Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

                        > > Dyskutując z Tobą szanuję Cię jako osobę, i zakładam Twoje dobre intencje
                        (a
                        > rozbieżności między nami nie przypisuję Twojej złej woli ani głupocie, a
                        > jedynie temu, że obracasz się w kręgu przefiltrowanych faktów i wpojonych
                        idei.
                        >
                        Mylisz się. Nie zostałam Świadkiem od dziecka ( niestety) ale jako dojrzała
                        dorosła osoba i poznałam wiele światopoglądów.
                        To ja dokonuje wyboru poglądów, zawsze przywiązywałam duż a wagę do Biblii zanim
                        mnie ktoś do tego zaczął zachęcać.
                        Pozatym wiele interpretacji naszego wyznania pokrywa się z interpretacją innych
                        kościołów chrześcijańskich których członkowie nie są według obiegowych opinii
                        indoktrynowani przede wszystkim nauka okupu , że Jezus poprzez męczeńską śmierc
                        wybawił ludzkość z niewoli grzechu i śmierci, to jest fundamentalna nauka
                        chrześcijańska.
                        Jest tyle obiegowych kłamstw na temat Świadków Jehowy, że te kłamstwa
                        utwierdzają mnie że wybrałam dobra drogę. Kłamstwo jet czymś czego się brzydzę.
                        Rozumiem Cię że walczysz o teorię Ewolucji ale zauważyłam że w tej walce słownej
                        uważasz,że wszystkie metody są dopuszczalne.
                        Hołdujesz zasadzie "Cel uświęca środki"
                        No ale twoi rozmówcy nie stosują takich sztuczek. Inteligencja i wiedza jaką
                        posiadamy powinna słuzyć poznawaniu prawdy a nie obalaniu każdej tezy
                        przeciwnika a Ty każdą informację jaką posiadasz wykorzystujesz aby pokonać
                        rozmówcę, nie ma tu dązenia do konpromisu ani żadnych ustępstw.
                        W ten sposób dużo tracisz.
                        Pozdrawiam Cię.
                  • stefan4 Re: Temu nie zaprzeczam, piszę tylko o jej źródła 29.09.05, 20:20
                    Karol Sabath:
                    > Droga Vaciu, - powiedzmy, że sie zmaterializował razem z zestawm "mały
                    > kamieniarz" i wykuł osobiście Mojżeszowi kamienne tablice. Co się potem stało
                    > z nim i z jego narzędziami? Zniknięcie 1 g materii = energia bomby atomowej w
                    > Hiroszimie.

                    Amicus Plato sed magis amica veritas... Karolu, skoro on te narzędzia najpierw
                    zmaterializował z niczego, to stworzył dług energetyczny. Późniejsza ich
                    dematerializacja poszła na spłacenie tego długu, więc nic nie musiało pier...
                    jak bomba w Hiroszimie.

                    Ten dług mógł powstać kosztem czegoś makroskopowego
        • Gość: Fizyk Re: Etaka ma korzenie w instynktach IP: *.server.ntli.net 04.11.05, 21:50
          dokowski:
          > Faktem naukowym zaś jest małpie pochodzenie naszej etyki.

          vacia:
          > Moja etyka pochodzi z Biblii.

          No to mamy sprzeczność nauki i religii.
          • vacia Re: Etaka ma korzenie w instynktach 05.11.05, 08:11
            Gość portalu: Fizyk napisał(a):

            > dokowski:
            > > Faktem naukowym zaś jest małpie pochodzenie naszej etyki.
            >
            > vacia:
            > > Moja etyka pochodzi z Biblii.
            >
            > No to mamy sprzeczność nauki i religii.

            To nie jest sprzeczność :-)
            Po prostu część ludzi świadomie wybiera "małpią etykę" a część etykę
            pochodzącą od Boga.
            To jest kwestia wyboru wartości przez każdego człowieka, mamy wolność i z tej
            wolności każdy z nas robi użytek taki jaki chce ale za swój wybór już tu za
            życia ponosimy konsekwencje a w przyszłości odpowiemy za to przed Bogiem.

    • marcinlet Re: Nauka a religia 27.09.05, 16:47
      vacia napisała:

      > Pozatym sama religia jest też przedmiotem badań naukowych : jest socjologia
      > religii, filozofia religii, psychologia religii.
      Naukowe badanie religii, a religijne myślenie o nauce to całkiem różne sprawy.
    • losiu4 Re: Nauka a religia 27.09.05, 19:35
      vacia napisała:

      > nauka i religia nie mają nic ze soba wspólnego.

      a to juz zależy jak na taki związek patrzec. Naukowcowi wiara z nauką
      niespecjanie sie wadza, natomiast przyjety naukowy tok myslenia nie do końca
      przystaje do tez wiary. Co oczywista nie znaczy, ze jesli naukowcy wysnują
      jakąś teze od razu ma ona przeczyc wierze.

      > Chociażby biorąc pod uwagę nauki społeczne takie jak: psychologia,
      > filozofia, socjologia, politologia, pedagogika i prawo.

      jeśli przy słowie "nauki" usłyszysz przymiotnik typu "społeczne", od razu oddal
      się od nich. To nie są nauki. To zazwyczaj moda plus oderwane obserwacje.

      > Z kolei etyka ma swoje korzenie w Biblii , na świętych pismach hebrajskich
      > i greckich składających się na Biblię, opierają się trzy wielkie religie
      > monoteistyczne : Judaizm, Islam i Chrześcijaństwo.

      nieprawda

      > Pozatym sama religia jest też przedmiotem badań naukowych : jest socjologia
      > religii, filozofia religii, psychologia religii.

      ano, zawsze można cos poznawać, nawet malarstwo abstrakcyjne i dociekać, co też
      artysta chciał powiedziec malując białą farbą białe płótno. Wiec w sensie
      poznawczym - masz rację.

      > W dekalogu danym Mojżeszowi przez Boga Jahwe- zawarte są fundamentalne zasady
      > moralne które mają charakter zasad uniwersalnych i ponadczasowych na których
      > bazowała , bazuje i będzie bazowac Etyka i Prawo wszechczasów a co za tym
      > idzie czerpać z niej będą i czerpią wszystkie nauki społeczne.

      no nie do końca. Jeśli ograniczysz sie do pewnego kręgu kulturowego - zapewne
      będziesz mieć rację.

      > A taki pogląd jaki tu też na tym Forum przeczytałam , że tylko i wyłącznie
      > fizykę można nazwać nauką lub że nauka i religia nie mają nic wspólnego są
      > tak dziecinne, że gdyby je głoszono w przedszkolu to rozumiem ale tu nie tu
      > na forum Nauka.

      w sensie nauki polegającej na odkrywaniu faktów, ich potwierdzaniu czy innej
      wiadomej brzytwie - jak najbardziej tak :) zreszta nie tylko fizykę, ale
      matematykę, chemię i parę innych dyscyplin również.

