olandi1
24.11.06, 18:27
"Halemba" - kopalnia wdów
W Rudzie Śląskiej o "Halembie" mówi się "kopalnia wdów". Kiedy kogoś zabije na
dole, żona dostaje raz w roku paczkę dla dziecka, talon, zaproszenia na
Barbórkę i kwit na węgiel - pisze "Rzeczpospolita".
Wdowa po górniku: 28-letnia drobna blondynka. Anna Kapecka z Rudy Śląskiej
pięć lat temu straciła męża na "Halembie". W czwartek ogląda wiadomości z
kopalni. Na pasku w dole ekranu informacje o pomocy, którą dostaną wdowy po
zabitych. Anna uśmiecha się smutno: - Obiecanki.
Anna żyje z córką i rodzicami (oboje na rencie) na 39 metrach w familoku. Żeby
sobie nie włazili na głowy, jedyny pokój trzeba było przedzielić ścianką.
Toaleta wspólna na korytarzu. Anna dobrze wie, na co mogą liczyć kobiety
"kopalni wdów": 1300 zł renty z ZUS.
Po tragedii namawiano ją, żeby podpisała protokół, w którym napisano, że
śmierć nastąpiła z winy męża. Nie podpisała. Poprosiła o ksero dla prawnika.
Wtedy do protokołu dopisali dwa punkty, z których wynikało, że Mariusz zginął
z winy kopalni.
Dwa dni po tragedii do familoka wpadł dyrektor do spraw pracowniczych z
Halemby. Będzie dla nich mieszkanie zakładowe, niech się Anna nic nie martwi.
Ale kiedy poszła po mieszkanie, dyrektor spojrzał na nią, jakby się z sufitu
urwała. Mieszkanie? Trzeba poczekać. Będzie do wzięcia, jak umrze starsza
pani, która właśnie je zajmuje - pisze "Rzeczpospolita".