przypadkowa2011
21.01.11, 11:09
Kochani, pomóżcie. Sytuacja taka: mam 40 lat, niespecjalnie udany związek, ale dzieci są i trzeba już tak trwać, bo się nic nie zmieni. Przyzwyczaiłam się do tego, że nic już się nie przydarzy, że miłość i ciepło trafia do innych, a nie do mnie, zajęłam się pracą i wyglądało na to, że wszystko gra. Nagle przypadkowo pojawił się On. Zabiegał, przyciągał, pociągał. A jak już wpadłam po uszy, okazało się, że on niczego ode mnie nie chce. Czy zatem sprawiało mu satysfakcję, że się bawi moimi uczuciami? Czy może to po prostu taki typ człowieka, który woli gonić króliczka niż złapać go? Czy ktoś z was był w takiej sytuacji? Ciężko mi bardzo. Muszę znowu zacząć wierzyć, że miłości nie ma, a przez chwilę wydawało mi się, że jest...