Gość: alaias
IP: *.olsza.krakow.pl
15.11.01, 12:13
Ze uczen ma prawa to dopuszczono do powszechnej swiadomosci wcale nie tak
dawno. Niby prawa zawsze mial, ale szkola byla po pierwsze od uswiadamiania
uczniowi jego obowiazkow. Prawa miala szkola.
Do czego zmierzam. Otoz mam nieodparte wrazenie, ze z tak mocno utrwalona
swiadomoscia do pracy przystapila nowa Pani Minister.
Nie bierze pod uwage kompletnie, przynajmniej tak sie wydaje, tego, ze funkcja
jaka przyszlo jej pelnic, ma wlasnie nie prawo jedynie , a obowiazki
przedewszystkim. Obowiazki wobec uczniow, wobec ich rodzicow i wreszcia wobec
calego spoleczenstwa. Z zapalem wiec poddaje kompletnemu demolowaniu calego
systemu edukacji. Juz nie wystarczaja matury i cale wokol nich zamieszania, ale
dokonuje "porzadkowania" dostepnosci wyksztalcenia. Argumenty, ktore maja
bronic zmian, ktore na dobra sprawe sa rodzajem powrotu do skostnialego starego
systemu, nie przystaja do wprowadzanej reformy systemu edukacji. Skutkiem moze
byc jedynie papierowa, dokumentowa poprawa, a wlasciwie stagnacja na rynku(?)
pracy nauczycieli. Mam wrazenie , ze to jakby ingerencja w zakres dzialan
zupelnie innego ministerstwa. Przeciez naprawde winno chodzic o wzrost poziomu
ksztalcenia mlodych i kolejnych pokolen, a nie ratowanie stystyki zatrudnienia
wsrod nauczycieli.
Czy uczniowie i rodzice maja Pani zdaniem prawo wiedziec, kiedy zakonczy sie
nieudolne majstrowanie przy systemie szkolnictwa?
Czy to juz wykracza poza prawa uczniow, rzetelna wiedza jak, kiedy i gdzie moga
uczyc sie dla dobra przeciez przyszlego wszystkich.
Komu potrzebne sa w szkole polityczne zawieruchy? Czy po zmianie np. za cztery
lata , znow sie radykal znajdzie i odkreci zagmatwane w przeciwnym kierunku?
ala i as