tijo
06.12.01, 15:14
Siedem lat temu miałam super faceta, byliśmy ze sobą 4 lata jak zaczęliśmy się
spotykać ja miałam 14 lat. Wydawało mi się że go kocham a może kochałam teraz
już sama nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Kiedy weszłam w wiek 18 lat
trochę zaczęłam się buntować siedzieliśmy tylko w domu nigdzie nie
wychodziliśmy, przeszkadzało mi to i wtedy pamiętam zaczął przychodzić do mnie
mój kolega. Podobał mi się wysoki, przystojny,dobrze ubrany szarmancki
uwielbiany przez inne byłam w siódmym niebie kiedy zaproponował żebyśmy zaczęli
się spotykać. Wszystko zerwałam i przez miesiąc żyłam w euforii do czasu kiedy
mój chłopak nie zakochał się w innej. Po miesiącu wrócił, przeprosił przyjęłam
go. Potem jeszcze tych miłości było kilka za każdym razem wracał a ja go
przyjmowałam. Był moment kiedy wpadałam w furię i tłukłam wszystko co znalazło
się w zasięgu mojej ręki, w ciągu dwóch może trzech miesięcy schudłam 22 kg.
wyglądałam strasznie no i cierpiałam. Teraz jesteśmy ze sobą już 7 rok w ciągu
tych lat dużo się nauczyłam ale nie nauczyłam się tego jak o nim nie myśleć.
Teraz już wiem że wtedy przyjmując go po raz pierwszy drugi czy piąty
popełniłam straszny błąd: przyjęłam go. Tkwie w tym związku od lat nie mam
nadziei na to że będę miała rodzinę,męża i najbardziej upragnionych dzieci.
Jestem zdręczana prze wszystkich "kiedy wreszcie weżmiecie ślub" i co mam im
powiedzieć, że on nie chce? To jest śmieszne bo niby mnie kocha i wogóle ale
nie chce. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Chciałabym ostrzec wszystkie
młode dziewczyny żeby nie popełniały takiego błędu jak ja. Pamiętajcie o tym że
z rozbitego dzbanu zostają tylko okruchy i nie należy go sklejać a historia
lubi się powtarzać i nie wiem czy np. za miesiąc nie przyjdzie i nie powie że
znowu się zakochał tylko tera już w młodszej.