lolek8453
10.10.14, 12:26
Witam ,
opowiem Wam co mnie spotkało, oraz poproszę o komentarze jak dalej zachowac się wobec takiej osoby.
Poznaliśmy się szybko, coś nas przyciągało do siebie, tak jak byśmy byli stworzeni dla siebie. Po niecałym roku ślub, jej wymarzone wesele, kosztowne i z przepychem takie jak chciała. Zamieszkaliśmy razem no i się zaczeło.
Totalna moja izolacja, nie mogłem nigdzie wyjść sam, kiedy już mi się udało - kontrol totalny, smsy, dzwonienie itp. Zachowanie małej dziewczynki której we wszystkim trzeba pomóc, wszędzie zaprowadzić za rączkę, kupić to co chce bo inaczej "tupała nóżką". O finanse się nie przejmowała, czy coś kosztuje 100 zł czy 1000zł to bez różnicy - nie miała poczucia hmm wartości pewnych rzeczy. Nie mogłem nic zaplanować, odłożyć, ciągłe wycieczki bo ona musi się zrelaksować. W domu bajzel jak cholera, wszystko rozrzucała, nie sprzątała, gotowała kiepsko i rzadko z "przymusu" , często o to się kłócilismy bo miałem już dosyć chodzenia za nią i uprzątania wszystkiego.
Na początku myślałem że jakoś się dotrzemy w końcu no bo na początku było super, kochaliśmy się na zabój, wszyscy nam zazdrościli że tak nam dobrze, non stop była przy mnie, ciągle powtarzała że kocha, że jak odejdę to się zabije itp, przyznam że mnie to pasowało - że byłem wychwalany itp. Ignorowałem pewne jej zachowania , swoich rodziców uważała za terrorystów którzy gnębią ją psychicznie, o innych ludziach którzy jej nie pasowali wypowiadała się w sposób - ten do niczego nie doszedł w życiu, gruba idiotka, debile , chołota itp. - no ok póki o mnie tak nie sądzi i o moich bliskich.
Było coraz gorzej między nami, ciągłe pretensje o pierdoły, wszystko robiłem źle, potrafiła mnie wyzwać, po czym po kilku minutach pytała się gdzie jutro jedziemy - nic się nie stało.
Z mojej rodziny i znajomych zrobiła wrogów, nikt już do nas nie mógł przyjechać , ze swoich znajomych którzy przestali słuchać jak jest przeze mnie krzywdzona odcieła się nazywając debilami.
Miałem już dość , byłem strzępkiem nerwów, nie potrafiłem się z nią dogadać, na wszyskie jej kolejne pretensje reagowałem już złością , chciałem odejść, płakała, zastawiała mi dzwi itp.
W końcu stwierdziłem że tak dalej być nie może, uspokoiłem się, rodzina twierdziła że o nich nie mam się co martwić że może z czasem jakoś dogadają się z moją żona. Pomyślałem kurcze , może rzeczywiście jestem taki i taki, zmienie się. Sprzątałem, gotowałem , poświęcałem jej więcej czasu kosztem pracy, zabierałem gdzie chciała, przestałem robić wymówki itp. I co - i nic - ciągle mało , z jej strony nic się nie zmieniło a było wręcz gorzej.
Podświadomie już czułem że muszę odejść i ona to czuła. Zrobiła to pierwsza , złożyła papiery rozwodowe, doweidziałem się że jestem taki i owaki, że do niczego nie doszedłem itp.- ale zostańmy przyjaciółmi.
Zlałem to totalnie, po paru dniach się wyprowadziłem - nie dałbym rady, ona po paru chwilach z męża zrobiła ze mnie swojego kumpla, ja tak nie potrafię zapomnieć i udawać że nic się nie stało.
Postanowiłem się nie odzywać - tylko w sprawach musowych. Ona dzwoni , jest zazdrosna, z kim gdzieś jadę, kto do mnie przyszedł - nadal próbuje mnie kontrolować.
Wiem że sam narobiłem sobie kłopotów na własne życzenie , nie zauważyłem z kim się wiąże , może ja sam nie potrafiłem, nie byłem osobą z kim ona czuła by się dobrze.
Teraz zgrywa biedną , pokrzywdzoną osobę która sobie nie radzi. Dzwoni z płaczem że to auto się popsuło, nie ma na rachunki. Dobrze wiem że tutaj nie chodzi o mnie ale moją kasę - pomagam ale powiedziałem że rachunków nie płacę - mam teraz swoje i mnie nie stać - obraziła się.
Jak to dalej ciągnąć , mamy jeszcze przed sobą sprawę i podział majątku. Zerwać kontakt całkowicie ?
Pozdr