meduza4
05.07.06, 15:13
przy czym od razu zaznaczam, że cudzego ;-PPP w celu znajomości
niezobowiązującej ;-)
Wymagania: bogaty, bogaty, jeszcze raz bogaty. Tak bogaty, żeby mnie w życiu
ustawił jak się patrzy. Dobrze byłoby, gdyby przy tym gębę miał wyjściową i
nie był starym, pomarszczonym grzybem. Nie lubię udawać orgazmów, ble :-(
Co mam do zaoferowania? Przede wszystkim swoje szerokie ramię, na którym
biedny mąż i ojciec rodziny będzie mógł złożyć głowę i wypłakać wszystkie
swoje żale na żonę, dzieci i prozę życia. Będę rozumieć i pocieszać...
za odpowiednię cenę oczywiście... udając, że w to wszystko wierzę.
Do tego będzie seks na zawołanie i ten obiecany orgazm. Pal diabli, udawany
czy nie. Mogę i udawać, bylebym tylko seksowną bieliznę w prezencie dostała
i do tego jeszcze satynową pościel. Mogę nawet szeptać półimpotentowi w
odgrywanym uniesieniu, że jest najlepszym kochankiem pod
Słóńcem, jeśli mi się zwróci koszt całej komedii.
Poza tym nie będzie musiał u mnie zmywać garów, sprzątać mieszkania i zajmować
się tak nieambitnymi czynnościami, bo zakładam, że zatrudni mi gosposię.
Będzie mógł się realizować duchowo i intelektualnie zabierając mnie do kina,
do teatru, na koncerty, podczas gdy jego głupia żona będzie pucowała łazienkę
Domestosem, prasowała mu koszule do pracy, cerowała skarpetki, oglądała z
dziećmi jakąś bzdurną dobranockę.
Nie będzie u mnie musiał zmieniać pieluch ani pudrować bachorowi pupy, ani w
ogóle słuchać tego przeklętego darcia mordy, bo w takim związku nie ma
miejsca na dziecko. Nawet nie zamierzam go na to dziecko łapać, bo ja nie
chcę takiego pacana, tylko jego kasę ;-PPP
No oczywiście kasy będzie mi dużo potrzeba, bo fryzjer, solarium, siłownia,
ciuchy, kosmetyki... wszystko kosztuje, a ja lubię wyglądać atrakcyjnie.
Niech tam sobie jego żona w znoszonej podomce niszczy sobie ręce szorowaniem
garów, w których gotuje specjalnie dla niego domowy obiadek, a i tak od
początku małżeństwa go przypala. Ja tam nic nie przypalę, bo nawet gotować
dla niego nie będę. Tak wielką damę jak ja należy zabierać do restauracji.
.......
.......
.......
No i miałam tak dalej bzdurzyć w tym stylu, zainspirowana postami kilku panów,
którzy widzą same zalety kochanek i same wady żon.
A problem jest w tym, że tych żon nie doceniają. Kochanka, świeża, wypoczęta
przed spotkaniem, często wolna od takich lub innych obowiązków, od których
żonie nie sposób uciec, zawsze wydaje się atrakcyjniejsza.
Nie mieszka z tym mężczyzną pod jednym dachem, chowa przed nim swoje humory,
lecz ma zawsze na poczekaniu słodki uśmiech, zrozumienie jego problemów, ładne
majtki na pupie, wielokrotne orgazmy i konwalie w wazonie...
I teraz powiem wprost: cała wina tych żon polega na tym, że były tak głupie,
żeby pokochać i poślubić nieodpowiednich facetów. Piorą, sprzątają, gotują,
wychowywują wspólne dzieci, dają d... najlepiej jak tylko potrafią w tych
warunkach. I po co to wszystko? Dla faceta, który i tak poleci do innej.
I teraz widzę wyraźnie, jak wielka jest wina takich żon. One powinny te gary,
koszule, skarpety i płaczące dzieci zostawić na głowie faceta, ubrać się sexy,
wyperfumować, zająć się albo karierą zawodową, albo romansami, albo
czymkolwiek co sprawi im przyjemność.
Dopiero wtedy tacy mężowie będą mogli odczuć i zrozumieć, że poślubili
naprawdę ambitne, piękne i wyjątkowe kobiety :-D