chlostaj_mnie_miloscia
14.10.08, 00:18
Cieszę się, że forum to powstało. Mam nadzieję na szybki jego rozwój oraz aktywność uczestników. Wstępem należałoby opowiedzieć kilka słów o sobie.
Zatem, jeśli kogoś to interesuje pozwolę sobie zarysować Wam swoją historię...
Problemy zaczęly się ok12r.ż. Pseudoterapie u różnych psychologów, wizyty u pedagogów. Huśtawki nastrojów i poczucie wyższośći nad innymi, niedosotosowanie, tłumaczone były okresem dorastania. Wraz z czasem do objawów głównych doszły inne, bardziej w swojej strukturze skomplikowane. Ok 16 r.ż podjęłam się leczenia rispoleptem oraz fluosketyną. Sytuacja jakby trochę się unormowała jednak porzuciłam leczenie przez swoiste i nieprzyjemne na dłuższą metę poczucie zaprogramowania na jeden stały program. Trochę jakby nie ja, trochę płaska i niekolorowa. Wraz z czasem cierpki charakterek przeistoczył się w komponenty marudzenia, krytykowania, szukania dziury w całym, autoagresji, poczucia bezradności, niezrozumienia dla świata i innych itp.
Sytuacja ukazała się w zupełnie innym świetle w momencie wstąpienia w poważny związek. Dopiero on, obcowanie z drugą sobą ujawniło mi jak wielce przykry i ciężki mam problem ze sobą. Jak trudną w relacjach i współżyciu jestem osobą, jak właściwie apodyktyczną i nietolerancyjną dla innych, z zewn. znających mnie rzekomo dobrze. Facet, który jest dla mnie ogromną podporą sprawił,że zaczęłam otwierać oczy. Dziś już wiem, że nie jestem wcale tak genialna jak wydawało mi się do tej pory. Prowokowanie tzw.dramatów, aby "coś się działo" poczucie innośći i wyobcowania, brak sensu w czymkolwiek, skłonności depresyjne, mania wraz z nadaktywnością psychoruchową naprzemian ze stanami smutku, egocentryzm, oderwanie od rzeczywistości, niedopowiedzielaność, brak konsekwencji w działaniu, słomiany zapał, wywływanie stanów smutku i lęku (jakbym znajdowała w tym ukojenie i czuła się jak aktor w filmie), absolutnie zaniżone poczucie własnej wartości ukrywane pod maską przesadnej dbałości o wygląd (jakby ten miał sprawić,że jestem kimś lepszym), zaburzenia odzywiania, samookaleczanie, popadanie w skrajności, widzenie świata w czerni i bieli, nieuznawanie sprzeciwu, nonkomformizm, poczucie wyjątkowości to jedne z wielu, naprawde wielu zjawisk, które deozrganizują i rujnują mi moje własne życie.
Sytuacja jest tak beznadziejna, że niestety, moja druga połówka powoli pęka. To sprawia,że mówię sobie dość, chcę z tym skończyć jednak nie wiem od czego zacząć. Nie zdiagnozowano u mnie niczego konkretnego. Lekarz w karcie zanotował zaburzenia osobowości czy zachowania, jednak nie padła żadna konkretna nazwa. Przypadek sprawił, że trafiłam na artykuł o BPD i jestem pewna w 100%...
Mieszkam w okolicach Katowic i nie wiem gdzie się zgłosić. Chciałabym podjąć długotrwałe leczenie/terapię. Jak narazie pozostaje mi kurczowo trzymać się życia bo w ostatnim czasie, przerasta mnie i wysysa.
Czasem przypominam sobie swoje poczucie samotności już ok 6r.ż. Kiedy to nie umiejąc dogadać się z rówieśniakami wpatrywałam się w okno na biegające beztrosko dzieciaki i płakałam nie rozumiejąc sytuacji. Ciężka sytuacja w rodzinie, kilka traumatycznych zdarzeń, alkoholizm ojca (który również cierpiał na zaburzenia psych.)przyczniły się pewnie do aktualnego stanu rzeczy. Zastanawiam się tylko na ile jest to wrodzone, na ile nabyte skoro problemy ujawniły się tak wcześnie...Dziś mam 20lat, jestem komunikatywna, otwarta, roześmiana,a czasem potwornie depresyjna (dla innych taka kolorowa, taka szalona, taka szajbnięta). Szkoda tylko, że Ci inni nie wiedzą...Nie jestem w stanie zbudować z nikim(prócz chłopaka)bliższej zażyłości. Ludzie mi nie pasują. Nie podobają mi się. Poszczególne cechy zrażają mnie do nich i zniechęcają dalszego utrzymywania kontaktów. Ojoj, ciężko mi.
Wybaczcie, że taks ię rozpisałam jednak pisząc o tym nie sposób słownie oddać tego co się czuje, tego jak barnwy, a zarazem pusty jest mój świat. Mam nadziję, że chociaż ktoś w moim opisie ujrzy siebie i razem damy radę.
Pozdrawiam Was wszystkich i życzę powodzenia w walce z samym sobą...