Dodaj do ulubionych

i o substancjach toksycznych

10.10.05, 11:49
A tu jeszcze dla tych, ktorzy klocili sie,ze substancje szodliwe nie
odkladaja sie w cialach zwierzat czy ludzi

wwf.pl/informacje/news.php?idn=106
a swoja droga- wegetarianie ekolodzy maja teraz prawdziwy dylemat jesli
chodzi o REACH. juz slyszalam kilka razy pytanie , dyskusje , jaki miec do
tego stosunek. bo sprawa nie jest latwa. jakie jest wasze stanowisko w tej
sprawie? Pytanie do wegetariana ekologow/ ekologow/ wegetarian
Obserwuj wątek
    • misiu-1 Re: i o substancjach toksycznych 10.10.05, 12:34
      Ty zupełnie nic nie pojmujesz. Nie czytasz tego, co ktoś pisze, tylko
      dokonujesz projekcji swoich własnych wyobrażeń o poglądach innych osób. Kiedy
      ktoś napisze, że kumulacja szkodliwych substancji w mięsie nie ma znaczenia ze
      względu na krótki czas życia zwierząt i wydalanie większości trucizn z ich
      organizmów, wyciągasz stąd wniosek, że osoba to pisząca neguje sam proces
      kumulacji. Kumulacja występuje i ma znaczenie dla organizmów żyjących bardzo
      długo. Na przykład dla człowieka. To właśnie dlatego nie zaleca się spożywania
      takich ryb, jak rekin. Poza tym błędne jest przekonanie, w jakim chyba tkwisz,
      że kumulacja oznacza, że 100% szkodliwych substancji zostaje zmagazynowane w
      ciele człowieka. Gdyby tak było, wątroba i nerki 80-letniego człowieka
      musiałyby się składać w większości z metali ciężkich. W rzeczywistości w
      organizmie pozostaje nikły promil zanieczyszczeń.
      • zamyslona4 Re: i o substancjach toksycznych 10.10.05, 12:48
        Poza tym błędne jest przekonanie, w jakim chyba tkwisz,
        > że kumulacja oznacza, że 100% szkodliwych substancji zostaje zmagazynowane w
        > ciele człowieka. Gdyby tak było, wątroba i nerki 80-letniego człowieka
        > musiałyby się składać w większości z metali ciężkich. W rzeczywistości w
        > organizmie pozostaje nikły promil zanieczyszczeń.
        >
        Przeczytaj podany link raz jeszcze bo chyba cos Ci umknelo
        • misiu-1 Re: i o substancjach toksycznych 10.10.05, 12:53
          Co Ci się wydaje, że mi umknęło?
        • bonobo44 O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksycznych 10.10.05, 21:47
          uderz w stół a nożyce się odezwą zwłaszcza nieproszone 8)

          jednak akurat w rzeczonej materii w jednej z wcześniejszych z nim mojej dyskusji
          właśnie jeden misio poddal mi tam mysl, że w wypadku zupełnego zrezygnowania
          z "produkcji" zwierząt na rzeź, w wyniku czego możliwe byłoby zwolnienie nawet
          50% areałów np. pod lasy... otóż, że w takim przypadku:

          "alternatywą do zwolnienia 50% areałów
          mogłoby być obniżenie lub wręcz wyeliminowanie zużycia pestycydów,
          kosztem nawet dwukrotnego zmniejszenia plonow"
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=353&w=14321400&a=22973632
          podobną myśl warto propagować (zwłaszcza w Europie) na rzecz odchodzenia
          od "wysokowydajnej" acz szkodliwej i nadmiernej produkcji rolnej na rzecz
          umiarkowanej i możliwie naturalnej (bez pestycydów i nawozów sztucznych)
          • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 10.10.05, 22:21
            Nieprzemyślana idea. Owszem, można byłoby, kosztem uzyskiwanych plonów, obniżyć
            zużycie nawozów sztucznych. Pestycydów się w ten sposób nie wyeliminuje ani nie
            ograniczy, ponieważ szkodniki czy choroby roślin nie zadowolą się połową
            plonów, drugą połowę pozostawiając nietkniętą. Ponieważ zaś ich użycie musi być
            skorelowane z powierzchnią upraw, do czego doprowadziłby taki pomysł? Ano do
            tego, że zużycie pestycydów liczone na jednostkę plonu uległoby podwojeniu
            (zgodnie z Twoim założeniem, że ograniczamy nawożenie, przez co plony obniżają
            się dwukrotnie, ale kompensujemy to podwojeniem powierzchni zasiewów).
            • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 10.10.05, 23:56
              Tym razem to Ty czytasz nieuważnie
              (dziwne, bo to już drugi raz masz okazję zapoznać się z tym tekstem jako jego
              bezpośredni adresat 8)

