mathildae
20.06.02, 15:38
Była to rzeczywiście śliczna dziewczyna. Ludzie przychodzący do tego
parku — nawet tacy, którzy czynili to od wielu lat — nie pamiętali, aby
zjawiła się tutaj kiedykolwiek choć jedna taka, która mogłaby stanąć koło
niej. Ta dziewczyna podrywała wiarę w materialność świata; przechodzący
obok ławki, na której siedziała, doznawali wrażenia, iż przeszli pięć
kroków w innym świecie. Nawet staruszek, od lat łażący tędy z laską
zakończoną szpikulcem, otworzył usta i szedł tak aż do końca alejki. A
staruszek ten wiele widział, wiele mógłby powiedzieć o majowych nocach,
kiedy — dusząc się ze złośliwej satysfakcji — wypłaszał stąd ubogich
kochanków.
Dziewczyna siedziała na ławce z chłopcem. Chłopiec nie mógł mieć
więcej lat od niej — to znaczy dziewiętnaście lub dwadzieścia. Był także
ładny, lecz ona gasiła go każdym, nawet najbardziej nieznacznym ruchem
lub spojrzeniem. Ta dziewczyna miała w sobie kawał słońca — tak myśleli
przechodzący tędy. W pewnym momencie rzekła:
— Późno już. Muszę iść.
— Jak chcesz — powiedział chłopiec. — Mnie tutaj dobrze.
— Zrobisz to, o co cię proszę, czy nie?
— Już ci powiedziałem.
— Będziesz żałował.
— To moja sprawa — powiedział chłopak. Wyciągnął z kieszeni paczkę
papierosów: prztyknął w denko, wyciągnął jednego i zapalił. Potem
schował paczkę z powrotem.
— Ja też palę — rzekła dziewczyna.
— To bardzo niedobrze. Nikotyna szkodzi na zdrowie. Poza tym
człowiek brzydnie.
Popatrzyła na niego spod zmrużonych powiek. Oczy miała brązowe,
ciemne: migotała w nich miodowa gwiazdka. Chciała coś powiedzieć, lecz
przechodził koło nich jakiś mężczyzna w granatowym kiepskim garniturze.
Był to nieznaczny urzędnik: nie osiągnął w życiu niczego, gdyż brakło
mu i talentu, i wytrwałości. Jak każdy tego rodzaju człowiek uważał się
jednak za skrzywdzonego i niezrozumianego. Popatrzył na śliczną
dziewczynę i pomyślał: "Mój Boże! Gdybym ja miał taką! Może by to
wszystko zaczęło być inne? Taka kobieta może odmienić wszystko; może
dla niej wziąłbym się jeszcze za coś? A tak — złamane życie. Ech, cholera!
Muszę iść do kina. Człowiek zaczyna się rozklejać..." Posmutniał i
przyśpieszył kroku.
Skoro tylko przeszedł, dziewczyna zapytała chłopca:
— Dasz czy nie?
— Nie lubię się powtarzać — odparł.
Patrzyła na niego swymi ciemnymi oczyma i rzekła cicho:
— Ty skurwysynu.