      > Pozatym uważam osobiście, że nauka o moralności czyli etyka jest najważniejszą
      > dziedziną nauki, dlatego wprowadziłabym ten przedmiot już od pierwszej klasy
      > szkoły podstawowej a tu na Forum nauka tez powinien zająć pierwsze miejsce.

      kto, jak i wg jakich reguł miałby nauczac nie do końca rozumiejące o co chodzi
      dzieci?

      > Czy mogą być lepsze zasady etyczne niż te, które dał Jezus w słynnym Kazaniu
      > na Górze (Ewangelia Mateusza 5 rozdział)?

      rzecz względna. I interpretacji od groma, choćby po wyczynach katolików sądząc,
      którzy to jak najbardziej przekazem ewangelicznym się posługiwali.

      > Pozostali , którzy wolą fałsz ( niestety są tacy ludzie) i tak będą odporni
      > na każdy argument a więc nie ma sensu ich przekonywać.

      nie jestem odporny. Ale na takie argumenty niestety muszę sie troche sprzeciwic

      Pozdrawiam

      Losiu
      • vacia Re: Nauka a religia 27.09.05, 20:11
        losiu4 napisał:

        > vacia napisała:
        >
        > > przeczytałam, że nauka i religia nie mają nic ze soba wspólnego.
        >
        > Co oczywista nie znaczy, ze jesli naukowcy wysnują
        > jakąś teze od razu ma ona przeczyc wierze.

        Też tak myślę. Całe szczęście.
        >
        > > Chociażby biorąc pod uwagę nauki społeczne takie jak: psychologia,
        > > filozofia, socjologia, politologia, pedagogika i prawo.
        >
        > jeśli przy słowie "nauki" usłyszysz przymiotnik typu "społeczne", od razu >
        > się od nich. To nie są nauki. To zazwyczaj moda plus oderwane obserwacje.

        Np psychologia to moda?? Dzieki niej możemy siebie lepiej zrozumieć, również
        fizycy i chemicy mogą się z niej wiele dowiedzieć o sobie, co ułatwi im życie.
        Z usatleń psychologii korzysta biznes, pedagogika,medycyna, media i wiele
        innych dziedzin naszego życia społecznego.
        >
        > > Z kolei etyka ma swoje korzenie w Biblii ,
        >
        > nieprawda

        Gdzie znajdziesz lepsze wskazówki moralne poza Biblią?
        Zajmujący się etyką dochodza do podobnych ustaleń co w Biblii bo tylko jedna
        moralność jest dobra.> >>
        .
        >
        > > Pozatym uważam osobiście, że nauka o moralności czyli etyka jest najważni
        > ejszą > > dziedziną nauki, dlatego wprowadziłabym ten przedmiot już od
        pierwszej klasy > > szkoły podstawowej a tu na Forum nauka tez powinien zająć
        pierwsze miejsce.
        >
        > kto, jak i wg jakich reguł miałby nauczac nie do końca rozumiejące o co
        chodzi > dzieci?

        Mogliby to robić pedagodzy, filozofowie. Uczymy dzieci języka angielskiego a
        przecież etyka jest ważniejsza w życiu. Może przestałyby ściągać ( to jest
        plagą w naszych szkołach) i przenosi się ta nieuczciwość na dorosłe życie.>

        >
        > .> Pozostali , którzy wolą fałsz ( niestety są tacy ludzie) i tak będą
        odporni > > na każdy argument a więc nie ma sensu ich przekonywać.
        >
        > nie jestem odporny. Ale na takie argumenty niestety muszę sie troche
        sprzeciwic
        No dobrze poszukam lepszych :-)
        >
        > Pozdrawiam.
        Z wzajemnością.
        >
        > Losiu
        • Gość: Karol Sabath Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 20:18
          > Np psychologia to moda?? Dzieki niej możemy siebie lepiej zrozumieć, również
          > fizycy i chemicy mogą się z niej wiele dowiedzieć o sobie, co ułatwi im życie.
          > Z usatleń psychologii korzysta biznes, pedagogika,medycyna, media i wiele
          > innych dziedzin naszego życia społecznego.
          Ale - jak pisałem - psychologia czerpie z dorobku nauk empirycznych
          (eksperymenty, statystyczna analiza wyników, wyjaśnienia sięgające fizjologii
          mózgu i ewolucji społecznej). Psychologia czysto spekulatywna byłaby mniej
          użyteczna. No i - oczywiście - radzę poczytać o psychologii ewolucyjnej, bo ten
          kierunek nie tylko opisuje prawidłowości naszych zachowań, ale i stara się
          wyjaśnić ich głębsze źródła (przy okazji wyjaśnia także zachowania społeczne
          innych gatunków).
        • losiu4 Re: Nauka a religia 27.09.05, 20:50
          vacia napisała:

          > > > Chociażby biorąc pod uwagę nauki społeczne takie jak: psychologia,
          > > > filozofia, socjologia, politologia, pedagogika i prawo.

          > > jeśli przy słowie "nauki" usłyszysz przymiotnik typu "społeczne", od razu
          > > się od nich. To nie są nauki. To zazwyczaj moda plus oderwane obserwacje.

          > Np psychologia to moda?? Dzieki niej możemy siebie lepiej zrozumieć, również
          > fizycy i chemicy mogą się z niej wiele dowiedzieć o sobie, co ułatwi im życie.
          > Z usatleń psychologii korzysta biznes, pedagogika,medycyna, media i wiele
          > innych dziedzin naszego życia społecznego.

          hmm... powiem tak: psychologia to obserwacja i wyciaganie pewnych wniosków. Nb.
          od niejednego psychologa czy innego podobnego lepsza była w wyciąganiu wniosków
          z obserwacji zachowań ludzkich chociażby moja sąsiadka. Kobieta koło
          osiemdziesiątki, z 4 klasami podstawówki :)

          > Gdzie znajdziesz lepsze wskazówki moralne poza Biblią?

          dla mnie jako wierzącego? - nigdzie. Dla Muzułmanina lepszy pewnie byłby Koran,
          dla Indianina - wykładnia jego szamana, dla np. Spartańczyka jeszcze co innego.

          > Zajmujący się etyką dochodza do podobnych ustaleń co w Biblii bo tylko jedna
          > moralność jest dobra

          nie jest miękko, inaczej filozofowie nie biliby sie o swoje racje do dziś :)

          > > kto, jak i wg jakich reguł miałby nauczac nie do końca rozumiejące o co
          > > chodzi dzieci?

          > Mogliby to robić pedagodzy, filozofowie. Uczymy dzieci języka angielskiego a
          > przecież etyka jest ważniejsza w życiu.

          widzisz... kłopot w tym, że gramatyka angielska jest w miarę jedna, natomiast
          etyk i wiar mogłoby sie znaleźć znacznie wiecej.

          > Może przestałyby ściągać ( to jest
          > plagą w naszych szkołach) i przenosi się ta nieuczciwość na dorosłe życie.

          zapomnij. Najwięcej ściagania (w sensie zrzynania zadań) jest własnie na
          religii.

          > > nie jestem odporny. Ale na takie argumenty niestety muszę sie troche
          > > sprzeciwic

          > No dobrze poszukam lepszych :-)

          cieszę sie :)

          Pozdrawiam.

          Losiu
          • Gość: Marcinlet Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 21:14
            losiu4 napisał:

            > hmm... powiem tak: psychologia to obserwacja i wyciaganie pewnych wniosków.
            Nb.
            > od niejednego psychologa czy innego podobnego lepsza była w wyciąganiu
            wniosków
            > z obserwacji zachowań ludzkich chociażby moja sąsiadka. Kobieta koło
            > osiemdziesiątki, z 4 klasami podstawówki :)
            Sorry, ale sztuczny antagonizm między naukami ścisłymi i społecznymi jest już
            przebrzmiały.
            Ja mogę np. powiedzieć, że cała fizyka to bełkot, bo co mnie obchodzi z czego
            jest zrobiony atom i inne nieżyciowe sprawy. Najem się tym? Tak samo nie muszę
            wiedzieć o zasadzie grawitacji, żeby wiedzieć, że jak skoczę z dachu to polecę
            na dół.
            Ale tak nie twierdzę bo nie jestem uprzedzony.
            • losiu4 Re: Nauka a religia 28.09.05, 06:59
              nie chciałem antagonizmów wzniecać, ale zauważ że tu nie o "nieżyciowość"
              chodzi :)

              Pozdrawiam

              Losiu
              • Gość: Marcinlet Re: Nauka a religia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 08:23
                Nauki społ. po prostu mają swą specyfikę, określone metodologie, mają wady i
                zalety, ale przecież muszą być. Nie da się ich w 100% sprowadzić do nauk
                przyrodniczych i ścisłych. To tak samo jakbyś chciał fizykom kwantowym używać w
                badaniach metod fizyki klasycznej. To po prostu co innego, ale też nauka.

                Pozdrawiam
                Marcinlet
                • Gość: Marcinlet Errata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 08:27
                  Gość portalu: Marcinlet napisał(a):
                  To tak samo jakbyś CHCIAŁ fizykom kwantowym używać w badaniach metod fizyki
                  klasycznej.

                  Ma być oczywiście: To tak samo jakbyś KAZAŁ fizykom kwantowym uzywać w
                  badaniach metod fizyki klasycznej.
                • losiu4 Re: Nauka a religia 28.09.05, 09:16
                  Gość portalu: Marcinlet napisał(a):

                  > Nauki społ. po prostu mają swą specyfikę, określone metodologie, mają wady i
                  > zalety, ale przecież muszą być. Nie da się ich w 100% sprowadzić do nauk
                  > przyrodniczych i ścisłych.

                  i o to mi chodziło :) a także o to, że lepsze "efekty poznawcze" (choć bez
                  naukowej mowy) miała babcia, niż niejeden wykształcony psycholog :)

                  > To tak samo jakbyś chciał fizykom kwantowym używać w
                  > badaniach metod fizyki klasycznej. To po prostu co innego, ale też nauka.

                  dlaczego mialbym im kazać uzywac pewnych przybliżeń i uproszczeń w dziedzinie
                  gdzie nie mają one racji bytu?

                  Pozdrawiam

                  Losiu
          • vacia Re: Nauka a religia 28.09.05, 08:56
            losiu4 napisał: >
            > z obserwacji zachowań ludzkich chociażby moja sąsiadka. Kobieta koło
            > osiemdziesiątki, z 4 klasami podstawówki :)

            Przy jej doświadczeniu życiowym to się nie dziwię....
            Gdyby jeszcze ta sąsiadka czytała Biblię to jej wskazówki zyskałyby jeszcze
            mądrości
            >
            > > Gdzie znajdziesz lepsze wskazówki moralne poza Biblią?
            >
            > dla mnie jako wierzącego? - nigdzie. Dla Muzułmanina lepszy pewnie byłby
            Koran,> dla Indianina - wykładnia jego szamana, dla np. Spartańczyka jeszcze co
            innego.

            Otóż właśnie Biblia przewyższa tamte księgi i pisma..
            Co prawda głęboko nie studiowałam podstaw innych religii ale już poboezne
            zapoznanie z nimi pozwala na taka opinię.
            Na przykład kobieta w Islamie pozbawiona jest należnej pozycji.
            Pozycja kobiety w Chrześcijaństwie jest wysoka.
            Czczenie krów w Indiach też nie zachęca do przyjęcia Hinduizmu.

            >
            > >. Najwięcej ściagania (w sensie zrzynania zadań) jest własnie na
            > religii.

            Dlatego oprócz religii przydałaby się etyka dla dzieci i rodziców o nauczycieli.
            Moralności nigdy za dużo.

            Pozdrawiam.
            vacia

            >
            > >
            >
            • losiu4 Re: Nauka a religia 28.09.05, 09:27
              vacia napisała:

              > Przy jej doświadczeniu życiowym to się nie dziwię....
              > Gdyby jeszcze ta sąsiadka czytała Biblię to jej wskazówki zyskałyby jeszcze
              > mądrości

              oczywiście, jest religijna i czytać potrafi. Co nie przeszkadza jej np. na
              ksiedza ponarzekać (zazwyczaj ma racje)

              > Otóż właśnie Biblia przewyższa tamte księgi i pisma..

              tak obiektywnie patrząc: w czym niby? Bo my wierzymy że tak?

              > Co prawda głęboko nie studiowałam podstaw innych religii ale już poboezne
              > zapoznanie z nimi pozwala na taka opinię.
              > Na przykład kobieta w Islamie pozbawiona jest należnej pozycji.
              > Pozycja kobiety w Chrześcijaństwie jest wysoka.

              hmmm... pomijając juz to, że do całkiem niedawna pozycja kobiety nie była za
              wysoka (w sensie emancypacji), to jeszcze niedawno bywszy na odpuście w pewnej
              niewielkiej, acz znaczącej religijnie w Polsce miejscowości, słysałem slowa
              pewnego starszego wiekiem biskupa jasno pokazujące, gdzie jest miejsce kobiety
              i jak sie ona powinna zachowywać nawet gdy jej mąż "pije i bije". :)

              > Czczenie krów w Indiach też nie zachęca do przyjęcia Hinduizmu.

              oj, na temat czczenia świetych obrazów i innych relikwii to Stary (i Nowy też,
              boć Pan Jezus nie odżegnywał sie od niego) Testament miałby wiele do
              powiedzenia...

              > Dlatego oprócz religii przydałaby się etyka dla dzieci i rodziców o
              nauczycieli

              hmmm... czekaj czekaj... a przypadkiem nie mówiłaś o zalezności etyki od
              religii?

              > Moralności nigdy za dużo.

              oby nie była to etyka Kalego :)

              Pozdrawiam

              Losiu
              • t0g Tek. 28.09.05, 09:46
              • vacia Re: Nauka a religia 28.09.05, 15:04
                losiu4 napisał:

                > hmmm... pomijając juz to, że do całkiem niedawna pozycja kobiety nie była za
                > wysoka (w sensie emancypacji), to jeszcze niedawno bywszy na odpuście w
                pewnej > niewielkiej, acz znaczącej religijnie w Polsce miejscowości, słysałem
                slowa > pewnego starszego wiekiem biskupa jasno pokazujące, gdzie jest miejsce
                kobiety > i jak sie ona powinna zachowywać nawet gdy jej mąż "pije i bije". :)

                Kiedy piszę , że pozycja kobiety jest w chrześcijaństwie wysoka, mam na myśli
                to -jak Jezus odnosił się do kobiet a przecież Jezus jest wzorem dla
                chrześcijan.Zgodzisz się ze mną, że jezus otaczał kobiety szacunkiem?
                A to że teoria Słowa Bożego odbiega od codziennej praktyki wynika z tego, że
                ludzie niezdarnie naśladują Jezusa.

                > > Czczenie krów w Indiach też nie zachęca do przyjęcia Hinduizmu.
                >
                > oj, na temat czczenia świetych obrazów i innych relikwii to Stary (i Nowy
                też, > boć Pan Jezus nie odżegnywał sie od niego) Testament miałby wiele do
                > powiedzenia...

                Pisałam już tu na Forum że w moim wyznaniu religijnym to Słowo Boże zajmuje
                pierwsze miejsce i muszę być posłuszna Słowu a nie tradycji.
                Dobrze, że to rozumiesz.

                >
                > > Dlatego oprócz religii przydałaby się etyka dla dzieci i rodziców o
                > nauczycieli
                >
                > hmmm... czekaj czekaj... a przypadkiem nie mówiłaś o zalezności etyki od
                > religii?
                Mówiłam. :-)
                Religia zawiera normy etyczne ale czy na lekcjach religii są one przedmiotem
                nauki tego to nie wiem.
                Ale skoro jak piszesz dzieci i tak ściągają to na pewno dobrze im by zrobiła
                dodatkowa lekcja poświęcona moralności tym bardzie, że potrzebują jej dzieci
                ateistów i dzieci innych wyznań.

                >
                > > Moralności nigdy za dużo.
                >
                >
                > Pozdrawiam
                >vacia
                • losiu4 Re: Nauka a religia 29.09.05, 08:08
                  vacia napisała:

                  > losiu4 napisał:

                  > Kiedy piszę , że pozycja kobiety jest w chrześcijaństwie wysoka, mam na myśli
                  > to -jak Jezus odnosił się do kobiet a przecież Jezus jest wzorem dla
                  > chrześcijan.Zgodzisz się ze mną, że jezus otaczał kobiety szacunkiem?

                  zdecydowanie tak. Jednocześie pokazując, gdzie jej miejsce :)

                  > A to że teoria Słowa Bożego odbiega od codziennej praktyki wynika z tego, że
                  > ludzie niezdarnie naśladują Jezusa.

                  cóż, sadząc z tego ze Jezus był Bogiem, naśladowanie (wierne) będzie
                  niemożliwe :)

                  > Pisałam już tu na Forum że w moim wyznaniu religijnym to Słowo Boże zajmuje
                  > pierwsze miejsce i muszę być posłuszna Słowu a nie tradycji.
                  > Dobrze, że to rozumiesz.

                  ano, chwała Ci za to :) niemniej jednak w tym momencie zrobiłaś przykrość wielu
                  tysiacom chrzescijan tłumnie pielgrzymujących do obrazów czy figur

                  > Mówiłam. :-)
                  > Religia zawiera normy etyczne ale czy na lekcjach religii są one przedmiotem
                  > nauki tego to nie wiem.

                  są jej przedmiotem :)

                  > Ale skoro jak piszesz dzieci i tak ściągają to na pewno dobrze im by zrobiła
                  > dodatkowa lekcja poświęcona moralności tym bardzie, że potrzebują jej dzieci
                  > ateistów i dzieci innych wyznań.

                  oj, ciężko będzie, boć przecie 90% ludności w Polsce to katolicy :) A
                  najuczciwiej z tego co widziałem, postępują Świadkowie Jehowy.

                  Pozdrawiam

                  Losiu
                  • vacia Re: Nauka a religia 29.09.05, 09:19
                    losiu4 napisał:

                    >> zdecydowanie tak. Jednocześie pokazując, gdzie jej miejsce :)

                    Marii powiedział, że wybrała dobre miejsce, gdy siedząc u jego stóp, słuchała
                    jego nauk podczas, gdy pracowita Marta zajmowała się usługiawaniem gościom ,ona
                    otrzymała radę: "Marto, Marto, troszczysz się o tak wiele a tak niewiele
                    potrzeba. Maria wybrała najlepszą cząstkę, która nie będzie jej odjęta"
                    Kobiety mają się przede wszystkim uczyć tego co dobre i ważne...


                    >
                    > >
                    > cóż, sadząc z tego ze Jezus był Bogiem, naśladowanie (wierne) będzie
                    > niemożliwe :)

                    Syn Boż-y Jezus występował też jako człowiek z krwi i kości a więc możemy
                    starać się go naśladować.
                    >
                    > > > ano, chwała Ci za to :) niemniej jednak w tym momencie zrobiłaś przykrość
                    wielu> tysiacom chrzescijan tłumnie pielgrzymujących do obrazów czy figur

                    Raczej zrobiłam im przysługę informując, że mogą czcić Boga wszędzie gdzie
                    przebywają, bo Bóg jest Duchem i cieszy się, gdy ludzie oddają mu cześć z
                    każdego miejsca na Ziemii.
                    >
                    > > > są jej przedmiotem :)

                    To dobrze. Cieszę się, gdy spotykam pobożnego katolika, bo wiem , że ma wpojone
                    pewne zasady moralne i to mnie cieszy.
                    >

                    >
                    > Pozdrawiam
                    Też Cię pozdrawiam Miły Losiu.
                    >
                    >vacia
                    • losiu4 Re: Nauka a religia 29.09.05, 11:15
                      vacia napisała:

                      > losiu4 napisał:
                      > >> zdecydowanie tak. Jednocześie pokazując, gdzie jej miejsce :)

                      > Marii powiedział, że wybrała dobre miejsce, gdy siedząc u jego stóp, słuchała
                      > jego nauk podczas, gdy pracowita Marta zajmowała się usługiawaniem
                      > gościom ,ona otrzymała radę: "Marto, Marto, troszczysz się o tak wiele a tak
                      > niewiele potrzeba. Maria wybrała najlepszą cząstkę, która nie będzie jej
                      > odjęta" Kobiety mają się przede wszystkim uczyć tego co dobre i ważne..

                      jest też trochę innych, ostrzejszych cytatów z Ewangelii jaką znamy :) a już za
                      samo to, co napisałaś, masz przechlapane u feministek i postępowców wszelakiej
                      maści ;)

                      > > cóż, sadząc z tego ze Jezus był Bogiem, naśladowanie (wierne) będzie
                      > > niemożliwe :)

                      > Syn Boż-y Jezus występował też jako człowiek z krwi i kości a więc możemy
                      > starać się go naśladować.

                      oczywiście... ale mimo wszystko był Bogiem i był tego świadom. A to spore fory,
                      obiektywnie na rzecz patrząc :) nam zostaje jeno naśladownictwo z nutką
                      niepewności (to dla tych wątpiących wierzących)

                      > Raczej zrobiłam im przysługę informując, że mogą czcić Boga wszędzie gdzie
                      > przebywają, bo Bóg jest Duchem i cieszy się, gdy ludzie oddają mu cześć z
                      > każdego miejsca na Ziemii.

                      oj, nie do końca... w Biblii stoi jak byk o tym, jak wszelkiego rodzaju
                      podobizny winny być widziane (a właściwie niewidziane). A ludzie czczacy owe -
                      traktowani...

                      > To dobrze. Cieszę się, gdy spotykam pobożnego katolika, bo wiem , że ma
                      > wpojone pewne zasady moralne i to mnie cieszy.

                      ano, żeby tak wszyscy mieniący się katolikami mieli wpojone to i owo...

                      Pozdrawiam

                      Losiu
                      • losiu4 przepraszam... 29.09.05, 11:17
                        losiu4 napisał:

                        > oczywiście... ale mimo wszystko był Bogiem

                        ... JEST Bogiem

                        Pozdrawiam

                        Losiu
                      • vacia Re: Nauka a religia 29.09.05, 20:42
                        losiu4 napisał:

                        > > ano, żeby tak wszyscy mieniący się katolikami mieli wpojone to i owo...
                        >
                        Myślę , że człowiek jest najtrudniejszym obiektem do wychowywania...
                        Kiedy czytamy Ewangelie to łatwiej nam zachowywać się moralnie ale wystarczy
                        przerwa w lekurze i kłopoty w życiu a już zapominamy o przykazaniach.
                        Dlatego trafnie Jezus przyrównał Słowo Boże do chleba mówiąc " Nie samym
                        chlebem człowiek żyje ale wszelkim Słowem , które pochodzi z ust Boga"

                        • ewa8a Re: Nauka a religia 29.09.05, 21:56
                          vacia napisała:

                          > Kiedy czytamy Ewangelie to łatwiej nam zachowywać się moralnie

                          My natomiast wcale nie musimy czytać ewangelii, by wiedzieć jakie zachowanie
                          jest ,,moralne’’, a przykazania możemy śmiało traktować jak ciekawostkę
                          socjotechniczną. Nie trzeba nam niczego zakazywać i straszyć nas. Intuicyjnie
                          postępujemy wmyśl zasady Sokratesa :,, człowiek to ten, który rozpoznaje dobro
                          i powinien je czynić’’.
                          My po prostu moralność mamy we krwi. WAS trzeba uczyć i nieustannie upominać
                          bo :
                          > wystarczy
                          przerwa w lekurze i kłopoty w życiu a już zapominamy o przykazaniach.

                          I tym się MY różnimy od WAS.
                          • maksimum Re: Nauka a religia 02.10.05, 17:53
                            ewa8a napisała:

                            > vacia napisała:
                            >
                            > > Kiedy czytamy Ewangelie to łatwiej nam zachowywać się moralnie
                            >
                            > My natomiast wcale nie musimy czytać ewangelii, by wiedzieć jakie zachowanie
                            > jest ,,moralne’’, a przykazania możemy śmiało traktować jak ciekawo
                            > stkę
                            > socjotechniczną. Nie trzeba nam niczego zakazywać i straszyć nas. Intuicyjnie
                            > postępujemy wmyśl zasady Sokratesa :,, człowiek to ten, który rozpoznaje
                            dobro
                            > i powinien je czynić’’.
                            > My po prostu moralność mamy we krwi. WAS trzeba uczyć i nieustannie upominać
                            > bo :
                            > > wystarczy
                            > przerwa w lekurze i kłopoty w życiu a już zapominamy o przykazaniach.

                            I po to jest spowiedz i pokuta,ze o odpuszczeniu grzechow nie wspomne.

                            > I tym się MY różnimy od WAS.
                          • Gość: fedra Re: Nauka a religia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.05, 16:09
                            ewa8a napisała:

                            > My natomiast wcale nie musimy czytać ewangelii, by wiedzieć jakie zachowanie
                            > jest ,,moralne’’, a przykazania możemy śmiało traktować jak ciekawo
                            > stkę socjotechniczną.

                            A "My", to kto? i skąd taki mądry?

                            > Nie trzeba nam niczego zakazywać i straszyć nas. Intuicyjnie postępujemy
                            > wmyśl zasady Sokratesa :,, człowiek to ten, który rozpoznaje dobro i
                            > powinien je czynić’’.

                            Z całym szacunkiem dla Sokratesa, ale jego definicja człowieka "żyjątka
                            rozpoznającego dobro" jest jak na mój gust zbyt pojemna. Nasz piesek też
                            rozpoznaje dobro, jego dobro, np. kawałek mięska odróżni bezbłędnie od kawałka
                            gumowej gąbki podobnego koloru. Złodziej, co włamał się do sąsiada garażu i
                            ukradł auto, też rozpoznał dobro, naturalnie swoje doraźne dobro.
                            Inaczej mówiąc, sztuka rozpoznawania dobra od zła oparta na samej intuicji bez
                            filtra etycznego, głównie religijnego, prowadzi dokąd ....???
                            • Gość: Apurimac Vacia, daj juz spokoj IP: *.chello.pl 05.11.05, 16:38
                              Zaczynasz byc obludna i trącisz mocną hipokryzją. Twoje próby wyjaśniania tego
                              dlaczego bóg jest dobry, ale morduje, ale każe miłować, ale stosuje
                              odpowiedzialnosć zbiorową, ale każe nadstawiać policzek i żeby dla niego
                              zabijać, wydają się być co najmniej śmieszne.

                              Dlaczego nie potrafisz powiedzieć tego co wprost wynika z Biblii, że bog Izraela
                              każąc Żydom mordować, był nikim innym jak mordercą ? Tu nie ma innej możliwości
                              i możesz stawać na rzesach a i tak nic z tego.

                              Jeszcze do tego był pewnie manipulatorem. Cała Twoja religia opiera się na
                              kontynuacji poczucia winy, które jest jednym z fundamentów psychicznego
                              wymuszanego posłuszeńtwa zasadom. Rozumiesz ?
                              • vacia Re: Właśnie daję spokój ..., 06.11.05, 12:10
                                Forum jest okazją do ścierania się poglądów w celu dojścia do prawdy.
                                To prawda jest ważna a nie nasze osobiste poglądy.
                                Moim zdaniem Biblia pokazuje Boga pełnego miłości, który cierpliwie upomina
                                ludzi aby czynili dobrze, karci nas jak czuły Ojciec swoje dzieci.
                                Moja religia nie bazuje na poczuciu winy ale na miłości.
                                Jesli zgrzeszymy możemy uwolnic się od poczucia winy prosząc Boga o
                                przebaczenie naszych grzechów na podstawie okupu złozonego przez Jezusa.
                                W ten sposób możemy już jako wolni od grzechu ludzie odudowywać swoje poczucie
                                wartości.
                                P.S.
                                Apurimac mamy wolność dyskusji, czy masz coś przeciwko temu :-)
                                • Gość: Apurimac Re: Właśnie daję spokój ..., IP: *.chello.pl 06.11.05, 12:28
                                  Twoje sdanie jest "skazone" bezwzglednym uwielbieniem dla boga. Dlatego nie
                                  jestes obiektywna.

                                  Wiesz co rozni mnie ateiste i Ciebie, wierzaca w boga?

                                  To, ze na forum nauka na ktorym piszemy, ja jestem prawie ze pewnien ze
                                  wszschswiat powstal z big bangu, ziemia 4,5 miliarda lat temu, zycie w plytkich
                                  zbiornikach przybrzeznych, a potem nastapila ewolucja, ale NIE WYKLUCZAM TEGO,ZE
                                  MOGL TO ZROBIC BOG, choc w to zupelnie nie wierze.

                                  Ale gdybym mial glosic moja wiare,czy tez niewiare, tak jak to czynisz Ty, to
                                  czym predzej, z uczciwosci wobec samego siebie uciekalbym z tego forum, bo nie o
                                  to na nim chodzi, czego wciaz nie mozesz pojac.

                                  Wiesz co rozni mnie, ateiste od Ciebie, wierzacej w boga ?

                                  To, ze ja jestem przygotowany na to, ze swiat ten i wszechswiat stworzyl bog,
                                  Tobie zas ani przez mysl nie przejdzie ze moglobyc inaczej. Bardzo watpie, czy
                                  jestes w stanie ta PRZEOGROMNA ROZNICE zrozumiec.
                                  • vacia Re: Właśnie daję spokój ..., 06.11.05, 12:53
                                    Pewnie , że nie jestem obiektywna.Rozumiem różnicę miedzy ateistą a wierzącym,
                                    na tym Forum wypowiadają się wierzący i ateiści i niech tak będzie dalej.
                                    Dla mnie Bóg jest największym naukowcem dlatego to jest odpowiednie Forum aby o
                                    nim rozmawiać.
                                    Gdybym się z tego Forum wycofała to i tak inni będą rozmawiać tu o Bogu,
                                    bo kiedy tu trafiłam trwały na ten temat ciągle dyskusje.
                                    Pozatym zauważ że tylko niektóre wątki poruszają tematykę religijno-filozoficzną
                                    a większośc krąży wokół innych wcale nie takich superpoważnonaukowych tematów.
                                    Czasem Apurimac,zastanawiam się nad ewntualnością że świat powstał bez Boga,
                                    no bo wiele osób tu gorąco przy tym obstaje i trudno by mi było takiej myśli
                                    nie rozważyć ale ta myśl jest dla mnie tak nieprawdopodobna, że nie powoduje we
                                    mnie większych wątpliwości.
                                    P.S.
                                    Jeśli nie wykluczasz udziału Boga w powstaniu życia to już bardzo dużo :-)
                                    Pozdrawiam Cię.
                                    • Gość: Apurimac Re: Właśnie daję spokój ..., IP: *.chello.pl 06.11.05, 12:58
                                      > ale ta myśl jest dla mnie tak nieprawdopodobna

                                      I to wlasnie powinno sprawic, ze powinnas dac sobie spokoj z pisaniem na tym
                                      forum. Albo zanim napiszesz, ruszyc do podstaw mechaniki kwantowej i statystyki,
                                      nie mowiac juz o tych z kosmogonii i ewolucji. I nie wymigiwac sie, ze ich w tej
                                      chwili nie znasz.

                                      To, ze cos jest dla CIebie nieprawdopodobne swiadczy w pierwszej kolejnosci i
                                      Twojej ignorancji i niewiedzy. Co gorsza chyba nie czynisz nic by to zmienic
                              • korelli Re: Vacia, daj juz spokoj 06.11.05, 13:29
                                Drogi Apurimacu, muszę stanąć w obronie Vaci, bo zagadnienie, które omawiacie
                                jest niezwykle trudne i nie zostało jeszcze w pełni wyjaśnione, a wiec nikt nie
                                potrafił przedstawić teodycei absolutnej - pełnej obejmującej wszystkie aspekty
                                obrony Boga przed zarzutem niesprawiedliwości. Nie ma w literaturze
                                chrześcijańskiej wyjaśnienia (być może jestem nieświadomy jego istnienia),
                                które by nas wierzących mogło zupełnie uspokoić. Ale my wciąż poszukujemy, gdyż
                                wierzymy ponad wszelka wątpliwość, że nigdy niesprawiedliwość nie mogła wyjść
                                od Boga, zawsze jej źródłem musiał być albo szatan, albo inspirowany przezeń
                                człowiek i Bóg dopiero wówczas reagował, spełniał rolę sędziego przywracając
                                naruszoną sprawiedliwość. Pisałem o tym we wrześniu w dyskusjach z p. Sabathem
                                (patrz link niżej), gdyż on wysuwał identyczne, jak Ty w dyskusji z Vacią
                                argumenty. Obserwując światową scenę, zarówno w historii, jak dziś i
                                dostrzegając całe morze okrucieństwa, ludzie są niejednokrotnie skłonni
                                obwiniać o to Boga. A cały ten horror jest jedynie konsekwencją stworzenia
                                człowieka i dania mu wolnej woli. Czy mógłbyś obwiniać Boga o stworzenie
                                człowieka? (To tak jakby obwiniac ojca, ze nas spłodził.)
                                Bo tylko fakt stworzenia możemy rozpatrywać jako pewnik. Wszystko inne,
                                poczynając od dnia, kiedy człowiek zaczął istnieć, jest już napiętnowane jego
                                sposobem myślenia i jego czynami. Czyny Boga są tylko jakąś reakcją mającą na
                                celu zapobieżenie całkowitemu rozkładowi i zagładzie ludzkości z własnej ręki.
                                Zechciej przypomnieć sobie, co wymyślił człowiek pre-kolumbijski na kontynencie
                                południowo-amerykańskim. Otóż zaczęła się tam w zastraszającym tempie
                                rozprzestrzeniać praktyka ofiarowania żywych ludzi na ołtarzu jakimś bożkom.
                                Kapłan czy raczej oprawca otwierał krzemiennym nożem pierś biednego człowieka,
                                po czym wyrywał mu serce. Miało to rzekomo sprowadzać deszcz. Ocenia się, ze w
                                XIV wieku do stu tysięcy ludzi mordowano w ten sposób w jednym tyko imperium
                                Mayów. A były tez inne imperia. Potem różni ludzie w świętym oburzeniu
                                potępiają chrześcijańskich konkwistadorów, którzy z inspiracji Boga położyli
                                temu kres, za ich okrucieństwo. (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                                f=32&w=28409777&a=291749150 . A to było jedynie przywracanie sprawiedliwości,
                                zapobieganie rozszerzeniu się morderczych praktyk na cały świat, co oznaczałoby
                                koniec ludzkości.
                                Podobnych przykładów dostarczył nam całkiem niedawno hitleryzm. Przecież nie
                                Bóg mordował ludzi w obozach. Ono byli ofiarami nazistów. Bogu natomiast
                                zawdzięczamy, że te mordercze praktyki nie rozprzestrzeniły się na cały świat,
                                gdyż pomógł przetrącić kark bestii. To co wyżej napisałem to cząstka teodycei.
                                Tą drogą należy iść, próbując oczyścić Boga od zarzutu niesprawiedliwości i
                                niewątpliwie dojdzie się do końca, do absolutnej teodycei, ale to jest trud na
                                długie lata. Każda z wyżej podanych przeze mnie odpowiedzi budzi bowiem
                                natychmiast dalsze pytania, np. dlaczego Bóg tak długo zwlekał z ratunkiem?
                                Dlatego że puszczonych raz w ruch procesów historycznych Bóg nie może
                                przyspieszać, ani opóźniać jakimiś cudownymi wydarzeniami. Powstaje znów
                                pytanie, dlaczego nie może itd. itd. Chcąc znaleźć obronę (teodyceę) absolutną,
                                należałoby sformułować teorię, która obejmowałaby te wszystkie zagadnienia i
                                doprowadzała je do jednoznacznego rozwiązania, zdejmującego z Boga wszelka
                                odpowiedzialność za zło na ziemi. Każdy wierzący może próbować swych sił w tym
                                kierunku i jeśli będzie pukał, jestem pewny, że mu otworzą. Ateista i
                                materialista jest w o tyle gorszej sytuacji, że on, jako osoba nastawiona wrogo
                                do Boga, nie jest w stanie szukać argumentów za Jego obroną. Czy znaczy to, że
                                ktoś taki będzie potępiony? Głowa do góry, Apurimacu, bo Bóg jest sprawiedliwy
                                nigdy nie potępi człowieka za sam fakt jego niewiary. Może go jedynie potępić
                                za czyny, nie za myśli czy słowa. Wydaje mi sie, że poszukuje On sprawiedliwych
                                ateistów, wrażliwych na krzywdę ludzka, bo jest dla nich miejsce w dzisiejszym
                                świecie. Nieskrępowany nakazem miłości materialista mógłby bowiem być znacznie
                                skuteczniejszy niż ktos wierzący w egzekwowaniu sprawiedliwości, której tak
                                dziś potrzeba.
                              • korelli Re: Vacia ma rację 06.11.05, 13:32
                                (Przepraszam za błedny tytuł poprzedniego postu.)
                                Drogi Apurimacu, muszę stanąć w obronie Vaci, bo zagadnienie, które omawiacie
                                jest niezwykle trudne i nie zostało jeszcze w pełni wyjaśnione, a wiec nikt nie
                                potrafił przedstawić teodycei absolutnej - pełnej obejmującej wszystkie aspekty
                                obrony Boga przed zarzutem niesprawiedliwości. Nie ma w literaturze
                                chrześcijańskiej wyjaśnienia (być może jestem nieświadomy jego istnienia),
                                które by nas wierzących mogło zupełnie uspokoić. Ale my wciąż poszukujemy, gdyż
                                wierzymy ponad wszelka wątpliwość, że nigdy niesprawiedliwość nie mogła wyjść
                                od Boga, zawsze jej źródłem musiał być albo szatan, albo inspirowany przezeń
                                człowiek i Bóg dopiero wówczas reagował, spełniał rolę sędziego przywracając
                                naruszoną sprawiedliwość. Pisałem o tym we wrześniu w dyskusjach z p. Sabathem
                                (patrz link niżej), gdyż on wysuwał identyczne, jak Ty w dyskusji z Vacią
                                argumenty. Obserwując światową scenę, zarówno w historii, jak dziś i
                                dostrzegając całe morze okrucieństwa, ludzie są niejednokrotnie skłonni
                                obwiniać o to Boga. A cały ten horror jest jedynie konsekwencją stworzenia
                                człowieka i dania mu wolnej woli. Czy mógłbyś obwiniać Boga o stworzenie
                                człowieka? (To tak jakby obwiniac ojca, ze nas spłodził.)
                                Bo tylko fakt stworzenia możemy rozpatrywać jako pewnik. Wszystko inne,
                                poczynając od dnia, kiedy człowiek zaczął istnieć, jest już napiętnowane jego
                                sposobem myślenia i jego czynami. Czyny Boga są tylko jakąś reakcją mającą na
                                celu zapobieżenie całkowitemu rozkładowi i zagładzie ludzkości z własnej ręki.
                                Zechciej przypomnieć sobie, co wymyślił człowiek pre-kolumbijski na kontynencie
                                południowo-amerykańskim. Otóż zaczęła się tam w zastraszającym tempie
                                rozprzestrzeniać praktyka ofiarowania żywych ludzi na ołtarzu jakimś bożkom.
                                Kapłan czy raczej oprawca otwierał krzemiennym nożem pierś biednego człowieka,
                                po czym wyrywał mu serce. Miało to rzekomo sprowadzać deszcz. Ocenia się, ze w
                                XIV wieku do stu tysięcy ludzi mordowano w ten sposób w jednym tyko imperium
                                Mayów. A były tez inne imperia. Potem różni ludzie w świętym oburzeniu
                                potępiają chrześcijańskich konkwistadorów, którzy z inspiracji Boga położyli
                                temu kres, za ich okrucieństwo. (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                                f=32&w=28409777&a=291749150 . A to było jedynie przywracanie sprawiedliwości,
                                zapobieganie rozszerzeniu się morderczych praktyk na cały świat, co oznaczałoby
                                koniec ludzkości.
                                Podobnych przykładów dostarczył nam całkiem niedawno hitleryzm. Przecież nie
                                Bóg mordował ludzi w obozach. Ono byli ofiarami nazistów. Bogu natomiast
                                zawdzięczamy, że te mordercze praktyki nie rozprzestrzeniły się na cały świat,
                                gdyż pomógł przetrącić kark bestii. To co wyżej napisałem to cząstka teodycei.
                                Tą drogą należy iść, próbując oczyścić Boga od zarzutu niesprawiedliwości i
                                niewątpliwie dojdzie się do końca, do absolutnej teodycei, ale to jest trud na
                                długie lata. Każda z wyżej podanych przeze mnie odpowiedzi budzi bowiem
                                natychmiast dalsze pytania, np. dlaczego Bóg tak długo zwlekał z ratunkiem?
                                Dlatego że puszczonych raz w ruch procesów historycznych Bóg nie może
                                przyspieszać, ani opóźniać jakimiś cudownymi wydarzeniami. Powstaje znów
                                pytanie, dlaczego nie może itd. itd. Chcąc znaleźć obronę (teodyceę) absolutną,
                                należałoby sformułować teorię, która obejmowałaby te wszystkie zagadnienia i
                                doprowadzała je do jednoznacznego rozwiązania, zdejmującego z Boga wszelka
                                odpowiedzialność za zło na ziemi. Każdy wierzący może próbować swych sił w tym
                                kierunku i jeśli będzie pukał, jestem pewny, że mu otworzą. Ateista i
                                materialista jest w o tyle gorszej sytuacji, że on, jako osoba nastawiona wrogo
                                do Boga, nie jest w stanie szukać argumentów za Jego obroną. Czy znaczy to, że
                                ktoś taki będzie potępiony? Głowa do góry, Apurimacu, bo Bóg jest sprawiedliwy
                                nigdy nie potępi człowieka za sam fakt jego niewiary. Może go jedynie potępić
                                za czyny, nie za myśli czy słowa. Wydaje mi sie, że poszukuje On sprawiedliwych
                                ateistów, wrażliwych na krzywdę ludzka, bo jest dla nich miejsce w dzisiejszym
                                świecie. Nieskrępowany nakazem miłości materialista mógłby bowiem być znacznie
                                skuteczniejszy niż ktos wierzący w egzekwowaniu sprawiedliwości, której tak
                                dziś potrzeba.

                                • Gość: Apurimac Re: Vacia ma rację IP: *.chello.pl 06.11.05, 13:42
                                  Przepraszam bardzo, ale o czym Ty piszesz?

                                  Czym Twoim zdaniem rozni sie nauka od wiary ?
                                  • korelli Re: Vacia ma rację 06.11.05, 17:19
                                    Gość portalu: Apurimac napisał(a):

                                    > Przepraszam bardzo, ale o czym Ty piszesz? Czym Twoim zdaniem rozni
                                    > sie nauka od wiary ?
                                    Piszę to wszystko, gdyz mimo Twojej krytyki Boga dostrzegam Twoje dobre strony.
                                    I życze Ci, abys kiedyś Boga znalazł. A ze nie jest to zbyt naukowe, lecz
                                    podyktowane raczej emocjami, to juz nie moja wina. Moze przeniósbym sie na inne
                                    forum, gdyby na tym forum dyskusja nie była tak ciekawa.
                                    • Gość: Apurimac Re: Vacia ma rację IP: *.chello.pl 06.11.05, 22:31
                                      >Piszę to wszystko, gdyz mimo Twojej krytyki Boga dostrzegam Twoje dobre strony.
                                      >I życze Ci, abys kiedyś Boga znalazł. A ze nie jest to zbyt naukowe, lecz
                                      >podyktowane raczej emocjami, to juz nie moja wina. Moze przeniósbym sie na inne
                                      >forum, gdyby na tym forum dyskusja nie była tak ciekawa.

                                      Emocje sa niczym innym jak domena nauki wlasnie. Psychologii, psychiatrii,
                                      neurologii.

                                      Ja zas prosilbym raz jeszcze o odpowiedz na pytanie czym Twoim zdaniem rozni sie
                                      nauka od wiary. Niekoniecznie od wiary w "boga", od wiary w cokolwiek
                                      • korelli Re: Vacia ma rację 07.11.05, 23:50
                                        Gość portalu: Apurimac napisał(a):
                                        > Ja zas prosilbym raz jeszcze o odpowiedz na pytanie czym Twoim zdaniem
                                        > rozni sie nauka od wiary. Niekoniecznie od wiary w "boga", od wiary
                                        > w cokolwiek.
                                        Chcesz zapewne usłyszeć taką definicje: Nauką jest to, co mozna udowodnic lub
                                        obalić za pomocą doświadczenia.Mozna by to nawet przyjac za dobra monetę, gdyby
                                        nie fakt, ze tak zdefiniowana nauka jak dotad nie udowodniła nic na pewno.
                                        Wszystko, na co ją było stać, to teorie doprowadzone do pewnego punktu, a
                                        potem pozostawione. Ja, abym mógł cos uznać za naukę, wmagam dowodów, a nie
                                        domysłów i poboznych zyczeń, np. takich, jakimi zarzucaja nas ewolucjonisi czy
                                        kosmologowie. Wiara dostarcza mi dowodów na wszystko, co chce zrozumiec.
                                        Dlatego dla mnie stoi ona niepomiernie wyżej niż nauka. Jest nauką.
                                        • Gość: Apurimac Re: Vacia ma rację IP: *.chello.pl 08.11.05, 00:29
                                          > Chcesz zapewne usłyszeć taką definicje: Nauką jest to, co mozna udowodnic lub
                                          > obalić za pomocą doświadczenia.Mozna by to nawet przyjac za dobra monetę, gdyby
                                          > nie fakt, ze tak zdefiniowana nauka jak dotad nie udowodniła nic na pewno.
                                          > Wszystko, na co ją było stać, to teorie doprowadzone do pewnego punktu, a
                                          > potem pozostawione. Ja, abym mógł cos uznać za naukę, wmagam dowodów, a nie
                                          > domysłów i poboznych zyczeń, np. takich, jakimi zarzucaja nas ewolucjonisi czy
                                          > kosmologowie. Wiara dostarcza mi dowodów na wszystko, co chce zrozumiec.
                                          > Dlatego dla mnie stoi ona niepomiernie wyżej niż nauka. Jest nauką.


                                          Widzisz, tak sie sklada, ze zupelnie nie taka definicje i odpowiedz chcialem
                                          uslyszec. I wlasnie to sprawia, ze nie powinnismy dyskutowac, a moim zdaniem
                                          osoby o takim swiatopogladzie jak Ty nie powinny dyskutowac na forum nauka, a
                                          juz na pewno nie o bogu.

    • Gość: eljasz patplogia nauki IP: *.ekspres.net.pl 15.10.05, 21:18
      poczytaj już rozpoczęty wcześniej temat
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=24755023&a=24786345
      połączenie Boga i Nauki istnieje jedynie przez poznanie znaczenia
      słowa "DUCH", "duchowy" co tłumaczy się na obecnie używane
      pojęcie "INFORMACJA" - "INFORMACYJNY"
      a mechanizmem jest PROCESOR opisany w wielu fragmentach Pisma św.
      którego działanie znajdziesz na

      www.rozmowy.all.pl
      • dziwak4 Re: patplogia nauki 08.11.05, 04:36

        Niestety,ale stwierdzenie,ze religia nie ma zwiazku
        z religia jest bledne.
        Ten zwiazek jest i to negatywny.
        Oznacza to (zreszta stare powiedzenie mowi "nauka jest
        to wymysl diabli..."),dlatego nauki,szczegolnie przyrodnicze,sa
        przeszkoda wdla kazdej religiii.
        Jedynie historia,filozofia i teologia,ktore rowniez sa uznane sa
        za nauki (niemniej sa zupelnie rozne od nauk przyrodniczych takich
        jak fizyka,chemia,biologia,cybernetyka,teoria informacji itp) nie
        stanowia przeszkody dla religii,ale dla umyslow odpowiednio przygotowanych
        intelektualnie moga je zblizac do Boga (chociaz nie musza).
        Niewiedza jest najlepszym stanem umyslu ludzkiego,gdzie dzieki wlasnej
        inteligencji (a nie narzuconej z zewnatrz) moze on zblizyc sie do Boga
        najbardziej.Reszta to gowno.
        :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka