zbyleon
20.01.09, 07:22
Cytat
Mamy zjawiska, które umykają naszej uwadze tylko dlatego, że są
nienazwane. Strasznie mi na przykład brakuje w polszczyźnie słowa,
określenia będącego odpowiednikiem niemieckiego
"parteipolitisch". Partyjnopolityczny. To znaczy taki, który
rozpatrywany jest z punktu widzenia polityki jednej partii. A nie
polityki w ogóle. Parteipolitisch coś może być korzystne albo
niekorzystne, słuszne albo niesłuszne, dobre albo złe dla jednego
ugrupowania, jednego sposobu myślenia, jednego interesu.
W Niemczech jest takie określenie, funkcjonuje w języku. U nas nie,
a zjawisko przecież istnieje. I to jak bujnie. Wszystko jest u nas
dziś parteipolitisch, nie wyłączając prognozy pogody. Każda
wypowiedziana opinia, każde zdanie bywa oceniane z punktu widzenia
partyjnopolitycznego. Irytujemy się, wkurzamy na tę partyjną
polityczność, ale nie potrafimy sobie z nią poradzić, bo nie ma ona
nazwy.
Nienazwane jest zawsze najtrudniejsze do uchwycenia, bo jednak nic,
co jest poza językiem, nie istnieje realnie. Ale wystarczy zasiąść
do lektury artykułów gazetowych z zapożyczeniem z niemieckiego –
parteipolitisch – a już świat przedstawiony nabiera nowych barw,
staje się uładzony i zrozumiały.
Ostatnio pani Dominika Wielowieyska na łamach Gazety Wyborczej
wystąpiła z obroną dyrektora radiowej Trójki Krzysztofa
Skowrońskiego, któremu ponoć grozi dymisja. Zdaniem autorki tej
obrony Skowroński powinien zostać na stanowisku, mimo że dopuścił do
zaprezentowania w swojej rozgłośni książki Bronisława
Wildsteina Dolina nicości.
A co jest złego w odnotowaniu przez radio faktu, iż Bronisław
Wildstein wydał książkę? Normalnie nic, ale parteipolitisch to
zbrodnia. Bez tego słowa parteipolitisch nie sposób zrozumieć
tekstu Wielowieyskiej, a zwłaszcza argumentu, że należy
Skoworońskiemu wybaczyć Wildsteina, bo jego rozgłośnia omawiała też
inne książki. Parteipolitisch słuszne.