Dodaj do ulubionych

Śmierć kochanków II

03.01.03, 19:42
Ponieważ strona o powyższym tytule otwiera się i otwiera bardzo długo... to
proponuję tu na stronie II założyć dalszy ciąg...
A na początek - Moja tęsknota


Moja tęsknota
do niewidzialnej kochanki,
jak lilia złota
marznąca w zimne ranki.
Lecz żaden duch z zaświatów
skrzydłami nie oprzędnie -
oh, tyle więdnie
kwiatów...

To oczywiście tęsknił ....Tadeusz Miciński , a nie rb13
Obserwuj wątek
    • kwasna_cytryna Re: o Tobie 03.01.03, 22:54
      Deszcz. Wszystko zmyje, czerwone włosy dziewczyny
      wylot ulicy. I myśli. Myśli. Boże
      czy ty nim żyjesz
      • rb13 Re: o Tobie 06.01.03, 20:25
        Litości . Ewa. Kwaśna Cytryno i inni co na chwilę wpadają .
        Strona "Śmierć kochanków I" otwierała mi się przez 6 minut i nic z tego nie
        wyszło. Proszę o przerzucenie sie na stronę II.
        • kwasna_cytryna Re: *** 06.01.03, 20:56
          Wielkie rzeczy są ukryte w małych. Kim jest dziewczynka? Dziewczynka jest mną.
          Jest jak ptak nocny. Pozwól jej śpiewać, pozwól jej tańczyć.
          Każdy kiedyś szuka ciszy. Dziewczynka znajduje ciszę w głosie wilków. Świat
          jest pełen dziewczynek: wilki to dziewczynki i Księżyc i noc i brzozy i
          kamienie i wszystkie domy i cała Ziemia.
          Chłopczyku, szukaj ciszy w głosie dziewczynki.

          Są jeszcze dziewicze ziemie, Ciepłe Norki otulone sierścią Matki-Wilczycy,
          jaskinie o śliskich ścianach do których wchodzą Dzicy Mężczyźni by wylać
          nasienie w Macicę Ziemi; niektórych to jedyna kochanka, nie tylko Matka.
          Przebijałam się przez głęboki śnieg, bo byłam wilczą wcześniaczką. Znam na
          pamięć piosenkę mojej matki, znam polowania.
          Ale gdy daję wchodzić w siebie temu jedynemu, odczuwam głęboki niepokój. On ma
          swoje utajone źródło w moim najdzikszym mateczniku. Stamtąd nie ma odwrotu.
          Drzwi do lasu noszę w sobie. Dzisiaj jest tak, że robię jeden krok poza
          świadomość i jestem tam. Mówią: "Brzozy umierają młodo." "Jeden jest, którego
          kocham" - odpowiadam, stara, mądra brzoza. Potem uciekam szybko wzdłuż rzeki i
          czuję, że spotkam Ciebie, rysiu; to będzie najważniejsza rozmowa w naszym
          życiu. Dzisiaj mieszkam w mieście, więc jestem - to proste - pasterką lunatyków.
          Las istnieje naprawdę. Znam dzisiaj prawdziwe drzwi do lasu. Ale w podziemny
          las prowadzą nie drzwi, ale właz. Więc cóż Ci zostaje, by wejść: intonuj pieśń!
          Już znam dziwne drzwi do lasu, ojcze. Ten zaczarowany świat otacza łukiem
          każdego z nas. Czasami czuję, że okrągły horyzont jest po prostu napawdę
          rozleglejszą wersją tego samego pęta hycla. Jesteśmy równi wobec natury
          (chociaż nasze losy są różne jak karty Tarota). Uciekałam w las biorąc Ciebie
          za rękę i to był mój błąd. Dzisiaj już nie wierzę lustru, jesteśmy wszędzie
          przechodniami, dotyczy to i naszych ramion i najstarszych dzwonów i
          najstarszych drzew. Proszę, bądź teraz dla mnie ojcem, którego nie miałam gdy
          moje ciało pękło; rozumiem dlaczego tak często mężczyźni boją się dziewcząt.
          Ucieknę w las sama, byle głębiej.

          Aby przypomnieć sobie dzieciństwo musimy zbiec drewnianymi schodami wgłąb
          siebie. "Zrób to" - prosisz. "Nie potrafię." Nie potrafię. Naprawdę.
          Wywlekli mnie w las, a wszystkie wilki uciekły. Wróciły dopiero po wszystkim,
          wstąpiły we mnie i dały mi siłę by jeszcze iść przed siebie. Widzisz: zawsze
          gdy było coś nie tak chciałam uciekać z miasta do lasu. Tym razem przebyłam
          dokładnie odwrotną drogę. Czasami tak trzeba: żyjemy, rozwijamy się,
          dojrzewamy, pniemy do góry, ale czasami trzeba - tup, tup, tup - jak Kubuś
          Puchatek zejść po drewnianych albo kamiennych schodach wgłąb swojego
          dzieciństwa, na samo dno, w krainę przodków, przebyć dokładnie odwrotną drogę.
          Będę musiała puścić Twoją rękę i przebyć tę odwrotną drogę od brzegu do brzegu.
          Dlatego, że siedziałam z Tobą w jednej ławce, tak inna niż Ty, zawsze chora na
          miłość, aż do momentu gdy siadłam na Tobie pozbawiając Cię niewinności.

          by "wszetecznica"
    • rb13 Re: Śmierć kochanków II 07.01.03, 17:32
      Zmiennaś, lecz miłość twa nie jest zwodniczą

      Zmiennaś, lecz miłość twa nie jest zwodniczą,
      Choć zdradzasz serce, tkliwie wprzód szukane.
      To łzy podwójną zatruwa goryczą,
      Którymi twoją opłakałem zmianę;
      To kruszy serce, które ty zasmucasz,
      Że umiesz kochać - lecz prędko porzucasz.

      Stratę obłudnej mało czuje serce,
      Oziębła wzgarda ściga przeniewiercę.
      Lecz ta, co żadnej myśli nie przebiera,
      Ta, której miłość tak tkliwa jak szczera,
      Jeśli się nawet i taka odmienia,
      Któż by nie doznał mego udręczenia? -

      Marzyć o szczęściu , do cierpień się budzić
      Los jest każdego, co żyje lub kocha.
      Lecz jeśli nawet, przestając nas łudzić,
      Żal w sercu wznieca ćma urojeń płocha,
      Co we śnie z nami igrając łaskawie,
      Tym samotniejszych opuszcza na jawie:

      Jakże więc muszą dręczyć się boleśnie
      Ci, których serca, nie marzeniom we śnie,
      Lecz tkliwym, szczerym uczuciom przywykną,
      A te jak same przewidzenia znikną? -
      Ach, powiedz raczej, że ta moja żałość -
      Grą wyobraźni, snem - twoja niestałość!

      1824r.Byron
      • kwasna_cytryna Re: Śmierć kochanków II 07.01.03, 19:52
        Niepewność

        Gdy cie nie widze nie wzdycham nie placze
        Nie trace zmyslow kiedy cie zobacze
        Jednakze gdy cie dlugo nie ogladam
        Czegos mi braknie kogos widziec zadam
        I teskniac sobie zadaje pytanie
        Czy to jest przyjazn ? czy to jest kochanie ?

        Gdy w oczu znikniesz nie moge ni razu
        W mysli twojego odnowic obrazu
        Jednakze nieraz czuje mimo checi
        Ze on jest zawsze blisko mej pamieci
        I znowu sobie powtarzam pytanie:
        Czy to jest przyjazn? czy to jest kochanie ?

        Cierpialem nieraz nie myslalem wcale
        Abym przed toba szedl wylewac zale
        Idac bez celu nie pilnujac drogi
        Sam nie pojmuje jak w twe zajde progi
        I wchodzac sobie zadaje pytanie
        Co ty mie wiodlo? Przyjazn czy kochanie?

        Dla twego zdrowia zycie bym nie skapil
        Pod twa spokojnosc do piekiel bym wstapil
        Choc smialej zadzy nie ma w sercu mojem
        Bym byl dla ciebie zdrowiem i pokojem
        I znowu sobie powtarzam pytanie
        Czy to jest przyjazn? czy to jest kochanie ?

        Kiedy polozysz reke na me dlonie
        Luba mie jakas spokojnosc owionie
        Zda sie ze lekkim snem zakoncze zycie
        Lecz mnie przebudza zywsze serca bicie
        Ktore mi glosno zadaje pytanie
        Czy to jest przyjazn? czy tez kochanie ?

        Kiedym dla ciebie piosenke skladal
        Wieszczy duch mymi ustami nie wladal
        Pelen zdziwienia sam sie postrzeglem
        Skad wziolem mysli jak na rymy wbieglem
        I zapisalem na koncu pytanie
        Co mie natchnelo? Przyjazn czy kochanie?

        Adam Mickiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka