mariemadelaine
20.08.09, 12:01
pisałam już wczesniej, że kiedy jest napardwę źle lubię schronić się
w takie najprostsze czynności, w sprzatanie, porządkowanie, które
staje się wtedy fromą medytacji.wtedy wolniej niz zwykle wracam do
domu, uwazniej słucham ludzi w autobusie.kiedy siedzę sama w domu,
świat za oknem ogromnieje, wydaje się straszniejszy. łatwo wtedy
uwierzyć, że jestem jedyną cierpiąca osobą. wtedy też pomaga spacer
po osiedlu. patrzenie w okna ludziom. na ich boazerie w kuchniach z
lat siedemdziesiątych, na te białe naczynia wgranatowy wzorek,
jeszcze z Desy...nagle okazuje się, że jestem bezpieczna w wielości,
że da się to jakoś wszystko wytrzymać. ostatnio pomaga mi tez fakt,
że mogę do Was pisac na forum. jestem mniej sama.
a wy? jakie macie sposoby na swoje małe i większe dramaty?
co robicie, kiedy ogromnieje rozpacz?