Dodaj do ulubionych

Jak wam zdiagnozowano BPD?

26.08.10, 17:23
Jak wam zdiagnozowano BPD? Robiono jakieś testy, bo czytałam gdzieś,
że nie ma testów. Czy jest to możliwe tylko w szpitalu na
obserwacji. I dlaczego mój psychiatra gdy go spytałam czy to mam
powiedział: że jeśli tak to i tak jedynym ratunkiem jest
psychoterapia więc wszystko jedno co to jest. I spytał żartobliwie
czy mi z tym źle?????? Chodzę na psychoterapię, ale jednak
chciałabym wiedzieć. Ostatnio znowu mój stan się pogorszył.
Najgorsze jest to, że mam ochotę robić wszystkie te złe rzeczy
znowu :-((( Dziś się tak czuję i wczoraj, że nie mogę miejsca
znaleźć. Objadłam się i zrobiłam inne rzeczy, których się wstydzę a
o których nie będę tu pisać a jest jeszcze gorzej.
Obserwuj wątek
    • aigala Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 26.08.10, 17:59
      no wiec ze mna bylo tak, ze najpierw trafilam do psychiatry z zupelnie inna
      dolegliwoscia. Nawet nie wiedzialam, ze istnieje cos takiego jak BPD. Psychiatra
      musial cos podejrzewac co do mojej rownowagi psych;) poniewaz zrobiono mi testy
      osobowosci, wykluczono choroby psychiczne a czy cos w tych testach wskazywalo na
      BPD to nie wiem niestety.

      A potem to juz z gorki, dostalam leki, bylo coraz gorzej az z myslam
      samobojczymi trafilam w bardzo ciezkiej depresji do psychiatryka... Takm nie
      wiem jak, nie wiem po czym i jakim cudem (no fakt, rozmawialalo ze mna wielu
      lekarzy, obserowowaly mnie rowniez na kazdym kroku pielegniarki-donosicielki;)
      stwierdzono to co stwierdzono. Gdy zobaczylam wypis ze szpitala to w sumie nie
      wiedzialam co ze soba zrobic. Tamtejszy psycholog tlumaczyl mi cos o tlumionej
      agresji, nieadekwatnym przezywaniu emocji, ble ble ble, i kazal koniecznie
      wrocic do mojego psychiatry i zaczac terapie. A na wypisie nie mam czystego BPD
      tylko cos w stylu "mieszane zab osobowosci z cechami osobowosci chwiejnej
      emocjonalnie". A no i zespol obsesyjno-kompulsyjny. A ze byl to szpital
      akademicki a lekarzem prowadzacym byl jeden z 3 najlepszych prof, to jakos nie
      przyszlo mi do glowy nie zgodzic sie z nim;) Zwlaszcza, gdy poczytalam o BPD, to
      poczulam taka ulge, ze w koncu zrozumialam, co niszczylo moje zycie, co nim
      kierowalo i ze moge w koncu sobie pomoc.

      Dziwne jest to, co piszesz. Jak lekarz psychiatra moze tak odpowiadac do swojego
      pacjenta? Skoro chcesz wiedziec czy to masz, to jesli on nie umie tego okreslic,
      powinien Cie wyslac gdzies, gdzie bedzie mozna to zbadac, chocby do
      psychiatryka, bo tam rzeczywiscie czlowiek nie jest w stanie sie kontrolowac 24h
      na dobe, lekarze i pielegniarki moga obserwowac nie dosc, ze zachowania w
      trakcie rozmow ale i interakcje z innymi pacjentami. Tak wiec chocbys bardzo nie
      chciala, to border i tak z Ciebie wylezie;) Zwlaszcza, ze to osobliwe miejsce...
      • darktran Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 26.08.10, 20:42
        Mylisz sie. Ja interesuje sie psychoanaliza stad wiem na 100% ze mam
        border a bylem w mlodosci 2 razy w psychiatryku z powodu napadow
        agresji i za kazdym razem po 3 tygodniach mnie wypuscili i napisali
        najpierw lekka fobia spoleczna a potem lekkie zaburzenie
        adaptacyjne. Leki na mnie nie dzialaly a oszukiwalem i mowilem ze
        dzialaja bo chcialem wyjsc stamtad bo bylem przymusowo. Podobnie jak
        chodzilem do psychologa to sie nic nie kapnal i powiedzial ze mam
        tylko lekkie problemy z emocjami. Jesli ktos sie podobnie jak ja
        interesuje psychoanaliza i zna siebie jako bordera to wie ze border
        latwo ukryc bo border to jest normalny dorosly mezczyzna + 2-letnie
        dziecko w srodku ze swoimi irracjonalnymi potrzebami bezwzglednej
        akceptacji. Ja podswiadomie zawsze wiedzialem ze cos we mnie siedzi
        od gdzies tak 12 roku zycia (od tego momentu zaczalem czuc sie
        odmienny od rowiesnikow) i ze mam wiele irracjonalnych mysli i
        potrzeb tylko ze je zawsze sprytnie maskowalem i mowilem co innego a
        myslalem co innego, klamstwo i dyssymulacje (udawanie zdrowego)
        mozna powiedziec mam niestety we krwi. Border to dorosly czlowiek +
        2 letnie dziecko. Jesli zagluszysz glos dziecka i wychwycisz jego
        irracjonalne przekonania to nikt ciebie nie zdola zdiagnozowac. Ja
        robilem te testy na bpd i chociaz emocje mi podpowiadaly zebym
        zaznaczal zgodnie z glosem 2-latka to jednak rozum mi podpowiedzial
        zebym sie nie wyglupial i wyszla z tego leciutka fobia spoleczna ;)
        Psychiatrzy twierdza ze border jest gorzej rozwiniety emocjonalnie
        od nerwicowca, heh to prawda poziom rozwoju ego jest na fazie
        separacji-indywiduacji i nawet nie osiagnal fazy edypalnej ale ja
        tak sprytnie w szpitalu ukrywalem swoje slabosci ze bylem bardziej
        zrownowazony emocjonalnie nie tylko od neurotykow ale nawet
        niektorych co byli tam w depresji ;) Czemu oszukuje lekarzy? Bo
        czlowiek z BPD jest uwazany przez nich czesto za potwora a ja
        potworem nie jestem i wbrew zajefajnemu stereotypowi wcale ludzi nie
        ranie a swoje slabosci ukrywam gleboko w sobie w czym tez znajomosc
        psychoanalizy zdecydowania pomaga. Gdybym sie dal zdiagnozowac jako
        border ciagneloby sie to mi do konca zycia a tam w tej placowce od
        razu patrzyliby na mnie wilkiem jak na potencjalnego wampira
        emocjonalnego i krolewicza dramatyste-terroryste ktory chce sie
        zabic a boi sie samemu isc do sklepu po zyletke ;) Nie widzi mi sie
        miec etykietke kogos kto rani bliskich (bo naprawde tego nie robie
        mimo bpd) wiec wole oszukac lekarzy i udac zdrowego.
        • andante.grazioso Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 26.08.10, 21:23
          Podpisuję się pod tym. Choć nie mam zdiagnozowanego bpd, nigdy nie byłam w szpitalu, ale to dokładnie tak jest. Bpd wyprowadzi w pole każdego psychiatrę. Bpd żyje w zupełnie innym wymiarze i odbiera na innych częstotliwościach, niż człowiek zdrowy. "widzi" każdego na wylot i wie co trzeba powiedzieć i jak. Tylko że poźniej w nim, wewnątrz i tak pozostaje konflikt, ktory z czasem narasta, potem wreszcie wybucha. Tak, zdecydowanie, bpd - to rozwoj emocjonalny na poziomie kilkulatka. Intelektualny na poziomie odpowiednim do swojego wieku, doświadczenia, wiedzy. Wszystko na to wskazuje, że aby byc szczęśliwym najważniejsza jest stabilność emocjonalna,nie wiedza, nie intelekt. To jak przekleństwo, taki bukiet.
          • aigala Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 27.08.10, 08:15
            a mnie krew zalewa slyszac "nie mam zdiagnozowanego BPD ale na 100% to mam". Bo
            co? Poczytaliscie o objawiach i WY, "interesujacy sie psychoanaliza", oczytani,
            tacy znajacy sie na rzeczy smiecie stawiac sobie diagnozy? Zlitujcie sie. Czasem
            zespol kilkunastu lekarzy ma watpliwosci a co dopiero wy, laicy zupelni, bo
            prosze zainteresowan nie myslic z wyksztalceniem i doswiadczeniem zawodowym.

            Nie bede dywagowac na temat tego, co ma cie a co nie, bo w najmniejszym stopniu
            nie mam do tego prawa, ale wiecie, to jest tak, ze nam sie cos wydaje a moze byc
            zupelnie inaczej. Moze glupi przyklad, ale ja z moim "oczytaniem" kilka
            ostatnich lat bylam pewna, ze mam cos w stylu neurotyka, mieszanka lekowca z
            panikowcem a ja bym to ladnie okreslila wg ksiazek fobia spoleczna. I co? Guzik,
            wszystko, co sie ze mna dzialo bylo wynikiem ciezkiej depresji, wzmacnianej
            borderem i jego odciananiem sie od ludzi. No ale przeciez "odcinam sie od ludzi,
            mam ataki paniki, gdy wiem, ze musze wyjsc z domu", to na pewno fobia spoleczna.
            A najciekawsze, ze gdy trafilam do szpitala, poczatkowo sadzono, ze moge miec
            osobowosc neurotyczna, potem zaczeto sie obracac wokol anankastycznej(!) a na
            koniec stanelo na BPD, po kilku tyg obserwacji.

            Moze glupi przyklad i malo zwiazany z BPD, ale blagam, ja przynajmniej nie mam
            czelnosci stawiac sobie diagnoz i wypisywac ich na forum publicznym, "bo objawy
            do mnie pasuja". Pomyslcie o tych ludziach, ktorzy zyja zamknieci w domu, nie
            maja odwagi pojsc do lekarza, bo naczytali sie na internecie o objawach roznych
            chorob i "skoro inni sobie po objawach mogli stwierdzic, ze maja BPD to ja tez
            pewnie to mam", czy sadzicie, ze wasze wypowiedzi wzmocnia ich w sprawdzeniu
            "diagnozy", w udaniu sie do psychiatry po pomoc? Nie sadze. Zwlaszcza znajac typ
            jakim jest borderowiec.

            Ps andante.grazioso napisała:
            Bpd wyprowadzi w pole każdego psychiatrę. Bpd
            > żyje w zupełnie innym wymiarze i odbiera na innych częstotliwościach, niż człow
            > iek zdrowy. "widzi" każdego na wylot i wie co trzeba powiedzieć i jak.

            Przepraszam, ale az cisnie mi sie na usta, zeby wyjasnic ci odczucie o ktorym tu
            piszesz. A moze poprostu napisze, ze to jedno z kolejnych zludzen, ktore
            ksztaltuje w borderowcach choroba... "Bo ja widze wiecej niz inni, oni patrza
            plytko, a ja dostrzegam pewna glebie, mam jakby dodatkowy zmysl, inni ludzie sa
            jakby ograniczeni a moj umysl jest wolny, nie zamkniety w ramach ograniczen".

            Mimo ponad poltora roku terapii nadal miewam to odczucie. Ale juz coraz
            rzadziej, moj umysl jakby "normalnial", uwalnial sie z tych pęt, ktore kiedys
            widzialam jak cos co mnie wyroznia, daje wladze a dzis wiem, ze to przeklenstwo...
            • andante.grazioso Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 27.08.10, 08:43
              > Ps andante.grazioso napisała:
              > Bpd wyprowadzi w pole każdego psychiatrę. Bpd
              > > żyje w zupełnie innym wymiarze i odbiera na innych częstotliwościach, niż
              człowiek zdrowy. "widzi" każdego na wylot i wie co trzeba powiedzieć i jak.
              >
              > Przepraszam, ale az cisnie mi sie na usta, zeby wyjasnic ci odczucie o ktorym
              tu piszesz. A moze poprostu napisze, ze to jedno z kolejnych zludzen, ktore
              ksztaltuje w borderowcach choroba... "Bo ja widze wiecej niz inni, oni patrza
              plytko, a ja dostrzegam pewna glebie, mam jakby dodatkowy zmysl, inni ludzie sa
              jakby ograniczeni a moj umysl jest wolny, nie zamkniety w ramach ograniczen".
              >
              > Mimo ponad poltora roku terapii nadal miewam to odczucie. Ale juz coraz
              rzadziej, moj umysl jakby "normalnial", uwalnial sie z tych pęt, ktore kiedys
              widzialam jak cos co mnie wyroznia, daje wladze a dzis wiem, ze to przeklenstwo


              Nie przepraszaj, napisałam dokładnie to samo. Z tą różnicą, że Tobie, aby dojść
              do tych wniosków potrzeba było półtora roku leczenia i pobyt w szpitalu, a ja
              sama do tego dochodziłam, latami, poprzez obserwację siebie i innych, i moich
              relacji z innymi ludźmi.
              • aigala Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 27.08.10, 10:41
                tylko widzisz, tobie jest z tym dobrze, wydaje ci sie to byc czym "fajnym",
                nieodzownym jako czesc twojej osobowosci, przyjemnym, cos z tego czerpiesz. A do
                tego, by dojrzec w tym chrobe, ktora cie wyniszcza jeszcze ci bardzo, bardzo
                daleko. O ile bez leczenia jest w ogole mozliwe dostrzezenie w tym jednego z
                elementow choroby, a osobowosci, co zdarza sie borderowcom.

                Ps Was z autorka watku rozni cos bardzo prostego. Wy jestescie tacy swietni w
                samodiagnozie. Ona sie w to nie bawi, ona pojmuje, ze jest chora i sama w zyciu
                z tego bagana nie wyjdzie, a to, ze komus udaje sie grac przed lekarzami to
                zasluga tylko i wylacznie choroby, "bo taki jestem przebiegly, tak ich
                przechytrzylem, to ja jestem gora a nie oni". Iamcrazy szuka drogi jak z tego
                wyjsc a nie umacniac sie w chorobie. I przestan pier* jaka jestes swietna w
                samodzielnym z niej wychodzeniu, bo czegos takiego nie ma! To tylko i wylacznie
                choroba w ktorej sie umacniasz kaze ci tak myslec. No ale ty bedzie oponowac,
                zaprzeczac, bo przeciez tak swietnie sobie sama dajesz rade, "zdrowiejesz" po
                tylu latach samoanalizy, wchodzenia wglab siebie itd...

                Powodzenia w dalszej walce, o ile mozna to tak w ogole nazwac. Tylko nie sakazuj
                innych na te same bledy i trwanie w chorobie, szerzac swoje "zabwienne" rady,
                tutaj trafiaja ludzie w naprawde wielkiej depresji, z myslami samobojczymi, nie
                wiedzacy co poczac ze swoim zyciem a wyjscie, ktore ty im podpowiadasz wola o
                litosc. Bo jak mozna osobom, ktore wymagaja stale opieki psychiatrycznej i
                psychologicznej radzic zagladanie w siebie, lata samoanalizy?! Gdybym sie
                zdecydowala na te twoje fanaberie juz by mnie nie bylo wsrod zywych. zaczelabym
                analizowac, o tak, a w miedzyczasie z podcietymi zylami i kilkoma opakowaniami
                xanaxu lezalabym w kostnicy, bo te analizy tylko utwierdzilyby mnie w tym jakie
                moje zycie jest denne, jak sama siebie nienawidze, jak nienawidze wszystkiego i
                wszystkich z wzajemnoscia.

                Tak ze wiecej pokory w wypowiedziach
                • aigala Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 27.08.10, 10:42
                  *O ile bez leczenia jest w ogole mozliwe dostrzezenie w tym jednego z
                  elementow choroby, a nie osobowosci, co zdarza sie borderowcom.
                • andante.grazioso Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 28.08.10, 00:23
                  aigala napisała:

                  >
                  > Tak ze wiecej pokory w wypowiedziach

                  Myslę, że powinnaś to odnieść do siebie.

                  Zupełnie nie rozumiem, skąd wywnioskowałaś, że jestem z tego dumna? Że jest mi z tym dobrze i że wydaje mi się to czymś fajnym? czytac ze zrozumieniem nie potrafisz, czy nie chcesz?
                  "tylko widzisz, tobie jest z tym dobrze, wydaje ci sie to byc czym "fajnym","
                  Sens mojej wypowiedzi był taki, że dopóki się nie jest świadomym tych róznic w porownaniu ze zdrowym człowiekiem, to odbiera się to jako coś lepszego, ale jak się zrozumie w czym rzecz, to wtedy się wie , że to przekleństwo, że to choroba.
                  Kolejna sprawa, gdzie ja napisałam że jaka świetna w wychodzeniu choroby? I kolejny wniosek, że przez takie myslenie umacniam się w chorobie..? Czytasz, rozumiesz co czytasz, czy wyrażasz po prostu jakies kosmiczne opinie i snujesz wnioski oderwane od treści czytanego tekstu? Psychiatra nie pomógł? No to zrozum, że nikt ci nie pomoże, dopóki nie uświadomisz SAMA sobie, co się z Tobą dzieje i w czym ma swoje źródło.

                  A dalej, skąd wnioski, że tylko Ty masz myśli samobójcze? Skąd wnioski że nie podejmowałam prób samobójczych, nie okaleczałam się?
                  Chcesz byc lepsza ode mnie? Chcesz się ścigać, kto więcej przeszedł i więcej krzywdy sobie wyrządził?
                  To złe myślenie. Zmień psychiatrę, bo Ci wcale nie pomaga, jak widać po Twoich wypowiedziach. Bo tu nie ma czym się szczycić, szczycisz się tym, że jesteś bardziej chora i nieszczęśliwa, niż ja. Gratuluje "postępów" w terapii w takim razie.

                  • aigala Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 28.08.10, 01:00
                    mozesz zacytowac moja wypowiedz w ktorej ujelam, ze tylko ja miewam mysli
                    samobojcze? Bo jakos nie moge jej odnalezc...

                    Zacznijmy od pocztku. Autorka watku zapytala JAK NAM ZDIAGNOZOWANO BPD. Zaczely
                    wypowiadac sie osoby, ktore choroby jako takiej zdiagnozowanej nie maja, co
                    ciekawe, podejrzewajac ja u siebie, oszukuja psychiatrow.
                    Litosci, udzielajcie sie w watkach ku temu przeznaczonych, bo rozmowa zupelnie
                    odbiegla od tematu
                    • andante.grazioso Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 28.08.10, 02:53
                      aigala napisała:

                      > mozesz zacytowac moja wypowiedz w ktorej ujelam, ze tylko ja miewam mysli
                      > samobojcze? Bo jakos nie moge jej odnalezc...

                      Wymowa byla taka, tego co powiedziałaś, że tutaj trafiają ludzie wyjątkowo
                      pokrzywdzenie ( w tym, rozumiem, Ty)? I tekst, , że a wy tutaj proponujecie
                      jakąś samoanalizę co jest bzdurą itp.
                      Sens odczytałam tak, że ci, co proponuja samoanalizę (fakt, że nie każdego na to
                      stać. Np moja matka ani nie da się zdiagnozowac przez psychoiatrę, ani nie
                      rozumie, że spieprzyła zycie nie tylko sobie, ale i wszystkim swoim
                      najbliższym), to sa ci co im sie tylko wydaje, że mają bpd, a ci co dali się
                      zdiagnozować - to są więcej "warci", bo NA PEWNO maja bpd. Taka smieszna, i nic
                      nie warta "rewalizacja". Kto bardziej chory, czy kto bardziej uświadomiony.

                      >
                      > Zacznijmy od pocztku. Autorka watku zapytala JAK NAM ZDIAGNOZOWANO BPD. Zaczely
                      > wypowiadac sie osoby, ktore choroby jako takiej zdiagnozowanej nie maja, co
                      > ciekawe, podejrzewajac ja u siebie, oszukuja psychiatrow.

                      Oszukiwanie psychiatrów nie polega na oszukiwaniu wprost. (to też, oznaka
                      choroby). Border, generalnie, ma podwojna osobowość. To sa te sinusoidy. Raz
                      jest wybitnie szczerym i dobrym i otwartym czlowiek, a raz, kompletnym
                      przeciwieństwem tego obrazu. Jest, jak pisałaś, nienawidzącym przede wszystkim
                      siebie oraz innych.
                      Na czym to polega? Powiem o sobie i ze swojego punktu widzenia.
                      Na przyklad w pracy. ja wiem, że coś ze mną jest nie tak. Bo jest nie tak, i to
                      fakt. Znaczy w tzw. średniej się nie mieszczę. Wchodzę do nowej pracy, jestem
                      mila, uprzejma, uczynna, pomocna wesola, towarzyska itp. Bo wiem, że ci ludzie
                      nic mi nie zrobili, sa również mili, jest fajnie i ogolnie raj na ziemi. Oni
                      widzą jaka jestem miła i fajna (!), , i na przyklad występuję sytuacja - zrób za
                      mnie coś - ok, zastąp mnie - ok. Mówię tak , bo to faktycznie nie koliduje z
                      jakimis moimi planami. Ktos prosi - nie ma sprawy, zrobie to, bo co mi szkodzi.
                      Jesli sytuacja coraz częściej sie powtarza ze strony współpracowników,
                      to...dalej się zgadzam, ale juz zaczynam zastanawiać się, że halo, no co? czy
                      każdy i zawsze ma mnie tak wykorzystywać. ale nic protestuję, dalej się zgadzam,
                      o ile to nie koliduje wprost z jakimiś moimi planami. Po jakimś czasie wszyscy
                      stwierdzają (bo to ja im daje taki powod swoim zachowaniem, tak naprawdę), że ja
                      jestem takie ciele, co na wszystko się zgodzi, wszystko zaakceptuje itp. Tracą
                      wyczucie w związku z tym. A u mnie caly czas mysli, jak długo będą mnie
                      wykorzystywać. Choć oni w tym czasie sytuację traktuja jako normalną. Nakręcam
                      się wewnętrznie coraz bardziej. Az wreszcie wybucham. I to juz nie jest normalna
                      reakcja, tylko totalna jazda. to jest to, co ja dawno bym zauwazyła, że np. raz
                      kogos poproszę o pomoc, dwa , trzy, ale wreszcie wyczuję moment, kiedy nie można
                      przegiąć w stosunku do innej osoby. Ale oni, prosząc mnie o pomoc, nie czują
                      tego momentu, kiedy mam dość, bo ja tego nie okazuję. Mowię, ok, nie sprawy.
                      Choć w środku po jakimś czasie tych ciąglych próśb zaczyna się we mnie gotować.
                      Bo myslę tak, że obowiązuje zasada wzajemności, ja nie potrafię powiedzieć komuś
                      "stop", nie zwracaj się do mnie z takimi prosbami. To jest brak asertywności, a
                      to wynika z niskiego poczucia wlasnej wartości.
                      Rozgadałam się niepotrzebnie. Staram się tylko wyjasnić na jednym z przykladów
                      własnym zachowań. Kiedy ja czuję się w pewnym momencie wykorzystywana, to w
                      mojej glowie wszystko buzuje, ja pamietam , kto i ile razy prosil mnie o pomoc,
                      ale nigdy się nie odwdzięczył. Malo tego, kiedy to ja prosilam o pomoc (a bardzo
                      rzadko to robię), to mnie zlewano.
                      Oni, ci poroszący mnie o pomoc, widzą to zupelnie inaczej. Proszą, ja się
                      zgadzam, więc dla nich nie ma problemu. I dalej proszą, bo ja dalej się zgadzam.
                      Tymczasem ja swoje myślę... że jak długo mozna wykorzystywać czlowieka.
                      I to nie jest tak, że ja w tym momencie, kłamię, że dla mnie to nie problem, by
                      kogos zastąpić. Zawsze to jest jakis problem, ale ja, zgadzając się, idę na
                      pewne ustępstwo...bo przeciez ten , ta, na pewno maja cos ważnego do
                      zalatwienia, więc co mi szkodzi by przejąć ich obowiązki.
                      Ale póxniej, kiedy w moim mniemaniu, miarka się przebiera, ja wybucham. I wtedy
                      nie liczę się ze slowami. Oni naraz głupieją, no bo jak to, do tej pory to byl
                      potulny baranek, a nagle coś jej sie nie podoba?
                      I nie dziwię im się. Bo mnie si wydaje , ze moje mysli rozumieją wszyscy, że
                      wszyscy mają ta samą wrażliwość i wyczucie, a tu zonk! Oni odbierają mnie wedlug
                      moich zachowan, a nie moich myśli, ktorych nie wypowiedziałam!

                      I to jest tylko jeden z przykładów, pierwszy z brzegu. Najlżejszy.

                      A w ogole, borderzy nie są kłamcami, jak ktoś tu sugerowal. Border za dużo i za
                      szybko czuje i myśli, a za malo mowi, dlatego jest niezrozumiały dla otoczenia.

                      • aigala Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 28.08.10, 10:17
                        Hmmm, no widzisz, gdy mowisz, co czujesz naprawde, a nie negujesz cudze
                        wypowiedzi mowiac "nie masz racji" od razu Twoje wypowiedzi brzmia inaczej, choc
                        nie do konca umiem sie z nimi zgodzic. Ale Ty masz swoje zdanie a ja swoje,
                        wolny kraj.

                        Mowiac o ciezkich przypadkach trafiajacych na forum mialam na mysli poprostu
                        "ludzi w trudnej sytuacji, ktorzy tu trafiaja", poprstu, nie doszukuj sie w tym
                        drugiego dna. Nie mialam na mysli nikogo konkretnego, ani Ciebie, ani mnie, ani
                        autorki watku. Poprostu pamietam w jak trudnym stanie bylam ja, gdy znalazlam to
                        forum i tak sobie pomyslalam, ze niektore wypowiedzi moga bardziej takim ludziom
                        zaszkodzic niz pomoc. Poprostu. Bo boli mnie, gdy na tym forum szerza sie porady
                        typu "pracuj nad soba, panuj nad emocjami, po latach to minie". Wiem, ze nalezy
                        udac sie do lekarza i kropka. Nie musisz sie zgadzac z moim zdaniem, ale nie
                        neguj go prosze, bo mozesz nie miec racji. Ani Ty ani ja nie jestesmy lekarzami,
                        kompetencji nie posiadamy zadnych, o ile bycie chorym uprawnia do jakichkolwiek
                        wypowiedzi w tym temacie.

                        Nie chcialam Cie urazic, mam wrazenie, ze nie tak odczytalas niektore moje
                        wypowiedzi, coz, choroba przeslania nam takze intencje ludzi ukryte w ich
                        wypowiedziach, zachowaniach...
              • annarchia hmm... 28.08.10, 14:18
                andante.grazioso napisała:


                > Z tą różnicą, że Tobie, aby dojść do tych wniosków potrzeba było
                > półtora roku leczenia i pobyt w szpitalu, a ja sama do tego
                > dochodziłam, latami, poprzez obserwację siebie i innych, i moich
                > relacji z innymi ludźmi.

                Nie widzisz w tej wypowiedzi pogardy dla aigali?
                Skąd ona?

                Co do tego, że SAMA.
                Po pierwsze człowiek samego siebie w dużym stopniu nie widzi. Bo nawet jakby się
                mocno wysilić i się zdystansować, spróbować popatrzeć na siebie "z boku" (fajny
                paradoks), to zawsze będzie się oglądać siebie przez swój filtr, zaburzenie,
                zniekształcenie, jak zwał. I nie dostrzeże się wszystkiego. Na przykład tego, że
                chociaż w swoim poczuciu robi się wszystko, aby się zmienić i wyzdrowieć, to tak
                naprawdę jest wprost odwrotnie. Nie widzi się często, że ze swoich objawów
                czerpie się ogromne tzw. "korzyści". Tego, że w wypowiedziach i tonie głosu
                trąci poczuciem wyższości i pogardą do innych. Tego, że czasem samemu
                podświadomie dąży się do wywołania złości u innych (aby potem móc usprawiedliwić
                swój wybuch agresji, która wreszcie znajdzie ujście) albo wywoływania w kimś
                poczucia niższości, np. mówiąc (osobie, która korzysta z terapii) "różni nas to,
                że ty potrzebowałaś terapii i szpitala, a ja sama do tego dochodziłam", w
                podtekście: "ja sama sobie poradziłam - ty nie". Oprócz powierzchownego
                stwierdzenia, że nienawidzi się ludzi i gardzi innymi - umieć zastanowić się,
                czemu to służy na głębszym poziomie, od jakich emocji i lęków się ucieka i
                dlaczego się ucieka. Nie zawsze to u siebie wyhaczamy, nie zawsze chcemy.
                Niektóre schematy, mechanizmy, jest w stanie ukazać tylko i wyłącznie drugi
                człowiek, który de facto patrzy z boku. Np. terapeuta, który w dużym stopniu
                przepracował własne problemy i osobowość, który może popatrzeć bardziej
                obiektywnie niż matka czy mąż i nie ulegnie tym mechanizmom jak inni ludzie,
                tylko je pokaże.

                I tu po drugie: aby zdobyć się na poproszenie o pomoc drugiego człowieka to
                trzeba trochę zejść z poczucia wyższości, uznać, że nie jest się najmądrzejszym
                w swojej sprawie, nie wie się "najlepiej" i mieć zdolność do rozważenia za
                wartościowe to, co uważa druga osoba. I potrafić poddać to szczerej refleksji,
                zamiast automatycznie szykować materiał do ataku lub dewaluowania :)
                • aigala Re: hmm... 28.08.10, 14:32
                  annarchia napisała:

                  > andante.grazioso napisała:
                  >
                  >
                  > > Z tą różnicą, że Tobie, aby dojść do tych wniosków potrzeba było
                  > > półtora roku leczenia i pobyt w szpitalu, a ja sama do tego
                  > > dochodziłam, latami, poprzez obserwację siebie i innych, i moich
                  > > relacji z innymi ludźmi.
                  >
                  > Nie widzisz w tej wypowiedzi pogardy dla aigali?
                  > Skąd ona?

                  No wlasnie odczulam delikatny atak na moja osobe (moje wypowiedzi), ale nie
                  bylam pewna czy to moje "chore" wrazenie czy tez jest tak w rzeczywistosci;)

                  Uwielbiam annarchia, Twoj glos rozsadku, widzisz, chyba niedostatecznie ubralam
                  w slowa to, co chcialam przekazac mojej poprzedniczce. Na szczescie Ty zabralas
                  glos i chyba dostatecznie duzo zostalo juz powiedziane na ten temat, ktory tak
                  naprawde w ogole nie pasuje do tego o co chodzilo autorce watku;)
                • andante.grazioso Re: hmm... 28.08.10, 17:29
                  annarchia napisała:


                  > Nie widzisz w tej wypowiedzi pogardy dla aigali?
                  > Skąd ona?

                  No widzisz, tak to jest jak border z borderem rozmawia...
                  Wkłada w wypowiedziane slowa inny sens, taki, ktory mu bliższy lub wygodny. A przeciez w moich slowach nie bylo pogardy, nawet przez myśl mi to nie przeszło. Byl raczej żal, że dopiero po przejściu pewnej ścieżki samoanalizy odważylam się pójść do psychiatry, po raz pierwszy w życiu!!!



                  >
                  > Co do tego, że SAMA.
                  > Po pierwsze człowiek samego siebie w dużym stopniu nie widzi. Bo nawet jakby si
                  > ę
                  > mocno wysilić i się zdystansować,

                  Widziśz, może w niektorych przypadkach tak jest, ale nie w moim. Ja doskonale widzę siebie "z boku". Wiesz dlaczego? Bo mam taką samą matkę. Patrzę na nią, patrzę na siebie i szlag mnie trafia, że jestem prawie taka sama jak ona. Prawie. Bo ja wiem, że mam nasr... we lbie, a ona pojęcia o tym nie ma i uważa się za chodzącą doskonałość. Poza tym , wszystko się zgadza - jesteśmy jednakowe.
                  I nienawidzę siebie za to, bo najbardziej bałam się w życiu, by byc podobną do niej, w tych odzywkach, reakcjach, zachowaniu. Brzydzę sie tym! Nie chce być taka jak ona. a mimo wszystko jestem, bo to wyłazi, to skurwysyństwo w najbardziej niedpowiednim momencie. Można sobie mówić, że źle reagujesz, nieadekwatnie itp. i rozumieć to. Ale dopiero po fakcie to uświadamiasz. Analizujesz, powtarzasz sobie, nigdy więcej. Mija jakiś czas, to następnej jakiejś sytuacji z ktoreą sobie nie radzę, i znów - chore odruchy, chora reakcja. Do tego stopnia, że coś mówię, robię i dokladnie w tym momencie widzę swoją matkę, wiem że to jej zachowania, jej odruchy - nie moje, ja tego nie chcę! To tak jakby ona siedziała we mnie. To jest koszmar. Ja niby rozumiem glową, ale odruchy i zachowania sa silniejsze ode mnie.

                  Nie widzi się często, że ze swoich objawów
                  > czerpie się ogromne tzw. "korzyści". Tego, że w wypowiedziach i tonie głosu
                  > trąci poczuciem wyższości i pogardą do innych. Tego, że czasem samemu
                  > podświadomie dąży się do wywołania złości u innych (aby potem móc usprawiedliwi
                  > ć
                  > swój wybuch agresji, która wreszcie znajdzie ujście) albo wywoływania w kimś
                  > poczucia niższości,

                  Ależ widzi się, widzi!!! I się nienawidzi tego, jak siebie samego. Własnie za to!



                  • annarchia Re: hmm... 28.08.10, 20:14
                    andante.grazioso napisała:

                    > No widzisz, tak to jest jak border z borderem rozmawia...
                    > Wkłada w wypowiedziane slowa inny sens, taki, ktory mu bliższy lub wygodny.

                    Nie zastanawia Cię, że dwie osoby podobnie odebrały Twoją wypowiedź?

                    > A przeciez w moich slowach nie bylo pogardy, nawet przez myśl mi
                    > to nie przeszło.

                    Nie chodziło mi o to, co Ty ŚWIADOMIE myślisz i czujesz, ale o to, jaki wydźwięk
                    mają Twoje wypowiedzi. Świadomie to można czuć całą pulę emocji i mieć różne
                    intencje i cele, ale nieświadomie można wyrażać coś innego, nawet odwrotnego.


                    > Widziśz, może w niektorych przypadkach tak jest, ale nie w moim.
                    > Ja doskonale widzę siebie "z boku".

                    No tak, bo Twoja psychika zapewne rządzi się kompletnie innymi prawami niż
                    psychika innych ludzi. Wyższościowe to. Nawet mistycy i doświadczeni
                    psychoanalitycy nie znają siebie do końca, nie dostrzegają u siebie wszystkiego.
                    Tyle, że mają tego świadomość.

                    > Wiesz dlaczego? Bo mam taką samą matkę.

                    Nic dziwnego, że bardzo podobną, w końcu to ją od dziecka obserwowałaś. Ale nie
                    taką samą. Ty nie jesteś swoją matką. Mimo całej puli podobieństw i przejętych
                    od niej schematów masz odrębną psychikę od matki. Jej psychika jest jej, a Twoja
                    to Twoja.


                    > Analizujesz, powtarzasz sobie, nigdy więcej

                    Ale to nie jest żadna praca nad sobą. Zmiana nie polega na obiecywaniu sobie
                    "Nigdy więcej", "Nie chcę być taka, jak ona" oraz na karaniu siebie za to, jak
                    się nie udaje.

                    > mówię, robię i dokladnie w tym momencie widzę swoją matkę, wiem że to jej zach
                    > owania, jej odruchy - nie moje

                    Tu i teraz, niezależnie od Twoich życzeń i wstrętu do matki, są to TWOJE
                    zachowania i TWOJE odruchy. Tak, nabyte w ogromnym stopniu po matce. Ale jeśli
                    nie przyjmiesz ich (nie mylić z akceptacją) jako swoje to praktycznie pozbawisz
                    się szansy ich zmiany. Będziesz miała za to świetną wymówkę, aby siebie nie
                    zmieniać - przecież to "matka siedzi" w mojej głowie, to nie moje odruchy, niech
                    "to coś obcego" sobie idzie z moje głowy. Ale iluzja.

                    > odruchy i zachowania sa silniejsze ode mnie

                    Powiedz jakim cudem w TOBIE, w TWOJEJ psychice może być coś silniejszego od...
                    Ciebie samej? Przecież to nielogiczne. Cokolwiek w Tobie jest potwornie silne,
                    niechciane, nabyte, trudne do kontroli, nieuświadomione - to jesteś TY. Nie ma w
                    Tobie nic silniejszego od Ciebie samej.

                    > Ależ widzi się, widzi!!! I się nienawidzi tego, jak siebie samego.

                    A co się z tym robi?
                    Od samego "widzenia" te mechanizmy nie zanikną. Od nienawiści do siebie za nie -
                    także nie. Od pogrążania się w niechęci do siebie "jaka to ja jestem podobna do
                    matki", "jakie ja mam ohydne mechanizmy", "jaka jestem zła" - również nie.
                    Skupianie emocji na sobie i pogrążanie się w nich to narcyzm.
                    • andante.grazioso Re: hmm... 28.08.10, 20:50
                      annarchia napisała:

                      > andante.grazioso napisała:
                      >
                      > > No widzisz, tak to jest jak border z borderem rozmawia...
                      > > Wkłada w wypowiedziane slowa inny sens, taki, ktory mu bliższy lub wygodn
                      > y.
                      >
                      > Nie zastanawia Cię, że dwie osoby podobnie odebrały Twoją wypowiedź?


                      Nie, nie zastanawia. Bo może byc tak, że trzy osoby sie ze mną zgodzily, ale nie wypowiedzialy tego na forum. Może być tak? Może.
                      Inna sprawa, że wiem w jaki sposób wypowiadam się. Chaotyczny. Niewiele ludzi mnie rozumie. Bo "połykam" częśc swoich myśli, i tylko część wypowiadam, uzewnętrzniam. I to jest mój problem.
                      Ja oczekuje (chorobliwie), że to co pomyślałam - nie wypowiedziałam, jest zrozumiałe dla innych. Ale nie jest! Bo niby jak ktoś ma wiedzieć, co ja myslę?
                      Trudny temat, ale walczę z tym. W sensie - ze soba walczę, aby zmienić sposób wypowiadania się.



                      > Nie chodziło mi o to, co Ty ŚWIADOMIE myślisz i czujesz, ale o to, jaki wydźwięk mają Twoje wypowiedzi.

                      jw. dużo myślę, mało mówię. dlatego wydźwięk jest jaki jest. Jestem nieczytelna dla otoczenia.
                      >
                      > No tak, bo Twoja psychika zapewne rządzi się kompletnie innymi prawami niż psychika innych ludzi.


                      Nic takiego nie powiedziałam.
                      Czy mam to odbierać jako atak z Twojej strony?



                      >
                      > Nic dziwnego, że bardzo podobną, w końcu to ją od dziecka obserwowałaś. Ale nie
                      > taką samą. Ty nie jesteś swoją matką. Mimo całej puli podobieństw i przejętych
                      > od niej schematów masz odrębną psychikę od matki. Jej psychika jest jej, a Twoj
                      > a
                      > to Twoja.
                      >
                      >
                      > > Analizujesz, powtarzasz sobie, nigdy więcej
                      >
                      > Ale to nie jest żadna praca nad sobą. Zmiana nie polega na obiecywaniu sobie
                      > "Nigdy więcej", "Nie chcę być taka, jak ona" oraz na karaniu siebie za to, jak
                      > się nie udaje.


                      Oczywiście , że nie.
                      Przeszłam juz rózne etapy. Od znęcania się nad sobą, nie wiedząc dla czego. Bo bylo mi ze sobą źle. Poprzez szukanie źródeł takich zachowań. Poprzez cierpienie z powodu matki. Poprzez zauważenia i uswiadomiea w sobie zachowań i reakcji matki, a z do zrozumienia, że ja to nie matka. I mam w gdzieś matkę. Wystarczyło sie od niej odciąć,aby poczuć siebie. Kim chce być, jaką chce być, a jaką nie chcę być.
                      I dopiero teraz rozpoczyna się tak naprawdę praca nad sobą.


                      >
                      Będziesz miała za to świetną wymówkę, aby siebie nie
                      > zmieniać - przecież to "matka siedzi" w mojej głowie, to nie moje odruchy, niec

                      Jestem juz daleko poza etapem obwiniania swojej matki. Nie szukam wymowek, dlatego poszłam wreszcie do lekarza. Bo ona mnie nie obchodzi. Mnie interesuje ja sama, moj stan, i sposb w jaki mogłabym sobie pomóc.


                      > Powiedz jakim cudem w TOBIE, w TWOJEJ psychice może być coś silniejszego od...

                      To proste. Odruchy. Zostalam nauczona przez matke takich, a nie innych reakcji. Inaczej nie potrafię. Nie umiem. znam/znałam tylko jej sposób postrzegania i jej reakcje. Teraz ucze się życia na nowo. Odkrywam siebie. Uczę się siebie, uczę się tego, co normalnie wiedzą 10 letnie dzieci. A ja mam 30 lat. Trochę za późno, ale zawsze...


                • canoine Re: hmm... 29.08.10, 08:37
                  annarchia napisała:

                  > andante.grazioso napisała:
                  >
                  >
                  > > Z tą różnicą, że Tobie, aby dojść do tych wniosków potrzeba było
                  > > półtora roku leczenia i pobyt w szpitalu, a ja sama do tego
                  > > dochodziłam, latami, poprzez obserwację siebie i innych, i moich
                  > > relacji z innymi ludźmi.
                  >
                  > Nie widzisz w tej wypowiedzi pogardy dla aigali?

                  Gdyby mnie ktoś spytał o zdanie - to ja nie widzę. Widzę ukazanie różnicy w
                  drogach dochodzenia do pewnej wiedzy o sobie. Koniec. W ogóle mam wrażenie, że
                  nie kłócicie się tu o żadne fakty, a jedynie o własne ich interpretacje. Tak
                  patrząc z boku mi to wygląda. I nie wiem czemu ma służyć.
                  • aigala Re: hmm... 29.08.10, 08:53
                    nie ma czegos takiego, jak "przygladnaie sie sobie z boku, z dystansem",
                    wypracowanie samodzielne wiedzy o sobie, swoich mechanizmach. Jesli rzeczywsicie
                    masz borderline(czego tak naprawde nikt kompetentny nie stwierdzil) twoje wywody
                    to tylko czesc choroby, zrozum to dziewczyno. Mozesz miec swoje zdanie na temat
                    choroby, mozesz miec swoje chorobowe interpretacje, ale wmawiaj ludziom, ze
                    borderowiec umialbym pracowac sam nad soba, choroba poprostu to wyklucza. Moze
                    wroc do ICD lub DSM i jeszcze raz poczytaj o mech obronnych, przeczytaj kilka
                    ksiazek, choc widzac twoj upor jakos nie wierze, abys mogla zrozumiec, ktore z
                    wypowiedzinych przez ciebie slow maja znamiona choroby.

                    Nie ma juz sil zabierac zdania w tej dyskusji, poniewaz jest ona bez sensu,
                    zboczyla na zupelnie nie tak wytyczone przez zalozycielke watku toru, nikomu nic
                    nie dala, chociaz moze... Moze choc kilka osob dostrzeze perfidie z jaka dziala
                    choroba u bordera, ktory bez odpowiedniecg leczenia zyje w swiecie iluzji co do
                    swego stanu.
                    Kropka.
                    • canoine Re: hmm... 29.08.10, 08:58
                      Przepraszam, ale powyższe to do mnie piszesz?
                      Bo ja żadnych wywodów tutaj nie snułam, niczego nie mam ambicji nikomu
                      udowadniać. Mam natomiast wrażenie, że trochę się zapędziłaś w obronie swojej li
                      i jedynie słusznej racji, że gubisz się już w tym przed kim się bronisz, a kogo
                      atakujesz i po co.
                      Może faktycznie odpocznij, weź dwa głębokie wdechy, bo to kruszenie kopii o
                      wzajemne interpretacje rzeczywiście nie wydaje się mieć sensu.

                      Pozdrawiam.
        • annarchia Brawo! 28.08.10, 14:58
          darktran napisał:


          > Jesli ktos sie podobnie jak ja
          > interesuje psychoanaliza i zna siebie

          Z Twoich wypowiedzi można wyciągnąć wnioski, że siebie znasz bardzo
          powierzchownie. Być może jesteś oczytany, może potrafisz w nocy o północy
          wyrecytować kryteria ICD i dzieła Freuda oraz znać teoretycznie mechanizmy i
          źródła borderline, ale z (po)znaniem siebie samego nie ma to nic wspólnego.


          > dyssymulacje (udawanie zdrowego)
          > poziom rozwoju ego jest na fazie
          > separacji-indywiduacji i nawet nie osiagnal fazy edypalnej

          A od poznawania siebie uciekasz m.in. w ostre intelektualizowanie... ;)


          > 2 letnie dziecko. Jesli zagluszysz glos dziecka i wychwycisz jego
          > irracjonalne przekonania to nikt ciebie nie zdola zdiagnozowac.

          Nie pochlebiaj tak sobie. Kompetentny terapeuta-psychiatra nie diagnozuje na
          podstawie samych testów. Może trafiłeś na kiepskie osoby i tylko na tej
          podstawie czujesz się taki nierozgryzalny-wyjątkowy. Ale uwierz - są
          doświadczeni lekarze, którzy nie nabierają się na ściemnianie w testach i
          robienie wrażenia. A jak się lekarz nabiera to znaczy, że kiepski jest, a
          oszukanie kogoś kiepskiego nie jest jakimś wielkim osiągnięciem, heh...


          > zebym sie nie wyglupial i wyszla z tego leciutka fobia spoleczna
          > ;) (...) tak sprytnie w szpitalu ukrywalem swoje slabosci

          Ojejku, jaki ja jestem sprytny, przebiegły, cwany i... w głupawy sposób
          szkodzący przede wszystkim samemu sobie :P
          (bo przecież lekarze w dupie mają to, co Ty robisz ze swoim życiem)


          > a swoje slabosci ukrywam gleboko w sobie w czym tez znajomosc
          > psychoanalizy zdecydowania pomaga

          Czyli wykorzystujesz psychoanalizę nie jako metodę samopoznania, zmiany siebie,
          ale jako tarczę przed zmianą siebie, czyli wyleczeniem.



          > Nie widzi mi sie miec etykietke kogos kto rani bliskich (bo
          > naprawde tego nie robie, (...) wbrew zajefajnemu stereotypowi
          > wcale ludzi nie ranie

          Nie, nikogo nie ranisz, Ty jesteś święty, jesteś z pewnością aniołem na tej
          Ziemi, niezdolnym do zadawania ran. Ludzi z Twojej strony zapewne spotykają same
          błogosławieństwa. Możliwości ranienia siebie pewnie nie przyjmiesz do siebie, bo
          Twój obraz za bardzo by na tym ucierpiał.

          Wiesz co, poziom narcyzmu i potrzeba górowania nad innymi wydaje się być u
          Ciebie tak duży, że mógłbyś zrobić chociaż jedną racjonalną rzecz wśród tej kupy
          irracjonalności, choć jedną altruistyczną: wypisz się od psychiatry, terapeuty,
          z palcówki leczniczej, aby zrobić miejsca osobom, które naprawdę cierpią i chcą
          zmiany.
          • annarchia Re: Brawo! poprawka 28.08.10, 15:07
            > błogosławieństwa. Możliwości ranienia siebie pewnie nie przyjmiesz

            Miało być "ranienia innych".

            Choć pomyłka nie była chyba całkiem z powietrza, bo swoją postawą wobec leczenia
            ranisz najmocniej siebie.
    • canoine Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 29.08.10, 08:21
      No więc najpierw zdiagnozowano mi F.20 (schizo). Do dziś nie wiem dlaczego,
      lekarka tłumaczyła, że coś musiała wpisać, by uzasadnić przepisywanie mi leków
      p.psychotycznych, które uznała za stosowne. OK. niech będzie. Potem zmieniła na
      CHAD, mówiąc coś o zmienności, epizodach depresyjnych itd. Moim rodzicom
      natomiast opowiedziała o zaburzeniach adaptacyjnych. Potem była inna - co
      trzymała się tego CHADu od poprzedniej, ale bez przekonania i proponowała mi
      wycieczkę do Krakowa na 7F na pół roku i wytrzeźwienie (mam tendencje do leko- i
      narkomanii). Potem wylądowałam w szpitalu, zaciągnięta przez znajomą, by tam do
      końca wytrzeźwieć, ochłonąć i dać się zdiagnozować. Tam mi po 6 tygodniach
      wpisali cyklotymię z zastrzeżeniem, że ni cholery nie wiedzą o co mi chodzi, ale
      "coś musieli wpisać" i bym się nie przywiązywała zanadto do tej diagnozy. Po
      czym mnie skierowano na terapię na oddziale dziennym. Tam mnie skreślili z góry
      jako tą, co nie będzie chciała współpracować (o czym poinformowali jak
      rezygnowałam po 2 miesiącach), ale przykleili do jakiejś grupy, która nijak nie
      odpowiadała moim potrzebom i problemom. Do grupy psychotyków ściślej rzecz
      biorąc. Pasowałam tam jak wół do karety i byłam jedynym ufoludkiem, który
      reagował autoagresją w postaci okaleczania się i nadużywania substancji, był tak
      nieprzewidywalnie zmienny emocjonalnie i zjeżony na wszystkich, co się chcieli
      nieco zbliżyć. Więc się mnie grupa trochę bała :) Do dziś mam wrażenie, że z
      ulgą się mnie stamtąd pozbyli jak zrezygnowałam sama przed czasem i wypisali mi
      wtedy "typ osobowości zaburzonej" przebąkując coś o borderlinie i o fajnym
      ośrodku w Krakowie oraz "nadużywanie substancji szkodliwych" z drogowskazem do
      poradni AN. W której to poradni byłam 2 razy i na tym się skończyło, więc nawet
      nie wiem czy mi tam coś wpisali. Ostatnią moją etykietką były "zaburzenia
      lękowe" jakieś tam, ale to na potrzeby wypisania mi leku p.lękowego, co bym
      sobie mogła lepiej poradzić w trudnych okresach terapii, bo poza tym leków nie
      biorę od lat prawie 4 i z psychiatrami przestałam się też regularnie widywać.
      No mniej więcej tak to wyglądało :]
      • the-crawl Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 31.08.10, 10:45
        początkowo psycholog, z którym pracowałam w terapii indywidualnej
        wspomagajacej zdiagnozował mi zaburzenia depresyjno lękowe mieszane,
        taką diagnozę postawiono mi też gdy miałam 19 lat na oddziale nerwic,
        potem na oddziale psychiatrycznym, do tego uzależnienie od alkoholu.
        dopiero przypadkiem w trakcie rozmowy z kierownikiem ośrodka
        odwykowego który skończyłam jakiś rok później dowiedziałam się, że i
        mój psycholog i psychiatra ustalili że mam borderline w co początkowo
        nie mogłam uwierzyć bo jakoś nie widziałam wtedy u siebie objawów. po
        drodze zaliczyłam kilka przeprowadzek i innych psychiatrów, którzy to
        na przemian mówili, że mam bpd, albo zaburzenia afektywne
        dwubiegunowe. kiedy miałam 21 lat i trafiłam po raz kolejny na
        oddział psychiatryczny w wypisie miałam bpd a lekarka prowadząca
        powiedziała mi że na oddziale jak na dłoni widać było mechanizmy
        mojej zaburzonej osobowości i że powinnam znowu zacząć intensywną
        terapię i w sumie na chama wywaliła mnie z oddziału. chciałam nie
        chciałam nie wierzyłam popiłam sobie przez pół roku po czym znoów
        zaczełam leczenie, bo w kolejnym związku moje objawy urosły do
        rozmiarów tragedii.
        po drodze były oczywiście tony leków, ale jakoś nie widziałam
        efektów, od ponad roku nie łykam żadnych piguł, a moje objawy powoli
        się wyciszają, nie wszystkie może ale pracuje nad tym, żeby moje
        życie było chociaż trochę ustabilizowane:)
        • iamcrazy Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 01.09.10, 09:11
          Dziękuję wam za wszytskie odpowiedzi. Ja mam już 32 lata i chyba
          jest ze mną lepiej niż gdy byłam młodsza, choć na terapię uczęszczam
          dopiero 5 miesięcy, na spotkania AA ponad 2 lata, które bardzo dużo
          mi dały. Moja psycholog twierdzi, że na pewno mam cechy borderline,
          ale że właściwie to po co mi to szufladkowanie, że i tak każdy jest
          inny. A psychiatra daje tylko leki na depresję. A ja po prostu
          chciałabym wiedzieć, że zmarnowałam sobie życie, bo byłam chora, że
          to nie tylko moja wina, to co się ze mną działo, ciągłe igranie ze
          śmiercią, nienawiść do siebie. Spałam gdzie i z kim popadnie,
          włóczyłam się nocami po mieście, piłam z przypadkowymi ludźmi,
          marzyłam że mnie ktoś zabije albo złapię AIDS. Tak bardzo żałuję, że
          gdy mnie zamknięto do psychiatryka po próbie samobójczej kłamałam,
          że tylko się upiłam, że nic mi nie jest... Pamiętam do dziś tego
          lekarza, był naprawdę troskliwy a ja tylko chciałam stamtąd wyjść. I
          te ciagłe huśtawki nastrojów, ktore powodowały, że wariowałam, bo
          przecież przychodziły dni, że byłam taka szczęśliwa.I tak się to
          ciagnęło tyle lat. Tak mi żal tych lat. Dlaczego nic z tym wcześniej
          nie zrobiłam?
          Teraz gdy jest mi źle, to jest to niczym w porównaniu do tego jak
          bywało niegdyś. Więc chyba jakis sukces, szkoda że tak późno. Jeśli
          macie jakieś problemy to walczcie o siebie, im prędzej tym lepiej.
          • canoine Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 01.09.10, 22:42
            kilka lat swojego życia przećpałam. nocne włóczęgi, urodziny z półlitrówką i
            działką narkotyku na dachu wieżowca, nocne spacery po torach kolejowych, po
            barierce mostu nad Odrą (a przecież mam lęk wysokości!).. kilka lat cięcia się,
            ćpania, nadużywania leków, okresów głodzenia się, wycia z nieopisanej rozpaczy,
            to znów popadania w bezimienną pustkę.. znam to.
            jestem nieco młodsza od Ciebie, a też jakby spokojniej mi niż jeszcze te parę
            lat temu. mimo wszystko. ale nie uważam tamtego czasu za zmarnowany. może mogłam
            zrobić wiele więcej fajnych rzeczy, może mogłam być teraz zupełnie gdzie
            indziej, może nie zniszczyłabym tylu wartościowych relacji, spraw w życiu..
            może. ale to też między innymi dzięki temu, dzięki tym właśnie doświadczeniom,
            jestem dziś takim człowiekiem, jakim jestem. coraz świadomiej kształtującym
            swoje "ja". rozumiejącym więcej niż niejeden mój rówieśnik. widzącym pewne
            rzeczy w zupełnie innym świetle. z innej strony. jakkolwiek to brzmi - ja czuję,
            że potrzebowałam tamte lata "zmarnować". by zyskać w to miejsce coś zupełnie
            innego. dziś - wiem co. i choć to bardzo trudne, to dziś dopiero mogę próbować
            to zmieniać.
            bo wydaje mi się, że nie ma co w życiu żałować rzeczy, które się zrobiło. z nich
            zawsze można wyciągnąć swoją lekcję i sprawić, że doświadczenia te staną się
            czymś cennym. myślę, że żałować można jedynie rzeczy, na które się nie miało
            odwagi..
            być może to, co jest teraz, nie jest tym, co byś chciała, by było. ale to nie
            znaczy, że jest czymś gorszym. Szekspir ponoć powiedział kiedyś coś, co tu
            bardzo pasuje, a wydaje mi się mądre: "Życie nie jest lepsze ani gorsze od
            naszych marzeń. Jest po prostu zupełnie inne." :)
            • annarchia Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 02.09.10, 11:05
              canoine napisała:

              > rzeczy w zupełnie innym świetle. z innej strony. jakkolwiek to brzmi - ja czuję
              > ,
              > że potrzebowałam tamte lata "zmarnować". by zyskać w to miejsce coś zupełnie
              > innego. dziś - wiem co. i choć to bardzo trudne, to dziś dopiero mogę próbować
              > to zmieniać.

              Chyba wiem, co masz na myśli. Zaczynam patrzeć z podobnej perspektywy. Również z
              takiej, że widocznie w tamtym okresie takie zachowania i objawy były konieczne
              dla psychiki, aby jakoś przetrwać. Z dwojga złego... Ale mam parę zastrzeżeń:
              chciałabym kiedyś mieć możliwość doświadczenia (dojrzałego, szczęśliwego)
              macierzyństwa, a zegar biologiczny tyka. Mogę tę szansę zmarnować bezpowrotnie,
              bo kobieta może zajść w (zdrową) ciążę tylko przez określony czas. Obiecałam
              sobie, że jeśli się nie wyleczę, nie zmienię, nie dojrzeję to nie podejmę
              decyzji o dziecku. Zwłaszcza, że teraz na wiadomość o ew. ciąży zareagowałabym
              potwornym kryzysem, nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. Od dłuższego czasu
              także świadomie unikam bliższych relacji z facetami (bo z moimi problemami nie
              ma szans na szczęśliwy związek). Z jednej strony nie marnuję tego czasu na
              zasadzie, że ćpam, piję lub że się obijam totalnie, że odmawiam pomocy itp.
              Chodzę na terapię i staram się, ale czasem przyłapuję się na tym, że uciekam od
              siebie i ciągle mam poczucie, że nie robię wystarczająco dużo, albo może nie
              wszystko to, co powinnam, aby wyjść z tego i w tym sensie ten czas w pewnej
              części marnuję. Tyle, że nie wiem, co konkretnie oznacza to "wszystko".
              • canoine Re: Jak wam zdiagnozowano BPD? 02.09.10, 20:44
                a może po prostu spróbuj przestać to oceniać i pozwól sobie być, kształtować się
                bez zbędnych presji wywieranych na samej sobie, ot tak trochę pozwól się ponieść
                nurtowi nie machając przy tym przed chwilę łapkami i kopytkami, by osiągnąć
                mistrzostwo stylu? bo co to właściwie znaczy "robić wszystko", żeby coś tam? to
                znaczy nigdy nie pozwolić sobie być sobą, bo przecież zawsze można wymyślić coś
                jeszcze, co by można było zrobić, ale się nie zrobiło. się nie zrobiło, bo się
                jest sobą i się zrobiło tyle, ile się w danej chwili potrafiło, na ile się miało
                siły, możliwości, wiedzę, a czasem i odrobinę szczęścia. wszystko - to jest to,
                co teraz robisz. czymkolwiek to jest. to jest Twoje wszystko. innego nie ma.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka