Dodaj do ulubionych

Proszę o rady

10.10.14, 12:26
Witam ,

opowiem Wam co mnie spotkało, oraz poproszę o komentarze jak dalej zachowac się wobec takiej osoby.
Poznaliśmy się szybko, coś nas przyciągało do siebie, tak jak byśmy byli stworzeni dla siebie. Po niecałym roku ślub, jej wymarzone wesele, kosztowne i z przepychem takie jak chciała. Zamieszkaliśmy razem no i się zaczeło.
Totalna moja izolacja, nie mogłem nigdzie wyjść sam, kiedy już mi się udało - kontrol totalny, smsy, dzwonienie itp. Zachowanie małej dziewczynki której we wszystkim trzeba pomóc, wszędzie zaprowadzić za rączkę, kupić to co chce bo inaczej "tupała nóżką". O finanse się nie przejmowała, czy coś kosztuje 100 zł czy 1000zł to bez różnicy - nie miała poczucia hmm wartości pewnych rzeczy. Nie mogłem nic zaplanować, odłożyć, ciągłe wycieczki bo ona musi się zrelaksować. W domu bajzel jak cholera, wszystko rozrzucała, nie sprzątała, gotowała kiepsko i rzadko z "przymusu" , często o to się kłócilismy bo miałem już dosyć chodzenia za nią i uprzątania wszystkiego.
Na początku myślałem że jakoś się dotrzemy w końcu no bo na początku było super, kochaliśmy się na zabój, wszyscy nam zazdrościli że tak nam dobrze, non stop była przy mnie, ciągle powtarzała że kocha, że jak odejdę to się zabije itp, przyznam że mnie to pasowało - że byłem wychwalany itp. Ignorowałem pewne jej zachowania , swoich rodziców uważała za terrorystów którzy gnębią ją psychicznie, o innych ludziach którzy jej nie pasowali wypowiadała się w sposób - ten do niczego nie doszedł w życiu, gruba idiotka, debile , chołota itp. - no ok póki o mnie tak nie sądzi i o moich bliskich.
Było coraz gorzej między nami, ciągłe pretensje o pierdoły, wszystko robiłem źle, potrafiła mnie wyzwać, po czym po kilku minutach pytała się gdzie jutro jedziemy - nic się nie stało.
Z mojej rodziny i znajomych zrobiła wrogów, nikt już do nas nie mógł przyjechać , ze swoich znajomych którzy przestali słuchać jak jest przeze mnie krzywdzona odcieła się nazywając debilami.
Miałem już dość , byłem strzępkiem nerwów, nie potrafiłem się z nią dogadać, na wszyskie jej kolejne pretensje reagowałem już złością , chciałem odejść, płakała, zastawiała mi dzwi itp.
W końcu stwierdziłem że tak dalej być nie może, uspokoiłem się, rodzina twierdziła że o nich nie mam się co martwić że może z czasem jakoś dogadają się z moją żona. Pomyślałem kurcze , może rzeczywiście jestem taki i taki, zmienie się. Sprzątałem, gotowałem , poświęcałem jej więcej czasu kosztem pracy, zabierałem gdzie chciała, przestałem robić wymówki itp. I co - i nic - ciągle mało , z jej strony nic się nie zmieniło a było wręcz gorzej.
Podświadomie już czułem że muszę odejść i ona to czuła. Zrobiła to pierwsza , złożyła papiery rozwodowe, doweidziałem się że jestem taki i owaki, że do niczego nie doszedłem itp.- ale zostańmy przyjaciółmi.
Zlałem to totalnie, po paru dniach się wyprowadziłem - nie dałbym rady, ona po paru chwilach z męża zrobiła ze mnie swojego kumpla, ja tak nie potrafię zapomnieć i udawać że nic się nie stało.
Postanowiłem się nie odzywać - tylko w sprawach musowych. Ona dzwoni , jest zazdrosna, z kim gdzieś jadę, kto do mnie przyszedł - nadal próbuje mnie kontrolować.
Wiem że sam narobiłem sobie kłopotów na własne życzenie , nie zauważyłem z kim się wiąże , może ja sam nie potrafiłem, nie byłem osobą z kim ona czuła by się dobrze.
Teraz zgrywa biedną , pokrzywdzoną osobę która sobie nie radzi. Dzwoni z płaczem że to auto się popsuło, nie ma na rachunki. Dobrze wiem że tutaj nie chodzi o mnie ale moją kasę - pomagam ale powiedziałem że rachunków nie płacę - mam teraz swoje i mnie nie stać - obraziła się.
Jak to dalej ciągnąć , mamy jeszcze przed sobą sprawę i podział majątku. Zerwać kontakt całkowicie ?

Pozdr

Obserwuj wątek
    • totalclassic Re: Proszę o rady 10.10.14, 20:54
      Wg mnie jeśli jesteś zdecydowany na rozwód (w sensie nie widzisz szans na ratunek np. w postaci terapii małżeńskiej) to zerwij kontakt na 100% jeśli to ona wniosła pozew. Powiedz, że będziesz się kontaktował tylko przez adwokata.

      I na pocieszenie - był ślub, nie macie dzieci. Wg mnie możesz uważać się za szczęściarza. Przeczytaj mój wątek poniżej i spróbuj ogarnąć w jakiej sytuacji stawia mnie moja żona...

      pozdrawiam
      • lolek8453 Re: Proszę o rady 10.10.14, 21:30
        Witam ,

        czytałem Twój wpis - masakra, wypisz, wymaluj to co u mnie. Jestem zdecydowany bo co innego mi zostało, gdybym wiedział że coś może się zmienić to bym walczył, ale wiem że nic z tego - poprostu jestem za słaby dla jej charakteru. No i dzieci- chciałbym je mieć ale po jakimś czasie nie widziałem jej w roli matki, wszystkim szybko się nudzi i olewa np zwierzaki nie jest opiekuńcza wręcz agresywna dla bliskich - skończyłoby sie pewnie jak u Ciebie. Ciekawy jestem tylko co mnie teraz czeka, jak pójdzie rozwód czy gładko czy walka - byłem już szantażowany że jeśli się na coś nie zgodze to walka, chodzi o podział majątku. Martwię się też o długi, ona ma problemy z utrzymaniem kasy - muszę dążyć do jak najszybszego podziału.
        Wiadomo ciężko przyszło mi to rozstanie ale myśląc na "trzeźwo" ile można znieść , może gdybym wcześniej się obudził i nauczył się reagować na jej ataki może jakoś by to było.
        Ale wiem że w np w chorobie by mi nie pomogła - przerabiałem to, życie obrażonym na wszystko i wszystkich też mi nie pasuje.
    • brz_a_sk Re: Proszę o rady 10.10.14, 21:21
      a co Ty byś chciał?
      może tak zapytam - wyobraź sobie, że masz czarodziejską różdżkę co byś zmienił
      myślałeś nad tym?
      • lolek8453 Re: Proszę o rady 10.10.14, 21:37
        brz_a_sk
        Jasne że myślałem co bym zmieniłem , i uwierz , próbowałem ale nie zdałem egzaminu- nie wytrzymałem tego co się działo. Musiałbym siedzieć cicho, mieć kase ale równocześnie nie pracować, olać rodzinę i wszystkich no i przede wszystkim liczyć na wszystkich oprócz niej.
        Kiedy po kłótni wyzywała mnie od najgorszych, wszystkie nasze wyjazdy do bani, sex do bani - nagle dowiadujesz się że wszystko Twoja wina , nawet że deszcz akurat pada, przyjść i ją przytulić bo ona ładnie przeprosiła i już nie będzie i niech będzie już ok. No nie było ok bo ja już tego nie mogłem znieść - nie dałem rady. Chyba że trzeba było po chamsku, również wyzwać, pierdol... dzwami , uchlać się i przyjść na następny dzień i niech myśli - też tak nie umiem.
    • brz_a_sk Re: Proszę o rady 11.10.14, 08:16
      w sumie to totalclassic odpowiedziałeś na moje pytanie :)

      wymieniłeś racjonalne powody bardzo rozsądnie - wydaje się, że masz ponazywane to co bardzo ważne, że patrzysz przytomnie na to co się dzieje

      poszukaj jeszcze co jest przyczyną tego, ze Ci ciężko szykować się do rozstania
      coś jest - plany, wspomnienia, nadzieje - coś Cię boli, spróbuj pomysleć na ile to jest w Tobie a na ile tak na prawdę wiąże się z partnerką; spróbuj nazwać to co stracisz
      samo pomyślenie niczego nie zmienia, ale bardzo pomaga podejmować decyzje i trwać potem w racjonalnych krokach
      tak uważam - kiedy wiem co rozsądne mniej ulegam swoim złudzeniom ( na przykład :) )

      co do rozstawania - możesz natychmiast wystąpić o rozdzielność majątkową
      czasem warto nie łączyć rozwodu z niczym innym (czasem)

      co do rozwodu, sadu ogólnie - jesli masz najmniejsze wątpliwosci czy staniesz tam profesjonalnie i racjonalnie to poszukaj wsparcia prawnika; nie mam pojęcia co umiesz - wydajesz się z tych wpisów osoba radzącą sobie 'w świecie' - dlatego może wystarczy konsultacja; ale z drugiej strony żyłeś jako troskliwy opiekun, uległy ... możesz pęknąć w sadzie - a tego się nie robi;
      dobry rozwód to minimum słów, jasne stanowisko i wiedza - i bardzo warto o to zadbać by żyć potem w poczuciu swojej godności i stawać na nogi z pewnością ZROBIŁEM CO MOGŁEM

      ja jestem zwolennikiem nie utrzymywania żadnych kontaktów po rozstaniu - zupełnie nie zależnie od tego z kim się rozstajemy i czemu, zapewne są wyjątki,

      rozstajemy się raz, rzeczy dzielimy/zabieramy raz i nie pożyczamy młotka exom ani od exów - to zawsze jest do d@py i bez sensu ( o wyjątkach chętnie posłucham )

      a najważniejszych zasad - oprócz tego że sąd nie jest do dyskutowania - ale o tym wyżej wspomniałam; druga NAJWAŻNIEJSZA nie pogub się i nie pocznij dziecka - nie napisałabym może o tym bo to wydaje się niesmaczne - ale mamy akurat znajomego, który teraz ma taka sytuację bez wyjścia - sam nie wie co go opętało pożegnała się tak skutecznie, że potem całą ciążę patrzył na szantaże, szkodzenie dziecku, groźby a teraz już patrzy na maleństwo i dopiero nie wie co zrobić - powiedziałabym trzaskanie drzwiami jest do zniesienia do rozwiązania "trzaskanie dzieckiem' już nie

      jest podlinkowany na forum strona o tym jak bywa źle przy rozstaniach z osobami bordeline - drastycznie, trzeźwo kawa na ławę -
      koniectoksycznych.blogspot.com/ - czasem warto wiedzieć czemu w sadzie trzeba być twardym, zasadniczym i przygotowanym i dzięki temu rozprawa przebiega gładko i kulturalnie

      może dodam jeszcze coś takiego - nie ma najmniejszego powodu by oddawać cokolwiek z majątku osobie, która nie szanowała i nie uszanuje tego o co Ty zadbałeś; poza materialnymi konsekwencjami są i moralne - nie ma powodu byś wił gniazdko kolejnemu partnerowi, ani byś podtrzymywał chyba błędny mit księżniczki; jeśli jest księżniczka w 5 minut sobie poradzi jeśli Ty z niej zrobiłeś księżniczkę to ... to tak samo nie ma powodu :)

      a od drugiego śniadania dziś zaczynaj odbudowywać swoje poczucie wartości - 100% energii w to pakuj; pamiętaj, ze w głowie jest mało miejsca - jeśli myślisz o rzeczach zbędnych na te ważne nie ma miejsca;

      masz bardzo dużo do zrobienia - do dzieła - dasz radę - trochę to potrwa ale z dnia na dzień może być lepiej

      • lolek8453 Re: Proszę o rady 11.10.14, 14:11
        brz_a_sk - dzięki za te słowa.
        W życiu sobie radzę, ale mam problem właśnie z tym że nie umiem powiedzieć nie i zrobić jej krzywdę pomimo tego co ze mną zrobiła.
        Przeraża mnie to że chociaż teraz wiem że tutaj nigdy dla niej się nie liczyłem i gdyby się odezwała proponując zejście to pewnie bym to rozważał - masakra.
        Wiem że ona sobie poradzi, zawsze spadała na "cztery łapy" znajdując następną "miłość" - dopiero teraz do mnie to dochodzi jak postępowała.
        Tak jak napisałaś czeka mnie dużo pracy nad sobą, trzeba zamknąć wszystkie sprawy jak najszybciej.
        • brz_a_sk Re: Proszę o rady 11.10.14, 17:24
          krzywdę robisz sobie

          postaram się wstawić dość ciekawy materiał z dziś chyba dobrze wpisze się w temat
          o już jest link to proszę

          weź z tego to co pozwoli Ci pomyśleć konstruktywnie

          www.rdc.pl/wp-content/uploads/2014/10/Bez-pudru-11-10-14-09-09-Mlynarska.mp3

          sporo pracy przed Tobą - masz się kim zająć - SOBĄ - dasz radę i przyniesie Ci to z czasem dużo satysfakcji :)
    • lolek8453 Re: Proszę o rady 21.10.14, 14:35
      Witam ponownie,

      przeczytałem wiele wątków, coś tam mi w głowie świta ale nadal daje się łapać na zachowanie mojej jeszcze "żony".
      Z racji tego że ruszyły sprawy majątkowe mamy - musimy mieć kontakt - nie wszystko da się załatwić poprzez adwokatów.
      Zachowuje się dziwnie - wymusza na mnie żebym się o nią martwił, pretensje że się nie interesuje, ponoć ma depresje - natłok problemów ze wszystkim.. Mówi że kocha ale czuje że równocześnie jestem jej wrogiem - muszę dbac o swoje interesy żeby nie wyjść z długami co jej się nie podoba i teraz obarcza mnie za wszystko. Robi awantury kiedy jakaś znajoma do mnie dzwoni a ona akurat to słyszy i się obraża - jak dziecko.
      Nie mogę się odciąć - muszę załatwić z nią te sprawy ale każde spotkanie z nią kończy się źle , nie mogę poprostu odejść do auta bo jestem zalewany potokiem słów.
      Czy jest jakiś cywilizowany sposób żeby będąc w fazie wroga dla niej jakoś jednak się dogadać. Ja już nie mam do niej żadnych pretensji, nie wygarniam co mnie boli bo wiem że to sensu nie ma - poprostu chce wszystko w miarę "spokonie" załatwić.
      Czy ostra reakcja z mojej strony wywoła kontratak w tej fazie w której teraz jestem - nie chciałbym żeby poszła na jakąś bzdurną wojnę sądową.
      Zgadzanie się na wszystko co ona chce - za duża cena - stracę poczucie wartości dla siebie.
      Z jej rodzicami nie mam kontaktu, ucieli go a szkoda bo z nimi dało się dogadać i mają duży wpływ na nią.
      Jestem facetem i nie mam doświadczenia, cierpliwości na wieczne tłumaczenie dorosłemu "dzieciakowi" , może ktoś podpowie jak przemówić takiej osobóce.
      • totalclassic Re: Proszę o rady 21.10.14, 18:21
        Nie wierz w żadną jej poprawę. Nie daj się zmiękczyć jej depresją (jeśli faktycznie ją ma to niech idzie do specjalisty). Nie wdawaj się w dyskusje, jeśli źle Cię traktuje to stawiaj granice. Stosuj metodę zdartej płyty, powtarzaj "nie zgadzam się na takie traktowanie", "nie zgadzam się na takie manipulacje, fałszywe oskarżenia, próby wzbudzenia poczucia winy" tak długo jak długo będzie Cię źle traktować.

        Co do podejścia teściów do sprawy to u mnie było tak samo - po tym jak żona wyrzuciła mnie z domu mój tata dzwonił do jej ojca i błagał go o spotkanie. Ten początkowo się zgodził, ale kolejnego dnia został przekabacony przez córcię i jej mamusię, żeby urwał kontakt. Od tamtego czasu teściowe nie chcieli ze mną rozmawiać, a kiedy przyjeżdżałem w odwiedziny do swojego dziecka to traktowali mnie jak powietrze, nawet nie odpowiadali na moje 'dzień dobry'...
        • bdplife Re: Proszę o rady 20.11.14, 15:29
          Cześć,
          Kurcze czytając to co piszesz ... normalnie chciałbym z Tobą porozmawiać chociażby mailowo, bo chyba rozmowa z ludzmi którzy tego doświadczyli pomaga :( chciałem wysłać wiadomość wewnętrzną żeby podesłać ewentualnie swój mail ale coś nie mogę ;/

          • lolek8453 Re: Proszę o rady 24.11.14, 09:28
            Witam ,

            Możesz do mnie napisać na karolszewc80(małpa)gmail.com
            pozdr.
          • totalclassic Re: Proszę o rady 14.02.15, 20:27
            Jakby coś to chętnie porozmawiam, wymienię doświadczenia, można nawet się spotkać. Kwestia kontaktu poza forum.
    • misiorp Re: Proszę o rady 25.11.14, 23:49
      Witam!
      Mam baaarrrdzo podobnie.

      > Totalna moja izolacja, nie mogłem nigdzie wyjść sam, kiedy już mi się udało - k
      > ontrol totalny, smsy, dzwonienie itp. Zachowanie małej dziewczynki której we ws
      > zystkim trzeba pomóc, wszędzie zaprowadzić za rączkę, kupić to co chce bo inacz
      > ej "tupała nóżką".

      Na początku też dopytywała i w zasadzie dalej to robi, gdzie jechałem lub gdzie jadę. Tylko że nie zawsze działało to z jej strony. Gdy pytałem gdzie jedzie, to albo słyszałem "do koleżanki" albo "papa" albo "a co kontrola".

      >O finanse się nie przejmowała, czy coś kosztuje 100 zł czy 1
      > 000zł to bez różnicy - nie miała poczucia hmm wartości pewnych rzeczy. Nie mogł
      > em nic zaplanować, odłożyć, ciągłe wycieczki bo ona musi się zrelaksować.

      Chyba to było po pierwszym roku małżeństwa, kiedy na urodziny kupiłem jej kolczyki (nie pamiętam dokładnie ale kosztowały kilkaset złotych - dla mnie to dużo). Kolczyki "ładne" ale do niczego nie pasowały". Po jakiejś większej kłótni stwierdziła że się wyprowadza do hotelu na kilka dni bo nie może ze mną wytrzymać i musi ode mnie odpocząć i przemyśleć małżeństwo. Na odchodne powiedziała że "mam sobie wziąć te kolczyki bo jak nie to spłucze w kiblu" i "nie były dane od serca". Wróciła po chyba 3 dniach tak jak gdyby nigdy nic i jeszcze z pretensjami do mnie że jak mi się to może nie podobać. Osoba z mojej rodziny która wyraziła swoje zdanie na ten temat (a nie mieszkamy sami) jest do dnia dzisiejszego w jej oczach hu*em. Pomimo wielu próśb i propozycji z mojej strony i ze strony krewnego ona nie chce mieć z tym człowiekiem nic wspólnego itp.

      Gdyby tego było mało to po ok. miesiącu dzwoni do mnie z tekstem: "kochanie gdzie dałeś te koczyki bo chciałabym je sobie wymienić". Z racji tego że byłem bardzo głupi za nią kolczyki jej oddałem i jeszcze była z tego powodu awantura bo jestem złym człowiekiem bo je przed nią schowałem.

      Moja żona się też zawsze musiała/musi relaksować (weekendy, ferie, wakacje). W wakacje jest w zasadzie zawsze ten sam problem. Albo płacimy każdy za siebie (bo ona nie będzie za mnie płaciła, bo mam swoje pieniądze), albo tak jak miałem w zeszłym roku że musiałaby wydać o 400 zł więcej (bo sama sobie wymyśliła że ja kupuje walute, a ona bilety na samolot i musiałaby o 400zł więcej zapłacić). Jak jej powiedziałem że jej nie oddam tej różnicy bo przecież mamy wspólnotę małżeńską, to usłyszałem: "to nie jedziesz" i nie pojechałem olałem ją. Zona "zafundowała" w ten oto sposób wczasy koleżance, która do dnia dzisiejszego jej musi oddać 2500zł. I to jest w porządku wg. mojej żony!

      Pozdrawiam!
      I życzę owocnych przemyśleń
    • alter.ego77 Re: Proszę o rady 30.12.14, 14:08
      wiesz co... ja też jestem borderem. I też umiałem być piekłem i koszmarem i dla mojej byłej żony, i dla mojej byłej dziewczyny. I chyba na ich szczęście... odszedłem. Ale nie robiłem takich jazd jakie Ty masz. Wiesz... można być borderem, można mieć różne nasilenia różnych stanów.... ale to jej problem, problem bordera który powinien jakoś przede wszystkim samemu starać się być "nietoksycznym" dla bliskich i dla otoczenia. Inaczej niszczy wszystko wokół. Trzeba od niego odejść, nie dać się zniszczyć. Poza tym, zaburzenie osobowości to jedno, a ciężki charakter to drugie. To tak jak można być alkoholikiem i przesypiać potem cały ten czas, ale można być alkoholikiem, robić burdy, tłuc wszystkich dookoła i wyżywać się. To nie borderline jest problemem, ale to jak taki ktoś próbuje go w sobie okiełznać, albo na ile będzie się (lub go/ją) nim zawsze tłumaczyć. Jedno jest pewne... jeśli nie czujesz się w związku dobrze, jeśli jest on toksycznym, trzeba odejść.
    • marekgazek Re: Proszę o rady 01.01.15, 15:38
      Totalnie zerwać kontakt. Przygotuj się na najgorsze. Jak zobaczy żoneczka, że na nic już się nie łapiesz to cię będzie chciała albo jakoś odzyskać nowym sposobikiem albo dobić.

      Zazdrosna? Hmm. A takie coś mniej więcej znasz? - znów idziesz ruchać tą sukę taką i taką. Nieustannie

      Wieczna kontrola? też Hmm - Gdzie jesteś kurwa mać miałeś za minutę zadzwonić pewnie ruchasz jakąś kurwę. Zabije ją i Ciebie. Wytnę jej pizdę i wsadzę ci do ryja.

      Albo szantaże? - albo zrobisz to i tamto albo cię zniszcze. Rozjebie ryj twojej matce, będzie zdychać i wtedy dopiero zobaczysz co to samotność gnoju

      Ciągle jej coś się staje? - telefon. histeria. Boję się coś się ze mną dzieje, ktoś za mną idzie ratuj mnie!!! i wyłączenie telefonu

      Mnożyć to można na potęgę

      Zerwij kontakt i się zabezpieczaj jak możesz aby ci nie narobiła gnojóweczki z życia.
      • lolek8453 Re: Proszę o rady 03.01.15, 11:07
        Witam ,
        u mnie już "lepiej" także mogę coś napisać od siebie. Jestem już po rozwodzie. Dostała to co chciała , zrezygnowałem ze wszystkiego , nie chciałem żadnej walki itp. Wydaję mi się że ona tak naprawdę chyba nie do końca wie co się stało - albo się mylę i świetnie gra swoją rolę. Powody rozpadu małżeństwa - kłamała na rozprawie , podała rzeczy absurdalne których ze mną sam na sam się wypierała - ale ona musiała , to nie ona to adwokat jej kazał - mnie nawet przez gardło by to nie przeszło - ona bidulka z płaczem to powtarzała , chyba na pamięć się tego wyuczyła.
        Do rozwodu jej pomagałem , odwiedzałem , odbierałem telefony , składałem życzenia - ona miła jak nigdy - rozmowy na nasz "temat" brak , ja się nie wychylałem - obserwowałem. Rzucała się na szyję , całowała , zawsze możemy wrócić i znów się pobrać - to jej słowa , próbowała mnie kontrolować , nadal zazdrość. Generalnie czułem jak by ona nie ze mną się rozwodziła tylko z kimś innym , ale najlepszy był tekst po którym mi ręce opadły już ostatecznie , nie mam ciuchów na rozprawę , kupisz mi coś? .
        Na rozprawie grzecznie bez żadnych oskarżeń podziękowałem "żonie" za dotychczasowy spędzony czas , wyszedłem , wyłączyłem tel i udałem się na browara. Zostało nam jeszcze parę spraw ale kontakt próbuję utrzymać na minimum , nie odbieram tel. tylko krótki sms w sprawach formalnych , znajomym zakazałem żadnych informacji o mnie dla niej i odwrotnie. Po tych akcjach dostałem tylko sms że jest urażona itp - wiem że to nie koniec , ale czuję się już silniejszy i wiem że dam radę , nie mam już żalu do niej , stało się i to tylko moja wina że w to wszedłem i sobie nie poradziłem- trudno.
        Wiem że sobie nie radzi , bierze jakieś leki na depreche , jest jak małe dziecko , ale ja nie dam rady jej pomóc - nie potrafię - bo jak dam palec to upierd.. mi rękę - dobrze o tym wiem.
        • brz_a_sk Re: Proszę o rady 03.01.15, 12:45
          czasem takie stanowisko jest jedynym możliwym do udźwignięcia
          na teraz
          może na zawsze

          zostaje myślenie czemu
          i czy mamy prawo rozgrzeszyć ... i siebie też ( i z niebronienia prawdy)

          Czasem zastanawiam się czy pewne sprawy odpuszczamy sobie, nie chcemy myśleć, że wszystko powtórzy się - a może właśnie te powtórzenia pozwolą nam odpuścić sobie myślenie o tym, że daliśmy się podejść; ustalamy, ze to siła wyższa, choroba i nic nie da i nie dało się zrobić; a to, ze kolejni partnerzy zostaną skrzywdzeni tak samo pozwoli nam myśleć - nie ma na to silnych?

          ja jestem przekonana, że nie ma

          co więcej wydaje mi się, że odpuszczenie w sądzie czy w towarzyskich kręgach prawdy szkodzi borderowi

          chyba z czasem przychodzi refleksja, że pozwalamy krzywdzić

          czasem wydaje mi się, że borderzy doskonalą się w swoim zaburzeniu - ze zgubnym skutkiem dla siebie i wszystkich
          uciekająca rodzina, bombardowana oskarżeniami i kłopotami nie do udźwignięcia; zdesperowani partnerzy; wszyscy z poczuciem współwiny - wycofujący się, zrezygnowani, złamani
          i border cierpiący też zdruzgotany, czasem z refleksją ale bez wystarczjącej motywacji by NIGDY więcej nie dać zatriumfować zaburzeniu

          przecież nie może być zgody na krzywdzenie ludzi choćby nie wiem co leżało u podłoża tych wszytskich dramatów

          może nie jasno napisałam - kto zechce dopyta

          nie ma dobrych wskazówek specjalistów jak zapobiec kolejnym kraksom bordera - one nie służą nikomu

          bezradni partnerzy sami motają się w potrzasku - jak postąpić z bezradnym - zaradnym dzieckiem, dzieckiem z przebiegłością doświadczonego wojownika

          cierpienie bordera często nic nie zmienia na lepsze w jego kolejnych związkach, a takie odpuszczenie w sądzie, w kręgu znajomych ubezkarnia - daje fatalny impuls - tak rób, frajerom się to należy ... wyidealizowałaś przez pomyłkę to zaburzenie winne, dewaluacja jest olśnieniem, jest pełnoprawna - to śmieć i koniec z zawracaniem głowy

          ofiara zostaje wdeptana w ziemię, empatia każe jej odpuścić, zaskoczenie odkrywaną prawdą niszczy i wypala - ile ofiar przed ile po - w jakiej grze przyszło zagrać? czy to naiwność, czy głupota czy co?

          To BPD - zaburzenie tak trudne i degenerujące, że trup się ściele gęsto - same ofiary.

          Może warto szukać swojej dawnej siły i jak najszybciej odkrywać co się wydarzyło i jak to działa.
          Najgorsza jest nadmierna wyrozumiałość i pobłażliwość dla złych zachowań. Uczy ...

          ech









    • madridista011 Re: Proszę o rady 14.02.15, 21:14
      Wlasnie tak wygladalaby wizja z moja ex. Wypisz wymaluj, ale ja ja zdemaskowalem wczesniej. Chlopie wspolczuje Ci, naprawde. Ja dopiero teraz dostrzegam ile jest wariatek na tym swiecie i do czego sa zdolne. Moja ex np. wiedzac, ze jestem pijany chciala uprawiac sex bez zabezpieczenia w wiadomym celu. Nie dalem sie i jasno powiedzialem, ze nic z tego. Obrazila sie na reszte wieczoru :D

      Uciekaj od niej. Wiem co mowie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka