Dodaj do ulubionych

Nowa na forum...

05.03.09, 10:53
Witajcie. Borderline - nie mam żadnej oficjalnej diagnozy, nie umiem wytrwać w
terapii (próbowałam 2 razy), desperacko wpisując hasła w google natknęłam się
właśnie na tę jednostkę. Szok! Pierwszy raz aż tak pasują do siebie wszystkie
elementy układanki. Moje borderline - jeśli to to - jest raczej w miarę
lekkie, a może już nauczyłam się nad tym lepiej panować, ale wciąż potrafi mną
całkowicie zawładnąć i wtedy niszczę bez opamiętania... Pozwólcie mi proszę
wypisać się, czemu tu jestem - potrzebuję takiego spojrzenia z dystansu,
odskoczni, oddalenia.
Mam 29 lat, wykształcenie, dobrą pracę (oczywiście zmieniam pracę i miejsce
zamieszkania często, w obecnej już 2 lata i na razie trwam ale chyba długo nie
wytrzymam), jestem miłą, empatyczną, chyba ciekawą osobą - oczywiście, bogata
osobowość, nie można się ze mną nudzić. Jedyne co mi zarzucają powiedzmy
znajomi dalszego stopnia to skłonność do popadania w skrajny pesymizm, nagłe
złe nastroje. Tyle oni wiedzą, bo resztę ukrywam. Ci najbliżsi znają mnie z
prawdziwie mrocznej strony.
Od blisko roku, po kilku nieudanych związkach, kiedy niszczyłam swoich
partnerów i uciekałam od nich przy pierwszych problemach (tzn. przy początkach
ich zniecierpliwienia), ze strachu, że to oni odejdą - a więc od blisko roku
jestem z kimś wyjątkowym. Kocham go, po raz pierwszy kocham i mam odwagę mu to
mówić, ufam mu, chcę być z nim. I krzywdzę go jak nikogo innego. Kiedy dopada
mnie taki zły nastrój (a nakręcam się jak to ktoś tu ujął czasem jednym
krzywym spojrzeniem, już czuję się odtrącona, niekochana) - ranię mocno.
Każdym słowem, bardzo celnie, potrafię bez litości trafiać w najczulsze
miejsca - oj, umiem wyczuwać gdzie uderzyć by bolało. Niszczę go i nie umiem
się w danej chwili opanować bo jestem przekonana, że mam rację, że właśnie
demaskuję jego podłość - po czasie mi strasznie źle, żal, wstyd, czuję się
winna. Po kilku miesiącach takiej huśtawki wreszcie szczera rozmowa i po paru
kryzysach, od początku tego roku było cudownie, wreszcie przyznałam, że go
kocham - sobie i jemu - zero "jazd", zero podłości, widziałam że rozkwitamy
oboje.Bardzo pracowałam nad opanowaniem swoich nastrojów i udawało się! I w
zeszły weekend coś strasznego, mój koszmarny dół, poczucie że on mnie źle
traktuje, że ja mam dość, że nie chcę, że dusi mnie ta bliskość - byłam PODŁA,
podła, niszczyłam go kilka dni a on się nawet nie bronił, był w szoku.
Nie mieszkamy blisko, aktualnie dopiero planuję przeprowadzkę do niego, więc
widujemy się tylko w weekendy. Rozmowy, wymiana smsów, ja przepraszam, on do
mnie że liczył na to że nie będę miała więcej tych wrednych "humorów", ja
przepraszam, płaczę, proszę go o pomoc - czuję że bez niego zatonę, wiem że
dla niego mogę dalej nad sobą pracować, wiem, że mi się uda - on wyłączył
tel., milczy, umówiliśmy się na rozmowę dziś wieczór. Chce być tak na maksa
szczera tym razem, chcę by wiedział, pierwszy raz się przyznaję do tego, jak
bardzo mi jest potrzebne jego wsparcie, że nie jestem tą silną osobą, za jaką
mnie miał, że w środku czasem wszystko we mnie wyje i przypisuję mu wtedy całe
zło świata i chcę go niszczyć,ale WIDZĘ już wyraźnie swój problem - widzę i
staram się. I z jego pomocą uda mi się! Widzę też po czasie jakie jego
zachowanie mi pomaga, co umożliwia mi opanowanie demona, wiem że mógłby mi
pomóc, a ja mam wiele do zaoferowania o ile potrafi ze mną znowu być.
Nie wiem, co będzie, inne rozstania bolały ale tego nie przetrzymam, nie wiem
co zrobię ze sobą gdy go zabraknie. Jak poradzę sobie z tymi demonami, które
we mnie tkwią. Zwariuję, zwariuję, nie wiem dokąd od siebie uciec...nie
wiem...nic już nie wiem tylko że wreszcie ktoś zdołał zbliżyć się do mnie tak
bardzo i otworzyć mnie i jeśli teraz to stracę z własnej winy, nigdy sobie nie
wybaczę...
Piszę bo potrzebuję się wygadać,nie wiem na co liczę...może odrobinę
zrozumienia... nie wiem :(
Dodam, że mój ojciec ma podoba destrukcyjną osobowość, pamiętam z dzieciństwa-
a byłam ukochaną córeczką-że potrafił wrócić do domu z pracy i zamilknąc na 3
dni i odtrącał wtedy wszystkich a potem jakby nigdy nic-znowu cudowny
człowiek. Wiele lat mi zajęło nim pojęłam że to nie jest normalne, że nie w
każdym domu tak jest. A teraz powtarzam to samo, na szczęście nie az w takim
nasileniu bo jestem zbyt świadoma tego, co robię i jak to odczuwają inni.
...
Obserwuj wątek
    • dissa29 Nowa na forum... 05.03.09, 11:38
      Tylko jeszcze dodam, że skłoniło mnie do zajrzenia właśnie do borderline'owców
      jeszcze parę innych rzeczy... to, jak łatwo szastam pieniędzmi-kompletnie mnie
      nie obchodzi, że do końca miesiąca jeszcze 3 tygodnie a ja rozwaliłam prawie
      całą pensję i zostałam z 400 zł... nie umiem nad tym zapanować... to, co gdzieś
      wyczytałam, że seks jest dla mnie jednym z głównych a może głównym sposobem
      okazania / odczucia bliskości - poraziło mnie to, nigdy sobie z tego nie
      zdawałam sprawy ale TAK JEST... że czasem bardzo dążę do autodestrukcji, np. w
      czasie studiów potrafiłam pic 2 tygodnie bez przerwy choć nie jestem uzależniona
      tylko po to, by poczuć, że jestem na krawędzi, że igram z ogniem... albo opalić
      się, otumanić i napawać tym, że się niszczę... zawsze pociągały mnie książki,
      filmy o samobójcach, narkomanach... zawsze ten pociąg do autodestrukcji i
      destrukcji otoczenia -przy czym tylko tego najbliższego. Jestem świetną aktorką,
      potrafię zagrać niemal każde uczucie i stan emocjonalny tylko nie wtedy, gdy
      ogarnia mnie szał... wtedy zero kontroli... a potem jest dobrze i czuję miłość
      zamiast agresji, złości, frustracji, pomagam ludziom itp...
      Ja ogólnie dobrze funkcjonuję społecznie, w pracy mają mnie za odporną na stres
      a nie wiedzą że w środku dostaje czasem niemal skrętu kiszek ze strachu.
      Masakra. I chyba pierwszy raz mam odwagę powiedzieć: potrzebuję pomocy. Ale nie
      ufam terapeutom, jak mówiłam, 2 razy próbowałam i zraziłam się bardzo...
      • liczby-11 Re: Nowa na forum... 09.03.09, 16:57
        Szkoda, ze nie dasz rady podjac psychoterapii. Ona nauczylaby Cie jak radzic
        sobie z ta choroba... A czemu tego napiecia nie chcesz zrownowazyc leczeniem
        farmakologicznym? Dokad chcesz sie tak maskowac i poglebiac swoje zaburzenia?
        Czy Twoj MOZG to wszystko wytrzyma?
    • makosia777 Re: Nowa na forum... 09.03.09, 02:19
      Myślę, że twoje spostrzeżenia, co do diagnozy są jak najbardziej trafne, ale to powinien stwierdzić lekarz.
      U mnie stwierdzili bpd po dwumiesięcznej terapii... Rozumiem co czujesz. Kilka tygodni temu rozstałam się z chłopakiem, bardzo go kochałam,ale niemal przez cały związek walczyłam z nim, a przede wszystkim ze swoim uczuciem. Tak długo walczyłam aż uwierzyłam, że go nie kocham, mimo że tak dużo mu zawdzięczam. Był przy mnie zawsze. Znosił wszystkie moje zmienne nastroje, wybuchy, krzyki, rozstania bez powodu, gdy raniłam go tak mocno, a za chwilę za wszystko przepraszałam ze łzami w oczach...
      Dlatego proszę!!! Nie odpychaj ukochanego. Mi pomogła ta strona bpd.szybkanauka.net/ Poprosiłam chłopaka, żeby to przeczytał, bo ja nie potrafiłam sama wyjaśnić dlaczego tak się zachowuję. Dlaczego ciągle walczę ze sobą, dlaczego się niszczę, dlaczego mam tak zmienne nastroje. Rozmawiajcie ze sobą na ten temat, on musi wiedzieć, zrozumieć, że tak naprawdę bardzo go kochasz, ale najprawdopodobniej masz zaburzenia osobowości i twoje zachowanie pewnie po większości jest tym podyktowane.
      Walcz o miłość! Jeśli tak bardzo ci na nim zależy to bądź silna i pracuj nad sobą. Spróbuj znaleźć dobrego psychologa. Wiem, że to trudne... przekonałam się na własnej skórze, ale warto szukać, rozmawiać z fachowcami, to bardzo pomaga. Trzymam mocno kciuki za was! Pozdrawiam
    • n_importe_qui Moje życie wygląda podobnie. 19.03.09, 11:47
      Tak samo zachowuję się wśród ludzi. Łącznie z Ojcem, którego już nie
      ma. I najbardziej pomógł mi ten jedyny facet, który wytrzymuje ze
      mną od 18 lat. Walcz o swojego. Wiesz,że bez Niego zginiesz. Czasem
      trzeba się wspomóc też farmakologią ale raczej w krytycznych
      sytuacjach. I pomaga znalezienia sposobu kanalizowania swojej
      agresji w innym kierunku niż partner. Czas też jest najlepszym
      lekarstwem. Gdy związek trwa na tyle długo aby z zachłyśnięcia się
      miłością, która gdzieś nas boli przekształci się w partnersko-
      przyjacielski. I gdy partner nie wymaga czułości a zadawala go bycie
      poprostu z Nami.
      Nie zawsze tylko ma się szczęście do partnera czy psychoterapii.
      Ale trzeba próbować :)
      • eureka99 Re: Moje życie wygląda podobnie. 19.03.09, 15:06
        ja jestem partnerem ktory ma bpd. Gdzies juz opisywalam nasze
        relacje. ale Tutaj wspomne ze zrywa ze mna dosc czesto, mowi ze mnie
        nie kocha, ze jestem niczym, ze nic nie umiem, ze nie jestem do
        kochania ze lubi mnie tylko piepsz...:( strasznie mnie bola te jego
        slowa. Az wydaje mi sie ze mowi mi prawde. Tzn prawde w tym sensie
        ze mnie nie kocha, czasami mysle, ostatnio nawet czesciej ze to
        prawda. Gdyby mnie kochal nie byl by taki, on sie nie odzywa 2
        tydzien i watpie ze sie odezwie do mnie. Dodam ze kiedys rozstalismy
        sie na ponad rok.... w tym czasie ani ja a no on sobie nikogo nie
        znalezlismy. nasz powrot do siebie byl cudowny. Czulam ze warto bylo
        czekac i wierzyc:) Moi znajomi mi mowili zebym sobie dala spokoj ze
        on juz nie wroci. ale ja wierzylam. tyle ze nasza sielanka nie
        trwala dlugo i tak w kolko. zerwania, wyzwiska, upodlenia. on ma
        wtedy wspanialy humor. a moja dusza placze:(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka