Dodaj do ulubionych

Jak to nazwać

IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 03.11.03, 08:31
on mlodszy odemnie o siedem lat. wpatrzone blekitne oczy , takie piekne
dłonie, taka wielka czulosc. jedna praca. spojrzenie zielone spotyka
spojrzenie błekitne. po pol roku zamieszkalismy razem, ale za bardzo mnie to
dusiło , teraz bedzie tylko na wekendy. moja corka zakochana w nim. a ja i
tak nie otrafie sie odnalezc...co jest nie tak? skoro kazda chwila wypełniona
nim przynosi mi szczescie...
Obserwuj wątek
    • meg25 Re: Jak to nazwać 03.11.03, 08:46
      Może to lęk? Lęk przed bliskością, przed porzuceniem? Wolisz się odsunąć na
      bezpieczną odległość... bo jest za dobrze? A jak jest dobrze to ból później
      większy?
      • ja_nek Re: Jak to nazwać 03.11.03, 12:07
        Co to znaczy "dusi"?
    • taka_tam Re: Jak to nazwać 03.11.03, 13:57
      może "dusi" cię brak wiary w to, że może ci się udać z facetem młodszym o
      siedem lat? zastanawiasz się, czy on podoła związkowi, w którym jest dziecko
      i spora odpowiedzialność? to chyba naturalny lęk...
      • Gość: nothing Re: Jak to nazwać IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 03.11.03, 15:16
        istnieje wiele zaleznosci, ktore sie wzajemnie wykluczają. jest synem szefowej
        w firmie w której pracuje...jest młodym , przystojnym mężczyzną, o silnych
        dłoniach i ujmujacym usmiechu. Moge mu zaoferować depresje, płacze, i
        niegrzecznośc mojego dziecka, które on akceptuje. bez niego, choc tesknota
        zabija mnie powoli czuje sie silniejsza. Lęk, obawa, ze stracę pracę....
        i on, tak stanowczo dążący do tego żebysmy byli razem. ..
        zastanawiam się czy nie jestem wariatką. :( drobnymi kroczkami dobijam do
        trzydziestu lat, i słysze z przestrachem ogladajac swoje zmarszczki, ze jestem
        przesliczna dziewzynką...
        • messja Re: Jak to nazwać 03.11.03, 15:40
          Gość portalu: nothing napisał(a):

          > istnieje wiele zaleznosci, ktore sie wzajemnie wykluczają. jest synem
          szefowej
          > w firmie w której pracuje...jest młodym , przystojnym mężczyzną, o silnych
          > dłoniach i ujmujacym usmiechu. Moge mu zaoferować depresje, płacze, i
          > niegrzecznośc mojego dziecka, które on akceptuje. bez niego, choc tesknota
          > zabija mnie powoli czuje sie silniejsza. Lęk, obawa, ze stracę pracę....
          > i on, tak stanowczo dążący do tego żebysmy byli razem. ..
          > zastanawiam się czy nie jestem wariatką. :( drobnymi kroczkami dobijam do
          > trzydziestu lat, i słysze z przestrachem ogladajac swoje zmarszczki, ze
          jestem
          > przesliczna dziewzynką...

          moim zdaniem kreujesz problemy, ktorych nie ma. no i co z tego, ze jest synem
          szefowej? myslisz, ze stracisz prace, jesli miedzy wami sie ulozy/nie ulozy?
          jesli tak - to szefowa bylaby wysoce nie profesjonalnym czlowiekiem.
          nim sie na cokolwiek zdecydujesz, radze przeprowadzic szczera rozmowe z szefowa
          i upewnic sie jakie z jej strony czekaja cie konsekwencje w razie
          zwiazku/upadku zwiazku.
          druga sprawa, ze roznica wieku, moze teraz jest troche widoczna, ale za 5, 10
          lat nie bedzie miec zadnego znaczenia. mezczyzni szybciej sie starzeja i
          statystycznie wczesniej umieraja. dlatego kilka lat mniej, to zaden problem -
          wrecz przeciwnie:)
          • Gość: nothing Re: Jak to nazwać IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 04.11.03, 11:42
            messjo - to tylko wg ciebie swiat jest w rózowych kropeczkach na tle
            niebieskich słoników... ze w ten sposób to ujmę. pracowałas w prywatnej firmie?
            wychowywałas sama dziecko? Uczyłas sie o nocach kończąc studia, żeby mieć
            lepsza perspektywę? wiesz jakie jest bezrobocie w Polsce? a w
            zachodniopomorskim? wiesz, co robia zakochane w synkach mamusie, gdy ich jedyny
            syn, wiążę się, z hm... nawizjmy to kobieta trzydziestoletnia z małym
            dzieciakiem? uwazasz ze to takie proste, podejśc do kogos i powiedzieć mu. pani
            aniu, wie pani, właściwie to ja jestem z Pani synem, ale nie wyrzuci mnie pani
            z pracy? nie radz lepiej, i nie wypowiadaj się, jeżeli nie masz nic konkretnego
            do powiedzenia. narysuj lepiej kredkami jakis inny swiat. może byc w niebieskie
            słoniki...
            • messja Re: Jak to nazwać 04.11.03, 11:50
              Gość portalu: nothing napisał(a):

              > messjo - to tylko wg ciebie swiat jest w rózowych kropeczkach na tle
              > niebieskich słoników... ze w ten sposób to ujmę. pracowałas w prywatnej
              firmie?
              > wychowywałas sama dziecko? Uczyłas sie o nocach kończąc studia, żeby mieć
              > lepsza perspektywę? wiesz jakie jest bezrobocie w Polsce? a w
              > zachodniopomorskim? wiesz, co robia zakochane w synkach mamusie, gdy ich
              jedyny
              >
              > syn, wiążę się, z hm... nawizjmy to kobieta trzydziestoletnia z małym
              > dzieciakiem? uwazasz ze to takie proste, podejśc do kogos i powiedzieć mu.
              pani
              >
              > aniu, wie pani, właściwie to ja jestem z Pani synem, ale nie wyrzuci mnie
              pani
              > z pracy? nie radz lepiej, i nie wypowiadaj się, jeżeli nie masz nic
              konkretnego
              >
              > do powiedzenia. narysuj lepiej kredkami jakis inny swiat. może byc w
              niebieskie
              >
              > słoniki...

              nie. moj swiat nie jest "w rozowe kropeczki, ani niebieskie sloniki". dalam
              tylko rade, jedyna jaka przyszla mi akurat do glowy, na rozwiazanie twoich
              watpliwosci.
              oczywiscie nie wiedzialam, bo nie moglam, ze "pani ania" jest typem "zakochanej
              w swoim synku mamusi" i zapomnialam, ze w w Polsce jeszcze pokutuje
              stereotyp "panny z dzieckiem".
              nie chcialam cie poirytowac. jesli sie tak stalo to przepraszam.
              a teraz mam pytanie do ciebie: w takim razie jakie ty widzisz najlepsze wyjscie
              z twojej sytuacji?
              • Gość: nothing Re: Jak to nazwać IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 04.11.03, 14:38
                hmm. moja irytacja pewnie wynika z faktu ze tak naprawde nic sie zrobic nie da.
                albo zakonczyc zwiazek i udawac przed soba ze nic sie nie stało, albo miotac
                sie tak dalej, albo poszukac innej pracy i zaczac zyc normalnie.
                tylko to trudne, zwazywszy na rynek pracy;(
                wyjsc jest pewnie kilka i nie dostane od nikogo zadnej recepty na to zeby
                zaczac zyc normalnie. :(
    • Gość: dmd13 Re: Jak to nazwać IP: *.eeft.com 03.11.03, 17:01
      zastanów sie
      może nie warto uciekać przed miłością i szczęsciem....
      róznica wieku nie ma dużego znaczenia, liczy się człowiek, jego ciepłe
      spojrzenie, gorące serce, charakter....


      • ja_nek Re: Jak to nazwać 03.11.03, 18:37
        Obawy są uzasadnione tym, co spotyka kobety w takich sytuacjach. Bardzo łatwo
        w razie niepowodzenia związku zostać na lodzie, bez pracy a wcześniej narazić
        się na przykrości ze strony współpracowników. Takie wątki były na forum.
        Ale ziszczenie snów się zdarza. I w świadomości ryzyka nie można się
        zasklepić, trzeba uwierzyć w możliwość szczęścia. Małe wielkie szczęście może
        spotkać każdego.
        Może dla Niego jesteś objawieniem? To, że jesteś starsza i nie powiodło Ci się
        dotąd jeszcze nie oznacza, że wszytko stracone. Jego może pociągać wiele
        rzeczy w Tobie

        I uwierz, nie jesteś nothing.

        Pozdrawiam
        janek
    • white.falcon Ja bym się zastanowiła :) 03.11.03, 19:03
      Autorko, piszesz w swojej wypowiedzi, że "drobnymi kroczkami dobiegasz 30-ki".
      Zakładam więc, że Pan, nad trwałością uczuć którego zastanawiasz się, ma około
      22 - 23 lat. To jest w jego przypadku bardzo młody wiek i trudno ocenić, nie
      znając człowieka, czy jest na tyle dojrzały, by sprostać trudnościom, które
      zapewne nastapią, czy będzie umiał sprostać uczuciom. To jednak bardzo młody
      człowiek, więc ja osobiście byłabym bardzo ostróżna i rozważyłabym, czy będzie
      on umiał być wsparciem dla Ciebie, czy w pewnym momencie mu "nie odwidzi się".
      Nie sądzę, by wiek odgrywał większą, mam na myśli znaczącą, rolę w związkach
      ludzi "bliżej" 30-ki, tym bardziej - po jej przekroczeniu, ale w przypadku
      ludzi "na starcie" życiowym może być różnie. Może realnie spojrzyj na Pana,
      starając się uniknąć w swoim zastanawianiu się podłoża emocjonalnego. Uczucie
      jest piękne, ale może pomyśl nie o tym, co Ty możesz Panu zaoferować, a co może
      zaoferować Tobie ten Pan. Brzmi to może nieco "handlowo", ale realnie. Trudno
      nie znając człowieka, wyrażać jakiekolwiek zdanie, ale cuda się zdarzają, choć
      jak sama nazwa wskazuje, nie dzieją się często.

      Natomiast kwestia Twoich obaw przed zbliżającą się 30-ką - tak odczytałam jedną
      z Twoich, Autorko, wypowiedzi. To nie jest jakaś bariera, po przekroczeniu
      której kończy się życie, tak, jak życie nie kończy się ani po 40-ce, ani po 50-
      ce. Masz poprostu swój bagaż doświadczeń i jesteś inną osobą, która nadal
      pozostaje atrakcyjna, a może staje się jeszcze bardziej atrakcyjna, bo bardziej
      świadoma siebie. I nie martw się zmarszczkami - jeżeli będziesz smutna, to ich
      rzeczywiście przybędzie, ale jeżeli będziesz wierzyć w siebie, będziesz
      uśmiechać się, to nikogo nie obejdą jakieś tam parę "kurzych łapek" mimicznych,
      bo będą widzieć Ciebie - Osobę, nie coś tam coś. :)

      Pozdrv.:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka