21.06.12, 13:57
Dziś wielka masakra, czarna rozpacz i zero nadziei na przyszłość. Jak zwykle przestaję widzieć w czymkolwiek sens, przerasta mnie moja sytuacja zawodowa, finansowa i osobista. Chcę umrzeć, ale - jak to bord - nie chcę śmierci, po prostu nie mogę już tego wszystkiego znieść. Największym marzeniem jest, żeby nastąpił koniec świata, taka mrzonka pozwalająca po raz kolejny uciec od odpowiedzialności...
Obserwuj wątek
    • dno_bez_konca Re: Doły 21.06.12, 19:15
      Witaj astral_pan, ja czuje sie podobnie i tez marzy mi sie koniec swiata hehe
      Wypatruje znakow na niebie a tu nic!
      Jak to wlasciwie jest z tym nie/pragnieniem smierci u Ciebie?
      Ja sie troche boje, a poza tym czasem nachodzi mnie mysl, ze skonczyc zawsze jeszcze zdaze... nie ma co sie spieszyc... Ale swiadomosc tej mozliwosci dziala bardzo kojaco.
      • perfekcjonizm Re: Doły 21.06.12, 22:52
        Dla mnie też taka myśl o śmierci, gdy życie staje się nie do zniesienia, daje ulgę,
        Ja też bym chciała, żeby już nastąpił koniec. A tak wciąż muszę i muszę. Trwać, nie poddawać się, nie rezygnować, walczyć, podnosić głowę, wstawać z kolan... dużo tego.

        Cieszę się, że jest już późno. Za chwilę zasnę i to będzie moja jedyna ulga. Sen.
        Jutro znów walka o przetrwanie.
      • astral_pan Re: Doły 23.06.12, 05:46
        Właśnie, skończyć zdążymy zawsze. Skoro nie wiadomo, co nas czeka po śmierci, a możliwe, że nic, to chyba warto jednak zostać tu jeszcze na trochę :) Pozdrawiam serdecznie
    • brz_a_sk Re: Doły 22.06.12, 16:21
      a wiecie, że z dołka wysyła sie dramatyczne komunikaty? wiecie :-) to proste
      kiedy jest sie w totalnej dupie wysyła się: 'zabiję się' czasem sam komunikat pomaga albo zanurzenie w myśli ekstremalni samobójcze; pogrąża się, odbija od dna i gna (rymło się )
      zdarza się że z komunikatem 'zabiję się' zostawia się bliskich
      z pomysłem i tak powinni się cieszyć, że żyję

      podpowiem - za taki numer - mordować borda i nieborda

      jasno stawiam szlaban olewaczom, którzy wiedzą, że mogą mi wylać cały nocnik - na raty też, ocean nieszczęścia po trzęsieniu ziemi - ale jak taki *j zapomni powiedzieć rozmyśliłem się z zabijaniem się i pokrzepiony pomknąłem poza zasięg komórki - świetnie było ... to jeden raz tylko jeden raz słyszy - oswoiłeś mnie Człowieku i uważaj! przejmuję się, jestem w najtrudniejszych momentach z tobą , współcierpię - zauważ
      odmelduj się i leć
      nie zapomnij już nigdy więcej podziękować - POMOGŁO - komunikatem nie zabijam się w tym tygodniu tylko jestem na balandze

      oswajanie to świetna zażyłość :-)
      • astral_pan Re: Doły 23.06.12, 05:41
        Problem z bordem chyba często polega na tym, że na tyle oswoił już swoich bliskich z ewentualnością własnej śmierci, że trudno go traktować poważnie. Sama nie pamiętam czasów, kiedy nie miałam myśli samobójczych, i zawsze, pośrednio lub bezpośrednio, to pragnienie śmierci komunikowałam. Komunikat osłuchany jest prędzej czy później lekceważony - tak to przynajmniej czuję - tylko to nie zmienia faktu, że wciąż jest wygłaszany na poważnie. Absolutnie nie planuję się zabijać. Kocham życie (naprawdę! równocześnie jednak bardzo go nienawidzę) i myśl o śmierci nie przynosi mi ulgi, natomiast traktuję ją jak rozwiązanie, jako jedyne wyjście z sytuacji bez wyjścia. Na przestrzeni lat wyrobiłam w sobie taki stopień samoświadomości, który czasem pozwala mi się zdystansować, wcielić się w tego nie-borda, który gdzieś we mnie tkwi, ale tak trudno, cholernie trudno jest wziąć za siebie odpowiedzialność, nie tylko pojąć, że nikt poza tobą ci nie pomoże, ale zaakceptować ten fakt i coś z nim ZROBIĆ. Na razie, mimo terapii, mimo wszystkich przemyśleń i analiz, nie potrafię działać spójnie. Chcę tego i nie chcę. Chcę, bo wiem, że byłoby mi lżej, a nie chcę, bo w gruncie rzeczy jestem przywiązana do moich huśtawek nastrojów, do chwil kompletnej rozpaczy. Mam wrażenie, że bez nich przestanę być sobą. Pytanie: gdzie w ogóle jestem? Co mnie określa? Czy morze wypitego alkoholu, smutek wypocony na klubowym parkiecie, emocje wydyszane w ucho kolejnego kochanka, lęk wgłaskany w moje dwa koty? Cieszę się, bo mam przyjaciół, których udaje mi się nie ranić. Cieszę się, bo potrafię być z nimi szczera, potrafię wyrzec się manipulacji, choć doskonale wiem, jak się nią posługiwać. Nie potrafię tylko cieszyć się samą sobą...
        • brz_a_sk Re: Doły 23.06.12, 09:23
          a nie mówiłam :-)
          bord w człowieku jest wspaniały i dlatego nie może się ze sobą rozstać - i nie o samobójstwie myślę, bo cierpienie borda to mroczna, choć pewnie gdyby pisał też była by to literatura z najwyższej trudnej półki, mroczna kraina; myślę o lataniu borda - takie życie jak na haju - jak porzucić, kiedy jedyne piękne chwile to ten lot; wydłubać z siebie to najwspanialsze, żeby trochę mniej cierpieć - spłaszczyć się - oddać najwyższe loty by być znośnym dla siebie;

          jest gdzieś post borda o tym co warto oddać by coś zyskać np spokój :-) i to nie prawda bord nie chce spokoju

          w każdej terapii chyba najważniejsze jest co chcemy w zamian za oddanie/zrezygnowanie czegoś
          • babalaba Re: Doły 23.06.12, 09:46
            Bord nie zna spokoju, ani siebie, ani miłości.
            Sparaliżowany strachem, że się świat rozpadnie - jak może chcieć czegoś, czego sobie nawet wyobrazić nie może?
            On się topi a oni mu mówią o maratonie?
            To nie jest kwestia wyboru.
    • nowa_bpd Re: Doły 27.06.12, 06:55
      EH a miałam ostatnio zamieścić nowy wątek czy u Was też ostatnio tak mega źle? Czy coś się pogarsza? Ale nie chciałam niepotrzebnie NAS wszystkich nakręcać ... Widzę jednak, że nie tylko ja mam ostatnio ciężki okres... Tak bardzo nie lubię siebie... Czuje się jakby martwa...Nie czuje w zasadzie nic... Czuję się osamotniona bez tego wszystkiego, bez tego natłoku myśli, uczuć...

    • brz_a_sk Re: Doły 27.06.12, 16:58
      wątek nieboszczyków
      napiszcie coś o patrzeniu w Słońce

      o przytulaniu

      o świcie w środku dnia

      o jednym kroku w lepszą stronę

      wiem wiem, kiedy z dziury się wystawia paznokieć to nie pisze się o tym

      uczepiajcie się paznokciem krawędzi

      świat czeka na brzegu - nie cały na raz :-) wiem, że przez większość życia wisicie na paznokciu na jednej osobie - nie koniecznie stale tej samej - ale ta jedna jest ważna do wydobywania się

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka