Dodaj do ulubionych

Psychoterapia

20.09.09, 13:44
Chodzicie na psychoterapię?
Jak długo, ile razy w tygodniu, w jakim nurcie?

Ja na obecną terapię chodzę trochę ponad miesiąc. Analityczna, 1x/tyg (na
razie, będzie częściej).

Wcześniej skończyłam jedną terapię (2,5 miesiąca) i przerwałam po 4,5 miesiąca
psychodynamiczną.
Obserwuj wątek
    • liljah Re: Psychoterapia 20.09.09, 19:24
      Ja idę w środę na pierwszy dzień terapii, jak zapewne pamiętasz. Po czym poznać
      w jakim nurcie jesteś leczona? Co prawda miałam Psychologię, ale przykłady to
      były eksperymenty i twierdzenia z prehistorii a nic o czasach współczesnych..
      Jeżeli można zapytać, dlaczego przerwałaś terapie psychodynamiczną?
      • annarchia Re: Psychoterapia 20.09.09, 22:25
        liljah napisała:

        > Po czym poznać
        > w jakim nurcie jesteś leczona?

        Yyy... porozmawiać z terapeutą? ;) Moje pierwsze sesje dotyczą pytania o nurt, w
        jakim pracuje terapeuta, jakie stosuje techniki, czy przechodził własną
        psychoterapię, jak ja mam mniej więcej pracować na terapii, jak często są
        spotkania i czy jest określony czas terapii, jak długo terapeuta pracuje, co
        sądzi o uleczalności borderline... Nie wyobrażam sobie, że ktoś chodzi na
        terapię i ne wie na jaką :D To jest możliwe...? :P No a poza tym sobie
        sprawdziłam w necie trochę o nim - o kompetencjach, przynależności do
        towarzystwa psychoanalitycznego, zapoznałam się z rekomendacjami i opiniami
        innych. No i jestem zadowolona.

        liljah napisała:

        > Jeżeli można zapytać, dlaczego przerwałaś terapie psychodynamiczną?

        Tak. Od początku babka, do której chodziłam mi nie pasowała. Podważałam jej
        kompetencje, jej emocjonalność, zachowanie na sesji mi się nie podobało... a
        wiem, jakie być powinno tak mniej więcej... Oczywiście na początku zwalałam to
        na opór przed zdrowieniem (dotyczy KAŻDEGO), na lęk przed relacją i bliskością,
        na borderowe odrzucanie i dewaluowanie... Dawałam długo szansę tej naszej
        relacji, jednak po dłuższym czasie - po konsultacjach z innymi osobami -
        stwierdziłam, że babka jest bezsensu, gada pierdoły i nie wynika to z mojego
        oporu. Zmieniłam terapeutę, no i RÓŻNICA JEST OGROMNA :) Tu czuję autentyczną
        empatię, zainteresowanie, t. wie, co mówi i mówi z sensem, a nie aby coś
        powiedzieć. Czuję, że jest zaangażowany i zainteresowany nie tylko moimi
        pieniędzmi. Cieszę się z tej zmiany.

        Co do nurtu terapii: brałam pod uwagę od początku tylko albo psychodynamiczną
        albo psychoanalityczną (obie to w sumie rpawie to samo), bo mnie interesują
        głębokie zmiany, głębokie rozumienie siebie, a nie tylko takie gadanie i jakieś
        powierzchniowe zmiany nawyków itp...
    • annarchia Re: Psychoterapia 22.09.09, 16:38
      Nikt z Was więcej na terapię nie chodzi?
      • dolna1 Re: Psychoterapia 22.09.09, 17:56
        Prawie rok. Raz w tygodniu. W wyjatkowych sytuacjach częściej.
        • stefanszczanka5 Re: Psychoterapia 22.09.09, 18:45
          psychoterapię mam od od ok.10roku życia,z przerwami na początku rzadko albo wcale i pewnie raz profesjonalnie raz nie, trwa długo ,bo psychoteraputą jest mój ojciec,mam 25lat,ale wspolnymi siłami doszliśmy do tego co taraz osiągnęłam....i też ostatnio sobie to uświadomiłam.
          • liljah Re: Psychoterapia 22.09.09, 19:14
            Anarchia dzięki za odpowiedź. Jutro też sie postaram dowiedzieć co i jak ;)

            Stefabszczanka a Twój tata jest do tego odpowiednio wykształcony?
            Bo np. moja mama nie miała nigdy styczności z psychologia itp. a z chęcią wcięła
            by mnie w swe macki i robiła mi wode z mózgu na podstawie właśnych spostrzeżeń.
          • annarchia Re: Psychoterapia 23.09.09, 11:11
            stefanszczanka5 napisała:

            > cale i pewnie raz profesjonalnie raz nie, trwa długo ,bo psychoteraputą jest mó
            > j ojciec

            Co......???
            • stefanszczanka5 Re: Psychoterapia 23.09.09, 11:29
              nie co? tylko tak...ja nie wiem co z Wami ludzie,stary pomógł mi
              doprowadzić sie do stanu w jakim teraz jestem- w dobrym i jeśli to
              zrobił to nie ma tu stwierdzeń -nie mozliwe czy co?tak-dziwny przypadek
              ,prawdziwy,znowu nie chce opowiadać szczegółowo bo to forum w końcu!
          • oholik Re: Psychoterapia 18.12.09, 18:23
            stefanszczanka5 napisała:

            > psychoterapię mam od od ok.10roku życia,z przerwami na początku rzadko albo w
            > cale i pewnie raz profesjonalnie raz nie, trwa długo ,bo psychoteraputą jest mó
            > j ojciec,mam 25lat,ale wspolnymi siłami doszliśmy do tego co taraz osiągnęłam..
            > ..i też ostatnio sobie to uświadomiłam.

            mozna to nazywac jak sie chce ale z pewnoscia psychoterapia to nie jest
    • stefanszczanka5 Re: Psychoterapia 23.09.09, 11:34
      i dlatego właśnie-bez prób samobójczych,bez mysli o tym,z checią
      podchodzę do życia,pozytywnie to chyba świetnie,czyż nie?!
      • aigala Re: Psychoterapia 25.09.09, 16:09
        psychodnynamiczna od 9 miesiecy
        spotkania raz w tyg, w razie potrzeby czesciej
        • zagubiona_321 Re: Psychoterapia 26.09.09, 13:34
          Ja w przyszłym tygodniu rozpoczynam terapie psychodynamiczną. Na pierwszym
          spotkaniu usłyszałam, ze polega to mniej więcej na tym, ze ja cały czas gadam,
          od czasu do czasu terapeuta coś tam dopyta czy dorzuci..Nie do końca jestem do
          tego przekonana, dodam, ze to moje pierwsze zetknięcie ze specjalistą. Trochę
          się boję, ze będę płacić jedynie za możliwosć wygadania się.
          • annarchia Re: Psychoterapia 26.09.09, 14:43
            zagubiona_321 napisała:

            > Ja w przyszłym tygodniu rozpoczynam terapie psychodynamiczną. Na pierwszym
            > spotkaniu usłyszałam, ze polega to mniej więcej na tym, ze ja cały czas gadam,
            > od czasu do czasu terapeuta coś tam dopyta czy dorzuci..

            Faktycznie, na t. psychodynamicznej i analitycznej więcej mówi pacjent. Na
            psychoanalizie mogą być sesje, gdzie analityk nie odezwie się ani słowem - to
            jest celowe, ale oczywiście nie może być regułą, na każdej sesji.

            Na początku terapii terapeuta bardzo mało mówi, bo nie chce narzucać pacjentowi
            tematu rozmowy, aby tym samym nie wartościować, jakie kwestie są ważne. To, o
            czym sam pacjent zacznie mówić jest ważne. Terapeuta słucha, aby z tego, co
            mówisz - wolne skojarzenia - wyłapać jakiś sens i powiązania. Wtedy poda Ci je
            jako tezy, interpretacje, abyś się zastanowiła nad nimi. Nie jest to poziom
            terapii, który polega na wygadaniu się, bo psychoterapeuta z Twoich słów
            wyłapuje nieświadome motywy, sens, drąży głębiej. Oczywiście jego milczenie ma
            służyć myśleniu nad interpretacjami i refleksjami, a nie tylko na słuchaniu.
            • cyntia33 Re: Psychoterapia 04.05.10, 10:28
              > Faktycznie, na t. psychodynamicznej i analitycznej więcej mówi pacjent. Na
              > psychoanalizie mogą być sesje, gdzie analityk nie odezwie się ani słowem - to
              > jest celowe, ale oczywiście nie może być regułą, na każdej sesji.

              Tak, i w ten sposób płaciłam 80 zł za godzinę milczenia (z obu stron) - 20 lat
              temu, więc pewnie teraz jest to ze 200 zł :) Dodam, że milczałam w obecności
              jednego z najsłynniejszych psychologów, który napisał wiele książek, zrobił
              gigantyczną karierę w mediach i miał terminarz zapisany na 2 lata naprzód. Nie
              muszę chyba dodawać, że NIC mi nie pomógł.
          • martyna740 Re: Psychoterapia 11.12.09, 21:34
            zagubiona_321 napisała:
            Ja też chodziłam na psychodynamiczną i nic mi nie pomogło. Miałam
            wrażenie, że gadam ze ścianą a pani robiła komentarz jeden na sesję.
            Aktulnie chodzę na psychoterapię gestalt, którą wszystkim polecam.
            Jest to normalna rozmowa, która prowadzi do przeżywania, dzięki
            czemu jest mi lżej a miałam depresję. Mogę też polecić moją
            psychoterapetkę Panią Dorotę, która przyjmuje w Warszawie na ul.
            Polnej.
            • dolna1 Re: Psychoterapia 11.12.09, 21:59
              martyna740 napisała:

              > Jest to normalna rozmowa, która prowadzi do przeżywania, dzięki
              > czemu jest mi lżej a miałam depresję.

              mi wcale lżej nie jest mimo rocznej terapii Gestalt.
              A odczuwanie....ja nawet nie odczuwam złości w stosunku do człowieka który mnie
              skrzywdził. Mimo tych normalnych rozmów. No ale ja pewnie z tych "innych"
              • jsleczek Re: Psychoterapia 17.12.09, 08:40
                Terapia...
                czasami zastanawiam się, czy bez niej dałabym teraz radę.A z drugiej strony idę
                na sesję i przeważnie nie potrafię się dzielić- odczuwam taką potworna
                złość...Mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami.Moja terapeutka często słyszy "A co
                Panią to obchodzi...".
                Ostatnio się pogrążam-czuję to. Jest coraz gorzej. Już w drodze na terapię coś
                sznuruje mi usta- ani słowa.
                ta kobieta mówi, że gdybym dała upust rozżaleniu, to przyniosłoby mi to ulgę.
                Zapewne tak, ale ja nie potrafię!!!
                Nienawidzę siebie...
                Nie chce mi się żyć.
                Macie czasami wrażenie, że was nie ma?Ciało wydrążone z wszystkiego prócz
                palącej złości?
                • dolna1 Re: Psychoterapia 18.12.09, 16:17
                  jsleczek napisała:

                  .Moja terapeutka często słyszy "A c
                  > o
                  > Panią to obchodzi...".

                  ale fajne jest to, że dajesz jej pewne rzeczy do zrozumienia.
                  Ja często idę na terapię i zakładam, że będę na każdym kroku się jej stawiać.
                  Takim buntem reaguje gdy terapeutka kontaktuje się z moją psychiatrą. Jestem na
                  nią na to zła, ale, że nie potrafię jej tego wprost powiedzieć po prostu
                  rozwalam sesję niewspółpracując.


                  > ta kobieta mówi, że gdybym dała upust rozżaleniu, to przyniosłoby mi to ulgę.
                  > Zapewne tak, ale ja nie potrafię!!!

                  Ja też. Nie czuję złości, nienawiści na innych, obracam to zawsze przeciwko sobie.

                  >Ciało wydrążone z wszystkiego prócz
                  > palącej złości?

                  prócz jakiejkolwiek złości :/
                  Podobno spotkalam na swojej drodze wiele osob ktorych powinnam nienawidzic, w
                  stosunku do ktorych powinnam czuć złość.
                  Nie czuję jej...nic a nic :(
                  • annarchia Re: Psychoterapia 18.12.09, 18:49
                    dolna1 napisała:

                    > Podobno spotkalam na swojej drodze wiele osob ktorych powinnam nienawidzic, w
                    > stosunku do ktorych powinnam czuć złość.
                    > Nie czuję jej...nic a nic :(

                    Hmm, z jednej strony to dziwne, bo złość to podstawowa emocja osób z
                    borderline... Takie typowy borderowy "rage" to się nazywa, wybuchy gniewu,
                    wieczne zezłoszczenie. Inna rzecz, że ta złość może być albo stłumiona albo
                    raczej - w przypadku bpd - wyprojektowana na zewnątrz. Zauważyłam u siebie
                    ostatnio ten mechanizm na sesji - nagle przestaję czuć cokolwiek, czuję
                    "pustkę", ale zaczynam zarzucać terapeucie, że się na mnie złości, że on czuje
                    na mnie złość, jemu tę emocję przypisuję. A tak naprawdę jest to moją złością,
                    od której psychika się odcina, aby nie wybuchnąć.
                    • dolna1 Re: Psychoterapia 18.12.09, 19:04

                      >
                      > Hmm, z jednej strony to dziwne, bo złość to podstawowa emocja osób z
                      > borderline... Takie typowy borderowy "rage" to się nazywa, wybuchy gniewu,
                      > wieczne zezłoszczenie.

                      ależ owszem. Posiadam w nasilonym stopniu. Ale....no własnie, ale w stosunku do
                      bliskich. Na nich sie wyżywam.

                      Inna rzecz, że ta złość może być albo stłumiona albo
                      > raczej - w przypadku bpd - wyprojektowana na zewnątrz.

                      U mnie raczej stłumiona.
                      Powinno sie czuć złośc na człowieka który Cie molestował i zgwałcił prawda?
                      Ja nie czuje!!!!

                      >Zauważyłam u siebie
                      > ostatnio ten mechanizm na sesji - nagle przestaję czuć cokolwiek, czuję
                      > "pustkę", ale zaczynam zarzucać terapeucie, że się na mnie złości, że on czuje
                      > na mnie złość, jemu tę emocję przypisuję. A tak naprawdę jest to moją złością,
                      > od której psychika się odcina, aby nie wybuchnąć.

                      Ważne ze uświadamiasz sobie takie rzeczy. Tylko ciekawe jak przejsc do II etapu,
                      mianowicie poczucie jej w sobie i wyrzuceniu na zewnątrz.
                      • canoine Re: Psychoterapia 04.05.10, 01:37
                        > Inna rzecz, że ta złość może być albo stłumiona albo
                        > > raczej - w przypadku bpd - wyprojektowana na zewnątrz.
                        >
                        > U mnie raczej stłumiona.
                        > Powinno sie czuć złośc na człowieka który Cie molestował i zgwałcił prawda?
                        > Ja nie czuje!!!!


                        nie Ty jedna. to ponoć wcale nie takie rzadkie.
    • canoine Re: Psychoterapia 04.05.10, 01:43
      Psychodynamiczna. Od.. prawie półtora roku.. Aż mi się wierzyć nie chce.
      1 raz w tygodniu. Żałuję, że nie 2 chociaż, bo w przestrzeni 7 dni pomiędzy
      potrafię się mocno pogubić do następnej sesji. Ale jakoś nie mam odwagi o to
      zapytać..

      Wcześniej zaliczyłam terapii.. parę. I - ekhm - paru lekarzy. Okazuje się, że
      można nie wiedzieć w jakim nurcie jest terapia, bo nie miałam pojęcia w jakim
      były poprzednie. Ale i tak na żadnej nie wysiedziałam zbyt długo. Ta jest jakimś
      wyjątkiem. Osoba terapeuty ma w tym swój niebagatelny udział.

      Chociaż ostatnio myśli mi się, że ja się zwyczajnie na tę terapię, jak i na
      żadną chyba, nie nadaję :|
      • annarchia Re: Psychoterapia 04.05.10, 17:04
        canoine napisała:

        > Chociaż ostatnio myśli mi się, że ja się zwyczajnie na tę terapię, jak i na
        > żadną chyba, nie nadaję :|

        Z jakiego powodu konkretnie uważasz, ze się nie nadajesz?
        Niepowodzenie w terapii to zawsze nasza "wina" (naszych blokad i trudności), czy
        terapeutów też?
        Mam właśnie kryzys głęboki jak Rów Mariański.
        Zastanawiam się nad tym, co Ty.
        Czy to ja się nie potrafię emocjonalnie otworzyć, czy chodzę na terapię do
        niekompetentnej osoby.
        Wnioski: ja nie umiem się otworzyć + nigdy nie trafię do kompetentnej osoby, bo
        nie mam farta.
        Skutek: myśli samobójcze bliżej niż na horyzoncie, żyletka, panika :(
        • canoine Re: Psychoterapia 04.05.10, 17:24
          nie mam podstaw podważać kompetencji mojego terapeuty.
          a mimo to - nie potrafię.. choć naprawdę chcę.
          • iamcrazy Re: Psychoterapia 04.05.10, 20:35
            Ja chodzę i właściwie nie wiem na jaką. Byłam dopiero 3 razy, ale o
            dziwo moja psychoterapeutka mi się spodobała, choć mam problem z
            kobietami, tzn. wolę mężczyzn, generalnie w życiu. Jednak wiem, że
            gdybym poszła do mężczyzny to bym z nim flirtowała...
            Rzeczywiście ja mówię prawie cały czas, a ona mówi mi nieraz
            naprawdę takie rzeczy, na które sama bym nie wpadła. Żałuję, że
            dopiero teraz rozpoczęłam psychoterapię, gdy mam 32 lata, jestem
            uzależniona od alkoholu, mam za sobą przejścia z narkotykami,
            objadaniem się, seksem z kim i gdzie popadnie... i samoocenę na
            poziomie ścierki do podłogi. Dopiero teraz do mnie dociera, że coś
            chciałam w ten sposób zagłuszyć. Jestem pozytywnie nastawiona. Nie
            mogę się zabić więc muszę żyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka