Na brzegu....;)))

08.10.05, 07:38
"..Na brzegu morza dziś rano
Znalazłam muszelkę białą
Uchem łowię jej szepty
Szumi ciągle to samo
Mówi o nocach gorących
O gwiazdach na niebie lśniących
Jestem dla Ciebie morzem
Słońcem za nieboskłonem
Liściem zielonym na wietrze
Ogniem płonącym przy drodze
Usiądź koło mnie wędrowcze
Ogrzej się w moich płomieniach
Świat stoi przed nami otworem
Nie powiem Ci do widzenia..."
    • trzpiot_1 Re: Na brzegu....;))) 08.10.05, 08:12
      Bo jak dzień dobry nie powiedziała, to dlaczego ma powiedzieć do widzenia?
      Dzień dobry! :)
      • caruzzo Re: Na brzegu....;))) 08.10.05, 08:34
        Witaj Trzpiotku;))
        Dzien dobry.;))
        Milego dnia Ci zyczę;))
    • Gość: ktosik Re: Na brzegu....;))) IP: *.telkonet.pl / *.telkonet.pl 08.10.05, 15:35
      Bursztynek, bursztynek znalazlam go na plazy....:)))

      Podazajac za zyciem na skraaju morza sspotkalam muszle, ktora opowiadala o tych
      nocach upojnach i tych dniach samotnych...o sercach wciaz poszukujacych
      szybszego bicia w rytmach samby...opowiedziala o milosci, ktora przezyla...ale
      ta muszla klamala...ale za to jak pieknie....:)
    • Gość: wojazer Na brzegu... IP: *.bredband.comhem.se 09.10.05, 19:09
      " WEDROWCY OCEANU "

      "Dzwieki muzyki,
      dzwieki slow
      moga byc szczesliwym krolestwem,
      po ktorym stapamy , sniac
      o trwaniu czasu,
      o spelnieniu wszystkiego,
      co chronia podcienia dloni.
      Szczesliwe krolestwo,
      poza koniecznoscia przemijania,
      poza kilkugodzinnymi dniami,
      poza nagloscia bolu.

      Dzwieki muzyki,
      dzwieki slow
      spelniaja sie w przeszlosci
      i tam znajduja miejsca,
      gdzie moga byc tylko bezsilnoscia
      lub klamstwem wobec nas samych.
      Terazniejszosc staje sie tylko mostem
      miedzy slowem, ktore jeszcze zyje
      a agonia naglych przyczyn.

      Zaulki w portach,
      statki znanej przystani.
      Zmeczeni wedrowcy,
      ktorzy spoczywacie u zwinietych zagli,
      zaczynacie rozumiec
      cos , co wymyka sie spod waszej kontroli.
      Swity przynosza puste slowa,
      lecz wy schodzicie glebiej poprzez pustke szczelin
      waszych otwartych dloni.
      I gest niepoznania jest zdradliwym krokiem
      odchodzacego celu.
      Spada pierwszy deszcz jesienny,
      biale zagle obejmuja maszty
      i odplywajac poprzez smugi szlakow,
      zostawiaja was na ladzie bezradnym.

      Przystanie wielkich oceanow,
      wcisniete w zaulki ladu.
      Poczatki dusznych uliczek,
      gdzie sen jest antraktem
      miedzy koncami spraw zaczetych
      a poczatkami usprawiedliwien
      przed gestami nigdy nieuczynionymi.
      Ufni wedrowcy,
      ktorzy spogladzacie w kalendarze bez dat,
      gdzie jedynym znakiem jest dzien narodzin
      waszego czasu.
      Oto geste ulice,
      jak okna slepych kamienic,
      gdzie spotykamy siebie nawzajem,
      niosacych w ustach papierosy dni,
      ktore nie sa przyzwyczajeniem.
      Pokonujemy bariery rozwartych warg,
      przechodzimy przez lata,
      czekajac na przyszlosc.
      Wedrowcy slonecznych przystani,
      oto przyszlosc , na ktora czekacie
      staje sie przeszloscia.
      Przyszlosc jest jedynie
      przewartosciowaniem czasu w przeszlosci.
      Wiatr od morza
      przynosi oddechy odpywajacych zaglowcow.

      W przestrzeni oceanow sa miejsca,
      gdzie spotykaja sie godziny nocy.
      Na milczacych bocznicach kolejowych w porcie,
      oczekiwanie wypelnia sie przeznaczeniem,
      spelnia sie u celu poznania
      nieskonczenie tych samych drog.
      Na krancach ziemi,
      u zrodel drzew,
      u zrodel drogowskazow mysli,
      kiedys budowano posagi
      kilku spraw niedokonczonych.
      Wy , wedrowcy naglych przystani
      zaczynacie rozumiec
      cos , co wymyka sie spod waszej kontroli,
      niebosklonny gotyk oceanu.
      Czyz nie spogladacie w niebo , wedrowcy?
      Odplywajace zaglowce
      zabieraja ze soba odbicia gwiazd,
      i ziarenka piasku na otwartej dloni.

      W wiecznosci malych spraw ,
      miedzy bochnami rozkrojonych chlebow
      trwa spelnieniem
      obowiazek wypelniania czynow.
      Poza teatralnego gestu
      w kronice rejestracji postaw, wedrowcze.
      Jakich slow banalnych szukasz?
      Wiosla waszych dloni sa zmeczone,
      spadaja w nieskonczonosc oceanu fala,
      ktora pelznie miedzy drewnianymi palami przystani.
      Deski co skrzypia
      pod ciezarem niecierpliwych stop.
      Jeszcze kilka krokow,
      ktore otworza nowy dzien.
      Zacisniete kurczowo palce
      nad krawedzia szukania.
      Matowy obraz
      jak pejzaz konajacego motyla.
      Nie pozostaje nic
      oprocz ulic rzuconych pod plaskie niebo.
      Tam w zaulkach miliardow miejsc
      odnajdujecie czas,
      aby pocieszac mysli z jaspisu
      blakajace sie po wielkich korytarzach
      malych spraw.
      Odpowiadacie sobie samym,
      nie znajac odpowiedzi.
      Ludzie dotykaja koncami palcow
      swietlikow gestow rzeczy niespelnionych,
      aktorzy slow, ktore nie maja znaczenia.
      Po coz wam ocean malency wedrowcy?

      Jest kilka rzeczy
      o ktorych mowia,
      palac fajki dni.
      Opowiadaja sobie nawzajem
      o poczatku poczatkow.
      Zniecierpliwiony albatros przecina linie nocy
      i jest w tych kilku ruchach
      harmonia nienaruszalna.
      Swiatla tawern
      pochlona kolejne noce,
      gdzie wszystko staje sie
      koncem i poczatkiem.

      Jutro wstanie dzien,
      przyplyna biale zaglowce,
      i szronem okryja wasze glowy.
      Ulozycie uspione dlonie pod glowami
      spelnionej przyszlosci.

      Dzwieki muzyki,
      dzwieki slow
      moga byc szczesliwym krolestwem,
      po ktorym stapamy , sniac
      o trwaniu czasu
      posrod kilku spraw niedokonczonych "











      • caruzzo Re: Na brzegu... 10.10.05, 10:06
        Perła


        "Pewien człowiek. Zwyczajny. Jak każdy. Nie wyróżniający się z tłumu
        wyglądem, siłą, ani intelektem. Szary, standardowy obywatel. Ten
        człowiek... znalazł kiedyś perłę.
        Było to o tyle dziwne zjawisko, że nie był wcale poławiaczem,
        a znalazł ją, przesiewając dłonią w zamyśleniu złocisty piasek
        nadmorskiej plaży. Należałoby raczej powiedzieć, że to perła znalazła
        tego człowieka, a właściwie wybrała go sobie na tego, któremu
        pozwoliła się odnaleźć i w którego ręce się oddała. Dlaczego
        to zrobiła? Jaki był powód, że akurat tego wybrała? Nie możemy tego
        wiedzieć, bo czy ktoś rozumie perły?
        Możemy jednak stwierdzic jedno: perły bardzo rzadko zmieniają wybór
        (chyba, że trafią na poławiacza, bo wtedy nie mają wyboru). Ta perła
        wybrała swojego znalazcę i nie był on poławiaczem, istniało więc duże
        prawdopodobieństwo, że będzie mogła cieszyc go swym pięknem bardzo
        długo. Zalśniła delikatnie w słońcu, jakby na próbę, żeby sprawdzić,
        jakie wywiera wrażenie.
        Człowiek był nią zachwycony. Nigdy nie przypuszczał, że bedzie
        posiadał taki piękny klejnot. Jej opalizująca delikatnie powierzchnia
        nie przypominała niczego, co widział do tej pory. Jakiś człowiek
        przechodził nieopodal i zakrzyknął "dzień dobry". Znalazca nie
        odpowiedział, tylko obrzucił intruza wrogim spojrzeniem. "Na pewno
        chce mi odebrać moją perłę". Pomyślał, po czym zamknął w dłoni swój
        klejnot.
        Od tej pory żył w ciągłym strachu, że straci to, co tak nieoczekiwanym
        zrządzeniem losu uzyskał. Czujnie obserwował wszystkich wokoło i
        kipiał w nim gniew, gdy tylko ktoś spojrzał na jego perłę. Nie chciał
        dopuścić do tego, by miała jakąkolwiek okazje wybrania sobie innego
        własciciela. Zajęty odpędzaniem intruzów przestał zwracać uwagę na jej
        piękno.
        Nie zauważył, że stopniowo zaczęła tracić swój blask. Nadal jednak
        trwała przy nim w nadziei, że wzbudzi w nim zachwyt choć raz jeszcze.
        Bo perły, jak zapewne wiecie czerpią energię życiową z podziwu, jakim
        są darzone przez tych, którzy ich piękno potrafią docenić. Nieszczęsna
        perła, strzeżona dzień i noc przed wzrokiem ciekawskich, a i przez
        swego znalazcę już niedoceniana, straciła swój blask. Jej powierzchnia
        zrobiła się matowa, potem ściemniała, aż zaczęły powstawać na niej
        rysy i pęknięcia.
        Wtedy perła z dużym smutkiem i bólem podjęła decyzję, że odejdzie od
        swego znalazcy. Nie odeszła jednak dlatego, że przestał o nia dbać,
        lecz dlatego, że nie potrafiła już wzbudzić w nim zachwytu. Bo perła
        nigdy nie obarczy winą swego znalazcy. One bardzo rzadko zmieniają
        wybór. Tego dnia perła zagubiła sie tak samo nagle i niespodziewanie,
        jak kiedyś się znalazła. Po paru godzinach była już z powrotem w
        słonych głębinach oceanu, gdzie miała szansę odzyskać chociaż część
        dawnego blasku.
        Tymczasem człowiek dopiero teraz zrozumiał swój błąd. Bo dopiero po
        stracie potrafimy docenić szczęście, które było naszym udziałem.
        Rozpaczał on długo po zniknięciu perły i choć codziennie chodził nad
        brzeg morza przesiewać dłonią piasek, to już nigdy jej nie zobaczył.
        A perły bardzo rzadko zmieniają wybór. Jednej rzeczy, którą zrozumiał
        uczył od tamtej pory wszystkich swych synów i wnuków, by nie popełnili
        oni już nigdy tego błedu.

        Pamiętaj, gdy odnajdziesz perłę, nie martw się, że inni na nią patrzą.
        To Ty ją znalazłeś a perły bardzo rzadko zmieniają wybór.
        Dbaj o nią, a ona odwdzięczy ci się swoim blaskiem.
        Innych zaś podziw dla niej, niech będzie dla ciebie powodem do dumy,
        której nie zapomnij okazać. Perła, która wie, że jesteś z niej dumny
        będzie swym blaskiem przyćmiewała brylanty..."
        /autor n/n/
    • neita33 Re: Na brzegu....;))) 10.10.05, 11:41
      jaki stąd wniosek?
      nie zamykaj perły w dłoni jak słowika w złotej klatce
      pozbawiając ją wolności gasisz w nich blask i radość życia

      :)
      • caruzzo Re: Na brzegu....;))) 10.10.05, 19:10
        tak,niewola nic dobrego nie przynosi.
        zawsze jest najlepiej gdy mozna rozwinąć
        skrzydełka ..;)
        • neita33 Re: Na brzegu....;))) 10.10.05, 19:49
          Miło byłoby gdyby poniosły nas same,we właściwym kierunku,
          prosto do obranego celu ;)
          • caruzzo Re: Na brzegu....;))) 10.10.05, 19:58
            To byłby ideał;)
    • neita33 Re: Na brzegu....;))) 10.10.05, 20:09
      Ale pomarzyć sobie zawsze można :)

      a tymczasem pora złożyć skrzydła i zstąpić z obłoków na ziemię;)
      • caruzzo Re: Na brzegu....;))) 10.10.05, 20:20
        marzenia są częscią naszego zycia.......
    • neita33 Re: Na brzegu....;))) 11.10.05, 09:17
      Marzenia...wprawiają w osłupienie,porywają delikatnym powiewem
      ...wywołują uśmiech na twarzy,dodają życiu magii...kolorowe jak piękny motyl
      ...ulotne jak poranna mgła

      Nieważne....jedno samotne czy ich tysiące...nigdy nie zginą w wielkim oceanie
      myśli

      Miłego dnia :)
      • liza177 Re: Na brzegu....;))) 11.10.05, 10:42
        wyobraz sobie, ze ta kladka, to most zwodzony... moze wtedy podejmiesz latwiej
        decyzje:) pozdrawiam
        • caruzzo Re: Na brzegu....;))) 11.10.05, 13:29
          najgorszy jest most wiszący(linowy).
          przejscie po takim to prawdziwe wyzwanie.;)
      • caruzzo Re: Na brzegu....;))) 11.10.05, 13:28
        neita33 napisała:

        > Marzenia...wprawiają w osłupienie,porywają delikatnym powiewem
        > ...wywołują uśmiech na twarzy,dodają życiu magii...kolorowe jak piękny motyl
        > ...ulotne jak poranna mgła
        >
        > Nieważne....jedno samotne czy ich tysiące...nigdy nie zginą w wielkim oceanie
        > myśli
        --------------
        bardzo pieknie to ujęłas;)
        dzieki;)
        >
        > Miłego dnia :)
        • neita33 Re: Na brzegu....;))) 11.10.05, 14:13
          grunt to właściwe ujęcie,ciesze się,że Ci się podobało ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja