Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Nasz pierwszy maraton

    01.07.07, 20:41
    przeżylismy dzisiaj.
    jestem tak zmeczona i poobijana ( nie obyło się bez upadku), że własciwie
    niewiele dziś napiszę.
    Zrozumiałam jak bardzo odstaje od reszty:), ale jednoczesnie udało mi sie
    osiągnąć swoje cele: ukonczyc i nie byc ostatnią.
    Duzy jak dla mnie bardzo duzy wysiłek ( 68 km. bez odpoczynku i jak dla mnie
    duże tempo ), ale jednocześnie niesamowita przygoda.
    Dobrze, ze jutro mam urlop:) bo bym się chyba nie dowlekła do pracy.
    Obserwuj wątek
      • Gość: pegaz Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.07, 21:02
        > Zrozumiałam jak bardzo odstaje od reszty:)

        Jestem przekonany, że jest całkiem spora reszta, która bardzo odstaje od Ciebie :)

        Mi przede wszystkim podoba się atmosfera takich imprez. A wynik, oczywiście jak dla kogo, dla mnie ma znaczenie drugorzędne, ważna jest zabawa i fair play. Wybitnym kolarzem i tak już nie zostanę.
      • Gość: Sławek Rz. Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.07, 21:07
        Skrobnij chociaż co to za maraton... :-)
        • Gość: Jacu Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.icpnet.pl 01.07.07, 21:25
          Stawiam na Bike Maraton w krakowie - dystans i data pasuje ;)

          bikemaraton.com.pl/imprezy/eid/20/sub/trasa
          • Gość: Slav4 Re: Nasz pierwszy maraton IP: 217.70.56.* 01.07.07, 22:06
            Tak, BM Fuji Kraków.
            Dojechaliśmy, leczymy potłuczenia i zakwasy. Dawno nie miałem zakwasów po
            rowerze. Ale już wracając w samochodzie, stwierdziliśmy że nigdy w życiu nie
            jechaliśmy 4 godziny, w zasadzie non stop bez odpoczynku. Licznik się zamknął
            na 69 km, a to daje pojęcie o naszej średniej na - w zasadzie - płaskiej trasie
            Mega o przewyższeniu ca 900 m. Staraliśmy się jechać razem; do mety dotarliśmy
            w odstępie +/- 5 minut
            Wrażenia z "pierwszego razu"
            - jakim cudem da się tak zap&%alać błotna rynną ? Da się jak widać. Dublowała
            nas czołówka jadąca 2-gą pętlę i brakło mi słów jak widziałem tę prędkość na
            błotnistym singletracku. Kosmos, normalnie brak słów co do techniki jazdy
            zawodowców
            - jedno jedyne miejsce gdzie podchodziliśmy to tzw Wąwóz Półrzeczki. Mijał nas
            jakiś wycinak, którego wcześniej widziałem jak zmieniał gumę. Ludzie z ogona
            się wleką, ledwo pchają a ten pooooooszedł slalomem i tylko błoto pryskało
            - organizacja: nie wiem, z wiadomych względów nie mam porównania do innych
            imprez, ale na forum BM ludzie straszliwie narzekają na bufety i oznakowanie.
            Jedyny zarzut jaki mi przychodzi do głowy to mega-korek, bo w zasadzie zaraz po
            starcie wpuścili nas na leśne single. Do 10-12 km (dopóki "mini" nie odbiło w
            bok) więcej się szło niż jechało
            - wnioski na przyszłość: nie startować z tyłu (planowo ustawiliśmy się w
            ogonie, choć był czas zająć miejsce wcześniej). Podchodząc w korku niesamowicie
            się traci. (też nowina :o). I drugi wniosek: WIĘCEJ KALORII !!! Nie da się
            liczyć na bufety i objechać takiej trasy mając 2 batony i 500 ml gęstej odżywki
            carbo. Banan z bufetu zapcha, poratuje, ale to już nie taka energia. Czujemy
            lekki niedosyt - na pierwszym podjeździe pod Kopiec (jeszcze było w miarę
            szeroko) wyprzedzaliśmy masę osób i myślałem że chyba jesteśmy nieźli :o))).
            Ale ci wyprzedzani to musiały być osoby z Mini.
            Po cichu liczyłem na miejsce w połowie stawki, bo "przecież dużo jeździmy". O
            ja naiwny... - listonosz też dużo jeździ..... Jesteśmy duuużo bliżej końca niż
            początku. Miejsc nie pamiętam, ale na 90% ostatnia setka. (jutro na stronie BM
            powinny być wyniki)
            Bez strat w ludziach i sprzęcie; 2 gleby u Izy (na szczęście nieszkodliwe).
            Roweru jutro nie dotknę nawet patykiem, choć aż się prosi o mycie.
            I to tyle na gorąco. Jechał ktoś jeszcze ?
            • Gość: thony Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.07, 22:31
              A nie chwaliliscie sie ze bedziecie startowac. Tez dzisiaj startowalem ale mi
              wyszlo dkoladnie 72 km na Mega.
              Co do organizacji to jest sporo plusow ale tez i wiele minusow dla
              organizatorow. Maraton w ktorym startuje 1500 osob trzeba na prawde dobrze
              przygotowac. Nalezy tak wytyczyc trase zeby ludzie mogli jechac a nie stac w
              korku, trzeba ta trase dobrze oznakowc i nie mozna sobie pozwolic wpadki w
              stylu np zupelny brak wody w bufecie (dzisiaj na 2gim bufecie tak walsnie
              bylo). Ale poza tym bylo ok.

              To co, bedziecie w Zawoi za 2 tygodnie?
      • Gość: Agata Gratulacje! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.07, 07:59
        Jestem pełna podziwu! :) Życzę Wam kolejnych, z coraz lepszymi wynikami! :)
        Może na którymś się kiedyś zobaczymy?..
      • dr.krisk Uznanie & podziw! 02.07.07, 08:59
        Podziwiam i zazdroszczę.....
        • Gość: Slav4 Nie jest aż tak źle :o) IP: 217.70.56.* 02.07.07, 11:59
          Wyniki już są - trochę nas podbudowały.
          Mega: 788 sklasyfikowanych, ja: 4:16:06, miejsce 645/163 M3; Iza 4:20:31
          miejsce 672/ 16/K3. Czyli nie ostatnia setka :o))))))

          Ale nie o to chodzi. Międzyczas na 30-tym kilometrze złapał nam 3:21:xx
          (wjechaliśmy prawie razem). A to oznacza że drugą połówkę, na zakwasach i
          zgonach z braku prądu udało nam się przelecieć PONIŻEJ GODZINY!!!
          Fakt, potem było więcej z górki. Bramka chyba też nie była dokładnie na 30-tym
          km jak podają organizatorzy (patrzę na międzyczasy ludzi z "czuba"). Stawiam że
          gdzieś między 35-40.
          Wniosek: KORKI QWA KORKI !!!. Przyjechaliśmy z nastawieniem "przejechać i
          zobaczyć jak jest" i dlatego na starcie nie pchaliśmy się do przodu. Ludzie się
          już dawno poustawiali, a myśmy kręcili spokojnie po Parku Jordana. No i w
          rezultacie wycieczka "z buta" pod ZOO a potem piesze zwiedzanie Lasku
          Wolskiego. Nie miałem pojęcia że to trwało aż tyle...

          Powyższe nie zmienia faktu, że np. Mirek Bieniasz dołożył mi prawie 2
          godziny :o))).
          A dzisiaj.... dzisiaj odbieram od niego MTB z prawdziwego zdarzenia (już
          zaliczkowałem w sobotę :o)))
          www.erowery.pl/go/_info/?id=929
          Myślę że jak zobaczy czas i miejsce to nie podniesie ceny :o)))

          PS. Thony, Zawoji nie jedziemy (uroczystość rodzinna). Za tydzień Krynica ale
          chyba wybieramy się z większą ekipą na wycieczkę. Za to bogatsi w
          doświadczenia, na 110% jedziemy MTB Maraton (dawny Intel) w ostatni weekend
          sierpnia (Kraków).
          • Gość: kondor Re: Nie jest aż tak źle :o) IP: *.interq.pl 02.07.07, 20:53
            ..."ja: 4:16:06, miejsce 645/163 M3; Iza 4:20:31 miejsce 672/ 16/K3"...
            Czxtery minutki różnicy?
            Nie patrz do przodu tylko do tyłu żeby na następnym maratonie Iza nie siadła Ci
            na koło. haha
            • Gość: Slav4 Re: Nie jest aż tak źle :o) IP: 217.70.56.* 02.07.07, 21:58
              > ..."ja: 4:16:06, miejsce 645/163 M3; Iza 4:20:31 miejsce 672/ 16/K3"...
              > Czxtery minutki różnicy?

              No cóż, lżejsza jest.... I rower też lżejszy o co najmniej 2 kg...
              A tak na serio, to podejrzewam że ma znacznie lepszy tzw. stosunek mocy do wagi
              ("weight to power ratio"). Są podjazdy, zwłaszcza proste - nietechniczne gdzie
              mnie urywa z koła i trzeba to niestety napisać :o)
              Zresztą trenowała siatkę i to na poziomie II/III ligi duuużo dłużej niż ja
              quasi-amatorskiego kosza. Oczywiście charakter wysiłku w tych sportach jest
              inny niż w kolarstwie (nacisk na dynamikę, nie wytrzymałość), ale na obozach
              przedsezonowych robi się również, albo przede wszystkim kondycję. I to zostaje
              w mięśniach przez lata.
              Podszkoli dziewczyna technikę i zacznie śmigać w okolicach pudła na K3 :o)
      • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 02.07.07, 11:26
        W którymś z wątków wspominaliście że macie zamiar startować w tym maratonie no
        i się udało.Teraz już wiem kto jechał skrótami lub kto nadłożył drogi
        68 - Iza
        69 - slav
        72 - thony
        Żeby zweryfikować jak jesteśmy mocni trzeba się zmierzyć z najlepszymi w
        bezpośredniej walce.Większość startuje nie dla wielkiej rywalizacji lecz dla
        zmierzenia się z samym sobą.W miarę startów apetyt rośnie i wtedy zaczyna się
        walka o każdą pozycję.Jestem mimo wszystko za tym aby robić pewną selekcję żeby
        nie było tak że ci co na przodzie jadą już 15 min,a ci co z tyłu jeszcze stoją
        na starcie.
        Tak samo jest na La Marmotte tysiące zawodników w jednej grupie. Ale widocznie
        nie ma innego sposobu aby przyrównać się do najlepszych.
        To nic że kości poobijane,to nic że zakwasy,to nic że zmęczenie. Gdy przyjdzie
        czas na kolejny maraton zapomina się o wszystkim i rozpoczyna się nowa przygoda
        • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 02.07.07, 18:58
          Tak Kondorze, zamiar mielismy ale na ten sierpniowy:) i tak jakoś wyszło, z
          epojedizemy na ten w celu rozeznanania a na ten drugi już powalczyć (
          ha,ha,ha). O ja nawina. Wczoraj walczyłam do upadłego z samą sobą, żeby to
          skonczyć i żeby nie być ostatnią, bardzo się bałam żebym nie była ostatnia.Więc
          to już wczoraj musiałam dać z siebie wszystko. Zobaczymy na co będzie mnie stać
          w sieprniu, bo podobno ten drugi maraton jets trudniejszy.
          No wynik nie jest rewelacyjny, ale na moim dystansie było tylko 69 kobiet na
          788 osób sklasyfikowanych. Byłam wśród tych kobiet 46. Ja na pierwszy raz chyba
          nie tragicznie, zresztą sama nie wiem...
          Najwazniejsze, że się udało.
          Pan Mirek Bieniasz ( dla mnie "Pan", szacunek, średnią z soboty miał 29 km/h,
          dla porownania moja 16:)), powiedział, że to był bardzo łatwy maraton:). Ze
          trudny jest ten za tydzień w Krynicy. Po cichu jeszcze przed Krakowem
          myśleliśmy o Krynicy, zwłaszcza, że jedzie nasz znajomy, ale teraz już wiem, że
          się nie nadaje. Pan Mirek powiedział, że duzo trudnych podjazdów i zjazdów, a
          jesli on mówi, ze trudny to musi być jak dla mnie mega trudny.
          Z trasy pamiętam niewiele naprawde. Pamiętam tylko, że starałam sie gnać ile
          sił w nogach, pamiętam, ze do 30 km szło mi dobrze, a potem zaczełam opadać z
          sił i pojaiwły się wątpliwości czy dojadę. Potem chwilę bylo lepiej, potem
          znowu mega kryzys, a potem znowu jakiś przypływ sił i do mety dojechałam juz
          gnając znowu ile sił w nogach.
          Korzyści widzę wiele:
          spełnienie marzenia, podołanie wyzwaniu, znalezienienie swojego miejsca w
          rowerowym szeregu:), fajna atmosfera, nowe doświadczenia, musiałam przełamać
          strach przed zjazdami, bo jak za mną byli ludzie, przede mną ludzie to trzeba
          było jechac i koniec. Cholera... byłam koszmarnie zmęczona, koszmarnie... rózne
          myśli kołataly mi w czasie trasy typu: chyba jestem nienormalna, po co się tak
          męczyć, co ja tu robię, nie dojadę... muszę dojechać... , ale kiedy dojeżdżałam
          do mety i w drodze do mety jeszcze ze dwóch panów wyminęłam to płakac mi się
          chciało ze szczęścia, niesamowite uczucie naprawdę. I dla tych kilku chwil
          warto było, naprawdę warto było włożyć w to tyle wysiłku.
          Jeszcze czegoś takiego nie doznałam. Trenowałam siatkówkę, więc
          odpowiedzialnośc, radość ze zwycięstwa , smutek po przegranej była zawsze
          zbiorowa. Tutaj odpowiadałam sama za siebie.I to uczucie, że uczestniczy się w
          takim rowerowym święcie..
          Naładowało mnie to tak pozytwyną energią, ze wystarczy na co najmniej tydzień,
          a w sobote pojedziemy do Krynicy pokibicowąc Panu Mirkowi i przy okazji zrobimy
          jakąś traskę.
          Ktoś jeszcze z forum wczoraj startował? Bo jestem ciekawa wrażeń.
          P.S. nie jechałam skrótami, ale byli tacy co oszukiwali, co mnie wprawiło w
          zdumienie.
          hmmmm... tak mi się spodobało, że pojechałabym gdzieś znowu:), znacyz na
          maraton, bo na rowerku już dzisiaj byłam:), długo bez niego zyc nie mogę.
          • Gość: Onka Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.07, 19:54
            Swietną relacje zdaliście, aż serce rośnie jak się to czyta :) gratuluję
            serdecznie!! Mi też się marzy taka przygoda (Transcarpathia to chyba zwięczenie
            tych moich marzeń), ale wcześniej niż za rok to nie ma szans! Pozdrawiam!
            • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 02.07.07, 20:03
              Relację to dopiero chciałabym napisać:), żeby mi to nie umkneło z pamięci.
              Myślę, że dla mnie TransCarpatia to za dużo. Nie wyobrażam sobie takiego
              wysiłku dzien po dniu a Transcarpatia to GÓRY. Mam 35 lat i organizm troche już
              zmęczony kilkanastoma latami trenigów, kolano bez więzadła i Łąkotki, kręgosłup
              tez powichorwany ( to mój głowny problem po takim duzym wysiłku, boli,
              zwłaszcza w nocy tak, że płakac się chce, z boku na bok nie mogę się
              przewrócić).Tym bardziej, że na rowerze tak powazniej to jeżdże dopiero 3
              sezon, a na górlau pierwszy i tak naprawde doświadczenie jeśli chodiz o góry i
              teren mam raczej mizerne.
              Dzisiaj ww. M. Nieniasz powiedział, ze w Krynicy przelecieli m.in. przez
              Radziejową, Wlk. Rogacz i coś tam ejszcze w 3 godziny . Ja na Wlk. Rogacz ( 1
              km. podjazdu kamienistego) wjeżdżałam około 2 godzin, więc co ja bym tam
              robiła?:)
              Także dla mnie TransCarpatia - to za duzo, chociaż zdaje sobie sprawę, ze to
              byłaby największa przygoda życia. Szkoda, że tak póxno zaczęłam jeździć na
              rowerze.
              Ale może Ty jesteś młoda, zdrowa, pełna zapału - dlaczego nie?
              Zyczę Ci aby spełniło się to marzenie.
              Pozdrawiam
              • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 02.07.07, 20:15
                oczywiście powyżej miało byc , ww. M. Bieniasz, a nie Nieniasz:).
                Aha, jeszcze jedno mi się przypomniało: przejechałam całą trasę ze średnim
                tętnem 162:) , to mój rekord - w życiu nie przejechałam tylku godzin na takim
                tętnie.
                Ja wiem wiem, że dla niektórych to nieduzo ( słyszałam jak jakis chlopak mówił,
                ze miał 180, no ale to był jakiś wycinak).
                Kochani, to naprwde wielka przygoda i myślę, ze dopóki zdrowie pozwoli to
                przynajmniej raz do roku na takie imprezyt będę jeździć, bo generalnie to jak
                napisał ktos powyżej "lepszym kolarzem to już nie będę" ,więc w maratonową
                rywalizację nie zamierzam się włączać, a poza tym lubie podziwiać świat jadąc
                na rowerze, a wczoraj nawet nie bardzo wiem gdzie byłam i którędy jechałam:)
                Jeszcze jedno do koleżanki, która chciałby jechac na TransCarpatię, Pan Mirek
                mówił, ze tam jedzie się znacznie wolniej, zapewne dlatego, że podjazdów więcej
                i trudny teren.
                • Gość: pegaz Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.07, 20:29
                  > bo generalnie to jak
                  > napisał ktos powyżej "lepszym kolarzem to już nie będę"

                  Hej, to pisałem ja, i proszę mi tu nie przekręcać ;) Pisałem o byciu wybitnym kolarzem, bo lepszym to zawsze można być i powinno się do tego dążyć. Reprezentujesz ledwo co kategorię K3, więc jeszcze trochę startów przed Tobą :)
                  • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 02.07.07, 20:33
                    Pasowało by mi podrzucić ten opis pewnemu gościowi co z nim dyskutowałem kiedyś
                    na innym forum.Ale wątpię aby i to do niego dotarło.
                    Był raz w Bieszczadach i powiedział że już tu więcej nie przyjedzie.Strasznie
                    się rozwodził nad tym błotem którego tu jest sporo.Lamentował że musiał czyścić
                    rower godzinami.Pisał że każda trasa to męczarnia.Podjazdy ciężkie i
                    wymagające ,a on chciał na rowerze odpocząć.Było tego sporo i tak naprawdę
                    żaden argument do niego nie docierał.

                    Opisujesz swoje wrażenia z trasy i odczuwam że im bardziej w kość dostajesz tym
                    większą radość Ci to sprawia .Jest w człowieku sportowa złość i ona daje o
                    sobie znać wtedy gdy przychodzi zwątpienie.Start w grupie dodaje dodatkowej
                    mocy,a mianowicie nie pozwala spasować mimo że mięśnie odmawiają posłuszeństwa.
                    Wmawiamy sobie że jeszcze jeden podjazd dam radę,jeszcze następny kilometr tym
                    samym tempem,jeszcze jednego zawodnika wyprzedzimy.Wyścig zmusza nas do max
                    wysiłku i stąd te 4 godz. bez odpoczynku.Gdy jeździmy turystycznie to gdy
                    przychodzi zmęczenie odpoczywamy gdzieś w cieniu dobrego drzewa.

                    ..."Pamiętam tylko, że starałam sie gnać ile sił w nogach, pamiętam, ze do 30
                    km szło mi dobrze, a potem zaczełam opadać z sił i pojaiwły się wątpliwości czy
                    dojadę"...
                    Znacie dobrze Bieniasza,a więc człowieka który zjadł zęby na rowerze,a raczej
                    zakatował nie jeden dobrej klasy rower.Proponuję pogadać z nim w jaki sposób
                    rozłożyć siły aby wytrzymać każdy maraton w którym zamierzacie startować.Na
                    pierwszych startach ludzie eksploatują się do granic wytrzymałości organizmu.W
                    ten sposób wielu się wypal i stoją w miejscu,a nieraz rezygnują z następnych
                    startów.
                    Jeżeli chodzi o wyżywienie przed startem jak i w trakcie to wiadoma sprawa. Nie
                    wolno tego zaniedbać bo może zabraknąć paliwa na ostatniej prostej
                    • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 02.07.07, 20:44
                      Mnie nie jst latwo zniechęcić, a w Bieszczady przyjedziemy w tym roku:).Ja po
                      prostu lubię sportowe wyzwania, chociaż bloto niespecjalnie, ale ostatnio
                      stwierdziłam, ze i po błocie trzeba nauczyć się jeździć.
                      A ja lubię się zmęczyc na podjeździe, lubie ten stan kiedy nogi odmaiwaja juz
                      posłuszeństwa, człowiek mysli: po co mi to, a potem z radością staje na
                      szczycie by patrzeć na piekne widoki i cieszyć się, że sie udało:).
                      Masz rację - w grupie jest większa mobilizacja, nie odpuszcza się tak łatwo,
                      musze powiedzieć, że paru gościu kilka razy wyprzedziłam na podjazdach, ale
                      podjazdy to ta moja mocniejsza ( chyba) strona , w przeciwństwie do zjazdów , w
                      ktorym jestem cienka i strachliwa, chociaż tym razem zmuszona byłam zapomnieć o
                      strachu.
                      jeszcze jeden wniosek z maratonu: starsznie trzeba uważać, nie tylko na siebie,
                      ale przede wszystkich na innych, to ciągłe: lewa, prawa, zmusza do maksymalnej
                      koncentracji.
                      oj, jestem strasznie szczęśliwa... a miałam mnóstwo wątpliwości czy jechać...
                      stojąc na stracie miałam mnóstwo wątpliwości... jak patrzyłam na tych ludzi z
                      jakichs teamów co niejedne maraton przejechali, na ten sprzęt ( skądinąd : ile
                      wspaniałych rowerów!!!!).
                      Także tym, którzy jeszcze nie byli a jeżdżą na rowerze - polecam.
                      • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 02.07.07, 20:51
                        P.S. z panem Mirkiem już dziś rozmawiałam o jedzeniu na trasie:).
                        Popłeniłam duzy błąd jesli chodzi o jedzenie, zwykle przed większa wycieczką
                        staram się jeść nieśmiertleny makaronik, a wczoraj zjadłam jedna bułkę,
                        batona.. to było za mało, zważywszy ze dzien wczesniej tez nie za bardzo
                        jedlismy.
                        Głupie to było... no ale jest nauczka na przyszłość.
                • Gość: Onka Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.07, 12:21
                  Co do Transcarpatii - to oczywiście, że mierzę siły na zamiary! Dzięki za rady
                  i wskazówki! Zresztą widać przecież na filmikach ile kobiet startuje i jak
                  opisują swoje emocje. Nie wiem czy kojarzysz (napewno) takie dwie babeczki z
                  2005 r. - miały boskie podejście do problemu, zresztą to była jedyna para
                  żeńska. Mnie też o coś takiego chodzi - ot przejechać trasę i swietnie się bawić
                  - sprawdzić się. No może nie na szarym końcu :>
                  Ja fakt jestem młodsza od Ciebie -ale staż rowerowy mamy podobny (3 lata).. no i
                  ja od zawsze jednak jeżdże po wertepach.. szosa to tylko z musu - nawet opony
                  mam takie, że "kleją" mi sie niemiłosiernie do asfaltu.
                  Pozdrawiam!
                  P.S. Zreszta, zresztą.. dostać/zapisać się na tę imprezę graniczy już teraz z
                  cudem :) miejsca na kolejną obstawione już dwa dni po zakończeniu wyścigu!
            • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 02.07.07, 20:45
              onka - co do Transcarpatii to trzeba się dobrze zastanowić czy damy radę.
              Ze względu że trasa przebiega po części po terenach po których kręcę mam okazję
              od kilku lat oglądać zawodników na trasie.Jak co roku jest grupa,która walczy o
              zwycięstwo.Są tacy co marzą o pierwszej dziesiątce,ale i tacy co chcą tylko
              zaliczyć.Niestety trasa jest bardzo wymagająca ,a limity czasu poszczególnych
              etapów skutecznie eliminują tych co przecenili swoje siły jak i możliwości
              rowerów na których zdecydowali się jechać.
              Już pierwszy Bieszczadzki etap robi selekcją tych najsłabszych i pozostałe
              etapy jedynie "asystują"
              • tiresias Re: Nasz pierwszy maraton 03.07.07, 10:28
                bardzo gratuluję.
                w związku że przygotowuję się do mojego pierwszego klasyka kłodzkiego (na
                szosie) i trenuję dośc intensywnie (w niedzielę był wjazd na Pradziada
                (Jeseniki) - 1500 m przewyższenia na 40 km odległości) to mam pytanie:
                co z tym żywieniem? co z tymi kaloriami?
                trochę mi te power bary nie podchodzą, ale czy na bananie i makaronie uciągnę?
                jadłem takie cuś:
                www.powerbar.com/Products/PowerGel/
                fakt, że lekkiego kopa daje na ostatnie 20 km ale może macie jakieś dobre rady?
                ps.
                tarnów ma chyba jedną z najlepszych obwodnic w kraju. niedawno jechałem
                pzdr.
                • Gość: Slav4 Re: Nasz pierwszy maraton IP: 217.70.56.* 03.07.07, 15:00
                  Eee, z tą obwodnicą to chyba jakieś jaja sobie robisz :o)))
                  Wpadnij kiedyś - zobaczysz jak się fajnie jeździ :o)))

                  A co do meritum:
                  Makaron, czy inne lekkostrawne węglowodany - obowiązkowo. I to nie tylko na
                  śniadanie przed startem ale "do bólu" już dzień-dwa wcześniej, najlepiej w
                  tzw "oknie glikogenowym" (się naczytałem i się wymądrzam)
                  Banan - jak pisałem - zapcha i oszuka żołądek, ale nie daje Prawdziewgo Powera.
                  Ja jechałem na czymś takim:

                  www.nutrend.pl/index.php?show=produkty/winner14
                  Tylko zrobiłem dużo bardziej skondensowany niż zaleca producent. Jak się
                  rozgrzało to smakowało jak "krówka" w płynie. Myślę że 100 ml tego "szuwaksu"
                  miało więcej kalorii niż paliwo rakietowe :o)
                  Mieszanka węgli (prostych i złożonych) + białko w stosunku 3:1. Receptura
                  komponowana dla sportów wytrzymałościowych plus - jak na etykietce podaje
                  producent - pół tablicy Mendelejewa
                  Miałem tego pół litra, a było przygotować co najmniej 0.7. Po użyciu spłukać
                  wodą bo strasznie zakleja, ale za to nie trzeba gryźć i jednocześnie oddychać.
                  W sumie kalorie z tego "czegoś" bardzo tanio wychodzą, z tym że smakowo - takie
                  sobie. Ale za to jaka nazwa :o)))
                  Mam tego jeszcze w kuchni z pół wiadra :o)
                • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 03.07.07, 21:06
                  ha,ha tą obwodnicą to raz w zyciu jechałam, na pierwszej lekcji nauki jazdy:).
                  Co do jedzenia... ja się na tym nie bardzo znam, czego zresztą dowodem są moje
                  zgony na maratonie.
                  Natomiast batony energetyczne odradzam zwłaszcza w upał . Chyba lepsze będą
                  żele ( chociaż nie próbowałam).
                  Pan Mirek powiedział, że pierwszy raz trzeba zjeść po pół godzinie jazdy i
                  jesli sie je batony , na pewno nie cały od razu.
                  Generalnie bardzo niewygodnie je się ganjac co sił w nogach do przodu:), ale
                  lepiej nie zaniedbywac tej sprawy, bo będą zgony...
      • Gość: jackk3 Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.ptr.terago.ca 03.07.07, 17:23
        Gratulacje dla was! Pierwsze zawody zawsze pozostaja w pamieci. Mam nadzieje ze
        zlapaliscie bakcyla 'zawodniczego'. Zazwyczaj takie zawody daja swietna
        motywacje do treningow rowerowych. Ale najwazniejsze ze mieliscie dobra zabawe
        i nie zajechaliscie sie na 'smierc'. Nastepnym razem bedzie napewno lepiej.
        Co do jedzenia to bardzo wazne jest aby nie eksperymentowac na zawodach tylko
        jesc to do czego jestescie przyzwyczajeni. Osobiscie preferuje proste rzeczy
        np. banan, plynny jogurt, Power Gel czy Cytomax/Gatorade no ale ja nie jezdze
        dluzej niz 3 godziny, a i to rzadko. 4 godziny to juz jest bardzo duzy wysilek.
        Dobrym rozwiazanie byloby wg mnie mala kanapka np. z 'pinut butter', latwo
        przechodzi i nie zepsuje sie nawet w upale, a zawiera sporo kalorii.
        Pamietajcie tez o 'odnowie' na drugi i trzeci dzien po wyscigu!
        Pzdr
        • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 03.07.07, 20:46
          dokładnie tak - chyba złapałam bakcyla. Niestety na razie ograniczają mnie
          mozliwości:
          a) finansowe ( starty w maratonach, gdzie trzeba zapłacić wpisowe i dojechac -
          to jednak spory wydatek, a nas jest dwójka),
          b) umiejętności - jestem za słaba jak na razie technicznie ( co uwidacznia się
          na zjazdach zwłaszcza) żeby sobie poradzić na maratonie np. w Krynicy. Tak
          myślę, bo skoro Pan Mirek powiedział, ze to trudny maraton to on musi być
          trudny. Na razie w gókach mogę sobie pojeździć wybitnie turystycznie, bo niby
          co ja miałabym tam robić na maratonie skoro na Jaworzynę wjechałam w czasie 48
          min.:).
          Jak się jednak trochę podszkolę to może spóbuję sił w jakims górskim ( najwyżej
          się wycofam, chociaż to byłoby trudne dla mnei do przęłknięcia:))>
          Do Kondora:umówilismy się ze Sławkiem , że będzie jechał ze mną - pozowliłam mu
          jechac do przodu jakieś 14, 12 km przed metą ( już dokładnie nie pamietam), bo
          stwierdziłam, ze teraz to w razie czego ( awarii) dojdę prowadząc rower.Także
          byłby pewnie jeszcze pare miejsc wczesniej bo chyba miał tego dnia powera,
          czego chyba nie można powiedzieć o mnie.

          Faktycznie lubię wjeżdżac pod górę i idzie mi całkiem nieźle ( dziś znowu mi
          sie udało troche wyrwac do przodu pod górkę), ale jesli chodzi o zjazdy, jazdę
          lesnymi wąskimi ścieżkami , po korzeniach jestem zdecydowanie słabsza, co nawet
          dzisiaj było widać w naszym Lasku Lipie - bardzo fajnie miejsce do trenowania,
          tam zresztą odbywają się zawody xc - Puchar Tarnowa MTB.
          I jeszcze jedno sprostowanie: nigdy nie otarłam się nawet o II ligę
          siatkówki:), Sławkowi sie pomyliło, to była III, i raczej na ławce -
          rewelacyjna siatkarka ze mnie nie była, choć serce do gry wielkie:).
          Teraz tę miłość przeniosłam na rower plus góry ( i pomyśleć , ze jeszcze jakieś
          2 lata temu bluzgalam wjeżdżając pod górę:), teraz myślę,ze to najlepsza częśc
          rowerowania.
          • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 04.07.07, 21:43
            O jedzeniu napisano sporo i każdy ma swój wypróbowany sposób aby nie polec na
            trasie.Ja nie będę proponował nikomu swojego gdyż sam się dziwię że mój
            organizm wytrzymuje tą dawkę"emocji" jaką mu od czasu do czasu serwuję.7-8
            godzinne wypady nie należą do rzadkości.Wspomnę jedynie o rodzynkach i
            mieszance musli jaką zabieram na trasę.Gdy czuję że nadchodzi odpowiedni moment
            zatrzymuję się i podjadam.
            Gdybym startował w jakichś wyścigach,maratonach,to trzeba by było przejść na
            coś konkretnego.

            ..."ale jesli chodzi o zjazdy, jazdę lesnymi wąskimi ścieżkami , po korzeniach
            jestem zdecydowanie słabsza "...
            Wszystko przychodzi z czasem i tylko trening czyni mistrza.
            Gdy nie wychodzi zagrywka czy odbiór to wylewa się poty do ostatniej kropli
            przez długie miesiące.Wreszcie nadchodzi taki czas że mamy to za sobą.Na
            dziesięć zagrywek 10 asów.Tak jest z rowerem na zjazdach i w trudnym
            terenie.Strach paraliżuje mięśnie i palce same zaciskają się na klamkach.Teorią
            sie nie nauczy ,jedynie częsta jazda w trudnym terenie pozwoli osiągnąć
            zadowalający wynik.Z każdym sezonem będzie lepiej bo w każdym sezonie wiele
            kolejnych tras zaliczamy.
            • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 07.07.07, 22:47
              niedosyt, niedosyt, niedosyt...
              Pojechalismy dzisiaj do Krynicy z zamiarem obejrzenia maratonu a także
              zrobienia jakiejś traski.
              Kiedy się znajdzie w okolicy startu, kiedy poczuje tę atmosferę.... to żal
              serce ściska, ze się w tym nie uczestniczy.
              No cóż... mam jednak świadomość, że jeszcze za wcześnie. Muszę jeszcze
              popracować trochę nad róznymi elementami ( zwłaszcza na zjazdach), podjazdy
              jakoś bym pewnie zmordowała, ale te błotniste zjazdy....
              Na szczęście rozsądek zwyciężył nad emocjami i jednak nie pobieglismy wpłacić
              wpisowego, chociaż spotkalismy dwóch chlopaków z Tarnowa ( pozdrowienia jesli
              czytają to forum), którzy nas namawiali.
              Pojechaliśmy na trasę , ustawilismy się w fajnym punkcie widokowym ( podjazd).
              Sławek robił zdjęcia.
              Czołówka : m.in. Marek Galiński. Jechali sobie bez wysiłku, tak miarowo, równo,
              pieknie techniczne, bez żadnego gibania się na podjeździe.
              Niestety nie było wśród nich M. Bieniasza, który potem ( gdzieś około pewnie 50
              był), przejeżdżając obok nas powiedział: pomylilismy drogę.
              W ogóle było bardzo sympatycznie, bo niektórzy z przejeżdżających pozdrawiali
              nas ( m.in. nasz kolega, ale również nieznajome osoby, ktos tam z Tarnowa
              rozpoznał Sławka - Sławek jego nie, wiadomo -kask, okulary), ktoś krzykąnł do
              Sławka: fajne masz skarpetki..., ktoś zapytał czy ładnie wyszedł na zdjęciu:).
              Jestem pełna podziwu dla Pań, które przejechały ten maraton, bo warunki były
              bardzo ciężkie - błoto, błoto, błoto....no i wiadomo .. GÓRY.
              My ruszylismy w drugą stronę, przejechalismy sobie 30 km. po terenie ( błoto,
              błoto, błoto) , trochę szliśmy bo nie dało się wszczędzie jechać, potem 10 km.
              asfaltem do Krynicy i z powrotem bylismy wśród kolarskiej braci.
              Spotkaliśmy się z naszym kolegą - ukonczył:), umordowany był nieźle...
              I kiedy tak siedzielismy na schodach nowego Domu Zdrojowego , padł tekst dnia.
              Możecie sobie tylko wyobrazić jak wyglądały rowery po tej morderczej trasie -
              oblepione tonami błota. Szła sobie para starszych ludzi i Pani zdziwona
              powiedziała:
              A gdzie to takie błoto jest?:)))))
              Pod nosem powiedziałam: na deptaku, a mój kolega dodał: a jeźddzilismy sobie
              tak kilka kółek po deptaku:).
              Wieć siedzilismy na tych schodach i żal mi było, że nie możemy powiedzieć: tak,
              udało się nam skończyć...
              Mam jednak świadomość, ze przynajmniej mi byłoby dzis bardzo ciężko - nie to
              przygotowanie, jeszcze niedostateczne umiejętności i opony nie bardzo nadające
              się na błoto.
              Ale w przyszłym roku... chyba spróbuję, tym bardziej, ze Krynica to jedno z
              moich ulubionych miejsc.
              Szacunek dla wszystkich, którzy ukonczyli,szczególnie dla Pań, i dla tych kilku
              starszych Panów, jestem pełna podziwu.
              I dla Pana z Tarnowa ( Pan chyba juz po 50), ale jak on jeździ.... był 136 na
              mega w kategorii open, więc pewnie w swoje kategorii wiekowej bardzo wysoko.
              Gratuluję.
              jesteście ludziska wielcy!!!!
              Czy ktoś z forum był? Mógłby wrażenia z trasy opisać?
              • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 08.07.07, 05:38
                Ja mam też swoje maratony ale w samotności je pokonuję.Wczoraj 200 (szosówka)a
                za chwilę ruszam w Biesy ile wyjdzie nie wiadomo.Kolejny nieprzetarty szlak
                przede mną.Myślę że nie będzie takiego błocka jak opisywałaś relacje z Krynicy.
                Najważniejsze że zapowiada się fajna pogoda.
                W związku z maratonami mam pewien temat ale wieczorem napiszę bo muszę zmykać.
                Ciekawi mnie co na ten temat sądzicie.
                • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 08.07.07, 06:40
                  Kondor już na trasie.... ale mu zazdroszczę.
                  My dzisiaj jedziemy do Szczawnicy z teściami. Chcielismy żeby się przejechali
                  drogą Pienińską ( bo oni trochę jeżdżą na rowerkach). Tak więc dzisiaj na
                  pożyczonych rowerach ( a buu...:)), w wolniutenkim tempie...
                  No ale nie ma co narzekać widoki będą piekne. Wiem tylko, że serce będzie
                  płakać przy okazji każdej dróżki odchodzącej w las:)))>
                  Kondorze, podziwam Cię za samotne trasy i muszę przyznać, ze coś na rzeczy
                  jest.Ja również lubię jeździć asfaltem ( pod warunkiem, ze droga nieruchliwa) ,
                  jechać szybko, przed siebie, mieć wytyczony cel i wijącą się przed sobą drogę.
                  To też bardzo smakuje. A jak do tego widoki są tak piękne jak w
                  Bieszczadach...to wcale nie trzeba wjeżdżać w las żeby czuć się rowerwowo
                  spełnionym.
                  • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 08.07.07, 06:43
                    a jesli chodzi o maratony to wczoraj pomyślałam, że gdybym miała:
                    a) dość siły i umiejętności,
                    b) zasobny portfel,
                    c) więcej zdrowia i czasu
                    to bardzo chciałabym startować regularnie.
                    I nie chodzi tu o podjęcie jakiejś rywalizacji ( chociaż to też fajne jest),
                    tylko o tą przygodę, o to poczucie uczestniczenia w rowerowym święcie, o tę
                    atmosferę.
                    Tego się nie doświadczy jadąc samemu, we dwójkę, albo nawet w jakieś grupce.
                    • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 08.07.07, 22:00
                      ..."Pojechalismy dzisiaj do Krynicy z zamiarem obejrzenia maratonu a także
                      zrobienia jakiejś traski."...
                      W miarę jedzenia apetyt rośnie.Jak dobrze pamiętam od trzech lat zaczęłaś
                      kręcić i przypomnij sobie jakie były początki.Na czym jeździłaś i jakie
                      mieliście dystanse.
                      W chwili obecnej złapałaś bakcyla na większe ściganie bo sprzęt nowy i forma
                      odpowiednia. Widzę że zapomniałaś już o kolanie.Musisz uważać żeby go nie
                      przeciążyć bo możesz sezon stracić.
                      Wpadłem wczoraj na forum maratonu Krakowskiego i zauważyłem tam wątek dotyczący
                      nie uczciwej walki na trasie.Dwaj uczestnicy zostali przyłapani na jeździe na
                      skróty.Mimo zgłoszenia tego organizatorom nie bardzo chcieli reagować.Jak widzę
                      wszędzie znajdą się ludziska,którzy starają się oszukać.Zdecydowana większość
                      walczy o swoje pozycje wylewając poty na trasie ,a ktoś inny idzie na łatwiznę
                      i w konsekwencji znajduje się na liście przed nami.
                      Przed laty namawiał mnie kolega abym startował w mastersach.Traf że w tamtym
                      właśnie roku w Bieszczadach startowali mastersi na górskich mistrzostwach
                      kraju.Ponieważ znałem dobrze trasę po której mieli jechać ustawiłem się na
                      podjeździe najtrudniejszym pod względem nachylenia.Widziałem jak dwóch
                      zawodników przyczepionych do samochodu podciągało się na tej prostej.Jak to się
                      ma do uczciwości w stosunku do siebie i do pozostałych.
                      Podziękowałem za takie współzawodnictwo i kręcę sobie sam

                      Co jest ważniejsze sportowa walka czy wyższe miejsce na mecie?

                      Jeżeli chodzi o dzisiejszą trasę to ponownie 200 tym razem góralem i 2tyś
                      przewyższenia.Warto było bo widoki,miód w gębie.( ms- radzę to ująć w planach,
                      schronisko Koliba)

                      www.polibuda.info/tiki-browse_image.php?galleryId=1109&sort_mode=imageId_asc&desp=0&offset=0&imageId=35470#foto
                      • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 08.07.07, 22:28
                        Kondorze, Ty to byś normalnie wymiatał na maratonach!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                        jestem pełna podziwu.
                        W M5 pudło murowane.
                        Jak Ty to robisz? Jak Ty dajesz radę????
                        Ale masz rację oszukują - sama widziałam na własne oczy. Z tymże M.Bieniaz
                        mówił,że w czołówce by to nie przeszło, zbyt dobrze się znają i się pilnują.
                        Wczoraj na Giga wygrał Galiński, drugi Kaiser, Mirek B. był 16 ( to zapewne
                        skutek tego zbłądzenia), za to brat Mirka Max był 7 i coś czuję, że będzie z
                        niego kolarz przez duże K . Giga ukończyła też jedna kobieta. Wielki szacunek,
                        bo z tego co czytam na róznych forach to była wielka masakra a nie maraton.
                        I zgadzam się z Tobą w zupełności - taka rywalizacja nie ma sensu jesli sie
                        oszukuje... tylko kogo - samego siebie???
                        Co do mojego kolana - jak jadę roweem nie boli nic a nic. Jak dłużej pochodzę,
                        zaraz pojawia się ból.
                        Gdyby dało się żyć na rowerze...:)))).
                        • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 09.07.07, 21:23
                          Nie żebym był złośliwy ale jakoś tak w oko wpada mi to,co złego dzieje się na
                          maratonach.Wierzę że większość jest uczciwa i ta która nie śmieci

                          Wyczytane na forum
                          ..." jade sobie wczoraj podjazdem na cienkow wyzni (zolty szlak) a tutaj na
                          sciezce a to bidon rozbity, a tu butelka po poweradzie... natomiast
                          przed magurka wislanska juz tragedia, wielki rozdarty worek ze
                          smieciami i watr zaczal juz zawartosc roznosic po okolicy... na
                          drzewach co jakis czas niebieskie strzalki z napisem www.mtbmarathon.com

                          jak tak dalej pojdzie to nie bedziemy miec gor tylko wysypiska smieci.

                          moim skromnym zdaniem, jesli ktos sie sciga, to moze oprocz gapienia
                          sie tepym wzrokiem w licznik i pulsometr powinien pomyslec tez o
                          srodowisku - przeciez pusta butelka wchodzi do kieszonki koszulki tak
                          samo jak pelna. nawet lepiej bo da sie zgniesc. natomiast to co zrobil
                          organizator to przechodzi ludzkie pojecie - jak mozna nie posprzatac
                          burdelu ktory sie narobilo?? w takiej sytuacji nie ma co sie dziwic ze
                          nie wpuszczaja rowerzystow do parkow narodowych, ba, nie zdziwilbym
                          sie nawet jakby jeszcze rozszerzyli tereny gdzie nie wolno na
                          rowerze "....

                          ..."Ty to byś normalnie wymiatał na maratonach"...
                          Jestem samotnikiem ,jak to kondor.W takim stadzie połamali by mi skrzydła.I co
                          wtedy Izo?
                          • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 09.07.07, 21:36
                            Spowodowałeś, ze się zaczerwieniłam Kondorze ze wstydu:(. Ale mam nadzieję,ze
                            mi wybaczysz.
                            Bo oto ja wielki przeciwnik śmiecenia , naśmeiciłam na maratonie... Niestety.
                            jakkolwiek papiery po batonach upchałam do kieszonki, ale...
                            No cóż.. złapał mnie kryzys .. Sławek dał mi w butelce plastikowej resztę
                            swojej odżywki, wypiłam, byłam tak zmęczona, tak zrezygnowana, ze nie
                            pomyślałam co mogłam z nią zrobić... a masz rację.. mogłam wcisnąć w kieszonkę.
                            Wyrzuciłam w zboże...
                            wiecej tego nie zrobię - obiecuję. Byłam u kresu wytrzymałości.
                            Ja naprawdę generalnie nie śmiecę i pogardzam tymi co to robią...
                            Wybaczysz?
                            • Gość: kondor Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.interq.pl 09.07.07, 22:36
                              Każdy ma coś na sumieniu.
                              Jestem wrażliwy na to co wkoło mnie bo ludzkiej znieczulicy ogrom. Jeżdżę
                              trochę po leśnych duktach i szlak mnie trafia jak po rowach widzę ludzką
                              bezmyślność.Jeszcze jak ktoś skórkę z banana w krzaki rzuci to pal go licho ale
                              jak butelkę plastikową w rów ciśnie to bezsens.
                              • Gość: ms Re: Nasz pierwszy maraton IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.07, 23:03
                                Skórki z banana, ogryzki, zużyte chusteczki higieniczne i wszystko inne co sie
                                rozłorzy na czyniki pierwsze po paru deszczach ciskam od lat w rowy między trawę
                                - niech natura wraca do natury.
              • ellanor Re: Nasz pierwszy maraton 11.07.07, 14:22
                Ja byłam :) Pierwszy raz w życiu na takiej imprezie ;) Jak wróciłam,
                powiedziałam: - dosyć !! ostatni raz, nigdy więcej. Minęło parę dni i już myślę
                o kolejnym maratonie :)) To jak było? to trzeba było przeżyć, nikt z deptaka
                nie był sobie w stanie wyobrazić co przeżywaliśmy na trasie. Nie było łatwo,
                ale udało mi się dojechać do mety (takie było moje założenie). Nie ważny czas,
                ważne dojechać, poczuć ten klimat :) a przeżycia niezapomniane do końca życia :)
                Zachęcam, bo to fajna zabawa:)
                • lemuriza Re: Nasz pierwszy maraton 11.07.07, 15:30
                  Zgadzam się z Tobą w 100% - niezapomniane przeżycia, chociaz ja brałam udział
                  tylko w maratonie krakwoskim. Pisze "tylko" bo zdjae sobie sprawę, że był
                  znacznie łatwiejszy ( trasa i warunki pogodowe) niż ten krynicki.
                  Podziwam Cię, ze zdecydowałaś się na pierwszy raz wybrac tak cięzki maraton.
                  Jaki dystans?
                  Ja pojade jeszcze do Krakowa 26 sierpnia, jak zdrowie pozwoli i jeszcze
                  zastaanwiamy się nad Kielcami tydzień później.
                  Super atmosfera, poznaje się mnóstwo ludzi, poczucie rowerowej integracji:),no
                  i uczucie spełnienia rowerowego. bezcenne:).
                  • ellanor Re: Nasz pierwszy maraton 11.07.07, 16:35
                    Nie zdawałam sobie sprawy jak to wygląda, byłam można powiedzieć zupełnie
                    nieprzygotowana. Jeżdżę trochę rekreacyjnie po beskidach (do 40km), myślałam że
                    będzie podobnie jak u nas. I było, nie było kamieni za to było wszechobecne
                    błotko :) Oczywiście pojechałam na mega. mini (12km) już dla mnie to było mało.
                    mega jeszcze trochę za dużo, ale popracuję nad tym ;) Być może pojawię się w
                    Krakowie, ale być może to będzie właśnie mini (chyba 35km), prawdopodobnie nie
                    będę miała możliwośći jeździć na rowerze do tego czasu, więc kondycji nie będę
                    miałam wogóle....ale ten klimat, żal stracić. Trzeba będzie na przyszły sezon
                    odbudować formę:)
                    PS. Kielce też mam na oku ;) w tym roku
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka