beno1
30.10.04, 13:38
Pogoda sprawiła olbrzymi prezent – ale i tak wynik ponad 800 osób jest
zaskoczeniem zważywszy na porę całkowicie po zmroku i fakt, że jednak część
potencjalnych masowiczów wyjechała z miasta. Ciekawostką jest też całkiem
liczny peleton w drugiej części masy – niemal tyle samo, co na starcie.
Generalnie wynik obecnej masy daje progonstyk na maj-czerwiec trudny do
przewidzenia. Ja zresztą już żyję tymi późnowiosennymi masami, bo podejrzewam
jakieś ogromne przebicie. Będzie 3 tysiące? Więcej? To i tak byłyby tylko co
dwusetny mieszkaniec miasta. Już sobie wyobrażam tę akcję plakatową na
wiosnę, informacje do mediów, może jakiś bilbord na przyczepce?
A co do bieżącej. Być może policja nie dała ciała, tylko było ich zbyt mało,
ale jednak patrol czołowy przegiął – jechali za ostro i kolumna została
straszliwie rozciągnięta od Jerozolimskich po JPII. Były tak duże luki w
peletonie, że strach było jechać, bo człowiek nie wiedział, czy jest jeszcze
w masie, czy też już samochody jadą. Było tak np. na rondzie ONZ, gdzie
masowicze z drugiej połowy peletonu (wcale nie z końca) przejeżdżali
niebezpieczne skrzyżowanie ze skrętem w lewo w cyklu sygnalizacji świetlnej i
w potoku samochodów.
Efektem rozciągnięcia było realne wk...wienie kierowców na Świętokrzyskiej.
Jak zwykle staram się być obiektywny, tak teraz pierwszy raz widziałem
grupowe poirytowanie kierowców stojących na całej długości ulicy od Emilii do
Marszałkowskiej. Uważam, że ten korek samochodowy mógł być znacznie krótszy,
gdyby policja prowadząca masę nie pognała tak szybko do przodu po
Marszałkowskiej – no i nie było przystopowania masy przy Sezamie. Generalnie
daliśmy tu trochę argumentów przeciwnikom masy, bo kierowcy powychodzili z
samochodów i ubliżali policjantowi na skrzyżowaniu.
Rozciągnięcie było tak długie, że zatrzymałem rower przed przejściem dla
pieszych na początku Świętokrzyskiej by przepuścić naprawdę wystraszoną
starszą babcię, która ruszyła po pasach i znalazła się w niezłych tarapatach.
Mógł ją nawet ktoś potrącić, a widok truchtającej 90-letniej babiny z torbą
na kółkach był naprawdę nieprzyjemny. Ale jak piszę – była to ewidentna wina
kierowcy radiowozu, który miał coś za ciężką nogę na gazie.
Potem było już OK. I pierwsza nowość - szczególne słowa uznania dla
policyjnego patrolu z końca, poganiającego cały czas ostatnich masowiczów –
kolo nadawał przez szczekaczkę jak jakiś DJ, nawet można się było pośmiać z
niektórych tekstów, typu: „a pani co, zasnęła na tej trawie, kończymy już,
wstawać z ziemi, wstawać!” Efektem był dość zwarty ogon peletonu i jakoś to
wszystko się kupy trzymało. Nie blokowaliśmy ruchu więcej, niż było to
potrzebne.
Inną nowością był chyba pierwszy raz, gdzie policja się przemogła i wreszcie
na paru ważnych arteriach przerwała peleton w połowie, by przepuścić pojazdy
czterokołowe.
Z tego co widziałem, to chyba Czajnikowi się udało wstrzymać też samych
rowerzystów dla przepuszczenia pieszych. Musimy mieć tę świadomość, że o ile
kierowcy są posłuszni, to piesi łamią przepisy jak święte krowy i będą się
zniecierpliwieni ładować pod koła, a nasze peletony są coraz dłuższe. No nie
ma rady, jak masa ma ponad kilometr to muszą być przerwy w najbardziej
zatłoczonych miejscach miasta. Bo jak zwykle więcej zjebów było od pieszych,
niż kierowców – pomijając Świętokrzyską.
Generalnie jednak – radość, zabawa, przyjazne gesty i pytania idących po
chodniku, skąd my jesteśmy i co to wszystko za impreza.
Brawa dla patrolu medycznego za interwencje, i brawa dla patrolu (roweru)
technicznego, że się pojawił po raz pierwszy. Czy też miał co robić? Były
jakieś interwencje?
I wielkie piętno w dupsko rowerzystów jeżdżących po chodniku na Nowym
Świecie – NIE BYŁO ANI JEDNEGO! Stworzyłem nieformalny jednoosobowy patrol
porządkowy koło siedziby KPawlaka i nikt mi nie podjechał! Nie było komu
zwrócić uwagi, że nie jeździmy po chodniku. Stałem jak głupi w kamizelce z
rowerem w poprzek chodnika i chyba tylko sam pieszym ruch utrudniałem. No
żeby choć jeden rozpędzony małolat na góralu. A tu zero. Nic. Po prostu
empty. Dopiero dalej pod Bliklem dwóch wskoczyło na chodnik ale raczej w
tempie spacerowym.
Za to śmieszna sytuacja, gdy na Belwederskiej jeden gostek wjechał na chodnik
i cała grupa go zakrzyczała, żeby zjechał stamtąd, a kolo specjalnie się
oddalił, żeby w ciszy przez komórkę porozmawiać -)))
A, i jeszcze jedna nowość. Wreszcie ktoś przytargał megafon. No nareszcie. Po
ostatnim brzęczeniu muchy z policyjnej tuby, gdzie nie było już dokładnie nic
słychać, kolejny krok w rozwoju masy. Pamiętajcie tylko, że ta tuba ma
pokrętło z boku! Bo ona jest naprawdę głośna, a w ferworze przemawiania ktoś
ją dokręcił na pół gwizdka.
Tak więc wszystko super, tylko przeżyć te zimowe miesiące i na wiosnę WIELKA
MASA. Może 5 tysięcy?
Beno