Dodaj do ulubionych

Autodestrukcja / sabotaż

08.08.12, 07:24
W pracy nad sobą i podświadomością dużo kosztuje mnie wątek sabotowania samej siebie.
Macie podobne doświadczenia?
Czytam o źródłach, czyli podskórnym lęku. Dla jednych to pretekst do karania samego siebie, dla innych pech, dla mnie operowanie na krawędzi relacji zawodowej z przełożonym (przeciągam w czasie jego polecenia, robię po swojemu). Rozumiem, że to próba zwrócenia na siebie uwagi, ale mimo pilnowania się, nadal to zrozumienie niewiele pomaga.
Zawsze tak robiłam: samodzielna, ale po swojemu.

Ostatnie tygodnie są dla mnie trudniejsze. Mąż po próbie samobójczej, będzie miał dziecko, pozew w kompie, straciłam nieoczekiwanie pracę po 12 latach. Dzięki współpracownikom zostałam szybko polecona w nowym miejscu. I tu znowu to samo. Strzelam sobie w piętę.
Emocje są tak silne, że tracę koncentrację, zaczynam kombinować, i zamiast się dogadać/dotrzymać ustaleń - jadę... Każde spotkanie z prezesem firmy kończy się jakimś drobnym kwasem z mojej strony. Można to zwalić na karb braku doświadczenia w takich rozmowach, ale to samo robiłam w starej firmie: przeciągałam linę wytrzymałości zwierzchnika.

Wczoraj przeszłam samą siebie. Za radą koleżanki napisałam maila i zamiast zapisać go w roboczych, kliknęłam odruchowo do wysłania. Zrazi pracodawcę, nie jest w zgodzie ze mną.
I nie dbam na co dzień, co o mnie myślą inni, ale tu konkretnie przeciągam linę i dość prosta w gruncie sytuacja sytuacja grozi tym, że pracodawca ze mnie zrezygnuje.
Czuję się jak w szkole czy przedszkolu, a to przecież realne i poważne życie, i 2 dzieci.
Nie uciekam od odpowiedzialności, wręcz przeciwnie, dopada mnie z mocą.
I rodzi się frustracja...
I mgła przed oczami.
Obserwuj wątek
    • babalaba Re: Autodestrukcja 08.08.12, 09:43
      Tak, jestem w nawrocie choroby.
      Zamroziłam uczucia, teraz jakby tama puszczała. Byle tej energii z otwieranej śluzy nie stracić, w konstruktywne działanie zamienić. Wolno, precyzyjnie uczucia wypuszczać. Nie zmarnować złości. Nie roztrzaskać się na kawałki.
      Boże, prowadź.
      Bo ja się boję emocji. Nawet czekanie na coś dobrego mnie rozwala i płaczę.
      Ale pisząc to, tu i teraz, uświadamiam sobie swój stan.
      Publiczna wiwisekcja. Ale klocek kliknął. Lepiej.
      Proces panowania nad chaosem w głowie.

      Moje doświadczenie, zawsze jakaś metoda, do sprawdzenia przez innych.
      • brz_a_sk Re: Autodestrukcja 08.08.12, 10:07
        krok po kroku
        patrzę jak się starasz

        nie umiem tego, nie wiem

        patrzę

        te gry z przełożonym - jak ja to znam - byle tylko mądry się trafił

        może szukamy zrozumienia na swoim poziomie :-) niech się pościga niech zauważy, że nie jestem nikim;
        by przestać przypominam sobie - ale ja nie chcę być na jego miejscu - niech się trzyma;
        odpuszczam
        na chwilę

        • babalaba Re: Autodestrukcja 08.08.12, 10:54
          > patrzę jak się starasz
          Całe życie bardzo się staram, tylko efekty mam inne od zamierzonych.

          Jak byłam mała, stawiałam taboret do góry nogami i plątałam na nim nici. Byłam pewna, że jest jakaś kombinacja ruchów, że z tego okręcania powstanie sweter, który z nóg stołka zdejmę i nałożę na siebie. Muszę tylko próbować, obmyślać ruchy, być cierpliwa i wytrwała. Musi być szansa, że w końcu mi się uda.
          Iluzja.

          "Wystarczy być"
          Tylko czym to życie podlewać?

          > te gry z przełożonym - jak ja to znam - byle tylko mądry się trafił
          Był mądry. Odpuszczał, nie zaczepiał, doceniał. Widział na wskroś. Ale nie mógł mnie chronić.

          Krok po kroku. Pomału.
          Potrzymaj mnie za rękę.
    • pointintime Re: Autodestrukcja / sabotaż 08.08.12, 14:34
      Autodestrukcja / sabotaż to jest to z czym jeszcze nie wiem jak sobie poradzić potrzeba "upodlenia się" jest czasami tak wielka że ciężko ją zwalczyć. u mnie przejawia się to najczęściej w sabotażowaniu swojego wizerunku i zdrowia nie ma na to nawet pomysłu
      • non-grata Re: Autodestrukcja / sabotaż 11.08.12, 13:57
        Rzeczywiście, sama uderzam w siebie.

        Rzeczywiście, najczęściej w wizerunek - ingeruję, by widziano mnie "źle". Bo w przegródce: "zła", "beznadziejna", "dziwka" jest wygodnie, perwersyjnie dobrze. Bo tu nie można już bardziej rozczarować. Pozytywne wizerunki mnie nie są dla mnie, mogą runąć, mogą rozczarować. Ale, gdy niczego się ode mnie nie oczekuje, bo przecież nie warto - jest dobrze...

        Sabotuję wysiłki na studiach. Najbardziej spektakularny? Broniłam licencjatu na 6. i dyplom z wyróżnieniem, najlepsza praca. Obroniłam na 5, bez wyróżnienia. Bo nagle doznałam olśnienia: "ha! no, to patrzcie. Podważę wszystkie tezy swojej pracy, potrafię to!" - mówiłam, mówiłam, a ludzie w komisji bledli...

        Kopanie w siebie ładuje niezdrowe akumulatory nienawiści do się. Pogardy i myśli: "nie zasługujesz, bo jesteś zła"...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka