didi111
16.04.03, 02:04
Bylam, oddychalam i zapatrzylam sie bez wzajemnosci.
Normalka, schemat powtorzony po tysiackroc, do zmeczenia, do bolu.
Wiele nas, te same rady, te same motywy, te same ramki.
Zapatrzylam sie wirtualnie, niebanalnie, od niechcenia do wzgardy, do pustego
usmiechu. Tyle, ze czas mial leczyc rany, koic i morzyc jak pijany kierowca
na zakretach... I nagle otrzezwial. Rety! Drzewo! Row! a moze krowa! Zostal
slad na zwirze, na ostrym wirazu..., zostal jak amen w pacierzu, jak modlitwa
w brewiarzu, jak przyszlosc i nicosc, odpedzona mucha, jak lza i spowiedz,
jak kwietniowa zawierucha...
Nie myslalam, ze kiedys wroce do bezmyslnych gestow, do deszczy i szelestow,
do halsow i morskich opowiesci, do drobiazgow zgubnych i bez tresci...
A jednak trwa we mnie gra, na pieciolinii palcow, niezgrabne uniesienie
reki...
OK, poddaje sie! Kurs na poludnie, w otchlan slonecznych zawirowan...
Nie umiem skladac zyczen i przepraszac, umiem tylko dlon wyciagnac, naga,
naznaczona zmarszczkami istnienia...
Potrafisz to zrozumiec?