kasiawege
08.04.05, 19:00
Piszę, żeby się komuś wyżalić. Gościłam ostatnio przez trzy dni rodzinę z
innego miasta. Do tej pory mieliśmy bardzo dobre kontakty, nigdy nie
próbowali nakłaniac mnie do jedzenia mięsa, chociaż niestety byli głusi na
moje argumenty i nie dali się przekonać do wegetarianizmu.
Uznałam, że to oczywiste, że poczęstuję ich potrawami wegetariańskimi.
Zrobiłam sałatki, ryż z warzywami, kotleciki sojowe i wiele innych smacznych
rzeczy. Owszem zjedli, ale z głupimi komentarzami, że na co im przyszło, żeby
jeść takie podrabiane papierowe kotlety. Było mi przykro, ale przemilczałam.
Jednak następnego dnia posunęli się jeszcze dalej. Kupili w sklepie
spożywczym wędlinę i kiełbasę i chcieli ją u mnie jeść. Zaprotestowałam,
wytłumaczyłam, że nie zniosę smrodu rozkładającej się padliny w mojej lodówce
i smrodu gotowanej kiełbasy unoszącego się w całym mieszkaniu. Tłumaczyłam,
że to tak jak z palaczami: jeśli w domu nikt nie pali, to po wizycie palacza,
trzeba wietrzyć mieszkanie przez tydzień. Z mięsem jest to samo.
Obrazili się, usłyszałam wiele przykrych rzeczy. Między innymi wypomnieli mi,
że jak ja przyjeżdżam do nich, zawsze jest jakieś danie bez mięsa. Kurcze
blade, czy do nich nie dociera, że o ile dla nich ugotowanie czegoś wege to
nie problem, o tyle ja jako wegetarianka nie mogłabym się babrać w tych
martwych trupach i specjalnie dla nich gotować mięsnych dań. Czy tak trudno
uszanować cudze zwyczaje, kiedy przyjeżdża się w gości? Mówiłam im to
wszystko, ale nic nie dotarło. Smutno mi i przykro :(. Czy ktoś tutaj ma
podobne problemy z miesożercami? Dlaczego oni nie chcą niczego zrozumieć?