gromanik
24.12.06, 15:19
na komisariat na Białołęce wbiega spanikowana kobieta, mówi, że mąż ją
straszył bombą kładzie na ladę paczkę i ucieka, za nią rusza patrol i
zatrzymują ją(później do wyjaśnienia także męża). W tym czasie oficer dyżurny
wynosi paczkę w najdalszy kąt policyjnego parkingu, wzywa pirotechników,
ewakuuje budynek, wszystkich policjantów rozsyła na patrole, przyjeżdżają
wezwani pirotechnicy, straż pożarna oraz pogotowie ratunkowe, straż rozwija
linie gaśnicze i przygotowuje się do ewentualnych działań, pirotechnicy
zajmują się ładunkiem, reszta czeka, w międzyczasie składam znajomym
strażakom z JRG 10 życzenia i częstuję cukierkami. Po około godzinie okazuje
się że w paczce znajdują się... perfumy.
Chyba sytuacja typu: Kochanie, mam dla Ciebie bombowy prezent.
Pewnie się kłócili i na wigilie on chciał się pogodzić, ale oczywiście
chcieli go dokładniej sprawdzić, bo żona mogła mieć uzasadnione powody do
obaw.