napoj.chmielowy
30.04.08, 20:01
ale to mądry człowiek. Zachował się skandalicznie głupio w czerwcu 1989 gdy
zdobywany tytuł senatora oślepił Go swoim blaskiem. Mam do niego żal bo był
moim autorytetem. Nie wiem czy upubliczniać szczegóły (jeśli jakiś wubek
wyrazi chęć zrobię to). Byłem z nim w tej samej Komisji Zakładowej
Solidarności (Małe Placówki PAN). Teraz mówi mądre rzeczy:
" To jest dobre pytanie. I temat na osobną książkę. Ostatni proces
rewolucyjny, jaki przeżyliśmy był w latach 1980-81. Potem już nie. W 1989 r.
mieliśmy upadek ustroju, ale nie rewolucję. Strasznie dużo zmienił w nas stan
wojenny, choć z reguły jego znaczenia się nie docenia. Zmienił postawy
społeczne. I bezpowrotnie zniszczył to zjawisko, jakim była Solidarność na
początku lat 80., tzw. Wielką Solidarność. I nie chodzi o to, że ktoś tam
zdradził ideały. Był wtedy pewien typ stosunków społecznych między ludźmi,
obecny w tamtym związku, społeczna aktywność i poczucie suwerenności, które
już nigdy po stanie wojennym nie wróciły.
Zdarzyła się nam trauma psychospołeczna, która to złamała."
Ale jako historyk mówi mądre rzeczy tylko w tej sprawie (bardzo już
historycznej). W sprawie habilitacji wypowiada się bez zrozumienia problemu (
www.dziennik.pl/opinie/article164725/Nie_ma_partii_ktora_uznalbym_za_swoja.html)
Rozwiązanie Platformy jest rzeczywiście idiotyczne - te wszystkie
pseudokonkursy, pseudoprzetargi wprowadzają w polskie życie społeczne
pseudosprawiedliwość, ale habilitacja jest zbyteczna. To zabytek z życia
cechowego (wyzwolenie czeladnika). Rozwiązanie jest bardzo proste:
Prawo promowania pracy doktorskiej nabywa osoba, która skutecznie wypromowała
określoną ilość prac magisterskich. Trzydzieści wydaje się rozsądną liczbą...