Dodaj do ulubionych

Niewdzięczność

20.04.09, 09:50
Opowiadania z "Recydywisty"
Przekład: Jolanta Kozak

Przypomina mi się w związku z tym pewne opowiadanie, które napisał dr Robert
Fender, mój przyjaciel z więzienia. Było to opowiadanie o planecie, na której
najgorszą zbrodnią jest niewdzięczność. Co chwila skazywano kogoś na śmierć za
brak należytej wdzięczności. Egzekucje odbywały się przez defenestrację, czyli
wypchnięcie z okna na dużej wysokości.

Bohater opowiadania Fendera też zostaje w końcu wypchnięty przez okno za
niewdzięczność. Jego ostatnie słowa, kiedy szybuje w dół z wysokości
trzydziestego piętra, brzmią: "Sto-krot-ne-dzieeeeeeeeęki!"
Obserwuj wątek
    • sztuk6mistrz Re: Niewdzięczność 21.04.09, 00:57

      • tw.ubek Re: Niewdzięczność 21.04.09, 08:40
        - O Lechu Wałęsie wiele mówili mężowie stanu i autorytety moralne z całego
        świata. Wszyscy wiemy, jak bardzo przyczynił się pan do odzyskania wolności,
        wyprowadzenia z Polski wojsk radzieckich, wstąpienia do NATO. "Waleza" to znak
        firmowy Polski za granicą. Co można jeszcze powiedzieć, aby nie popaść w banał?
        - zaczął wierny druh Wałęsy, Milczanowski.

        Potem mówił m.in. o intuicji politycznej i trafnych wyborach, jakich dokonywał w
        latach 80. Wałęsa - przywódca Solidarności: - Kiedy w 1988 r. Polskę ogarnęła
        największa od Sierpnia '80 fala strajków, okazało się, że nie mamy armii
        niezbędnej do prowadzenia rewolucji, jest nas mało, niektórzy nie wierzą w sens
        walki. Gdy dzisiaj słychać wrzask radykałów, pytam ich: "Gdzieście wtedy
        byli?!". Wałęsa zrozumiał sytuację, doprowadził do rozmów Okrągłego Stołu,
        których konsekwencją jest demokracja i niepodległość. Wiem, jak wielką cenę
        płaci teraz za swoją wierną służbę będąc jedną nogą w panteonie narodowym, a
        drugą w szarej rzeczywistości.

        Wałęsa był bardzo wzruszony tymi słowami. Ocierał łzy chusteczką. Powiedział: -
        Powinienem chyba dać sobie spokój i powiedzieć tylko "amen".
        • tw.ubek Re: Niewdzięczność 22.04.09, 20:07
          tw.ubek napisał:

          wielką cenę
          > płaci teraz za swoją wierną służbę będąc jedną nogą w panteonie narodowym, a
          > drugą w szarej rzeczywistości.

          Podobnie antysemickie czystki roku 1968 zostały zainicjowane przez
          komunistów pochodzenia polskiego [Gomułka, Kliszko, Moczar,
          Korczyński,Jaruzelski czy Ciosek]. Takich jak oni było w aparacie
          mnóstwo. Większość ofiar nie miała nic wspólnego z wewnętrzną walką
          o władzę, z systemem komunistycznym, ze stalinizmem, ponieważ
          oznaczało to wyrzeczenie się tożsamości, a przede wszystkim
          żydowskiej religii. Wielu, jak Berman, Minc oraz Zambrowski brali czynny udział
          w formowaniu polskiego rządu, mieli osobiste kontakty w Moskwie, które okazały
          się ważne w walce o wadzę. Dzieki nim
          w 1948 na przekór kampanii antysemickiej w ZSSR, rozpoczęto
          kampanię przeciw szowinizmowi, wykryto spisek agentów
          skłóconego wywiadu Londyńskiego, Polska uniknęła wcielenia do ZSSR.
          Gdyby Gomułka miał lepsze rozeznanie, sięgnołby po te same środki.
          Niestety był sowieckim patriotą - niewdzięcznikiem.
      • sztuk6mistrz Re: Niewdzięczność 25.04.09, 20:07
        Ten fragment może powinien trafić do wątku o miłosierdziu...

        Spało się, zamiast wcisnąć guzik
        W tym miejscu uraczyłem się wspomnieniem opowiadania wymyślonego przez doktora
        Roberta Fendera, przyjaciela z więzienia, które opublikował on pod pseudonimem
        "Kilgore Trout". Opowiadanie nosiło tytuł Spało się, zamiast wcisnąć guzik.
        Akcja toczyła się w wielkim, pełnym komputerów, centrum recepcyjnym przed
        Perłowymi Bramami nieba, gdzie tłoczyli się byli dyplomowani księgowi, doradcy
        inwestycyjni i kierownicy przedsiębiorstw z planety Ziemia. Żeby się dostać do
        nieba, każdy musiał przejść szczegółowe przesłuchanie, w rezultacie którego
        ustalano, jak dalece wykorzystał wszystkie okazje w interesach, które Bóg, za
        pośrednictwem swych aniołów, podsuwał mu na Ziemi. Od rana do wieczora we
        wszystkich kantorkach rozbrzmiewała formułka, którą eksperci znużonym głosem
        raczyli tych, co przegapili swoje okazje: "I znowu się spało, zamiast wcisnąć
        guzik".
        Spało się... było w pewnym sensie opowiadana obrazoburczym. Główny bohater, duch
        Alberta Einsteina, był tak obojętny na kwestie dobrobytu, że ledwo słuchał, co
        mu miał do powiedzenia niebieski ekspert. Ekspert plótł jakieś banialuki o tym,
        jak to Einstein mógł zostać miliarderem, gdyby tylko załatwił sobie drugą
        hipotekę na dom w Bemie, Szwajcaria, w roku Tysiąc Dziewięćset Piątym,
        inwestując jednocześnie w stwierdzone pokłady uranu, zanim obwieścił światu, że
        E = Mc2.
        - No tak, ale znowu się spało, zamiast wcisnąć guzik - skarcił go prowadzący
        przesłuchanie.
        - Ma pan rację - przyznał grzecznie Einstein. Często mi się to zdarzało.
        - Sam pan widzi - mówił prowadzący przesłuchanie - że życie obeszło się z panem
        uczciwie. Oferowało panu nader liczne okazje. Czy pan z nich korzystał, czy nie
        - to już całkiem inna sprawa.
        - Tak, teraz to doceniam - rzekł Einstein.
        - Czy zechciałby pan to powtórzyć własnymi słowami? - zapytał prowadzący
        przesłuchanie.
        - Co powtórzyć?
        - Że życie obeszło się z panem uczciwie.
        - Życie obeszło się ze mną uczciwie - powiedział Einstein.
        - Jeśli w głębi duszy nie jest pan o tym przekonany - ciągnął prowadzący
        przesłuchanie - mogę przedstawić dalsze przykłady. Zapomnijmy na chwilę o
        energii atomowej. Gdyby pracując w Instytucie Badań Zaawansowanych w Princeton
        wycofał pan swój wkład banku i zainwestował go, począwszy od roku Tysiąc
        Dziewięćset Piątego, powiedzmy w IBM, Polaroid i Xerox - nawet jeżeli pozostało
        panu wówczas zaledwie pięć lat życia - to... - W tym miejscu prowadzący
        przesłuchanie znacząco uniósł brwi, co miało być dla Einsteina zachętą do
        popisania się, jaki umie być bystry - To stałbym się bogatym człowiekiem - zgadł
        Einstein.
        - Powiedzmy: "nieźle sytuowanym" - potwierdził ekspert aksamitnym głosem. - Ale
        cóż, znowu się spało... - tu jego brwi raz jeszcze powędrowały w górę.
        - Zamiast wcisnąć guzik? - dokończył Einstein z nadzieją w głosie;
        Prowadzący przesłuchanie wstał i wyciągnął dłoń, którą Einstein uścisnął bez
        entuzjazmu.
        - Sam pan widzi, doktorze Einstein - rzekł - że nie możemy mieć o wszystko
        pretensji do Pana Boga, prawda? - Wręczył Einsteinowi przepustkę uprawniającą do
        przekroczenia Perłowych Bram. - Serdecznie witam na naszym pokładzie.
        I tak Albert Einstein wkroczył do nieba, z ukochanymi skrzypcami pod pachą.
        Zapomniał o przesłuchaniu. Jako weteran licznych przejść granicznych,
        przyzwyczajony był do bezsensownych pytań i odpowiedzi, składania pustych
        obietnic i podpisywania nic nie znaczących dokumentów.
        Jednak znalazłszy się w niebie, na każdym kroku natykał się na duchy ludzi
        szczerze cierpiących z racji tego, co uświadomiło im przesłuchanie. Pewien
        tandem mąż-żona, który, straciwszy wszystko na kurzej farmie w New Hampshire,
        popełnił podwójne samobójstwo, dowiedział się od prowadzącego przesłuchanie, iż
        pod farmą tkwiły największe na świecie złoża niklu.
        Czternastolatkowi z Harlemu, zabitemu w bójce chuligańskiej, powiedziano, że na
        dnie studzienki ściekowej, którą codziennie mijał, leżał całymi tygodniami
        pierścionek z dwukaratowym brylantem. Kamień był bez skazy, o zagubieniu
        klejnotu nikt nie meldował. Gdyby chłopak sprzedał go choćby za jedną dziesiątą
        rzeczywistej wartości - powiedzmy, jak oszacował ekspert, za czterysta dolarów -
        i zacząć działać w handlu artykułami spożywczymi na zamówienie - czyli podówczas
        zwłaszcza w kakao, mógł przeprowadzić się wraz z matką i siostrą w rejony Park
        Avenue i podjąć naukę w Endover a następnie na Harvardzie.
        Znowu ten Harward.
        Wszystkie relacje z przesłuchań, które zbierał Einstein, pochodziły od
        Amerykanów. Einstein osiedlił się z wyboru w amerykańskiej części nieba. Jako
        Żyd żywił naturalnie mieszane uczucia do Europejczyków. Lecz przesłuchiwano
        przecież nie tylko Amerykanów. Pakistańczycy, Pigmeje z Filipin, nawet komuniści
        - wszyscy musieli przejść przez to samo.
        Znamienne, że Einsteina oburzył przede wszystkim matematyczny aspekt systemu, za
        który prowadzący przesłuchanie żądali od ludzi tak ogromnej wdzięczności.
        Wyliczył, że gdyby każdy człowiek na Ziemi wykorzystał w pełni wszystkie okazje
        zarobienia pieniędzy, stając się milionerem, miliarderem i tak dalej, to wartość
        dóbr papierowych na tej małej planecie przekroczyłaby wartość wszystkich dobr
        naturalnych wszechświata w ciągu nie więcej niż trzech miesięcy. Co więcej: nie
        byłoby komu pracować użytecznie.
        Wobec tego Einstein napisał do Pana Boga, żal dając, że pan Bóg nie ma pojęcia,
        jaki kit wciskają ludziom do głowy jego eksperci od przestuchań. Ich to, a nie
        Pana Boga, oskarżał Einstein w liście o okrutne oszukiwanie nowo przybyłych w
        kwestii okazji, jakie przegapili na Ziemi. Usiłował rozszyfrować motywy
        działania ekspertów, dopuszczając możliwość, że są to po prostu sadyści.
        Opowiadanie kończyło się zaskakująco gwałtownie. Einstein nie został dopuszczony
        do Pana Boga Pan Bóg przysłał jednak do niego archanioła, ktory aż się pienił ze
        złości. Archanioł postraszył Einsteina, że jeśli nie przestanie krzewić wśród
        duchów braku szacunku dla ekspertów, odbierze mu się na wieki ukochane skrzypki.
        Więc Einstein przestał z kimkolwiek dyskutować na temat ekspertów. Nic nie było
        dla niego ważniejsze niż skrzypce.
        Opowiadanie było niewątpliwie policzkiem wymierzonym Panu Bogu, skoro
        sugerowało, że posługuje się on tanim kamuflażem w postaci ekspertów, celem
        wywinięcia się od odpowiedzialności za trudności ekonomiczne na Ziemi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka