atkabe
13.05.05, 19:08
Przeważnie to bywa tak: w pracy uśmiecham się, tryskam humorem. Popołudnia
poświęcam dziecku, aby nauczyć go, że świat jest piękny i aby nigdy nie
stracił wiary w ludzi. Oni są wspaniali.
Nadchodzi wieczór. Dziecko śpi, a ja samotność dzielę z książką.
Czasem krople spadają na poduszkę. Nocą samotność potęguje. Muszę jednak
zebrać się w sobie, bo przecież zaraz zadzwoni budzik i pójdę jak zwykle z
uśmiechem przyklejonym na twarzy.
Nawet najbliższym o tym nie mówię. W/g nich jestem silna.