Dodaj do ulubionych

Trudna miłość. Co robić?

IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 16.06.02, 22:25
Tak jakoś wyszło, zakochaliśmy sie w sobie. On jest... księdzem.
Obserwuj wątek
    • Gość: fumfel Re: Trudna miłość. Co robić? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 16.06.02, 22:39
      To się wkopałaś...
      • Gość: Beblo Re: Trudna miłość. Co robić? IP: *.acn.waw.pl 16.06.02, 22:48
        Zawsze moze nie byc ksiedzem.. jak kocha..

        I po problemie!
        • zxc1973 Re: Trudna miłość. Co robić? 16.06.02, 22:58
          Gość portalu: Beblo napisał(a):

          > Zawsze moze nie byc ksiedzem.. jak kocha..
          >
          > I po problemie!

          Nie musi - wystarczy zmienic wyznanie... Pastorom nikt
          nie zabrania ;-)
    • kokaina1 Re: Trudna miłość. Co robić? 16.06.02, 22:58
      witaj w klubie durnych kobiet. Mój nie jest ksiedzem, jest sku.... Ma mnie i
      jeszcze jedną. Jestes w lepszej sytuacji. Twój ma Ciebie i "Jego". Ale "On"
      jest daleko i nie chodzi z nim do łózka. Sorry, ale mam podły humor.
      Jeśli kocha, to odejdzie do Ciebie. Jesli nie....poplaczemy razem.
      Ps: zamiast do kościoła nie mogłas chodzic np na dyskoteki??? Tam księza raczej
      nie bywają:))
      Trzymaj się.
    • Gość: Krizia Re: Trudna miłość. Co robić? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.06.02, 00:31
      Tere fere....Samo nic nie wyszlo. To najlatwiejsza i
      naglupsza wymowka.

      Rece precz od: ksiezy, zonatych facetow,
      wiecznych chlopcow, maminsynkow, gejow i Bradow Pittow
      i...zycie bedzie latwiejsze.

      Niech zgadne, jestes 18-latka?
      • quickly Nieszczesliwa milosc? 17.06.02, 07:25
        1. Ksiazulek ma gdzie, przynajmniej bezpiecznie (od czasu do czasu), na krzywy
        ryj sobie zamoczyc (wulgarne, ale najlepiej oddajace rzeczywistosc porownanie)i
        jest mu z tym wygodnie.
        2. Dziewczynka buja w oblokach czekajac na...? Wlasnie na co?


        Nie wiem na ile ten przypadek jest prawdziwy, czy tylko tak wymyslony na
        poczekaniu, zeby skusic do dyskusji czytajacych ten dzial forum.

        Ze swojej dzialki moge tylko powiedziec, ze znam trzy autentyczne, bardzo
        podobne przypadki. Jeden paskudniejszy od drugiego. Zawsze zaczynalo sie tak
        samo. Poczucie samotnosci. Zjawia sie on, zjawia sie ona. Jakies delikatne
        zblizenie, rozmowa, dotyk, pocalunek... Skok do lozka. Ostry seks. Pozniej
        ona tam, a on tu i tam. Lata oczekiwania. On przyjezdza i zapewnie, ze
        kocha. Ona chce wierzyc i wierzy. Znow seks. On wyjezdza, ona czeka na
        telefon. Lata mijaja. Do kitu z takim czyms.

        W zyciu roznie bywa. Jezeli facet jest OK (zdarza sie to u samcow nader
        rzadko), no to gosciu zrzuca te swoje czarne szatki, zaczyna uczciwie zarabiac
        na chleb, pozniej maja dzieci i udane zycie malzenskie.
        • kusy3x6 Re: Nieszczesliwa milosc? 17.06.02, 08:53
          Caly ten watek to lipa.
          • ja_nek Re: Nieszczesliwa milosc? 17.06.02, 13:29
            Też myślę, że to prowokacja
            • kusy3x6 Re: Nieszczesliwa milosc? 17.06.02, 13:32
              A ja sie zakochalem w zakonnicy i ona jest popem.
      • Gość: Beblo Re: Trudna miłość. Co robić? IP: *.acn.waw.pl 17.06.02, 21:44
        Co ty chcesz od wiecznych chłopcow?
        • Gość: messja Re: Trudna miłość. Co robić? IP: *.proxy.aol.com 17.06.02, 21:49
          Gość portalu: Beblo napisał(a):

          > Co ty chcesz od wiecznych chłopcow?

          ja mam ochote odpowiedziec: nosza majtki zamiast spodni:))))))
          • Gość: Beblo Re: Trudna miłość. Co robić? IP: *.acn.waw.pl 18.06.02, 11:26
            czerwone bokserki w kratke :))
            • Gość: messja Re: Trudna miłość. Co robić? IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 18.06.02, 14:43
              Gość portalu: Beblo napisał(a):

              > czerwone bokserki w kratke :))

              wiem, wiem bardzo sie do nich przywiazales.... wieczny i wietrzny chlopiec":)
    • realistka28 Re: Trudna miłość. Co robić? 17.06.02, 18:19
      Hm..trudna miłosc???? Zmień obiekt, będzie łatwiej!!
      Tylko co to jest ta miłosc???
      A może pociągają Cie jedynie czarne sukienki???
      • ireo Re: Trudna miłość. Co robić? 17.06.02, 21:29
        A ja sie nie bede wysmiewal z Anety, tylko zaloze, ze mowi prawde (w koncu
        jakas niewielka czesc ludzi mowi czasem prawde, byc moze to wlasnie ten
        przypadek). To sytuacja proby, i to ciezkiej. Od tego, co zrobi, w duzym
        stopniu zalezy jej dalsze zycie. Kazdy ma swoje obciazenia, z ktorymi wchodzi w
        zycie, byc moze w jej przypadku doprowadzily one do tego nieszczesliwego
        zwiazku. Nie zgadzam sie z quickly, ze facet 'powinien zaczac uczciwie zarabiac
        na zycie i zrucic sukienke'. A co, teraz zarabia nieuczciwie? On jest ksiedzem
        i ksiedzem pozostanie, niezaleznie od okolicznosci. W zwiazku z kobieta bedzie
        jednak ksiedzem niewiernym swojemu powolaniu, dlatego dodalbym im obojgu
        odwagi, zeby pokonali samych siebie i rozstali sie. Osobie bliskiej (gdyby byla
        nia Aneta albo ten ksiadz) tak bym wlasnie radzil, bo ten zwiazek nie ma
        przyszlosci i jest dla obojga pulapka, ze wzgledu na to, ze ten mezczyzna juz
        wybral. Nie mozna tego wyboru cofnac. Oczywiscie zrobia, co beda chcieli, to
        ich zycie. Nie chcialbym byc na miejscu zadnego z nich i bardzo im wspolczuje.
        • Gość: Una Re: Trudna miłość. Co robić? IP: 62.233.135.* 18.06.02, 08:57
          Myślę, że to podpucha, ale wsadzę tu swoje trzy grosze. Moja przyjaciółka
          wpakowała się w taki układ. Na szczęście zanim znajomość zabrnęła za daleko
          przejrzała na oczy. On z góry określił, że nigdy nie zrzuci sutanny, bo ma
          powołanie (!) i nie wyobraża sobie życia w innej roli, ale nie zgadza się z
          obowiązującym celibatem i dlatego żyje wg swoich zasad. Taką teorię sobie
          dorobił. Myślę, że chodziło o kasę. Facet miał 36 lat i musiałby zaczynać
          wszystko od nowa. A co można robić po seminarium?
          • ireo Re: Trudna miłość. Co robić? 18.06.02, 10:01
            Una, ja bym tego nie oceniał (z góry wyjaśniam - nie jestem księdzem :-)). Po
            seminarium można zawodowo robić wszystko, co się chce, tak samo jak po innych
            studiach. Znam muzykologa który odnawia zabytki i dziewczynę po zarządzaniu,
            która maluje obrazy i utrzymuje się tylko z tego.
            Takie słowa tego człowieka (o celibacie) wskazują raczej na rozwarstwienie
            wewnętrzne. Odbieram pozytywnie to, że trwa przy powołaniu, natomiast mam
            nadzieję, że odkryje także wartość celibatu i zobaczy siebie w prawdzie, co
            umożliwi mu uporządkowanie tego wszystkiego, to znaczy przestanie tej
            dziewczynie dalej marnować życie, zwodząc ją czymś, co nieosiągalne. Ale wiesz,
            my widzimy od razu, że w jego życiu coś jest nie tak, a samemu zobaczyć to
            najtrudniej, niektórzy potrzebują do tego wiele czasu i cierpienia. Najgorsze,
            że nie tylko swojego własnego, ale także innych.
            Łatwo jest kogoś oceniać i potępiać. A ja pytam, kto się modli za tego księdza
            i tę dziewczynę, żeby im pomóc się z tego wyciągnąć? Poza tym trzeba sobie zdać
            sprawę, że za postawę tego człowieka są w pewnym stopniu odpowiedzialni także
            ci, którzy głoszą pogląd o bezsensowności celibatu i ten pogląd mu przekazali.
            Jak widać, teraz myślą tak nawet niektórzy księża.
            • Gość: Una Re: Trudna miłość. Co robić? IP: 62.233.135.* 18.06.02, 15:21
              Nie zgadzam się z Tobą. Co to za powołanie, skoro stosuje wybiórczą metodę? To
              biorę, bo to mi odpowiada, a w tamtym będę sobie robił co chciał. Skoro chce
              żyć z kobietą niech rzuci kapłaństwo, inaczej jest oszustem.
              • ireo Re: Trudna miłość. Dla Uny 19.06.02, 13:36
                Slusznie, na tej wlasnie 'wybiorczej metodzie' polega problem. W zasadzie wyglada
                na to, ze myslimy o tym podobnie, tylko ja uznalem za wazniejsze powolanie
                kaplanskie a Ty zwiazek dwojga ludzi. Moznaby postawic miedzy tymi dwoma drogami
                znak rownosci, i doradzic mu: 'wybierz w koncu jedno albo drugie, i juz'. Ale
                jest jeszcze jeden aspekt sprawy, dla ktorego 'bycie ksiedzem' postawilem w moim
                liscie wyzej. To kwestia tego, w co kto wierzy, ale chodzilo mi o waznosc
                sakramentu, ktory sie nie cofa wtedy, kiedy cofa sie czlowiek. Dlatego ksiadz
                zyjacy z kobieta nadal jest ksiedzem, a nie osoba zyjaca w zwiazku, ktora kiedys
                byla ksiedzem, bo ksiedzem nie mozna przestac byc (w sensie duchowym, a nie
                administracyjnym czy wzgledem tego, co uwazaja ludzie). Dla symetrii dodam: to
                tak, jakby zonaty mezczyzna odszedl do innej. Nie jest wowczas kims, kto w sensie
                duchowym ma nowa zone. On ma nadal te poprzednia, chocby z ta nowa mial piecioro
                dzieci (oczywiscie o ile z ta pierwsza mial slub koscielny). Dlatego jesli ten
                mezczyzna nie chce utracic wiary, pozostaje mu tylko rozstanie z ukochana i
                powrot do kaplanstwa. Niestety (albo na szczescie - znow zalezy, dla kogo)...

                Gość portalu: Una napisał(a):

                > Nie zgadzam się z Tobą. Co to za powołanie, skoro stosuje wybiórczą metodę? To
                > biorę, bo to mi odpowiada, a w tamtym będę sobie robił co chciał. Skoro chce
                > żyć z kobietą niech rzuci kapłaństwo, inaczej jest oszustem.

        • Gość: Aneta Dzięki :) IP: 212.126.24.* 18.06.02, 14:44
          Bardzo się cieszę, że znalazł się ktoś, kto rozumie problem. Mam świadomość, że
          tkwię w związku bez przyszłośći. To wszystko jest bardzo skomplikowane. Oboje
          mamy zbyt mało siły i odwagi żeby zdecydować się na rozstanie. Ciężko jest
          mówić na ten temat, ciężko jest nawet o tym myśleć. Mamy za soba wiele trudnych
          rozmów i jeszcze tak ich dużo przed nami... Staramy się nacieszyć sobą i
          wspólnie spędzonymi chwilami, nie myśląc o tym co przyniesie jutro.
          PS. Może znajdzie się osoba, która ma już "za sobą" taką trudną miłość?
          • ireo Re: Dzięki 19.06.02, 13:54
            Aneta, nikt nie podejmie decyzji za Ciebie. Nie oceniam Cie, bo w niczym nie
            czuje sie lepszy od Ciebie - nie moja to zasluga, ze np. nie zyje z siostra
            zakonna, bo nie wiadomo, jak by bylo, gdybym mial odpowiednie okazje i byl
            bardzo silnie prowokowany. Mysle jednak, ze piszac o tak osobistej sprawie na
            forum wystawiasz sie niepotrzebnie na ludzkie oceny i niewybredne komentarze,
            ktore nic do tej sprawy nie wnosza i moga Cie dodatkowo przygnebic. Rozumiem,
            ze to akt determinacji, i ze masz nadzieje w ten sposob 'ruszyc cos z miejsca'.
            Moge tylko dodac, ze w piekle zapewne trwa nieustanna impreza, wnoszenie
            toastow i wzajemne gratulacje z okazji, ze Wasz zwiazek trwa nadal. Wokol Was
            obojga trwa zawzieta walka, ale nie mam watpliwosci, kto ostatecznie
            zwyciezy. 'Bankiet na dole' bedzie musial sie kiedys skonczyc, wlasciwie moga
            juz zaczac sprzatac, bo niewiele im zostalo tej zabawy. Z pewnoscia odczuwasz,
            ze potrzebna jest sila woli do podjecia wlasciwej decyzji, i jesli zrobisz
            pierwszy krok, na pewno odczujesz pomoc. Polecam koronke do Milosierdzia Bozego.
            • ja_nek Re: Dzięki 19.06.02, 15:28
              "Polecam koronke do Milosierdzia Bozego"
              Myślę, że Aneta jest katoliczką i modli się również w tej sprawie do Boga. A
              nawoływanie Jej do modlitwy odbieram jakbyś czuł się kimś lepszym.

              Z całym szacunkiem: Ireo - ciągłym odwoływaniem się do Boga wydajesz mi się osobą
              oczytaną w wydawnictwach katolickich, czynnie uczestniczącą w życiu parafialnym
              (to nie musi być żaden absolutnie zarzut).

              Mówisz dość rozsądnie. Ale pewne Twoje nuty... nie zgadzam się z nimi.
              "...w niczym nie czuje sie lepszy od Ciebie - nie moja to zasluga, ze np. nie
              zyje z siostra zakonna, bo nie wiadomo, jak by bylo, gdybym mial odpowiednie
              okazje i byl bardzo silnie prowokowany."
              Dlaczego zakładasz prowokację ze strony zakonnicy, a nie wystąpienie własnej
              słabości?
              To trąci pychą.

              „Poza tym trzeba sobie zdać sprawę, że za postawę tego człowieka są w pewnym
              stopniu odpowiedzialni także ci, którzy głoszą pogląd o bezsensowności celibatu i
              ten pogląd mu przekazali”
              Przepraszam, czy mam być odpowiedzialny za powstałą sytuację, ponieważ mam
              wątpliwości związane z istnieniem celibatu?
              Co z Twoim nieocenianiem i niepotępianiem?

              Analogia do rozpadajacego się małżeństwa nie jest trafna, nie porównujmy stanu
              małżeństwa ze stanem kapłaństwa. Nie można tego stawiać obok siebie.

              Panuje opinia, że takie związki nie są szczęśliwe, może to prawda.
              Mam wątpliwość, czy taki ksiądz (czy zakonnica) potrafi się odnaleźć w nowej
              rzeczywistości. Oczywiście nie można uogólniać, ale prawdopodobieństwo powodzenia
              jest mniejsze. Co będzie robił po zrzuceniu sutanny? Uczył religii? Chyba nie
              bardzo.
              Facet niekoniecznie zna życie "na zewnątrz" problemy bycia razem po tym, jak
              dokona wyboru.
              Tak czy inaczej Aneta jest w ciężkiej sytuacji. Współczuję Jej położenia.

              Co do celibatu, to jest dyskusja na odrębny wątek.

              Jeśli myślisz, że to atak, to jesteś w głębokim błędzie.

              Pozdrawiam
              Janek
              • ireo Re: czytanka dla janka 19.06.02, 16:29
                :-)))) [troche sie usmialem]
                ocenianie ma chyba jakas stala mase, do ktorej dazy, i jesli ktos sie od niego
                usiluje powstrzymywac, to natychmiast ktos inny to zawziecie naprawia :-)
                W sumie to mam z tej dyskusji pewna przyjemnosc, bo przynajmniej ktos sie przejal
                tym, co napisalem, ale z drugiej strony nie czuje sie za bardzo rozumiany.
                [ja_nek, nie czuje sie 'napadniety', moze tylko 'nie przeczytany' dokladnie :-)]
                Nie bede sie za bardzo wpychal z wyjasnieniami, bo nie wiem, czy ktos ich
                potrzebuje, wiec moze sie ogranicze do rzeczy najbardziej dla mnie jaskrawych.
                1. Skad pomysl, ze jesli ktos zacheca do modlitwy to od razu znaczy, ze czuje sie
                lepszy?:-)) i od kogo niby?
                2. 'to nie musi byc zarzut' - a co to jest? :-) nie komentuje.
                3. czy ja mowilem o prowokacji ze strony zakonnicy?? mialem na mysli
                sprowokowanie sytuacji w ogole. Tzw. 'pokuse', jesli wolisz. Przeciez o wlasna
                slabosc wlasnie mi chodzilo (+ 'sprzyjajace' okolicznosci do tego).
                4. na Twoje pytanie o odpowiedzialnosc odpowiadam, ze gdybys rozmawial z ta osoba
                i przekazal jej (tzn. mu) swoj poglad, to mysle, ze mialbys prawo czuc sie
                wspolodpowiedzialny. Teraz jasne?
                5. 'Co z Twoim nieocenianiem i niepotepianiem?' - Chyba bez zmian, dziekuje :-).
                Tzn. nadal staram sie unikac, ale oczywiscie nie zawsze wychodzi.
                6. Masz racje, porownanie o tyle nietrafne, ze sa to dwa rozne sakramenty. Ale
                obowiazuja w taki sam sposob, tzn. cale zycie.
                7. Wspolczucie podzielam.
                I dziekuje za odpowiedz i uwage.


                ja_nek napisał(a):

                > "Polecam koronke do Milosierdzia Bozego"
                > Myślę, że Aneta jest katoliczką i modli się również w tej sprawie do Boga. A
                > nawoływanie Jej do modlitwy odbieram jakbyś czuł się kimś lepszym.
                >
                > Z całym szacunkiem: Ireo - ciągłym odwoływaniem się do Boga wydajesz mi się oso
                > bą
                > oczytaną w wydawnictwach katolickich, czynnie uczestniczącą w życiu parafialnym
                > (to nie musi być żaden absolutnie zarzut).
                >
                > Mówisz dość rozsądnie. Ale pewne Twoje nuty... nie zgadzam się z nimi.
                > "...w niczym nie czuje sie lepszy od Ciebie - nie moja to zasluga, ze np. nie
                > zyje z siostra zakonna, bo nie wiadomo, jak by bylo, gdybym mial odpowiednie
                > okazje i byl bardzo silnie prowokowany."
                > Dlaczego zakładasz prowokację ze strony zakonnicy, a nie wystąpienie własnej
                > słabości?
                > To trąci pychą.
                >
                > „Poza tym trzeba sobie zdać sprawę, że za postawę tego człowieka są w pew
                > nym
                > stopniu odpowiedzialni także ci, którzy głoszą pogląd o bezsensowności celibatu
                > i
                > ten pogląd mu przekazali”
                > Przepraszam, czy mam być odpowiedzialny za powstałą sytuację, ponieważ mam
                > wątpliwości związane z istnieniem celibatu?
                > Co z Twoim nieocenianiem i niepotępianiem?
                >
                > Analogia do rozpadajacego się małżeństwa nie jest trafna, nie porównujmy stanu
                > małżeństwa ze stanem kapłaństwa. Nie można tego stawiać obok siebie.
                >
                > Panuje opinia, że takie związki nie są szczęśliwe, może to prawda.
                > Mam wątpliwość, czy taki ksiądz (czy zakonnica) potrafi się odnaleźć w nowej
                > rzeczywistości. Oczywiście nie można uogólniać, ale prawdopodobieństwo powodzen
                > ia
                > jest mniejsze. Co będzie robił po zrzuceniu sutanny? Uczył religii? Chyba nie
                > bardzo.
                > Facet niekoniecznie zna życie "na zewnątrz" problemy bycia razem po tym, jak
                > dokona wyboru.
                > Tak czy inaczej Aneta jest w ciężkiej sytuacji. Współczuję Jej położenia.
                >
                > Co do celibatu, to jest dyskusja na odrębny wątek.
                >
                > Jeśli myślisz, że to atak, to jesteś w głębokim błędzie.
                >
                > Pozdrawiam
                > Janek

    • Gość: inco Re: Trudna miłość. Co robić? IP: ATCSCS* / 213.33.61.* 19.06.02, 16:48
      Znam autentyczna historie milosci zwyklej dziewczyny i ksiedza. On dla niej
      porzucil stan kaplanski. Pobrali sie i zamieszkali w jej rodzinnym miescie,
      malej miescinie, w ktorej wszyscy sie znaja. Nie bylo im latwo. Ale chyba sa
      szczesliwi: maja 5 dzieci, oczywiscie ilosc tych dzieci nie ma swiadczyc o
      potedze milosci :-)))
      • ja_nek Re: Trudna miłość. Co robić? 19.06.02, 18:30
        Przeczytałem Cię bardzo uważnie.
        Tytuł „Czytanka dla Janka” brzmi kpiarsko, bo słowa "czytanka" określa się do
        tytułowania książek lub opowiadań dla dzieci, ale mi to nie przeszkadza. Wiesz co
        mnie razi w Tobie? Ciągłe powoływanie się na Boga, takie podpieranie się Nim, bo
        używając Jego imienia łatwiej udowodnić że się ma rację. A pouczaniem jest
        wskazywanie, kto ma się modlić i jak.

        Używasz chwilami PROTEKCJONALNEGO tonu, nie lubię tego.
        A, że się uśmiałeś z mojej wypowiedzi? Śmiech to zdrowie.

        Nie czujesz się rozumiany? Cóż, nie pierwszy jesteś ani nie ostatni.
        W ogóle dziwię się, że zszedłeś nakarmiony pięknymi słowami na to forum, aby
        pokazać istnienie Boga. Ludzie, którzy tu piszą, też bywają w kościele.
        Ad 1. Polecanie, bo takiego słowa użyłeś, modlitwy komuś kto jak sądzę do
        kościoła chodzi dowodzi Twego protekcjonalizmu. Gdybyś napisał np.: „powierz to
        Bogu” brzmiałoby inaczej, POKORNIEJ.
        Gdybyś był księdzem miałbyś prawo wypowiadać się jak to czynisz. Ale duchownym
        nie jesteś.
        Ad 2. Mogę Cię próbować zaszufladkować, niekoniecznie oceniać. A to różnica.
        Powinieneś poczuć się wyróżniony, jeśli trafiłem, a Ty czujesz w tym zarzut.
        Ad 3. Użyłeś słów „... był bardzo silnie prowokowany” i używasz wcześniej słowa
        zakonnica, a więc czytelnikowi podsuwasz potencjalne powiązanie jednego z drugim.
        Ad 4. Skąd myśl, że ktoś mu myśl podsunął o zrzuceniu sutanny? Może sam na to
        wpadł? Będąc w seminarium, a potem księdzem nikt go chyba nie nakłaniał?
        Ad 6. Sakrament małżeństwa NIE OBOWIĄZUJE całe życie. Można rozwiązać je pod
        warunkami (trudnymi do spełnienia) określonymi w prawie kanonicznym. I coraz
        więcej ludzi je uzyskuje, co nie wszyscy wiedzą.

        Pozdrawiam
        Janek
        • ireo Re: dopisek dla janka 20.06.02, 09:57
          Dziekuje za krytyke, bo dzieki niej moge sie dowiedziec, jak odbierasz to, co
          napisalem. Za uwage tez bym chetnie podziekowal, ale z tym juz gorzej. Czuje
          sie odpowiedzialny za to, co napisalem, a nie za to, co ktos mysli, ze
          napisalem :-) - to roznica. Niektore intencje przypisujesz mi bezpodstawnie,
          zapewne w drodze projekcji. Zdaje sobie sprawe, ze rozne wady bardzo wyraznie
          widzi sie u innych, a slabiej u siebie (np. wspomniany brak pokory). A moze
          uwazasz, ze tylko inni maja obowiazek pokory wobec Ciebie, a Ty wobec innych
          juz nie? :-) Zmartwiles mnie, ze dajesz mi prawo do wypowiedzi na niektore
          tematy tylko pod warunkiem, ze zostalbym ksiedzem :-). Nie mam nic przeciwko
          duchowienstwu, ale wydaje mi sie, ze zostac ksiedzem po to, zebym mial u Ciebie
          pozwolenie pisania na forum, to przesada :-)). Przepraszam, juz przestaje
          ironizowac, bo nie chce zebys nabral falszywego przekonania, ze Cie np. nie
          lubie.
          Nie chce dyskutowac z Twoimi odczuciami, ktorych opis przewaza w liscie nad
          argumentami, wiec skomentuje tylko punkt ostatni, w ktorym zrobiles blad.
          Sakramet malzenstwa obowiazuje cale zycie i nie mozna go rozwiazac. Mozna
          natomiast (jak slusznie zauwazasz - pod pewnymi warunkami) uzyskac decyzje
          uznajaca malzenstwo za niewazne. Nie jest to rozwiazanie malzenstwa, tylko
          orzeczenie, ze nie zostalo ono zawarte w sposob wazny (czyli w swietle prawa
          kanonicznego w ogole go nie bylo). Wbrew pozorom roznica jest istotna.

          p.s.
          nie gniewaj sie za 'czytanke', nie chcialem Cie urazic. Po prostu byla kiedys
          piosenka o takim tytule, spiewal ja Perfect (ale dawno, wiec pewnie nie mozesz
          jej pamietac)
          • ja_nek Re: dopisek dla janka 20.06.02, 11:57
            Co do mojej pokory: mam jej sporo, poczytaj mnie na forum, to się dowiesz, a sam
            nie będziesz dokonywał projekcji.
            Teraz Ty nie doczytałeś. Ja Ci niczego nie zabraniam, bo forum jest dla każdego.
            Ale dyskusja i nie zgadzanie się z Tobą również jest dozwolone.
            Mam prawo myśleć inaczej niż Ty.

            Jeśli piszesz coś i posługujesz się w swej argumentacji religią, bądź pewny że
            niektórzy będą Ci patrzyli na każde słowo i zrobią zarzut z każdego potknięcia.

            Nie zgadzam się z Twoim sposobem wypowiadania się, który nazwałem miejscami
            protekcjonalnym. Niektóre Twoje wypowiedzi byłyby na miejscu w ustach księdza, w
            Twoich niekoniecznie.

            Jestem na forum nie od dziś i jedno Ci powiem: protekcjonalność i podpieranie się
            Bogiem spowoduje to, że będziesz rozmawiał sam ze sobą. W gorszym przypadku,
            zostaniesz zmieciony przez tych, którzy nie znoszą podobnych tonów i nie
            przepadają za religią. Tego ostatniego Ci nie życzę, bo widziałem takie przypadki.

            Co do ostatniego punktu: dla uzyskujących unieważnienie małżeństwa, jest to
            rozwód w majestacie Kościoła. Nieważne jaką do tego się dorobi ideologię. Środki
            tu nie są tak ważne, dla stron liczy się cel. Tak czy inaczej jest to furtka.
            Nazwiesz to znów odczuciami. Ale to nieistotne

            Pozdrowienia
            Janek
            P.S. Tak na marginesie. Miewasz sporo racji. Ale nie do końca.
            • ireo Re: czytanka dla janka II 20.06.02, 15:01
              Teraz beda sequele: czytanka II, III itd. :-) (jak Rocky albo Batman!)

              A skad wiesz, czy nie bede dokonywal projekcji? :-)) Poki co zalezy to ode
              mnie, nie od Ciebie.
              Wiem, ze masz prawo 'myslec inaczej' :-)) i obficie z tego prawa korzystasz.
              Bardzo slusznie.

              Ja sie nie 'posluguje religia'. Ani mi to w glowie :-) Wyrazam tylko pewne
              poglady i sposob widzenia rzeczywistosci. Poza tym nie dostaje niestrawnosci na
              mysl, ze 'niektorzy' zrobia zarzut z kazdego mojego potkniecia, bo na razie
              przerabiaja glownie potkniecia wlasne, piszac o tym, czego w moich listach nie
              bylo. Nie spodziewaj sie, ze bede sie tym przejmowal :-))

              Pozwol mi zauwazyc, ze nie mozesz sie 'nie zgadzac z moim sposobem wypowiadania
              sie':-)). Moze Ci sie on najwyzej nie podobac. Nie zgadzac mozesz sie z
              trescia, ale nie z forma, bo o formie mozesz jedynie miec opinie. Niestety
              logika i precyzja wypowiedzi jest nadal twoja slaba strona, co dziala takze w
              druga strone, tzn. nie rozumiesz wszystkich szczegolow tego, co czytasz. Stad
              pochodzi uzywanie w niektorych odpowiedziach uwag od rzeczy, nie majacych wagi
              argumentow.

              Co dla kogo jest protekcjonalne i co nie na miejscu, to rzecz wzgledna.
              Obserwuje te zarzuty z uwaga i zastanawiam sie, jak ocenilbys wlasne
              wypowiedzi, gdybys je czytal po raz pierwszy i nie wiedzial, ze sa Twoje.
              Podziwiam Twoje zamilowanie do pouczania i 'ustawiania innych do pionu'.
              Powiedz mi, jesli to nie jest protekcjonalizm, to co to jest? :-))) Wiem,
              ze 'nie znosisz takich tonow', ale chyba nie masz od nich spokoju, bo sam je
              wysylasz :-). Nie mowie, ze ja nie, i przyjmowalbym Twoje uwagi za dobra
              monete, gdybym wiedzial, ze pochodza z zyczliwosci dla mnie, a nie z Twojego
              poczucia wyzszosci. Na razie jednak dostarczasz dowodow raczej na to drugie, co
              widac po sformulowaniach i wlasnie po tonie. Twoj wybor.

              Zdanie o rzekomym 'podpieraniu sie Bogiem' jest absurdalne :-). Nawet Go
              nigdzie nie zacytowalem, a ze istnieje, wiesz pewnie tak samo dobrze jak ja.
              Wiec o co chodzi? Mam udawac, ze Go nie ma? :-) Rozmowy sam ze soba nawet
              lubie, poza tym nie sadze, zeby moja 'protekcjonalnosc' mnie na to skazywala,
              bo przeciez sam jestes protekcjonalny, a rozmowcow masz, chocby mnie :-)). I w
              dodatku podobno 'nie od dzis'! (ha ha)

              Jesli ktos 'nie przepada za religia', to przeciez jego sprawa, nie moja. Kazdy
              ma wlasne zycie i wlasny sposob myslenia (albo wlasna bezmyslnosc :-). Nic mi
              do tego, a porozmawiac czasem mozna. Chyba domyslasz sie, ze 'zmieceniem' sie
              nie przejmuje. Jesli ktos mnie zaatakuje po chamsku, to mi nie zaszkodzi, a
              tylko sam sie przedstawi i ujawni swoj poziom - szkoda mi bedzie czasu na
              odpowiedz. A jesli zaatakuje mnie grzecznie i rzeczowo, odpowiem grzecznie i
              rzeczowo. Proste.

              Twojego pogladu na 'rozwod w majestacie kosciola' nie nazwe odczuciem, tylko
              zwyklym bledem rzeczowym. To chyba tyle na dzis.

              Zamiast sie nadymac, przyznaj sie w koncu, ze lubisz ze mna rozmawiac, a temat
              wyjsciowy to tylko pretekst :-))

              • Gość: ja_nek Re: czytanka dla janka II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.06.02, 19:02
                Aleś się rozpisał.
                Cieszę się, że daję CI tyle radości, ilość piktogramów o tym świadczy.

                Każdą ocenę czyichś słów można nazwać względną.
                Jesteś facetem, który nakarmiony pięknymi ideami przyszedł na forum, mówisz o
                piekle, o koronkach... człowieku popatrz na swój język do Tej dziewczyny.
                Wypowiadasz się jak dewot, świętoszek. Ale cóż....

                Nielogiczny jestem? no cóż trudno, zdarza mi się czasem, hehe.

                Baw się dobrze, jak widzisz liczba osób, która z Tobą rozmawia na wątku, na
                którym tak się produkujesz ogranicza się już tylko do mnie. A i to się rychło
                skończy.

                „przerabiaja glownie potkniecia wlasne, piszac o tym, czego w moich listach nie
                bylo. Nie spodziewaj sie, ze bede sie tym przejmowal :-))”
                Twoje dobre samopoczucie to też coś.

                „Obserwuje te zarzuty z uwaga i zastanawiam sie, jak ocenilbys wlasne wypowiedzi,
                gdybys je czytal po raz pierwszy i nie wiedzial, ze sa Twoje.”
                Napisałem już poprzednio, dlaczego tak piszę. Nie będę się powtarzał.
                A Twój ugrzeczniony ton to tylko płaszczyk kryjący poczucie wyższości i
                protekcjonalizm w stosunku do innych osób.

                „Podziwiam Twoje zamilowanie do pouczania i 'ustawiania innych do pionu'.”
                Jakoś nie widzę przykładów osób, które pouczałem. Ale to pewnie Twoje odczucie,
                które jak sam zauważasz jest względne.
                Przeczesz całe forum i wykaż moje zamiłowanie. Powodzenia.

                „Nie mowie, ze ja nie, i przyjmowalbym Twoje uwagi za dobra monete, gdybym
                wiedzial, ze pochodza z zyczliwosci dla mnie, a nie z Twojego poczucia wyzszosci.
                Na razie jednak dostarczasz dowodow raczej na to drugie, co widac po
                sformulowaniach i wlasnie po tonie.”
                Powiedziałem już wcześniej, że uważam, że w niektórych sformułowaniach nie masz
                racji, a to nie jest poczucie wyższości.
                A moją ironię prowokujesz swoją ironią i świętoszkowatością. Nie myl ironii z
                poczuciem wyższości.

                „Rozmowy sam ze soba nawet lubie”
                No cóż, nie jest to oznaka zdrowia.

                „bo przeciez sam jestes protekcjonalny, a rozmowcow masz, chocby mnie :-)). I w
                dodatku podobno 'nie od dzis'! (ha ha)”
                Jakoś nikt się nie użala, oprócz Ciebie.

                „Jesli ktos 'nie przepada za religia', to przeciez jego sprawa, nie moja. Kazdy
                ma wlasne zycie i wlasny sposob myslenia (albo wlasna bezmyslnosc :-)
                Och dziękuję Ci bardzo, żeś po tylu latach mego istnienia, raczył mnie oświecić.
                Jestem Ci dogłębnie wdzięczny za tę sugestię.

                „A jesli zaatakuje mnie grzecznie i rzeczowo, odpowiem grzecznie i rzeczowo.
                Proste.”
                A od kiedy atak jest grzeczny, panie od logiki?
                A może Pan myli dyskusję z atakiem?

                Zamiast sie nadymac, przyznaj sie w koncu, ze lubisz ze mna rozmawiac, a temat
                wyjsciowy to tylko pretekst :-))
                Ta rozmowa powoli staje się bezprzedmiotowa, ja myślę swoje, Ty swoje.
                Nie pochlebiaj sobie. Kto tu lubi z Tobą rozmawiać? Chyba Ty sam, jak sam
                powiedziałeś wcześniej.

                Myśl sobie dalej, że masz rację. Dobrego samopoczucia życzę.

                Powodzenia
                Janek
                • ireo Re: czytanka dla janka III 21.06.02, 23:14
                  O, znowu nie wytrzymales :-))
                  Tez niezle poszedles na ilosc. Niestety argumentow coraz mniej (pewnie sie
                  skonczyly) a ocen coraz wiecej. W zwiazku z tym nie ma o czym dyskutowac.
                  Stajesz sie malo ciekawy. W dodatku wyobrazasz sobie, ze bede przeszukiwal
                  forum w poszukiwaniu Twojej tworczosci! :-))))))) ha ha, co za megalomania!
                  • Gość: messja Re: czytanka dla janka III IP: *.proxy.aol.com 22.06.02, 02:08
                    a warto, pisze ciekawie:)))

                    ireo napisał(a):

                    > O, znowu nie wytrzymales :-))
                    > Tez niezle poszedles na ilosc. Niestety argumentow coraz mniej (pewnie sie
                    > skonczyly) a ocen coraz wiecej. W zwiazku z tym nie ma o czym dyskutowac.
                    > Stajesz sie malo ciekawy. W dodatku wyobrazasz sobie, ze bede przeszukiwal
                    > forum w poszukiwaniu Twojej tworczosci! :-))))))) ha ha, co za megalomania!

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka