Dodaj do ulubionych

Ugięlo mnie.

18.03.06, 19:56
Kupilim papierowe Wysokie Obcasy z zeszłego tygodnia. Wklejam moje wrażenia z:

Z zeszłego tygodnia ten wywiad z geniuszem nowej lewicy, kol.Sierakowskim (z
tych Sierakowskich?) dzis juz w archiwum:
serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,3204878.html
"W systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają różnorodne i
ekscytujące zycie erotyczne, inni skazani sa na masturbacje i samotność. "
(Normalnie, Konopnicka o doli chłopa, aż mi łzy lecą, przyp. B/y)
Koniec cytatu z cytatu o analogii liberalizmu gospodarczego i seksualnego. Potem
pada pytanie: aż się prosi żeby zapytac o możliwość redystrybucji seskualnej.
jak wyglądałoby państwo opiekuńcze z punktu widzenia seksu?

To ja, BreslY odpowiadam jak: korupcja, niewydolne (impotentne) instutcje
publiczne, całe podklasy społeczne całkowicie polegające w sprawach seksu na
państwie i urzenikach, zbyt duże wydatki, dyskusje ideologiczne o prywatyzacji
sfery, powstanie globalnych koncernów które zajmowałyby sie redystrybucją,
niekompeteni szefowie Urzędu Redystrybucji po każdych wyborach, lobbying przy
przetargach. Skandale z wydawaniem redystrybucyjnych pieniędzy na inne cele, np.
wyłudzanie karnetów i sprzedawanie ich na alkohol i hazard. No!
Obserwuj wątek
    • tsy Re: Ugięlo mnie. 18.03.06, 22:42
      Zainteresowało mnie to bardzo. Chyba wydobędę ten wywiad z archiwum (odkurzę
      modem i połączę się przez netGazeta). Wkleić go w wątek?
      • brezly Re: Ugięlo mnie. 19.03.06, 09:26
        Tak, zdecydowanie. Uważam że na to ze wszech miar zasługuje. Wielu ludzi jak sie
        upali to opowiada rózne rzeczy z ksiązek ze przeczytali co napisane po pijaku,
        ale tylko nieliczni robią z tego wywiady do prasy wielonakładowej.
      • tsy Mam kłopot 19.03.06, 17:46
        tsy napisał:

        > Zainteresowało mnie to bardzo. Chyba wydobędę ten wywiad z archiwum (odkurzę
        > modem i połączę się przez netGazeta). Wkleić go w wątek?

        Próby z modemem się nie powiodły (przeleżał się i jest martwy). Komórki
        ideolgicznie nie używam i nie mogę wysłać SMS otwierającego drogę do archiwum.
        Może ktoś poświęci ok. 2PLN i wklei ten wywiad w wątek aby było wiadomo o czym
        rozmawiamy?
    • tsy Udało się 20.03.06, 13:52
      Oto wywiad:

      Miłość i rewolucja

      Rozmawiała: Paulina Reiter (11-03-2006 01:00)

      Konsekwencje wolności seksualnej są podobne do konsekwencji wolności
      ekonomicznej. Istnieje przecież coś takiego jak nędza z miłości. Może powinniśmy
      się zastanowić nad czymś, co byłoby jakąś formą redystrybucji miłości
      Artykuł archiwalny; Wysokie Obcasy

      Ze Sławomirem Sierakowskim rozmawia Paulina Reiter

      Miłość trwa trzy lata.

      Ta teza Frédérica Beigbedera z ostatniej 'Krytyki Politycznej' zrobiła dużą
      karierę. Znajomi zabrali się do liczenia, ile czasu są w swoich związkach, a
      wielu uświadomiło sobie, że rzeczywiście najczęściej zrywali po trzech latach.
      Wówczas blady strach padł na tych rychło dobiegających do trójki. Beigbeder za
      Stendhalem i Barthes'em mówi, że najpierw mamy rok namiętności, potem rok
      czułości, a na koniec rok nudy. W pierwszym roku mówimy: 'Jeśli ode mnie
      odejdziesz, zabiję się', w drugim roku mówimy: 'Jeśli ode mnie odejdziesz, będę
      cierpiał, ale sobie poradzę', w trzecim roku mówimy: 'Jeśli ode mnie odejdziesz,
      strzelę sobie szampana'. Za tymi żartami stoi jednak nieco poważniejsza, choć
      dziś już dość banalna obserwacja, że w naszej epoce wszechobecnego zappingu
      miłość podlega tym samym prawom co zakupy, wybór kanału telewizyjnego czy celu
      wakacyjnej podróży. Miłość jest dziś wielkim sojusznikiem rynku i komercji.

      Skąd pomysł, żeby zrobić 'Krytykę' o miłości i polityce?

      Potraktowaliśmy miłość jako temat polityczny, bo - jak wielu przed nami z samym
      Janem Jakubem Rousseau na czele - wyszliśmy z założenia, że badając przemiany
      intymnej sfery życia człowieka, wiele się dowiemy o przemianach społecznych,
      politycznych, gospodarczych. Miłość zawsze była interesująca dla ludzi, którzy
      się zajmują polityką, dlatego że jest ściśle związana z typem panującej kultury
      i relacji społecznych.

      I czego możemy się dowiedzieć?

      Najciekawsze jest to, że miłość kojarzona z tym, co autentyczne i prawdziwe,
      funkcjonuje dziś w najbardziej sztucznych i zakłamanych kontekstach. Seriale jak
      'M jak miłość' uczą nas, jak kochać, reklamy - tego, w co się ubierać, by być
      atrakcyjnym, kolorowe pisma kształtują nasz słownik podrywu. Na kreowaniu naszej
      miłości zarabia się dziś wielkie pieniądze. Nasze serca są dziś równie ważne dla
      współczesnego rynku jak nasze żołądki.

      Kiedy polityka przeniknęła do świata intymnego?

      Przełomowe były lata 60. i powstanie kontrkultury. Wówczas po raz pierwszy
      krytycznej analizie zaczęto poddawać ludzką intymność, życie codzienne,
      seksualność, to, co i dlaczego robimy z naszym ciałem. Zamiast marksistowskich
      schematów traktujących jedną klasę społeczną jako represjonowaną, zaczęto
      dostrzegać, że cała kultura ma represyjny charakter, zatem dotyka każdej
      jednostki. Miłość objawiła się jako ta sfera obok zabawy i sztuki, której nie da
      się podporządkować, która gwarantuje autentyczność. Z kolei przyglądanie się
      ludzkiej tożsamości z perspektywy płci wzbogaciło pole widzenia o wiele nowych
      kwestii: gender i queer, miłość homoseksualna, a także antykoncepcja i aborcja.
      To wszystko stało się tematem politycznym ściśle związanym z intymną sferą
      miłości i współżycia między ludźmi.

      A jak miłość może przeniknąć do polityki?

      Miłość niejako z definicji wyklucza przemoc, zaczęto więc próbować przełożyć
      logikę, jaka zawiera się w relacji miłosnej, na inne praktyki społeczne. Jeden z
      ważniejszych autorów dla pokolenia '68 roku Raul Vaneigem mówił na przykład:
      'Wszyscy ci, którzy mówią o rewolucji i walce klasowej, nie odwołując się
      bezpośrednio do życia codziennego, nie dostrzegając tego, co jest wywrotowe w
      miłości i pozytywne w odrzucaniu przymusów, ci wszyscy mają w ustach trupa'.

      To wcześniej miłość nie inspirowała myślenia o polityce?

      Nawet sam Marks spierał się ze środowiskiem młodoheglistów, z którego wyrastał,
      między innymi o miłość właśnie. Dla uczniów Hegla miłość była niczym więcej, jak
      tylko wyrazem nieracjonalności, podczas gdy dla Marksa miłość to żywa siła, to
      traktowanie drugiego człowieka jako podmiotu, a nie przedmiotu. To namiętność
      przeciwstawiona suchej spekulacji. Z tego punktu widzenia miłość zawsze będzie
      inspiracją dla lewicy, bo lewica walczy o uczłowieczenie świata, o
      upodmiotowienie człowieka zniewolonego przez abstrakcyjne i anonimowe siły
      rynku, techniki czy państwa. Wielu intelektualistów lewicowych sądziło, że
      zrozumienie relacji miłosnej jest kluczem do odwojowania świata zdominowanego
      przez pieniądz, władzę, nierówności.

      A co to znaczy, że miłość inspiruje rewolucję?

      Wspólnym mianownikiem miłości i rewolucji jest oczywiście namiętność. Żar,
      zaangażowanie, pełne oddanie. Miłość i rewolucję łączy również romantyzm. To
      stała cecha wszelkich rewolucji czy ruchów społecznych, a także stała cecha tego
      wszystkiego, co dotyczy miłości. Nie przypadkiem zapewne i dziś dla neokomunisty
      Antonio Negriego, członka Czerwonych Brygad, wielokrotnie więzionego
      rewolucjonisty, miłość stanowi jedną z głównych inspiracji w myśleniu o
      polityce. Negri, zauważając, że dziś kluczowe znaczenie ma praca niematerialna,
      tworzenie symboli, kodów, brendów, sfera praw autorskich (największy sektor
      amerykańskiej gospodarki), dostrzega, że jest to jednocześnie sfera ludzkiego
      komunikowania się. Produkując, tworzymy więc więzi społeczne. Negri wierzy - jak
      Marks kiedyś - że na odpowiednim stopniu rozwoju kapitalizmu ludzkość wykona
      skok do królestwa wolności. A to opisuje jako akt miłości, tym razem jednak
      postrzeganej bardziej jako wspólnotowa miłość pierwszych chrześcijan niż miłość
      ograniczająca się wyłącznie do sfery prywatnej. 'Miłość służy jako podstawa dla
      naszych politycznych projektów i konstrukcji nowego społeczeństwa. Bez takiej
      miłości jesteśmy niczym' - głosi Negri w manifeście 'Imperium'.

      Czy więc nowy porządek, inspirowany miłością, który chciała wprowadzić choćby
      rewolucja '68, się sprawdził?

      Oczywiście nie. Indywidualizm, autentyzm i wezwania do samorealizacji, na które
      postawił maj '68, okazały się wymarzoną dźwignią dla konsumpcyjnego kapitalizmu.
      Rynek kupił te hasła i wykorzystał do nabywania klientów i sprzedawania
      kolejnych towarów. Miłość zaczęła służyć do symulowania autentyczności. A dziś,
      żeby towar stał się modny, musi być podany jako jedyny w swoim rodzaju,
      autentyczny. Hasła rzekomo wywrotowe świetnie wprowadzają towar na rynek. 'Bądź
      sobą!' - wołali niegdyś majowi kontestatorzy. 'Bądź sobą, wybierz Pepsi!' - woła
      dziś reklama. Dlatego najbardziej komercyjna muzyka jest wyłącznie o miłości,
      najgłupsze i zarazem najbardziej kasowe filmy także, a każdy artysta musi
      wyglądać i przedstawiać się jako kontestator. Powstało społeczeństwo
      'standardowych indywidualistów'. Wszyscy robią to samo, ale każdy ma sądzić, że
      jest oryginalny i niepowtarzalny. Zapewne przekonane są o tym nawet panie, które
      kupują dołączane do pism gadżety albo reklamowane w nich ciuchy czy kosmetyki. Z
      pism tych nie wyłączając 'Wysokich Obcasów' oczywiście.

      A konsekwencje rewolucji seksualnej?

      Są podobne do konsekwencji wolności ekonomicznej. Ciało, młodość, przyjemność
      kontaktu z drugim człowiekiem stały się towarem. Michel Houellebecq w
      'Poszerzeniu pola walki' porównuje liberalizm seksualny do liberalizmu
      ekonomicznego. Pokazuje, że konsekwencje obu są analogiczne - oba prowadzą do
      skrajnej pauperyzacji. 'W systemie ekonomicznym, gdzie zwalnianie z pracy jest
      zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć swoje miejsce. W
      systemie seksualnym, gdzie cudzołóstwo jest zabronione, każdemu udaje się lepiej
      lub gorzej znaleźć łóżkowego partnera. W systemie ekonomicznym całkowicie
      liberalnym niektórzy dochodzą do znacznego majątku, inni są bezrobotni i gniją w
      nędzy. W systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają różnorodne i
      ekscytujące życie erotyczne, inni skazani są na masturbację i samotność'. Aż się
      prosi, żeby zapytać o możliwość redystrybucji seksualnej. Jak wyglądałoby
      państwo opiekuńcze z pu
      • brezly Re: Udało się 20.03.06, 14:06
        urwalo na "pu" sad(
        • tsy Re: Udało się 20.03.06, 14:12
          brezly napisał:

          > urwalo na "pu" sad(

          Niestety, ale co dalej jest w twoim poście.
          • brezly Re: Udało się 20.03.06, 14:18
            Aha, ale tam byl jeszcze ciag dalszy. Jakkolwiek sadze ze zasadnicze zreby
            konstrukcji myslowej juz widac.
            Mam donos ze ten uczony nie jest synem Izabeli.
            • tsy Re: Udało się 20.03.06, 15:59
              brezly napisał:

              > Aha, ale tam byl jeszcze ciag dalszy. Jakkolwiek sadze ze zasadnicze zreby
              > konstrukcji myslowej juz widac.
              > Mam donos ze ten uczony nie jest synem Izabeli.

              Wieczorem spróbuję jeszcze raz skopiować.
    • no.logo Re: Ugięlo mnie. 20.03.06, 18:10
      To ja powiem w ten sposób. Intelektualiści - humaniści są temu światu bardzo
      potrzebni. Cenię sobie politologię, filozofię, kulturoznawstwo, etc. Ale jak
      czytam takiego Sierakowskiego, który bierze się za yntelektualny rozbiór
      zjawiska "miłość", to mnie śmiech ogarnia...
      • brezly Re: Ugięlo mnie. 20.03.06, 18:38
        Ja bym to tak ujął: zajmujesz sie zjawiskami nieporównanie bardziej złożonymi
        niż rozkład sił w wiszącej półce. Nie masz oparcia w bezwzglednie obiektywnym
        (ehem ehem smile) eksperymencie, aparacie matematyki, symulacji komputerowej ani w
        powtarzaniu pomiarów. Musisz zachować niesamowitą dyscyplinę myślową żeby nie
        zacząć bredzić.
        Tischner powiedział że żeby zaczac walczyć z Heglem przez cztery lata dzień w
        dzień go czytał. No.
    • tsy Końcówka wywiadu 21.03.06, 11:58
      Oto to co poprzednio urwało:

      Jakie widzisz jeszcze związki między miłością i polityką?

      Choćby takie, że polityka to sztuka uwodzenia. Miłość można potraktować jako
      laboratorium tego, kim jesteś w politycznym kontekście. Ci, którzy umieją uwieść
      kobietę albo mężczyznę, najczęściej także poradzą sobie na sali przed
      publicznością. Elokwencja jest cechą pożądaną tak u polityka, jak u amanta.
      Wszyscy świetni mówcy, jakich znam, są jednocześnie bardzo skutecznymi
      uwodzicielami. Dobra polityka to dotrzymywanie obietnic, stwarzanie trwałych
      więzi. Niektórzy politycy proponują obywatelom stabilny związek, a niektórzy
      proponują tylko burzliwy romans. Wielu zdradza. Szczególnie po akcie wyborczym.
      Prawo i Sprawiedliwość przeżywa dziś noc poślubną ze społeczeństwem. A, jak
      wiadomo, miłość trwa trzy lata
    • tsy Jescze raz cały wywiad, bo warto 21.03.06, 12:03
      Miłość i rewolucja

      Rozmawiała: Paulina Reiter (11-03-2006 01:00)

      Konsekwencje wolności seksualnej są podobne do konsekwencji wolności
      ekonomicznej. Istnieje przecież coś takiego jak nędza z miłości. Może powinniśmy
      się zastanowić nad czymś, co byłoby jakąś formą redystrybucji miłości
      Artykuł archiwalny; Wysokie Obcasy

      Ze Sławomirem Sierakowskim rozmawia Paulina Reiter

      Miłość trwa trzy lata.

      Ta teza Frédérica Beigbedera z ostatniej 'Krytyki Politycznej' zrobiła dużą
      karierę. Znajomi zabrali się do liczenia, ile czasu są w swoich związkach, a
      wielu uświadomiło sobie, że rzeczywiście najczęściej zrywali po trzech latach.
      Wówczas blady strach padł na tych rychło dobiegających do trójki. Beigbeder za
      Stendhalem i Barthes'em mówi, że najpierw mamy rok namiętności, potem rok
      czułości, a na koniec rok nudy. W pierwszym roku mówimy: 'Jeśli ode mnie
      odejdziesz, zabiję się', w drugim roku mówimy: 'Jeśli ode mnie odejdziesz, będę
      cierpiał, ale sobie poradzę', w trzecim roku mówimy: 'Jeśli ode mnie odejdziesz,
      strzelę sobie szampana'. Za tymi żartami stoi jednak nieco poważniejsza, choć
      dziś już dość banalna obserwacja, że w naszej epoce wszechobecnego zappingu
      miłość podlega tym samym prawom co zakupy, wybór kanału telewizyjnego czy celu
      wakacyjnej podróży. Miłość jest dziś wielkim sojusznikiem rynku i komercji.

      Skąd pomysł, żeby zrobić 'Krytykę' o miłości i polityce?

      Potraktowaliśmy miłość jako temat polityczny, bo - jak wielu przed nami z samym
      Janem Jakubem Rousseau na czele - wyszliśmy z założenia, że badając przemiany
      intymnej sfery życia człowieka, wiele się dowiemy o przemianach społecznych,
      politycznych, gospodarczych. Miłość zawsze była interesująca dla ludzi, którzy
      się zajmują polityką, dlatego że jest ściśle związana z typem panującej kultury
      i relacji społecznych.

      I czego możemy się dowiedzieć?

      Najciekawsze jest to, że miłość kojarzona z tym, co autentyczne i prawdziwe,
      funkcjonuje dziś w najbardziej sztucznych i zakłamanych kontekstach. Seriale jak
      'M jak miłość' uczą nas, jak kochać, reklamy - tego, w co się ubierać, by być
      atrakcyjnym, kolorowe pisma kształtują nasz słownik podrywu. Na kreowaniu naszej
      miłości zarabia się dziś wielkie pieniądze. Nasze serca są dziś równie ważne dla
      współczesnego rynku jak nasze żołądki.

      Kiedy polityka przeniknęła do świata intymnego?

      Przełomowe były lata 60. i powstanie kontrkultury. Wówczas po raz pierwszy
      krytycznej analizie zaczęto poddawać ludzką intymność, życie codzienne,
      seksualność, to, co i dlaczego robimy z naszym ciałem. Zamiast marksistowskich
      schematów traktujących jedną klasę społeczną jako represjonowaną, zaczęto
      dostrzegać, że cała kultura ma represyjny charakter, zatem dotyka każdej
      jednostki. Miłość objawiła się jako ta sfera obok zabawy i sztuki, której nie da
      się podporządkować, która gwarantuje autentyczność. Z kolei przyglądanie się
      ludzkiej tożsamości z perspektywy płci wzbogaciło pole widzenia o wiele nowych
      kwestii: gender i queer, miłość homoseksualna, a także antykoncepcja i aborcja.
      To wszystko stało się tematem politycznym ściśle związanym z intymną sferą
      miłości i współżycia między ludźmi.

      A jak miłość może przeniknąć do polityki?

      Miłość niejako z definicji wyklucza przemoc, zaczęto więc próbować przełożyć
      logikę, jaka zawiera się w relacji miłosnej, na inne praktyki społeczne. Jeden z
      ważniejszych autorów dla pokolenia '68 roku Raul Vaneigem mówił na przykład:
      'Wszyscy ci, którzy mówią o rewolucji i walce klasowej, nie odwołując się
      bezpośrednio do życia codziennego, nie dostrzegając tego, co jest wywrotowe w
      miłości i pozytywne w odrzucaniu przymusów, ci wszyscy mają w ustach trupa'.

      To wcześniej miłość nie inspirowała myślenia o polityce?

      Nawet sam Marks spierał się ze środowiskiem młodoheglistów, z którego wyrastał,
      między innymi o miłość właśnie. Dla uczniów Hegla miłość była niczym więcej, jak
      tylko wyrazem nieracjonalności, podczas gdy dla Marksa miłość to żywa siła, to
      traktowanie drugiego człowieka jako podmiotu, a nie przedmiotu. To namiętność
      przeciwstawiona suchej spekulacji. Z tego punktu widzenia miłość zawsze będzie
      inspiracją dla lewicy, bo lewica walczy o uczłowieczenie świata, o
      upodmiotowienie człowieka zniewolonego przez abstrakcyjne i anonimowe siły
      rynku, techniki czy państwa. Wielu intelektualistów lewicowych sądziło, że
      zrozumienie relacji miłosnej jest kluczem do odwojowania świata zdominowanego
      przez pieniądz, władzę, nierówności.

      A co to znaczy, że miłość inspiruje rewolucję?

      Wspólnym mianownikiem miłości i rewolucji jest oczywiście namiętność. Żar,
      zaangażowanie, pełne oddanie. Miłość i rewolucję łączy również romantyzm. To
      stała cecha wszelkich rewolucji czy ruchów społecznych, a także stała cecha tego
      wszystkiego, co dotyczy miłości. Nie przypadkiem zapewne i dziś dla neokomunisty
      Antonio Negriego, członka Czerwonych Brygad, wielokrotnie więzionego
      rewolucjonisty, miłość stanowi jedną z głównych inspiracji w myśleniu o
      polityce. Negri, zauważając, że dziś kluczowe znaczenie ma praca niematerialna,
      tworzenie symboli, kodów, brendów, sfera praw autorskich (największy sektor
      amerykańskiej gospodarki), dostrzega, że jest to jednocześnie sfera ludzkiego
      komunikowania się. Produkując, tworzymy więc więzi społeczne. Negri wierzy - jak
      Marks kiedyś - że na odpowiednim stopniu rozwoju kapitalizmu ludzkość wykona
      skok do królestwa wolności. A to opisuje jako akt miłości, tym razem jednak
      postrzeganej bardziej jako wspólnotowa miłość pierwszych chrześcijan niż miłość
      ograniczająca się wyłącznie do sfery prywatnej. 'Miłość służy jako podstawa dla
      naszych politycznych projektów i konstrukcji nowego społeczeństwa. Bez takiej
      miłości jesteśmy niczym' - głosi Negri w manifeście 'Imperium'.

      Czy więc nowy porządek, inspirowany miłością, który chciała wprowadzić choćby
      rewolucja '68, się sprawdził?

      Oczywiście nie. Indywidualizm, autentyzm i wezwania do samorealizacji, na które
      postawił maj '68, okazały się wymarzoną dźwignią dla konsumpcyjnego kapitalizmu.
      Rynek kupił te hasła i wykorzystał do nabywania klientów i sprzedawania
      kolejnych towarów. Miłość zaczęła służyć do symulowania autentyczności. A dziś,
      żeby towar stał się modny, musi być podany jako jedyny w swoim rodzaju,
      autentyczny. Hasła rzekomo wywrotowe świetnie wprowadzają towar na rynek. 'Bądź
      sobą!' - wołali niegdyś majowi kontestatorzy. 'Bądź sobą, wybierz Pepsi!' - woła
      dziś reklama. Dlatego najbardziej komercyjna muzyka jest wyłącznie o miłości,
      najgłupsze i zarazem najbardziej kasowe filmy także, a każdy artysta musi
      wyglądać i przedstawiać się jako kontestator. Powstało społeczeństwo
      'standardowych indywidualistów'. Wszyscy robią to samo, ale każdy ma sądzić, że
      jest oryginalny i niepowtarzalny. Zapewne przekonane są o tym nawet panie, które
      kupują dołączane do pism gadżety albo reklamowane w nich ciuchy czy kosmetyki. Z
      pism tych nie wyłączając 'Wysokich Obcasów' oczywiście.

      A konsekwencje rewolucji seksualnej?

      Są podobne do konsekwencji wolności ekonomicznej. Ciało, młodość, przyjemność
      kontaktu z drugim człowiekiem stały się towarem. Michel Houellebecq w
      'Poszerzeniu pola walki' porównuje liberalizm seksualny do liberalizmu
      ekonomicznego. Pokazuje, że konsekwencje obu są analogiczne - oba prowadzą do
      skrajnej pauperyzacji. 'W systemie ekonomicznym, gdzie zwalnianie z pracy jest
      zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć swoje miejsce. W
      systemie seksualnym, gdzie cudzołóstwo jest zabronione, każdemu udaje się lepiej
      lub gorzej znaleźć łóżkowego partnera. W systemie ekonomicznym całkowicie
      liberalnym niektórzy dochodzą do znacznego majątku, inni są bezrobotni i gniją w
      nędzy. W systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają różnorodne i
      ekscytujące życie erotyczne, inni skazani są na masturbację i samotność'. Aż się
      prosi, żeby zapytać o możliwość redystrybucji seksualnej. Jak wyglądałoby
      państwo opiekuńcze z punktu widzenia sek
      • map4 moje trzy grosze. 21.03.06, 14:39
        w portalu GW została zdefiniowana maksymalna ilość znaków w jednym poście.

        Dlatego też proponuję, żebyć wklejał wywiad partiami.
        • tsy Re: moje trzy grosze. 21.03.06, 16:54
          map4 napisał:

          > w portalu GW została zdefiniowana maksymalna ilość znaków w jednym poście.
          >
          > Dlatego też proponuję, żebyć wklejał wywiad partiami.

          Cholera nie pomyślałem o tym. Znowu muszę wyciągnąć modem. Trochę potrwa bo
          wyjeżdżam na dwa dni. Może jadnak ktoś by wysłał SMSa i wkleił (kawałkami jak
          pokazuje moje doświadczenie).
    • tsy Część pierwsza 21.03.06, 17:36
      Miłość i rewolucja

      Rozmawiała: Paulina Reiter (11-03-2006 01:00)

      Konsekwencje wolności seksualnej są podobne do konsekwencji wolności
      ekonomicznej. Istnieje przecież coś takiego jak nędza z miłości. Może powinniśmy
      się zastanowić nad czymś, co byłoby jakąś formą redystrybucji miłości
      Artykuł archiwalny; Wysokie Obcasy

      Ze Sławomirem Sierakowskim rozmawia Paulina Reiter

      Miłość trwa trzy lata.

      Ta teza Frédérica Beigbedera z ostatniej 'Krytyki Politycznej' zrobiła dużą
      karierę. Znajomi zabrali się do liczenia, ile czasu są w swoich związkach, a
      wielu uświadomiło sobie, że rzeczywiście najczęściej zrywali po trzech latach.
      Wówczas blady strach padł na tych rychło dobiegających do trójki. Beigbeder za
      Stendhalem i Barthes'em mówi, że najpierw mamy rok namiętności, potem rok
      czułości, a na koniec rok nudy. W pierwszym roku mówimy: 'Jeśli ode mnie
      odejdziesz, zabiję się', w drugim roku mówimy: 'Jeśli ode mnie odejdziesz, będę
      cierpiał, ale sobie poradzę', w trzecim roku mówimy: 'Jeśli ode mnie odejdziesz,
      strzelę sobie szampana'. Za tymi żartami stoi jednak nieco poważniejsza, choć
      dziś już dość banalna obserwacja, że w naszej epoce wszechobecnego zappingu
      miłość podlega tym samym prawom co zakupy, wybór kanału telewizyjnego czy celu
      wakacyjnej podróży. Miłość jest dziś wielkim sojusznikiem rynku i komercji.

      Skąd pomysł, żeby zrobić 'Krytykę' o miłości i polityce?

      Potraktowaliśmy miłość jako temat polityczny, bo - jak wielu przed nami z samym
      Janem Jakubem Rousseau na czele - wyszliśmy z założenia, że badając przemiany
      intymnej sfery życia człowieka, wiele się dowiemy o przemianach społecznych,
      politycznych, gospodarczych. Miłość zawsze była interesująca dla ludzi, którzy
      się zajmują polityką, dlatego że jest ściśle związana z typem panującej kultury
      i relacji społecznych.

      I czego możemy się dowiedzieć?

      Najciekawsze jest to, że miłość kojarzona z tym, co autentyczne i prawdziwe,
      funkcjonuje dziś w najbardziej sztucznych i zakłamanych kontekstach. Seriale jak
      'M jak miłość' uczą nas, jak kochać, reklamy - tego, w co się ubierać, by być
      atrakcyjnym, kolorowe pisma kształtują nasz słownik podrywu. Na kreowaniu naszej
      miłości zarabia się dziś wielkie pieniądze. Nasze serca są dziś równie ważne dla
      współczesnego rynku jak nasze żołądki.

      Kiedy polityka przeniknęła do świata intymnego?

      Przełomowe były lata 60. i powstanie kontrkultury. Wówczas po raz pierwszy
      krytycznej analizie zaczęto poddawać ludzką intymność, życie codzienne,
      seksualność, to, co i dlaczego robimy z naszym ciałem. Zamiast marksistowskich
      schematów traktujących jedną klasę społeczną jako represjonowaną, zaczęto
      dostrzegać, że cała kultura ma represyjny charakter, zatem dotyka każdej
      jednostki. Miłość objawiła się jako ta sfera obok zabawy i sztuki, której nie da
      się podporządkować, która gwarantuje autentyczność. Z kolei przyglądanie się
      ludzkiej tożsamości z perspektywy płci wzbogaciło pole widzenia o wiele nowych
      kwestii: gender i queer, miłość homoseksualna, a także antykoncepcja i aborcja.
      To wszystko stało się tematem politycznym ściśle związanym z intymną sferą
      miłości i współżycia między ludźmi.

      A jak miłość może przeniknąć do polityki?

      Miłość niejako z definicji wyklucza przemoc, zaczęto więc próbować przełożyć
      logikę, jaka zawiera się w relacji miłosnej, na inne praktyki społeczne. Jeden z
      ważniejszych autorów dla pokolenia '68 roku Raul Vaneigem mówił na przykład:
      'Wszyscy ci, którzy mówią o rewolucji i walce klasowej, nie odwołując się
      bezpośrednio do życia codziennego, nie dostrzegając tego, co jest wywrotowe w
      miłości i pozytywne w odrzucaniu przymusów, ci wszyscy mają w ustach trupa'.

      To wcześniej miłość nie inspirowała myślenia o polityce?

      Nawet sam Marks spierał się ze środowiskiem młodoheglistów, z którego wyrastał,
      między innymi o miłość właśnie. Dla uczniów Hegla miłość była niczym więcej, jak
      tylko wyrazem nieracjonalności, podczas gdy dla Marksa miłość to żywa siła, to
      traktowanie drugiego człowieka jako podmiotu, a nie przedmiotu. To namiętność
      przeciwstawiona suchej spekulacji. Z tego punktu widzenia miłość zawsze będzie
      inspiracją dla lewicy, bo lewica walczy o uczłowieczenie świata, o
      upodmiotowienie człowieka zniewolonego przez abstrakcyjne i anonimowe siły
      rynku, techniki czy państwa. Wielu intelektualistów lewicowych sądziło, że
      zrozumienie relacji miłosnej jest kluczem do odwojowania świata zdominowanego
      przez pieniądz, władzę, nierówności.

      A co to znaczy, że miłość inspiruje rewolucję?

      Wspólnym mianownikiem miłości i rewolucji jest oczywiście namiętność. Żar,
      zaangażowanie, pełne oddanie. Miłość i rewolucję łączy również romantyzm. To
      stała cecha wszelkich rewolucji czy ruchów społecznych, a także stała cecha tego
      wszystkiego, co dotyczy miłości. Nie przypadkiem zapewne i dziś dla neokomunisty
      Antonio Negriego, członka Czerwonych Brygad, wielokrotnie więzionego
      rewolucjonisty, miłość stanowi jedną z głównych inspiracji w myśleniu o
      polityce. Negri, zauważając, że dziś kluczowe znaczenie ma praca niematerialna,
      tworzenie symboli, kodów, brendów, sfera praw autorskich (największy sektor
      amerykańskiej gospodarki), dostrzega, że jest to jednocześnie sfera ludzkiego
      komunikowania się. Produkując, tworzymy więc więzi społeczne. Negri wierzy - jak
      Marks kiedyś - że na odpowiednim stopniu rozwoju kapitalizmu ludzkość wykona
      skok do królestwa wolności. A to opisuje jako akt miłości, tym razem jednak
      postrzeganej bardziej jako wspólnotowa miłość pierwszych chrześcijan niż miłość
      ograniczająca się wyłącznie do sfery prywatnej. 'Miłość służy jako podstawa dla
      naszych politycznych projektów i konstrukcji nowego społeczeństwa. Bez takiej
      miłości jesteśmy niczym' - głosi Negri w manifeście 'Imperium'.

      Czy więc nowy porządek, inspirowany miłością, który chciała wprowadzić choćby
      rewolucja '68, się sprawdził?

      Oczywiście nie. Indywidualizm, autentyzm i wezwania do samorealizacji, na które
      postawił maj '68, okazały się wymarzoną dźwignią dla konsumpcyjnego kapitalizmu.
      Rynek kupił te hasła i wykorzystał do nabywania klientów i sprzedawania
      kolejnych towarów. Miłość zaczęła służyć do symulowania autentyczności. A dziś,
      żeby towar stał się modny, musi być podany jako jedyny w swoim rodzaju,
      autentyczny. Hasła rzekomo wywrotowe świetnie wprowadzają towar na rynek. 'Bądź
      sobą!' - wołali niegdyś majowi kontestatorzy. 'Bądź sobą, wybierz Pepsi!' - woła
      dziś reklama. Dlatego najbardziej komercyjna muzyka jest wyłącznie o miłości,
      najgłupsze i zarazem najbardziej kasowe filmy także, a każdy artysta musi
      wyglądać i przedstawiać się jako kontestator. Powstało społeczeństwo
      'standardowych indywidualistów'. Wszyscy robią to samo, ale każdy ma sądzić, że
      jest oryginalny i niepowtarzalny. Zapewne przekonane są o tym nawet panie, które
      kupują dołączane do pism gadżety albo reklamowane w nich ciuchy czy kosmetyki. Z
      pism tych nie wyłączając 'Wysokich Obcasów' oczywiście.

      A konsekwencje rewolucji seksualnej?

      Są podobne do konsekwencji wolności ekonomicznej. Ciało, młodość, przyjemność
      kontaktu z drugim człowiekiem stały się towarem. Michel Houellebecq w
      'Poszerzeniu pola walki' porównuje liberalizm seksualny do liberalizmu
      ekonomicznego. Pokazuje, że konsekwencje obu są analogiczne - oba prowadzą do
      skrajnej pauperyzacji. 'W systemie ekonomicznym, gdzie zwalnianie z pracy jest
      zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć swoje miejsce. W
      systemie seksualnym, gdzie cudzołóstwo jest zabronione, każdemu udaje się lepiej
      lub gorzej znaleźć łóżkowego partnera. W systemie ekonomicznym całkowicie
      liberalnym niektórzy dochodzą do znacznego majątku, inni są bezrobotni i gniją w
      nędzy. W systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają różnorodne i
      ekscytujące życie erotyczne, inni skazani są na masturbację i samotność'. Aż się
      prosi, żeby zapytać o możliwość redystrybucji seksualnej. Jak wyglądałoby
      państwo opiekuńcze z punktu widzenia sek
      • tsy Część druga 21.03.06, 17:38
        A konsekwencje rewolucji seksualnej?

        Są podobne do konsekwencji wolności ekonomicznej. Ciało, młodość, przyjemność
        kontaktu z drugim człowiekiem stały się towarem. Michel Houellebecq w
        'Poszerzeniu pola walki' porównuje liberalizm seksualny do liberalizmu
        ekonomicznego. Pokazuje, że konsekwencje obu są analogiczne - oba prowadzą do
        skrajnej pauperyzacji. 'W systemie ekonomicznym, gdzie zwalnianie z pracy jest
        zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć swoje miejsce. W
        systemie seksualnym, gdzie cudzołóstwo jest zabronione, każdemu udaje się lepiej
        lub gorzej znaleźć łóżkowego partnera. W systemie ekonomicznym całkowicie
        liberalnym niektórzy dochodzą do znacznego majątku, inni są bezrobotni i gniją w
        nędzy. W systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają różnorodne i
        ekscytujące życie erotyczne, inni skazani są na masturbację i samotność'. Aż się
        prosi, żeby zapytać o możliwość redystrybucji seksualnej. Jak wyglądałoby
        państwo opiekuńcze z punktu widzenia seksu?

        No i?

        Houellebecq w jakimś sensie odpowiada na to pytanie, choć jego odpowiedź ma nas
        chyba jeszcze bardziej pognębić. W 'Platformie' proponuje rozwiązanie
        pauperyzacji seksualnej obywateli bogatego Zachodu i nędzy ekonomicznej
        Trzeciego Świata przez rozwój turystyki seksualnej. To miałaby być ta platforma
        spotkania obu światów.

        Czy w houellebecqowskim świecie jakaś miłość jest jeszcze możliwa?

        Inna niż miłość własna - rzadko. Ale z tą miłością to trzeba pamiętać, że sprawa
        krucha była zawsze. Pamiętam, jak w podstawówce przeczytałem 'O sztuce miłości'
        Ericha Fromma i się ciężko załamałem, bo okazało się, że sprawa, wydawałoby się
        oczywista i naturalna, jest w zasadzie niewykonalna. Amerykańska
        neopsychoanaliza, a przede wszystkim książki Karen Horney, rozwiewają wiele
        złudzeń. Większość relacji, które nazywamy miłością, ma czysto neurotyczny
        charakter i służy wyłącznie zorganizowaniu sobie zewnętrznych gratyfikacji. Ma
        to źródło w utraconym w dzieciństwie poczuciu bezpieczeństwa, jeśli nie dali nam
        go rodzice. Co zresztą następnie wzmacniane jest przez współczesną
        kapitalistyczną kulturę, która osłabia w nas wiarę we własne siły. Czyni z nas
        jednostki skłonne przypisywać wszelkie niepowodzenia własnym słabościom. Taki
        człowiek potrzebuje drugiego, ale po to tylko, żeby załatwić sobie problemy z
        własnym ego. Nie potrafi kochać, ale jest przekonany, że kocha, bo przecież
        gotów jest maksymalnie się poświęcić. Poszukuje jednak nie miłości, ale aprobaty
        i uznania, bo musi uśmierzyć lęk. I znów wychodzi związek miłości i polityki, bo
        drugim fundamentalnym sposobem radzenia sobie z lękiem jest neurotyczna potrzeba
        władzy. Szukamy prestiżu, odstawiamy twardzieli, bo w głębi duszy wątpimy w
        siebie i nie potrafimy uwierzyć, że ktoś nas może kochać albo szanować
        bezinteresownie takich, jakimi jesteśmy. Teza Horney o 'neurotycznej osobowości
        naszych czasów' ciągle jest zasadna, jednakże do świata opisywanego przez
        Houellebecqa bardziej pasują teorie mówiące raczej o 'narcystycznej osobowości
        naszych czasów' Ottona Kernberga i Christophera Lascha. Portretują one
        'wyzwoloną' osobowość współczesnego człowieka z jego rozwiązłą seksualnością,
        hipochondrią, niezdolnością do żałoby, strachem przed starością i śmiercią.
        Przede wszystkim jednak unikaniem zależności - co czyni z nas 'cząstki elementarne'.

        Czy pesymizm Houellebecqa jest rzeczywiście uzasadniony?

        Pamiętajmy, że Houellebecq opisuje przede wszystkim rozterki człowieka Zachodu z
        klasy średniej. Dla nas w wersji masowej to ciągle melodia przyszłości. A po
        seks nie trzeba latać do Tajlandii.

        Jakie widzisz jeszcze związki między miłością i polityką?

        Choćby takie, że polityka to sztuka uwodzenia. Miłość można potraktować jako
        laboratorium tego, kim jesteś w politycznym kontekście. Ci, którzy umieją uwieść
        kobietę albo mężczyznę, najczęściej także poradzą sobie na sali przed
        publicznością. Elokwencja jest cechą pożądaną tak u polityka, jak u amanta.
        Wszyscy świetni mówcy, jakich znam, są jednocześnie bardzo skutecznymi
        uwodzicielami. Dobra polityka to dotrzymywanie obietnic, stwarzanie trwałych
        więzi. Niektórzy politycy proponują obywatelom stabilny związek, a niektórzy
        proponują tylko burzliwy romans. Wielu zdradza. Szczególnie po akcie wyborczym.
        Prawo i Sprawiedliwość przeżywa dziś noc poślubną ze społeczeństwem. A, jak
        wiadomo, miłość trwa trzy lata
      • tsy Teraz chyba jest całość 21.03.06, 17:39
        jw.
      • napoj.chmielowy Re: Część pierwsza 21.03.06, 18:31
        > Miłość i rewolucja
        >

        > Miłość trwa trzy lata.

        Kurczę, ale fajna teza. Ja bym ją rozbudował:

        Miłość trwa trzy lata
        Nadzieja dwa tygodnie

        I pytanie, jak długo trwa wiara?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka