Dodaj do ulubionych

przyjaźnie a bpd

07.03.10, 17:31
Tyle już napisano na tym forum na temat miłości i związków osób z bpd. Wydaje
mi się, że dużo mniej pisano o przyjaźniach jakie zawieramy, tracimy.
Zastanawiam się jak ważną częścią życia są dla was ludzie, z którymi się
przyjaźnicie. Czy takowi są? Czy takie przyjaźnie są równie niestabilne co
związki? Co czujecie po utracie przyjaciela? Czy myślicie, że jesteście zdolni
się przyjaźnić? Itp.

W moim życiu wiele osób nazwałam swoimi przyjaciółmi. Znacznie częściej niż
budować miłość próbowałam budować przyjaźń. Relacje te były jednak mniej
stabilne od moich związków, do takiego stopnia, że na dzień dzisiejszy mogę
stwierdzić, że nie wierzę już w przyjaźń. Dlaczego nie wierzę... Może dlatego,
że niezależnie z kim próbowałam próbować tego typu relację nie powiodło się.
Prawdopodobnie to moja wina. Próbowałam być przyjaciółką kompletnych wariatów
takich jak ja:) jedna dziewczyna miała bpd, inna bulimię, jak również całkiem
normalnych zrównoważonych ludzi... mężczyzn, kobiet... Powody rozpadu
przyjaźni różne. Zanik więzi... miałam dość wiecznego proszenia o spotkanie i
braku inicjatywy... bądź ktoś zastąpił mnie sobie inną przyjaciółką,
chłopakiem. Zdarzały się również kłótnie, z mojej i czyjejś winy, nieodzywanie
się, ale to wszystko jak byłam nastolatką. I na dzień dzisiejszy nie myślę już
o nikim jak o moim przyjacielu. Dziwne odczucie, ale wierzę w istnienie
miłości, a przyjaźni nie. Podejrzewam, że mało kto podziela moją wiarę:P
Obserwuj wątek
    • release.me Re: przyjaźnie a bpd 07.03.10, 19:21
      mój bpd ma jednego najlepszego przyjaciela "od zawsze" - poznali się we wczesnym
      dzieciństwie i przyjaźnią się do teraz. czasem stosuje wobec niego agresje
      werbalną i zarzuca mu, że tak naprawde nie jest jego przyjacielem, jest żałosnym
      dnem i nikim, nie chce go znać i to koniec znajomości, a za pare dni dzwoni do
      niego i idą na piwo.
      poza tym bardzo podziwia swojego przyjaciela, uważa że to bardzo mądry i
      inteligentny człowiek, poza tym dzieli się z nim wszystkimi tajemnicami i myślami.
      Jego przyjaciel jest jedyną w 100% stałą osobą w jego życiu.

      Bardzo sie boje, że gdy jego mama umrze, on zrobi sobie jakąś krzywde... bo na
      dzień dzisiejszy on nie potrafi sobie wyobrazić, że jej nie ma, a gdy ona
      odejdzie to on chyba kompletnie się złamie.. nie wiem, jak mogę mu pomóc.
    • flying.weronika Re: przyjaźnie a bpd 22.03.10, 13:40
      Zawsze twierdziłam że aby być i mieć przyjaciela trzeba na to zapracować.I tak
      było.Ciężka praca,starania,totalne poświęcenie.Miałam za przyjaciół
      zrównoważonych ludzi.Zaczełam uciekać chyba twierdząc że zawsze bedą ze
      mną.Myślałam zostane sama tak mi lepiej.Wybaczą mi ten raz.Kontakty z nimi
      zaczeły mnie nudzić,wkurzać,więc znów ucieczka.Po X czasie,doprowadziłam do tego
      że zostałam sama.Nie przeraziło mnie to.Zdałam sobie sprawe że to nie byli moi
      przyjaciele.I znów ta myśl "chce być sama tak mi lepiej"Póżniej znów jakaś
      przyjażń,mnie zaangażowania,rzadkie spotkania co jak najbardziej mi
      odpowiadało...lecz moje obawy przed odrzuceniem i zranieniem był tak wielkie że
      znów uciekłam.Nie wierze w przyjażń,i nie mam przyjaciół.Miłość jest dla mnie
      bardzo wazna.Wierze w nią i dzięki niej żyje.Boję się że ją stracę jak straciłam
      przyjażń bo obawy już sa i pozostaje jak długo wytrzyma to druga strona.
    • cyntia33 Re: przyjaźnie a bpd 23.03.10, 12:50
      Jakoś nie mam z tym problemu. Mam wielu przyjaciół/znajomych, którzy przychodzą
      i odchodzą. Na studiach, w pracy, w klubie sportowym, w szkole moich dzieci itp.
      Zmieniam pracę, wchodzę na kilka miesięcy lub lat w nowe, miłe, niezobowiązujące
      związki.
      Ale mam też dwie przyjaciółki, z którymi mam kontakt od wielu, wielu lat.
      Spotykam się z nimi czasem bardzo często, a czasem wcale nie. Zdarzają nam się
      nawet półroczne przerwy. Ale to są takie osoby, na które mogę liczyć "w razie
      co" (z wzajemnością). I mogę im powiedzieć wszystko, gdybym chciała (nie zawsze
      chcę), bo wiem, że doradzą, ale nie obrażą się, jak z rad nie skorzystam i nie
      skrytykują mnie (za bardzo). Zawsze też mogę do nich pojechać, gdy mam kryzys i
      nawet parę dni pomieszkać, pożyczą mi kasy itp. To są miłe, spokojne, stabilne
      związki, w których darzymy się zaufaniem. O wiele spokojniejsze i mniej
      "borderlinerowskie" niż miłość :) Nie odczuwam tego jako ciężkiej pracy, choć
      oczywiście czasem pomoc im, kosztuje mnie parę wyrzeczeń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka