Najlepsze było, jak jakiś Pan Profesor (chyba nawet zwycz.) dr hab. o
orientacji jakby zrazu pro-hamasowskiej, a w ostateczności pro-palestyńskiej w
ogólności zaczął się kłócić z prof. (tylko uczelnianym, czyli dawniej by
docentem) drem (Kościuszko Military Academy, West Point, U.S.A.) hab.
(Akademia Sztabu Generalnego Rzplitej, Wawa-Rembertów, Polska) Panem
Brygadierem. Przestali się kłócić, kiedy Pan Docent Brygadier Panu Profesorowi
oświadczył, iż w swoich wywodach militarystycznych na temat ostatniej ofensywy
Cahalu w Strefie Gazy nie ma, Broń Boże, na myśli "clausewitzowskiego" ujęcia
tematu. Wtedy Pan Profesor przyjął z głęboką ulgą obustronny,
nie-clausewitzowski punkt widzenia całej, złożonej sytuacji.
Na koniec pragnę dodać ku ogólnej radości, że Pan Brygadier zwracał się do
Pana Profesora "Panie Kolego". Tymczasem Pan Profesor do Pana Brygadiera
"Panie Generale" -
nie "Panie Docencie"! - chociaż...
Poważnie dla świrów, to Pan Brygadier zwrócić raczył uwagę, iż fizyczny atak
komandosów sił specjalnych przynosi dotąd [b]zawsze/b] mniej ofiar postronnych
od najbardziej precyzyjnego ostrzału artyleryjskiego. Tak więc tylko
błogosławić Cahalowi! Niech IHVH ma w Opiece wielkie dzieło gen. inż. Israela
Thala - "Merkawa"!