              Nie ma mowy o podwojeniu areału!
              Wystarczy przestać uprawiać odmiany pastewne...
              umiejętne zróznicowanie upraw powinno moim zdaniem zaowocować w zahamowaniu
              rozprzestrzeniania się chorób typowym dla monokultur...

              ponadto warto zająć się selekcją naturalną ( w kazdej populacji trafią się
              osobniki odporne na zarazę)- to powinno być zasadniczą rolą instytutów
              zajmujących się selekcją nasion... nie trzeba przy tym wprowadzać zmian
              genetycznych (po co, skoro mozna ograniczyc się do selekcji naturalnej właśnie?)

              to i... poszukiwanie oraz introdukcja (poprzedzona rzetelną wiedzą, badaniami i
              testami na ograniczonych obszarach /moze na wyspach lub - nie wiem - pod
              kopułami(?)/) naturalnych wrogów takich szkodników...
              • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 00:13
                bonobo44 napisał:

                > Tym razem to Ty czytasz nieuważnie
                > (dziwne, bo to już drugi raz masz okazję zapoznać się z tym tekstem jako jego
                > bezpośredni adresat 8)

                Czego Twoim zdaniem nie przeczytałem?

                > Nie ma mowy o podwojeniu areału!

                A Ty sam czytasz to, co innym dajesz do czytania? Kto to napisał:
                "alternatywą do zwolnienia 50% areałów mogłoby być obniżenie lub wręcz
                wyeliminowanie zużycia pestycydów, kosztem nawet dwukrotnego zmniejszenia
                plonow"?
                To miło, że gotów jesteś sam się sponiewierać, bez mojego udziału.

                > Wystarczy przestać uprawiać odmiany pastewne...

                Żeby zmniejszyć zużycie pestycydów na pozostałe uprawy? A niby w jaki sposób?

                > umiejętne zróznicowanie upraw powinno moim zdaniem zaowocować w zahamowaniu
                > rozprzestrzeniania się chorób typowym dla monokultur...

                Umiejętne zróżnicowanie upraw jest łatwiejsze, kiedy uprawia się także rośliny
                paszowe. Wyeliminowanie ich ZMNIEJSZA możliwe do uzyskania zróżnicowanie.

                > ponadto warto zająć się selekcją naturalną ( w kazdej populacji trafią się
                > osobniki odporne na zarazę)- to powinno być zasadniczą rolą instytutów
                > zajmujących się selekcją nasion... nie trzeba przy tym wprowadzać zmian
                > genetycznych (po co, skoro mozna ograniczyc się do selekcji naturalnej
                > właśnie?

                I tak warto i można to robić. Co ma do tego hodowla zwierząt?
                • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 00:36
                  "alternatywą do zwolnienia 50% areałów mogłoby być obniżenie lub wręcz
                  wyeliminowanie zużycia pestycydów, kosztem nawet dwukrotnego zmniejszenia
                  plonow"

                  OK - jest dość późno, zatem dokonajmy pośpiesznego rozbioru logicznego:

                  1) mamy 100% areału
                  2) zwalniamy 50% spod upraw pastewnych, zalesiamy je i nadal
                  uprawiamy "intensywnie" pozostałe 50%, bądź
                  3) zwalniamy 50% spod upraw pastewnych, zastępujemy te ostatnie zwykłymi
                  uprawami, i zadawalamy się połowa plonów z ha (mając z tego tyleż, co z pktu
                  2) /bez nawozów sztucznych i pestycydów, gdyż podwojony areał ułatwia większe
                  zróżnicowanie obszarów zasiewów i nasze straty nie przekraczają polowy plonów,
                  jesli tylko na jednym końcu Europy uda się uniknąć zarazy panoszącej się na
                  drugim; jeśli akurat nie - zyskają na tym w danym roku kraje 3-go świata/

