Historia jednego wyscigu

28.05.06, 19:15
Dedykuje ta opowiesc tym ktorzy cwicza.
Opowiem wam jaki mialem wczoraj wyscig (czasowka-40km).
Czasowka odbyla sie w Canmore, pieknie polozonym malym miescie u stop Gor
Skalistych www.canmorekananaskis.com/panorama.jpg, okolo 45min jazdy z
Calgary. Melduje sie na czas, rejestruje i zaczynam rozgrzewke. Pogoda
fatalna, 2C, leje, chmury, jak tu sie ubrac? Na razie trenazer, ja opatulony
w 2 kurtki, caly rower przykryty recznikami, itd. Po okolo 0.5 godzinie
pakuje sie, dopijam kawe i na linie startu. Na start jade tylko 2 min. a juz
jestem mokry. Zdejmuje kurtke i juz sie zapinam. Oczywiscie zaczynam ze zbyt
duzego przelozenia (lekko p. gore i wiatr) wiec ciezko krecic. Ale dosc
dobrze wchodze w rytm i nawe jakosc idzie. Jest cholernie zimno, po 2km
jestem caly mokry. Mam potrojna koszulke, podwojne rekawy, ocieplacze na nogi-
wszystko kurna mokre!W butach chlupie. Po 5km pierwsza gora(jakies7-8%),
jakosc ciezko mi idzie, ale tempo nawet nawet. Potem zjazd, rozpedzam do 75,
nawet mnie nie rzuca (mam z tylu dysk) tylko zimno przerazliwie! Caly czas
boczy wiatr, troche z przodu. W polowie pierwsze schody, 2 razy przejazd
kolejowy (pod katem), nawet nie zwalniam, cholera zajebista kaluza na kilka
metrow, wpadam w nia 40km/k i cala zimna woda na mnie! Wyladam za kozlami
gorskimi ale nawet one zdecydowaly nie wychodzic w taka pogode. Dojezdzam
jakosc do polowy, b. wolny nawrot i z powrotem. Jak kurna chata jeszcze
wytrwac drugie tyle? Mijam 2 klientow, ten drugi chyba ma dosc, bo za szybko
nie kreci. Pare minut potem ktos stoi na poboczu kolo roweru,
chyba 'odpuscil'. Nogimi porzadnie juz daja, szczegolnie czworoglowy, nie
czuje natomiast nic 'tylka' co mnie dziwi troche. Palce nog porzadnie mi juz
marzna, rak zaczynaja po prostu bolec jak na mrozie (dzieki Bogu mam te na
cale palce). Zaczynam odczuwac zdecydowanie objawy wyziebienia organizmu, moj
puls spada, nawet ponizej 160! A tu jeszce 10km. Po paru minutach podjezdam
pod ostatnia duza gore. Od tej strony powinno isc lepiej a nie jest. Kurna,
przerzcam biegi z tylu na 23, nie daje rady, wrzucam na 39, cholerna Dura Ace
nie chce wejsc! A tu coraz stromiej. Wkoncu jakosc wchodzi, cala predkosc
szlag trafil. Jestm w polowie podjazdu. Niech to szlag, ktos mie mija,
skubany co najmniej ze 3km szybszy! A gory to moja specjalnosc, najwidocznie
nie dzisiaj! A moze ten cholerny dysk woda nasiakl? Ostatnie 5km pokonuje juz
czysta 'ambicja' Palcow u nog i rak prawie w ogole nie czuje, przednia czesc
nog jak z lodu, ale juz widze mete, wrzucam 53x11 (zeby dobrze wygladalo) i
koniec. Ale jstem wyjeb... Jestem tak zrypany ze mam problmy zeby zejsc z
roweru. W koncu sie odpinam, rece tak mi sie trzesa ze nie moge trafic
kluczykami do zamku w aucie. W koncu jakosc otwieram drzwi, wlaczam silnik,
puszczam ogrzewanie na max. Telepie mnie jak cholera. O przyjezdza moj
sasiad, tego to dopiero trzesie, jak drgawki (koles nie mial ocieplaczy na
nogi). Sluchajcie jego nogi sa SINE!!! Chyba ze 20 min. trwalo zanim
opanowalem ta trzesianke. W koncu pakujemy sie, wszystko totalnie
przemoczone, w ramie roweru chyba z litr wody. Moje siodelko, cholera seat
post OPUSZCZONE! Chyba pod wplywem deszcu (?) obnizylo sie o ponad 2cm. No
szlag by to trafil, dlatego pod ta cholerna gore mi tak ciezko szlo! Dopiero
teraz moge normalnie mowic, cala 'gebe' mialem jak zamrozona! No ale sam tego
chcialem. I kto mowi ze sport to zdrowie???
Pzdr
    • alex_koz Re: Historia jednego wyscigu 28.05.06, 22:30
      ale okolica ladna i pewnie widoki miales swietne;)
      • Gość: jackk3 Re: Historia jednego wyscigu IP: *.abhsia.telus.net 29.05.06, 00:06
        Sczerze powiedziawszy to chyba nawet raz nie zerknalem.
        • jogger Re: Historia jednego wyscigu 29.05.06, 13:49
          Co tam sport, po deszczowej mszy z Ojcem Św. w piątek miałem to samo, telepało
          mnie jak w chorobie św. Wita. Ożyłem tak jak ty przy heizungu w samochodzie :-)
    • scept89 Re: Historia jednego wyscigu 31.05.06, 02:39
      Rzeczywiscie czyta sie to z gesia skorka... A gor osniezonych to zazdroszcze
      okrutnie, choc wizja rowerowania wsrod nich mrozi mnie zdecydowanie. Po
      odleglych czasie wprobach jazdy na rowerze zima zostal mi uraz do zimnego
      siodelka/jezdzenia w zwyklych gaciach bez pieluchy i nawyk wozenia z
      soba/zakladania scullcap przy jadach wieczornych chocby w duzo cieplejszych
      klimatach.



      • Gość: jackk3 Re: Historia jednego wyscigu IP: *.abhsia.telus.net 31.05.06, 07:03
        Gory osnierzone owszem ale nie w koncu maja! A tak a'propos to bylo warte 6-
        tego miejsca w Cat.5, ogolem prawie wszyscy byli wolniejsi o kilka min..
        Oczywiscie wygral Bruce (The stick) Copeland, czas 55:30(43.5km/h). Gdzie do
        cholery jest ta kontrola antidopingowa???
        Pzdr
Inne wątki na temat:
Pełna wersja