Dodaj do ulubionych

Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej???

01.02.03, 04:50
Nie bedzie bardzo krotkie, ale mysle ze warto przeczytac.
Witam drodzy uzytkownicy forum. Po raz pierwszy w zyciu czuje sie tak bardzo
zawiedziony i zdruzgotany moim losem. Nigdy nie myslalem ze uczucie moze tak
bardzo ranic, zamiast rozswietlac zycie.

Czlowiek rozwija sie, ksztalci, poznaje dziewczyny/kobiety i wszytko jest
piekne dopoki nie znajdzie sie tej jak sie wydaje "jedynej". Pisze "dopoki"
bo wtedy wlasnie zaczynaja sie same problemy. Co mogloby, powinno sie wydawac
najpiekniejszym okresem zycia, staje sie koszmarem...
Tak, jestem niewolnikiem nieodwzajemnionego, a raczej jeszcze niewiadomego
uczucia.... I nie wiem jak sobie poradzic - jestem zdruzgotany.

Czy ktos z was czul sie ze jest we wlasciwym miejscu, poznal ta wlasciwa
osobe ale o calkowicie niewlasciwym czasie - za wczesnie lub o wiele za
pozno? Ja tak sie wlasnie czuje.
Jestesmy rowiesnikami, przyjaciolmi, ...i to wlasciwie tyle co nas laczy.
Jestem dopiero na drugim roku studiow, ona konczy w tym roku - ma swietna
prace, duzo przyjaciol, duzo podrozuje, bawi sie ... a ja jestem tam
gdzies .. no wlasnie nawet nie wiem gdzie. Im dluzej ja znam tym bardziej
wydaje mi sie ze mnie wiecej unika (tylko czemu?), ze mamy mniej wspolnego...
Jeszcze po wakacjach przychodzila sie przywitac, byly usmiechy, pytala sie
czy mam dziewczyne, i dlaczego nie przeciez one (kobietki) sa wspaniale
itp... Czy bylem na tyle glupi aby nie zauwazyc sygnalu? Czy moze to nie byl
zaden sygnal, a wy moje drogie panie tak zawsze pytacie z nienacka po
wakacjach? I czemu potem unikacie spotkan?

Czas - cos co powinno dzialac na moja korzysc niestety obraca sie przeciwko
mnie przynajmniej w tej chwili, jako ze bardzo niewiele czasu spedzamy ze
soba...wspolnych przyjaciol nawet juz nie mamy. Jednak zawsze czuje "to cos",
jakby od niej, gdy z nia rozmawiam. Mam takie dziwne przeczucie ze chciala by
mnie poznac tam gdzies w glebi, ale sie z tym nie odkrywa, zwazajac ze nic
wielkiego nas nie laczy. Ja sie robie pasywny, skrywam sie za kazdym razem -
robiac z siebie wlasciwie osobe jakoby nie patrzec nudna, i kompletnie
pogarszam sprawy... Ostatnio czulem sie totalnie zignoriwany, gdy rozmawiala
z pewnym przystojniakiem - jeszcze nie chlopakiem ??- o wspolnej wycieczce do
ameryki poludniowej ... oj to bolalo...
Odkad ja poznalem, a bylo to prawie 1,5 roku temu szaleje na jej punkcie.
Jest osoba fenomenalna- inteligentna, z poczuciem humoru, romantyczna,
czarujaca, slodka, przesliczna, o kochanym charakterze ... i ciagle samotna.
Jeszcze sie dziwie ze dalej jest samotna... Ja oczywiscie mam pare
kompleksow, ale nie jest tak zle. Niestety jestem chyba osoba za skromna, i
dziwnie mi to pisac, ale zazwyczaj sie niedoceniam...

Nie wiem co robic. Szkoly mi sie odechcialo, w ogole wszystkiego mi sie
odechcialo... widocznie taka faze teraz przechodze. Nigdy to jednak nie bylo
takie silne, nigdy tak bardzo nie cierpialem - Nie wiem jak to mozliwe ze
rozstania lub czasem odzucenia z przeszlosci nie zadawaly tak ogromnego bolu,
co ta dziwna sytuacja niepewnosci, nieswiadomosci i poczucia niemocy.
Zycie jest piekne, ale ja jakos nie moge odnalezc jego sensu ... czy juz
zawsze bede czul ztremowanie i nieswojosc przebywajac, rozmawiajac z nia, ile
jeszcze wytrzymam niemogac o niej zapomniec?

Czy powinienem jej powiedziec o moich uczuciach i przez to narazic sie na
prawdopodobienstwo ignorancji w przyszlosci?
Czy moze powinienem poczekac, rozwinac sie, zmienic, i "zaatakowac" np. po
wakacjach... tylko czy wtedy bedzie dalej samotna... niestety watpie. Nie
wyobrazam sobie jej bez nikogo...

Czy jest cos co moge zrobic by ja soba zainteresowac??? Pytania dziwne, ale
ciagle chodza mi po glowie.... niestety nie moge znalezc odpowiedzi... i
tymze staczam sie w rozpaczy, zaniedbuje szkole..... nie umiem sobie
kompletnie z tym poradzic.... nie umiem zniesc odzucenia.

Nie wiem co bedzie jak nie odwzajemnia i nie bedzie odwzajemniac moich
odczuc... raczej nie poznam juz nikogo takiego jak ona. Tylko jak ona moze
mnie poznac? I czy chce...... o jejkuuuuu juz nie wytrzymam
Obserwuj wątek
    • cal-ineczka Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 01.02.03, 10:06
      Aż tyle napisales, bo sie otwierasz przed nami - bo jestes poprostu zakochany,
      tak sobie wlasnie ta milosc z Ciebie promieniuje.....

      >Im dluzej ja znam tym bardziej
      > wydaje mi sie ze mnie wiecej unika (tylko czemu?), ze mamy mniej
      >wspolnego...

      No...skąś to znam....to olbrzymie poczucie obojętności przez te drugą osobę.
      Myśle, że obojętność jest czymś gorszym niż zło.
      Ale ta obojętność może być przelotna, wynikła z jakiejś sytuacji.......
      kiedyś znałam fajnego kolege - w zasadzie od samego początku się w nim
      zakochałam, ale on........przez pierwsze parę lat tego nie zauważał.
      Minęło 7 lat (bardzo rzadko sie widzimy) a ile razy go spotykam tyle razy chce
      sie ze mną umówić.
      .....warto czekać
    • Gość: igła Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: 62.233.130.* 01.02.03, 21:36
      jak czytałam twojego posta to tak jakbym czytała swoje odczucia
      ciągle jakoś tak jest ze mną,
      wtedy przez jakiś czas wydaje mi się, że nie uda mi się o kimś zapomnieć, ale
      w końcu zapominam, albo kiedy przestaję go widywać, albo ten ktoś zwiąże się z
      kimś innym, albo gdy jego obojętność staje się męcząca
      zajrzyj tu: www.adonai.pl/perelki/n3.htm
      ja niestety mam zawsze strasznie dużo obaw, ale może kiedyś będę wreszcie
      miała odwagę
      • ja_nek Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 01.02.03, 23:54
        Zgadzam się z Tobą, że wszystko jest piękne, powiem więcej opanowane i
        kontrolowane, uporządkowane do chwili... kiedy poznasz kobietę, przy której
        wiesz, że to Ona.
        Zdarzyło mi się mieć odczucie: właściwe miejsce, właściwa osoba, ale nie ten
        czas. Ale widzisz... nie wszystko stracone, ale jeśli będziesz czekał stracisz
        ją, ponieważ stracisz swą szansę, bo ona zwiąże się z kimś innym.
        Chcesz, aby to się rozwinęło i miało wzajemność?
        Musisz przebić się przez ścianę swej niemocy i nieśmiałości. Inaczej będziesz
        sobie potem pluł w brodę i klął samego siebie połykając łzy.
        Nie jesteś jej całkiem obojętny, w każdym bądź razie nie jesteś źródłem jakichś
        negatywnych odczuć.
        Spróbuj zacieśniać Wasz kontakt, częściej rozmawiajcie, wyjdźcie gdzieś razem,
        jeśli to sprawia Ci problem, napisz do niej. Nie musisz mówić zaraz
        wszystkiego, że się w niej zakochałeś (NAWET NIE WOLNO MÓWIĆ O TYM TAK SZYBKO).
        Ale powiedz, że nie potrafisz pozostać obok niej obojętny, że znaczy dla Ciebie
        więcej niż ktokolwiek inny...
        Raz kozie śmierć.
        To ostatni dzwonek, aby coś zrobić, sam wiesz, że okazja się zamyka, kończy się
        Twój czas....
        Nawet jeśLi okaże się, że nie powiedzie Ci się, pomyśl, że zawsze było warto
        spróbować. Sam mówisz, jak WYJĄTKOWA jest to dziewczyna.
        A w Tobie na pewno jest wystarczająco wiele, by zainteresować tą dziewczynę
        swoją osobą.
        Pamiętaj jednak, że możesz nie odnieść sukcesu, każdy kiedyś przechodzi podobne
        niepowodzenia.

        Pozdrawiam i trzymam kciuki
        janek
      • Gość: cal-ineczka Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.media4.pl 02.02.03, 01:10
        <a href="http://www.adonai.pl/perelki/n3.htm"target="_blank">www.ad
        > onai.pl/perelki/n3.htm</a>

        Fajna stronka.
        • zdruzgotany_romantyk Ciag dalszy - juz mi troszke lepiej 02.02.03, 05:03
          witam ponownie,
          dzisiaj, a minelo 2 dni, dla odmiany czuje sie o wiele lepiej... ale to raczej
          proba zapomnienia i wmawianie sobie ze to nie jest wlasciwa dla mnie osoba -
          krotko piszac raczej sie oklamuje aby o niej nie myslec i zyc dniem powszednim.
          Analizowalem pare ostatnich spotkan, a szczegolnie ostatnie, i raczej nie ma
          miedzy nami zadnej iskry, tzn, ona do mnie raczej nic wiecej nie czuje niz
          przyjazn. Nie ma zadnej nawet najmniejszej inicjatywy spotkan z jej strony, jej
          postawa jest raczej obojetna. Wiem ze ma swoje zycie, swoich dlugoletnich
          znajomych i wiele nie oczekuje ale wlasnie mowi to tylko to ze nie jest
          kompletnie zainteresowana, bo nawet mnie dobrze nie zna, albo co malo
          prawdopodobne unika jakichkolwiek prob aby tylko czasem przypadkiem nie "wpasc"
          w zauroczenie. Wiem ze to nie jest duze prawdopodobienstwo, ale tak mi cos
          intuicja podpowiada.... i prosze sie nie smiac, bo wiele razy to "cos"
          (intiucja?) ratowala mnie z oprasji lub pomagala podejmowac dobre decyzje.
          Jestem osoba ktora kalkuluje szanse realnie, biorac pod uwage wszystkie + i -
          i pomijajac ewentualne "wplywy sercowe"... I wlasnie to mi mowi ze gdzies tam w
          glebi bylaby ze mna bardzo szczesliwa tak jak ja bylbym bardzo szczesliwy
          dzielac z nia kazda swoja chwile.
          Zdaje sobie niestety ze to raczej niewlasciwy czas, jest to raczej duzo za
          wczesnie aby jakos "zawladnac" jej sercem, ale tak wlasnie w glebi duszy czuje
          ze ten czas nadejdzie i ze ona tez tego w pewien sposob pragnie, moze nawet nie
          zdajac sobie jeszcze z tego sprawy. Prosze mnie nie wysmiewac, czy posadzac o
          jakas herezje, ale pewne rzeczy pozostaja niewyjasnialne i wlasnie jedna z tych
          rzeczy, pewnego rodzaju przeczucie,mowi mi w tej chwili ze bedziemy kiedys
          razem. Jestem bardzo lubiana osoba, mam duzo przyjaciol, jestem otwarty, czuly,
          troskliwy, potrafie rozbawic i kocham romantyczna atmosfere...jestem tym, a
          przynajmniej czescia tego czego ona poszukuje - tylko jeszcze ona o tym nie wie
          ( a moze juz cos wie i dlatego troche ignoruje)
          Jedyny problem moze byc taki ze ktos inny ja oczaruje wczesniej ode mnie i
          znajac ja zwiazek bedzie raczej b. dlugi. Znam ja wystarczajaco i wiem ze czeka
          na swojego "ksiecia z bajki" - nie jest zainteresowana przelotnymi
          znajomosciami a jak juz sie zaangazuje to na dlugo....
          I to wlasnie mi czasem spedza sen z powiek... co poradzic w tej sytuacji, jak
          dogonic czas... A on tez nie jest nieskonczony bo jest przesliczna osoba i
          wiele osob by chetnie sie z nia umowilo...
          W tym tygodniu sie znowu z nia zobacze, szkoda ze to znowu inicjatywa ode mnie
          wypada... Mamy tez wyskoczyc na lunch, w tym tygodniu lub nastepnym, jeszcze
          nie wiem... Tak wiec sobie myslalem ze sie nie zalamie, a sprobuje osiagnac
          cel - tzn, aby mnie poznala - tylko tyle pragne, wierze ze mnie bardzo
          polubi...raczej bardziej niz tylko kolege. Tak wiec dosc optymistycznie
          zaczynam przystepowac do realizacji planu "operacja: poznaj mnie" :P, ktorej
          punkt kulminacyjny, nie zwazywszy czy bedzie z kims zwiazana (odpukac) czy nie,
          bedzie przypadal na koniec lipca, a pierwsza faza (przy najblizszej okazji)
          czyli danie jej do myslenia, przekazanie ze jestem, bylem zawsze bardziej nia
          zainteresowany niz tylko przyjaznia...

          Zdecydowalem sie nie mowic wszyskiego od razu, bo to duze ryzyko jej utraty i
          dziala tez odstraszajaco, a raczej dam jej do zrozumienia, czas do przemyslenie
          ze jednak nigdy nie bylem wobec niej obojetny .. i poczekam jak sie sprawy
          rozwina. Czas ma taki pozytywny czynnik, ze nawet kiedy skonczy studia
          bedziemy w kontakcie, tak ze nie wyjezdza na drugi koniec swiata i jej raczej
          nie trace (z wyjatkiem inego chlopaka, odpukac). Jestem tego pewien, po tym
          chocby jak kiedys sie radowala (bardzo) jakbysmy byli sasiadami (to okres kiedy
          sie pytala czy nie wiem nic o mieszkaniach do wynajecia :P), lub kiedy ostatnio
          zaoferowala ze porozmawia z rektutantem z jej pracy jakbym potrzebowal stazu,
          pracy bo takie maja na kazde lato, z mozliwoscia przemiany na pelnoetatowe
          zatrudnienie... No i jak nie mam byc przekonany ze cos jednak do mnie drobnego,
          malutkiego czuje, gdzies tam w glebi... jakas iskierka na horyzoncie
          I to przeczucie tez mi mowi, ze czas dziala na korzysc bo przede wszytkim
          pomaga mi wydoroslec, poznawac nowych ludzi, miejsca, przez co robie sie
          bardziej interesujacy, wiem wiecej np. o czarujacych lokalach (bo tu ona ma
          przewage).. tak ze czas daje mi poczucie ze moja wartosc rosnie w jej oczach...
          TYLKO CZY ZDAZE ZANIM SEKUNDNIK DOBIEGNIE DO ZERA I DRZWI SZANS SIE PRZEDE MNA
          ZAMKNA NA ZAWSZE...
          Napiszcie co sadzicie, ja niedlugo sie znowu odezwe, chlodno kalkulujac czy cos
          sie zmienilo na + czy - .....
    • Gość: gb Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 02.02.03, 09:52
      Krótka a konkretna rada; mniej mów i przeżywaj a więcej działaj. Upajasz sie
      tym swoim uczuciem więc po co Ci ktoś jeszcze? Twoje przeżywanie zostało by
      zakłócone a może nawet zniszczone. Jesteś samowystarczalny, gratulacje! :))))
    • dziwaq Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 02.02.03, 10:37
      No jest i sliczna i slodka i inteligentna i i i... Moze zwroc uwage na jakas
      przecietna z wygladu, skromna,ktora sie nie rzuca w oczy tak jak ta "Twoja"
      Napewno bedziesz mial wieksza szanse.
      • Gość: Zazdrosna Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 15:08
        A ja to chcialabym byc na miejscu tej slicznej, slodkiej i inteligentnej.
        Miec takiego adoratora... ho ! ho! Tyle sily uczuc, romantyzmu, inteligencji i
        blyskotliwosci. Do tego chodzisz po ziemi i pragmatyzm nie jest ci obcy. Ona
        powinna plackiem przed toba lezec i byc zadowolona , ze ktos taki jak ty jest w
        niej zadurzony. Jestem przekonana , ze ona ciebie rozpozna i ze bedziecie razem
        szli sciezka zycia zanim ona nie popelni fatalnej pomylki wchodzac przez drzwi
        Nazawsze z kims innym.
        • Gość: gb Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 02.02.03, 16:12
          Powinna natychmiast zostac podnóżkiem tego pożalsieboże romantyka!
          Przepraszam, że żyję i wypowiadam się tutaj.
          • zdruzgotany_romantyk Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 02.02.03, 16:22
            Gość portalu: gb napisał(a):

            > Powinna natychmiast zostac podnóżkiem tego pożalsieboże romantyka!
            > Przepraszam, że żyję i wypowiadam się tutaj.

            Nie rzepraszaj, nauczylem sie juz dawno znosic krytyke. :P
            Po za tym mnie rozsmieszyles :)
            pzdr
            • Gość: gb Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 02.02.03, 16:27
              Rozśmieszyłam. Szczęście w nieszczęściu, że masz poczucie humoru i dystans do
              siebie. Inaczej byłbyś stracony dla świata.
        • zdruzgotany_romantyk do Zazdrosnej 02.02.03, 16:46
          Gość portalu: Zazdrosna napisał(a):

          > A ja to chcialabym byc na miejscu tej slicznej, slodkiej i inteligentnej.
          > Miec takiego adoratora... ho ! ho! Tyle sily uczuc, romantyzmu, inteligencji
          > i blyskotliwosci. Do tego chodzisz po ziemi i pragmatyzm nie jest ci obcy.

          dzieki, czy ja tak duzo o sobie napisalem...? :P
          Co do roli adoratora, to niestety nie jest ona jeszcze o tym uswiadomiona... i
          dlatego wlasnie musze to stopniowo zmieniac, jak juz powyzej napisalem...
          Co przyniosa pozniej kolejne dni, tygodnie, miesiace nie jestem w stanie
          przewidziec - moze byc bardzo skrajnie - b.zle i b.dobrze, ale ryzyko podejme i
          bede walczyl o jej uczucia.. no moze w granicach "dobrego wychowania", tzn nie
          chce byc za bardzo natarczywy.... hmmm ale moze akurat w tym przypadku bede...
          ona musi wiedziec ja bardzo mi na niej zalezy. Jak juz ktos kiedys
          powiedzial "w milosci, jak na wojnie, wszystkie chwyty dozwolone" ...chyba
          ktos powiedzial.... nie jestem pewien, ale sens ma :P

          >Ona powinna plackiem przed toba lezec i byc zadowolona , ze ktos taki jak ty
          >jest w niej zadurzony.
          ;))))

          >Jestem przekonana , ze ona ciebie rozpozna i ze bedziecie razem szli sciezka
          >zycia zanim ona nie popelni fatalnej pomylki wchodzac przez drzwi Nazawsze z
          >kims innym.

          W tym wypadku musze byc o tym przekonany, bo inaczej moje starania nie mialyby
          sensu
          pzdr
          • Gość: igła ... IP: 62.233.130.* 02.02.03, 20:20
            muszę przyznać że twoje uczucia są mi dziwnie znajome, tylko ja mam chyba za
            mało odwagi żeby okazać komuś swoje uczucia, obawiam się właśnie tego żeby nie
            być zbyt natrętną,
            jednocześnie chciałabym żeby inicjatywę przejął facet, tak kiedyś pomyślałam,
            że powinien mnie pokochać jakiś cierpliwy mężczyzna, który nie zrazi się moim
            początkowym brakiem przekonania co do tego żebyśmy byli razem,
            bo jestem trochę niezdecydowana w takich sytuacjach
            oby tylko przekonywał mnie z wyczuciem
            najgorzej poznać kogoś podobnego do siebie kto też nie będzie zdecydowany i
            robi się trochę błędne koło
            ja teraz jestem w takiej sytuacji, że nie wiem czy on jest nieprzekonany, czy
            mu zależy tylko ma obawy co do moich uczuć, czy zwyczajnie jest inna kobieta i
            na niej mu zależy bardziej
            • ja_nek Re: ... 02.02.03, 23:57
              Gb ma w jednym rację: mniej przeżywaj, więcej działaj.
              Osobiście jednak zauważam, że coś planujesz, zastanawiasz się jak postępować i
              to dobry symptom.
              Kolejna sprawa: realizm jest ważny, ale nie pesymizm. To, że nic do Ciebie nie
              czuje, nie znaczy, że nic nie powstanie, prawda?
              A czas, pamiętaj czas jest twoim wrogiem, on ucieka, a Ty dopiero się
              przymierzasz i zastanawiasz. Nie planuj kiedy kulminacja, to zbyteczne
              precyzja, raczej oglądaj sprawę całościowo. Obserwuj, łącz fakty, kilkukrotnie
              zastanów się przed wyciąganiem wniosków i działaj.
              Ale spiesz się z wyczuciem, ale i ze zdecydowaniem.

              Pozdrawiam
              janek
          • Gość: Zazdrosna Re: do Zazdrosnej IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 23:46
            A czy do niej napisales list albo wiersz?
            Ja na jej miejscu chcialabym otrzymywac twoje teksty. Z pewnoscia zakochalabym
            sie.Potem pojdzie Wam latwo. Bedziecie oboje zakochani i wspolnie wstapicie na
            sciezke "kochaj mnie" przez drzwi Nazawsze .
            • messja Re: do Zazdrosnej 02.02.03, 23:59
              Gość portalu: Zazdrosna napisał(a):

              > A czy do niej napisales list albo wiersz?
              > Ja na jej miejscu chcialabym otrzymywac twoje teksty. Z pewnoscia
              zakochalabym
              > sie.Potem pojdzie Wam latwo. Bedziecie oboje zakochani i wspolnie wstapicie
              na
              > sciezke "kochaj mnie" przez drzwi Nazawsze .

              a mnie zastanwia, w czym tobie jego zakochanie przeszkadza?
              jesli nie zauwazylas, to to forum nazywa sie "Romantica" jest wiec zrozumialym,
              ze przychodza tu ludzie, ktorzy chca opowiedziec swoje romantyczne historie...
              nie podoba ci sie? rozumiem, ale nie musisz od razu drwic...
    • mr._bungle Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 03.02.03, 09:50
      Witam




      Jak najbardziej powinienes powiedziec jej o swoich
      uczuciach. Boisz sie odrzucenia? Zareczam Ci, ze
      swiadomosc tego ze sie nie sprobowalo, wtedy gdy jest juz
      na to zapozno boli o wiele bardziej niz odrzucenie.
      Powinienes sie spieszyc, bo moze sie zdazyc tak, ze
      wkoncu bedzie miala chlopaka, a swiadomosc tego, ze jest
      w ramionach innego, caluje go, kocha sie znim, to jeszcze
      wieksza mordega od tego co teraz czujesz.




      powodzenia
      • Gość: Zazdrosna Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.abo.wanadoo.fr 03.02.03, 10:53
        Ktos zasugerowal, ze moja wypowiedz jest kpina.Otoz oswiadczam, ze tekst
        Zdruzgotanego Romantyka jest( wedlug mnie) dobra probka literacka. Wcele sobie
        nie kpie, tylko oczekuje na ciag dalszy, n.p. na list lub wiersz do uwielbianej.
        Z doswiadczenia wiem, ze to skuteczne.
        • zdruzgotany_romantyk Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 04.02.03, 08:05
          sorki Zazdrosna, ale wiersza nie bedzie... a raczej nie tak predko - to nie
          jest najlepszy sposob na nagle okazanie uczuc - takie rzeczy nalezy mowic
          patrzac prosto w oczy. Wiersz na tym etapie bylby raczej jakby ucieczka lub
          ostatnia deska ratunku po ktora nie chce siegac.

          Nie wiem co sie ze mna stalo, ale nagle czuje sie swietnie. Nie chodzi o to ze
          mniej mi na niej mniej zalezy (bo zalezy mi bardzo) ale bardziej optymistycznie
          patrze na swiat i swoje zycie, i postanowilem ze za wszelka cene bede unikal
          bycia "zdruzgotanym" bo jeszcze cale zycie przede mna, tyle jeszcze do
          osiagniecia, zmienienia swiata. Mam swietne perspektywy zawodowe, ktorych nie
          moge nie wykorzystac :P A i do niej mam dobre przeczucia - i nie chce tutaj
          zapeszac, oj nie nie ale nieraz ten glos wewnetrzny mi podpowiada ze bedzie ok -
          i jeszcze sie nim nie zawiodlem (odpukac). Ten moj dobry nastroj tak jak
          odszedl pare dni temu tak nagle pojawil sie znowu i tym razem nie mam zamiaru
          sie go pozbywac :).

          Czlowiek wpada w sidla milosci i to bardzo dobrze ale istnieja jeszcze inne
          rzeczy. Mam nieraz wlasnie takie dziwne refleksje, czy ktos z was drodzy
          forumowicze zastanawial sie jak bedzie wygladal swiat za 20,30,50 lat? Ja nie
          znam z doswiadczenia, ale mozna sobie przypomniec co bylo (a raczej nie bylo)
          50 lat temu i co mamy teraz... Nieraz zadziwiamy sie patrzac na naszych
          rodzicow, dziadkow nie potrafiacych, a moze nie chcacych nadazyc za technika, a
          to samo bedzie z nami za te 50 lat.... Wiem ze to nie to forum i zaraz wroce do
          Jasmine, bo takie jej imie :P. Ale nieraz sie zastanawiam tak na powaznie ze
          ludzie zyja historia, zyja czasami kiedy mieli nascie lat i nie chca sie nigdy
          zmieniac i zyc w tamtym swiecie. Czy ktos sie nad tym zastanawial? Przepraszam
          jeszcze raz ze to nie to forum na takie pytania, ale juz zaczalem pisac... ;P
          I chociaz patrze optymistycznie w przyszlosc, mam perspektywy, czy jakto tam
          ludzie nazywaja :P, ale to i tak nigdy nie bedzie lepsze niz wczesne lata 90-
          te... nie wiem czemu tak mi sie zdaje. I chociaz kiedy juz bede stary i nawet
          jesli teraz mysle ze bede sie na wszystkim znal, itp, to bede identyczny jak
          moi rodzice teraz - bede wspominal przeszlosc i nie bede chcial sie zmienic...
          I zapewne wielu z was oddaloby wszystko za maszyne czasu...
          Anyway ... zbieglem z tematu, ale jesli ktos wytrwal do tego punktu bez
          zdenerwowania to znaczy ze albo sie bardzo nudzil, albo .. nie jestem jedynym.

          Tak czy inaczej - zadzwonila. I nie robie wielkiej afery, ale do tej pory bylem
          szczesliwy jak oddzwaniala na moje telefony.... jakis dzien pozniej jesli w
          ogole (?!). Z drugiej strony jestem jej winny pare groszy, ktorych uzywalem
          jako kolejnego pretekstu by ja zobaczyc i troche porozmawiac... i pewnie
          oddwonila tylko dlatego ze dzisiaj, a raczej juz wczoraj, nie mogla ich odebrac.
          Hmm, zapytala kiedy pojdziemy w koncu cos zjesc ... i jako ze oboje pracujemy i
          sie uczymy, nie mamy duzo czasu, to bedzie to dopiero przyszly tydzien. Piatek
          ma wolny ale nie moglem jej przekonac ... jeszcze :P bo jutro powiedziala zebym
          zadzwonil bo bedzie w szkole, wiec sie jeszcze postaram - w 4 oczy latwiej niz
          przez telefon.

          I tak minal mi kolejny dzien. Dziekuje wytrwalym za dojscie w to miejsce i
          gratuluje cierpliwosci, bo chyba mnie samemu by jej zabraklo...
          Prosze komentowac cokolwiek jesli tylko macie ochote, ja sobie tylko pisze,
          bo ... lubie.
          Czuje ze w zwiazku z moim ekscesywnym stylem ;P niewielu ludzi to przeczyta,
          ale moze chociaz Zazdrosna wytrwa, to popisze dalej...
          Tak czy inaczej zycze wszystkim slonecznego i radosnego kolejnego dnia i do
          nastepnego razu.
          romantyk

          PS
          Zalozylem rowniez ten sam watek na glownym forum Towarzyskim, ale raczej z
          niego zrezygnuje...
          • Gość: Zazdrosna Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.abo.wanadoo.fr 04.02.03, 13:04
            • ja_nek Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 04.02.03, 16:46
              Ja dotrwałem:)
              Twoje dobre samopoczucie wynika z tego, że coś zaplanowałeś i to realizujesz,
              wyrywasz się z niemocy. To ci daje wewnętrzną radość i pełni rolę napędzającą.
              Ale bądź świadom, że możesz nie wygrać. Na wszelki wypadek - w razie
              niepowodzenia, wtedy trochę mniej boli (amortyzator).

              Pozdrawiam
              janek
              • Gość: Zazdrosna Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: *.abo.wanadoo.fr 04.02.03, 17:40
                A ja wciaz czekam " i co dalej???"
                W piatek spotkaja sie zeby cos zjesc i wyrownac zaleglosci finansowe. To drobny
                szczegol pragmatyczny w tekscie. Interesuja mnie przezycia autora, gdyz ma dar
                przekazania ich w pismie.
                No to sobie poczekam i znowu do konca , z przyjemnoscia przeczytam.
              • Gość: igła Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: 62.233.130.* 04.02.03, 20:16
                tak, mniej boli, janek masz rację
                ale trochę zawsze, ważne jest też to żeby nie bać się, że może zaboleć, bo
                nigdy nie wiemy kiedy będzie ten raz kiedy już nie zaboli

                ja mimo tego, że obiecuję sobie, że tym razem nie narobię sobie nadziei, to i
                tak mi się nie udaje i potem boli, tylko z różną siłą
                • zdruzgotany_romantyk ciag dalszy - bardzo dlugie 05.02.03, 03:17
                  Dzisiaj sie niestety niewiele wydazylo ale opisze bo sie juz po czesci
                  przyzwyczailem :P. Zauwazylem ze zmienia sie to powoli w cos w rodzaju
                  pamietnika ktory stracil wlasnosc prywatnosci. Dobrze jednak ze dalej mozna byc
                  tu anonimowo :P. Poza tym troche frajdy mi sprawia ze ktos to w ogole jeszcze
                  czyta, a jeszcze wiecej kiedy i cos napisze od siebie. Przyznac jeszcze musze
                  ze pisze dalej chyba tylko dzieki Zazdrosnej...a raczej jej checi czytania
                  dalszych czesci...
                  Myslalem jeszcze nad zmiana nicka na cos optymistycznego ale jak juz zaczalem
                  jako zdruzgotany to tak oto pozostane do konca.

                  Widzialem ja dzisiaj. Wygladala slicznie, olsniewajaco - zreszta jak codzien.
                  Nie moglem nie sprawic komplementu. Jako ciekawostke podam, ze zauwazylem lekka
                  zmiane regresyjna w moim zachowaniu, tonie glosu po jej wczorajszym telefonie,
                  ale postanowilem byc konsekwentny. Musze za wszelka cene pozostac soba,
                  traktowac to jako zwykla znajomosc (zewnetrznie), aby nie platac sobie jezyka
                  czy mowic glupot :P. Tylko w ten sposob zostane soba, czyli osoba ktorej nie
                  mozna nie lubiec :P. Ale w ten sam czas musze dawac znaki ze zalezy mi na niej,
                  plawic komplementy, sluchac, rozsmieszac...

                  Zadzwonilem planowo okolo godziny 1, byla jeszcze w pracy, ja mialem pozniej
                  zajecia, wiec postanowilismy ze zadzwonie okolo 5 to sie spotkamy abym mogl jej
                  w koncu oddac pieniadze (pare groszy, ale to szczegol). Przez ten caly czas nie
                  staralem sie myslec, ani nic planowac - powiedzialem sobie stanowczo ze bede
                  naturalny, opanowany, powiem co mi przyjdzie w danym momencie do glowy, w tym
                  samym czasie nie zdradzajac siebie za wczesnie. I gdy zadzwonilem przed 5
                  okazalo sie ze byla na jakims spotkaniu w szkole, i w pewnym momencie stalo sie
                  to czego sie najbardziej obawialem (troche za silne slowo - po prostu sie
                  spodziewalem :P) - padlo z jej ust: "to juz nie wracaj (do budynku szkoly z
                  ktorego juz wyszedlem), oddasz gdy spotkamy sie we wtorek". Przyznam, ze na to
                  nie mialem zadnej odpowiedzi... jedno wiedzialem na pewno - nie mialem zamiaru
                  przytakiwac. "Nie ma problemu, wroce sie - chce to miec z glowy" -
                  odpowiedzialem. Potem zazartowala, nawet juz nie pamietam o czym ;P, i tak oto
                  5 minut pozniej sie z nia spotkalem.

                  Jak zwykle powitala mnie z ogromnym usmiechem na twarzy. Rozmawialismy
                  parenascie minut, na prawde nie pamietam dokladnie o czym ;P - szkole, itp -
                  raczej codziennosciach dnia powszedniego. Dowiedzialem sie ze w piatek i tak na
                  lunch by nie poszla bo idzie do lekarza - w szegoly wnikac nie chcialem... poza
                  tym jej jedyna wymowka bylo to ze jest ogromnym spiochem i nie chcialoby jej
                  sie przyjezdzac.... ale to moze kiedys zmienie jak sie troche sytuacja polepszy.
                  Zartowalismy, przy odbieraniu pieniedzy powiedziala ze powinnismy to robic
                  czesciej (ze wskazaniem na kierunek obiegu pieniedzy;P) z ironicznym,
                  niesamowicie urokliwym usmiechem na twarzy. Oczywiscie przytaknalem rowniez sie
                  smiejac. Jakies podteksty? A moze zbednie szukam podtekstow w czyms ich nie
                  majacym? Czy wy drogie panie uzywacie takich haczykow aby cos dac nieraz do
                  zrozuminia, czy w zartach jak to tylko w zartach? Bo ja szczeze napisze ze
                  uzywam takich wlasnie podtekstow, w zartach najczesciej, aby wyrazac moje
                  prawdziwe odczucie lub checi....
                  Powiedziala, ze niebawem bedzie wracac do domu.. "hmm" pomyslalem sobie ;P -
                  Ostanio wrocilismy razem, jako ze "lapiemy" ten sam pociag do domu - czy to
                  jakis sygnal? Pewnie nie... w kazdym razem nie zaoferowalem ze na nia poczekam -
                  przemilczalem... moze i "blad taktyczny" ale nie chcialem byc zbyt otwarty. To
                  nie moze byc tak ze facet ciagle idzie na ustepstwa, dziewczyna nie moze sie
                  czuc ze panuje nad kazda moja decyzja, choc pewnie sie ze mna tu nie
                  zgodzicie :P. Czuje ze jakbym sie na wszystko i zawsze godzil czy oferowal (nie
                  mylic z nieustepliwoscia w staraniach) to nie mialbym niczego w sobie
                  interesujacego druga osobe, szybko bym sie znudzil - tak z innego koszyka,
                  odbiegajac od tematu - wierze ze drobne klotnie, brak zgodnosci sa najlepszym
                  sposobem na szczesliwy zwiazek, bo tylko wtedy jestesmy w stanie poznac ta
                  drugo osobe, wiedzac jakie ma priorytety i walczac z nia o kazde drobne
                  ustepstwa. Poza tym nie ma nic lepszego jak "make-up sex" ;P Z cala pewnosci
                  ozywia to zwiazek. Tak czy inaczej wracam do watku...

                  Niestety z nami, "plcia brzydka", jest tak ze nie zawsze wylapujemy cos co
                  wydaje sie oczywiste dla drugiej strony... szczegolnie nie majac mozliwosci
                  chlodnej oceny sytuacji "z boku". I nie analizowal bym wszystkiego tak
                  wnikliwie jakbym jej nigdy nie spotkal. Nie wiem jak to sie stalo, ale znam ja
                  od 1,5 roku i jest ona ta dziewczyna o ktorej, moge napisac, zawsze marzylem.
                  Nie myslalem ze kiedys tak o kims pomysle, a jeszcze na pewno nie tak szybko
                  ale to sie stalo! Chlodno oceniajac sytuacje jest ona wspaniala - pod kazdym
                  wzgledem - juz to pisalem ale napisze jeszcze raz - jest ona osoba z ktora chce
                  sie bawic, rozmawiac, zartowac, smiac, flirtowac, spedzac kazda chwile wolnego
                  czasu. Jej charakter jest fenomenalny i niespotykany zarazem.
                  I otoz teraz dochodze do calego sedna sprawy. Mam problemy z ocena sytuacji,
                  tzn. sygnalow lub ich brakow, bo ona jest bardzo sympatyczna i slodka osoba.
                  Zawsze z usmiechem na twarzy. Zazwyczaj jest tak ze jest sie w stanie poznac
                  szybko rozmawiajac z kims, czy ta osoba chce cie bardziej poznac, czy nie ma
                  ochoty wiecej rozmawiac. Z nia nie jest tak latwo. I juz sobie tyle razy
                  mowilem, ze jakbym zobaczyl 2 ludzi rozmawiajach w sposob jaki my rozmawiamy
                  nie mialbym watpliwosci ze cos, predzej czy pozniej "sie szykuje" miedzy nimi.
                  Ze mna tak nie jest- nie jestem w stanie tego niestety ocenic - Czy z innymi
                  tez tak rozmawia? Czy ma po prostu taki charakter? Czy kiedy u innych dziewczyn
                  bylby to flirt, u niej to normalna sympatyczna rozmowa? Niestety,
                  prawdopodobnie tak - i chyba dlatego jest jedna z moich najlepszych
                  przyjaciolek (jak nie najlepsza). Tak wiec nie jestem w stanie tego jeszcze
                  ocenic, ale pozna mnie lepiej, na pewno dam jej do zrozumienia ze chce ja
                  lepiej poznac... i licze tylko ze cokolwiek sie stanie nie oziebi to naszej
                  przyjazni.

                  Tak wiec umowilismy sie na wtorek. Zadzwonie. Porozmawiamy, zobacze jak bedzie.
                  Pozartuje odnosnie walentynek, z podtekstami oczywiscie - czy wy to kobietki
                  szybko wylapujecie? Sprawie duzo komplementow, a wlasciwie bardziej prawdy
                  dotyczacej jej osoby bo jest fenomenalna osoba. Zaluje tylko ze nie jestem w
                  stanie zaczerpnac informacji z drugiej reki. Moja swietna kolezanka, ktora zna
                  ja od 2 lat wie o moich odczuciach, i co prawda powiedziala ze musze jej
                  powiedziec, ale to bylo jakis czas temu kiedy nie bylem zdecydowany. Niestety
                  od tamtej pory nie mam z nia kontaktu. W pracy na sieci nie siedzi, telefon
                  wylaczony od prawie 2 tyg... ciagle sie tylko nagrywam na poczte golosowa -
                  musze napisac ze martwie sie czy sie cos nie stalo, albo moze "tylko" zgubila
                  telefon ;P ... nie wiem. Najlepiej jakbym sie z nia spotkal i zapytal co o tym
                  mysli - choc mi juz powiedziala ze Jasmine to wysmienita dziewczyna i
                  powinienem jej powiedziec... ale to to ja sam wiem...;P pytanie jest czy ona
                  chociaz mnie lubi odrobine aby chciala mnie bardziej poznac? Czy w jakis sposob
                  jestem dla niej atrakcyjny (wew,zew)?
                  Hmm tak mi sie przypomnialo, ze dzisiaj chyba (bo jaka juz napisalem mam czarna
                  dziure w pamieci ;P- az jestem tak zuroczony?) na powitanie powiedziala cos
                  troche lamana polszczyzna... 'jak sie masz', czy cos takiego... Niestety jej
                  polski to jak moj hiszpanski... heh, ale widac nasz kraj jest bardziej
                  interesujacy, egzotyczny, za granica niz nam sie wydaje...
                  Bede z niecierpliwoscia czekal do wtorku zastanawiajac sie co zrobic w sprawie
                  walentynek. Jest za wczesnie aby robic nagle kroki, bo wtedy szybciej stracic
                  niz zyskac, ale z drugiej strony jest to
                  • zdruzgotany_romantyk Re: ciag dalszy - bardzo dlugie 05.02.03, 03:22
                    Za dlugi - ucielo ;P

                    ....Bede z niecierpliwoscia czekal do wtorku zastanawiajac sie co zrobic w
                    sprawie walentynek. Jest za wczesnie aby robic nagle kroki, bo wtedy szybciej
                    stracic niz zyskac, ale z drugiej strony jest to jedyny taki specjalny dzien w
                    roku a ona jest bardzo wrazliwa na mile gesty, szczegolnie w walentynki.... I
                    gdybysmy byli razem, nie mialbym problemow - "rozgrzal bym ja do
                    czerwonosci" ;P. Potrafilbym romantycznie zaplanowac wieczor, dzien tak aby z
                    jednego milego zaskoczenia wpadala w nastepne jedoczesnie podkreslajac moje
                    uczucia i zaangazowanie. Niestety jako kolega to odpada. Jesli sie odslonie ( w
                    postaci kartki, wiersza np.), zaskocze ja bardzo, ale nie chce wywierac na
                    niej zadnej presji szczegolnie naglej i to jeszcze w walentynki... zreszta kto
                    pisze kartki mowiace o odczuciach zamiast rozmowy?....glupio byloby jakby miala
                    mnie unikac przez jakis czas, zastanawiajac sie jak mi powiedziec ze ona
                    niestety nie jest zainteresowana (odpukac). Niestety nie mam czasu aby
                    rozgrywac to stopniowo - musze pojsc na jakis kompromis z 14.lutym - bo to musi
                    byc ciagly proces poznawania mojej osoby.... Tak wiec nie wiem jak rozegram
                    czas do 14 lutego ... Najlepiej jak bedzie to cos wieloznaczne, pomiedzy
                    zwyklym przyjacielskim gestem i glebszym podtekstem. Musze zasiegnac
                    tej "informacji z drugiej reki".
                    Bede sie wiec z nia widzial 11 lutego... dam jej subtelnie do zrozumienia (moze
                    mi sie "wypsnie") ze zawsze jakos byla dla mnie wiecej niz kolezanka.... i
                    chyba w zaleznosci jak sie potoczy dalszy czesc rozmowy zdecyduje co zrobic lub
                    nie zrobic w walentynki...
                    Z cala jednak pewnoscia moje zycie bedzie sie zmieniac z dnia na dzien i juz
                    samym tym faktem jestem podekscytowany. Nowe wyzwania, nowe problemy do
                    rozwiazania...
                    Otuchy dodaje mi fakt ze nie mam nic do stracenia i ze zawsze bedzie szansa
                    wyprostowania sytuacji, czy naprawy bledu - a taka osobe juz sie zna na cale
                    zycie :P
                    Przyjaciolka, czy partnerka zyciowa - zawsze bedzie miala duzy kawalek mojego
                    serca poprzez swoj fenomenalny charakter. Tylko czy ona mnie pozostawi w swojej
                    pamieci?

                    ze specjalna dedykacja dla Zazdrosnej :P,
                    romantyk
                    AD 2003

                    ciag dalszy, po ewentualnym zasiegnieciu "informacji z drugiej reki" lub
                    spotkaniu we wtorek, cokolwiek przyjdzie szybciej :P
                    • Gość: Zazdrosna Re: ciag dalszy - bardzo dlugie IP: *.abo.wanadoo.fr 05.02.03, 11:07
                      i bardzo ladne. Dziekuje, i co dalej???
                      • zdruzgotany_romantyk do zazdrosnej 05.02.03, 17:44
                        czemu jest tylko ciagle "co dalej?" ;P
                        Ja tez zadaje pytania w moich tekstach a tu nic ;P. Nie ukrywam ze warto byloby
                        nawiazac jakas rozmowe na temat poruszanych przeze mnie drobnych kwestii,
                        chocby np. podtekstow w ludzkich rozmowach, czy "sygnalow". Wiem ze jest dosc
                        indywidualna sprawa, ale pewnien uniwersalizm zawsze bedzie obecny

                        pzdr dla wszystkich ktorzy dotrwali do tego posta :P
                        romantyk
                        • Gość: zazdrosna Re: do zazdrosnej IP: *.abo.wanadoo.fr 05.02.03, 19:22
                          " i co dalej???" to dlatego, aby tobie dac sygnal i pobudzic cie do dalszego
                          pisania.Nie mam ambicji napisania krytyki literackiej, ale majac duzo do
                          czynienia z literatura( slowem pisanym) wyznam ponownie ,ze z przyjemnoscia
                          czytam twoj tekst. Mozna sobie wyobrazic, ze jest to intymny pamietnik, ktory(
                          moim zdaniem) zaczyna stopniowo wkraczac w fikcje. I teraz robi sie
                          najciekawiej; co zrobisz z Jasmina podczas najblizszego spotkania? Ona slabo
                          mowi po polsku, zatem roznia Was kultury. Czy Ty postarales sie aby dokladniej
                          poznac kulture kraju z ktorego ona pochodzi? Czy potrafisz ulozyc chocby jedno
                          zdanie w jej jezyku ojczystym?Interesujace byloby stworzenie licznych konfuzji
                          miedzy kulturami, potraktowanych z humorem i tolerancja. Dwojka mlodych,
                          zaprzyjaznionych ludzi, on zakochany, a ona do podbicia. Maja o czym rozmawiac,
                          bo wspolnie studiuja i prawdopodobnie beda razem pracowali. Pozostaje do
                          rozwiniecia roznica kultur, a to temat morze! Wiem cos o tym z wlasnego
                          doswiadczenia. Mam wielka ochote poznac blizej Jasmine, nie tylko jej uroczy
                          usmiech, ale takze sposob myslenia, drobne zachowania, jak ona odbiera kraj w
                          ktorym aktualnie przebywa. A toi de jouer!
                          • zdruzgotany_romantyk Re: do zazdrosnej 06.02.03, 02:56
                            Droga zazdrosna.
                            Zapewniam cie, ze te teksty nie wchodza w faze fantazji - sa jak najbardziej
                            realne, pisane jeszcze bedac pod wplywem "tej chwili", czyli wtedy kiedy
                            najbardziej sie jest w stanie przekazac swoje odczucia. Co wiecej, nie mam
                            zamiaru nic wymyslac i fantazjowac. Juz jakis czas temu biorac kursy z
                            literatury i kompozycji (studiuje w stanach), nauczono mnie aby zawsze miec pod
                            reka kartke papieru i cos do pisania. Jest to najlepszy sposob na stworzenie
                            czegos dobrego, bo jeszcze sie zyje przezyciami, jest pod ich ciaglym wplywem.
                            Mozna to porownac do natchnienia - jak przyjdzie trzeba zapisac, bo inaczej
                            przepadnie i juz nie napisze sie czegos podobnie dobrego.
                            Tak wiec ze mna jest podobnie. Nie jestem jakims tam dobrym "pisarzem" ale
                            jestem w stanie przekazac swoje odczucia, tak jak to wlasnie wylapalas. Te
                            teksty sa pisane bez zadnej kompozycji, zaplanowania, poprawiania - sa one
                            wytworem chwili, tego momentu pobudzenia, refleksji, odczucia.

                            Przed chwila wrocilem ze szkoly. Byl seans mentalistyczny (jesli tak to moge
                            nazwac) ktory prowadzil Robert Channing. Jest ona jedna z najbardziej znanych
                            osob na swiecie posiadajacych mozliwosci telepatyczne. Jednym zdaniem czyta w
                            myslach i potrafi przewidziec niektore rzeczy z naszej przyszlosci. Byl w Late
                            Night Show z Jay Leno, prowadzil seanse z Billem Clintonem, Ozzy Osbournem ;P,
                            Brittney Spears. Poza tym objezdza szkoly i prezentuje swoje mozliwosci, jak
                            rownie pomaga policji w znajdowaniu zaginionych czy poszukiwanych mordercow.
                            Nie zawsze to wszystko sie zgadza, ale jedno wiem na pewno w myslach czytac
                            potrafi - jest to, jak to powiedzial "jego szosty sens". Potrafi zmiejszyc
                            wplyw innych bodzcow i .. wyterzyc swoj umysl (nie umiem tego nawet okreslic)
                            I jest to prawda bo dzisiaj bylem jednym ze "szczesliwcow" wybranych do
                            potwierdzenia jego zdolnosci... o tym napisze moj nastepny post, dopoki jeszcze
                            jestem pod wrazeniem. Przepraszam ze nie bedzie wiele o Jasmine, ja tylko
                            odzwierciedlam stan swojego ducha, swoje odczucia zwiazane z dniam dzisiejszym.
                            • zdruzgotany_romantyk skad ty to znasz Edypie? 06.02.03, 07:29
                              ---z gory przepraszam za to ze watek nie ma nic wspolnego z celem forum
                              romantica--

                              Dzisiaj czulem sie jakbym stal na skraju przepasci. Dziwnym zbiegiem
                              okolicznosci wiedzialem juz dzien wczesniej ze zostany poddany probie na ktora
                              moglem nie byc gotowy. Mialem takie przeczucie. Moglem zadac jedno pytanie i
                              liczyc na to ze dostane odpowiedz. Ilu z was chcialoby wiedziec cos o swojej
                              przyszlosci. Czy zapytalibyscie o sukcesy zawodowe, uczucia? Czy oby na pewno
                              chcielibyscie znac odpowiedz? A jesli mielibyscie zdolnosci telepatyczne to
                              czy, niczym Apollo, bylibysce w stanie odpowiedziec na te pytania liczac sie z
                              nieprzewidzianymi skutkami tego czynu? Czy mielibyscie odwage?
                              Ja, po poczatkowym zawiedzeniu, raduje sie nie znajac odpowiedzi na zadane
                              pytanie, przez co nie musze stac sie zakladnikiem wlasnego przeznaczenia niczym
                              mitologiczny Edyp. Nie zastanawialem sie nad tym wczesniej, ale teraz wiem, ze
                              znajac odpowiedz ustosunkowalbym swoje zycie w pewnym kierunku, przez co
                              czulbym sie raczej jako marionetka w rekach wlasnego losu, niz osoba majaca
                              mozliwosci wolnego wyboru i gry prob i bledow.

                              Tak jak napisalem w poscie powyzej, dzisiaj do szkoly przyjechal telepata,
                              mentalista - czlowiek o szesciu zmyslach. Czekalem na ten moment od roku czasu,
                              tzn od jego poprzedniej wizyty. Dlugi czas zastanawialem sie co bym napisal na
                              kartce papieru ktora on, majac zakryte oczy, pozniej wyciagnalby losowo nie
                              tylko wiedzac co jest na niej zapisane, ale rowniez wkradajac sie do glowy i
                              odpowiadajac na niektore dreczace pytania. To nie sztuczka, ja tego dzisiaj
                              doswiadczylem. Wszytkiego oprocz odpowiedzi na moje pytanie. I jak juz
                              napisalem powyzej, czuje ulge jej nie znajac i tym samym nie zmieniajac
                              podswiadomie mojego zycia.

                              Proces wygladal w sposob nastepujacy (a byla to tylko czesc wystepu): kazdy
                              napisal na kartce papieru imie, nazwisko, przydomek, najdziwniejsze przyzycie
                              zyciowe, ulubiony numer i dowolne pytanie. Wszystkie kartki zostaly zebrane i
                              wrzucone do szklanej misy z ktorej to on losowal niektore i ... czytal. Aby
                              wyjasniec dodam ze mial kompletnie zakryte (a wlasciwie zaklejone) oczy i ze
                              znal wiecej niz to co bylo na kartce papieru. Bylem chyba 3 osoba wylosowana. A
                              najdziwniejsze jest to ze mialem przeczucie ze mnie wylosuje, ale o tym
                              ponizej. Bylem niesamowiecie skupiony. Chcialem byc tego czescia,
                              chcialem "wpasc w trans", poczuc. I rzeczywiscie, zaraz przed tym jak wyciagnal
                              moj kartonik czulem jakby fale magnetyczne (telepatyczne?) wplywaly na moj
                              umysl. Czulem jakby ktos mnie wypelnial, poznawal, subtelnie dotykal wnetrze
                              mojejgo umyslu. Wiedzialem (?!) ze bede nastepny.
                              Zapewniam ze jestem zdrowy na ciele i umysle, i zawsze podchodzilem do takich
                              spraw z duzym dystansem. Dzisiaj to jednak przezylem i nie jestem chyba w
                              stanie tego opisac....

                              On powiedzial ze nastepna osoba z sali chcialaby sie umowic z kims z widowni...
                              uprzedze troszke fakty piszac ze tu jedynie mogl sie mylic bo Jasmine tam nie
                              bylo.... a moze jednak stala gdzies z boku a ja o tym nie wiem, w koncu w
                              szkole o tej porze byla.... Nastepnie powiedzial ze przydomek tej osoby
                              to "Shawn" i w tym momencie zdebialem. To nie jest moj przydomek, ale tak
                              napisalem poniewaz jedna osoba mnie tak nazywa od ponad roku... On trzymal
                              tylko ten kartonik, telepatycznie czytajac jego tresc... Zdradzil moje
                              inicjaly - MM... wreszcie zakomunikowalem mu swoja obecnosc wzburzonym,
                              niepewnym i wystraszonym glosem. Jego dwa kolejne zdania "powalily mnie na
                              kolana". Otoz oznajmil moje imie i narodowosc... i na koniec zapytal sie czemu
                              moj ulubiony numer to 21... Odpowiedzi na moje pytanie jednak nie dostalem...
                              Od tej pory jestem w szoku. Znal daty, szczegoly z zycia innych losowo
                              wybranych osob.... I wspomnial ze nie robi nic wielkiego tylko "lapie mysli" i
                              ze w przyszlosci ludzie beda rozwijac zmysl telepatii jako sposob codziennej
                              komunikacji. Powiedzial ze to tylko wymaga cwiczen... Stwierdzil rowniez w
                              jednym wywiadzie: "Have you ever experienced deja vu? Same thing." No, prawie
                              to samo, tylko ze on to potrafi najwidoczniej kontrolowac.

                              Teraz dreczy mnie czy on jednak poznal odpowiedz na moje pytanie, a pytalem
                              dosc blaho o "zwiazek", ale nie chcial sie podzielic ratujac mnie przed
                              wpadnieciem w podswiadomosc zyciowych wyborow, tym samym zostawiajac otwarte
                              drzwi i cala zabawe prob i bledow w dazeniu do celu.
                              Czy wiedzial ze gleboko w sercu nie chcialem poznac odpowiedzi, by nie
                              pozbawiac sie tych wspanialych doswiadczen niepewnosci, emocji, wiary w
                              osiagniecie celu... czyli wlasciwie normalnosci? Byc moze - zwazajac ze bardzo
                              powaznie dal nam zgromadzonym znac ze jestesmy w stanie osiagnac wszystko w
                              zyciu jesli gleboko w to wierzymy.
                              Po tym co dzisiaj doswiadczylm nie moge mu nie wierzyc. "Sily nadprzyrodzone"
                              mozna wycwiczyc. Moja wiara rosnie, czuje sie niesamowiscie zmotywowany
                              dazeniem do celow i samospelnienia. Na pewno sprobuje z Jasmine, bo czy mam
                              inne wyjscie?

                              Jako podsumowanie musze napisac ze czuje sie zagubiony. Moj umysl, ktory zawsze
                              byl ukierunkowany na swiat nauki i wlasnie naukowe wyjasnienia, wydaje sie
                              zeglowac po oceanie zagubienia. Wyciagnalem jednak jedna bardzo wazna lekcje
                              (ktora chyba zreszta jest celem takich wlasnie pokazow) ze marzenia sie
                              spelniaja jesli tylko sie mocno w nie wierzy. Nalezy wierzyc w siebie i
                              poprawnosc swoich decyzji.
                              Tak jak juz napisalem powyzej, mialem "to przeczucie" ze mnie wylosuje, i
                              podswiadomie wiedzialem ze nie odpowie na moje pytanie. Wiedzialam! Bylem
                              przekonany ze tak sie stanie. Czyzby to byl zwykly przypadek, intuicja, czy
                              przejawilo sie na ulamek sekundy "to cos", ten szosty zmysl telepatyczny ktory
                              on jest w stanie kontrolowac??? Cos w tym musi byc, skoro tacy ludzie istnieja.
                              Napisalem pare postow wczesniej, ze ta wlasnie intuicja wiele razy mi w zyciu
                              pomagala. Teraz juz w nia wierze, i czuje sie pewniej niz kiedykolwiek
                              wczesniej ze to sa wlasnie te sygnaly, niczym od Boga, dajace mi zachete do
                              dalszych czynow. Mam nawet dobre przeczucia odnosnie Jasmine. Czemu mialbym im
                              nie wierzyc??? Choc nieraz sa one bardzo wieloznaczne - raz mam przekonanie ze
                              powie ze jej przykro ale nic z tego nie bedzie, a innym razem ze wszystko
                              bedzie po mojej mysli. Tak czy inaczej ocenie sytuacje obiektywnie laczac jaj
                              zachowanie, z moim przeczuciem i dochodzac do "wyedukowanego strzalu" sprobuje
                              swoich szans... Wychodze z zalozenia ze nie bede zalowal. Trzeba zaczac dzialac
                              zdecydowanie bo czas ucieka... Wiec do wtorku.

                              jeszcze obgryzajacy z nerwow paznokcie (?!),
                              zszokowany_romantyk
                              AD2003

                              PS
                              Przyzekam ze to nie fantazja czy sen. To sie dzisiaj mnie przydazylo.
                              • Gość: Zazdrosna Re: romantyku, IP: *.abo.wanadoo.fr 06.02.03, 14:44
                                dobrze , ze odkryles miejsce akcji. Jak dotad sadzilam, ze toczy sie w Polsce.
                                Stad , kiedy pojawilo sie imie uwielbianej przez ciebie, zaczelam myslec o
                                fikcji. Masz nie tylko talent, ale i dobra szkole- zatem wyniki sa czytelne.
                                Sprawa z Jasmine jest teraz bardziej jasna- mowicie tym samym jezykiem, tylko
                                wasze pochodzenie jest rozne. To moze byc dla waszej przyszlosci interesujace,
                                gdyz na zawsze pozostanieicie dla siebie w pewnym stopniu, zagadkami.
                                Wracajac do waszego ostatniego spotkania, sadze, ze jej uwaga odnosnie drobnej
                                sumy pieniedzy ,jaka jej bylas winny, byla wylacznie dowodem jej poczucia
                                humoru i inteligencji.Wyobrazam sobie , ze powiedziala cos w tem rodzaju"
                                szkoda ,ze nie oddajesz mi pieniedzy codziennie", albo" to mogloby zdarzac sie
                                czesciej".
                                Uwaga bez znaczenie uczuciowego.
                                Historie z telepata lubie ze wzgledu na literacka wartosc , a nie ze wzgledu na
                                zawartosc "dokumantarna". Zyje w kraju kartezjanskiego racjonalizmu i raczej w
                                zjawiska telepatyczne nie wierze. Wielcy "magowie" maja ich trick, co nie
                                przeszkadza, ze nawet prezydenci korzystaja z ich uslug. Znany z chlodnego
                                racjonalizmu prezydent Mitterrand takze konsultowal telepetke. Wedlug opinii
                                psychologow konsultaje prezydenckie biora sie z poczucia samotnosci( pomimo
                                asygnowanych doradcow) i poczucia odpowiedzialnosci, przekraczajacej czesto
                                mozliwosci indywidualnego ocenienia sytuacji.
                                Jesli cos ciekawego wydarzy sie w twoim zyciu przed wtorkiem, nie wahaj sie
                                napisac. Zagladam codziennie na forum i z przyjemnoscia znow przeczytam i
                                przekaze tobie moje uwagi.
                                • zdruzgotany_romantyk Re: romantyku, 06.02.03, 15:35
                                  na pewno jeszcze napisze :P
                                  ja tez podchodzilem sceptycznie do telepatow (nie mylic z wrozkami za 5zl :P),
                                  ale po wczorajszym dniu ... ciezko jest nie wierzyc w takie zdolnosci.
                                  do nastepnego tygodnia,
                                  pzdr
                                  romantyk
    • zdruzgotany_romantyk uczucie do niej nie chce odejsc.... 11.02.03, 00:50
      Prawda jest okrutna. Im czesciej ja widze, tym bardziej boli jej brak. Boli
      brak jej uczucia, boli to ze tylko jestesmy przyjaciolmi. Boli, bardzo boli, ze
      kiedy wreszcie odnalazlem dziewczyne o ktorej zawsze marzylem nie moge byc z
      nia razem. Nie moge byc przy niej, spedzac kazdej chwili swojego czasu,
      rozmawiac, sluchac, tanczyc, smiac sie, bawic, a nawet klucic. Nie moge! A
      najgorsze jest to ze nie wiem czy kiedys bede mial szanse. I jesli tak, to
      kiedy? Juz to napisalem, ale sie powtorze: poznalem wspaniala dziewczyne, we
      wspanialym miejscu ale o niewlasciwym czasie...

      Dzisiaj przypadkiem ja widzialem. Po raz kolejny zostalem powalony piorunem
      uczuc. Przeszyl mnie na wylot pozostawiajac uczucie zobojetnienia i niedosytu,
      niepewnosci i przede wszystkim osamotnienia. Wyssal ze mnie chec do zycia. A
      ona prawie zapomniala o jutrzejszym spotkaniu.....
      I pomyslec ze to znowu przez Jasmine - dziewczyne, a raczej kobiete do ktorej
      darze wielkie uczucie a ktore nie ma duzych szans odwzajemnienia.... niestety
      nie ma w tym czasie...

      I ciagle walcze ze swoimi myslami, pisanie przynosi mi lekka ulge...
      Zdecydowalem, ze choc nie mam wielkich szans nie bede kryl swoich odczuc. Dam
      jej do zrozumienia ze zawsze byla dla mnie czyms wiecej niz przyjaciolka.
      Musze ... musze bo inaczej bede zalowal tego do konca zycia. Nie moge juz
      wiecej czekac bo wiem ze bedzie bardziej bolec kiedy zobacze ja z kims innym.
      Choc oznajmie to delikatnie nie chcac wywolywac presji, zdaje sobie sprawe ze
      postawie ja w niezrecznej sytuacji i niewatpliwym wyborem...juz jutro, po
      poludniu, juz jutro .... oby tylko przyniesc sobie ukojenie. Samolubnie mysle o
      sobie, ale musze, bo nie potrafie funkcjonowac.

      Jakie mam inne wyjscie? Zazdrosna - czy mam inne wyjscie????
      Lepiej chyba cierpiec z poczatku niz przez cale pozniejsze zycie... a jesli juz
      takiej drugiej osoby nie spotkam? .... Co jesli ja strace bezpowrotnie, juz
      nigdy nie bede mial szansy, popelnie "falstart"? Co jesli mnie lubi ale jest za
      wczesnie? Czekanie doprowadza mnie do cierpienia, wiem ze mezczyzna musi byc
      zdecydowany... Czemu ja w ogole spotkalem? Czemu to zycie musi byc takie
      trudne... Oby wtorek przyniosl ukojenie...

      romantyk
      • Gość: Zazdrosna Re: uczucie do niej nie chce odejsc.... IP: *.abo.wanadoo.fr 11.02.03, 13:10
        Jak wyznajesz czas niczego nie zmienia w twoich uczuciach. Moze nawet nasilaja
        sie. Wystarczylo przelotne spotkanie Jasmine zebys poczul sie "rozlozony na
        cztery lopatki". Jesli ona niemal zapomniala o spotkaniu to prawdopodobnie
        niczego nie przypuszcza. Nie wie w jakim blogostanie zyjesz, bo przeciez
        zakochanie to wspanialy okres. Plodny dla tworczosci, rozbudowujacy wyobraznie,
        wszystko wokol zmienia sie, a przedmiot uwielbienia jest idealizowany.
        Podczas najblizszego spotkania trzeba abys napomknal o twoich uczuciach. Nie
        koniecznie jako szumne, ostateczne wyznanie.Wystarczyloby powiedziec jej, ze z
        nia czujesz sie calkiem inaczej, ze swiat jest bardziej kolorowy, ze chcialbys
        spedzac z nia jaknajwiecej czasu. Postaraj sie byc dowcipny, zablyszcz twoja
        inteligencja. Czas aby Jasmnie zaczela cie doceniac,wzbudz jej ciekawosc,
        powiedz jej, ze pod wplywem jej osobowosci piszesz intymny pamietnik. To moglby
        byc poczatek pelnego wyznania. Ale zwlaszcza nie strac szansy. Ktos
        powiedzial ,ze szczescie to przelotny ptak, ktorego trzeba uchwycic podczas
        lotu we wlasciwym momencie.
    • Gość: ktos Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: 213.17.172.* 11.02.03, 10:14
      piszesz o mnie...
      • ja_nek Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? 11.02.03, 11:53
        Romantyku. Miota Ciebie pomiędzy euforią a lękiem, że Ją stracisz...
        Mówiąc wszystko od razu spłoszysz Ją. Powiedzenie wszystkiego wprost rozbij na
        jakieś etapy czasowe połączone ze wspólnym spędzaniem czasu. Ona musi
        przywyknąć do tego co słyszy.
        Grom z jasnego nieba taki jak Twoje wyznanie może więcej uczynić szkody, jeśli
        powiesz wszystko od razu. Stopniowo, ale stanowczo i delikatnie, coraz więcej
        jej mów i obserwuj reakcje....

        Pzodrawiam
        janek
    • zdruzgotany_romantyk zakonczenie w piatek :( 12.02.03, 05:20
      Przykro mi to pisac, ale w piatek bedzie ostatnia czesc.... az do czasu kiedy
      znowu sie zakocham lub... ja znowu kiedys zobacze.
      Euforia opada. Co prawda nie powiedzialem jej wprost ale po naszej rozmowie na
      ktora nie byla w ogole chetna wreszcie do mnie dotarlo ze mimo to ze czasem
      dobrze sie nam rozmawia to zyjemy w dwoch calkiem innych swiatach. Byla
      zmeczona, bylo zimno, jej sie nawet nie chcialo nigdzie isc, ale jakos razem
      wyszlismy. Rozmawialismy o nieistotnych rzeczach. Dowiedzialem sie ze w
      walentynki nigdzie nie wychodzi. I choc nie wierze w to ze jesli by kogos miala
      to spedzila by ten dzien samotnie, to dala mi lekko do zrozumienia ze sie z
      kims widuje. I choc jestem przekonany ze to nie jest prawda (przepraszam, ale
      znam ja i jestem przekonany:P) to jednak przegialem pytajac za duzo... i
      nadzialem sie na ostra odpowiedz. Choc zdaje sobie sprawe ze ma w tej chwili
      ciezko, ma swoje trudne dni, bo raczej nigdy nie wydaje sie zasmucona jak dzis
      to odebralem jej niechetnosc. Nie widze zadnej szansy na zadne uczucia. Na
      pewno nie teraz. Istnieje we mnie glupie uczucie pustki, czuje sie jak Syzyf...
      Ona ma swoich przyjaciol, dobra prace, spotyka wielu atrakcyjnych mezczyzn...
      bawi sie, tanczy, mnie nie zauwaza... Szkoa ze nie miala nigdy szansy mnie
      poznac... szkoda ze nie zaczelismy razem studiow, szkoda ze nie znalismy sie
      duzo wczesniej...

      A dlaczego w piatek ostatni raz? Poniewaz zadzwonie do niej i pozbede sie tego
      uciskajacego, zdradzieckiego uczucia przywiazania do kogos kto nie chce poznac
      mojej duszy... Zadzwonie w walentynki oswiadczajac ze byla zawsze kims wiecej
      niz przyjaciolka i ze mi przykro...(?!) Jest wspaniala osoba, ktora zawsze
      chcialem poznac i szkoda ze ona nie chciala poznac mojej prawdziwej osoby.
      Mam nadzieje ze dalej bedziemy w jakis sposob przyjaciolmi i ze nie bedzie mnie
      unikac.... hmm To mi pomoze. Wierze ze bedzie mi o wiele latwiej ,kiedy sie
      wylecze z tego stanu odrzucenia i zbytniej watpliwosci. Wierze ze jak powiem,
      nawet w najbardziej niestownym czasie to bede w stanie "ruszyc" do przodu.

      I chcialbym sobie wmowic, ze ona mi nie pasuje, ze jest minimalistka, ze jest
      za szalona i za bardzo beztrosko podchodzi do zycia i otaczajacego swiata ...
      ale nie chce sie oklamywac. Znam ja troche i wiem ze w glebi jest wspaniala
      osoba. Szkoda ze nie mielismy zadnych okolicznosci aby mnie poznala.

      Zaluje tylko tego ze nie jest mlodsza o dwa lata... zaluje ze konczy szkole w
      tym roku, zaluje ze w ogole ja poznalem bo bede teskinil za nia. Po prostu
      bardzo chcialbym kiedys spotkac taka osoba jak ona ktora odwzajemni moje
      uczucia. Na zwiazek raczej nie licze, ale jak to ktos madry kiedys
      powiedzial: "Nigdy nie mow nigdy" .. jeszcze sie moze z nia kiedys spotkam w
      bardziej "sprzyjajacych okolicznosciach"... watpie w to, ale znajac zycie
      wszystko jest mozliwe.

      Czas sie skupic na piatku i potem juz "tylko" zapomniec. I ruszyc do przodu w
      poszukiwaniu osoby ktora przedrze sie przez zewnetrze maski, pozna i pokocha
      mnie za to kim jestem.

      Smieszne, ale wydaje mi sie ze jeszcze napisze, bo to nawet polubilem
      kontunuujac ten pamietnik mojego zycia. Oczywiscie jesli ktos (zazdrosna?)
      chcialby jeszcze poczytac. Lepiej sie czuje jak ktos to czyta, a przeciez dalej
      pozostaje anonimowy... I pewnie jeszcze nie raz sie zakocham... i pewnie bede
      wspominal te czasy z usmiechem na twarzy (choc rzeczywiscie watpie :( )
      Ale szkoda ze nie mialem danej szansy aby cos z tego wyszlo. Takie dziewczyny
      spotyka sie bardzo rzadko... bardzo, bardz rzadko

      Bede sie modlil abysmy zostali przyjaciolmi, pomimo tego co jej powiem - mysle
      ze jest na tyle wyrozumiala ze mnie nie bedzie unikac .. ehhhhh EVERYTHING
      HAPPENS FOR A REASON...

      Czemu jestem taki bardzo uczuciowy??? Czy czlowiek sie z tym rodzi???

      wasz romantyk
      • zdruzgotany_romantyk troche muzyki na walentynki :P 12.02.03, 08:51
        Jako ze walentynki juz sie zblizaja, wszystkim zakochanym panom, ktorzy beda
        spedzac czas ze swoimi uroczymi paniami polecam nastrojowe utwory. Wasze panie
        to docenia...

        Jahiem - "Put The Woman First"
        Jaheim - "Anything"
        Jahiem feat. Jhe Rayne - "Fabulous"
        Jahiem - "Remarkable"
        Lucy Pearl - "Dance Tonight"
        Mary J. Blige - "Sweet Thang"
        Mary J. Blige - "I Love You"
        Common feat. Mary J. Blige - "Come To Me"
        Fat Joe - "All I Need"
        Jennifer Lopez feat. LL Cool J - "All I Have"
        Montel Jordan feat LL Cool J - "Get It On Tonight"
        LL Cool J - "Doin It"
        LL Cool J - "I Need Love"
        Maxwell - "This Woman's Work"
        Ruff Endz - "Someone To Love You"
        R.Kelly - "Ignition"
        R.Kelly - "Seems Like You're Ready"
        R.Kelly - "Feeling On Your Booty"
        R.Kelly - "I wish"
        R.Kelly - "Contagious"
        R.Kelly - "When A Woman's Fed Up"
        Blackstreet - "Deep"
        Faith Evans - "I Love You"
        Aaliah - "I dont Wanna"
        Ashanti - "Dreams"
        Field Mob - "Sick Of Being Lonely" <-------
      • Gość: lula del rio Re: zakonczenie w piatek :( IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 12.02.03, 09:19
        jak cię czytam to mam wrażenie że albo się dobrze znamy albo że to są moje
        wspomnienia i romantyczne "snucia" sprzed kliku lub dziesięciu lat albo....że
        zmyśliłeś całą tę historię!
        jeśłi jest ona prawdziwa, chcę ci powiedzieć, że ludzi romantycznych jest wielu
        tylko nie wszyscy się z tym obnoszą, boją się śmieszności, zranienia, zresztą
        sam wiesz
        natomiast co się tyczy spotkania twej bratniej duszy...na to się nie tylko
        składa osobowość tej osoby, są to okoliczności, miejsce, wiem, że bywa w życiu
        tak, że możesz się z kimś minąć na ulicy nie widząc, że to ta twoja jedyna
        tak więc, nie jest powiedziane , że świat się kończy na poznaniu tej twojej
        niewdzięcznicy:)
        po naszej ziemi chodzi wielu, wierzę, że większości wartościowych, ciekawych,
        wrażliwych ludzi
        wytarczy chciec ich poznać, mieć uszy i oczy "szeroko otwarte"

        pozdrawiam
      • Gość: zazdrosna Re: zakonczenie w piatek :( IP: *.abo.wanadoo.fr 12.02.03, 10:48
        Romantyku,
        mam nadzieje , ze w piatek bedzie zakonczenie tylko tej czesci twoich intymnych
        wspomnien. Wazne abys dalej pisal. To przeciez twoj przyszly zawod, a poniewaz
        dobrze to robisz znajdziesz bez watpienia takze innych czytelnikow. Mnie byloby
        przykro nie znalezc wiecej twoich wynurzen. To sie bardzo dobrze czyta, dlatego
        inni ludzie tobie odpowiadaja, ze odczuwaja twoje teksty jak wlasne przezycia.
        Jasmine ma najwyrazniej swoj swiat, moze zaangazowala sie uczuciowo z kims
        innym i wcale nie wie, ze niedaleko od niej jest ktos, kto ja widzi tak jak ty.
        Moze nie wszystko jest stracone. Poczekamy do piatku. Tym niemniej zycie toczy
        sie nadal, z pewnoscia znajdziesz inna, podobna do niej kobiete. Model juz jest.
        • zdruzgotany_romantyk Re: zakonczenie w piatek :( 12.02.03, 14:13
          Bede pisal od czasu do czasu. Nie jest to moj przyszly zawod - ja na prawde
          tylko pisze co sie ze mna dzieje. Nieraz jest tak ze mam pelna glowe roznych
          mysli i pisanie mnie rozluznia, pozwala mi to z siebie wyrzucic.
          Z przyplywem wolnego czasu (w weekendy) cos zawsze "skrobne", bede "w
          kontakcie" ... :P
          Na prawde szkoda ze nie poznalem jej we wlasciwym czasie, ale tak moze mialo
          byc. Zobaczymy co przyniesie kolejny dzien, tydzien, miesiac ... moze odnajde
          swoje szczescie.

          romantyk
    • Gość: es Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: 202.105.138.* 12.02.03, 20:26
      Posłuchaj porzucony przez nią,
      Nieznany mój przyjacielu:
      W rozpaczy swojej
      Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
      Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
      Na smugę cienia nie wbiegaj,
      Zaczekaj, trochę zaczekaj!


      Posłuchaj, porzucona przezeń,
      Nie znana mi przyjaciółko:
      W rozpaczy swojej
      Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
      Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
      Na smugę cienia nie wbiegaj,
      Zaczekaj, trochę zaczekaj!


      Przysięgam wam, że płynie czas!
      Że płynie czas i zabija rany!
      Przysięgam wam, przysięgam wam,
      Przysięgam wam, że płynie czas!
      Że zabija rany - przysięgam wam!


      Tylko dajcie mu czas,
      Dajcie czasowi czas.
      (Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
      Po was, porzezz was i między ustani,
      I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
      One już daleko, daleko za górami!)
      Tylko dajcie mu czas,
      Dajcie czasowi czas,
      Bo bardzo, bardzo,
      Bardzo szkoda
      byłoby nas!
    • Gość: es Re: Nieodwzajemnione uczucie - i co dalej??? IP: 202.105.138.* 12.02.03, 20:26
      Posłuchaj porzucony przez nią,
      Nieznany mój przyjacielu:
      W rozpaczy swojej
      Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
      Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
      Na smugę cienia nie wbiegaj,
      Zaczekaj, trochę zaczekaj!


      Posłuchaj, porzucona przezeń,
      Nie znana mi przyjaciółko:
      W rozpaczy swojej
      Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
      Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
      Na smugę cienia nie wbiegaj,
      Zaczekaj, trochę zaczekaj!


      Przysięgam wam, że płynie czas!
      Że płynie czas i zabija rany!
      Przysięgam wam, przysięgam wam,
      Przysięgam wam, że płynie czas!
      Że zabija rany - przysięgam wam!


      Tylko dajcie mu czas,
      Dajcie czasowi czas.
      (Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
      Po was, porzezz was i między ustani,
      I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
      One już daleko, daleko za górami!)
      Tylko dajcie mu czas,
      Dajcie czasowi czas,
      Bo bardzo, bardzo,
      Bardzo szkoda
      byłoby nas!
      • zdruzgotany_romantyk podobalo mi sie "es" 13.02.03, 03:15
        Witam ponownie,
        Czuje sie dobrze, doszedlem do wniosku ze ja i ona to dwa calkowicie inne
        swiaty. Dobrze jest miec jednak taka przyjaciolke. Nie chce tego marnowac. Nie
        bede dzwonil w piatek. Nie chce nawet tego rozpamietywac od nowa, nie chce
        wpakowc sie w klopotliwa sytuacji. Doszedlem do wniosku ze dobrze jest jak jest
        teraz. Jest takie powiedzenie: "If it aint broke, dont fix it". Po co sie
        pakowac w klopoty? Ona do mnie w tej chwili nic a nic nie czuje, a ja chce
        ruszyc do przodu, bawic sie i poznawac nowych ludzi. Wydaje mi sie ze to moze
        mi tylko wyjsc na dobre, bede mial motywacje do swojego ciaglego "ulepszania".
        A z nia ciagle bede w kontakcie ... tak na wszelki wypadek :P

        zobaczymy co przyniesie nowy dzien,
        troszke_radosny_romantyk
        • Gość: ZUZIA do troszkę_radosnego_romantyka IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 14.02.03, 14:35
          zdruzgotany_romantyk napisał:

          > Witam ponownie,
          > Czuje sie dobrze, doszedlem do wniosku ze ja i ona to dwa calkowicie inne
          > swiaty. Dobrze jest miec jednak taka przyjaciolke. Nie chce tego marnowac.
          Nie
          > bede dzwonil w piatek. Nie chce nawet tego rozpamietywac od nowa, nie chce
          > wpakowc sie w klopotliwa sytuacji. Doszedlem do wniosku ze dobrze jest jak
          jest
          >
          > teraz. Jest takie powiedzenie: "If it aint broke, dont fix it". Po co sie
          > pakowac w klopoty? Ona do mnie w tej chwili nic a nic nie czuje, a ja chce
          > ruszyc do przodu, bawic sie i poznawac nowych ludzi. Wydaje mi sie ze to moze
          > mi tylko wyjsc na dobre, bede mial motywacje do swojego
          ciaglego "ulepszania".
          > A z nia ciagle bede w kontakcie ... tak na wszelki wypadek :P
          >
          > zobaczymy co przyniesie nowy dzien,
          > troszke_radosny_romantyk


          > Chyba dobrze zrobisz romantyku. Aż Ci zazdroszczę. Ja chyba tak nie potrafię.
          Wprawdzie byłam w bliższych stosunkach z pewną osobą, niż Ty z J. ale jak
          mówią" mężczyzn bardziej boli niespełnienie, a kobiety wspomnienia ranią " :(

          > Czasami bywam na tym forum i nie tylko, obserwuję ludzi i świat, i nadal nie
          mogę nadziwić się porządkowi rzeczy... Ci, którzy kochają,kochają tych, którzy
          zazwyczaj czują coś do innych.Łańcuszek się zamyka.


          >Mam też wiersz,moze nie tak optymistyczny, jak " es', ale trochę mi dziś żle

          ******

          DO M



          Drogi M

          Co dziś porabiasz ?
          Ja nic, czuję się senna


          Albo: Drogi M

          Co dziś porabiasz ?
          Ja dużo...
          Szkoda tylko, że słońca nie ma...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka