Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    IP: 195.85.227.* 23.06.04, 13:46
    Mam pytanie czy ktoś z Was miał kiedyś wypadek na rowerze. I jak się
    pozbierał? Kiedyś żeby nie stratować wbiegającego pod koła dziecka wjechałam
    po schodach do Wisły. Po tym zdarzeniu nie potrafię się przemóc, przed oczami
    przeleciało mi całe życie. Fakt, że jechałam na pożyczonym rowerze - za dużym
    jak już teraz wiem, co spowodowało że nie bardzo nad nim panowałam. Może to
    głupie pytanie ale, na którym rowerze poczucie kontroli jest największe?
    Obserwuj wątek
      • Gość: reder Re: wypadki IP: *.hd.pl 23.06.04, 17:12
        Kiedyś żeby nie stratować wbiegającego pod koła dziecka wjechałam
        > po schodach do Wisły.

        ała!!! o rany!! to musialo byc niezle!

        ja sam zawsze mam jakas fobie, przejezdzajac szyko obok przejscia podziemnego,
        ze cos sie wydarzy i zjade po schodach. na sama mysl, ciarki po plecach
        przechodza!
      • Gość: rowerzysta Re: wypadki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.04, 18:16
        jako mlody chlopiec, jadac na porzyczonym "reksiu", zjezdzalem z chodnika (bylo
        troche z gorki) w kierunku parkingu, zorientowlem sie za pozno, ze ten rowerek
        nie mial sprawnych hamulcy, skonczylo sie nieciekawie, bo udezylem w starego
        żuka (ktory byl tam zaparkowany)bylem w lekkim szoku i po chwili dostrzeglem ze
        mam dziure w nodze, jak sie pozniej okazalo wbil mi sie jeden z "pedałów" bez
        tej "gumy", do dzis pamietam bol szycia nogi (jakby na żywca) brrr...historia
        autentyczna...nie mam dzis z tego powodu zadnych lęków.
        • Gość: mrówka-robotnica Re: wypadki IP: 217.153.29.* 23.06.04, 20:22
          rok temu, gdy wracalm poznym wieczorem do domu, przejezdzajacy obok mnie
          rowerzysta próbował wyrwac mi torebke. na szczescie bez skutku. ale do dzis
          dzwiek jadacego za mna roweru paralizuje mnie i odruchowo mocno sciskam torbe
          na ramieniu. przez jakis czas mialam tez awersje do swego roweru, ale jakos sie
          przemoglam (w grupie znajomych razniej mi bylo) i teraz jest ok. wiem, ze to
          nie to samo co twoje doswiadczenia, ale nie martw sie: powolne oswajanie z
          dwoma kólkami i znow bedziesz smigac :-)
          powodzenia
      • Gość: Author Re: wypadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.04, 07:37
        Droga Asiu!

        Przez pięć pierwszych sekund po każdej kolizji z samochodem zastanawiałem się,
        czy przypadkiem nie kupić sobie kasku... :) Dotychczas nic poważnego mi się nie
        stało, jeżdżę jak wcześniej - może trochę bogatszy w doświadczenia. Żadnej
        traumy ani nic takiego. Co do Wisły ...rzeczywiście oryginalne, gratuluję
        refleksu! Wiadomo, cokolwiek byś nie zrobiła - to zawsze lepiej niż wbić się w
        takiego dzieciaka. On ma słabsze kości i głowę usytuowaną w dużo bardziej
        niebezpiecznym miejscu, mogło się to skończyć znacznie gorzej.

        W odpowiedzi na Twoje pytanie:
        Nieraz miałem serce w przełyku, kilka razy "stuknąłem" w samochód, raz
        przeleciałem przez maskę. W sumie nic ciekawego - zazwyczaj były to kolizje z
        niewielkich prędkości, bez zagrożenia dla zdrowia, i zawsze z winy kierowcy :)

        Co do spektakularnych scen kolarskich... hmm...

