clickkey
07.05.04, 20:10
EWELINA KITLIŃSKA: Cyber slacking: Internet pod lupą pracodawcy
Koniec nadużywania dostępu do Internetu
Często zdarza ci się wykorzystywać w pracy Internet do swoich własnych
potrzeb? Czatować z nieznajomymi, ściągać filmy, wysyłać internetowe kartki
czy e-maile do znajomych, zamawiać zakupy przez Internet albo robić przelewy
w internetowym banku? Uważaj, już wkrótce może cię dosięgnąć karząca ręka
inwigilacji. To będzie walka z cyber slackingiem, na jaką zdecyduje się twój
pracodawca
Cyber slacking - tak zostało na Zachodzie określone zjawisko, które
rozpanoszyło się w firmach, wraz ze zwiększoną dostępnością Internetu. Polega
ono na tym, że pracownik wykorzystuje Internet do swoich własnych celów, a
nie pracodawcy, na dodatek w godzinach pracy i na służbowym sprzęcie.
Przyzwyczailiśmy się już, że nie należy nadużywać firmowego telefonu do
prywatnych rozmów, nie tylko dlatego, że na koniec miesiąca pracodawca może
kazać się nam rozliczyć z połączeń prywatnych, ale także dlatego, że
każdorazowo przy takiej rozmowie słychać, kiedy przestajemy pracować nad
powiększaniem PKB.
Co innego Internet - korzystamy z niego po cichu, dyskretnie i nigdy nie
wiadomo tak naprawdę, czy to, co akurat piszemy, to oferta dla klienta, czy
też liścik do naszej drugiej połowy. Łatwiej zamaskować wykorzystanie
Internetu do swoich potrzeb, ale nieodzowny jest tu refleks w używaniu
kombinacji klawiszy Alt + Tab, zawsze, gdy wiemy, że za naszymi plecami
zamierza stanąć szef i, niby mimochodem, rzucić okiem na monitor.
Internetowa prokrastynacja, jak bywa często inaczej nazywane to zjawisko,
osiągnęła na tyle dużą skalę, że zaczęto ją badać, mierzyć i sprawdzać, jaki
ma wpływ na realizację celów firmy. Firma Jupiter Media Metrix Inc. z Nowego
Jorku szacuje, że strony dla dorosłych są odwiedzane 4 razy częściej przez
osoby znajdujące się w pracy. Inne badania, przeprowadzone przez Flying
Crocodile Inc., Seattle, dowodzą, że 70% odwiedzin na stronach porno pojawia
się w godzinach między 9 a 17. W Australii podjęto się podliczenia strat
przedsiębiorstw spowodowanych cyber slackingiem.
Chris Hoyniman z firmy Landvision podaje, że jeśli przeciętny pracownik,
który ma dostęp do Internetu przez 3,6 godziny, wykorzystuje połowę tego
czasu na cyber slacking, to przez ponad 40 tygodni uzbiera się okres
odpowiadający 2 tygodniowym wakacjom. Tyle, że spędzonym w pracy, w sieci,
przy biurku i na koszt pracodawcy. Rocznie firmy tracą prawie 6 miliardów
dolarów australijskich na płacenie pracownikom za takie dwutygodniowe
cyberwakacje. W skali kraju traci się około 22,5 milardów.
Nic dziwnego, że dąży się do ograniczenia strat, w różny sposób kontrolując
czy podwładny faktycznie pracuje, czy oddaje się nieodpartym urokom
surfowania. Każdy administrator sieci poradzi sobie ze sprawdzeniem, jakie
dane były przez nią przesyłane. A wspomóc go może coraz lepsze oprogramowanie
do komputerowej inwigilacji. Najprostsze z nich, instalowane na pojedynczych
komputerach (służą wówczas najlepiej rodzicom, którzy chcą kontrolować swoje
pociechy) potrafią w określonych odstępach czasu robić zrzuty ekranu, tak jak
PC Sp 2.51. Inne, np. AB System Spy 5.0 albo SpyAgent 4.41, zapisują wszelkie
działania wykonane na komputerze do pliku tekstowego lub HTML. Jak zapewnia
większość producentów, zainstalowany program szpiegowski jest niewykrywalny
nawet dla zaawansowanych użytkowników.
Wyżej w hierarchii stoją aplikacje zwane w skrócie EIM (Employee Internet
Management) przeznaczone do kontrolowania wykorzystania zasobów Internetu
przez pracowników firmy. Administrator w prosty sposób może monitorować,
otrzymywać raporty i zarządzać ruchem w Internecie. Do takich rozwiązań
należą Web Filter, Email Filter czy Websense Enterprise. Wszystko po to, by
hołdować jednej zasadzie: w pracy dostęp do Internetu ma być związany z
pracą, a nie z rozrywką.