moniaag1
05.06.02, 16:47
Nie mam nic przeciwko zdrowemu trybowi zycia i rozsadkowi w kwestii jedzenia.
Niestety sama nie moge swiecic przykladem jezeli chodzi o to co jem (w ostatni
weekend pyszny smalec z cebulka!!! Pycha!).
Mialam niestety nieprzyjemnosc przez kilka dni ostatniego weekendu spedzic w
towarzystwie ludzi, ktorzy mieli niestety jopla na punkcie jedzenia. Podziwiam
ich za to, ale z drugiej strony zal mi ich bylo, kiedy tak ciagle czegos sobie
odmawiali. Kazdy kes poprzedzony byl westchnieniem i wykladem jaka to bomba
kaloryczna, czy to bialko, czy nie i ile trzeba bedzie cwiczyc zeby to spalic.
Najpierw niezmiernie mnie to bawilo, potem zaczelo meczyc, w koncu zaczelo
najzwyczajniej w swiecie denerwowac. Szkoda mi sie zrobilo tych ludzi, ktorzy
odmawiali sobie wszystkiego, po to aby przypadkiem nie przybyl im milimetr w
talii. Jakie zalosne i smutne jest takie zycie. Wlasciwie po co zyc, jezeli
wiaze sie to tylko z cierpieniem i wyrzeczeniami?
Boze, pomyslalam sobie, jakim jestem szczesliwym i zdrowym czlowiekiem, skoro
pozarcie dwoch pajd chleba z tlustym smalcem nie wiaze sie u mnie z
najmniejszym wyrzutem sumienia!
Co wy o tym sadzicie? Nie uwazacie, ze po prostu szkoda zycia na katowanie sie
w ten sposob? No i co z tego, ze nie mam bicepsow i twardego brzucha
wyrobionego na silowni. Od idealnej sylwetki wole dobre samopoczucie po
zjedzeniu czegos pysznego.