        - Raz jechałem dość szybko wąską uliczką i jakieś trzydzieści metrów przede mną
        pewna starsza osoba bez rozejrzenia ruszyła z przystanku na jezdnię.
        Wyprowadziłem, ale takiego hamowania nie widziałem nawet na filmach. Większość
        dystansu pokonałem w pozycji wertykalnej na przednim kole (normalnie bym tego
        nie zrobił). Ludzie na przystanku w szoku, ja zmieniałem kolejno kolory na
        twarzy, zaś beztroska starowinka o całym zajściu nawet się nie dowiedziała. :)

        - Innym razem na leśnej ścieżce nagle zmaterializował się olbrzymi pies. Tym
        razem nie było żadnych szans ominięcia ani zahamowania, ostatecznie ja
        poleciałem w jedną stronę, pies w drugą, a rower w trzecią. Kiedy pełzając
        zbliżyłem się do roweru, okazało się, że pies nie dość że nie miał ochoty mnie
        zagryźć, to jeszcze był tak uprzejmy i uciekł. Ja miałem pit-stop na prawie
        trzy tygodnie.

        Serdecznie pozdrawiam!
        • Gość: olo Re: wypadki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.04, 08:08
          Wydać się może dziwne, ale jeżdżę już kilka ładnych lat na rowerze i na miałem
          tylko jedną wywrotkę - nie liczę tych przewrotek w górach, źle najechałem na
          tory kolejowe biegnące na ukos przez jezdnię. Upadłem na rękę i tylko dzięki
          rękawiczce dłoń bolała mnie "jedynie" dwa miesiące.
          • Gość: asia Re: wypadki IP: 195.85.227.* 24.06.04, 08:39
            No tak z perspektywy czasu można się z tego śmiać. Dupa bolała mnie trzy
            tygodnie, że już nie wspomnę o nurkowaniu w przejrzyście czystej wodzie w
            Wiśle. W tym roku przymierzam się do kupna roweru, ale podejrzewam, że przez
            jakiś czas będę omijać zbiorniki wodne ;)
      • klymenystra Re: wypadki 24.06.04, 21:54
        ostatnio prawie prawie... padalo, bylo cholernie slisko, przejezdzalam przez
        przejscie (wiem, ze nie powinnam, ale jechalam wolniutko) i nalge mi jakis
        babsztyl wylazl prosto przed kola- zamiast isc jak inni ludzie po prawej.
        zachamowalam, wywalilam sie i mialam szczescie, ze nic nie jechalo... brr

        a ostatnio kupilam sobie dzownek i juz nie bede musiala hamowac przed psami,
        dziecmi (zgroza), staruszkami i panienkami na obcasie ktore spaceruja mi po
        sciezce. bede dzwonic i ewentualnie wyklinac ;)
        • Gość: 666 Re: wypadki IP: 5.2.* / *.chello.pl 27.06.04, 11:09
          moje dotychczasowe przypadki podczas rocznej przygody z rowerem
          zderzenie z:
          tramwajem
          traktorem
          samochodem 2x
          rowerzystą

          brzmi poważnie, ale to były tylko drobne otarcia, więc spoko.
          przedwczoraj dmuchałem nawet w alkomat :)
      • olik1980 Re: wypadki 27.06.04, 13:37
        Ja od dziecka jeździłam po lasach i polach. Teraz uczę się jeździć po...
        Krakowie.
        Łojezu!! Czasami to jest hard - core. Dzwonienie na ludność pełzającą po
        ścieżkach nic nie daje. Kilka osób potrącilam (cielaki myślą o niebieskich
        migdałach, zamiast patrzec przed siebie)
        Miałam jeden poważny wypadek gdy miałam 6 lat. Zahamowałam przednim hamulcem,
        koło się zablokowało, a ja przeleciałam nad kierownicą i poleciałam brodą po
        asfalcie zostawiając na nim smugę krwi. Szycie było. Ale rower kocham do
        dzisiaj :-)))
      • Gość: tiggy Re: wypadki IP: *.wroc.bauer.pl / 195.94.215.* 06.07.04, 12:07
        Ja mialem dwie sytuacje i oby dwie w deszczu.
        Raz przede mna sie zaswiecilo zolte ... szybko nie jechalem, ale hamulce slabo
        zadzialaly wiec jade dalej powoli ... no ale zaczeli przede mna piesi
        przechodzic .. krzyknalem ze hamulce nie dzialaja ..i mnie zlapal jeden pan i
        zatrzymal (stanal przede mna) :)

        Druga byla bardziej powazna .. spoznilem sie do domu, bo z zona mielismy jechac
        do lekarza, wiec poginam do domu. W sumie ni to padalo ni nie padalo. O mijam
        sobie gdziecznie korek, zapinam 56 zebow na przedniej zebatce i rura do przodu.
        Na liczniku juz mialem pod 50 (szosowka rasowa, gorale suxx ;) ) wchodze w
        zakret a tu mi sie przednie kolo lekko uslizgnelo i za chwile wpadlo w tory
        tramwajowe (szosowka cholera ... waskie opony). i polecialem na bok. Buty
        zapiete w noskach .. tylko rzut okiem czy chlopaki za mna dadza rade wyhamowac,
        czy mam sie ewakuowac jak najszybciej gdzie sie da .. ale bylo spokojnie. W
        sumie fuks byl taki, ze asfalt byl mokry i stracilem tylko spodenki i bluze ;)
        .. bylo by cieplo, jakby co z tylu sie zagapili ;)
      • crestone Re: wypadki 07.07.04, 22:59
        Na kolarce jeździłem od '98 r. i w ciągu 5 lat trochę róznych zdarzeń było...
        Wymienię te, które najlepiej pamiętam:
        - wracając do domu wieczorem jechałem przez osiedle i gdy nagle z bocznej
        uliczki wyjechał przede mnie samochód, w wyniku hamowania zaliczyłem upadek na
        bok, po którym do dziś została mi blizna na udzie (było już w miarę ciemno,
        przednim kołem wpadłem w jakąś wyrwę w osiedlowej uliczce i upadłem na jakąś
        żwirowatą powierzchnię tego asfaltu...) To był mój pierwszy "wypadek" i został
        w pamięci...
        - centrum Łodzi, jechałem w kierunku południowym ul. Gdańską przy bibliotece
        im. Piłsudskiego (zorientowani będą wiedzieć, gdzie ;)) i zagapiłem się na
        przechodzącą młodą studentkę (jak sądzę :)) - przednim kołem idealnie
        wpasowałem się w szynę tramwajową (tylnim już nie...) i sprowadziło mnie na
        jezdnę. Dziękowałem wszystkiemu, co mogło się przyczynić, że nie nadjeżdżał
        akurat tramwaj... W sumie nic się nie stało, ale stresa miałem przez chwilę.
        - ścieżka rowerowa na ul. Strykowskiej w stronę południową - jadę ok. 50 km/h i
        ścieżkę przecina mi od ul. Spornej biała Skoda Fabia - myśląc, że przejedzie,
        (miała wolny wjazd na ul. Strykowską) nie hamowałem, a kierowca zatrzymał się
        nie wiedzieć czemu w ostatnim momencie, więc by nie wbić się centralnie w
        niego, zarzuciłem podczas hamowania dwa razy na bok i ostatecznie wpadłem na
        niego, ale bokiem - wynik: ósemeczka, trzy pęknięte szprychy, obita noga na ok.
        2 tygodnie, trochę stresu, porysowany lakier + wgniotka w lewych tylnych
        drzwiach Skody ;)
        - gdy tylko mi przeszło po tym zda(e)rzeniu (mam na myśli ból nogi) miałem już
        poważniejszy wypadek, w wyniku którego przestałem jeździć na kolarce, miałem
        rok przerwy i przesiadłem się niedawno na MTB - ale o tym może innym razem...

        (życzę wszystkim jak najmniejszej ilości wypadków!)
        Pzdr.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka