Dodaj do ulubionych

objawy dysocjacyjne

29.08.10, 19:55
Witam wszystkich po dłuższej nieobecności, śledziłam forum, ale ostatnio
zakładane wątki nie były o takiej tematyce, w której byłabym zainteresowana
się wypowiadać, bo nigdy w żadnym związku, który byłby "prawdziwy" nie byłam.
Ale ja tak właściwie nie o tym chcę rozmawiać. Przeżywam ostatnio bardzo
stresującą sytuację i chciałam się zapytać czy ktokolwiek z Was doświadczył
kiedyś symptomów dysocjacji. Jak to się objawiało? Jak sobie z tym
radziliście? Nie jestem pewna czy to, co się dzieje teraz ze mną można tak
nazwać, ale chciałabym lepiej zrozumieć mój stan.
Będę wdzięczna za pomoc, również choćby teoretyczne wytłumaczenie tego
pojęcia, bo materiały dostępne w internecie nie bardzo mi wyjaśniły o co
chodzi tak naprawdę.
Obserwuj wątek
    • borderka78 Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 00:58
      Nie wiem, czy o to ci chodzi, ale ja już od dawna obserwuje u siebie
      tzw. amnezję dysocjacyjną. Ostanio zwrócił mi nawet na to uwagę
      psychiatra - nie pamiętam wielu istotnych momentów swojego życia.
      Takich przelomowych, wiążących się z silnymi emocjami. I to nie
      tylko z dzieciństwa, ale też okresu dojrzewania, a także częsciowo
      dorosłego zycia. Przyklad? Wiem z kim, kiedy i dlaczego przezylam
      swój "pierwszy raz", mialo to miejsce zaledwie 12 lat temu, ale nie
      pamiętam ani jednej chwili, ani jednego slowa, ani jednego odczucia
      z tamtego dnia. Zupełnie, jakby się to nie wydarzyło. A wydarzyło
      się z całą pewnościa, a ja byłam całkowicie trzeźwa, to był zresztą
      środek dnia. Wiem na pewno, że wówczas wiedzialam co się dzieje, bo
      opowiadałam o tym zdarzeniu przyjaciółkom. Zatarło się to w mojej
      pamięci pózniej, nie wiem kiedy. W sumie szkoda;)
    • strangerthan Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 13:15
      Hmmm... Po pierwsze dzięki za odpowiedź.
      To co opisałaś to pewnie jeden z rodzajów dysocjacji, bo domyślam się, że to nie
      jest takie proste, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie co to tak
      właściwie jest.
      Ja mam takie zaniki pamięci gdy jest lepiej... Wtedy nie potrafię sobie
      przypomnieć niczego złego z przeszłości, coś tam oczywiście wiem, ale nie mogę
      tego w żaden sposób opisać. Z tego powodu przerwałam terapię, byłam na lekach
      p/depresyjnych i czułam się całkiem nieźle.
      Teraz z kolei, pod wpływem stresu, nasiliły się pewne objawy. Objadam się do
      bólu, codziennie, piję gdy tylko jest okazja, biorę dużo leków co nieraz tworzy
      mieszankę wybuchową i chodzę po ścianach... Muszę zdać egzamin... A zachowuję
      się czasem, to są takie może kilkugodzinne epizody, jakby nic się nie działo,
      siedzę w necie, słucham muzyki, jem... Zupełnie nie zdaję sobie sprawy z powagi
      sytuacji, wypieram to... Wiem, że nie umiem prawie nic, a nie potrafię się
      zmobilizować, uciekam przed tym... Strasznie mnie to męczy, często gdy już
      zacznę się uczyć to nie wiem co ze sobą zrobić - pobudzić się kawą czy jakimś
      napojem energetycznym, czy może znieczulić się i zmulić lekami... Śnią mi się
      koszmary - albo nie mogę dotrzeć na egzamin, bo siostra mi to złośliwie utrudnia
      albo kłócę się z matką i odmawiam jedzenia (wiele lat chorowałam bardzo poważnie
      na anoreksję). Wczoraj za to nie mogłam zasnąć, męczyłam się do 5.00, popłakując
      sobie i przypominając te momenty, w których miałam nadzieję na zmiany... Od 10
      lat nie wiem jak to jest normalnie żyć...
      A teraz właśnie waliłam w stół z całej siły i rzucałam książką, bo komputer mi
      się zawiesza... To, co też mnie martwi i budzi wyrzuty sumienia, to myśli na
      temat rodziców czy siostry... W myślach wyzywam ich od najgorszych, drażnią mnie
      do granic możliwości..
    • strangerthan Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 13:28
      Dodam jeszcze, że tak głęboko "zapadam się" we własnych myślach, że tracę
      kontakt ze światem niemalże, dzisiaj na przykład przejechałam tramwajem swój
      przystanek i poszłam do innego budynku niż miałam iść...
      I nie załatwiłam niczego co zamierzałam...
      • aigala Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 14:19
        jesli to "zapominanie", niepamietanie wydardzen, faktow, uczuc odciagniemy pod
        objawy dysocjacyjne, to ja rowniez tak miewam.

        Jednak tak bardzo ciezki stan, mialam raz, gdy wydarzylo sie cos w moim zyciu,
        co nim totalnie zahwialo. Psycholog okreslil to mianem "rozpadu osobowosci", no
        ale pasuje to do objawow dysocjacyjnych-nie wiedzialam, gdzie jestem, co tu
        robie, jak sie nazywam i co dalej robic. Pamietam tylko, ze weszlam do kuchni w
        poszukiwanu noza. A potem wpadla przyjaciolka, pogotowie, szpital, zastrzyk i
        spanie. Potem miewalam takie krotkie "napady" na wspomnienie o tym co sie stalo,
        jednak juz nie tak silne, poprostu reagowalam placzem i nie moglam uwierzyc w
        to, co sie stalo.

        Nie wiem czy dobrze sklasyfikowalam te objawy, ale na chlopski rozum chyba o to
        chodzilo strangerthan:)?
        • aigala Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 14:20
          aigala napisała:

          > jesli to "zapominanie", niepamietanie wydardzen, faktow, uczuc odciagniemy pod
          > objawy dysocjacyjne, to ja rowniez tak miewam.

          PODCIĄGNIEMY-przperaszam, literowka
        • strangerthan Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 15:51
          Rzeczywiście, tak mniej więcej to pojmuję, dysocjacja czyli rozkład,
          destabilizacja, dezintegracja, dezorientacja... to co opisałaś wydaje mi się być
          tym co miałam na myśli, potwierdza to moje przypuszczenia co ten termin oznacza.
          Więc pozostaje pytanie czy to co się u mnie dzieje to też "rozpad osobowości"...
          To może głupie, że tak drążę, żeby to nazwać, ale mam poczucie, że w ten sposób
          symbolicznie zapanuję nad tym chaosem...
          I uwolnię się od poczucia winy, bo w końcu będzie to jakieś konkretne "F" w
          klasyfikacji ICD, a nie moje fanaberie, zła wola, lenistwo...
          • aigala Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 16:14
            Bylas u lekarza, zeby rozwiac swoje watpliwosci?

            Mi moje "F" w koncu wytlumaczylo caly ten chaos, ktory sie dzial wokol mnie. Czy
            jest mi z tym lepiej? Tak, bo moge cos z tym zrobic a nie zaglebiac sie w tych
            okropnych stanach, ktore tak czlowieka obezwladniaja...
            • strangerthan Re: objawy dysocjacyjne 31.08.10, 16:25
              Czyli jednak nie tylko mi nazwanie rzeczy po imieniu pomaga...
              Hmmm... Chociaż sama nie wiem czy na pewno tak jest czy to tylko moja nadzieja...
              Od prawie dwóch lat wiem, że mam BPD, oczywiście nie diagnozowałam się sama...
              ;) Mimo, że studiuję medycynę ;) Najpierw powiedziała mi to pani psycholog,
              potem lekarz to potwierdził gdy zapytałam czy to możliwe... A na koniec
              skonsultowałam się z lekarką, która zna mnie od wielu lat... I było jak w filmie
              - weszłam do gabinetu, usiadłam, gadka szmatka, przymierzam się, żeby zapytać co
              ona o tym myśli, ale zanim cokolwiek na ten temat powiedziałam to rzekła, że jej
              zdaniem to jest BPD... Po części wywnioskowała to na podstawie listu, który do
              niej napisałam nie mając jeszcze pojęcia, że istnieje takie coś jak pograniczne
              zaburzenie osobowości... Pisałam tam, że objadam się, piję i łykam różne leki,
              rzygam, prowokuję konflikty, jestem depresyjna, nie wiem kiedy jestem sobą a
              kiedy udaję, wyobrażam sobie swoją śmierć, wciąż mam przymus przepraszania kogoś
              i sprostowywania tego co wcześniej impulsywnie palnęłam, pewnie w strachu przed
              odrzuceniem...
              Terapię zaczynałam kilka razy, leczenie farmakologiczne też, ale nie jestem w
              tym konsekwentna nigdy... Ręce opadają... A teraz jeszcze ten koszmar, takie
              nasilenie, że tylko płakać i szukać sposobu, żeby zapomnieć choć na chwilę... I
              jeszcze coś - samotność... :(
              • dolna1 Re: objawy dysocjacyjne 12.09.10, 02:04
                Dysocjacja, dekomensacja czy jak to zwał, bo okreslano tez u mnie: rozpad osobowosci.....
                Terminy!!!!
                Mnie to "cos" rujnuje zycie, pomijajac, ze COŚ jest MNĄ czyli nazywajac rzeczy po imieniu: sama rujnuje sobie zycie.
                Ja znam te obnjawy od strony takowej:
                Napreżanie ciała, paraliz z rownoczesnym bezwladem, uczucie skrepowania i lekkosci i jeden punkt ktory przyciaga.
                To koniec.
                Z opisu terapeutki: nie mrugam, nie reaguje na dotyk, slowa.
                Z opisu psychiatry: nie znam odpowiedzi na pytania: ile lat maja moje dzieci, ile lat mam ja.
                DLa mnie powyzsze nie maja znaczenia.
                Liczy sie, ze panicznie sie tego boje, ze nagle w srodku dnia, przy ludziach......
                Wazne, bo trace godizny, już nie minuty ze swojego zycia.
                I najwazniejsze...... nie uporam sie z przeszloscia, soba, bpd jesli nie naucze sie panowac nad tymi stanami.
                Moge pociac rece bez swiadomosci ok, przezyje.
                Ale chce BYĆ na sesjach, CZUĆ, a nie uciekac w dysocjacje, dekompensacje czy jak to zwał.
                Zdażały mi sie sesje, ktorych praktycznie nie pamiętam, zdażaly sie noce ktore spedzalam gdzies (...), zdazaly sie blizny bez swiadomosci.
                Te stany to cos z czym chce walczyc, ale nie potrafie.
                Morał jest jeden: tak mocno sie bronie przed EMOCJAMI, ze jedyna droga abym przetrwala jest dyscjacja/dekomensacja.
                Ale i druga jego strona: gdy nie pozwole sobie na uczucia, wciaz będzie jak jest.
                Tego nie chce......
                Nasuwające sie pytanie: jak przestac sie bronic?

                Uciekamy.....wciaż uciekamy

                p.s. za tresc i bledy wybaczcie w stanie upojenia parę wypuszczam
                • andante.grazioso Re: objawy dysocjacyjne 12.09.10, 12:59
                  Po przeczytaniu Twoich słów mam jeden odruch.
                  Bardzo mocno Cię przytulić.
                  Trzymaj się.
                • strangerthan Re: objawy dysocjacyjne 12.09.10, 16:45
                  Współczuję, to musi być ciężkie do opanowania... Czy jest w ogóle możliwe? Do jakiego stopnia?
                  W jakich sytuacjach najczęściej się to zdarza, poza sesjami? Jakie tematy wywołują takie reakcje?
                  Dziwne jak bardzo umysł potrafi się bronić przed trudnymi uczuciami...

                  U mnie jest już lepiej, chociaż jeszcze się zbieram, odbudowuję poczucie bezpieczeństwa, spokój i uczę się w pełni czuć rzeczywistość... Z perspektywy czasu nie wydaje mi się to już tak straszne, niedobrze... To znaczy, że znowu niczego mnie to nie nauczy, było minęło...
                  Czy wy też macie taki problem, że przenigdy nie uczycie się na własnych błędach?

                  Pozostało mi jeszcze uspokoić myśli, odkręcić parę spraw, w które się uwikłałam będąc w stanie ograniczonej poczytalności... :/ Miałam wrażenie, że "to co zrobię, to co powiem, to co zaniedbam i tak nie ma znaczenia, jakoś to będzie, nie teraz... Pomyślę potem... To się nie dzieje naprawdę..."
                  • dolna1 Re: objawy dysocjacyjne 12.09.10, 18:34
                    Szukając jakiejs wskazówki uniknięcia tych stanów szukałam info na ten temat.
                    Niestety, nie za wiele znalazłam.
                    Odnoszę jednak wrażenie, że inaczej pojmujemy opisywane tu stany.
                    Zacytuję:

                    strangerthan napisała:

                    >odkręcić parę spraw, w które się uwikłałam
                    > będąc w stanie ograniczonej poczytalności... :/

                    Ja będąc "gdzieś tam obok" nie jestem zdolna do niczego.
                    Jakis embrionalny kształt mnie, sparalizowany, nieobecny.
                    To nie stany gdy impulsywnie wykonuję jakieś nieprzemyślane czynnosci.
                    Wtedy znikam....zerowy kontakt z rzeczywistoscia.
                    Poczatek sesji, a pozniej nagle pol godziny po jej rozpoczeciu, terapeutka trzymajaca mnie za reke.
                    I brak świadomosci co było.
                    Ale jak sie okazuje nic nie bylo, siedzialam bez ruchu, nawet nie mrugajac, wpatrzona w jeden punkt.

                    Każda reakcja nawet impulsywna zawiera w sobie jakąs minimalną dozę świadomości.
                    Masło maślane.
                    Nie dla mnie.

                    Szukam jakiejs duszyczki ktora powie: miałam to samo, musisz zrobic to i to......
                    Przeciwpsychotyki na pewno łagodzą to wszystko, ale nie do końca niestety.


                    strangerthan napisała:
                    > Współczuję, to musi być ciężkie do opanowania... Czy jest w ogóle możliwe? Do j
                    > akiego stopnia?

                    niemozliwe do opanowania.
                    Zdarzały sie sytuacje gdy zbliżenie sie terapeutki i chwycenie mnie za reke czy podniesienie mi twarzy i skierowane oczu na siebie wyprowadzało mnie z tego stanu.
                    Nienawidząc dotyku i wszystkiego co wiąże się z naruszeniem mojej prywatności okazywało sie widocznie silniejsze i wymagało natychmiastowej mojej reakcji. Tak jak gdybym powiedziala sobie: musisz wrócić, bo ona Cie dotyka.
                    Z czasem albo przywykłam albo tez na tyle jej zaufałam ( raczej to) iż jej obecność stała sie niewyczuwalna.
                    Czasem głębokie wdechy, gdyż zapadając się pamiętam iż oddech zupełnie się spłyca, jak gdybym chciała wypuścić całe powietrze i już nigdy go nie nabrać.
                    Ale moje wygrane były tak nieliczne, że nie ma mowy o recepcie.
                    Przegrywam.

                    > W jakich sytuacjach najczęściej się to zdarza, poza sesjami?

                    nie mam zupelnie na to wpywu.
                    czasem jakis niewinny gest, slowo, mysl, zapach....
                    Dla kogos cos zupelnie naturalnego, dla mnie przybierajacego WYMIAR KOLOSALNY.
                    Czasem znów wydawaloby sie, ze nic, choc zdaje sobie sprawe, ze nie potrafie tego rozpoznać. Nic nie bierze sie z niczego prawda?

                    >Jakie tematy wywoł
                    > ują takie reakcje?

                    tematy?
                    bolesne.
                    A może lepiej jakie emocje?
                    WYPARTE!

                    > Czy wy też macie taki problem, że przenigdy nie uczycie się na własnych błędach
                    > ?

                    I choć wysuwamy wnioski, wciaz popełniamy te same?
                    Tak :(

                    Bpd prawda?
                    Nasza druga połowa.
                    Przyjmę kilka takowych w zamian za pozbycie sie powyżej opisanych stanów.
          • annarchia Re: objawy dysocjacyjne 16.09.10, 14:25
            > I uwolnię się od poczucia winy, bo w końcu będzie to jakieś konkretne "F" w
            > klasyfikacji ICD, a nie moje fanaberie, zła wola, lenistwo...

            Strangerthan, jeśli to jakieś etykietki, nazwy z ICD (które się zresztą po latach zmieniają) mają sprawić, że staniesz się bardziej wyrozumiała dla siebie („uwolnię się od poczucia winy”) to SPORO pracy przed Tobą... Mogłabyś zrobić coś fajnego dla siebie (jeśli chcesz): przestać się oceniać W OGÓLE, czy to potocznymi określeniami ("leniwa") czy to medycznymi ("dysocjacja").

            Pomyśl - to, czy odczuwasz poczucie winy czy nie (za daną sytuację, swoje przeoczenie) nie powinno zależeć, czy ktoś Cię nazwie zdrową czy zaburzoną psychicznie, ale od tego, jakie były powody Twojego zamyślenia lub "lenistwa". Nie jest tak? W dodatku NIEZALEŻNIE od tego, czy będziesz miała stwierdzone borderline czy nie, czy masz zaburzenia dysocjacyjne czy nie, i tak będziesz będziesz ponosić konsekwencje swoich zamyśleń i "lenistwa". Spóźnisz się na uczelnię. Nie dojedziesz na spotkanie z kimś. Nie podołasz obowiązkom. Zgubisz się w mieście. Itd.

            Swoją drogą nie uważam, że nawet tzw. potoczne lenistwo (którego u Ciebie nie posądzam) u zdrowej osoby (która klinicznych objawów nie ma) nie zawsze wynika ze "złej woli". Może świadczyć o tym, że człowiek ma problem z daną czynnością, albo że ona go za bardzo nudzi, albo że ma zły nastrój, albo jest zły na osobę, która się o wykonanie go upomina, albo zmęczony albo za często go wyręczali rodzice i w dorosłości ma problemy z poczuciem obowiązku (czyli w moim rozumieniu został skrzywdzony), ma problem z motywowaniem się. Zamiast nazywać się ZŁĄ LENIWĄ OSOBĄ warto się zastanowić, dlaczego te obowiązki nie idą. Dlaczego się zamyślam. Każda czynność lub powstrzymywanie się od niej ma swój powód.

            Ja uważam, że lepiej przestać nazywać siebie w jakikolwiek sposób – czy to „zła”, „leniwa”, „rozpieszczona” czy to „zaburzona”, „chora”, „borderline”, „zaburzenia dysocjacyjne”. To na dłuższą metę niczemu nie służy, uwierz. Przecież niezależnie od jakichś nazw czujesz się źle i kiepsko funkcjonujesz, prawda? I idziesz na terapię z powodu tego kiepskiego samopoczucia i funkcjonowania, a nie z powodu etykietki, nie? ;)

            Pomyśl - jedna osoba nazwie Twoje objawy lenistwem, inna określi to jako borderline, inna dysocjacją, a inna w ogóle Cię nie nazwie i nie określi, celowo (takiego lekarza Ci życzę!) - a pod tymi wyrazami I TAK istnieje coś niezmiennego: zamyślasz się w drodze na uczelnię i tracisz orientację. Od nazwania „leń”, "fanaberie" znikną Ci objawy? A od nazwania „dysocjacja” znikną?
            • strangerthan Re: objawy dysocjacyjne 23.09.10, 17:48
              Czas mija i nic się nie zmienia na lepsze... Zdaję sobie sprawę z tego, że jakkolwiek nie nazwę problemu, czy będzie to pospolite lenistwo czy jakieś poważne niedomaganie psychiczne, problem pozostanie taki sam, dopóki niczego z nim nie zrobię... Wiem też, że obwinianie siebie nie ułatwi mi pracy nad tym... To jest teoria, doskonale ją rozumiem. Myślę, że jedynym moim prawdziwym problemem, który leży u podłoża wszystkich innych jest to, że ja się w ogóle nie staram. Znowu chciałabym napisać "bo mi się nie chce". Ale może raczej dlatego, że się boję. Boję się, że się okaże, że wcale nie przynosi mi to ulgi, że nie ma dla kogo, że to potrwa za długo i będzie więcej zniszczeń niż pożytku. Kilka razy podejmując terapię myślałam, że wytrwam, bo jestem gotowa, a jeśli nawet nie do końca, to porozmawiam o tym z terapeuta i razem dojdziemy do konkretnych wniosków... Zawsze rezygnowałam przedwcześnie. A w obecnym stanie nie śmiem nawet próbować się w to angażować, zbyt wytrwale uciekam teraz od siebie, zobaczymy co będzie jak zabraknie mi sił na uciekanie...
              • chaos1 Re: objawy dysocjacyjne 28.10.10, 23:21
                Moze w ogole lepiej zlikwidowac wszystkie diagnozy psychiatryczne i uznac ze chorzy psychicznie sa po prostu leniwi i nie chce im sie dostosowac do otoczenia? To by na pewno bardzo chorym pomoglo, od razu wszyscy by sie ochoczo zabrali do pracy nad soba. Wszak wsparcie tylko dodaje korzysci z choroby a jedynym rozwiazaniem ktore leczy jest brutalna konfrontacja ze swoim narcyzmem...

                Ach, tak to jest jak ktos za duzo sie Kernberga naczyta...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka