Dodaj do ulubionych

Brak kultury miesozercow

08.04.05, 19:00
Piszę, żeby się komuś wyżalić. Gościłam ostatnio przez trzy dni rodzinę z
innego miasta. Do tej pory mieliśmy bardzo dobre kontakty, nigdy nie
próbowali nakłaniac mnie do jedzenia mięsa, chociaż niestety byli głusi na
moje argumenty i nie dali się przekonać do wegetarianizmu.

Uznałam, że to oczywiste, że poczęstuję ich potrawami wegetariańskimi.
Zrobiłam sałatki, ryż z warzywami, kotleciki sojowe i wiele innych smacznych
rzeczy. Owszem zjedli, ale z głupimi komentarzami, że na co im przyszło, żeby
jeść takie podrabiane papierowe kotlety. Było mi przykro, ale przemilczałam.
Jednak następnego dnia posunęli się jeszcze dalej. Kupili w sklepie
spożywczym wędlinę i kiełbasę i chcieli ją u mnie jeść. Zaprotestowałam,
wytłumaczyłam, że nie zniosę smrodu rozkładającej się padliny w mojej lodówce
i smrodu gotowanej kiełbasy unoszącego się w całym mieszkaniu. Tłumaczyłam,
że to tak jak z palaczami: jeśli w domu nikt nie pali, to po wizycie palacza,
trzeba wietrzyć mieszkanie przez tydzień. Z mięsem jest to samo.

Obrazili się, usłyszałam wiele przykrych rzeczy. Między innymi wypomnieli mi,
że jak ja przyjeżdżam do nich, zawsze jest jakieś danie bez mięsa. Kurcze
blade, czy do nich nie dociera, że o ile dla nich ugotowanie czegoś wege to
nie problem, o tyle ja jako wegetarianka nie mogłabym się babrać w tych
martwych trupach i specjalnie dla nich gotować mięsnych dań. Czy tak trudno
uszanować cudze zwyczaje, kiedy przyjeżdża się w gości? Mówiłam im to
wszystko, ale nic nie dotarło. Smutno mi i przykro :(. Czy ktoś tutaj ma
podobne problemy z miesożercami? Dlaczego oni nie chcą niczego zrozumieć?
Obserwuj wątek
    • misiu-1 Może by tak wysłuchać drugiej strony? 08.04.05, 20:49
      Piszę, żeby się komuś wyżalić. Gościłem ostatnio z rodziną przez trzy dni u
      kuzynki w innym mieście. Do tej pory staraliśmy się dbać o dobre kontakty, w
      szczególności znając drażliwość na tym tle, nigdy nie próbowaliśmy nakłaniać
      jej do jedzenia mięsa. Pogodziliśmy się nawet z jej słabością do agitacji za
      wegetarianizmem przy każdej nadarzającej się okazji. Kiedy przyjeżdżała do nas,
      zawsze mogła liczyć na przyrządzane specjalnie dla niej potrawy bezmięsne,
      ponieważ chcieliśmy, aby czuła się u nas, jak u siebie w domu.
      Przez drogę zgłodnieliśmy jak wilki, więc byliśmy bardzo radzi, kiedy zaczęła
      krzątać się po kuchni. Prawdę mówiąc, liczyliśmy na to, że przynajmniej dla nas
      przygotuje coś mięsnego, odwzajemniając nasze niegdysiejsze wysiłki, dlatego
      nie zdziwiło nas postawienie przez nią na stole kotletów z ryżem w warzywach i
      paru talerzy z różnymi sałatkami. Jakież było jednak moje zdumienie, kiedy z
      pozoru przyzwoicie wyglądający kotlet okazał się jakąś papierową w smaku,
      sojową imitacją. Wydaje mi się, że mój w zamierzeniu dowcipny komentarz na
      temat substytutów jedzenia jakoś nie przypadł gospodyni do smaku. Pomyślałem
      sobie, że jeśli tak dalej pójdzie, to trzeba się będzie szybko ewakuować, bo
      zamorzy nas głodem, a szkoda, bo chcieliśmy posiedzieć parę dni. Aż przyszło
      nam do głowy, że jedząc tylko te swoje jarzynki, może po prostu nie wiedziała,
      co kupić. Dlatego nazajutrz wpadliśmy do sklepu i wzięliśmy pół kilo kiełbasy
      do zrobienia na gorąco i kawałek szynki na kanapki. Widziałem, co prawda,
      śliczny schab, ale pomyślałem sobie, że nie będziemy jej zmuszać do babrania
      się w mięsie, skoro tego nie znosi. Kiełbaski wystarczy wrzucić na kilka minut
      do gorącej wody i gotowe.
      Wrócilismy do mieszkania i wtedy się zaczęło. Podniosła wrzask, że przynosimy
      jej jakąś rozkładającą się padlinę do domu, że zasyfimy jej tym paskudztwem
      całą lodówkę, że nie wytrzyma tego smrodu (jakiego smrodu - wszystko
      świeżusieńkie i pachnące, sam sprawdzałem datę). Coś wygadywała o biernym
      paleniu - myślała, że rozpalimy jej w kuchni ognisko pod te kiełbaski, czy jak?
      Zabraliśmy d**ę w troki i tylko na odchodnem trochę niepotrzebnie wytknąłem
      jej, że u nas zawsze miała żarcie robione specjalnie dla siebie.
      Czy wszyscy wegtarianie są tak samo nietolerancyjni?
      • bonobo44 Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 08.04.05, 21:35
        Czy przynosisz alkohol do domu, w ktorym nie pije sie alkoholu i spozywasz go
        w obecnosci domownikow?

        Czy przynosisz papierosy do domu, w ktorym sie nie pali i domagasz sie prawa do
        dymka przy goscinnym stole?

        A moze kupujesz narkotyki wiedzac, ze gospodarze sa im przeciwni i zadasz w
        ramach "prawa goscinnosci", aby spokojnie pozwolili ci wypalic trawke?

        Gdzie tu dostrzegasz roznice w wychowaniu i kulturze, misiu?
        • misiu-1 Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 08.04.05, 22:13
          bonobo44 napisał:

          > Czy przynosisz alkohol do domu, w ktorym nie pije sie alkoholu i spozywasz go
          > w obecnosci domownikow?

          Jeśli przeszkadza Ci nawet sam zapach alkoholu, czy przyjeżdżasz do kogoś, kto
          go pije, zadowalając się tym, że nie nakłania Cię do picia? Jeśli potrafisz
          dobrowolnie wytrzymac picie u kogoś, dlaczego nie umiesz wytrzymać u siebie?
          Tak się manifestuje Twoja gościnność?

          > Czy przynosisz papierosy do domu, w ktorym sie nie pali i domagasz sie prawa
          > do dymka przy goscinnym stole?

          Papierosy to zupełnie co innego. Dym z papierosów jest szkodliwy dla zdrowia,
          tym bardziej dla zdrowia osoby niepalącej. W tym przypadku nie ma żadnej
          symetrii. Zresztą jeżeli organicznie nie znosisz zapachu dymu papierosowego,
          zapewne nie odwiedzasz osób palących?

          > A moze kupujesz narkotyki wiedzac, ze gospodarze sa im przeciwni i zadasz w
          > ramach "prawa goscinnosci", aby spokojnie pozwolili ci wypalic trawke?

          Narkotyki są poza wszystkim nielegalne, więc już samo przynoszenie ich do kogoś
          jest wobec niego wyjątkowym grubiaństwem, ponieważ naraża go na przykre
          konsekwencje prawne. Znów nie ma żadnej symetrii. Wymyśl coś lepszego.
          BTW, już chyba wiem, skąd bierze się ten Twój napuszony, pompatyczny styl i
          katastroficzne wizje. Normalnemu człowiekowi w takiej sytuacji raczej nie
          przyjdą do głowy narkotyki. Długo bierzesz?

          > Gdzie tu dostrzegasz roznice w wychowaniu i kulturze, misiu?

          W zapominaniu o zasadzie "Gość w dom, Bóg w dom", w sytuacji, kiedy druga
          strona o niej pamięta.
          • bonobo44 Re: Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 08.04.05, 23:09
            widze, ze trzeba ci przemowic do resztek wyobrazni, jesli i takowe nie zbiegly
            ci sie jeszcze wylacznie do punktu - jedynie slusznego, bo twojego wlasnego:

            zalozmy, ze jestes osoba niewierzaca i przyniesiesz ze soba mieso wpadajac
            na kolacje wigilijna do katolika, szybko je sobie przyrzadzisz i
            demonstracyjnie postawisz na wigilijnym stole jako 13-ta potrawe...
            nadal uwazasz, ze bedziesz grzecznym, dobrze wychowanym misiem?

            misiu-1 napisał:

            > Jeśli potrafisz
            > dobrowolnie wytrzymac picie u kogoś, dlaczego nie umiesz wytrzymać u siebie?
            > Tak się manifestuje Twoja gościnność?

            zareczam ci misiu, ze bardzo delikatnie spuscilbym cie ze schodow razem z
            butelka wodki, ktora odwazylbys sie w takiej sytuacji przyniesc do mego domu
            - wszystko w trosce o to, zeby twoj swiatopoglad dokonal malego big-bangu z
            pktu, do ktorego zawezil go byc moze nadmierny pociag do tejze
            • her_bert Re: Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 08.04.05, 23:43
              bonobo44 napisał:

              > widze, ze trzeba ci przemowic do resztek wyobrazni, jesli i takowe nie
              > zbiegly ci sie jeszcze wylacznie do punktu - jedynie slusznego, bo twojego
              > wlasnego:
              >
              > zalozmy, ze jestes osoba niewierzaca i przyniesiesz ze soba mieso wpadajac
              > na kolacje wigilijna do katolika, szybko je sobie przyrzadzisz i
              > demonstracyjnie postawisz na wigilijnym stole jako 13-ta potrawe...
              > nadal uwazasz, ze bedziesz grzecznym, dobrze wychowanym misiem?

              Nie wiem, co na to odpowie zapytany, ale chyba zapomniałeś, że w Wigilię post
              oficjalnie już nie obowiązuje, a w Polsce jest zachowywany właściwie tylko przez
              tradycję, a więc można założyć, że nie przez wszystkich. Słowem założenie, że
              katolik nie je mięsa w Wigilię, jest zbyt daleko idące. Zresztą w katolickiej
              Europie mięso na stole wigilijnym gości już od dawna. :-))
              • bonobo44 Re: Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 08.04.05, 23:57
                her_bert napisał:

                > w Polsce jest zachowywany właściwie tylko przez
                > tradycję, a więc można założyć, że nie przez wszystkich.


                uscislijmy zatem - mowa o tradycyjnej katolickiej rodzinie w Polsce,
                dla ktorej tradycja wigilijna jest swieta (to znakomita wiekszosc
                rodzin w Polsce)
                • her_bert Re: Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 09.04.05, 08:00
                  bonobo44 napisał:

                  > uscislijmy zatem - mowa o tradycyjnej katolickiej rodzinie w Polsce,
                  > dla ktorej tradycja wigilijna jest swieta (to znakomita wiekszosc
                  > rodzin w Polsce)

                  Optymista z Ciebie. :-)) Czy na pewno mówimy o tej samej Polsce?
            • misiu-1 Re: Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 09.04.05, 08:35
              bonobo44 napisał:

              > widze, ze trzeba ci przemowic do resztek wyobrazni, jesli i takowe nie zbiegly
              > ci sie jeszcze wylacznie do punktu - jedynie slusznego, bo twojego wlasnego:

              Kiepsko przemawiasz. Być może dlatego, że używasz całkowicie chybionych porównań.

              > zalozmy, ze jestes osoba niewierzaca i przyniesiesz ze soba mieso wpadajac
              > na kolacje wigilijna do katolika, szybko je sobie przyrzadzisz i
              > demonstracyjnie postawisz na wigilijnym stole jako 13-ta potrawe...
              > nadal uwazasz, ze bedziesz grzecznym, dobrze wychowanym misiem?

              Pozostawmy na razie tę kwestię z boku, a rozważmy inną - czy grzeczny i dobrze
              wychowany gospodarz zrobi w takiej sytuacji awanturę?

              > zareczam ci misiu, ze bardzo delikatnie spuscilbym cie ze schodow razem z
              > butelka wodki, ktora odwazylbys sie w takiej sytuacji przyniesc do mego domu

              A kto mówi o wódce? Tej nie piję. Przyniosłem ze sobą butelkę wina, bo dobrze mi
              robi na trawienie i przywyczaiłem się do picia jednej lampki do obiadu, o czym
              Ty wiedziałeś zapraszając mnie do siebie. Ogarniasz?

              > - wszystko w trosce o to, zeby twoj swiatopoglad dokonal malego big-bangu z
              > pktu, do ktorego zawezil go byc moze nadmierny pociag do tejze

              A ten wytrysk po co?
              • bonobo44 [...] 09.04.05, 17:59
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • misiu-1 Re: Czy uwazasz to za dowod swej kultury, misiu? 09.04.05, 19:15
                  bonobo44 napisał:

                  > Jak widzisz - nic nie odpowiedzial - to chyba taka niedzwiedzia strategia
                  > (cos w stylu "niedzwiedziej przyslugi")
                  > chowac glowe w piasek, gdy zbiera sie manto, a noz sprawa przyschnie 8)

                  Zamierzasz mnie sprowokować takimi hucpiarskimi zagrywkami?
                  "Prawda nie tkwi tylko w poglądach, lecz również w formie i metodzie. Forma i
                  metoda mówią nam często więcej niż poglądy." (S.Kisielewski)
                  • bonobo44 [...] 09.04.05, 20:21
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • walentina_tiereszkowa Re: Brak kultury miesozercow 09.04.05, 10:39
      Kasiu, napisałaś
      "niestety byli głusi na moje argumenty i nie dali się przekonać do
      wegetarianizmu".
      "Dać się przekonać" - to znaczy- zaakceptować czy zostać wege?

      "Uznałam, że to oczywiste, że poczęstuję ich potrawami wegetariańskimi."

      I słusznie, wydaje mi się to miłym zwyczajem, tym bardziej,że pewnie włożyłaś
      sporo wysiłku w przygotowanie dań. Goście powinni to uszanować, a nawet-
      docenić. Zwyczajnie,jak to się robi przy okazji wizyt.
      Komentarze - ehhh...przyzwyczaiłam się do komentarzy, gdy jestem u kogoś. Na
      szczęście nie doświadczyłam opcji,by ktoś mnie ktyrykował za to, co jem, przy
      moim stole.
      Zapewne jednak próbowałabym obrócić to w żart. Ewentualnie z usmiechem i
      cierpliwością tłumaczyc,że to dla mnie ważne.

      Powiem tak-jeśli ja będąc u kogoś robiłabym zakupy, starałabym się respektować
      zwyczaje tej rodziny/osoby (zapytałabym, czego potrzeba), natomiast nasi goście
      czasem przynoszą coś mięsnego, ale nie ze złośliwości, chcą jak najlepiej.
      Najwyżej odmawiamy i dziękujemy, czasem wyjaśniając powód(czasem-raczej
      zawsze:) ).

      Nie mam oporów przed dotykaniem mięsa (choć tego nie robie, bo nie zachodzi
      taka potrzeba), przygotowałabym coś dla niejaroszy, jeśli wymagałaby tego
      sytuacja.
      To wolny wybór każdego-ja chcę być akceptowana, chcę, żeby "mięsożercy" mi nie
      utrudniali, sama więc nie serwuję przy stole tekstów typu "Jak możesz jeść tego
      trupa?!". Trzeba czasu i cierpliwości. Faktycznie, zdarza się, że mam ochotę
      rzec kilka dosadnych słów, ale udaje mi się opanować. Najwyżej potem daję temu
      ujście w wegetariańskim towarzystwie.

      P.s.Rozumiem, że brzydzisz się mięsa. Nie chcesz,żeby leżało w twojej lodówce
      etc., jedynym dobrym rozwiązaniem jest rozmowa. Nie mówię, że prostym. No i
      oczywiście przyrządzenie czagoś pysznego (ale w żadnym wypadku nie zmuszanie do
      jedzenia tego,co nam wydawać się może pyszne).

    • caprice83 Re: Brak kultury miesozercow 09.04.05, 11:18
      Nie dziwię ci się, tez byłabym nieco smutna, że ktoś nie docenił że starałam
      się przygotować coś pysznego i że obraził mnie we własnym domu.
      Ja również nie przygotowywuję mięsa, gdy zapraszam do siebie gości, a gdy
      któryś zapyta o nie, grzecznie odpowiadam że ja jestem wege i nie chcę mieć
      żadnego kontaktu z mięsem, a więc oprócz tego że niejest go to równiez nie
      kupuje go w sklepie i nie przyrządzam.
      Jak dotąd nie zdarzyło sie zeby ktos zaczał mi cos wypominac, ze ja mam u nich
      potrawy wege, gdyz wg mnie to smieszne, przeciez miesozercy jedza tez rosliny
      czy ser ktorymi moge sie poczestowac.
      Wg mnie twoi goście sa po prostu niewychowani, na twoim miejscu postawiłam bym
      sprawe jasno, "w moim domu nie bedzie nigdy zadnego miesa, wiec jesli chcecie u
      mnie goscic to musicie sie dostosowac i nie przynosic do mnie zadnych złwok i
      nie gadac na ten temat". Zapytałabym ich może czego nei lubią i starała sie
      unikać tych składnikwó w daniach.
      • misiu-1 Re: Brak kultury miesozercow 09.04.05, 11:49
        Brak elementarnej tolerancji dla innych, przy jednoczesnym korzystaniu z cudzej,
        jest z pewnością wspaniałą promocją wegetarianizmu. Rodzina niechybnie zachowa
        to we wdzięcznej pamięci i nie powie, że odtąd w ich domu nie przyrządza się
        specjalnych potraw dla wegetarian i nie gada nic na ten temat, a goście, jeśli
        chcą przychodzić, muszą się do tego dostosować. Przeciwnie - gremialnie
        przejdzie na dietę wegetariańską, doceniając gościnność, takt, kulturę i dobre
        wychowanie wegetarian.
        Tak trzymać, a wegetarianizm będzie się szerzył jak pożar. :-)))
        • caprice83 Re: Brak kultury miesozercow 09.04.05, 12:22
          Wyjatkowo odpowiem ci, gdyż zaczęłam już dawno pomijac wasze nie wnoszące
          niczego do dyaskusji puste frazesy, bo temat jest dla mnie akurat aktualny,
          sama od wczoraj jestem w takiej sytuacji u rodziny chłopaka.

          Dla mnie postawienie na stole sałatki warzywnej, czy surówki marchewkowo
          jabłkowej + ziemnaki czy makaron z sosem pomidorowym nie jest 'specjalnie
          przygotowanym daniem wege' to jest zwykła bezmięsna potrawa.
          Typowe dania wege, to kotleciki z soi, nadziewane rózności soczewicą czy inne
          pyszności.
          Ja niczego takiego specjalnego nie dostałam i jestem pewna że autorka wątku też
          nie, sądzę że równiez dostawała po prostu typowe dania bezmięsne, których nie
          na siłę nie da się przyrządzić z mięsem.
          Tymczasem ona musiałaby specjalnie przygotować jakies danie z mięsem, na widok
          którego widocznie już wymiotuje nie mówiąc już o zapachu przyrządzanych tak
          zwłok, ja tak np reaguję.
          Tak więc nie mów że ktoś się stara i przyrządza dla niej dania wege bo to
          nieprawda. Ten ktoś za to robi jej na złość i jest niegrzeczny, gdy ona
          wyjąsnia mu dlaczego nie życzy sobie mięsa w domu.

          A co do wcześniejszych twoich dywagacji na temat papierosów, jesli idę do domu
          gdzie się pali, a ja nie palę, to gospodarze wstaja na chwilę od stołu i idą
          sobie zapalic w innym pokoju, na tarasie itp bo ja nie palę, tj mam pewne
          zasady, jestem w penien sposób ograniczona, a oni mają wybór zapalić czy nie.
          Tak samo tutaj, autorka jest w pewnien sposób ograniczona w tym sensie że nie
          je mięsa i ludzie którzy je jedzą, moga na kilka dni obyć się bez niego bez
          obrażania gospodyni. Ja szczerze mówiąc nawet nie wiem czy dałabym takim
          ludziom druga szanse i chyba od razu zerwalabym znajomość.
          • caprice83 Re: Brak kultury miesozercow 09.04.05, 12:26
            PS. a jeszcze powiem tylko tyle że dobrze przyrządzony kotlet sojowy nie różni
            się niczym w smaku od tego z mięsa. wiem, bo zaproszeni gości dopiero po
            posiłku byli zdumieni że zjedli nie kotlet z mięsa a sojowy, w ogóle bowiem nie
            poczuli różnicy.
            • amelia-1 Re: Brak kultury miesozercow 09.04.05, 13:06
              > PS. a jeszcze powiem tylko tyle że dobrze przyrządzony kotlet sojowy nie
              różni
              > się niczym w smaku od tego z mięsa.

              Scenka rodzajowa z baru wegetarianskiego:

              Do baru przychodzi na obiad para emerytow (chyba nie zorientowali sie, ze nazwa
              Vega oznacza, ze nie dostana tu miesa albo nie zwrocili uwagi na nazwe). W
              jadlospisie na scianie jedna z pozycji jest kotlet schabowy. Zamawiaja. Po
              chwili, gdy juz dostaja swoj obiad i zaczynaja go konsumowac, wybucha awantura.
              Dziadek z niedowierzaniem dopytuje sie, co to ma byc i powtarza, ze przeciez
              zamowil kotlet SCHABOWY. Panienka przy ladzie patrzy na niego jak na idiote i
              podniesionym glosem tlumaczy, ze to jest schabowy sojowy.

              Chyba jednak troche roznia sie w smaku... W przeciwnym razie emeryci by zjedli,
              nieswiadomi, ze zostali zrobieni w balona, i nie zglaszali pretensji.
              • caprice83 Re: Brak kultury miesozercow 09.04.05, 13:30
                Nie, no pewnie że mogą się różnić, zależy jak zrobione, jakie przyprawy itp,
                ale czasem widocznie nie rozni sie az tak bardzo, w koncu zawsze mozna pomyslec
                chyba ze dodano jakies inne przyprawy:)
              • kraxa amelia przez kogo zrobieni? 10.05.05, 14:57
                ktos ich namówil? Jak sama piszesz nie zuwazyli. Przeoczenia sie zdarzaja
            • krystynaopty1 Re: Brak kultury miesozercow 10.04.05, 00:56
              caprice83 napisała:

              > PS. a jeszcze powiem tylko tyle że dobrze przyrządzony kotlet sojowy nie
              różni się niczym w smaku od tego z mięsa.

              Bzdura. Żadna tektura sojowa nie jest w stanie zastąpić smaku, aromatu i
              konsystencji mięska.

              wiem, bo zaproszeni gości dopiero po
              > posiłku byli zdumieni że zjedli nie kotlet z mięsa a sojowy, w ogóle bowiem
              nie poczuli różnicy.

              Po prostu masz uprzejmych i tolerancyjnych znajomych mięsojadów, którzy nie
              chcieli Ci zrobić przykrości.

              Krystyna
    • krystynaopty1 Re: Brak kultury miesozercow 10.04.05, 00:40
      Jest tylko jedna rada, trzymać się od mięsojadów z daleka.

      Obawiam się, że przepaść między wegetarianami i mięsojadami będzie się coraz
      bardziej pogłębiać z racji coraz większych różnic w odczuwaniu czegokolwiek i
      rozumieniu czegokolwiek.
      Małżeństwa mieszane z czasem, mimo dobrej woli, też będą miały coraz większy
      problem z dogadaniem się, zwłaszcza gdy pojawią się dzieci. Czarno to widzę...
      współczuję tym wszystkim dzieciom skazanym przez zwichnięte matki na
      roślinożerstwo... :(

      Ta przepaść będzie chyba jeszcze trwalsza niż na tle religijnym, czy etnicznym.
      Wszak żywienie to kwintesencja życia, tworząca niejako od środka co dzień od
      nowa komórki człowieka, nie tylko według porogramu DNA ale i według
      dostarczanego surowca. Takie będą dzieci - jakie ich żywienie... :(
      Ciekawa jestem, czy z czasem będą jakieś badania, chociaż statystyczne z
      porównawcza grupą dzieci normalnie po ludzku żywionych. Juz teraz można
      powiedzieć, że będą szybciej się rozwijać, z tego zresztą już opiekunowie
      dzieci z przedszkola się cieszą, żałośni ignoranci...
      Ciekawe, czy nadal będą się cieszyć rodzice tych dzieci, gdy te przedwcześnie
      zaczną dojrzewać itp.

      Krystyna
      • walentina_tiereszkowa Re: Brak kultury miesozercow 10.04.05, 09:13
        > Małżeństwa mieszane z czasem, mimo dobrej woli, też będą miały coraz większy
        > problem z dogadaniem się, zwłaszcza gdy pojawią się dzieci.

        Wybór powinien należeć do dziecka. Wiadomo, nie zdecyduje w wieku 2 lat, ale
        np. jako cztero- czy pięciolatek może ocenić swoje preferencje. Dzieciaki
        wiedzą, czego i ile im potrzeba.
        • amelia-1 Re: Brak kultury miesozercow 10.04.05, 13:50
          > np. jako cztero- czy pięciolatek może ocenić swoje preferencje. Dzieciaki
          > wiedzą, czego i ile im potrzeba.

          Masz racje. Ja w wieku 4-5 lat gdyby dano mi wybor, jadlabym wylacznie lody i
          cukierki. Wybor stanowczo powinien zostac pozostawiony dziecku.
      • kraxa [...] 10.05.05, 15:00
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • rusty.lady ale czyj brak szacunku? 12.04.05, 20:39
      Nie chcę Cię obrazić, ale uważam, że nie dość, że nie masz racji, to w dodatku
      jesteś kompletną egocentryczką, wymagającą uszanowania swoich nawyków, a nie
      respektującą nawyków innych. Sama jestem jestem wegeterianką, ale naprawdę
      staram się nie robić z tego wielkiego zamieszania. W życiu nie wpadłoby mi do
      głowy nie pozwolić moim gościom jeść co im się podoba, szczególnie, że sami to
      jedzenie kupili (pomijając fakt, że staram się - i to chyba jest naturalne -
      żeby każdy mój gość czuł się u mnie dobrze, więc ugotowałabym to co lubią, a nie
      zmuszała ich do zakupów).
      Nie trafiają do mnie argumenty typu: to tak jakby przynieśli alkohol do domu,
      gdzie mieszka abstynent - to czysta demagogia. Jedzenie mięsa nie jest chorobą
      ani anomalią, podobnie jak wegetarianizm tez nie jest żadnym schorzeniem.
      Podkreślam, jestem wege, ale naprawdę nei czuję się z tego powodu lepsza.
      Wegetarianizm jest dobry dla mnie, ale to nie oznacza, że jest dobry dla
      każdego. Poza tym każdy z nas ma wybór i nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że
      to ja mam rację (czego oczywiście również oczekuję od drugiej strony).
      • bonobo44 Re: ale czyj brak szacunku? 12.04.05, 20:49
        rusty.lady napisała:

        > Nie chcę Cię obrazić, ale uważam, że nie dość, że nie masz racji, to w dodatku
        > jesteś kompletną egocentryczką, wymagającą uszanowania swoich nawyków, a nie
        > respektującą nawyków innych. Sama jestem jestem wegeterianką, ale naprawdę
        > staram się nie robić z tego wielkiego zamieszania. W życiu nie wpadłoby mi do
        > głowy nie pozwolić moim gościom jeść co im się podoba, szczególnie, że sami to
        > jedzenie kupili (pomijając fakt, że staram się - i to chyba jest naturalne -
        > żeby każdy mój gość czuł się u mnie dobrze, więc ugotowałabym to co lubią, a
        > nie zmuszała ich do zakupów).

        Droga rusty,
        sprobuje ci odpowiedziec, mimo, ze to nie do mnie sie zwracasz bezposrednio
        (jednak czytaj szybko, bo - jak znam zycie - uczen kartezjusza zaraz ten post
        skasuje):
        wegetarianizm to dalece nie dla kazdej jest li tylko zdrowym sposobem
        stolowania sie...

        > Nie trafiają do mnie argumenty typu: to tak jakby przynieśli alkohol do domu,
        > gdzie mieszka abstynent - to czysta demagogia. Jedzenie mięsa nie jest chorobą
        > ani anomalią, podobnie jak wegetarianizm tez nie jest żadnym schorzeniem.


        ...picie alkoholu rowniez nie oznacza od razu delirium tremens ani jakiejs
        szczegolnej aberracji spolecznej, podobnie jak bycie komneserem dobrych win nie
        jest zadnym schorzeniem...


        > Podkreślam, jestem wege, ale naprawdę nei czuję się z tego powodu lepsza.

        A niby dlaczego mialabys sie czuc - to dla ciebie tylko wybor kuchni...

        > Wegetarianizm jest dobry dla mnie, ale to nie oznacza, że jest dobry dla
        > każdego. Poza tym każdy z nas ma wybór i nie mam zamiaru nikogo przekonywać,
        > że to ja mam rację (czego oczywiście również oczekuję od drugiej strony).

        Jesli ograniczysz sie do swiata ludzi, to twoj wybor w tej kwestii rzeczywiscie
        nie ma najmniejszego znaczenia.

        Dobrze tez trafilas - do Forum Wegorum pod szyldem Kuchnia...
        • rusty.lady Re: ale czyj brak szacunku? 12.04.05, 21:46
          > > Podkreślam, jestem wege, ale naprawdę nei czuję się z tego powodu lepsza.
          >
          > A niby dlaczego mialabys sie czuc - to dla ciebie tylko wybor kuchni...

          Wegetarianizm to nie jest dla mnie tylko wybór kuchni, ale nie mam ochoty
          informować o tym całego świata. Jest to, jakby na to nie patrzeć, indywidualny
          wybór każdego myślącego człowieka. Owszem, chętnie wyrażam swoje zdanie
          (pytana), ale nie mam zamiaru nikogo zaglądać nikomu do talerza i opowiadać
          krwawych historii o cierpiących zwierzętach.

          > ...picie alkoholu rowniez nie oznacza od razu delirium tremens ani jakiejs
          > szczegolnej aberracji spolecznej, podobnie jak bycie komneserem dobrych win nie
          >
          > jest zadnym schorzeniem...
          Owszem, ale przyniesienie alkoholu do domu człowieka z problemem alkoholowym
          może mu wyrządzić poważną krzywdę, spowodować powrót do nałogu, natomiast fakt,
          że ktoś w moim domu zje mięso, nie niesie dla mnie żadnego zagrożenia.
          • bonobo44 Re: ale czyj brak szacunku? 12.04.05, 22:17
            rusty.lady napisała:

            > Wegetarianizm to nie jest dla mnie tylko wybór kuchni, ale nie mam ochoty
            > informować o tym całego świata. Jest to, jakby na to nie patrzeć, indywidualny
            > wybór każdego myślącego człowieka. Owszem, chętnie wyrażam swoje zdanie
            > (pytana), ale nie mam zamiaru nikogo zaglądać nikomu do talerza i opowiadać
            > krwawych historii o cierpiących zwierzętach.


            pochwalam to - rowniez tego nie czynie nie zaczepiony, poza specjalnie
            przewidzianymi na to miejscami, takimi jak wlasnie niniejsze forum W...


            > ale przyniesienie alkoholu do domu człowieka z problemem alkoholowym
            > może mu wyrządzić poważną krzywdę, spowodować powrót do nałogu,


            daruj, ale nie jestem panem z problemami alkoholowymi


            > natomiast fakt, że ktoś w moim domu zje mięso, nie niesie dla mnie żadnego
            zagrożenia.


            a traktuje to, co tak cenil Witkacy (alkohol i narkotyki - pal diabli nie-myte
            dusze) tak, jak tworczyni tego watku - mieso...

            i nie widze zadnej roznicy - jedno, drugie i trzecie jest niemal rownie
            rozpowszechnione i niemal rownie szeroko aprobowane spolecznie (mowie o
            faktycznej aprobacji i przyzwoleniu na skale spoleczna, a nie o figuratywnej
            stronie zagadnienia)
            - jedno, drugie i trzecie niesie takze ladunek krzywd - i nie ma tu dla mnie
            znaczenia, czy osobnikom korzystajacym (tego samego gatunku), czy
            wykorzystywanym (innych gatunkow)
            • rusty.lady Re: ale czyj brak szacunku? 12.04.05, 23:34
              > i nie widze zadnej roznicy - jedno, drugie i trzecie jest niemal rownie
              > rozpowszechnione i niemal rownie szeroko aprobowane spolecznie (mowie o
              > faktycznej aprobacji i przyzwoleniu na skale spoleczna, a nie o figuratywnej
              > stronie zagadnienia)
              > - jedno, drugie i trzecie niesie takze ladunek krzywd - i nie ma tu dla mnie
              > znaczenia, czy osobnikom korzystajacym (tego samego gatunku), czy
              > wykorzystywanym (innych gatunkow)

              A ja widzę różnicę, i dla mnie to wyjatkowo demagogiczny argument. Poza tym
              porównanie alkoholu i narkotyków z mięsem jest bezpodstawne, ponieważ alkohol i
              narkotyki do niczego dobrego raczej nie prowadzą, natomiast mięso jest tak
              naprawdę zdrowe, ale niewłaściwe jedynie z _moralnego_ punktu widzenia (co w
              moim przypadku jest oczywiście przeważającym argumentem).

              > a traktuje to, co tak cenil Witkacy (alkohol i narkotyki - pal diabli nie-myte
              > dusze) tak, jak tworczyni tego watku - mieso...

              Wracając do tematu - czy uważasz, że żale autorki są uzasadnione? Czy
              postąpiłbyś tak samo jak ona? Czy wśród Twoich znajomych/rodziny są jedynie
              wegetarianie, w dodatku wyznający tą samą religię i o tych samych poglądach
              politycznych?
              Trochę pokory, nikt nie ma monopolu na prawdę i jedynie słuszną drogę życia.
              • bonobo44 Re: ale czyj brak szacunku? 13.04.05, 00:24
                rusty.lady napisała:

                > A ja widzę różnicę, i dla mnie to wyjatkowo demagogiczny argument.

                moglbym Ci spokojnie zarzucic to samo, wiec prosze daj sobie spokoj
                z chwytami ponizej pasa...


                > Poza tym porównanie alkoholu i narkotyków z mięsem jest bezpodstawne,
                > ponieważ alkohol i narkotyki do niczego dobrego raczej nie prowadzą,


                "raczej"? - no prosze, a mozesz mi wyjasnic skad nagle ten relatywizm?
                (podpowiem Ci - bo uwazasz, ze prace takiego np. wspomnianego przeze mnie
                Witkacego, to cos naprawde wartosciowego - zanim inni rzuca sie do
                tworzenia "na haju" polecam jednak ku przestrodze uprzednia lekture podanej
                pozycji tego autora) [pascal - daj se na wstrzymanie i przeczytaj tekst ze
                zrozumieniem]

                > natomiast mięso jest tak naprawdę zdrowe,


                to kwestia co najmniej dyskusyjna, o czym niech zaswiadcza dziesiatki milionow
                uderzen w klawiature, ktore poswiecono tej sprawie jedynie na tym forum


                > ale niewłaściwe jedynie z _moralnego_ punktu widzenia (co w
                > moim przypadku jest oczywiście przeważającym argumentem).


                dla wielu patrz j.w., ale zgadzam sie z Toba kategorycznie co do w zupelnosci
                wystarczajacego charakteru tego argumentu w sytuacji, w ktorej jestesmy (nie
                bedac na musiku jak zwykle drapiezniki, a nie drapiezniki z wyboru)


                > Wracając do tematu - czy uważasz, że żale autorki są uzasadnione? Czy
                > postąpiłbyś tak samo jak ona?


                gdyby tylko udalo mi sie do tego przekonac moja rodzine, to bezwarunkowo tak
                (dokladnie tak, jak obecnie ma to miejsce z uzywkami)


                > Czy wśród Twoich znajomych/rodziny są jedynie wegetarianie, w dodatku
                > wyznający tą samą religię i o tych samych poglądach politycznych?

                rozczaruje cie - mam slownie jednego takiego znajomego i to na tyle odleglego,
                ze nie pytam go o poglady

                > Trochę pokory, nikt nie ma monopolu na prawdę i jedynie słuszną drogę życia.

                tak, jak ja to widze, wegetarianie maja dzis monopol na lepsza...
                a co do prawdy, to - jak mawiaja Angole: "the truth" jest tylko jedna (w ogole
                nie spotkalem sie u nich z "a truth")

                --
                daruj, ale na dzis juz zycze Ci dobrej nocy... jutro mam ciezki dzien
                i dopiero wieczorem dam rade Ci odpowiedziec...

                zatem pozdrawiam Cie serdecznie chylac czola, bo jestes o wiele lepsza ode mnie
                na wspomnianej drodze,
                8)44

                • rusty.lady Re: ale czyj brak szacunku? 15.04.05, 21:48
                  > > Poza tym porównanie alkoholu i narkotyków z mięsem jest bezpodstawne,
                  > > ponieważ alkohol i narkotyki do niczego dobrego raczej nie prowadzą,
                  >
                  >
                  > "raczej"? - no prosze, a mozesz mi wyjasnic skad nagle ten relatywizm?

                  -> to nie relatywizm; trudno porównywać używki z mięsem - to 2 różne kategorie -
                  używki z samej definicji są szkodliwe lub przynajmniej zbędne organizmowi,
                  natomiast mięso, ze względu chociażby na właściwości odżywcze jest zaliczane do
                  pokarmów i uwzględnione w piramidzie żywienia [oczywiście przy dużym uporze
                  można wykazać, iż mięso to używka, a jego zalecane spożycie jest wynikiem spisku
                  lobby mięsnego - czyli wszystko jednak jest względne ;)].

                  > rozczaruje cie - mam slownie jednego takiego znajomego i to na tyle odleglego,
                  > ze nie pytam go o poglady

                  -> no to co z innymi znajomymi? Jak wyglądają wasze spotkania? Do knajpy nie, bo
                  knajpa jest be, bo tam palą i piją? Do restauracji też nie, chyba że wege [ale
                  tam znajomi pewnie nie chcą ;)]? Zostaje mineralka na ławce w parku... ;)

                  > tak, jak ja to widze, wegetarianie maja dzis monopol na lepsza...

                  -> jak dla mnie, doktryna wege jest tak ułomna, że naprawdę nie ma najmniejszych
                  szans do uznania za "prawdę" [mówię o tym, co jest mozliwe do zrealizowania - i
                  co sama realizuję, a nie o utopijnej wizji wegeświata]

                  pozdrawiam również :)
                  • bonobo44 Re: ale czyj brak szacunku? 16.04.05, 17:26
                    > Do restauracji też nie


                    Alez dlaczego nie? Nie zglaszam zadnych pretensji do tego, czym racza sie moi
                    znajomi w m-cach publicznych i u nich w domu, gdy tam sie spotykamy... a juz
                    bron mnie Panie Boze przed najmniejsza pretensja o to, czego u siebie nie
                    postawia na stole... w zamian oczekuje od nich tego samego...
                    Czy to nie wynikalo jasno z moich wypowiedzi?
      • zdzibor.k Re: ale czyj brak szacunku? 08.05.05, 22:06
        Rusty Lady- Chciałbym wyrazić swój podziw.
        Kiedy czytałem Twego posta miałem wrażenie jakbym sam go napisał.
        Prawdziwy powiew świeżości na tym forum.

        Oby więcej takich wegetarian jak Ty- tolerancyjnych i świadomych.

        Pozdrawiam gorąco i miłego dnia\wieczoru

        Zdzibor (wesoły wegetarianin)


    • cyberski Re: Brak kultury miesozercow 13.04.05, 09:50
      A ja tu widzę brak kultury po obydwu stronach niestety...
      Twojej rodziny, bo mogłaby zjeść mięso po cichu skoro Ciebie to razi i skoro na widok mięsa odczuwasz dyskomfort...
      Po Twojej, bo swoim zachowaniem pokazujesz, że dla Ciebie ważniejsze są zwierzęta innego gatunku niż Twojego własnego i to na dodatek spokrewnione...
      I teraz pozostaje jedno jeśli chcecie się dogadać:
      Rezygnacja z pewnych zachowań musi dotyczyć obydwu stron, a z doświadczenia wiem, że to trudne, bo człowiek czuje się tak jakby przyznawał się do błędu. Przyznawania się do błedu nikt natomiast nie lubi, więc większość idzie w zaparte doprowadzając sytuację do absurdu...
      Ja nie mam z tym na szczęscie problemu... Moi znajomi wiedzą, że mięsa nie jadam więc u nich na stole zawsze coś bezmięsnego się pojawi. U mnie natonmiast pojawi się coś mięsnego, jeśli wiem, że przyjdzie do mnie ktoś, kto bez mięsa "żyć nie może"...
      I doskonale funkcjonuje to od kilkunastu lat...
      I udało mi się dzięki temu namówić do niejedzenia mięsa sporą część mojej rodziny i znajomych...
      Bo przestali na mnie patrzeć jak na "pie..iętego wegetariańskiego oszołoma", a ja na nich nie patrzyłem jak na "zdegenerowanych morderców bezbronnych zwierząt"... Po prostu byliśmy dla siebie ludźmi...

      Tylko trzeba tego by obydwie strony nie dały się zwariować stereotypom i by poglądów nie stawiały ponad szacunek dla drugiego człowieka...
      Bo człowiek z samego pokrewieństwa biologicznego, społecznego, cywilizacyjnego.. jest bliższy drugiemu człowiekowi niż najbliższe nawet sercu zwierzę.

      Pozdrawiam,
      Roman
      • m.rycho Re: Brak kultury miesozercow 13.04.05, 10:34
        cyberski napisał:
        >Tylko trzeba tego by obydwie strony nie dały się zwariować stereotypom i by pog
        > lądów nie stawiały ponad szacunek dla drugiego człowieka...
        > Bo człowiek z samego pokrewieństwa biologicznego, społecznego,
        cywilizacyjnego.
        > . jest bliższy drugiemu człowiekowi niż najbliższe nawet sercu zwierzę.
        >
        > Pozdrawiam,
        > Roman<
        Ja myślę ,że większość wegetarian jest taka jak Ty,lecz większość tu
        zabierających głos wege zdaje się przedkładać ideologię nad chęcią zrozumienia
        drugiego człowieka.
        Pozdr Rycho.
    • blue.berry tak pomiedzy 14.04.05, 09:45
      no to musze przyznac ze ja to chyba mam szczescie i fantastyczna rodzine.
      ale po kolei - po pierwsze nie jem miesa, po drugie jestem alergikiem i nie jem
      ilus tam roznych rzeczy bo nie moge. cala moja rodzina przez lata w bardzo
      piekny sposob o tym pamieta - zawsze sa dla mnie przygotowywane specjalne
      rzeczy (a nie zestawy z ktorych po prostu usunieto mieso). czesto to ja wrecz
      ich stopuje namawiajac zeby nic specjalnie dla mnie nie przygotowywali bo zjem
      sobie surowke i bedzie ok. moja mama przez lata stala sie mistrzynia potraw
      wege typu pasztety sojowe czy golabki. zmiana mojego zywienia troche tez
      wplynela na zmiane jedzenia rodzcow - stalo sie ono lzejsze i zdrowsze. choc do
      dzis czesc rodziny nabija sie z roznych schabowych sojowych to (oprocz
      burzliwych dyskusji z mojej bardzo wczesnej mlodosci) wszystko to jest bardzo
      sympatyczne. gdy ktos gosci u mnie wie ze moze liczyc na pozycje wege. mysle ze
      wytzrymanie dnia czy dwoch bez miesa i sprobowanie innej kuchni nie jest
      fizycznie niemozliwe - a jesli jest to mozna isc do knajpki. rozumiem wielu
      wege ze niechcieli by aby ktos nagle kupowal mieso i trzymal w ich lodowce. to
      troche jak z koszernoscia u zydow. przy odrobinie dobrej woli mozna to
      zrozumiec.
      a co do zwiazkow mieszanych - nigdy nikogo nie zmuszalam do zmiany diety ale
      tez zastrzegalam ze nie bede kupowac ani przygotowywac miesa. moj poprzedni
      mezczyzna po prostu tez przestal jesc mieso i teraz mimo ze od lat juz nie
      jestesmy ze soba nadal jest wege i nic nie wskazuje na to aby sie to zmienilo.
      moj aktualny mezczyzna mojego zycia wege nie jest ale tez bez problemu
      przestawil sie na domowe jedzenie wege. nawet do tego stopnia ze dobrowolnie
      zrezygnowal z normalnych parowek na rzecz sojowych:))) jak ma ochote na wedliny
      to je sobie kupuje (ale z rzadka), w gosciach na mieso tez sie nie rzuca jak ma
      okazje znaczy wyglodzony nie jest:) i ten temat kompletnie nigdy nie byl
      podstawa do jakiegokolwiek najmniejszego nawet konfliktu.
      pozdrawiam
      • bonobo44 Re: tak pomiedzy 14.04.05, 18:21
        wiele osob zdaje sie tu popelniac stary grzech, ktory w stosunku do
        wegetarian, ktorzy obrali taki sposob na zycie z pobudek etycznych,
        popelniaja na ogol nie-wege, ale ktory tym bardziej boli ze strony
        innych wege, zwlaszcza ze strony tych, dla ktorych jest to jedynie
        zwykla kwestia wyboru kuchni:

        kazdy czlowiek ma prawo do wyznawania okreslonego zestawu norm etycznych,
        jesli tylko nie dzieje sie to kosztem najbardziej kluczowych z nich
        - poszanowania zycia i podobnych praw innych osob;

        dla tej wlasnie przyczyny jako miesozerca (ograniczony) nie wyobrazam sobie,
        ze moglbym przyniesc powiedzmy siatke swiezo zlowionych ryb do mieszkania
        wegetarianina, ktory deklaruje gleboko etycznie umotywowany sprzeciw przeciwko
        zabijaniu wszelkich zywych stworzen, po czym zmusic go do uczestnictwa
        w lancuszku aktow uznanych przezen za niegodne poprzez udostepnienie przezen
        wlasnego domu i jego wyposazenia do finalizacji aktu, ktory budzi w nim
        zywiolowy sprzeciw moralny i prowadzi do powstania u takiej osoby
        niepotrzebnego wewnetrznego konfliktu etycznego; nie mowiac nawet o tym, ze
        moglbym probowac domagac sie od niego osobistego przygotowania mi takiego
        posilku ze wzgledu na taka moja zachcianke;

        prosze zauwazyc, ze zaden z tych elementow nie ma miejsca w sytuacji odwrotnej:
        jakakolwiek zywnosc wege przyniesie do domu nie-wege, jest to na ogol w pelni
        do zaakceptowania przez tego ostatniego na gruncie jego swiatopogladu
        (no chyba ze ma na cos uczulenie, albo wrecz organicznie nie znosi dajmy na to
        zapachu smazonych ryb - wowczas sytuacja staje sie bardziej analogiczna);

        dlatego wlasnie o braku tolerancji mozna w takim kontekscie sytuacyjnym mowic
        tylko w jedna strone; nikt nie moze bowiem miec prawa narzucania komukolwiek
        zachowan sprzecznych z zasadnicza wykladnia etyczna takiej osoby, zwlaszcza w
        sytuacji, gdy cala owa wykladnia spokojnie wpisuje sie w nasz wlasny zestaw i
        to bez przynoszenia mu dostrzegalnego uszczerbku;

        mozemy co najwyzej uznac, ze ktos tu jest rownie niegrzeczny w stosunku do nas,
        jak osoba proszaca nas o zdjecie obuwia przed wejsciem do jej mieszkania...
        czy jednak ktos, kto do tej prosby sie nie przychyli (niezaleznie od motywow
        gospodarza, ktore moga miec - tak jak w tym wlasnie przypadku - glebsze
        uzasadnienie; jak to ma miejsce chociazby w meczetach ;),
        nie wykaze sie jeszcze wiekszymi brakami wychowania?
        • m.rycho Re: tak pomiedzy 14.04.05, 21:08
          Z definicji wszystkożercy są bardziej tolerancyjni niż wege.Sam jem i mięso i
          rośliny więc nie widzę powodu by w czymkolwiek mi przeszkadzało gdy ktoś chce
          wyeliminować jakiś składnik pożywienia ze swojej diety.Wege zapraszający
          wszystkożercę na przyjęcie popełnia nietakt traktując go tylko
          roślinami,natomiast wege u mnie ma możliwość najedzenia się do woli jedząc
          wszystko co tylko mu się podoba.
          Generalnie uważam,że wege "ideologiczni" powinni unikać kontaktów przy jedzeniu
          z wszystkożercami, gdyż mogą trafić na takich co nie lubią jak się ich
          umoralnia i "awantura" zawsze będzie wisiała w powietrzu.
          • bonobo44 Re: tak pomiedzy 14.04.05, 21:51
            m.rycho napisał:

            > wszystkożercy są bardziej tolerancyjni niż wege.

            > Wege zapraszający wszystkożercę na przyjęcie popełnia nietakt traktując go
            > tylko roślinami

            taak? a to ostatnie twoje zdanie ma niby dowodzic tego pierwszego?

            o pardon, wszak to pierwsze jest zrozumiale samo przez sie:

            > Z definicji
    • zazdrosny_maz przesadzasz... 15.04.05, 14:06
      tym bardziej, ze oni dla Ciebie przygotowali cos wege.
      przecież mogłaś kupic gotowe kotlety i nie musiałabys się "babrać w tych
      martwych trupach"
      no, przeważnie trupy są martwe
      • kasiawege Re: przesadzasz... 15.04.05, 14:23
        Nie wyobrazam sobie wsparcia tej calej machiny smierci(przemyslu miesnego)
        chocby zlotowka. Kiedy w gre wchodzi moralnosc, jestem nieprzejednana i nie
        uznaje kompromisow. Zreszta probowalam im to wytlumaczyc, kiedy zadzwonili mnie
        przeprosic. Ale nie jestem pewna, czy dotarlo.
        • mmk9 Re: przesadzasz... 15.04.05, 16:21
          Takie tłumaczenie nie dotrze. Moralność, machina śmierci... nie, kochana,
          możesz życ tylko w getcie wege.
        • rusty.lady Re: przesadzasz... 15.04.05, 21:53
          Hmm..
          A sery kupujesz? Jajka? Mleko? - bo to też produkty produkty machiny śmierci...
          I na większość warzyw/owoców/zbóż również pada cień tej machiny.
        • m.rycho Re: przesadzasz... 16.04.05, 00:53
          kasiawege napisała:
          >Kiedy w gre wchodzi moralnosc, jestem nieprzejednana i nie
          uznaje kompromisow.<
          Moralność niejedną ma postać,to co dla Ciebie jest niemoralne dla innych jest
          naturalne.Z Twojego punktu widzenia jesteś nieprzejednana, z punktu widzenia
          drugiej osoby jesteś niezrozumiała.Masz prawo wyznawać dowolne zasady
          moralne,lecz nie masz prawa wymagać od reszty by ich też obowiązywały.
          Machinę śmierci mimo,że sobie tego nie wyobrażasz i tak wspierasz tylko z
          nieznanych mi bliżej powodów zdajesz się tego nie zauważać.
          • bonobo44 Czy mniejsze zlo jest gorsze od samego zla? 16.04.05, 11:42
            m.rycho napisał:

            > Machinę śmierci mimo,że sobie tego nie wyobrażasz i tak wspierasz tylko z
            > nieznanych mi bliżej powodów zdajesz się tego nie zauważać.

            to niczym nie uzasadniona insynuacja powszechnie stosowana przez wszystkozercow
            pod adresem wege; oczywiscie, ze wege - jak rzadko jaka inna grupa poza nimi -
            W OGOLE zauwaza machine smierci; podejmuja przy tym mozliwe w tej sytuacji
            kroki, zeby jej dzialania zminimalizowac; a to, ze w oczywisty sposob nie moga
            (na razie) przelamac impetu obojetnej wiekszosci spolecznej? no coz, nie od
            razu Krakow zbudowano; liczy sie kazde dzialanie, ktore zmniejszy sume
            przysparzanego przez ludzkosc cierpienia tym naszym braciom mniejszym, nawet o
            kilka jego jednostek...
            a do chwili obecnej zebrala sie juz tego tak duza miara, ze "zadowolonym
            obojetnym" robi sie cieplo pod nogami...
            w tym sensie kazde ograniczenie - nawet post (wystarczy wszak zjadac mieso raz
            w tygodniu, aby uzupelnic ewentualne niedobory spowodowane "wygodna" dieta) -
            niesie za soba pozytywny walor etyczny - zmniejsza ilosc zabijanych stworzen.
            • m.rycho Re: Czy mniejsze zlo jest gorsze od samego zla? 16.04.05, 14:51
              >to niczym nie uzasadniona insynuacja powszechnie stosowana przez
              wszystkozercow<
              Nie pasuje do koncepcji bonobo to musi być insynuacja.
              >ze wege - jak rzadko jaka inna grupa poza nimi -
              > W OGOLE zauwaza machine smierci; <
              By żyć KAŻDY musi z tej maszyny korzystać ,bonobo, bez waględu na to czy ją
              zauważa czy nie,czy mu się to podoba czy nie,nic w tej materii nie da się
              zmienić,a że Ty i jeszcze pare osób nie może jakoś się z tym pogodzić to tylko
              można wam współczuć bo pomóc nie da rady.Co prawda piszesz dużo by i ja i mnie
              podobni zaczęli uważać to za problem lecz mogę Cię zapewnić,że Twoje wysiłki
              nie przyniosą żadnego efektu mimo coraz bardziej demagogicznych wypowiedzi.
              • bonobo44 Re: Czy mniejsze zlo jest gorsze od samego zla? 16.04.05, 15:37
                > nic w tej materii nie da się zmienić

                alez da sie, rysiu, da... (toz to Twoje stwierdzenie, to wlasnie czystej wody
                demagogia 8)

                swiadczymy o tym codzienna swoja postawa,
                my ktorzy swiadomie poscimy, zostajemy semi-wege, wege, weganami wreszcie...
                dzieki nam mniej istnien trafia do piekla na ziemi, jakie im tu wespol zespol
                gotujemy, rysiu... mniej cierpi niz by cierpiec musialo...
                i to "mniej' to stale rosnacy margines...
                jak myslisz, kiedy ow " margines" przekroczy polowe strony?
                bo ja twierdze, ze rychlej niz Ci sie to moze wydawac 8)
                • m.rycho Re: Czy mniejsze zlo jest gorsze od samego zla? 16.04.05, 18:09
                  >alez da sie, rysiu, da<
                  ależ nie da się,bonobusiu,nie da.
                  >jak myslisz, kiedy ow " margines" przekroczy polowe strony? <
                  myślę,że szanse na to są równe zeru.
                  >dzieki nam mniej istnien trafia do piekla na ziemi<
                  Co to jest "piekło"?Dlą ateisty piekło może być tylko gdy żyje,umarłemu
                  człowiekowi czy zabitemu zwierzęciu już jest wszystko jedno.
                  • bonobo44 Pieklo na Ziemi 16.04.05, 19:33
                    m.rycho napisał:

                    > Co to jest "piekło"?

                    Mowa byla o piekle na Ziemi,
                    jakie zazwyczaj ludzie gotuja
                    zwierzetom, ktore hoduja
                    • m.rycho Re: Pieklo na Ziemi 16.04.05, 20:10
                      Sytuacja jest prosta,albo my im piekło albo piekło dla nas,wyboru więc
                      praktycznie nie ma.
                      • bonobo44 Re: Pieklo na Ziemi 16.04.05, 20:40
                        m.rycho napisał:

                        > piekło dla nas

                        ???

                        moglbys to rozwinac?
      • caprice83 Re: przesadzasz... 16.04.05, 17:09
        Przepraszam ale jakie jedzenie wege oni przygotowali?
        Autorka akurat nic o tym nie wspomniała ale jestem pewna że jedyne co jej
        przygotowali to jakąś sałatkę lub surówkę która zazwyczaj jest bezmięsna i nie
        perzygotowali tego specjalnie dla niej ale dlatego że sami mają to do obiadu,
        bo chyba nie wcinacie na obiad tylko zwłok?
        A dwa - trzy dni bez mięsa nie spowodują chyba że umrzesz, prawda? Świadczy to
        tylko o tym że mięso uzależnia!
        • jaszynek Re: przesadzasz... 17.04.05, 17:29
          caprice83 napisała:

          > Przepraszam ale jakie jedzenie wege oni przygotowali?
          > Autorka akurat nic o tym nie wspomniała ale jestem pewna że jedyne co jej
          > przygotowali to jakąś sałatkę lub surówkę która zazwyczaj jest bezmięsna i
          nie

          A SKAD TY WIESZ?!! Znasz ich? Bylo jedzenie bezmiesne? bylo. Byl podany sklad?
          Nie byl! To skad wiesz, co przyrzadzali??? A nawet jesli, to nadal nie jest to
          jedzenie wegetarianskie, bo wychuchanej paniusi kojarzy sie to tylko z
          obrzydliwym kotletem sojowym?

          > A dwa - trzy dni bez mięsa nie spowodują chyba że umrzesz, prawda? Świadczy
          > tylko o tym że mięso uzależnia!

          ROTFL!!! Wg tej durnej logiki to samo mozna powiedziec o roslinach. I ty
          dziecko prawo studiujesz... Boze, badz milosciw.
          • bonobo44 Re: przesadzasz... 17.04.05, 18:52
            jaszynek napisał:

            > ROTFL!!! Wg tej durnej logiki to samo mozna powiedziec o roslinach. I ty
            > dziecko prawo studiujesz... Boze, badz milosciw.


            ocho! a ja nawet podjalem /gdzie indziej/ z toba dyskusje...
            juz nie jestem nawet ciekaw odpowiedzi...
            no bo i czego sie tez po tobie moge spodziewac - wlasnie dales probke 8(
          • kraxa [...] 10.05.05, 15:10
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • jaszynek Re: Brak kultury miesozercow 17.04.05, 17:23
      kasiawege napisała:

      > innego miasta. Do tej pory mieliśmy bardzo dobre kontakty, nigdy nie
      > próbowali nakłaniac mnie do jedzenia mięsa, chociaż niestety byli głusi na
      > moje argumenty i nie dali się przekonać do wegetarianizmu.

      Czyli oni nie namawiali cie do jedzenia miesa, za to ty probowalas przekonac
      ich do zmiany diety. Kultura, ze hej!


      > rzeczy. Owszem zjedli, ale z głupimi komentarzami, że na co im przyszło, żeby
      > jeść takie podrabiane papierowe kotlety. Było mi przykro, ale przemilczałam.

      Oj, nie musialo byc ci przykro. Kotlety sojowe sa obrzydliwe, taki substytut
      (nazwa - "kotlety"!), a smak jakis maja tylko dzieki przyprawom.

      > Jednak następnego dnia posunęli się jeszcze dalej. Kupili w sklepie
      > spożywczym wędlinę i kiełbasę i chcieli ją u mnie jeść. Zaprotestowałam,
      > wytłumaczyłam, że nie zniosę smrodu rozkładającej się padliny w mojej lodówce

      alez swieza wedlina sie nie rozklada w lodowce tak szybko. zapewne zdarzyliby
      je zjesc.

      > i smrodu gotowanej kiełbasy unoszącego się w całym mieszkaniu.

      kielbase mozna jesc na surowo takze.

      > że to tak jak z palaczami: jeśli w domu nikt nie pali, to po wizycie palacza,
      > trzeba wietrzyć mieszkanie przez tydzień. Z mięsem jest to samo.

      nie jest. Papierosy sa trujace, zarowno dla palacych jak i biernie palacych.
      Od "oparow" kielbasy sie nie umiera.

      > Obrazili się, usłyszałam wiele przykrych rzeczy. Między innymi wypomnieli mi,
      > że jak ja przyjeżdżam do nich, zawsze jest jakieś danie bez mięsa.

      Jacy mili ludzie. a ty bylas w stosunku do nich taka nieuprzejma! Starali sie...

      > blade, czy do nich nie dociera, że o ile dla nich ugotowanie czegoś wege to
      > nie problem, o tyle ja jako wegetarianka nie mogłabym się babrać w tych
      > martwych trupach i specjalnie dla nich gotować mięsnych dań.

      ale przeciez mogli sami zjesc kielbase. nie musialas sie w tym babrac.

      Czy tak trudno
      > uszanować cudze zwyczaje, kiedy przyjeżdża się w gości? Mówiłam im to
      > wszystko, ale nic nie dotarło.

      oni szanowali twoje, gdy ty do nich przyjezdzalas w gosci. Ciekawe, kto w tej
      sytuacji byl wiekszym chamem?

      > Smutno mi i przykro :(. Czy ktoś tutaj ma
      > podobne problemy z miesożercami? Dlaczego oni nie chcą niczego zrozumieć?

      a dlaczego ty nie moglas zrozumiec _wszystkozercow_?

      Specjalnie podkreslilem to slowo, ludzie, ktorzy jedza mieso, nie ograniczaja
      sie zazwyczaj tylko do miesa. np. ja dzisiaj zjadlem stek z lososia, ryz, i
      talerz surowki z kwaszonej kapusty z marchwia i jablkiem, polana pysznym sosem
      wlasnej roboty. zapewniam, ze pod wzgledem objetosci najwiecej zajely dania
      roslinne.
    • klarak Re: Brak kultury miesozercow 08.05.05, 17:00
      a ja musze sie zgodzic z autorka wątku. troche to niekulturalne przyjechac
      gdzies i na sile wprowadzac swoje porzadki. jak chceli zjesc cos innego, mogli
      pojsc do knajpy.
    • margie Re: Brak kultury miesozercow 10.05.05, 13:55
      Ja sie nie dziwie, ze goscie sie obrazili, bo sie zachowalas skandalicznie. Moj
      brat jest wegetarianinem od lat, ja jem mieso. NIGDY nie przyszlo mu do glowy
      ani mnie pzrekonywac do swojego spsosobu zycia,a ni ganic za to, ze jem mieso.
      Jak mnie odwiedza, dostaje wegetarianskie jedzenie, albo sobie sam pzryrzadza (
      bo ja nie trawie fasoli), jak ja go odwiedziam, zawsze jest cos miesnego. Twoj
      wegetsrianizm pzreszedl w obsesje, brak tolerancjipomijajajc juz brak
      goscinnosci i zerowa kulture osobista.
      • caprice83 Re: Brak kultury miesozercow 10.05.05, 19:37
        a dociera do ciebie ze jej chce sie wymiotowac jak czuje zapach miesa?
        • emka_waw Re: Brak kultury miesozercow 11.05.05, 10:56
          > a dociera do ciebie ze jej chce sie wymiotowac jak czuje zapach miesa?

          A ja mam odruch wymiotny, jak czuję np. gotowaną brukselkę. I jakoś potrafię
          nad tym zapanować i zachowywać się jak kulturalny człowiek.
          • misiu-1 Re: Brak kultury miesozercow 11.05.05, 13:37
            Caprice o jednym zapomniała. Jeżeli zapach mięsa wzbudza czyjeś wymioty, to nie
            odwiedza on kogoś, u kogo na taki zapach może się narazić. Skoro jednak w
            treści mowa jest o takich odwiedzinach, to znaczy, że caprice wyssała sobie z
            palca te mdłości.
            • caprice83 Re: Brak kultury miesozercow 11.05.05, 15:58
              poczytaj post autorki z 10 razy a moze kapniesz sie w koncu kto kogo odwiedza:/
              • l2m Re: Brak kultury miesozercow 11.05.05, 16:15
                O, właśnie. Przeczytaj post autorki - no, możesz nie 10 razy, tylko jeden;
                grunt, żeby uważnie. Przedtem _bywała_ ona właśnie u tych samych ludzi, na
                których teraz się żali na forum. :p Gdyby było to dlań na tyle nieznośne, toby
                chyba ich nie odwiedzała, co?

                A tak na dobrą sprawę, to obie strony "ładnie" się wykazały: jedni krytykowali
                ugotowane przez gospodyni potrawy, a druga wykazała się jako osoba wysoce
                nietolerancyjna...
              • misiu-1 [...] 11.05.05, 16:31
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • caprice83 [...] 11.05.05, 21:49
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • misiu-1 [...] 11.05.05, 22:05
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • emka_waw [...] 12.05.05, 10:08
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • misiu-1 [...] 11.05.05, 22:32
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • m.rycho [...] 11.05.05, 22:40
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • misiu-1 Poprawka na p***ascala 12.05.05, 16:04
                Wystarczy jedno przeczytanie, żeby zorientować się, że tekst opisuje wizyty
                obustronne.
                • kasiawege Re: Poprawka na p***ascala 12.05.05, 17:04
                  Komu wystarczy, temu wystarczy.
    • kasiawege Peace 12.05.05, 14:30
      Kasiawege jest tylko pewnym wirtualnym narzedziem sluzacym do sprawdzania,
      jakie zachowania znajda akceptacje i zrozumienie u jedzacych tak samo ludzi.
      Tak naprawde nikt nikogo nie odwiedzal.
      Dziekuje za interesujace i dajace do myslenia wypowiedzi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka