madcio
17.08.06, 12:46
Jestem ciekaw, jak inni widza sprawę planet. Jakie mamy planety? Jakie
kryteria według każdego z was trzeba spełnić, by dane ciało niebieskie było
planetą?
Zaznaczam, że pewna arbitalność kryteriów jest nie do uniknięcia, należy
jednak postarać się, by takich arbitalności było jak najmniej. A już w ogóle
wystrzegać się jak zarazy arbitalnych kryteriów, które same zależą od wielu
innych, arbitalnych i nie związanych w ogóle z definicją czynników! Przykładem
takiej zarazy jest kryterium "zaokrąglenia" (moment "zaokrąglenia" zależy
m.in. od składu chemicznego ciała, o czym w definicji nie ma w ogóle mowy).
Dobra, tyle słów wstępu, teraz czas na moją prywatną i całkowicie roboczą
definicję, którą mogę w każdej chwili bezczelnie zmienić. :>
1. Dolną granica bycia planetą jest obiekt równy lub większy od pewnej
arbitalnie ustalonej masy. Chcę, by była to jedyna arbitalna zmienna. Owa
masa, jak łatwo się domyśleć, jest gdzieś pomiędzy Mekurym a karłowatymi
planetkami z pasu asteroid czy Kuipera.
2. Górną granicą jest 13 mas jowisza (chwilowy zapłon jakichkolwiek reakcji w
niedoszłej gwieździe, od tej granicy zaczynają się brązowe karły). Jest to
stosunkowo mało arbitalna zmienna - od praw fizyki zależy, jaka masa wystarczy
do zainicjowania choć na chwilę reakcji jądrowych.
3. Planetą jest obiekt, który okrąża słońce. Ogólniej: nie-fuzja wokół fuzji
lub czegoś, co kiedyś miało fuzję (brązowe karły, wypalone gwiazdy).
4. Podwójne planety są możliwe, ale obydwa ciała niebieskie, które wzajemnie
się okrążają na jednej orbicie, muszą mieć środek ciężkości ponad powierzchnią
któregokolwiek z tych ciał. Oczywiście, obydwa muszą stosować się do innych
punktów. W innym wypadku jest to planeta i księżyc (gdy jedno lub obydwa z
ciał przekracza limit masy) lub planetoidy (gdy obydwa ciała są poniżej limitu).
Dodatkowe uwagi:
- Planety wyrzucone w kosmos stają się po prostu planemo.
- Planemo roboczo definiuję jako dowolne obiekty, spełniające kryterium 2, a
jako dolną granicę mające owo nieszczęsne "zaokrąglanie się". Innymi słowy,
każda planeta to planemo, ale nie każde planemo to planeta.
W ten sposób moje cele definicji zostały osiagnięte:
- 8 klasycznych planet zachowanych
- Pluton zdetronizowany, wraz z innymi potencjalnymi planet-wannabe
- Definicja jest otwarta na możliwość odkrycia nowych ciał niebieskich (np. w
pasie Kuipera, a także planet pozasłonecznych), co do których NIKT nie będzie
miał wątpliwości, że należy je nazwać planetami.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że zawsze się znajdzie jakiś kontrprzykład,
choćby z granic definicji. Jednak uważam, że moja definicja będzie się
sprawdzać w dużej większości wypadków i pozwoli "na oko" ocenić, czy dane
ciało niebieskie zasługuje na zaszczytne miano planety pełną gębą.
Przy okazji, trochę dodatkowych referencji itp...
en.wikipedia.org/wiki/2006_redefinition_of_planet
Autor tu pokazuje pełny absurd aktualnie proponowanej definicji...
www.gps.caltech.edu/~mbrown/whatsaplanet/howmanplanets.html
Zawodowy astronom dyskutuje bardziej szczegółowo, dochodząc do wniosku, że
jest to "niesamowicie głupiutkie".
www.badastronomy.com/bablog/2006/08/15/congratulations-its-a-planet/