soltvs
10.06.24, 09:57
Mam taki problem i głównie chciałbym zrozumieć pewne rzeczy. Nie będę się rozpisywać szczegółowo bo nie będzie na to tyle miejsca, ale napiszę najważniejsze wątki.
3 lata temu byłem z osobą, która bordera (wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, ona chyba też nie do końca), nasz związek trwał lekko ponad miesiąc, szybko się zakończył. Dziewczyna porzuciła mnie z dnia na dzień, gdzie potrafiła dosłownie kilkanascie godzin wcześniej wyznawać mi miłość. Powodem było "nie jestem przystosowana do bycia w związku". Nigdy jej niczego złego nie zrobiłem, wręcz przeciwnie. Mimo to zostałem zdewaluowany na maxa. Była wobec mnie opryskliwa, traktowała jak śmiecia i ghostowała moje wiadomości kiedy ja desperacko szukałem tylko wyjaśnienia. Doszło to do takiego stopnia, że w końcu ją wszędzie zablokowałem bo z nerwów powiedziała mi "spierdalaj". Wiem, że w tamtym czasie odnowiła kontakt z naszym byłym kolegą (który najprawdopodobniej był w niej zakochany.
Około pół roku zajęło mi dojście do siebie, jakoś dałem radę i zacząłem żyć na nowo.
Rok po naszym rozstaniu nasz kontakt powrócił, najpierw w social mediach, a później natknąłem się na nią w randomowym miejscu (było duże prawdopodobieństwo, że wiedziała że tam będę) i wręczyła mi list. W liście pojawiły się wyjaśnienia dlaczego zareagowała tak, a nie inaczej podczas rozstania. Opisała swoje problemy z przyjmowaniem uczuć, opisała strach przed porzuceniem i tego typu schematy. Ponoć chodziła wtedy na terapię bo życie jej się waliło. Po tym wszystkim zwiazaliśmy się ponownie. Dopiero teraz zauważam, że mnie idealizowała przez długi czas - nasz związek trwał ponad 1,5 roku. Był burzliwy, głównie przez jej zachowania rzecz jasna, ale widziałem że jest świadoma tego co robi i nawet przez jakiś czas próbowała z tym walczyć. Na koniec naszego związku przestało nam się układać, nie byliśmy w stanie się dogadać w żadnym aspekcie, ja zacząłem odpuszczać i mniej wspierać, a ona przestała się angażować w interakcje ze mną. Były to okolice walentynek kiedy zaczęło być już naprawdę źle. Uznaliśmy, że to gruby kryzys i po długich rozmowach, przerwach itp. trzeba było podjąć ostateczną decyzję czy zostajemy ze sobą i to naprawiamy czy się żegnamy. Na patelni była już z mojej inicjatywy decyzja o rozstaniu, ale jakoś odciągnęła mnie od tego pomysłu. Stwierdziłem zatem, że zostajemy ze sobą bo będziemy mieli jeszcze czas żeby ze sobą zerwać. Dosłownie dwa dni później sama ze mną zerwała. Podczas naszego rozstania jedyne co powiedziałem to "okej" i udałem obojętnego, głównie przez to że jeszcze nie do końca wiedziałem z czym to się wiąże.
I teraz zaczyna się rollercoaster...
Po kilku dniach tam bardzo zabolało mnie to rozstanie, że nawiązałem z nią kontakt. Desperacko prosiłem o naprawienie tego, ale ona już nie była zainteresowana, stwierdziła że mleko się rozlało, a ciągnięcie tego dalej to by była walka z wiatrakami. Brzmiała bardzo sensownie i czułem nawet jej wsparcie bo powiedziała "zawsze jestem jakbyś potrzebował". Po kilku dniach wysłałem jej głosówkę, w której opowiadam o swoich przemyśleniach - był to swego rodzaju emocjonalny rzyg. Ale na samym końcu były dwa pytania. 1. Czy to nie jest przypadkiem tak, że znowu tak jak przy pierwszym rozstaniu odpycha szczęście bo sobie z czymś nie radzi? 2. Czy odpuszczenie to najprawdziwsza forma miłości i jedyne co mogę dla niej teraz zrobić to dać jej spokój i się odseparować?
Zghostowała mnie, nie dostałem żadnej odpowiedzi.
W międzyczasie dostawałem od niej prowokujące snapy takie jak: nowe kwiaty od kogoś, dostała od kogoś misia, zdjęcie torebki z "apart", czy po prostu zdjęcie z miejsca gdzie było duże prawdopodobieństwo, że się pojawię.
Po jakimś czasie usunąłem ją. Choć wiem, że uważa to za dziecinne.
Przez cały ten czas to rozstanie mnie bolało, w końcu nie wiedziałem nawet jaki jest dokładny powód rozstania. Po miesiącu do niej napisałem, żeby z nią pogadać o tym co się wydarzyło. Kolejny raz była w stosunku do mnie oschła, opryskliwa i chłodna. Napisałem jej zatem że boli mnie to jak się wobec mnie zachowala i wytłumaczyłem, że powinna się udać do specjalisty dla swojego własnego dobra.
Ulżyło mi, znowu chciało mi się żyć, dalej o niej myślałem ale już wiedziałem, że to koniec i się z tym pogodziłem.
Tydzień później dowiedziałem się, że ma nowego chłopaka. Zaledwie po 1,5msc od naszego rozstania.
Poczułem się zszokowany, obrzydzony i znienawidziłem ją do takiego stopnia, że napisałem jej że czuję się jakby ktoś wbił mi nóż w plecy i że nie chcę jej znać. Po wszystkim od razu ją zablokowałem i to zanim zdążyła odpowiedzieć.
Kończąc, mam świadomość że najpewniej na początku związku byłem poddany procesowi idealizacji i najpewniej zakochałem się w tym idealnym bełkocie. Czy jej działania po naszym rozstaniu można uznać za dewaluację?
Chłopak z którym się związała to osoba, która była przez nią często odrzucana a później przywracana, wiem że jest w niej zakochany po uszy a ich relacja nigdy nie była stabilna. Jednocześnie wiem, że w trakcie naszego związku od jakichś 2 miesięcy już nawiązała z nim kontakt i nawet z nim wychodziła. Snapy, które mi wysyłała były poniekąd związane z nim (koszulki z herbem klubu w którym gra) jednocześnie ona ma świadomość, że za nim nie przepadam.
Moje pytanie brzmi:
1. Czy taka osoba ma świadomość jakie gówno zrobiła, mimo tego że teraz wygląda na to że jest jej to obojętne?
2. Czy ona już zdewaluowała mnie na zawsze i przez to, że ją zablokowałem już kolejny raz do mnie nie wróci?
3. Czy mam prawo się poczuć zdradzony i zawiedziony tym, że tak szybko weszła w nowy związek?
4. Dalej w głębi duszy się łudzę, że się ze mną skontaktuje mimo tego, że wiem zet nie jest to dla mnie dobre. Jak się z tego wyleczyć?
Raz na jakiś czas chodzę do terapeutki.