                  > I tak warto i można to robić. Co ma do tego hodowla zwierząt?


                  słusznie

                  i na dziś... dobranoc 8)44
                  • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 00:42
                    "jesli tylko na jednym końcu Europy uda się uniknąć zarazy panoszącej się na
                    drugim; jeśli akurat nie "

                    istotnie - masz rację - z rozbioru wynika, że w wyniku zarazy tracimy w takim
                    przypadku nawet do 50% zwykłych plonów... chyba, że jestesmy naprawdę sprytni i
                    zróżnicowanie jest wielowarstwowe...
                    tak czy owak im gorzej, tym lepiej dla krajów 3-go swiata 8)
                  • naxalite Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 10:44
                    bonobo44 napisał:
                    2) /bez nawozów sztucznych i pestycydów, gdyż podwojony areał ułatwia większe
                    zróżnicowanie obszarów zasiewów i nasze straty nie przekraczają polowy plonów,
                    Misiu już słusznie napisał, że wyeliminowanie roślin pastewnych spowoduje
                    zmniejszenie różnorodnosci krajobrazu rolniczego. W klasycznym płodozmianie masz
                    trzy elementy: zboża, alfalfa i ugór; w jaki sposób chcesz osiagnac wieksze
                    zróznicowanie eliminujac jeden z tych elementów? No chyba, zeby pola uprawne
                    przedzielić połnaturalnymi, tradycyjnie koszonymi łakami, ale takich łak juz
                    niewiele w POlsce zostało i są siedliskiem zagrożonym, będącym w zaniku. Druga
                    sprawa - jesli chcesz zrezygnowac z nawozów sztucznych, to czymś go trzeba
                    zastąpic, chyba tylko naturalnym? Bez nawożenia po kilku latach nic Ci nie
                    wyrośnie. Nie mówiąc już o tym, że tradycyjne spasanie bydła korzystnie wpływa
                    na boiróżnorodnośc krajobrazu rolnego.
                    • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 17:12
                      co to jest ta alfalfa?
                      jesli masz na mysli ziemniaki i buraki, to podobnie jak zboża uprawia się je
                      równiez w wersji pastewnej; zrezygnowanie z upraw pastewnych, to w gruncie
                      rzeczy zrezygnowanie z mniej szlachetnych odmian tych samych monokultur...

                      aaa... lucerna - masz pewnie na mysli także wszystkie rzepakowe itd itp

                      co do łąk, to raczej nie widzę powodów rezygnacji przynajmniej sporej części z
                      nich...

                      tradycyjne spasanie bydła dostarczającego nabiału również jest jak najbardziej
                      mile widziane...

                      dostarczy ono nawozu naturalnego... może da się też coś wycisnąć z tego...
                      marnowanego w oczyszczalniach komunalnych i gminnych...

                      podobnie jak kur na resztkach przyzagrodowych (nadmiarowe kogutki zamiast
                      mielić na paszę dla kurek proponuję wypuszczać do lasu z pożytkiem dla
                      populacji drapieżników - oczywista, gdy populacja wege sięgnie ca. 99%)


                      naxalite napisała:

                      > trzy elementy: zboża, alfalfa i ugór;
                      (...)
                      > Nie mówiąc już o tym, że tradycyjne spasanie bydła korzystnie wpływa
                      > na bioróżnorodnośc krajobrazu rolnego.
                  • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 15:57
                    bonobo44 napisał:

                    > 1) mamy 100% areału
                    > 2) zwalniamy 50% spod upraw pastewnych, zalesiamy je i nadal
                    > uprawiamy "intensywnie" pozostałe 50%

                    I wtedy mamy dokładnie taką samą zawartość pestycydów w roślinach, jak
                    poprzednio.

                    > bądź
                    > 3) zwalniamy 50% spod upraw pastewnych, zastępujemy te ostatnie zwykłymi
                    > uprawami, i zadawalamy się połowa plonów z ha (mając z tego tyleż, co z pktu
                    > 2) /bez nawozów sztucznych i pestycydów, gdyż podwojony areał ułatwia większe
                    > zróżnicowanie obszarów zasiewów i nasze straty nie przekraczają polowy plonów,

                    Bez nawozów być może. Bez pestycydów nie. Brak pestycydów skończy się
                    najprawdopodobniej utratą znakomitej większości plonów.

                    > jesli tylko na jednym końcu Europy uda się uniknąć zarazy panoszącej się na
                    > drugim; jeśli akurat nie - zyskają na tym w danym roku kraje 3-go świata/

                    Zarazy i szkodniki nie muszą przychodzić z drugiego końca Europy. Są cały czas
                    na miejscu.
                    • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 17:16
                      misiu-1 napisał:

                      > Bez nawozów być może. Bez pestycydów nie. Brak pestycydów skończy się
                      > najprawdopodobniej utratą znakomitej większości plonów.


                      "najprawdopodobniej"? może jednak lepiej byłoby i w tym m-cu napisac
                      "być może"? a najlepiej zamienić je m-cami w Twojej wypowiedzi...


                      > Zarazy i szkodniki nie muszą przychodzić z drugiego końca Europy.
                      > Są cały czas na miejscu.


                      jak np. szarańcza?
                      • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 18:13
                        bonobo44 napisał:

                        > "najprawdopodobniej"? może jednak lepiej byłoby i w tym m-cu napisac
                        > "być może"? a najlepiej zamienić je m-cami w Twojej wypowiedzi...

                        Żadna różnica. Bezpieczeństwa żywnościowego i ekonomicznego nie można oprzeć
                        na "być może się uda".
                        • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 21:07
                          misiu-1 napisał:

                          > Żadna różnica. Bezpieczeństwa żywnościowego i ekonomicznego nie można oprzeć
                          > na "być może się uda".


                          ależ kardynalna... zakłada sporadyczne korzystanie z dostaw spoza granic UE
                          kazdorazowo, gdy rodzime zdrowe plony zostaną od zcasu do czasu nawet
                          doszczętnie zeżarte przez stonkę, rdzę zbożową, dziki i myszy...

                          BTW - nasi przodkowie jakos sobie z tym wszystkim radzili i to bez DDT
                          • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 21:22
                            Nikt przy zdrowych zmysłach nie uzależni całości budżetu, bilansu handlowego i
                            bytu dużej grupy społecznej od stonki czy szarańczy.
                            • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 22:18
                              a czy jedzenie DDT czy innego parszystwa swiadczy o czyimkolwiek zdrowym zmysle?
                              • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 11.10.05, 23:00
                                DDT został wycofany dawno temu. Stosowanie innych pestycydów jest mniejszym
                                złem niż problemy żywnościowe. Dopóki nie wynajdzie się lepszych środków,
                                trzeba się zadowolić tym, co jest.
                                • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 12.10.05, 01:43
                                  misiu-1 napisał:

                                  > DDT został wycofany dawno temu. Stosowanie innych pestycydów jest mniejszym
                                  > złem niż problemy żywnościowe. Dopóki nie wynajdzie się lepszych środków,
                                  > trzeba się zadowolić tym, co jest.

                                  wcale nie trzeba... wystarczy podjąć to ryzyko, które wcale nie jest większym
                                  szaleństwem niż pozostawanie z uporem maniaka przy obecnym stanie rzeczy
                                  • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 12.10.05, 08:25
                                    Nie ma sprawy. Podejmij sobie to ryzyko we własnym ogródku. Tylko bądź
                                    konsekwentny - jak Ci zaraza wyżre, nie idź do sklepu coś kupić. Ugotuj sobie
                                    lebiodki. :-)
                                    • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 12.10.05, 10:37
                                      a jak myślisz, gdzie byśmy byli, gdyby gdyby każdy polegał wyłącznie na tym,
                                      co wyhoduje "we własnym ogródku"...

                                      Tobie jest być może bez różnicy czy zjadasz mięso woła z łąk Anglii czy jednego
                                      z bizonów odstrzelonego ostatnio u naszego "Wielkiego Brata" za oceanem...
                                      tak się jednak składa, że ja jako bonobus przepadam np. za bananami a nie li
                                      tylko pomidorami, szczypiorkiem, fasolką i marchewką z jabłkami (za którymi
                                      zresztą również przepadam w odróżnieniu od mięsa, nawet rybiego ;)...
                                      • misiu-1 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 12.10.05, 11:12
                                        bonobo44 napisał:

                                        > a jak myślisz, gdzie byśmy byli, gdyby gdyby każdy polegał wyłącznie na tym,
                                        > co wyhoduje "we własnym ogródku"...

                                        Bylibyśmy tam, gdzie chcą nas zaprowadzić wegusie. Co i raz któryś z nich
                                        proponuje, abyśmy sami sobie zabijali zwierzęta, albo twierdzi (w odpowiedzi na
                                        zarzut tępienia szkodników), że jada tylko to, co mu wyrośnie w ogródku.

                                        > Tobie jest być może bez różnicy czy zjadasz mięso woła z łąk Anglii czy
                                        > jednego z bizonów odstrzelonego ostatnio u naszego "Wielkiego Brata" za
                                        > oceanem...

                                        Ależ nie, wolę szynkę i schab z polskiej świni a rostbef i antrykot z polskiej
                                        krowy. :-)

                                        > tak się jednak składa, że ja jako bonobus przepadam np. za bananami a nie li
                                        > tylko pomidorami, szczypiorkiem, fasolką i marchewką z jabłkami (za którymi
                                        > zresztą również przepadam w odróżnieniu od mięsa, nawet rybiego ;)...

                                        A mnie się nie podobały unijne cła na banany. Teraz widzę, że są słuszne.
                                        Dobrze Ci tak! ;-)

                                        PS. Poszedłem za linkiem z sygnaturki. Nieźle potrafisz gadać sam ze sobą.
                                        Jesteś w tym lepszy od b***baka. :-D
                                        • bonobo44 Re: O zupełnie zbędnym stosowaniu subst. toksyczn 12.10.05, 11:52
                                          > PS. Poszedłem za linkiem z sygnaturki. Nieźle potrafisz gadać sam ze sobą.
                                          > Jesteś w tym lepszy od b***baka. :-D

                                          dziękuję, to dla mnie najwyższy komplement, oznaczający mniej więcej tyle, że
                                          potrafię toczyć dyskusje z kimś prawdziwie inteligentnym 8)

                                          a najzupełniej powaznie: to tylko próba zebrania w jednym m-cu moich opinii
                                          prezentowanych w całym szeregu dyskusji na ten temat...

                                          do jednej z nich prowadzi link zawarty w tekście jednej z takich przytaczanych
                                          wypowiedzi
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12172&w=25054395&a=25402767

                                          traktuje ona m.in. o przyczynach braku zezwolenia na zjadanie mięsa dzikich
                                          zwierząt w Bawarii nie tylko przez wegetarian 8)

                                          inne pochodzą z podobnych dyskusji:

                                          Czarnobyl mniej groźny
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=28648832

                                          Czarnobyl - prawda czy fałsz ?
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=28700549

                                          uznałem, że wszystkie je - jako własne - mogę bezkarnie przytaczać, gdzie mi
                                          sie podoba, w odróznieniu od poglądów adwersarzy, do których z tego powodu
                                          podaję na ogół wyłącznie odnośniki...

                                          zawarte są tam też zresztą również linki do pokrewnych dyskusji bez mojego
                                          udziału...

                                          to taki pół-prywatny podręczny index rzeczowy ;)
                                          polecam każdemu - niebo wygodniejsze od notatnika...
    • zamyslona4 Re: i o substancjach toksycznych 12.10.05, 16:09
      jak zwykle na tym forum- trolle pomarudzily, a odpowiedzi na proste pytanie -
      wasz stosunek do REACH nie ma....

      smutne.
      • dziefczynqa Re: i o substancjach toksycznych 12.10.05, 16:35
        >a swoja droga- wegetarianie ekolodzy maja teraz prawdziwy dylemat jesli
        >chodzi o REACH. juz slyszalam kilka razy pytanie , dyskusje , jaki miec do
        >tego stosunek. bo sprawa nie jest latwa. jakie jest wasze stanowisko w tej
        >sprawie? Pytanie do wegetariana ekologow/ ekologow/ wegetarian

        > jak zwykle na tym forum- trolle pomarudzily, a odpowiedzi na proste pytanie -
        > wasz stosunek do REACH nie ma....
        > smutne.

        Ech ci wegetarianie - zamyslona grzecznie zapytala, a im sie nawet nie chce
        odpowiedziec kolezance.
      • misiu-1 Re: i o substancjach toksycznych 12.10.05, 17:11
        Pewnie dlatego, że kiedy troll pyta, to mało komu chce się odpowiadać. :-p

        • zamyslona4 Re: i o substancjach toksycznych 12.10.05, 17:31
          misiu-1 napisał:

          > Pewnie dlatego, że kiedy troll pyta, to mało komu chce się odpowiadać. :-p
          >

          sam sobie wystawiasz swiadectwo- byles pierwszym ktory mi odpisal
          • misiu-1 Re: i o substancjach toksycznych 12.10.05, 17:39
            Owszem, zauważ jednak, że nie napisałem: "nikomu", tylko "mało komu". W ten
            sposób wystawiłem sobie świadectwo osoby wyrozumiałej. ;-)
            • zamyslona4 Re: i o substancjach toksycznych 16.10.05, 23:56
              misiu-1 napisał:

              W ten sposób wystawiłem sobie świadectwo osoby wyrozumiałej. ;-)

              rozumiem cie- tylko ty sam mogles sobie wystawic takie swiadectwo

              a moze miales na mysli "zarozumialej"? wtedy mozesz liczyc na certyfikaty od
              wiekszej liczby osob
              • misiu-1 Re: i o substancjach toksycznych 17.10.05, 12:53
                zamyslona4 napisała:

                > a moze miales na mysli "zarozumialej"? wtedy mozesz liczyc na certyfikaty od
                > wiekszej liczby osob

                Nawet gdyby tak było, to ciągłe obcowanie z osobami na Twoim poziomie
                intelektualnym w 100% usprawiedliwiałoby taką postawę. :-p
                • zamyslona4 Re: i o substancjach toksycznych 17.10.05, 13:04
                  misiu-1 napisał:

                  > zamyslona4 napisała:
                  >
                  > > a moze miales na mysli "zarozumialej"? wtedy mozesz liczyc na certyfikaty
                  > od
                  > > wiekszej liczby osob
                  >
                  > Nawet gdyby tak było, to ciągłe obcowanie z osobami na Twoim poziomie
                  > intelektualnym w 100% usprawiedliwiałoby taką postawę. :-p
                  >

                  brrrr... cale szczescie nie obcuje z toba. wiekszosc ludzi ktore spotykam wie
                  czym jest "tolerancja" , "szacunek" dla innych.
                  ale twoje wypowiedzi maja tez swoj plus- pokazuja, iz faktycznie zawsze mozna
                  czuc sie dzieckiem- wystarczy zatrzymac sie na poziomie piaskownicy.
                  • misiu-1 Re: i o substancjach toksycznych 17.10.05, 14:21
                    zamyslona4 napisała:

                    > brrrr... cale szczescie nie obcuje z toba. wiekszosc ludzi ktore spotykam wie
                    > czym jest "tolerancja" , "szacunek" dla innych.

                    Miałaś więc okazję sie tego od nich dowiedzieć. Szkoda, że nie skorzystałaś.

                    > ale twoje wypowiedzi maja tez swoj plus- pokazuja, iz faktycznie zawsze mozna
                    > czuc sie dzieckiem- wystarczy zatrzymac sie na poziomie piaskownicy.

                    Jeśli nawet swoimi wypowiedziami pokazałem, że zatrzymałaś się na poziomie
                    piaskownicy, to i tak nie przypisuję sobie w tym żadnej zasługi. Prędzej czy
                    później i tak wyszłoby szydło z worka. :-p
      • l2m Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 12.10.05, 19:09
        No to masz.
        Też mi sensacja. Całe te badania w ogóle wyglądają dziwnie, i, jeżeli
        faktycznie rzecz się ma tak, jak to przedstawiono w artykule – w ogóle nie mogą
        służyć dowodem czegokolwiek. Już nie mówiąc o niespotykalnie olbrzymim zasięgu
        badań (trzebaż – całe 13 rodzin z 12 krajów) :D – rezultaty były całkiem do
        przewidzenia. Osoby starsze oraz dzieci mają mniejszą wydolnosć systemów
        detoksykacji – osoby dorosłe zaś większą. Dlatego właśnie dzieci i babcie miały
        więcej rozmaitych niezbyt potrzebnych substancji we krwi.
        I co tu w ogóle ma do rzeczy kumulacja? Kumulacja – to takie zjawisko, które
        zachodzi, kiedy pewne substancje w organizmie magazynują się na trwale. Sam
        fakt obecności tych substancji we krwi jeszcze _nie znaczy_, że one się
        kumulują w organizmie – a jedynie, że one tam się dostają.
        • zamyslona4 Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 16.10.05, 11:58
          l2m napisała:

          > No to masz.
          > Też mi sensacja. Całe te badania w ogóle wyglądają dziwnie, i, jeżeli
          > faktycznie rzecz się ma tak, jak to przedstawiono w artykule – w ogóle ni
          > e mogą służyć dowodem czegokolwiek. Już nie mówiąc o niespotykalnie olbrzymim
          zasięgu badań (trzebaż – całe 13 rodzin z 12 krajów) :D – rezultaty były ca
          > łkiem do przewidzenia. Osoby starsze oraz dzieci mają mniejszą wydolnosć systemów
          > detoksykacji – osoby dorosłe zaś większą. Dlatego właśnie dzieci i babcie
          > miały więcej rozmaitych niezbyt potrzebnych substancji we krwi.
          > I co tu w ogóle ma do rzeczy kumulacja? Kumulacja – to takie zjawisko, które
          > zachodzi, kiedy pewne substancje w organizmie magazynują się na trwale. Sam
          > fakt obecności tych substancji we krwi jeszcze _nie znaczy_, że one się
          kumulują w organizmie – a jedynie, że one tam się dostają.


          Nie jest to zadna rzeczowa wypowiedz- odpowiedz na moje pytanie. Chcialam
          zobaczyc ile osob rzeczywiscei interesuje sie rzeczami o ktorych pisze. dlatego
          nie napisalam kwestii wprost- zorientowani w temacie wiedza o co chodzi. i
          pytalam o stosunek wege ekologow do REACH a nie pienienie sie nt. artykulu ktory
          w ogole nie porusza istotnej kwestii.

          pytam wciaz bo wiem ze dla wielu osob zaangazowanych i w ekoogie i w obrone
          zwierzat REACH jest to ogromnym dylematem...
          • l2m Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 26.10.05, 17:45
            Zamyślona, skoro życzyłaś sobie poznać czyjekołwiek opinie na temat REACH – to
            powinnaś była właśnie _zapytać wprost_, a nie przytaczać linki do bzdurnego
            (prebacz, ale określić to w inny sposób nie da się) z naukowego punktu widzenia
            artykułu, pytając o interesującą Cię kwestię jakoby na marginesie.
            Już nie mówiąc o tym, że wyraz "ekolodzy" oznacza naukowców, badających
            zjawiska, zachodzące w biosferze – a nie rozmaitych zielonkawych aktywistów,
            uważających, iż "bronią środowiska naturalnego" (częstokroć nie mając
            zielonego - nomen omen - pojęcia, jak to się w ogóle robi).

            I tak,a propos – gdzie w mojej wypowiedzi zobaczyłaś pienienie się? ;)
            Przeciwnie, powstrzymywałam się od napisania wprost wszystkiego, co myślę na
            temat takich "badań" od siedmiu boleści. :D
            • zamyslona4 Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 26.10.05, 18:15
              > Już nie mówiąc o tym, że wyraz "ekolodzy" oznacza naukowców, badających
              > zjawiska, zachodzące w biosferze – a nie rozmaitych zielonkawych aktywist
              > ów,
              > uważających, iż "bronią środowiska naturalnego" (częstokroć nie mając
              > zielonego - nomen omen - pojęcia, jak to się w ogóle robi).

              jak wielu z nich znasz osobiscie aby ich tak oceniac?

              dlaczego badania sa od siedmiu bolesci?

              pytalam o stosunek wege ekologow do REACH a nie ogolnei ekologow bo dla nich
              jest to b.jednoznaczne.
              jesli zaliczasz sie do tej grupy- czekam na twoje spostrzezenia
              • l2m Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 26.10.05, 19:37
                Oszołomów, na szczęście, osobiście nie znam w ogóle. Widzę jedynie zinicjowane
                przez nich akcje – oraz rezultaty tych akcji (mam na myśli zakaz polowania w
                Niderlandach i inne tego samego rodzaju historie). Osoby zaś bardiej
                umiarkowane – wcale nie miałam na myśli w poprzedniej wypowiedzi; teraz widzę,
                że jednak nie sprecyzowałam tego w należny sposób..

                Dlaczego badania są od siedmiu boleści? Bo 13 rodzin z 12 krajów – to nie jest
                żadna statystyka. Do podobnych badań normalnie dobiera się kilka tysięcy (a
                lepiej – kilkadziiesiąt tysięcy) ludzi na jedną grupę porównawczą; i to ludzi,
                mieszkających mniej więcej w jednakowych warunkach. Więc, skoro chcieli
                porównywać różne pokolenia – to musieli wziąć kilka tysięcy (a nie trzynaście)
                rodzin, mieszkających w jednej miejscowości (a nie rozsiane po całej Europie);
                najlepiej - o mniej więcej jednakowej stopie życiowej oraz wykształceniu.

                Do wege nie zaliczam się w ogóle, więc wege ekologiem (obojętnie, jakie
                znaczenie nadajesz temu słowu) - nie mogę być z założenia.
                • zamyslona4 Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 27.10.05, 16:08
                  l2m napisała:

                  > Oszołomów, na szczęście, osobiście nie znam w ogóle. Widzę jedynie
                  zinicjowane
                  > przez nich akcje – oraz rezultaty tych akcji (mam na myśli zakaz polowani
                  > a w
                  > Niderlandach i inne tego samego rodzaju historie). Osoby zaś bardiej
                  > umiarkowane – wcale nie miałam na myśli w poprzedniej wypowiedzi; teraz w
                  > idzę,
                  > że jednak nie sprecyzowałam tego w należny sposób..
                  >

                  A Czy budowe autostrady przez zielone pluca polski, puszcze chronione nawet
                  prwaem europejskim, podczas gys spokojnie mozna zrobic wariant krotszy
                  omijajacy te tereny , uwazasz za ok?
                  • l2m Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 27.10.05, 19:28
                    Oczywiście że nie uważam. Po co to pytanie? Przecież powiedziałam, że mówiąc o
                    zielonkawych aktywistach, wcale nie miałam na myśli rozsądnych działaczy
                    społecznych, którym leży na sercu stan środowiska naturalnego.
                    Całkiem inną rzeczą jest, że nazywanie ekologami nawet tych
                    porządnych "zielonych" jest nie na miejscu, bo wyraz "ekolog" znaczy zupełnie
                    co innego.
                    • zamyslona4 Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 30.10.05, 00:30
                      A Czy budowe autostrady przez zielone pluca polski, puszcze chronione nawet
                      prwaem europejskim, podczas gys spokojnie mozna zrobic wariant krotszy
                      omijajacy te tereny , uwazasz za ok?

                      l2m napisała:

                      > Oczywiście że nie uważam. Po co to pytanie? Przecież powiedziałam, że mówiąc o
                      > zielonkawych aktywistach, wcale nie miałam na myśli rozsądnych działaczy
                      > społecznych, którym leży na sercu stan środowiska naturalnego.
                      > Całkiem inną rzeczą jest, że nazywanie ekologami nawet tych
                      > porządnych "zielonych" jest nie na miejscu, bo wyraz "ekolog" znaczy zupełnie
                      > co innego.


                      Zapytalam, bo wlasnie tym teraz zajmuja sie aktywisci organizacji Greenpeace,
                      ktora zwykle zbiera ciegi za wszytskich zielonych...
                      • l2m Re: Chcesz rzeczowej wypowiedzi? 31.10.05, 17:32
                        Gdyby poprzestawali na takich właśnie akcjach - nie musieliby "zbierać cięgi"
                        za wszystkich zielonych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka