Dodaj do ulubionych

I co tu zrobić...

11.07.03, 12:32
żeby się nie zakochiwać z częstotliwośćią 2-3 razy do roku?
Nie no, ja już za stara jestem na takie tempo... Żeby to były miłości
odwzajemnione, to jeszcze jeszcze... A tak, bez wzajemności to ja już
podziękowałabym Amorowi ze strzałą i poprosiła, żeby sobie jakiś inny
cel upatrzył... Co to ja jestem -tarcza strzelnicza, czy jak? ;-)
Obserwuj wątek
    • ka_27 I co tu zrobić... 11.07.03, 12:41
      Znajdź dobrego celowniczego :-)
    • von-koza Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 12:44
      Trzeba sobie kupić łuk, a nie lodówkę , byś sobie przynajmniej postrzelała, a
      tak chłodzisz tylko to wino i chłodzisz...
      • ka_27 I co tu zrobić... 11.07.03, 12:47
        I dobrze, ze chłodzi :-)

        Im wino starsze, tym ciekawszy kompan :-)))
        • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 12:55
          Wino nie takie stare... w przeciwieństwie do kompana :-)

          A swoją drogą -jakbym tak z łuku strzelać do facetów zaczęła... to bym przecież
          krzywdę któremuś zrobiła :-(
          • von-koza Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 13:26
            Zatem odwróćmy co powiedział KA27 - Im kompan starszy, tym wino ciekawsze.
            • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 13:30
              No tak...
              Tylko wino nie jest tu żadnym problemem...
              Ten Amor niesforny daje mi się straszliwie we znaki i chyba go w tym winie
              utopię... albo przynajmniej -w opróżnionej butelce zamknę :-(
              • ka_27 I co tu zrobić... 11.07.03, 14:20
                W zasadzie sie zgadza,
                ale ...

                Im kompan bardziej dojrzały, tym wino smaczniejsze :-))))
          • ka_27 I co tu zrobić... 11.07.03, 14:19
            Ale dobre wino to i dobry kompan :-))

            A strzelać i tak musisz sie nauczyć :-)))
            • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:19
              Dobrze -zapiszę się do sekcji łuczniczej ;-)
              • von-koza Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:34
                Polecam raczej kuszę. Podchodzisz blisko, traaach i po sprawie. Nie trzeba
                poprawiać. Miałem taką, własnoręcznie robioną przez lata, ale mi żona zabrała i
                schowała, a lubiło sie postrzelać, oj lubiło...
                Finezja łuku...mmm, cóż ma swój urok, ale nie ta skuteczność.
                • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:40
                  Ale ja nie chcę wystrzelać wszystkich facetów :-(
                  Ja chcę tylko się zakochać z wzajemnością... Jeden jedyny raz w życiu
                  i więcej mi do szczęścia nie potrzeba...
                  • von-koza Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:50
                    To ja przecież nie mówię żeby od razu wszystkich. Strzał Ci braknie, a te
                    zmarnowane słono kosztują.
                    • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 16:00
                      No ale przecież jak wyceluję i trafię... to ja faceta na miejscu zabiję!
                      A ja chcę żywego!!!
                      • von-koza Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 16:13
                        Zostaje jeszcze łapanie w siatkę, tyle że to bardziej praco i czasochłonne.
                        Pozdrawiam.
                        • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 16:18
                          Wystarczy odpowiednio dużą siatkę sobie sprawić :-)
                          Bezkrwawe łowy -to mi pasuje :-)
                          • von-koza Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 16:28
                            Metoda ma sporą wadę, możesz złapać jakąś niezdarną ofermę, choć niewykluczony
                            zamyślony poeta np., siatka musi też mieć specjalnie dobrane oczka w celu
                            uniknięcia przypadkowego narybku. Rozpinanie jej zajmuje też sporo czasu.
                            • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 16:38
                              No tak... To już wszystko jasne... Jak się na siatkę poluje to nic dziwnego,
                              że mi się same niezdary do tej pory trafiały...
                              wreszcie ktoś mnie oświecił :-)
      • Gość: anaconda-lop Re: I co tu zrobić... IP: *.uz.zgora.pl / 192.168.41.* 11.07.03, 16:54
        znajdz strzelca wyborowego polecam jakas jednostke wojskowa np.lubliniec albo
        ktos z gromu daj takiemu namiary i czekaj na wyniki moze ten snajper sam siebie
        namierzy i ustrzeli tylko na sapera nie traf bo wtedy moze byc kiepsko
    • jmx Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 14:04
      meduza4 napisała:

      > żeby się nie zakochiwać z częstotliwośćią 2-3 razy do roku?
      > Nie no, ja już za stara jestem na takie tempo... Żeby to były miłości
      > odwzajemnione, to jeszcze jeszcze... A tak, bez wzajemności to ja już
      > podziękowałabym Amorowi ze strzałą i poprosiła, żeby sobie jakiś inny
      > cel upatrzył... Co to ja jestem -tarcza strzelnicza, czy jak? ;-)


      A jak to jest tak często się zakochiwać?

      A zakochwanie się z wzajemnością 2-3 razy do roku wydaje mi się jeszcze
      gorsze ;-). No i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - gdybyś się nie
      zakochiwała to nie powstałyby Twoje wiersze... Może tak ma być?
      • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:24
        jmx napisała:

        > meduza4 napisała:
        >
        > > żeby się nie zakochiwać z częstotliwośćią 2-3 razy do roku?
        > > Nie no, ja już za stara jestem na takie tempo... Żeby to były miłości
        > > odwzajemnione, to jeszcze jeszcze... A tak, bez wzajemności to ja już
        > > podziękowałabym Amorowi ze strzałą i poprosiła, żeby sobie jakiś inny
        > > cel upatrzył... Co to ja jestem -tarcza strzelnicza, czy jak? ;-)
        >
        >
        > A jak to jest tak często się zakochiwać?

        Normalnie -zakochujesz się w jednym, wierzysz, że coś z tego będzie a on
        Cię olewa... Przyłamujesz się, przez miesiąc ryczysz w poduszkę, potem
        budzisz się z rana i mówisz "koniec z tą głupotą". Przez tydzień masz
        spokój, oczyszczasz swój umysł... i trach! Zakochujesz się w sąsiedzie
        z naprzeciwka, w końcu jeszcze wolny... Przez trzy miesiące robisz nieśmiałe
        podchody, zaprzyjaźniasz się... żeby się dowiedzieć że tydzień temu spotkał
        jedyną i prawdziwą miłość swego życia... Przyłamujesz się, przez miesiąc
        ryczysz w poduszkę... Never ending story :-(


        >
        > A zakochwanie się z wzajemnością 2-3 razy do roku wydaje mi się jeszcze
        > gorsze ;-). No i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - gdybyś się nie
        > zakochiwała to nie powstałyby Twoje wiersze... Może tak ma być?
        >

        To co? To ja tak dla dobra ogółu i dla wysokiego poziomu swej poezji dalej
        mam się tak zakochiwać... O jasny gwint...
        • delicatesca Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:37
          > To co? To ja tak dla dobra ogółu i dla wysokiego poziomu swej poezji dalej
          > mam się tak zakochiwać... O jasny gwint...
          >
          bo niby z cierpienia powstaje sztuka.
          Ale mi sie w Tobie bardzo to podoba ze jestes taka otwarta na zycie.
          Nie zamykasz sie, nie robisz sie nieufna czy cyniczna. PO kazdej "porazce",
          ocierasz lzy i z taka sama nadzieja, ciekawoscia oczekujesz co Tobie zycie
          przyniesie.
          • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:45
            delicatesca napisała:

            > Ale mi sie w Tobie bardzo to podoba ze jestes taka otwarta na zycie.
            > Nie zamykasz sie, nie robisz sie nieufna czy cyniczna. PO kazdej "porazce",
            > ocierasz lzy i z taka sama nadzieja, ciekawoscia oczekujesz co Tobie zycie
            > przyniesie.

            Bo to wszystko przez tego zakichanego Amora -złymi strzałami we mnie strzela...
            Czy to wina strzały, że nie pasuje do mojego serca?
            A tak poważnie -z jakiejś psychozabawy wyszło mi, że jeśli chodzi o temperament
            to podpadam pod typ sangwinika. Dziękuje Ci życie za ten numer :-)
            To wszystko wyjaśnia...
            • jmx Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:52
              Szybko potrafisz się otrząsnąć po nieudanym uczuciu - wolałabyś się z tego
              wygrzebywać kilka miesięcy a nawet lat? Sangwinizm ma swoje dobre strony...
              • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 16:06
                To można się aż kilka lat otrząsać po nieudanym związku? Nawet nie strasz, brrr

                A dobre strony -nie wiem czy to takie miłe mieć opinię niepoważnego lekkoducha,
                który uczuć nie traktuje poważnie... zwłaszcza, że jest to opinia bardzo mylna.
                No ale tak mnie nawet najbliżsi oceniają, bo zamiast odkręcać gaz z rozpaczy...
                to najpierw się upijam, potem płaczę, potem się śmieję... A potem się znowu
                zakochuję...
        • jmx Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:40
          meduza4 napisała:

          > Normalnie -zakochujesz się w jednym, wierzysz, że coś z tego będzie a on
          > Cię olewa... Przyłamujesz się, przez miesiąc ryczysz w poduszkę, potem
          > budzisz się z rana i mówisz "koniec z tą głupotą". Przez tydzień masz
          > spokój, oczyszczasz swój umysł... i trach! Zakochujesz się w sąsiedzie
          > z naprzeciwka, w końcu jeszcze wolny... Przez trzy miesiące robisz nieśmiałe
          > podchody, zaprzyjaźniasz się... żeby się dowiedzieć że tydzień temu spotkał
          > jedyną i prawdziwą miłość swego życia... Przyłamujesz się, przez miesiąc
          > ryczysz w poduszkę... Never ending story :-(

          No własnie tego nie rozumiem... Może nawet troszkę zazdroszczę?
          A może coś co mija po tygodniu nie było zakochaniem?


          > To co? To ja tak dla dobra ogółu i dla wysokiego poziomu swej poezji dalej
          > mam się tak zakochiwać... O jasny gwint...

          Poezja przede wszystkim! ;-)
          "Nazywam się Milijon bo za milijony kocham i cierpię katusze..." - coś za coś...
          • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 15:50
            Zaraz, zaraz... Przecież mówię, że najpierw płaczę przez miesiąc w poduszkę,
            potem mówię, że już koniec i już nigdy więcej... A tydzień po tym mocnym
            postanowieniu... trach! Kolejna strzała Amora... Ja nie mówię, że mi po tygodniu
            przechodzi jedno zakochanie, mówię tylko że krótki okres mija pomiędzy
            wyleczeniem się z jednego a wpakowaniem w następne...
            A w ogóle -jak można żyć bez zakochania? Toż to tego nie rozumiem...
            Raz mi się tak trzy czy cztery tygodnie udało wytrzymać i to było dla mnie
            istne piekło na ziemi... Puste serce, puste myśli, puste dni...
            Uchowaj Boże od takiego życia...
    • Gość: zahedan Re: I co tu zrobić... IP: *.protonet.pl 11.07.03, 16:03
      ja ci powiedzieć dosadnie:może być tak że twoje podwzgórze w mozgu byc
      uzaleznione od endorfina.niektóre osobnika tak mieć i aby prawidłowo
      funkcjonować oni potrzebować być stale zakochanie mieć- wtedy sie endorfin i
      inne neurohormon wydzielac.a teraz ja ci powiedzieć jeszcze dosadniej:może ty
      taka być ,że coś w tobie zniechęcać facet do ciebie? ja dziękowac za pyszne wino
      • meduza4 Re: I co tu zrobić... 11.07.03, 16:08
        Zahedan -ja na wino nie z Twoja się umówiłam :-)
        Ale być dwie butelka, więc wszystko przed Zahedan.
        Przy okazji Ty sprawdzić czy ja facetów i inna ludzia do siebie nie
        zniechęcać :-)
        • white.falcon Nie martw się... 11.07.03, 17:29
          A ja sądzę, że przyjdzie pora i na Telesfora - na wielką miłość Twojego życia.
          Zobaczysz.:) Swoją drogą, nie zwracaj uwagi na to, że niektórzy w powyżej
          pisanych postach twierdzą, że piękne wiersze powstają jako skutek
          nieodwzajemnionych złamanych uczuć. Nieprawda. Wiersze to mają do siebie, że
          powstają wtedy, kiedy im się chce - z wielkiej udanej miłości też.

          Ponadto, nie sądzę, że Ty odstraszasz ludzi. Ty poprostu zbyt szybko się
          zakochujesz. Może trochę zwolnij z tym zakochiwaniem się. Może daj szansę
          najpierw drugiej osobie w Tobie się zakochać.;)))
          Pozdrv.:)
          • meduza4 Re: Nie martw się... 13.07.03, 18:09
            Ale ja się przecież nie zakochuję tak często celowo :-(
            Z reguły zakochuję się jakieś kilka dni-tygodni po tyleż uroczystym co
            gniewnym ślubowaniu... że już nigdy w życiu się nie zakocham :-(
            Obiecanki cacanki... a życie i tak swoje robi...
            • white.falcon Re: Nie martw się... 13.07.03, 18:11
              meduza4 napisała:

              > Ale ja się przecież nie zakochuję tak często celowo :-(
              > Z reguły zakochuję się jakieś kilka dni-tygodni po tyleż uroczystym co
              > gniewnym ślubowaniu... że już nigdy w życiu się nie zakocham :-(
              > Obiecanki cacanki... a życie i tak swoje robi...

              Zobaczysz, jeszcze będzie na niebie słonko tylko dla Meduzki i jej pieknych
              wierszy.:)
              Pozdrv.:)
              • meduza4 Re: Nie martw się... 13.07.03, 18:15
                Na razie idę robić bardziej prozaiczną rzecz... a mianowicie sernik na zimno...
                Wiersze i Słonko... muszą poczekać...
                • Gość: samowolny Re: Nie martw się... IP: *.*.*.* 14.07.03, 12:29
                  meduza4 napisała:

                  > Na razie idę robić bardziej prozaiczną rzecz... a mianowicie sernik na
                  zimno...
                  > Wiersze i Słonko... muszą poczekać...

                  ciekawe jak sie udał ten sernik????:)
                  • von-koza Re: Nie martw się... 14.07.03, 13:32
                    Meduza, pół Polski jest ciekawe tego sernika, a Ty milczysz. Przyznaj się,
                    lodówka padła i sernik się rozpłynał.
                    Pozdrawiam.
                    • ja_nek Re: Nie martw się... 14.07.03, 16:33
                      Zakalec się zrobił;)
                      • von-koza Re: Nie martw się... 14.07.03, 16:39
                        Janek, sernika na zimno się nie piecze, to i nie mógł wyjść zakalec, ale
                        przewiduję czarny scenariusz. Meduza się nim struła i dlatego nie może podejść
                        do kompa.
                        Pozdrawiam.
                        • meduza4 Co do sernika... 14.07.03, 20:46
                          Oj ludzie... Przecież jadłam ten sernik w miłym towarzystwie i generalnie
                          w tym samym miłym towarzystwie spędziłam dzisiejszy dzień. Ani mi w głowie
                          było szukanie jakiegokolwiek kompa w tej sytuacji.
                          Sernikiem się nie strułam, mam nadzieję że mojemu znajomemu też nie zaszkodził,
                          lodówka nie padła, ja dostałam różyczki i wszystko jest OK :-)))
                          • Gość: samowolny Re: Co do sernika... IP: *.*.*.* 15.07.03, 08:52
                            meduza4 napisała:

                            ja dostałam różyczki i wszystko jest OK :-)))

                            ufam , że nie o te chorobe zakaźną biega..:))))
                          • Gość: zahedan Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK IP: *.protonet.pl 15.07.03, 09:33
                            meduza4 napisała:

                            jadłam ten sernik w miłym towarzystwie i
                            > w tym samym miłym towarzystwie spędziłam dzisiejszy dzień.
                            > Sernikiem się nie strułam, mam nadzieję że mojemu znajomemu też nie
                            zaszkodził,
                            ja dostałam różyczki i wszystko jest OK :-)))

                            JUST LIKE STARTING OVER ;-) coś mnie sie wydawać ;-)


                            • delicatesca Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 15.07.03, 10:02
                              Gość portalu: zahedan napisał(a):

                              > meduza4 napisała:
                              >
                              > jadłam ten sernik w miłym towarzystwie i
                              > > w tym samym miłym towarzystwie spędziłam dzisiejszy dzień.
                              > > Sernikiem się nie strułam, mam nadzieję że mojemu znajomemu też nie
                              > zaszkodził,
                              > ja dostałam różyczki i wszystko jest OK :-)))
                              >
                              > JUST LIKE STARTING OVER ;-) coś mnie sie wydawać ;-)

                              zahedan znac sie na tych sprawach:)
                              >
                              >
                            • jmx Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 15.07.03, 12:56
                              Gość portalu: zahedan napisał(a):


                              > JUST LIKE STARTING OVER ;-) coś mnie sie wydawać ;-)

                              To trzeba było przyjechać jak Meduza zapraszała - robiłbyś za przyzwoitkę....
                              ;-)))
                              • ja_nek Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 15.07.03, 13:10
                                OOOps, rzeczywiscie masz rację von Koza, zakalec wyjść nie mógł. Ale cóż ja w
                                kuchni nie piekę niczego:)
                              • meduza4 Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 16.07.03, 11:08
                                jmx napisała:

                                > Gość portalu: zahedan napisał(a):
                                >
                                >
                                > > JUST LIKE STARTING OVER ;-) coś mnie sie wydawać ;-)
                                >
                                > To trzeba było przyjechać jak Meduza zapraszała - robiłbyś za przyzwoitkę....
                                > ;-)))

                                Zahedan daleko do Meduza nie mieć... On by się nawet dobrze bawić w nasze
                                towarzystwo bo nic nieprzyzwoitego się nie dziać między Meduza a jej znajomy.
                                A kwiatki ten facet dać Meduza bo on być gentelmen i tak trzeba robić jak
                                się do kobieta w odwiedziny jedzie. Zahedan jeszcze za młody he he he :-)))
                                i on się w życiu nie nauczyć jak kobieta traktować potrzeba!!! ;-)
                                • Gość: zahedan Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK IP: *.protonet.pl 16.07.03, 11:21
                                  meduza4 napisała:
                                  >
                                  > Zahedan daleko do Meduza nie mieć... On by się nawet dobrze bawić w nasze
                                  > towarzystwo bo nic nieprzyzwoitego się nie dziać między Meduza a jej znajomy.
                                  > A kwiatki ten facet dać Meduza bo on być gentelmen i tak trzeba robić jak
                                  > się do kobieta w odwiedziny jedzie. Zahedan jeszcze za młody he he he :-)))
                                  > i on się w życiu nie nauczyć jak kobieta traktować potrzeba!!! ;-)

                                  no meduza ty nie podskakiwac bo ty sie w galareta meduzowata
                                  zamienic.kwiatki???? mówic ty ? ty dostac kwiatek od ...
                                  >
                                  >
                                  • meduza4 Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 16.07.03, 11:24
                                    Ja dostać kwiatki. One jeszcze nie zwiędnąć więc Zahedan móc przyjść
                                    sprawdzić :-)
                                • Gość: samowolny Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK IP: *.*.*.* 16.07.03, 11:21
                                  meduza4 napisała:


                                  . Zahedan jeszcze za młody he he he :-)))
                                  > i on się w życiu nie nauczyć jak kobieta traktować potrzeba!!! ;-)
                                  >
                                  ..dlaczego takie wątpliwości masz..wszak człek uczy sie całe życie:)))
                                  • meduza4 Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 16.07.03, 11:24
                                    Ja nie mieć wątpliwości. Ja tylko doradzać Zahedan jak on kobieta traktować
                                    powinien :-)
                                    • Gość: samowolny Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK IP: *.*.*.* 16.07.03, 11:32
                                      meduza4 napisała:

                                      > Ja nie mieć wątpliwości. Ja tylko doradzać Zahedan jak on kobieta traktować
                                      > powinien :-)
                                      Zahedan juz teraz zapewne bedzie wiedział , ze kobiety trzeba kwiatami
                                      traktować..:))))
                                      • meduza4 Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 16.07.03, 11:36
                                        Znowu pokręciłeś ;-)
                                        On nie ma t r a k t o w a ć kwiatami, tylko te kwiaty dawać kobiecie...
                                        • Gość: samowolny Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK IP: *.*.*.* 16.07.03, 11:44
                                          meduza4 napisała:

                                          > Znowu pokręciłeś ;-)
                                          > On nie ma t r a k t o w a ć kwiatami, tylko te kwiaty dawać kobiecie...

                                          rety to ja lece na rynek kupic jakies kwiaty (tak na wszelki wypadek:)) )
                                          bo jak Zahedan weźmie sobie te nauki do serca to wszystkie kwiaty tam wykupi
                                          wszak widze ze to szczery facet jezd..:)))))
                                          • meduza4 Re: Co do sernika...i RÓŻYCZEK 16.07.03, 11:54
                                            Bez paniki, panowie. Bo strasznie ceny kwiatów w okolicy przez was podskoczą,
                                            towar deficytowy z nich zrobicie :-)
    • cal-ineczka Re: I co tu zrobić... 15.07.03, 15:31
      Może zagrać Amorom na gitarze?

      Nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić, C F C G
      Leżeć w trawie, liczyć chmury, gołym i wesołym być. C F C G C
      Nic nie robić, mieć nałogi, bumelować gdzie się da,
      Medytować, świat całować - dobry Panie pozwól nam.

      Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka C F C
      Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy. F G C / a F G

      Nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić,
      Leżeć w trawie, liczyć chmury, gołym i wesołym być.
      A prywatnie być blondynem, mieć na głowie włosów las
      I na łóżku z baldachimem robić coś niejeden raz.

      Być ponadto co nas boli, co ośmiesza tylko nas, F G a F
      Wypić z wrogiem beczkę soli - dobry Panie pozwól nam. F G a F G

      Nie oglądać wiadomości, pani gościom krzyknąć "pas!",
      Złotej rybce ogryźć kości, za to co przyniosła nam.
    • Gość: zahedan Re: I co tu zrobić.. IP: *.protonet.pl 16.07.03, 11:58
      ty zajrzec do swoja e-skrzynka a dopiero potem zahedan pouczać
      • meduza4 Re: I co tu zrobić.. 16.07.03, 12:02
        Ja zajrzeć i w paru słowach wytłumaczyć Zahedan na czym polegać różnica.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka