Dodaj do ulubionych

Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie

    • lipi2000 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:01
      Odnoszę wrażenie, że gigantyczny wzrost ilości studentów nijak sie
      ma do poziomu wiedzy nie mówiac juz o stronie etyki zawodowej czy
      zwykłej moralnosci.
      Przed wojną inzynier ( nikt nie stosował dodatku magister ) to był
      ktoś . Lekarz czy prawnik byli autorytetami , moze mały udział osób
      po wyższych studiach miał na to już sam przez siebie duży wpływ.
      Technik budowlany to był fachowiec, który odpowiadał za prowadzenie
      budów i projekty. Pojęcie uprawnień budowlanych to wymysł powojenny,
      czy to poprawiło jakość oddawanych obiektów !
      Pijany lekarz, strajkujacy lekarz czy nauczyciel, to jedne z objawów
      deprecjacji zawodów akademickich.
      Tytuł magisterski już nie ma praktycznie żadnego znaczenia.
      Należy znacznie zredukować ilość absolwentów wyższych uczelni a
      sprawa się samoczynnie uzdrowi.
      W Polsce powinno być znacznie mniej uczelni ale te które by były
      musiały by sobą coś reprezentować.
      Chyba już czas skończyć z fikcją masowego studiowania.
    • ganzz Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:04
      Nie sposób przedstawienia sprawy zaciemnia ideę. Jeżeli sprawa
      doktoratu ma być rozwiązana w sposób podobny do zachodniego, to
      chodzi tu o wydzielenie ścieżki dla kariery naukowej i zwykłej
      kariery zawodowej. W chwili obecnej jest tak, że wszyscy aby
      otrzymać dyplom muszą pisać prace, które (teoretycznie) powinny być
      pracami naukowymi (i na ogół mają marną jakość). Takie rozdzielenie
      sprowadzi się do tego, że kto chce robić karierę naukową po 3 latach
      nauki (czyli licencjacie) przystępuje do pracy nad doktoratem (co
      nie jest równoznaczne z tym, że w 2 lata pisze 'magisterke' i ma za
      to doktora) a reszta pracuje na dyplom zdając odpowiednie egzaminy
      końcowe (co nie wyklucza pisania pracy, ale nie koniecznie o
      charakterze naukowym). Taka idea jest warta poparcia!
      • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:14
        no tak, ale to ze prace mgr sa na niskim poziomie (choc nie
        wszystkie) nie jest argumentem zeby je obchodzic. Ja nie mam
        wyrobionego zdania na temat dokotratu po licencjacie. ogolna zasada
        powinno byc chyba to ze dokotrat powinien pisac ktos kto jest w
        stanie napisac doktorat, a nie ten kto ma magisterium. wedle mnie z
        reguly ludzie po licencjacie nie sa przygotowani od napisania
        dokotoratu, ale to jest chyba inna kwestia.

        widze rowniez zalety pracy mgr jako przygotowujacej do doktoratu. i
        metodologicznie i, czesto, choc nie zawsze, tematycznie.
        ganzz napisał:

        > Nie sposób przedstawienia sprawy zaciemnia ideę. Jeżeli sprawa
        > doktoratu ma być rozwiązana w sposób podobny do zachodniego, to
        > chodzi tu o wydzielenie ścieżki dla kariery naukowej i zwykłej
        > kariery zawodowej. W chwili obecnej jest tak, że wszyscy aby
        > otrzymać dyplom muszą pisać prace, które (teoretycznie) powinny
        być
        > pracami naukowymi (i na ogół mają marną jakość). Takie
        rozdzielenie
        > sprowadzi się do tego, że kto chce robić karierę naukową po 3
        latach
        > nauki (czyli licencjacie) przystępuje do pracy nad doktoratem (co
        > nie jest równoznaczne z tym, że w 2 lata pisze 'magisterke' i ma
        za
        > to doktora) a reszta pracuje na dyplom zdając odpowiednie egzaminy
        > końcowe (co nie wyklucza pisania pracy, ale nie koniecznie o
        > charakterze naukowym). Taka idea jest warta poparcia!
        • ganzz Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:45
          Prace magisterskie są na niskim poziomie z dwóch powodów:
          - Nauka staje się coraz bardziej zaawansowana i wyspecjalizowana -
          co powoduje, że coraz trudnie napisać coś nowego i odkrywczego, bo
          na tym poziomie wiedzy, na jakim powinni operować magistrzy robi się
          to za trudne. Druga sprawa, że dobre prace zaczynają dotyczyć tak
          wąskiego zakresu wiedzy, że stają się mało przydatne dla samych
          magistrów.
          - Wykształecenie się 'pauperyzuje' wraz z rozwojem społeczeństwa.
          Nawet Polska wychodzi z etapu industrialnego na postindustrialne
          społeczeństwo oparte na wiedzy (tak to się ładnie określa). Tym
          samym zwiększa się liczba kształcących się osób i trudno oczekiwać
          orygnalności twórczej od wszystkich piszących prace dyplomowe.

          Tym samym w dzisiejszych czasach logiczniejsze i urzyteczniejsze
          wydaje się oczekiwania od ludzi z dyplomem posługiwania się wiedzą
          ogólną ze swojej dziedziny (czyli egzamin i/lub praca dyplomowa o
          charakterze rozprawkowym) a nie wąskim zakresem. Inna sprawa, że
          weryfikowanie wiedzy poprzez egzamin minimalizuje szanse, że wyniki
          pracy nie są dziełem magistra.
          Wydzielenie scieżki dla przyszłych naukowców wydaje się sensowne
          również z tego powodu, że np. przez te dwa lata będą mogli być pod
          ścisłym nadzorem promotorów, którzy nauczą porządnie warsztatu,
          bowiem nie będą musieli rozdrabniać się na kilkudziesięciu
          magistrantów.

          I powtarzam - NIKT NIE MÓWI, ŻE TYTUŁ DOKTORA OTRZYMA SIĘ DWA LATA
          PO LICENCJACIE!!!
          • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:53
            mnie ta diagnoza prac mgr odpowiada. przy czym ja
            zawsze 'wiedzialem' ze praca mgr ma byc glwonie praca pokazujaca ze
            magistrant kompetentnie sie posluguje literatura. ale pewnie sa
            roznice dyscyplinarne. a sciezka dla przyszlych naukowcow jest w tym
            kontekscie rzeczywiscie sensowna. ja na przyklad odradzam pisania
            prac u mnie ludziom ktorzy nie chca pracowac naukowo, wlasnie
            dlatego ze ona sa dla nich malo uzyteczne.

            Tu, UK, dokotrat powinien byc napisany w 3 lata. po licencjacie.
            bardzo rzadko jest, ale ma byc.

      • xxxxxl13 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:23
        To może od razu dawać doktoraty razem z metryką urodzenia? Pracuję na uczelni i znam studentów. Pomijając ewidentnych geniuszy (u nas takich nie spotkałam), nie wyobrażam sobie by 20 letni młody człowiek był w stanie prowadzić samodzielne prace badawcze. Do tego sam fakt posiadania licencjatu to stanowczo zbyt mało. Konieczne jest bogate doświadczenie, którego żadnym papierkiem nikt nie załatwi. Na to trzeba lat. Tak więc po kolei - licencja, magisterka, doktorat. Reszty już nie potrzeba...
        A tak na poważnie to po co komu doktorat? Pracuję na uczelni od kilkunastu lat na stanowisku technicznym. W tzw. międzyczasie skończyłam studia magisterskie, obroniłam doktorat i... dalej pracuję na stanowisku technicznym. Zajęcia dydaktyczne prowadzą znajomi profesorów, także magistrowie, ale ja nie mam układów i nie należę do żadnej kliki. Tak więc PhD nie daje żadnych korzyści finansowych - to tylko własna satysfakcja i poszerzenie wiedzy.
        • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:31
          mysle ze to troche uproszczone z tym, po co robic dokotrat. z jednej
          storny jasne ze dokotrat sie robi sie po to, bo sie chce zrobic. bo
          sie ma pomysl i chce sie nim podzielic. ale robi sie tez dlatego,
          zeby isc dalej w karierze. mozna po nim robic habilitacje i rozne
          inne rzeczy.

          ja rozumiem ze nie kazdy kto zrobil doktorat tak ma, ale trudno
          pwoeidziec, ze dokotratu niewarto robic.
        • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:38
          To samo mi kiedys powiedzial prof. Peche na SGPiS: zebym poczekal z
          doktoratem jakies 5 lat, bo w wieku przed 30ka to jestem zbyt mlody,
          aby sie doktoryzowac (konkretnie z informatyki w biznesie). A w tym
          czasie na Zachodzie mlodsi ode mnie nie tylko, ze sie doktoryzowali,
          to dostawali profesury... :( Nistety, musialem odpracowac studia, a
          pozniej bylem juz za stary na doktorat z informatyki... :(
        • ganzz Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:55
          A kto powiedział, że doktorant powinien prowadzić samodzielną pracę
          naukową. Nigdzie na świecie (poza polską oczywiście) nie ma takiej
          praktyki. Doktorant to ledwie nieoszlifowany diament, który ma pasję
          i wystarczające zdolności intelektualne, żeby w przyszłości stać się
          dobrym samodzielnym naukowcem. W ramach doktoratu pracuje się przy
          większych projektach, w zespole, który nadzorują doświadczeni
          naukowcy!!! Nie znam doktora/doktoranta z zachodu, który
          samodzielnie realizował swój projekt doktoratu!!!
          • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:09
            bo takiego nie ma. rowniez temat dokotratu jest negocjowany. bo
            trudno zakladac ze ktos niedoswiadczony bedzie juz przed calym
            procesem dokotrskim w stanie ocenic co sie nadaje na dokotrat.
            promotor to wazna instytucja i trzeba ja holubic. promotor to ktos
            kto potrafi ustawic kariere - nie w sensie zalatwiania, ale w sensie
            wlasnie owego oszlifowania diamentu.

            niestety, ja takiego nie mialem i do dzisiaj zaluje.
            • stachkonwa Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:36
              Prawda? Ile drzwi się wyważa w takiej sytuacji, by odkryć, że już dawno były otwarte
    • opt Doktor po licencjacie i bez przygotowania pedagog. 21.03.08, 15:23
      To ani naukowiec ani pedagog.Znam i sam przeżyłem kontakt z
      takimi ,co umiejętności pedagogicznych nie mieli żadnych- to był
      koszmar.Skąd lepszy student zostając asystentem,doktorem... ma
      czerpać wiedzę i umiejętnosci pedagogiczne?
      • bziq2 Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 15:35
        A ja jakoś nie wierzę, żeby taka zmiana została przez panią minister
        wprowadzona. Taki niewierzący jestem:).
        Poprzedni minister (konia z rzędem temu, kto pamięta jego nazwisko) przez 2 lata
        nie zrobił nic. Oprócz ciszy:). Pani Kudrycka chce zaś wywołać prawdziwą
        rewolucję. Podziwiam odwagę.
        • dalatata Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 15:38
          no wlasnie ja sobie mysle ze ta rewolucja jest pozorna. ona
          utrzymuje status quo, tyle ze przesuwa go z poziomu habilitacji na
          poziom doktoratu. i co sie zmieni? nic.

          bziq2 napisała:

          > A ja jakoś nie wierzę, żeby taka zmiana została przez panią
          minister
          > wprowadzona. Taki niewierzący jestem:).
          > Poprzedni minister (konia z rzędem temu, kto pamięta jego
          nazwisko) przez 2 lat
          > a
          > nie zrobił nic. Oprócz ciszy:). Pani Kudrycka chce zaś wywołać
          prawdziwą
          > rewolucję. Podziwiam odwagę.
          • chilly Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 17:44
            Jak na cztery miesiace działalności Pani Minister, to trudno to
            uznać za sukces. Raczej za kolejny balon próbny wypuszczony przez
            PO. Proponujemy jakieś niedopracowane kretyństwo, wszyscy krzyczą,
            my trochę ustępujemy, wprowadzamy nową ustawę i wszyscy są
            szczęśliwi, choć powinni płakać. Jakby co - ja na PO nie głosowałem!
            • dalatata Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 17:56
              Pani Minister sie Tuskowi wyjatkowo nie udala, to co proponuje to
              jest bardzo slabe. bardzo mi zal ze tez ze GW juz skonczyla ze swoja
              akcja o uczelniach. trwalo tydzien..... a szkoda.
          • bziq2 Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 21.03.08, 17:51
            No właśnie:). Punkt ciężkości został przesunięty na rzeczy prawie
            nieprawdopodobne, czyli cuda:). A istota problemu pozostała. Nikt
            też nie wspomniał, że ostatnio wiele osób robi habilitacje w
            krajach sąsiednich, by uniknąć niejasności reguł panujących w
            Polsce. I to pokazuje prawdziwy problem. Nasz system po prostu (po
            wstapieniu do Unii) stał się niewydolny). Niejasny. A więc
            dziurawy. I naprawdę trzeba coś zmienić. Jednak pomysł, by po
            licencjacie móc robić doktorat, oceniam jako bardzo dobry chwyt
            marketingowy - z punktu widzenia pani minister (rektorki prywatnej
            szkoly wyzszej, która ksztłaci głównie na poziomie licencjatu) - i
            jako pomysł przerażający - z punktu widzenia osoby oceniającej
            absolwentów tzw. szkół wyższych. Nauczcie swoich absolwentów czytać
            i pisać. Czytać ze zrozumieniem. I pisać po polsku. Lub po
            angielsku:), ale stylistycznie. A wtedy pogadamy na temat
            doktoratów.
            • konop Re: Doktor po licencjacie i bez przygotowania ped 22.03.08, 16:14
              oj, PRAWDA,prawda...z tym pisaniem i czytaniem! Czytałem ostatnio doktorat
              skądinąd miłej koleżanki, który w UK nie ostałby się jako praca na MA...
    • leo.m Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:35
      Powiem krótko - byli już kiedyś "docenci marcowi", przestańmy się wygłupiać!
      • opt Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:39
        Nowa moda na tytułomanię bez pokrycia w komórkach mózgowych
        • the-dubliner Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:09
          tak sie robi doktorat w PL:

          tiny.pl/4c9x
          niestety
          • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:16
            zatkalo mnie. zuplenie zatkalo.
            jednak tym bardizej bez ostrego systemu kontroli nie ma szans na
            jakakolwiek poprawe.

            Odpowiadasz na:
            the-dubliner napisał:

            > tak sie robi doktorat w PL:
            >
            > tiny.pl/4c9x
            > niestety
            • khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 19:48
              dalatata napisał:

              > zatkalo mnie. zuplenie zatkalo.
              > jednak tym bardizej bez ostrego systemu kontroli nie ma szans na
              > jakakolwiek poprawe.

              Raczej weryfikacja promotorow moglaby cokolwiek pomoc. Takie prace pisane sa
              metoda: kopiuj - wklej - zmien spojniki. I przechodza.
              • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 20:03
                no tak, ale to promotorzy to puszczaja nie? to nie jest tak, ze to
                sie dzieje samo. promotor albo nie czyta, albo....nie czyta. w
                weryfikacje promotorow to ja juz dawno nie wierze.

                i dopoki nie bedzie wiedzial, ze mozna go za to z pracy wywalic,
                bedzie tak robic. a uczelnia dajaca ludziom po kilkudziesieciu
                magistrantow czy licencjantow bedzie karana za to rowniez.

                niestety w wypadku polskich uczelni nie wierze w nic innego niz
                drakonski system monitoringu.

                khmara napisał:

                > dalatata napisał:
                >
                > > zatkalo mnie. zuplenie zatkalo.
                > > jednak tym bardizej bez ostrego systemu kontroli nie ma szans na
                > > jakakolwiek poprawe.
                >
                > Raczej weryfikacja promotorow moglaby cokolwiek pomoc. Takie prace
                pisane sa
                > metoda: kopiuj - wklej - zmien spojniki. I przechodza.
                • stachkonwa Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 20:07
                  Nie czyta. Zapewniam
      • xxxxxl13 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:45
        Doktorat robi się tylko dla siebie, dla własnej satysfakcji. Ocena komisji w czasie obrony utwierdza mnie w przekonaniu, że ja coś potrafię i że potrafię to "sprzedać" innym. Problem w tym, że ja broniłam się w PAN a pracuję na uczelni. Nikt w pracy nie usiłował nawet sprawdzić co moja wiedza jest warta, czy posiadam zdolności dydaktyczne, czy potrafię dotrzeć do studentów...
        Czym więc jest doktorat? Tylko i wyłącznie potwierdzeniem mojej wiedzy dla mnie i dla komisji. Uczelnie rządzą się innymi prawami. Jeden z profesorów powiedział mi otwarcie, że wszystkie etaty naukowe na uczelni są już zajęte na 3 pokolenia do przodu. Dla rodzin, znajomych, przyjaciół itp.
        Chcąc więc robić rewolucję w nauce trzeba zacząć ją w innym miejscu.
        • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:00
          to moze warto zmienic uczelnie. mowie powaznie.
          a rewolucje trzeba zrobic gdzie indziej, nie mam watpliwosci.
      • chris30 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:51
        Niestety po "docentach marcowych" byli "profesorowie solidarnościowi", bo
        zniesiono etaty docenta przyznawane po habilitacji i przez lata mniej zdolni
        habilitowani walczyli o to, żeby zostawać profesorami bez tytułu, co obecnie się
        już udało. Teraz następny krok. Cóż, mniej zdolnych jest zawsze więcej, więc
        wiadomo było, że i związki ich poprą i ministrowie w końcu się poddadzą. W walce
        z habilitacją powtarza się brednie o "stracie czasu", choć już od dawna
        wystarczy spiąć kilka publikacji i opisać na kilku stronach, o co w nich chodzi.
        Gdyby ocena dorobku ograniczała się do liczenia publikacji, mogłaby to robić
        sekretarka. A co z cytowaniami? Zdaje się, że idzie właśnie o to, aby przestały
        być ważne...
        • xxxxxl13 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 15:56
          Połowa wykładowców których znam nawet chyba nie wie co to są cytowania...
          Zresztą w pewnych wąskich dziedzinach trudno o cytowania, ale powinny liczyć się
          publikacje (policzy je sekretarka).
        • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:03
          chris30: to trafna diagnoza. szczegolnie co do habilitacji.
          mysle wyjatkami sa ludzie ktorzy sa w stanie zrobic habilitacje
          intelektualnie a jej nie zrobili.
          argument ze sa uwalani nie stosouje sie - bo w nowym systemie tez
          beda. tyle ze przy doktoracie.
        • khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:49
          chris30 napisał:

          > z habilitacją powtarza się brednie o "stracie czasu", choć już od dawna
          > wystarczy spiąć kilka publikacji i opisać na kilku stronach, o co w nich chodzi
          > .

          Wlasnie o to chodzi, ze nie wystarcza. Jezeli tak jest na Twoim podworku, to nie
          znaczy, ze jest tak wszedzie.
          • ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:08
            Cenna wypowiedz, bo mam takie wrazenie, ze kazdy uczestnik debaty
            jest przekonany, ze problemy, ktore sam dostrzega, sa wspolne dla
            wszystkich i rownie bolesne, podczas gdy w rzeczywistosci wiekszosc
            pozostalych uczestnikow nie potrafi ich sobie nawet wyobrazic.
            Przyklady?
            Dopisywanie do publikacji - w naukach humanistycznych wlasciwie nie
            istnieje. Dopisac sie mozna do redakcji zbiorowki, ale to przeciez
            zaden dorobek.
            Starzy profesorowie blokujacy awans - w licznych naukach nie
            istnieje srednie pokolenie, sa starcy dzieki ktorym nie trzeba
            zamykac instytutow i trzydziestoletni doktorzy plus
            mlodziez. "Sredniakow" ktorzy mogliby tych starcow zastapic brak, bo
            uciekli z nauki w latach 90-tych, a nowe pokolenie jeszcze nie
            wyrosło.
            Ustawiane konkursy - jesli w calej Polsce jest
            dziesieciu "samodzielnych" porozrzucanych po kraju, to nie ma po co
            ustawiac konkursu na profesora, skoro najpierw trzeba znalezc chocby
            jednego kandydata i przekupic go (mieszkaniem, dodatkowymi zrodlami
            dochodu itd.) zeby w ogole raczyl wziac udzial.
            Brak funduszy na badania - za kase jakiej wymaga jeden sensowny i
            nowatorski doktorat z biochemii czy genetyki daloby sie utrzymac
            cale badanie z sinologii, hungarystyki i bohemistyki w calej Polsce.
            Nostryfikacja dyplomow - tam gdzie brakuje samodzielnych,
            nostryfikuja wszystko, tam gdzie sa ich tysiace, nie nostryfikuja za
            chinskiego boga.
            Wspolne nie sa tez pewne bozki jak:
            ksiazka habilitacyjna - w naukach scislych starczy sensowny zestaw
            porzadnych artykulow, humanisci posikaja sie ze smiechu na taka
            propozycje,
            lista filadelfijska - reprezentatywna dla nauk scislych i
            przyrodniczych, ale n.p. polonistyki czy kultury fizycznej na niej
            brak calkowicie,
            cytowania - humanisci pisza ksiazki, cytowania licza sie wylacznie z
            artykulow w czasopismach w artykulach w czasopismach. Ergo humanisci
            maja w wiekszosci impact factor 0,0.
            Byloby fajnie, gdyby te bolesne prawdy byly czasem brane pod uwage ;)
            • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:13
              zgadzam sie z fordem.ka (choc fordow nie lubie). jednak to co nam
              proponuje min Kudrycka nie ma sie nijak do tychze problmow i ich
              rozwiazania. pomysl ze zlikwidowaniem habilitacji jest tematem
              zastepczym, a uczelnie flagowe, to sposob na to zeby utrzymac status
              quo ale w wybranych instytucjach, a inne rzucic psom na pozarcie.

              a to ze doktorat bedzie mozna zrobic po licencjacie, to sa
              marginalia, o ktorych nie warto nawet gadac.
              • ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:35
                Święta prawda!
                Propozycje minister doprowadzą wyłącznie do niejakiej wymiany
                pokoleniowej, tam gdzie jest dziura czyli przestrzeń na taką
                wymianę. Na całą resztę nie pomogą.
                Likwidacja habilitacji ułatwi życie różnym ustawionym Kaziom z
                doktoratami, ale dla reszty świata zmieni niewiele. Etatów od tego
                przecież nie przybędzie. W pośredniakach dalej będą się rejestrować
                doktorzy polonistyki, dla których nie ma roboty nawet w
                podstawówkach, bo akurat tego dobra mamy w kraju od groma.
                Tak naprawdę to, co tu uprawiamy, to bicie piany, bo żadnych
                konkretów nadal brak.
                • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:41
                  ciesze sie ze sie zgadzamy.
                  nawiasem mowiac, czasem sie zastanawiam czy min Kudrycka wchdozi na
                  fora.... mozna by tu calkiem niezla reforme nauki sciagnac.

                  • ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:48
                    Nie daj Boże!
                    Minister ma w zwyczaju zgadzać się z każdą propozycją, jaką jej
                    ktokolwiek złoży (takie przynajmniej mam wrażenie po tych trzech
                    miesiącach). Ona by to wszystko z miejsca wcieliła w życie ;)
                    A tak na poważnie - mam nadzieję, że wprowadzone zostaną najgłupsze
                    z tych propozycji i obecna rzeczywistość zostanie rozwalona. Tylko w
                    takiej sytuacji pojawia się nadzieja, że potem uda się zrobić nową
                    lepszą. Zmiany na dobre z tego, co jest, sobie nie wyobrażam. Zbyt
                    wiele jest grup interesu.
                    Zresztą minister walczy o swoja grupę interesu - likwidacja
                    habilitacji to obniżka kosztów funkcjonowania prywatnych uczelni.
                    Nic więcej. I to akurat powinno dawać nadzieję wszystkim
                    nieshabilitowanym - bo grupy interesu zwykle potrafią coś dla siebie
                    wywalczyć.
                    • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:53
                      znow sie zgadzamy. po pierwsze Kudrycka wyraznie pokazuje sie jkao
                      rektor prywatnej uczelni (nawet jesli jej szkola nie bedzie uczlenia
                      flagowoa, to nie bedzie musiala konkurowac z uczelniami panstwoymi
                      ktore tez nie zostana), a habilitacja to temat zastepczy.

                      a co do grup interesu - absolutnie. bo to nie tylko samodzielni
                      pracownicy naukowi, wyrazna grupa, ale wlasnie uczelnie prywatne. no
                      i bedzie dalej jak jest, tylko w innym systemie.

                      a ja sobie moge jak o tej Kartaginie: starczy zniesc pensum kadrowe,
                      zeby z dnia na dzien prawie zmienil sie obraz poslkiej nauki.
                    • stachkonwa Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:56
                      Czyli: zamiast pracować naukowo trzeba było zakładać prywatną uczelnię, trzepać
                      pieniądze, a potem cierpliwie poczekać. I się okaże, że jest się równym takim
                      frajerom, co poważnie traktowali swoje zajęcie i pracowali naukowo. To znaczy
                      nie jest się równym: dochody "trochę" większe i frajerzy siedzący w kieszeni
                      pana wiecznego doktora udziałowca. A to Polska właśnie
    • wilhelm4 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 16:31
      Tylko kto na swiecie zna i akceptuje polski "licenjat" ? :)))))))
    • markus.kembi Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 17:46
      Moim zdaniem studia doktoranckie powinny być możliwe już po maturze, a dla
      najzdolniejszych uczniów - już po ukończeniu szkoły podstawowej. A
      najzdolniejsze przedszkolaki powinny przeskakiwać od razu do szkoły średniej.
    • prof_uj Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 19:26
      Sprawa pozytywnych zmian na polskich uczelniach jest prawie beznadziejna: Baron
      Munchausen sam za wlosy z blota sie nie wyciagnie, a proponowane zmiany taka
      operacja beda. Sa oczywiscie w nauce polskiej wybitne, nieposzlakowane i
      obiektywne postacie, ktore moglyby dokonac weryfikacji kadr, ale te kadry na to
      sie nigdy nie zgodza. Dlaczego?

      Mozna to zrozumiec na podstawie analizy drogi kariery w najlepszych uczelniach
      amerykanskich. W systemie amerykanskim, zeby byc doktorantem trzeba wczesniej
      skonczyc Undergraduate School z ocena conajmniej odpowiadajaca naszej sredniej
      4.8. Zeby dostac propozycje tenure-track w Ivy League, trzeba zrobic naprawde
      znakomity doktorat, blysnac na stazu podoktorskim i wygrac z 100 konkurentami do
      tego etatu. Potem wystarczy tylko napisac bardzo konkurencyjny wniosek grantowy,
      dostac fundusze, wypromowac 2-3 doktorow, zdobyc uznanie miedzynarodowe....

      Pytania: Ilu mamy profesorow, ktorzy nie spelnili pierwszego z amerykanskich
      warunkow (srednia ocen z egzaminow 4.8)?

      Ilu mamy profesorow, ktorych doktoraty nie zostaly wyroznione nagoda ministra?

      Ilu mamy profesorow, ktorych habilitacje nie zostaly zauwazone w kraju
      (wyroznione nagroda ministra/premiera) i za granica?

      I na koniec, ilu z tych profesorow uwaza sie za slabych naukowcow, choc wedlug
      amerykanskich standardow nigdy nie powinni byli tak daleko w karierze naukowej
      zajsc?

      Ilu z nich zgodzi sie na taka komisje weryfikacyjna?
      • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 21.03.08, 22:18
        Tyle, ze w USA ponad 90% uczelni jest jeszcze gorsze niz przecietny
        polski uniwersytet. A tam tez sa profesorowie. Gdzies musza przeciez
        sie pomiescic ci, co odpadli z Ivy League...
        Kazdy medal ma swe dwie strony...
      • mrzorba Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 22:20
        1. Likwidacja habilitacji i zastapienie jej PhD
        2. Likdwidacja dozywotnich belwederskich profesur i zastapienie nich
        niedozywotnimi, odnawialnymi, i to w drodze prawdziwego, uczciwego i
        otwartego konkursu, co np. 5-10 lat, profesurami uczelnianymi
        3. Wymog pisania i obrony PhD w jezyku obcym, z wyjatkiem filologii
        polskiej
        4. Wymog obrony PhD poza uczelnia, gdzie zrobilo sie studia
        licencjackie i magisterskie i poza uczelnia, gdzie sie pracuje badz
        pracowalo
        5. Wymog trzech recenzentow, z ktorych dwoch musi byc poza Polska (z
        wyjatkiem jak w p. 3, gdzie wystarczy jeden zagraniczny recenzent i
        dwoch z Polski)
        6. Nostryfikacja jak w np. Australii, czyli przeprowadzana przez
        Ministerstwo na podstawie reputacji konkretnej uczelni, a nie widzi
        mi mi sie Rady Wydzialu, czesto zainteresowanej w usunieciu
        potencjalnej konkurencji
        7. Otwarte, uczciwe konkursy na stanowiska naukowe i dydaktyczne
        8. Ocena dydaktykow przez wspolpracownikow i studentow
        9. Ocena badaczy przez recenzentow i to glownie z zagranicy
        10. I na koniec placa zalezna od wynikow pracy, a nie stazu pracy
        • behemotka2 Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 22:31
          > 3. Wymog pisania i obrony PhD w jezyku obcym, z wyjatkiem
          filologii polskiej

          a dlaczego mam pisać w języku obcym? Czy jakiś Francuz lub Niemiec
          też piszą w obcym języku? Żyjemy w Polsce i jeżeli chcę tomam prawo
          używać narodowego języka.

          a wracając do tematu- znam osoby, które zrobiły doktorat przed 30-
          tką i znam doktorów habilitowanych w wieku niecałych 40 lat. I nie
          mieli układów ani nie pisali odtwóczych prac z przerobienia 10
          książek. Uważam, że likwidacja hierarchii stopni naukowych obniży
          poziom, zaraz okaże się, że połowa studentów jest na tyle zdolna,
          że po licencjacie będzie chciała pisać doktorat, a potem nie mając
          pojęcia o niczym wymagała nie wiadomo jakich zarobków "bo ja mam
          tytuł".
          • mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 22:47
            1. Po to, aby ciebie mogli przeczytac, wydac i cytowac za granica.
            Gdyby Kalecki pisal od razu po angielksu, to dzis mowilibysmy o
            szkole Kaleckiego-Keynesa, a nie tylko o Keynesizmie. Itp. Itd.
            2. Mnie prof. T. Peche z SGPiS (dzis znow SGH) zabronil wrecz robic
            doktorat przed trzydziestka. Bal sie konkurencji...
            3. Nie sadze, aby ci mlodzi doktorzy byli szczegolnie zdolni czy
            pracowici. Raczej mieli, jak GW Bush, dobrze ustawionych tatusiow...
            4. Likwidacja habilitacji bedzie bardziej niz zrownowazona
            podwyzszonymi wymogami na PhD. Syd wymog pisania w j. obcym i obrony
            glownie za granica...
            • aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 23:17
              Tak, tak - a najlepiej ustaw wszystkie kryteria tak, żeby pasowały
              idealnie pod ciebie. Kolego, piepszysz tu od wielu godzin jak
              potluczony. Tez zrobilem doktorat zagranica (nie, nie w Burkina
              Faso). Nie mailem zadnego problemu z nostryfikacja. Jesli masz
              klopot z jakims tam dziekanem, to idz na inna uczelnie. Nie ma
              obowiazku przeprowadzenia procedury nostryfikacyjnej w miejscu
              aktualnego zamieszkania.

              Z tym pisaniem doktoratu w jezykach obcych tozes palnal (zastrzegam,
              ze bronilem swoj doktorat w angielskim, a opublikowalem i po
              angielsku i po polsku). To jest kompletna bzdura. Owszem fajnie
              byloby, gdyby sporo prac polskich naukowcow powstawalo w jezyku
              obcym, ale nie przeginaj. Uzyskanie stopnia naukowego w danym kraju
              pod warunkiem napisania pracy w jezyku obcym. Wez sie nie osmieszaj.

              Prof. Peche. No to miales Pecha. Jest roznie. Po prostu roznie. Zal
              mi cie, zes wpadl z deszczu pod rynne.

              Z tymi mlodymi doktorami jest tak samo roznie. Proponuje, zebys juz
              przestal swoje zale wylewac, bo to po prostu zenujace. Mnie nikt za
              uszy nie ciagnal, tam gdzie konczylem magisterke z powodu mojego
              zagranicznego doktoratu (PhD, jesli wolisz) jestem skreslony.
              Trudno. Nikt nie obiecywal, ze bedzie latwo. Acha, obecnie pracuje w
              Polsce i zagranica.

              Czy mozesz mnie oswiecic czym wedlug ciebie rozni sie PhD (stopien
              posiadany przeze mnie) od dr? Bede wdzieczny.
              • mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 21.03.08, 23:52
                1. Nie ustawiam pod siebie. Akurat ten doktorat z ekonomii napisalem
                po polsku i chcialem bronic na SGH.
                2. W Szwecji pisze sie doktoraty glownie po angielsku... Co w tym
                smiesznego? Ze sie ma szersze perspektywy?
                3. Nie Pecha, ale taki jest caly system, w ktorym taki Peche mogl
                robic swa szkodliwa robote.
                4. Tobie sie po prostu udalo. Miales szczescie, a ja nie. Wiec mnie
                nie pouczaj...
                5. PhD to doktorat z filozofii (Philosophiae Doctor), w odroznieniu
                od tzw. doktoratow niszych, czyli profesjonalnych typu DBA, DJ
                (prawo), DPsych (psychologia), DEng (dr inz.) itp. Po PhD mozna
                zostac pelnym profesorem bez skladania dalszych egaminow czy
                dysertacji. Jak widac, nigdy PhD nie miales, nigdy tez w zyciu nie
                przstapiles progu uczelni, gdzie PhD nadaja (chyba ze z mopem i
                wiadrem)...
                • aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:00
                  Kolego, wylewasz tu swoje zale jak to ci kaza tlumaczyc prace na
                  angielski, wiec nie opowiadaj bajek. Najlepiej, zeby nie mieli na
                  ciebie zadnego haka. Pewnie, ze najlepiej, zeby w ogole hakow nie
                  bylo, ale nie trzeba poslugiwac sie takimi metodami jakie
                  proponujesz.

                  O systemie skandynawskim mi nie opowiadaj, bo wlasnie ja w
                  Skandynawii pisalem doktorat. Czekaj, niech no sprawdze - no patrz,
                  jednak PhD.

                  Udalo sie? Jakbys przeszedl to co ja, tobys nawet nie mial sily tych
                  swoich bredni wyklepywac na klawiaturze.

                  Dziekuje bardzo za uwage o mopie - to bardzo konstruktywna uwaga.
                  Lem by sie nie powstydzil... W kazdym razie zauwazylem, ze masz
                  monopol na dwie rzeczy: bol istnienia i prawde absolutna. W tym
                  kontekscie nie dziwia twoje problemy.
                  • mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:07
                    1. Kto mi kaze cokolwiek tlumaczyc na angielski? To chyba ktos inny
                    tak ci sie zali. Nie wmawiaj mi, ze powiedzialem cos, czego nigdy
                    nie rzeklem...
                    2. Jaki uniwersytet, kto byl promotorem itd.? Czemu niby mam ci
                    wierzyc na slowo? Raczej jestes mopista niz intelektualista...
                    • aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:14
                      Jak to? przeciez, gdzies tam milion wpisow temu pisales, ze groza
                      ci, ze bez tlumaczenia z nostryfikacji nici.

                      Przykro mi, ze jestes totalnie sfrustrowany i dolamany, ale to
                      jeszcze cie nie upowaznia do tego, zeby notorycznie innych obrzucac
                      blotem. Tym bardziej nie dziwia twoje klopoty.
                      • mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:26
                        Ale to mialo byc tlumaczenie na POLSKI, a nie na ANGIELSKI!
                        • aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:28
                          No wlasnie. Jakby byl wymog pisania doktoratow w jezyku obcym, to
                          mialbys problem z glowy. A wiec jednak reforme ustawialbys pod
                          siebie.
                          • mrzorba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:31
                            ?? Napisalem przeciez doktorat z ekonomii po POLSKU!
                            Znmow sie czepiasz... :(
                            • aramba Re: Moja propozycja udrowienia nauki polskiej 22.03.08, 00:38
                              Dobra, chlopie zrob z tym porzadek. Napisalem ci tam nizej, co bym
                              na twoim miejscu zrobil. To nie jest sprawa nie do przeskoczenia. W
                              Polsce jest tyle szkol wyzszych, ze az o wiele za duzo. Gdzies ci
                              nostryfikuja twoj doktorat z Lema i na pewno sie gdzie do roboty
                              zalapiesz, tym bardziej, ze wiele uczelni (panstwowych) i to w
                              calkiem duzych miastach cierpi na powazne braki kadrowe. No trudno,
                              ja tez musialem zrezygnowac z marzen o pracy w miescie, w ktorym
                              chcialem pracowac - i wyszlo mi to tylko na zdrowie. Ja wiem, ze
                              jest ciezko, ale chyba sam wiesz, ze nie tylko w Polsce. Ilu ludzi w
                              innych krajach musi dojezdzac po pareset kilometrow do pracy, bo cos
                              tam nie wyszlo, bo uklady (ktore sa wszedzie), bo rodzina, to albo
                              tamto. Niestety, zycie nie glaszcze.
                • adam.2x PhD to nie doktorat z filozofii 22.03.08, 16:35
                  mrzorba napisała:

                  >> 5. PhD to doktorat z filozofii ..
                  ------------------
                  Może z filozofii też, tego nie wiem. PhD jest ogólnym symbolem
                  stopnia doktora w wielu dziedzinach. Latwo sprawdzić choćby tutaj:
                  en.wikipedia.org/wiki/Doctor_of_Philosophy
                  • mrzorba Re: PhD to nie doktorat z filozofii 22.03.08, 17:29
                    To byl skrot myslowy: filozofia jako "matka" nauk. Oczywiscie
                    doktorat z "filozofii jako takiej" w systemie PhD to PhD ze
                    specjalnoscia "filozofia"...
    • rizan37 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:17
      Czy nie można tej Baby wyrzucić z urzędu. To nic, że to profesor, tytuł nie
      oznacza , że dana osoba wie co mówi.
      Kiedy projekt poselski Prawa o Szkołach Wyższych postulował zniesienie
      habilitacji ale jednocześnie wprowadzał większe wymagania dla doktoratów, aby
      doktorat wreszcie miały rangę taką samą jak na zachodzie i były jedynym stopniem
      koniecznym do samodzielnej kariery naukowej, to go wysłano.
      A teraz po licencjacie. To może po maturze. Dewastacja edukacji polskiej w
      wykonaniu "wielkich tego świata" jest koszmarna. zamiast utzrymać nasz względnie
      wysoki poziom szkół i kształcenia na uczelniach podporządkowujemy się zachodnim
      - unijnym pomysłom kształcenia eurogłuptaków.
      Powinno się pręgierz przygotować i reformatorów edukacji od lat 70siątych
      począwszy biczować codziennie.
      Powodzenia
      • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:23
        Ja mysle, ze trzeba przede wszystkim pewne sprawy uporzadkowac. OK,
        zniesmy albo dazmy do zniesienia habilitacji (tak jak w Niemczech na
        przyklad, gdzie w tej chwili istnieja dwie sciezki "robienia
        kariery"), ale podwyzszmy standardy ksztalcenia na nizszych
        szczeblach. Przeciez licencjat, a nawet magisterka, to w tej chwili
        totalne nic. Ludzie piszacy licencjaty nie potrafia pisac po polsku,
        czytac po polsku i analizowac tekstow (w tym napisanych przez samych
        siebie). Szkola srednia w ogole nie przygotowuje do studiow. Bardzo
        fajnie, ze jest troche elitarnych - ze tak sie wyraze - szkol, ale
        to sa oazy na pustyni. Wprowadzenie systemu bolonskiego tylko
        pogorszylo sytuacje. Owszem moze statystykom w Brukseli podskoczyly
        wskazniki skolaryzacji, tylko co z tego.
    • jotef1 Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:30
      Brawo p. Minister! Likwidacja habilitacji to przede wszystkim
      odblokowanie dyskusji naukowej, która tłamszona jest przez
      profesorów, gdyż zagraża ona ich ..."autorytetowi"! Poza tym
      profesorowie sztucznie "podwyższają" swoją "wartość", bo ustanawiają
      ilościowe kryteria prowadzenia kierunków studiów, w oparciu o -
      oczywiscie - siebie!
      • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:41
        oj taaaaak. i ci wszyscy stlamszeni adiunkci nagle odzyja. a
        dyskusja naukowac bedzie kwitnac....wreszcie kazdy adiunkt bedzie
        mogl byc profeosrem. habilitacja? po co? dorobek? nie trzeba. nie
        matura, pardon, nie habilitacja, a chec szczera zrobic z ciebie
        belwedera, nawet sie zrymowalo.....

        jotef1 napisał:

        > Brawo p. Minister! Likwidacja habilitacji to przede wszystkim
        > odblokowanie dyskusji naukowej, która tłamszona jest przez
        > profesorów, gdyż zagraża ona ich ..."autorytetowi"! Poza tym
        > profesorowie sztucznie "podwyższają" swoją "wartość", bo
        ustanawiają
        > ilościowe kryteria prowadzenia kierunków studiów, w oparciu o -
        > oczywiscie - siebie!
        • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:47
          Wiesz, ja mysle, ze ty tez troche przesadzasz. Od habilitacji sie
          jednak odchodzi na przyklad w Niemczech, a to jest argument (to
          znaczy tradycja nauki niemieckiej) za tym, ze to jest chyba
          przezytek. Habilitacji nie ma w krajach anglosaskich, nie ma w
          Skandynawii. OK jest we francji, ale tam system jest chyba jeszcze
          bardziej pokrecony niz u nas.
          • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 00:57
            nie wiem czy to do mnie, ale na wszelki wypadek....

            ale odpowiednik habilitacji (tenure) istnieje w USA na przyklad. czy
            habilitacja bedzie czy nie (ja uwazam ze powinna byc, choc zmeniona)
            tak naprawde nie ma znaczenia. to co ma znaczenie to system
            rzetelnej oceny dorobku. i czy my to nazwiemy habilitacja, czy
            ciamciurinkiem, nie ma najmniejszego znaczenia. i dopoty nie bedzie
            takiego systemu, zmiany proobnowane przez Kudrycka sa
            marginalne.bedzie to samo, tylko bez habilitacji, to znaczy na
            poziomie doktoratu, no i oceniac beda nas profesorowie nawet bez
            dzisijeszej habilitacji, czyli z dorobkiem szzcatkowym.

            niech mi ktos powie, jak zapewnic uczciwe mianowanie doktorow na
            profesorow. przeciez to bedzie jedna wielka korupcja.

            aramba napisał:

            > Wiesz, ja mysle, ze ty tez troche przesadzasz. Od habilitacji sie
            > jednak odchodzi na przyklad w Niemczech, a to jest argument (to
            > znaczy tradycja nauki niemieckiej) za tym, ze to jest chyba
            > przezytek. Habilitacji nie ma w krajach anglosaskich, nie ma w
            > Skandynawii. OK jest we francji, ale tam system jest chyba jeszcze
            > bardziej pokrecony niz u nas.
            • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:01
              Wiesz, z tym tenure to nie do konca tak. Poza tym przyznasz chyba,
              ze habilitacja tradycyjna, to jednak nie jest to samo co ocena
              dorobku. Moze byc i tak, ze byles szefem wielu miedzynarodowych
              projektow konczonych waznymi publikacjami, ale w Polsce profesorem
              nie zostaniesz, bo nie masz... habilitacji, co - moim zdaniem - jest
              absurdalne.
              • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:08
                owszem, ale to troche nie jest taki argument. bo wiekszosc z takich
                szefow ma dorobek na 2 habilitacje. co wiecej, ilu jest tych szefow,
                ktorzy chca byc polskimi profsorami? poza takimi ludzmi jak ja,
                ktorzy pracuja za granica, ale chca, glwonie jako hobby, stac jedna
                noga w Polsce, takich nie ma.

                habilitacja to TEZ ocena dorobku (o ile sobie przypominam moje
                recenzje habilitacyjne). natomiast ja widze koniecznosc zmiany
                systemu. ten idiotzm kolokwium, na ktorym wszyscy udowadnaija ze
                potrafia zagiac delikwenta.... ale to sa marginalia. zasada jest
                taka ze powinna byc formula oceny dorobku gdzies po doktoracie.
                czyli habilitacja, ale mozemy ja nazwac inaczej.

                w polskiej rzeczywistosci? bez habilitacji, bedziemy mieli
                najwiekszy odsetek profsorow na uczelniach na calym swiecie. i
                zawsze beda to koledzy dziekana....
                • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:14
                  Ja jestem dokladnie w takiej samej sytuacji - pracuje zagranica i w
                  Polsce.

                  Masz sporo racji habilitacja to tez ocena dorobku. Tylko co z tego,
                  ze masz dorobek, ze wszyscy sobie z tego zdaja sprawe, ale tak sie
                  zlozylo, ze nie masz tej drugiej monografii. No tak wyszlo. Masz
                  sporo artykulow i to o roznej tematyce (akurat dla oceny twojego
                  dorobku w Polsce to jest minus; wszystko ma byc monotematyczne -
                  wtedy to jest OK), kierujesz zespolami, potrafisz zebrac ludzi, zeby
                  cos konkretnego zrobic, ale to sie nie liczy. "A ksiazeczka jest,
                  Panie Kolego?".
                  • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:25
                    no ale to troche zalezy od dziedziny. w humanistyce musi byc
                    ksiazka. w naukach scislych nie. i ja widze problem z ksiazka (ja
                    bym to zmeinil, mnie ta ksiazka to jest rybka, w Polsce jest obsesja
                    na temat publikacji zwartych).

                    a co do monotematycznosci - mnie roznorodnosc nie przeszkodzila,
                    raczej przeszkadza tutaj. czesto mowie ze jestem najbardziej
                    niezatrudnialnym czlowiekiem z najlepszym dorobkiem na swiecie :-).
                    bo ja skacze z tematu na temat i nie ma czlowieka na siwecie kotry
                    zna mnie ze wszystkich ksiazek (poza znajomymi i rodzina, ktorzy i
                    tak ich nie przeczytali).
                    • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:31
                      Ja akurat jestem humanista. No i, niestety, masz racje - obsesja na
                      punkcie "publikacji zwartych", a jesli nie sa "zwarte :)", to
                      wszystko musi byc monotematyczne. Zreszta poczytaj na stronie CK
                      taki wymog dotyczy oficjalnie wszystkich dyscyplin.
                    • mrzorba [...] 22.03.08, 09:25
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:07
              Jesli chodzi o ocene dorobku doktorow, to znaczy czy nadaja sie na
              profesorow, to wystarczy skopiowac, ale ze wszystkimi szczegolami,
              system wprowadzany w Niemczech. On jest w miare OK. Niestety,
              jednego nigdzie sie nie udalo wyeliminowac - ukladow. W kazdej
              procedurze konkursowej sa momenty, ze możesz nia manipulowac. Chodzi
              tylko o to, zeby to pole do kretactw maksymalnie ograniczyc.
              • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:15
                ale mozna tez wziac system amerykanski, z silna 'habilitacja' czy
                brytyjski, z malo wyrazna. tyle ze likwidacja habilitacji nie
                zalatwia calego prpoblemu dobrych recenzji kolegow kolegi....

                a do tego tne idiotyzm pensum kadorwego, ktory powoduje ze uczelnie
                s azywo zainteresowane mianowanie profesorow, bez wzgledu na ich
                dorobek. znies pensum i nagle swiat wyglada inaczej
                • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:22
                  To prawda. Moim zdaniem wszystko zależy od tego czy uda sie w Polsce
                  stworzyć wiarygodny system weryfikacji dorobku. Wtedy "ksiazeczka"
                  niepotrzebna. Jesli ja masz, to bardzo fajnie, jest to czesc twojego
                  dorobku. Jak jej nie masz, ale z kolei masz inne osiagniecia, ktore
                  dazdza sie obiektywnie zweryfikowac, to tez OK.
                  • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:28
                    wlasnie tak. dopoki nie bedzie takiego systemu, mozemy sobie leb
                    urywac i trzy habilitacje likwidowac.

                    i tym optymistycznym akcentem, koncze prace i pisnaie pieprzonego
                    projektu badan, na ktore nie mam najmniejszej ochoty, ale szanse na
                    na forse, choc od jakiegos czasu juz tylko rozrywke - i ide
                    poczytac.

                    dziekuje za mila rozmowe. dobranoc.
                    • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:32
                      A ja sobie "w miedzyczasie" sprawdzalem jeden licencjat. Czemu ci
                      studenci pisac nie umieja "po polskiemu". Czesc.
                      • owocoskala Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 08:00
                        > A ja sobie "w miedzyczasie" sprawdzalem jeden licencjat. Czemu ci
                        > studenci pisac nie umieja "po polskiemu". Czesc.
                        A wszyscy doktorzy to umieją? Myśleć też niektórzy nie potrafią a
                        zaraz pewnie profesorami zostaną.... Mąż wczoraj czytał mi wniosek
                        grantowy osoby z otwartą habilitacją to można się załamać....
                        • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 11:03
                          Pewnie, ze nie. A wszyscy profeorowie potrafia dwa zdania "do kupy
                          poskladac"? To wszystko jest tym bardziej smutne...
                    • mrzorba [...] 22.03.08, 09:29
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:12
              dalatata napisał:

              > niech mi ktos powie, jak zapewnic uczciwe mianowanie doktorow na
              > profesorow. przeciez to bedzie jedna wielka korupcja.

              Bez przesady. W kazdej dziedzinie wiadomo, jakim dorobkiem nalezy sie wykazac do
              habilitacji. Na jednych wydzialach liczy sie publikacje na sztuki, na innych
              liczy sie punkty KBN. Wystarczy to po prostu spisac w taki czy inny sposob.
              • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:20
                khmaro, nie raz juz o tym rozmawialismy. od kiedy spisanie
                czegokowliek w Polsce mialo jakiekowliek znaczenie. w Polsce da sie
                wszystko. a jak sie nie da, to i tak sie da. punkty? nie ma
                problemu: bedziemy sie dopisywac do publikacji? o plagiatach nie
                sluyszales? ja slyszalem o wielu.

                ja bardzo chetnie sie bede mylic i posypie glowe popiolem, jak sie
                okaze ze spisanie punktow bez drakonskich kontroli odniesie
                jakikowliek skutek. i moge jeszcze mowic: khmaro wielki, jestes moim
                guru.
                • aramba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:24
                  Czyli da capo al fine - czy da sie stworzyc w Polsce system
                  wiarygodnej weryfikacji...
                • khmara Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 01:47
                  Ale to sa dwie odrebne sprawy. Pytanie brzmialo, jak uniknac korupcji przy
                  awansowaniu doktorow na profesorow. Ja nie proponuje tu rewolucji, tylko
                  spisanie tego, co w tej chwili funkcjonuje moca zwyczaju, ustnej tradycji itp.
                  Plagiatorstwo i dopisywanie sie do publikacji ma sie dobrze w obecnym systemi
                  habilitacyjnym. Nie widze powodu, by te zjawiska mialy sie szczegolnie nasilic
                  po zastapieniu habilitacji ocena dorobku. Nb. dopisywanie sie do publikacji nie
                  jest wcale polskim wymyslem.
                  • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 10:22
                    spisanie prawa zywaczjowego jest pewnie zawsze dobre, tyle ze
                    niczego nie zalatwia.

                    ja bowiem nie powiedzialem ze po zniesieniu habilitacji wszystko sie
                    wzmoze. ja tylko powiedzialem, zniesienie habilitacji niczego nie
                    zmieni. bedzie dokladnie to samo, tylko na innym poziomie.
                    to co proponujesz, nie tylko nie jest rewolucja, co nawet niczego
                    nie zmienia. to sa zmiany czysto kosmetyczne, marginalia. sorry.

                    i dlatego powtarzam ze zniesienie habilitacji niczego nie zmienia.
                    to jest straw man ustawiany po to, zeby pozorowac radykalne
                    dzialania. mnie fascynuje to, ze system, o ktorym wszyscy wiemy, ze
                    dziala w znacznej mierze na zasadzie lizusostwa, ukladow, kolegow,
                    mozna naprawic nie odnoszac sie do tego faktu. ustawa o habilitacji
                    nie wspomina nic o podlizywaniu sie radom, jednak wszcy wiedza ze
                    jesli nie podlizywac sie, to na pewno nie antagonizowac, bo beda
                    ciac.

                    powiedz, khmaro, na jakiej podstawie sadzisz, ze w wypadku spiania,
                    ktore proponujesz, bedzie inaczej.

                    khmara napisał:

                    > Ale to sa dwie odrebne sprawy. Pytanie brzmialo, jak uniknac
                    korupcji przy
                    > awansowaniu doktorow na profesorow. Ja nie proponuje tu rewolucji,
                    tylko
                    > spisanie tego, co w tej chwili funkcjonuje moca zwyczaju, ustnej
                    tradycji itp.
                    > Plagiatorstwo i dopisywanie sie do publikacji ma sie dobrze w
                    obecnym systemi
                    > habilitacyjnym. Nie widze powodu, by te zjawiska mialy sie
                    szczegolnie nasilic
                    > po zastapieniu habilitacji ocena dorobku. Nb. dopisywanie sie do
                    publikacji nie
                    > jest wcale polskim wymyslem.
                    • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 10:29
                      A ty wciaz tu jeszcze? Kto ci placi za to cigle, ad nauseum,
                      chwalenie habilitacji? Pewnie zaraz napiszesz, ze habilitacje sa
                      przeciez "od zawsze" w USA (ukryte pod nawa "tenure"), i ze masz w
                      USA nominacje profesorska od samego prezydenta G. Busha'a
                      (seniora)... :(
                • mrzorba [...] 22.03.08, 09:31
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • owocoskala Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 08:09
                > habilitacji. Na jednych wydzialach liczy sie publikacje na sztuki,
                na innych
                > liczy sie punkty KBN. Wystarczy to po prostu spisac w taki czy
                inny sposob.
                Niestety nie jest prawda. Możesz mieć super dorobek, ale wystarczy
                że za mało podlizujesz się "staruszkom" na radzie, puścisz im za
                mało kolorowych obrazków podczas prezentacji, czy np. się jąkasz
                albo będziesz miał nie dość uprasowaną koszule co ich obrazi i juz
                nie nadajesz się na habilitowanego. Oni hab traktują jak wejście do
                ich ekskluzywnego klubu do którego moga Cię łaskawie włączyć ale nie
                muszą i przed nikim nie musza się tłumaczyć czemu zagłosowali tak a
                nie inaczej. Dlatego potrzebne są obiektywne odgórne kryteria na
                piśmie.
                • ford.ka Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 09:24
                  Powtarzam sie, ale nikt nie czyta tego od początku ;)
                  W czynie spolecznym napisze dla pani minister nowa ustawe o
                  habilitacjach (szczegolnych uprawnieniach do czegostam).

                  1. Kandydat do habilitacji zobowiazany do zgromadzenia dorobku o
                  minimalnej wartosci 200 punktow KBN/MNiSW/CKSN/inne dowolne. MNiSW
                  moze w przypadku wybranych dziedzin obnizyc wartosc minimalna, nie
                  nizej jednak niz 150 punktow.

                  2. CKSN we wspolpracy z naukowcami odpowiednich dziedzin opracuje
                  katalogi czasopism i system oceny publikacji ksiazkowych,
                  internetowych, innych dla kazdej dziedziny nauki. Podstawa (zeby nie
                  tracic czasu) bedzie obecna tzw. lista ministerialna i (dla nauk
                  scislych i przyrodniczych) lista filadelfijska. Pierwsza lista
                  powstanie w nieprzekraczalnym terminie 1 stycznia 2009.

                  3. Lista bedzie stale uzupelniania o nowe czasopisma i nowe typy
                  publikacji. Kazdy kandydat ma prawo zglaszania nowych/wczesniej
                  pominietych czasopism, ktore w terminie 3 (trzech) miesiecy powinny
                  zostac "wycenione" i dodane do listy.

                  4. Oceny beda aktualizowane co trzy lata - w przypadku zmiany oceny,
                  na konto kandydata dolicza sie wartosc wyzsza. We wszelkich sporach
                  obowiazuje zasada, ze decyzje podejmuje sie na korzysc kandydata.

                  5. CKSN zbuduju system komputerowy, w ktorym kazdy kandydat
                  legitymujacy sie stopniem doktora bedzie mial prawo zalozyc swoje
                  indywidualne konto, na ktore bedzie sam wprowadzal informacje o
                  swoich publikacjach naukowych. System powstanie w nieprzekraczalnym
                  terminie 1 stycznia 2009.

                  6. Wszelkie informacje umieszczone w systemie sa calkowicie jawne,
                  osoby ktore nie zycza sobie ich ujawnienia nie moga
                  otrzymac "habilitacji".

                  7. Odpowiedzialnosc za terminowe aktualizowanie swojego konta
                  spoczywa wylacznie na kandydacie.

                  8. Po przekroczeniu ilosci 200 punktow CKSN zwroci sie niezwlocznie
                  ale w terminie nieprzekraczajacym 1 (jednego) miesiaca do kandydata
                  o przedstawienie dorobku do weryfikacji - weryfikacji podlega fakt
                  istnienia publikacji zgodnie z zapisami na koncie, CKSN nie ma
                  uprawnien do oceny ich wartosci.

                  9. Po pozytywnej weryfikacji CKSN wydaje niezwlocznie (w terminie
                  nieprzekraczajacym jednego miesiaca) dyplom "habilitacji"

                  10. Poprzednie regulacje dotyczace nadawania stopnia doktora
                  habilitowanego pozostaja w mocy w calosci. Decyzja kandydata
                  pozostaje, ktora sciezke wybiera. W obu przypadkach dokumenty
                  poswiadczajace uzyskanie tytulu musza byc identyczne.

                  11. Powyzsze regulacje dotycza kazdej osoby, niezaleznie od
                  obywatelstwa, ktora zyczy sobie poslugiwac sie w Rzeczypospolitej
                  Polskiej dyplomem doktora habilitowanego.

                  Wesołych Świąt!
                  • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 09:40
                    A co z nostryfikacjami zagranicznych doktoratow?
                • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 09:38
                  Stad podstawa powinien byc dorobek naukowy i recenzje, glownie z
                  zagranicy, a nie od kolesiow dziekana i ski...
    • pfg Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 14:09
      Powiedzmy sobie szczerze: Z rewolucją w *nauce* nie ma to nic
      wspólnego. Jedynym beneficjentem proponowanych zmian będą małe
      uczelnie, głównie prywatne, dla których zniknie bariera otwierania
      nowych kierunków studiów. Nowi "profesorowie" będą się przede
      wszystkim zajmować nauczaniem, bo za to będzie płynąć kasa w postaci
      czesnego lub dotacji ministerialnych. Silne uczelnie stracą, bo
      wykreowana na skutek reformy konkurencja odbierze im studentów.
      Efektem netto będzie zarobek właścicieli prywatnych szkół wyższych i
      tamtejszych "profesorów", radykalne obniżenie poziomu edukacji
      wyższej i wątpliwa satysfakcja z posiadania kiepskich dyplomów dla
      licznych przyszłych absolwentów.
      • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 14:21
        Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniem mechanizmow rynkowych do
        nauki. Nie uwazasz, ze rynek zweryfikuje wtedy uczelnie, i te slabe
        beda musialy albo sie poprawic, albo zamknac, bo nikt nie zatrudni
        ich absolwentow?
        I skad ta pewnosc, ze nie bedzie badan? Wystarczy wprowadzic
        obowiazek przeznaczania np. 10% wplywow na badania i kontrolowac
        ilosc, a glownie jakosc tych badan i publikacji z nich wychodzacych.
        W nauce trzeba i mechanizmow rynkowych (do oceny uczelni) i
        intrwencji panstwa (aby zyski nie byly kosztem jakosci).
        Jedno jest pewne: obecny systemn jest najgorszym z mozliwych i musi
        byc zmieniony. Musza odejsc habilitacje i belwederskie profesury,
        nostryfikacja powinna byc radykalnie uproszczona i zabrana
        uczelniom, a konkursy musza sie stac otwarte i transparentne. Inczej
        nie ma sensu przenaczac chocby zlotowki z podatkow na utrzymywanie
        obecnego doszczetnie skporumpowanego i mafijnego systemu, ktory
        powoduje, ze prestiz polskiej nauki upada z kazdym rokiem coraz
        nizej.
        • pfg Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 15:58
          mrzorba napisała:

          > Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniem mechanizmow rynkowych do
          > nauki.

          Łączenie propozycji przedstawionych przez panią Kudrycką z nauką to
          hucpa. Tu nie chodzi o naukę, ale o ułatwienia dla małych uczelni i
          o odniesienie papierowego sukcesu w postaci poprawionych statystyk
          skolaryzacji, wykształcenia i wszystkiego najlepszego.

          > Nie uwazasz, ze rynek zweryfikuje wtedy uczelnie, i te slabe
          > beda musialy albo sie poprawic, albo zamknac, bo nikt nie zatrudni
          > ich absolwentow?

          Mrzonki, mój drogi, mrzonki. Prawdziwy problem polega właśnie na
          tym, iż w Polsce rynek bardzo słabo weryfikuje jakość dyplomów.
          Bardzo niewiele firm, zatrudniając nowego pracownika, patrzy na to,
          jaką uczelnię skończył i jakie oceny uzyskał. Przy czym zapewne nie
          dotyczy to uniwersyteckich kierunków ścisłych ani trudnych studiów
          technicznych oraz stosunkowo niewielu firm z innych dziedzin,
          aspirujących do światowego poziomu, tam sprawdzają, ale nie sądzę,
          aby ktoś chciał w Polsce otworzyć prywatną politechnikę - raczej sto
          pięćdziesiątą szkołę zarządzania, bankowości, turystyki i
          informatyki, przy czym przez informatykę rozumie się umiejętność
          przygotowania prezentacji w PowerPoincie, "stronki" w PHP i
          administrowania małym serwerem; no, do nauczania tego w istocie
          habilitacji nie trzeba. Na codzień mam do czynienia ze studentami
          uzupełniających (magisterskich) studiów z informatyki. Ludzie
          przychodzą tam z licencjatami z bardzo róznych szkół. Jedni są
          całkiem dobrze przygotowani, jeśli nie pod względem teoretycznym, to
          przynajmniej pod względem umiejętności praktycznych, ale inni nie
          umieją prawie nic. A dyplomy licencjatów mają. Różnice w
          przygotowaniu są silnie skorelowane z poziomem szkoły, ale jakoś nie
          słychać, aby złe szkoły miały upaść. Również w 1001 innych miejsc o
          przyjęciu do pracy decyduje mnóstwo czynników, często
          pozamerytorycznych, nie zaś to, co jest na dyplomie i kto go wydał.
          Ale ponieważ formalnym wymaganiem jest posiadanie dyplomu
          licencjata, szkoły "kup sobie wykształcenie" kwitną, a kwitłyby
          jeszcze piękniej, gdyby nie formalna przeszkoda w postaci
          konieczności zatrudnienia iluś tam samodzielnych pracowników
          naukowych. I o zniesienie tej właśnie bariery chodzi. Ubocznym zaś
          skutkiem będzie to, że więcej szkół oznaczać będzie silniejszą
          konkurencję, a że konkurować wysokością czesnego nie da się w
          nieskończoność, konkurować będzie się łatwością studiów. Łatwością,
          nie jakością: wobec bardzo słabych mechanizmów rynkowej weryfikacji
          dyplomów, preferowani będą ci, którzy mniej wymagają. I tak oto
          ogólny poziom wykształcenia w Polsce spadnie.

          > I skad ta pewnosc, ze nie bedzie badan? Wystarczy wprowadzic
          > obowiazek przeznaczania np. 10% wplywow na badania i kontrolowac
          > ilosc, a glownie jakosc tych badan i publikacji z nich
          wychodzacych.

          No to będą badania, a czemużby nie? Skoro będą bieda-szkoły,
          powstaną i bieda-czasopisma naukowe, które będą te "wyniki"
          publikować. Ktoś powie, że powinny się liczyć tylko
          publikacje "filadelfijskie". W takiej sytuacji pod nóż powinna pójść
          większość polskich szkół i kierunków studiów, bowiem tylko polska
          matematyka, fizyka i chemia jakkolwiek (choć i tak nienajlepiej)
          liczą się w międzynarodowych rankingach naukowych, opracowanych na
          podstawie publikacji "filadelfijskich" i cytowań tamże. Wszystkie
          inne dyscypliny publikują dzieła, których nikt, poza krewnymi i
          znajomymi, tudzież nieszczęsnymi studentami danego uczonego, nie
          czyta, bo i po co? Tak więc propozycję nagłego zaostrzenia kryteriów
          merytorycznych, przy radykalnym obniżeniu wymagań formalnych, można
          między bajki włożyć.
          • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 17:26
            mrzorba napisała: Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniu
            mechanizmow rynkowych do nauki.
            pfg napisał: Łączenie propozycji przedstawionych przez panią
            Kudrycką z nauką to hucpa. Tu nie chodzi o naukę, ale o ułatwienia
            dla małych uczelni i o odniesienie papierowego sukcesu w postaci
            poprawionych statystyk skolaryzacji, wykształcenia i wszystkiego
            najlepszego.
            - Niekoniecznie. Habiltacje i dozywotnie belwederskie profesury to
            przezytki nie tyle nawet "komuny", ile XIX wieku...

            Nie uwazasz, ze rynek zweryfikuje wtedy uczelnie, i te slabe
            beda musialy albo sie poprawic, albo zamknac, bo nikt nie zatrudni
            ich absolwentow?
            • pfg Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 19:00
              mrzorba napisała:

              >>> Widze, ze jestes przeciwko wprowadzeniu
              >>> mechanizmow rynkowych do nauki.

              >> Łączenie propozycji przedstawionych przez panią
              >> Kudrycką z nauką to hucpa. Tu nie chodzi o naukę, ale o
              >> ułatwienia
              >> dla małych uczelni

              > - Niekoniecznie. Habiltacje i dozywotnie belwederskie profesury to
              > przezytki nie tyle nawet "komuny", ile XIX wieku...

              Obawiam się, że własnie oblałeś test Turinga. Może habilitacje i
              profesury belwederskie są przezytkiem, może nie, ale ich likwidacja
              bądź utrzymanie nijak nie wpłynie na poziom NAUKI (na ilośc i jakość
              osiągnięć naukowych), więc mówienie w tym kontekscie o "rewolucji w
              nauce" to *jest* hucpa. Jeszcze raz: likwidacją habilitacji
              zainteresowane są słabe uczelnie, gdyż pozwoli im to uruchamiać
              kolejne kierunki studiów, co - moim zdaniem - doprowadzi do
              znacznego spadku poziomu kształcenia.
              • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 19:26
                ciesze sie ze nie tylko ja tak mysle. sama likwidacja habilitacji
                spowoduje jedynie natychmiastowa inflacje tytulu profesorskiego. i
                niewiele wiecej.

                nie zgadzam sie jednak co do kwestii otwierania kierunkow. kazda
                uczelnia powinna moc otworzyc dowolna liczbe kierunkow i to rynek
                powinien je weryfikwoac. lokalne uczelnie powinny moc zaspokajac
                lokalne potrzeby. nie wiem uczelnia w mitycznym pcimiu, powinna
                dawac absolwentow do urzedow gminnych ww okolicach, jesli sa takie
                potrzeby. po co tam cala masa noblistow? przy odpowiedniej
                dzialanosci PAKi, kontrolujacej poziom nauki, nie byloby problemu.

                pfg napisał:

                > Obawiam się, że własnie oblałeś test Turinga. Może habilitacje i
                > profesury belwederskie są przezytkiem, może nie, ale ich
                likwidacja
                > bądź utrzymanie nijak nie wpłynie na poziom NAUKI (na ilośc i
                jakość
                > osiągnięć naukowych), więc mówienie w tym kontekscie o "rewolucji
                w
                > nauce" to *jest* hucpa. Jeszcze raz: likwidacją habilitacji
                > zainteresowane są słabe uczelnie, gdyż pozwoli im to uruchamiać
                > kolejne kierunki studiów, co - moim zdaniem - doprowadzi do
                > znacznego spadku poziomu kształcenia
              • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 23:43
                Widze, ze dla obrony habilitacji, a szczegolnie dozywotnich
                belwederskich profesur, gotowi jestescie mnie utopic w lyzce wody. A
                prawda jest taka, ze w krajach, gdzie nauka stoi najwyzej, nie ma
                dzis habilitacji. I co ma tu do rzeczy Test Turinga? Czy wiesz, ze
                nie odnosi sie on do ludzi? Widze, ze habilitacja obnizyla twe IQ do
                poziomu dobrze ponizej 90...
    • mzok Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 15:04
      A ja jestem zdecydowanie przeciw zniesieniu habilitacji.
      Teoretycznie może jest to przeciwko mnie, bo doktorat zrobiłem trzy
      lata temu i pewnie mam co najmniej tyle do habilitacji, ale uważam,
      że właśnie habilitacja daje istotny impuls do pewnej pracy. Nie
      mówię tego z obawy o dorobek, bo akurat już po doktoracie mam
      całkiem spory, ale uważam, że właśnie likwidacja habilitacji i
      uproszczenia dla doktoratów (i tak już, niestety, coraz liberalniej
      traktowanych)mogą utrwalić układy w szkolnictwie wyższym. Wystarczy,
      że czyjś protegowany będzie miał doktorat i zapewne zostanie
      profesorem uczelnianym, bez względu na dorobek. Tym samym układy
      towarzyskie będą jeszcze silniejsze niż dziś, gdzie brak habilitacji
      stanowi istotną barierę, której wiele osob nie potrafi pokonać.
      Ponadto nie jest tak, że habilitacja to relikt przeszłości, bo i w
      niektórych krajach Europy Zachodniej w dalszym ciągu funkcjonuje.
      Ponadto braki w kadrze naukowej w żadnym wypadku nie upoważaniają do
      jej tworzenia w sposób sztuczny. Oczywiście szkolnictwo wyższe
      wymaga reformy, większej czytelności i silniejszej weryfikacji, ale
      nie tędy droga. Wydaje mi się jednak, że jak nie ma pieniędzy na
      uczciwą reformę połączoną z dofinansowaniem Uczelni to pokazuje się
      tematy zastępcze, ktorym wielu przyklaśnie, bo zawsze łatwiej można
      zostać zatrudnionym na profesorskim etacie.
      • adam.2x Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 15:48
        Piszę oczywiście z amerykańskiej perspektywy a ten system świetnie
        sprawdza się. Ocena naukowca odbywa się w jego środowisku fachowym
        poprzez publikacje w "peer review journals", prezentacje, udzial w
        międzyuniwesyteckich groupach badawczych, granty które otrzymuje na
        podstawie swych "proposals". To są "religijne" elementy pracy
        twórczej której studenci są uczeni na studiach doktoranckich i to
        jest wlaśnie system dzięki któremu można efektywnie wykorzystywać
        olbrzymie środki materialne dostępne tutaj w USA na naukę.
        • mrzorba Re: Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 17:15
          Tyle, ze w USA nauki scisle finansuje Pentagon z podatkow, ktore w
          USA sa de facto jedne z najwyzszych na swiecie (p. np. analizy firmy
          KPMG). System amerykanski nasladowac mozna wiec tylko w Rosji i w
          Chinach - inne gospodarki sa za male aby utrzymac tak wielkie
          wydatki na zbrojenia i zwiazane z nimi prace typu R&D...
          • adam.2x Re: Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 17:44
            Pentagon (czyli Department of Defense) jest tylko jednym ze
            sponsoróww określonych dziedzinach i dla większości badaczy nie
            bardzo istotnym. DOE, NSF, NIH, NCI to są glówne ośrodki finansujące
            naukę ze środków federalnych. Do tego jest wielka ilość pieniędzy
            (chyba większa niż z funduszy federalnych) z przemyslu w postaci
            różnego rodzaju kontraktów, wspólpracy, licencji. Na przyklad silą
            napędową rozwoju chemi organicznej i biochemii w ostatich kilku
            dekadach byl praktycznie przemysl farmeceutyczny dzieki wielkim
            dochodom tych firm.
            • mrzorba Re: Habilitacja jest zbędnym balastem 22.03.08, 18:05
              adam.2x napisał: Pentagon (czyli Department of Defense) jest tylko
              jednym ze sponsoróww określonych dziedzinach i dla większości
              badaczy nie bardzo istotnym.
              - Nie zdajesz sobie sprawy, ze Pentagon (DoD) finansuje olbrzymia
              wiekszosc badan naukowych w USA, tyle ze wiekszosc z nich posrednio,
              gdyz wielu naukowcow nie lubi myslec, ze pracuja dla najwiekszej
              organizacji zbrodniczo-terrorysttcznej swiata... Radio Wolna Europa
              tez nie bylo bezposrednio finansowane przez CIA, a przez tzw.
              prywatne funadacje, na ktore lozyl glownie szef CIA jako "calkowicie
              prywatna osoba"!

              DOE, NSF, NIH, NCI to są glówne ośrodki finansujące naukę ze środków
              federalnych. Do tego jest wielka ilość pieniędzy (chyba większa niż
              z funduszy federalnych) z przemyslu w postaci różnego rodzaju
              kontraktów, wspólpracy, licencji.
              - Tyle, ze ten przemysl dostaje albo bezposerdnie dotacje z
              Pentagonu, albo zamowienia od Armii, Floty, Lotnictwa, Marines czy
              innego NASA...

              Na przyklad silą napędową rozwoju chemi organicznej i biochemii w
              ostatich kilku dekadach byl praktycznie przemysl farmeceutyczny
              dzieki wielkim dochodom tych firm.
              - Znow: te firmy dostaja zamowienia i pomoc rzadowa, bowiem
              farmacutyka to biochemia, a biochemia to bron biologiczna i obrona
              przed nia...
      • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 17:06
        Widze, ze mafia profesorska sie dobrze trzyma i pisuje jako "mlody
        dr jeszcze nie hab.".
        A przeciez w zadnym liczacym sie kraju na Zachodzie (poza Niemcami,
        gdzie zreszta mozna zostac pelnym profesorem z aglosaskim PhD, a
        wiec bez Habilitation), nie ma habilitacji. Za to doktorat jest o
        wiele trudniej tam uzyskac niz w Polsce. W Australii musialem miec
        najpierw pozytwna opinie wewnetrzna (supervisora, potwierdzona przez
        szefa szkoly, czyli jakby kierownika katedry), a pozniej dwie opinie
        od profesorow z innych uniwersytetow, w tym jeden z zagranicy.
        Niemniej w Polsce nie chca mi uznac tego PhD - pewnie dla tego, ze
        jest on na wyzszym poziomie niz ponad 90% polskich habilitacji i
        uzyskany na uniwerytecie, ktory jest w czolowce swiatowej, a wiec
        conajmniej o dwie klasy wyzej niz najlepsze polskie wyzsze
        uczelnie... :(
    • adam.2x W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 15:37
      .. są normą na wszystkich uniwesytetach, jeśli BS jest to samo co
      licencjat. Studia doktoranckie to co najmniej pięć lat pracy.
      Pierwsze dwa lata to glównie wyklady, nauka z podręczników, testy,
      egzaminy, czyli normalne studia. Dopiero po kwalifikujących
      egzaminach i aprobacji grona profesorskiego zaczyna się oficjalne
      robienie pracy badawczej a okresowe egzaminy mogą jeszcze trwać
      przez jakiś czas. No i różne wyklady bierze się praktycznie przez
      caly czas. Na markowych uiversytetach wybór jest olbrzymi. Jeśli po
      dwóch latach ktoś nie zostanie zaaprobowany do pracy doktorskiej
      albo zrezygnuje to może dostać MS (nauki ścisle).
      Uważam że to dobry system bo dobrze sprawdzil się. Trzeba podkreślić
      że do wartościowych studiów doktoranckich potrzebny jest wielki
      potencjal zaczynający się od najwyższej klasy podręczników i
      profesorów do wyposażenia laboratoryjnego, dostępności materialow,
      itp. Sam organizacja nie pomoże bez kapitalu na materialne elementy.
      • khmara I to jest najwazniejszy post w calej tej dyskusji 22.03.08, 16:42
        Dzieki, Adamie.
      • mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 17:11
        Polski nie stac na samodzielne finansowanie badan w naukach
        scislych. Sens ma jedynie kupowanie miejsc dla polskich badaczy, w
        tym dla doktorantow, w najlepszych osrodkach swiatowych: w USA,
        Kanadzie, Australii, Japonii, Rosji, ChRL i oczywiscie w bogatych
        krajach UE. A w naukach spolecznych i humanistyce stac nas na
        utworzenie przodujacych w skali swiata osrodkow, tyle, ze musimy
        njpierw pozbyc sie habilitacji i dozywotnich profesur belwederskich
        i wprowadzic w miejsce obecnych doktoratow - PhD, pisane najlepiej
        po angielsku i oceniane glownie za granica...
        • barbara44 to hell with PhDs 22.03.08, 17:39
          Przemysl USA ich nie chce.

          Humanisci i politycy naukowcy jak tez MBA i prawnicy robia wiecej szkody niz pozyku.

          Wezmy takiego Mihnika czy Geremka po uwage.

          Tylko badania bezposrednio stosowane powinny byc finansowane przez panstwo.
          • mrzorba Re: to hell with PhDs??? 22.03.08, 17:59
            1. PhD a MBA czy LLB (prawnik) to sa zupelnie inne rzeczy!
            2. Domena panstwa sa badania podstawowe (fundamental research),
            badania bardziej praktyczne typu R&D to zas domena sektora
            prywatnego.
            3. Geremek to prawdziwy historyk, Michnik to zas tylko politykier,
            poza tym bez zawodu...
            • barbara44 Re: to hell with PhDs??? 22.03.08, 22:08
              Kochany.
              W biednym panstwie jak Polska nie powinno byc wogole badan podstawowych bez
              szansy ekonomicznego skutku za pieniadze podatnika.

              Porownaj jakiegos tam Geremka z profesorem medycyny czy weterynarii.
              Nieuk politykier i pozatym lotr. Za co mu placic ?.

              W systemie rzadzonym przez LLB MBA czy PhD na poziomie Heremka nic sie moze stac
              w ekonomii.

              Czy ty slyszles o zastosowaniach najnowszej nanopthotoniki ?.

              Robie je Intel IBM i tez za wojskowe pieniadze (DARPA) uniwersytety.

              Na poziomie umyslowym geremlkow nikt by tam nie wytrzumal 1 sekundy.
              To jest ciezka praca a nie politykierstwo.

              Michnik rzeczywiscie nie ma zadnego zawodu i jego "odktycia" sa bez wartosci.

              Ja cenie tylko PW AGH AM SGGW WAT i tego typu uczelnie
              SGPIS czy UW dawno zeszlo na psy. 3/4 tego warto by zlikwidowac.
              PAN right away.

        • adam.2x Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 17:55
          mrzorba napisała:
          >.... w USA,
          > Kanadzie, Australii, Japonii, Rosji, ChRL i oczywiscie w bogatych
          > krajach UE....
          ------------------
          Rosję i ChRL wylączyl bym jak narazie z tego towarzystwa. EU
          natomiast może być dużą szansą dla Polaków. Powinniście zacząć EU
          traktować jak swoje państwo i korzystać z tego faktu. Jednakże PhD w
          USA w naukach ścislych jest ciągle nie do pobicia - ogólnie mówiąc.
          • mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 18:11
            Nie zdajesz sobie sprawy, ze Rosja ma wciaz wysoko rozwinieta nauke
            (science), a za Putina praktycznie dogonili oni znow tzw. Zachod.
            Uniwersytet im. Lomonosowa w Moskwie to jedyny liczacy sie na
            swiecie uniwerytet z dawnego bloku sowieckiego. Chiny (ChRL glownie)
            tez maja swoj potezny sektor naukowy i R&D, a najlepsze chinskie
            uniwersytety dorownuja najlepszym na swiecie... Niedlugo USA spadnie
            na poziom takiej Brazylii czy Indii (enklawy dobrobytu i high tech w
            morzu nedzy i zacofania), a centrum nauki swiatowej przesunie sie do
            Chin. Oczywiscie, to tylko ekstrapolacja obecnych trendow. Upadek
            USA jest juz dzis nie do powstrzymania, ale wszystko inne sie moze
            zmienic...
            • chris30 Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 18:18
              Nieuctwo "mrzorby" jest wprost proporcjonalne do jego pewności siebie. W naukach
              ścisłych (i stosowanych) nie ma ŻADNEGO "trendu upadku USA". Zmniejsza się
              liczba doktoratów wśród rodowitych Amerykanów, ale z nawiązką zastępują ich
              Hindusi, Koreańczycy, Chińczycy, Japończycy, a także Europejczycy. Wystarczy
              przejrzeć listę nagród, nie tylko Nobla, ale i dziesiątków innych. Może w XXII
              wieku coś się zmieni, ale nie wcześniej!
              • mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 23:49
                Widze, ze kazdego, kto ma inne opinie niz wy, uwazacie za nieuka. A
                przeciez nagrody Nobla sa dzis juz bez wiekszej wartosci, jako iz
                nadawane sa one przez komitet skladajacy sie glownie z Amerykanow,
                wiec te nagrody dostaja gklownie Amerykanie (wl. amerykanscy
                Zydzi).Ale za co? Za przyczynki. Dzis noblistami w naukach scislych
                sa szefowie wielkich zespolow, a nie geniusze typu Einsteina. Kto
                dzis zna nazwisko laureata nahgrody Nobla z fizyki czy chemii? Tylko
                garstka przyjaciol i znajomych laureatow... I sam napisales, ze
                anglosascy Amerykanie juz ich nie dostaja (prawdziwi Amerykanie,
                czyli Indianie sa z nich wykluczeni)...
            • adam.2x Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 18:20
              Co do Rosji i ChRL podtrzymuję swe zdanie. Upadek USA ciągle jest
              przepowiadany od 100 lat i tak już pozostanie tylko w
              przepowiedniach i pobożnych życzeniach co poniektórych.
              • mrzorba Re: W USA studia doktoranckie po licencjacie... 22.03.08, 23:44
                100 lat temu USA byly na poczatku swej drogi do swiatowej dominacji.
                Dzis sa na drodze do upadku, co widac nawet golym okiem...
      • pnti W UK jest tak samo. 22.03.08, 23:18
        W Wielkiej Brytanii jest dokładnie tam samo.

        I tak powinno być.
    • komentator4 Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 16:43
      Uff, nareszcie! Przed włączeniem się do dyskusji usiłowałem
      przynajmniej przejrzeć inne wpisy (nie chciałem powtarzać czegoś, co
      zostało już powiedziane). Ale wszedłem trochę późno i wpisów było
      grubo ponad 400. Strasznie długo mi to zajęło, mimo, że pomijałem
      posty tego maniaka mzorby.

      Dużo tu było mówione o tym, czy znosić habilitację, czy nie. Myślę,
      że mamy tu do czynienia z ogólniejszym problemem - czy naukę powinni
      reformować ludzie, którzy sami nigdy nauką się nie zajmowali.
      Minister Kudrycka ma co prawda tytuł profesora, ale w dziedzinie
      prawa i administracji, czyli zielonego pojęcia nie ma o uprawianiu
      nauki. Próbowałem znaleźć w internecie informacje o jej publikacjach
      naukowych. Prawda, że nie szukałem zbyt długo ani intensywnie (nie
      mam w domu dostępu do SCI), ale wszystko, na co trafiałem, to były
      informacje biograficzne i proste fakty z historii kariery - kiedy
      zrobiła habilitację, na jakie tematy promowała doktorów, że ma dwie
      córki. Nic, co można by nazwać naukowym sukcesem albo odkryciem. Ta
      pani po prostu nie ma żadnych kwalifikacji do zarządzania nauką - i
      chyba na tym należałoby się skupić. Może ktoś potrafiłby, na
      początek, podrzucić tę wiadomość dziennikarzom, żeby sobie
      uświadomili, że jest to osoba całkowicie niekompetentna w sprawach
      nauki.
      • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 17:33
        1. Daruj sobie chamskie uwagi na moj temat.
        2. Ministrem nauki nie musi byc naukowiec, a nawet i nie powinien.
        Ministrem jest zawsze polityk, dobrze, jak sie zna na administracji,
        wiec prawnik jest tu OK. A dobry uczony niekoniecznie musi byc
        dobrym administratorem. I co wiecej, dobry uczony na ogol nie bedzie
        chcial sie administracja zajmowac, bo to dla niego strata czasu...
        Naukowiec, szczegolnie z dziedziny nauk scislych, ktory sie zajmuje
        administracja to taki, co sie w nauce (science) nie sprawdzil...
    • ewa9823 Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 18:59
      i komu to przeszkadza? starej kadrze profesorskiej? albo tym, którzy
      boją się samodzielnego myślenia?
      • chris30 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:17
        Kłopot polega na tym, że hasło "zniesienia habilitacji" jest popierane zawsze
        przez miernoty, które nie potrafią jej zrobić. A że miernych jest zawsze więcej
        niż zdolnych, w końcu im się to uda. Skarżenie się na "stratę czasu", "mafię
        profesorską" itp. jest zwykłą brednią. W naukach ścisłych od 20 lat wystarczy
        zebrać kilka dobrych publikacji na zbliżone tematy, dodać kilka stron komentarza
        podsumowującego i gotowe. Tydzień roboty, nie więcej! Dwu recenzentów wyznacza
        macierzysta Rada, dwu następnych CK, a jeśli są niezgodni, powołuje się
        następnych. "Ocena dorobku", która ma zastąpić habilitację, zajmie tyle samo
        czasu, tylko z konieczności będzie, przynajmniej na początku, gorzej
        sprecyzowana i trochę miernot się prześlizgnie. I pewnie o to chodzi...
        • ewa9823 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:27
          i komu to przeszkadza, że zostaną dopuszczeni do głosu ludzie
          myślący i twórczy
        • ewa9823 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:29
          najwyższy czas aby nagradzać ludzi twórczych
        • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:30
          chris30 napisał:

          > Kłopot polega na tym, że hasło "zniesienia habilitacji" jest popierane zawsze
          > przez miernoty, które nie potrafią jej zrobić.

          Reprezentujesz nauki scisle? Ekstrapolujesz na przypadku Kellera?

          > W naukach ścisłych od 20 lat wystarczy
          > zebrać kilka dobrych publikacji na zbliżone tematy, dodać kilka stron komentarza
          > podsumowującego i gotowe. Tydzień roboty, nie więcej!

          Habilitacja obowiazuje nie tylko w naukach scislych. A poza naukami scislymi
          zajmuje to o wiele wiecej czasu niz tydzien.

          > "Ocena dorobku", która ma zastąpić habilitację, zajmie tyle samo
          > czasu,

          Wiec o co chodzi? Niech inni tez robia w tydzien. Jak maja z czego...
          • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:37
            khmaro, ale humanisci pisza ksiazki. nie rozumiem, dlaczego jedna z
            nich nie moze byc habilitacja. ja mam zawsze wrazenie, ze ludzie
            ktorzy sa przeciwko habilitacje sa glwonie przeciwko pisaniu. po co
            sie rob w nauce, jesli sie nie chce pisac. a w wypadku humanistow,
            pisac ksiazek. no przeciez my to robimy nie? to na czym polega
            problem?
            • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:49
              dalatata napisał:

              > khmaro, ale humanisci pisza ksiazki

              Z tego, co pamietam, to w ilosci pisanych ksiazek przoduja w Polsce historycy.
              Na wszystkich innych wydzialach: polonistycznych, humanistyczno-filologicznych,
              jezykoznawstwa jakiegos szczegolowego, produkcja ksiazek drastycznie spada.
              Ogolnie zasada jest taka: im mniej historii na wydziale, tym mniej ksiazek.
              • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:03
                a jak sie to ma do ksiazki habilitacyjnej?
                gdyby tylko wymusic rzetelne recenzje tychze ksiazek nie byloby
                problemu i z historia nie? ja znam prof UJ ktory, jako szef
                wydawnictwa, wydaje swoje ksiazki historyczne. jest to dla mnie
                zupelnie nieslychane, jednak tu jakos sie nikt nie dziwi i wszyscy
                podziwiaja jego dorobek.

                khmara napisał:

                > dalatata napisał:
                >
                > > khmaro, ale humanisci pisza ksiazki
                >
                > Z tego, co pamietam, to w ilosci pisanych ksiazek przoduja w
                Polsce historycy.
                > Na wszystkich innych wydzialach: polonistycznych, humanistyczno-
                filologicznych,
                > jezykoznawstwa jakiegos szczegolowego, produkcja ksiazek
                drastycznie spada.
                > Ogolnie zasada jest taka: im mniej historii na wydziale, tym mniej
                ksiazek.
                • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:14
                  To tylko pokazuje, ze stwierdzenie "humanisci pisza ksiazki" jest nadmiernym
                  uogolnieniem. Nie wszyscy i nie z ta sama czestotliwoscia.
                  • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:51
                    ja to akceptuje. jednak, dla mnie ksiazka habilitacyjna jako
                    najwiekszy wrog populacji naukowcow jest nieporozumieniem. ja widze
                    idiotyzm kolokwium czy wykladu, jak napisalem wczesniej. ksiazka?
                    moze i to utrudnienie, jednak ja naprawde nie znam nikogo, kto ma
                    porzadny dorobek naukowy, w sesnie artykulow w czasopismach, i nie
                    jest w stanie napisac ksiazki habilitacyjnej. moze jak zobacze ten
                    szereg gwiazd miedzynarodowych uwalonych przez wymog ksiazki
                    habilitacyjnej, to uwierze. poki co, jestem dalece nieprzekonany.
                    • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:56
                      Bo ludzie klna na strate czasu i pokornie pisza ksiazki. Czego tu nie rozumiec?

                      A co za problem wyglosic wyklad na podstawie swoich badan? Takiego wykladu
                      wymaga sie od kandydata na stanowisko assistant professor w USA.

                      Co do kolokwium - zgoda.
                      • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:09
                        kurcze, khmaro, nie konstruuj mnie jak jak polglowka, ktoremu sie
                        mowi rzeczy oczywiste, a on nie rozumie. nie mowisz rzeczy
                        oczywistych (choc ja moge byc polglowkiem - cholera wie).

                        ludzie tez klna na strate czasu zwiazana z pisaniem artykulow.
                        ludzie klna i traca czas w ogole na badania (znam jednak profesorke,
                        ktora mi mowila ze jest teoretykiem, bo inaczej musialaby robic
                        badania). i powtarzam, bo sie nie odniosles do tego. nie znam nikogo
                        z powaznym dorobkiem miedzynarodowym, kto mialby problem z
                        napisaniem ksiazki habilitacyjnej. jak zobacze ten szereg
                        skrzywdoznych gwiazd nauki swiatowej, to bede przeciwny ksiazce.

                        wyglosic wyklad? zaden problem. jak ma sie ten wyklad do habilitacji
                        i na jakich kryteriach jest oparta jego ocena, nie mam zielonego
                        pojecia. do mojego sie przyczepili, ze mowilem wstep caly czas (to
                        ze przerwali po 5 minutach, bo sie recenzentka spieszyla, jakos nie
                        zaswitalo)

                        khmara napisał:

                        > Bo ludzie klna na strate czasu i pokornie pisza ksiazki. Czego tu
                        nie rozumiec?
                        >
                        > A co za problem wyglosic wyklad na podstawie swoich badan? Takiego
                        wykladu
                        > wymaga sie od kandydata na stanowisko assistant professor w USA.
                        >
                        > Co do kolokwium - zgoda.
                        • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:48
                          Nie wiem, do czego wlasciwie mam sie odniesc. Nie znam nikogo z powaznym
                          dorobkiem miedzynarodowym, kto pisze ksiazke habilitacyjna - dla jasnosci, nie
                          chodzi o habilitacje ze zszywek. Wiecej, znam niewielu polskich humanistow (z
                          polska afiliacja) z powaznym dorobkiem miedzynarodowym, znam natomiast wielu
                          doktorow habilitowanych nauk humanistycznych. Poza humanistyka tez sie pisze
                          ksiazeczki. Po co wlasciwie?

                          Strata czasu jest pisanie kolejnej rozprawy na stopien, ktora zostanie wydana w
                          nakladzie 200 egz. w wydawnictwie uczelnianym i ktorej nie przeczyta nikt poza
                          recenzentami, bo tak wyglada typowa rozprawa habilitacyjna. To wszystko. Jezeli
                          ktos chce i lubi, niech pisze ksiazki, ale niech to nie bedzie przymus. Tyle.

                          To jest jakis polski wymysl, ze duze i wazne badanie to musi byc ksiazka.
                          Monografie badawcze to raczej badania jakosciowe, a nie ilosciowe. Wyniki duzych
                          badan (duze proby, duzo zmiennych, masa statystyk) publikuje sie w czasopismach
                          i to dotyczy humanistyki w coraz wiekszym stopniu. Nad takim artykulem pracuje
                          sie zazwyczaj tak samo dlugo, albo i dluzej niz nad ksiazka, ale habilitowac sie
                          na jego podstawie nie mozna. Dlatego przypuszczam, ze niewiele takich znaczacych
                          badan bedzie w Polsce powstawalo. Nikt nie ma na to czasu, bo trzeba kolejna
                          ksiazke pisac. Przyczynkarstwo kwitnie.

                          • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:10
                            ja tez znam wielu dr hab w Polsce z zerwoym dorobkeim
                            miedzynarodowym. nadal nie uwazam ze to argument za zniesieniem hab.
                            jesli juz za porzadnym zaostrzeniem.

                            ja jednak znam cala mase humanistow, ktorzy pisza ksiazki i to
                            niezle ksiazki.i to nie jest przyczynkarstwo. to jest rowniez polksa
                            przesada, ze ksiazka to jakas klatwa. obecny sukces wydawnictwa
                            Palgrave w lingwistyce 'komnikacyjnej' (dzis maja wg mnie najlpesza
                            liste lingwistyczna w 'miekkiej' lingwityce) pokazuje ze nie dosc ze
                            ludzie pisza i chca pisac ksiazki, to na dodatek sa to ksiazki
                            swietne. kazda z nich mogla byc habilitacja. moja habilitacja to
                            rowniez skutek uboczny ksiazki tu wydanej, tyle ze w Sage.

                            no i jeszce jest tez art. 17 - on wyraznie mowi, ze nie musi byc
                            ksiazki......
                            • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:28
                              dalatata napisał:

                              > ja tez znam wielu dr hab w Polsce z zerwoym dorobkeim
                              > miedzynarodowym. nadal nie uwazam ze to argument za zniesieniem hab.
                              > jesli juz za porzadnym zaostrzeniem.

                              To tylko pokazuje, ze habilitacja w obecnej formie zadnej istotnej funkcji nie
                              spelnia.

                              > przesada, ze ksiazka to jakas klatwa. obecny sukces wydawnictwa
                              > Palgrave w lingwistyce 'komnikacyjnej'

                              Nie zajmuje sie lingwistyka komunikacyjna...

                              > no i jeszce jest tez art. 17 - on wyraznie mowi, ze nie musi byc
                              > ksiazki......

                              Nooo, znam taka historyjke. Facet chcial sie habilitowac na podstawie dorobku na
                              pewnym wydziale humanistycznym. Odmowili otwarcia przewodu. Dlaczego?
                              Wyjasnienie czlonka rady wydzialu: zeby nie tworzyc precedensu, bo wtedy inni
                              tez by chcieli.
                              • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:10
                                tak. ale roznimy sie co do diagnozy. wedlug mnie to nie system jako
                                taki, ale jego wykonanie. gdyby te ustawe ktora cytowales wykonywac
                                zgodnie z jej duchem i litera, habilitacja bylaby czyms, z czego
                                mozna byloby byc dumnym. niestety tak nie jest, w wielu przypadkach,
                                bo nie zawsze.

                                i przyklad tego, zeby innym sie nie zachcialo, jest przykladem nie
                                zlego systemu, a jego wykonania.

                                i wlasnie dlatego, jak powtarzam, jakiekowliek zmiany systemu musze
                                glownie uwzglednic wlasnie znaczan 'uznaniowosc', by tak to nazwac,
                                polskiej nauki. tylko jasne kryteria i drakonska kontrola ich
                                przestrzegania jest w stanie to wyegzekwowac. czy wtedy nazwiemy to
                                habilitacja, czy pimpkiem sadelko, jest mi zupelnie rybka.
                                • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:46
                                  dalatata napisał:

                                  > tak. ale roznimy sie co do diagnozy. wedlug mnie to nie system jako
                                  > taki, ale jego wykonanie. gdyby te ustawe ktora cytowales wykonywac
                                  > zgodnie z jej duchem i litera, habilitacja bylaby czyms, z czego
                                  > mozna byloby byc dumnym.

                                  Obie rzeczy szwankuja po rowno. Gdyby sie sztywno trzymac litery ustawy, to
                                  wiele habilitacji, z ktorych scisli i przyrodniczy forumowicze sa tak dumni,
                                  trzeba by bylo uniewaznic. Niewazne, ze znakomite, ale nie do konca zgodne z
                                  ustawa. Do obchodzenia prawa naklaniaja zle przepisy, a jak sie obejdzie raz w
                                  slusznej sprawie, to kto inny nagnie w mniej slusznej.
          • mrzorba Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:35
            Widze, ze okrzyczano mnie teraz "miernota", bo jestem za zniesieniem
            habilitacji. Tak bronicie swych synekurek, z jestescie gotowi wrecz
            udusic kazdego, kto stanowi dla was konkurencje, szczegolnie kogos z
            licznymi publikacjami wydanymi poza Polska i z zachodnim doktoratem
            zdobytym na czolowej uczelni swiata, uczelni stojacej we wszystkich
            rankingach znacznie wyzej niz najlepsze polskie uczelnie. Jestescie
            malymi, pozalowania godnymi, zawistnymi dupkami, zwalczajacymi ze
            wszystkich sil kazdego lepszego od was... :(
        • ewa9823 Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:30
          obrona habilitacji jest popierana przez miernoty
        • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:31
          zgadzam sie w zupelnosci. choc wedle mnie tzw. kolokwium to jest
          szopka na ktorej rda staras ie udwododnic ze jest w stanie zagiac
          kandydata (tak bylo w moim wypadku i wielu innych, ktore znam). z
          reguly sie jej udaje. kandydat pokornieje, rada zalicza kolokwium.
          kolokwium mogloby byc ciekawa rozmowa, ale z reguly nie jest, a sama
          rozmowa nie wiem czemu mialaby sluzyc. jednak zasada habilitacji
          jest wazna.
          i choc w naukach humnistycznych trzeba jednak ksiazke napisac, ja
          niepscjalnie widze problem - przeciez to, nie wiem, 6 artykulow ze
          wstepem. i ja nie widze wiekszych problemow.a narzekanie ze az
          ksiakke trzeba napisac, jest z reguly nieszczere. nie znam nikogo z
          porzadnym dorobkiem miedzynarodowym, kto narzeka na habilitacje,
          wyjatki sa niezwykle nieliczne.

          chris30 napisał:

          > Kłopot polega na tym, że hasło "zniesienia habilitacji" jest
          popierane zawsze
          > przez miernoty, które nie potrafią jej zrobić. A że miernych jest
          zawsze więcej
          > niż zdolnych, w końcu im się to uda. Skarżenie się na "stratę
          czasu", "mafię
          > profesorską" itp. jest zwykłą brednią. W naukach ścisłych od 20
          lat wystarczy
          > zebrać kilka dobrych publikacji na zbliżone tematy, dodać kilka
          stron komentarz
          > a
          > podsumowującego i gotowe. Tydzień roboty, nie więcej! Dwu
          recenzentów wyznacza
          > macierzysta Rada, dwu następnych CK, a jeśli są niezgodni,
          powołuje się
          > następnych. "Ocena dorobku", która ma zastąpić habilitację, zajmie
          tyle samo
          > czasu, tylko z konieczności będzie, przynajmniej na początku,
          gorzej
          > sprecyzowana i trochę miernot się prześlizgnie. I pewnie o to
          chodzi...
        • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:33
          zzarlo posta, cholera.... zgadzam sie w zupelnosci....i nie znam
          ludzi z porzadnym dorobkiem miedzynarodowym ktorzy narzekaja na
          koniecznosc robienia habilitacji.

          choc idea kolokwium mi sie nie podoba, nie ma ono wiekszego sensu.
          • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:42
            To wychodzi na to, ze zasada monotematycznosci jest przestrzegana w naukach
            humanistycznych, a w scislych nie. Pewnie dlatego scisle stoja na wyzszym
            poziomie. Gdyby w naukach scislych tak samo scisle przestrzegano obowiazujacej
            ustawy o tytule i stopniach, jak w humanistycznych, to zjechalyby do tego samego
            poziomu. Z czego wynika, ze ustawe trzeba zmienic.

            Quod erat demontrandum.
            • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 19:59
              no ale to nie o tym jest dyskusja nie? ja tez uwazam ze nalezy
              zmienic zasady habilitacji. ale to co innego niz zniesc habilitacje.
              nawiasem mowiac w moim wypadku zasady monotemtycznosci nie stosowano
              zajadle, bo bym nie mial habilitacji w naukach humanistycznych.

              khmara napisał:

              > To wychodzi na to, ze zasada monotematycznosci jest przestrzegana
              w naukach
              > humanistycznych, a w scislych nie. Pewnie dlatego scisle stoja na
              wyzszym
              > poziomie. Gdyby w naukach scislych tak samo scisle przestrzegano
              obowiazujacej
              > ustawy o tytule i stopniach, jak w humanistycznych, to zjechalyby
              do tego sameg
              > o
              > poziomu. Z czego wynika, ze ustawe trzeba zmienic.
              >
              > Quod erat demontrandum.
              • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:03
                Monotematycznosci czy interdyscyplinarnosci? Bo albo sie nie rozumiemy, albo ja
                czegos nie rozumiem. Ksiazka byla na rozne tematy? A jaki miala tytul?
                • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:45
                  to sie nie zrozumielismy. ja zawsze zakladalem ze idzie o
                  monotematycznosc dorobku. ksiazka byla monografia badawcza (wydana
                  przez Sage).

                  khmara napisał:

                  > Monotematycznosci czy interdyscyplinarnosci? Bo albo sie nie
                  rozumiemy, albo ja
                  > czegos nie rozumiem. Ksiazka byla na rozne tematy? A jaki miala
                  tytul?
                  • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:53
                    Z ustawy o tytule i stopniach:

                    Art. 16
                    Do przewodu habilitacyjnego może być dopuszczona osoba, która posiada stopień
                    doktora i uzyskała znaczny dorobek naukowy lub artystyczny, a ponadto
                    przedstawiła rozprawę habilitacyjną.

                    Art. 17
                    Rozprawę habilitacyjną może stanowić powstałe po uzyskaniu stopnia doktora
                    dzieło, opublikowane w całości lub zasadniczej części, albo jednotematyczny cykl
                    publikacji.

                    Z wypowiedzi na forum wynika, ze przepisow ustawy przestrzega sie scisle na
                    wydzialach humanistycznych, natomiast w naukach scislych nagina sie je lub obchodzi.

                    Jezeli jest ksiazka, to dorobek nie musi byc monotematyczny.

                    Jezeli habilitacje stanowi cykl artykulow, to musi on byc monotematyczny oraz
                    wymagany jest inny, znaczny dorobek po doktoracie.
                    • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:12
                      no ale z tego co czytam w art 17, rowniez w humnaistyce nie musi byc
                      ksiazki nie? byle artykuly byly monotematyczne. to ja juz zupelnie
                      nie wiem o co chodzi. system jest porzadny - a to ze jest wykoannie
                      do kitu, to jest inna sprawa. ja bym chcial uslyszec jakiekowliek
                      sensowne wytlumaczenie, dlaczeo ten nowy system bedzie realizowany
                      swietnie.
                      • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 21:59
                        OK, jaki nowy system? Na razie znamy tylko z gazety ogolne zalozenia reform
                        Kudryckiej. Chyba nie mamy watpliwosci, ze obecny system dziala zle. Na razie
                        rozmawiamy o tym, co przeszkadza - xxx (wstawic dowolna wartosc)-wieczne
                        procedury i nadmierne sformalizowanie awansow.

                        Co do drugiego pytania, to podejrzewam, ze polska humanistyka zastygla gdzies w
                        XIX wieku i wszelkie zmiany bedzie zwalczac z zamknieta przylbica i stalowym
                        pancerzem na piersi.
                        • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:13
                          formalizacja nie jest taka zla, jesli jest uczciwa. jak dla mnie
                          jakikolwiek system bedzie, niech bedzie uczciwy. dzisiejszy system
                          nie dziala, nie dlatego ze jest zly czy XIX wieczny. ale dlatego ze
                          pozwala sie go wykorzystywac do prywaty, korupcji akademickiej
                          (recenzja kolegi dla kolegi kolegi) itd itd.

                          i jak dla mnie tylko drakonska kontrola tegoz systemu moglaby go
                          uzdrowic. ale na nia nikt sie nie zogdzi.
                          • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 22:43
                            dalatata napisał:

                            > formalizacja nie jest taka zla, jesli jest uczciwa.

                            Nadmierna formalizacja jest szkodliwa, poniewaz prace i dorobek robi sie "pod
                            recenzenta", a lista potencjalnych recenzentow w Polsce jest stosunkowo krotka.
                            Do tego dochodzi administracyjny podzial na dyscypliny, ktory skutkuje tym, ze
                            gotowa habilitacje przerzuca sie z wydzialu na wydzial, bo jest
                            interdyscyplinarna i nie wiadomo, kto jest uprawniony do przeprowadzenia
                            przewodu. Lista absurdow jest dluga.

                            > jak dla mnie
                            > jakikolwiek system bedzie, niech bedzie uczciwy. dzisiejszy system
                            > nie dziala, nie dlatego ze jest zly czy XIX wieczny.

                            Dla mnie ten system jest zly, bo odciaga od tego, co sie liczy poza habilitacja.
                            A habilitacje poza Polska sie nie licza.

                            > ale dlatego ze
                            > pozwala sie go wykorzystywac do prywaty, korupcji akademickiej
                            > (recenzja kolegi dla kolegi kolegi) itd itd.

                            > i jak dla mnie tylko drakonska kontrola tegoz systemu moglaby go
                            > uzdrowic. ale na nia nikt sie nie zogdzi.

                            A kto mialby byc tym drakonem? Dobrze wiesz, ze to siega CK i dotyczy wszystkich
                            szczebli awansu.

                            Mysle, ze kontrola powinna byc wyrywkowa, ale za to bardzo szczegolowa.
                            Paradoksalnie, uproszczenie wymogow ulatwiloby taka kontrole.
                            • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:17
                              ale my mowimy o awansach,a nie o kwestii szufladkowania dyscyplin.
                              to drugie: pelna zgoda. fascynuje mnie polska obsesja przypisywania
                              prac do takiej czy innej dyscypliny. w UK to praktycznie nie
                              zachdzi. dokotrat jest recenzowany przez kogos kto sie zna na
                              tematyce, a nie przez kogos 'z danej dziedziny'.

                              upierasz sie przy pewnej procedurze, ktora ma nazwe. myslisz ze
                              bedzie lepiej jak wprowadzi sie postulowana przez ciebie 'ocene
                              dorobku' tyle ze beda oceniac go dokladnie ci sami ludzie, ktorzy
                              dzis prowadza kolokwia habilitacyjne?

                              tak. to jest rzeczywiscie problem - wedle mnie szansa jest na
                              podwojnne rozwiazanie. w procedurach oceniajacych (zgadam sie ze
                              musza byc wyrywkowe, ale szczegolowe - dokladnie tak!) muszi brac
                              udzial ktos o miedzynarodowym dorobku, a jeszce lepiej ktos znajacy
                              realia miedzynarodowej nauki, a najlepiej, w miare mozliwosci,
                              asesor zagraniczny.
                              • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 23:59
                                dalatata napisał:

                                > ale my mowimy o awansach,a nie o kwestii szufladkowania dyscyplin.

                                To wyobraz sobie, ze po Twojej habilitacji przychodzi pismo z CK, stwierdzajace,
                                ze Twoja habilitacja jest niewazna, poniewaz rada, ktora otworzyla Ci przewod,
                                nie miala prawa tego zrobic, poniewaz Twoja praca dotyczy socjologii, a nie
                                lingwistyki, a rada nie ma prawa habilitowania z socjologii. Oparte na
                                prawdziwym zdarzeniu, zmienione zostaly nazwy dyscyplin.

                                > upierasz sie przy pewnej procedurze, ktora ma nazwe. myslisz ze
                                > bedzie lepiej jak wprowadzi sie postulowana przez ciebie 'ocene
                                > dorobku' tyle ze beda oceniac go dokladnie ci sami ludzie, ktorzy
                                > dzis prowadza kolokwia habilitacyjne?

                                Uwazam, ze nie bedzie gorzej, a na pewno sensowniej. Po drugie, oceniac powinna
                                komisja zlozona z osob kompetentnych, a nie rada. Polska zmora jest ustalanie
                                prawdy i wartosci naukowej poprzez glosowanie malo zorientowanych w temacie na
                                poziomie rady wydzialu i na poziomie CK tak samo. W ten sposob mozna kazdego
                                przepchnac i kazdego usadzic. Odpowiedzialnosc sie rozmywa, a wyrok jest
                                nieodwolalny.

                                • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 23.03.08, 00:18
                                  nie chce sobie tego wyobrazic - jest jeszcze gorzej niz myslalem.
                                  straszne to jest.

                                  tu akurat sie zgadzamy w pelni! nie mam watpliwosci ze moja
                                  habilitajca byla przed rada ktora nie miala zielonego pojecia o czym
                                  ja mowilem. i poza recenzentami, wlasciwie nikt nie mogl miec zdania
                                  na temat tego, co napisalem.

                    • nie-poprawny Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 23.06.08, 11:48
                      Liczy sie intrpretacja prawa...
                      • gejpolski Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 24.06.08, 09:04
                        www.geocities.com/WestHollywood/Castro/3242/gaypower2.html
                        • gejpolski Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 26.06.08, 20:47
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=80855929&wv.x=2&a=81392721
                          • gejpolski Cenzura na NFA dr Wieczorka (ex UJ) 27.06.08, 11:50
                            A cenzura na NFA wciaz zas dziala... NFA sluzyc ma Wieczorkowi tylko
                            do walki z rektoratem UJ, a nie prawdziwej reformie polskiej nauki.
                            Drowi Wieczorkowi marzy sie rektorska toga i belwedederska
                            profesura, a nie zreformowana polska nauka... :(


                            • nfaporanek Re: Cenzura na NFA dr Wieczorka (ex UJ) 27.06.08, 12:23
                              Wstyd dr. Wieczorek!
                              gejpolski napisała: A cenzura na NFA wciaz zas dziala... NFA sluzyc
                              ma Wieczorkowi tylko do walki z rektoratem UJ, a nie prawdziwej
                              reformie polskiej nauki. Drowi Wieczorkowi marzy sie rektorska toga
                              i belwedederska profesura, a nie zreformowana polska nauka... :(
                              • nfaporanek R Y N E K !!! 28.06.08, 09:09
                                Tylko niewidzialna reka rynku (czyli "invisible hand of market" - A.
                                Smith sie tu klania) moze uratowac polska nauke. Oczywiscie,
                                wszedzie na swiecie mamy do czynienia z interewencjonizmem
                                panstwowym, tyle ze na rozna skale. W USA rzad np. wplywa na
                                gspodarke po keynesowsku, poprzez olbrzymie zamowienia rzadowe,
                                glownie dla wojska, i stad wystepuje tak wysokie finansowanie nauki
                                w USA - olbrzymia wiekszosc tego finansowania idzie bowiem na
                                projekty zwiazane z wojna i wojskiem (armia, flota, lotnictwo,
                                piechota morska czyli marines). To sie nazywa militarny keynesizm.
                                Ale najlepsze wyzsze uczelnie na swiecie sa wciaz w USA, i sa one
                                glownie prywatne. Sa one az tak dobre, poniewaz konkuruja miedzy
                                soba na wolnym rynku, a nie sa oceniane, jak np. w Polsce, przez
                                tepych biurokratow na podstawie idiotycznych wskaznikow...
                                • nfaporanek Z NFA 29.06.08, 10:44
                                  Z NFA www.nfa.alfadent.pl/
                                  Naukowcy w służbie zamordyzmu! - 2008-06-28 22:01:20
                                  Poznańskie Centrum Praw Człowieka Instytut Nauk Prawnych PAN wydało
                                  sporządzony na zamówienie polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych
                                  i Administracji raport na temat ksenofobii, rasizmu i antysemityzmu
                                  w publikacjach ukazujących się w Polsce. Raport nosi
                                  nazwę "Monitorowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i
                                  antysemickich w polskiej prasie" i można go znaleźć na stronach
                                  MSWiA. Jest to pozycja porażająca - powinna uświadomić wszystkim,
                                  jakie zagrożenia czyhają na naszą wolność i co kryje się za pięknie
                                  brzmiącymi hasłami o tolerancji i "walce z ksenofobią". Raport
                                  wysmażyło troje naukowców, z których najgodniejszy uwagi jest prof.
                                  dr hab. Roman Wieruszewski, specjalista od tzw. "praw człowieka". W
                                  specjalności tej realizuje się Pan Profesor od dawna, zajmując się
                                  nie tylko kwestią "praw człowieka", ale i jego obowiązków, czego
                                  dowodem książka "Podstawowe obowiązki obywateli PRL", wydana w
                                  Warszawie w roku 1984.
                                  autor: ~Maciej Horowski
                                  Big Brother is watching you... A swoja droga, to co ten prof. dr
                                  hab. Roman Wieruszewski, specjalista od tzw. "praw człowieka", autor
                                  książki "Podstawowe obowiązki obywateli PRL", wydanej w Warszawie w
                                  roku 1984 robi jeszcze na polskich wyzszych uczelniach i w PAN? I
                                  czemu taki prof. dr hab. Tadeusz Mołdawa, autor takich 'dzieł' jak: -
                                  Konstytucja Republiki Kuby (red.), Wrocław 1978, - Państwo
                                  socjalistyczne w myśli marksistowskiej, Warszawa 1981, - Ustrój
                                  polityczny socjalistycznej Kuby, Warszawa 1982 oraz - Sejm Polskiej
                                  Rzeczypospolitej Ludowej, Warszawa 1987 jest wciaz dziekanem
                                  wydzialu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UW? Nic dziwnego, ze
                                  tacy "profesorowie" jak Wieruszewski czy Mołdawa sa przeciwko
                                  uznaniu w Polsce kwalifikacji akademickich uzyskanych na
                                  Zachodzie...
                                  autor: ~Kagan
              • khmara Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:08
                dalatata napisał:

                > ja tez uwazam ze nalezy
                > zmienic zasady habilitacji. ale to co innego niz zniesc habilitacje.

                Zniesienie habilitacji dla mnie jest rownoznaczne z zastapieniem jej ocena
                dorobku. Obecnie habilitacja jest rowniez ocena dorobku plus dodatkowe wymogi.
                Zniesienie habilitacji jest dla mnie rownoznaczne ze zlikwidowaniem tych
                dodatkowych wymogow. Nie sprzeczajmy sie o kwestie terminologiczne.
                • dalatata Re: Rewolucja w nauce - nagradzana innowacyjność 22.03.08, 20:48
                  to ja sie z tym zgadzam, plus minus, przy czym dla mnie to jest
                  centrum dzisiejszej habilitacji. plus idiotyzm kolokwium czy wykladu
                  habilitacyjnego (te dwa elementy nalezaloby usunac). co do ksiazki,
                  to ja nie mam strasznie wyrobionego zdania. sa dyzcypliny ksiazkowe
                  i dyscypliny nieksiazkowe.

                  ogolnie, moje stanowisko sprowadza sie do sformalizowanej, jak
                  dzisiejsza habilitacja, oceny dorobku kandydata.
    • maroniu Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 19:46

      Chcemy miedzynarodowej kadry? Ale jak taki prof z anglii ma przyjechac i
      czytac po polsku?? Brakuje literatury po angielsku, zamiast wydawac pieniadze na
      tlumaczenia trzeba zaczac sprowadzac ksiazki po angielsku, jak chcemy
      "podwyzszac poziom"...
    • adept_ltd Re: Problemy z nostryfikacja c.d. 22.03.08, 19:53
      raz jeszcze, 1) w Niemczech są różni profesorowie i ci z habilitacją są wyżej
      niż ci bez, ale w istocie chodzi mi o coś innego. Zamieszanie może wynikać z
      kwestii tematu i specjalizacji. W skrócie: Lem-Filozofia-Nauki polityczne. Nie
      ma tu miejsca na dyskusję, czy to sensowne, czy nie (zresztą, powtarzam, nie
      znam pracy), ale lepiej było zwrócić się z tą sprawą na polonistykę...życzę
      powodzenia
    • wawak1 Żenada 22.03.08, 21:07
      Jak widać PO, niestety w kwestii podejścia do nauki twórczo rozwija koncepcje
      swojej poprzedniczki - PiS, która marzyła o zniszczeniu całego środowiska.

      Po pierwsze jak zwykle odwraca się kota ogonem. PO nie ma zamiaru zwiększać
      nakładów na badania naukowe. W tym roku placówkom naukowym (przynajmniej PAN)
      przyznano te same dotacje co w roku poprzednim. Co realnie oznacza zmniejszenie
      tej kwoty. Jest to po prostu czekanie aż nauka i tak dotychczas wegetująca
      zdechnie. Trudno w tej sytuacji się dziwić,że liczba habilitacji i nominacji
      profesorskich w skali całego kraju spada. Za pracę w nauce dostaje się pensję
      kasjerki w supermarkecie, to nie raczej nie przyciaga tych najzdolniejszych. I
      PO ma cudowny pomysł jak naprawić tę sytację nie wydając ani złotówki. Znieść
      habilitacje, zniesiemy to i nastanie cud: Polska będzie naukową potęgą!
      Ohydni starcy nie będą blokowali etatów na uczelniach i w instytutach i od razu
      poziom publikacji wzrośnie.

      Po drugie jak na dłoni widać kto na tej reformie skorzysta - najrozmaitsze
      szkoły "zarządzania i grillowania" gdzie badań się nie prowadzi a głównym ich
      produktem są wypuszczani masowo niedokształceni magistrowie i licencjaci.
      Zagadka - jakie lobby reprezentuje minister dr hab. Kudrycka (niepoprawnie
      zresztą używająca tytułu prof., bo powinna sobie pisać przy tytule "prof. takiej
      to a takiej prywatnej uczelni")?

      Po trzecie ciekawe w jakim stopniu te kuriozalne pomysły pomogą w wykorzystaniu
      unijnych środków na badania, np. z 7PR. To widać jednak MNiSW niespecjalnie
      interesuje, bo po co? Jaki jest stopień wykorzystania tych środków? Mały, a
      dlaczego? Czy to nie aby dlatego, bo wiele placówek finansowo balansuje na
      krawędzi, a do tego,żeby te środki pozyskiwać trzeba po prostu zatrudnić dobrze
      opłacanych fachowców?
      • sqro Re: Żenada 22.03.08, 21:21
        Nie ma w propozycjach pani minister ani słowa na temat jak wypromować zdechłe a
        istniejące w PRLu współfinansowanie nauki przez przemysł. Wiem jak ktos opisuje
        sobie twórczość Lema czy Gombrowicza to ma to mniejsze znaczenie ale już w
        naukach stosowanych ma to fundamentalne znaczenie. Zresztą dla nauk podstawowych
        jak matematyka a zwłaszcza fizyka również tylko wtedy finansowanie musi być na
        naprawde dużą skalę.
        • adrian_l Re: Żenada 22.03.08, 21:31
          przemysl zainteresuje sie i zainwestuje jak bedzie wiedzial ze:

          1. zwroca mu sie zainwestowane pieniadze
          2. byc moze zyska stala wspolprace
          3. zainwestuje jesli bedzi emial pewnosc ze ma do czynienia z
          prawdziwymi naukowcami, ktorzy sa fachowcami w swojej dziedzinie,

          ocecnie jest tak ze jakby firma X dala 10 mln dolarow na projekt,
          to Prof A po sciagnieciu 10%, przekazalby go znajomemu Doc B, ktory
          kiedys mu pomogl w pisaniu habilitacji,
          a ow docent B po 10% marzy przekazalby projekt, tak sie akurat
          stalo, swojemu synowi, ktory przez przypadek pracuje jako jego
          podwladny,
          syn po umoczeniu wiekszosci kasy w niepotrzebne wyjazdy i przejazdy
          taksowka po 5 latach, wpoeidzial by ze wyniki sa niemiarodajne i
          potrzeba wiecej kasy,

          to jest tylko przyklad i schemat,
          ale dopoki przemysl nie bedzie widzial zmian dopoty nie zainwestuje,

          ja jako prywatny przedsiebiorca nie zainwestowalbym ani 1 zl
          • sqro Re: Żenada 22.03.08, 21:43
            Póki co to sądze że nasz przemysł nie ma ambicji (tzn nie czuje potrzeby)
            inwestowania w rozwój. R&D to mikry procent w mojej przynajmniej działce
            (informatyka) i póki kokosy sa do zgarnięcia mniejszym nakładem sił i środków
            (głównie wdrażając technologie opracowane za granicą) to jest to działanie
            racjonalne choć zarazem i krótkowzroczne. To jest moim zdaniem rola polityki
            gospodarczej żeby premiowac i promować tych którzy inwestują w rozwój.
            • adrian_l Re: Żenada 22.03.08, 21:50
              polityka gospodarcza tak, ale co ztego ze powiemy:
              - kto inwestuje 20% rocznego przychodzu zostaje zwolniony calkiem z
              podatkow

              i co ta firma zainwestuje w to bagno Prof A, Docenta B i jego syna?

              ok, firma skorzysta na uldze podatkowej,
              Prof A, Doc B i jego syna zyskaja lewa kase,

              a co my z tego bedziemy miec, ?
              nic,

          • sqro Re: Żenada 22.03.08, 21:45
            Póki co to sądze że nasz przemysł nie ma ambicji (tzn nie czuje potrzeby)
            inwestowania w rozwój. R&D to mikry procent w mojej przynajmniej działce
            (informatyka) i póki kokosy sa do zgarnięcia szybciej oraz mniejszym nakładem
            sił i środków (głównie wdrażając technologie opracowane za granicą) to jest to
            działanie racjonalne choć zarazem i krótkowzroczne. To jest moim zdaniem rola
            polityki gospodarczej żeby premiowac i promować tych którzy inwestują w rozwój.
            Ot odwieczny konflikt pomiędzy makro- i mikro- ekonomią.
    • adrian_l Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:25
      1. zniesc habilitacje
      2. wprowadzic kadencyjnosc i kontrakty na stanowiska naukowe
      profesorow na uczelniach np 4-5 letnie,
      3. konkursy na stanowiska bylyby oglaszane w internecie i tak
      zglaszane bylyby kanddydatury - kswestia kto mialby dokonywac wyboru
      4. centralan abaza danych naukowcow z dorobikiem naukowym,
      publikacjami, stazami itp
      5. ocena dorobku kazdego naukowaca, mgr, dr, profesora na podstawie
      IF w naukach scislych, kierwnictwa i wspolkierownictwa
      miedzynarodowych projektow
      6. zakaz pracy krewnych 1 stopnia oraz malzonkow na tym samym
      wydziale
      7. zapraszanie visiting professors z zagranicy - wymiana naukowa,
      2/3 wyjazdow mgr i dr, 1/3 profesorowie
      • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:37
        a te wszystkie konkursy i oceny bylybu przeprowadzane przez ludzi
        ktorzy dzisiaj przeprowadzaja kolokwia habilitacyjne tak?

        nigdzie na swiecie nie ma oceny algorytmicznej IF i juz. nigdzie na
        swiecie nie ma kadencyjnosci profesur. i jeszcze skad wezmiemy
        pieniadze na zapraszanie tych visiting professsors i w jakim jezyku
        beda wykladac?

        adrian_l napisała:

        > 1. zniesc habilitacje
        > 2. wprowadzic kadencyjnosc i kontrakty na stanowiska naukowe
        > profesorow na uczelniach np 4-5 letnie,
        > 3. konkursy na stanowiska bylyby oglaszane w internecie i tak
        > zglaszane bylyby kanddydatury - kswestia kto mialby dokonywac
        wyboru
        > 4. centralan abaza danych naukowcow z dorobikiem naukowym,
        > publikacjami, stazami itp
        > 5. ocena dorobku kazdego naukowaca, mgr, dr, profesora na
        podstawie
        > IF w naukach scislych, kierwnictwa i wspolkierownictwa
        > miedzynarodowych projektow
        > 6. zakaz pracy krewnych 1 stopnia oraz malzonkow na tym samym
        > wydziale
        > 7. zapraszanie visiting professors z zagranicy - wymiana naukowa,
        > 2/3 wyjazdow mgr i dr, 1/3 profesorowie
        • adrian_l Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:43
          nie wiem jak mialybybyc przeprowadzan konkursy,
          trzeba by sie w wiekszym gronie zastanowic,

          nigdzie nie ma w sensie ustawowym IF, ale jest to glowne kryerium
          oceny w wielu krajach i mijescach na swiecie, u mnie w polsce mialem
          IF w naukach scislych nie bedac doktorem kilka razy wyzszy od kilklu
          profesorow wydzialu razem wzietych,
          tutaj zagrniaca gdzie jestem IF jest jednym z wazniejszych pubktow
          oceny przebiegu kariery, wiec cos jest na rzeczy,

          jak to nie ma kadencyjnosci profesur, ?
          nie mowie o tenure, tylko o post-doc
          standard w wielu uniwersytetach,
          • adrian_l Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:48
            zreszta, szkoda mi czasu na ratowanie polskiej nauki,
            bo cokolwiek bysmy nie robili nie zmienimy naszej polskiej chorej
            mentalnosci niestety,

            na szczescie nie musze t juz pracowac i moge normalnie zyc i
            tworzyc,
            i szczerze wspolczuje reszcie,
            wymysclcie cos i dzialajcie razem a nie kloccie cie,

            pzdr
          • dalatata Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 21:48
            ano wlasnie. dlatego do znudzenia powtarzam ze nie problem jest w
            habilitacji, a w rzetelnosci oceny. to chodzi zeby nie bylo recenzji
            kolegi dla kolegi kolegi, a nie zeby nie bylo habilitacji.

            ja w duzej mierze akceptuje IF w naukach scislych. mowie tylko ze
            nie system ktory po prostu patrzy na IF jest zlym systemem.
            szczegolnie w Polsce. chcemy przeskoczyc 20 lat systemu
            brytysjskiego.

            mowie o pelnych profesurach. post-doc to nie profesura, jak dla mnie.
            • wari Re: Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie 22.03.08, 23:18
              Jesli adiunkt na jednym z czołowych polskich uniwersystetów bierze
              na rękę 2500 zł, dr hab. jednego z instytutów PAN 2100 zł, a
              budowlaniec w Warszawie 5000 zł, a lekarz w Radomiu 10-16 tys. zł -
              to niech się pani Kudrycka zastanowi lepiej od czego powinna zaczac
              reformę. NAJPIERW ZAROBKI O 200-300% a potem pogadajmy o
              habilitacjach, listach filadelfijskich, konkurencji.
    • pnti Doktorat BEZ licencjatu 22.03.08, 23:12
      Mam wrażenie że osoby dyskutujące nie mają pojęcia o czym rozmawiają.

      Najlepszy profesor jakiego poznałem w czasie mojego stażu zagranicznego otrzymał
      doktorat BEZ wcześniejszego uzyskania licencjatu. Oczywiście nie byłoby to
      możliwe w Polsce, gdzie zamiast zajmować się nauką, tzw. doktorant 1) jest
      darmowym pracownikiem 2) uczy się i zdaje egzaminy z przedmiotów nie mających
      żadnego związku z tematem swojej pracy 3) de facto nikogo nie interesuje jakość
      bronionej pracy - ważne żeby została zakończona w terminie.

      Przyznacie, że poziom nauki w Wielkiej Brytanii jest trochę wyższy niż w Polsce.
      Tam od bardzo dawna student ma prosty wybór: albo kończy na licencjacie albo na
      studiach magisterskich albo uczy się rok dłużej i dostaje doktorat.

      Faktem jest, że posiadanie PhD w Wielkiej Brytanii nic nie znaczy, ale przecież
      posiadanie tytułu magistra tez o niczym nie świadczy.

      Najważniejsze jest to, żeby ułatwić osobom autentycznie zainteresowanym nauką
      ... działalność naukową, zanim się im odechce.

      No bo ile lat można być czyimś parobkiem.

    • cs137 Re: Adam.2x wszystko doskonale przedstawił. 22.03.08, 23:19
      Jako "tenured faculty member" w amerykańskim uniwersytecie (nie z tych z Ivy
      League, co prawda, ale w przyzwoitym stanowym "research university" z "graduate
      school" posiającą pełną akredytację na przyznawanie doktoratów) znam trochę
      :o))) amerykański system
      • dalatata Re: Adam.2x wszystko doskonale przedstawił. 22.03.08, 23:37
        no tak cs37: ja tez mysle ze peers. jednak zazwyczaj ci peers, w
        wypadku profesur, to sa inni profesorowie. ja jeszcze nie slyszalem
        o profesurze w UK, ktora zostala nadana bez receznji innych
        profesorow. zazwyczaj wieku przynajmniej srednim.

        i ja widze, rzecz jasna, roznice poniedzy tenure a habilitacja,
        jednak funkcjonalnie te dwie procedury sa identyczne. tyle ze w US
        ona przebiega w miare rzetelnie, a w Polse w miare nierzetelnie. i
        tyle.
      • omc_naukowiec Re: Adam.2x wszystko doskonale przedstawił. 23.03.08, 00:28
        cs137 napisał:

        > Jako "tenured faculty member" w amerykańskim uniwersytecie (nie z tych z Ivy
        > League, co prawda, ale w przyzwoitym stanowym "research university" z "graduate
        > school" posiającą pełną akredytację na przyznawanie doktoratów) znam trochę
        > :o))) amerykański system
    • cs137 Trudnosci MrZorby z nostryfikacją PhD z anglosas- 22.03.08, 23:55
      kiego uniwersytetu - i to bardzo zacnego - rzeczywiście wyglądają na jajkis
      tekst Kafki.

      Moja znajoma kilka lat temu z kolei chciała nostryfikować francuską habilitację
      i tez jej sie to nie udało. Procedura, której musiała by sie poddać, byłaby w
      istocie równowazna z robieniem polskiej habilitacji nieomal od zera. Po
      dluższych utarczkach więc postanowiła sie wypiąc na Radę Starców w swoim
      instytucie i tej hablitacji nie nostryfikować. Jakiś czas później los jej jednak
      dał satysfakcję, bo otworzyło sie jakies stanowisko w Brukseli związane z
      rozdzielaniem grantów europejskich, z bardzo porządna unijna pensją - no i z jej
      instytutu było kilku chętnych z tytrułami profesorskimi, ale to ona wygrała
      konkurs dzięki posiadaniu własnie tej pogardzanej francuskiej habilitacji.

      W "owrotną stronę" sprawy sie przedstawiają całkiem inaczej. Kiedy ja w czasie
      wojny jaruzelskiej szykowałem sie do wyjazdu, to sie liczyłem z mozliwiością,
      że przez długi czas poza Krajem pobędę. Więc starannie przeszedłem przez cała
      procedurę tłumaczenia moich dyplomów, magisterskiego i doktorskiego, na
      angielski (zanim sie zaniosło dyplom do tłumacza przysięgłego, to trzeba było
      dostac na nim pieczęcie z cos sześciu urzędów). No i wyjeżdzając tych tłumaczeń
      nie zabierałem, bojac się, że jak celnicy je znajdą, to mnie nie wypuszczą, bo
      będą dowodem na to, ze ja chce "nawiać" - dopiero po roku ktos mi dowiózł z
      Polski. No i później pracowałem az w czterech uczelniach w USA, w Purdue jako
      "visting professor", w Notre Dame jako "non-tenure research professor", w George
      Mason którtko znów jako "visiting professor", i wreszcze w moim obecnym univerku
    • mniammniam3 Znowu worek się wysypał 23.03.08, 00:21
      Kilka tygodni temu toczyła się na Forum GW podobna dyskusja. Teraz
      znowu worek się rozwiązał, bo pojawiły się realne szanse na reformę
      szkolnictwa wyższego. Ale problem nie sprowadza się tylko do
      habilitacji.
      1. Poziom doktoratów musi zostać podniesiony, merytoryczne wymagania
      zaostrzone, recenzje bardziej wiarygodne (recenzenci powinni byc
      utajnieni). Niezaleznie, czy ktoś będzie chciał robić doktorat po
      licencjacie, czy studiach magisterskich. Ten po licencjacie, jeśli
      spełni warunki merytoryczne, to co to przeszkadza? Chociaż wątpię,
      żeby takie doktoraty zbyt często przechodziły.
      2. Należy znieść tzw. minima kadrowe, które są jednym z głównych
      źródeł patologii i marnotrawstwa finansowego. Znam przynajmniej trzy
      uczelnie, gdzie na etatach i to wysoko płatnych utrzymuje się
      tytularnych profesorów, którzy już z domu nie wychodzą. Jeden ma
      daleko posuniętą sklerozę, drugi już z łóżka nie wstaje, a trzeci
      jest w domu opieki społecznej. Ale figurują na etacie. Przy
      ostatnich wizytach Komisji Akredytacyjnych na tych uczelniach
      robiono wszystko, żeby zamarkować sprawę i wykazać, że prowadzą oni
      jakieś zajęcia, np. seminaria dyplomowe. Natomiast wielu
      doświadczonych adiunktów, prowadzących badania, posiadających
      aktualną wiedzę i dobrze ocenianych przez studentów, wegetuje na
      symbolicznych pensyjkach, bo brakuje pieniędzy na podwyżki dla nich.
      Zaczynają się więc zwalniać, albo szukają drugiego etatu.
      3. I właśnie zakazanie wieloetatowości jest kolejnym niezbędnym
      działaniem wymagającym jednak zasadniczej reformy wynagrodzeń.
      Obecnie mamy błędne koło: pracownicy naukowi biorą drugi etat na
      konkurencyjnej uczelni niepublicznej, bo z jednej pensji nie są w
      stanie utrzymać rodziny. Oczywiście mówię tylko o tych pracownikach,
      którzy reprezentują dyscypliny dające taką możliwość.
      4. Obecne finansowanie prac badawczych na uczelniach państwowych
      (tzw. zlecenia statutowe i badania własne) to czyste marnotrawstwo.
      Pieniądze na te badania uruchamiane są z reguły w połowie roku,
      termin odbioru prac, to październik-grudzień, a pieniądze nie
      wykorzystane przepadają - tzn. pracownik, który ich nie wyda do
      końca roku traci je. A więc wydaje, często na niepotrzebne pierdoły,
      robi się zapasy teczek, papieru, tonerów, kupuje się zbędny jeszcze
      sprzęt, bo szkoda, żeby przepadły.
      5. Takich patologii jest więcej. Dlatego reforma musi być systemowa.
      Jeśli w tym nowym systemi wprowadzi się inny ale lepszy sposób na
      awans naukowy niż habilitacja to dobrze. Bo obecny system awansów
      jest przestarzały i bardzo często petryfikuje feudalizm na naszych
      uczelniach.
      • mrzorba Re: Znowu worek się wysypał 23.03.08, 00:31
        A tu sie zagadzam w 100%!
        • owocoskala Re: Znowu worek się wysypał 23.03.08, 09:13
          > A tu sie zagadzam w 100%!
          Świetnie, ale czy musi to Pan od razu pisać? Osobiście wierzę Panu i
          współczuję, i wiem jak jest w polskiej nauce ale gdyby napisał Pan
          góra 4 posty w tej dyskusji być może zgłosiłby się ktoś żeby Panu
          pomóc z tą habilitacją a tak po napisaniu 200 postów wychodzi Pan
          mało poważną, a cała sprawa na tym traci bo trudno będzie decydentom
          i dziennikarzom przebić się przez 600 postów....
    • poetria Re: restytucja marcowych doktorów wg PO :D 23.03.08, 09:31
      Oczywiscie ze mozna pisac doktorat o Lemie :)

      Problem polega na tym jak sie traktuje osoby z zewnatrz na naszych uniwersytetach :(

      Podam przyklad. Pisalam prace magisterska na polonistyce o autorze ktory pisal po lacinie i byl Anglikiem i praca przeszla bez problemu.

      Ale Wloszka ktora starala sie o nostryfikacje i napisala prace podobna - mam na mysli niedopasowanie do naszych struktur- polonistyka nie bo Anglik, anglistyka nie- bo lacina - wyjasniam na przykladzie mojej pracy- otoz ta Wloszka nie dostala nostryfikacji.

      Ironia losu polega na tym ze bral w tym udzial m. in. moj wlasny promoror ;)

      Nie sie Pan nie martwi, moj kuzyn, prof w Kanadzie musial zaplacic za habilitacje na UJ :( prestiz to prestiz a "piniadz to piniadz" :)
      • mrzorba Do moich krytykow 23.03.08, 10:04
        Dziekuje za rozsadny glos na tym forum. Przyznaje, ze niepotrzebnie
        wdalem sie w dyskusje z takimi zwyklymi chamami jak dalatata, ktorym
        glupio dalem sie sprowokowac. No coz, nobody is perfect.
        A tym, co szydza z mego doktoratu o Lmie, proponuje wypozyczenie
        kopii mej rozprawy z biblioteki Monash University albo o zapoznanie
        sie z jej fragmentami np. poprzez witryne Acta Lemiana Monashiensis.
        Jesli sa , jak pisza, profesorami czy chocby nawet asystentami na
        czolowych uniwerytetach swiata, to nie powinni miec klopoptow z
        wypozyczeniem miedzybibliotecznym kopii mej roprawy doktorskiej o
        Lemie. A na poczatek niech zajrza na Wikipedie pod S. Lem, i tam
        jest link do tych Act (ewentualnie niech "gugluja").
        I nie mam nic przeciwko krytyce, ale niech ci tchorze krytykuja
        mnie, Lecha Kellera, podpisujac sie jak ja, imieniem i nazwiskiem z
        realu. Bowiem na razie to wychodzi na to, ze rzucila sie na mnie
        sfora nieudacznikow, wystraszona, ze przybedzie im konkurencja.
        Tyle, ze metody walki maja oni wrecz podle. Wiec te augiaszowa
        stajnie, jak stala sie polska nauka za rzadow postsolidarnosciowych,
        trzeba jak najszybciej wyczyscic. Inaczej staniemy sie posmiewiskiem
        Europy... :(
    • nowojorczyk5 Doktorat o Lemie 23.03.08, 16:42
      Problem australijskiego doktoratu o Lemie lezy w tym, iz Jego PT
      Autor pragnie go nostryfikowac w dziedzinie "nauki polityczne", na
      co dziekanom wydzialu nauk politycznych wlosy staja na glowie!
      Zapewne bez problemow mozna by ten doktorat nostryfikowac na
      Wydziale Literaturoznawsta kazdego duzego uniwersytetu, ale wtedy
      autor nie ma czego szukac na prywatnych uczelniach, gdzie potrzeba
      faceta z doktoratem "z polityki", bowiem literaturoznawstwa to tam
      nie potrzeba..
      • poetria Re: Doktorat o Lemie 23.03.08, 21:02
        HM a to faktycznie nie dziwie sie, ze sa problemy :( to zdecydowanie nie nauki polityczne :( nawet jesli spojrzec na problem bardzo liberalnie :(

        U prof Jarzębskiego z polonistyki na UJ miałby szansę :)
        • dalatata Re: Doktorat o Lemie 23.03.08, 21:11
          a przy polskiej obsesji na temat granic dyscyplinarnych, rzecz nie
          do zrobienia na politologii.

          poetria napisała:

          > HM a to faktycznie nie dziwie sie, ze sa problemy :( to
          zdecydowanie nie nauki
          > polityczne :( nawet jesli spojrzec na problem bardzo liberalnie :(
          >
          > U prof Jarzębskiego z polonistyki na UJ miałby szansę :)
          • misszorba Re: Doktorat o Lemie czyli z L E M O L O G I I 23.03.08, 21:23
            Czemu nie? Zreszta ja nie nalegam na nauki polityczne. Moze byc to uznane jako
            doktorat interdyscyplinarny... Byle zostal uznany. Nie mam nic przeciwko lemologii.
            • poetria Re: Doktorat o Lemie czyli z L E M O L O G I I 23.03.08, 22:10
              Niech Pan pogada z Jarzębskim:

              www.polonistyka.uj.edu.pl/wydzial_wladze.htm
              Skoro u nas są studia międzywydziałowe Axera, to nie widze powodu zeby nie bronic doktoratow interdyscyplinarnych :)

              www.isd.obta.uw.edu.pl/
              • mrzorba Re: Doktorat o Lemie czyli z L E M O L O G I I 24.03.08, 11:46
                Jarzebski widzi we mnie konkurenta, wiec to chyba niezbyt szczesliwy adres. On
                mnie nie zaprosil na zadne lemologiczne sypozjum odbywajace sie z jego
                inicjatywy w Polsce, wiec to chyba niewlasciwy adres... A szkoda, bo moglibysmy
                kooperowac z korzyscia dla kazdego...
    • nowojorczyk5 Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowej 23.03.08, 16:58
      Poziom nierzetelnosci naukowej, jej powszechna akceptacja, brak
      krytyki naukowej, wszechwladne "kolesiostwo" - wszystko to powoduje,
      ze w Polsce musi byc habilitacja. Co wiecej, ponownie trzeba
      przywrocic kontrole Centralnej Komisji nad decyzjami Rad Wydzialow.
      W 2007 roku bylo 1700 habilitacji - w 2006 tylko ponad 800.

      Habilitacje juz raz zniesiono: w 1968 i dopiero teraz odeszli na
      emeryture niektorzy ostatni z wygenerowanych "marcowych" docentow...
      Ile patologii do polskiej nauki wprowadzili marcowi docencie, ich
      doktoranci to czesto dzisiejsi profesorowie peryferialnych uczelni.

      Kazda osoba, ktora po doktoracie ma wystarczajacy dorobek naukowy w
      uznanych (a nie podworkowych!) czasopismach naukowych bez problemu
      napisze habilitacje i przejdzie ta niska poprzeczke...
      • khmara Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:17
        Wzrost liczby habilitacji nie wynika ze zmiany przepisow, ale jest pochodna
        wprowadzenia studiow doktoranckich kilkanascie lat temu. Pierwsze studia
        doktoranckie w cyklu 4-letnim ruszyly ok. 1994 roku. Prosze policzyc: 4 lata na
        doktorat + 9 lat na habilitacje, to zagadka podwojenia liczby habilitacji sie
        rozwiaze. W tej chwili habilituja sie ludzie, ktorzy szli starym cyklem - staz
        asystencki + 8 lat na doktorat + 9 lat na habilitacje + przyznane przez uczelnie
        przedluzenia (czesto dodatkowe 3 lata + 3 lata) - i pierwsi absolwenci studiow
        doktoranckich po cyklu 13-letnim od magisterium do habilitacji. Habilitacje
        robia jednoczesnie 50-latkowie i 30-latkowie - to sa dwa zupelnie rozne
        pokolenia, stad podwojenie liczby.

        Liczby trzeba rozumiec.
        • adrian_l Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:37
          tu nie chodzi o istnienie habilitacji badz nie, sa kraje europy
          zachodniej gdzie istnieje, wiec nie problem w tym czy byc, ale jak
          byc.

          obecnie czesto miernoty naukowe, z poparciem "waznych" profesorow sa
          w stanie zdobyc nawet tytul profesora publikujac w "Przegladzie
          Pcimskim"

          pamietam Dr hab. ktory mial slownie 1 publikacje z Medline i 10,
          slownie dziesiec asbtraktow na jakis kolesiowskich konferencjach
          polaczonych z wypadem na narty :-)
          przeciez to jest zenada

          Mr Zorba ucichl, czy go zablokowali :-)
          hehe
          • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:46
            zgadzam sie. habilitacja to jest temat zastepczy. jej zniesienie
            niczego nie zalatwi i nie zmieni.przeniesie calosc kolesiostwa,
            miernto, zalatwiania na inny poziom.

            adrian_l napisała:

            > tu nie chodzi o istnienie habilitacji badz nie, sa kraje europy
            > zachodniej gdzie istnieje, wiec nie problem w tym czy byc, ale jak
            > byc.
            >
            > obecnie czesto miernoty naukowe, z poparciem "waznych" profesorow
            sa
            > w stanie zdobyc nawet tytul profesora publikujac w "Przegladzie
            > Pcimskim"
            >
            > pamietam Dr hab. ktory mial slownie 1 publikacje z Medline i 10,
            > slownie dziesiec asbtraktow na jakis kolesiowskich konferencjach
            > polaczonych z wypadem na narty :-)
            > przeciez to jest zenada
        • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 17:43
          no ja sie na liczbach nie znam i pewnie ich nie rozumiem....

          jednak wsrost skokowy o ponad 100%, o ile pamietam post
          nowojorczyka, nie da sie calkiem wyjasnic w ten sposob. bo nawet
          zakladajac ze ja przyjmuje twoje wyliczenia, to one wskazywalyby na
          regularnosc karier, ktora jest po prostu nieprawdopodobna.

          co wiecej, to oczywiscie dane anegdotyczne, jednak co chwile slysze
          o habilitacjach glosowanych na podstawie pozytywnych recenzji
          jedynie recenzetnow wewnetrznych, z tymi wyznaczonymi przez CK
          wystawiajacymi recenzje negatywne.

          skadinad wiem, ze CK bedzie sie przygladac takim decyzjom, jednak
          szkod sie narobi. niestety, moze i ja nie rozumiem liczb,
          jednak,khmaro jestes tendencyjny w swych interpretacjach.

          a ja zgadzam sie z nowojorczykiem piatym.

          • khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 18:07
            Anegdotycznie, to ja Ci moge, Dalatato, powiedziec, ze habilitacje
            czterdziestolatkow przed moja rada prawie sie nie zdarzaja. Albo przed
            czterdziestka, albo po piecdziesiatce, badz tuz przed.

            Najgorszym wyjsciem ze wszystkich mozliwych jest przywrocenie kontroli CK nad
            habilitacjami w obecnym ksztalcie. O nieuczciwych recenzjach z CK wiem i ja, i
            Nowojorczyk tez o nich slyszal. Chodzi o duza nieuczciwosc, nie o zwykle
            kolesiostwo. A na bardziej przyziemnym poziomie, znajac od kuchni tryb
            funkcjonowania uczelni w Polsce, uwazam, ze prawdopodobienstwo wyznaczenia przez
            CK recenzenta, ktory zjadl wszystkie rozumy, ale nie zna sie calkowicie na
            tematyce habilitacji, jest wieksze niz prawdopodobienstwo wyznaczenia takiego
            recenzenta przez rade. Kazdy, kto skladal wniosek grantowy do KBN wie, jak
            wyglada poziom merytoryczny recenzentow w Polsce. Recenzent kompetentny jest
            szczesciem, jak wygrana na loterii.
            • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 18:23
              OK. niech i tak bedzie.
              pytanie zatem kluczowe dla mnie to w jaki sposob wymusic uczciwosc?
              sa dwie drogi wedle mnie. jednak to apele. druga to drakonskie
              kontrole. widze problem znalezienia kontrolerow i wedle mnie nalezy
              oprzec sie na ludziach 1. pracujacych za granica, zarowno Polakow
              jak i nie (iim bedzie najbardziej zalezalo na reputacji - widze to
              wokolo siebie i po samym sobie). 2. z porzadnym dorobkiem
              miedzynarodowym, znajacych standardy publikacji miedzynarodowych.

              drugi warunek to kwestia bardziej dookreslonych kryteriow (ja nie
              szedlbym w kierunku punktow) w ocenie dorobku (z drugiej strony na
              swiecie profesorem zostaje ten, kto ma 'dorobek profesorrski', a nie
              ktos kto ma 3 artykuly, 2 ksiazki, 5 konferencji i jedno auto.

              • khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 19:07
                W sprawie recenzentow, proponuje zaczac od tego:

                Art. 20 ustawy o tytule i stopniach:
                Promotorem w przewodzie doktorskim oraz recenzentem rozprawy doktorskiej lub
                habilitacyjnej w dziedzinie nauki może być osoba posiadająca tytuł naukowy
                profesora lub stopień naukowy doktora habilitowanego w zakresie danej lub
                POKREWNEJ dyscypliny naukowej,

                W praktyce oznacza to, ze jak brakuje arabistow z tytulem lub stopniem, to mozna
                powolac na recenzenta hebraiste, bo przeciez tez jakis obcy jezyk zna, a ze inny
                - to trudno.

                Bezwzglednie nalezy przestrzegac zasady kompetencji. Albo recenzent sie zna na
                okreslonej dziedzinie, albo recenzje mozna zakwestionowac. Przy braku
                specjalistow w okreslonej dziedzinie w kraju powinien byc obowiazek powolywania
                recenzentow zagranicznych.

                Kilka lat temu moj kolega zostal recenzentem CK. Biedak pojecia nie mial jak
                habilitacje ocenic, wiec pol Polski obdzwonil, zeby mu koledzy powiedzieli, co
                ma w recenzji napisac.

                Jak dlugo nie bedzie sie przestrzegac zelaznej zasady, ze recenzent musi byc
                kompetentny w dziedzinie, ktora reprezentuje habilitant (doktorant, kandydat do
                tytulu itp.), tak dlugo bedzie istniala milczaca zgoda na nierzetelne recenzje.

                W sprawie dookreslonosci kryteriow zgadzam sie calkowicie i bez zastrzezen.
                • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 20:15
                  zupelnie nie zdawalem sobie sprawy z tych idiotyzmow. nie mam
                  zadnych waptliwosci ze recenzent musi sie znac na temacie. ja bym
                  nawet powiedzial tak. nie ma znaczenia do jakiej dziedziny zalicza
                  sie recenzent czy doktorant - recenzet ma byc specjalista w
                  konkretnym temacie. kilkukrotnie recenzowalem tu dokotraty nie w
                  swojej dyscyplinie, ale w swojej scislej specjalnosci.

                  tak ogolnie, dodalbym, ze ta sztywnosc granic dyscyplinarnych, tu
                  praktycznie nieznana, mnie tylko bawi. ze jak robie dokotrat z
                  psychologii to musze miec recenzentow 2 psychologow, nawet jesli nie
                  maja zielnoego pojecia o tym co napisalem, bo nie moge miec na
                  przyklad 2 psychiatrow ktorzy akurat siedza w tym co ja. kompletny
                  idiotyzm.

                  no ale to jest potrzebne do ustalania pensum kadrowego. bo jak
                  wiadomo do kierunku potrzebnych jest 8 medrcow. nie 7, nie 9, osmiu.
                  bez tego nie da sie uczyc historii, socjologii itd. nawet jesli ci
                  medrcy nie zjawiaja sie na uczelni.
                  • khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:02
                    dalatata napisał:

                    > zupelnie nie zdawalem sobie sprawy z tych idiotyzmow. nie mam
                    > zadnych waptliwosci ze recenzent musi sie znac na temacie. ja bym
                    > nawet powiedzial tak. nie ma znaczenia do jakiej dziedziny zalicza
                    > sie recenzent czy doktorant - recenzet ma byc specjalista w
                    > konkretnym temacie.

                    W Polsce recenzent z reguly nie ma bladego pojecia o temacie. Dobrze, jezeli zna
                    sie chociaz na jakims temacie pokrewnym. Wyjatki sa stosunkowo nieliczne. Czesto
                    jest tak, ze recenzent w ogole nie ma pojecia, co czyta, bo z okreslona tematyka
                    spotyka sie po raz pierwszy wlasnie w pracy, ktora recenzuje.

                    My mowimy o kolesiostwie, a czesto recenzent, ktory po prostu sie nie zna i nie
                    umie ocenic, nie chce swoja ignorancja zaszkodzic. Poniewaz praktyka jest taka,
                    jaka jest, to pole do nieuczciwych przekretow tez jest olbrzymie.

                    Gdyby wprowadzic wymog, ze recenzent musi miec jakis dorobek teamtycznie
                    zwiazany z zakresem recenzowanej pracy, to recenzje zagraniczne bylyby
                    koniecznoscia.
                    • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:07
                      nie wiedzialem tego. to jest potezny problem. a recenzent zza
                      granicy, ja uwazam ze dobra inicjatywa, jednak to wymaga habilitacji
                      koniecznie po angieslku, co jest nie do zrobienia.

                      tyle ze mozna wziac recenzenta tematycznie zwiazanego nie z
                      dziedziny kandydata, jak napisalem.

                      no wlasnie, mnie przeraza to pole do przekretow. oj chyba jestem
                      jeszcze bardziej pesymistyczny co do mozliwosci naprawy.

                      • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:13
                        Sprowadzanie recenzentów z zagranicy to mit - kto za to zapłaci?
                        A brak kompetencji jest normą. Wiele dziedzin jest tak szerokich, że
                        w Polsce jest jeden specjalista i koniec.
                        W przypadku mojego doktoratu blade pojęcie, o czym piszę, mieli
                        promotor (nie pomagała, ale przynajmniej za bardzo nie
                        przeszkadzała) i oboje recenzentów. Na moje szczęście wszyscy byli
                        mili i ocenili moją produkcję pozytywnie. Czy PT Nauka Polska wyszła
                        na tym równie dobrze, pokażę czas ;)
                        • khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:22
                          ford.ka napisał:

                          > Sprowadzanie recenzentów z zagranicy to mit - kto za to zapłaci?

                          Dolar kosztuje dzisiaj 2,29. To naprawde nie jest az takie trudne. A oszczedzic
                          mozna na druku nikomu niepotrzebnych ksiazek.
                          • misszorba Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:39
                            Telekonferencje nie sa dzis wcale tak drogie...
                          • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 08:10
                            Ktoś tu napisał, że habilitacji było w zeszłym roku 1700.
                            Sprawdzenie nawet po jednym recenzencie od sztuki sprawiloby, ze
                            mozna by pozamykac uniwersytety. A znizka dolara ma umiarkowane
                            znaczenie, bo chyba USA nie sa jedynym miejscem na swiecie, gdzie
                            uprawia sie prawdziwa nauke ;)
                            • mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 00:36
                              ford.ka napisał: Ktoś tu napisał, że habilitacji było w zeszłym roku 1700.
                              Sprawdzenie nawet po jednym recenzencie od sztuki sprawiloby, ze
                              mozna by pozamykac uniwersytety. A znizka dolara ma umiarkowane znaczenie, bo
                              chyba USA nie sa jedynym miejscem na swiecie, gdzie uprawia sie prawdziwa nauke ;)
                              - Czemu "Sprawdzenie nawet po jednym recenzencie od sztuki sprawiloby, ze mozna
                              by pozamykac uniwersytety"?
                              I zgoda, US opf A nie sa jedynym miejscem na swiecie, gdzie uprawia sie
                              prawdziwa nauke. Co wiecej: w US of A uparwia sie na najwyzszym poziomie tylko
                              nauke ktora sluzy Pentagonowi, a wiec przemyslowemu zabijaniu i kaleczeniu
                              ludzi. Na inne nauki nie ma tam funduszy, wiec leza one dokladnie tak samo jak
                              wszedzie...
                              • mrzorba A na koniec... 25.03.08, 00:47
                                ... zapytam sie tylko mych przesmiewcow: kto z was potafilby napisac rozprawe na
                                stopien PhD tak, aby zostala ona uznana na Monash University? Obawiam sie, ze
                                nikt, i ze ponad 90% polskich dr hab. by tez tego zrobic nie potrafila. Ale
                                krytykowac to oni potrafia, ze hej, a szczegolnie, to anomimowo. A zasada jest
                                taka, ze krytkowany ma prawo znac dorobek tych, co go krytykuja...
                      • khmara Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:18
                        To wymaga miedzynarodowego dorobku, czyli w miedzynarodowym jezyku. Nic wiecej
                        nie jest potrzebne.

                        Rozprawa, kolokwium - po co to komu?
                        A recenzje mozna przetlumaczyc na polski, jezeli to konieczne.

                        > no wlasnie, mnie przeraza to pole do przekretow. oj chyba jestem
                        > jeszcze bardziej pesymistyczny co do mozliwosci naprawy.

                        Uproszczenie wymogow ulatwi kontrole.
                        • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:31
                          w kontekscie tej dyskusji widze absurdalnosc rozprawy. zgadzam sie.
                          w takiej sytuacji rzeczywiscie jedynym rozwiazaniem jest habilitcja
                          polegajaca na ocenie dorobku na poziomie miedzynarodowym.

                          • misszorba Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:38
                            Ja nic nie mam przeciwko habilitacji ocenianej za granica na podstawie dorobku
                            na poziomie miedzynarodowym. Oczywiscie, powinna byc tez mozliwosc robienia
                            habilitacji bez doktoratu.
                          • chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:13
                            Czyli np. historyka, specjalistę od historii Śląska Cieszyńskiego,
                            czy tez polonistę - musi oceniać Amerykanin (chinskiego
                            pochodzenia?) z Berkeley?
                            Zresztą, przy okazji podobnych dyskusji na forum GW spotykałem już
                            stwierdzenia, że przecież i polonista, gdyby był naprawdę dobry, to
                            by publikował w "języku międzynarodowym".


                            dalatata napisał:

                            > w kontekscie tej dyskusji widze absurdalnosc rozprawy. zgadzam
                            sie.
                            > w takiej sytuacji rzeczywiscie jedynym rozwiazaniem jest
                            habilitcja
                            > polegajaca na ocenie dorobku na poziomie miedzynarodowym.
                            >
                            • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:29
                              to moze byc zadziwiajace, ale rowniez w Berkley najprawdowpodobniej
                              zajmuja sie slaskiem cieszynskim. z pewnoscia zajmuja sie jednak w
                              Niemczech.

                              nawiasem mowiac polonistyka w Glasgow jest bardzo dobra, rowniez w
                              Indiana State. to glownie polscy polonisci uwazaja, ze polonistyka
                              polska jest najlepsza na siwecie. jak mi Pan pokaze choc jedno
                              polskie czasopismo polonistyczne (jezykonzawcze),ktore jest na
                              poziomie miedzynarodowym, uklekne (symbolicznie) przed panem i
                              posypie glowe popiolem. Poradnik Jezykowy, Polonica, Jezyk Polski,
                              Onomastica, Socjolingwistyka, Stylistyka to slabe pisma, choc naleza
                              do polskiej czolowki. bardzo watpie zeby z 20 proc. (baaardzo
                              optymistycznie mowie) z tekstow tam publikowanych przeszlo przez
                              jakiekolwiek sito miedzynarodowe. chocby dlatego, ze wiekszsoc z
                              nich nadal nie stosuje slepcyh recenzji i autorzy przysylaja teksty
                              juz z recenzjami. mowie powaznie.

                              wiec, na pana zdziwienie - tak, nawet polonista moze i POWINIEN
                              skonfrontowac swoje badania z badaniami miedzynarodowymi!
                              • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:26
                                Ja tam pewnie durny jestem, ale nic nie słyszałem, żeby amerykaniści
                                z USA, angliści z UK czy germaniści z RMF FM konfrontowali się na
                                potęgę z badaniami międzynarodowymi względnie potwierdzali swoją
                                rangę, zasyłając cudzoziemskie żurnały produktami swoich umysłów...
                                I jakoś tak wszyscy publikują po swojemu - a nie w językach
                                konferencyjnych czyli po francusku, rosyjsku i mandaryńsku. Ale
                                pewnie w naukach ścisłych jest zupełnie inaczej...
                                Ale to, kochani, jeden wielki zaścianek!!! My się będziemy
                                konfrontować i poddawać ich obiektywnej ocenie.
                                • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:56
                                  nie, bo oni nie musza - bo tak sie sklada ze wiekszosc porzadnych
                                  czasopism np w social sciences jest w USA czy w UK. ale to w
                                  rzeczywistosci nie chodzi o konfrontacje z USA. to chodzi o to zeby
                                  publikowac w czasopismach ktore sa 'internationally refereed'. i
                                  czasopismo jak Poradnik Jezykowy, takim czasopismem nie jest.

                                  a redaktor dopisuje fragmenty artykulu, bo autor jest jego dobrym
                                  kolega i nie da sie tego odrzucic - niedawny prawdziwy przyklad,
                                  choc nie z PJ.

                                  jesli to jest sensowne publikowanie, to ja jestem chinski papiez
                                  • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:17
                                    Skutek uboczny bedzie taki, ze oddajemy pole w calosci, nie walczymy
                                    o poziom naszych pism, a wspieramy te obce. Po co inwestowac w cos,
                                    co od poczatku nie ma sensu, bo przeciez i tak dobre pisma sa w USA.
                                    Paru facetow juz udowodnilo, ze zasada "dobre pismo = dobry artykul"
                                    nie musi byc prawda, wiec ja bym je jednak czytal.
                                    • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:30
                                      ja akcpetuje ideologiczna koniecznosc pisania po polsku, dlatego
                                      jestem przecwiny doktoratom po angielsku, na przyklad. jednak tak
                                      piszemy od dekad i co? i jest jak jest, poslka nauka sie nie liczy.
                                      jedyna szansa sa czasopisma oparte na miedzynarodowej puli
                                      recenzentow.moga byc polskie - przykladem bardzo dobry Polish
                                      Psychological Bulletin.

                                      ja po prostu nie widze jakiegokowliek sensu pisania tylko we wlasnym
                                      gronie. i to jest dokladnie to co spotkalo polska polonistyke
                                      (lingwistyke, na literaturze sie nie znam, ale nie wstrzymuje
                                      oddechu....). poza kilkoma wyjatkami, to jest naprawde slabe. pare
                                      lat temu widzialem habilitacje polonistki. to jest ksiazka ktorej
                                      nikt nigdzie nie wydalby. miedzy innymi dlatego, ze tego typu rzeczy
                                      pisalo sie tu 20 lat temu, 30. a to ksiakza ktora uznano za swietna,
                                      nowatorska (nowatorska?!!! - przestarzale to jak cholera, ale w
                                      polsce nowatroskie).

                                      nie wiem co to znaczy ustepowac pola w nauce. wiem, ze pisanie w
                                      towarzystwie wzajmenej adoracji nie ma sesnu. krytykujesz
                                      fordize.ka, ale nie masz dobrej odpowiedzi, na brak receznji w
                                      czasopismach, na redaktorow przrabiajacych teksty kolegow, na
                                      zapoznienie - tak! humanistyki!!! pwoiedz mi jak sobie z tym radzic,
                                      a ja chetnie bede o to walczyc!
                                      • mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:34
                                        Teraz widze, czemu mnie tak nie lubisz...
                                        dalatata napisał: ja akcpetuje ideologiczna koniecznosc pisania po polsku,
                                        dlatego jestem przeciwny doktoratom po angielsku...
                                        A habilitacjom mowimy NIE!
                                      • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:08
                                        No i zostałem wypunktowany ;)
                                        Ale słusznie...
                                        Nie mam dobrej całościowej odpowiedzi. Nie sądzę, by ktokolwiek ją
                                        mial z prof. minister na czele. Wiem tylko, że żadnej rewolucji nie
                                        będzie i nie ma co sobie nią zawracać głowy. Zbyt wielka jest siła
                                        interesów pewnych grup (profesorów, właścicieli prywatnych szkół,
                                        wiecznych adiunktów, wieloetatowców czyli mówiąc krótko NAS) żeby
                                        dopuścić do rewolucji od środka i dość wielka, by zahamować a co
                                        najmniej wytłumić i osłabić rewolucję odgórną.
                                        Nie ma też co sobie robić wody z mózgu opowieściami o "braterskiej
                                        pomocy" naukowców z Zachodu. Tu jest 40-milionowy kraj z tradycją
                                        akademicką liczącą sześć wieków z okładem, a nie czteromilionowy
                                        Singapur, gdzie najstarszy uniwersytet ma 103 lata a wszystkich jest
                                        6 (szesc). Sama skala sprawia, ze to niemozliwe. Nie przyjada tu
                                        uczyc nas i za nas i nie beda nas "obiektywnie" oceniac (zreszta
                                        gdyby ktos mial oceniac na podstawie cefałki, to chyba taniej
                                        będzie, jak bedzie miejscowy ;) Jak na calym swiecie, nalezy starac
                                        sie o jak najblizsze kontakty, tam gdzie sie da zewnetrznych
                                        recenzentow, ale to wszystko moze byc tylko icing on the cake a nie
                                        chleb nasz powszedni.
                                        Napisalem w swoim "projekcie" ze miara maja byc punkty. Wiem, ze Ci,
                                        ktorzy maja doswiadczenia z obecnym systemem, moga dostac piany i
                                        plamek przed oczami, ale ja to widze tak.
                                        Jesli trzeba miec 200 punktow na haba to wystarczy opublikowac 200
                                        tekstow (chocby i recenzji) w Przegladzie Glottodydaktycznym czy
                                        innym Kwartalniku Neofilologicznym. Tyle ze na ten pomysl wpadnie
                                        5000 ludzi (na jedno takie pismo), wiec rzeczone beda musialy
                                        uruchomic system oceny (bo sie wszystkie artykuly nie zmieszcza) i
                                        zaczna publikowac tylko najlepsze teksty. Oczywiscie, ze w tej
                                        liczbie beda teksty kumpli, ale chyba nie wylacznie i raczej nie
                                        dlugo, bo kazde znajdzie sie pod uwazna kontrola calej branzy.
                                        Jesli do tego wprowadzi sie krajowy system IF polaczony z
                                        finansowaniem pism, pojawia sie powazne przeslanki, by wybierac
                                        naprawde najlepsze teksty, bo jesli pismo zjedzie w ocenach, to
                                        redakcja wyleci na zielona trawke. Czasem beda zapraszac bardziej
                                        znane osoby, zeby sobie poprawic notowania - moze w efekcie
                                        publikowanie w tych pismach bedzie dawac lepsze efekty niz minimalny
                                        jeden punkcik, ale to tylko zwiekszy ilosc propozycji artykulow.
                                        Oczywiscie, musi w gre wchodzic prawdziwa kasa i/lub inne bonusy
                                        (n.p. punkty dostaje sie za prace w redakcji, recenzowanie
                                        wewnetrzne itd) ktorych utrata bedzie bolesna i bezwzgledna (a przy
                                        okazji glosna i nieprzyjemna) a wtedy publikowanie slabych tekstow
                                        stanie sie dzialalnoscia samobojcza.
                                        Kolejnym efektem bedzie upowszechnienie wiedzy o tym, ze "publish or
                                        perish" (wiekszosc naukowcow w Polsce nie ma o tym pojecia, sam
                                        pamietam, ze opowiesci o odpowiednim doborze kolegow chemikow
                                        traktowalem jako mlody mgr jak bajki o zelaznym wilku, a mnie nikt
                                        przez cale zycie z zadnych punktow nie rozliczyl ;) - kazdy bedzie
                                        musial podjac decyzje "znika" czy jednak publikuje. Nastepnymi
                                        popularyzacja (beda czytac chocby zeby zobaczyc, kto sie zalapal) i
                                        wieksza widocznosc dorobku. Dla pewnosci przydalaby sie ogolnopolska
                                        bibliografia (o ktorej tez pisalem w swoim "projekcie").
                                        Dla czesci bedzie to motywacja, by probowac zdobyc wiecej punktow
                                        szybciej za granica, czyli wejda na tak chwalony swiatowy rynek.
                                        Wielu sie sparzy i bedzie odrzucone artykuly wysylac do coraz nizej
                                        punktowanych pism, az w koncu gdzies uda sie je wepchnac, albo
                                        autorzy zostana wypchnieci z Akademii za brak dorobku, co bedzie
                                        ostatnim etapem zmian (ale zapowiedzianym od samego poczatku, bo u
                                        nas przeciez norma jest, ze nigdy nic nie wiadomo).
                                        Moze byc?
                                        • mrzorba Do Forda K 24.03.08, 19:22
                                          OK. Powiedz mi wiec, czy do habilitacji ze specjalnosci "mauki pooityczne a
                                          szczegolnie stosunki miedzynarodowe" wystarczylby mi w twoim systemie:
                                          1. Doktorat z nauk politycznych z Monash University w Melbourne.
                                          2. Ponizsze publikacje (po doktoracie):
                                          · The Effects of Socio-Economic Changes in Australia 1984-2004 (Efekty zmian
                                          społeczno-gospodarczych w Australii w latach 1984-2004) w Thinking Down Under:
                                          Australian Politics, Society and Culture in Transition (Myśląc “po
                                          australijsku”: Australijska polityka, społeczeństwo i kultura w okresie zmian),
                                          WVT (Wissenschaftlicher Verlag Trier), Trier, 2006
                                          · Neoliberal Reforms of Australian Economy in Years 1983-2003 and its Results in
                                          the Areas of Employment, Inflation, Dynamics of GDP and Real Wages (Neoliberalne
                                          reformy gospodarki australijskiej w latach 1983-2003 i ich efekty w zakresie
                                          zatrudnienia, inflacji, dynamiki PKB i płac realnych) w: Economics & Competition
                                          Policy No. 10, Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego, 2008 (R)
                                          · Labour Market Institutions in the Transition Countries of Europe and their
                                          Influence on Labour Market Performance (Instytucje rynku pracy w reformujących
                                          się krajach Europy i ich wpływ na wydajność rynku pracy) w: Danuta Kopycińska
                                          (red.) Labour Market Institutions (Economics & Competition Policy No. 6),
                                          Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego, 2006 (R)
                                          · Problem cypryjski w świetle starań Turcji o wejście do Unii Europejskiej w:
                                          Stosunki Międzynarodowe (International Relations) No. 1-2 t. 36/2008 (R)
                                          · Problemy globalnej dominacji USA w: Stosunki Międzynarodowe No. 3-4 t. 32/2005
                                          (R) www.poczytaj.pl/index.php?sesja=&akcja=czytaj_wiecej&ksiazka=25848
                                          · Terrorists Turned Into the Statesmen, or: Who is a Terrorist, and Who is Not?
                                          (Terroryści przemienieni w mężów stanu, albo: Kto jest terrorystą, a kto nie?)
                                          w: Stosunki Międzynarodowe, Nr 3-4, t. 28/2003 (R) www.ism.uw.edu.pl/sm28.php
                                          · Evolution of Lem's Visions of the Future (Ewolucja wizji przyszłości Lema) w:
                                          Acta Polonica Monashiensis Vol. 2 Nr 2 z roku 2003 (R) - Short Bibliography of
                                          Lem (Krótka bibliografia Lema) w: Acta Polonica Monashiensis Vol. 2 Nr 2 z roku
                                          2003 (R) - www.acta-lemiana.prv.pl/
                                          A jak nie, to czemu?
                                          Pozdr. :)
                                          • ford.ka Re: Do Forda K 24.03.08, 19:24
                                            Nie mam zielonego pojęcia. Jestem filologiem obcym - specjalność
                                            literaturoznawstwo.
                                            • mrzorba Re: Do Forda K 24.03.08, 19:28
                                              A co w tym zlego, ze jestes filologiem? ;) Ja jestem np. lemologiem. Swoja
                                              droga, to jak wystapic o uznanie lemologii za samodzielna, samorzadna i
                                              pelnoprawna dyscypline alademicka w RP?
                                              • ford.ka Re: Do Forda K 24.03.08, 19:30
                                                Jestem dumny z tego, ze jestem filologiem!!!
                                                Ale na serio - nie mam kompetencji, zeby to ocenic. W
                                                moim "projekcie" liczy sie punktacja. Nijak nie potrafie "z glowy"
                                                wypunktowac tych czasopism.
                                                Jedynym pisarzem, ktory zasluzyl na wlasna "dziedzine" jest
                                                Shakespeare, a i tej "dziedziny" nie traktuje sie zbyt serio ;)
                                                • mrzorba Re: Do Forda K 24.03.08, 19:50
                                                  1. Na twoim miejscu tez bylbym dumny.
                                                  2. Moze wiec politolodzy je "wypunktuja"?
                                                  3. Szekspir (malo kto wie, ze urodzony w Polsce jako "Sześcpirzak") byl dosc
                                                  monotematyczny - Lem pisal zas i o Lesmianie, i o Lwowie i o Le Chateliera
                                                  regule i o Leibniza monadach i jego wspanialej harmonii przedustawnej, Leninie
                                                  (W.I.), Leonardzie da Vinci, Logice i Logistyce itp. itd. Wiec to zupelnie inna
                                                  para kaloszy niz Sześcpirzak...
                                          • skrzydelkowiec Re: Do Forda K 24.03.08, 23:05
                                            nikt tego Panu nie powie, nie? to ja Panu powiem. ten dorobek na
                                            habilitacje? to, prosze Pana sie nie nadaje na assistant professor
                                            po 3 latach pracy. na przejscie z lecutrer A na lecturer B w UK. i
                                            zeby nie bylo ze ja tylko atakuje. zanalizujmy:

                                            Acta Polonica Monoashiensis? to sie na calym swiecie na nazywa
                                            Working Papers, prosze Pana i nie stanowi czesci dorobku zadnego
                                            szanujacego sie naukowca.

                                            Wissenschaftliches Verlag Trier? to pewnie jedno z setek wydawnictw
                                            niemieckich, klasyczne vanity press, zaplacisz - wydrukuja wszystko.
                                            do czego sie to liczy? do.... nie bede wulgarna.

                                            2 razy publikacja wydana przez swiatowej slawy Katedre Mikroekonomii
                                            Uniwersytetu Szczecińskiego. zart? nie: kolejne working papers - to
                                            ma byc ten miedzynarodowy dorobek, tak?

                                            Stosunki miedzynarodowe, rozumiem, to jest ten tour de force naszego
                                            forumowego giganta intelektualnego.

                                            to ma byc habilitacja? moglabym byc dosadna, ale nie bede, bo bym
                                            powiedziala ze to habilitacja z mitomanii co najwyzej. to nie jest
                                            habilitacja, prosze Pana. nawet gdyby pan pil wodke z cala CK, nikt
                                            tego panu nie przepchnalby. a jak pan nie wierzy, niech pan zapyta
                                            kogokolwiek o zdanie. i to nie mafia, prosze pana, pana dorobek
                                            naukowy jest znikomy. szczatkowy. niegodny uwagi.

                                            i tyle. i niech pan podziekuje fordowi.ka ze taki uprzejmy byl. ja
                                            mam serdecznie dosc tego mitomanstwa, megalomanii i wyzywania
                                            wszystkich. jeden lech keller, gwiazda swiatowej wszechnauki, gasi
                                            nas swoim blaskiem.

                                            i nie, nie ujawnie sie, nie pokaze swojego dorobku i nie bede z
                                            panem konkurowac. bo z takimi jak pan sie nie konkuruje. takich jak
                                            pan sie wysmiewa. pana nawet nie trzeba. pana mozna przygwodzic pana
                                            wlasnym dorobkiem.

                                            i niech sie pan teraz pieni.
                                            • mrzorba Kompleksy skrzydelkowcow i dalatatow 24.03.08, 23:35
                                              Pienic sie nie bede, bo nie ma powodu. Napisalem jaki mam dorobek, poniewaz sie
                                              go nie wstydze. Prosze podac wlasny, jesli jest az tak imponujacy. Moj jest jaki
                                              jest - pytanie bylo, co jeszcze potrzebuje do habilitacji. I jak by sie ktos
                                              pytal, to Assistant Professor potrzebuje tylko doktoratu (PhD), dopiero
                                              Associate Professor potrzebuje dorobku odpowiadajacego niemieckiej Habilitation.
                                              A konkretnie:
                                              1) "Acta Polonica Monashiensis" to nie sa working papers. Pisalo w nich wielu
                                              uczonych wysokiej klasy z Polski i zagranicy. Prosze zajrzec na strone
                                              wkajt.republika.pl/acta/left.htm
                                              Jakos Piotr Krywak z Krakowa, Andrzej Stoff z Torunia (UMK, nie "Rydzyk"),
                                              Stanislaw Beres z Wroclawia, Antoni Smiszkiewicz z Poznania czy Franz
                                              Rottensteiner z Wiednia nie wstydzili sie nie tylko napisac do tych Act, ale tez
                                              i oglosic to publicznie na Internecie i nie tylko.
                                              2) Za publikacje w Wissenschaftliches Verlag Trier nie zaplacilem ani grosza,
                                              wiec skad te bezpodstawne ataki? Jest to powazne wydawnictwo naukowe, wiec
                                              wulgaryzmy nie sa tu na miejscu.
                                              3) Co zlego jest w publikwoaniu w "Stosunkach Miedzynarodowych"? tam publikuje
                                              czolowka polskich politologow, wiec? Chyba, ze znow chodzi tylko i wylacznie o
                                              to, aby mi znow dolozyc...
                                              4) Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Szczecińskiego jest jedna z niewielu w
                                              Polsce, ktora otrzymala spore dofinansowanie z Unii Europejskiej (Project LAMA -
                                              www.lama.edu.pl/).
                                              5) Jaka wiarygodnoisc moze miec ktos, kto sie wstydzi poddac swoj dorobek pod
                                              publiczna ocene? Ktos, kto pisze bez elementarnej znajomosci polskiej ortografii
                                              i stylem jakby mial(a) IQ dobrze ponizej 100: "i nie, nie ujawnie sie, nie
                                              pokaze swojego dorobku i nie bede z panem konkurowac. bo z takimi jak pan sie
                                              nie konkuruje. takich jak pan sie wysmiewa. pana nawet nie trzeba. pana mozna
                                              przygwodzic pana wlasnym dorobkiem."
                                              A jaki dorobek maja ci, co sie tak ze mnie wysmiewaja? ZEROWY. Stad taka
                                              "skrzydelkowiec" i taki "dalatata" nigdy nie ujawnia nam swojego dorobku, i
                                              zaslugiwac bda tylko na litosc, jako iz chcieli zostac profesorami
                                              uniweryteckimi, ale nawet egazminu na studia nie zdali, stad teraz wyladowuja na
                                              mnie swoje frustracje... :(
                                              • mrzorba skrzydelkowiec = moherfucker? 24.03.08, 23:48
                                                Styl, a raczej jego brak, wydaje mnie sie zbyt podobny, abym sie mogl mylic...
                                                Pradopodobienstwo bledu szacuje tu na mniej niz 1%. Ciekawe, skad sie biora
                                                takie osobniki (bo ludzmi to ich raczej nazwac nie mozna), ktorzy biora chora
                                                satysfakcje z naublizania innym? Ja doskonale rozumiem, ze na ogol mieli oni
                                                trudne zycie, ale czy to jest wytlumaczenie dla az tak chamskiego zachowania?
                                                • skrzydelkowiec Re: skrzydelkowiec = moherfucker? 24.03.08, 23:54
                                                  pudlo Panie Keller. pudlo. niech pan sobie nie pochlebia swoim 1
                                                  proc. bledu.

                                                  i niech pan pokaze gdzie bylam chamska, panie Keller. zaoferowalam
                                                  panu uczciwa ocene pana dorobku. to ze pan jej nie przyjmuje, nie
                                                  zmienia oceny.

                                                  chamski, panie Keller, jest na tym forum tylko pan.

                                                  i teraz juz zegnam i oddaje sie mojemu ulubionemu obserwowaniu.
                                                  • mrzorba Re: skrzydelkowiec = moherfucker? 25.03.08, 00:14
                                                    A wiec jednak trafilem. Takie natychmiastowe dementi to jest de facto
                                                    potwierdzenie... ;)
                                                • mrzorba Re: skrzydelkowiec = moherfucker = dalatata? 24.03.08, 23:55
                                                  wiadomosci.onet.pl/1,15,11,41578538,113081297,4651056,0,forum.html
                                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=76381875&a=76814082
                                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=77029136&a=77086970
                                                  (czyzby byla doktorantem w The University of Pcim?)
                                              • skrzydelkowiec Re: Kompleksy skrzydelkowcow i dalatatow 24.03.08, 23:50
                                                z cala pewnoscia te acta to jest lista filadelfijska podwojna.
                                                impact factor tak wysoki ze nie sklasyfikowany, co? Panie Keller,
                                                takie 'czasopisma' to sa working papers, bez wzgledu kto w nich
                                                publikuje. to jest PR dla uniwersytetu, a nie zadne czasopismo
                                                naukowe.

                                                mamy pana slowo na to ze nie zaplacil, nie? powazne wydawnictwo?
                                                jakie to epokowe dziela w nim zostaly opublikowane?

                                                co do stosunkow miedzynarodowych to mowilam jedynie o ich
                                                miedzynarodowosci, nic wiecej. prosze sie nauczyc czytac ze
                                                zrozumieniem.

                                                a jak sie ma dofinansowanie do projektu z tym, ze ich working papers
                                                to working papers.z nierecenzowanymi tekstami ktore sie do niczego
                                                nie licza (bez wzgledu na ich jakosc).

                                                to ze pan uznal za stosowne sie ujawnic, to jest pana sprawa. i juz
                                                panu nie raz mowiono, ze nie ma pan zadnego prawa zadac tego od
                                                innych. to pan sie wystawil na publiczna ocene, pan ponosi tego
                                                konsekwencje.

                                                Pana dorobek, wedle dowolnych standardow, jest znikomy. i moze sobie
                                                pan trabic o kompleksach moich czy dalataty, one nie zmienia tego
                                                podstawowego faktu: pan nie masz dorobku.

                                                a moze jeszcze zapytam o te 3-4 teskty rocznie w dobrych
                                                czasopismach, ktorymi sie pan chwalil na forum kilkukrotnie. gdzie
                                                one sa panie keller? w pana snach, nie?

                                                frustracje panie Keller sa tylko pana. to pan masz dorobek znikomy,
                                                to pan masz literaturoznawczy doktorat z nauk politycznych. to pan
                                                nie znajdzie nigdy zadnego promotora w Polsce. i wie Pan co, po tym
                                                steku wyzwisk, po tych kublach pomyjow, ktore pan wylewa na
                                                wszystkich, ciesze sie. pan jest jednym z nielicznych osob, ktore
                                                potrafia zrobic z siebie wroga.

                                                koncze te wymiane. czesc piewsza tego postu jest obiektywna ocena
                                                pana dorobku. czesc druga, jest juz moim wpisem panu do sztambucha.
                                                zegnanm pana.
                                                • mrzorba Re: Kompleksy skrzydelkowcow i dalatatow 25.03.08, 00:13
                                                  1) Nie robmy z Listy Filadelfijskiej jakiejs wyroczni, jako iz:
                                                  a) Pisma placa za ich umieszczenie i utrzymanie na tej liscie
                                                  b) Odnosi sie ona glownie do tradycyjnej science (fizyka, chemia itp.). W
                                                  naukach spolecznych nie jest ona reprezentatywna.
                                                  2) Working papers nazywaja sie working papers. Mam w nich sporo publikacji, ale
                                                  ich nie podalem, wlasnie z tego wzgledu, ze to sa working papers.
                                                  3) Prosze zajrzec na strone intrnetowa VWT (www.wvttrier.de) to sie pani dowie,
                                                  kto tam publikuje i co..
                                                  4) "Stosunki Miedzynarodowe" sa uznanym w Europie pismem naukowym. Nie rozumiem
                                                  wiec, skad te niestosowne komentarze...
                                                  5) Wydawnictwa LAMY sa recenzowane, i to czesto za granica. Prosze do nich
                                                  zajrzec, zanim sie zacznie je wysmiewac...
                                                  5) Jezeli to, co przedstawilem to "zerowy dorobek", to prosze o definicje zera,
                                                  bo moze ja inaczej rozumiem pojecia "zerowy", "znikomy" czy "zaden" niz pani...
                                                  6) I kto tu zieje wrecz agresja i nienawiscia? I co najciekawszwe, to to, ze
                                                  nikt, kto tu kwestionuje moj dorobek nie odwazyl sie (jak dotad) przedstawic
                                                  wlasnego.
                                                  7) A co do tych 3-4 tesktow rocznie w dobrych czasopismach, to jest to 100%
                                                  prawda. Tyle, ze ja przedstawilem tu tylko dorobek wzglednie monotematyczny -
                                                  publikacje z zakresu np. czystej lemologii, zarzadzania czy transportu nie
                                                  podpadaja pod ta ew. habilitacje z politologii, wiec je po prostu pominalem w
                                                  tym zestawieniu...
                                                  8) I mam szczera nadzieje, ze jak pani przejdzie ta frustracja to bedzie pani
                                                  jednak wstyd...
                                          • senlect Do Zorby 25.03.08, 12:47
                                            Zapytales, sie na swoje nieszczewscie, to ci odpowiem. W Pierwszej
                                            setce rankingu TES nie masz raczej czego szykac ze swym obecnym
                                            dorobkiem. WVT nie jest zlym wydawnictwem, ale tez nie jest tez
                                            oficyna z pierwszej, a raczej drugiej polki. Acta sa ciekawe, ale
                                            tez nie sa na Liscie Filadelfjskiej (no coz, trzeba bylo zaplacic za
                                            umiesczenie owych Act na LF). Wydawnictwa ze Szczecina licza sie
                                            raczej w drugiej lidze swiatowej, podobnie jak Stosunki
                                            Miedzynarodowe. To negatywy. Z pozytywow: poniewaz polskie uczelnie
                                            sa na szarym koncu swiatoiwych rankingow, to choc moze w takim UW
                                            czy UJ nie masz specjalnie czego szukac, ale reszta, to jest 99%
                                            polskich uczelni wyzszych stoi przed toba otworem (a przynajmniej
                                            powinna). Co do habilitacji: najlepsza w twej sytuacji bylaby
                                            tradycyjna rozprawa habilitacyjna (pisales juz cos na temat
                                            terroryzmu - to jest teraz na czasie, choc dosc niebezpieczne, wiec
                                            moze cos o Australii albo o Cyprze czy Turcji?). A jakbys chcial sie
                                            habilitiwac n$a podstawie artykulow, to moze jeszcze jakies 3-4 na
                                            tematy scisle ze stosunkow miedzynarodowych. Moze bys sprobowal cos
                                            oglosic na ten temat poza Polska, niekoniecznie od razu w pismach z
                                            gornej polki/LF. To takie moje sugestie. I pewnie nie bedzisz nimi
                                            zachwycony, ale sam mnie sprowokowales do tej odpowiedzi, wiec
                                            pretensje to miej raczej do siebie.
                                            • senlect Re: Do Zorby - errata 25.03.08, 12:53
                                              Spieszylem sie i popelilem bledy literowe. Jak sie czlowiek spieszy,
                                              to sie diabel cieszy. A wiec poprawiam:
                                              Zapytales, sie na swoje nieszczescie, to ci odpowiem. W Pierwszej
                                              setce rankingu TES nie masz raczej czego szukac ze swym obecnym
                                              dorobkiem naukowym. WVT nie jest zlym wydawnictwem, ale nie jest tez
                                              oficyna z pierwszej, a raczej drugiej polki. Acta sa ciekawe, ale
                                              tez nie sa na Liscie Filadelfjskiej (no coz, trzeba bylo zaplacic za
                                              umiesczenie owych Act na LF). Wydawnictwa ze Szczecina licza sie
                                              raczej w drugiej lidze swiatowej, podobnie jak Stosunki
                                              Miedzynarodowe. To negatywy. Z pozytywow: poniewaz polskie uczelnie
                                              sa na szarym koncu swiatowych rankingow, to choc moze w takim UW
                                              czy UJ nie masz specjalnie czego szukac, ale reszta, to jest 99%
                                              polskich uczelni wyzszych stoi przed toba otworem (a przynajmniej
                                              powinna). Co do habilitacji: najlepsza w twej sytuacji bylaby
                                              tradycyjna rozprawa habilitacyjna (pisales juz cos na temat
                                              terroryzmu - to jest teraz na czasie, choc dosc niebezpieczne, wiec
                                              moze cos o Australii albo o Cyprze czy Turcji?). A jakbys chcial sie
                                              habilitowac na podstawie artykulow, to moze jeszcze jakies 3-4 na
                                              tematy scisle ze stosunkow miedzynarodowych. Moze bys tez sprobowal
                                              cos oglosic na ten temat poza Polska, niekoniecznie od razu w
                                              pismach z gornej polki/LF. To takie moje sugestie. I pewnie nie
                                              bedzisz nimi zachwycony, ale sam mnie sprowokowales do tej
                                              odpowiedzi, wiec pretensje to miej raczej do siebie.
                                              • senlect Re: Do Zorby - errata do erraty 25.03.08, 12:56
                                                I znow diabel wlazl mi w klawiature. Spieszylem sie i popelnilem
                                                bledy literowe. Jak sie czlowiek spieszy, to sie diabel cieszy. A
                                                wiec ZNOW poprawiam:
                                                Zapytales, sie na swoje nieszczescie, to ci odpowiem. W Pierwszej
                                                setce rankingu TES nie masz raczej czego szukac ze swym obecnym
                                                dorobkiem naukowym. WVT nie jest zlym wydawnictwem, ale nie jest tez
                                                oficyna z pierwszej, a raczej drugiej polki. Acta sa ciekawe, ale
                                                tez nie sa na Liscie Filadelfjskiej (no coz, trzeba bylo zaplacic za
                                                umiesczenie owych Act na LF). Wydawnictwa ze Szczecina licza sie
                                                raczej w drugiej lidze swiatowej, podobnie jak Stosunki
                                                Miedzynarodowe. To negatywy. Z pozytywow: poniewaz polskie uczelnie
                                                sa na szarym koncu swiatowych rankingow, to choc moze w takim UW
                                                czy UJ nie masz specjalnie czego szukac, ale reszta, to jest 99%
                                                polskich uczelni wyzszych stoi przed toba otworem (a przynajmniej
                                                powinna). Co do habilitacji: najlepsza w twej sytuacji bylaby
                                                tradycyjna rozprawa habilitacyjna (pisales juz cos na temat
                                                terroryzmu - to jest teraz na czasie, choc dosc niebezpieczne, wiec
                                                moze cos o Australii albo o Cyprze czy Turcji?). A jakbys chcial sie
                                                habilitowac na podstawie artykulow, to moze jeszcze jakies 3-4 na
                                                tematy scisle ze stosunkow miedzynarodowych. Moze bys tez sprobowal
                                                cos oglosic na ten temat poza Polska, niekoniecznie od razu w
                                                pismach z gornej polki/LF. To takie moje sugestie. I pewnie nie
                                                bedzisz nimi zachwycony, ale sam mnie sprowokowales do tej
                                                odpowiedzi, wiec pretensje to miej raczej do siebie.
                                        • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:53
                                          ale ja nie mowie o zadnej brakterskiej pomocy. ja mowie o tym, ze
                                          jak mi polski uniwerek przysle propozycje napisania recenzji dorobku
                                          za 100 zlotych, to ja to napisze bez problemu. bo to jest stawka
                                          wyzsza niz mi sie tu oferuje. pisanie recenzji jest normalna czescia
                                          mojej pracy. i nie ma sie co unosic honorem i wiekami.....

                                          ja sie do punktow juz odnioslem. wedle mnie to jest zbyt
                                          mechaniczne, ale dorobek skladajacy sie z publikacji tylko w
                                          polskich czasopismach jest wedle mnie problematyczny. podobnie jak
                                          nagla odmiana kwartalnika neofilologicznego, w ktorym nadal
                                          recenzencie beda z towarzystwa wzajemnej adoracji.

                                          do publish or perish nam jeszcze bardzo daleko.

                                          natomiast ja akceputje problem, ze nagle wprowadzenie standardwo
                                          miedzynarodowych moze doprowadzic do kompletnej zapasci. ludzie
                                          kotrzy poruszaja siemalym fiatem nie moga sie przesiasc do ferrari.
                                          jednak docelowo ja nie widze innej mozliwosci.

                                          • dalatata PS 24.03.08, 19:59
                                            mialo byc za 1000 zl. :-) ale za mniej troche tez moge.
                                          • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 23:49
                                            A jak bez braterskiej pomocy zalatwic te 20.000 recenzji doktoratow
                                            co roku? Skala, panie kochany, skala. Przy calej mojej wierze w
                                            jakosc nauki w Hong Kongu i Singapurze razem wzietych, to tyle
                                            konkursow profesorskich to oni nie organizuja. Nawet przerzucenie do
                                            nich Jasnej Gory wiele tu nie zmieni. Na dodatek stosunek
                                            Brytyjczykow do dawnych kolonii jest jednak nieco inny niz do Europy
                                            Dalekowschodniej (nawet amazon.co.uk nie uwaza, ze Polska lezy w
                                            Europie, radze zajrzec do kosztow wysylki ;)
                                            Ja tak delikatnie chcialem dac do zrozumienia, ze nie wszyscy sa
                                            tacy do przodu i miedzynarodowi i w standardach i konktakty. Inaczej
                                            niz edukacja sie tu nie da. Mamy do czynienia ze spolecznoscia,
                                            ktora nie lubi sie uczyc, wiec lagodny przymus jest wskazany.
                                            Oczywiscie, ze dorobek w polskich pismach jest problematyczny, ale
                                            to nie znaczy, ze Acta Polonica Monashiensis zaraz gwarantuja
                                            gwaltowny wzrost poziomu. A przeciez zagraniczne! Po angielsku!
                                            Nikt nie mowi o "naglej odmianie" jakiegokolwiek pisma.
                                            Zagranicznych naukowcow mozna przeciez zaprosic do rady naukowej -
                                            przeczytaja kilka numerow, potraktuja to jako osmieszanie wlasnego
                                            nazwiska i albo odejda, albo (co bym wolal) wywala redakcje w
                                            calosci, zrobi sie szum na cala Polske (reszta swiata nie ma tu
                                            wiekszego znaczenia) i nastepna zacznie sie bardziej starac.
                                            Oczywiscie, musi byc warto.
                                            Bo czy cos sie u nas zmieni, jak wszyscy biolodzy zaczna od jutra
                                            wysylac swoje artykuly do Nature? Nawet poczta polska nie zarobi, bo
                                            zrobia to e-mailem, a artykuly (o ile w ogole sie ukaza...) i tak
                                            trafia do Zeszytow Naukowych czegostam. Tyle ze po jakims czasie i
                                            (co daj Boze) z poprawkami wynikajacymi z negatywnych recenzji.
                                            Magistranci a nawet doktoranci profesora, ktory zyje w XIX wieku,
                                            nie za bardzo maja sie skad dowiedziec, jakie sa te swiatowe
                                            standardy (prosze mi oszczedzic uwag, ze trzeba byc slepym, zeby ich
                                            nie zobaczyc, nie trzeba) i jak maja nawiazac kontakty (zreszta
                                            doktorantom nie daje sie kasy nawet na konferencje krajowe, to gdzie
                                            je maja nawiazywac...), skoro sami zadnych nie maja.
                                            To, co proponuje, to lekkie i stopniowe podciaganie i przyuczanie.
                                            Inaczej sie nie da, a ja przynajmniej nie wierze. Na razie nie ma
                                            nawet swiadomosci, ze upublicznianie swojego dorobku ma jakikolwiek
                                            sens. Wiem, co mowie, pewnego dnia odkrylem, ze jestem jedynym
                                            pracownikiem swojej jednostki (ponad 100 osob) ktory w miare
                                            regularnie uzupelnia baze bibliograficzna uczelni o swoje prace. Nie
                                            zebym jakos szczegolnie duzo robil, reszcie nie przyszlo to do
                                            glowy, wiekszosc pewnie nawet nie wie, ze taka baza istnieje.
                                            Zreszta nie wierze, ze wszyscy naukowcy w USA publikuja w pismach z
                                            pierwszej ligi. Sa tacy, co publikuja i maja IF itd i tacy, co
                                            publikuja tam i sam i jest im dobrze w Eastern Omaha State
                                            University. Najkrocej mowiac, gdyby wszyscy naukowcy na Zachodzie
                                            tworzyli wylacznie artykuly z gornej polki, to ten swiat jednak
                                            troche inaczej by wygladal, wiec moze nie oczekujmy tego od razu od
                                            wszystkich naukowcow i naukawcow w Polsce.
                                            Wniosek - nie wierze, ze polscy naukowcy sa jakos szczegolnie zli i
                                            zdemoralizowani. Z mojego doswiadczenia wynika raczej, ze niewielka
                                            czesc (przede wszystkim ta ktora z roznych przyczyn jest zmuszona do
                                            stalej wspolpracy z zagranica) ma w ogole swiadomosc istnienia
                                            innych standardow wykraczajaca poza mysl, ze takie moga istniec. Tak
                                            jak jest, jest im wygodnie, wiec beda walczyc o zachowanie status
                                            quo, ale nie roznia sie pod tym wzgledem od wszystkich innych
                                            korporacji. Zmiany musza sie zaczac od upowszechnienia wiedzy.
                                            • mrzorba Acta Polonica Monashiensis 25.03.08, 00:21
                                              Prosze wyjasnic skad te wysmiewanie pisma Acta Polonica Monashiensis? Ukazywaly
                                              sie one na porzadnym australijskim research university, byly recenzowane
                                              (artyluly po angielsku w Australii, a po polsku w Polsce) i mozna je przeczytac
                                              na Internecie pod adrsem: wkajt.republika.pl/acta/left.htm
                                              i stwierdzic, co one sa warte, zanim sie je zacznie wysmiewac z tego tylko
                                              powodu, ze zawieraja one moje artykuly...
                                              • mrzorba Re: Acta Polonica Monashiensis 25.03.08, 00:32
                                                Tylko prosze o odrobine kultury i nie potepianie w czambul tylko dla tego, ze to
                                                o Lemie...
                                            • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 01:00
                                              fordzie.ka. ale my nie mowimy o doktoratach. mowimy o ocenie dorobku
                                              na poziomie habilitacje. a zatem o 1000 recenzentow w skali roku.
                                              bez przesady, to sie da zrobic. szczegolnie ze to kwestia kilku na
                                              jednostke, we wszystkich dziedzinach nauki. spoko. na jedna tylko
                                              NCA w USA przyjedza ok 10 tysiecy naukowcow, z ktorych polowa moze
                                              recenzowac habilitacje (sa albo profesorami albo associate
                                              professors).

                                              stara mi sie pan udowodnic, ze czegos sie nie da zrobic, a ja mowie
                                              Panu ze to sie dzieje! na jakiej podstawie sadzi Pan ze nie znajdzie
                                              Pan 3 recezentow do habilitacji ktore w ciagu roku ma panski
                                              wydzial? nie ma pan zadnych podstaw zeby stweridzic ze sie nie da.
                                              i, prosze pozwolic na przytczka, o tym, jak to sie nie da w Polsce
                                              slysze na co dzien, kiedy proponuje przeprowadzanie wspolnych badan.
                                              nie da sie, nic sie kurde nie da. a probowales? nie - bo przeciez
                                              sie nie da. mnie bardzo nie odpowiada ten dyskurs 'nie da sie'

                                              i ja oczywiscie nie mowie o czasopismach lokalnych, z zasiegiem typu
                                              trzy wydzialy. my wszyscy wiemy jakie sa dobre czasopisma w naszej
                                              dziediznie. nie potrzebujemy zadnej punktacji. Pan wie ze Discourse
                                              and society to jest dobre, a Jezyk Polski jest nieciekawy.

                                              i jesli chce Pan zmienic poslkie czasopisma - super. tyle ze ona
                                              musza byc internationally refereed. ja jestem daleki od stwierdzenia
                                              ze wszystko po angieslku jest dobre. nie jest. natomiast mnie
                                              przeraza publikowanie 'rodzinne'. wszyscy wszystkich znaja, nikt nic
                                              nowego nie wymysla. nie trzeba sie nawet spocic.

                                              a czy cos sie zmieni jak Polacy zaczna wysylac do Nature? oj tak.
                                              zaczna sie liczyc w biologii swiatowej, nawet jesli jeden tekst na
                                              100 przejdzie.

                                              natomiast ja akceptuje calkowicie problem skokowosci zmiany. i
                                              ewolucji. dlatego mowie o problemie przejsica z malucha do ferrari -
                                              smierc. tyle ze ja mam wrazenie, ze tak bedziemy jeszcze ze 30 lat
                                              ewoluowac....bo jezcze nie jestesmy gotowi. to powinna byc kwestia
                                              stweridzenia: za 3 lata wprowadzamy taki system. w ciagu pierwszych
                                              2 lat system jest mieszany, a za 5 lat obowiazuja nas standardy
                                              miedzynarodowe. chcesz byc profesorem, musisz byc profesorem z
                                              dorobkiem, ktory ci da profesure na przecietnym uniwersytecie na
                                              swiecie (powtarzam: przecietnym). niekoniecznie w Oxfordzie, ale
                                              nawet w takim Nottingham trent, w ulster, w Loughbrough.

                                              mozna tez to wprowadzic dla wszystkich ponizej 40tki, albo dla
                                              dokotrow ktoryz sie dokotryzowali w ciagu ostatnich 2 lat....nie
                                              wiem, jednak mowienie ze bedziemy ewoluowac nie zalatwia niczego.

                                              ja tez mysle ze sa na ukowcy w East Omaha state, ktorzy publikuja w
                                              acta neofilologica omahaniensis....tyle ze oni nigdy nie beda
                                              profesorami. moze sa niezlymi dydaktykami i produkuja nauczycieli
                                              dla lokalnych szkol. i super. ale nikt nie udaje ze to sa wybitni
                                              naukowcy. w Polsce z kolei, sa polonisci ktorzy nie mowia w zadnym
                                              jezyku poza macierzystym (ze slabym rosyjskim), nie wysciubili nosa
                                              poza swoje wojewodztwo i oni oceniaja dorobek profesorski ludzi,
                                              ktorzy publikuja na swiecie. i uwalaja asystentow, kotrzy publikuja
                                              w owym D&S. widzialem to z bliska i poczulem na wlasnej skorze.

                                              czy to jest demoralizacja? zdecydowanie tak!

                                              no. to odpowiedzialem :-)
                                              • senlect W East Omaha tez sa profesory 25.03.08, 10:23
                                                dalatata napisał: ja tez mysle ze sa naukowcy w East Omaha state,
                                                ktorzy publikuja w acta neofilologica omahaniensis....tyle ze oni
                                                nigdy nie beda profesorami.
                                                Drogi dalatato. W East Omaha State (z duzej litery) - nie wiem
                                                University czy College, sa naukowcy, co sam raczyles przyznac. I
                                                moga miec oni swoje pismo zwane Acta Neofilologica Omahaniensis (tez
                                                z duzych liter, jakby sie kto pytal), czemu nie, i w nim sobie
                                                publikowac. I, co ciekawsze, to zostana oni profesorami, tyle ze
                                                najprawdopodniej w tym swoim East Omaha State, a nie np. na
                                                Harvardzie, Yale czy innym MIT, albowiem, w odroznieniu od
                                                Najjasniejszej RP Polskiej, w takim USA to panuje straszny balagan,
                                                i nie ma tam ani habilitacji ani dozywotnich profesur nadawnych
                                                przez Glowe Panstwa (Prezydenta USA). Stad radze Ci omijac te USA z
                                                daleka, bowiem tam nikt nie bedzie twoja habilitacja zainteresowany,
                                                a, co gorsza, nigdy nie dostaniesz tam dozywotniej prezydenckiej
                                                nominacji na pelnego profesora.
                                                Zycze Ci wiec sukcesow w (na?) twojej uczelni, gdzie twa habilitacja
                                                sie liczy, i to bardzo, i gdzie masz wciaz szanse, jako dr hab.,
                                                otrzymac dozywotnia profesorska nominacje od Pana Prezysenta RP,
                                                prof. dr hab. L. Kaczynskiego.
                                                • dalatata Re: W East Omaha tez sa profesory 25.03.08, 10:57
                                                  rzeczywiscie, z duzej litery. ale do rzeczy
                                                  senlect: po co tne protekcjonalny ton? pisalem na forum to, ze
                                                  jestem profesorem na uczelni brytyjskiej i z tej pozycji mowie. nie
                                                  kogos, kto nigdy nie wysciubil nosa poza wojewodztwo. zmienia to
                                                  perspektywe, czyz nie? habilitacje publikowaelm w Sage - wiec daruj
                                                  mi protekcjonalna wypowiedz ze nikt sie nia zainteresuje: nie wiesz
                                                  tego. oszczedz mi tez tego protekcjonalnego tonu o tym, zeby USA
                                                  omijac. nie wiem jak ty sobie radzisz na swiecie, ja nie narzekam,
                                                  jednak masz tylko moje slowo na to (za kazdym razem kusi mnie, zeby
                                                  to udowodnic.....ale dam sobie spokoj)

                                                  mam poczucie deja vu mowiac po raz kolejny ze ocena dorobku na
                                                  tenure jest ludzaco podobna do naszej habilitacji - tyle ze bez
                                                  rozprawy. tu juz o tym byla mowa. tyle ze lubimy cytowac amerykanski
                                                  system jakos wygodnie nam jest jednak zapominac o tym fakcie. co
                                                  wiecej owa amerykanska 'habilitacja' jest duzo ostrzejsza niz
                                                  polska.

                                                  a co do dozywotnich profesur, to prosze pokaz mi ow amerykanski
                                                  uniwerystet, w ktorym full profesor nie ma stalego kontraktu. bo w
                                                  UK takiego nie ma. profesury sa dozywotnie, tyle ze nie nazywaja sie
                                                  tak. a dlatego, zeby taki profsor, juz ze znaczacym dorobkiem mogl
                                                  sie poswiecic wychowaniu uczniow, administracji, dzialanosci
                                                  oranizacyjnej.

                                                  a profesure od glowy panstwa (na oko bylem najmlodszy na sali) tez
                                                  juz mam, taka drobnostka. jak dla mnie dosc mily polski koloryt,
                                                  ktory nalezaloby zachowac, gdyby nie nierzetelnosc calej instytucji.

                                                  wiec jeszcze raz: prosze, daruj sobie protekcjonalny ton. nie masz
                                                  pojecia z kim mowisz. i byc moze moj dorobek miedzynarodowy przy
                                                  twoim blednie, a ja do ciebie moglbym mowic 'guru'. a byc moze, tak
                                                  tyko byc moze, mogloby byc odwrotnie. istnieje taka, niezwykle mala,
                                                  ale jednak mozliwosc, czyz nie?
                                                  • senlect Re: W East Omaha tez sa profesory 25.03.08, 11:21
                                                    Prosze Szanownego Pana Profesora - moj nieco protekcjonalny ton
                                                    wynika z tego, ze nie odroznia Szanowny Pan Profesor stosunku
                                                    cywilnoprawnego (umowa o prace, chocby nawet bezterminowa) od
                                                    dozywotniego mianowania na panstwowe stanowisko. Umowa cywilnoprawna
                                                    (czym jest tzw. tenure) jest dobrowolna umowa miedzy praownikiem
                                                    (profesorem) a uczelnia (pracodawca) i moze byc ona w kazdej chwili
                                                    rozwiazana przez pracodawce, nawet bez winy pracownika. Taki
                                                    profesor z tenure otrzyma po prostu jakies odszkodowanie (np. kilka
                                                    pensji i piekna opinie na kredowym papierze z Wielka Pieczecia) i
                                                    powiedza mu uprzejmie, aby zabral swe rzeczy i sie wiecej na uczelni
                                                    nie pokazywal. Zas mianowanie na dozywotnia belwederska profesure, o
                                                    ktorej marzy kazdy polski dr, a szczegolnie hab., moze byc anulowane
                                                    chyba tylko wtedy, gdy ow dozywotni profesor belwedwerski popelni
                                                    jakies powazne przestepstwo, za ktore pojdzie za kratki na ponad
                                                    rok. Ale, jak widze, polscy profesorowie nie za barzo rozumieja te
                                                    subtelne roznice, mimo ze owe roznice ich jak najbardziej dotycza.
                                                    Pozdrawiam wiec Pana prof. zw. dr hab. Dalatate, i zycze Mu dalszych
                                                    sukcesow na jego Wysokiej Uczelni. Moze nam tylko Sanowny Pan
                                                    Profesor zdradzic, czy jest ona na rankingu TES i jesli tak, to w
                                                    okolicach ktorego miejsca (z dokladnoscia do 20-25, aby nie bylo za
                                                    latwo znalezc Szan. P. Prof. zw. dr hab.).
                                              • senlect Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 10:32
                                                Z ciekawosci poszukalem te East Omaha, i znalazlem University of
                                                Nebraska (www.unomaha.edu/main.php).
                                                Jest on 91 w rankingu Best National Universities:
                                                1. Princeton University
                                                2. Harvard University
                                                3. Yale University
                                                64. University of Iowa
                                                85. Iowa State University
                                                91. University of Nebraska- Lincoln
                                                ale juz 42 w Best U.S. Public Universities:
                                                1. University of California- Berkeley
                                                2. University of Virginia
                                                3. University of California-Los Angeles
                                                24. University of Iowa
                                                38. Iowa State University
                                                42. University of Nebraska- Lincoln
                                                • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 10:38
                                                  www.topuniversities.com/worlduniversityrankings/results/2007/overall_rankings/top_400_universities/
                                                  THES - QS World University Rankings 2007 - Top 400 Universities
                                                  43 MONASH University Australia
                                                  331 JAGIELLONIAN University Poland
                                                  345 WARSAW University Poland
                                                  371 WARSAW University of Technology Poland
                                                  (Zadnej Omahy na tej liscie nie znalazlem, ale moze zle szukalem)
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis - more 25.03.08, 11:05
                                                    Nasz (Srodkowoeuropejski) region w rankingu THES - QS World
                                                    University Rankings 2007 - Top 400 Universities
                                                    (43 MONASH University Australia)
                                                    60 HEIDELBERG University Germany
                                                    65 Ludwig-Maximilians-Universität München Germany
                                                    67 Technische Universität MÜNCHEN Germany
                                                    126 HUMBOLDT-Universität zu Berlin Germany
                                                    142 Universität TÜBINGEN Germany
                                                    144 Universität FREIBURG Germany
                                                    146 Freie Universität BERLIN Germany
                                                    165 Universität STUTTGART Germany
                                                    168 Universität GÖTTINGEN Germany
                                                    171 Universität KARLSRUHE Germany
                                                    182 Rheinisch-Westfälische Technische Hochsc Germany
                                                    203 Technische Universität BERLIN Germany
                                                    209 Universität FRANKFURT am Main Germany
                                                    216 Universität HAMBURG Germany
                                                    231 Lomonosov MOSCOW STATE University Russia
                                                    243 Technische Universität DRESDEN Germany
                                                    263 Universität ULM German
                                                    239 Technische Universität DARMSTADT Germany
                                                    239 SAINT-PETERSBURG State University Russia
                                                    270 Universität ERLANGEN-NÜRNBERG Germany
                                                    270 Universität WÜRZBURG Germany
                                                    276 Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität Germany
                                                    290 CHARLES University Czech Republic
                                                    292 Universität LEIPZIG Germany
                                                    297 Universität BAYREUTH Germany
                                                    311 Universität KONSTANZ Germany
                                                    312 Universität DÜSSELDORF Germany
                                                    312 Universität BIELEFELD Germany
                                                    316 Universität JENA Germany
                                                    319 University of Cologne Germany
                                                    327 WHU Otto Beisheim School of Management Germany
                                                    330 Johannes Gutenberg University MAINZ Germany
                                                    331 JAGIELLONIAN University Poland
                                                    333 Ruhr-Universität BOCHUM Germany
                                                    339 University of MÜNSTER Germany
                                                    341 Universität MARBURG Germany
                                                    345 SAARLAND University Germany
                                                    345 WARSAW University Poland
                                                    364 Universität BREMEN Germany
                                                    378 Universität REGENSBURG Germany
                                                    383 Technische Universität BRAUNSCHWEIG Germany
                                                    383 Leibniz Universität HANNOVER Germany
                                                    388 Christian-Albrechts-Universität zu KIEL Germany
                                                    392 Universität MANNHEIM Germany
                                                    396 Martin-Luther-Universität HALLE-WITTENBERG Germany
                                                    371 WARSAW University of Technology Poland
                                                  • dalatata Re: Acta Neofilologica Omahaniensis - more 25.03.08, 11:10
                                                    taaaaaaa. i ten Monash....nigdy nie kwesitonowalem pozycji Monash,
                                                    ani dokotratu z tej uczelni, mrzorba....
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis - more 25.03.08, 11:27
                                                    Nie wiem co ma Pan do Zorby, ale wydaje mi sie, ze tu sie spory
                                                    kubel z pomyjami wylal na jego glowe.
                                                • ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 10:45
                                                  Ło Dżizas...
                                                  Ja tę Omahe wymyśliłem, jako przykład uniwersytetu o którym nikt
                                                  nigdy nie słyszał. A chodziło mi o to, że ta dyskusja skręca w
                                                  kosmos naszych narodowych kompleksów. Musimy być najlepsi na świecie
                                                  i to wszyscy i natychmiast. Musimy publikować wyłącznie w
                                                  najlepszych czasopismach. Wszyscy co nie potrafią jeździć jak
                                                  Kubica, do gazu!
                                                  Nauka to jest szeroka rzeka i jest tu miejsce dla Uniwersytetu w
                                                  Białymstoku i dla Yale, dla Acta Pcimiensa i Nature, bo musi być
                                                  jakas skala i stopniowanie.
                                                  Ile procent naukowców na świecie publikuje w pismach z listy
                                                  filadelfijskiej? 100% czy 5%? To może spróbujmy dociągnąc do
                                                  średniej światowej a nie opowiadajmy tu pierdół.
                                                  • dalatata Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:07
                                                    rozumiem ze te pierdoly to do mnie.... moze i to pierdoly.

                                                    jakos jednak sadze ze w czasopismach z LF publikuje wiecej niz 5
                                                    proc. tak na oko to ja bym powiedzial 30-40, moze wiecej (sadzac z
                                                    anegdytnego rozgladniecia sie wokolo). i ja juz powiezdialem: to nie
                                                    idzie o to, zeby wszyscy. jesli chcesz byc profesorem, to jest
                                                    konieczne. jesli chcesz byc adiunktem do konca zycia i skupic sie na
                                                    dydaktyce, do kitu ci to potrzebne.

                                                    ale moze to i pierdoly. tak czy owak dziekuje za mila dyskusje....
                                                    odmeldowuje sie na inne watki....
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:26
                                                    O ile znam polskie uklady, to jak ktos nie zrobi Habilitation, a
                                                    jest dobrym dydaktykiem, to zostaje st. wykl. Albowiem tacy sa tez
                                                    potrzebni. Lepszy dobry wykladowca niz marny adunkt. Tak sobie mysle.
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:09
                                                    Alez ja sie znam na zartach. Tylko sobie tak dla ciekawosci
                                                    zaspokojenia poszukalem, jak dobre moga byc takie Acta np.
                                                    Psychologica czy Necrologica MONASHIENSIS... Wyszlo mi, ze jakby
                                                    nieco wyzej niz podobne Jagielloniensis czy Varsoviensis. I nic poza
                                                    tym na mysli nie mialem. Naprawde.
                                                • dalatata Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:00
                                                  i wlasnie dlatego mowilismy o East Omaha Univ. bo takiego nie ma.
                                                  rownie dobrze moglismy mowic o Shitwater Univ. to przyklad.
                                                  i tak nawiasem mowiac, ja bardzo watpie czy ci ludzie pubikujacy w
                                                  acta shitwateriensis zostana profesorami. bardzo watpie.
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:23
                                                    Zostana profesorami, ale w owej Zasr.nej Wodzie Uni (pardon my
                                                    French). Podejrzewam, ze te drugorzedne amerykanskie uczelnie wyzsze
                                                    sa na poziomie nie gorszym niz ponad 90% polskich wyzszych uczelni,
                                                    z ich kadra prof. zw. dr hab.
                                                  • ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:30
                                                    Tyle ze ta debata wyszla od tego, zeby ulatwic zostawanie profesorem
                                                    w Zasranej Wodzie, Zielonej Gorze, Bialym Stoku, Bielsku Bialej i
                                                    innych centrach swiatowej nauki. Ja tu ciagle probuje mowic o
                                                    wyznaczeniu sensownej dolnej granicy, minimum.
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 11:41
                                                    Mila pani Ford K. Taka subtelna a udouchowiona Niewiasta jak Pani, a
                                                    takie slowa uzywa, na widok ktorych ja, stary zbereznik, bywalec
                                                    domow niezbyt prywatnych w wiekszosci portow swiata, sie rumieni i
                                                    oczka skromnie spuszcza?
                                                  • ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 12:35
                                                    Z niejaka przykroscia stwierdzam, ze plec zmienia mi serwer gazety
                                                    (bo nick konczy sie na -a ;)
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 12:48
                                                    Naprawic serwer!
                                                  • ford.ka Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 12:55
                                                    Jeszcze parę dni temu wszyscy tu chcieli naprawiać naukę polską, a
                                                    teraz starczy im, jak naprawią serwer.
                                                    Zorba nie ma problemów z habilitacją (na razie) ma problem z
                                                    nostryfikacją doktoratu. Sugeruje jednak przeczytanie choć pobieżne
                                                    dyskusji ;)
                                                  • senlect Re: Acta Neofilologica Omahaniensis 25.03.08, 13:02
                                                    Chyba masz racje. Ale watek ma kilkset postow, a serwery Wyborczej
                                                    chodza bardzo wolno i wciaz trace z nimi lacznosc - z innymi
                                                    serwerami nie mam takich klopotow, wuec to nie moj "prowajder" winny
                                                    a raczej marny stan finansow Pana Michnika, ktory nakazuje mu
                                                    wyzbywanie sie serwerow aby bylo z czego oplacic biezace rachunki.
                                                    Pozdrawiam wiec.
                                                  • senlect Nostryfikacja 25.03.08, 13:05
                                                    Tak z ciekawosci - jak ktos obecnie nostryfikuje swoj PhD z,
                                                    powiedzmy, USA czy Kanady, w W. Brytanii czy Niemczech, to czy
                                                    taka "unijna" nostryfikacja jest wazna w Polsce? To by chyba
                                                    rozwiazalo problemy takich jak zorba.
                                                  • ford.ka Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:11
                                                    Jako ciekawskie bydlę (czyli naukowiec) przeprowadziłem eksperyment.
                                                    Sprawdziłem w bazie bibliograficznej UW jak tam stoi warszawska
                                                    nauka z punktu widzenia listy filadelfijskiej.
                                                    Wzialem dane z roku 2005 - jesli ktos cos wydal, to juz chyba
                                                    wprowadzil do bazy, zeby nie bylo ze dane nieaktualne.
                                                    Cale UW ma 959 publikacji w pismach z LF. W tym (kilka wybranych
                                                    wydzialow):

                                                    Fizyka 379
                                                    Chemia 280
                                                    Matematyka 151
                                                    Biologia 81
                                                    Psychologia 16
                                                    Ekonomia 7
                                                    Neofilologia 3
                                                    Historia 2
                                                    Prawo 1
                                                    Polonistyka 0

                                                    I tak sie zastanawiam: co wlasciwie z tego wynika poza tym, ze Lista
                                                    Filadelfijska obejmuje wszystkie wazniejsze pisma z nauk scislych, a
                                                    z reszty nie za wyjatkiem najbogatszych jak Harvard Reviews?
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 13:28
                                                    1. Probka niezbyt reprezentacyjna.
                                                    2. Potwierdza siejednak, ze ze Lista Filadelfijska obejmuje
                                                    wszystkie wazniejsze pisma z nauk scislych, a z reszty nie, za
                                                    wyjatkiem najbogatszych jak Harvard Reviews.
                                                    3. Moze wiesz, ile LF bierze za umiesczenie na swych lamach? Bo mam
                                                    taki biznes plan. Bierzemy pozyczke z banku, zakladamy pismo
                                                    naukowe, np. Acta Humanistica Poloniensis albo Warsaw Review of
                                                    Social Sciences, umieszczamy ja (za stosowna oplata) na LF i
                                                    pobieramy skromne oplaty za uzyczenie naszych lamow. Oczywiscie,
                                                    jesli artykul jest bezspornym plagiatem, to odrzucamy i bierzemy
                                                    extra fees za poprawki stylistyczne i merytoryczne (bylby to
                                                    oczywiscie refereed journal, tyle, ze taki, co to nikogo, kto nie
                                                    jest plagiatorem, nie odrzuca, tylko pobiera stosowne oplaty za
                                                    doprowadzenie artykulu do stanu nadajacego sie do publikacji).
                                                    Mysle, ze to byloby fair: dobry artykul nie mial by trudnosci z
                                                    publikacja, a na zlym dobrze bysmy zarobili. Skrobnij wiec laskawie
                                                    na senlect@.gazeta.pl jak cie ten biznes plan interesuje.
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 13:36
                                                    > 1. Probka niezbyt reprezentacyjna.
                                                    Sprawdzalem (bo sam nie moglem uwierzyc) na innych latach. Skala sie
                                                    nie zmienia. Fizyka czasami przekracza 40% ale nigdy nie schodzi
                                                    ponizej 30%.
                                                    > 3. Moze wiesz, ile LF bierze za umiesczenie na swych lamach? Bo
                                                    mam taki biznes plan. Bierzemy pozyczke z banku, zakladamy pismo
                                                    naukowe, np. Acta Humanistica Poloniensis albo Warsaw Review of
                                                    Social Sciences, umieszczamy ja (za stosowna oplata) na LF i
                                                    pobieramy skromne oplaty za uzyczenie naszych lamow.
                                                    Ktos to juz probowal (chyba ze Slaska) i nic nie wyszlo - zdaje sie,
                                                    ze nie tylko kasa jest warunkiem. Najpierw trzeba stworzyc
                                                    czasopismo, utrzymac je przez kilka lat tak, zeby mialo impact
                                                    (czyli zeby cytowano publikowane w nim artykuly w pismach, ktore juz
                                                    sa na LF i to w miare szybko), a potem dopiero wolno zaplacic i
                                                    dolaczyc do listy. Gdyby bylo latwo, to lista obejmowalaby juz z
                                                    milion takich czasopism zalozonych dla kasy ;)
                                                    Kolega chyba malo wie o nauce - wiekszosc pism z nauk scislych i
                                                    przyrodniczych (takze z LF ale nie tylko) od zawsze pobiera (nie
                                                    zawsze skromne) oplaty za zlozenie tekstu do druku, redakcje,
                                                    recenzje itd ;)
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 19:09
                                                    1. Wiem o tym, ze pisma tzw. naukowe coraz czesciej zeruja na naukowcach i nie
                                                    tylko, ze im nie wyplacaja honorariow, ale wrecz biora oplaty za publikacje.
                                                    Innymi slowy: zachowuja sie jak te panienki niezbyt ciezkich obyczajow, co tez
                                                    biora z gory za swe uslugi. Oto do czego prowadzi wolny rynek.
                                                    2. Coz wiec latwiejszego jak wykupic (take over) istniejace pismo z LF,
                                                    zarzadzac nim z zagranicy za pomoca anonimowych figurantow (tzw. nominees) i w
                                                    ten sposob zaczac kontrolowac nauke. Zacznijmy od jednego pisma, a pozniej
                                                    mozemy zaczac kontrolowac cala dyscypline, np. ekonomie albo nauki polityczne, a
                                                    jak ktos chce, to tez i np. tzw. fizyke superstrun czy biologie od komorek
                                                    macierzystych albo klonowanie. I wtedy wylansujemy polska nauke. Uwazam, ze
                                                    polski rzad powinien nam dac na to tzw. seed capital (kapital zalazkowy). Czekam
                                                    na majla.
                                                  • skrzydelkowiec Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 19:57
                                                    Panie Keller, z cala pewoscia rzad polski nie moze sie doczekac na
                                                    to, zeby Panu dac ten kapital. z kolei kupienie pisma przez taka
                                                    znamienita osobistosc naukowa (pulikujaca na przyklad w ActaPolonica
                                                    Monashiensis, ktore nie sa na LF, bo forsy zabraklo - usmialam sie
                                                    serdecznie, jak to przeczytalam) jak Pan, bedzie blahostka po
                                                    prostu. Beda sie w kolejce ustawiac, wolajac: Lech, Lech, wez nas,
                                                    nas!!! Proponuje od razu nowa nazwe: Journal of Grandiosity and
                                                    Delusions? Pardon: International Journal fo Grandiosity and
                                                    Delusions. Intergalactic?

                                                    a tak w ogole to prawda w oczy kole, nie? nie wytrzymal Pan, musial
                                                    jednak Pan zrobic swoja wlasna ocene swojego dorobku. Czesto Pan ze
                                                    soba gada? a to wydawnictwo z drugiej polki - tu tez peklam ze
                                                    smiechu - chyba z drugiej od dolu! liczac od pierwszego pietra do
                                                    piwnicy! a Stosunki Miedzynarodowe jako druga liga swiatowa? na
                                                    ktorym to ze swiatow rownoleglych, Panie Keller?
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 20:05
                                                    senlect, ty tak poważnie, czy tylko prowokujesz? Bo jeśli to ma być
                                                    poważne, to jest tak głupie, że nie wiadomo, czy warto odpowiadać.
                                                    Pozujesz na znawcę, a ujawniasz tylko, że jesteś outsiderem i
                                                    ignorantem.

                                                    Ale po kolei. Międzynarodowe pisma naukowe NIGDY nie płaciły autorom
                                                    (ani recenzentom) honorariów. Od bardzo dawna natomiast pobierały
                                                    opłaty za publikację, według ustalonych stawek (to się
                                                    nazywało "page charge"). Oczywiście najpierw praca musiała zostać
                                                    zaakceptowana przez recenzentów, bez ich aprobaty nie wydrukowałbyś
                                                    artykułu za żadne pieniądze. Można było zostać zwolnionym od takiej
                                                    opłaty, ale wtedy artykuł był kierowany do innej kolejki i czekał na
                                                    druk znacznie dłużej (w przypadku mojej pierwszej publikacji - ponad
                                                    dwa lata zamiast typowego pół roku). Dopiero w ciągu ostatnich
                                                    kilkunastu lat ten zwyczaj wygasł i już prawie wszystkie czasopisma
                                                    fizyczne drukują za darmo (odbijają sobie tę stratę wysokimi cenami
                                                    prenumeraty). Płacenie honorariów autorom i recenzentom za
                                                    prace "naukowe" było specyfiką wschodnioeuropejskiego zaścianka. W
                                                    USA i Europie honoriaria dostawało się tylko od czasopism
                                                    komercyjnych, takich jak "Scientific American", ale te publikacje
                                                    nie liczyły się nigdy do dorobku badawczego.

                                                    Twój drugi pomysł jest jeszcze głupszy. Nikt nie sprzeda pisma o
                                                    dobrej reputacji - a jeśli już, to za takie pieniądze, że stać
                                                    będzie na to tylko super-koncern w rodzaju Springera. Jeśli
                                                    jakiekolwiek pismo zostałoby kupione tylko w celu wykorzystania jego
                                                    dobrej opinii przez cwaniaków-nieudaczników, to błyskawicznie
                                                    straciłoby tę opinię i stało się bezużyteczne. Mógłbyś "kontrolować"
                                                    tylko swój mięsień-zwieracz.
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 25.03.08, 22:39
                                                    Pisze pol zartem pol serio. Komercjalizacja jest dzis wszedzie, od
                                                    reklam nie uciekniesz nawet na tym forum. I ja znacznie lepiej wiem
                                                    jak ten system pracuje, bowiem bylem pracownikiem administracji
                                                    uniwersyteckiej: zarowno instytucji pasntwowych i prywatnych (na
                                                    tzw. Zachodzie) i wiem stad doskonale, ze obecnie, po upadku tzw.
                                                    realnego scjalizmu w b. bloku sowwieckim, na wyzszych uczelniach
                                                    calego swiata liczy sie tylko i wylacznie pieniadz.
                                                    O ile pamietam, to w PRLu dostawalem honoraria za publikacje w
                                                    pismach naukowych. Nie wiem jak to bylo przed rokiem 1980tym na
                                                    Zachodzie, bo wtedy tam nie publikowalem. A jak zaczalem tam na
                                                    Zachodzie publikowac, to juz mi nic nie placili, ale tez nigdy nie
                                                    musialem za publikacje placic. I wcale nie uwazam, ze placenie
                                                    honorariow za artykuly w naukowych pismach bylo czyms zlym - wrecz
                                                    przeciwnie, to byl bardzo dobry zwyczaj, jako iz autor nie czul sie,
                                                    ze placi za opublikowanie wynikow jego pracy. To, co sie dzis dzieje
                                                    na Zachodzie w pismach naukowych to jest wrecz skandal - zachowuja
                                                    sie one jak prostytutki, wymagajace zaplaty z gory za swiadczone
                                                    uslugi. Ich redaktorzy to wiec nic innego jak sutenerzy i alfonsy.
                                                    I nie badz taki ordynarnie chamski - poniewaz w kapitalizmie
                                                    wolnorynkowym liczy sie tylko i wylacznie pieniadz, to ja bede
                                                    oferowac uslugi polegajace na zatrudnieniu "scientific ghost
                                                    writers", ktorzy za odpowiednia oplata wyprodukuja wysokiej jakosci
                                                    artykul, ktory zostanie opublikowany w moim pismie. Stad bedzie ono
                                                    mialo jeszcze wyzsza opinie, niz przed jego przejeciem przez moja
                                                    firme. I nikt mi niczego nie udowodni, bowiem ja bede pobieral tylko
                                                    oplaty za uslugi edytorskie, a ze bede edytowal (przy pomocy
                                                    owych "ghost writerow") artykuly dosc gruntownie, to i moje "fees"
                                                    beda tez odpowiednio wysokie. To, co bede robic, to bedzie tylko
                                                    naturalna konsekwencja komercjalizacji nauki. Zrszta ja bede w ten
                                                    sposob niejako demokratyzowac nauke, jako iz u mnie kazdy bedzie
                                                    mogl stac sie wybitnym naukowcem z wysokim "impaktem", publikujacym
                                                    w pismie z LF. Nie widze powodu, aby dalej utrzymywac w nauce
                                                    dyskryminacje ze wzgledu na takie glupstwo jak IQ, ktore przeciez
                                                    nie od nas zalezy. U mnie kazdy, kto ma w miare wysoki stan konta w
                                                    banku, bedzie mogl byc Einsteinem, i nie widze w tym nic zlego. A
                                                    nauka tylko na tym skorzysta, bowiem podniesie sie w ten sposob
                                                    poziom pism naukowych. A teraz mozesz sie wsciekac, ale nic nie
                                                    poradzisz - jedyna rada na mnie, to powrot do tzw. realnego
                                                    socjalizmu. Ja tylko ide za rada A. Smitha, i nie walcze, jak ty, z
                                                    niewidzialna reka rynku, tylko z nia scisle wspolpracuje.
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 26.03.08, 16:21
                                                    senlect, dalej wypisujesz głupoty, a na dodatek nie zrozumiałeś
                                                    mojego wcześniejszego postu.

                                                    > O ile pamietam, to w PRLu dostawalem honoraria za publikacje w
                                                    > pismach naukowych.

                                                    Oczywiście w PRL czasopisma nazywające się naukowymi płaciły
                                                    honoraria autorom i nawet recenzentom - tylko, że one nie liczyły
                                                    się w klasie międzynarodowej. Publikowało się tam prace tylko po to,
                                                    żeby ujawnić dodatkowe szczegóły (a czasem dla pieniędzy - bo wtedy
                                                    to były całkiem atrakcyjne sumy). Ale jeśli ktoś miał coś ważnego do
                                                    powiedzenia, to posyłał pracę z głównymi wynikami do pisma
                                                    międzynarodowego (czytaj: amerykańskiego albo angielskiego).

                                                    > To, co sie dzis dzieje
                                                    > na Zachodzie w pismach naukowych to jest wrecz skandal - zachowuja
                                                    > sie one jak prostytutki, wymagajace zaplaty z gory za swiadczone
                                                    > uslugi. Ich redaktorzy to wiec nic innego jak sutenerzy i alfonsy.

                                                    Dziwny pogląd jak na kogoś, kto parę linijek wcześniej napisał
                                                    dumnie "na wyzszych uczelniach calego swiata liczy sie tylko i
                                                    wylacznie pieniadz", a pare linijek dalej "w kapitalizmie
                                                    wolnorynkowym liczy sie tylko i wylacznie pieniadz" (cóż za bogactwo
                                                    stylu i jaka oryginalność myślenia!). Wydawanie czasopisma naukowego
                                                    jest kosztowne - z powodu trudnej grafiki, wysokich wymagań
                                                    technicznych i małej cyrkulacji. Jeśli redakcja miałaby płacić
                                                    autorom honoraria, to prenumerata byłaby jeszcze droższa, bo
                                                    przecież skądś te pieniądze trzeba wziąć. Masz jakiś pomysł?

                                                    > ja bede
                                                    > oferowac uslugi polegajace na zatrudnieniu "scientific ghost
                                                    > writers", ktorzy za odpowiednia oplata wyprodukuja wysokiej
                                                    jakosci
                                                    > artykul, ktory zostanie opublikowany w moim pismie. Stad bedzie
                                                    ono
                                                    > mialo jeszcze wyzsza opinie, niz przed jego przejeciem przez moja
                                                    > firme. I nikt mi niczego nie udowodni, bowiem ja bede pobieral
                                                    tylko

                                                    Ręce opadają. Spróbuj - z przyjemnością przyjrzałbym się, jak
                                                    idziesz na dno, ale niestety nikt twojej tragedii nawet nie zauważy.
                                                    To nie jest nowy pomysł. Od czasu do czasu jakiś ambicjonał zakłada
                                                    nowe pismo i rozsyła ogłoszenia, że u niego można publikować, a
                                                    potem po cichutku znika z braku materiałów do druku.

                                                    I jeszcze jedno. Nie ma takiego majątku na świecie, za który mógłbyś
                                                    kupić markowe czasopismo o dobrej opinii i dobrej sytuacji
                                                    finansowej - na przykład "Physical Review" albo "Nuclear Physics"
                                                    albo "Astrophysical Journal". Wiem, że dla polskiego cwaniaczka to
                                                    jest nie do pojęcia, ale dla patronów, redakcji i wydawców takich
                                                    czasopism duma z ich dobrej roboty jest więcej warta od wszystkich
                                                    pieniędzy wszystkich kombinatorów świata. Jeśli jakimś cudem udałoby
                                                    ci się zdobyć któreś z mniej sławnych czasopism, to kandydaci na
                                                    autorów najpierw sprawdziliby, kto jest w nowej redakcji, a potem
                                                    podjęli łatwą do przewidzenia decyzję. Nie pomogłyby żadne twoje
                                                    pieniądze.
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 26.03.08, 22:43
                                                    1. Daruj sobie, prosze, te niezbyt kulturalne ataki ad personam. Nie
                                                    schodz na poziom dalatatow...
                                                    2. Wtedy nie znalem jeszcze na tyle dobrze angielskiego, aby w tym
                                                    jezyku publikowac. I tak bylem ewenmentem w skali PRlu, ze czytalem
                                                    pisma naukowe, i to biegle, po angielsku, rosyjsku i czesku i troche
                                                    po niemiecku..
                                                    3. Mysle dosc staromodnie, ze na badania podstawowe, a wiec i na
                                                    publikacje ich wynikow, powinni lozyc wszycy podatnicy, a
                                                    na "applied science" ci, co z tych wynikow korzystaja, czyli glownie
                                                    biznes. A pieniadze sa, nawet w Polsce, wystarczy nie wysylac wojska
                                                    za granice (same straty, nie tylko finansowe, ale glownie moralne,
                                                    czyli, przede wszystkim, psucie "image" Polski jako kraju
                                                    pokojowego), zlikowidowac nikomu nie potrzebny senat, ograniczyc
                                                    ilosc ministerstw i urzedow centralnych, ograniczyc ilosc poslow do
                                                    100, przestac finansowac z budzetu partie polityczne, zamknac
                                                    ambasady w trzeciorzednych krajach typu Nowa Zelandia (wystarczy tam
                                                    konsulat), w calej Afryce poza Egiptem i ew. RPA i w miejscach
                                                    bardzo niebezpiecznych (koszta!) typu Afganistan, Pakistan czy Irak,
                                                    zrezygnowac z F-16, ktore nam do niczego potrzebne nie sa (z
                                                    rosyjskim czy niemieckim lotnictwem przeciez i tak nie mamy szans z
                                                    F-16, samolotami z lat 1970tych, tyle z nowa awionika), podobnie po
                                                    co nam czolgi i marynarka wojenna (poza straza ochrony wybrzeza) -
                                                    nie lepiej postawic na to, w czym jestesmy najlepsi, czyli na
                                                    szkolenie eewntualnych przyszlych partyzantow? Pieniadze na nauke
                                                    sa, nawet w Polsce, trzeba tylko zmienic priorytety wydawania ich
                                                    przez budzet...
                                                    4. I czytaj wyraznie: ja bym utrzymal wysoki poziom pisma, a nawet i
                                                    bym go podniosl. Nie oglaszal bym sie jak jakis Mc Donald's czy Coca
                                                    Cola - opieral bym sie na reklamie "szeptanej", ktora jest, jak
                                                    wiadomo, najskuteczniejsza...
                                                    5. I wciaz widze, ze nie rozumiesz na jakim swiecie zyjesz. W
                                                    kapitalizmie wolnorynkowym kazdy, ale to powtarzam KAZDY, ma swa
                                                    cene. Tyle, ze niektorzy (np. brytyjska krolowa) maja cene bardzo
                                                    wysoka. Przykro mi, ale tak jest. Mnie to sie nie podoba, ale albo
                                                    mamy kapitalizm wolnorynkowy ze wszystkimi jego konsekwencjami, w
                                                    tym komercjalizacja nauki i pism naukowych, albo mamy system
                                                    dyktatorski, w ktorym od pieniadza wazniejsze sa idee (narodowe,
                                                    klasowe czy religijne). Dziwie sie, ze po prawie 20 latach
                                                    wolnorynkowego kapitalizmu w Polsce, wciaz tego nie rozumiesz...
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 26.03.08, 23:19
                                                    W skrocie: w kapitalizmie wolnorynkowym kazde pismo, w tym i
                                                    naukowe, jest manipulowane przez jego wlascicieli, stad nie jest i
                                                    nie moze byc w pelni obiektywne. Aby bylo w pelni obiektywne,
                                                    muialoby miec zrodla finansowania calkowicie niezalezne od
                                                    wlasciciela (wydawcy), oraz recenzentow takze finansowo i naukowo
                                                    niezaleznych od wydawcow i redaktorow pisma. W skrocie: idealne
                                                    pismo naukowe musialo by byc finansowane z budzetu panstwa, podobnie
                                                    jak jego recenzenci, ale budzet (czyli panstwo) nie mogl by miec
                                                    zadnego wplywu na polityke edytorska pisma. Musialo by byc wiec
                                                    czyms w rodzaju BBC, a nie przedsiewzieciem komercyjnym czy
                                                    semikomercyjnym, jak te pisma z LF, ktorymi sie tak zachwycacie.
                                                    Stad to cale wasze gadanie o Liscie Filadelfijskiej (LF) dowodzi
                                                    tylko, ze nie rozumiecie zupelnie jak dziala wspolczesny kapitalizm
                                                    wolnorynkowy... On jest dobry w wytworzeniu i dytsrybucji pasty do
                                                    zebow, ale calkowicie zawodzi w edukacji i nauce... Co najwyzej, w
                                                    najbogatszych panstwach (USA, UK) wytworzy kilka ekskluzywnych
                                                    uczelni (Ivy League, Oxbridge) i setki szkolek typu owego Eastern
                                                    Omaha State University, czesto nawet gorszych od "uniwerytetow" w
                                                    Bialymstoku czy innym Rzeszowie...
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 27.03.08, 22:47
                                                    > Wtedy nie znalem jeszcze na tyle dobrze angielskiego, aby w tym
                                                    > jezyku publikowac.

                                                    Hm, to dziwne jak na takiego wybitnego znawcę światowego
                                                    kapitalizmu. W moim kręgu zawodowym takich ludzi uważa się za
                                                    niedouków.

                                                    > I tak bylem ewenmentem w skali PRlu, ze czytalem
                                                    > pisma naukowe, i to biegle, po angielsku, rosyjsku i czesku i
                                                    > troche po niemiecku..

                                                    Gratuluję dobrego samopoczucia. Znałem i znam mnóstwo ludzi,
                                                    którzy "od zawsze" swobodnie czytali po rosyjsku, swobodnie czytali,
                                                    pisali i rozmawiali po angielsku, a do tego znali jeszcze
                                                    przynajmniej jeden obcy język, np francuski, niemiecki, włoski albo
                                                    hiszpański (po prostu ZNALI! - a nie "znali, ale jeszcze nie na tyle
                                                    dobrze"). To była w PRL, wśród ludzi uprawiających naukę, NORMA.
                                                    Ewenementem była tylko twoja pyszałkowatość.

                                                    Dane, które przytaczasz o sobie, wskazywałyby, że musisz mieć ponad
                                                    40 lat. Ale w myśleniu ujawniasz infantylizm 16-latka. W swoim
                                                    punkcie 3 twierdzisz, że pieniądze na naukę łatwo się znajdą, jeśli
                                                    tylko zrobimy rewolucję ustrojowo-gospodarczą w Polsce. Tylko 16-
                                                    latkowie wyobrażają sobie, że to takie łatwe.

                                                    Twoje poglądy są też dziwną mieszaniną uwielbienia dla kapitalizmu i
                                                    dla komunizmu równocześnie. Zastanów się nad takim problemem: w
                                                    kapitaliźmie za każdy towar płaci ten, kto chce go nabyć i
                                                    wykorzystać. Kto jest bardziej zainteresowany publikowaniem prac
                                                    naukowych: czytelnik, który musi przebrnąć przez jeszcze jeden
                                                    tekst, czy autor, który chce swoje wyniki zaprezentować publicznie?
                                                    No to kto ma płacić za publikację? A poza tym autor już raz za swoją
                                                    pracę pieniądze dostał - poprzez wynagrodzenie w miejscu pracy i ew.
                                                    grant. Dlaczego ktokolwiek miałby za to samo płacić drugi raz?

                                                    > ja bym utrzymal wysoki poziom pisma, a nawet i bym go podniosl.

                                                    Jak miałbyś utrzymać wysoki poziom, skoro nikt by ci nie przysyłał
                                                    prac do publikacji, z wyjątkiem może maniaków z peryferii świata? To
                                                    jest znowu myślenie 16-latka, który zna świat tylko z własnych
                                                    wyobrażeń.

                                                    > 5. I wciaz widze, ze nie rozumiesz na jakim swiecie zyjesz. W
                                                    > kapitalizmie wolnorynkowym kazdy, ale to powtarzam KAZDY, ma swa
                                                    > cene.

                                                    Skoro każdy, to ty też. Ile dostajesz w łapówkach miesięcznie?
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 27.03.08, 23:47
                                                    1. Widzisz, ja podchodzilem krytycznie do swojej wiedzy, i jesli
                                                    uwazalem, ze nie znam angielskiego tak, aby pisac jak Anglik, to sie
                                                    wstrzymywalem z pisaniem w tym jezyku.
                                                    2. Do dzis w Polsce do wyjatkow nalezy, jesli ktos potrafi pisac po
                                                    angielsku (powtarzam po angielsku, a nie w jakims
                                                    okropnym 'Polenglish').
                                                    3. Niestety, po roku 1989 nauka polska upadla jeszcze nizej niz byla
                                                    ona po stanie wojennym, choc w roku 1988 wydawalo sie w Polsce, ze
                                                    gorzej juz byc nie moze.
                                                    4. Smieszny jestes z tym, ze jak komus placa pensje, to mu sie nie
                                                    nalezy honorarium za artykul czy ksiazke. Podobnie mysleli tez moi
                                                    szefowie np. w firmie Datapoint, wiec chociaz napisalem tam ksiazke
                                                    o programowaniu w j. Databus i systemie operacyjnym DOS D, to jej
                                                    nie wydalem, bowiem firma chciala zabrac mi prawa autorskie,
                                                    motywujac to tym, ze wiedze o tym jezyku posiadlem pracujac dla
                                                    nich, tak jakby ta ksiazka sie napisala sama, be zadnego wysilku z
                                                    mej strony...
                                                    5. Chyba nie zrozuzmiales mej ironii i potepienia dla kapitalizmu.
                                                    Wiec wyjasnie ci lopatologicznie: uwazam, ze kapitalizm, ze swym
                                                    kultem pieniadza, niszczy wszystko: ludzi, spoleczenstwa, nauke,
                                                    kulture i demokracje. Zrozumiales o co mi chodzi?
                                                    6. Skad ta pewnosc, ze nikt by mi nic nie przysylal? Wrecz
                                                    przeciwnie: dzialal bym jak F1, gdzie dobre zespoly zarabiaja na
                                                    wystepach, a kierowcy amatorzy, aby sie tam poscigac, musza placic,
                                                    i to slono, za prawo udzialu w wyscigu czy chocby w eliminacjach do
                                                    wyscigu...
                                                    7. Daj sobie spokoj z tym zasciankowym mysleniem. Ja lapowek nie
                                                    przyjmuje, ja najwyzej przyjmuje wplaty na konto fundacji
                                                    dobroczynnej, ktorej jestem szefem (CEO) i pozwalam zainteresowanym
                                                    osobom przegrac ze mna w pokera czy black jack...
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 15:25
                                                    > Do dzis w Polsce do wyjatkow nalezy, jesli ktos potrafi pisac po
                                                    > angielsku (powtarzam po angielsku, a nie w jakims
                                                    > okropnym 'Polenglish').

                                                    To jest informacja o środowisku, w którym się obracasz i o tobie
                                                    samym, a nie o Polsce ani o czasach obecnych.

                                                    > Smieszny jestes z tym, ze jak komus placa pensje, to mu sie nie
                                                    > nalezy honorarium za artykul czy ksiazke.

                                                    Napisanie książki wymaga ekstra wysiłku, i za książki honoraria
                                                    oczywiście i słusznie są płacone (pod warunkiem, że książka znajduje
                                                    nabywców - w poważnych wydawnictwach autor dostaje procent od
                                                    dochodu ze sprzedaży). Natomiast artykuł w czasopiśmie naukowym jest
                                                    tylko doniesieniem o wykonanych badaniach - dowodem wykonania pracy.
                                                    Autor jest zawsze bardziej zainteresowany taką publikacją niż
                                                    redakcja albo czytelnicy, więc nie ma powodu, żeby mu za to płacić.

                                                    > Skad ta pewnosc, ze nikt by mi nic nie przysylal?

                                                    Z obserwacji. Co parę lat jakiś nad-ambitny bufon próbuje założyć
                                                    własne czasopismo naukowe i zawsze przegrywa w ten sam sposób.
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 19:34
                                                    1. Niestety, obserwuje nie jedno srodowisko naukowe i widze, ze ze
                                                    znajomoscia jezykow obcych na polskich uczelniach wyzszych, i to
                                                    nawet tych najbardziej znanych, jest wrecz zle, jesli nie
                                                    tragicznie. Pewnie ty jestes tez jednym z tych, co wydaje sie im, ze
                                                    jak mowia po angielsku jak JP2, to znaczy ze znaja ten jezyk... :( A
                                                    tymczasem oni znaja angielski jak Papa Benek zna polski...
                                                    2. Napisanie artykulu to ciezka praca. Trzeba zadbac i o dobor oraz
                                                    sprawdzenie cytatow, sprawdzic dane, zorganizowac je w tabele,
                                                    sprawdzic obliczenia i przedstawic je w czytelny sposob, wreszcie
                                                    czesto trzeba tez przygotowac ilustracje i/lub fotografie wysokiej
                                                    jakosci i last but not least zrobic korekte (czesto wiecej niz raz).
                                                    To wszystko kosztuje czas i pieniadze. Wiec od razu widac, ze nigdy
                                                    w zyciu nie publikowales w powaznym pismiem stad wydaje ci sie, ze
                                                    napisanie artykulu to drobnostka...
                                                    3. Zapominasz o tych "bufonach", co to doskonale zyja z naiwniakow,
                                                    ktorym zrobiono kapitalistyczne pranie mozgow i oni teraz mysla, ze
                                                    sie im nic nie nalezy za napisanie artykulu... I poza tym twe
                                                    obserwacje jako fragmentaryczne i niereprezentatywne nie maja zadnej
                                                    wartosci naukowej. Popelniasz typowe fallacy of composition co
                                                    znaczy, ze nigdy w zyciu nie studiowales na dobrej uczelni... :(
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 22:17
                                                    Takie wspaniałe rozumowanie - jaka szkoda, że wnioski nadają się
                                                    tylko do śmietnika... Nie będę polemizował na temat moich
                                                    umiejętności i dorobku. Weź tylko pod uwagę, że każdy człowiek swój
                                                    własny życiorys dobrze zna, więc odgadując jego elementy i
                                                    wmawiając, że dobrze zgadłeś, łatwo możesz wyjść na barana.

                                                    > Napisanie artykulu to ciezka praca.

                                                    Dla analfabety bardzo ciężka, zgadzam się.

                                                    > Trzeba zadbac i o dobor oraz
                                                    > sprawdzenie cytatow, sprawdzic dane, zorganizowac je w tabele,
                                                    > sprawdzic obliczenia i przedstawic je w czytelny sposob, wreszcie
                                                    > czesto trzeba tez przygotowac ilustracje i/lub fotografie wysokiej
                                                    > jakosci i last but not least zrobic korekte (czesto wiecej niz
                                                    raz).

                                                    To wszystko są elementy samej pracy, o której artykuł ma mówić.
                                                    Zanim zaczniesz pisać coś dla innych, musisz być pewny, że masz
                                                    dobre wyniki. Dopóki sam nie jesteś pewny, tych wyników po prostu
                                                    NIE MA. Uporządkowanie ich i zredagowanie tekstu to ułamek wysiłku i
                                                    czasu potrzebnego na uzyskanie wyników. Korekta robi się sama, jeśli
                                                    piszesz artykuł własnoręcznie na komputerze i wielokrotnie
                                                    poprawiasz. Korekta była osobną procedurą tylko w tych zamierzchłych
                                                    czasach, kiedy dawało się rękopis do przepisania na maszynie i
                                                    trzeba było sprawdzać po maszynistce. Skoro dla ciebie to wszystko
                                                    było taką męką, to świetnie się stało, że porzuciłeś naukę - jeśli
                                                    kiedykolwiek naprawdę ją uprawiałeś. Bo cały czas mam wrażenie, że
                                                    rozmawiam z pyszałkowatym 16-latkiem, który zna świat tylko z
                                                    wyobraźni.
                                                  • senlect Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 28.03.08, 23:23
                                                    Nie bede sie z Toba licytowal na epitety. Dziwie sie tylko, ze
                                                    jeszcze nie dostales, geniuszu, nagrody Nobla, Leninowskiej i
                                                    Templetona, czy jak sie to ostatnie pisze. Z twoimi zdolnosciami
                                                    typu bezwysilkowego pisania artykulow, szczegolnie do pism, ktore
                                                    nie robia korekty (bo jakby smialy Cie poprawiac), powinienes juz
                                                    dawno zmonopolizowac wszystkie dziedziny nauki, wysylajac na zielona
                                                    trawke nie tylko mnie, ale praktycznie wszystkich parajacych sie
                                                    obecnie nauka... Przy tobie tow. Stalin to tylko nieco lepszy
                                                    jezykoznawca, Lysenko to tez wazniak na skale gora powiatu, no, moze
                                                    tylko Xiadz Prof. Zw. Dr hab. Heller to sie moze dzis z Toba
                                                    probowac rownac...
                                                  • szefwiarusa Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 13:28
                                                    Dizwie sie, ze komukolwiek chce sie dyskutowac z "komentatorem".
                                                    Przeciez od razu widac, ze to ktos, kto nigdy nic nigdzie
                                                    poza "Glosem Pcimskiej Alma Mater" nie opublikowal, jesli pisze
                                                    takie bzdury, ze dzis sie nie robi korekty. Prawie zawsze po
                                                    oddaniu artykulu do publikacji i jego przyjeciu, i to tekstu
                                                    sprawdzonego pod wzgledem stylu, ortografii itp. dostaje
                                                    (elektronicznie) korekte, w ktorej sie az roi od poprawek (drobnych,
                                                    formalnych, ale zawsze poprawek). Tyle, ze ja publikuje w powaznych
                                                    pismach naukowych, a nie w "Glosie Pcimskiej Alma Mater".
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 14:12
                                                    szefie wiarusa, nie zrozumiałeś, co czytałeś. Senlect pisał o
                                                    korekcie jako składniku męki przygotowywania pracy do publikacji.
                                                    Korekta po przyjęciu pracy do druku jest rzeczą oczywistą. Ja
                                                    pisałem o korekcie przed wysłaniem pracy do redakcji. A na
                                                    marginesie - korekta po przyjęciu do druku jest potrzebna głównie
                                                    dlatego, że redaktorzy techniczni usiłują "poprawiać" teksty,
                                                    których nie rozumieją. Korekta polega głównie na likwidowaniu
                                                    głupstw przez nich wprowadzonych. Niestety, zdarza się to w
                                                    najlepszych amerykańskich i europejskich redakcjach. Gdyby nie to,
                                                    korekta byłaby o wiele prostsza, bo do dobrych czasopism posyła się
                                                    teksty w wersji elektronicznej i są one dalej obrabiane
                                                    automatycznie. Gdyby nie interwencje redakcyjne, byłyby one
                                                    dokładnymi kopiami tekstu nadesłanego i autor musiałby szukać tylko
                                                    swoich własnych błędów.

                                                    Jak już wcześniej napisałem do senlecta, formułowanie stanowczych
                                                    wniosków na temat życiorysu dyskutanta jest niebezpieczne, bo można
                                                    z siebie zrobić głupca.
                                                  • szefwiarusa Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan (errata) 29.03.08, 13:31
                                                    Oto jak latwo zrobic drobny blad. Nizej wersja po korekcie:
                                                    Dziwie sie, ze komukolwiek chce sie dyskutowac z "komentatorem".
                                                    Przeciez od razu widac, ze to ktos, kto nigdy nic nigdzie
                                                    poza "Glosem Pcimskiej Alma Mater" nie opublikowal, jesli pisze
                                                    takie bzdury, ze dzis sie nie robi korekty. Prawie zawsze po
                                                    oddaniu artykulu do publikacji i jego przyjeciu, i to tekstu
                                                    sprawdzonego pod wzgledem stylu, ortografii itp. dostaje
                                                    (elektronicznie) korekte, w ktorej sie az roi od poprawek (drobnych,
                                                    formalnych, ale zawsze poprawek). Tyle, ze ja publikuje w powaznych
                                                    pismach naukowych, a nie w "Glosie Pcimskiej Alma Mater".
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 13:56
                                                    senlect, jak widzę nie umiesz pogodzić się z faktem, że inni ludzie
                                                    bez narzekania i męki, a nawet z przyjemnością, robią coś, co dla
                                                    ciebie jest wyzwaniem ponad siły. Zanim tę sztukę opanujesz, czeka
                                                    cię jeszcze wiele rozczarowań. Może w końcu znajdziesz pole
                                                    działania, na którym właśnie ty będziesz lepszy. A teraz już wróć,
                                                    chłopcze, do swoich klocków.
                                                  • komentator4 Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 14:01
                                                    senlect, najwyraźniej nie potrafisz pogodzić się z faktem, że inni
                                                    ludzie bez męki i przesadnego wysiłku, a nawet z przyjemnością,
                                                    robią coś, co dla ciebie jest wyzwaniem ponad siły. Zanim przyswoisz
                                                    sobie tę wiedzę, czeka cię jeszcze wiele rozczarowań. Ale próbuj -
                                                    może kiedyś znajdziesz dziedzinę, w której ty właśnie będziesz
                                                    dobry. A teraz wróć już, chłopcze, do swoich klocków.
                                                  • szefwiarusa Re: Lista Filadelfijska - Biznes Plan 29.03.08, 14:10
                                                    1. Nie spamuj.
                                                    2. Pisanie artykulu do powaznego pisma naukowego to ciezka praca.
                                                    Inaczej nawet "komentator" mialby ich setki.
                                                    2. Habilitacja to dla mnie moze zostac, ale nie jako wymog. Poza tym
                                                    sugerowalbym, aby kazdy mogl sobie kupic tytul honorowego doktora
                                                    habilitowanego, podobnie jak np. w Austrii mozna kupic sobie tytul
                                                    radcy dworu. Osoby kolekcjonujace tytuly bylyby zadowolone, podobnie
                                                    jak i skarb panstwa.
                                                  • khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:32
                                                    Mimo wszelkich niedoskonalosci LF, wynika z tego niezbicie, ze fizyka, chemia,
                                                    matematyka i biologia sa mocne, a psychologia, ekonomia, neofilologia, historia,
                                                    prawo i polonistyka sa slabe.

                                                    Co przeszkadza polonistom publikowac np. w Discourse & Society?
                                                    Co przeszkadza psychologom publikowac w czasopismach z LF? Psychiczna "innosc"
                                                    Polakow?
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:46
                                                    Sorry. Fizycy sa trzysta razy "mocniejsi" od polonistów? To było
                                                    serio? To są "niedoskonałości"?
                                                    Ta miarka się zwyczajnie nie nadaje do czegokolwiek poza mierzeniem
                                                    dobrego samopoczucia ściślaków (bo skoro wszystkie ich pisma tu są,
                                                    to gdziekolwiek wyślą, i tak trafią do LF) i Amerykanów (bo ci
                                                    pewnie nieźle się muszą naszperać, żeby znaleźć jakieś pismo,
                                                    którego tam brakuje).
                                                    Z mojej działki na LF jest 1 (jedno) pismo z Północnej Karoliny.
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:48
                                                    To jest ocenianie na zasadzie: "ferrari jako samochód jest do
                                                    niczego, bo nie da się nim przewieźć trzech ton cementu" ;)
                                                  • khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 13:58
                                                    Fizycy nie sa 300 razy mocniejsi od polonistow, bo 300 razy zero rowna sie zero.
                                                    Do porownan typu ile razy LF nie nadaje sie w ogole. Twoje zestawienie daje
                                                    bardzo dobra wstepna orientacje, ktory wydzial istnieje w miedzynarodowym obiegu
                                                    naukowym, a ktory zaznacza tam sladowo swoja obecnosc (w granicach bledu
                                                    statystycznego).
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 14:32
                                                    Rozumiem, ze "naukowym" znaczy "scientific".
                                                    Jak mamy oceniac cala reszte czyli "scholarly"?
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 15:14
                                                    jasne...... bo na plonistyce sie nie da nie? bo nie ma pieniedzy na
                                                    laboratoria, na eksperymenty, na odczynniki i teleskopy, prawda?

                                                    drogi fordzie.ka, idzie Pan w zaparte teraz. tylko i wylacznie.

                                                    polonistyka to tania dziedzina. trzeba poczytac, pomyslec, poczytac
                                                    teorie i napisac. a nie chrzanic o tym, ze my polscy polonisci
                                                    jestesmy na siwecie najlepsi, bo .....mieszkamy w Polsce. ludzie na
                                                    calym siwecie publikuja o Mickiewiczu, Konopnickiej i Gombrowiczu. i
                                                    dziela sie tymi wynikami z calym swiatem. natomiast polskim
                                                    polonistom to uwlacza. a jako polonista ze studiow, ja naprawde wiem
                                                    o czym mowie. to co najgorsze, to to, ze ta postawa sie nie zmienia.

                                                    to nie jest niedoskonalosc! to jest katastrofa polskiej polonistyki
                                                    zajmujacej sie glwonie patrzeniem we wlasny pepek. a tych kilka
                                                    wybitnych wyjatkow, tylko potwierdzaja te ogolna regule :-)
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 21:22
                                                    Różnica między nami jest, drogi panie profesorze, taka, że Pan jest
                                                    naukowcem, a ja nauczycielem. Ja szukam pomysłów jak zmotywować i
                                                    zachęcić do pracy (nad sobą przede wszystkim), a Pan by chciał jasno
                                                    i klarownie wykazać, że cała Polska nauka nie spełnia światowych
                                                    standardów i ją rozpieprzyć. Ja mam świadomość, że to zadanie dla
                                                    pedagoga specjalnego, bo to wyjątkowo trudna hałastra, choć dobre
                                                    dzieci (Panie, kto by latami zapieprzal za pensje lekko powyzej
                                                    minimum?), a Pan widzi tylko poborowych i już by tu przysłał desant
                                                    sierżantów od musztry i zrobił porządek z tymi, co się do Navy Seals
                                                    nie nadają.
                                                    No to jak my się mamy dogadać?
                                                  • khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 21:37
                                                    Ford.ka, przesadzasz. W czasach globalizacji albo cos spelnia swiatowe
                                                    standardy, albo znika z rynku. Polskiej nauce do calkowitego znikniecia bardzo
                                                    blisko. Bez nauki na swiatowym poziomie polskie uniwersytety trzeba bedzie
                                                    zamknac, bo studenci wyjada. Wyobraz sobie Uniwersytet Warszawski ksztalcacy
                                                    studentow na poziomie Omaha College - tylko studia licencjackie dla maturzystow,
                                                    ktorym sie nie powiodlo. Pierwszy rok studiow to intensywna nauka czytania i
                                                    pisania.
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 22:27
                                                    Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby dało się czytać to, co pisze.
                                                    Nie jestem przeciwko ocenom. Bez ocen się nie da.
                                                    Jestem za wprowadzaniem ich w sposob, ktory nie zostanie od razu
                                                    odrzucony pod haslem autonomii uczelnii wyzszych. Bez gnojenia
                                                    (przez co rozumiem n.p. publiczne pokazywanie ile to nasi naukowcy
                                                    sa warty w "swiatowych standardach") a z zachecaniem do wspolpracy.
                                                    Uwazam, ze wiara w rewolucje to mrzonki i nie warto tracic czasu na
                                                    planowanie tej rewolucji. Polecam artykul Jacka Zakowskiego w
                                                    Polityce (chyba sprzed dwoch tygodni) o tym, jak to w Polsce zawsze
                                                    robimy rewolucje i reforme, ale nie potrafimy wyczyscic butow
                                                    codziennie rano. Jedynym sensownym dzialaniem jest sterowanie i
                                                    wspieranie ewolucji.
                                                    Nauka jeszcze przez pare lat nie zniknie, bo po pierwsze stoi na
                                                    pasjonatach, a po drugie cykl zycia jest tu dlugachny. Od kandydata
                                                    do profesora minimum 20 lat. I minimum tyle bedzie trwalo
                                                    przestawienie nauki polskiej na swiatowe normy (zmyslone zreszta w
                                                    duzym stopniu, bo w USA nie ma wylacznie Harvardow a w UK Oxbridge i
                                                    jakos rynek roznych Omah nie likwiduje, ale o tym tez juz pisalem i
                                                    jakos nie bylo chetnych do komentowania) - im szybciej sie z tym
                                                    pogodzimy i wezmiemy do roboty, tym lepiej dla wszystkich
                                                    zainteresowanych.
                                                    Uwagi o studentach wyjezdzajacych traktuje z usmiechem. Gdyby byla
                                                    to prawda, wszystkie Sorbony Podlasia czy Harvardy Podkarpacia i
                                                    Oxfordy Mazowsza nigdy by nie powstaly, a kwitna az milo. I co?
                                                    Rynek ich nie zauwazyl? Nie, dostarczaja produkt, na ktory jest
                                                    popyt. Sa klienci, ktorzy wiedza, co dostaja.
                                                  • khmara Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 23:23
                                                    Po pierwsze, nie ma tu mowy o rewolucji. To sa pewne tendencje, ktore sa przy
                                                    pewnym oporze srodowiska wprowadzane konsekwentnie mimo zmieniajacych sie opcji
                                                    politycznych u wladzy. Ilosc pieniedzy bedzie zalezec od wyniku oceny
                                                    parametrycznej jednostki. Ocena parametryczna jednostki zalezy od ilosci i
                                                    jakosci publikacji. Jednostka to wydzial, a wydzialy we wlasnym interesie beda
                                                    sie pozbywac slabeuszy.

                                                    Po drugie, niz juz wchodzi na uczelnie. Niektorzy juz to odczuli przy
                                                    rekrutacji. Uczelnie staja na rzesach, zeby zatrzymac slabych studentow. Tam,
                                                    gdzie jeszcze pare lat temu student wylatywal po pierwszym semestrze, teraz
                                                    dostaje warunek.

                                                    Smiej sie do czasu. Kilka lat temu za granice ludzie wyjezdzali na studia
                                                    doktoranckie i to tylko ci najbardziej zmotywowani lub zdesperowani. Teraz
                                                    wyjezdzaja na studia magisterskie. Wyjezdzaja na Socratesa i nie wracaja. To
                                                    jest wciaz strumyczek, ale wciaz przybierajacy na sile.

                                                    Na pcimskich sorbonach studiuja absolwenci liceow profilowanych z giertychowska
                                                    matura, ale z giertychowska matura przyjmowaly tez politechniki, choc z pelnym
                                                    hipokryzji obrzydzeniem. Pieniadz jest pieniadz, a pieniadz idzie za studentem.
                                                    Uczelni jest juz za duzo, a studentow coraz mniej.

                                                    Liczba polskich studentow w Wielkiej Brytanii w biezacym roku akademickim
                                                    wzrosla o 56% w stosunku do ubieglego roku (za onetem).
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 23:49
                                                    a ja w ciagu ostatnich 3 lat zaczalem slyszec na kampusie polski
                                                    codziennie.

                                                    ja caly czas nie widze tego gnojenia. POlscy naukowcy, poza
                                                    wyjatkami (wsakzujacymi ze to mozliwe), nie publilikuja na swiecie.
                                                    to jest fakt, a nie gnojenie. wedle mnie pytanie, czy nalezy to
                                                    zmienic, nie zachodzi. zachodzi pytanie, jak to zmienic. i ja
                                                    rowniez mysel ze skokowe, od jutra, wprowadzenie nowego systemu bylo
                                                    nieproduktywne. z drugiej strony czekanie 20 lat, byloby
                                                    katastrofalne. bo wyrasta kolejne pokolenie mlodych ludzi, ktorym
                                                    sie juz nie chce publikowac, ktorzy zaczynaja lawirowac - widze to
                                                    za kazdym razem przyjezdzajac do Polski i mnie to przeraza. 3,4 lata
                                                    temu byli to enutzjastyczni studenci chcacy nauke pchac nowymi
                                                    tory....juz sa asystentami ktorzy mowia ze jeszcze maja 4 lata do
                                                    rotacji. czekajmy dalej.....

                                                    zachecanie do publikacji jest fajne, ale z reguly nieskuteczne.
                                                    metoda marchewki polaczonej z kijem jest bardziej skuteczna.

                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 00:35
                                                    Fajnie jest czytac wlasny tekst napisany innymi slowami ;)
                                                    Jednak kropla drazy skale.
                                                    Co do gnojenia. Dla jednego to sprawiedliwa i obiektywna ocena wg
                                                    swiatowych standardow, dla drugiego gnojenie. Ten pierwszy ma
                                                    wszystkie journale pod reka (a jak nie ma, to mu sprowadza przez
                                                    miedzybiblioteczna do konca tygodnia), a ten drugi ma problem, zeby
                                                    sie dowiedziec, ktore journale ma przegladac (oczywiscie, jak
                                                    dostanie stypendium, bo w Polsce ich nie ma, a na dostep online jego
                                                    uni nie stac).
                                                    To jest troche tak jak z widzeniem tego, ze swiat jest
                                                    heteronormatywny przez hetero- i homoseksualistow. Taki hetero nie
                                                    widzi, ze obraz swiata w telewizji jest falszywy, bo n.p. w
                                                    reklamach pary sa zawsze roznoplciowe, wszystkie romantyczne komedie
                                                    w kinie sa zawsze o tym ze pan kocha pania itd itp. Bo przeciez w
                                                    tej telewizji czy kinie jest dokladnie tak jak w jego zyciu. A gej
                                                    czy lesbijke ogladaja to jak transmisje z kosmosu, bo obok siedzi
                                                    partner tej samej plci, znajomi maja partnerow tej samej plci, a z
                                                    przychowku to raczej kot niz dziecko. Albo latwiejszy przyklad - czy
                                                    jak widzisz piekne wejscie do biblioteki po pietnastu schodkach,
                                                    pierwsze co przychodzi Ci do glowy to to, ze na wozku nie da sie
                                                    wjechac do srodka? Raczej nie, bo co Cie to obchodzi. Nigdy nie
                                                    probowales wjezdzac wozkiem po schodach i nie masz takich planow. No
                                                    to zlap moze, ze wiekszosc polskich naukowcow siedzi na wozkach, a
                                                    Ty masz im za zle, ze nie chca stawac do maratonu.
                                                    To teraz wyobraz sobie profesora filologii klasycznej, ktory zna
                                                    greke, lacine i niemiecki (standard u klasykow) i francuski, ale to
                                                    jeszcze z liceum, i ktoremu robisz "swiatowa ocene" i stwierdzasz,
                                                    ze wszystko, co przez cale zycie zrobil jest do smieci. Ksiazki nie
                                                    wydawane w Sage czy Palgrave lub HK UP ale wlasnym wydawnictwie
                                                    uniwersyteckim czyli makulatura (czasem sie na takiej wyksztalcily
                                                    dwa pokolenia klasykow, ale to przeciez nie wychodzi w punktacji).
                                                    Artykuly w jakims Baroku czy Napisie, a jak zagranica to Niemcy,
                                                    czyli w najlepszym razie working papers bez IF. Zerowy dorobek.
                                                    Zycia.
                                                    W ten sposob chcesz go zachecic do wspolpracy? Zmian? A bez niego
                                                    nic nie zrobisz, bo uczelnie ciesza sie autonomia i tacy wlasnie
                                                    profesorowie zadecyduja, czy zmiany wejda czy nie. A po drugie jak
                                                    go juz wypieprzysz, to kim zastapisz? Sprowadzisz z Anglii? Ze taki
                                                    profesor sobie niby wyksztalcil dashing young scholars i blokuje im
                                                    dostep? Zamykamy wszystko w cholere? Studenci filologii klasycznej
                                                    wszyscy poleca do Oxfordu, bo tam jakos wciaz posiadaja takie
                                                    dziwactwa?
                                                    A tak w ogole to (to jest na pewno przyplyw depresji, prosze sie nie
                                                    przejmowac) to wszystko to jest zwyczajne pieprzenie w bambus. Jak
                                                    sie pojawi kasa, bedzie nauka. Wczesniej stawianie swiatowych
                                                    wymagan jest smieszne i okrutne. Sensowne nie jest.
                                                    Jak ladnie powiedzial jeden znajomy profesor "ja sie na mnicha nie
                                                    zgadzalem". Polska nauka produkuje dokladnie tyle, za ile jest
                                                    placona. Jak sie ma w roku 700 godzin zajec dydaktycznych i 40
                                                    magistrantow, bo tylko tak da sie splacac kredyt za mieszkanie,
                                                    utrzymac samochod i wyjechac czasem na wakacje, to sie nie pisze do
                                                    Nature, tylko robi, co mozna, zeby nie zwariowac.
                                                    Przyrodnicy dlatego tak pieknie publikuja, bo nie da sie siedzac
                                                    caly dzien w laboratorium wziac drugiego etatu dydaktycznego w innej
                                                    szkole. Zreszta nie ma takich szkol. To zyja na koszt rodziny i
                                                    walcza o doktoraty czy habilitacje albo stypendia, na ktorych da sie
                                                    cos odlozyc na ciezkie czasy w kraju. A ci wszyscy zli ludzie,
                                                    ktorzy nie chca z Toba wspolpracowac, bo sie nie da, po zajeciach
                                                    leca zarabiach na zimowe opony do samochodu ale czesciej, zeby
                                                    zaplacic rachunek za gaz, bo przyszedl wyzszy niz zwykle i nie ma z
                                                    czego zaplacic. I moze sprobuj najpierw im zaplacic ten rachunek, a
                                                    potem oceniac, a nie w odwrotnej kolejnosci. Pensja adiunkta UW to
                                                    netto ok. 2000 PLN (430 funtow) - co starcza na 1/4 metra
                                                    kwadratowego mieszkania albo wynajem na miesiac z oplatami. To wez
                                                    to teraz przelicz na IF.
                                                    Wracam do poprawiania swoich magisterek!
                                                    A dalej to ja juz sobie pospiewam;
                                                    You won't fool the children of the Revolution, la la la!!!!
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 01:07
                                                    no rzeczywiscie jesli krytyka to gnojenie....
                                                    co do jurnali - tak miedzy wierszami mi wychodzilo ze Pan jest
                                                    anglista. angliscii w Polsce mieli i tak najlepiej na swiecie, bo w
                                                    ogole mieli dostep do literatury. my polonisci moglismy tylko
                                                    pomarzyc....

                                                    ale, wie Pan, moja dokotrantka zbiera cala mase artykulow piszac do
                                                    auotrow (now wiem, doktorantka to moze, adiunkt, a nie daj boze
                                                    profesor, to juz wstyd nie?). ksiazek w ten sposob nie zdobywa, ale
                                                    artykuly jeszcze mi podsyla (ksiazki ja jej). przy odrobinie wysilku
                                                    dzisiaj mozna byc na biezaco.....jak pisalem prace mgr to musialem
                                                    listy slac....i przysylali....Lyons, Goodenough...przyslali.

                                                    ja bardzo prosze o zejscie z tego diapazonu dorobku zycia... bo mnie
                                                    sie serce kraje, naprawde....i szlag mnie trafia, ze ja musialem sie
                                                    uczyc lingwistyki sam, bo ja na studiach nawet o pieprzonym de
                                                    Saussure nie uslyszalem (powaznie!), ale koncowki oboczne, czy
                                                    jakies tam kulem na pamiec.... i serce mi sie kraje troche mniej.

                                                    i czemu moga poslcy fizycy, a blizej moich zainstereowan - mamy w
                                                    Polsce kilku psychologow spolecznych, ktorzy wala na kolana dowolny
                                                    departament psychologii na swiecie. dlaczego nie chce pan do nich
                                                    rownac?

                                                    dlaczego ja mam sie pochylac nad tym filologiem klasycznym, ktoremu
                                                    do glowy nie przyszlo zstanowic sie nad tym co pisza jego koledzy na
                                                    swiecie....a zeby juz tak napisac po francusku.... a fe...

                                                    wie pan jak wygladaja dokotraty z onomastyki w Polsce? dokotrant
                                                    podejmuje jedna kluczowa decyzje: podzial nazw Taszyckiego
                                                    (tresciowy) czy Rosponda (strukturalny). i dzieli te swoje nazwy i
                                                    tak od 50 lat wszyscy pisza ten sam doktorat tylko z innymi nazwami,
                                                    pardon, z innym materialem onomastycznym. to jest karykatura nauki
                                                    (i strasznie mi przykro jak jakis plonista to przeczyta, bo bedzie
                                                    mu przykro, jednak to nie zmienia faktu, ze wlasnie tak sie pisze i
                                                    to jest katastrofa a nie nauka). tez mam sie pochylac i zadumywac
                                                    nad nimi?

                                                    ja ich nie chce do niczego zachecac. ja mam w nosie czy oni sa
                                                    chetni czy nie. to sa ludzie, ktorzy od 40 lat nie przeczytali nic
                                                    nowego, a teoria aktow mowy AUstina (pan na pewno wie ze to 1962 r)
                                                    to jest prosze pana cutting edge dla nich. i ja mam kogos tu
                                                    zachecac? nie, nie chca sie dostosowac, to niech ida do szkoly
                                                    uczyc. i zeby nie bylo - tak jest w Polsce paru bardzo ciekawych
                                                    polonistow lingwistow - znow wyjatki. ale do nich nie bezdiemy
                                                    rownac, bo mamy sie zadumac nad losem tych, ktorym nie przychodzi do
                                                    glowy,ze w Glasgow jest polonistyka, od ktorej sie moga czegos
                                                    nauczyc. a moga!

                                                    a argument o forsie? tani chwyt. bo za te forse bez przerwy sa
                                                    odwlywane zajecia, a te ktore sa, robione sa odpieprz sie. ze sa
                                                    wyjatki - z pewnoscia. nie mam watpliwosci. rowniez je znam. kilka.
                                                    a reszta? prosze popytac studentow.

                                                    a ja ide sobie poczytac, bo mi cisnienie skonczylo :-)
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 01:51
                                                    Doktorantka ma Pana. Szczesciara.
                                                    Nie wiem, kiedy anglisci mieli najlepiej na swiecie. Za mojego zycia
                                                    skonczyla sie kasa na ksiazki (jestescie teraz w Europie, mozecie je
                                                    sobie po prostu kupowac) i wspolpraca. UW nie wspolpracuje z zadna
                                                    uczelnia w UK.
                                                    Oczywiscie, ze z forsa to tani chwyt. Tyle ze jej nie ma. Kropka.
                                                    Proponuje przerzut na list Leszczynskiego, tak bedzie prosciej.
                                                  • poetria Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 10:46
                                                    Jesli chodzi o dostep do materialow to u nas faktycznie jest trudniej, ale czesto nieznajomi nawet profesorowie zagraniczni przysla artykuly - pomoglo mi kilka osob do ktorych napisalam, poza tym wystarczy pojechac do Berlina za 25 Euro ma sie dostep z domu do bazy danych ;) nie mowiac o Google seearch project ;) nie nadazam za nowymi ksiazkami. Granice sie zacieraja dzieki internetowi :)
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 11:25
                                                    Swięta prawda!
                                                    I wlasnie dlatego nalezy o tych wszystkich mozliwosciach informowac,
                                                    szkolic, promowac itd Bo na razie jest tak, ze pare osob ma
                                                    szczescie do sensownych promotorow na czasie, a inni szukaja na
                                                    slepo.
                                                    Najpierw uczyc, potem oceniac. Nauka Polska musi sie wiele nauczyc.
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 11:40
                                                    dzizus.... moi studenci wiedza o tym, ze mozna napisac do autora
                                                    tekstu. o czym tu inofrmowac i szkolic? ale niech bedzie.a czy moja
                                                    dokotrantka ma szczescie to trzeba by zapytac ja :-)

                                                    prosze mi tylko powiedziec, na czym polega ta przepasc ze fizycy
                                                    wiedza jak to zrobic, a filologowie nie. nawiasem mowiac, nie
                                                    wszyscy. niech pan popatrzy na IFA UAM - oni sobie calkiem niezle
                                                    radza. tam jest grupa ludzi, i to spora, ktora ma dorobek
                                                    miedzynarodowy i zaczynaja do nich przyjezdzac do pracy ludzie z
                                                    Europy.A ich PLM nie jest moze superkonferencja swiatowa, ale zawsze
                                                    przyciaga niezlych plenarnych (nie wiem jak z refertami, bo nie
                                                    bylem nigdy).

                                                    mam caly czas wrazenie, ze chce pan mnie/nas namowic na rownanie w
                                                    dol. niewazne ze mniejszosc radzi sobie i jest swietna, wskazujac ze
                                                    sie da, ze mozna. lepiej sie zadumywac nad tymi, ktorzy nie robia
                                                    nic, albo robia bardzo malo. i od nich zaczynac. nie. zacznijmy od
                                                    tych ktorzy sa swietni, to oni maja wyznaczac poziom, do ktorego mja
                                                    dazyc inni....

                                                    a dlaczego? a dlatego ze co ryusz slychac jak ktos mowi ze
                                                    publikowanie w lepszych czasopismach niz profesur jest niemile
                                                    widziane. i mlody pracownik jest sekowany przez to. i to co Pan
                                                    proponuje jest zaakceptowaniem tego statusu quo. pracownik wybitny
                                                    jest dziwny, freak. to nie on jest norma, norma jest ten co idzie do
                                                    profesura, z uprzejmym usmieszkiem, zeby profesur pomogl opublikowac.

                                                    mnie to nie odpowiada. to jest wlasnie rozpoczynanie reformy, ze
                                                    zaczytuje, od du...py strony....
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 14:15
                                                    A moi studenci (magistranci) nie potrafią zrozumieć, o co mi chodzi,
                                                    jak każę cytować za źródłem a nie przepisywać cytaty z cytatów ;)
                                                    Część się na mnie obraża, jak im każe pochodzić po różnych
                                                    bibliotekach wydziałowych UW za materiałami.
                                                    Patrzą na mnie jak na wariata, kiedy mówię: "skoro ta książka jest
                                                    cytowana w jej nowej ksiazce przez profesor X, ktora w swoim pokoju
                                                    numer Y siedzi trzy dni w tygodniu, to idzcie moze ja zapytac, gdzie
                                                    ja znalazla. Profesor ma 150 lat, wiec na pewno nie bylo to daleko".
                                                    Bo przeciez jak mozna zapytac profesor X o cokolwiek?
                                                    Mieli kiedys jakies szkolenie z informacji naukowej? Nie, bo i po
                                                    co. Ja mialem? Nic, przez dwadziescia lat. Szkolenie biblioteczne w
                                                    pazdzierniku 1989.
                                                    Ja nie postuluję równania w dół. Najlepsi sobie świetnie radzą.
                                                    Wiedzą, co i jak robić, są pewni swojej wartości i się nie przejmują
                                                    drobiazgami. Tak naprawdę wystarczy im nie przeszkadzać, choć pewnie
                                                    wypadałoby im dosypać trochę pieniędzy.
                                                    Ja w kółko i krzyżyk postuluje podciąganie całości do góry. Nie
                                                    zaakceptowanie status quo ale zmienianie status quo, tyle ze nie
                                                    przeciw a razem.
                                                    A na razie jest tak, ze fizycy wiedzą, jak zasypać przepaść, ale nie
                                                    powiedzą.
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 15:39
                                                    i czego to dowodzi? ze polska nauka jest szczytem feudalizmu w
                                                    Europie (moze poza Bialorusia?). bo profesor jest jakims strasznym
                                                    smokiem do ktorehgo nie wolno sie odezwac?

                                                    no wiec mnie nie odpowiada argument: dosypcie pieniedzy a my
                                                    zaczniemy wykonywac nasze obowiazki? i jakos watpie w to, szczere
                                                    powiedziawszy. co wiecej, jak dla mnie to profesor tytulatny na 2
                                                    etatach zaczyna zarabiac juz calkiem niezla forse.

                                                    i ja naprawde nie wiem co to znaczy zmienianie status quo tyle ze
                                                    nie przeciw a razem. naprawde nie wiem.

                                                    a pytal Pan fizykow?
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 15:46
                                                    A mysli Pan, ze skad oni przyniesli ten stosunek do nauczycieli? Tak
                                                    kolo dwudziestej wiosny zycia sie zmienili?
                                                    Absolutnie sie zgadzam - w zadnym wypadku nie nalezy dawac pieniedzy
                                                    najlepszym! Ani grosika! A jak maja to im zabrac. Gratuluje czytania
                                                    ze zrozumieniem!
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 16:07
                                                    znow ta zlosliwosc...

                                                    nie, nie oni. nauczyliscie ich tego! nauczyliscie ich, ze do doktora
                                                    przychodzi sie z na kolanach, a do profesora trzeba sie czolgac. to
                                                    jest jak fala.i adiunkt zostaje profesorem i nagle tez mu sie
                                                    zmienia i juz trzeba sie czoglac. ale na to tez habilitacji
                                                    zniesienie zaradzi nie?

                                                    ja mam czytac ze zrozumieniem....ok. przyjmuje z pokora. ja tylko
                                                    napisalem, ze nieustannie slysze jak to polskim naukowcom jest zle.
                                                    jak sie poprawia, to tez jest zle. i nie, nie chce zabierac, tylko
                                                    wolalbym dac tym, ktorzy maja jakiekolwiek wyniki. a nie wszystkim
                                                    jak leci wieczny, czy nie wieczny. a szczegolnie wlasnie trzeba
                                                    dawac profesorom, nawet jesli cala ich tworczosc pisarska to
                                                    krzyzowki. no bo oni maja dorobek zycia nie? a my sie bedziemy
                                                    pochylac nad nim i dumac. a z pewnoscia nie nalezy im powiedziec ze
                                                    ich dorobej jest do dupy bo to przeciez dorobek zycia calego. i
                                                    koniecznie podniesc pensje.

                                                    no ale ja mam trudnosci z czytaniem ze zrozumieniem. i jestem podla
                                                    swinia bo chce rownac w gore (pardon: gnoic). to wlasnie ja. a pan,
                                                    fordzie.ka, jest tym oswieconym mecenasem, zadumany nad losami
                                                    wiecznych adiuntkow i jeszcze wieczniejszych profesorow ktorzy cale
                                                    zycie wybijali z glowy jakakowliek mysl oryginalna ze swoich
                                                    dokotrantow.

                                                    kitwascie sie dalej dumajac nad swoim dorobkiem. nie mam watpliwosci
                                                    ze zaplacicie za to cene nie tylko taka ze nikt was nie zna i nikt z
                                                    wami sie nie chce kontaktowac (te cene juz placicie), zaplacicie
                                                    cene taka, ze, jak juz khmara to powiedial, coraz mniej ludzi bedzie
                                                    chcialo u was studiowac. bo rynek to bedzie weryfikowal. i najpierw
                                                    beda wybierali prezne prywante uczelnie (np. SWPS), a reszta bedzie
                                                    jechala za granice. wam zostanie narybek do lokalnego urzedu
                                                    gminy....

                                                    przywalilem. mam nadzieje ze zabolalo. krecimy sie w kolko jednak i
                                                    mam nadzieje, ze to pozwoli na nowe troy :-). ide czytac dokotrat.
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 17:11
                                                    "Ja nie postuluję równania w dół. Najlepsi sobie świetnie radzą.
                                                    Wiedzą, co i jak robić, są pewni swojej wartości i się nie przejmują
                                                    drobiazgami. Tak naprawdę wystarczy im nie przeszkadzać, choć pewnie
                                                    wypadałoby im dosypać trochę pieniędzy."

                                                    Gdzie tu jest napisane, ze chce zabierac najlepszym a dawac
                                                    wszystkim jak leci?

                                                    O reszcie nie chce mi sie pisac. Mowimy innymi jezykami.
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 17:32
                                                    a gdzie bylo w mom poscie ze ja cche zabierac?

                                                    ja mysle ze my wcael nie mowimy innymi jezykami. mysle ze mowimy
                                                    dokladnie tym samym jezykiem. ja mysle ze nawet sie zgadzamy co do
                                                    faktow. nie zgadzamy sie natomiast co zrobic z powtarzanym
                                                    stokrotnie doktoratem z onomastyki. ja chce go wywalic, pan chce dac
                                                    dokotrantowi wiecej pieniedzy i sie nad nim zadumac zastanawiajac
                                                    sie jak go wspomagac, zeby sie przez przypadek nie oburzyl, ze kots
                                                    mu mowi ze knota wali. i tu rzeczywiscie nie zgodzimy sie.
                                                  • ford.ka Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 18:47
                                                    Że niby jestem taki wredny, że nie ustąpię? Proszę bardzo -
                                                    onomastyka do kibla. Cała.
                                                    Ja jestem historykiem literatury, więc mogę tam posłać całą
                                                    lingwistykę, jeśli Pan tylko ładnie poprosi ;) Co się będę
                                                    rozdrabniać!
                                                    Chce dać więcej pieniędzy najlepszym, ale tak żeby reszta nie
                                                    została bez grosza (casus okrętów flagowych). A reszcie chciałbym
                                                    pokazywać, jak mogę dociągnąć do najlepszych, i popierać, jeśli
                                                    zaczną się starać. Na razie mamy system kar i kontroli, a z
                                                    nagrodami cieniutko. Mniej bata więcej marchewki!
                                                    Podciąganie średnich to naprawdę nie to samo co promowanie
                                                    średniactwa, co mi Pan zarzuca.
                                                    A czasami nie jest łatwe - bo ci najlepsi to zwykle święci nie są,
                                                    tylko do tej najlepszości dochodzą, przeżerając wspólne pieniądze.
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 26.03.08, 19:01
                                                    zamorduje..... a kto powiedzial ze cala onomastyka do kibla? mua?
                                                    nie mua....ale takie doktoraty - natychiast.

                                                    okrety flagowe, to jednaz glupszych propozycji Kudryckiej. to jest
                                                    wyjatkowo glupie mozna powiedziec.az mi sie nie chce pisac dlaczego.

                                                    marchewka? prosze bardzo, ja jestem jedna wielka marchewka. zadnego
                                                    problemu. mnie nie zalezy na bacie, mnie zalezy na celu do ktorego
                                                    dazymy. metody i bilans marchewkowo batny to wazna dyskusja ale
                                                    drugorzedna.

                                                    widzi pan? nawet ze mna - langusta bez poczucia humoru - mozna sie
                                                    dogadanc :-)

                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 23:35
                                                    to niesprawiedliwe. przeciez mowilem o tym, ze widze sciezke
                                                    dydaktyczna kariery naukowej. tyle ze to powinno byc zrobione
                                                    eksplicytnie. bez udawania, ale i bez presji. chcesz byc
                                                    nauczycielem, swietnie, nie zdejmujemy z ciebie presje publikacji,
                                                    grantow itd. ale w zwiazku z tym, masz znacznie wieksze pensum
                                                    dydaktyczne, bo nie jestes pod presja publikacji i chocby dlatego
                                                    masz wiecej czasu.

                                                    i tak: ja mysle ze ja nie musze niczego wykazywac: to widac golym
                                                    okiem. i kwestia nie jest w wykazaniu, ale w zastanowieniu sie co z
                                                    tym zrobic. tyle, ze jesli zrobic cos ma polegac na tym, zeby uzalic
                                                    sie, ze jest zle, wszytkim wieje w oczy i maja pod gorke, to
                                                    rzeczywiscie sie nie dogadamy.
                                                  • dalatata Re: Lista Filadelfijska 25.03.08, 15:00
                                                    to ja musze pwoiezdiec, ze myslalem, ze bedzie duzo gorzej. ja
                                                    akurat sobie mysle, ze to jest calkiem dobry wynik. mysle ze to co
                                                    Pan mowi o gnojeniu jest niesprawiedliwe. Mysle ze poprzeczke mozna
                                                    stawiac wysoko.

                                                    a o problemach z LF wypowiadalem sie tu wielokrotnie. niestety coraz
                                                    czesciej wykorzytuje sie ja jako 'yardstick' nauki swiatowej.i z tym
                                                    trzeba bedzie zyc po prostu. i przy odpowiednim masazu rzeczywtiscoi
                                                    i wlaczeniu public access journals mozna z tym zyc.

                                                    i, jak powiedzialem, te dane pokazuja w Polsce sie da (co zreszta
                                                    wszycy wiedza - ja znam osobiscie kilkoro naukowcow z dorobkiem
                                                    swiatowym). kwestia jest zmuszenie wszystkich do tego by to robili.
                                              • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 11:15
                                                Wydawało mi się, że habilitację przebiliśmy już osikowym kołkiem,
                                                ale widzę, że wampir wraca. Mówmy może o ocenie dorobku na
                                                stanowisko profesora.
                                                Mam wrażenie, że obaj sobie tłumaczymy, że się nie da, tyle, że w
                                                innych sprawach. To moze zrobie krok w tyl - moze sie i da. Ale nie
                                                warto.
                                                Dla mnie te swiatowe oceny (z wyjatkiem paru swiatowych dziedzin) to
                                                tak naprawdę kwestia kompleksów. Mówimy w końcu o ocenie na
                                                stanowisko, na którym dostaje się 4100 PLN brutto a nie 2710 PLN -
                                                czyli skok z pensji robotnika budowlanego na w miare
                                                wykwalifikowanego robotnika budowlanego. Jak ktoś ma dorobek
                                                wystarczajacy na Yale, to siedzi na Yale, a nie Uniwersytecie w
                                                Bialymstoku. Co nie znaczy, ze nie ma byc zadnej oceny - ma byc ale
                                                w granicach rozsadku.
                                                W obecnym stanie ducha PT Nauki Polskiej najbardziej światowy system
                                                w cudowny sposób zdegeneruje się w to, co już mamy tyle że z
                                                udziałem prawdziwych naukowców z prawdziwego świata. Chyba się
                                                zgadzamy, że wszystko potrafimy spie..ć, a i w demoralizacji mamy
                                                spore sukcesy.
                                                Etapem koniecznym byłoby rozdzielenie ludzi, którzy robią prawdziwą
                                                naukę i istnieją w obiegu światowym, i tych którzy czytają, piszą,
                                                eksperymentują, uczą, ale z różnych przyczyn (wąskie lokalne
                                                specjalności, brak dostępu do materiałów inne) nigdy w nim nie
                                                zaistnieją. Kto powie głośno, że trzeba to zrobić, zostanie
                                                rozszarpany, a razem z nim te parę osób, które załapałyby sie do
                                                pierwszej grupy. Zreszta jak to zrobic uczciwie - moze adiunkt,
                                                ktory nie ma zadnych publikacji, od trzech lat robi badania, zeby
                                                miec jedna ale w Nature i sie nie rozdrabnia? Moze profesor co ma w
                                                tej Nature piec wspolnych artykulow wysluguje sie swoimi asystentami
                                                a sam nie robi nic?
                                                Ważne jest, żeby najpierw nauka w Polsce zaczęła normalnie
                                                funkcjonować - czyli żeby ludzie jednak prowadzili badania i w
                                                ogólnie przyjęty sposób dzielili się ich wynikami. Na razie nie ma
                                                nawet tego, a chcemy dogonic USA. Pewnie Wielkim Skokiem jak Mao.
                                                Nie da się zrobić internationally refereed czasopisma, bo tak chcemy
                                                i juz, to jest proces na lata - chocby budowanie grupy
                                                zainteresowanych international referees - i na sporo kasy, chocby
                                                dlatego, ze Lista Filadelfijska nie jest za friko. Ale od czegos
                                                trzeba zaczac i podniesienie rangi publikowania (najpierw w ogole, a
                                                potem tam, gdzie warto) jest tym punktem, od ktorego da sie zaczac,
                                                bo trudno znalezc argumenty przeciwko publikowaniu per se.
                                                Wnioski - uważam, że propozycja kolegi jest sluszna, tyle ze jest to
                                                zaczynanie od d**y strony.
                                                A o demoralizacji tez moge poopowiadac z wlasnej biografii, ale nie
                                                chce, bo nie zamierzam pozwolic moim czcigodnym starszym kolegom
                                                zrobic z siebie drugiego Mr Zorbe. Contra spem spero, jak napisala
                                                nasza ulubiona poetka Maryska Konopnicka. Trzeba budowac mozliwosci,
                                                a nie gnoic. W gnojeniu juz jestesmy mistrzami swiata (ale ponoc
                                                Francuzi nas prawie doganiaja ;)
                                                • senlect Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 11:39
                                                  Habilitacje w Polsce nie jest latwo zwalczyc, bowiem w polskiej
                                                  nauce rej wodza profesorowie z habilitacja, tak jakby owa
                                                  habilitacja cokolwiek dzis znaczyla i prof. z habilitacja byl lepszy
                                                  niz prof. bez niej. Moze tak bylo przed wojna (II Swiatowa), gdy
                                                  kazda wyzsza uczelnia w Polsce byla bardzo elitarna, ale na pewno
                                                  nie jest dzis, gdy nawet Pcim ma swoj uniwersytet (tak przynajmniej
                                                  wynika z lektury tego watku). Zreszta czemu Pcim nie mialby miec
                                                  dobrej wyzszej uczelni i stac sie takim polskim Oxbridge? Jesli np.
                                                  dopuscilby kadry, ktore dzis nie maja szansy zablysnac, gdyz sa
                                                  blokowane przez tzw. establiszmęt?
                                                  I zgoda, oceniac jakosc jest bardzo trudno, zas oceny ilosciowe
                                                  prowadza do spadku jakosci (latwiej jest bowiem opublikowac 10
                                                  przyczynkow do przyczynkow niz jeden "paper" cos nowego wnoszacy do
                                                  rozwoju nauki). Niestety, ale dyskusja na tym forum, zeszla, jak to
                                                  zwykle bywa, na poziom atakow ad hominem i nawet ad personam, i
                                                  zostalem tu nawet nazwany Zorba, co, jak rozumiem, jest najgorsza
                                                  zniewaga, jaka mozna otrzymac na tym watku. Niemniej pozdrawiam PT
                                                  Forumowiczow i zycze im milej a owocnej debaty nad zboznym dzielem
                                                  ulepszenia nauki polskiej.
                                                • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 25.03.08, 14:48
                                                  ja troche mam wrazenie, ze cokolwiek sie powie, to to bedzie od
                                                  du....strony.

                                                  jak ma ktos dorobek jak na Yale to pewnie siedzi na Yale, ale czy to
                                                  znaczy ze Bialystkok nie moze nawiazac nawet kontaktu z z takim
                                                  Huddersfield, nie mowiac o Nottingham Trent? dwa srednio slabe
                                                  uczelnie w UK, oba maja tez po jednym swietnym departamencie.

                                                  jak juz powiedzialem - ja widze koniecznosc okresu przejsciowego. a
                                                  ten adiunkt bez publikacji niech zrozumie, ze bedzie uczyc do oporu
                                                  i nie dostanie urlopu naukowego. tyle ze nawet tego nie wprowadzi
                                                  polska nauka. bo to 'wolnosc naukowa' sie atakuje.

                                                  Panskie czasopismo wcale nie musi byc na LF, zeby bylo porzadnym i
                                                  szanowanym journalem. Polish Psychological Bulletin jest swietnym
                                                  przykladem. nie to nie jest pierwsza polka, ale redaktor stara sie
                                                  rozyslac teksty po calym swiecie do recenzji. jaka forsa jest do
                                                  tego potrzebna? prosze bardzo, ma pan poczatek. Inny? polscy
                                                  lingwisci jeszcze nie zaczeli robic uczciwego peer-review wsrod
                                                  siebie samych. ma pan nastepny krok. ale to pewnie tez od dupy
                                                  strony, tak?

                                                  nie mam pojecia na czym polega gnojenie w tym co pisze. ale nie mam
                                                  pojecia tez dlaczego mam mowic ze polska polonistyka jezykowznawcza
                                                  jest dobra. nie jest. nawet przy standardach anglistyki polskiej nie
                                                  jest. gnojenie? moze. ale przy takim rozumowaniu, bedziemy nadal
                                                  zasciankiem Europy. 40 milionowym, zeby wykorzytsac nasze kompleksy.
                              • chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:32
                                Do Dalataty:
                                Polonistyka i Śląsk Cieszyński to tylko przykłady (pisząc o tym
                                ostatnim od razu zresztą przeczuwałem podobne argumenty, co jasno
                                wynika z historii tego akurat skrawka Polski).
                                Zgoda co do meritum - konieczności konfrontacji międzynarodowej.
                                Jakoś mi (laikowi) trudno jednak uwierzyc, by najlepsi poloniści
                                pracowali akurat za granicą (co nie oznacza, że poziom wszystkich
                                krajowych jest wybitny, ani że gdzieś na swiecie nie znajdzie się
                                polonista przebijajacy wiekszośc krajowych). Jeśli też zbierzemy
                                historyków od innego skrawka Polski (może Ziemia Łęczycka?), to
                                nmoże akurat sie okazać, że najlepsi specjaliści są akurat w kraju.
                                Ważniejsze jest co innego - aby i ci krajowi, zajmujący sie sprawami
                                bardzo lokalnymi, działali wg standardów międzynarodowych (jak to
                                zapewnic - nie wiem), a także - by ich badania miały sens i były
                                przydatne jeszcze komuś, prócz autora.
                                I choc bardzo sodobał mi się wcześiejszy "punktowy" pomysł forda.ka,
                                to chciałem podkreślić złozoność problemu.
                                A co Pan powie na temat tzw. dydaktyków przedmiotowych,
                                funkcjonujacych na każdej uczelni i niemal każdym kierunku, a
                                niemającym praktycznie perspektyw rozwoju zawodowego. Może są
                                niepotrzebni? I tu chyba wracam do konieczności róznicowania
                                dyscyplin (nawet w języku nie rozróżniamy Scince od Arts and
                                Humanities), kierunków, czy nawet specjalności (zebranie
                                sumarycznego IF 200 dla biochemika jest dość proste, ale moze okazać
                                się trudnym dla wybitnego chemika, specjalisty od NMR, który
                                publikuje w najlepszych pisamch poświeconych tej "działce" (z IF
                                pewno rzędu 2-3, ale nie o to chodzi - jeśli się mylę, to można
                                wybrac inną subdyscyplinę).
                                • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:03
                                  zgoda pelna! chodzi o to, zeby oni dzialali wedle standardow
                                  miedzynarodowych. a jak to osiagnac? no najlepiej poddac sie tymze
                                  standardom. a tego sie nie da zrobic bez poddania sie
                                  miedzynarodowej ocenie.

                                  a co do dydaktykow przedmiotowych, czyli najczesciej 'iwecznych
                                  adiunktow' ktorzy zeby zzarli na dydaktyce. niepotrzebni? wrecz
                                  przeciwnie!! dopoty dopoki uaktualniaja swoje nauczanie, to moga byc
                                  fantastyczni dydaktycy, ktorzy sa cieci przez pensum kadrowe
                                  (najwieszka zaraza polskich uczelni) i bardzo zle. mysle ze powinna
                                  byc sciezka kariery dydaktycznej, gdzie po dokotracie delikwent moze
                                  sie poswiecic uczeniu, ale za to nie ma przywilejow naukowych (typu
                                  konferencje, urlopy na badania) i ma zwiekszone pensum dydaktyczne.
                                  • chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:34
                                    Najpierw do Khmary:
                                    "Nie ma zadnych powazniejszych przeszkod by polonista publikowal po
                                    angielsku."
                                    Tylko po co? I dla kogo? Znowu nie wykluczam pojedynczych przypadków
                                    i sytuacji (dotyczących np. ogólnych zagadnień lingwistyki czy
                                    pisarza znango w swicie, jak Gombrowicz - trochę zmyślam, bo to nie
                                    moja branża). No i zasadnicza sprawa: czy brak znajomości j.
                                    angielskiego dyskwalifikuje wybitnego polonistę? Choć znajmość ta na
                                    pewno może pomóc w pracy.

                                    I do Dalataty: nie chodziło mi o adiunktów prowadzących nawet bardzo
                                    dobrze zajęcia ze studentami. Tu pozostaje (źle widziana - znów w
                                    związku z punktacją) "kariera" starszego wykładowcy, czyli klapa,
                                    przegrana, koniec kariery. Mnie chodziło o pracowników kształcących
                                    nauczycieli - fizyki, matematyki, historii itp. W tych dyscyplinach
                                    habilitacji nie zrobia, a ponieważ są "przypisani" do wudziałów
                                    (instytutów) fizyki, matematyki czy historii, nie zrobia też
                                    habilitacji w dziedzinie pedagogiki - niezaleznie od swej
                                    kreatywnosci i osiagnięć. "Przypisanie" ich do nauk pedagogicznych
                                    byłoby chyba najlepszym wyjsciem, ale najpierw musiałaby nastapic
                                    całkowita zmiana w systemie kształcenia nauczycieli: kandydat na
                                    nauczyciela najpierw wybiera studia pedagogiczne, a dopiero potem
                                    decyduje, czy chce byc nauczycielem fizyki czy histrorii. Dzis jest
                                    odwrotnie: chce byc fizykiem, a jak się nie uda (uda nie do końca),
                                    to ostatecznie gotów jest zostać nauczycielem. To nierealne -
                                    najpierw nauczyciele musieliby zarabiac znacznie lepiej niz dziś, a
                                    po wtóre - wydział fizyki nie wypusci przecież szansy na pozyskanie
                                    klkku dodatkowych studentów, od których zalezy liczba godzin
                                    dydaktycznych i - dalej - liczba etatów (sławetne pensum
                                    dydaktyczne).
                                    • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:42
                                      Chilly: dla calej masy polonistow na swiecie. naprawde na swiecie
                                      ludzie sie zajmuja Gomborwiczem. i tylko polscy polonisci mysla, ze
                                      nie moga sie od nich niczego nauczyc. prosze sobie wejsc na google
                                      scholar i wstukac Gombrowicz.albo na amazon.

                                      ja troche nie widze problemu. mozna sie specjalizowac w metodyce
                                      nauczania fizyki nie? i mozna tez z tego publikowac.
                                      • chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:59
                                        Gombrowicza podałem jako przykład, że czasami nie tylko mozna, ale
                                        trzeba znać angielski. Ale co ze specjalistą od T. Zana albo jeszcze
                                        mniej znanego w swiecie poety/pisarza/dramaturga, istotnego jednak
                                        dla polskiej kultury?
                                        Można sie specjalizować w metodyce fizyki, można dużo publikować -
                                        nawet po angielsku (zawsze jednak zastanawiam się, dla kogo taki
                                        metodyk pisze), nie można sie habilitować w dziedzinie fizyki. Co
                                        dla mnie zrozumiałe. Kilka lat temu zrobiono wyłom w chemii.
                                        Zastanawia mnie jednak, czy metodyk chemii spełnił wymogi
                                        habilitacyjne stawiane chemikom, w szczególności: co nowego wniósł
                                        do danej nauki, jak przyczynił sie do jej rozwoju. Dlatego bardziej
                                        logiczne byłoby przyznawanie stopnia w dziedzinie pedagogiki, tyle
                                        że wspomniany metodyk fizyki nie bedzie sie czuł dostatecznie
                                        kompetenty w tej dziedzinie, chocby nawet odczuwał "naturalna
                                        wyższość" fizyków nad pedagogami. Zwrócę tu uwagę, ze w innych
                                        krajach jest tak, jak piszę. A u nas - zasłużony (z duzym dorobkiem)
                                        metodyk jednego z przedmiotów humanistycznych "przekwalifikowuje
                                        się, by przez dekadę "robić habilitację" z bazowej dyscypliny nauki,
                                        co mu umozliwi dalszą spokojną - no i lepiej płatną pracę - związaną
                                        z metodyką (przypadek rzeczywisty).
                                        • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:08
                                          tomasz zan: scholar.google.co.uk/scholar?
                                          q=tomasz+zan&hl=en&lr=

                                          ja sie juz sesnownie nie potrafie wypowiedziec. a nie mozna miec
                                          habilitacji z metodyki nauczania? tu jest cos takiego jak education
                                          studies.... pewnie pedagogika? nie wiem.
                                    • khmara Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:01
                                      Nie tworzmy na sile przeszkod tam, gdzie ich nie ma. Anna Wierzbicka i
                                      Walijczyk, Norman Davis udowodnili, ze mozna jezyk polski i historie polska
                                      niezle sprzedac na zachodzie, sadzac przynajmniej po liczbie sprzedanych
                                      ksiazek. Tylko taki drobiazg - trzeba znac standardy obowiazujace w
                                      miedzynarodowym swiecie nauki. Brak znajomosci angielskiego nie dyskwalifikuje
                                      polonisty, ale z cala pewnoscia bardzo go ogranicza. Jezeli Polska jest naukowa
                                      wyspa na morzu zapomnienia, to Polacy sami sobie winni.
                                      • mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 19:13
                                        1. Polska mafia profesorska wrecz sie stara, aby Polska byla naukowa wyspa na
                                        morzu zapomnienia, bowiem inaczej takie dalataty nie mialy by szansy zostac
                                        dluzej niz minute na jakiejkolwiek szanujacej sie uczelni.
                                        2. Czemu zlosliwy admin mnie wylogowuje co pare minut?
                                • khmara W sprawach jezykowych 24.03.08, 18:09
                                  chilly napisał:

                                  > Jakoś mi (laikowi) trudno jednak uwierzyc, by najlepsi poloniści
                                  > pracowali akurat za granicą (co nie oznacza, że poziom wszystkich
                                  > krajowych jest wybitny, ani że gdzieś na swiecie nie znajdzie się
                                  > polonista przebijajacy wiekszośc krajowych).

                                  To akurat jest prawda. Jest taki polonista:
                                  arts.anu.edu.au/linguistics/arts_fac/staff/wierzbicka.html
                                  Nie ma zadnych powazniejszych przeszkod by polonista publikowal po angielsku.
                                  • dalatata Re: W sprawach jezykowych 24.03.08, 18:18
                                    Wierzbicka to swietny przyklad, choc ona juz nie zajmuje sie
                                    polonistyka, a lingwistyka ogolniej. obok Wierzbickiej (ktora jest
                                    chyba najlepiej znana polska lingwistka) jest jeszcze kilku
                                    polonistow na swiecie, ktorzy bija na leb na szyje polskich.

                                    pomimo jej wielkosci, Wierzbicka jest bardzo skromna i
                                    nienapuszona osoba.
                            • mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:01
                              Niekoniecznie. Sa specjalisci od Slaska w Niemczech czy w Czechach, a polonisci
                              tez i w Japonii. Na US of A swiat ani nauka sie nie koncza!
                            • mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:02
                              Mnie karze sie zas w Polsce za to, ze publikuje glownie po angielsku i za to, ze
                              mam doktorat z Monash a nie z Minska...
                        • chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:10
                          Pytanie do Khmary: co to jest język międzynarodowy? Dawniej mówiło
                          się o językach konferencyjnych. Zaliczano do nich angielski,
                          rosyjski (!), niemiecki, francuski. Nie pamiętam, czy jakis jeszcze.
                          Dziś "językiem międzynarodowym" jest chyba tylko angielski. Tak
                          można przynajmniej sądzić po kryteiach oceny punktowej dawnego KBN
                          (i kto tam dzisiaj sie tym dalej zajmuje - bo nazwa ministerstwa tak
                          często sie zmienia, ze nie warto jej zapamietywać). Mamy więc punkty
                          np. za książkę w języku polskim oraz (więcej) - w języku angielskim.
                          Rozumiem intencje - książka po angielsku, to w domniemaniu Oxford
                          Press czy Pergamon i obieg międzynarodowy. Ale równie dobrze może to
                          byc gniot, który autor wypocił po polsku i za pieniądze zarobione w
                          dodatkowych miejscach pracy przetłumaczył na angielski.
                          Prawdę mówiąc, ten angielski w nauce moze i nie dziwi (choć Stany
                          mówią coraz bardziej po hiszpańsku). Tyle, ze Polak potrafi i na
                          każde, najrozumniejsze nawet rozwiązanie, szybko
                          znajdzie "obejście".
                          • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 16:21
                            zadne szanujace sie wydawnictwo nie opublikuje gniota. OUP, CUP,
                            Sage, Blackwell, Routledge, Palgrave (w humanistyce) i jeszcze pare
                            innych - takie wydawnictwa nie publikuja knotow, bo autor zaplaci.
                            nie opalca sie im to, bo traca reputacje na rynku. tak jak
                            czasopisma maja swoja marke, tak i wydawnictwa.

                            jest z kolei cala masa wydawnictw ktore sie nazywa vanity press, np.
                            Edwin Mellen Press, ktore wezma prawie cokowliek. i dlatego ksiazka
                            publikowana w CUP powiedzmy jest waznym elementem dorobku, a w EMP
                            nie.

                            sa jeszcze wydawnictwa uniwersyteckie, jak Manchester UP, ktore
                            rowniez maja swoje rankingi i MUP jest swietne, ale cala masa
                            wydawnictw jest malo interesujaca.
                            • chilly Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:41
                              Ja to świetnie rozumiem. "Nie rozumiała" tego jednak punktacja
                              KBNowska, dzieląca publikacje na anglojęzyczne i pozostałe.
                              Co zaś do rosyjskiego - opacznie mnie zrozumiałeś, Mzorba. Tak po
                              prostu "się porobiło" w dzisiejszej Polsce, że z Zachodu - znaczy
                              dobry, wybitny itp. Do znajomości z Rosjanami, kontaktów z nimi lub
                              z ich uczelniami, a zwłaszcza do stopni naukowych "tam" uzyskanych -
                              lepiej sie głośno nie przyznawać (co prawda, część
                              naszych "uczonych" rzetelnie na te opinie zapracowała; Rosjanie już
                              dawno zaprowadzili u siebie porządek, z chwilowej dziury w systemie
                              skorzystało jednak wielu).
                              • mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:53
                                OK. Sorry, bo mam dosc tzw. polaczkow (celowo z malej litery), co sie smieja z
                                Rosjan i Rosji. Nie widza, ze to nie jest juz od dawna ZSRR, ze Uniwerystet
                                Lomonosowa w Moskwie bije polskie o kilka dlugosci, ze tam zawsze byly badania
                                naukowe na najwyzszym poziomie, i ze nawet Lysenko nie byl w stanie zniszczyc
                                calej rosyjskiej nauki, gdy w Polsce wystarczyl jeden Balcerowicz... To, ze
                                WALCZE O MOJA NOSTRFIKACJE DYPLOMU "ZACHODNIEGO" NIE ZNACZY, ZE MAM
                                ANTYSLOWIANSKIE CZY ANTYWSCHODNIE FOBIE... (Duzymi literami, bo mi sie
                                przypadkiem Caps Lock wlaczyl)... Pozdr. :)
                              • ford.ka Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:58
                                Mala poprawka - polonisci wywalczyli, ze trzeba publikowac w "jezyku
                                kultury" czyli polonista piszacy po polsku o Gombrowiczu dostaje
                                wiecej punktow. Ale jak napisze to samo po niemiecku to juz mniej...
                                • dalatata Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 18:12
                                  no jasne ze wywalczyli. bo z calym szacunkiem dla nich, wiekszosc
                                  nie mialaby szansy na rynku miedzynarodowym. gdy czytam czasem to co
                                  pisza, przeraza mnie to. aaaaa, polkiej lingwistyce polonistycznej
                                  nawet szkoda gadac, bo sie cisnienie podnosi. to jest naprawde slabe.

                                  ford.ka napisał:

                                  > Mala poprawka - polonisci wywalczyli, ze trzeba publikowac
                                  w "jezyku
                                  > kultury" czyli polonista piszacy po polsku o Gombrowiczu dostaje
                                  > wiecej punktow. Ale jak napisze to samo po niemiecku to juz
                                  mniej...
                          • mrzorba Re: Liczby bez kontekstu 24.03.08, 17:00
                            Smieszny jestes z wysmiewaniem sie z rosyjskiego (jakiejs kompleksy?). Dzis obok
                            angielskiego sa to wciaz rosyjski, niemiecki, francuski a takze japoński,
                            chiński (mandaryński) i hiszpański.
                            I wydawnictw naukowych na świecie jest sporo, wiec nie ograniczajmy się do
                            kilku, a tylko wyeliminujmy te najgorsze...
                    • poetria Re: Liczby bez kontekstu 23.03.08, 21:24
                      Zgadzam się w zupełności, równiez recenzje wydawnicze sa pisane na tej samej zasadzie a recenzenci zagraniczni niemile widziani :( a potem takie ksiazki poleca sie studentom :(
                      Np dowiadujemy sie ze arystotelizm renesansowy czyli popularny nie uzwglednial zagadnien z zakresu logiki :)
                      a dialektyka byla nauka pomocnicza retoryki :) itp
      • owocoskala Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 08:46
        > Kazda osoba, ktora po doktoracie ma wystarczajacy dorobek naukowy
        w
        > uznanych (a nie podworkowych!) czasopismach naukowych bez problemu
        > napisze habilitacje i przejdzie ta niska poprzeczke...
        Jeszcze raz pozwole sobie powtórzyć że tak nie jest. W mojej
        dyscyplinie (nauki ścisłe)obecnie pisanie książeczek jest passe,
        robi sie to może na gorsztch uniwersytetach. Robi np. się
        habilitację z pęczka prac. I wyobraź sobie że jestes osobą która
        czeka aż będzie miała wystarczającą liczbe publikacji i w koncu ma
        kilkamaście na Filadelfii, czterdzieści ogółem, i osoba jest
        cytowana na świecie ok 80 razy, jest samodzielna (nie dopisuje się
        po prostu do dobrych zespołów jak niektórzy) pełni szereg
        prestiżowych funcji w tym kierowniczą nad zespołem naukowym ok 20
        osób. Idzie się bronić a tam rada zaczyna wybrzydzać a to że
        podsumowanie prac to nie może być opublikowane w formie
        przeglądówki, a to ze tematyka kiepska, wręcz "na magisterkę" (mimo
        że się nie znają na tym i prace te zostały opublikowane na
        Filadelfii). Rada nie otwiera przewodu i ma gdzieś fakt ze osoba ta
        ma osiem lat na zrobienie habilitacji (które skończą się za kilka
        miesięcy) a potem zgodnie z regułami obowiązującymi obecnie -
        powinna przestać być pracownikiem naukowym i przejść na etat
        techniczny. Co z tego że niektórzy obecni profesorowie mówią później
        że to co sie stało to hańba dla rady, zwłaszcza że negatywny wynik
        głosowania jest związany z nieporozumieniem co do jego zasad?
        Równocześnie na znanej uczelni wspominanej na tym Forum mój kolega
        dostaje habilitację bez problemu mimo ze jak mówi "nawet nie marzy o
        Filadelfii" To wszystko to fakty z życia.
        Czy ktoś powie że ten system jest sprawiedliwy i korzystny dla
        polskiej nauki?
        • dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 11:55
          owocoskala: kazdy z nas zna dziesiatki takich opowiesci. jednak dla
          mnei to sa opowiesci na temat nierzetelnosci a nie systemu. system
          jest niewydolny i nieuzyteczny, jednak dowolny system bedzie
          wykonywany przez dokladnie tych samych ludzi, ktorzy dokladnie tak
          samo beda go sabotowali, naginali, wykorzystywali etc etc.

          to jest wedle mnie glowny problem nauki. i bez zaangazowania
          recenzentow zagranicznych chyba sie tego nie naprawi.

          do forda.ka - jako recenzent prac dokotrskich w UK dostaje 100
          funtow. za pisanie recenzji profesorskich nie dostaje zazwczyczaj
          nic. choc ze dwa razy zdarzylo mi sie pisac ocene dorobku na
          profesure na dalekim wschodzie. i oni placicli sume rzedu 200-300
          funtow. podejrzewam, ze to sa sumy znacznie mniejesze niz obecnie
          placone polskim recenzentom.

          jakis czas temu za recenzje dokotroska honorarium wynosilo 1500 zl.
          a zatem dzisiaj ponad 300 funtow, podejrzewam jednak, ze ono
          wzroslo. jesli nie bedziemy sprowadzac recenzentow do Polski, to
          system zaoszczedzi kupe kasy.
          • owocoskala Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:29
            jednak dowolny system bedzie
            > wykonywany przez dokladnie tych samych ludzi, ktorzy dokladnie tak
            > samo beda go sabotowali, naginali, wykorzystywali etc etc.
            Częsciowo masz racje w tym sensie ze przy wprowadzaniu jedynie
            wymogu punktowego ludzie też to będa obchodzić dopisując się
            wzajemnie do prac itp. (co i tak oczywiście obecnie się zdarza), ale
            chociaż nie da się złamac karier osobom naprawdę wartościowym. Jeśli
            będzie wymóg punktowy każdy będzie mógł się odwołać od decyzji rady,
            sprawa będzie jasna.

            > owocoskala: kazdy z nas zna dziesiatki takich opowiesci. jednak
            dla
            > mnei to sa opowiesci na temat nierzetelnosci a nie systemu.
            Raz piszesz że prawie nie znasz przypadków by dobra osoba miała
            problemy z habilitacja i obecny system jest ok, raz piszesz ze znasz
            dziesiątki takich przypadków...... Są systemy bardziej i mniej
            patogenne - obecny musi ulec zmianie !
            Co do stawek za recenzje to cóż, są to zapewne skutki niskich pensji
            naukowców w Polsce. Na zachodzie widocznie stać profesorów by
            poświęcić swój czas bezpłatnie, dla rozrywki :) Polski musi wybirać
            miedzy różnymi formami dorabiania.
            • mrzorba Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:38
              Nie ma systemu idealnego, ale im bardziej jest on otwarty, w tym szczegolnie na
              zagranice, im bardziej transparentny i im wiecej mozliwosci w nim odwolan od
              arbitralnych decyzji, tym jest on doskonalszy.
              Stad:
              1. Doktoraty powinno sie bronic na innej uczelni, niz ta, gdzie sie pracuje
              i/lub studiowalo.
              2. Wiekszosc rezenzentow powinna byc z zagranicy, co naturalnie zachecaloby do
              pisania doktoratow w jezyku swiatowym (glownie angielski, ale niekoniecznie).
              3. Powinny byc dwie listy naukowych czaspism: biala - atykuly w nich
              opublikowane liczyly by sie do dorobku i przy awansach oraz czarna - atykuly w
              nich opublikowane NIE liczyly by sie do dorobku. Artykuly opublikowane gdzie
              indziej musialby by byc dodatkowo oceniane (recenzowane) aby sie liczyly do
              dorobku.
              W ten sposob wiadomo by bylo, kto ma dorobek, a kto go nie ma. A habilitacja
              mogla by wtdy zostac, gdyby byla automatyczna, np. po 10 publikacjach z "bialej"
              listy...
              • przemek05 Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 12:56
                Sluzy do tzw oceny parametrycznej jednostek nauk. Masz artykul w
                czasopismie (szczegolnie tym "filadelfijskim") - jednostka otrzymuje
                duza liczbe punktow. Wysylasz komunikat na wysokiej rangi
                konferencje zagr. (referaty sa oceniane przez kilku recenzentow) -
                jednostka otrzymuje ZERO punktow. Chyba ze organizator konf. "da w
                lape" np. Springerowi i ten wydrukuje wszystkie referaty. A, wtedy
                znajda sie punkty... :-)
                Jesli przeniesiemy ten system na ocene pracownikow naukowych, to
                okaze sie ze przedstawienie referatu na powaznej konferencji jest
                rownowazne kompletnej bezczynnosci - za jedno i drugie zero punktow.
                A w mojej dziedzinie wlasnie na konfererencjach mozna sie czegos
                dowiedziec, w czasopismach jest to samo - tylko z 2-letnim
                opoznieniem.
                Reasumujac, dorobek trzeba oceniac sprawiedliwie, przypisujac wagi
                wszelkim przeejawom dzialalnosci nauk., a nie zero-jedynkowo, jak to
                robi ministerstwo w swoim systemie kontroli parametrycznej.
                • poetria Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 14:56
                  Nie calkiem bo chyba na liscie ministerialnej nie ma pism z dziedzin humanistycznych ktore nie maja z zalozenia obliczonego Impact Factor i nikt sie o to nie upomina specjalnie bo ludzie rzadko u nas w wiodacych pismach drukuja, nie ma np. Renaissance Quaterly, czyli jesli Pan publikuje w tym pismie to tez lenistwo ;)
                  • dalatata Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 15:04
                    z tego co wiem, to CK (przynajmniej w sekcji humnaistycznej) upomina
                    sie o tego typu rzeczy, zey liste uaktualniac i tego typu kwiatki
                    usuwac.

                    poetria napisała:

                    > Nie calkiem bo chyba na liscie ministerialnej nie ma pism z
                    dziedzin humanistyc
                    > znych ktore nie maja z zalozenia obliczonego Impact Factor i nikt
                    sie o to nie
                    > upomina specjalnie bo ludzie rzadko u nas w wiodacych pismach
                    drukuja, nie ma n
                    > p. Renaissance Quaterly, czyli jesli Pan publikuje w tym pismie to
                    tez lenistwo
                    > ;)
                    • poetria Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 16:30
                      No coz miejmy nadzieje,
                      faktem jest ze na razie nie usuneli :(
                      • dalatata Re: ten czarno-bialy system oceny juz dziala 24.03.08, 16:33
                        no ale oni musza skads to wiedziec, ze trzeba to zrobic. ja bym
                        proponowal napisac do szefa CK, czy szefa sekcji humanistycznej.
                        mowie calkiem powaznie.

                        poetria napisała:

                        > No coz miejmy nadzieje,
                        > faktem jest ze na razie nie usuneli :(
              • mrzorba Dla przesmiewcow 24.03.08, 15:21
                Acta Lemiana Monashiensis pod red. Lecha Kellera „Acta Polonica Monashiensis”
                2002, vol. 2, nr 2
                Monash University 2003, 207 s.
                www.wsp.krakow.pl/konspekt/18/lemiana.html
            • dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:48
              zgadzam sie, ze polski system jest patogenny. nie ma watpliwosci.
              ja przyznalem w wymianie z khmara ze rozprawa habilitacyjna w
              swietle praktyk o ktorych on mowi, nie ma najmniejszego sensu. i
              hablilitacja powinna sie ksupic na ocenie dorobku. najlepiej ze
              skorzystaniem z recenzentow zagranicznych.

              ja sie przed punktami bronilbym, kazdy dorobek nalezy widziec w
              kontekscie. ale pewnie lepsze to niz dzisiejsza uznaniowosc.

              roznimy sie w ocenie stawek. ja mysle ze pisanie recenzji jest
              czescia naszej dzialalnosci profesjonalnej. i sadze ze rowniez
              polski profsor ma wystarczajaco duzo czasu, zeby napisac recenzje na
              podstawie cv. to nie jest praca na kilka dni.

              • owocoskala Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 12:59
                i sadze ze rowniez
                > polski profsor ma wystarczajaco duzo czasu, zeby napisac recenzje
                na
                > podstawie cv.
                Powiem inaczej, recenzje do czasopism naukowych wszyscy robią "za
                darmo", w Polsce i na zachodzie ale te habilitacje w Polsce to
                czasami mają po kilkaset stron....;)
                Naprawdę samo zniesienie opłacania doktoratów i habilitacji (10 - 12
                tysięcy bez gwarancji na powodzenie)przez osoby chcące je obronic
                poza macierzystą jednostką wiele da. Niech państwo za to płaci
                zamiast fundować Rydzykowi wody termialne za 17 milionów. Rozwiąża
                się problemy i osoby o której pisałam powyżej i Pana Kellera. :)
                • dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 13:11
                  ja nie mam watpliwosci, ze przeczytanie rozprawy habilitacyjnej to
                  jest duze zdania, ktore trzeba rekompensowac. jednak wedle mnie to
                  powinna byc rekompensata raczej symboliczna, a nie na poziomie
                  sredniej pensji krajowej.

                  co do wod termalnych zgoda w pelni, co do panstwa placacego, to ono
                  i tak robi, tyle ze z kieszeni uczelni, na ktorej jest delikwent.
                • mrzorba Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 15:30
                  Moj problem rozwiazalo by przesuniecie nostryfikacji do ministerstwa, tak jak to
                  sie dzieje np. w Australii. Przeciez wystarczy ulozyc liste uniwersytetow, ktore
                  sa lepsze niz polskie, i dyplomy tych uczelni uznawac bez formalnosci, tylko po
                  potwierdzeniu ich autentycznosci i za nominalna oplata.
              • przemek05 Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 13:11
                musi przedstawic 2 opinie - samej rozprawy i dorobku naukowego
                habilitanta. Jesli nie ma w tym dorobku publikacji w powaznych
                czasop. (przede wszystkim z tzw listy filadelfijskiej), to nie mozna
                dac pozytywnej opinii. Co wiecej, od kilku lat 2 recenzentow jest
                przydzielanych przez CK, rady wydzialow moga tylko powolac 2
                nastepnych.

                Istnieje rowniez mozliwosc przedstawienia, zamiast rozprawy, zbioru
                publikacji z omowieniem. A wiec postulat oparcia habilitacji na
                dorobku jest w zasadzie juz spelniony.

                Postulaty likwidacji habilitacji sa czesto artykulowane przez osoby,
                ktore obawiaja sie oceny swojego dorobku i chcialyby sie
                jakos "przemknac" na stanowisko profesora.


                • dalatata Re: Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 13:38
                  no tak, ale w naukach humnasitycznych, ksiazka rzeczywiscie musi
                  byc. ja nie mam z tym problemu, jednak akceptuje to, co wczesniej
                  mowil khmara.

                  i dlatego ja tez uwazam, ze formalna habilitacja powinna zostac,
                  choc w zmienionej formie bardziej opartej na ocenie dorobku.

                  przemek05 napisał:

                  > musi przedstawic 2 opinie - samej rozprawy i dorobku naukowego
                  > habilitanta. Jesli nie ma w tym dorobku publikacji w powaznych
                  > czasop. (przede wszystkim z tzw listy filadelfijskiej), to nie
                  mozna
                  > dac pozytywnej opinii. Co wiecej, od kilku lat 2 recenzentow jest
                  > przydzielanych przez CK, rady wydzialow moga tylko powolac 2
                  > nastepnych.
                  >
                  > Istnieje rowniez mozliwosc przedstawienia, zamiast rozprawy,
                  zbioru
                  > publikacji z omowieniem. A wiec postulat oparcia habilitacji na
                  > dorobku jest w zasadzie juz spelniony.
                  >
                  > Postulaty likwidacji habilitacji sa czesto artykulowane przez
                  osoby,
                  > ktore obawiaja sie oceny swojego dorobku i chcialyby sie
                  > jakos "przemknac" na stanowisko profesora.
                  >
                  >
                  • mrzorba Re: Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 15:23
                    Na razie to nic o twoim dorobku nie wiemy. Jestes dalatata dobry tylko w
                    zacieraniu sladow swoich niezbyt etycznych posuniec...
                • mrzorba Re: Recenzent rozprawy hab.... 24.03.08, 15:27
                  Kolejny po dalaltacie, co poza habilitacja nic soba nie reprezentuje, wiec broni
                  jej do upadlego. Ciekawe, ze w olbrzymiej WIEKSZOSCI panstw Zachodu nie ma
                  habilitacji, a poziom nauki jest tam znacznie wyzszy niz w Polsce. Ale o tym
                  "przemek" i "dalatata" milcza... Oni pisza tylko do znudzenia, ze jest ona w
                  Niemczech, ale nie pisza, ze anglosaskie PhD jest tam na rowni z Habilitation.
                  Ale czego wymagac od osobnikow pozbawionych zawodowej etyki... :(
          • ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:14
            Zalozmy zatem (taka akademicka dyskusja) ze rzucane tu postulaty
            zostaja wprowadzone w zycie...
            Nie chce mi sie wierzyc, ze UK i USA pelne sa tych altruistow,
            ktorzy za 100 funtow przeczytaja minimum jedna spora ksiazke
            (niektorzy sie habilituja z kilkoma ksiazkami na koncie, to teraz do
            doktoratu beda przedstawiac ze trzy) i kilkanascie/kilkadziesiat
            artykulow (w tym czesc po polsku, bo chyba nie zakazemy przy okazji
            publikowania po polsku) i napisza na ich temat dwa elaboraty minimum
            po 15 stron (skoro podwyzszamy wymogi doktoratu to ocena pracy i
            ocena dorobku musi byc oddzielnie!) zamiast zajmowac sie swoimi
            badaniami. W jaki inny sposob mamy im te prace wynagrodzic jak nie
            kasa? Wmowic, ze sie rozwijaja naukowo?
            To jest taka wizja swiata, w ktorej "prawdziwi naukowcy"
            z "wielkiego swiata" nic innego by nie robili, tylko po osiagnieciu
            statusu "prawdziwosci" recenzowali tylko nadchodzace z Polski (A
            reszta swiata gorsza czy moze tylko tak glupia, ze nie wpadla na to
            genialne rozwiazanie? Co sie stanie jak sie wszyscy dolacza?)
            doktoraty, ktorych jest co roku kilkanascie tysiecy.
            Napisalem juz powyzej, zebysmy sie w tej dyskusji sprobowali wyrwac
            z wladzy idoli i mitow obowiazujacych w poszczegolnych szufladkach
            PT Nauki Polskiej, ale najwyrazniej MrZorba to gdzies zagadal.
            Prosze sobie poszukac, a dorzuce jeszcze troche:
            - Wiara w powszechnosc i uniwersalnosc nauki jako calosci - nie
            wszystko, co robimy i uznajemy za nauke ma znaczenie dla calego
            swiata i musi byc calemu swiatu zaprezentowano i przez caly swiat
            oceniane - choc to oczywiste w dziedzinach najwazniejszych dla
            rozwoju cywilizacji. Istnieje wiele dziedzin, ktore nie daja
            oczywistych efektow, a ktore poszerzaja nasza wiedze o swiecie i nas
            samych, a w efekcie przynosza rozne na ogol nieoczekiwane skutki.
            Efekty badan ukazuja sie zwykle w niszowych czasopismach czy
            ksiazkach wydawanych w sladowych nakladach i do swoich adresatow
            docieraja latami. I tak jest dobrze, bo nigdy nie wiemy, ktore
            odkrycie przyniesie skutki a ktore nie. Gdybysmy sie uparli, ze
            musza "zadzialac" w ciagu pieciu lat, nauka zubozalaby ale nic nie
            dostalibysmy w zamian, poza zatkaniem sie
            wszystkich "filadelfijskich journali".
            - Nauka a nauczanie - zeby doszlo do obrony jednego magistra
            potrzeba (zgodnie z prawem) trzech doktorow habilitowanych (fajnie
            jest jak maja przynajmniej stanowisko a lepiej tytul profesora)-
            promotora, recenzenta i przewodniczacego komisji. Czasem trzeba
            jeszcze czwartego superrecenzenta. Mimo przejscia gorki
            demograficznej nadal potrzebujemy nauczycieli jezyka angielskiego
            czy niemieckiego do szkol (trzeba w tym celu miec magistra). Czy
            taki nauczyciel nauczycieli naprawde musi opublikowac w UK czy USA
            lub w Niemczech kilkanascie przelomowych artykulow, zeby moc
            promowac magistrow ze specjalnoscia nauczanie jezykow obcych? Nie
            wystarczy ze napisze sensowna i porzadna ksiazke, ktora przyda sie
            przynajmniej jego studentom?
            • ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:37
              Mala powtorka sprzed trzech dni - ale rozwiniecie powyzszego

              Kazdy uczestnik debaty jest przekonany, ze problemy, ktore sam
              dostrzega, sa wspolne dla wszystkich i rownie bolesne, podczas gdy w
              rzeczywistosci wiekszosc pozostalych uczestnikow nie potrafi ich
              sobie nawet wyobrazic.
              Przyklady?
              Dopisywanie do publikacji - w naukach humanistycznych wlasciwie nie
              istnieje. Dopisac sie mozna do redakcji zbiorowki, ale to przeciez
              zaden dorobek.
              Starzy profesorowie blokujacy awans - w licznych naukach nie
              istnieje srednie pokolenie, sa za to starcy dzieki ktorym nie trzeba
              zamykac instytutow i trzydziestoletni doktorzy plus
              mlodziez. "Sredniakow" ktorzy mogliby tych starcow zastapic brak, bo
              uciekli z nauki w latach 90-tych, a nowe pokolenie jeszcze nie
              wyrosło.
              Ustawiane konkursy - jesli w calej Polsce jest
              dziesieciu "samodzielnych" porozrzucanych po kraju, to nie ma po co
              ustawiac konkursu na profesora, skoro najpierw trzeba znalezc chocby
              jednego kandydata i przekupic go (mieszkaniem, dodatkowymi zrodlami
              dochodu itd.) zeby w ogole raczyl wziac udzial.
              Brak funduszy na badania - za kase jakiej wymaga jeden sensowny i
              nowatorski doktorat z biochemii czy genetyki daloby sie utrzymac
              cale badanie z sinologii, hungarystyki i bohemistyki w calej Polsce.
              Nostryfikacja dyplomow - tam gdzie brakuje samodzielnych,
              nostryfikuja wszystko, tam gdzie sa ich tysiace, nie nostryfikuja za
              chinskiego boga.
              Wspolne nie sa tez pewne bozki jak:
              ksiazka habilitacyjna - w naukach scislych starczy sensowny zestaw
              porzadnych artykulow, humanisci posikaja sie ze smiechu na taka
              propozycje,
              lista filadelfijska - reprezentatywna dla nauk scislych i
              przyrodniczych, ale n.p. polonistyki czy kultury fizycznej na niej
              brak calkowicie,
              cytowania - humanisci pisza ksiazki, cytowania licza sie wylacznie z
              artykulow w czasopismach w artykulach w czasopismach. Ergo humanisci
              maja w wiekszosci impact factor 0,0.
              Byloby fajnie, gdyby te bolesne prawdy byly czasem brane pod uwage ;)
              • mrzorba Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:47
                Jak pisalem: nostryfikacja jest sztucznie stworzonym problemem przez to, ze jest
                ona wciaz w rekach mafii profesorskiej. To cos jak mafia adwokacka kontroluje
                nabor na aplikacje adwokackie. Taka sytaucja to tylko proszenie sie polskich
                wladz o przegrana w Strasburgu. A habilitacje nalezy zlikwidowac.
              • dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:09
                ale ja sie zgadzam z tymi bolesnymi prawdami. szczegolnie co do LF w
                humanistyce.

                jedynym rozwiazaniem jest to, by sie oprzec na sprawdzonych regulach
                gry na swiecie. wysylanie dorobku kandydata to profsorow 'na
                zachodzie'- to naprawde jest mozliwe - spowodowaloby otrzezwienie
                recenzentow ppolskich, ktorzy zaczeliby sie bac, ze napisza cos co
                nie miesci sie w standardach miedzynarodowych. i zaczeliby pisac
                zgodnie z przekonaniem profesjonalnym.
            • dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 17:52
              ja nie mam zielonego pojecia czy jest na swiecie tylu altruistow.
              jednak mowie o tym, ze mnie sie placi 100 futnow za czytanie
              doktoratu. i tyle. i wszystkim innym tez sie tyle placi. to jest
              czesc naszej pracy.

              co do oceny dorobku, to ja niespecjlanie wiem po co czytac wszystkie
              teksty kandydata. ja wiem ze jesli ktos opublikowal w Disocurse and
              Society, to znaczy ze przeszedl przez bardzo porzadny proces
              recenzyjny. i ja tego nie musze drugi raz czytac. bo i po co?
              zreszta ja jakos nie wierze ze dzisiaj polscy recenzenic czytaja
              caly dorobek kandydata. bardzo w to watpie. bo i po co mieliby to
              robic?

              kiedy mnie uni jakos prosi o ocene portfolio kandydata na profesure,
              ja sie skupiam glwonie na cv. i takie jest tez oczekiwanie
              zleceniodawcy. to jest zalozenie, ze dobre teksty publikowane sa w
              dobrych czasopismach,a zle w zlcyh. i to, tak ogolnie, dziala, jak
              sadze.

              co wiecej, jesli przyjelibysmy miedzynardowsoc dorobku
              habilitacyjnego, to ilosc habilitacji spadlaby dosc znacznie.

              i wreszcie. recenzowalem dokotraty zarowno w UK jak i na dalkiem
              wschodzie (te drugie nie wychodzac z domu - nie bylo to mile, ale
              wystarczylo zeby wyrobic sobie zdanie na temat kandydata i obrony).
              recenzowalem tez dorobek kandydatow na profesorow na dalekim
              wschodzie. te uniwerystety robia to dlatego, zeby miec pewnosc ze
              nie kitwasza sie we wlasnym gronie.i jakos nie slysze na co dzien,
              ze ludzie uginaja sie pod natlokiem prosb z HK czy z Singapuru. te
              1000 habilitacji rocznie zalatwiaja uczestnicy jednej porzadnej
              amerykanskiej konferencji jak NCA (national communication ass'n-
              kiedys SCA - speech). mysle, fordzie.ka, ze przesadzasz mocno z tym
              obciazeniem polskimi habilitacjami. to sie da zrobic logistycznie.

              tego sie nie da zrobic politycznie, ze sie tak wyraze, bo nagle sie
              mogloby okazac ze w polsce nie ma ludzi z miedzynardowoym dorobkiem!
              • ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:11
                Przepraszam, ale (na potrzeby naszej akademickiej dyskusji)
                habilitacje wlasnie skasowalismy i teraz wysylamy wszystkie
                doktoraty czyli lekko 20 tysiecy rocznie. To tez obleca na jednej
                konferencji?
                A tak na serio - czy jest jakis kraj na swiecie, ktory odrzucil
                polityczne wzgledy i przeszedl na zagraniczna ocene swoich stopni
                naukowych czy poruszamy sie w sferze czystej fantazji?
                • dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:21
                  nie, nie skasowalismy habilitacji, nie na mojej warcie :-)

                  nikt nie mowi jedynie zagranicznej..... Hong Kong i Singapur
                  nagminnie korzystaja z zagranicznych recenzetnow. w wypadku mojej
                  profesury recenzentami rowniez byli nie-Brytyjczycy. to jest
                  standardem na swiecie, jak sadze.

                  ford.ka napisał:

                  > Przepraszam, ale (na potrzeby naszej akademickiej dyskusji)
                  > habilitacje wlasnie skasowalismy i teraz wysylamy wszystkie
                  > doktoraty czyli lekko 20 tysiecy rocznie. To tez obleca na jednej
                  > konferencji?
                  > A tak na serio - czy jest jakis kraj na swiecie, ktory odrzucil
                  > polityczne wzgledy i przeszedl na zagraniczna ocene swoich stopni
                  > naukowych czy poruszamy sie w sferze czystej fantazji?
                  • ford.ka Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:24
                    Czyli mówimy o dwóch kilkumilionowych państwach-miastach o
                    stupięćdziesięcioletniej historii... Zgodzę się, że wiele się od
                    nich możemy nauczyć ale chyba niekoniecznie wszystkiego.
                    • dalatata Re: Poziom nierzetelnosci i zanik krytyki naukowe 24.03.08, 18:34
                      Prosze mi pokazac jedno polskie wydawnictwo publikujace na poziomie
                      Hong Kong UP i majace taki zasieg. a co ma kwestia wielkosc i
                      historia miasta do nauki? fordzie.ka, blagam nie te argumetny, zaraz
                      sie okaze, ze oni nie maja Czestochowy i posieconego tam sztandaru
                      instytutu!

                      i, jak powiezdialem, recenzenci zagraniczni sa porzadku dziennym w
                      UK, choc zazwyczaj z Europy Zachodniej.jesli specjalista jest Belg,
                      Holender czy Niemiec, to go bierzemy i tyle. normalne.

                      niestety, obawiam sie, ze bez miedzynarodowego przewiertrzenia
                      poslkiej nauki, bedziemy, awlasciwie bedziecie sie kitwasic we
                      wlasnym sosie.

                      ford.ka napisał:

                      > Czyli mówimy o dwóch kilkumilionowych państwach-miastach o
                      > stupięćdziesięcioletniej historii... Zgodzę się, że wiele się od
                      > nich możemy nauczyć ale chyba niekoniecznie wszystkiego.
                  • mrzorba Dalatata, jak mamy zweryfikowac... 24.03.08, 18:32
                    ... to co piszesz, skoro nie mamy dostepu do twej listy publikacji i CV? W ten
                    sposob mozesz sie podac i za nobliste... Nie widzisz, ze nie masz za nic
                    wiarygodnosci?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka