gungadin
28.03.10, 19:20
Ktokolwiek miałby zamiar naprawiać ramę karbonową w firmie Luxtech, niech najpierw przeczyta moją historię:
Tutaj są zdjęcia zniszczonej ramy po "naprawie".
A FAKTY są takie: zleciłem firmie Luxtech pana Jarosława Sienkiewicza naprawę ramy karbon/carbon Treka. Zlecenie obejmowało naprawę pęknięcia, montaż gwintu stabilizującego przerzutkę oraz polakierowanie całej ramy. Kiedy otrzymałem ramę z powrotem, stwierdziłem, że choć miejsce pęknięcia wygląda na naprawione, to cała rama jest zdewastowana. Oto lista zastrzeżeń:
1. Przy najmniejszym ruchu rama wydaje ostry, grzechoczący dźwięk, ponieważ do zamkniętego profilu pan Sienkiewiczowi wpadły – jak potem sam wyjaśnił – resztki nitów z demontażu przelotek. Na razie nikt nie potrafi tego wyjąć ani zneutralizować, prawdopodobnie wymagałoby to przecięcia ramy.
2. Wbrew wcześniejszym ustaleniom oryginalne naklejki firmowe Treka zostały zniszczone, zamalowane lakierem. Jest to nie nie do odtworzenia – w sklepach internetowych można dostać tylko podróbki, nie do konkretnego modelu. Nawet początkujący lakiernik potrafiłby zamaskować napisy przed robotą. Ponadto rama miała być pomalowana cała na niebiesko (z wyjątkiem naklejek), tymczasem pan Sienkiewicz prysnął haki przy tylnym kole czarnym sprayem, co wygląda jakby były upaćkane w smarze.
3. Nowy lakier na części przedniej (pod kierownicą) był już odrapany. Nie jest to wina poczty, opakowanie nie było naruszone.
4. Montowany przez pana Sienkiewicza gwint w rurze pod siodełkiem wypadł już przy pierwszej próbie zamontowania przerzutki E-type. Musiałem założyć starą przerzutkę innego typu. W ramie zieje dziura, po przejechaniu kilku kilometrów lakier powyżej niej odpadł na powierzchni ok. 3 cm.
5. Luxtech obiecał zrealizować naprawę w ciągu półtora tygodnia. Dodatkowe zlecenie zamontowania gwintu przedłużyło ten termin o ok. tydzień. Tymczasem p. Sienkiewicz przetrzymywał ramę przez półtora miesiąca. Na moje telefony niezmiennie odpowiadał, że już wysyła... Ani razu w tym czasie się ze mną nie skontaktował, nie mówiąc o przeprosinach za opóźnienie. Ostatni raz zadzwoniłem 2 grudnia i usłyszałem, że ramę „już wysłał”. Było to kolejne kłamstwo: pieczątka z poczty nosi datę 3 grudnia.
Jarosławowi Sienkiewiczowi wysłałem powyższe zastrzeżenia wraz z propozycją ugody (zwrot części opłaty pobranej z góry). Moja propozycja została odrzucona. Pan Sienkiewicz stwierdził, że „nie było mowy o pozostawieniu naklejek” (była mowa przez telefon, ponadto do ramy została dołączona kartka-list z prośbą o zostawienie naklejek); pan Sienkiewicz był też łaskaw wyrazić – pisownia oryginalna - „żdziwienie o braku jakichkolwiek naklejek przed lakierem". Sam, czytam dalej, zdecydował o pomalowaniu „zafajdanych haków" na czarno, co jego zdaniem „dzisiaj jest codziennością". Jedyna reklamacja, którą uznał, dotyczyła gwintu – zaoferował ponowne jego zamontowanie. Nie skorzystałem, wychodząc z założenia, że jeżeli ktoś nie potrafi zrobić tego poprawnie za pierwszym razem, to nie należy liczyć, że zrobi to za drugim – no a poza tym nie chciałem stracić roweru na kolejne tygodnie :(
WNIOSKI każdy może wyciągnąć sam. Moja rada: jeżeli ktoś mimo wszystko postanowi podjąć ryzyko wydania Luxtechowi ramy do sklejenia, to niech nie zleca malowania ani żadnych prac dodatkowych. Zlecenie wysyłajcie mailem, żądajcie pisemnego potwierdzenia odbioru, rozmowy telefoniczne nagrywajcie, nie płaćcie z góry – i uzbrójcie się w cierpliwość.